2010-07-29 22:11
 Oceń wpis
   

Jakiś czas temu pisałam o zaporze Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. Czytam ostatnio, że obfite opady spowodowały podniesienie się poziomu wody w towarzyszącym jej zbiorniku do poziomu zbliżonego do maksymalnej wytrzymałości konstrukcji. Chińscy oficjele bronią kontrowersyjnej zapory, mówiąc że będzie w stanie wytrzymać powódź, która zdarza się raz na 10 000 lat. Jednak letnie deszcze są najobfitsze od 10 lat. Towarzyszą im rozległe zalania i podtopienia, które spowodowały jak dotychczas śmierć 823 ludzi (źródło informacji oraz obrazka poniżej i aktualność danych - Inhabitat, artykuł z 28 lipca br.).

Według danych państwowej agencji informacyjnej zapora osiągnęła 90% wytrzymałości. Władze stają w obronie inwestycji - największego na świecie projektu hydroelektrycznego, którego konstrukcja spowodowała przeprowadzki miliona osób - mówiąc że pozwoli na kontrolę zjawiska powodzi wzdłuż rzeki Jangcy. To jeden z przyczynków do myślenia...

Drugi: "29.07 |Czasem widać niewiele, a czasem właściwie nic nie widać. Tak od kilku dni jest w Moskwie. Miasto pokrył gęsty smog, bo z powodu upałów i suszy palą się położone niedaleko torfowiska. Dziś w Moskwie padł rekord 37,7 stopni Celsjusza - to najbardziej gorący dzień w historii badań meteorologicznych w Rosji (Fakty TVN)."

Ale zjawisko globalnego ocieplenia nie istnieje.. przecież to wymysł ekologów (dobrze opłacanych). Tak przynajmniej można wnioskować z lektury komentarzy towarzyszących bardzo ciekawemu ( i równie przerażającemu) artykułowi w Gazecie Wyborczej. Można się z niego dowiedzieć, że plankton w oceanach niedługo przestanie istnieć..

Z innych "bajek" - bardzo realne wyniki badań przeprowadzonych przez polskich naukowców na temat wpływu globalnego ocieplenia na poziom wód przybrzeżnych Bałtyku (z 2002 roku). Do poczytania. I może się zacznijmy przejmować (jednak).

Tagi: polityka, prawo, przyszłość, miasto, powódź, klimat


2010-07-28 22:56
 Oceń wpis
   

Chongqing - największa gmina miejska świata jest w trakcie bardzo intensywnej urbanizacji. 50 mln m2 powierzchni użytkowej i 500 km dróg szybkiego ruchu to tylko niektóre cyfry opisujące skalę rozwoju. Co roku do miasta migruje 1 200 000 osób.

Magiczne Góry to chińsko duński projekt, prezentowany na Biennale w 2006 roku, który zakłada stworzenie nowej "Zielonej" dzielnicy biznesu ("Green" Central Business District w skrócie GCBD). Sylweta dzielnicy przypomina naturalne kształty Chongqing ale na kształt ten składają się "zamieszkane góry". Szczyty wzniesień pokrywają się z centrami o wysokiej intensywności, obniżenia to miejsca gdzie krajobraz przypomina tradycyjne chińską zabudowę. Doliny to otwarte zielone przestrzenie stanowiące miejsce dla "maszyny życia" - systemu oczyszczania ścieków i generowania odnawialnej energii.

Mieszkalne góry będą wykorzystywały systemy redukowania zużycia energii poprzez zastosowanie biernego chłodzenia w lecie i biernego ogrzewania w zimie. Są połączone między sobą systemem ścieżek rowerowych i pieszych i przy pomocy efektywnego trasportu publicznego tak aby zredukować potrzebę korzystania z transportu indywidualnego. Szacunki zakładają zmniejszenie całkowitego zapotrzebowania na środki i energię o 22% i zastąpienie 11% konwencjonalnej energii tą pochodzącą ze źródeł odnawialnych.

Powyższe informacje oraz ilustracje zaczerpnięte z: http://roomatthetop.wordpress.com/ . Tamże więcej ilustracji.

Podoba się? Szalone trochę nieprawdaż? Ale jeśli porównać z aktualnymi standardami obowiązującymi w tamtejszej tworzącej się miejskiej rzeczywistości:


Źródło: http://i.dailymail.co.uk/i/ - ostatnio dużo tych zdjęć w związku z katastrofą budowlaną, która miała tam miejsce.

Albo z osiedlem które już nie istnieje, ze względu na panoszącą się tam przestępczość:


Kawloon Walled City w Honkongu - więcej informacji oraz źródło obrazka

Tagi: ekonomia, energetyka, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2010-07-28 06:55
 Oceń wpis
   

Zakres przyczyn, dla których wyjeżdżamy na wakacje jest równie szeroki jak to, jak bardzo się od siebie nawzajem różnimy. Niektórzy wyjeżdżają z ciekawości, po to aby poznać nowe miejsca i dlatego aby moć zobaczyć coś co piękne. Dla innych wyjazdy to okazja, żeby odpocząć od nadmiaru bodzców, zaszyć się gdzieś i wreszcie wyspać czy poczytać albo w spokoju pobyć z rodziną. Jeszcze inni wyjeżdżają, żeby pooddychać świeżym powietrzem, żeby dzieci mniej chorowały, żeby miały się z kim bawić w bezpiecznym miejscu, czy żeby poprzyglądać się z bliska jak wygląda przyroda. Niektórzy chcą mieć okazję do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego albo do przeżycia przygody życia. Są też tacy, dla których powodem wyjazdów jest chęć poznania nowych ludzi, wycieczki kulinarne albo nie kulinarne, wreszcie chęć pobycia ze znajomymi, nie sposób wyczerpać katalogu przypadków i powodów, dla których chce się nam pakować i ruszać gdzieś, gdzie z założenia będzie fajniej i milej.
Kiedy się tak przyglądać tym przyczynom część z nich wskazuje wprost czego nam brakuje w codziennej egzystencji i czego szukamy aby poprawić warunki życia, w których przyszło nam na co dzień funkcjonować.

Z niektórych można wnioskować, jakich zmian należałoby szukać w miejskim środowisku życia dla podniesienia jego jakości. Niektórzy z nas, zakosztowawszy wakacyjnego trybu życia próbują tak funkcjonować na stałe - jeśli tylko środki finansowe pozwalają. Narażając się tym samym na problemy z dojazdami, a miasta na niepotrzebny rozrost z którym same przecież problemy. Inni szukają własnej letniej siedziby - nie tylko w Rosji letnie domy to dość popularne zjawisko.

Spróbujmy wymienić, najlepiej od razu z remedium na poprawę, choć może wymyślanie remediów pozostawię Wam szanowni czytelnicy - podam tylko przykładowe rozwiązania (wszak to blog o partycypacji społecznej w planowaniu):
- zanieczyszczone powietrze - np. zwiększenie ilości zieleni w mieście, redukcja transportu indywidualnego,

- brak możliwości ruchu, miejsca do uprawiania sportu - ścieżki rowerowe, boiska, tereny zieleni i rekreacji,

- brak kontaktu z przyrodą - tereny zieleni: skwery, parki i zieleńce oraz zieleń przyuliczna, własne "uprawy" różnej skali i maści od wspólnie sadzonych kwiatów poczynając,

- brak kontaktów społecznych - zmiana sposobu funkcjonowania miejskich przestrzeni, zmniejszenie intensywności ruchu kołowego (i parkowania) na rzecz podkreślania społecznej fukcji ulic i placów (co można osiągnąć przez ich urządzenie),

- zaspokojenie potrzeby wyjazdów w poszukiwaniu pieknych miejsc - sami sobie dopowiedzcie, wiem że tej potrzeby nie da się zaspokoić albo można ale tylko w ograniczonym zakresie, tak aby chciało się wracać.

Można by tak sobie wymieniać w nieskończoność. Niby wiemy, takie to wszystko oczywiste. Tyle że już nie ma normatywów które za nas wymuszą zaspokojenie tych wszystkich potrzeb. Zresztą w czasach normatywów też potrzeby bywały zaspokajane wyłącznie na papierze. A tymczasem: pozdrowienia z wakacji w lesie nad jeziorem.

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2010-07-26 23:07
 Oceń wpis
   

Przestrzeń komunikacji (albo jeśli chcieć być precyzyjnym - transportu). Źródło frustracji i powód zaniku kontaktów międzyludzkich. Jak to kiedyś trafnie powiedział Henry Lefebvre:  ‎"Automobile c’est une instrument de deculturation." Skąd on to wtedy już wiedział?


Obrazek szalenie nie optymistyczny, szczególnie że cokolwiek mało mobilny..

Żebyż tak zaistniała alternatywa. Dbałość o koleje i transport zbiorowy powinna być naczelnym celem dla włodarzy rodzimej przestrzeni. No i co? Ano nic. Popatrzmy sobie jakie głupoty robimy i dokąd to prowadzi:

Odsłona I (wypatrzone przez Hubara):

Odsłona II (cytat za Adamem Wajrakiem):

Wracając do tytułowej mobilności - poniższą książkę już polecałam - Jacek Wesołowski: Miasto w ruchu. Polecam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2010-07-20 09:56
 Oceń wpis
   

Z przyjemnością informuję, że w najnowszym numerze Kwartalnika Społeczno-Politycznego Obywatel NR 3/2010 (50) obok wielu ciekawych artykułów i wywiadów można również przeczytać mój tekst na temat: Przestrzeń w rękach obywateli.

Z notatki redakcji na temat tego artykułu: "Udane inicjatywy mogą stać się szkołą demokracji, skłaniając obywateli do aktywnego udziału w życiu lokalnej społeczności. Podstawowym celem partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym, obok utożsamiania się ludzi z projektem oraz polepszenia jego jakości, jest budowanie więzi międzyludzkich i kształtowanie społeczeństwa miejskiego – civitas.".

Zapraszam serdecznie do lektury.

Tagi: społeczeństwo, partycypacja, MojeMiasto


2010-07-18 12:58
 Oceń wpis
   

Scenka rodzajowa na ulicy: Pijana w sztok młoda kobieta, właściwie dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Młoda, jeszcze z gumką z froty na włosach. Towarzyszący jej najwidoczniej rodzice też pijani, chyba bardziej. Malujące się na twarzach zacięcie. Mężczyzna - przyszły dziadek zapewne - do partnerki (żony?): Słuchaj chyba Ci przyp...
Scenka miała miejsce pod sklepem Żabka. Ciekawa jestem czy sprzedawczyni sprzedała im alkohol. Bałam się zareagować - wszak to moi zapewne sąsiedzi. Co można i należy robić w sytuacji tego rodzaju patologii?

Tytułem uzupełnienia - rysunek zawarty w materiałach planistycznych obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi (główny projektant studium - dr Mirosław Wiśniewski), przygotowany, (o ile pamiętam datę) w roku 1998, w pracowni Gorgul Wiśniewski Urbanistyka Architektura Sp. z o.o. w oparciu o opracowanie opisujące problem ludności biednej w mieście (Warzywoda-Kruszyńska Wielisława, Grotowska-Leder Jolanta Fenomen łódzkiej biedy - bieda skoncentrowana tom II, s.57-92).

Innymi słowy - diagnoza problemu znana jest od dawna. Sam problem od dawna pozostaje nierozwiązany. Więcej - staje się coraz bardziej drastyczny.

Tagi: ludzie, społeczeństwo, patologia


2010-07-13 10:53
 Oceń wpis
   

Można chyba śmiało postawić tezę, że jeśli jakiś wynalazek szczególnie przyczynia się do renesansu miast to jest to cyfrowy aparat fotograficzny oraz telefon (z cyfrowym aparatem fotograficznym). Dzięki pasji fotografowania związanej z powszechną dostępnością tej przyjemności bez myślenia o kosztach i trudzie wywoływania filmów zaczęliśmy zwracać uwagę na to co dookoła (o samym wychodzeniu z domu nie wspominając).
To jest szalenie fajne obserwować jak zdjęcie zmienia świat. Fragment świata w pewnym momencie staje się czyjś i takim już pozostaje. Bardzo to pięknie pokazał Ka Fai Choi (tu strona artysty). Skądinąd technika tej prezentacji jest szalenie ciekawa - nałożenie obrazu na rzeczywistość dzięki technice Augmented Reality.

CROSSING BORDERS from KA5@RCA on Vimeo.

Zdjęcia.. Z przyjemnością obserwuję rozwój tego wynalazku i jego konsekwencje. W tym rozwój jako metody, sposobu działania.

Pozostaje tylko przekazać zaproszenia:
1. Miejsca Poboczne: http://www.mpoboczne.blogspot.com/
2. LOMO - zdjęcia: http://www.lomo.art.pl/
3. Budujemy portret Łodzi z prywatnych zdjęć jej mieszkańców - inicjatywa GW Łódź: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8129885,Budujemy_portret_Lodzi_z_prywatnych_zdjec_lodzian.html
...

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2010-07-10 12:14
 Oceń wpis
   

Nie tak dawno prowadziłam taką oto rozmowę w moim ulubionym (i nie tylko moim ulubionym) serwisie. Rzecz dotyczyła zagadnienia baraków i wyprowadzania do nich osób niepłacących za czynsz, a mieszkających w starych kamienicach w śródmieściu (w tym wypadku Łodzi, gdzie jak wiemy mieszkań komunalnych w starych kamienicach w śródmieściu jest szczególnie wiele). Zainspirował nas taki oto artykuł, dotyczący Poznania i tamtejszej polityki mieszkaniowej dotyczącej najuboższych. Drugą inspiracją była głośna sprawa rodziny, która nie dawała się eksmitować do tego stopnia, że dopiero interwencja służb antyterorystycznych pozwoliła na wyprowadzenie długoletnich dłużników z zajmowanego przez nich lokalu. Film na ten temat w Ekspresie Ilustrowanym dostarcza poglądu na temat sprawy. Choć jednocześnie inne informacje zdają się ten pogląd cokolwiek weryfikować.

Wracając do rozmowy - chciałam zacytować obszerne fragmenty bo wydaje mi się że doszliśmy (doszłyśmy, wspólnie z cytowaną już tutaj Ulą Niziołek Janiak - wielbicielką i obrończynią łódzkich zabytków) do ciekawych rozwiązań.

Prezydent chce wychowywać społeczny margines (poznan.gazeta.pl): Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić 'najtrudniejszych' lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka.

Urszula Niziołek-Janiak: A ja uważam, że w przypadku alkoholików przesiedlenie wiążące się z wyrwaniem z dotychczasowego środowiska może pomóc (zaznajomieni kumple i meta daleko).
Natomiast bardzo ważne jest, by przesiedlenie dawało szanse na nowe życie np. poprzez aktywizację zawodową np. wcześniejsze przeszkolenie tych ludzi w zawodach budowlanych i postawienie sobie przez nich własnymi siłami mieszkań lub szkolenia z zakresu pielęgnacji zieleni, brukarstwa i umożliwienie im zagospodarowania terenu takiego osiedla co związałoby ich z nowym miejscem.

Małgorzata Hanzl: (...) cały czas nasuwa mi się pytanie - co z dziećmi. Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami? Bo to powinien być priorytet. I niewielkie koszty. Już nastolatki są nie do zmiany, dorośli też są trudno reformowalni. Ale dzieci jeszcze tak. Tylko że one sobie same nie pomogą. Córka chodziła kiedyś do sióstr Urszulanek przy Obywatelskiej - które prowadzą obok przedszkola świetlicę dla dzieci z biednych rodzin, obserwuję też działanie Oratorium Jana Bosko przy Kościele Św. Teresy. Te miejsca bardzo istotnie zmieniają dzieciaki i młodzież która tam uczęszcza. Dają im punkt odniesienia - uczciwy punkt odniesienia. Dzieciaki z takich rodzin są bardzo często odrzucane przez grupę bo są nauczone żerowania na innych - od najmłodszych lat. (...) Nie są nauczone podstawowych zasad higieny. Potrafią być agresywne. Działanie takich miejsc jest nie do przecenienia. (...) Ale jest ich tak mało, a co jakiś czas pojawia się informacja, że coraz mniej. Bo nie ma na to pieniędzy. Jakiś czas temu np. zlikwidowano świetlicę przy Placu Barlickiego.

Rewitalizacja polega wszak na tym że się z przechodnia czyni podmiot nie przedmiot działania (cytuję Krzysztofa Herbsta z ostatniego szkolenia w Fundacji Stocznia). Łódź jest, może być silna mieszkańcami - więc trzeba nad tym pomyśleć. I zwłaszcza nie traktować wszystkich tą samą miarą.

Urszula Niziołek-Janiak: Myślę, że takie kontenery to nie jest rozwiązanie dla rodzin z dziećmi, bo dlaczego karać dzieci za błędy rodziców?
W przypadku rodzin stawiałabym na pierwsze rozwiązanie - praca ze wszystkimi i stawianie przez rodziców mieszkań dla swojej rodziny, bo wiązałoby się to z poprawą statusu społecznego. Wielkie pole do popisu dla ngo... z tymi rodzinami pracować trzebaby również po przeniesieniu, by nie stworzyć gett.

Małgorzata Hanzl: W Poznaniu rodzin z dziećmi nie planują przenosić. Mam nadzieję że skoro się powołujemy na Poznań to w Łodzi też. Zastanawiam się tylko czy nie należy przenosić wyłącznie dorosłych z problemem alkoholowym, nie nazwać tego ośrodkiem odwykowym i nie traktować tak jak to traktuje się ośrodki odwykowe. Pytanie o świadczenia dla dzieci to jest pytanie o to czy miasto chce jedynie relokować problemy czy też może w końcu zacząć je rozwiązywać.
Jakoś tak afera przy Więckowskiego dziwnie zbiegła się w czasie z tymi dywagacjami. A ludzie których rzecz dotyczyła wcale nie wyglądali na biednych.

Urszula Niziołek-Janiak: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8109015,Pomysl_na_dluznikow___baraki__Wcale_nie_takie_straszne.html

Małgorzata Hanzl: Ula - ale to jest małe miasto. Małe miasta - to jest inna skala, praca bezpośrednia z ludźmi, łatwość ogarnięcia problemów. Ja to znam z perspektywy opracowań planistycznych. W małych miastach wszyscy wszystkich znają - to jest coś innego. Również architektura tych obiektów jest inna. I jej wpływ na mieszkańców też. To nie są baraki. Tylko pojedyncze budynki socjalne wśród innych domów.

Urszula Niziołek-Janiak: Podałam ten link jako przykład lokalizacji dla własnoręcznie zbudowanych mieszkań dla rodzin z dziećmi :)

Małgorzata Hanzl: Co masz na myśli mówiąc własnoręcznie zbudowanych?

Urszula Niziołek-Janiak: Niedawno czytałam, że w jednym z miasteczek przeszkolono długotrwale bezrobotnych w zawodach okołobudowlanych i budowlanych i w ramach szkolenia zbudowali oni dla swoich rodzin blok na miejskim gruncie - 900 zł/m2 powierzchni! W GB od dawna z powodzeniem działają takie programy aktywizacji,. czemu nie w Łodzi?

Małgorzata Hanzl: I to jest świetny pomysł. Tylko byleby to był blok wśród innych, zamieszkiwanych przez nie długotrwale bezrobotnych.
A nie baraki o skali osiedla na Janowie.

Urszula Niziołek-Janiak: Niewielkie osiedla kontenerów powinny być natomiast dla uzależnionych samotnych i traktowane jako swoisty ośrodek odwykowo-aktywizacyjny.

Małgorzata Hanzl: Jeszcze jedno - w komentarzach do artykułu o kontenerach pojawił się głos o dwóch drogach: amerykańskiej - zdegradowane społecznie śródmieścia i europejskiej - zdegradowane społecznie obrzeża. Obie metody są złe. I o tym świadczą obecne starania władz lokalnych. Między innymi partycypacja społeczna rozumiana jako aktywizacja mieszkańców pojawiła się dla radzenia sobie z rozruchami (krwawymi też) jakie miały miejsce w americańskich downtown. I dlatego zaczęto takie programy finansować - bo ludność tam zamieszkująca była agresywna. Podobnie rewitalizuje się kosztem olbrzymich środków i z marnymi rezultatami obrzeża wielkich miast europejskich. Sama byłam świadkiem jak to wygląda w Lyonie oraz jak trudno te patologie potem wykorzenić. Mnie się bardzo podoba to co zrobiono w Bilbao, zresztą jest cała masa materiałów na temat prowadzenia rewitalizacji społecznej, np. w serwisie urbact.eu
Ula - miałabyś coś naprzeciw gdybym tę rozmowę prawie żywcem skopiowała na bloga? Bo mi się podoba i jest ciekawa.

Urszula Niziołek-Janiak: Oczywiście, nie ma problemu. Co do obrzeży miast - własnie dlatego z przesiedleńcami trzeba pracować i przed i w trakcie i po - by dać im szanse w nowym miejscu i nie przesuwać problemu z dala od Centrum, tylko zapobiec jego powtórce.

I tu włączył się do naszego dialogu Pan vice-Prezydent Łodzi Marcin Bugajski (ach te techniki wirtualnej komunikacji !)
Marcin Bugajski:
Pani Małgorzato, kontenery nie są panaceum na wszystkie problemy z osobami, które nie płaczą czynszów w tak dużym mieście jak Łódź. Ponadto stanowią one rozwiązanie dotyczące pewnych grup takich mieszkańców i na pewno nie powinno się przenosić do nich rodzin z dziećmi. A jeśli idzie o negatywy takiego pomysłu to odniosłem się do nich w komentarzach na swoim profilu.

Małgorzata Hanzl: Dziękuję Panu za odpowiedź. Cieszy mnie takie postawienie sprawy. Boję się zbyt dużej skali takich rozwiązań - bo to może stać się dodatkowym źródłem patologii. Podobnie jak stosowanie w tym przypadku zasady egalitaryzmu.

(Pojawiły się też inne głosy)
Łódzkie Centrum Społeczne:
Kolejne getto biedy w Łodzi to potęgowanie problemów społecznych, a nie ich rozwiązywanie.
Nigdy więcej segregacji!

Łódzkie Centrum Społeczne: http://www.centrumspoleczne.pl/oswiadczenie-kontenery.pdf

Jakub Polewski: Wiecie, z drugiej strony zauważcie, że jedną z form SKUTECZNEJ psychoterapii jest odrzucenie, jak w przypadku niereformowalnych alkoholików. Nie da się nikogo wyleczyć z pewnych problemów "na siłę". Ludzie muszą mieć poczucie, że odpowiadają za siebie i ponoszą tego skutku. Inaczej przyzwyczajają się do nic nie robienie i czekania, aż wszyscy będą wyrozumiale dawać więcej i więcej na cudzy koszt. Jakby tak każdy uznał, że chce brać na cudzy koszt i przestał cokolwiek ze sobą robić no to sorry...

Jakub Polewski: Pani Małgorzato: "Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami?"

Właśnie próbuję z jednym stowarzyszeniem przykościelnym, którego celem jest wsparcie społeczne dla dzieci i młodzieży utworzyć pierwszy taki duży hostel w jednej z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Ma on być na terenie programu Prorevita. Wiceprezydent M. Bugajski deklaruje cały czas pomoc i poparcie, więc jeżeli to wypadli, to będzie w Łodzi precedens i być może więcej kamienic popadających w ruinę znajdzie tego typu zastosowanie. W tym przypadku budynek będzie modernizowany ze względu na zły stan techniczny. Wartości kulturowe zostaną zachowane w zakresie: elewacja frontowa, prześwit bramowy, klatki schodowe i niska oficyna.

Małgorzata Hanzl: Gratuluję pomysłu - oby się udało! Trzymam kciuki.

(dalsza część rozmowy dotyczyła już innych tematów).

Tak sobie myślę, że wszyscy mamy trochę racji. Gdyby jeszcze teraz udało się te różne mysli nieuczesane przekształcić w rzeczywistość.

PS. Tak swoją drogą to już kiedyś o tym pisałam. Nie raz.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz


2010-07-09 14:29
 Oceń wpis
   

Łódzka Rada Miejska przyjęła regulamin w sprawie konsultacji społecznych. W związku z powyższym Wydziały urzędu oraz inne jednostki administracji lokalnej organizują konsultacje społeczne w różnych sprawach. Przykładowo w dniu dzisiejszym mają odbyć się konsultacje społeczne w sprawie transportu (szeroko rozumianego) w Łodzi. Wybrałabym się na rzeczone konsultacje, nawet tak dla rozrywki. Jest gdzie zaparkować rower pod Urzędem Miasta. (Bo dzięki pomocy sympatycznego serwisu i sklepu Łódź Cycle Chic mam znów sprawny rower - po dłuższej przerwie).

Ale - trapią mnie następujące wątpliwości. Tak się zastanawiam, czy w ogóle jest sens ruszać się z domu bo mam masę pracy, w kwestiach transportu się nie specjalizuję, nie rzucam w tej materii przykładami z rękawa ani nie umiem głośno krzyczeć ani przepychać się pięściami. I nie wyglądam jak starszy Pan, któremu z założenia przypisuje się autorytet.

Zastanawia mnie forma tych konsultacji bo o ile pamiętam to w łódzkim regulaminie konsultacji społecznych jest punkt o tym, że ma zaistnieć rezultat. Jeślibym tam miała pójść to głównie po to, aby zadać na początku pytanie na temat formuły organizacji konsultacji (tylko kto mi pozwoli zadać to pytanie). Tzn. innymi słowy: o co organizatorom chodzi. Czy o odbębnienie formalnego obowiązku, żeby się nazywało że są konsultacje. Czy o wspólne zastanowienie się nad najlepszym sposobem działania. Bo w tym drugim wariancie najlepsza byłaby forma warsztatowa, a nie tylko i wyłącznie dyskusja ogólna. A jeśli już dyskuja plenarna (bez wcześniejszej części warsztatowej w podgrupach, tak aby każdy zajął się tym na czym się zna najbardziej i aby potem wymienic poglądy, kiedy już wszyscy będą rozgrzani myśleniem) - to gdyby tak ta dyskusja przypominała chociaż dyskusje Rady Miasta, czy sejmowe - gdzie wszyscy mogą się na równych prawach wypowiedzieć, a na koniec dochodzi się do rezultatów. Bo na tym polega uczciwa partycypacja społeczna, a nie jej pseudo-namiastki.

No i jeszcze pozostaje kwestia przekąsek. Albo co najmniej czegoś do picia. (Bo powinny być - konsultant o "suchym pysku" robi się negatywnie nastawiony do konsultacji). We wszystkich podręcznikach konsultacji jest co najmniej o napojach (zwłaszcza w taki upał). ;) To z pozoru jedynie jest nieistotne - ale świadczy o sposobie podejścia organizatorów do samej idei konsultacji oraz do osób, które w konsultacjach miałyby chcieć wziąć udział.

Tagi: społeczeństwo, działania, partycypacja, społeczna, oddolne, mieszkańcy


2010-07-06 21:10
 Oceń wpis
   

Padło tu niedawno pytanie o to co to takiego miasto. Moim skromnym zdaniem to jest klucz do rozwiązania zagadki. Zagadki dotyczącej stosowalności urbanistyki w naszym kraju (zresztą nie tylko, choć nasze rodzime uwarunkowania językowe są tutaj specyficzne).  To właśnie pytanie.

Otóż czy mieszka w mieście osoba, która tak naprawdę mieszka w lesie albo pod lasem ale adres to nadal Łódź.. Czy mieszka w mieście ktoś kto nie ma kanalizacji, dojeżdża do domu drogą gruntową tudzież hoduje na podwórku kury i prosiaka (a jeśli nie on sam to robi to sąsiad)? Jak dla mnie trudno tu mówić o mieszkaniu w mieście. Taki ktoś mieszka na wsi.

I teraz pytanie - czy ktoś, kto mieszka w mieście to mieszczanin? Inaczej mówiąc mieszczuch? Pojmowany jako jednak osoba godna szacunku, no bo przynależna do civitas - społeczności miejskiej. I jak wobec tego traktować tych, którzy nie mieszkają w mieście ale prowadzą miejski styl życia (przynajmniej tak im się wydaje choć to prawie niemożliwe) ?

O przypadkach płatników KRUS z adresem przy Marszałkowskiej nawet nie próbuję tu wspominać.


Żeby nie było wątpliwości to powyższy obrazek przedstawia to co rozumiem pod pojęciem miasto. Jeden z jego niezliczonych wariantów. Zdjęcie pochodzi z grupy w moim ulubionym serwisie. Grupa nazywa się:
Nie mieszkam na niezagospodarowanych obrzeżach miasta Jestem mieszczuchem! (tak na marginesie - znajdziecie tam świetne zdjęcia, lepsze od mojej wprawki powyżej, można też publikować własne szerokiemu gronu entuzjastów miejskich klimatów).

Zastanawiam się, gdzie jest granica pomiędzy miastem a wsią. No bo przecież nie tam, gdzie znajduje się znak drogowy obszar zabudowany tudzież koniec obszaru zabudowanego. Na ile związana jest z kulturowym statusem ludzi zamieszkujących różne miejsca.

Definicja w Słowniku języka polskiego wskazuje na specyficzną kulturę miejską. Definicja w wikipedii mówi o intensywności zabudowy jako wyróżniku miejskości. Czyli jednak pole czy las w granicach administracyjnych miast to nie miasto - tylko rezerwa pod jego przyszły rozwój. A przenosząc się w takie miejsca traci się status mieszczanina lub współcześniej mieszczucha. Tylko kim się wtedy staje? Jak dla mnie mieszkańcem i niewolnikiem samochodu. I nie odczuwam obowiązku pozostawania obiektywną w tej materii.

Na koniec powiem tyle, że dobrze się dzieje, że nie wolno w planach miejscowych mieszać skrajnie odmiennych przeznaczeń jak: zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna i zabudowa zagrodowa. Bo to naprawdę skrajnie odmienne pojęcia. To pierwsze przynależy do miasta. A to drugie jest właściwe dla wsi.

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, partycypacja, urbanistyka


2010-06-28 09:25
 Oceń wpis
   

Polecam Szanownym Czytelnikom swój tekst w Kulturze Enter: http://kulturaenter.pl/miejskosc-vs-budowle-kultury/2010/06/

Ilustracje stały się ciut nieaktualne w międzyczasie ale na tym zgodnie ze słowami Charles'a Landry'ego polega kreatywność - a mianowicie na zderzeniu marzeń z rzeczywistością. I umiejętności pokonywania kolejnych barier w wytrwałym dążeniu do przyjętego celu. Tu tego zabrakło - mnie szkoda.

Tekst za to pozostał aktualny i będzie rozwijany.

Tagi: miasto, urbanistyka, przestrzeń, mieszkańcy, krajobraz


2010-06-25 19:34
 Oceń wpis
   

Ostatnio wszyscy wokół "ćwierkają" (od ang. twitter - Twitter). Na ogół takie krótkie formy wydają mi się niewystarczające ale dzisiaj wyjątkowo też postanowiłam powiedzieć to co chcę króciutko.

Przyszła mi do głowy definicja Urbanistyki. Nie wiem czy ktoś już to tak powiedział czy nie. Sprawdzę zapewne potem. Dla mnie URBANISTYKA to jest: SZTUKA lub NAUKA O KREOWANIU LUDZKIEGO ŚRODOWISKA ŻYCIA.

Teraz zaś na inny temat. Za to równie krótko. Z poniższym obrazkiem kojarzą mi się następujące SŁOWA: znak szczególny (za K. Wejchertem albo landmark jeśli cytować K. Lyncha), sylweta, semiologia, sentyment, symbol. Wcale nie jest powiedziane że to wszystko musi pozostać niezmienione w wyniku przekształceń tego miejsca, które nas czekają. Bo łódzki dworzec ma stać się stacją podziemną, a miejsce dawnego ma zająć całkiem nowy obiekt, inny, większy, bardziej nowoczesny. Ale powyższe Słowa definiują argumenty (ważne dla łodzian), które są istotne dla myślenia o decyzjach, które mają być podjęte. Argumenty, które należałoby położyć na szali z tym co ma być nowe i zważyć. Bo nowe na ogół równa się nieznane i budzi podświadomy lęk. Jeśli się nowe oswoi może być lepsze. Ale trzeba oswoić i pozwolić zaakceptować.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-06-20 23:39
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem jakie jest zdanie naszych Kandydatów do Urzędu Prezydenckiego w kwestiach poruszanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę w drugiej części jego przemówienia z dnia 15 czerwca b.r.
Prezydent Obama z całą powagą traktuje katastrofę wywołaną działaniami człowieka, jej wpływ na środowisko, w tym środowisko życia ludzi, a także w dalszej perspektywie na ekonomiczne predyspozycje regionu w dłuższym czasie - możliwość funkcjonowania mieszkańców, w tym zarobkowania w oparciu o dotychczasowe źródła: turystykę oraz połów ryb.

Konsekwencją katastrofy jest tam oparcie się o poważne badania naukowe, które m.in. nakazują zaprzestać opierania gospodarki na wyczerpujących się zasobach ropy naftowej i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii. Skądinąd nie rozumiem dlaczego tak istotne stwierdzenia przeszły w naszej rodzimej prasie całkowicie bez echa.
My mamy u nas skutki powodzi - które w dużej mierze są skutkiem zaniedbań i braku wykorzystania analogicznych zdobyczy nauki w dziedzinie hydrologii i zapobiegania powodziom. Katastrofa jednak nie prowadzi do podobnych jak tam konkluzji. Jedyne komentarze w ramach kampanii wyborczej wiążą się z konkursem na to jak, skąd i kto da więcej. Po to aby odbudowywać tam gdzie się budować nie powinno. Po to aby umacniać wały wszędzie bez wprowadzania rzeczywistych inwestycji przeciwpowodziowych. Pomimo słyszalnych tu i ówdzie apelów środowiska naukowego.

Można by tutaj analogie - lub raczej ich brak - mnożyć w nieskończoność. Ja bym się jednak chciała dowiedzieć dlaczego nasi Kandydaci nie mają programu wyborczego w kwestiach, które dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych są najistotniejsze. Dlaczego tamtejsi doradcy sugerują aby opierać się w podejmowanych działaniach na wynikach badań naukowych - a u nas te ostatnie, tudzież doświadczenia innych krajów się ignoruje. Dlaczego Prezydent USA mówi o zmianach klimatycznych i potrzebie zmiany polityki energetycznej a nasi Kandydaci ten temat pomijają. W ogóle nie istnieje w toczącej się dyskusji przedwyborczej.

Ciekawa jestem też Waszej opinii na temat filmu, który ostatnio zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - link do wersji polskiej. Powinniśmy się chyba jednak zacząć zastanawiać nad racjonalnością naszych zachowań, nawet jeśli jedynie niewielka część tez stawianych w tymże filmie byłaby całkowicie zgodna z prawdą. A wyniki badań te tezy  jednak w znacznym zakresie potwierdzają.

Age of Stupid: Trailers: Original Theatrical Trailer from Age of Stupid on Vimeo.

Tagi: polityka, prawo, miasto, powódź, klimat


2010-06-18 11:18
 Oceń wpis
   

Jednym z najczęstszych tematów rozmów ze studentami jest zagadnienie definiowania przestrzeni. Pojawia się ono wciąż, niemal na okrągło tłumaczę, że plac nie jest wzorem na powierzchni ziemi ale zdefiniowaną bryłą powietrza o określonym, świadomie wykreowanym kształcie. Kreacja tegoż kształtu może być dokonana w oparciu o rysowanie płaskie - i tak się to od czasów renesansu - kiedy zaczęto rozwijać narzędzia miernicze, a na szerszą skalę - od czasów Oświecenia - realizuje. Może też być dokonywana - co Camillo Sitte sławił jako idealne - w oparciu o analizowanie przestrzeni trójwymiarowej. Tak jak w średniowieczu, kiedy rzuty placów niekoniecznie były idealnie prostokreślne, ale za to niosły piękno bo - kreowane były in situ - tak aby kryterium piękna uwzględnić. Ostatnio dostępne są narzędzia, które pozwalają nam w analogiczny sposób myśleć o przestrzeni - jedynie należałoby zacząć z nich w ten sposób korzystać projektując w trzecim wymiarze i z uwzględnieniem kontekstu. A to wciąż wymaga zmiany sposobu myślenia.

Często w takich dyskusjach powraca kwestia ronda. Jako rozwiązania centralnego "placu". W tym myśleniu są co najmniej dwa błędy. Pierwszy polega na myleniu funkcji komunikacyjnej i społecznej - one powinny się łączyć, wcale nie trzeba ich rozdzielać ale.. jeśli chcemy uzyskać przewagę funkcji społecznej, a na placu miejskim chcemy, to nie wolno projektować tak aby funkcja komunikacyjna dominowała.


Gdyby jednak nadal ktoś nie rozumiał na czym polega róznica pomiędzy placem miejskim a rondem - dla wyjaśnienia ilustracja z książki Gordona Cullena Concise Townscape, str. 139

Druga istotna niedoskonałość takiego myślenia to znów powrót do początku - a mianowicie do definicji wnętrza miejskiego. Z wnętrzem mamy do czynienia, jeśli obecne są elementy ograniczające przestrzeń. Wybitnie komunikacyjne rondo nie ma cech, które skłaniałyby aby je obudowywać budynkami. Kto chciałby mieszkać, pracować przy rondzie?

Próbując podsumowywać te swoje przemyślenia - rozmawiając ze studentami mam do czynienia z opiniami osób, które dopiero zaczynają edukację. Ja im dopiero pewne rzeczy uświadamiam. Mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że większość obserwatorów "codziennego krajobrazu" (cytat z książki prof. W. Wiśniewskiej ( Weronika Wiśniewska: Krajobrazy codzienne; Politechnika Łódzka, Zeszyty Naukowe (Nr 903), Rozprawy naukowe, Z. 308, Łódź 2002) nie uświadamia sobie, że potrzebne jest im wnętrze, zamknięcie przestrzeni. Po to aby czuli się bezpiecznie, aby mieli szanse poczuć się pewniej i aby czuć, że są w miejscu uporządkowanym.

Ograniczenie przestrzeni, jej zdefiniowanie jest nam potrzebne dla zachowania równowagi psychicznej. To jest potrzeba pierwotna, od zawsze ludzie szukali schronienia. Nie mam tu na myśli zamknięcia czyli ograniczenia gabarytów miejsca do małej - czytaj nieznośnej skali. Wnętrza miejskie lub naturalne bywają bardzo rozległe. Wydłużone aż po horyzont perspektywy baroku dostarczają tu znakomitych przykładów. Jednocześnie potrzeba zamknięcia, wydzielenia nie zaprzecza wcale potrzebie przestrzeni otwartej. Doskonale zdefiniował to Yi Fu Tuan. Potrzebujemy różnorodności. Jednak wydaje się że w tej chwili równowaga przechyliła się w kierunku chaosu. Entropia układu stale rośnie. Do tego stopnia że przestaliśmy rozumieć co to znaczy porządek, co to znaczy zwarty krajobraz miejski, a nawet co to znaczy miasto.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-06-11 04:00
 Oceń wpis
   

Czy zastanawiamy się nad znaczeniem, symboliką krajobrazu miejskiego? Czytam sporo różnych opracowań socjologicznych oraz urbanistycznych i od pewnego czasu zastanawia mnie kontrast treści w tychże opracowaniach zawartych. Z jednej strony socjolodzy opisują wrażenia, uczucia, cytują zawarte w literaturze opisy różnych miast i miejsc. Z drugiej zaś w opisach inżynierskich o symbolice, znaczeniu nie ma prawie nic. W polskich opracowaniach pojawia się ład przestrzenny ale na ogół rozumiany jako porządek - czyli równe ustawienie, ujednolicenie zabudowy, a już niekoniecznie nadanie znaczeń. Sprawdzając stan badań na ten temat natknęłam się na niemało opracowań tego tematu dotyczących, między innymi doktorat Katarzyny Rutkowskiej z Politechniki Gdańskiej o semiologii urbanistyki, pracę Jacka Krenza Architektura Znaczeń, książkę Umberto Eco Symbolika Życia Codziennego, twórczość Christiana Norberga-Schulza, książki Leona Kriera.. (z opracowań dostępnych w języku polskim), sporo jest też na ten temat opracowań obcojęzycznych, ostatnio zresztą coraz więcej. Ale to opisane zjawisko ma niewiele wspólnego z praktyką projektową.

Przykładowo - i tak staram się to tłumaczyć studentom - w jaki sposób można poprzez odpowiednie zaprojektowanie ulicy osiągnąć oczywistość kierunku, w którym ta ulica prowadzi? Tak żeby ulica "mówiła" jaka jest oraz czemu służy. Bardzo łatwo odnaleźć odpowiedź na to pytanie rozważając jak kształtowano kiedyś aleje wjazdowe do posiadłości szlacheckich. Drogowskazy i reklamy nie były potrzebne - nieprawdaż?

Żeby myśleć w takich kategoriach trzeba najpierw zaakceptować fakt, że ulica ma prawo być inna niż przewidziana przepisami jej minimalna szerokość (dla drogi dojazdowej 10m, w tym 6 m jezdni oraz po dwa metry pobocza). Ze jedynym celem ulicy nie jest tylko i wyłącznie funkcja komunikacyjna (zresztą funkcja komunikacyjna też potrzebuje znaczeniowości ulicy dopasowanej do tejże funkcji, jeśli ta relacja jest zaburzona skutkuje to wypadkami). Że program użytkowy ulicy może być wzbogacony o drzewa, ścieżkę rowerową, szeroki chodnik. Że niektóre ulice mogą być węższe (choć wtedy formalnie nie można ich nazywać ulicami) oraz że ich krawędzie nie muszą być równoległe. Można też w niektórych specjalnych okolicznościach przewidywać w ramach ulic kanały z wodą, wzorem ulic Amsterdamu ( w przypadku miast szczególnie narażonych na zalewanie - jak np. Głowno).

Potrzebna jest świadomość rangi ulicy - korytarza, którą Le Corbusier ochrzcił mianem zbrodni. Tymczasem ulica wraz ze zlokalizowanymi wzdłuż niej budynkami, które ją zamykają - sprawiając że przestrzeń staje się określona, zdefiniowana - a więc dająca poczucie bezpieczeństwa - jest doskonałym teatrem dla społecznej aktywności jednostek. Pod oczywistym warunkiem że nie jest to ciąg tranzytowy, przenoszący bardzo intensywny ruch kołowy. W takich sytuacjach społeczny aspekt ulicy na ogół sprowadza się do możliwości potrąbienia sobie na innych, stania w korku tudzież zaliczenia ostrej sprzeczki z innym kierowcą, który akurat chce skręcać w prawo, a my tę możliwość chwilowo zabieramy. "Automobile c’est une instrument de deculturation" powiedział Henry Lefebvre i trudno odmówić mu racji, nie tylko w użytym tu znaczeniu.

W określonej przestrzeni ulicy zaspokojona zostaje nasza potrzeba identyfikacji, łatwo nam się zorientować i jesteśmy w stanie skoncentrować się na ciekawszych zajęciach - jak obserwacja innych. Jak słusznie zaobserwował Jan Gehl - obserwowanie innych jest dla użytkowników ulicy aktywnością szalenie atrakcyjną.

Niniejszy zachwyt nad tradycyjnym ulicznym wnętrzem miejskim pragnę zakończyć zaproszeniem na Święto ulicy. Jedno z wielu takich świąt, które w najbliższy weekend w Łodzi będą mieć miejsce. Święto ulicy organizowane w ramach Dnia Sąsiada to świetna okazja do tego aby się do sąsiadów uśmiechnąć. Można też pobawić się w ogrodnika, porysować kredą na chodniku. Ostatnio odkryłam tę przyjemność. Niesamowite są reakcje przechodniów na taką nieoczekiwaną aktywność.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-06-07 14:36
 Oceń wpis
   

Parafrazując słowa Posła Janusza Palikota z jego bloga (o której to wypowiedzi informowała dzisiaj GW, na stronie głównej serwisu): "Jest znacznie bardziej niebezpieczny niż najwyższa fala powodziowa. Bo ona mija, a [..tu aż się prosi o wstawienie nazwiska autora tego zdania] codziennie zaraża. I zagraża."
Nie zwykłam pisać o polityce - bo interesuje mnie w stopniu, w jakim wpływa na racjonalność zarządzania i planowania przestrzeni. Niestety polityka wpływa bezpośrednio na stanowienie prawa. I tu - znów niestety - działalność Komisji Przyjazne Państwo, pod którą jak wiemy podpisuje się Pan Poseł Janusz Palikot - zasługuje na taki komentarz jak na wstępie. Oraz np. na komentarz o Komisji przyjaznej lobbystom - jak ten tutaj.

I nawet nie w psuciu dotychczasowych - niedoskonałych przecież - przepisów rzecz. Ale w nadziejach jakie pokładaliśmy myśląc o proponowanym uproszczeniu procedur i sytuacji prawnej. Przecież trudno mówić o systemie planowania przestrzeni, jeżeli nie można z góry przewidzieć co powstanie w bezpośrednim otoczeniu działki, którą chcielibyśmy nabyć. Brakuje planów, a nic się nie robi aby powstały - wciąż dopuszczając coraz większą dowolność decydowania w drodze indywidualnych decyzji administracyjnych. Bez ładu i składu. Pozwalając na zabudowę na coraz większych obszarach - tak jakby świadomość kosztów, które będzie trzeba ponieść (z puli finansów publicznych, a czasem - jak w przypadku powodzi - również indywidualnych) nie była oczywista. Przecież nawet nie do końca wiadomo co to takiego działka budowlana! O braku definicji tzw. "działki sąsiedniej" i konsekwencjach tegoż niedopowiedzenia nie wspominając.

A wracając do samej wypowiedzi Posła Palikota - jednak krytyka, również polityczna bywała bardziej zabawna.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-06-05 13:09
 Oceń wpis
   

Z partycypacją mieszkańców w planowaniu (również przestrzennym) jest troszkę tak jak z powodzią. Nie da się jej zapobiec - trzeba ją więc polubić.

To ostatnie stwierdzenie dotyczące powodzi jest cytatem z bardzo ciekawego wystąpienia wygłoszonego w ramach Konferencji na temat Ekologicznej Urbanistyki, która odbyła się w Uniwersytecie Harwarda w roku ubiegłym. Materiały tej konferencji są dostępne w sieci w formie tzw. "podcastów", każdy z nas może więc się z nimi zapoznać i wyrobić sobie własne zdanie o najnowszych trendach współczesnej myśli urbanistycznej. Bo co do autorytetu wspomnianej Uczelni chyba nie trzeba nic udawadniać.

Takie właśnie stwierdzenie na temat powodzi, jak to które znalazło się w pierwszym zdaniu tej wypowiedzi wygłosił podczas podsumowującej sesji profesor Kongjian Yu, reprezentujący Turenscape and Peking University. Powiedział mianowicie: "Make friends with floods". Dokładnie w taki sposób jak robi się to od wielu lat na zachodzie Europy, tak też przekonują liczne podręczniki oraz specjaliści w tej branży - hydrolodzy oraz EKOLODZY (ostatnio jak wiemy - wszystkiemu winni. Bobry się nie odzywają - zaszyły się żeby ich nie powystrzelać. Oczywiście żartuję tutaj - a wymieniony List otwarty Ekologów celowo popularyzuję i polecam łaskawej uwadze. Oraz w pełni popieram.).

Czemu twierdzę, że z partycypacją społeczną w planowaniu (również przestrzennym) jest identycznie? Też trzeba ją polubić bo pominąć się nie da. Ano zobaczcie Państwo jak to się odbywa , o czym przekonują się stopniowo Szanowni Urzędnicy łódzkiego magistratu:

"Kiedy drogi powstaną? Na to pytanie dzisiaj nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Wiadomo jednak, że w przypadku trasy Górnej wystarczyło posłuchać racji mieszkańców, których wariant został ostatecznie zaakceptowany. Trasa Śląska z pewnością kiedyś zostanie dokończona. Gdyby jednak wcześniej dogadano się z mieszkańcami, już dawno w Łodzi byłoby mniej korków." cytat z GW dodatek łódzki

Z partycypacją jest dokładnie tak jak z zapobieganiem chorób - wychodzi łatwiej i taniej niż leczenie - czyli w tym przypadku rozwiązywanie konfliktów. Inna kwestia, że z każdym z tych przypadków nikt nie chce słuchać pouczeń i - jak niektórzy twierdzą - "naukowych mądrości" przed. Dopiero jak się Jaś już sparzy, wyda masę pieniędzy (publicznych), to na własnych błędach być może się w końcu nauczy..

Tak swoją drogą powiązanie tych dwóch tematów - partycypacji i powodzi nie jest przypadkowe. Umiejętność podejmowania niepopularnych z pozoru decyzji związanych z racjonalizacją wykorzystania terenów już zainwestowanych w bezpośrednim sąsiedztwie rzek wymaga współudziału mieszkańców. Bez tego elementu takie działanie nie ma szans. Czego dowodzi wspomniany już tu powyżej przykład renaturyzacji doliny Renu.

Tagi: planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka, powódź


2010-06-01 14:10
 Oceń wpis
   

Innymi słowy my tu sobie fajnie pogwarzymy bo jest/ była/ będzie powódź (niepotrzebne skreślić) - więc temat chwytliwy. A oni sobie po cichu coraz bardziej przenoszą ciężar decydowania o przestrzeni metodą malutkich kroczków z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego na decyzje administracyjne (proszę nie mieć do mnie tu i teraz pretensji za opozycję my - oni, odnoszę wrażenie że jest więcej niż uzasadniona, proszę też wybaczyć irytację). Przeczytajcie Moi Drodzy jeszcze raz proszę ostatnie zmiany.. mojej ulubionej Ustawy. Zwracam uwagę na to co się teraz opiniuje a co się uzgadniać będzie, z kim i dlaczego tak, a nie inaczej. Dla wyjaśnienia - z opinią projektant planu (czytaj gmina) ma prawo się nie zgodzić. Z uzgodnieniem musi się zgodzić bo inaczej nie można planu procedować dalej.

Zastanawia np. ograniczenie uprawnień wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej w procedurze mpzp. Czyli jeśli PIS nie pozwoli budować bez kanalizacji to teraz ten brak zgody przestaje być wiążący. Czyli jesli konserwator zabytków nie pozwoli nie objąć ochroną - to teraz mozna to zignorować.

Do tej pory art. 20 Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami brzmiał, i brzmi nadal - bo to jest nowelizacja jeszcze nie przyjęta przez Senat -

Art. 20. Projekty i zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa oraz miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego podlegają uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków.

Podobnie Państwowa Inspekcja Sanitarna dotychczas uzgadniała projekty planów miejscowych, wielokrotnie nie dopuszczając do budowy bez kanalizacji np. na terenach o wysokim poziomie wód gruntowych, zagrożonych zanieczyszczeniem wód podziemnych, etc. To był istotny argument, a teraz co? Planista w roli Rejtana w obronie wartości, bez jakiejkolwiek broni? Co chwila ostatnio czytamy o tym że gdzieś "zalało szambo i szambo wybiło" Teraz będziemy takie newsy czytać częściej.. Skoro już nawet Państwowa Inspekcja Sanitarna ma mieć w tej (jednak istotnej z punktu widzenia zagrożenia życia i zdrowia) sprawie jedynie prawo wyrazić opinię.

Dlaczego tak ma się zadziać? Czy były jakiekolwiek konsultacje społeczne tej najnowszej nowelizacji? Bo nie wiem czemu, ale te zmiany wydają mi się bardzo istotne.. A konsultacje społeczne dotyczyły czegoś całkiem innego.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-30 18:03
 Oceń wpis
   

Kolejne leniwe niedzielne popołudnie z deszczem za oknem. Zastanawiałam się czy nie wybrać z dzieciakami na świetną wydawało się z zapowiedzi imprezę: http://www.pantuniestal.com/2010/05/24/czy-moge-pozyczyc-szklanke-cukru/


Źródło obrazka: jw.

Ale spadł deszcz..

Postanowiłam wobec tego rozpatrzeć uwagi do jednego z opracowywanych planów. Jak zwykle z tyłu głowy kołacze mi się myśl o tym na ile mądrzej byłoby zainteresowanym to co mam do powiedzenia wytłumaczyć, zamiast - jak to się niekiedy robi przy takich okazjach - odwracać kota ogonem, żeby pozbyć się problemu. Nawet nie wspominam o konfrontacji sprzecznych stanowisk, etc. (pomarzyć jak wiadomo zawsze sobie można). Uwarunkowań prawnych nie zmienię, jest jak jest. Fakt że uwagi są sprzeczne a ja znam przepisy lepiej oraz za tym co wymyślę stoi autorytet lokalnej władzy tudzież poparcie pewnej grupy, która stoi za proponowanymi rozwiązaniami. Być może to wszystko razem spowoduje że jakoś się rzecz do szczęśliwego końca uda doprowadzić. To czy ktoś to będzie potem zaskarżał.. No cóż, ma prawo i może z niego skorzystać.

Być może uda się również doprowadzić do pomyślnego finału postulat, który zapobiegnie wprowadzeniu kolejnego prawnego bubla, o czym więcej tutaj: http://www.urbanistyka.info/content/nasz-głos-w-sprawie-zmian-w-ustawie-o-planowaniu-i-zagospodarowaniu-przestrzennym . Pewnie jest Państwu obca wiedza o tym, że całkiem ostatnio Sejm przyjął kolejną nowelizację m.in. Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Między innymi dość skutecznie blokując opracowywanie planów, a mianowicie poprzez propozycję skrócenia terminu zawieszenia decyzji w sytuacji przystąpienia do opracowywania mpzp. W proponowanym terminie z całą pewnością nie uda się zmieścić. W związku z tym uzgodnione projekty planów przed wyłożeniem będzie można wyrzucić do kosza lub zaczynać całą zabawę (procedurę) od początku. Podpisuję się pod apelem zgłoszonym przez zespół urbanistów związanych z portalem Urbanistyka.info . Jeśliby tylko udało się ten apel przeforsować...  Gdyby jeszcze - tu znów cytuję inny postulat (autorstwa M. Korneckiego z Krakowa) - artykuł 61 Ustawy wyglądał jak następuje:

"Art. 61. 1. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków:
1)   co najmniej jedna działka sąsiednia, bezpośrednio przylegająca do działki objętej wnioskiem, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu;"

Wtedy rzeczywiście powoływanie się na przepisy niemieckie przy okazji uzasadniania instytucji decyzji o warukach zabudowy być może zyskałoby pewien sens. O mobilizowaniu gmin do planowania nie wspominając. Jak to z reguły bywa - diabeł tkwi w szczegółach.

To niewiele - ale być może takie działanie w dłuższej perspektywie pozwoliłoby metodą małych kroków uporządkować zagadnienia prawne związane z planowaniem.

Tymczasem - Szanowni Państwo, posłuchajmy sobie lepiej muzyki:

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-25 10:17
 Oceń wpis
   

Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment:

"Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa.

Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi.

Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012.

Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii."

Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista  - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-05-24 22:02
 Oceń wpis
   

21 stycznia b.r. rozstrzygnięto zamknięty konkurs na zagospodarowanie Placu Republiki w Paryżu. W konkursie brało udział pięć zespołów wybranych spośród 72, które zgłosiły swoje kandydatury. Projektanci zwycięskiej pracy zespół Trevelo & Viger-Kohler (TVK) planują nasadzenie 30% nowych drzew różnych gatunków. Projekt przewiduje znaczne ograniczenie ruchu samochodowego na rzecz pieszego. Planowane jest poszerzenie chodników okalających plac z dotychczasowych 8m do 15, budowę ścieżek rowerowych oraz wydzielonych pasów ruchu dla komunikacji autobusowej.


Wizualizacja zwycięskiej pracy autorstwa francuskich architektów Trevelo & Viger-Kohler , źródło zdjęcia: http://www.lemoniteur.fr/

Centralna część placu, wokół pomnika pozostanie odsłonięta. Zlokalizowane zostaną tam przystanki komunikacji autobusowej. Pod drzewami które mają zacieniać części boczne znajdą się kioski, mała gastronomia oraz miejsca odpoczynku i rekreacji. Całość placu ma zostać zrealizowana w tym samym poziomie tworząc jedno spójne, współczesne wnętrze miejskie.

Inny projekt przebudowy Placu Republiki zaproponowany przez Josepa Lluís Mateo również przewidywał znaczne poszerzenie  przestrzeni dla pieszych kosztem kilku pasów ruchu, dosadzenia drzew, szczególnie w strefie obrzeżnej placu oraz wprowadzenie licznych kiosków i obiektów gastronomii. Według założeń projektanta plac miał stać się salonem miejskim, zapewniającym "jedność i różnorodność" jednocześnie - różne przestrzenie o różnorodnym charakterze wydzielone w przestrzeni placu ale połączone wspólnym designem i wspólną ideą.

Place de la République. Restricted Competition from Josep Lluis Mateo on Vimeo.

Tagi: konkurs, urbanistyka, Paryż


2010-05-22 19:34
 Oceń wpis
   

Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania:
"17.53 Bronisław Komorowski obiecuje zmiany w prawie, które zlikwidują przeszkody w budowaniu wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych ze względu na prawo własności. Zmiany mają też ograniczyć wydawanie ludziom zezwoleń na budowę na terenach popowodziowych."  - z relacji GW na temat skutków i przebiegu powodzi.
Troszkę szkoda tylko, że po przysłowiowej polskiej szkodzie...

Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie."  - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW.

W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen.

Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net

Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji.

Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.


Nagrodzeni w kategorii Rewitalizacje podczas ceremonii wręczania nagród w Muzeum Kinematografii w Łodzi - od lewej przedstawiciele: Poczta Główna, ul. Tuwima 38/ Kilińskiego 91 - za remont elewacji, właściciele kamienicy przy ul. Gdańskiej 28 - za remont elewacji frontowej, Op-Architekten - za projekt Hotelu Andels ul. Ogrodowa 17, Bogdan Łowiec - BOI-BUILDING Service - za remont budynków dawnego Towarzystwa Kedytowego przy ul Pomorskiej 21, Muzeum Sztuki w Łodzi, ul. Więckowskiego 36 - za remont elewacji frontowej. Zdjęcie pochodzi z galerii zdjęć Punktu dla Łodzi w witrynie serwisu Facebook, tamże - więcej zdjęć.

Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.

Powiedziałabym, że nie tylko dzięki lokalizacji na dziale wodnym ale również ze względu na inicjatywę i kreatywność mieszkańców - Łódź jest niezatapialna!

Tagi: ludzie, kultura, prawo, społeczeństwo, moda, Łódź, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-20 11:20
 Oceń wpis
   

Moja książka jest do nabycia w księgarni Regioportal.pl

Poprzedzona jest przedmową autorstwa Promotora pracy - Pana Profesora Stefana Wrony. Poniżej kilka wyjątków z tego - co by tu nie mówić - bardzo dla mnie pochlebnego tekstu.

"Internet, media cyfrowe stają się obecnie coraz powszechniejszym kanałem komunikacji. Z tego względu rozprawa dotycząca możliwości wykorzystania nowego medium dla potrzeb angażowania mieszkańców w proces partycypacji społecznej w planowaniu nabiera coraz większego znaczenia (....)

(....) Zidentyfikowano trzy najistotniejsze obszary zastosowania nowych mediów w procesie partycypacji. Wśród nich: dostarczenie platformy komunikacji niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a więc pozwalającej na swobodną dyskusję na tematy zazwyczaj uznawane za hermetyczne dzięki cyfrowym prezentacjom, wizualizacjom, animacjom, tudzież możliwościom dyskusji w wirtualnej wizji projektowanej rzeczywistości wydaje się bardzo ważne (....)

(....)Autorka zdaje sobie również sprawę z ograniczeń nowych technologii, wielokrotnie powtarza się zdanie o tym, że kontakt wirtualny nie zastąpi rzeczywistego, może go jedynie w doskonały sposób uzupełnić, stając się kolejnym, a niekiedy najważniejszym kanałem komunikacji. Co bardzo ważne – komunikacji realizowanej w obie strony, z pełnym wykorzystaniem możliwości interakcji oferowanych przez nowe media.

Z przyjemnością i całym przekonaniem polecam tę pozycję jako podręcznik zarówno dla urbanistów zainteresowanych nowymi mediami jak i dla osób zainteresowanych jakością przestrzeni i aktywnie działających (również z wykorzystaniem sieci Internet ) dla poprawy jej jakości."

Zapraszam do lektury.

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, partycypacja, urbanistyka


2010-05-19 14:01
 Oceń wpis
   

Mam takie wrażenie, że jesteśmy świadkami swoistego przerzucania piłeczki. Piłeczka nosi tytuł "planowanie" i przypomina iście przysłowiowy gorący kartofel. Węzeł ma w sobie coś z gordyjskiego. Dostaliśmy go w spadku po poprzednim systemie i jak dotąd boimy się głośno przyznać że istnieje. Pisałam już o tym - w 1994 roku w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadzono po raz pierwszy obowiązek wypłaty odszkodowań. Jednocześnie (z pewnym poślizgiem) uchylając dotychczasowe plany. Plany uchylono bo zmiana systemu prawnego nakładałaby obowiązek odszkodowań ze strony Skarbu Państwa. Jednocześnie pozwolono gminom planować nie zmuszając ich do tego. Oraz wprowadzając możliwość doraźnego "załatwienia" sprawy przy pomocy decyzji administracyjnych określających sposób zabudowy i zagospodarowania terenów.
Nie zmuszano do planowania - bo to są koszty. Zapewne gdyby ich poniesienie było obowiązkowe samorządy natychmiast wystąpiłyby o odszkodowania do Skarbu Państwa. Lub poszukały innej drogi rozwiązania tego "kłopotu".

Nowy projekt ustawy zakłada - obok kontynuacji możliwości planowania przez gminy (w skuteczność oraz powszechność wykorzystywania tej części  dokumentu - jakoś nie wierzę, nie wiem czy to realizm czy pesymizm?) również opracowanie tzw. urbanistycznych planów realizacyjnych przez indywidualnych inwestorów. Które de facto akceptowane byłyby jak dotychczas w drodze decyzji administracyjnych. Małe pytanie - kto łapie kartofel i dlaczego znów Kowalski? A może to jest taka nowa "nasza droga do sukcesu"? Ja osobiście w to ostatnie nie wierzę o czym za moment.

Nowy projekt zmian ustawy jest szalenie skomplikowany. To budzi poważny niepokój o możliwości interpretacji tegoż dokumentu. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po tym, kiedy opuściłam salę zebrań gdzie odbywało się spotkanie organizacji społecznych z Panem Ministrem Olgierdem Dziekońskim na temat proponowanych zmian w Ustawie dotyczyła tego, że powinnam się przekwalifikować i czym prędzej otworzyć firmę szkoleniową. Nauczającą o co w nowym dokumencie chodzi. Bardzo to wszystko zawikłane. Dla mnie samej również - szczególnie że dość regularnie jestem poddawana treningowi przez rozmaite Wydziały Prawne Urządów Wojewódzkich, tudzież przez szanownych Kolegów zasiadających w Komisjach Urbanistycznych - jak należy przepisy prawa (a więc w moim przypadku przepisy planów miejscowych) formułować. A mianowicie: prosto, zrozumiale, bez nadmiernych komplikacji, etc. I stąd moje obawy.

Skądinąd spotkanie było bardzo ciekawe, buduje ilość osób zainteresowanych tymi tematami oraz ich wiedza i kompetencja. Pojawiło się na ten temat również kilka informacji w gazetach. List otwarty organizacji społecznych dotyczący tego tematu został upubliczniony. Od tego czasu projekt zmian ustawy został poddany niewielkim kosmetycznym zmianom i jest procedowany.

Wśród uwag jakie mnie osobiście przyszły do głowy w tej materii wymienię tylko jedną - w mojej ocenie najistotniejszą.
Punkt 1 - art.2 pkt 23 projektu zmian ustawy: obszar kontynuacji zabudowy. Cieszy powiązanie decyzji administracyjnych ze studium uwarukowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego ale jednak.. Wątpliwości budzi dopuszczenie wyznaczania takich obszarów. Szczególnie wobec braku precyzyjnego określenia co w tym obszarze wolno lub nie oraz wobec dopuszczenia daleko idącej dowolności kształtowania zagospodarowania w drodze decyzji, w tym decyzji nie wymagających zgodności z tzw. krajowymi przepisami urbanistycznymi (!).

Wprowadzenie tego przepisu dopuszcza kontynuację daleko idącego rozpraszania zabudowy na terenie gmin, które nie będą zainteresowane planowaniem ale kontynuacją dotychczasowej polityki dopuszczającej zabudowę rozległych terenów bez zapewnienia właściwego uzbrojenia. W przypadku gdyby wszędzie (w przypadku braku planu lub miejscowych przepisów urbanistycznych) obowiązywały krajowe przepisy urbanistyczne byłoby to środkiem mobilizującym gminy do planowania zagospodarowania przestrzeni. Pozostawienie tego zapisu w wersji jak w projekcie (szczególnie art.65 projektu zmian ustawy) otwiera furtkę jak system planistyczny ominąć, planując bez planu, w drodze indywidualnych decyzji.

Daleko idąca dowolność wyznaczania obszarów kontynuacji zabudowy zgodnie z pkt 23 jest np. sprzeczny z pkt 21 gdzie mowa m.in. o konieczności zaspokojenia potrzeb lokalnej społeczności w zakresie uzbrojenia, podejmowanych w ramach zadań własnych samorządu.

Zastanawia również treść art. 53 pkt 1 ppkt 6) a mianowicie "w przypadku zamierzeń inwestycyjnych, o których mowa w art. 55 ust. 1, zgodności zaproponowanego sposobu kształtowania przestrzeni, w odniesieniu do przeznaczenia terenu, gabarytów obiektów budowlanych, linii zabudowy, kolorystyki obiektów oraz geometrii dachów z wymaganiami i walorami, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 1, 2 i 4, w zakresie ochrony dziedzictwa architektonicznego, archeologicznego i krajobrazu oraz zapewnienia możliwości utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości."

Co się dzieje w sytuacji odwołania inwestora od decyzji urzędu (co jest obecnie nagminne)? Otóż organ odwoławczy czyli SKO będzie oceniało "możliwość utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości". Interesujące, nieprawdaż?

Takich punktów które wydają się "ciekawe" jest w tym projekcie sporo, dość wspomnieć postać "mediatora" - powoływanego znów spośród SKO. Najciekawsze jest jednak to że projekt niebawem stanie się rzeczywistością.

Czytam ostatnio książkę. Pierwszy rozdział zawiera opis przesunięcia paradygmatu planowania z opozycji władza publiczna - inwestorzy w kierunku uwzględnienia opinii publicznej w procesach decyzyjnych. W praktyce ten proces realizował się poprzez protesty, naciski polityczne, dyskusje w mediach etc. Aktualnie dzięki nowym możliwościom internetowej komunikacji proces nabrał impetu, co obserwujemy również w Polsce. Pisałam o tym jakiś czas temu :), zachęcam do lektury. 

Podsumowując te rozważania - jestem przekonana że tej sprawy nie uda się rozwiązać bez szerokiej dyskusji publicznej. A to co się w tej chwili dzieje - a mianowicie gigantyczne sumy przeznaczane na usuwanie skutków powodzi z budżetu państwa - powinny stac się przyczynkiem do zastanowienia się że może jednak planowanie jest potrzebne. I nie powinniśmy go koniecznie przerzucać aż w takim zakresie na barki przysłowiowego Kowalskiego. Bo z całą pewnością sobie z tymi - jednak trudnymi tematami - nie poradzi.

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-18 19:25
 Oceń wpis
   

Zapewne będę kontrowersyjna. Albo nie - trudno powiedzieć. Ale co komu przyjdzie z odbudowywania domów na terenach powodziowych, które za rok lub dwa znów zostaną zalane? Rozumiem koszty działki, przywiązanie do miejsca, etc. Ale i tak nie wierzę w to, żeby  domy stały w tych miejscach od zawsze. Prawdopodobnie zostały zbudowane w okresie po II wojnie światowej, kiedy na skutek licznych migracji przesiedlana ludność straciła dawną lokalną wiedzę o tym do jakiego poziomu sięga tzw. woda stuletnia. Nie mając tych przekazywanych z dziada pradziada doświadczeń, nie słysząc opowieści o dawnych powodziach, nie wiedząc co oznaczają pracowicie wyryte na dawnej drewnianej framudze bruzdy - oznaczające niegdys jej poziom. A także łaszcząc się na tanie, bo najpewniej bezużyteczne tereny w dolinach, opłacało się je zabudować. W warunkach rozwijającej się gospodarki "rynkowej" ta presja stała się szczególnie silna. Celowo używam tego słowa w cudzysłowiu, nie mając jednocześnie żadnych "ale" pod adresem osób które w takich miejscach mieszkają. Mam natomiast sporo zastrzeżeń do tych, którzy zazwyczaj posiadając wiedzę o zagrożeniach - bo pozostając od dawna właścicielami takich zalewanych i podtapianych gruntów niegdyś rolnych - grunty te rozparcelowali "na działki" a następnie sprzedali z dużym zyskiem. Oczywiście odczekując owe wymagane ustawą pięć lat (lub zrobili to wcześniej, zanim opłata planistyczna w obecnym kształcie zaistniała). Bo teraz wszyscy prawie co roku płacimy za chciwość tych ludzi - przepraszam jestem niepolityczna - to się oficjalnie nazywa za "prawa ekonomii", lub "niewidzialną rękę rynku". Oraz za nierozumność urzędników, którzy pomimo wykonywanych przecież badań na temat stanu wód - na wznoszenie budynków tam, gdzie ich nie powinno być pozwolili. I nadal pozwalają. Buduje się tam drogi, pozwala na zabudowę bez kanalizacji ale za to z szambami "szczelnymi" (szczególnie podczas powodzi), itd.

Analizując ten problem głębiej - oczywiście trudno nie rozumieć "argumentów" właścicieli takich terenów. Przecież oni od swojej "całkiem bezużytecznej własności" muszą odprowadzać podatki! A że podatki jedynie w ograniczonym zakresie uzależnione są od użytkowania gruntu? No cóż - mały quiz: jaki system powinien to regulować?

Ponoć planowanie przestrzenne powinno służyć zapobieganiu powodzi. Czy rzeczywiście pozwala wobec obecnych mechanizmów - wątpię. Spróbujmy odmówić wydania decyzji o warunkach zabudowy dla działki - co prawda na terenach zalewowych - ale pomiędzy dwoma istniejącymi już wcześniej domami. Dostępnej z istniejącej ulicy publicznej... Toż to fundamentalne pogwałcenie konstytucyjnego prawa własności! Już sobie wyobrażam te komentarze prawników. Ataki w pismach sądowych, etc. Decyzję SKO też sobie wyobrażam. O ile oczywiście możemy wspominać o czymś takim jak planowanie przestrzenne.. Bo regulacja użytkowania przestrzeni przy pomocy nie skoordynowanych w żaden sposób decyzji o warunkach zabudowy nie jest planowaniem przestrzennym.

Póki co pisałam o tym już raz, pewnie jeszcze wiele razy będzie to trzeba powtórzyć. Cieszę się, że coraz więcej osób głośno wyraża swoje opinie na ten temat.

Tytułem uzupełnienia - doskonały artykuł: http://wiecejtlenu.pl/2010/05/20/jak-zapobiegac-powodziom-wsluchajmy-sie-w-przyrode/

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, powódź


2010-05-15 23:16
 Oceń wpis
   

Piesi użytkownicy dróg zapewne nie wiedzą, że jedna z pierwszych sygnalizacji świetlnych została zainstalowana we wczesnych latach 30-tych dwudziestego wieku w Nowym Jorku, według projektu Dr Johna Harrisa. Wyglądała tak jak poniżej. Zainteresowanych sposobem działania odsyłam do poniższego artykułu. Dość powiedzieć że liczba śmiertelnych wypadków na skutek używania tychże oznaczeń znacznie zmalała.

Obecnie zdarzają się pomysły, które zmierzają do ograniczenia prędkości ruchu samochodowego w centrach miast poprzez urządzanie skrzyżowań bez oznakowania ani bez ustalania pierwszeństwa. Ponoć takie metody znacznie wpływają na podniesienie poziomu skupienia kierowców (o poziomie kultury osobistej nie wspominając) i istotnie redukują prędkość ruchu samochodowego tam gdzie są stosowane. Zainteresowanych odsyłam do już archiwalnego artykułu w Przekroju.

Psychologia staje się istotnym elementem przy projektowaniu dróg. I jest w tym sporo racji. Wielu z nas doświadczało przekonania, że dojadą gdzieś szybciej jeśli wybiorą szerszą drogę - na ogół jest dokładnie odwrotnie, szczególnie w centrum. Duża ilość asfaltu staje się czynnikiem przyciągającym większość kierowców. Co zresztą zgadza się z powszechnym odbiorem pojęcia korek uliczny albo traffic jam. Nie wierzycie? Wpiszcie proszę w wyszukiwarkę powyższe hasło, właczcie wyszukiwanie grafiki. I co? Same szerokie ulice - jak ta poniżej.


Źródło:  kvanders.wordpress.com/2009/03/01/

Wielokrotnie podczas mojej edukacji powtarzano mi, że ulice należy projektować tak aby poruszanie się nimi odbywało się w sposób intuicyjny. Jestem głęboko przekonana o słuszności tego twierdzenia. Doświadczam jego prawdziwości niemal co dzień. Np. kiedy jadę dwupasmową, jednokierunkową ulicą z pierwszeństwem ruchu w centrum (Łodzi - choć nie tylko w Łodzi są takie ulice) intuicja podpowiada mi co innego niż umieszczone przy tej ulicy znaki. Mam pierwszeństwo, w razie czego jest miejsce, żeby kogoś wyminąć, więc po co miałabym jechać wolno. Rozum podpowiada mi co innego, wiem ile się tym rejonie zdarza wypadków a poza tym nie lubię madatów - więc zwalniam. Ale i tak podszepty intuicji odczuwam bardzo silnie - przyspiesz, nic Cię tu nie ogranicza. Dlatego wcale mnie nie dziwią sytuacje kolizji, o których np. tutaj mowa.

I dlatego również, tak na wszelki wypadek, mały instruktaż dla tych którzy są po drugiej stronie szyby samochodu - dla pieszych. Jak się w tych skomplikowanych warunkach odnaleźć, tak troszkę z przymrużeniem oka : http://www.archive.org/details/pedestrian_crossing_TNA 

Dla ciekawych - są też skrzyżowania na których, podobnie jak na tych z pierwszą sygnalizacją świetlną, wolno chodzić na ukos. Musi się jedynie zaświecić odpowiednia konfiguracja ulicznych świateł.

O pieszych się zapomina przy projektowaniu ulic. Kiedy się czyta o warunkach jakie powinny spełniać ulice, aby spełniony był wymóg bezpieczeństwa - poszczególne ciągi komunikacji powinny mieć wyraźnie zdefiniowane funkcje. Albo mamy do czynienia z ulicą tranzytową - i ona wtedy nie pełni funkcji społecznych. Albo mamy do czynienia z ulicą obsługującą okoliczne posesje, wtedy nie powinna ona pełnić funkcji tranzytowych. Każde zaburzenie tego układu powoduje groźbę kolizji. Można te rzeczy ze sobą łączyć ale w zdefiniowany sposób - tak jest w przypadku jednej ze słynniejszych ulic w Europie - Avenue des Champs-Élysées. Tam tranzyt realizowany jest pośrodku a obsługa ruchu lokalnego po bokach. Pomiędzy mamy zieleń. I nie ma konfliktów. Więcej - ulica jest przyjazna dla wszystkich użytkowników. I tych zmotoryzowanych, i tych pieszych. Tyle tytułem konkluzji.

Tagi: komunikacja, ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-08 09:42
 Oceń wpis
   

"Power designs cities and the rawest form of power is control of urban land. When the state is the principal owner, it can put down whatever pattern it chooses. This was true of the royal cities of ancient Persia, the imperial capitals of China, and the Baroque seats of European princes. It was true of company towns, and it is still true in the Soviet Union and the socialist countries of Eastern Europe where the rights of private property were severely curtailed. (..)"

"Władza projektuje miasta a kontrola nad terenem jest jej najbardziej pierwotną formą. Kiedy państwo/miasto jest głównym właścicielem może narzucić dowolny wybrany wzorzec/rozplanowanie. Było to prawdą w przypadku królewskich miast starożytnej Persji, imperialnych stolic Chin, a także barokowych siedzib książąt europejskich. Potwierdzało się w przypadku miast faktorii, i nadal pozostaje prawdą w Związku Radzieckim i w socjalistycznych krajach Europy Wschodniej, gdzie prawo własności prywatnej było poważnie ograniczane (...)" - cytat z Spiro Kostof, The City Shaped: Urban Patterns and Meanings Through History, London 1991

Rozmawiałam wczoraj z jednym ze studentów o potrzebie kontynuowania planów. Plan miejscowy musi fukcjonować przez dłuższy okres czasu aby zostać zrealizowany. Zmiany planów skutkują bałaganem w przestrzeni. Nie trzeba studiować urbanistyki aby mieć świadomość konsekwencji zmian układu komunikacyjnego oraz skutków planowania terenów mieszkaniowych, przemysłowych, ulic - raz tu raz gdzie indziej. Jego myślenie o potrzebie kontynuacji jest wobec powyższego absolutnie słuszne.

Jednak - jest w tym ALE. Był taki moment w rozwoju polskiego prawodawstwa urbanistycznego kiedy w 1994 roku ówczesna Ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadziła konsekwencje planowania w postaci odszkodowań. Jednocześnie wprowadzone zmiany spowodowały konieczność bezwzględnego respektowania zapisów planów dla wszystkich nowych inwestycji ( oczywiście dla uproszczenia wyjaśnienia podaję tu istotę sprawy a nie szczegółową charakterystykę zmian w przepisach). Od tego czasu rysowanie planów bez konsekwencji w postaci odszkodowań stało się niemożliwe. To musiało spowodować - i taką decyzję ustawodawca podjął - uchylenie planów sporządzonych według wcześniejszych zasad. Jestem przekonana, że była to właściwa decyzja - bo nie dałoby się wypłacić wymaganych na skutek wcześniejszego planowania odszkodowań (pytanie również kto w sytuacji zmiany uwarunkowań na skutek zmiany ustawy miałby takie odszkodowania wypłacać). Nagle, kiedy okazało się, że planowanie jednak coś kosztuje - diametralnie zmieniło się podejście do tego zagadnienia - przykładowo ulice zaczęto rysować węższe.  Fakt, że jak to zwykle bywa w takich okolicznościach - nastąpiło wychylenie równowagi w przeciwną stronę. Bo teraz nie projektuje się - w ramach oszczędności i w obawie przed konfliktami i roszczeniami (czyli przed ludźmi, i to jest temat na osobny wpis, jak zwykle o potrzebie partycypacji) - usług publicznych, parków, placów, nowych zalesień, etc. Bo to wszystko kosztuje. Takie są realia i jakkolwiek próbujemy sobie z nimi radzić nie da się ich pominąć. Podobnie jak - funkcjonując w warunkach demokracji - nie da się zapomnieć o opinii publicznej.

Dlatego kiedy czytam o najnowszych planach przebudowy urządzeń komunikacyjnych w centrum Łodzi zastanawiam się czy łódzki elektorat, któremu próbuje się właśnie narzucić konieczność podróżowania tramwajami pod ziemią, zmianę fragmentu parku na wiadukt oraz gigantyczną barierę komunikacyjną w centrum, będzie zainteresowany wyborem takich rozwiązań. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Bo to są plany z minionej już epoki - tej scharakteryzowanej na początku. Kiedy o ludziach myślało się i mówiło jako o społeczeństwie - mając tak naprawdę na myśli nierozumną masę. Co znów nie jest moim pomysłem - cytuję tu Jose Ortegę y Gasseta i jego Bunt Mas.

Jako że nie jesteśmy pierwszymi, którzy zdają sobie sprawę z konsekwencji nadmiernego rozwoju komunikacji samochodowej w centrach miast i dobrze byłoby zacząc się wreszcie uczyć na błędach cudzych nie własnych - dla uzasadnienia tej tezy - bardzo ciekawy wywiad z Jane Jacobs. Oraz zdjęcie Houston z lotu ptaka - z zacnego źródła bo przytoczone przez łódzką Radę Miejską w jej facebookowej witrynie, jako ostrzeżenie:

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-06 18:43
 Oceń wpis
   

Wybieram się na Konferencję Real CORP do Wiednia. Bardzo się na tę okoliczność cieszę jako że - tu muszę się pochwalić - całkiem nieoczekiwanie zostałam na tę konferencję zaproszona, ponieważ prowadzę grupę w serwisie FaceBook poświęconą urbanistyce. Grupa nosi nazwę Urbanism i jest nas już - co również uważam za ważne, jako że temat nadal pozostaje dość "niszowy" - ponad 1000 osób, z całego świata. Ostatnio większość gazet odnosi się do tego co się dzieje w serwisie FaceBook - więc mnie również wolno w ten sposób pisać.

To było i jest takie moje prywatne hobby oraz wyzwanie aby sprawdzić na ile gromadzenie w jednym miejscu internetowej wiedzy o urbanistyce może okazać się atrakcyjne. Co ciekawe - nie prowadzę tej grupy sama, jest nas kilkoro, zdarzają się całkiem interesujące dyskusje, a samo śledzenie co inni mają na takie tematy do powiedzenia bardzo zbliża i rozwija.

Skoro już tak piszę sama o sobie - to kupiłam sobie ostatnio biurko w Ikei. Niby nic a jednak nie umiem oprzeć się wrażeniu, że jest w tym coś skończenie absurdalnego. Nowowybudowana w Łodzi Ikea jest częścią kompleksu handlowego Port Łódź, zlokalizowanego przy drodze wyjazdowej w kierunku na Sieradz. Kompleks jest ogromny, tłumnie uczęszczany (choć nie tak tłumnie jak się budowniczym marzyło) i - jak to na ogół w przypadku takich obiektów bywa - całkowicie pozbawiony formy. Lokalizacja w dolinie rzeczki spowodowała, że IKEA powstała dużo później niż powstać miała. Bo - co uważam za słuszne i niestety prawdziwe - nie jest to najlepsze miejsce na taką inwestycję.

Wracając jednak do poruszanego zagadnienia - otóż, rzecz odrobinę trywializując: "stoi sobie blaszak w polu". Wewnątrz blaszaka upakowano tyle ile się upakować dało, nie zważając zbytnio na sposób i charakter ekspozycji ani też na to, żeby się to wygodnie zwiedzało. Innymi słowy - skala łódzkiego obiektu jest, łagodnie mówiąc, nieco zaburzona. I w tym całkowicie amorficznym, więcej chaotycznym otoczeniu - oferuje się czystą formę. Bo trudno na ogół mówić o meblach szwedzkiego producenta, że są bardzo wytrzymałe czy trwałe. Lub być może ja osobiście nie miałam szczęścia i zawsze trafiałam na mało trwałe egzemplarze. Natomiast co do formy - na ogół jest to ogromny atut tychże produktów. I dzięki designowi właśnie tak chętnie je kupujemy (o cenie nie wspominam - ale chyba nie tylko z tego powodu kupujemy w Ikei).

Pytań, które nasuwają się jeśli się nad tym tematem zastanowić może być wiele. Pierwsze z brzegu - dlaczego obiekt tak atrakcyjny i przyciągający tłumy nie został zlokalizowany tak aby kreować miasto, a nie je dodatkowo rozpraszać. Czyli skoro oferujemy formę - przyczyniajmy się do jej tworzenia. (Oczywiście zdaję sobie sprawę z zasad rządzących rynkiem, z cen gruntów w różnych częściach miasta etc. ale to nie wpływa znacząco na moje przekonanie o potrzebie kreowania wartości, jeśli je oferujemy na sprzedaż).

Kolejne pytanie - skoro handlujemy designem dlaczego nie oferujemy designu miejsca w którym handlujemy? Skoro chcemy korzystać z właściwego klientom gustu i zamiłowania dla urody przedmiotów powinniśmy czynić to tak, aby te gusta honorować i respektować, a nie im zaprzeczać? Jakieś to wszystko dla mnie niepojęte i do tego stopnia sprzeczne że aż niezrozumiałe.

Wpisuje się to niestety doskonale w charakterystykę, która mnie dość zabolała a którą Charles Laundry formułuje w odniesieniu do naszego sposobu budowania miast ostatnio. Naszego - czyli w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ostatnio - czyli w okresie określanym jako okres transformacji. Pisze on mianowicie o całkowitej "dominacji ekonomicznego podejścia" do kształtowania przestrzeni nad myśleniem w kategoriach estetycznych. I to zarówno w odniesieniu do formy miast, urządzenia przestrzeni publicznych jak i do formy budynków. Niestety ma rację. A że nieprzyjemnie się czyta o rodzimym braku kultury - bo jak to inaczej nazwać - w książce traktującej o kreowaniu miejskiej przestrzeni za pomocą kultury. Co można na taką krytykę powiedzieć? Kiedy się ta transformacja wreszcie skończy i wraz z nią zniknie uprawiedliwienie dla niszczenia ograniczonego dobra jakim jest przestrzeń, a mówiąc nieco mniej wzniośle - nasze otoczenie?

 

Tagi: ludzie, ikea, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-04-25 22:12
 Oceń wpis
   

Może nareszcie gazety zaczną pisać o bezładzie przestrzennym w Polsce. Pierwiosnków takiego pisania pojawia się coraz więcej. Legendarny już artykuł w archiwalnym już numerze Poiityki rozpoczął serię. Były też ciekawe artykuły w Tygodniku Powszechnym. Co jakiś czas Rzeczpospolita pisze na ten temat (np. tu lub artykuł który ostatnio przytaczałam). Ostatnio sporo można znaleźć w artykułach oraz w blogu Redaktora GW Marka Wielgo - przykładowo tutaj. I co ciekawe - emocje, które to pisanie wywołuje stają się coraz żywsze. Co niewątpliwie świadczy o wzrastającej popularności tematu.
Przetaczają się też co jakiś czas przez poszczególne miasta obficie komentowane przez lokalne media dyskusje na tematy związane z opracowywanymi studiami uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Pisze się o braku planów miejscowych i skutkach bezładu decyzyjnego. Pisze się o dyskusjach, debatach, wojnach, manifestacjach związanych z konfliktami, których przedmiotem jest przestrzeń. Coraz więcej debat, warsztatów, spotkań, listów z udziałem nieprofesjonalnych konsumentów przestrzeni staje się faktem. Jeszcze dwa lata temu udawało się to śledzić i zbierać w całość - teraz bytów namnożyło się tyle, że ze spisywania już dawno zrezygnowałam. Wygląd miast i miasteczek zaczyna być powoli tematem publicznym. Może za niedługo zaczniemy zapobiegać zamiast leczyć - czyli planować przed, a nie po wybudowaniu gmachu czy drogi/wiaduktu/wysypiska, urządzeniu placu czy podjęciu innej kontrowersyjnej decyzji dotyczącej przestrzeni. Zapobiegać - czyli również uprawiać partycypację społeczną w planowaniu zamiast rozwiązywać rozognione koflikty.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-04-18 20:04
 Oceń wpis
   

Bardzo ciekawy artykuł (dzięki serwisowi Facebook mam szansę dowiedzieć się co znajomi wygrzebali w czeluści sieci i rzadko zdarza mi się narzekać).
Artykuł autorstwa dr Adama Kowalewskiego, architekta i dr ekonomii, przewodniczącego Głównej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej. Znamienny tytuł: "Polityka miejska - rządy niewidzialnej ręki rynku czy zadanie władz publicznych? ". Artykuł publikowany w Rzeczpospolitej można znaleźc w witrynie krakowskiego Instytutu Rozwoju Miast.

Pytanie postawione w tytule z pozoru jest retoryczne. Bo jak to? Polityka miejska miałaby się obyć bez polityki, a więc bez zarządzania, bez planowania? Jak to - ktoś o tym nie pomyśli, wszystko ma się realizować samo (tzn siłami rynku?), nie potrzeba nam nikogo, kto by tym zarządzał? Nieprawdopodobne, więcej niemożliwe. Jesteśmy, ja w każdym razie na pewno, tak przyzwyczajeni, że za realizację cełów publicznych odpowiada władza, że traktujemy takie myślenie jak oczywiste. Tymczasem wcale oczywiste nie jest. Bo: "Stan legislacji i systematyczne osłabianie kontroli urbanistycznej wskazują, że kolejne ekipy rządzące Polską w pełni respektują jedynie tę drugą odpowiedź."  Drugą czyli: "(...) tylko niewidzialna ręka rynku gwarantuje racjonalny rozwój miasta, efektywny gospodarczo i przyjazny dla inwestorów, tym samym zapewnia rozkwit państwa i dobrobyt społeczny."

Tymczasem moim skomnym zdaniem jest inaczej niż w tym artykule. W mojej ocenie odpowiedź na z pozoru retoryczne pytanie postawione w tytule znajduje się w tym zdaniu : "Jeśli bowiem treść polityki miejskiej należy niewątpliwie do uprawnień rządzących, którzy uzyskali mandat od wyborców (...)" Otóż od kogo, zdaniem wybranych polityków, uzyskali mandat. Bo na ogół , przynajmniej w ich własnej opinii są komuś za mandat wdzięczni, lub - co częstsze - liczą na pomoc w uzyskaniu kolejnego mandatu.

Wydaje mi się, że tezy zawarte w tym artykule nie wyczerpują tematu. Nawet go nie dotykają.

Takie rozważania cały czas sprowadzają się do koncertu życzeń. Chcielibyśmy aby była polityka - w tym wypadku rozumiana jako celowe myślenie, aby nie było bałaganu, zachwycamy się, że w cywilizowanych krajach to tak, a u nas inaczej, etc. A tymczasem decyzje podejmują konkretni ludzie, w konkretnych sytuacjach, które dość łatwo można przyporządkować do konkretnych schematów. I to od aktorów przestrzeni zależy, jak wygląda zarządzanie miastem.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2010-07-20 19:04
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Przestrzeń w rękach Obywateli
Nie. Trzeba akceptować odmienność najbliższego otoczenia. Trzeba lubić ludzi takich jakimi są[...]
 
2010-07-20 18:54
marekwojciechowski do wpisu:
Przestrzeń w rękach Obywateli
No właśnie, net daje sposobność takiego sformatowania swojego "stada" aby było max optymalne[...]
 
2010-07-20 12:17
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Przestrzeń w rękach Obywateli
Nic dodać nic ująć. Sporo jest książek na ten temat. Pierwszy cytat z brzegu to Ebenezer[...]
 
2010-07-20 11:16
marekwojciechowski do wpisu:
Przestrzeń w rękach Obywateli
Tak, to prawda człowiek rozwija się optymalnie, jako element zbiorowości, społeczeństwa, grupy,[...]
 
2010-07-20 10:56
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Przestrzeń w rękach Obywateli
Wychodzisz z błędnych założeń (a może tylko tak się napisało - mam na myśli "łono natury").[...]