|
2010-03-11 21:14
Przygotowałam taką małą prezentację - we współpracy z siecią wymiany dobrych praktyk na temat partycypacji społecznej w planowaniu communityplanning.net . Zapraszam do obejrzenia i ewentualnego wyjaśniania wątpliwości. Chętnie się tego zadania podejmę jako że jestem przekonana o słuszności prezentowanych treści. w najmniejszym stopniu nie ma w tym idealizmu. Jest za to propozycja rozwiązania problemu, z którym my planiści oraz urzędnicy mamy kłopot. A mianowicie problemu z chęcią wyrażaną przez coraz liczniejsze osoby aby stać się podmiotami planowania. Życzę miłego oglądania i interesującej lektury: http://mojemiasto.org.pl/urbanistyka/Partycypacja%20spo%B3eczna%20w%20planowaniu%20przestrzennym.pdf
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2010-03-06 21:17
Wiele się ostatnio mówi, pisze o potrzebie budowania miejskości w oparciu o kreatywność mieszkańców, o potrzebie stymulowania innowacyjności, o tworzeniu środowiska sprzyjającego kontaktom - bo to wspomaga innowacyjność. Mówi się również o tym, że te miasta odnoszą sukces, które potrafią przyciągnąć klasę ludzi mobilnych, innowacyjnych, wysokiej jakości specjalistów w swojej dziedzinie. Bo to sprzyja budowaniu miejskiego potencjału, bo tym charakteryzują się, o to zabiegają współczesne metropolie, etc. etc. Nie chcę być gołosłowną więc przytoczę wypowiedź - skądinąd niezwykle ciekawą - jednego z prekursorów myślenia o miastach jako inkubatorze innowacyjności - Charles'a Landry'ego. No dobrze - tyle teorii. W praktyce "kreatywni" włodarze miast likwidują istniejące skwery i parki aby zadowolić nie mniej "kreatywnych" inwestorów. Inwestorów, którym się wydaje, że likwidując park zarobią bo ściągną więcej żądnych mieszkania w sprzyjającym środowisku bogatych, innowacyjnych i mobilnych przedstawicieli klasy kreatywnej. Tymczasem - nie wiem czy ślepi czy głusi czy też polegający na opinii niewłaściwych doradców - pomijają fakt, że owi kreatywni, mobilni i dużo zarabiający wolą mieszkać tam, gdzie za oknem mają skwer i nie doskwiera im bezpośrednie sąsiedztwo ruchliwej ulicy. Że sprzyjające środowisko - to właśnie ten skwer i przyuliczna zieleń. Że osoby szukające miejsca zamieszkania - jeśli tylko ich na to stać (a to jest zdaje się brzydko mówiąc - target inwestorów) będą uciekać od hałasu i smrodu ruchliwych ulic, a zieleń te uciązliwości ogranicza i niweluje. Włodarze nie myślą o tym, że likwidując przestrzeń publiczną sprzyjającą kontaktom i pogarszając poprzez likwidację przyulicznej zieleni jakość życia w mieście (bo nie wiem czy zapomnieli lekcje w szkole podstawowej, gdzie uczono że rośliny w czasie fotosyntezy uwalniają tlen, a może nie uważali..) pozbawią siebie i innych wpływów z podatków od już obecnych w danym miejscu kreatywnych, mobilnych i dobrze zarabiających. Jaka jest tego wszystkiego konkluzja i czemu o tym piszę. Ano dlatego, że kiedy mi zlikwidują skwerek za oknem i postawią apartamentowiec w miejsce istniejącej zieleni publicznej - to się przeprowadzę. Bo nie lubię spalin i hałasu samochodów, a drzewa skutecznie te uciążliwości minimalizują. Przeprowadzę się - bo mnie na to stać. Gdzie będę płacić podatki - ano tam gdzie mi będzie wygodniej. Nie będę się w swoich życiowych wyborach kierować altruizmem, sentymentem etc (przepraszam jeśli kogoś uraziłam) ale komfortem własnym i moich dzieciaków. Jak my wszyscy. Kto na tym straci a kto zarobi? To już nie mój problem. Czy to jest rzadko spotykany sposób myślenia - nie sądzę..
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (2)
2010-03-04 22:31
Bardzo rzadko zdarza mi się cokolwiek polecać czy też reklamować. Jeśli to dzieje się to z pełnym przekonaniem. W ten właśnie sposób polecam książkę światowej sławy architekta i projektanta przestrzeni zewnętrznych profesora Jana Gehla - wykładowcę wielu uczelni w wym słynnej Kopenhaskiej Szkoły Architektury. Polecam gorąco - informacji w sieci sporo - szczególnie w związku z promocją która obyła się podczas Dnia Architekta na poznańskiej Budmie : http://www.nbi.com.pl/budma-2010-dzien-architektury/ Witryna wydawcy: http://www.architekturaibiznes.com.pl/start.php?opt=sprzedaz&type=ipw&pid=41 A dla zainteresowanych wywiad z autorem pochodzący z kultowego filmu Contested Streets:
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2010-02-27 13:02
Przeglądałam ostatnio Rzeczpospolitą (dawno już tego nie robiłam bo zamieszczane tam komentarze działają mi swoim pro-deweloperskim podejściem na nerwy - przykład tutaj). Lektura zaskoczyła mnie nadzwyczaj pozytywnie, jako że dostrzegam pierwiosnki innego troszkę niż dotychczas myślenia. Zwróćcie uwagę na poradę eksperta w zakresie prawa: Powoli uczymy się rozróżniać interes końcowego nabywcy nieruchomości, który będzie zmuszony męczyć się z brakiem skutecznego dojazdu, a niekiedy również efektywnej infrastruktury (o czym pisze również Rzeczpospolita w innym artykule na podobny temat) o szkołach, przedszkolach i tego typu udogodnieniach nawet nie marząc - od interesu aktualnego rolnika, któremu na skutek zmiany przepisów hipotetycznie spuchnie portfel. Hipotetycznie jako że przepisy - tu cytując za Gazetą Prawną Pana Ministra Dziekońskiego zmierzają w kierunku pobierania wyższych podatków w momencie zmiany statusu gruntu na budowlany: "Odrolnienie gruntów z mocy ustawy da gminom dodatkowe dochody. Gminy będą bowiem miały prawo do pobierania od gruntów przekształconych podatków od gruntów budowlanych, a nie rolnych, jak jest to obecnie. Pytanie gdzie w tym wszystkim miejsce dla planowania przestrzennego rozumianego (nawet nie w kategoriach kształtowania abstrakcyjnego dla niektórych ładu) ale jako instrument racjonalnego wydawania publicznych pieniędzy - pamiętajmy że zainwestowanie to nie tylko dochody ale również koszty dla gminy (choćby wielokrotnie cytowana tu infrastruktura). Szcześliwie rządowy projekt zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zakłada powiązanie ustaleń studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego z wydawanymi decyzjami administracyjnymi (o innym niż dotychczas nazewnictwie oraz zasadach i przygotowywanymi przez inwestora - ale nadal są to decyzje administracyjne) . Konkretnie z wyznaczonymi w studium strefami urbanizacji, przestrzeni chronionej oraz strefami tzw. kontynuacji zabudowy i rozwoju zabudowy. Nie wiem co prawda dlaczego w strefie kontynuacji zabudowy mają nie obowiązywać tzw. krajowe przepisy urbanistyczne, tudzież skąd bierze się znaczna swoboda kształtowania tamże zagospodarowania oraz nie trzeba uzbrajać terenów... Nie wiem też czemu na wzór przepisów francuskich nie uprościć sprawy i nie podzielić terenu gminy na strefę zurbanizowaną i naturalną - co byłoby zdecydowanie bardziej klarowne i mniej dziwne a co za tym idzie nie stwarzałoby okazji do nadużyć. Jednak dzięki takim rozwiązaniom gminy zyskują instrument, dzięki któremu mogą kształtować własną politykę przestrzenną. Powyższe zmiany - co ważne - znacznie podnoszą rangę studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Stąd dyskusja, która ostatnio toczy się np. w Łodzi na temat zmiany tegoż dokumentu nabiera nowego znaczenia. Ja sama osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia na obecnym etapie dokumentu dotychczasowego. Również z tego względu, że w znacznie większym stopniu uwzględnia wymogi proponowanych zmian ustawy niż projekt do którego można jeszcze składać uwagi. O zagadnieniach kształtowania racjonalnego rozwoju nie wspominając - bo już to wyjaśniałam, kilka razy.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (4)
2010-02-26 11:38
Trochę prowokacyjnie (a sprowokowało mnie do tego pytanie o przyszłość centrum Łodzi - bardzo ciekawe pytanie, które tu padło a propos wywiadu przedrukowanego tutaj: http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf ) polecę Państwu przemówienie Roberta Neuwirth'a o "miastach w cieniu" zamieszczone w serwisie TED. W oryginalnej wersji - dostępne są również polskie napisy: http://www.ted.com/talks/lang/eng/robert_neuwirth_on_our_shadow_cities.html Próbując odpowiedzieć na postawione w komentarzu pytanie: "Chciałbym poznać Pani zdanie, ocenę na temat rozmowy z prof. Markowskim. http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf Zgadzam się z Panem Profesorem co do potrzeby inwestowania w centrum. Jest to obszar, który przez wiele lat pozostawiony sam sobie (zresztą Łódź od początku budowała się sama, często w sposób możliwie najtańszy) wymaga teraz podjęcia działań. I to nie tylko dlatego, że chcemy mieć piękne środmieście ale również ze względu na zagrożenie życia i zdrowia przechodniów w związku z odpadającymi - często na chodnik - elementami elewacji budynków. Nie tylko dlatego że chcielibyśmy zapobiec tworzeniu w centrum gigantycznych parkingów, ale również z tego powodu, że w głębi łódzkich kwartałów w najlepsze, obok licznych warsztatów samochodowych, rosną na równie licznych nieużytkach pokrzywy, a są takie rejony gdzie w pewnej odległości od ulicy hoduje się kury. Jednak nie podzialam poglądów Profesora co do wizji przedstawionej w cytowanym wywiadzie, burzy się we mnie krew na myśl o tworzeniu slumsów na przedmieściach poprzez wyprowadzanie z centrum ludzi, o których się pisze że są skazani na wykluczenie. W mojej ocenie na razie jeszcze nie są na nic skazani - natomiast jeśliby ich wyprowadzić na przedmieścia i stworzyć getta - rzeczywiście może to stać się źródłem problemów. Uważam że lekarstwem, stosowanym wszędzie tam, gdzie udało się przeprowadzić zakończoną sukcesem rewitalizację (np. w Bilbao, o którym tu pisałam) są narzędzia rewitalizacji społecznej - szeroko rozumianej, w niektórych przypadkach są one ważniejsze niż kwestie przebudowy fizycznej struktury miasta. To wymaga zmiany podejścia do planowania i do ludzi. Dostrzeżenia w mieszkańcach (również tych najuboższych - wiem że jestem tu kontrowersyjna ale celowo przytoczyłam na wstępie przemówienie, które nota bene uznano za jedną z 10 najlepszych mów serwisu TED) potencjału, który może przekształcić miejsce. Zgadzam się z Panem Profesorem w ocenie potrzeby synergii pomiędzy tzw. Nowym Centrum Łodzi i otaczającą zabudową mieszkaniowo-usługową. Ale całkowicie nie zgadzam się z propozycją zmierzającą wprost ku gentryfikacji łódzkiego śródmieścia. Był kiedyś na ten temat artykuł w Gazecie Wyborczej, który (ze sporym uproszczeniem) wyjaśniał istotę tego problemu: http://www.mojemiasto.org.pl/zalozenia-projektu/szanuj-menela-swego-o-rewitalizacji/ (celowo przytaczam tu źródła popularne, osobom chcącym zgłębić te zagadnienia dokładniej proponowałabym np. serwis urbact.eu lub lekturę dokumentów KE). Druga sprawa poruszona w pytaniu: Paradygmat rozwoju polegającego - w istocie rzeczy - na powiększaniu terytorialnym - jest pewną pozostałością okresu, kiedy miasta charakteryzowały się zwartością. To było dość dawno temu ale jednak wciąż funkcjonuje w świadomości. Funkcjonuje napędzane przez chęć zwiększenia wartości gruntów rolnych na przedmieściach oczywistą dla ich właścicieli. Która z kolei jest niekorzystna dla miasta a więc dla ogółu - bo trzeba nowe tereny np. uzbroić, co kosztuje (a pieniążki pochodzą z miejskiej kasy). Pewien rozłam w środowisku planistów, o którym Pan pisze wynika w istocie z mniejszej lub większej spolegliwości w stosunku do dość silnie artykułowanych interesów tej grupy interesariuszy. Trudno tutaj mówić o zwolennikach czy przeciwnikach tego poglądu. Taka sytuacja wynika w mojej ocenie z szerszego zjawiska - a mianowicie z nieobecności przez dłuższy okres czasu w Polsce grup interesu (w tej chwili się one formują w postaci m.in. coraz liczniejszych NGO) które byłyby zainteresowane ochroną dobra wspólnego poprzez wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju. Planowanie w praktyce spowadza się do zapisu oczekiwań społeczności. Lub tej jej części, która najgłośniej krzyczy. Cokolwiek byśmy pod tym terminem nie rozumieli. Dlatego ja bym tu niekoniecznie odnosiła się do postaw planistów - jesteśmy po prostu mniej lub bardziej realistyczni czy też jak kto woli spolegliwi wobec woli inwestora, którym jest samorząd. To jest troszkę inne podejście do zagadnień planowania niż prezentowane w postawionym pytaniu. W mojej ocenie wynika ono jednak z realnej oceny sytuacji. Jest jeszcze jedno zagadnienie, które powinno zostać podjęte przy okazji formułowania strategii dla miasta. Czy chcemy stać się sypialnią dla Warszawy (co wcale w mojej ocenie nie jest takie znów głupie i jest całkiem realne w momencie budowy szybkiej kolei)? W takim razie również warto inwestować w śródmieściu dla podniesienia standardu życia w tym obszarze - poprzez tworzenie, niewielkich nawet, parków, budowę ścieżek rowerowych, etc. Wydaje mi się, że z czasem osoby które chciałyby mieszkać w Łodzi, przyciągnięte atrakcyjną lokalizacją (i niższymi kosztami życia niż w stolicy) mogłyby się zainteresować lokowaniem tutaj swojej działalności biznesowej. Bo po co jeździć, skoro jeździć nie trzeba. Tym bardziej że tak wielu światłych, młodych ludzi już z Łodzi do stolicy wyjechało.. I być może byliby zainteresowani powrotem - bo np. mając dzieci dobrze mieć Babcię na miejscu, tudzież w którymś momencie trzeba pomyśleć o opiece na starszymi rodzicami. Powyższa odpowiedź jest moim osobistym poglądem na wymieniony temat.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2010-02-21 22:05
Chciałam pisać o łódzkim studium - bo już mi się troszkę układa w głowie bezsens prób zmiany dobrego, innowacyjnego dokumentu na inny - mniej innowacyjny - bez uwzględniania propozycji zmian przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, który narzuca dokumentowi studium rolę istotnego regulatora uprawnień inwestorów. Tymczasem lektura Wyborczej i wiadomość o tragedii.. "Przed skutkami "betonowania" Madery, zwężania koryt potoków i strumieni górskich celem uzyskania dodatkowego miejsca pod budowę domów od dawna ostrzegały miejscowe organizacje ekologiczne." Współczujemy, pomagamy, składamy kondolencje. Tymczasem sami robimy wszystko aby jak najwięcej miejsca odebrać naturze. Identycznie jak na Maderze. Z opłakanymi skutkami dla nas samych - bo dążąc do zajmowania dla zysku wciąż nowych terenów, zasypując zbiorniki retencyjne, nie budując nowych, wymuszając na ile się tylko da odralnianie terenów niezależnie od ich lokalizacji zmierzamy dokładnie w tym samym kierunku. Przy okazji fundując sobie samym i naszym dzieciakom ciągłe choroby na skutek zaneczyszczeń związanych z rozwijającą się w coraz szybszym tempie motoryzacją. POSTĘP?: "Dziś Madera, główna wyspa archipelagu (57 km długości na 22 km szerokości), zwana "wiecznym ogrodem", poprzecinana nowymi drogami szybkiego ruchu, wiaduktami i tunelami przypomina szwajcarski ser - pisze agencja AFP o skutkach "betonowania" wyspy. Szef rządu regionalnego Madery Alberto Joao Jardim, pozostający od długiego czasu w konflikcie z władzami centralnymi w Lizbonie, broniąc się przed zarzutami ekologów, użył w niedzielę w rozmowie z dziennikarzami takiej me Podkreślił, że za jego administracji dzięki polityce wielkich przedsięwzięć budowlanych na wyspie, finansowanych w znacznej mierze przez Unię Europejską, Madera z jednego z najbiedniejszych regionów Portugalii stała się regionem o dochodach wyższych o 25 proc od średniej krajowej." Pozostaje pytanie czy to rzeczywiście postęp czy po prostu bezmyślność. Czy rozwój mierzony nowymi estakadami, wiaduktami i tunelami tudzież kilometrami asfaltu to rzeczywiście rozwój czy może jednak głupota i zaściankowość? Działanie wbrew znanym od dawna prawom fizyki, która w oczywisty sposób mówi, że jeśli woda nie wsiąknie tu to znajdzie sobie ujście gdzie indziej. Odchodzą w niepamięć czasy, kiedy rozwój kraju mierzyło się współczynnikiem motoryzacji. I całe szczęście. Nawet nie wspomnę o kryzysie paliwowym (bo przecież nie muszę się zamartwiać wszystkim) czy o zanieczyszczeniu powietrza w miastach na skutek rozwoju motoryzacji - bo skoro się z miasta wyprowadziło, choćby na przedmieścia, to trzeba do niego dojechać by móc skorzystać z jego dobrodziejstw. Zaproszę za to do obejrzenia zwiastunu całkiem nieźle zrobionego filmu związanego z konsekwencjami bezmyślnych działań człowieka - bez zbędnych zachwytów rozwojem motoryzacji postrzeganej przez niektórych (w tym władze Madery) jako warunek powszechnej szczęśliwości.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (4)
2010-02-18 22:59
Tym razem krótka reklamówka ruchu. Doskonale przygotowana. Brakuje mi w tym uproszczeniu poszanowania lokalnych wartości, nawiązania do tradycji, poszukiwania nowych technologii i form w urbanistyce i całego mnóstwa ważnych rzeczy obecnych w tradycyjnie pojmowanym projektowaniu urbanistycznym. Ale i tak mi się podoba. Bo jest cool. I ponieważ uwielbiamy jako nacja ściągać i kopiować amerykańskie wzorce - a to przecież najnowsza amerykańska moda. Może byśmy trochę skopiowali? Niekoniecznie wiktoriańskie dworki bo mamy nasze własne tudzież dużo innych fajnych rzeczy, ale całą resztę. A Wam jak się podoba?
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (4)
2010-02-13 23:20
Mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy świadkami przemian w urbanistyce. W niepamięc odchodzi epoka "miast ogrodów" a wkraczamy w okres "dogęszczania". Oczywiście troszkę rzecz trywializuję i upraszczam ale już się tłumaczę.
Rozwinięcie idei w okresie modernizmu zaowocowało deformacją w postaci między innymi naszych rodzimych osiedli sypialni.
Rozwinięcie idei w ujęciu amerykańskim to dla odmiany hektary peryferyjnych suburbiów. Jedne i drugie doprowadziły do dezurbanizacji dotychczasowych centrów. W obu przypadkach - znów rzecz upraszczając - zawiniła przesada możliwa dzięki industrializacji.
Obecnie trend ulega odwróceniu. A tradycyjna urbanistyka aczkolwiek w nowym wydaniu nabiera znaczenia. Przykładów na to jest wiele. W Ameryce (i nie tylko) mówi się powszechnie o retrowersji - czyli dogęszczaniu poprzez wprowadzanie tradycyjnych struktur. Tak aby amorficzne (inaczej bezpostaciowe) nie wiadomo co uczynić na powrót miastem. W Europie, gdzie ciągłość planowania formy urbanistycznej i poszanowanie kontekstu jednak zostało zachowane (choćby w twórczości Jeana Nouvela i wielu innych ale również w nauczaniu na Wydziałach Architektury) częściej mówi się o rewitalizacji choć w praktyce rzecz sprowadza się często do tego samego. Najbardziej spektakularną chyba wizją procesu polegającego na powrót na "dogęszczaniu" - czyli tak jak drzewiej bywało - są plany przebudowy Paryża. Zakładane na kolejną dekadę zaangażowały gigantyczne sumy pieniędzy. Nad finalną wersją pracuje zespół złożony z dziesięciu słynnych pracowni, które ze sobą w ramach tego projektu współpracują. Tu zaś projekt wspomnianego powyżej Atelier Jean Nouvel - jednej z firm uczestniczącym w przedsięwzięciu. Oraz obszarny artykuł w Bryle na ten temat. Nie wszystko mnie się (osobiście) w tych pomysłach podoba. Choć można przypuszczać, że idea w wydaniu francuskim odniesie znakomite rezultaty. Dopiero przeniesiona na grunty inne może znów zostać zdeformowana. Długo by o tym pisać i zapewne się tego w najbliższym czasie gdzieś podejmę. Póki co korzystając z okazji zapraszam do lektury artykułu mojego własnego autorstwa, na temat łódzkiej Grupy Pewnych Osób, który ukazał się w najnowszym numerze Kultury Enter.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (3)
2010-02-10 22:42
Kiedy przyglądam się w jaki sposób fani Depeche Mode przedzierają się dzisiaj przez śnieg i pokonują szerokie arterie komunikacyjne aby zobaczyć swoich ulubieńców nie umiem powstrzymać się od myślenia że coś zostało zaprzepaszczone.
Brakuje mi przeogromnie tego aby wielkie masy ludzkie zdążające na koncert oraz biorące udział w całej gamie innych wydarzeń mogły korzystać z łódzkich sklepów, lokali gastronomicznych i innych miejsc rozrywki i zabawy. Koncert na pewno będzie przepyszny, szczególnie dla osób, które przyjechały go oglądać z daleka. A co po? Szybciutko na pociąg i do domu? Niezależnie od wszystkiego WSZYSTKIM WIELBICIELOM DEPECHE MODE - ŻYCZĘ DOBREJ ZABAWY!
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (1)
2010-02-08 22:16
Coraz więcej przedsiębiorstw, klientów i szkół współcześnie "Stawia na Zielonych". Przyjmijmy że jest to najlepsze tłumaczenie zwrotu "Going Green", który stał się ostatnimi czasy szalenie popularny w USA. Na czym owa "zieloność" ma polegać? Ano na wykorzystywaniu w praktyce odnawialnych źródeł energii, ograniczeniu zużycia paliwa, budowaniu i funkcjonowaniu w energooszczędny sposób.
I co? Oglądając zdjęcia Anielskiego Gniazda mam pewien problem ze zrozumieniem na czym może polegać oszczędność energii jeśli przyjmiemy życie i funkcjonowanie na środku bezludzia. Gdzie sama lokalizacja zmusza nas do korzystania z samochodu jako z podstawowego środka transportu. Gdzie jesteśmy zmuszeni użytkować maksimum energii na ogrzanie budynku (nawet bardzo energooszczędnego). Ratuje nas chyba jedynie możliwość wykorzystania siły wiatru, który na takich pustkowiach dmie ze wzmożoną prędkością. O czym mieliśmy okazję się przekonać - szczególnie w Polsce centralnej - ubiegłego lata. Mam wrażenie że coś tu jednak jest nie do końca tak jak być powinno. A szanowni Panowie Ekolodzy, z całym szacunkiem dla trendu "Going Green" powinni zdawać sobie sprawę że lokalizacja zabudowy ma kluczowe znaczenie dla oszczędności energii i ochrony środowiska. Więcej - jestem przekonana że ten moment nastąpi i nurty ekologiczne uznają potrzebę planowania urbanistycznego jako jedną z podstawowych metod działania. Bo Going Green rozumiane jako ochrona środowiska i zrównoważony rozwój - wcale nie oznacza życia na wsi rozumianej jako odległe, budowane bez ładu i składu przedmieścia. Ani też życia na bezludziu. Obszerny wywiad z twórcami Anielskiego Gniazda w programie The Gregory Mantell Show - Going Green
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2010-02-05 10:09
Ulice mają szanse stać się miejscem atrakcyjnym za sprawą osób, które tymi ulicami chodzą. Kiedy mamy do czynienia z ruchem pieszym wzdłuż ulic może rozwijać się handel, usługi. Ludzie spotykają się ze sobą, obserwują się, czasem wchodzą we wzajemne interakcje. Dlatego ruch pieszy jest dla rozwoju miast ważny. Kiedy go nie ma nieobecna staje się miejska kultura i miasto traci atrybuty przestrzeni sprzyjającej innowacyjności. Powyższe stwierdzenia powoli stają się oczywistością (jak wiadomo lubuję się w truizmach, tak już mam - taki mój belferski przywilej). O zaletach ruchu pieszego sporo się ostatnio mówi. Są na ten temat organizowane konferencje i sympozja. Np. poniżej: Ruch pieszy, a więc - zbliżenie miejsca zamieszkania i miejsca pracy nauki. A więc redukcja kosztów paliwa. Zmniejszenie nakładów na infrastrukturę. Jednocześnie potrzeba organizacji transportu zbiorowego - o tym tu było cokolwiek. I uczynienia go przyjaznym użytkownikom. Cytowałam tu jakiś czas temu Jaimiego Lernera - wieloletniego burmistrza Kurytyby oraz jego piosenkę.. Spoglądając na powyższą sprawę z odmiennego punktu widzenia - z punktu widzenia wielbiciela motoryzacji (skądinąd ciekawy blog, jako kierowca dowiedziałam się jak wyjechać z zaspy, przydatne) dowiadujemy się, że piesi popełniają wykroczenia. Tymczasem poniższy film doskonale ilustruje problem. Nieco inny niż zdefiniowany ale problem. Otóż łamanie przepisów na ogół wynika z bezsensu stosowania tychże przepisów w danym miejscu. Planowanie powinno dopasowywać się do zachowań użytkowników przestrzeni. Jeśli gdzieś jest przejście piesze (bo wszyscy z niego korzystają) to tam powinny znaleźć się pasy tudzież sygnalizacja świetlna. Tak aby starsze osoby nie musiały pokonywać dodatkowo kilometrów po nieodśnieżonym chodniku bez potrzeby. Jeśli łódzka ulica Piotrkowska jest traktowana jako należąca do pieszych - to powinna do nich należeć, a ruch samochodowy należy tam ograniczyć. Nie wspominając o celowości budowy czteropasmowych ulic, po których nikt nie jeździ oraz lokalizowania tramwaju pośrodku tak aby korzystającym z masowej komunikacji było trudniej. Parafrazując: 'Szanowni Państwo! Naprawdę zastanówmy się póki nie jest za późno'.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-02-02 00:34
Goethe zachwycał się Via del Corso w wieku osiemnastym. W ocenie poety ulica zasługiwała na szacunek i uwagę do tego stopnia, że zmierzył ją krokami - liczyła 3500 kroków, nieco ponad 1625 metrów. Opisywał życie ulicy, najbardziej ożywione w niedziele, kiedy bogaci Rzymianie przechadzali się Corso w swoich powozach, etykietę znajdującą zastosowanie w jej wąskiej przestrzeni i ruch tłumu: widzów, koni, uczestników festiwalu podczas karnawałowego szaleństwa. Ożywionego tłumu w bardzo wąskiej przestrzeni najdłuższej prostej ulicy Rzymu. (Opis zaczerpnęłam z ksiązki Great Streets Allana B. Jacobs'a).
Obecnie Via del Corso utraciła nieco z dawnej renomy, choć nadal jest to najsłynniejsza handlowa ulica Rzymu. Mieszcząca butiki znanych firm. I choć współczesne opisy nie są już tak entuzjastyczne nadal Via del Corso wraz z innymi zlokalizowanymi w pobliżu obiektami i miejscami współtworzy system charakterystycznych miejskich przestrzeni. Definiujących miasto, odpowiedzialnych za orientację i ...piękno. Proste, długie ulice mają w miejskiej strukturze niejednokrotnie do odegrania ważną rolę. Zbliżoną do tej jaką odegrała opisana powyżej ulica. Są ważnym elementem orientacji. I mogą stać się centrum miejskiego życia.
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2010-01-30 23:25
Lubicie Neila Gaimana? Ja bardzo. Ze wstępu do zbioru opowiadań Rzeczy ulotne: "Historie opisuje się najlepiej opowiadając historie. Widzicie? Kiedy ktoś opisuje opowieść sobie bądź światu, czyni to poprzez jej odwiedzenie. To akt równowagi, sen. Im dokładniejsza mapa, tym bardziej przypomina teren. Najdokładniejsza mapa sama byłaby terenem. W ten sposób stałaby się idealnie dokładna i całkowicie bezużyteczna. Kolejne cesarskie plany dotyczyły najpierw budowy modelu w skali 1:100 odtwarzającego dokładnie rzeczywisty świat.. Co całkowicie wyczerpałoby budżet cesarstwa. Oraz w sferze marzeń.. odtworzenie rzeczywistości w skali 1:1. "W kronikach zapisano, że cesarz zmarł we śnie, i istotnie, odpowiada to prawdzie - choć można by dodać, że jego śmierć nie nie była całkiem naturalna, a najstarszy syn, który zastąpił go na tronie cesarskim, zupełnie nie interesował się mapami i ich sporządzaniem." Nauka z tej przypowieści, jak to zwykle bywa, dotyczy potrzeby zachowania równowagi. Choć nie tylko i nie wyłącznie. Modele w planowaniu i zarządzaniu, bo o tym tu mowa, stosowane są od zawsze. I zawsze ich możliwości są ograniczone. Warto modelować, choć sami ich twórcy zdając sobie sprawę z ograniczeń, definiują cel i założenia modelu. Modele są materiałem do dyskusji. I to jest współcześnie ich podstawowa rola. Koncept zapożyczyłam od Guhathakurta Subhrajit'a, który mówi o modelowaniu jako o opowiadaniu historii.. Czyli jak w powyższym cytacie... Mapa/model to historia do opowiedzenia.
kategoria:
Wizje
Komentarze (0)
2010-01-27 22:33
We współczesnym designie miejskim bardzo często woda wykorzystywana jest bez fizycznych ograniczeń w postaci specjalnie konstruowanych zbiorników, sadzawek, cembrowin i tym podobnych. Leje się po prostu wodę na trotuar, woda paruje, można w niej moczyć nogi i ...tak mi się marzy lato, ciepło i to, że takie sytuacje mogą mieć miejsce.
Wszyscy się dobrze bawią. Bywa, że woda która znajduje zastosowanie w tej formie tryska z fontant. Zdarza się że jest rozprowadzana ze specjalnych instalacji, jak np. na placu w Bordeaux (poniżej).
Zdarza się też, że projektant przewiduje obecność wody po deszczu, formując dla jej gromadzenia specjalnie w tym celu pomyślane wgłębienia w asfalcie i ustawiając wokół sympatyczne miejsca do siedzenia i podziwiania własnego odbicia. Jak np. w Louis-Häflinger Park, Zurich Switzerland 2003, autorstwa Kuhn Truninger
Takie to wszystko tymczasowe. Tak jakby do projektowania wkradał się czwarty wymiar - CZAS. I przypadkowość.. Próba wpisania się w rytm natury. Która działa. Bo takie wykorzystywanie wody doskonale podnosi jakość przestrzeni publicznych. Uatrakcyjnia je i przyciąga publikę. Lubimy wodę, lubimy przy niej siedzieć i się gromadzić. Juz kiedyś poniższy film tu przytaczałam ale i tak pewnie do niego jeszcze wrócę. Zobaczcie jak wielkim magnesem jest wąska kładka obok zbiornika z wodą. Pomimo swej szczupłości jakże atrakcyjna. A może właśnie z tego względu tak przyciąga.. Lubimy wodę, zwłaszcza latem.. Kiedy jest gorąco. Czego nam wszystkim, również sobie jak najszybciej życzę. Jak odnieść się do nadmiaru wody? Jak w wizjach Londynu zaprezentowanych całkiem niedawno przez London-ba
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-01-26 00:45
Ratownicy medyczni, policjanci, strażacy i wszyscy którzy interweniują na miejscu wypadków, wielokrotnie napotykają na trudności, kiedy muszą kontaktować się z krewnymi lub bliskimi poszkodowanych. W/w służby zaproponowały, abyśmy w specjalny sposób oznakowali w swojej komórce numer służący w nagłych wypadkach do kontaktu z bliskimi osoby poszkodowanej. Bardzo często telefon komórkowy jest jedynym przedmiotem, który można przy takiej osobie znaleźć. Szybki kontakt pozwoliłby na uzyskanie takich informacji jak: grupa krwi, przyjmowane leki, choroby przewlekle, alergie, itp. Ratownicy zaproponowali, aby każdy w swoim telefonie umieścił na liście kontaktów osobę, z którą należy się skontaktować w nagłych wypadkach. Numer takiej osoby należy zapisać pod międzynarodowym skrótem ICE (in Case of Emergency). Wpisanie więcej niż jednej osoby do takiego kontaktu wymagałoby następującego oznaczenia: ICE1, ICE2, IE3, itd. Oznakowanie zdecydowanie ułatwiłoby prace wszystkim służbom ratowniczym. Pomysł jest łatwy w realizacji, nic nie kosztuje, a może ocalić życie. Akcja ma zasięg europejski. Proszę poinformujcie o niej swoich znajomych!
kategoria:
Praktyczne rady
Komentarze (0)
2010-01-25 00:38
Przeczytałam od deski do deski numer Scape ze stycznia 2008 (ach te wyprzedaże u nas w IAiU). Znalazłam bardzo ciekawy artykuł o "Urbanistyce oczekiwania" (Urbanism of anticipation) autorstwa Jean'a Pierre'a Charbonneau - który nota bene w latach 1989 - 2001 pracował jako doradca vice-prezydenta Lyonu ds. (m.in.) urbanistyki. Pomysł prosty, wręcz genialny w swej prostocie. Otóż obok wielkich inwestycji w ramach polityki rewitalizacji aglomeracji Lyonu forsowano również politykę zagospodarowywania terenów tymczasowo nieużytkowanych (a publicznych) jako tereny realizacji prostych i niekosztownych pomysłów na stworzenie przestrzeni miejskich. Po to, aby kiedy pojawi się szansa ich docelowego zagospodarowania, można było to zrealizować. Jednocześnie taka polityka, niekosztowna a więc nie kontrowersyjna, znacznie poprawiła jakość życia w obszarach zurbanizowanych poprzez - co oczywiste - porządkowanie miejskiej przestrzeni i udostępnianie jej ogółowi mieszkańców.
Ta niezwykle prosta metoda znalazła między innymi zastosowanie dla porządkowania terenów poprzemysłowych, w np. Puits Couriot w Saint Etienne (w okresie przed utworzeniem muzeum). Teren po dawnych zakładach oczyszczono, posiana została trawa i kwiaty i w ten sposób miejsce po fabryce stało się do czasu realizacji docelowego zagospodarowania bardzo interesującym obiektem do zwiedzania. Tymczasowe zagospodarowanie przestrzeni publicznych nie jest wyłącznie domeną Francuzów. Choćby projekt Amoeba II z Sydney w Australii z 2004 roku zagospodarowania Martin Place z wykorzystaniem 132 zużytych opon. Albo projekt tymczasowego oświetlenia (które mi się szalenie podoba i o którym tu było niedawno) centralnego placu w Montrealu autorstwa Jean'a Beaudoin i Érick'a Villeneuve. Kiedy się takie myślenie zestawi z możliwościami analitycznymi współczesnych systemów komputerowych można łatwo wskazać potencjalne lokalizacje dla takiego zagospodarowania. Jak poniżej: WPA2 : Local Code / Real Estates from Nicholas de Monchaux on Vimeo. Marzy się coś takiego w Łodzi, gdzie stan własności bywa nie ustalony i jego ustalanie trwa niekiedy bardzo długo i najpewniej się szybko nie zakończy. Tymczasem można by w takich miejscach zaproponować rozmaite niekosztowne rozwiązania tymczasowe - jak choćby łódzkie murale, z których już zaczęliśmy troszkę słynąć. I może warto w ten sposób pomyśleć - wzorem między innymi francuskich Kolegów. A że jak wiadomo - prowizorka jest najtrwalsza - to może byłoby ładniej albo choć porządniej na stałe.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-01-22 09:50
Brałam wczoraj udział w bardzo ciekawej konferencji zorganizowanej przez Towarzystwo Urbanistów Polskich Oddział w Poznaniu. Tematyka cytowanego w tytule Dnia Urbanisty składała się z dwóch, z pozoru niezwiązanych ze sobą bloków. Jeden z nich: EKO-MIASTO - dotyczył zagadnień ochrony środowiska. Drugi poświęcony był informatyzacji procesu planowania. Pozornie niezwiązanych, ponieważ od samego początku istnienia systemy informacji przestrzennej rozwijane były między innymi - o ile nie przede wszystkim - po to aby chronić środowisko. Spójrzmy choćby na nazwę jednego z czołowych producentów oprogramowania GIS na rynku obecnie a mianowicie ESRI - Environmental Systems Research Institute, placówka która zaczynała działalność jako instytut badawczy zajmujący się środowiskiem. Ochrona środowiska i racjonalne nim zarządzanie od samego początku stanowiła jeden z podstawowych obszarów zastosowania systemów informacji przestrzennej. Bardzo dobrze wyjaśnił te powiązania pan Maciej Kruś, radca prawny, który mówił o rodowodzie i celach działania instumentu oceny oddziaływania na środowisko. W założeniach tegoż instrumentu prawnego tkwi przeciwstawienie sobie interesów różnych stron procesu. Właściciela nieruchomości - który zainteresowany jest z natury rzeczy maksymalizacją korzyści ekonomicznych. Oraz pozostałych użytkowników przestrzeni, których interes polega na ochronie walorów przyrody, krajobrazu, historii miejsca w tym historycznej zabudowy, a wreszcie zdrowia i własnego mienia - np. w sytuacji zagrożenia powodzią. Aby tego rodzaju ochrona interesu publicznego, społecznego czy jednostkowego była realizowana potrzebny jest powszechny dostęp do informacji o środowisku. Informacji wiarygodnej, rzetelnej, aktualnej i prawdziwej. Takiej jaką mogą dostarczyć systemy informacji przestrzennej, o czym mówi m.in. Dyrektywa INSPIRE (o czym już tu było). Bez informacji interesariusze inni niż właściciel nie mają szans dbać o swoje prawa w sposób właściwy i mogą być pomijani*. Współczesny świat opiera się na informacji i - co zapewne jest truizmem - ograniczanie dostępu do informacji jest obecnie największą krzywdą jaką można wyrządzić. Skazuje bowiem na wykluczenie i pozbawia wolności wyboru i możliwości obrony samego siebie. Chwała Kolegom: Redakcji Urbanistyki.info, Instytutowi Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa oraz Instytutowi Systemów Przestrzennych i Katastralnych, którzy tak sprawnie i w krótkim czasie tę część imprezy przygotowali. Prezentowane w czasie konferencji treści były bardzo ciekawe i wcale nie hermetyczne. Bardzo podobała mi się m.in. wypowiedź pani dr inż. arch. Elżbiety Raszeji na temat Ochrony krajobrazu kulturowego jako elementu zrównoważonego gospodarowania przestrzenią na obszarach wiejskich aglomeracji poznańskiej. W mojej ocenie doskonale można by tę i podobne wypowiedzi wykorzystać (dzięki stosowanym multimediom i treściom pokazanym w sposób graficzny) podczas lekcji geografii w szkołach. Szkoda że grono odbiorców takiego przekazu wciąż ogranicza się do fachowców. Wydaje się że otwarte imprezy tego rodzaju znalazłyby niemałą widownię. Niejednokroć bardziej krytyczną i uważną niż my, którzy część prezentowanych tematów znamy od podszewki. Sporo się dowiedziałam przy tej okazji i na pewno jeszcze będę do tej wiedzy wracać. Szczególnie cieszy program badawczy rozwoju aglomeracji poznańskiej podjęty dzięki staraniom i współpracy wyższych uczelni Poznania. Trzymam kciuki za powodzenie i oby było więcej takich programów. I takich ciekawych konferencji.
(*Właściciele nieruchomości, a w szczególności osoby zamierzające nieruchomość nabyć nota bene tez niekiedy znajdują się w sytuacji braku wiedzy o uwarunkowaniach związanych z ich posesją. Choć tu interes jest na tyle silny, że skuteczne starania aby informację uzyskać są podejmowane). PS: Korzystając z okazji opowiadania o własnych doświadczeniach chciałabym wszystkich, którzy są zainteresowani prezentowanymi tutaj zagadnieniami, zaprosić do dołączenia do grupy Urbanism w portalu społecznościowym FaceBook. Ambitnym celem tego przedsięwzięcia jest, podobnie jak to się dzieje tutaj - opowiadanie o urbanistyce w sposób zrozumiały. Serdecznie zapraszam, a więcej dowiedzieć się można tutaj: http://www.facebook.com/group.php?gid=233060802324&ref=mf
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-01-16 23:11
Lektura dwóch artykułów dotyczących działań podejmowanych przez architekta krajobrazu Günthera Vogt'a, który ma za zadanie zaproponować pomysł zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki przyprawiła mnie o zdumienie.
Warszawska GW zachwyca się pomysłem projektanta, który proponuje dla placu rozwiązanie posadzki w postaci graficznego rysunku nawierzchni. Już sam tytuł, cytuję: "Plac Defilad jak Piazza del Campidoglio? Jest nowy pomysł" zastanawia, a lektura całości potwierdza pierwsze wrażenie. Dlaczego dziwnym jest w opinii autorów fakt że architekt proponuje rysunek posadzki. Dlaczego jest to wyjątkowe? Toż projekt posadzki wnętrza miejskiego to najbardziej zwyczajna rzecz, która powinna być elementarną częścią każdego szanującego się placu. Jak inaczej? Płyty z betonu? Nawierzchnia trawiasta? Żwirek? A może wszechobecny polbruk? Projekt posadzki placu jest rzeczą całkowicie w tak ważnym miejscu oczywistą. Drugi wątek, który doprowadził mnie niemal do spazmów śmiechu, obecny zresztą w obu artykyłach (o drugim za moment) dotyczy zagadnień partycypacji społecznej. Otóż projektant, działając zgodnie z zasadami prowadzenia procesu planowania z udziałem społecznym nie chciał narzucać gotowych rozwiązań, a jedynie podał charakterystykę uwarunkowań. Pozostając otwartym na zdanie zebranej publiczności. Być może bariera języka, nie umiem powiedzieć, jako że wiedzę czerpię ze wspomnianych dwóch artykułów - ale ta jakże właściwa i godna pochwały postawa została zinterpretowana jako ...bezradność. Wyraźniej od Gazety nazywa to w ten sposób Rzeczypospolita w atykule Co z otoczeniem PKiN: "Nawet znany architekt Günther Vogt, kiedy miał przedstawić pomysł zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki, okazał się bezradny. Nie bardzo nawet wiadomo, jak wyobraża sobie otoczenie Muzeum Sztuki Nowoczesnej." Publiczność nie nawykła do tego, że ktoś ją pyta o zdanie i chciałby je brać pod uwagę ( i dlatego nie przedstawił gotowych pomysłów, które chciałby narzucić przed postawieniem pytania i wspólnym ustaleniem założeń ) opuściła salę zdegustowana. Podejrzewam, że znany architekt krajobrazu również. I jak tu się dogadać, kiedy rozmawiamy w różnych językach.. (I wcale nie mam na myśli języków świata ale skrajnie różny sposób podejścia do tych samych zagadnień)
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (3)
2010-01-15 22:24
Czy możliwe jest stworzenie samo-wystarczalnego domu na wodzie? Grupa naukowców, artystów i inżynierów w ciągu ostatnich trzech lat wspólnie wypracowała rozwiązanie które pozwoliło na zwodowanie pływającego urządzenia określonego mianem Waterpod TM. Ma to być żyjąca rzeźba, mini społeczność, przykład alternatywnego stylu życia i co tylko chcecie. Wszystko w jednym. The Waterpod™ Project from Leyla Rosario on Vimeo. Mieszkańcy wytwarzają prąd pedałując, hodują kury, gromadzą wodę deszczową, uprawiają warzywa i owoce. Wszystko to robią mieszkając na łodzi. Wykorzystują dla swoich celów materiały pochodzące z recyclingu. Zachwycają się tym, że posadzone rośliny rosną oraz jak smaczne są ich owoce. Oraz tym jaki wpływ ma realizacja projektu na ludzi, którzy odwiedzają ich pływający ogród. Pływając po różnych miejscach przeprowadzają spotkania z różnymi ludzmi i są tym zachwyceni. Zachwycone są też dzieciaki, które odwiedzają waterpod. Jest to więc z pewnością interesująca forma obwoźnej edukacji dotyczącej zagadnień ochrony środowiska. Do pewnego stopnia jak się wydaje całość przedsięwzięcia służy też promowaniu sztuki realizowanej przez artystów uczestniczących w projekcie. Sztuki, której celem jest popularyzacja walorów środowiska oraz potrzeby jego ochrony. Oraz promowanie stylu życia, który nie szkodzi środowisku. Czy coś w tym jest czy też jest to jedynie nieszkodliwe dziwactwo? Jak dla mnie byłby to świetny sposób na wakacje :). Jeśli akurat jakimś cudem jesteście w Nowym Jorku możecie się wybrać i zwiedzić waterpod. Więce detali tutaj: http://bldgblog.blogspot.com/2010/01/river-city.html
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2010-01-13 21:43
Zależność pomiędzy informacją a podejmowanym działaniem jest truizmem. Nie będę więc jej wyjaśniać. Obserwuję obecność tej oczywistości szukając różnych opracowań planistycznych w różnych krajach - po to aby móc je porównywać i opowiadać o nich studentom. Zapewne jestem w tych obserwacjach stronnicza bo jak to już można było wyczytać z lektury tego bloga - jestem zdecydowanym frankofilem. Ale...
Sama dostrzegam co namniej trzy, a właściwie cztery wyjaśnienia powyższej tezy - ale to już temat na inną opowieść (która się pewnie niedługo tu pojawi). Dlaczego o tym dzisiaj piszę. Otóż w Poznaniu szykuje się bardzo interesujące wydarzenie adresowane do urbanistów nazwane przez organizatorów Dniem Urbanisty. Część pierwsza dotyczyć będzie idei ekologicznego miasta lub też eko-urbanistyki, spoglądając na program bardzo ciekawa. Część druga, szczególnie mi bliska, dotyczyć ma informatyzacji w planowaniu przestrzennym. Program i formularz zgłoszenia można znaleźć na stronie poznańskiego oddziału TUP, gorące zaproszenie w serwisach urbanistyka.info i w Regioportalu i w innych. Chciałabym wyjaśnić czemu to wydarzenie jest takie ważne. Nie tylko dla profesjonalistów planowania. Otóż trwają jak wiadomo intensywne prace nad sfinalizowaniem ostatecznej wersji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Ale nie tylko. Równolegle przygotowywana do uchwalenia jest ustawa wprowadzająca w naszym kraju Dyrektywę INSPIRE - czyli zasady tworzenia infrastuktury informacji przestrzennej w Europie. Kiedyś już o tym pisałam. No i co w związku z tym? Ano wróćmy do początku tego wpisu - powiązanie pomiędzy dostępnością informacji a planowaniem. Kilka lat temu prowadziłam na użytek pracy doktorskiej badanie (ankietowe) dotyczące postrzegania różnych sposobów prezentacji informacji o planowaniu przestrzennym przez laików. Długo by o tym. Ograniczę się jedynie do dość oczywistego stwierdzenia, że najbardziej wiarygodny dla odbiorców okazał się uchwalony przez Radę Miasta/Gminy dokument z pieczątką. Co to ma wspólnego z INSPIRE? Otóż w hierarchi wiarygodności prezentacja GIS była na bardzo zbliżonej pozycji. Co zresztą też nie jest dziwne bo GIS (po polsku SIP - system informacji przestrzennej) to nic innego jak "mapa w komputerze" (cytując tytuł popularnej książeczki Grzegorza Myrdy) wzbogacona o bazę danych. Czy zastanawiamy się nad wiarygodnością sprawdzając drogę w serwisie ZUMI? Niekoniecznie. O stosowaniu GPS mówić nie muszę. Wszystkie te urządzenia wykorzystują systemy informacji przestrzennej czyli GIS. Jaki z tego wniosek? Ano taki że GIS (a właściwie PPGIS ale o tym znów innym razem) jest świetnym sposobem prezentacji planów. Bo jest bardzo wiarygodny. Pozwala poza tym na łatwe odczytywanie informacji dodatkowych zapisanych w bazie danych. Można w prosty sposób zestawiać ze sobą różne treści (np. zdjęcia lotnicze - czego też nie trzeba tłumaczyć). Otóż wspomniana Dyrektywa INSPIRE reguluje m.i. sposób udostępniania danych o środowisku, w tym danych planistycznych czyli: ustaleń studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz planów miejscowych za pośrednictwem sieci internet. Wystarczy porównać aktualne sposoby prezentacji tejże informacji i zrozumiemy dlaczego jest to ... ja bym powiedziała.. rewolucja.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-01-12 23:25
Bardzo ciekawy artykuł o działaniach urbanistycznego Omnibusu, którego partnerem jest Bryan Bell, fundator Design Corps. Z ich inicjatywy zorganizowano trwającą tydzień imprezę planistyczną której celem było zaproszenie młodych projektantów do działania podejmowanego w interesie publicznym i stworzonego ze znalezionych materiałów. Polecam szczególnie film pokazujący przebieg wydarzenia. Jednocześnie chciałabym zaprosić wszystkich sympatyków i wielbicieli tego bloga do oddania głosu w konkursie na BLOG ROKU w kategorii profesjonalne. W tym celu trzeba wysłać sms o treści B00132 na numer 7144. Koszty sms-ów (1,22zł) zasilą działania organizacji charytatywnych. Strona bloga w ramach Konkursu : http://www.blogroku.pl/mojemiasto,gw7d9,blog.html
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2010-01-10 22:13
Polecam obszerny artykuł na temat przyszłości Detroit. Miasto, które liczyło niegdyś 2 miliony osób obecnie zamieszkuje 900 000 a prognozy przewidują dalszy spadek liczby ludności. To widać: niewiele budynków w centrum jest nadal zamieszkałych, dominują hektary terenów poprzemysłowych. Problemy związane z przestępczością, gigantyczne problemy społeczne to inne zjawiska towarzyszące upadkowi przemysłu i narastającemu bezrobociu. Wszyscy, którzy dysponowali jakimikolwiek środkami finansowymi wyjeżdżali i nadal wyjeżdżają z miasta. Budowle publiczne stawały się niepotrzebne. Chyba skrajnym przykładem było przekształcenie teatru na parking publiczny. Znalazłam kilka bardzo interesujących filmów na ten temat. Poniżej jeden z nich. Detroit Wildlife from florent tillon on Vimeo. Zwróciło moją uwagę kilka wątków. Obok pokazania zaniedbanych, opuszczonych zabudowań pofabrycznych, o skądinąd wspaniałej architekturze. Budowa nowego centrum, które miało przyciągnąć światowy kapitał spowodowała, że przeniosły się tam firmy wcześniej istniejące w mieście, opuszczając tym samym dotychczas zajmowane budynki w starszej części miasta. Problemem nowego centrum stał się również brak integracji z otaczającą zabudową. Niesamowite wrażenie sprawia oglądanie w drugiej części filmu zaadaptowanych rolniczo terenów sąsiadujących z wcześniejszą zabudową fabryczną. I nie mówimy tu bynajmniej o skali upraw znanej nam z obecnych tu i ówdzie również w centrach polskich miast ogródków działkowych. Bynajmniej. Mówimy o rzeczywistych uprawach, ale również o hodowli drobiu, trzody chlewnej, krów, koni, etc. Inny film: The industrial ghosts, bardzo realistyczny, opatrzony etykietą nie dla dzieci jest szokujący między innymi ze względu na bardzo realistyczne pokazanie stopnia upadku miasta. Władze miasta przez ostatnie 30 lat próbowały podejmować kolejne próby wdrażania programów rewitalizacji, które każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Pomimo prób ożywiania centrum poprzez wznoszenie tam budynków publicznych oraz komercyjnych nadal ten rejon miasta jest w drastyczny sposób opuszczony przez mieszkańców. Bezrobotni stanowią 27% populacji, z czego większość mieszka w centrum. Władze myślą o stworzeniu 1200 nowych przedsięwzięć, polecają Detroit jako miasto o niskich kosztach życia, dużej ilości budynków które można wykorzystać w prosty sposób adaptując do nowych funkcji. Zarówno politycy jak i planiści coraz poważniej zaczynają myśleć o przeznaczeniu nieużywanych terenów dla uprawy roślin. Ta możliwość nie jest tak szalona jak by się mogło z pozoru wydawać. "Miasto które niegdyś było czwartym co do wielkości w kraju i służyło jako symbol amerykańskiego przemysłu może przejąć nową rolę: północno amerykańskiego pioniera wprowadzania nowych rozwiązań globalnego zjawiska zmniejszających się post-industrialnych miast." Ogromne obszary poprzemysłowe w centrum stanowią rzeczywisty problem. Nie można ich przeznaczyć dla ponownego wykorzystania poprzemysłowego - bo nie ma chętnych aby je wykorzystać. Nie można zakładać tak giganycznych terenów zieleni publicznej bo miasta na to nie stać. Myślenie o przywróceniu tam stanu stricte naturalnego nie zapewni żadnych dochodów właścicielom tych terenów. Takie, bardzo skądinąd realistyczne, myślenie doprowadziło do pomysłu wprowadzenia w Detroit upraw miejskich. Moda na uprawy w środmieściu rozwija się w mieście od lat. Jak dotąd na niewielką skalę. Detroit Agriculture Network liczy blisko 900 "ogrodników" działających w granicach miasta. Ich działki zajmują na ogół nie więcej niż 0,25 akra gruntu. Obecnie pojawia się nowe zjawisko - a mianowicie dążenie do skupywania terenów i próby upraw na skalę przemysłową. Alex Krieger, dziekan Wydziału planowania urbanistycznego i dizajnu na Uniwersytecie Harvarda przedstawia wizję przyszłych terenach zurbanizowanych jako "szachownicy", w ramach której będą pojawiać się tereny gęściej zabudowane, intensywniej zurbanizowane oraz tereny zachowane dla różnych przyszłych celów w tym tereny rolnicze. I co Państwo na to?
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (4)
2010-01-08 23:23
Na ile idee rewitalizacji społecznej są spójne z ideami solidaryzmu społecznego? Moim skromnym zdaniem mają wiele wspólnego. Z wywiadu z Profesorem Andrzejem Chwalbą, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorem książki "III RP - raport specjalny" przeprowadzonego przez Katarzynę Śliwę:
(...)lata 90. to osłabienie idei solidarności. Okazała się zbyt naskórkowa i nie wytrzymała zderzenia z realiami czasu historycznego. Przypomnijmy, że zamykano wówczas liczne zakłady pracy lub je prywatyzowano, rodziły się nowe, nieznane wcześniej antagonizmy społeczne. Wielu robotników nie kryło rozgoryczenia. Gdy w '88 roku ostatni raz poderwali się do strajku decydującego o przemianach, przyjeżdżali do nich intelektualiści, dyplomaci, niektórzy przedstawiciele Kościoła, studenci i artyści. Kiedy zaczęły się masowe zwolnienia, podobnego zainteresowania ich losem już nie było. Wśród załóg, pozostawionych samym sobie, pojawiło się przeświadczenie, że zostali oszukani, a po ich plecach pewna grupa doszła do władzy... (...)" I to niestety smutna prawda. Możemy to doskonale obserwować w Łodzi, gdzie grupowe zwolnienia na skutek likwidacji wielkich zakładów przemysłu włókienniczego były na porządku dziennym. Co się teraz dzieje z tymi ludzmi? Zamieszkują wyraźnie wyodrębniające się na mapie miasta, precyzyjnie zdefiniowane oraz opisane w literaturze przedmiotu dzielnice biedy. Czy wcześniej solidaryzująca się z nimi solidarnościowa inteligencja upomniała się o ich prawa? Nie, nie upomniała się. Jedyne działania związane z rewitalizacją społeczną podejmowane obecnie realizowane są przez fundacje, przez Kościół, przez zakony. Brakuje na nie pieniędzy, nie ma ich w budżecie samorządowym a pozyskanie ich z innych źródeł dla drobnych organizacji graniczy z cudem. Jak to się ma do encyklik Papieża Jana Pawła II? Jak to się ma do wcześniejszych deklaracji obecnych polityków? Jak to się ma do zamiarów tworzenia gett dla najuboższych na obrzeżach miast? Do budowy dla nich kontenerów mieszkalnych? O czym tu pisałam. Na zakończenie przytoczę słowa Ojca Profesora Mieczysława Alberta Krąpca: „(…) to dla człowieka jest konieczna administracja, sądownictwo, szkolnictwo, szpitalnictwo, gdyż to człowiek jest tym dla kogo Bóg zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego „przyjął ciało z Marii Dziewicy i stał się człowiekiem” Krąpiec Mieczysław Albert 1996, O ludzką politykę! , Wydawnictwo “Gutenberg Print”, Warszawa 1996, s. 362
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (3)
2010-01-08 00:44
Iluminacja Place de festivals w Montrealu w okresie świątecznym autorstwa Jean'a Beaudoin et Érick'a Villeneuve nazwana “Champ de pixels“ - Pole pixeli doskonale inspirowała przechodniów do świetnej zabawy.
Pomysł był szalenie prosty: rozmieszczone w formie regularnej siatki 440 punkty świetlne, wykonane z odwróconych do góry dnem, plastikowych koszyków na papier IKEA z żarówką w środku. Zarówki firmy Dell zmieniają kolor z białego na czerwony w zależności od obecności ruchu w pobliżu. Przechodnie, zwłaszcza dzieci choć nie tylko, doskonale się bawili: tańcząc, biegając pomiędzy punktami świetlnymi. Swietny pomysł na uatrakcyjnienie przestrzeni publicznej w okresie światecznym, inny niż tradycyjne girlandy z żarówek nad ulicą a wcale nie droższy. Przecież o to chodzi w przestrzeniach publicznych aby ludzie się w nich dobrze czuli. Pole pixeli wpisuje się w całościowy projekt oświetlenia centrum Montrealu realizowany przez tę samą pracownię Integral Jean Beaudoin już od kilku lat. O czym przy kolejnej okazji. Inny film pokazujący instalację choreograficzną zrealizowaną na placu - bardzo ciekawy, polecam! Wykorzystałam informacje zawarte w artykule Lumineuse Place des festivals http://blogues.cyberpresse.ca/ autorstwa Nathalie Collard
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2010-01-06 23:52
"Francja jest najlepszym krajem do życia - wynika z dorocznego rankingu opublikowanego przez amerykański magazyn International Living."- jak czytamy w dzisiejszej GW. Francuskie regulacje prawne w zakresie zagospodarowania przestrzeni tudzież jej planowania rozwijane od lat sprzyjają dbałości o krajobraz. Zarówno miejski jak i wiejski. Dodatkowo są udoskonalane i to również w sposób istotny. Pisałam już tu zresztą o tym. Francuzi uświadamiają sobie potrzebę ochrony krajobrazu. Wiele lat temu kiedy planowano realizować na Prowansji kolejny odcinek TGV byłam świadkiem dyskusji o tym jak może to zeszpecić krajobraz. I to był argument podnoszony przez osoby bez przygotowania fachowego. W zwyczajnej rozmowie przy obiedzie. Inny argument z tej samej dyskusji dotyczył wartości ekonomicznej krajobrazu. Bo będzie mniej turystów, bo coś się zepsuje..
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (5)
2010-01-04 14:56
Jak wiadomo na początku było słowo. Kreowanie trendów zazwyczaj zaczyna się od głośnej krytyki rzeczywistości. Tak mam nadzieję jest i tym razem o czym świadczy choćby zamieszczony w GW w dziale opinie kolejny już artykuł na ten temat. Wywiad z Jackiem Friedrichem - gdańskim historykiem sztuki - pod jakże znamiennym tytułem Otchłań chaosu. Polecam Państwa łaskawej uwadze. Zacytuję jedynie króciutki fragment który szczególnie mnie ujął : Przepisy dotyczące ładu przestrzennego są fatalne. Samo pojęcie ładu przestrzennego należy do największych anachronizmów - dziś chyba nawet urbaniści boją się go używać, a prawo, które powinno to regulować, już na poziomie zapisu jest fatalne. I co Wy na to? Nie boję się używać pojęcia ładu przestrzennego. Choć całkowicie zgadzam się z autorem że próba stosowania tego wyrażenia dla uzasadnienia racji jest całkowicie bezcelowa bo napotyka na zdziwione spojrzenia osób, które w tym zawodzie funkcjonują. Ład przestrzenny nie jest brany pod uwagę w ocenach projektów urbanistycznych. Na ogół decyduje ekonomia i zapisy prawne, w skrajnych przypadkach względy bezpieczeństwa - np. przy okazji stref zalewowych czy osuwisk. Ład nabiera znaczenia jedynie w sytuacjach, kiedy pojawia się grupa osób, która z takich czy innych partykularnych powodów zaczyna go bronić. Np. grupa właścicieli nieruchomości w zabudowie jednorodzinnej, którym przeszkadza nowy budynek wielorodzinny zajmujący dotychczas zazieleniony teren pozostający własnością gminną i przez wszystkich współużytkowany. Ład staje się ważny również dla 'Miastomaniaków' i to już temat na inną opowieść, która mam nadzieję zyska ciąg dalszy dzięki między innymi takim artykułom jak ten cytowany na wstępie.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-01-02 23:33
Rozbawił mnie jeden z komentarzy pod wpisem na blogu dezeen design magazine. Wpis dotyczył projektu 100 mieszkań socjalnych które mają zostać zrealizowane w Paryżu w postaci trzypiętrowych budynków zgrupowanych wzdłuż centralnej pieszej aleji. Autorstwa francuskiego architekta Edouarda François - strona firmowa.
Komentarz brzmiał what a fantastically innovative way to not actually design anything. Tymczasem projekt prezentujący absolutnie prostą, tradycyjną architekturę jest ciekawy dzięki zastosowanym rozwiązaniom urbanistycznym oraz dzięki kształtowaniu krajobrazu a przede wszystkim zieleni. W tym projekcie innowacyjnym ma być projekt ściany zieleni - o którym więcej np. tutaj.
Symptomatyczne są te komentarze. Oczekuje się od architektury oryginalności za wszelką cenę. Całkiem bez sensu. Szczególnie kiedy mamy do czynienia z mieszkaniami komunalnymi. Ich architektura może być bogata dzięki zastosowanym materiałom, ustawieniu, ukształtowaniu otoczenia. Zresztą zobaczcie sami. Mnie się bardzo podoba. Poniżej pierwsze zdjęcia z realizacji. Źródło: http://www.treehugger.com/
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-01-02 02:24
Tłumaczę poniższą opowieść na jezyk polski i zachwyca mnie sposób widzenia i sposób patrzenia. Jak mówi Rob Forbes - cenimy obecność piękna w mieście, niekiedy nawet czynimy to nieświadomie. To w miejskich przestrzeniach publicznych zachowała się unikalność trudno poddająca się globalizacji. Lokalne zestawienia faktur, nawierzchnia, układ elementów, które tworzą unikalne wzory.. Sposób oświetlenia.. Po raz kolejny wraca to o czym pisał Rene Dubos - Pochwała różnorodności. Trudno to odnaleźć we współczesnym, jakże zunifikowanym i poddającym się modom designie. O wiele łatwiej odszukać w mieście, w nas samych. I to jest to co cenne.. Popatrzcie sami.. A moje tłumaczenie już jest gotowe :). Będzie jeszcze sprawdzane zgodnie z procedurami TED'a i za jakiś czas będziecie je mogli zobaczyć w oficjalnym serwisie - na razie tutaj. Zapraszam.
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2009-12-29 15:04
Lubię modernizm. Nawet bardzo. Zawsze przekonywały mnie współczesne formy budynków i argumentacja Loosa o zbędności ornamentu w architekturze.
Lubię też twórczość Le Corbusier'a. Zwiedziłam sporo Jego budynków i bardzo mnie przekonują. Życie w jednostce marsylskiej jest całkiem sympatyczne - jeśli nie wierzycie możecie sami zobaczyć. Zwróćcie przy tym uwagę proszę na staranność utrzymania obiektu - vide sposób konserwacji framug drzwiowych oraz froterowanie podłóg w hallach windowych. Wczesne osiedla modernistyczne są genialnym miejscem do mieszkania. Weźmy np. takie osiedle Montwiłła-Mireckiego w Łodzi.
Sposób ustawienia niskich budynków, wewnętrzne dziedzińce, uroda architektury i bliskość zieleni - wszystko to tworzy świetne środowisko życia i tworzenia się relacji sąsiedzkich. Mówię o tym z całym przekonaniem bo mieszkałam w tym osiedlu kilka lat. Istotne znaczenie dla tworzenia przytulnej atmosfery ma również zróżnicowanie szerokości przejść i ulic, rozmieszczenie usług oraz co ważne i interesujące - ogrodzeń. Jest cała masa osób które lubią modernistyczne osiedla o niewielkiej skali - takie jak np. łódzki Teofilów czy osiedle Radogoszcz Zachód. Z dużą ilością drzew, urządzeń osiedlowych, znów - o niewielkiej skali zabudowy. I z bliskością usług. Bo to są sympatyczne miejsca do życia. I to nawet wobec takiej sobie niekiedy jakości utrzymania zabudowy. Sam Le Corbusier w zrealizowanym projekcie miasta odstąpił od wcześniejszych założeń teoretycznych proponujących wysokie wieże mieszkalne. Chandigarh - nazywany też pięknym miastem - składa się z wielu wyodrębnionych jednostek dysponujących własną infrastrukturą, w tym infrastrukturą społeczną. Formy zabudowy nie przytłaczają - potrafią za to zachwycać. Dbałością o detal, kolorystyką, formą, zestawieniem proporcji, harmonią. Dlatego znajdują swoich wielbicieli i są akceptowane. Trudno akceptować rozwiązania chybione. Wykonane byle jak, z byle czego, nie konserwowane i zaniedbane. Przeskalowane. Produkowane masowo w fabrykach domów bloki, ustawione - jak to się wtedy mówiło - pod dzwig. Tak aby maszynie było wygodniej. Ludziom już niekoniecznie. Bez infrastruktury, bez usług. Albo osiedla dogęszczane niezgodnie z pierwotnym projektem. Konkluzja sama się nasuwa i jest całkiem oczywista - to co dobre broni się samo. Jedyna drobna uwaga - weryfikacja trwa dość długo i zazwyczaj sporo kosztuje.
kategoria:
Architektura
Komentarze (1)
2009-12-26 23:54
Nawet z pozoru piękne idee bywają szkodliwe. Przykładem takiej idei okazał się być projekt dzielnicy Tuluzy le Mirail z lat 60-tych autorstwa Candilis'a, który był jednym z bliskich współpracowników oraz sukcesorem pomysłów Le Corbusier'a. Z pozoru rozumowanie, które proponował w uzasadnieniu tego projektu wydawało się niezwykle pociągające.. Obejrzyjcie sami: http://www.ina.fr/art-et-culture/architecture/video/I07110334/toulouse-le-mirail.fr.html Tradycyjny Place de Capitole w centrum Tuluzy jest w godzinach popołudniowych całkowicie zajęty przez samochody. Parking zajmuje całość placu:
Dlatego w nowym osiedlu Toulose le Mirail ruch samochodowy będzie w sposób trwały oddzielony od ruchu pieszego. Nie chcemy aby place i skwery były w całości zajęte przez samochody, chcemy aby były zajęte przez ludzi. Dlatego w sposób trwały - ciągłą ścianą budynków - oddzielimy dwa światy - świat ludzi i odpoczynku od świata samochodów i świata pracy:
Linearnemu centrum Toulouse Mirail towarzyszy linearny układ istniejących terenów zielonych.
W ramach tych terenów przewiduje się zachowanie istniejących budynków zabytkowych oraz dostosowanie ich do współczesnych funkcji.
Współczesne miasto jest zbyt gęste. Trzeba je zastąpić otwartymi terenami zielonymi. Trzeba zapewnić mieszkańcom odpowiednie warunki życia.. Trzeba zostawić ulice sferze pracy a dla odpoczynku zapewnić otwarte tereny zielone.
Te wszystkie piękne i szczytne cele nie zostały zrealizowane. A raczej - zostały zrealizowane ale po realizacji okazały się odmienne niż założenia które towarzyszyły ich powstaniu. Pomysły Candilisa - projektanta Toulouse le Mirail okazały się fikcją. Poniższy film to zbiór zdjęć wykonanych w 2002 roku, kiedy to podjęto decyzję o rewitalizacji dzielnicy i przywróceniu jej "skali miasta". Decyzja ta związana z wyburzeniami znacznej części istniejących bloków mieszkalnych była powodowana obok całkowicie niehumanitarnej skali budynków, obok całkowicie nie poddającego się przekształceniom środowisku życia - również względami natury społecznej. Kształt zabudowy, środowisko przyczyniły się do pogłębienia i wzmocnienia problemów związanych z wykluczeniem społecznym , przestępczością, zagrożeniem, obecnością licznych uzależnień u osób zamieszkających w tym osiedlu. Bellefontaine - Etat des lieux en 2002 Załadowane przez: Architecture-urbanisme. - Co minutę najnowsze wideo Dla tych z Państwa, którzy chcą przyjrzeć się temu jak to osiedle wyglądało tuż przed oraz w trakcie wyburzeń i przekształceń - jeszcze jeden film. W komentarzu cytuję: "miejsce określane przez mieszkańców jako nieludzkie", "trupi odór" i "rodziny które tam wciąż mieszkają - to niehumanitarne":
Okazuje się że fikcyjne idee - z pozoru piękne i wspanale prezentujące się na płaskich rysunkach i schematach - mogą okazać się w rezultacie szkodliwe. Bardzo ciekawy jest film pokazujący spotkanie projektanta dzielnicy z jednym z mieszkańców. Sam autor przyznaje, że zaburzona została skala. Że zdał sobie z tego sprawę po realizacji osiedla. Oraz że szczytne idee oraz opisy nowej dzielnicy, która miała w założeniach stać się nową Tuluzą roku 2000 w praktyce okazały się fiaskiem.
Poniżej proces burzenia jednego z budynków.. Wyburzono bloki, które tworzyły barierę oddzielającą dwa światy - pierwotnie w założeniach świat komunikacji samochodowej i pieszej, świat pracy i odpoczynku - które w rzeczywistości stały się murami getta. Démolition quartier Bellefontaine - GPV Toulouse Załadowane przez: Architecture-urbanisme. - Obejrzyj najnowsze wideo Pomysły okazały się fikcyjne. Ale to nie koniec tej opowieści. Działania, które musiały zostać podjęte aby doprowadzić do likwidacji wyrządzonych szkód okazały się (i nadal pozostają) bardzo kosztowne.
Powyższe zdjęcie pochodzi z witryny poświęconej GPV - Grand Projet de Ville dla dzielnicy Grand Mirail w Tuluzie. Z opisu: Projekt, na którego realizację przeznaczono 314 milionów Euro (największy budżet dla tego rodzaju projektów we Francji) ma dwa obszary działań: społeczny oraz urbanistyczny. Celem projektu jest rekonstrukcja "tradycyjnego miasta" w tej pozbawionej tradycji miejsca części miasta, którą zamieszkuje ponad 10% jego mieszkańców oraz gdzie koncentruje się większość problemów społecznych: bezrobocie (dwukrotnie większe niż gdzie indziej), wykluczenie, dyskryminacja, koncentracja mieszkań socjalnych. Dzielnica się wyludnia pomimo że w całym mieście przybywa mieszkańców.
Tak wyglądała ulica - a właściwie przejazd pod budynkiem łączący dwa światy - w dzielnicy Toulouse le Mirail - kadr pochodzi z drugiej części filmu Expropriations au lance pierre, d'un monde à l'autre, cytowanego powyżej: Czy rzeczywiście nie można sobie było tej przestrzeni wyobrazić, przyrównać do skali człowieka i pomyśleć przed? Trudno to teraz rozstrzygać. Dość powiedzieć że tego rodzaju eksperymenty (eksperymenty na ludziach) ..nie wyszły. Idee.. Myśl ludzka, jej kult wywodzący się jeszcze z epoki oświecenia jest we współczesnej filozofii krytykowana. Bo skutki ludzkich pomysłów - zwłaszcza tych nie kontrolowanych - bywały niekiedy tragiczne. Stąd popularność współcześnie filozofii racjonalności komunikacyjnej. Stąd również wywodzi się popularność idei partycypacji społecznej w urbanistyce. Bo wielostopniowa krytyka idei pozwala ją lepiej przemyśleć. I uniknąć skutków.. niekiedy groźnych. Epoka demiurgów w urbanistyce bezpowrotnie minęła. I chyba ..całe szczęście. Bo przecież jak powiedział twórca Le Mirail Candilis w przytoczonym tu wywiadzie - oni też chcieli zapewnić ludziom szczęście. I to wcale nie oznacza że idee są niepotrzebne.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (4)
O mnie
Dr inż arch. Małgorzata HANZL
adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego
Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej
Archiwum Bloga
Ulubione blogi
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2010-03-14 20:24
Tomasz Gutowski do wpisu:
Prezentacja na temat partycypacji
polecam zapoznac sie z bialostockim lokalizatorem uwag:
[...]
2010-03-06 23:48
mojemiasto.org.pl do wpisu:
O kreatywności i 'kreatywności'
Ja bym tę "cechę narodową" nazwała bardziej dosadnie (no ale się nie nazywam Kominek - to nie[...]
2010-03-06 22:53
manra do wpisu:
O kreatywności i 'kreatywności'
niestety, żyjemy w dziwnym kraju, w którym ludzie, którzy pakują oszczędności życia w[...]
2010-03-02 21:27
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Przepisowy zawrót głowy
Pełna zgoda!
I ma Pan rację - zastosowałam pewien skrót myślowy mówiąc o odrolnieniu. Bierze[...]
2010-03-02 21:15
Piotr Piechocki do wpisu:
Przepisowy zawrót głowy
sporo nieszczęść w naszej przetrzeni bierze się właśnie z braku właściwego powiązania[...]
|