2008-07-22 21:45
 Oceń wpis
   

Projekt zmian w Ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wprowadza nowy urząd publiczny - osobę tak zwanego mediatora:

"Art. 10a. 1. W celu równoważenia w polityce przestrzennej gminy interesu jednostkowego i publicznego, dla prowadzonego postępowania z udziałem społeczeństwa, rada gminy powołuje na wniosek wójta, burmistrza albo prezydenta miasta mediatora.
2. Mediatora powołuje się na okres 2 lat.
3. W przypadku niepodjęcia uchwały w sprawie powołania mediatora, funkcję mediatora pełni właściwe samorządowe kolegium odwoławcze.
4. Do zadań mediatora należy ograniczenie zakresu sporów i dochodzenie do rozwiązań równoważących interesy zainteresowanych stron w trakcie sporządzania studium, miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, miejscowych przepisów urbanistycznych oraz ustalania lokalnych parametrów urbanistycznych.
5. Postępowanie przed mediatorem rozpoczyna się w dniu podania do publicznej wiadomości informacji o wyłożeniu projektu aktów, o których mowa w ust. 4, do publicznego wglądu.
6. W postępowaniu przed mediatorem zainteresowani mają równe prawa. Każdy ma prawo do wysłuchania i przedstawienia swoich twierdzeń oraz dowodów na ich poparcie. Mediator poucza zainteresowanych o przysługujących im uprawnieniach pod rygorem nieważności postępowania. Dowodem pouczenia są podpisy złożone przez zainteresowanych pod tekstem pouczenia.
7. Mediator przyjmuje od zainteresowanych wszelkie dokumenty, ma obowiązek wysłuchać wszystkich osób, przeprowadzić dowód z oględzin o ile uzna, że istnieją związki pomiędzy nimi a celem postępowania mediacyjnego.
8. Na odmowę przeprowadzenia dowodu przez mediatora, przysługuje zażalenie, które wnosi się do mediatora w terminie 3 dni. Po wpłynięciu zażalenia mediator przeprowadza dowód.
9. Mediatorem może być osoba fizyczna bez względu na obywatelstwo, posiadająca znajomość języka polskiego w mowie i piśmie w zakresie umożliwiającym pełnienie funkcji mediatora, mająca zdolność do czynności prawnych i ciesząca się nieskazitelną opinią.
10. Mediatorem nie może być:
a)  czynny sędzia,
b)  osoba powiązana stosunkiem osobistym lub służbowym ze stronami postępowania,
11. Mediator może pełnić swoją funkcję w więcej niż jednej gminie.
12. Wynagrodzenie mediatora ustala rada gminy w uchwale powołującej."

Przedstawiony przepis nie podaje precyzyjnych regulacji roli mediatora w procesie opracowania dokumentów planistycznych. Brakuje określenia obowiązków mediatora oraz związku prowadzonych przez niego działań z powstającym dokumentem planistycznym jak również z procedurą powstawania tegoż dokumentu. Nie podano co jest wynikiem pracy mediatora – przykładowo raport zawierający spis przeprowadzonych dowodów – ani jaki jest wpływ tychże na opracowanie planistyczne.

Przepis nie precyzuje kwalifikacji zawodowych osoby mediatora. Dopuszcza ponadto zastąpienie jej przez samorządowe kolegium odwoławcze jednocześnie nie precyzując w którym etapie procedury mediacje mają się odbywać, jaki jest czas na załatwienie sprawy, etc. 

Porównanie omawianego przepisu z instytucją komisarza ankiety, obecną w prawodawstwie francuskim (L'enquête publique - wyłożenie publiczne ustanowione 7 lipca 1933 roku, rozszerzone dekretem 83-630 z 12 lipca 1983. Rozporządzenia z 23 kwietnia 1985 i 14 października 1987 - uszczegółowienie sposobu stosowania) wskazuje na potrzebę doprecyzowania roli oraz sposobu działania mediatora.

Żródło: Ministerstwo Infrastruktury

Tagi: prawo, nieruchomości, urbanistyka


2008-07-08 08:02
 Oceń wpis
   

Podjęcie działań rehabilitacyjnych w zdegradowanych technicznie i społecznie modernistycznych osiedlach nadal stanowi dla nas wyzwanie. Jak z tym problemem radzą sobie Francuzi?

Przykładem może być osiedle Haut du Lievre w Nancy, zaprojektowane i zbudowane w latach pięćdziesiątych wedłu projektu awangardowego architekta Bernarda Zehrfuss'a, autora pałacu UNESCO w Paryżu, fabryki Renault we Flins-sur-Seine (także autor dawnego budynku ambasady Francji przy ulicy Pięknej w Warszawie).

Pomysły co zrobić z osiedlem zamieszkiwanym przez 4 tysiąc osób 52 różnych narodowości były dyskutowane od ponad 30 lat. Przebudowa rozpoczęła się w roku 2005 i wiązała się z rozbiórkami części bloków. Rok temu zburzono Marronier Rouge, jeden z dwóch 15-piętrowych budynków. Rozebrana została też północna część najdłuższego z siedmiu bloków - 450-metrowego Cedre Bleu. Część budynków ma zostać wyremontowana dla podwyższenia standardów mieszkań - w tej grupie jest mieszczący 800 mieszkań Tilleul Argenté. Rozebrane mają zostac jeszcze co najmniej trzy budynki.

Jak czytamy w magazynie "Sztuka Architektury": "Budowa osiedla w połowie lat 50 stała się sprawą gardłową - odżywał przemysł, ludzie masowo ściągali do miasta, wzrósł przyrost naturalny. Zehrfuss zafascynowany modernizmem pracował nad koncepcją samodzielnego osiedla-miasta, którego nadrzędną cechą miał być funkcjonalizm. Kanciasta architektura nie współgra z łagodnym płaskowyżem, ale jednocześnie długie bloki ustawione równolegle tworzą oś nawiązującą do klasycznego placu z parkiem La Pepiniere w Nancy, ufundowanego przez Stanisława Leszczyńskiego, oświeconego króla kochanego przez Lotaryńczyków do dziś. Także poetyckie nazwy bloków - Błękitny Cedr (Cedre Bleu), Srebrzysta Lipa (Tilleul Argenté), Olchy (Les Aulnes) - nie są konceptualnym żartem architekta, lecz pochodzą od gatunków drzew, które rosną w parku La Pepiniere.

Pierwsi lokatorzy wprowadzili się na przełomie 1959 i 1960 roku. Nowoczesna architektura wzbudzała powszechny zachwyt. Luksusowe warunki - centralne ogrzewanie, własne łazienki, wielkie suszarnie z zaadaptowanych strychów - kusiły elity miasta i rzeczywiście w pierwszych latach istniała moda na HDL. Mniejsze bloki zasiedlili wojskowi, prawnicy, lekarze i funkcjonariusze publiczni, większe - głównie rodziny robotnicze, ale na początku lat 60. była to dość zamożna grupa. (...)

Sielanka kończy się około roku 1965. Zaniedbane śródmieście Nancy ma przejść renowację, która uwzględnia także przymusowe przesiedlenia na HDL społeczności cieszącej się nie najlepszą opinią. Następuje fala protestów. Zmuszeni do przeprowadzki kontestują nowe miejsce, sprzeciwiają się stygmatyzacji, jaką w ich pojęciu jest mieszkanie na obrzeżach miasta. Dotychczasowi mieszkańcy HDL też nie są zachwyceni wizją sąsiedztwa 'niższej kategorii', miejskiego plebsu, który sprowadzi do postępowej dzielnicy swoje problemy i patologie. HDL przestało być modne. Kto może, przenosi się w inne rejony.

(...) Zwolnione lokale zasiedlają imigranci z byłych kolonii. W latach 70., w czasie kryzysu ekonomicznego, część mieszkań pełni funkcję lokali interwencyjnych."

Tylko 30 proc. mieszkańców HDL to pierwsi jego lokatorzy. Nieliczni, którzy nadal są zadowoleni z faktu zamieszkiwania w tym miejscu. Obok osób starszych, z których część spotyka się współorganizując aktywnie działający klub seniora w tej grupie są też trzydziestolatki które urodziły się i wychowały w tym miejscu - jak Marcifer, której blog znalazłam szukając zdjęć osiedla.

Warto zauważyć że realizacja projektu Zehrfussa nigdy nie została zakończona - po zakwaterowaniu odpowiednio dużej liczby mieszkańców zaprzestano realizacji koncepcji miasta w zieleni. 20 lat po powstaniu Haut du Lievre architekt tłumaczył: 'W owym czasie tak kończyła większość podobnych projektów. Niezrealizowana infrastruktura, źle utrzymywane budynki, a później rasizm pojawiający się wraz z imigrantami'. Naukowcy z Académie Nancy-Metz Claire Pernet-Delon, Jérome Georgel i Florence Vernet (seminarium pt. 'Mieszkania socjalne', Nancy, 2001 r.) badający francuskie blokowiska, potwierdzają powyższe słowa. Cykl trwania osiedli określany jest na 15 lat: powstanie - degradacja - renowacja lub jej brak, czyli likwidacja.

Źródło: Sztuka Architektury, blog marcifer

Tagi: nieruchomości, miasto, rehabilitacja, urbanistyka, mojemiasto.org.pl, blokowiska


2008-07-07 12:48
 Oceń wpis
   

Jesteś właścicielem działki, do której nie można dojechać? Od niedawna rozwiązanie tego problemu stało się bardziej oczywiste.

Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego z 8.05.2008 roku sygn. V CSK 570/07, właściciel nieruchomości, która nie ma odpowiedniego dostępu do drogi publicznej, na podstawie art. 145 kodeksu cywilnego może żądać, aby sąd ustanowił na rzecz jego nieruchomości niezbędną drogę konieczną.

Przeprowadzenie drogi powinno uwzględniać interes społeczno-gospodarczy (art. 145 § 3 kc). Sąd musi brać pod uwagę wszystkie okoliczności dotyczące danej sytuacji , w tym również aktualne przeznaczenie terenu. Droga konieczna powinna prowadzić przez grunty, które są przedmiotem danej czynności prawnej (art. 145 § 2 kc), nie jest to jednak jak wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego, bezwzględnym priorytetem. Może jednak - w przypadku gdy różnice między możliwymi wariantami przebiegu drogi konecznej nie są duże - przesądzić o ostatecznym wyborze jej usytuowania. Sąd musi rownież wziąć pod uwagę ekonomiczne uzasadnienie możliwości urządzenia drogi - czyli rozważyć naklady jakie właściciel nieruchomości, dla której dostęp do drogi publicznej ma zostać zapewniony, będzie musiał ponieść na jej urządzenie.

źródło: Biuletyn KRN

Tagi: prawo, nieruchomości, urbanistyka, mojemiasto.org.pl


2008-07-07 09:07
 Oceń wpis
   

Róża stała się symbolem chińskiego miasta Mianyang położonego w zachodniochińskiej prowincji Syczuan za sprawą niemieckiej pracowni Pysall.Ruge. Płatki kwiatu wyznaczają zwarte skupiska zabudowy, które łączą się z terenami otwartymi - rolnymi - stopniowo zmniejszając na obrzeżach intensywność zabudowy. Pozostawiono zwartą historyczną zabudowę centrum lokalizując nowe skupiska zabudowy na obrzeżach w formie nawiązującej do rozlożonych płatków róży.

Symbol kwiatu odgrywa ważną rolę - niosąc komunikat o kształcie miasta - jednocześnie staje się jego ikoną. Tym samym pozwala na promocję przyjętych założeń - zarówno wśród mieszkańców jak i przybyszów z zewnątrz. Symbol umożliwia utożsamianie się z planem, identyfikację z jego zalożeniami. Pozwala osobom nie związanym zawodowo z urbanistyką na zrozumienie i akceptację zamierzonego sposobu rozwoju miasta.

Mianyang jest ważnym ośrodkiem nauki i przemysłu. Miasto przeżywa dynamiczny rozwój, przewidywane jest podwojenia liczby ludności w ciągu kilkudziesięciu lat. Mając na uwadze dynamikę rozwoju Władze lokalne ogłosiły dwuetapowy międzynarodowy konkurs urbanistyczny na opracowanie koncepcji rozwoju miasta. Wyznaczono w tym celu teren o rozmiarach 40km na 20km.

Nowe obszary rozwoju położonego w górzystym krajobrazie miasteczka wyznaczone zostały wokół istniejącego centrum, w formie zwartych skupisk. Tereny zielone wzdłuż obwodnic i bulwary wprowadzają czytelny wizulanie rytm przestrzeni zabudowanych i przerw w zabudowie. Podstawą systemu komunikacyjnego miasta jest kolej, co wpływa na zmianę charakteru ulic, które przy mniejszej roli funkcji transportowej mają szansę stać się przestrzeniami publicznymi.

Zwycięski projekt narzuca sztywne reguły, dzieląc przestrzeń zewnętrzną miasta na czytelne strefy o jasno sprecyzowanych warunkach zabudowy. Jakże odmiennie niż w rodzimej praktyce gdzie wolno budować wszędzie co prowadzi do chaosu.

Poza projektem dla całego miasta przedmiotem opracowania konkursowego stały się również nowotworzone dzielnice. Ich układ, oparty o czytelną siatkę ortagonalną, pozwalającą na łatwą orientację w przestrzeni, wyznaczał miejsca lokalizacji zwartej zabudowy w strefie centralnej i mniej intensywnej zabudowy na obrzeżach płatków kwiatu.

Ważną zaletą konkursowego projektu jest dbałość o przyszłą sylwetę miasta. Równie ważną jest dostosowanie skali projektowanej zabudowy do skali człowieka. Szczegółowe wizualizacje dzielnicy "Salon West" pokazują zabudowę o wysokości do czterech kondygnacji z niewielką kulminacją 10-piętrowych wieżowców wzdłuż jednej z ulic.

 

Lokalizacja: Mianyang / Sichuan, China
Inwestor:
Sichuan Mianyang City
Construction Bureau
Mr. Cheng Jie
No. 76 Fucheng Road Mianyang 621000 Sichuan, P.R. China
Tel: 0086-816-2223503
Fax: 0086-816-2222850

Architekci: Peter Ruge, Justus Pysall - Pysall Ruge Architekten
Zespół projektowy: Matthias Matschewski, Johanna Bleicher, Byoung Gil Jung, Jing Kong, Nicole Kubath, Akane Tazawa, Kayoko Uchiyama, Junji Yonehara,
Architekt krajobrazu: Arquitectos del Paisaje, Barcelona/Hangzhou
Współpraca: Hangzhou Luge Construction Plannung and Design Co., Ltd. Tian Yu Media Production Hangzhou

Zlecenie:
• Plan dla miasta Mianyang - 2006
• Projekt urbanistyczny dla Central Business Districts of Mianyang - 2006
• Koncepcja urbanistyczna dla południowej części miasta - 2006
• Kocepcja uranistyczna dla wchodniej części miasta- “Salon West” - 2007

Powierzchnia całkowita: 1 800 ha
Projekt: 2006 – 2008
Realizaja: 2025


Źródło Architektura Murator

 

Tagi: samorząd, chiny, miasta, planowanie, urbanistyka


2008-07-06 08:42
 Oceń wpis
   

Stawka podatku od domku letniskowego może być nawet dziesięć razy wyższa niż od domu mieszkalnego położonego tuż obok. Maksymalna stawka dla budynków mieszkalnych wynosi obecnie 0,59 zł za 1 m kw. powierzchni użytkowej, a stawka dla tzw. pozostałych budynków, do których zaliczane są zazwyczaj domki letniskowe, wynosi 6,37 zł za 1 m kw. powierzchni użytkowej (za Biuletynem KRN - źródło Gazeta Prawna).

Wysokość podatku zależy od uznania przez gminę czy budynek jest domem mieszkalnym. Przy czym jako kryterium nie może, zgodnie z obowiązującymi przepisami, służyć fakt zameldowania podatnika na pobyt stały.

Jak czytamy w Gazecie Prawnej (24.06.2008) już w 2002 roku Naczelny Sąd Administracyjny wskazał, że o uznaniu danego budynku za mieszkalny decydować powinno kryterium zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych (a nie np. rekreacyjnych) Podstawą do ustalenia stawki jest dokumentacja budowlana, obejmująca : decyzję o warunkach zabudowy lub ustalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, decyzję pozwolenia na budowę oraz decyzję o dopuszczeniu budynku do użytkowania.

Tagi: podatki, nieruchomości, urbanistyka


2008-07-05 09:51
 Oceń wpis
   

Konflikt narastał już od dłuższego czasu. Wraz ze wzrostem liczby samochodów, TIR-ów i remontami dróg w Łodzi. Unikalny układ urbanistyczny Nowosolnej w Łodzi wymaga ochrony. Tymczasem jego środek przecina nadmiernie uczęszczana droga którą przez Rawę Mazowiecką można dojechać do Warszawy. Dwa warianty obwodnicy miasta poróżniły mieszkańców. Równolegle powstały dwa stowarzyszenia zrzeszające protestujących. Nikt nie chce mieć obwodnicy pod oknami.


źródło ilustracji www.zumi.pl

Wczorajszy protest na ulicy Brzezińskiej w Nowosolnej dowodzi naglącej potrzeby podjęcia dialogu społecznego w kwestiach związanych z planowaniem. Opisywana sytuacja to przykład niemal modelowy w którym zabrakło debaty na etapie opracowywania planów. Doprowadzając tym samym do sytuacji skrajnego konfliktu. Wszystkie strony konfliktu "okopały się" na swoich stanowiskach. W efekcie powstał gigantyczny problem.

Problem urośnie do rozmiarów niebotycznych, kiedy powstanie już autostrada A1. Dojazd do autostrady planowany jest własnie obwodnicą Nowosolnej - jesli oczywiście powstanie...

O proteście i jego przyczynach można przeczytać w artykule pochodzącym z łódzkiego dodatku Gazety Wyborczej:

"Mieszkańcy Nowosolnej na kilkadziesiąt minut zablokowali wczoraj trasę w kierunku Warszawy. Chcą w ten sposób wymóc na urzędnikach budowę obwodnicy. - Boimy się o życie naszych dzieci - tłumaczą.

Przez 45 minut blokowano ruch na dwóch drogach przechodzących przez Nowosolną. Przy skrzyżowaniach ulic Brzezińska - Iglasta i Pomorska - Gryfa Pomorskiego kilkadziesiąt osób spacerowało po przejściach dla pieszych. W rękach trzymali transparenty z napisami: "Obwodnicy TAK. Wypadkom NIE", "Nie chcemy więcej ofiar", "Dajcie nam żyć bezpiecznie", "TIR-y na Piotrkowską 104", "Bezpieczna Nowosolna, bezpieczne dzieci"." Ciąg dalszy artykułu w witrynie www.mojemiasto.org.pl

Protesty nie zaczęły się dzisiaj Pisał o tym Dziennik Łódzki we wrześniu 2007:


"Scenariusz jest zwykle identyczny. Najpierw ktoś przynosi hiobową wieść: pod oknami zbudują nam autostradę, obwodnicę, drogę szybkiego ruchu (niepotrzebne skreślić). Później zaczyna się wysyłanie pism, pielgrzymowanie po urzędniczych gabinetach i czekanie. Czekanie niebezpiecznie się wydłuża i to jest sygnał do działania. Kilka zebrań, transparenty - i na ulice. Zablokować ruchliwe skrzyżowanie. Pomoże czy nie, ale niech nas zobaczą.

- To jest akt desperacji a nie demonstracja siły - tłumaczy Barbara Kościelniak-Mucha z osiedla Młynek, jedna z organizatorek protestu. - Bijemy głową w mur urzędniczej niechęci, niemocy, a przecież coś podobnego może spotkać każdego. Teraz my, jutro będą następni. (...)

Mieszkańcy osiedli Kowalszczyzna i Młynek, właściciele domów i niewielkich zakładów usługowych położonych wzdłuż ul. Śląskiej, są przerażeni. Bo nagle okazało się, że przez środek tej dzielnicy ma przebiegać droga przyspieszonego ruchu. Wytyczono ją od przejazdu kolejowego przy ul. Śląskiej, wzdłuż północnej części nasypu kolejowego Dąbrowa - Olechów, aż do ulicy Tomaszowskiej. W przyszłości ma łączyć z autostradą A-1 zakłady na Olechowie i Dąbrowie Przemysłowej, a w okolicy ul. Pabianickiej - połączy się z al. Włókniarzy. W planach jest także poszerzenie Śląskiej i połączenie jej z węzłem Konstytucyjna, a wszystko to oznacza, że cicha dotychczas okolica zamieni się w ruchliwy węzeł komunikacyjny. W efekcie część domów wzdłuż ul. Śląskiej zostanie wyburzona. A tuż pod oknami willi, które stanęły w bocznych uliczkach odchodzących od Śląskiej - Sosnowieckiej, Przyjacielskiej, Kotoniarskiej, Szybowej, Przedborskiej - będą sunęły tiry."


Fragment rysunku "Kierunki rozwoju komunikacji" obowiązującego Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, całość wraz z legendą można obejrzeć: www.lotnisko.uml.lodz.pl

"(...) Dwie wersje obwodnicy
Na ulice wyszli też mieszkańcy Nowosolnej, którzy protestują od dawna przeciwko budowie obwodnicy. Ich zdaniem, powinna ona przebiegać od północnej strony tego osiedla. Bo tak planowano ją przed kilkunastoma laty, a ludzie zgodnie z owymi planami urządzali sobie życie. Budowali domy i przeprowadzali się do bloków w cichej i przyjaznej okolicy, a teraz mają się znaleźć w "oku cyklonu". Dlaczego? Bo zmieniła się koncepcja przebiegu obwodnicy - dwujezdniowa droga, odprowadzającą ruch z autostrady, ma powstać od południa. Co to oznacza?

- Sznur tirów sunących pod oknami, ruch przez całą dobę, spaliny, huk nie do wytrzymania - tłumaczą mieszkańcy.

Protestujący w Nowosolnej założyli nawet stowarzyszenie, które ma bronić ich interesów. Stanisław Kisiel, jeden z organizatorów ostatniego protestu, argumentuje, że w wariancie proponowanym przez mieszkańców obwodnica zakłóciłaby spokój 12 rodzinom. - A budowanie jej w wariancie urzędniczym spowoduje dramat właścicieli i mieszkańców 88 domów! - mówi Kisiel.

Nie wszyscy są jednak zgodni. Arkadiusz Tomczyk jest zwolennikiem południowej wersji, bo tylko w ten sposób odciąży Brzezińską, Pomorską i rynek w Nowosolnej. Mimo tej sprzeczności interesów, w jednym mieszkańcy są zgodni: obwodnica powstać musi. Autostrada A1 ma być wybudowana do 2010 roku, ale nie ma co czekać, aż "mleko się rozleje". Już trzeba protestować. Mieszkańcy wygrali nawet sprawy przed sądem, który stwierdził, że trzeba wstrzymać prace i jeszcze raz rozważyć przebieg obwodnicy. Ale nikogo to nie interesuje, w urzędniczych gabinetach leżą gotowe plany wariantu południowego. Nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się zmienić."

Jaki wobec tego jest ów niezawodny sposób na to aby wywołać wielką awanturę? Bardzo prosty: nie robić nic i czekać dalej.

Gdzie tkwi przyczyna konfliktu? W mojej ocenie w braku konsultacji społecznych w momencie opracowywania założeń obowiązujących dokumentów planistycznych. Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi uchwalone w 2002 roku, a więc zgodnie z poprzednią Ustawą o zagospodarowaniu przestrzennym, powstało bez udziału społecznego. A co za tym idzie bez społecznej akceptacji. Podobnie zresztą jak dokumenty obowiązujące wcześniej. Nawet najmądrzejsze rozwiązania pozbawione skutecznej promocji nie mają szans na akceptację. Oczywistym wydaje się że współudział wszystkich zainteresowanych i debata nad proponowanymi rozwiązaniami przed ich przyjęciem pozwala unikać późniejszych konfliktów. Tymczasem jak to się ma do praktyki - czas pokaże.

Tagi: komunikacja, społeczeństwo, drogi, autostrady, konflikt, urbanistyka


2008-07-05 00:20
 Oceń wpis
   

 Co zrobić aby oszpecić miasto? Przepis na to odnaleźli rozmaici spece od reklamy. Spójrzcie tylko proszę na zdjęcie poniżej. Ślicznie prawda? I śmiesznie, a na dodatek nielegalnie.

Zaciekawił mnie artykuł Dariusza Bartoszewicza w Warszawskiej Wyborczej. Od dłuższego czasu i nie tylko u nas mówi się o brzydocie reklam. No i co z tego wynika? Ano nic.

"Polem bitwy jest miasto. Cel to zawłaszczyć jak najwięcej przestrzeni publicznych, by na niej zarobić. Świat reklamy nie może dogadać się z władzami miasta i wykopuje topór wojenny.

W Warszawie odbywa się ostra rozróba - jak walka na cepy i sztachety po suto zakrapianej potańcówce w remizie. Uprawiają ją reklamiarze.

Gniew burmistrza

Zamiast sztachet używają billboardów i płacht. Stalowe nogi z nośnikiem wciskają, gdzie się tylko da, by przywalić na odlew, po oczach. Na pytanie, czy nie wstyd tak gwałcić miasta i zmysłów przechodniów, reklamiarze odpowiadają: - Musimy. Nie mamy wyjścia. Robimy to, co i konkurencja. Jeśli nie dorównamy im kroku, wypadniemy z gry i przestaniemy się liczyć.
Dlatego reklama jest coraz bardziej agresywna, balansuje na granicy prawa albo je bezpardonowo łamie, wiedząc, jak słaby jest nadzór budowlany i jak bezradni są urzędnicy ratusza. Dlatego co rusz stają lewe reklamy.

Na przykład na dachu pawilonu Cepelii u zbiegu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. - Widzę tego ogromnego dmuchanego misia z okien swojego gabinetu - wściekał się niedawno Wojciech Bartelski, burmistrz Śródmieścia, dzwoniąc do "Gazety". - Jest nielegalny.

Miś kiwa się na wietrze ze swoim szyderczym, misim uśmieszkiem. Burmistrzowi skacze ciśnienie. Nie może nawet misia nakłuć szpilką, by spuścić z niego trochę powietrza. Szpetotę z plastiku mogliby wziąć w obroty inspektorzy nadzoru budowlanego. Jednak za mało zarabiają, są zawaleni robotą. Nie mają już siły na nic, tym bardziej na zapasy z misiem.

Pojmany sprawca

Urzędniczą niemoc postanowiła w innym miejscu przerwać miejska konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka. Zaalarmowała strażników miejskich, widząc, że na nieskończonym budynku, który wyrósł na zabytkowych ruinach Banku Polskiego przy ul. Bielańskiej, jakaś niewidzialna ręka rynku próbuje instalować wielkoformatową reklamę. Funkcjonariusze pojmali sprawcę, który przyznał się, że działa na zlecenie należącego do Agory AMS, o czym z lubością doniósł dziennik "Rzeczpospolita".

- Zgłosiliśmy miastu, że chcemy wieszać tę reklamę. Uznaliśmy jednak, że sprzeciw pani konserwator za słuszny, bo w tym przypadku obowiązuje też ustawa o ochronie zabytków. Nie zamontujemy tego nośnika - zapewnia Marek Kuzaka, wiceprezes AMS.

Co za ulga! Nie bez satysfakcji wiceprezes dowodzi jednak, że billboard, który stanął w Al. Ujazdowskich przy pałacyku Lesserów, może tam być, choć drażni oczy miłośników miasta. AMS zgłosił bowiem reklamę do miejskiego wydziału estetyki. Firma dostała odmowną odpowiedź już po terminie. Odwołała się do wojewody, który uznał, że sprzeciw miasta był nieskuteczny.

Na mężczyzn nie ma co liczyć

Wygląda więc na to, że stawianie i wieszanie billboardów i płacht w tak prominentnych miejscach to swoista prowokacja, która ma sprawdzić, co miasto zamierza dalej robić. Nie ma bowiem porozumienia między ratuszem a Izbą Gospodarczą Reklamy Zewnętrznej. Nie ma konsensusu.

- Jesienią 2007 r. firmy reklamy zewnętrznej na spotkaniu z wiceprezydentem Warszawy Jackiem Wojciechowiczem zgodziły się na ograniczenia. Np. przy zachowaniu istniejących lokalizacji miała nastąpić zamiana nośników z większych na mniejsze. Ale od tego czasu miasto nie przedłuża umów na nośniki w pasie drogowym, na nowe nie wydaje zgody - żali się Marek Kuzaka.

Świat reklamy przenosi teraz swoje zabawki z terenów Zarządu Dróg Miejskich na prywatne. - Wycięcie wszystkich billboardów w pień nie ma sensu, bo przestaniemy zarabiać. A firmy postawią je niedaleko - u prywatnego - mówił niedawno "Gazecie" wiceprezydent Wojciechowicz.

A więc sztachety w dłoń. Estetyczna wolnoamerykanka trwa w najlepsze. Szkoda tylko, że tak mało jest kobiet z charakterem, które podjęłyby nierówną walkę. Na mężczyzn z urzędów (nadzoru budowlanego i ratusza) nie ma już co liczyć. Już się poddali."

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

W przytoczonym artykule nie przekonuje mnie tylko podział na dobre kobiety i złych facetów. Wydaje mi się że granica między dobrem a złem przebiega gdzie indziej. Poza tym brawa dla Pana Dariusza. Problem nazwany zaczyna jak wiadomo istnieć.
 

Tagi: ekonomia, finanse, reklama, miasto, urbanistyka, piękno



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.