2008-03-31 18:25
 Oceń wpis
   
Władze Pragi-Południe chcą na Euro 2012 zbudować najdłuższą ławkę świata. Dotychczasowa rekordzistka ma 152 metry. Stoi w parku Guell w Barcelonie.

- Będą na niej odpoczywać osoby, które przyjadą na Euro 2012. Po mistrzostwach wzdłuż ławki można będzie organizować sezonowe wernisaże sztuki, happeningi - tłumaczy Monika Suska, radna Warszawy, pomysłodawczyni akcji. - Moja córka w Hiszpanii uczyła się języka i wie, że poziom wiedzy o Polsce jest tam tragiczny. Jeśli w Barcelonie dowiedzą się, że ich ławka już nie jest najdłuższa, a rekord odebrała im Warszawa, na pewno się zainteresują, co to za miasto - twierdzi.



Jak ławka będzie wyglądała? Będzie prosta czy falująca, jak ta w Barcelonie?

- Nie ma jeszcze koncepcji. Trudno też mówić o konkretnej cenie. Mogę powiedzieć jedno: to nie będzie ławka do siedzenia sensu stricte, ale użytkowe dzieło sztuki. Może z marmuru, może z jakiegoś tworzywa - mówi wiceburmistrz Pragi Południe Karpowicz.

źródło: bryla.pl
Tagi: kultura, urbanistyka


2008-03-31 03:03
 Oceń wpis
   
O gustach się ponoć nie dyskutuje. Albo się gust ma albo się go nie ma.
Potrzeba oryginalności wśród Polaków nie jest tajemnicą. Często zdarza się, że nawet w zabudowie szeregowej każdy segment bywa wykończony w inny sposób.


Potrzeba wyrażenia swojej własnej indywidualności i wyróżnienia się z otoczenia jest szczególnie widoczna w zabudowie komercyjnej. Na odcinku ok. 50 km trasy z Warszawy do Sochaczewa możemy wybierać nie tylko pomiędzy różnymi rodzajami wrażeń smakowych. Również potrzeba doznań wizualnych ma szansę zostać zaspokojona. Z przesytem! Kakafonia stylów przydrożnych restauracji i moteli jest zadziwiająca.

Nr 1 Restauracja pod linią wysokiego napięcia.



Nr 2 Restauracja i hotel Mazurkas



Nr 3 Kurna chata



Nr 4 Kuźnia Napoleońska i hot-dog



Nr 5 Hotel przyciąga uwagę kolorystyką



I to wszystko na odcinku zaledwie 50 km...

Wszyscy za wszelką cenę chcielibyśmy się wyróżniać. Pojęcia w rodzaju kontekstu miejsca czy ładu przestrzennego dawno zostały wyrzucone do lamusa. Dotyczy to niestety również tak szacownego zawodu jakim są architekci. Zasada jest prosta: klient żąda - klient dostaje. W razie sprzeciwu klient zmienia architekta.

Nie bez kozery w środowisku architektów zawód ten określany bywa mianem ...najstarszego zawodu świata.


Źródłem zdjęć oraz inspiracją do tego wpisu stała się notatka w Rzeczypospolitej.


2008-03-30 16:37
 Oceń wpis
   
Z mieszanymi uczuciami czytałam o planach Ministerstwa Infrastruktury dotyczących przekazania gminom gruntów należących do Skarbu Państwa, z przeznaczeniem na budowę mieszkań przeznaczonych na wynajem. Przygotowywany projekt ustawy dotyczy przede wszystkim niezabudowanych dotychczas gruntów zlokalizowanych na obrzeżach miast.

Zabudowa mieszkaniowa finansowana ze środków gminnych to przede wszystkim zabudowa wielorodzinna. Taka zabudowa powinna być lokalizowana w pobliżu centrum a nie na obrzeżach. Choćby ze względu na potrzebę obsługi komunikacyjnej, dostępność usług, etc.

Warunkiem pozyskania przez gminy "dziesiątków tysięcy hektarów gruntów" położonych w obrębie miast, należących do różnych agencji rządowych, jest sporządzenie dla tych terenów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego z przeznaczeniem pod zabudowę mieszkaniową.

Tereny te - zlokalizowane w przypadkowych miejscach - nie powinny w automatyczny sposób zostać przekształcone w nowe tereny mieszkaniowe. Sytuacja wygląda różnie w różnych miastach! Ujemny przyrost naturalny w większości miast Polski nie stanowi gwarancji wypełnienia się pozyskanych terenów zabudową, a jedynie przyczyni się do wzrostu chaosu przestrzennego. Rozpraszanie zabudowy, brak pełnego uzbrojenia terenu , brak infrastruktury komunikacyjnej - to tylko niektóre z problemów, z którymi borykają się współczesne miasta. W wielu postępuje degradacja centrów - a wyprowadzenie budownictwa komunalnego na zewnątrz może ją dodatkowo pogłębić.

Idealnym pomysłem byłoby przekazanie terenów byłych agencji rządowych gminom z przeznaczeniem na parki, lasy, tereny otwarte - naturalne rezerwy terenu. Rezerwy, które mogą zostać uruchomione po wyczerpaniu dotychczasowych zasobów. W żadnym wypadku nie ze względu na mniejsze koszty lokalizacji mieszkań komunalnych na obrzeżach miasta. I w żadnym wypadku nie od razu, niejako z automatu, wszędzie w ten sam sposób.

Nie wolno nam zapominać że niezagospodarowana przestrzeń nie jest z gumy, jest ograniczona i powinno się nią gospodarować w sposób racjonalny.
Tagi: ekonomia, gospodarka, prawo, urbanistyka


2008-03-29 00:47
 Oceń wpis
   

Właściciele gruntów rolnych w miastach będą mogli w przyszłości na nich budować. To ważna informacja, bo 44 proc. terenów w miastach to właśnie grunty rolne.

Ministerstwo Infrastruktury chce uprościć procedurę pozyskiwania terenów pod budownictwo i zwiększyć ich podaż w miastach. Dlatego pracuje nad projektem nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (projekt ma trafić do konsultacji społecznych już wkrótce).

Przewiduje się w nim, że władze gmin będą decydowały w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, czy dane grunty rolne przeznaczyć pod budownictwo.

Obecnie grunty odralnia się w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli rada gminy chce przekwalifikować tereny rolne na inwestycyjne, musi mieć na to zgodę ministra rolnictwa albo marszałka województwa – w zależności od klasy gruntów. Ministerstwo chce utrzymać (nie jest to jeszcze do końca rozstrzygnięte) obowiązek pozyskiwania wspomnianej zgody od ministra rolnictwa lub marszałka województwa.

Planuje też utrzymać opłatę za wyłączenie danego terenu spod produkcji rolnej. Płacą ją dzisiaj inwestorzy, którzy mają inny pomysł na zagospodarowanie upatrzonego gruntu. Im lepsza klasa gruntu, tym wyższą. Odrolnienie jednego hektara gruntu pierwszej klasy to obecnie koszt ok. 300 tys. zł. Pieniądze idą na Fundusz Ochrony Gruntów Rolnych, a dysponuje nim marszałek województwa.

źródło: www.rp.pl



2008-03-28 17:50
 Oceń wpis
   
Po upadku Imperium rzymskiego miasto Rzym podupadło. Zniszczeniu uległy świetne budowle starożytnej stolicy imperium. Tadeusz Tołwiński (Urbanistyka Tom I) pisał: "(...) Kapitol pokryły gruzy, porosła trawa i drzewa. Ośrodek dawnej stolicy świata zeszedł do rzędu drobnych mieścin o kilku tysiącach mieszkańców. Na Forum i Kapitolu pasły się kozy przydając dostojnemu wzgórzu nową nazwę: Monte Caprino (Kozia Góra). Szybki rozwój miasta w XIV i XV-tym wieku, pod potężną opieką powracających z Awinionu papieży, prowadzi do rozkwitu i bogatej rozbudowy w wieku XVI i XVII-tym. Ludność miasta dąży do wzniesienia gmachu i placu, który by reprezentował świeckie dostojeństwo Rzymu i odradzającą się jego rolę stolicy. Dawna antyczna aureola korony miasta znowu zabłyśnie nad wzgórzem z chwilą, gdy Michał Anioł przekształci je całkowicie, tworząc zeń monumentalny świecki ośrodek Rzymu papieskiego."

Przed realizacją projektu wzgórze wyglądało jak na poniższej rycinie zaczerpniętej z monumentalnego dzieła Profesora Tadeusza Tołwińskiego Urbanistyka Tom I Budowa miasta w przeszłości. Na szczyt prowadziły 123 strome stopnie sfinansowane w 1348 roku przez Colę di Rienzo - wielbiciela starożytnego Rzymu.



Projekt placu zakładał budowę kilku gmachów użyteczności publicznej. Na wprost na osi wejścia znalazł się pałac Senatu, z południowej i wschodniej strony: pałac Konserwatorów i Muzeum. Otwarcie od strony zachodniej, ujęte w ramy zbiegających się skrzydeł gmachów Konserwatorów i Muzeum, zwrócone było w kierunku położonego poniżej, rozwijającego się miasta.
Wnętrze placu o kształcie rozszerzającego się ku wschodowi prostokąta
tworzyło oprawę dla gmachu Senatu, wzbogacając widoki dalekimi perspektywami Forum Romanum.



Podłoga placu, z eliptycznym wgłębieniem w części centralnej, z płyt ciemnego marmuru wzbogacona została bardzo charakterystycznym rysunkiem. Wykonane z jasnego marmuru stopnie i linie wzoru kierują wzrok obserwatora ku centralnemu punktowi placu, w którym umieszczony został monumentalny, odlany ze spiżu i niegdyś złocony, posąg Marka Aureliusza na koniu.

Oprawę otwarcia widokowego w części zachodniej stanowią mur oporowy i balustrada z grupami rzeźbiarskimi. Ku miastu wiedzie niezbyt stroma rampa. Wyloty boczne placu zamknięte są stromymi schodami prowadzącymi do Skały Tarpejskiej i kościołowi Santa Maria. Plac stanowi jeden z najpiękniejszych przykładów urbanistyki Renesansu we Włoszech.



Przykład Placu na Kapitolu dowodzi jak z pierwotnego chaosu, dysponując ograniczoną przestrzenią i w bardzo trudnych warunkach terenowych, można stworzyć dzieło wielkiej klasy, podziwiane przez kolejne pokolenia wielbicieli geniuszu Michała Anioła.



W kontekście tych rozważań cieszą i jednocześnie martwią (a często też śmieszą i zadziwiają) działania podejmowane przez nam współczesnych.

W artykule wykorzystano informacje zawarte w książce
Profesora Tadeusza Tołwińskiego Urbanistyka Tom I Budowa miasta w przeszłości.
Ilustracje zaczerpnięto z Wikipedii oraz z witryny Das Kapitol heute
Tagi: kultura, historia, urbanistyka


2008-03-26 18:00
 Oceń wpis
   
W ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami zapisana jest możliwość utworzenia "parku kulturowego". Mówią o tym art.16 i 17 wymienionej Ustawy. Od pewnego czasu zastanawiam się jaki cel przyświecał prawodawcy przy formułowaniu tych ustaleń.

Art. 16.
1. Rada gminy, po zasięgnięciu opinii wojewódzkiego konserwatora zabytków, na podstawie uchwały, może utworzyć park kulturowy w celu ochrony krajobrazu kulturowego oraz zachowania wyróżniających się krajobrazowo terenów z zabytkami nieruchomymi charakterystycznymi dla miejscowej tradycji budowlanej i osadniczej.
2. Uchwała określa nazwę parku kulturowego, jego granice, sposób ochrony, a także zakazy i ograniczenia, o których mowa w art. 17 ust. 1.
3. Wójt (burmistrz, prezydent miasta), w uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków, sporządza plan ochrony parku kulturowego, który wymaga zatwierdzenia przez radę gminy.
4. W celu realizacji zadań związanych z ochroną parku kulturowego rada gminy może utworzyć jednostkę organizacyjną do zarządzania parkiem.
5. Park kulturowy przekraczający granice gminy może być utworzony i zarządzany na podstawie zgodnych uchwał rad gmin (związku gmin), na terenie których ten park ma być utworzony.
6. Dla obszarów, na których utworzono park kulturowy, sporządza się obowiązkowo miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.

Art. 17.
1. Na terenie parku kulturowego lub jego części mogą być ustanowione zakazy i ograniczenia dotyczące:
1) prowadzenia robót budowlanych oraz działalności przemysłowej, rolniczej, hodowlanej, handlowej lub usługowej;
2) zmiany sposobu korzystania z zabytków nieruchomych;
3) umieszczania tablic, napisów, ogłoszeń reklamowych i innych znaków niezwiązanych z ochroną parku kulturowego, z wyjątkiem znaków drogowych i znaków związanych z ochroną porządku i bezpieczeństwa publicznego, z zastrzeżeniem art. 12 ust. 1;
4) składowania lub magazynowania odpadów.
2. W razie ograniczenia sposobu korzystania z nieruchomości na skutek ustanowienia zakazów i ograniczeń, o których mowa w ust. 1, stosuje się odpowiednio przepisy art. 131-134 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. - Prawo ochrony środowiska (Dz.U. Nr 62, poz. 627 i Nr 115, poz. 1229, z 2002 r. Nr 74, poz. 676, Nr 113, poz. 984, Nr 153, poz. 1271 i Nr 233, poz. 1957 oraz z 2003 r. Nr 46, poz. 392, Nr 80, poz. 717 i 721).

Najwięcej moich wątpliwości budzi Art.17 Ustawy. Zapisane tu ustalenia są tożsame z tymi zapisanymi w Art.16 ust.6 narzucającymi obowiązek sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Możliwości wprowadzenia ograniczeń zawarte w art. 17 mogą być również wprowadzone poprzez uchwalenie planu miejscowego - są jednymi z wielu ograniczeń jakie ten dokument może formułować. Nie rozumiem w jakim celu dwie uchwały Rady Miasta/Gminy - dotyczące tego samego obszaru - miałyby stanowić to samo.

Bardzo ogólnie sformułowane przepisy mają w intencji ustawodawcy pozostawić
lokalnym społecznościom swobodę decydowania o potrzebie objęcia ochroną zespołu zabudowy. Dostrzegam absurd w tych sformułowaniach - rola, sposób tworzenia i działanie planów miejscowych jest, a w każdym razie powinno być tożsame. Tak jakby idea parków kulturowych wzięła się z niedostatków przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ( lub przede wszystkim - z niedostatków praktyki ich stosowania ) . Trochę jak w starym dowcipie przytoczonym na końcu innego tekstu.

Tagi: kultura, prawo, historia, Ochrona, urbanistyka, zabytki


2008-03-26 03:43
 Oceń wpis
   
"Miasto nie staje się historyczne przez sam fakt zajmowania tego samego miejsca przez długie lata. Przeszłe wydarzenia nie wyciskają piętna na współczesności, jeżeli nie są upamiętnione w historycznych książkach, pomnikach, paradach i poważnych lub radosnych obrzędach uznanych za część ciągle obecnej tradycji. Stare miasto ma w swojej tradycji ciągle obecne zestawy faktów, którymi żywią się kolejne generacje mieszkańców, podtrzymując i stwarzając na nowo swój obraz miejsca. Dumni ze swej przeszłości obywatele miasta mogą taktownie i z wdziękiem zabiegać wokół sprawy podniesienia jego prestiżu (...)".
Yi Fu Tuan-Przestrzeń i miejsce



W łódzkim dodatku GW wyczytałam o odnalezieniu podczas remontu wejścia do sklepu w XIX wiecznej kamienicy w centrum Łodzi ponad stuletniego szyldu dawnej - jeszcze rosyjskiej apteki. Jak pisze GW: "Natychmiast zareagowali młodzi ludzie z Grupy Pewnych Osób. Przysłali zdjęcia. - Może da się to zachować, ma ponad sto lat! - zaapelowali."
Zamieszczone powyżej, niepublikowane w GW, zdjęcie pochodzi z albumu fotografii jednej z osób - link znalazłam na stronie GPO.

O tym między innymi pisał Yi Fu Tuan. Tradycja miejsca tworzy się poprzez upamiętnianie pewnych faktów, zdarzeń - nie tylko przez samo ich zaistnienie.
Potrzebujemy ceremonii po to aby coś dostrzec. Miejsca są interesujące gdy wiemy o ich przeszłości.

Często zdarza się że tradycja miejsca staje się towarem komercyjnym - patrz przykład też łódzkiej Manufaktury. - największego centrum handlowego Europy, powstałego na terenie dawnej fabryki włókienniczej Izraela Poznańskiego. Ale to już temat na osobny tekst.

Tagi: społeczeństwo, historia, partycypacja, społeczna, miejsce


2008-03-25 03:01
 Oceń wpis
   
W Polsce, jak dotychczas partnerstwo publiczno-prywatne jest mechanizmem rzadko wykorzystywanym dla realizacji przedsięwzięć publicznych. Inaczej wygląda to na zachodzie Europy gdzie takie rozwiązania stanowią jeden z fundamentów działania lokalnych samorządów.

Przykładem jest bardzo interesujące założenie placu - salonu miejskiego, które powstało w szwajcarskim St. Gallen. W zamkniętym konkursie, zorganizowanym właśnie w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, wzięło udział sześć zespołów projektowych. Przy ocenie początkowo brano pod uwagę jedynie pięć prac. Szósta, ze względu na spodziewane problemy technologiczne, oryginalność i "całkowitą bezkompromisowość" sprawiała wrażenie niemożliwej do realizacji...Jednak ostatecznie to ta właśnie koncepcja wygrała.

Biznesowe centrum miasteczka zyskało fragment zupełnie nietypowej przestrzeni publicznej - zewnętrznego salonu miejskiego o zupełnie innych niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni meblach i wyposażeniu. Nie znajdziemy tu chodniczków, trawniczków, krawężników, ławek ani konwencjonalnych latarni.
Zresztą zobaczcie sami...



Nowy plac, który powstał w bardzo konserwatywnym miasteczku St. Gallen zyskał akceptację zarówno młodszych jak i starszych mieszkańców. Oryginalny projekt autorstwa Carlos Martinez Architekten i artystki Pipilotti Rist wypełnił i ożywił nudną dotychczas przestrzeń pomiędzy biurowcami banku Raiffeisen. Jednocześnie stał się ikoną miasta, przyciągającą do niego turystów.



Inwestorem przedsięwzięcia był Bank Raiffeisen i miasto St. Gallen. Całkowity koszt przedsięwzięcia wyniósł 3,9 mln USD.

[…] „Dywan” rozpościera się aż po fasady budynków. Relacja pomiędzy tym, co wewnątrz a tym, co na zewnątrz wydaje się być odwrócona, gdyż elewacje budynków mogą być jednocześnie postrzegane jako ściany salonu. Zamazywanie granic zmienia koncepcję przestrzeni miejskiej, która do tej pory postrzegana była głównie jako plac, park czy ulica. Znajdujące się na placu wymyślne, solidnie zakotwiczone znaki drogowe stanowią z jednej strony ironiczny komentarz do istniejącej dżungli oznakowań, a z drugiej świetnie komponują się z resztą „mebli” w tym specyficznym salonie. […]


Autor: Constantin Lauber, Carlos Martinez, Pipilotti Rist


Źródło: Architektura i Biznes


2008-03-23 14:49
 Oceń wpis
   
Wszyscy mamy ustawowo zagwarantowaną możliwość uczestnictwa w procedurze powstawania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Warto i trzeba o tym pamiętać.

Jednak korzystamy z tego prawa najczęściej tylko wtedy gdy opracowywane przepisy dotyczą naszej nieruchomości - czyli gdy nasze prawo do korzystania z własności może zostać ograniczone.

Tymczasem istotą planowania miejscowego, które jest jedną z podstawowych metod działania współczesnej urbanistyki - jest ograniczenie indywidualnego prawa do korzystania z nieruchomości na rzecz interesu ogółu społeczności. Prawie nigdy nie zdarza się by ogół obywateli zainteresowany był planem miejscowym, którego ustalenia mają mu służyć i chronić jego interesy.

Skąd wzięło się planowanie miejscowe?

Początki ograniczeń korzystania z własności nieruchomości sięgają przepisów wprowadzanych dla poprawy warunków bytowych w miastach, w okresie ich gwałtownego rozwoju w czasach rewolucji przemysłowej.

Jednym z pierwszych takich przepisów był francuski edykt - Édit sur les attributions du grand voyer - z 1607. Artykuł 4 tego dokumentu zakazywał, dla uniknięcia zagrożenia pożarem, budowania domów z drewna, oraz wprowadzał uporządkowane linie zabudowy.

Inny przepis , też francuski - z 1667 , określał maksymalną wysokość gzymsów na 16 m, zakazywał wysunięć elewacji poza linię zabudowy i nakazywał tynkowanie elementów drewnianych.

Mniej więcej w tym samym czasie szczegółowe rozporządzenia regulujące
sposób zabudowy wprowadzano w Londynie. Nastąpiło to bezpośrednio po wielkim pożarze , który w 1666 r. zniszczył prawie całe City.

Źródło: Wikipedia.org

W XIX wieku zostały ukształtowane podstawy prawne regulacji planistycznych. Zagęszczenie zabudowy rozwijających się miast wymusiło konieczność zdefiniowania zakresu odpowiedzialności poszczególnych wykonawców działających na terenie miasta. Podejmowane działania, mające na celu poprawę warunków życia ludności miasta, były automatycznie powiązane z ograniczeniem uprawnień jednostki do dowolnego dysponowania należącym do niej terenem. Pojawiło się rozróżnienie pomiędzy prawem własności, a prawem użytkowania terenu, które stanowi podstawę współczesnej urbanistyki.

Realizacja tego założenia odbywała się poprzez wprowadzanie zasad określających sposób zabudowy poszczególnych parcel. Przygotowanie i wstępne zagospodarowanie terenów nadających się pod zabudowę leżało w gestii administracji. Następnie działki były odstępowane lub sprzedawane właścicielom prywatnym, którzy zobowiązani byli do zagospodarowania ich według reguł zapisanych w prawie lokalnym.

W wyniku działań mających na celu uporządkowanie miasta nastąpiło klarowne zdefiniowanie granicy pomiędzy przestrzenią publiczną i prywatną.

Wybrane przepisy z Francji i Anglii - regulujące zagadnienia związane z urbanistyką, wprowadzane dla poprawy warunków bytowych w mieście.
Francja, 1607 Édit sur les attributions du grand voyer, z grudnia 1607, artykuł 4 zakazywał, dla uniknięcia zagrożenia pożarem, budowania z desek drewnianych, oraz wprowadzał linie zabudowy .

Francja, 1667 Rozporządzenie z 18 sierpnia 1667 określało maksymalną wysokość gzymsów w Paryżu na 16m, zakazywało wysunięć elewacji oraz nakazywało tynkowanie fragmentów drewnianych.

Francja, 1783-84 Deklaracja królewska z 10 kwietnia 1783 i les lettres patentes z 28 sierpnia 1784 – uzależniają wysokość elewacji budynków od szerokości ulicy (ustalenia uzupełnione regulacją z 27 lipca 1859 roku dotyczącą ulic szerokich), ustalają maksymalną wysokość kalenicy.

Francja 1808 Prawo regulujące zabudowę otoczenia cmentarzy.

Francja 1810 oraz 1833, 1841 Napoleońskie prawo o wywłaszczeniu pozwalające na pozyskanie terenu na budowę dróg kolejowych, udoskonalone za monarchii lipcowej.

Anglia 1842 - 1845 Prawo „przymusowego zakupu” umożliwiające zakup terenów pod budowę kolei.

Anglia 1842 - 1845 Poważne próby zmierzające do poprawy warunków higienicznych w miastach miały miejsce po reformie wyborczej z 1832; 1842 (raport Chadwick’a) i 1845 (ankieta królewska)

Anglia, 1848 Ogólnopaństwowa ustawa sanitarna - prawo „przymusowego zakupu”, utworzenie Board of Heath.

Francja 1850 Ustawa pozwalająca gminie na zakup terenu dla planowanych przedsięwzięć mających na celu poprawę warunkó2)w sanitarnych.

Francja 1852 Dekret senacki uprawniający do wywłaszczenia na mocy decyzji władzy wykonawczej , dekret dotyczący linii zabudowy i wznoszenia budowli w Paryżu

Francja, lata 50-te XVIII wieku Wśród ustaleń wprowadzonych przez prefekta Paryża Haussmanna znalazło się prawo określające minimalną wysokość kondygnacji – 2,60m, wielkość podwórek oraz maksymalną wysokość zabudowy w obrębie podwórek.

Francja 1858 Dekret ustalający że tereny wzdłuż ulic, wywłaszczone i zabudowane przez państwo, powrócą do dawnych właścicieli. Pierzeja uliczna staje się granicą przestrzeni publicznej i prywatnej.

Francja 1887 Ustawa o ochronie zabytków architektury.

Francja 1902 Podstawa prawna do wydawania przepisów sanitarnych dla miast: możliwość ustanawiania obowiązku uzyskiwania pozwoleń budowlanych oraz sprawdzania wykonanych budów z wydanymi pozwoleniami

Anglia 1909 Housing and Town Planning Act
Tagi: prawo, urbanistyka, mojemiasto.org.pl, plan miejscowy


2008-03-22 17:23
 Oceń wpis
   
Coś się dzieje. W powietrzu zapachniało wiosną. Czyżbyśmy dochodzili do momentu kiedy zaczyna się odtwarzać lokalne poczucie wspólnoty, przynależności do miejsc, do społeczności ? Może to są jeszcze zbyt daleko idące wnioski. Faktem natomiast jest iż zaczynamy dbać o najbliższe otoczenie - i to nie tylko własne prywatne, ale również to najbliższe wspólne, przynależące do grupy osób.

Skąd taki pomysł? Coraz więcej znajduję w prasie informacji dotyczących lokalnych działań na rzecz poprawy jakości najbliższego środowiska. Warszawiacy z Osiedla Kabaty urządzają park na terenie przylegającym do ich osiedla.

Cytując za Jackiem Powałką - organizatorem akcji Nasz Park słowa Bernarda Shaw: "Ludzie rozsądni przystosowują się do świata, jaki zastali. Ludzie nierozsądni zmieniają świat do własnych potrzeb. Zatem wszelki postęp jest dziełem ludzi nierozsądnych" - czyżbyśmy nareszcie stawali się nierozsądni?


źródło: GW

W Łodzi na terenie niedawno utworzonego "parku leśnego" na Retkini Fundacja Art of Living organizuje 19 kwietnia akcję Sadzimy drzewa. Leśnictwo miejskie obiecało dostarczyć sadzonki, niezbędne łopaty i rękawice.

W Koszalinie, na tyłach osiedla zabudowy szeregowej, na gruncie gminnym, zorganizowano kilka lat temu z inicjatywy późniejszej radnej Pani Ireny Śmiałek Park Dostępny. Zagospodarowując w ten sposób fragment nieużytku, gdzie wcześniej okoliczni mieszkańcy wyrzucali śmieci.

Młodzi Wrocławianie, skupieni wokół Wrocławskiego Stowarzyszenia Multimedialnego, zorganizowali w lutym b.r. manifestację - happening pod hasłem Piękna Polska. Wymachując mieczami domagali się większej dbałości o jakość rozwiązań architektonicznych i urbanistycznych w swoim mieście.



W Łodzi członkowie Grupy Pewnych Osób wyróżnili miejsca szczególnie szpetne i zaniedbane przyznając im Czarne Kropy. Głośno było o tej akcji na łamach prasy i na Łódzkim Forum GW. Rezultatem stała się mapa miejsc odznaczających się: 1. wyjątkową brzydotą, 2. wyjątkowym brudem, 3. wyjątkowym „coś tu nie pasuje”. Mapa trafiła do władz lokalnych z żądaniem poprawy sytuacji.





Członkowie Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Osiedla Kapuściska w Bydgoszczy złożyli wniosek o wpisanie ich osiedla do planu rewitalizacji miasta. Liczą na pozyskanie pieniądzy z Unii Europejskiej.




Długo by tak można było wymieniać. Na koniec jeszcze jedna akcja: Stowarzyszenie Sąsiedzkie Włochy z Warszawy zbiera podpisy pod akcją Dość Chaosu, Planuj z Głową. Celem jest zmiana przepisów dotyczących zagospodarowania przestrzeni dla przeciwdziałania ogólnemu, narastającemu chaosowi.



Czyżby wiosna? Może nie "ludów", ale jednak?
Tagi: edukacja, społeczeństwo, partycypacja, urbanistyka, mojemiasto.org.pl


2008-03-22 01:09
 Oceń wpis
   
Brutalizm jest prawdopodobnie najbardziej nielubianym i niezrozumianym stylem architektonicznym XX wieku. Jego nazwa pochodzi od francuskiego béton brut oznaczającego surowy beton. Nazwę wymyślili brytyjscy architekci Alison i Peter Smithson. Chcieli oni wyraźnie odróżnić się od ostatniego pokolenia modernistów, które według propagatorów nowego stylu całkowicie rozminęło się z własnymi ideałami.

Brutalizm rozpowszechnił się na dobre w latach 70 tych jednakże jego początki pochodzą z inspiracji Le Corbusierem, a zwłaszcza jego późnomodernistycznymi Unité d'Habitation w Marsylii oraz Secretariat Building w Chandigarh.




Ideologowie brutalizmu głosili, że użycie materiałów w architekturze powinno być przemyślane na nowo. Trzeba odrzucić kontekst i metafory. Nie udawać, że masy zbrojonego betonu to coś więcej niż tylko materiał konstrukcyjny. Dlatego też brutalistyczne budowle pozbawione są jakiegokolwiek wykończenia, a z bliska można dostrzec teksturę drewna używanego do szalunków odciśniętego na surowym betonie.



Budynek może uchodzić za brutalistyczny, również dzięki twardym i surowym kształtom, blokowatemu wyglądowi i ekspresji elementów strukturalnych. Bryła budynku zależy od kształtu i umiejscowienia poszczególnych pomieszczeń, zazwyczaj dominuje w niej chęć podkreślenia jej masy i nieregularności.




Brutalizm jest powiązany z modernizmem i minimalizmem a często nawet z nimi mylony. Wiele cech mają wspólnych - fascynacja geometrią, zbrojonym betonem i regularnością. Na tym tle brutalizm wyróżnia się czasem przerażającym a czasem fascynującym użyciem elementów całkowicie niepasujących do reszty struktury budynku oraz wspomnianą nieregularnością. Innym częstym elementem jest "wyrzucenie" na zewnątrz wielu funkcji budynków. Na przykład teoretyzowano, że ciągi piesze takie jak klatki schodowe, korytarze, estakady i przejścia podziemne powinny wyróżniać się już z zewnątrz budynku oraz nie przecinać nawzajem.



Brutalizmowi towarzyszyła utopijna ideologia społeczna. Chodziło o budowę nowego społeczeństwa, w którym estetyka nie górowałaby na poczuciem etyki. O zerwanie z konformistycznym zamiłowaniem do piękna i porządku. Przegrana społeczna ludzi zamieszkujących część z masowo powstających brutalistycznych blokowisk, powiązana z kryzysem energetycznym i wynikającym stąd zjawiskiem "urban decay" lat 70 tych doprowadziła do upadku brutalizmu zarówno pod względem ideologicznym jak i architektonicznym.



Najbardziej znanym przedstawicielm brutalizmu w Polsce jest z pewnością katowicki dworzec. Nowoczesna, kielichowa konstrukcja dachu, umożliwiła zastosowanie całkowicie przeszklonych ścian. Betonowa konstrukcja, która dotychczas była skryta pod tynkiem, została w Katowicach po raz pierwszy na taką skalę w Polsce obnażona i to w całej swej okazałości, ukazując misterną fakturę odciśniętego drewnianego szalunku.



Zdanie zachwytu wypowiedziane przez krytyków architektury z ówczesnej epoki - "barbarzyńska siła jego olbrzymich blokowatych występów i wystających wsporników mnożących się nad iglastymi drzewami ogrodu botanicznego budzi zachwyt godny mastodonta", pozwala zastanowić się nad przemijaniem stylów architektonicznych. Może to, co nam podoba się dzisiaj będzie uchodzić za synonim tego, co ekstremalnie brzydkie zaledwie 30 lat później.


źródło: bryla.pl

Tagi: miasto, styl, Moje, brutalizm, architektura, beton


2008-03-21 15:48
 Oceń wpis
   
A może tak domek pod miastem, własny ogródek... Kto z nas planując powiększenie czy zakup mieszkania nie rozważał takiej alternatywy? Prawda, że kusząca? I ekonomicznie całkiem uzasadniona, pod miastem bowiem taniej kupić dom niż w mieście średnie mieszkanie. Racjonalnie to wszystko wygląda...na pierwszy rzut oka.



Typowe przedmieścia Warszawy - powyższe zdjęcie to podwarszawski Aleksandrów. Podobnie jest w okolicach innych wielkich miast. Jeszcze niedawno pola, a od niedawna niekończące się osiedla domów jednorodzinnych. Przede wszystkim doskonałe źródło dochodu dla niegdysiejszych rolników. Parcelujemy i sprzedajemy... im więcej działeczek da się wykroić tym lepiej. Kiedyś z jednego hektara było tylko 8-10 kwintali żyta teraz, jak sie dobrze pomyśli będą i 4 działki. I nic to, że brak infrastruktury - szczególnie kanalizacji. Brak dróg. Dojazd za pośrednictwem "sięgaczy " o nawierzchni gruntowej, zakończonych lub nie placykiem manewrowym, bez chodnika. Przecież jakoś to będzie, na co komu ład i porządek, o infrastrukturze pomyślimy później...najważniejsze, że grilla zrobimy sobie już w naszym mini-ogrodzie.

Każdy dom w tych "osiedlach" jest inny. Im bogatszy i większy - niezależnie od wielkości przypisanego terenu - tym lepiej. Im bardziej indywidualnie, co często oznacza dziwnie wręcz kiczowato tym wspanialej.



Po jakims czasie orientujemy sie, że w pobliżu nie ma szkoły, przedszkola, fryzjera, sklepu ani biblioteki. Nie ma placów zabaw - bo przecież każdy ma swoją działeczkę. Nie ma chodników, nikt nie chodzi na piechotę. Wszyscy jeżdżą samochodami. Nie ma niczego. Nigdy nie było i bardzo długo nie będzie.



Ikona dzieciństwa - domek z ogródkiem. Spełnienie snu o Ameryce. Wielkomiejski snobizm - zbudować dom, posadzić drzewo i inne tego rodzaju wielkopańskie dyrdymały. Stereotyp że taniej. Stereotyp bo czas to pieniądz, a my tego pieniądza dziennie na dojazd poświęcimy grubo ponad godzinę. Stereotyp bo koszty paliwa i utrzymania dwóch a nierzadko i trzech samochodów. Stereotyp, bo często po zakup pudełka zapałek musimy jechać kilka kilometrów.



W Stanach wielkomiejska, snobistyczna moda na podmiejski domek przeminęła już dawno. Na zachodzie Europy restrykcyjne prawo lokalne nie pozwala na niczym nieskrępowane, "radosne" rozprzestrzenianie się zabudowy, gdyż generuje ono dla gminy olbrzymie koszty obsługi takiego terenu. Dla gminy a więc dla wszystkich.
O kosztach dla krajobrazu i środowiska nie ma co wspominać. To niemodne.
U nas, w Polsce nadal jednak trwa zapatrzenie na Zachód.
Szkoda tylko, że na ten sprzed 25 lat.

Więcej na ten temat w artykule Mapa podmiejska
Tagi: ekonomia, dom, chaos, miasto, urbanistyka, Moje


2008-03-21 03:26
 Oceń wpis
   

Niemieckie biuro projektowe GMP Architekten z Akwizgranu  zostało wybrane na projektanta dachu, który przykryje największy polski stadion - Śląski w Chorzowie.

Dach ma być przezroczysty z ażurową konstrukcją korony. Przykryje widownię, ale nie murawę. Zlikwidowane zostaną maszty oświetleniowe a nowe jupitery znajdą się pod dachem. Liczba krzesełek wzrośnie z 47 do 50 tysięcy. Konstrukcja (oparta na 40 kolumnach) będzie surowa, z daleka przypomina przemysłowe konstrukcje, których nie brak na Górnym Śląsku. Architekci chcieli podkreślić jego otwartość. Podczas wieczornych imprez łuna światła będzie nadal biła od stadionu. Projekt nazwano roboczo "koroną Śląskiego"




GMP Architekten to olbrzymie biuro projektowe z ponad czterdziestoletniąletnią tradycją. Stąd wyszedł np. projekt nowego Dworca Centralnego w Berlinie (Lehrter Bahnhof) z dwustumetrowym szklanym dachem przykrywającym perony, a także Chińskiego Muzeum Narodowego przy placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. Architekci mają też doświadczenie przy modernizacji stadionu w Berlinie, co może przydać im się w Chorzowie. W stolicy Niemiec przebudowali pamiętający jeszcze hitlerowskie czasy Stadion Olimpijski z 1936 roku. Zdaniem specjalistów wyszli z tego zadania obronną ręką: zachowali betonowo-kamienne Koloseum, ale dodali do niego dach rozpięty na lekkiej stalowej konstrukcji. Architekci projektowali też duże obiekty sportowe w Europie, Chinach oraz RPA.

W Polsce wygrali zamknięty konkursu na projektu Stadionu Narodowego dla Warszawy, który ma być główną areną Euro 2012. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Niemieckim architektom zarzucono, że w Warszawie powielili swój wcześniejszy projekt stadionu Greenpoint w RPA. Oni sami zapewniają, że podobna jest tylko geometria dachu, a konstrukcja i materiały będą zupełnie inne.


źródło:sport.pl
Tagi: euro, miasto, 2012, Moje, stadion, śląski


2008-03-20 19:31
 Oceń wpis
   

Władze Krakowa szukają pomysłów na zagospodarowanie bulwarów wiślanych. Pomóc w tym ma ogłoszony konkurs na opracowanie koncepcji urządzenia nabrzeży.

Krakowska dolina Wisły, zielony kręgosłup miasta, jest dziś jednym z najcenniejszych, a tym samym najatrakcyjniejszych obszarów inwestycyjnych w stolicy Małopolski.

W ubiegłym roku w krakowskim magistracie zapadła decyzja o rozpoczęciu prac nad planem miejscowym dla krakowskich bulwarów, na odcinku od mostu Zwierzynieckiego po stopień wodny Dąbie. Pomysłów na urządzenie nabrzeża dostarczyć ma ogłoszony konkurs urbanistyczno-architektoniczny, zorganizowany przez krakowski oddział SARP-u na zlecenie Biura Planowania Przestrzennego.

Ważny interes mieszkańców, nie inwestorów

- To konkurs studialny, a nie realizacyjny. Interesują nas przede wszystkim wizje wychodzące poza zakres realiów inwestycyjnych. Oczekuję, że rozwiązania zaproponowane przez jego uczestników pozwolą na wskazanie wytycznych do planu miejscowego, nad którym pracują planiści z Biura Planowania Przestrzennego - komentuje przewodniczący sądu konkursowego prof. Andrzej Wyżykowski, główny architekt miasta. - Propozycje, które pojawią się w projektach konkursowych, mają dać asumpt do stworzenia spójnej i zróżnicowanej wizji kształtowania bulwarów.

- Kwestia zagospodarowania nabrzeży Wisły powinna być rozpatrywana w kontekście wielkiego dziedzictwa narodowego i światowego - tłumaczy dr Zbigniew Beiersdorf, przewodniczący rady konfederatów Cracovia Urbs Europea - To wyjątkowe miejsce wymaga zachowania różnorodności na jego poszczególnych odcinkach. Nie można dopuścić do tego, aby bulwary stały się tunelem zabudowanym z obu stron apartamentowcami, ważne, aby zachowały charakter przestrzeni otwartej na pejzaż Krakowa. Plan zagospodarowania wymaga zatem uwzględnienia interesu wszystkich mieszkańców miasta, a nie inwestorów, którzy będą rwali pod siebie, aby zyskać jak najwięcej terenu pod zabudowę.

Co podpowiedzą uczestnicy konkursu?

O tym, że plan miejscowy dla doliny Wisły jest potrzebny, mówi się nie od dziś. Jego brak pozwala bowiem inwestorom na znacznie swobodniejsze zabudowywanie tego szczególnie cennego dla miasta obszaru, który wraz z początkiem boomu budowlanego znalazł się na celowniku deweloperów. Nabrzeże staje się powoli jedną z nowych, krakowskich wysp luksusu.

- Atrakcyjnym elementem Starego Miasta są zabytki. W przypadku okolic Wisły są to właśnie widok na Wawel oraz sąsiedztwo rzeki, które powodują, że zainteresowanie tymi terenami wzrasta - mówi Tim Hill, analityk z portalu Mamdom.com.

Bulwary powinny jednak stać się nowym salonem miasta, a nie drugim zabudowanym apartamentowcami Ruczajem.

W magistrackim BPP rozpoczął się więc wyścig z czasem. Ogłoszony konkurs ma pomóc miejskim urbanistom w stworzeniu wytycznych, które określą przyszły wygląd oraz funkcje bulwarów.

- Koncepcje architektów powinny przede wszystkim skupić się na tym, co, i w którym miejscu można budować, a gdzie nie należy tego robić, a także, jaka powinna być dopuszczalna wysokość nowej zabudowy oraz jej odległość od koryta rzeki - wylicza prof. Wyżykowski. - Projektanci muszą też wziąć pod uwagę inwestycje już zaplanowane, takie jak kładki: przez Wisłę, sztuczna plaża, nie zapominając również o funkcji kulturalnej, bez której nie potrafię wyobrazić sobie tego miejsca.

O tym, jakie wizje wykorzystania potencjału bulwarów zaproponują uczestnicy konkursu, dowiemy się w czerwcu.

źródło:gazeta.pl/Kraków


2008-03-20 10:12
 Oceń wpis
   
W konkursie na wizję miasta przyszłości ogłoszonym przez telewizyjny History Channel zwyciężył projekt Hydro-net autorstwa biura IwamotoScott.

Zespoły startujące w konkursie miały jedynie tydzień na opracowanie koncepcji wyglądu San Francisco za 100 lat, oraz 3 godziny na skonstruowanie swoich modeli. Zwycięski projekt zakłada, że miasta przyszłości będą musiały poradzić sobie z gwałtownym zwiększeniem liczby ludności oraz z problemem dostarczenia mieszkańcom wszystkich potrzebnych dóbr.




Las biomorficznych wież wyrastających z terenów przyległych do zatoki San Francisco ma być odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na przestrzeń życiową. Wzrastające tam plantacje morskich alg mają być wykorzystywane do wytwarzania wodoru, który stać się ma podstawowym paliwem świata przyszłości. Gaz ten transportowany systemem nanorurek węglowych poprzez tunele pod miastem dostarczać ma energię potrzebną do zasilania wszelkich urządzeń. Ma on być także paliwem dla podstawowego środka transportu przyszłości - podziemnych kolejek lewitujących ponad futurystycznym torowiskiem.

Tunele pod miastem będą służyły również do transportu wody jak i energii cieplnej uzyskiwanej ze znajdujących się pod miastem źródeł geotermalnych. Za budowę systemu kanałów odpowiedzialne mają być zautomatyzowane roboty, zaprogramowane do drążenia tuneli oraz wzmacniania ich za pomocą nanorurek.

Wszystko to brzmi bardzo pięknie, ale wygląda raczej na zlepek chwytliwych haseł, wyszukanych w niezliczonych publikacjach popularnonaukowych, dobrze wymieszanych, oraz podanych w modnym ostatnio organiczno - architektonicznym sosie. Jak koncepcje projektantów z San Francisco mają się do jakości życia oraz takich pojęć jak urbanistyka oraz i wizerunek miast przyszłości raczej nie będziemy się pytać...


źródło: bryla.pl / inhabitat.com
Tagi: miasto, urbanistyka, Moje, przyszłości


2008-03-19 21:32
 Oceń wpis
   
Choć apartamenty w wielkich miastach kuszą luksusem i elegancją i tak przegrywają ze spokojem wiejskiego krajobrazu. Jak wynika z sondażu Pentora przeprowadzonego na zlecenie „Wprost”, ponad jedna trzecia Polaków, chciałaby zamieszkać na "wsi."

– Pod hasłem „wieś" nasi rodacy rozumieją miejsce z dala od zgiełku wielkich miast. Dla jednych będzie to kilkadziesiąt kilometrów od centrum, dla innych peryferyjna dzielnica.

Aż 36,5 procent ankietowanych na pytanie, gdzie chcieliby zamieszkać, gdyby mieli możliwość wyboru, odpowiada: "na wsi". Blisko co czwarty Polak chciałby osiedlić się na przedmieściach dużego miasta. Centrum metropolii - gdzie mieszkanie chciałoby mieć tylko 8,4 proc. pytanych - przegrywa zdecydowanie nawet z miastem małym i średniej wielkości (odpowiednio 14,7 i 16,8 proc.)

Absurdalnie wysokie ceny - to według specjalistów główna przyczyna ucieczki Polaków z miast. Sytuacja na rynku nieruchomości zmieniła się zwłaszcza w ciągu ostatnich trzech lat. – Dziś po prostu opłaca się budować dom. I to nie tylko wtedy, gdy robimy to na własną rękę, ale także korzystając z usług deweloperów. Koszt metra kwadratowego domu to około 3500 zł. Czyli, przeliczając za cenę 80-metrowego mieszkania można wybudować dom.

Na razie jednak nadal spośród osób, które w najbliższym roku planują zakup nieruchomości, aż 58 proc. chce kupić mieszkanie a 38 proc. dom. Już za trzy lata zainteresowanie domami ma jednak wzrosnąć do 64 proc., a mieszkaniami spaść do 32 proc. Tak wynika z badań „Rynek mieszkaniowy 2007. Popyt i preferencje nabywców" przeprowadzonych przez spółkę Nowy Adres. W 2007 r. w Polsce wydano ponad 100 tys. pozwoleń na budowę, czyli prawie o 40 proc. więcej niż dwa lata temu.

źródło: wprost.pl
Tagi: ekonomia, dom, miasto, urbanistyka, Moje


2008-03-19 08:58
 Oceń wpis
   
Amerykański ideał życia w domu z ogródkiem na przedmieściu, "posiadania psa, samochodu i dużej lodówki" od początku lat osiemdziesiątych przeżywa kryzys. Jest nieekonomiczny. I to pomimo zastosowania różnych ekologicznych rozwiązań typu baterie słoneczne, wykorzystania energii geotermalnej, ściany retencyjne.

Problemem jest brak właściwych rozwiązań urbanistycznych, a przede wszystkim rozproszenie zabudowy. Koszty życia na luźno zabudowanych przedmieściach nigdy nie będą niskie.

Poniższe zdjęcie lotnicze pokazuje miasteczko wybudowane w latach 50-tych ubiegłego wieku. Wzdłuż ulic nie było chodników, wszyscy jeździli samochodami, nie było lokalnych centrów usług, początkowo nie przewidziano również szkół ani przedszkoli... Skąd my to znamy? - Toż to wypisz wymaluj charakterystyka tego co wydarza się ostatnio w okolicach większości polskich dużych miast.




W Ameryce na początku lat osiemdziesiątych pojawił się ruch noszący nazwę New Urbanism, nawołujący do koncentracji zabudowy. Jako wzór wskazywane są typowe miasteczka europejskie.

Tymczasem co robimy? Z uporem godnym lepszej sprawy lansujemy model amerykański z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. I to pomimo całej świadomości kosztów tego modelu. Tylko po co?

Zwolennicy ruchu New Urbanism proponują model miasteczka, w którym można wszędzie dojść na piechotę - walkable town - jak na zdjęciu poniżej.

Źródło: http://www.newurbanism.org/sprawlcosts.html

Więcej w artykule Ucieczka z McRezydencji
Tagi: ekonomia, prawo, miasto, urbanistyka, zabudowa


2008-03-19 01:10
 Oceń wpis
   
Metalowe, drewniane, kamienne – nad polskimi jeziorami i rzekami wyrasta coraz więcej ogrodzeń, które blokują przejście nad brzegiem. Takie działania często naruszają prawo do powszechnego korzystania z wód publicznych i są karalne. Grzywny sięgają 5 tysięcy złotych.

Działka czy domek nad wodą to marzenie niejednego Polaka. Wielu z nas jest posiadaczami takich nieruchomości. Ale polskie przepisy gwarantują każdemu prawo do korzystania z wód publicznych, których właścicielem jest Skarb Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego. Każdy, kto ma na to ochotę, może się w nich wykąpać, napoić zwierzęta, pospacerować nad brzegiem, wędkować czy uprawiać sporty wodne. Aby to było możliwe, każdy powinien mieć dostęp do wody np. od strony drogi.

Konflikt interesów

Nad niektórymi rzekami i jeziorami domy stoją tak ciasno, że powszechny dostęp do wody staje się fikcją. Z jednej strony właściciele nieruchomości przylegających do wód i ich prawo, choćby do prywatności, z drugiej przybysze, którzy pragną korzystać z dobrodziejstw natury. Problem narasta wiosną i latem, zwłaszcza w regionach atrakcyjnych pod względem turystycznym. Potęgują go ogrodzenia blokujące przejście nad brzegiem. Bywa, że płoty wręcz stoją w wodzie. – Dostajemy sporo skarg od turystów i żeglarzy, że brzegiem jezior nie da się przejść. Przypadki łamania zakazu grodzenia wykrywamy również sami podczas kontroli w terenie – przyznaje Jerzy Bujno, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska, Gospodarki Wodnej i Rolnictwa w Starostwie Powiatowym w Giżycku.

Najwięcej pretensji mają wędkarze. – Walczymy z tym zjawiskiem od lat, lecz jest to syzyfowa praca. Gdy uda się zlikwidować jedno, niedaleko wyrasta nowe ogrodzenie. Dotarcie do niektórych łowisk jest niemożliwe – twierdzą zrzeszeni w Polskim Związku Wędkarzy. Na dowód przedstawiają zdjęcia ogrodzonych brzegów.

Sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna, jak się wydaje, a rozpoznanie, czy doszło do złamania prawa, utrudniają skomplikowane przepisy. – Nie wszystkie zbiorniki wodne są objęte zakazem grodzenia. Osobie nieznającej miejscowej mapy hydrograficznej trudno stwierdzić, czy ogrodzenie ma prawo stać, czy nie – mówi Iwona Koza, zastępca prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. – Jeśli zaś chodzi o dostęp do wód publicznych, to przyczyn problemów upatruję w zaniechaniach lokalnych samorządów.

Korzystaj tylko z wody publicznej

Ustawa z 18 lipca 2001 r. – Prawo wodne (DzU z 2005 r. nr 239, poz. 2019 ze zm.) zapewnia każdemu prawo do korzystania z wód publicznych – do zaspokajania potrzeb osobistych, gospodarstwa domowego lub rolnego, lecz bez stosowania specjalnych urządzeń technicznych, takich jak np. pompy – a także do wypoczynku, uprawiania turystyki, sportów wodnych oraz, na zasadach określonych w odrębnych przepisach, amatorskiego połowu ryb.

Ale nie wszystkie wody w Polsce są wodami publicznymi. Do Skarbu Państwa należy morze oraz śródlądowe wody powierzchniowe płynące, czyli wszystkie rzeki, potoki, strumienie, wody w kanałach, większość jezior, niektóre sztuczne jeziora oraz wody podziemne. Powszechnym korzystaniem nie są jednak objęte wody podziemne oraz wody prywatne, do których mogą należeć wyłącznie naturalne lub sztuczne wody stojące, czyli niezwiązane bezpośrednio z żadnym ciekiem naturalnym.

– Wbrew powszechnemu mniemaniu w Polsce mamy naturalne jeziora będące własnością osób prywatnych i przedsiębiorstw – mówi Iwona Koza, wiceprezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. – Ich właściciele mogą udostępnić te wody innym na wyznaczonych przez siebie zasadach.

Z powszechnego korzystania są również wyłączone części wód publicznych objęte decyzją o utworzeniu obrębu hodowlanego ryb lub strefy ochronnej dla ujęć wody. O ich istnieniu powinny jednak informować tablice na lądzie i na wodzie.

Dojście za odszkodowaniem

Wyobraźmy sobie jezioro, nad którym pobudowali się letnicy. Działka przy działce. Żeby dojść do plaży, trzeba nadłożyć spory kawałek drogi, bo żaden z właścicieli nie zechce przepuszczać intruzów przez swoją działkę. Czy mają do tego prawo?

– Zakaz grodzenia brzegów rzek i jezior nie może być utożsamiany z obowiązkiem zapewnienia dostępu do wody – mówi Iwona Koza. – Wprawdzie oba obciążają właściciela nieruchomości, ale wynikają z różnych przesłanek i są osobno uregulowane w prawie wodnym.

Właściciel nieruchomości ma obowiązek udostępnić ją na potrzeby robót związanych z utrzymaniem wód oraz ustawieniem znaków żeglugowych lub hydrologiczno-meteorologicznych urządzeń pomiarowych. Należy mu się za to odszkodowanie od właściciela wody albo tych urządzeń.

Nieco inaczej jest z zapewnieniem dostępu do wody w ramach powszechnego korzystania z wód publicznych. Do jego urzeczywistnienia potrzebna jest decyzja wójta, burmistrza lub prezydenta (art. 28 prawa wodnego). Dopiero gdy urząd wyznaczy części nieruchomości umożliwiające dostęp do wody, właściciel zobowiązany jest je udostępnić np. turystom. Niezadowolony właściciel nie może zaskarżyć decyzji, ale ma prawo kwestionować wysokość odszkodowania, które w takim przypadku przysługuje mu z budżetu gminy.

– Samorządy, którym zależy na turystach i dobrym wizerunku, powinny wyznaczać nieruchomości zapewniające powszechny dostęp do wód. To leży w interesie samych właścicieli nieruchomości – uważa Iwona Koza.

Zabronione płot i tabliczka

Trudno sobie wyobrazić, by osoby korzystające z wód publicznych zostały pozbawione prawa wydostania się na brzeg. – To również kwestia bezpieczeństwa tych osób – przekonuje Iwona Koza. – Kajakarz może stwierdzić, że nie uda mu się przepłynąć odcinka rzeki, więc przepisy muszą mu zagwarantować dostęp do brzegu i przejście do innego miejsca, drogi, przystani. Stąd wziął się zakaz grodzenia brzegów.

Artykuł 27 prawa wodnego zabrania grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Oznacza to, że nie tylko samo ogrodzenie jest niezgodne z prawem, ale również postawienie tabliczki z napisem „Wstęp wzbroniony”.

Oczywiście zakaz grodzenia nie oznacza, że właściciel posesji musi się godzić na coś więcej niż tylko przejście przez jego posesję. Pas gruntu nadal jest jego własnością. Może zatem zabraniać biwakowania, wędkowania, jeżdżenia rowerem itp. Czy może pobierać myto za przejście? Artykuł 140 kodeksu cywilnego przewiduje, że ma prawo pobierać pożytki i inne dochody z nieruchomości, ale w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego. Prawo wodne nic nie mówi o pobieraniu opłat, sądy zaś mogłyby je uznać za sprzeczne z zasadami społecznego współżycia.

Zakaz grodzenia ma swoje niuanse i nie dla wszystkich jasne są zasady jego obowiązywania. Przepis art. 27 prawa wodnego mówi o obowiązku pozostawienia wolnego przejścia o szerokości 1,5 m od linii brzegu. A zatem zakaz ma zastosowanie tam, gdzie jest linia brzegu.

– Pojęcie to dotyczy tylko naturalnych wód płynących, czyli rzek, strug, strumieni, potoków i jezior, ale w przypadku tych ostatnich tylko wtedy, gdy są to jeziora przepływowe i nie zostały sztucznie podpiętrzone – mówi Iwona Koza. – Zakaz grodzenia nie obejmuje zatem kanałów, rowów oraz jezior, w których naturalna linia brzegu została przykryta zwierciadłem podpiętrzonej wody.

Niektóre rzeki czy jeziora mają zmienną linię brzegu, zależnie od pory roku, ilości opadów. Brzegiem innych jest skarpa. To utrudnia określenie, gdzie może stać ogrodzenie. W takich przypadkach linię brzegu określa się jako krawędź skarpy lub linię stałego porostu traw. W razie wątpliwości linia brzegu może być wyznaczona w urzędowej decyzji według średniego stanu wody z co najmniej ostatnich dziesięciu lat.

Właściciele nadwodnych działek mają wątpliwości, czy muszą utrzymywać pas wolnego przejścia w stanie umożliwiającym to przejście. Na przykład usunąć pień zwalonego drzewa, wycinać krzewy. Przepisy na ten temat milczą, więc należy domniemywać, że nie mają takiego obowiązku. Nie powinni tam jednak sadzić roślin utrudniających przejście, choćby krzewów róż.

Prawo swobodnego przejścia nie obejmuje pomostów i przystani. Można z nich korzystać wyłącznie po uzyskaniu zgody właściciela. – Warto wspomnieć, że na budowę nawet najmniejszego pomostu wymagane jest pozwolenie wodnoprawne, o czym właściciele nieruchomości i wędkarze często zapominają – podkreśla Iwona Koza.

Dlaczego bojkotują?

Właściciele nadwodnych posesji czasami nie zdają sobie sprawy z zakazu stawiania ogrodzeń. W razie wątpliwości, czy nad danym zbiornikiem wodnym taki zakaz obowiązuje, można zadzwonić do jednego z regionalnych zarządów gospodarki wodnej. Wkrótce mapy hydrograficzne Polski mają być dostępne w Internecie i będzie można samodzielnie wyczytać z nich informację o statusie wód.

Ale w większości przypadków ludzie grodzą brzegi zupełnie świadomie. Nie odstraszają ich nawet wysokie grzywny, do 5 tys. zł.

– Każdy złamany zakaz zgłaszamy policji, to ona decyduje, czy skierować sprawę do sądu – mówi Jerzy Bujno ze Starostwa Powiatowego w Giżycku. – My nie mamy uprawnień do karania.

Niestety, wiele takich spraw jest umarzanych ze względu na znikomą szkodliwość społeczną.

Źródło : Rzeczpospolita/Dorota Gajos
Tagi: prawo


2008-03-18 22:43
 Oceń wpis
   

Osoba, która chce wybudować dom na terenie pozbawionym planu, najpierw musi uzyskać warunki zabudowy. Czasami trzeba też zmienić status działki z rolnej na budowlaną.

Zanim rozpoczniesz załatwianie formalności, ustal status swojego gruntu. Jest to proste i wcale nie trzeba biegać po iluś tam urzędach. Wystarczy zajrzeć do decyzji podatkowej. Od każdego gruntu płacimy przecież podatek – jeżeli jest to ziemia rolna, to podatek rolny, a gdy teren przeznaczony pod zabudowę (lub zabudowany) – podatek od nieruchomości. W decyzjach ustalających wymiar podatku na bieżący rok można znaleźć dane o naszym gruncie, w tym jego numer ewidencyjny, oraz o jego charakterze.

Opis skutecznego postępowania w sprawie uzyskania warunków zabudowy
oraz pozwolenia budowlanego znajdziejsz TUTAJ

Tagi: prawo, budowlane, pozwolenie, mojemiasto.org.pl, zabudowy


2008-03-17 10:34
 Oceń wpis
   

Brud widoczny na każdym niemal kroku. Handlarze sprzedający z kartonów tanie chińskie majtki. W miejscu ekskluzywnych salonów - puste witryny, lumpeksy i sklepy z tandetą. Tak wygląda dziś reprezentacyjna niegdyś wizytówka Łodzi - słynna ulica Piotrkowska.

Przez kilka lat była chlubą Łodzi i łodzian. Spacery po niej były przyjemnością, zakupy - radosnym świętem, a do pubów i restauracji przyjeżdżali goście z całej Polski. Jeszcze w 2005 roku - choć chyba już tylko siłą rozpędu - zdobyła Certyfikat Najlepszego Produktu Turystycznego.

Dziś deptak jest w agonii. Dogorywa handel, jego los zaczynają dzielić kawiarnie, puby i bary. A spacer jedną z nadal (!) najbardziej rozpoznawalnych ulic w Polsce wywołuje zażenowanie tak mieszkańców Łodzi, jak i turystów.

Na co dzień, przemykając w pośpiechu Piotrkowską, nie zauważamy już jej brzydoty. Spowszedniała nam, przyzwyczailiśmy się do niej. Brud i bylejakość przestały nas razić, dla większości z nas to już norma. By uzmysłowić sobie, w jakim stanie jest Pietryna, spacerowaliśmy po niej cały dzień.

Wystartowaliśmy o szóstej rano spod Centralu. Wyremontowane niedawno przejście podziemne "powitało" nas bohomazami i wymalowanymi sprayem czerwonymi gwiazdami. Czy to obrzeża cywilizacji, gdzie woda i środek do czyszczenia nie są jeszcze znane?

O tak wczesnej porze nie spodziewaliśmy się na Piotrkowskiej tłumów. Ale chcieliśmy chociaż przekonać się, czy to prawda, że ulicę ktoś sprząta? Zaraz po wyjściu z podziemi na powierzchnię zobaczyliśmy miejski odkurzacz. Niewielki pojazd do zamiatania ulicy leniwie sunął wzdłuż chodnika, połykając rozmaite paprochy. Tyle że uliczna kostka - nawet po jego przejściu - nadal wyglądała jak stary, poplamiony dywan.

Ekip sprzątających ulicę spotykamy jeszcze kilka. Pracownicy z miotłami, szczotkami i wiadrami starają się, jak mogą, ale nie są w stanie zmyć wrażenia, że ulica jest paskudna. Sprzątacze nie mają odpowiedniego sprzętu, a w walce o czystość są zupełnie osamotnieni. Ulice handlowe w Niemczech, Japonii czy choćby w polskiej Gdyni myją co dzień właściciele sklepów. Tak, jak rano myje się zęby. W Łodzi najwyraźniej przyjęliśmy, że skoro czasami pada deszcz, to o witryny i wejścia do swych sklepów dbać już nie trzeba.

O godz. 7 rano nie znaleźliśmy ani jednego miejsca, które chciałoby skusić przechodnia ciepłą kawą lub rogalikiem. Kawiarnie nieczynne, albo zostało po nich tylko wspomnienie i kartka z zapowiedzią otwarcia w innej części miasta.

Gdy wszystkie sklepy i puby są jeszcze zamknięte, jedyną rozrywką pozostaje podziwianie kolejnych kamienic. Zdecydowana większość, zamiast olśniewać pięknem, odrzuca ilością nagromadzonego na nich brudu. Jako łodzian nie bawi nas jednak odgadywanie, jak wiele lat temu odpadł gzyms, od jak wielu pokoleń na fasadę - za przeproszeniem - srają gołębie i kiedy wreszcie to się zawali.

Pomimo rzędów samochodów zaparkowanych przy ul. Piotrkowskiej już od rana, ulica ożywa dopiero około godz. 16. Wtedy też rozpoczynają się wędrówki łodzian z pracy do domu. Większość jednak pospiesznie przebiera nogami, nie zatrzymując się na zakupy, nie spotykając się - choćby przy pączku - ze znajomymi.

Zmrok skutecznie spowija ulicę ciemnościami - latarnie udają, że świecą. Wtedy też Pietrynę opanowują grupy rozwydrzonej młodzieży, bandy dresiarzy z ogolonymi głowami, żuli czatujących w bramach na parę groszy od klientów lokali. I rzesza naiwniaków liczących na to, że w centrum Łodzi można się jeszcze dobrze bawić.

Dumę z bycia łodzianinem na ul. Piotrkowskiej poczuliśmy tylko raz. W samo południe, gdy z balkonu przy Piotrkowskiej 104 popłynęły dźwięki hejnału.

Kilka ładnych kamienic, pubów i hejnał w południe to za mało, by ze znajomymi wrócić na Piotrkowską. A szkoda, bo tęsknimy.

Dzień na Pietrynie - raport

Czystość - czyli brud, smród i ubóstwo

Wraz z handlem z ul. Piotrkowskiej zniknął porządek. Dzisiaj królują na niej zasikane przez podchmielonych jegomościów i śmierdzące bramy, pomazane i oblepione plakatami oraz ulotkami ściany kamienic. Wreszcie - brudne i zaśmiecone chodniki, tu i ówdzie udekorowane psią kupą. Nie ma komu dbać o porządek i komu go egzekwować. Najsmutniejsze, że nie wynika to z braku odpowiednich przepisów i sposobów na zmuszenie właścicieli nieruchomości do ich przestrzegania, ale ze zwykłej urzędniczej niemocy i niechęci działania.

Handel - chińskie gacie i sajgonki

Plastikowe kioski miały być tymczasowym sposobem na zagospodarowanie niezabudowanych działek. Niestety, na stałe wpisały się w krajobraz ul. Piotrkowskiej. Sprzedawany w nich asortyment jest dokładnym przeciwieństwem tego, co przed laty było cechą wyróżniającą sklepy przy tej ulicy, czyli eleganckich butików z markową odzieżą. Te ostatnie zastępują kolejne salony telefonii komórkowych i oddziały banków. Restauracje przegrywają z hamburgerami, kebabem i sajgonkami. Ponad sto lokali należących do gminy stoi pustych.

Meble miejskie - każdy stawia, co chce

Mała architektura na Pietrynie to kakofonia stylów. Co przecznica - inne latarnie, różne są też kosze i kwietniki. Łączy je jedno - niemal wszystkie są brzydkie i zniszczone. Jeśli trafimy na ławkę, to przez przypadek. Będzie co najwyżej jedna na kilkadziesiąt metrów deptaka, aby większej grupie, bądź co gorsza wycieczce, nie przyszło do głowy na niej spocząć. Stojaki na rowery są powyginane i częściej służą do podpięcia koślawego i - zapewne - postawionego nielegalnie koziołka reklamowego.

Reklama - samowola i tandeta

Na jeden koziołek postawiony zgodnie z przepisami przypadają dwa, których właściciele nie mają zezwolenia od Zarządu Dróg i Transportu. Większość reklam na fasadach to samowole budowlane. Równie samowolnie pozalepiane są kolorowymi foliami witryny sklepowe. Masywne kasetony nijak nie pasują do wystroju fasad i jedynie je szpecą. Reklama jest traktowana jako przywilej handlujących i świadczących usługi przy ul. Piotrkowskiej. I nie musi spełniać jakichkolwiek norm estetycznych.

Iluminacja - pod latarnią najciemniej

Nie sposób doszukać się klucza, którym kierowali się urzędnicy, wybierając budynki warte iluminowania. Przypadkowe są tak kamienice, jak i eksponowane na nich fragmenty fasad i detale. Nocą lampy rzucają światło zarówno na wyremontowane, jak i sypiące się elewacje. Trudno doszukać się też sensu w rozwieszaniu w poprzek ulicy łańcuchów, które być może pasowałyby co najwyżej na choinkę. Sama ul. Piotrkowska po zachodzie słońca tonie w mroku. Latarnie, choć co przecznice inne, świecą tak samo słabo.

Kamienice - bez dobrego gospodarza

Sypiącą się fasadę wiekowej kamienicy, sąsiadującą ze świeżo wyremontowaną elewacją, spotykamy na każdym kroku. Standardem są również plastikowe okna w miejscu drewnianych i przebudowane witryny, zupełnie niepasujące do wyższych kondygnacji. Łódzką specjalnością są też odmalowane "od czapy" partery budynków, drażniące pstrokatymi kolorami, i zapuszczone bramy, które zamiast zapraszać, odstraszają od wejścia do środka. Spacerując ulicą, trudno zachwycać się architekturą kamienic, których wygląd zdradza jedynie brak dobrego gospodarza.

Podwórka - strach wejść

Na grubo ponad setkę dziedzińców kamienic, bez strachu i odrazy można się zapuścić raptem w kilka. Spacer pozostałymi skończy się niesmakiem wywołanym brudem i smrodem, bowiem bramy i zaułki służą głównie za toalety i śmietniki. To wersja optymistyczna, możemy bowiem mieć też spotkanie z grupą chuliganów lub podchmielonych jegomościów, których nie nękają żadne służby. Władze Łodzi zastanawiają się jak poprawić atrakcyjność podwórek. A mieszkający w nich łodzianie - czy nie zamknąć ich na całą dobę przed niechcianymi gośćmi. Część już to zrobiła.

Komunikacja - deptak czy ulica?

Dlaczego na ulicy Piotrkowskiej, od placu Wolności do al. Mickiewicza, nie ma parkomatów? Bo obowiązuje na niej zakaz parkowania. Niestety równie fikcyjny jak ograniczenie prędkości do 20 km/h. Codzienną praktyką jest zastawianie ulicy sznurami samochodów, a przed Grand Hotelem stoją szpalerem. Prowadzący riksze nie przestrzegają jakichkolwiek przepisów drogowych, a manewry wykonują najczęściej bez sygnalizacji - może w poszukiwaniu adrenaliny. Taksówkarzom "pięć minut oczekiwania na klienta", przeciąga się nawet w godziny.

Zieleń - betonowa pustynia

Zamiast drzew - żałosne kikuty. Zamiast klombów - sterczące z kwietników, bezlistne gałązki krzaków. Donice wystawiane przed lokale, zamiast dodawać ulicy uroku, szpecą uschniętymi roślinami i bożonarodzeniowymi chojakami, na które sezon już dawno minął. Po trawnikach pozostało piaszczyste wspomnienie, które dzisiaj psom służy za toaletę, a ludziom za popielniczkę. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają wykoślawione i brudne gazony - zawalidrogi, które cieszą tylko podpitych meneli, dając im miejsce popołudniowej drzemki.

Ludzie - już tylko przemykają

Na Piotrkowskiej bywam codziennie, ale jedynie dlatego, że bywam zawodowo. Spotykam na niej osoby, które podobnie jak ja przemykają jedynie do pracy lub z pracy. Spacer ulicą zajmuje mi zwykle kwadrans - wyrabiam się zatem w średniej. Na dłużej zatrzymują się jedynie amatorzy tandetnej biżuterii, azjatyckiej odzieży i kuchni. No i turyści, którzy z niedowierzaniem patrzą na to jak bardzo można zapuścić centrum miasta. To już nie salon dla łodzian, ale melina, w której - co widać - dobrze czują się głównie żule.


źródło: Gazeta Wyborcza / Łódź
Tagi: Łódź, mojemiasto.org.pl


2008-03-17 00:59
 Oceń wpis
   
W Bryle.pl zamieszczono artykuł Warszawa miastem perspektywicznym. Władze miasta planują reklamować stolicę podczas targów Inwestycji i Nieruchomości MIPIM w Cannes jako miasto perspektywiczne. Artykuł znajdziesz tutaj

Artykułowi towarzyszą trójwymiarowe prezentacje przyszłych obiektów, a właściwie uproszczonych brył sygnalizujących w skali miasta lokalizacje oraz przybliżone gabaryty przyszłych budowli. Wizualizacje wykorzystują materiał zawarty w decyzjach administracyjnych wydawanych przez władze lokalne a dotyczących warunków zabudowy. Niektóre z nich bazują ponadto na materiałach decyzji o pozwoleniu na budowę.



Jak to możliwe że po wielu latach prac i dyskusji nad planem dla centrum Warszawy takiego dokumentu nie ma?!

Mamy powody do radości ponieważ w centrum stolicy wyraźnie widać boom inwestycyjny tylko dlaczego owej presji i napływu kapitału nie próbować wykorzystywać dla uporządkowania miasta? Dlaczego inwestowanie w strefach centralnych dużych miast Polski odbywa się za pomocą ułomnego narzędzia jakim jest decyzja o warunkach zabudowy? Ułomnego ponieważ pozbawionego całkowicie kontroli społecznej i bazującego na uproszczonych mechanizmach pozwalających na uzupełnianie zabudowy w miejscach gdzie już ona istnieje a nie na tworzenie nowych wartości przestrzennych?
Nagromadzenie inwestycji jest rzeczą cenną? Tylko po co komu aż taki liberalizm?

Autorzy artykułu epatują się prezentacjami przyszłej zabudowy. Tymczasem na zachodzie tego rodzaju narzędzia wykorzystywane są do bieżącego podejmowania decyzji planistycznych. Czym się więc chwalić?

Żródło (również ilustracji): bryla.pl
Tagi: mojemiasto.org.pl


2008-03-16 12:10
 Oceń wpis
   
"Nazywam się Mie Svennberg. Jestem architektem i przez ostatnich kilka lat pracuję jako konsultant ds. architektury dla dzieci i młodzieży dla miasta Gothenburg i Västra Götaland Region. Moje obowiązki polegają na zachęcaniu nauczycieli do pracy nad projektami architektonicznymi i urbanistycznymi w szkołach. Wsparcie dla podejmowanych przeze mnie działań zapewniają koordynatorzy kultury z Geteborga i Västra Götaland Region. Spotykają się z nauczycielami i osobami z samorządów dla propagowania informacji. Pracuję z pięcioma lub sześcioma architektami którzy odwiedzają szkoły i prowadzą projekty z dziećmi, młodzieżą i nauczycielami. Im więcej zadań wykonujemy, tym bardziej szkoły są zainteresowane przyłączeniem się do nas. Przykładowe projekty mogą polegać na opracowywaniu propozycji odtwarzania placów zabaw i dziedzińców szkolnych, wspólnie z dziećmi.

Jestem członkiem Swedish Association of Architects, w ramach której tworzymy grupę która pracuje nad zagadnieniami dotyczącymi dzieci i architektury. Nasza grupa badała jak wprowadzić architekturę do programu zajęć szkolnych wspólnie z Swedish School Department. Powoli rozwijamy coraz lepsze kontakty z instytucjami edukacyjnymi i ubiegłej jesieni odbyliśmy nieduży objazd - wizytę w niektórych instytucjach w Szwecji gdzie prowadziliśmy seminaria i warsztaty. W chwili obecnej pracuję z Chalmers Architecture i Gothenburg Institute of Education, planując kurs dla studentów architektury i nauczycieli trenerów.

Jednym z projektów w który jestem aktualnie zaangażowana jest projekt dla nabrzeża w Geteborgu. Trzy-kilometrowy tunel budowany jest w centrum miasta dla ograniczenia ruchu i wykreowania bezpośredniego styku miasta z wodą. Czołowi politycy Geteborga zdecydowali o próbie podjęcia daleko idącego dialogu z mieszkańcami miasta. Moim zadaniem jest zachęcanie dzieci i młodzież do pokazania swoich wizji dla tego terenu.

Troje architektów pracuje w 12 szkołach w Geteborgu tej wiosny. Jesienią zostaną utworzone grupy składające się z ekspertów i nieprofesjonalistów dla wspólnej pracy nad zaproponowanymi wizjami. Wiosną 2006 wizje zostaną dopracowane i od tego momentu rozpocznie się praca na nowym nabrzeżem dla Geteborga. Wierzę że jest bardzo ważną rzeczą dla dzieci i młodych ludzi aby mieć możliwość zaangażowania się w dyskusję o swoim własnym otoczeniu. Istotą demokracji jest bycie świadomym możliwości wpływania na życie społeczne w różny sposób. Politycy, planiści i architekci mają dużo do wygrania słuchając dzieci, które są ekspertami w kwestiach dotyczących ich własnego środowiska i tego jak z niego korzystać. Jednocześnie demokracja wymaga wiedzy, do poszukiwania której - mam nadzieję - ja i współpracujący ze mną architekci inspirujemy, zarówno dzieci jak i ich nauczycieli. "

Artykuł pochodzi z bazy danych dobrych przykładów Playce.org i został udostępniony za zgodą twórców serwisu.
Autor: Mie Svennberg
Tłumaczenie: Małgorzata Hanzl
Tagi: edukacja, partycypacja, urbanistyka, mojemiasto.org.pl, społeczna


2008-03-11 08:50
 Oceń wpis
   
Zbieramy głosy pod petycją do Ministra Infrastruktury! Wierząc głęboko w siłę społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, formułujemy apel, którego adresatem czynimy Ministra Infrastruktury RP. Apelujemy o rzetelne przygotowanie nowego prawa zagospodarowania przestrzennego i budowlanego, którego celem ma być usuwanie barier inwestycyjnych. Alarmujemy, iż planowana obecnie nowelizacja niesie ze sobą ryzyko pogłębienia chaosu architektonicznego od lat trawiącego polskie miasta.

Kontynuuj czytanie na MojeMiasto.org.pl i przyłącz się do naszego apelu.
Tagi: demokracja, inwestycje, prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, budowlane


2008-03-10 22:17
 Oceń wpis
   



Celem projektu mojemiasto.org.pl jest popularyzacja współczesnych metod uczestnictwa społecznego w planowaniu przestrzennym, w tym tych wykorzystujących możliwości oferowane przez współczesne techniki komputerowe.

Powyższe zagadnienie trzeba rozpatrywać w kontekście aktualnych uwarunkowań planowania przestrzennego w Polsce i możliwości udziału mieszkańców w planowaniu urbanistycznym.

Postawiona teza zakłada, że technologie informacyjne (IT) otwierają nowe możliwości partycypacji społecznej w procesie planowania przestrzennego na poziomie lokalnym. Nowy paradygmat uczestnictwa społecznego w planowaniu został opisany w literaturze jako partycypacja sieciowa, co oznacza pracę w niewielkich, nieformalnych grupach nad wyznaczonymi problemami.


Wzrost zainteresowania społeczności lokalnych w Polsce zagadnieniami planowania, związany z wzrostem roli własności prywatnej, przyjmuje jak dotąd przede wszystkim formę protestów przeciwko decyzjom władz lokalnych. Formalne procedury udziału mieszkańców w planowaniu są określone w przepisach prawa. Społeczna rola urbanisty ulega zmianom: planiści w coraz większym stopniu pełnią rolę mediatorów. Jednocześnie obserwujemy gwałtowny rozwój społeczeństwa informacyjnego. Rozwój technologii pozwala na komunikację wielokierunkową. Podstawowe funkcje technologii informatycznych w procesie uczestnictwa społecznego w planowaniu przestrzennym to: dostarczenie platformy komunikacji niwelującej barierę nieprofesjonalizmu i umożliwiającej współpracę, ułatwienie kontaktów na odległość oraz zarządzanie procesem uczestnictwa.

Zastosowanie nowych technologii stwarza korzystne warunki dla edukacji własnej, udziału w wydarzeniach rozgrywających się w świecie wirtualnym oraz funkcjonowania w wirtualnych społecznościach. Wsparcie ze strony władz publicznych, rozwój nowego podejścia do zarządzania administracją publiczną - e-government - oraz regulacje prawne wspierające rozwój społeczeństwa informacyjnego - wszystko to wywołuje zmiany w życiu społecznym. Wymienione powyżej procesy umożliwiają przeniesienie kontaktów ze świata rzeczywistego do świata wirtualnego. Współczesna teoria planowania ewoluuje w kierunku planowania komunikacyjnego, w którym podstawową metodą pracy jest dyskusja. Istotnym warunkiem uzyskania rzeczywistej debaty jest edukacja uczestników procesu. Na wizerunek miasta w świadomości mieszkańców wpływają rzeczywisty wygląd miasta oraz obrazy miasta i wizje publikowane w mediach.

Możliwości wykorzystania nowych technologii w warunkach polskich zostały sprawdzone za pomocą badania ankietowego, którego respondentami byli mieszkańcy Łodzi i okolic, lokalni radni oraz urzędnicy samorządowi. Rezultaty badania wskazują zarówno na potrzebę zastosowania technologii komputerowej w tej dziedzinie i jego potencjał jak i na ograniczenia rozwoju uczestnictwa społecznego z wykorzystaniem nowych mediów w warunkach polskich. Praca zawiera ponadto propozycje procedur planowania uczestniczącego z zastosowaniem nowych technologii informacyjnych.
Tagi: planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.