2009-01-30 00:23
 Oceń wpis
   

Wpadł mi w ręce, a właściwie w oko wpis w blogu www.weburbanist.com dotyczący parkowania w mieście. Zawarte tam propozycje alternatywnych form parkowania, jak również zabawne sytuacje z tym związane zostały w ciekawy sposób uporządkowane. I tak naprawdę nie wymagają wielkiego komentarza. Pozwolę sobie przytoczyć kilka zdjęć, które moim zdaniem mówią same za siebie. Zainteresowanych tudzież chcących drążyć temat - odsyłam do źródła: www.weburbanist.com

450
Przykład 1 - "Wieże" dla samochodów.


Przykład 2 - robotic carpark - połączenie miejsca do pracy/spotkań biznesowych oraz parkingu


Przykład 3 - Parking dla samochodów marki smart


Przykład 4 - jakby rodzimy..

Na zakończenie dwa ostatnie przykłady - dotyczące dłuższych postojów..

Życzę miłego parkowania :)

Wszystkie cytowane zdjęcia pochodzą z witryny www.weburbanist.com

 

Tagi: komunikacja, samochód, garaż, parking


2009-01-29 09:03
 Oceń wpis
   

Zdaniem twórców projektu PPS (Project for Public Spaces - www.pps.org ) w ubiegłym roku dało się zaobserwować kilka trendów mających bezpośredni wpływ na nasze najbliższe otoczenie. Niezależnie od kryzysu gospodarczego (tu warto zwrócić uwagę, że realizacja Projektu o którym tu mowa rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych Ameryki).
Wśród wymienionych kilka zjawisk/zasad zostało uznanych za najistotniejsze:
1. Tworzenie przestrzeni miejskich staje się ważnym tematem na całym świecie.
2. Współpraca stanowi klucz dla wprowadzania zmian.
3. Zieleń miejska - czyli o sposobach które są stosowane przy okazji rewitalizacji dla zapobiegania zmianom klimatu.
4. Tworzenie ożywionych przestrzeni miejskich istotnie przyczynia się do kształtowania celów podróży - mowa tu przede wszystkim o przemieszczeniach w skali miasta.
5. Biblioteki i ich otoczenie stają się nowymi placami miejskimi.


Plac przed biblioteką w Nova Scotia - źródło www.pps.org

6. Miasta dążą do ożywiania części centralnych przez okrągły rok.


Kennedy Plaza w Rhode Island - nowe funkcje, nowe zagospodarowanie - źródło: www.pps.org

7. Zasada minimum 10 miejsc w każdym mieście/dzielnicy przyciągających publiczność - o różnej ofercie.
8. Ważne dla lokalnej ekonomii stają się rynki o funkcji handlowej.
9. Znaczenie zyskuje planowanie transportu zbiorowego.
10. Nowe sposoby użytkowania przestrzeni publicznych są przyczynkiem do tworzenia nowych form zagospodarowania.

Tagi: społeczeństwo, relaks, Park, miast, skwer


2009-01-26 00:08
 Oceń wpis
   

Old Market Square w Nottingham jest miejscem, które bardzo mi się podoba. Pod każdym chyba względem. Czytelne wnętrze (proste - patrz teoria kompozycji urbanistycznej profesora Kazimierza Wejcherta) o wyraźnie wyodrębnionych ścianach stanowi przedpole oraz wspaniale podkreśla bryłę ratusza. Nowy design placu, dostosowany do jego funkcji komunikacyjnych, w nienachalny sposób akcentuje główne osie wnętrza. Nowoczesne formy, ze wspaniałą fontanną, która jednocześnie oddziela płytę placu od otaczającej komunikacji. Starannie zaprojektowane meble miejskie - elementy małej architektury - stanowią spójną całość. Jej uzupełnienie stanowi zieleń, zaprojektowana tak, aby nie zakłócać funkcjonowania placu jako miejsca dla organizacji imprez o charakterze masowym.


Źródło: http://www.nottingham21.co.uk

Troszkę historii: Ratusz Miejski w Nottingham został zaprojektowany przez Thomasa Cecila Howitta i zbudowany w latach 1927-29 w stylu neobarokowym. Charakterystyczna, licząca 200 stóp wysokości kopuła góruje nad "starym rynkiem" - Old Market Square. Plac ten, drugi pod względem wielkości (po Trafalgar Square) plac w Anglii doczekał się niedawno nowej oprawy. Nowa aranżacja placu, autorstwa Neila Porter'a z firmy Gustafson Porter została oddana do użytku w 2007 roku.
Ostateczna wersja projektu została wyłoniona w wyniku międzynarodowego, dwuetapowego konkursu, w którym udział wzięło ponad 60 zespołów z Europy i Ameryki.


Źródło: google.maps

Sam plac jest miejscem szalenie ruchliwym. Odbywa się tu szereg imprez kulturalnych oraz zebrań publicznych związanych z miejskimi wydarzeniami. Zimą plac gości ślizgawkę oraz kiermasz gwiazdkowy. Niezależnie plac odwiedzany jest tłumnie przez klientów okolicznych sklepów oraz organizowanych często targowisk. Ruch pieszy zwiększył się jeszcze w związku z oddaniem do użytku nowej linii tramwajowej przebiegającej w bezpośrednim sąsiedztwie placu. Lokalizacja przystanków przyczyniła się do uczynienia z samego placu istotnego węzła komunikacyjnego w skali miasta.


Źródło: http://www.nottingham-arena.com

Co ciekawe plac jest zarządzany przez specjalną jednostkę wyodrębnioną w strukturze Nottingham City Council. Można np. - korzystając z uruchomionej w tym celu witryny internetowej oraz kanału email - zarezerwować przestrzeń placu celem organizacji imprezy o charakterze promocyjnym.

Tagi: miasto, urbanistyka, plac, nottingham


2009-01-23 08:39
 Oceń wpis
   

Uczestniczyłam ostatnio w spotkaniu bez precedensu (tak mnie się przynajmniej wydaje). Spotkanie, zorganizowane przez łódzką Grupę Pewnych Osób dotyczyło - przede wszystkim - stworzenia  w obrębie dzielnicy Polesie, w jego najstarszej części - infrastruktury przeznaczonej dla dzieci. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele łódzkiej Rady Miejskiej, reprezentujący wszystkie obecne w Radzie kluby, a także przedstawiciel Delegatury Łódź Polesie. Więcej o samym spotkaniu w relacji zamieszczonej w witrynie projektu.

Ciekawa jestem dalszych losów tego projektu. Mam nadzieję mieć w nim swój dalszy udział. Na razie - oprócz wstępnych obietnic, składanych wtedy z pewnymi obawami i ze znaczną rezerwą - mieszkańcom, przy okazji Pikniku na Lipowej (o którym było tu wcześniej) , mam okazję pilotować pracę grupy studentów tworzących w pocie czoła projekt "pocket park" - "kieszonkowego" parku z placem zabaw właśnie przy Lipowej. O idei parków kieszonkowych - niewielkich oaz zieleni w zurbanizowanej przestrzeni miasta również niedawno pisałam. Termin zakończenia prac niebawem - bo z końcem sesji.


Na zdjęciu: "wytyczanie" placu zabaw

Nadzieje budzi niekłamany entuzjazm z jakim podejmowane działania są realizowane. Tak jak powiedziałam na wstępie: sama jestem ciekawa, zarówno efektów jak i dalszych działań, a przede wszystkim losów całego ambitnego przedsięwzięcia :).

Tagi: społeczeństwo, relaks, miasto, Park, rewitalizacja, skwer


2009-01-21 05:17
 Oceń wpis
   

Uderzyła mnie ostatnio myśl jak bardzo poglądy Profesora Jeffrey'a Sachs'a znajdują odniesienie do problemów społecznych centralnej części Łodzi. Zastąpienie polityki liberalizmu gospodarczego niekoniecznie bardzo kosztochłonnymi działaniami mającymi na celu niesienie pomocy najuboższym. Dla zapobiegania konfliktom i eskalacji problemów. 

Jednocześnie, jak bardzo niestety wciąż aktualne są sugestywne wizje życia w niektórych rejonach Łodzi z Ziemi Obiecanej Reymonta. Sytuacja, wciąż i po wielokroć opisywana i badana.

"(...) Jaskólscy mieszkali daleko, za starym kościołem, w jakiejś uliczce bez nazwy, która tyłami dotykała tej słynnej miejscowej rzeczki, służącej za rynsztok, odprowadzający wszelkie odpływy fabryk.
Uliczka podobna była do śmietnika, pełnego odpadków wielkiego miasta.
Józio przesunął się spiesznie i wszedł do nie tynkowanego domu, który świecił wszystkimi oknami od suteryn aż po strychy niby latarnia i wrzał cały ludzkim rojem, jaki się w nim gnieździł.
W ciemnej sieni, przepełnionej strasznymi zapachami i zaniesionej błotem, namacał brudne aż do lepkości poręcze i zbiegł szybko do suteryn; długi korytarz bez podłogi, zarzucony śmieciami i sprzętami gospodarskimi, pełen również błota i wrzawy ludzkiej, i smrodów, oświetlał mały kaganek kopcący się pod sufitem.
Przedarł się przez porozstawiane na drodze zawady i dotarł do końca korytarza.
Buchnęło na niego gorące, piwniczne powietrze przesycone zgnilizną i wilgocią, ściekającą rudymi pasami po wybielonych ścianach.
Gromada dzieci rzuciła się na jego przywitanie.
- Myślałam, że dzisiaj już nie przyjdziesz - szepnęła wysoka, chuda, przygarbiona kobieta, o zielonkowatej zapadłej twarzy i wielkich czarnych oczach.
- Spóźniłem się, mamusiu, bo był u nas pan Borowiecki, dyrektor od Bucholca, i przez to nie śmiałem wyjść prędzej. Ojciec nie był jeszcze?
- Nie - odpowiedziała głucho i poszła nalewać herbatę do kominka, odgrodzonego od izby kawałem materiału zawieszonego na drutach.
Józio poszedł za nią za zasłonę i położył przyniesione ze sobą prowianty.
- Wziąłem dzisiaj od starego pieniądze za tydzień, może mama schowa.
Położył cztery ruble z kopiejkami; brał pięć tygodniowo.
- Nic sobie nie zostawiasz?
- Mamusiu, mnie nie potrzeba na nic. Żal mi tylko, że nie mogę jeszcze zarobić tyle, ile mamie potrzeba - mówił z prostotą; jego nieśmiałość gdzieś zniknęła zupełnie.
Pokrajał chleb na kawałki i chciał wrócić do izby
- Józiu, mój synu drogi, moje dziecko kochane -szepnęła matka łzawym głosem i łzy jak groch posypały się po jej wynędzniałych policzkach i spadao0;y
na głowę syna, którą przyciskała do piersi.
Chłopak ucałował jej ręce i z rozweseloną twarzą powrócił do reszty rodzeństwa, które siedziało na ziemi, pod małym okratowanym okienkiem, wychodzącym na trotuar; było tego czworo, w wieku od lat dwóch do dziesięciu, bawiły się bardzo cicho, bo starszy od nich trzynastoletni chłopiec leżał na łóżku:
chory na suchoty; łóżko było nieco odsunięte od ściany z powodu wilgoci, jaka się zsączała na pościel.
- Antoś? - pochylił się nad poduszką ku bladej, zielonawej twarzy, która z głębi kolorowej pościeli patrzyła szklistymi nieruchomymi oczami z jakimś tragicznym spokojem zamierania.
Chory nie odezwał się, poruszał tylko ustami i utkwił w nim szare, błyszczące oczy, a potem dotknął się wychudłymi palcami jego twarzy z pieszczotliwością dziecinną i uśmiech blady, podobny do uśmiechu kwiatów więdnących, prześlizgnął mu się po sinawych ustach i ożywił martwe spojrzenia.
Józio usiadł przy nim, popoprawiał mu poduszki, uczesał swoim grzebykiem rozrzucone, pozlepiane i miękkie jak jedwab jasne włosy i znowu zapytał:
- Antoś, dobrze ci dzisiaj?
- Dobrze - wyszeptał cicho i zaczął mrużyć oczy potakująco i uśmiechać się.
- Niedługo wyzdrowiejesz!
Trzasnął z zadowoleniem w palce. On swoim zdrowym, silnym organizmem nie odczuwał zupełnie grozy tej choroby brata.
Antoś bowiem umierał powoli na suchoty, jakie się wywiązały z silnej influenzy, a chorobie dopomagała nędza, jaka żarła całą rodzinę od lat dwóch, to jest od czasu sprowadzenia się na bruk łódzki ze wsi; dobijała go twarz matki, która codziennie była smutniejsza, dobijało go młodsze rodzeństwo, które było coraz cichsze, i te wieczne klekotania warsztatów, co prawie bez ustanku, dzień i noc, wstrząsały nad jego głowami sufitem, ta wilgoć, jaka ściekała po ścianach, te wrzaski sąsiadów i bijatyki, jakie się często zrywały w sąsiednich suterynach i na górze; a najwięcej ta świadomość, powiększająca się z dniem każdym, nędzy ich wszystkich.(...)"

Cytat pochodzi z: Władysław Reymont, Ziemia Obiecana Tom I Rozdział X, pl.wikisource.org

Tagi: ekonomia, miasto, socjologia, Łódź, Lodz


2009-01-15 02:42
 Oceń wpis
   

Uważna lektura materiałów dotyczących projektów rewitalizacji zdegradowanych dzielnic miejskich we wszystkich przypadkach zwraca uwagę na obecność zagadnień związanych z rewitalizacją społeczną. We wszystkich projektach jest to jedno z najważniejszych, o ile nie najważniejsze wyzwanie.

Autorzy szczegółowych casów zwracają uwagę po pierwsze na potrzebę wzmocnienia istniejącej struktury relacji społecznych w obrębie danego terenu poprzez wsparcie udzielane istniejącym na danym terenie organizacjom non-profit, stowarzyszeniom, grupom. Każdorazowo w obrębie rewitalizowanego terenu tworzona jest siedziba lub przedstawicielstwo instytucji odpowiedzialnej za rewitalizację - świetlica środowiskowa, punkt informacji, Community Design Center, Architectural Labolatory, Territorial Laboratory, etc - terminologia oraz szczegółowe funkcje uzależnione są od konkretnego projektu i oczywiście miejsca gdzie rzecz się dzieje.
We wszystkich projektach powtarza się potrzeba ciągłości. Raz zdobyte zaufanie musi być umacniane. W tym przypadku zachodzi dość oczywiste zjawisko nakładania się oddziaływań w czasie (w przestrzeni zresztą również). Niepowodzenia lub błędy kumulują się budując nieufność. Podobnie powtarzające się w czasie działania pozytywne stopniowo zyskują akceptację, choć niekiedy wymaga to czasu.

Moją uwagę zwrócił przykład działań rewitalizacyjnych prowadzonych przez dłuższy okres czasu w obrębie dwóch przedmieść Rzymu - Tor Bella Monaca i Torre Angela. Pierwsze z nich - zdegradowane osiedle z lat 80-tych, jedno z większych w Rzymie, pierwotnie planowane na 28000 mieszkańców , nielegalnie zajmowane w 80% przestrzeni mieszkalnej, w początkowej fazie projektu nadal mieściło 40% pustostanów. Zamieszkałe przez rodziny określające się mianem "deportowanych" do tego izolowanego obszaru miasta. Nielegalna zabudowa, kiepskiej jakości przestrzeń publiczna, brak powiązań komunikacyjnych z centrum miasta  oraz konflikty generowane przez lokalizację w tym rejonie społeczności mieszkańców wykluczych społecznie - bezrobocie, nadużywanie narkotyków, drobne przestępstwa, wandalizm. Drugie - Torre Angela - osiedle domów jednorodzinnych, zbudowanych bez uzgodnień i pozwoleń na budowę, spontanicznie wzniesione bezpośrednio po II Wojnie Światowej.


Katedra i osiedle Torre Bella Monaca - źródło: www.tipus.uniroma3.it

Dofinansowanie otrzymane w początku lat 90-tych z funduszy programu URBAN zainicjowało stopniową rewitalizację tego obszaru. Początkowo zagadnienia społeczne traktowane były marginalnie. Z czasem angażowanie mieszkańców w podejmowane działania oraz rozmaitego rodzaju programy społeczne stały się centralnym elementem programu.
Jednym z ważniejszych zagadnień była stopniowa zmiana wizerunku. Stosowano tu zasadę - nam też się należy (mówiąc nam mam na myśli mieszkańców tego zapomnianego przez Boga i ludzi zakątka świata).
Podejmowano masę działań, w których efekcie dzielnice - postrzegane wcześniej jako niebezpieczne i wykluczone stały się przyjaznym miejscem zamieszkania.

Nigdzie działania rewitalizacyjne nie polegają na relokacji dotychczasowych mieszkańców w inne rejony miasta.

Wymieniony przykład pochodzi z materiałów sieci Partecipando - jednego z projektów Programu URBACT

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, rewitalizacja


2009-01-11 13:46
 Oceń wpis
   

Przedstawiam referat napisany na Konferencję KSZTAŁTOWANIE WSPÓŁCZESNEJ DOKTRYNY URBANISTYCZNEJ zorganizowaną wspólnie przez KPZK PAN, Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej, Miasto Gdańsk oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich Oddział Gdańsk, która odbyła się w dniach 4-6 grudnia 2008 w gmach Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. Poniżej wnioski  referatu:

"Analizując możliwości wpływu przyjętej teoretycznie doktryny urbanistycznej na ostateczny kształt planu oraz przebieg procesu planowania można wyodrębnić dwa podstawowe „kanały” oddziaływania – na wzór kanałów komunikacji. Są to przepisy prawa oraz edukacja. Niniejsze wnioski można uogólnić, gdyż dotyczą ogółu dostępnych obecnie możliwości wdrażania planowania przestrzennego zgodnego z przyjętą doktryną.

Przepisy prawa oddziaływają na kształt planu zarówno bezpośrednio jak i kształtując postawy wszystkich aktorów zaangażowanych w jego powstawanie. Stanowią najważniejszy czynnik decydujący zarówno o formie i zawartości planu, o jego ustaleniach jak i o sposobie prowadzenia procedury planu (np. o sposobach angażowania mieszkańców w proces stanowienia planu). Poprzez przepisy prawa rozumieć należy zarówno sam zbiór przepisów tworzących system prawny ale również skuteczny sposób egzekwowania przepisów.

Edukacja jest „kanałem oddziaływania”, który wpływa na wszystkie wymienione czynniki, włącznie z tworzeniem przepisów prawnych. Mówiąc o działaniach o charakterze edukacyjnym myśleć należy nie wyłącznie o edukacji środowiska fachowców – ta realizowana jest na stosunkowo dobrym poziomie, o czym mogą świadczyć choćby sukcesy naszych Kolegów pracujących za granicą. Istotnym elementem jest edukacja o szerszym zasięgu (z wykorzystaniem ogółu dostępnych mediów: prasy, radia, telewizji, sieci Internet, literatury, filmu, wystaw, happeningów, etc.), której zadaniem jest popularyzacja elementów obowiązującej doktryny dla uzyskania szerokiego poparcia zawartych w niej wartości. Tak pojęta edukacja jest czynnikiem, który oprócz zmiany postaw może wspomóc również zmiany obowiązującego systemu prawnego. "

Pełny tekst referatu wraz z ilustracjami dostępny jest tutaj.

Tagi: ekonomia, społeczeństwo, miasto, planowanie, urbanistyka


2009-01-09 08:55
 Oceń wpis
   

Uporządkowanie skweru Herberta Hoovera - zaniedbanego dotychczas, najszerszego fragmentu Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, pomiędzy pomnikami Adama Mickiewicza i Matki Boskiej Pasawskiej jest niewątpliwą zaletą najnowszego projektu na przestrzeń publiczną Stolicy autorstwa firmy Jems Architekci.

Pomysłowy detal, inspirująca przestrzeń samego placu ograniczonego kamiennymi ścianami wszystko to cieszy oko i chciałoby zachwycać.


Zdjęcia powyżej: Małgorzata Kijak-Olechnicka, źródło: http://architektura.muratorplus.pl/realizacje/nowosci/skwer-hoovera,166_7306.htm

Przeszkadza niewysoka forma parterowego pawilonu zadaszona miedzianymi siatkami, a kryjąca w swym wnętrzu wejście do znajdujących się pod ziemią sal wystawowych i restauracji. Próba wpisania dachu w zastany i projektowany układ kamiennych murów (przykro mi to stwierdzić) okazała się nie trafiona. Powstał budynek - czy też niestety parterowy barak zasłaniający doskonale skomponowane formy architektury historycznej. Szkoda że zabrakło odwagi zastosowania formy kontrastującej nie tylko materiałem ale również kształtem. Czegoś na kształt wejścia do paryskiego Luwru.


źródło: www.paris-france-vacation.com

 

Tak wyglądała wizualizacja projektu zaczerpnięta z witryny sztuka-architektury.com:

Ciekawa jestem Państwa opinii na ten temat. Jest to przecież jedna z bardziej prestiżowaych inwestycji w Warszawie w ostatnim okresie. Stąd zapraszam do udziału w mini sondażu - dostępnym z lewej strony.

Tagi: kultura, warszawa, miasto, urbanistyka, architektura


2009-01-06 23:08
 Oceń wpis
   

Jedną z metod skutecznego angażowania mieszkańców w działania samorządu lokalnego jest budżet partycypacyjny (participatory budget/ participatory budgeting). Metoda ta jest dość szeroko stosowana w krajach Ameryki Łacińskiej - przede wszystkim w Brazylii - ale również w Hiszpanii, we Francji, w Wielkiej Brytanii. Polega na pozostawieniu decyzji o alokacji części środków budżetu miasta lub gminy w gestii samych mieszkańców. Sam proces decyzyjny jest ściśle zaplanowany. Realizowany jest podobnie jak pozostałe działania związane z finansami miejskimi/ gminnymi w sposób powtarzalny, w cyklu rocznym.
Pierwszym miastem, w którym metoda ta znalazła zastosowanie było Porto Alegre w Brazylii. W mieście nękanym ogromnymi problemami społecznymi, gdzie jedna trzecia mieszkańców żyła w nędzy - w odseparowanych od reszty miasta slumsach bez dostępu do infrastruktury publicznej czyli bieżącej wody, kanalizacji, służby zdrowia czy szkół.


Źródło: GoogleMaps

Zastosowanie opisywanego instrumentu przyczyniło się do lepszej, bardziej celowej alokacji środków. W PB bierze udział corocznie około 50 tysięcy mieszkańców miasta (przy ogólnej liczbie mieszkańców 1,5 miliona). Liczba ta sukcesywnie wzrasta. Wzrasta również udział środków wydawanych w ten sposób w ogólnym budżecie miasta - z 17% w 1992 roku do 21% w 1999 roku.
Wg ekspertów Banku Światowego zastosowanie participatory budgeting przyczyniło się do rozwoju infrastruktury miejskiej. W roku 1988 a więc na rok przed wprowadzeniem PB jedynie 75% ogólnej liczby gospodarstw domowych obsługiwanych było systemem kanalizacyjnym i wodociągowym, w roku 1998 obsługiwanych było 98%. Liczba szkół wzrosła czterokrotnie poczynając od roku 1986. Wydatki na służbę zdrowia i oświatę zwiększyły się z 13% (1985 r.) do prawie 40% (1996 r.). Wysoka i wciąż zwiększająca się liczba uczestników po ponad dekadzie działania programu świadczy o wpływie tego instrumentu na wzrost zaangażowania mieszkańców. I nie ma się co dziwić. Wszak możliwość współdecydowania o sposobie wydawania publicznych pieniędzy jest wystarczającym powodem aby zainteresować się zagadnieniami związanymi z planowaniem.
Oczywistym jest też, że praktyczna realizacja idei napotyka na trudności, jest krytykowana za niedociągnięcia związane z nierespektowaniem w pełni decyzji podejmowanych przez Municipal Council of Budget. Świat jak wszyscy wiemy nie jest zamieszkały przez ideały. Jednak sam mechanizm działa skutecznie, z pożytkiem dla wszystkich zainteresowanych.

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2009-01-06 12:37
 Oceń wpis
   

Dawid Trzeciak na swoim blogu / Wyróźniaj się albo zgiń - opublikował ciekawy materiał informujący o projekcie społecznym podnoszącym poziom bezpieczeństwa w przestrzeni miejskiej. Przytaczam poniżej jego wpis - bo opisywana akcja warta jest polecenia naszym włodarzom miejskim :)

W Nowej Zelandii w stanie Auckland w wielu miejscach dochodziło do wypadków, gdzie głównymi sprawcami byli piesi. W tym celu przeprowadzono akcję społeczną, która miała zwrócić uwagę pieszych na istniejący problem i zagrożenie. Do tej kwestii postanowiono jednak podjeść nietypowo, ponieważ tradycyjne przekazy są nagminnie ignorowane. W tym celu na ulicach sporządzono grafitti w formie 3D, a pod nim subtelne ostrzeżenie dla pieszych.

Takie działanie spowodowało, że na grafitti zwracano o wiele częściej uwagę niż zwykle ostrzeżenia drogowe. Ludzie bacznie przyglądali się malunkom, zapamiętując tym samym główny przekaz akcji. Ciekawe i skuteczne :)





2009-01-05 00:10
 Oceń wpis
   

Czy jesteśmy architektonicznym Gargamelem Europy? W pewnym stopniu tak. Poza będącymi w mniejszości przykładami obiektów i zespołów urbanistycznych o jakości porównywalnej ze średnią europejską cechą wyróżniającą większość polskich realizacji architektonicznych jest zły gust ich inwestorów i twórców, niski standard techniczny i brak szacunku dla otoczenia.

Taką opinię wyraża wybitny polski architekt, urbanista profesor Stefan Kuryłowicz.

Poniżej zapis wywiadu z nim, który ukazał się w portalu dziennik.pl (wywiad przeprowadził Cezary Polak)

"Panie profesorze, mija 20 lat od upadku komunizmu, a w dziedzinie architektury i urbanistyki panuje u nas chaos. Zaledwie kilkanaście procent powierzchni Polski ma plany zagospodarowania przestrzennego, co powoduje, że każdy może budować na swojej działce tak, jak chce. W krajach UE taka wolna amerykanka jest nie do pomyślenia. Czy przespaliśmy szansę, jaką dało odzyskanie wolności?
STEFAN KURYŁOWICZ: Dwadzieścia lat to szmat czasu. W okresie dwudziestolecia międzywojennego niektóre kraje, takie jak Hiszpania, Portugalia czy Irlandia, a z bliższych nam Estonia czy Słowenia, potrafiły w sposób znaczący poprawić swą strukturę przestrzenną i sposób, w jaki są postrzegane na zewnątrz. Nasz punkt wyjścia i zaszłości były często odmienne. Struktura przestrzenna Polski była dewastowana przez długie lata, i to nie tylko w PRL. Przyczyniły się do tego zniszczenia wojenne, jak też późniejsza konsekwentna marginalizacja wartościowych, wykształconych grup społecznych. Czy jesteśmy architektonicznym Gargamelem Europy? W pewnym stopniu tak. Poza będącymi w mniejszości przykładami obiektów i zespołów urbanistycznych o jakości porównywalnej ze średnią europejską cechą wyróżniającą większość realizacji architektonicznych jest zły gust ich inwestorów i twórców, niski standard techniczny i brak szacunku dla otoczenia.

Jakość rozwiązań urbanistycznych, jeżeli przyjmujemy, iż dokumentuje ją czytelność struktur naszych miast, jakość przestrzeni publicznych czy rygor i jasność co do możliwości inwestowania, jest jeszcze trudniejsza do oceny. Planowanie przestrzenne i urbanistyczne w Polsce po prostu nie istnieje. Dlaczego? Najłatwiej by było powiedzieć, że to słabość wyobraźni lub jej brak u decydentów. Tyle że to nie jest takie proste. Można by też powiedzieć, że mamy złą ustawę o zagospodarowaniu przestrzennym. Ale tej ustawy nikt nam nie narzucił. Myśmy sami ją napisali. Przyczyna tkwi głębiej. W znacznej mierze wynika z nieumiejętności porozumienia się i uznania racji innych niż nasze własne i racji wyższych niż istotne dla jakiś grup interesów w dniu dzisiejszym.

Ostatnie dwie dekady to czas straconych szans?
W znacznej mierze tak. W dwudziestoleciu międzywojennym potrafiliśmy zbudować port i miasto Gdynia, tunel kolei średnicowej w Warszawie i wspaniały Żoliborz Oficerski. 20 lat, które minęły od powstania III Rzeczpospolitej, mimo znacznie lepszych możliwości technicznych, jakie mamy do dyspozycji, okazały się czasem zbyt krótkim, aby zagospodarować plac Defilad w Warszawie. Naszą dumą mają być stadiony, które budujemy na Euro 2012, a przecież mają one wyraźne odniesienia do obiektów tego typu powstających w innych rejonach świata.

Na który z wzniesionych po 1989 roku budynków zrzuciłby pan bombę?
Wyburzanie obiektów szpetnych nie jest rozwiązaniem, tym bardziej że ich brzydota może razić jedynie mnie. Konieczne jest przełamanie powszechnego przyzwolenia na bylejakość. Stworzenie zapotrzebowania na piękno, porządek, w tym wysoką jakość przestrzeni publicznych. To zadanie na pokolenia, ale zacząć trzeba bezzwłocznie. Za następne lat dwadzieścia może okazać się, że bomb nie wystarczy.

Uproszczeniem byłoby winić za istniejący stan rzeczy wyłącznie specjalistów. Istnieje w Polsce społeczne przyzwolenie na daleko idące przekształcenia tkanki architektonicznej. Dobitnie świadczy o tym rewitalizacja architektury modernizmu. Kamienice i bloki są szpecone nadbudowami, tynkowane w pstre kolory, nikt nie szanuje pierwotnych założeń projektanta. Co się stało z wrażliwością estetyczną Polaków?
Jestem niepoprawnym optymistą. Uważam, iż mamy zakodowane w sobie poczucie ładu to część naszej natury, odruchowo wybieramy harmonię, a nie dysharmonię, czasem w sposób nieuświadomiony. Głęboko wierzę, iż ta stępiona obecnie wrażliwość musi się odrodzić. Z czasem też dotrze do świadomości tych, którzy mają realny wpływ na kształtowanie przestrzeni publicznych, czyli do polityków i administracji, że najprostszą drogą do trwałego zapisania się w historii jest pozostawienie po sobie znaczących gmachów publicznych i klarownych decyzji wobec miejskiej przestrzeni. Ten proces zaczyna już być zauważany. Są przykłady, na razie nieliczne, że zaczynamy myśleć nie w kategorii kadencji, lecz długofalowego interesu lokalnych społeczności. Niedawno zasiadałem w jury konkursu na projekt nowego lotniska w Lublinie. Jestem zbudowany entuzjazmem i determinacją lokalnych władz samorządowych wszystkich szczebli, którzy z terminalu pasażerskiego na nowym lotnisku chcą uczynić przyszły symbol miasta. Wierzę, że im się to uda.

Polscy architekci narzekają, że ich nowatorskie projekty rozbijają się o indolencję inwestorów i wykonawców.
Obarczanie inwestora odpowiedzialnością za niską jakość tworzonej przez nas architektury jest uproszczeniem i ucieczką od odpowiedzialności. Badania statystyczne wskazują, iż jakością architektury zainteresowany jest jedynie co piąty z nich. Winien mieć tego świadomość każdy architekt profesjonalista. Każdy projekt powinien być wyzwaniem, a nie tylko koniecznością wywiązania się z nałożonych umową powinności. Nie ma sprzeczności między wartością proponowanych rozwiązań architektonicznych i sukcesem komercyjnym budynku. Celem inwestora jest zawsze sukces komercyjny. Nie ma w tym nic zdrożnego. Naszym zadaniem zaś jako twórców jest stworzenie pięknego i wartościowego domu, czasem wbrew woli i świadomości zleceniodawcy.

W czasie gdy projektował pan gmach Focus Filtrowa w Warszawie, na rynku biurowców panowała recesja, budowano z tanich materiałów i kolorowo. Pan zdołał jednak przekonać inwestora do droższych rozwiązań. Jak osiągnąć taki kompromis?
Przy podejmowaniu decyzji co do rozwiązań architektonicznych budynku Focus Filtrowa nie zawieraliśmy kompromisów. Mieliśmy świadomość, że budynek ma gabaryty i skalę, która spowoduje, że będzie zauważalny i rozpoznawalny przez swą masę, wielkość i sam fakt powstania. Będzie odstawał od swego otoczenia, lecz zarazem nadawał mu nową wartość. Będzie zauważalny i rozpoznawalny nie tylko w swym bezpośrednim otoczeniu, lecz w skali szerszej, w obszarze całego miasta. Ideą przewodnią przy definiowaniu planu, bryły i wewnętrznej struktury Focus Filtrowa było nadanie mu cech odrębnego organizmu - miasta - przyjmując za Louisem I. Kahnem, iż "prawdopodobnie miarą miasta jest stopień lub jakość oferowanych możliwości".

Stąd też budynek został zaprojektowany na planie prostokąta z wewnętrznym przekrytym dziedzińcem, którego archetypu należy szukać w funkcji, jaką w przeszłości pełniły miejskie rynki i place targowe. Architekturę budynku kształtowaliśmy ze świadomością, że jego znaczenie dla otaczającej go przestrzeni będzie silne bez względu na rodzaj zastosowanego detalu i tektonikę elewacji. Elementem decydującym będzie jego skala i nadnaturalna dla miejsca budowy kubatura. O sukcesie komercyjnym przesądziła w równym stopniu czytelność i logika jego wewnętrznej struktury, standard wykończenia oraz wysoka ocena jakości i trwałości jego architektury. Nie bez znaczenia było również i to, iż przy wysokiej jakości rozwiązań architektonicznych, technicznych i materiałowych Focus był relatywnie tańszy od powstających równolegle konkurencyjnych budynków biurowych.

Niedawno rozstrzygnięto konkurs na zagospodarowanie okolic Stadionu Narodowego w Warszawie, jedno z największych przedsięwzięć tego rodzaju w wolnej Polsce. Jak pan ocenia zwycięski projekt? Czy będzie to wizytówka Polski?
To dopiero początek drogi. Zbyt wcześnie na oceny. Jest wiele stadionów o różnej wielkości i znaczeniu, lecz jedynie nieliczne z nich uzyskały rangę symbolu. Ich bezpośrednie otoczenie, poza wyjątkami, nie ma większego znaczenia. Nigdy też nie jest odniesieniem dla innych realizacji. Zwycięska propozycja dla otoczenia Stadionu Narodowego sformułowanych przez pana oczekiwań nie spełni.

Czym polska architektura współczesna może się pochwalić przed światem?
Ewenementem są nieznane na świecie kościoły projektowane przez Stanisława Niemczyka. To wszystko niestety. Czekam na ukończenie realizacji osiedla Ekopark w Warszawie, w projekcie którego jednym z założeń podstawowych były tworzące kręgosłup całości założenia bulwar i plac miejski - agora, jednoznacznie zdefiniowana ogólnodostępna przestrzeń publiczna. Z przyjemnością obserwuję, że już teraz jest miejscem spacerów i niejako przedłużeniem atrakcji, jaką jest Pole Mokotowskie. W osiedlu Marina udało się nam wytworzyć wzorowany na kształcie placu Inwalidów półkolisty plac Róży Wiatrów oraz założenie parkowe ze sztucznym jeziorem.

Niestety całość została ogrodzona i wymieniana jest jedynie w kontekście dyskusji o płotach. Innych współczesnych polskich realizacji, które można by uznać za świadomie kształtowaną przestrzeń urbanistyczną o dużej skali, nie potrafię wymienić. Sądzę, że powinno nam wszystkim być po prostu wstyd, wszystkim: architektom, planistom, a przede wszystkim władzom samorządowym, na których spoczywa ustawowy obowiązek troski o ład przestrzenny, że w tak długim okresie nie powstało żadne spójne założenie urbanistyczne ani ukończona czytelna, wartościowa przestrzeń publiczna. Wykreowanie takiej przestrzeni to proces wieloletni, zajmujący czasem lat kilkanaście, lub okres aktywności jednego pokolenia. U nas nadal niestety dominuje myślenie o horyzoncie czasowym niewybiegającym poza kadencję wyborczą. Powtarzałem wielokrotnie, że w cztery lata można co najwyżej pomalować płot. Nadal brakuje nam wyobraźni, odwagi i świadomości, iż przestrzenie takie należy tworzyć. Ale może po prostu nie są one nam potrzebne? Może ciągle jest na to zbyt wcześnie?"

W sferze ideowej całkowicie się z Panem Profesorem zgadzam.



2009-01-02 00:19
 Oceń wpis
   

Jak mówi stare chińskie przysłowie "jeden obraz wart jest tysiąca słów". Stąd dla wyjaśnienia tezy zamieszczonej w tytule posłużę się obrazami. Poniższe zdjęcia satelitarne ( z serwisu google maps) pokazują wielkości typowych kwartałów w centrach trzech miast: Barcelony, Łodzi oraz Warszawy - a konkretnie warszawskiej starówki. Zdjęcia pokazane są w tej samej skali, o czym świadczy pochodząca z serwisu google maps podziałka.  


Łódź - rejon Placu Wolności

Obserwacja pierwsza - prawie cała warszawska starówka mieści się wewnątrz pojedynczego łódzkiego kwartału.


Warszawa - Stare Miasto

Obserwacja druga - kwartały w Barcelonie (o ileż intensywniej zabudowane niż kwartały łódzkie) - są półtora  o ile nie dwa razy mniejsze niż te w Łodzi.


Barcelona

Proszę zwrócić również uwagę na ilość przestrzeni przeznaczonej na komunikację w każdym z trzech miast. Jej obecność warunkuje prawidłowy rozwój miasta, pozwala na normalne funkcjonowanie.

Powyższe obserwacje nie są moje. Mówi się o tym od wielu lat. Takie analizy były wykonywane np. na użytek łódzkiego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.

Na koniec jeszcze jedna obserwacja - zamieszczona w tytule - Łódź pozostaje miastem niedokończonym, o ogromnym, wciąż nie zrealizowanym potencjale.

 

Tagi: komunikacja, miasto, kwartał, Łódź, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.