|
2013-03-28 13:36
Zadziwia mnie polityka transportowa mojego miasta. W teorii deklarowane są hasła, które w praktyce nie znajdują najmniejszego potwierdzenia. Najwięcej absurdów objawia się w ramach polityki teoretycznie "pro-rowerowej". Mówi się o realizacji założeń Karty Brukselskiej do roku 2020, kiedy to 15% mieszkańców miasta ma używać roweru jako podstawowego środka transportu. Tymczasem traktowanie zapału mieszkańców Łodzi do rowerowania całkowicie nie potwierdza przyjętych założeń. Prześledźmy to na przykładzie jednego z absurdów, który zapewne będzie nam towarzyszył jeszcze przez czas dłuższy. Otóż na czas remontu ulicy Piotrkowskiej, która służy rowerzystom od lat kilku jako podstawowy ciąg transportowy w kierunku północ-południe w obszarze śródmiejskim, zamknięto dla tej grupy użytkowników ulicy przejazd na remontowanym odcinku pomiędzy ulicami Mickiewicza i Nawrot-Zamenhofa. W zamian na nawierzchni ulicy Zamenhofa pojawił się krótki odcinek drogi dla rowerów tworząc tam tzw. kontrapas. Wjazdowi na tenże odcinek towarzyszy znak drogowy z napisem "objazd dla rowerów". Patrząc od strony głównej ulicy miasta mogłoby się wydawać że wszystko jest w najlepszym porządku. Jeśli jednak zaufać projektantowi tegoż "rozwiązania" transportowego i podążyć wspomnianym objazdem czeka nas spory zawód. Kontrapas kończy się przed skrzyżowaniem z kolejną przecznicą i przekroczenie skrzyżowania rowerem możliwe jest albo - pod prąd - a więc niezgodnie z przepisami, albo po pasach dla pieszych - a więc niezgodnie z przepisami, albo należy odbyć spacer, przeprowadzić rower przez ulicę i następnie jadąc bardzo ruchliwą Al. Kościuszki, narazic się na potrącenie przez samochody jadące tam zazwyczaj z prędkością powyżej dopuszczalnej. Najlepiej w ogóle zsiąść z roweru i pójść na piechotę. Co kto woli. Z całą pewnością tak realizowana polityka "prorowerowa" nie zakończy się sukcesem. Tym bardziej że nie jest to jedyny taki przypadek.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (5)
2013-03-07 22:11
Powoli przyzwyczajam się do czytania o najnowszych planach naszego ulubionego Zarządu Dróg i (podobno) Transportu, jak zazwyczaj podporządkowanym inwestycjom motoryzacyjnym. Proszę porównać rząd wielkości planowanych inwestycji drogowych oraz wszelkich innych wydatków. Przy czym większość wydatków to są drogi nowe, o znacznej przepustowości, które wpłyną bardzo negatywnie na jakość zamieszkiwania w ich najbliższym sąsiedztwie. Nie mam nic przeciwko remontom dróg już istniejących - jestem ich gorącym zwolennikiem. Tych pieniędzy nie ma w miejskiej kasie, inwestycje będą wymagały kredytów. Wbrew logice i jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi, wbrew opiniom fachowców oraz doświadczeniom innych, miasto pozbawione funduszy, o wciąż zmniejszającej się liczbie ludności nadal inwestuje w rozwój motoryzacji. Wielokrotne apele o to aby zadbać o mieszkańców, aby podnieść jakość życia w śródmieściu, aby inwestować w rozwój kapitału społecznego, aby nie dopuszczać do dalszego rozrostu terytorialnego i tak już bardzo rozrzedzonej zabudowy nie przynoszą żadnego skutku. Nie znajdują przełożenia w planach na przyszłość. Nadal wydawane są pieniądze na gigantyczne inwestyje drogowe pomimo wyraźnego zmnieszenia zainteresowania mieszkańców tym środkiem transportu (mam tu na myśli mieszkańców samej Łodzi, nie mieszkańców gmin okolicznych, ci interesować winni włodarzy miasta mniej - gdzie indziej płacą podatki). Wystarczy przyjrzeć się planom inwestycyjnym Łodzi, żeby stwierdzić że w niedalekiej przyszłości czeka to miasto przekształcenie w znacznych rozmiarów skrzyżowanie oraz - nazywając rzecz po imieniu - bankructwo. Osoby korzystające z nowowybudowanych ulic nie płacą podatków w ośrodku centralnym tej - już zapewne nigdy - 'metropolii'. Zaś podatki tych którzy tu pozostaną, z racji wieku i ograniczonych dochodów, nie wystarczą na utrzymanie istniejących ani też nowych dróg. Ustawy metropolitalnej wszak nie ma i nie zanosi się aby miała zaistnieć. Zresztą kto za kilka lat uzna Łódź za metropolię wobec obecnych trendów. Nie trzeba być wróżką żeby prognozować, że przejechanie przez miasto wymagało będzie trzeźwości umysłów - niczym w dowcipie o jeżdżeniu wężykiem w Polsce na przednówku. Może się okazać że nie pomoże nawet kreatywność, tak jak niestety nie pomogła w Detroit.
kategoria:
Architektura
Komentarze (4)
2013-02-19 11:03
Wszystko wskazuje na to że Łódź będzie tym sposród wciąż jeszcze dużych miast Polski, które nie ma szans na wprowadzenie racjonalnych rozwiązań transportu zrównoważonego. Wskazuje na to konsekwentnie prowadzona polityka miejska zwiększania dostępności centrum dla transportu indywidualnego. Polityka realizowana pomimo głoszonych haseł o dążeniu do koncentracji zabudowy i powrotu do miasta zwartego - tak jakby pomysłodawcy tych założeń nie dostrzegali powiązania pomiędzy zwiększoną podażą i dostępnością tego środka transportu a rozrostem terytorialnym obszarów zurbanizowanych. Tymczasem tak wiele mamy podręczników oraz dowodów empirycznych jasno wskazujących jakie są konsekwencje nadmiernego rozwoju motoryzacji dla dezurbanizacji obszarów śródmiejskich. Jak bardzo negatywnie wpływa zwiększenie ruchu samochodowego na życie społeczne w poszczególnych ulicach, a co za tym idzie na relacje sąsiedzkie i poczucie przynależności, tożsamości i związek mieszkańców z miejscem dowodzą przykładowo klasyczne już badania prowadzone ponad czterdzieści lat temu przez Donalda Appleyard'a, wielokrotnie później powtarzane i weryfikowane w innych miejscach. Etc, etc..
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (2)
2013-02-15 15:05
Jest takie powiedzenie o obiecankach cacankach. Ciąg dalszy dopowiedzcie sobie Państwo sami.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2012-10-24 10:04
Każdy, kto kiedykolwiek próbował prowadzić dyskusje dotyczące sposobu zagospodarowania jakiegoś terenu z przedstawicielami władzy samorządowej napotkał na barierę braku wiedzy. Dostęp do informacji jest nieodzownym warunkiem partycypacji społecznej. Jednym z celów Dyrektywy INSPIRE było w założeniach umożliwienie i wzmocnienie partycypacji obywateli na szczeblu lokalnym, właśnie poprzez zapewnienie szerokiego dostępu do informacji, również w obszarach transgranicznych. Dostęp taki jest również bardzo ważny dla rozwoju biznesu, w tym współpracy w skali Europy. Bez wiarygodnej informacji w obecnych czasach nie ma mowy o racjonalności lokalizacji usług, wyboru miejsca zamieszkania, decyzjach inwestycyjnych. Konkurencyjność partnerów miejskich na arenie międzynarodowej bez umożliwienia dostępu do wiedzy o miejscu jest żadna.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (17)
2012-10-14 17:39
Sesja podsumowująca Kongresu Ruchów Miejskich, który właśnie zakończył się w Łodzi, oraz w której brałam dziś udział, skłoniła mnie do pewnej reflekcji. Sesja o charakterze plenarnym służyła podsumowaniu pracy w grupach problemowych, w tym przede wszystkim prezentacji uwag do projektu Krajowej Polityki Miejskiej. Nie chcę tu wnikać szczegółowo w treść samych uwag, choć w większości obszarów, takich jako polityka mieszkaniowa, polityka społeczna czy ekologiczna było to po prostu formułowanie założeń polityki od początku. Jako że w oryginalnym dokumencie mowy na dany temat bądź nie było wcale bądź też wcześniejsze, i tak marginalne, sfromułowania zniknęły w toku kolejnych faz uszczegóławiania dokumentu.
kategoria:
Polityka
Komentarze (6)
2012-09-21 13:33
Niektóre słowa są ważne. Szczególnie jeśli wypowiadane są przez osoby publiczne, przy okazji ważnych uroczystości publicznych i w obecności wielu osób. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku słów wypowiedzianych przez Pana wiceprezydenta Łodzi Radosława Stępnia z okazji Tygodnia Zrównoważonego Transportu, a dotyczących braku kontynuacji burzenia zabudowy pod transport publiczny w Łodzi. Pozostaje pytanie - czy rzeczona wypowiedź dotyczy również planów budowy ulicy Nowotargowej w rejonie tzw. Nowego Centrum Łodzi, czy też oznacza wycofanie się z wcześniejszych planów. Miasto dotychczas powoływało się w uzasadnieniu budowania dróg o bardzo rozbudowanych parametrach w centrum na wielokrotnie kwestionowane założenia dotyczące ruchu w rejonie dworca. Inny argument dotyczył już wydanej decyzji środowiskowej - co do której również można mieć poważne wątpliwości. Jednak wobec braku pieniędzy w kasie miejskiej - porównajcie proszę wyniki niedawnej kontroli - oraz całkowitej bezcelowości budowy tak przeskalowanych rozwiązań transportu indywidualnego w centrum, co wielokrotnie przy różnych okazjach udowadniano może wreszcie zapadła decyzja racjonalniejsza niż wcześniejszy tok rozumowania. Gorąco na to liczymy. Prezentacja głównych założeń i działań w ramach dwóch faz projektu rewitalizacji prowadzonych w trzech niegdyś najbardziej zdegradowanych fragmentach Bilbao pozwala na wnioski w odniesieniu do projektu Nowego Centrum Łodzi[1]. Potrzeba porównania pomiędzy dwoma przykładami wydaje się być również uzasadniona poprzez powszechnie powtarzany stereotyp mówiący o tym że sukces rewitalizacji centralnej części Bilbao wynika ze wzniesienia tam Muzeum Guggenheima projektu Franka Gehryego. To twierdzenie nie jest prawdziwe, gmach zlokalizowany na brzegu rzeki stymuluje rozwój i przyciąga turystów ale nie rozwiązuje problemów całego miasta. Rozwój oparty o kulturę jest dość powszechnie kwestionowany we współczesnej teorii urbanistyki, obok koncepcji estetyzacji miasta traktowanych przez niektórych jako remedium na wszystkie problemy. Nowe Centrum Łodzi jest planowane jako inwestycja kultury, co rozumiane jest jako lokalizacja kilku budynków o funkcjach kultury w obszarach zdegradowanych co w bardzo dużym stopniu dotyczy bezpośredniego sąsiedztwa obszaru projektu NCŁ[2]. Mają one za zadanie wprowadzenie obrazu miasta kultury równolegle z regularnie organizowanymi festiwalami i wydarzeniami o charakterze kulturalnym[3]. Kulturowa i rozrywkowa funkcja dzielnicy determinuje zagadnienia planowania urbanistycznego i design miejskiego. Wdrożenie (...) gospodarki opartej o kulturę [dostarcza] nowych obszarów konsumpcji w branżach bazujących na tożsamości kulturowej w większym stopniu niż pozwala na odnowę kultur lokalnych[4]. Tego rodzaju działania przyciągają nowych klientów, dzięki temu zmniejszając skalę istniejących problemów bardziej niż je rozwiązując. Landry[5] pozostaje jednym z najważniejszych zwolenników przekształceń dawnych miast przemysłowych opartych o działania w sferze kultury. Stwierdza on, że przekształcenia, dla których działania takie jak lokalizacja nowych instytucji kultury oraz poprawa jakości środowiska miejskiego w kategoriach estetyki, stanowią siłę napędową, dostarczają środowiska kreatywnego, w którym przemysły kreatywne mogą z powodzeniem się rozwijać, dzięki temu stanowiąc siłę zdolną spowodować całość procesu rewitalizacji. Jednak ten rodzaj polityki bywa również krytykowany, przykładowo: Polityka kulturalna może wywoływać animozje. Rewitalizacja bazująca na kulturze ma szanse stać się reprezentatywna dla szerszych grup społecznych i szeroko rozumianej kultury miasta jeśli jest rozwijana równolegle z polityką społeczną, która jest wynikiem demokratycznego procesu o charakterze politycznym. Wymaga to systemu politycznego, który dysponuje kapitałem społecznym wystarczającym aby podjąć i dyskutować większe i wymagające dłuższej perspektywy czasowej problemy wpływające na miasto.[6] Niektórzy krytycy określają ten rodzaj podejścia mianem romantycznego[7]. Podnoszenie jakości wizualnej i estetycznej (estetyzacja) środowiska miejskiego jako jedyna metoda na poprawę warunków życia w mieście jest kwesionowana. Miles[8] zestawia razem następujące stwierdzenia Landryego wielkiego proponenta designu miejskiego, który jest przez niego traktowany jak coś co dotyczy przede wszystkim łączenia różnych części miasta w spójną całość [9] oraz uwagę Jane Jacobs o tym że miasto nie może być dziełem sztuki[10]. Jednak sztuka postrzegana jest jako katalizator dla rozwiązań problemów społecznych[11]. Partycypacja społeczna oraz oddolne planowanie i projektowanie przestrzeni miejskiech pozwala na unikanie tego rodzaju zagrożeń. Dowodzą tego stosowane współcześnie praktyki projektowania przestrzeni publicznych z udziałem mieszkańców[12]. Istota sprawy nie polega bynajmniej na unikaniu designu miejskiego, ale na realizowaniu go w sposób umiejętny, to znaczy z udziałem mieszkańców, oraz z wykorzystaniem metod planowania strategicznego. Miles[13] wskazuje ponadto na możliwość wykorzystania wydarzeń kulturalnych i artystycznych w procesie rewitalizacji społecznej, co nota bene wydarza się już w Łodzi[14]. Odnosząc się do ogólnych wskazań dotyczących procesu rewitalizacji społecznej rejonów dotkniętych ubóstwem, wymienionych przez Zielenbacha[15], można przewidywać pozytywny wpływ realizacji projektu na dzielnice wykluczone zlokalizowane w pobliżu, jednak nie powinno być to traktowane jako jedyne lekarstwo, które zapewni sukces planowanych działań. Ocena i porównanie dwóch przypadków wykorzystuje matrycę, opartą na odniesieniu do głównych trendów, sformułowanych i wdrażanych współcześnie dla procesów rewitalizacyjnych.
Tabela 5: Matryca oceny w oparciu o cechy wymieniane jako istotne w opisie projektu. Zielenbach[16] przedstawia następujący zestaw czynników które wpływają na powstanie uwarunkowań sprzyjających rozwojowi procesu rewitalizacji, i dzięki temi poprawie środowiska: czynniki demograficzne, czynniki przestrzenne oraz sposób użytkowania, transport, charakterystyka własności/ rodzaj konstrukcji, możliwości edukacji osób zamieszkujących w danej części miasta, bezpieczeństwo, obecność organizacji społecznych działających na terenie danej części miasta i dzięki temu ułatwienie dla tworzenia się tam kapitału społecznego. Uzupełnieniem listy jest obecność atrakcyjnych przestrzeni publicznych, w tym zieleni publicznej w postaci parków i skwerów, które podnoszą walory środowiska i dzięki temu pozwalają na poprawę standardów życia[17], wpływając jednocześnie na kształtowanie zrównoważonego rozwoju i dostarczając miejsc spotkań mieszkańców. Jenks i inni[18] wymienia następujące rozmiary zrównoważonego miasta: forma miasta, podróże i mobilność, środowisko i różnorodność biologiczna, akceptacja społeczna, wykorzystanie energii, kontynuacja struktury miejskiej, kształtowanie przestrzeni miejskiej i zrównoważone warunki życia, obecność terenów zielonych jako wprowadzających walory ekologiczne i poprawiających jakość życia psychicznego mieszkańców. Jane Jacobs[19] w swojej fundamentalnej książce rozwija wątek warunków przestrzennych: struktura przestrzenna miasta (i właściwa gęstość ulic), niezbędne wymieszanie funkcji dla uzyskania odpowiedniego poziomu uczęszczania przestrzeni publicznych w celu osiągnięcia ich należytego bezpieczeństwa, zachowanie dziedzictwa kulturowego, niezbędne również dla zapewnienia odpowiedniej ilości tańszych powierzchni dla rozwoju usług i przemysłu, a także wymóg odpowiednio wysokiej gęstości zaludnienia. Biorąc pod uwagę wszystkie powyżej wymienione cechy przeprowadzono ewaluację zgodności obu projektów przekształceń z aktualnymi trendami obowiązującymi w projektowaniu urbanistycznym wyniki ewaluacji przedstawia Tabela 5."
[1] The evaluation of the NCŁ project was conducted in the paper Hanzl M., Redeveloping the City Structurethe Case of Lodz New City Center [w] Schrenk M., Popovich V., Zeile P. (eds.) Proceedings REAL CORP 2011, Essen 2011, s.803-812, rewritten in abundant fragments and developed in Hanzl M., The redevelopment of Lodz New City Center in the context of sustainability the process assessment, Publication of University of Bologna, in press [2] Warzywoda-Kruszyńska, W. i inni, Fenomen łódzkiej biedy - bieda skoncentrowana, Przestrzenne rozmieszczenie ludności biednej na terenie Łodzi oraz charakterystyka wybranych aspektów życia tej ludności [in] Wisniewski M. i inni (red.), Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Łodzi, Urząd Miasta Łodzi, Łódź, 2002, Tom IV, 57-95, confirmed in Warzywoda-Kruszyńska, W. i inni, Społeczna Strategia Rewitalizacji, Raport z badania, Media-Tor, Lodz 2009 [3] Gałuszka, J., Społeczne uwarunkowania rewitalizacji okolic Dworca Łódź Fabryczna, Przegląd Urbanistyczny, 2011, Nr 3, 41-42 [4] Miles, M., Interruptions: Testing the Rhetoric of Culturally Led Urban Development, Urban Studies, 2005, Vol. 42, 5/6, 889911 [5] Landry, Ch., The Art of City Making, Earthscan Publishing, London, Sterling VA, 2008 [6] Hewitt, Jordan, I Fail to Agree. Site Gallery, Sheffield 2004, p. 29,za Miles, ibidem [7] Miles, ibidem, s.890 [8] Ibidem [9] za Landry, C. and Bianchini, F. , The Creative City. London: Demos 1995, s. 28, za Miles, opus citatum [10] Jacobs, J., The Death and Life of Great American Cities, Vintage Books Edition, New York, 1992, s. 373 [11] Miles, opus citatum [12] Dobbins, M., Urban Design and People, John Wiley & Sons, Inc, Hoboken New Jersey, 2009; Carmona, M., The Isle of Dogs: Four development waves, five planning models, twelve plans, thirty-five years, and a renaissance . . . of sorts, Progress in Planning 2009, 71, 87151; Gehl, J., Cities for People, Island Press, Washington, Covelo, London, 2010; Healey, P., Collaborative Planning, Shaping Places in Fragmented Societies, UBC Press, Vancouver, 1997; Sanoff, H., Community Participation Methods in Design and Planning, John Willey and Sons, New York, USA 2000; Wates, N., The Community Planning Handbook, Earthscan Publications Ltd., London 2000; działania Project for Public Spaces team, etc [13] Miles, opus citatum [14] Projekty tego rodzaju, realizowane oddolnie: Lipowa od Nowa, działania Fundacji Białe Gawrony [15] Zielenbach, S., The Art of Revitalization. Improving Conditions in Distressed InnerCity Neighborhoods, Garland Publishing Inc., Member of Taylor and Francis Group, New York, London, 2003 [16] Zielenbach, opus citatum [17] Jenks, M., Jones, C., Dimensions of the Sustainable City 2, Springer, Dordrecht Heildelberg London, New York, 2010 [18] Ibidem [19] Jacobs, opus citatum Całość artykułu oraz jego wersja angielska - publikacja po Warszatach Zszywanie Miasta, Łódź, wiosna 2012.
kategoria:
Architektura
Komentarze (1)
2012-08-20 15:16
Ciekawe czy łodzcy antropolodzy juz przystapili do badania zwyczajow przestrzennych tutejszych "dzikich". Material badawczy i skala zjawisk na miarę niegdysiejszego Chicago.. Znalazłyby się tematy zarówno dla Thomasa - jako że systematyczne badania empiryczne z całą pewnością nie zostały jak dotąd przeprowadzone. Jak i dla Parka - choć tutaj raczej miast opisywać sukcesję i traktować rzecz całą w punktu widzenia ekologii można byłoby się zastanawiać nad dobrodziejstwem mieszania się różnych grup społecznych. Najwyraźniej socjalizm pozostawił trwałe piętno (dla odmiany w pozytywnym rozumieniu tego słowa) i rodzima inteligencja, szczególnie starsza nie wykazuje chęci zmiany miejsca zamieszkania. Pojawiają się też pierwiosnki mody na mieszkanie w mieście, związane z rozwojem ruchów proekologicznych i "powrotem do centrum". Są też studenci, dla których racje ekonomiczne przeważają nad obawą przed rodzimymi "dzikimi". Czyli raczej pole do popisu znalazłby badacz pokroju Wirtha koncentrujący się na definicji miejskości - jako obecności różnorodności, chociaż o gettach też mógłby z powodzeniem pisać. Gettach rozmaitego autoramentu - zarówno biednych jak i bogatych. Miałby też o czym pisać Redfield, szczególnie jeśli chciałby kontynuować studia nad rozróżnieniem miejskości i wiejskości. Takiemu idealnemu badaczowi łódzkich dzikich potrzebne byłyby podejście, pasja, cierpliwość i odwaga Levy Straussa. Bez nie znalazłby w sobie zapewne dość determinacji aby chcieć szukać wśród naszej grupy bezpośrednich informatorów. Ja sama wciąż żywię obawę przed fotografowaniem rodzimej populacji wykluczonych. Nawet pomimo, że często nie wymagałoby to ode mnie wychodzenia z domu. Wystarczy się wychylić przez okno. Nie mieszkam przy tym w bezpośredniej koncentracji ubóstwa tylko niedaleko. Nasz śmietnik jest zapewne obecny na mapach omawianej grupy jako cenne źródło utrzymania. Ta pokojowa symbioza dostarcza mi złudnego poczucia bezpieczeństwa, zmiennego w czasie. Wieczorny spacer z psem w położonym obok parku już przestał być oczywisty, o zmroku jeszcze jest w porządku. Ciekawe czy ktoś opisze kulturę przestrzenną łódzkich dzikich, myślę że byłoby to ciekawe studium natury ludzkiej.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2012-06-30 15:24
Po raz kolejny wrócił temat dworca Łódź Fabryczna, a w szczególności rozwiązania transportu drogowego w jego najbliższym sąsiedztwie. Najnowsze wizualizacje publikowane dla tego miejsca pokazują budyneczek dworca - już bez części komercyjnej a więc o niewielkiej skali, z dachem w kształcie fantazyjnej fali. Wiadomo, mamy kryzys więc sny o przydworcowej komercji jakoś się rozwiały. Ale nie o dworcu i jego architekturze chcę tu opowiadać, bo to jest w mojej ocenie rodzaj przybliżenia, które może ulec zmianie jeśli tylko zmienią się uwarunkowania. Znacznie bardziej przerażają mnie hektary asfaltu przewidziane do realizacji w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej lokalizacji dworca, jako że na te liczne i niestety wielopoziomowe węzły transportowe podpisane zostały umowy, wydane decyzje i podobno nie ma od nich odwrotu. Tymczasem skala rozwiązań transportu indywidualnego zaplanowana i zwizualizowana jest zdecydowania nazbyt ogromna, założenia wzięto z księżyca i nie istnieje nawet cień prawdopodobieństwa aby kiedykolwiek tak ogromne potoki ruchu mogły w tym miejscu zaistnieć.
Mam ogromną ochotę zająć się przygotowaniem wizualizacji problemu w postaci figury Misia. Misia na miarę naszych możliwości. Miś byłby zrobiony ze sznurka i balonów, byłby duży, przeogromny, po to żeby pokazać jak duże są nasze możliwości. Tylko póki co nie mogę się za to zabrać bo istnieje coś takiego jak uwarunkowania obiektywne. Otóż studenci którzy mogliby mi w tym przedsięwzięciu pomóc wyjeżdżają na wakacje. Ja dostrzegam te uwarunkowania w związku z czym, myśląc w sposób strategiczny, planuję zając się realizacją Misia, kiedy będę miała chętnych do pomocy. Szkoda że element myślenia strategicznego nie jest obecny w filozofii planowania w Łodzi, gdzie pomimo że wszyscy stąd wyjeżdżają robi się Misia jakby było dokładnie odwrotnie. Kosztem tych którzy tu jeszcze wciąż są. Oraz wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi. Bo że życie blisko dróg o dużym natężeniu ruchu szkodzi - to już udowodniono po wielokroć i to naukowo. O transporcie zrównoważonym słyszeli już wszyscy. O tym że benzyna coraz droższa też wszyscy wiedzą. O tym że w budżecie Łodzi nie ma pieniędzy też. Ale Miś ma powstać i koniec.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (3)
2012-05-18 19:21
...Spadają w mieście Łodzi. Coraz częściej słyszę o odpadających z elewacji łódzkich kamienic detalach: balkonów, gzymsów, etc. Dzisiaj prasa przyniosła kolejną taką właśnie informację: " Z budynku przy ul. Piotrkowskiej 76 urwał się gzyms. Ucierpiało dziecko przewożone w wózku. Nie jest to pierwsza ze znanych mi historii tego rodzaju, nie tak dawno znajomy moich Rodziców ucierpiał na skutek uderzenia przez element balkonu, który odpadł z elewacji jednej z kamienic przy ul. Więckowskiego, konsekwencją okazał się uraz kręgosłupa szyjnego. Czy przy tej jakże tragicznej okazji ktoś się nareszcie zacznie zastanawiać nad kwestiami odpowiedzialności za stan zabudowy i zagrozenie elementarnego bezpieczeństwa przechodniów? W tym przypadku kamienica jest prywatna, odpowiedzialność dotyczy więc właściciela i administracji. Ale czy tylko? Czy przy znanym od lat ułomnym stanie technicznym zabudowy w śródmieściu Łodzi odpowiedzialność nie spada równiez po części na nadzór budowlany?
Spróbujmy wyobrazić sobie sytuację, w której ta instytucja działa skutecznie, egzekwując nalezne kary zasilające miejską kasę - jakze ubogą. Właściciele w obawie przed egzekucją wyzbywają się trefnych nieruchomości albo podejmują ich remonty. Aby zyskać pieniądze na remonty nie śrubują cen najmu lecz coraz więcej lokali trafia na rynek. Tymczasem - no cóz - nie wezmę udziału w Święcie Łodzi. Zycie mi miłe.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (3)
2012-03-22 19:04
W ciągu ostatnich 50 lat średnia temperatura na Ziemi wzrastała najszybciej jak dotąd w historii. To fakt nie opinia. Naukowcy szacują średni wzrost temperatury na dalsze 3 do 9 stopni Celcjusza do końca stulecia. Tego rodzaju zmiany będą miały daleko idące konsekwencje dla nas wszystkich, nie będą dotyczyły rzeczy odległych ale tych jak najbardziej bliskich.
Globalne wahania temperatury w latach 1850-2007
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2012-02-25 08:53
Polecam wypowiedź w serwisie TED o samoregenerujących się budynkach. Czy tak będzie wyglądała przyszłość naszych miast? Czy tego rodzaju pomysły stały się już trendem w projektowaniu miast? Powiedziałabym że tak, widać to nawet analizując projekty studenckie. Ciekawy przykład witryny pokazującej sporo tego rodzaju badań, projektów, pomysłów. Jak tego rodzaju myślenie ma się do potrzeb ludzi? Na ile bierze pod uwagę genius loci i uwarunkowania kulturowe, jeśli w ogóle? Podobne w wyrazie struktury proponowane nie tak dawno przez Zahę Hadid krytykowane były właśnie za brak myślenia o użytkownikach.. Ciekawy temat, jeszcze ciekawsza byłaby odpowiedź.
kategoria:
Architektura
Komentarze (2)
2012-01-25 23:07
W ostatnim czasie świadomość łodzian zaprzątały liczne sprawy publiczne. Jedną z nich była kwestia przesuwania pomnika Tadeusza Kościuszki. Temat kontrowersyjny, doczekał się licznych opinii artykułowanych przez rozmaite gremia, na ogół negatywnych. Pozostawię ten wątek chwilowo bez komentarza jako że chęć dalszego deliberowania w tej materii wydaje mi się mało istotna wobec problemów innych. Moim zdaniem Kościuszko stać powinien gdzie stoi i już. Wśród innych dostrzeżonych wątków na plan pierwszy obok ruchów społecznych związanych z działaniami zmierzającymi w kierunku wprowadzenia umowy ACTA najważniejszy wydaje mi się wątek związany z brakiem społecznego poparcia dla lokalizacji stacji kolejowej na zapleczu centrum handlowego Manufaktura. Dla uproszczenia wyjaśnień powiedzieć wystarczy, że efekt tych działań zmierza w kierunku pozbawienia śródmieścia Łodzi wszelkiej aktywności na rzecz juz w tej chwili prężnie działającego centrum handlowego. W zasadzie nie będzie po co zastanawiać się, gdzie ma stać pomnik Kościuszki, najbardziej celowym będzie zastąpienie go drogowskazem z dużym napisem Manufaktura - bo to miejsce pozostanie jako jedyne czynne w tej części miasta. Całkowicie nie wiem, po co rozważac przesuwanie Kościuszki, skoro to spektakularne działanie nie będzie miało już wtedy publiczności. Inną sprawą, choć równie ważną dla całego zamieszania jest sposób prowadzenia konsultacji społecznych rzeczonego przedsięwzięcia oraz mnogość argumentów wysuwanych przez zainteresowane realizacją tego wariantu strony. Bardzo mi to przypomina proces konsultacji społecznych wymienionej na wstępie umowy ACTA, trafnie scharakteryzowany przez profesor Ewę Łętowską w wywiadzie dla Radia TOK FM. Mam wrażenie, że podobieństw można się tu doszukiwać znacznie więcej, dość stwierdzić że obie odbierają nadzieję. A propos ACTA trafnie opisał to Jarosław Lipszyc. W przypadku dworca Manufaktura, zlokalizowanego na tyłach centrum, obok cmentarza - w zasadzie można zapomnieć o rewitalizacji śródmieścia i o integracji rozwiązań transportu publicznego w Łodzi. W obu przypadkach mamy do czynienia z chęcią zawłaszczenia publiczności przez świat wielkiego biznesu i uczynienia z niej klientów za pomocą wszelkich dostępnych metod. Zarówno w przestrzeni wirtualnej jak i rzeczywistej. Nie ma w tym zbyt wiele miejsca na relacje twórca- odbiorca, o których tak pięknie wypowiadał się red. Jacek Zakowski. Dlaczego naiwnie wciąż wierzę, że polityka winna kierować się racjonalnością i dobrem publicznym, jak mawiał Ojciec Profesor Mieczysław A. Krąpiec? Wreszcie przecież w przypadku lokalizacji stacji Rada Miasta wypowiedziała się negatywnie, stawiając jako wartość nadrzędną dobro miasta. Podejrzewam ze podobny pozostaje w tej chwili stosunek większości parlamentarzystów do sprawy ACTA wobec ogromu protestów społecznych. Czym powodowana jest determinacja rządzących wobec szerokiej fali protestów i braku akceptacji społecznej dla podejmowanych decyzji?
kategoria:
Polityka
Komentarze (0)
2012-01-14 19:51
W związku z zaproszeniem do dyskusji na temat rozwoju transportu w Łodzi, adresowanego do pracowników naszego Instytutu, przekazałam na ręce organizatorów debaty poniższe wystąpienie. "Łódź, 11 stycznia 2011 Zabierając głos w związku z zagadnieniami transportu w Łodzi chciałabym zwrócić uwagę zebranych na znaczenie projektowania rozwiązań transportowych dla kształtowania odpowiedniego środowiska życia mieszkańców, co ma znaczenie zwłaszcza dla rejonów o istniejącej lub pożądanej, zwartej zabudowie. W ramach tego wątku wyróżnić można kilka zagadnień szczegółowych, które należy przy tej okazji poruszyć. Pierwszym z nich jest oddziaływanie transportu na środowisko. Zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 9 listopada 2010 r. w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko, Dz.U. 2010 nr 213 poz. 1397 drogi publiczne mogą zaliczać się do przedsięwzięć mogących zawsze znacząco oddziaływać na środowisko (Art. 2, ust. 1, pkt 31) autostrady i drogi ekspresowe; pkt 32) drogi inne niż wymienione w pkt 31, o nie mniej niż czterech pasach ruchu, na łącznym odcinku nie mniejszym niż 10km), lub do przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko (Art. 3, ust.1, pkt 60) drogi o nawierzchni twardej o całkowitej długości przedsięwzięcia powyżej 1 km inne niż wymienione w art. 2 ust.1 pkt 31 i 32 oraz obiekty mostowe w ciągu drogi o nawierzchni twardej (...)). W związku z obecnym przekroczeniem norm dla stężenia pyłu zawieszonego w obszarze centralnym miasta, co wynika chociażby z lektury Raportu opracowanego przez World Health Organisation, oraz znacznym udziałem zanieczyszczeń pochodzących z transportu indywidualnego w ogólnym poziomie zanieczyszczeń, niemożliwym wydaje się uzyskanie pozytywnych wyników nieprzekroczenia norm środowiskowych w tym obszarze przy jakiejkolwiek próbie oceny. Pragnę w tym momencie zwrócić uwagę na fakt, iż pogorszenie jakości powietrza w obszarach centralnych miast Polski jest przedmiotem pozwu, jaki Komisja Europejska wniosła do Trybunału Europejskiego (w związku z niewdrożeniem dyrektywy o jakości powietrza). Kolejnym problemem związanym z planowaniem nowych ciągów transportowych w obszarach o istniejącej lub planowanej intensywnej zabudowie mieszkaniowej jest zagadnienie hałasu, również stanowiące przedmiot oceny oddziaływania na środowisko. Obok zagadnień związanych bezpośrednio z oddziaływaniem na środowisko życia ludzi, istotnym przy wyznaczaniu nowych ulic w mieście, jest projektowanie ich w sposób umożliwiający kształtowanie zabudowy oraz przestrzeni społecznej jako elementu towarzyszącego ulicom. Dla uzyskania możliwości wprowadzania zabudowy ważnym jest takie kształtowanie przekrojów ulicznych, aby możliwym było zachowanie w ramach ulic środowiska przyjaznego dla spacerów i mieszkania, co wymaga wprowadzania wzdłuż ciągów jezdnych odpowiednio szerokich pasów zieleni, w tym zieleni wysokiej – dla odizolowania mieszkań od hałasu i zanieczyszczeń drogowych, a także projektowania chodników i ścieżek rowerowych w sposób zapewniający bezpieczeństwo i komfort ich użytkowników. W świetle wymienionych powyżej zagadnień, a także wobec istniejącego obecnie nasycenia obszaru centralnego ciągami ulicznymi, o istotnym stopniu zużycia nawierzchni, oraz biorąc pod uwagę ograniczenia budżetu miasta wobec innych potrzeb, w tym bardzo pilnej potrzeby remontów zabudowy komunalnej w obszarze śródmiejskim, wydaje mi się że należałoby rozważyć rezygnację z części planowanych inwestycji drogowych, szczególnie w obszarze centralnym miasta. Znacznie ważniejszym dla poprawnego funkcjonowania miasta, w tym dla rozwoju pożądanej funkcji mieszkaniowej w centrum, jest położenie nacisku na rozwijanie transportu zbiorowego oraz sieci połączeń rowerowych, a także na remonty i przekształcenia już obecnych ulic, w tym wprowadzanie zieleni ulicznej oraz wymianę ich nawierzchni/zmianę parametrów, dla poprawy jakości mieszkania wzdłuż tych ciągów.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (5)
2012-01-11 20:08
Z projektowaniem przestrzeni publicznej jest trochę jak z leczeniem - wszyscy się na tym znają, tylko kiedy przychodzi co do czego, to nikt nie wie jak się za to zabrać. Sporo się na ten temat zastanawiałam i wydaje mi się, że sporo racji w poszukiwaniu odpowiedzi na to, jaka powinna być przestrzeń publiczna aby odnieść sukces i stać się akceptowaną przez mieszkańców miał profesor William Whyte, który w słynnej książce i filmie na ten temat pokazał, jakie prawidła rządzą korzystaniem z przestrzeni publicznej. Wiele cennych wskazówek odnośnie projektowania przestrzeni publicznych można znaleźć w pracach Jana Gehla. Jest tam wyraźnie obecne poszanowanie dla ludzi korzystających z miejsc oraz troska o to, aby z przestrzeni publicznej wygodnie korzystać. Co wymaga patrzenia z poziomu człowieka, analizy sposobu poruszania się w ramach przestrzeni, analizy nasłonecznienia, traktowania przestrzeni zewnętrznej w katagoriach analogicznych jak tej wewnątrz, w tym zastanawiania się jak ta przestrzeń działa, etc, etc. Komfort użytkowania, przez wzgląd na konieczność pełnienia przez przestrzenie miejskie różnych funkcji w różnych porach dnia, wymaga pewnej swobody aranżacji oraz zapewnienia fleksybilności. Jest jeszcze kwestia kultury, związana również z zagadnieniami proksemiki i dystansu osobniczego, a także ze sposobem widzenia: jednym podobają się przestrzenie bardziej rozległe, innym mniejsze - zapewniające intymność. Dlatego aby pozwolić na swobodę wyboru przestrzeń miejska powinna oferować różne typy miejsc. Spróbujmy poddać analizie przykład dość rozległego placu miejskiego, który ma ambicje aby stać się salonem. Dla zaspokojenie potrzeb przyszłych użytkowników - zgodnie z ideą tego bloga - najwłaściwiej byłoby się ich zapytać - np. wykorzystując metodologię oferowaną przez PPS.org - tu do pobrania podręcznik w języku polskim. Jednak przyjmując, że nie stawiamy takiego pytania, pozostając w tym samym obszarze kulturowym, mieszkając w tym samym mieście i znając zwyczaje mieszkańców możemy przyjąć, że dla wygenerowania atrakcyjności miejsca powinniśmy zastanowić się jaki rodzaj przestrzeni oraz jaki rodzaj aktywności pozwoli tej przestrzeni stać się salonem, w którym mieszkańcy chcieliby spędzać - dajmy na to : niedzielne popołudnia. Czy powinna być to przestrzeń o charakterze po części na poły parkowym, z urozmiconą linią przegową w postaci drzew dostarczających niezbędnego cienia? Czy może zieleń powinna funkcjonować w części placu, dostarczając schronienia klientom kawiarni, a część pozostała powinna pozostać pusta, tak aby umożliwić organizację koncertów? Czy przestrzeń podłogi pomiędzy drzewami musi być trawnikiem, a może powinna być wykończona żwirem - który pozwalając na chodzenie jednocześnie umożliwia drzewom poprawny wzrost? Może zieleń nie jest potrzebna bo przewidujemy ilość użytkowników tak dużą, że stałoby to w sprzeczności z ich obecnością? Czy w przypadku lokalizacji akwenu wodnego nie powinno się lokalizować w bezpośredniej bliskości ławek - skoro William Whyte wyraźnie mówi o tym, że są to najchętniej wykorzystywane przez odwiedzających miejsca do siedzenia? Itd, itd, długo by o tym opowiadać. Czy wreszcie przestrzeń placu powinna być urządzona w sposób stały, a może mogłaby pozwalać na wprowadzanie pewnych zmian?
Jeśliby powyższe uwagi próbować zestawiać z najnowszymi pomysłami na zagospodarowanie Placu Wolności w Łodzi, można nabrać pewnych wątpliwości. Można również zastanawiać się, że prezentowane powyżej przemyślenia bardziej odpowiadają charakterystyce Rynku Manufaktury- również łódzkiej, który choć z definicji nie jest przestrzenią publiczną, to jednak pozostaje miejscem powszechnie akceptowanym. Zarówno dzięki metodom zastosowanym przy projektowaniu tego miejsca, w tym dzięki angażowaniu w to przyszłych użytkowników, jak i dzięki wyraźnie widocznej dbałości o komfort codziennego użytkowania.
kategoria:
Architektura
Komentarze (2)
2012-01-09 20:17
Brałam przed wakacjami udział w projekcie Nasz Księży Młyn, realizowanym przez łódzki Oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, dzięki wsparciu Fundacji Stefana Batorego. Możecie przeczytać raport zawierający, obok relacji z biezących prac nad projektem, równiez wnioski i przemyślenia, które się przy tej okazji nasunęły - w tym również moje własne. Projekt był przykładem, jak można właściwie podjąć współpracę ze społecznością lokalną, tak aby uzyskać zaangazowanie mieszkańców w kształtowanie własnego, najblizszego otoczenia. Projekt podjęty był w sytuacji bardzo trudnej, a to w związku z obecnym tam wcześniej olbrzymim konfliktem mieszkańców i władzy samorządowej narosłym na gruncie wcześniejszych obietnic związanych z planami przekształcenia osiedla poprzez przekazanie go prywatnemu inwestorowi i przeniesienie mieszkańców w inne miejsce. Plany te, pochodzące z 2007 roku zakończyły się fiaskiem, a działania na Księzym Młynie wciąż pozostają w sferze planów. W kontekście ówczesnych przemyśleń bardzo podoba mi się inicjatywa podjęta przez łódzki Prexer zorganizowania wystawy Mistrzowie Codzienności. Jestem przekonana, że dla znacznej części osób mieszkających w Łodzi, w tym tych, którzy nie mają i nigdy nie będą mieli szans na zdobycie wyzszego wykształcenia, właśnie rozwój aktywności rzemieślniczej, drobnej wytwórczości, może okazać się szansą na znalezienie zatrudnienia. Mówi się o Łodzi jako o przyszłym ośrodku 'przemysłów kreatywnych', a czymże innym jest sztuka jeśli nie doskonałym rzemiosłem? Podstawa dla rozwoju w Łodzi ośrodka sztuki w postaci bazy rzemieślniczej wydaje mi się równie oczywista i nie jestem w swoim myśleniu osamotniona. W podobny sposób rozumowali choćby twórcy Bauhausu. Ponadto, wobec ogromu destrukcji zabudowy śródmiejskiej, w tym zabytkowej, o znacznej wartości kulturowej, bardzo jak mi się wydaje cennym byłoby rozwijanie w Łodzi rzemiosła budowlanego, w tym o charakterze konserwatorskim. Mogłoby to pozwolić na prowadzenie na szerszą niż obecnie skalę interwencji w zabytkowej tkance, która nie powodowałyby niepotrzebnej dewastacji. Jak to się dzieje obecnie - choćby właśnie na Księżym Młynie - w wyniku niezbyt profesjonalnych działań związanych z biezącym utrzymaniem obiektów, a podejmowanych przez Administrację Nieruchomości. Podobnie rozwinięte rzemiosło krawieckie, szewskie, produkcja dodatków odzieżowych, etc, sprzyja rozwojowi kreacji w dziedzinie mody. Wyrosły na gruncie rzemiosła know-how udoskonalony dzięki współpracy z uczelniami artystycznymi może ugruntować i umocnić pozycję miasta jako ośrodka produkcji odzieży, jednocześnie przyczyniając się np. do wytwarzania prototypów czy rozwiązań mniej konwencjonalnych. Więcej opinii, przemyśleń i rozwazań wyartykułowanych w ramach projektu w raporcie na stronie projektu Nasz Księzy Młyn. Oraz koniecznie trzeba odwiedzić wystawę otwartą w Miejskim Punkcie Kultury Prexer w Łodzi do końca stycznia.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2012-01-02 18:21
Brak zmian w sferze rodzimej gospodarki energetycznej podobnie jak wieloletnie zaniechania jakichkolwiek działań zmierzających do wprowadzania zmian w planowaniu i zagospodarowaniu terenów zurbanizowanych dla dostosowania ich do zmieniającego się klimatu nie stanowią wystarczającego powodu dla negowania rzeczywistości. Nie zamierzam - pomimo iż jestem członkiem Związku Zawodowego Solidarność - popierać starań o zawieszenie polityki unijnej w kwestii działań dla ograniczenia negatywnego oddziaływania ludzi na środowisko. Właśnie dlatego że mam na uwadze dobro innych, w tym własnych dzieci i mam nadzieję wnuków, ani myślę tego rodzaju starań wspierać. Przypomina to walkę z wiatrakami, zaprzeczanie rzeczywistości, protest przeciwko temu, że Ziemia jest okrągła nie płaska. Tymczasem im szybciej zaczniemy podejmować starania aby zmienić sposób funkcjonowania naszej gospodarki, im szybciej zmienimy priorytety, tym więcej zyskamy. Zyskamy nie szkodząc. Okropna jest ta krótkowzroczność. Przypomina mi to, napotykane wielokrotnie, uwagi do projektów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla posesji zlokalizowanych w obszarze zalewowym : "Alez mojej działki to nie dotyczy! Woda zatrzymuje się metr od granicy, nas nie zalewa.." Jeśli ma to cokolwiek wspólnego z Solidarnością - to najwyraźniej nie rozumiem definicji tego słowa. Jak dla mnie to raczej skrajny egoizm połączony z udawaniem że problem nie istnieje.
kategoria:
Polityka
Komentarze (1)
2011-12-28 10:10
Lektura świątecznej prasy do złudzenia przypomina mi konsumpcję wigilijnego grochu z kapustą. Choć w przypadku tego ostatniego jakby jednak istniało jakieś powiązanie pomiędzy składnikami mieszanki. A w przypadku pierwszym niczym w przedświątecznym supermarkecie jest wszystko bez ładu i składu, a już w szczególności myśli przewodniej. Jednym z ciekawszych zestawień, który powoduje nie ukrywam moje oburzenie, smutek, zawód, irytację, a z czasem - bo rzecz nie nowa - również obojętność i chęć nie zastanawiania się głośno nad tym co mi do głowy przychodzi, jest zestawienie artykułów o katastrofach naturalnych i opisów braku postępu w Polsce w związku z niską sprzedażą aut (sic!). Czy też np. informacji o zagrożeniu - całkiem realnym - zalaniem wszystkich niżej położonych terenów w związku z topnieniem lodowców w zestawieniu z informacją o dochodach rodzimego budżetu pochodzących w przewadze z podatków od paliw. Informacje o katastrofach wydarzających się coraz częściej i o coraz większej skali nie znajdują przełożenia na próby informowania o ich przyczynach, wśród których obok skali urbanizacji bardzo duże znaczenie odgrywa współczesny styl życia. Brak też poszukiwania rozwiązań czy np. wskazywania przyczyn czy odniesień pomiędzy zjawiskami, które zachodzą. Bo np. dlaczego nie zdarza się aby huragan niszczył zabudowania zlokalizowane w mieście?
Skąd bierze się tak znaczne zatłoczenie ulic miejskich samochodami? Gdyby większość ich właścicieli mieszkała w mieście tej skali zjawiska by nie było. Wtedy też zapewne nie byłoby części dochodów budżetu ale... Dlaczego gdzie indziej ten problem nie jest tak istotny?
Jak to się dzieje, że w sąsiednich Niemczech możliwym jest rozwijanie technologii wytwarzania energii w oparciu o źródła odnawialne, a u nas nie da się wyjść z zaklętego kręgu, który zresztą coraz bardziej przypomina spiralę prowadzącą w kierunku jakiejś katastrofy. Dlaczego im się to opłaca? Skąd się bierze potrzeba wykonywania ruchów pozornych, nic nie wnoszących podczas gdy można dużo prostszymi, tańszymi środkami osiągnąć efekt, który poprawi funkcjonowanie systemu jako całości? I pozwoli zyskać perspektywę na przyszłość? I czy naprawdę nikt nie rozumie ze brak planowania przestrzennego skutkuje niszczeniem środowiska, co jest tozsame z okradaniem nas, skoro juz o kradziezy rozmawiamy, z przyzwoitych warunków zycia? I czemu tak mało się o tym głośno mówi?
Tymczasem, co potwierdza raport „Stan środowiska w Polsce – Sygnały 2011”, który ukazał się nakładem Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, w ramach serii wydawniczej: „Biblioteka Monitoringu Środowiska” dotychczasowe ograniczenia emisji zamieczyszczeń pochodzących ze źródeł przemysłowych nie są jedynym sposobem poprawy jakości środowiska w Polsce. W chwili obecnej coraz większa rola przypada oddziaływaniu i efektom indywidualnych zachowań konsumenckich - stąd ważność działań podejmowanych dla zmiany przyzwyczajeń. Jak czytamy w Raporcie: "Coraz bardziej odczuwalny jest też wpływ transportu na środowisko i jakość życia ludzi. Wzrastająca liczba pojazdów wpływa negatywnie na klimat akustyczny obszarów miejskich oraz na jakość powietrza. Niepokojący jest wzrost emisji gazów cieplarnianych z transportu. (...)". Jednym z podstawowych sposobów przeciwdziałania tego rodzaju problemom jest edukacja, innym racjonalne planowanie przestrzenne.
kategoria:
Polityka
Komentarze (6)
2011-12-26 00:28
W prezencie świątecznym gorąco polecam wszystkim Państwu Czytelnikom i Czytelniczkom mojego bloga serię wykładów dotyczących różnych zagadnień związanych ze zrównoważonym rozwojem oraz zmianami klimatu oraz ich znaczeniu dla naszego stylu życia przygotowaną przez wykładowców związanych z UCLA. Doskonałe i przystępnie podane wyjaśniają większość związanych z powyższymi zagadnieniami kwestii bazując na wynikach najnowszych badań najlepszych instytutów naukowych świata. Jednocześnie proszę o przyjęcie najserdeczniejszych życzeń Wesołych, Spokojnych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2012.
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2011-12-09 05:26
Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią "zarządzania przestrzenią" przy pomocy instrumentu decyzji o warunkach zabudowy. Zgodnie z zapisami ustawy do wydawania decyzji stosowany jest algorytm który uzależnia nowe zagospodarowanie od bezpośredniego otoczenia planowanej inwestycji. W praktyce polskiej jest on nagminnie naduzywany co prowadzi do możliwości lokalizowania wszystkiego wszędzie chyba ze inne, istotne przepisy prawne tego zabraniają. Protest może równiez niekiedy (choć jest to mocno utrudnione - bo stosowanie tego instrumentu wyklucza partycypację społeczną, nawet na poziomie informowania) wnieść jakaś wystarczająco skuteczna grupa osób. Lecz wtedy nie jest to działanie w ramach prawa ale raczej o charakterze politycznym , najczęściej z wykorzystaniem mediów. Wspomniany algorytm wydawania decyzji o warunkach zabudowy bardzo trafnie swego czasu narysował Michał Beim w referacie podczas konferencji Real Corp - polecam. Decyzje o warunkach zabudowy bywają niekiedy przez architektów kojarzone z popularnym ciastkiem nazywanym na cześć trasy wz - wuzetką. Mnie się to ciastko wydaje dość zdradliwe, pozbawione sensu i niebezpieczne. Decyzje mieszczą się w obszarze tzw. permissive planning - zdefiniowanego przez Melvina M. Webera w artykule z 1974 roku jako sposob myślenia o kształtowaniu przestrzeni poprzez pozwalanie na inwestycje podejmowane przez publiczność, z wykorzystaniem w tym celu wiedzy inżynierskiej (nota bene sam autor po latach sam przyznał irracjonalność tego myślenia). Jednym z najpopularniejszych objawów przestrzennych powyzszego sposobu planowania są urban strips - amerykańska nazwa ukuta przez Venturiego dla określenia bałaganu przestrzennego towarzyszącego drogom w rejonie między innymi Las Vegas - obrazek jak poniżej. W naszym wydaniu efekty można nazwać dość efektywnie terminem "raszynizm" od wjazdu do stolicy od strony Raszyna. Polscy geografowie nazywają ten bałagan mianem "continuum miejsko-wiejskiego".
Powyzsza ilustracja była juz przeze mnie tu cytowana, za A. Böhmem : "Wnętrze" w kompozycji krajobrazu : wybrane elementy genezy analizy porównawczej i zastosowań pojęcia Kraków 2004 (pojęcie zostało zaczerpnięte z innej książki - S.Chermayeff, Ch. Alexander Community and Privacy New York 1963) Decyzje doczekały się w polskim piśmiennictwie przebogatej krytyki. W zasadzie kazda szanująca się konferencja z dziedziny planowania przestrzennego, ale w tej chwili juz takze geografii miast element takiej krytyki zawiera. Wszyscy zgodnym chórem przyznają ze zarządzanie przy pomocy decyzji jest bardzo złe. Złe równiez dla inwestorów bo uniemozliwia inwestowanie zgodnie z racjonalnością i z ich potrzebami - przypomnijmy dla wydania decyzji stosuje się algorytm, który uzyty zgodnie z literą prawa narzuca kontynuację sąsiedztwa. Czyli nie da się zaplanować niczego co byłoby od niego odmienne. Decyzje są dodatkowo niebezpieczne, a to z racji częstego nadużywania szatkowania oddziaływania na środowisko na części. Ustawa prawo ochrony środowiska narzuca co prawda na osobę sporządzającą stosowny raport wymóg przebadania oddziaływań, które się na siebie nakładają, ale.. Szczególnie w przypadku dróg, a więc decyzji trochę innego rodzaju, ale podejmowanych poza procedurą planu miejscowego (patrz post poniżej) praktyka jest dokładnie odwrotna. Niebezpieczne mogą być takze w przypadku oddziaływań na środowisko (a więc zgodnie z ustawą - warunki życia ludzi) dwóch lub więcej inwestycji wyraźnie szkodliwych. Decyzje winny być ewidencjonowane (zgodnie z Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) oraz wkrótce winny stać się częścią informacji podawanej publicznie (zgodnie z Dyrektywą INSPIRE). To zagadnienie pozostaje tematem zasługującym na wpis odrębny. Tak swoją drogą pisanie o bałaganie ma już nawet w moim wydaniu długą historię.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2011-11-29 09:16
Ciekawe jak wyglądają oceny oddziaływania na środowisko od planowanych, bardzo kosztownych, inwestycji drogowych w Łodzi, czy są w nich uwzględnione emisje pyłów, oceny zmian/ przekroczeń poziomu hałasu, etc. Ciekawi mnie szczególnie jak możliwe jest uzyskanie spełniającego normy wyniku dla stężenia pyłów przy założeniu budowy nowych dróg skoro już obecnie, bez tych dróg wymienione normy są przekroczone. Czy mieszkańcy otrzymają maski gazowe? Zastanawiając się nad przyszłością sprawdziłam czy do twarzy będzie mi w masce gazowej. Jeśli tez chcielibyście przymierzyć, zapraszam: wersja różowa, wersja zielona oraz wersja czarno-biała. Mieszkańcy Krakowa, gdzie za względu na obecność smogu dzieciom przedszkolnym nie wolno wychodzić w ciągu dnia na zewnątrz w zasadzie powinni nosić takie maski już w tym momencie. Śmiem ponadto wątpić w dofinansowanie unijne dla powyzszych projektów, wobec tak oczywistego braku przestrzegania norm, tym bardziej ze już obecnie KE pozwała Polskę do Trybunału Europejskiego za przekroczenie norm zanieczyszczenia powietrza w miastach. O tym że planowane inwestycje drogowe spowodują że nie będzie pieniędzy na nic innego, w tym takze na remonty istniejących ulic pisałam już wielokrotnie.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2011-11-26 19:31
Jak donosi New York Times zapotrzebowanie na mieszkania w dzielnicach gdzie możliwy jest ruch pieszy w Stanach Zjednoczonych wzrasta. Równolegle wzrasta również zapotrzebowanie na efektywny transport publiczny oraz małe sklepy w sąsiedztwie. Przedmieścia i wielkie centra handlowe na obrzezach miast wymierają.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2011-11-11 18:27
Powoli wracam do rzeczywistości po tygodniu obfitującym w mnogość wydarzeń. Zaczęło się od ubiegłego tygodnia, kiedy to miałam okazję wziąć udział w bardzo interesującej konferencji o przestrzeniach publicznych w kontekście małych miast. Konferencja, która odbywa się co dwa lata w Łodzi (lub też w okolicznych miejscowościach) organizowana przez Katedrę Zagospodarowania Środowiska i Polityki Przestrzennej zawsze cieszy się sporym powodzeniem i można się sporo dowiedzieć a także poznać interesujących ludzi. Tym razem również tak było. W porównaniu do wcześniejszej edycji, w której brałam udział dwa lata wcześniej tym razem przeważali prelegenci z grona architektonicznego, choć sama konferencja zdominowana była ( a może to moja subiektywna ocena) przez interdyscyplinarne tematy związane z arcyciekawymi badaniami geografii społecznej. Dość powiedzieć że było interdyscyplinarnie i interesująco. Tuż po ciekawym piątku nadeszła równie ciekawa sobota, a z nią Konferencja w ramach warsztatów Zszywanie Miasta, organizowanych przez łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich. Z całej obfitości prezentowanych referatów mnie najbardziej przekonał i sprowokował do głośnej artykulacji tego co wcześniej w głowie kiełkowało - aczkolwiek pozostawało poza naszym zasięgiem bo wydarzało się za granicami - referat Profesora Tomasza Ossowicza o tym jak to we Wrocławiu dba się o generowanie ruchu pieszego. W międzyczasie zdążyłam już o tym opowiedzieć chyba wszystkim studentom z którymi miałam okazję rozmawiać. Dodam: też byśmy tak chcieli w Łodzi. Drugi z referatów, który mnie się bardzo spodobał to wypowiedz Prof. Piotra Lorensa z Gdańska, a szczególnie zdjęcia nowych realizacji europejskich i nie tylko wykonywane przez autora samodzielnie i najczęściej z balonu. Świetne, a poza tym po raz kolejny było o tym, że szerokie miejskie trasy przelotowe a także wiadukty, w tym pokolejowe, zamieniać należy na cokolwiek innego, w tym najchętniej przestrzeń o funkcji społecznej. Było też w tej i w innych wypowiedziach (w tym dr Krzysztofa Domaradzkiego z Politechniki Warszawskiej) sporo o zszywaniu Berlina. Zastanowiła mnie wypowiedź Prof. Marka Janiaka - Architekta Miasta - na temat miasta jako zlepka różnych niespójnych działań i ich efektów dających w sumie całość podobną do Frankensteina. Nie jestem pewna czy Architektura sama w sobie ma szanse być rozwiązaniem - determinizm formy jako najważniejszego czynnika wydaje mi się jednak dyskusyjny lecz może błędnie odczytałam intencje mówcy. Podobała mi się też jak zazwyczaj wypowiedź kolegi Prof. Jacka Wesołowskiego, magiczne zagadnienia związane z lokalizacją przystanków kolei regionalnej wymagają w mojej ocenie dyskusji i wyjaśnienia.
Ciekawie opowiadał też Artur Borejszo pokazując przy tym całą masę ładnych obrazków z realizacji holenderskiej firmy Max Wan, w której pracuje. Sama mówiłam o szczegółach rewitalizacji niegdyś zdegradowanych dzielnic Bilbao, które miałam okazję odwiedzić w czerwcu tego roku - w tym, co wydaje mi się ważne o proporcjach wydatkowanych na ten cel pieniędzy. Jak się zapewne domyślacie: większość pozycji w budżecie zajmowały zagadnienie rewitalizacji społecznej z podziałem na różne grupy, potem rzeczy związane z kulturą oraz remontami budynków i poprawą jakości przestrzeni publicznych, a także inwestycje w transport zbiorowy. Pozycji zatytułowanych 'rozbudowa transportu indywidualnego' w budżecie nie było wcale, co skontrastowane z wcześniejszą wypowiedzią wprowadzającą do problematyki Nowego Centrum Łodzi wydawać się może zaskakujące. Nazywając rzecz po imieniu - w Bilbao nie buduje się nowych, kilkupasmowych dróg w centrum, za to inwestuje znaczne pieniądze w podniesienie jakości życia w tych rejonach, aby uczynić je atrakcyjnym miejscem do zamieszkania.
Dopełnieniem cyklu wydarzeń była konferencja Polskiego Towarzystwa Informacji Przestrzennej, w której - czego żałuję - nie udało mi się uczestniczyć w wymiarze większym niż jednodniowy. Opowiadałam o metodach analiz w urbanistyce z wykorzystaniem GIS czy też o sposobie nauczania w ramach przedmiotu GIS na specjalności Architecture for Society od Knowledge na kierunku Architektura i Urbanistyka Politechniki Warszawskiej. Wcześniejsza, nieco skromniejsza wersja referatu drukowana była w materiałach konferencji ICCSA 2011.
W środę zaś, uczestnicząc w ceremonii nadania tytułu doktora honoris causa Prof. Stanisławowi Liszewskiemu wysłuchałam bardzo ciekawego wykładu o roli metropolii. Wykład zakończony był prowokacyjnym (tu cytuję samego Profesora) pytaniem dotyczącym tego czy Łódz ma szansę stać się takim właśnie ośrodkiem. Tak przy okazji Profesor rozpoczął od definicji miasta podanej przez Arystotelesa wg. którego miasto to miejsce "w którym pędzi się dobry żywot".
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2011-11-01 16:41
Jak czytamy ostatnio w prasie (również rodzimej) już nawet najbardziej zagorzali oponenci potwierdzają ocieplenie powierzchni Ziemi. Zjawiska z tym związane są nie lada wyzwaniem dla urbanistów i naukowców, stanowią przedmiot rozwazań specjalistów od szeregu lat. Celem z jednej strony jest zmniejszenie dalszego oddziaływania człowieka skutkującego zwiększoną emisją CO2, a z drugiej dostosowanie środowiska zurbanizowanego do nowych warunków. Wcześniejsze debaty dotyczące rozwoju zrównoważonego w obecnie toczonych dyskusjach zastąpiły rozważania o rozwoju odpornym na zmiany klimatu 'resilient development'. Jak się okazuje nie tylko w Europie ale również w tak mogłoby się wydawać zurbanizowanych, i bazujących na transporcie indywidualnym, miastach jak Chicago. O tym jak Chicago przygotowuje się do nadchodzącego ocieplenia można dowiedzieć się z podli Wśród autorów opracowanego w tym celu programu dotyczącego obszaru metropolitalnego Chicago wymienić zaś należy tak znaną firmę jak amerykańska Calthorpe Associates. W jej dorobku ten projekt uznawany jest za jeden z ważniejszych, jako że jak sami przyznają jest to pierwsza tak duża zmiana sposobu myślenia o miejskim krajobrazie Chicago od czasów projektu Daniela Burnham'a z początków XX wieku.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2011-10-31 14:56
Czym różni się urbanistyka od inżynierii transportu? Jak myślicie szanowni czytelnicy? Ręce mi już opadają kiedy po raz kolejny przychodzi mi tłumaczyć że budowa kolejnej trasy przelotowej w śródmieściu mojego miasta spowoduje znaczne pogorszenie jakości życia tamże i w konsekwencji dalszą ucieczkę mieszkańców. Oraz że jest to ważne, a na pewno ważniejsze od debat o przewadze wątków statystycznych opisujących zatłoczenie istniejących dróg bez cienia próby zrozumienia przyczyn i skutków. Jeśli porównać to do badań prowadzonych np. w Grazu, na zlecenie władz miejskich a dotyczących percepcji i akceptacji środowiska miejskiego przez dzieci i w ślad za tym rodziców.. Albo z coraz liczniejszymi na całym świecie badaniami dotyczącymi współczynnika nazywanego 'Index of Happiness', co nierozerwalnie z poprzednim powiązane. Wszędzie indziej mowa o tym że osiągamy szczyt zatłoczenia miast samochodami oraz ze jest to droga donikąd. Miasta całego świata starają się konkurować przyciągając potencjalnych mieszkańców ekologią i 'zazielenieniem', pierwszy z brzegu przykład a jest ich bez liku, a my? Nie rozumiem po co władze mojego miasta chcą przeznaczyć gigantyczne pieniądze (o czym tutaj) na budowę nowych dróg w centrum, przez okolice które się jako tako samorzutnie zrewitalizowały/ czy też zgentryfikowały i gdzie obok biedoty pojawili się też nowi, nieco zasobniejsi mieszkańcy. Teraz zgodnie z zamysłem naszych inżynierów transportu - niezmordowanych kontynuatorów myśli Eugene Henarda z początków XX wieku - będą mieli cztero lub więcej pasmowe ulice w promieniu dojścia pieszego ze wszystkich stron. Tak aby się tam 'lepiej' wychowywało dzieci, aby było więcej hałasu i spalin. Bo nikomu nie przychodzi do głowy że urbanistyka to nie jest inżynieria transportu (indywidualnego, bo o transporcie zbiorowym w moim mieście nie słyszano). Oraz aby łatwiej było dojechać z miejscowości zlokalizowanych poza administracyjnymi granicami Łodzi, które na tym zapewne zarobią. Nie rozumiem tej polityki, stać mnie jedynie na sarkazm. Bo w nowej rzeczywistości wykreowanej zgodnie z marzeniami włodarzy Łodzi aby odwiedzić Rodziców będę miała do wyboru jedną z kilku tras wielopasmowych lub też przedzieranie się z kilkuletnim dzieckiem rowerem przez takową trasę. Dlatego bardzo mi przykro ale wstrzymam się z decyzją o inwestowaniu oszczędności w zakup mieszkania w tej lokalizacji. Bo nie lubię mieszkać na parkingu. Może sensowniej pomyśleć o innym miejscu...? Takim w którym przedmiotem zainteresowania jest nie tylko i wyłącznie kwestia dojazdu prywatnym autem (nota bene w Łodzi to niemożliwe przez wzgląd na liczne dziury w jezdni i budowa nowych, wielopasmowych dróg - bo nie ulic - tego nie zmieni). Takim gdzie jest bezpiecznie - bo ważną jest konsekwentna polityka socjalna i wsparcie dla najuboższych, w tym dzieci (nota bene: dzisiaj panowie i panie przeszukujący kosz na śmieci w kamienicy gdzie mieszkam zabrali też przy okazji mosiężną klamkę z bramy wejściowej i nie jest to jednostkowy przypadek). Takim, gdzie park nie jest miejscem libacji alkoholowych nastolatków i starszych na co nikt nie zwraca uwagi (próbowałam kilkakrotnie dzwonić z prośbami o interwencje, nie miałam czasu spędzać godzin czekając, zresztą młodzi ludzie w międzyczasie chwiejnym krokiem odeszli). Takim gdzie... długo by wyliczać. I tylekroć już to pisałam.. Mogę zapewnić elity że nawet pobieżna wizja lokalna w śródmieściu Łodzi skutecznie odstręcza dowolnych potencjalnych przyszłych mieszkańców od inwestowania tutaj. Dalsza kontynuacja dotychczasowej polityki, w tym transportowej przypomina eksperymenty z nową zabawką bez dbania o dotychczasowe niczym poniższy obrazek. Co zresztą już tu było. I nawet jak zresztą zazwyczaj nie jestem osamotniona w moim myśleniu.
Wydaje się że czas zacząć przygotowywać koszulki z nadrukiem "Łódź zyje!", niczym w Detroit. Jeśli przyjrzeć się uważniej jesteśmy w trakcie powielania w sposób niemal dosłowny zastosowanego tam niegdyś scenariusza (może nalezałoby rozwazyć kwestie praw autorskich, tam równiez po początkowych trudnościach z rewitalizacją śródmieścia postanowiono zainwestować w Nowe Centrum i w tym celu budowano kolejne kilkupasmowe trasy dla dojazdu doń - co, łagodnie mówiąc, nie przyniosło spodziewanych rezultatów). Skądinąd pomysł z koszulkami znalazł też zastosowanie w innych miastach i dzielnicach o czym między innymi bardzo ciekawie opowiadał niedawno Profesor Henry Sanoff podczas wykładów na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej oraz w Politechnice Łódzkiej.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2011-10-15 22:08
Czytałam ostatnio esej autorstwa Rem'a Koolhaas'a na temat rozwoju przestrzennego Atlanty. Na obecny kształt tego miasta, poza typowymi dla większości miast amerykańskich założeniami transportowymi o znacznej skali, wpłynęła - co dość charakterystyczne - metoda przekształceń stosowana w śródmieściu. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy większość miast amerykańskich przeżywała okres gwałtownych kłopotów związanych z depopulacją śródmieść i ich postępującą degradacją, w Atlancie za sprawą Johna Portmana - architekta i inwestora w jednej osobie - realizowane były kolejne przedsięwzięcia w obszarze śródmieścia. Opowieść którą przytaczam pełna jest ironii (jeśli nawet nie szyderstwa) Koolhaas pisze o kolejnych blokach zabudowy charakteryzujących się ujednoliconym wyglądem, a niejednokrotnie również połączonych ze sobą. Wynalazkiem Portmana, wielkiego 'budowniczego' Atlanty było atrium - traktowane jako centrum obiektu komercyjnego. To z kolei pozwoliło na odwrócenie budynku do wewnątrz oraz na jego izolację od otoczenia. Tak spreparowane obiekty nie potrzebowały już dłużej centrum z jego śródmiejskimi przestrzeniami i mogły powstawać wszędzie. I powstawały, oraz nadal powstają - nie tylko w Atlancie i nie tylko w Ameryce. Można powiedzieć że John Portman jest jednym z twórców współczesnego braku urbanistyki, rozumianej jako zinstytucjonalizowane tworzenie przestrzeni miejskiej zaspokajającej potrzeby mieszkańców.
W dalszym etapie rozwoju miasta rzeczywiście nastąpiły wymienione powyżej procesy - śródmieście przestało stanowić miejsce koncentracji, a 'centra' znajdowały lokalizację wszędzie. Jak pisze Koolhaas - niekiedy wystarczającym przyczynkiem dla lokalizacji 'centrum' mogła stać się obecność 'niczego', a atutem również brak powiązania z dotychczasowym śródmieściem - z jego potencjalnie niebezpiecznymi dla zamożnej klasy średniej mieszkańcami. Idea powyższa zyskała znaczną popularność, nie musimy szukać daleko aby odnaleźć kontynuatorów tego myślenia. Trudno ukryć że jest to jedna z wielu przyczyn dla których bez umiejętnej polityki władz bardzo łatwo o finansowy krach miasta, o innych skutkach dla jakości miejskiej przestrzeni nie wspominając - nie stanowi ona w tym podejściu w ogóle przedmiotu rozważań. Takie planowanie bez planowania, podążanie za życzeniami inwestorów, dowolność i brak kształtowania przestrzeni napotyka już obecnie na istotną krytykę, również ze strony obywateli. Wydaje się że podążanie za uwarunkowaniami ekonomicznymi i to wyłącznie w interesie jednej grupy leży u podstaw Ruchu Oburzonych. Brak zaś planowania - obserwowany przecież powszechnie również w naszym kraju - jest przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki ze strony środowiska fachowego urbanistów: proszę spojrzeć na przesłanie przyszłorocznego Kongresu Urbanistyki Polskiej. Chciałoby się napisać epitafium dla atrium Portmana - ale chyba jeszcze nam się to w tym momencie nie uda. Wydaje się że zagadnienia światopoglądowe nie pozwolą parlamentarzystom jeszcze przez dłuższy czas podjąć skomplikowanej problematyki prawa niezbędnego dla porządkowania polskiej przestrzeni.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2011-10-09 12:59
Jak donosi jeden ze znajomych: 'dochodzą nas słuchy, że łódzki ZDiT zamierza wyciąć 30-letnie drzewa na Przędzalnianej przy Herbście, co by poszerzyć jezdnię o pół metra. To chyba nie może być prawda...' Jako ze wiadomość jest mocno bulwersująca dedykuję ww. instytucji ponizszy utwór z prośbą o refleksję i przesunięcie kreski na obrazku w skali zapewne 1:500 o 1mm. Bo rzeczony 1 mm w skali 1:500 to jakość życia iluś osób. Tak jakby te drzewa nie mogły stać się elementem pasa drogowego, zacieniając chodnik (czy pas rowerowy) i izolując zabudowę od ruchu.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (4)
2011-10-08 17:54
Porównywałam ostatnio daty powstania rozmaitych 'obowiązujących' wciąż w praktyce urbanistycznej rozwiązań. I tak na współczesną praktykę (rozumiem przez to również zbiór przepisów, szczególnie tych dotyczących kształtowania ruchu kołowego w obrębie miast) wpływ miały następujące poglądy:
- wizja miasta liniowego - Arturo Soria y Mata (1882),
- wizja miasta przemysłowego - Tony Garnier La cité industrielle (1918) - ta koncepcja legła u podstaw współczesnego strefowania funkcji,
- pomysły dotyczące kształtowania transportu miejskiego Eugène Hénard'a postulujące tworzenie miejskich obwodnic oraz dróg przelotowych, a także budowę wielopoziomowych skrzyżowań w oparciu o pomiary strumienia ruchu.
Wspomniany twórca jest również autorem pomysłu realizacji skrzyżowań w postaci rond, a także bardzo postępowych również obecnie idei takich jak te dotyczące potrzeby zakładania w miastach parków oraz traktowania otoczenia zabytków jako niezbędnego dla prawidłowego oglądu monumentów środowiska. Projekty przekształceń układu transportowego Paryża w myśl tych idei pochodziły z początków XX wieku i wynikały ze wzmożonego ruchu kołowego - co wtedy było zjawiskiem absolutnie nowym, wcześniej niespotykanym. Idee zawarte w Karcie Ateńskiej pochodzą z roku 1933 i wielokrotnie im juz po tej dacie zaprzeczono. Poprzedzały je teorie głoszone przez czołowego teoretyka CIAM Le Corbusiera - tego samego, który wzywał aby zabić 'ulicę korytarz' ( 1925 - Plan voisin, 1935 - La Ville Radieuse).
Idea hierarchiczności układu transportowego również nie jest nowa, pierwsza realizacja wymieniana w literaturze pochodzi z 1929 (Radburn). Układ superstruktury ulic wyższego rzędu obsługującej duże terytoria znalazł swoją najpełniejszą realizację chyba w Milton Keynes (z 1967), wzorowanym na Los Angeles mieście w pobliżu Londynu - gdzie u podstaw założenia legło całkowite podporządkowanie projektu ruchowi kołowemu (z segregacją innych rodzajów ruchu - z czego nie są zadowoleni ich użytkownicy, patrz badania dotyczące wypadków rowerowych) i celowe nie wyodrębnianie wyraźnego centrum. To ostatnie miało wynikać z rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej - i w związku z tym z braku takowej potrzeby.
Miasto prezentowane w okresie powstawania jako nowoczesne okazało się być jednym z ostatnich utworów myśli urbanistycznej okresu modernizmu, który jednocześnie wykazał jak bardzo jest ona nieudolna. Od tego czasu następuje jej coraz szybszy upadek. Pozwólmy modernistycznej urbanistyce spokojnie przejść do historii, nie próbując na siłę stawać się jej epigonami - ona już od dawna nie wyraza ducha epoki, stanowiąc między innymi odpowiedź na wyzwania ery gwałtownej industrializacji, która juz dawno minęła.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2011-10-02 17:56
Tak sobie myślę, że kiedy już będzie po 9 października. I okaże się, kto zdobył więcej głosów i jaki będzie skład obu parlamentarnych Izb. Wtedy po przejściowych perturbacjach z tworzeniem/ przetasowaniem/ zmianami elit rządzących. Obudzimy się z tymi samymi problemami co teraz.
Wtedy też mam nadzieję, że z większą energią oraz z zapałem spróbujemy je rozwiązać. Z takiego myślenia narodził się był pomysł napisania takiej oto petycji. Której celem jest zyskanie przychylności i zwrócenie uwagi władz państwowych dla problemów Łodzi. Zachęcam do podpisywania oraz współdzielenia.
Łódź to miasto dość specyficzne. Zamieszkałe w większości przez kobiety - niegdyś przez partyjne władze traktowane jako swoisty barometr sytuacji gospodarczej kraju. O bardzo rozległym, wyraźnie zdefiniowanym śródmieściu. Skala obszaru zajmowanego przez obszar śródmiejski jest nieporównywalna do innych miast. Miasto jak wszyscy wiemy - niezniszczone podczas wojny. Jednak bardzo zniszczone poprzez zaniedbania okresu powojennego. I modernistyczne próby przekształceń. Miasto, w którym przez lata niewiele się działo, słynne niegdyś z przemysłu włókienniczego, gdzie produkcja odzieży wciąż próbuje się nieśmiało odrodzić.
Takich inicjatyw jest więcej. Nie wszystkie są tak świetne jakościowo i marketingowo jak powyższa. Wszak centra handlowe w Rzgowie i w Tuszynie, a także handel przy ulicy Brukowej w Łodzi nie wzięły się z niczego. To się dzieje podskórnie, nawet bez dodatkowych zachęt. Nie śledzę ostatnio ogłoszeń ale kilka lat wstecz aż roiło się od takich: "na overlock przyjmę", "szycie - tanio", itd. Tak sobie nieraz myślę, że gdyby ktoś takim ludziom pomógł, to by to wszystko odżyło. Nie trzeba by było tak intensywnie szukać inwestorów z zewnątrz (nie żebym miała coś naprzeciw inwestorom zewnętrznym). Z pozoru wydaje się to tak nietrudne..
Dlaczego ratować śródmieście? Jest kilka powodów. Ponieważ obszar centralny to serce miasta, element jego tożsamości, świadectwo przeszłości i kultury materialnej. Ponieważ gęsta zabudowa stwarza możliwość koncentracji wielu ludzi w ograniczonej przestrzeni, a to przyczynia się do tworzenia nowych wartości i dodaje znaczeń miejskiemu krajobrazowi. Ponieważ jest to obszar uzbrojony i nie ma sensu go zostawić i budować gdzie indziej. Ponieważ wreszcie miasto XIX wieczne o tej skali, ze zdefiniowaną przestrzenią ulic jest wartością samą w sobie. Mnie wydaje się, że fakt że bieda łódzka mieści się w śródmieściu powoduje, że problemów z nią jest znacznie mniej niż gdyby była gdziekolwiek indziej, w zabudowie o innym charakterze.
Dlaczego ratować? O problemach Łodzi w skali kraju głośno. Ubóstwo, wykluczenie społeczne, wysoka przestępczość - kroniki policyjne nie przez przypadek najcześciej cytują wydarzenia z tego miasta. Bezrobocie, obecność enklaw dziedziczonej biedy, która teraz się pogłębia bo jedyne osoby które utrzymywały tamtejsze rodziny - mianowicie niegdysiejsze włókniarki i ich skromne emerytury - już niedługo odejdą, a wraz z nimi ich skromne dochody. Oraz zrujnowana wieloletnimi zaniedbaniami zabudowa, niekiedy grożąca odpadnięciem gzymsu lub innego detalu, a często i zawaleniem. To wszystko wymaga skoncentrowanych i niezwłocznych działań - aby nie stało się slumsem. Tu nie pomoże Nowe Centrum. Nawet najpiękniejsze (i znów - nie żebym miała coś przeciwko nowym założeniom w rejonie dworca, byleby ich intensywność nie przytłaczała) - zresztą dzisiejsze łódzkie śródmieście to przecież w sporej części dawne Nowe Miasto.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2011-09-26 13:13
Cieszy mnie i raduje optymizm związany z dalekosiężnymi planami budowy tego czy owego. W odległej perspektywie czasowej. Dzisiaj np. wyczytałam w Dzienniku Łódzkim że sytuację związaną z wyjeżdżaniem absolwentów wyższych uczelni może poprawić projekt Nowego Centrum Łodzi.
Tylko jakby nie umiem ogarnąć w jakim zakresie i dlaczego budowa nowego supermarketu/ centrum uciech/ biurowca w powiązaniu z dworcem którego nie ma (i bardzo byśmy chcieli żeby powstał) miałaby wpłynąć pozytywnie na rynek pracy w Łodzi. Czy w tych nowych biurach które otworzą swoje podwoje w bezpośredniej bliskości obiektu który być może powstanie zatrudnienie znajdzie gigantyczna liczba absolwentów? Czy to o to chodzi? Bo jeśli tak to mam szereg wątpliwości.
W innej zaś gazecie wyczytałam że Łódź bankami detalicznymi stoi - czy obecność w Łodzi powierzchni biurowej wpływa na to że te banki tu działają? Mnie się wydaje że jest wręcz odwrotnie - to dostęp kadry , w tym głównie informatycznej, niedrogiej pozwala na ich tu działalność i prosperitę. Przypomnę - te banki to firmy na ogół rdzennie łódzkie, nie napływowe.
Z tą powierzchnią biurową to trochę jest tak jak z rozwojem miasta - jeśli się pozwoli na zabudowę na obrzeżach to pozostaje dziurka w środku. Z pustego i Salomon jak wiadomo nie naleje. Analogicznie - bez wzmacniania lokalnego biznesu, bez projektów adresowanych do młodych ludzi, pozwalających im rozwinąć skrzydła tutaj - do nowych powierzchni biurowych przeniosą się już istniejące firmy. Tak jak się stało w Detroit. Tym bardziej że po długiej przerwie związanej z brakiem skutecznego dojazdu wszyscy już zdążą zapomnieć że można z Łodzi dojeżdżać do Warszawy do pracy. Czarnowidztwo? To dlaczego do tej pory nie wiadomo jaki będzie rozkład jazdy pociągów? Jak będzie zorganizowany transport z centrum do stacji Łódź Widzew lub do stacji Łódź Kaliska? Skoro nie wiadomo mozna przewidywać że nie będzie zorganizowany wcale. Tak przecież zazwyczaj to wygląda.
Bardzo podobała i nadal ujmuje mnie idea przeniesienia dworca Łódź Fabryczna pod ziemię. I połączenia dworców linią średnicową. Choćby z tego względu że w bezpośredniej bliskości dworca mogłoby z czasem wyrosnąć miasto o gabarytach zbliżonych do otaczającej struktury. Oraz dlatego że pozostający w strefie dojścia pieszego obszar miałby szansę ulec naturalnej rewitalizacji. Przyjmując nowe funkcje biurowe, mieszkalne, etc. Jednak całkowicie nie zgadzam się z pomysłem budowy tworu nazywanego Nowym Centrum Łodzi, wyobrażanego jako wyspa oddzielonych z otoczenia wieżowców, centrum biznesu, fajerwerków, komercji i nie wiadomo jeszcze czego. To co mogłoby okazać się szansą dla śródmieścia - zgodnie z takimi założeniami dodatkowo przyczyni się do powstania dalszych kontrastów, przede wszystkim społecznych.
Moim zdaniem szansą dla Łodzi jest mądrze prowadzona rewitalizacja śródmieścia traktowanego jako całość. Obejmująca zarówno zagadnienia związane z remontami struktury fizycznej jak i zagadnienia społeczne. Bez oszczędności w tej drugiej strefie. Prowadzona równolegle z przebudową linii kolejowej i budową dworca. Z uwzględnieniem potrzeb łodzian i bez zadęcia. Nazwałabym to Programem Małych Ulepszeń.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
O mnie
Dr inż arch. Małgorzata HANZL
adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego
Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej
Archiwum Bloga
Ulubione blogi
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2013-05-17 11:58
BałutyWelcomeTo do wpisu:
Polityka zniechęcania do rowerowania
Zgadzam się, że infrastruktura jest niewystarczająca. Natomiast nie można nie zauważyć[...]
2013-04-26 09:44
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Polityka zniechęcania do rowerowania
Tyle że to jest jedna z najważniejszych drog rowerowych w mieście. To zniechęca do rowerowania[...]
2013-04-23 20:30
oprocentowanie lokat bankowych do wpisu:
Strategia niezrównoważonego transportu
Wprawdzie nie byłam nigdy w Łodzi ale wiem od znajomych, ze Łódź jest jednym z najgorszych[...]
2013-04-23 20:27
oprocentowanie lokat bankowych do wpisu:
Miasto czy skrzyżowanie?
Rząd musi zrozumieć to, że polskie miasta szybko się rozrastają i trzeba dokładać wszelkich[...]
2013-04-23 20:20
oprocentowanie lokat bankowych do wpisu:
Polityka zniechęcania do rowerowania
Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, ze w tym roku w Warszawie powstało tyle nowych[...]
|