2009-10-31 22:32
 Oceń wpis
   

Kilka dni temu pisałam o pomyśle władz Łodzi na zaproszenie do naszego miasta Jaime'go Lernera - wieloletniego burmistrza Kurytyby i świetnego architekta, planisty który wprowadził w swoim mieście zasady zrównoważonego rozwoju. Znalazłam dzisiaj w portalu TED świetne przemówienia Jaime'go Lernera, zakończone piosenką na temat zrównoważonego rozwoju. Wspaniały człowiek, pełen ciepła i humoru. Nie sposób się z nim nie zgodzić :) . Jednocześnie bardzo przekonuje mnie sposób w jaki tłumaczy skomplikowane idee - całkowicie prosto, bez fałszywego nadęcia i niepotrzebnej komplikacji. To jest dokładnie to o czym jestem głęboko przekonana. Urbanistyka, myślenie o mieście wcale nie musi być abstrakcją. Wręcz przeciwnie powinna być prosta aby trafić do mieszkańców, uczynić ich współodpowiedzialnymi za przestrzeń, za miasto.

Podoba mi się (i sama też na to wpadłam - nie tylko ja zresztą) uczenie poprzez nauczanie dzieci i młodzieży. Przemawianie językiem rysunków, do pewnego stopnia komiksu. Ktoś mi kiedyś powiedział że jeśli będę preferować mówienie prosto mogę zostać posądzona o prostactwo. Po wysłuchaniu tej wypowiedzi mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć: Mam to w nosie! :)

Spodobało mi się też stwierdzenie że innowacyjność zaczyna się w momencie, kiedy skreślamy jedno zero z sumy budżetu. A staje się rzeczywista, kiedy skreślamy dwa zera...

Nie wspominając oczywiście o porównaniu samochodu do teściowej, a relacji z tym niewątpliwie potrzebnym środkiem lokomocji do zła koniecznego. Oraz - jeszcze raz to  powtórzę - o tym jak ważne jest pytanie o zdanie mieszkańców! Choćby dla uzyskania kreatywnej odpowiedzi na rzeczywiste potrzeby danego miasta.

Zachęcam gorąco do obejrzenia :)

źródło: TED.com

Tagi: finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, parki, transport


2009-10-30 22:17
 Oceń wpis
   

Spójrzcie co może Was spotkać na ulicy...

Jesteście w obiektywie ukrytej kamery - ale nie tylko... :)  Przezabawne są reakcje przechodniów, którzy znaleźli się w zasięgu działania urządzenia. Takie pomysły mają nieoceniony wpływ na kreowanie relacji i budowanie poczucia wspólnoty. Doskonale sprzyjają też kreowaniu atrakcyjności przestrzeni miejskiej.

Hand from Above from Chris O'Shea on Vimeo.

Hands from Above (Ręce z Góry) jest wspólnym przedsięwzięciem FACT: Foundation for Art & Creative Technology i Liverpool City Council dla BBC Big Screen Liverpool i Live Sites Network. Premiera miała miejsce podczas inaguracji festiwalu Abondon Normal Devices.

Więcej informacji na temat projektu który zgromadził około 5000 widzów znajdziecie tu.

Tagi: społeczeństwo, relaks, miasto, przestrzeń


2009-10-28 21:55
 Oceń wpis
   

Lektura bloga Lege Artis zachęciła mnie do opisania niektórych bubli prawnych z dziedziny prawa związanego z zagospodarowaniem przestrzennym, z którymi mam na codzień do czynienia. Dla wyjaśnienia - miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, których opracowywaniem zajmuję się zawodowo stanowią prawo lokalne i jako takie ich zapis musi spełniać wymogi dokumentów prawnych oraz nie zawierać sprzeczności z innymi dokumentami prawnymi wyższego rzędu. No i tu leży pies pogrzebany. Mało tego temat jest iście tematem rzeką i podejrzewam, że pisząc codziennie życia by mi nie starczyło na jego wyczerpanie.

 Zacznę od pozornie oczywistego pojęcia "działki budowlanej". Zdawać by się mogło rzecz absolutnie podstawowa, a więc z pewnością właściwie nazwana. W potocznym rozumieniu działka budowlana jest to taka kategoria nieruchomości gruntowej, na której można budować. W odróżnieniu przykładowo od działki rolnej albo leśnej, na których budować nie wolno. Otóż myliłby się ten kto zawierzyłby w tej materii intuicji.

Zgodnie bowiem z definicją zawartą w Ustawie o gospodarce nieruchomościami mówiąc o działce budowlanej - "należy przez to rozumieć zabudowaną działkę gruntu, której wielkość, cechy geometryczne, dostęp do drogi publicznej oraz wyposażenie w urządzenia infrastruktury technicznej umożliwiają prawidłowe i racjonalne korzystanie z budynków i urządzeń położonych na tej działce;" No i masz ci los - mam do wyboru: albo wymyślić własną definicję, ale nie bardzo mogę wymyślać definicje sprzeczne z ustawą i definiować coś inaczej w uchwale Rady Miasta/Gminy albo wymyślić inne określenie, którego nikt nie zrozumie. Mogę też nie definiować tego wcale używając określenia potocznego działki budowlanej i licząc ..no własnie sama nie wiem na co liczę.

Niektórzy - i być może ja również - używają  pojęcia działki inwestycyjnej. Która może przykładowo składać się z kilku nieruchomości gruntowych. I tu znowu mam dylemat. Wszystko w porządku jeśli plan będzie wykorzystywany do wydawania pozwolenia na budowę. Określam bowiem parametry (wielkość, szerokość frontu) działki inwestycyjnej i inwestor wie jaki fragment gruntu ma kupić aby wybudować w tym miejscu dom. Gorzej, że plan służy też jako podstawa podziału nieruchomości - a tak właśnie jest zgodnie z prawem. I tutaj konia z rzędem za geodetę albo właściciela dotychczasowej nierucomości rolnej (pola, które na skutek uchwalenia planu może zostać rozparcelowane), który zrozumie o co mi chodzi kiedy będę mówiła o działkach inwestycyjnych złożonych z kilku działek gruntowych.

No dobrze, przyjmijmy że doszliśmy w tej materii do jakiegoś konsensusu (bo w sytuacji kiedy nikt nie wie co jest słuszne: ani autor planu, ani urząd, ani GKUA/MKUA - Gminna/Miejska Komisja Urbanistyczno-Architektoniczna, ani zapewne urząd wojewódzki który to sprawdza w zakresie zgodności z prawem jedyną racją jest konsensus - patrz teoria racjonalności komunikacyjnej Jurgena Habermas'a, która chyba jednak nie powinna znajdować w kwestiach prawnych zastosowania) co do poziomego określenia, czym jest obszar inwestycji pozostaje nam jeszcze kwestia kolejna. I tu już znajdujemy się na gruncie iście grząskim.

Otóż zgodnie z art.143 kodeksu cywilnego "W granicach określonych przez społeczno-gospodarcze przeznaczenie gruntu własność gruntu rozciąga się na przestrzeń nad i pod jego powierzchnią. Przepis ten nie uchybia przepisom regulującym prawa do wód." No i tu mamy doprawdy dylemat. Najmądrzejsze głowy nie wiedzą jak z tego wybrnąć - patrz interpratacja tego zapisu w publikacji prawnej. Nie da się ukryć że mamy do czynienia z - łagodnie rzecz określając - reminiscencją planowania socalistycznego. Przypomina mi się, kiedy w 2000 bodajże roku byłam na konferencji organizowanej przez UDMS, w ramach której odbyły się warsztaty prowadzone przez naukowców z Delft na temat możliwości zapisu trójwymiarowego katastru. Nie muszę chyba wyjaśniać że nigdzie indziej taka definicja jak nasza rodzima nie obowiązuje.

Jakie "społeczno-gospodarcze wykorzystanie" ma reperkusje dla zagospodarowania np. terenów nad liniami kolejowymi lub nad drogami nie trzeba zapewne tłumaczyć. W tym pierwszym przypadku bardzo klarownie wyjaśnia to Grzegorz Buczek w wywiadzie na temat możliwości przebudowy warszawskiego dworca. Skrótowo rzecz ujmując jedynie PKP może być poważnym inwestorem na takim terenie. Bo PKP jest właścicielem linii kolejowej pod dworcem. Nad drogami publicznymi w Polsce można wznosić wyłącznie budowle publiczne. Aż dziw że powstało coś takiego jak skocznia w Wiśle.


Skocznia w Wiśle Malince -  droga przechodzi w tunelu pod trybunami. Budowla jest inwestycją publiczną - taka budowla prywatna nie byłaby możliwa. Źródło: gazeta.pl

Jeden z moich studentów, kiedy próbowałam tłumaczyć zawiłości związane z możliwością zapisu ustaleń planu w trzecim wymiarze (chciał zaprojektować prywatny parking pod publiczną ulicą - rzecz, z którą spotkał się w Londynie) stwerdził że on z przyjemnością zostanie urbanistą. Bo to bardzo ciekawe. Ale w Wielkiej Brytanii.


Ten skwer - publiczny - zlokalizowany jest nad prywatnym parkingiem. W naszych warunkach takie rozwiązanie (wprost) nie jest możliwe. Można oczywiście mówić o dzierżawie albo innych sposobach omijania przepisów - ale czy rzeczywiście tędy prowadzi droga? Skwer - Jardin du Clos Carret - znajduje się w Lyonie we Francji, a zdjęcie pochodzi z witryny http://www.ilex-paysages.com To samo zdjęcie można też odnaleźć w książce Krajobraz miejski Nowe trendy Nowe inspiracje Nowe rozwiązania.

Tyle na początek - cyklu jak podejrzewam o bublach rodzimych regulacji planistycznych. Dla osób, które już nie mogą się doczekać małe pytanie: czy wolno prowadzić drogę tuż obok torów kolejowych skoro droga jest obiektem budowlanym, a obiekty budowlane muszą być od kolei odsunięte?

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, budowlane, bubel


2009-10-26 21:49
 Oceń wpis
   

Podróżować po Łodzi (tym razem mieście) autobusem lub tramwajem będzie zdecydowanie przyjemniej, kiedy wprowadzone zostaną nowe, lepsze rozwiązania komunikacyjne zaproponowane przez Jaimego Lernera - długoletniego mera Kurytyby i twórcę jednego z najlepszych rozwiązań komunikacyjnych na świecie. Pisałam na podobny temat w ubiegłym tygodniu, co powoduje fascynację jak podobne myślenie pojawia się w tym samym czasie w różnych gremiach. O samych rozwiązaniach stosowanych w Kurytybie też już kiedyś pisałam - rzeczywiście działają doskonale.


Transport w Łodzi - źródło Gazeta.pl, dodatek łódzki

Jak donosi dzisiejsza GW, dodatek łódzki - Jaime Lerner zostanie zaproszony przez władze Łodzi aby zaproponować rozwiązanie problemu transportu zbiorowego dla naszego miasta. Pomysł świetny, choć konsultacje ponoć kosztowne. Ciekawa jestem czy diagnoza będzie zbliżona do mojej :)


Jaime Lerner, źródło Wikipedia

Podsumowując zamiast komentarza podsunę lekturę - dla wszystkich zainteresowanych problematyką miejskiego transportu. Miasto w ruchu. Przewodnik po dobrych praktykach w organizowaniu transportu miejskiego - autorstwa łodzianina, kolegi z IAiU PŁ - profesora Jacka Wesołowskiego.

Tak już na marginesie: ciekawe czy inne obok transportu publicznego rozwiązania zastosowane w Kurytybie również będą dla łódzkich samorządowców inspiracją. Czego bym nam wszystkim życzyła :)

Tagi: komunikacja, kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, transport


2009-10-25 22:59
 Oceń wpis
   

Tym razem nie o mieszkaniu w Łodzi lecz na łodzi.

Na forum http://www.airliners.net/aviation-forums/ znalazłam wpis takiej oto treści (pisownia oryginalna): "Inn a year or two I am going to have to decide on whether I want a house or a houseboat. Being in Florida I am split biased as each have their ups and downs. Now I do have experience living in both as my dad let me live one summer aboard his 32ft cruiser "Our Time." In addition I have been boating all my life but have lived in houses all my life. What would you do if you were in my shoes? For those wondering, a house boat can cost cheaper than a house if you get the right boat. Hunter"

W wolnym tłumaczeniu: "Za rok lub dwa zamierzam podjąc decyzję czy chcę mieszkać w domu czy na łodzi mieszkalnej. Będąc na Florydzie rozważam obie możliwości jako że każda ma swoje dobre i złe strony. Do teraz miałam okazję doświadczać mieszkania w obu wariantach jako że mój tato pozwolił mi zatrzymać się latem na pokładzie swojego statku "Our Time". Dodatkowo całe życie pływałam na łódkach ale - również całe życie -mieszkałam w domu. Co byście zrobili na moim miejscu? Dla tych którzy się zastanawiają: łódź mieszkalna potrafi kosztować mniej niż dom jeśli traficie na właściwą łódź. Hunter".

I co o tym sądzicie? Takie stawianie sprawy dowodzi oczywistego traktowania mieszkania w łodziach mieszkalnych jako czegoś całkowicie naturalnego. I rzeczywiście - proste wyszukiwanie ofert, od wynajmu poprzez zakup łodzi mieszkalnych to zarówno w Ameryce Północnej (szczególnie w części południowej) jak i w Europie zachodniej - dowodzi, że mieszkanie na łodzi przycumowanej gdzieś na stałe stało się zjawiskiem całkowicie naturalnym i oczywistym.


Amsterdam, łodzie mieszkalne - źródło: http://www.flickr.com/photos/

W Amsterdamie przycumowanych jest 2500 łodzi - mieszkalnych oraz wynajmowanych na różny okres czasu. Funkcjonują nawet wspólnoty mieszkańców łodzi, służące - jak to zwykle w takim przypadku - ułatwieniu zaspokajania potrzeb związanych z zamieszkiwaniem.


Barka w Warszawie - źródło: GW, Duży Format -  http://wyborcza.pl/1,75480,7170703.html

Jak to wygląda u nas? Do poszukiwań w tej materii skłonił mnie artykuł w Dużym Formacie GW o perypetiach sympatycznej pary młodych ludzi mieszkających na łodzi w Warszawie. Co ciekawe - łodzie mieszkalne są produkowane w Polsce - zapewne na eksport i to co najmniej w kilku miejscach. Na pewno w Gdyni i w Tomaszowie Mazowieckim. Czy ta moda ma szanse się przyjąć również u nas? Wtedy rodzima biurokracja będzie musiała dostosować przepisy do potrzeb osób, które chcą w ten sposób na co dzień funkcjonować. Póki co na próbę można się przespać na Motławie w hostelu Pepperland w Gdańsku.

Tak całkiem na marginesie - jeden z moich studentów otrzymał ostatnio ocenę bardzo dobrą za pracę klauzurową na temat Miasto przyszłości. W swojej pracy dowodził tezy, że miasta są już tak zatłoczone że kolejnym etapem urbanizacji będzie poszukiwanie możliwości mieszkania inaczej - między innymi na wodzie. Coś w tym jest...

Zastanawia mnie to zagadnienie również w kontekście rozważań na jakim etapie urbanizacji się obecnie znajdujemy. A to na marginesie bardzo ważnej książki, którą czytam od pewnego już czasu, a mianowicie The Urban Revolution wybitnego socjologa francuskiego który zajmował się zagadnieniami urbanizacji Henry'ego Lefebvre'a.

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-10-23 22:02
 Oceń wpis
   

Budowa zbiornika obok Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy stała się źródłem klęski ekologicznej. Nikt nie jest w stanie przewidzieć ostatecznego rozmiaru zniszczeń. Pod wodą znalazły się liczne miasta i wsie a także zakłady przemysłowe, co spowodowało krytyczne zanieczyszczenie ponad 600 km biegu najdłuższej chińskiej rzeki. Zanieczyszczenie o nieodwracalnym charakterze i rozmiarze. Jak pisze Aleksandra Stanisławska w Rzeczypospolitej w artykule Gwałt na Jangcy: nawet chińskie władze przyznają że to co miało być symbolem potęgi Chin, wymknęło się spod kontroli.


Źródło: http://earthobservatory.nasa.gov

A miało być tak pięknie.. Tama jest największą tego typu budowlą na świecie - wyprzedziła brazylijską Itaipu Dam. Wydajność wg projektu miała wynosić 85 bilionów kW/h. Utworzenie zbiornika przyczyniło się do wyeliminowania corocznych powodzi. Zapora Trzech Przełomów zatrudniała podczas budowy 25 000 pracowników. Budżet inwestycji wynosił 24 biliony $.  Budowa tamy trwała 13 lat.


Źródło: http://cayankee.blogs.com/

Konstrukcja od początku była krytykowana ze względu na ogromne koszty społeczne. Wymagała przesiedlenia ponad miliona osób oraz zalania wodami zbiornika 1200 miasteczek i wsi. W nieodwracalny sposób zmieniono środowisko życia ludzi i zwierząt. Zalane zostały liczne szpitale, cmentarze i fabryki, które stały się źródłem trucizn. Zalanie pól uprawnych spowodowało rozpuszczenie w wodzie rzeki nawozów i pestycydów. Dodatkowo swoje trzy grosze dołożyło wykorzystanie rzeki jako kanału żeglugi śródlądowej. Jangcy stała się jednym z największych ścieków świata. Wymierają zwierzęta i rośliny, a zamieszkałej na brzegach ludności brakuje wody pitnej.

Pozostaje pytanie - czy działania w takiej skali mają sens. I czy rzeczywiście są potrzebne? Czy gigantomania, rozdmuchane inwestowanie, propaganda sukcesu, niepohamowana żądza zarobków kosztem: ludzi, przyrody, zwierząt, zabytków kultury, wszystkiego co cenne powinno mieć miejsce. Bez umiaru i bez sensu. I obawiam się - nie tylko w Chinach.

Informacje o budżecie i mocy zaczerpnięte zostały z http://cayankee.blogs.com

Poniżej zwiastun filmu "W górę rzeki Jangcy" który w przejmujący sposób ilustruje  powyższe problemy.

Oraz prezentacja zmian, w tym przede wszystkim rozmiaru zalanych terenów związanych z tak znacznym spiętrzeniem wód rzeki Jangcy:

 

Tagi: ekonomia, energetyka, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2009-10-22 10:36
 Oceń wpis
   

Bardzo interesujący wywiad z menadżerem Martinem Blackwell'em zamieszczony w ostatnim dodatku łódzkim GW zainspirował mnie do głośnego wyartykułowania tego co od dawna wydaje mi się oczywistym, kiedy jeżdżę po śródmieściu Łodzi. Jestem urbanistą - ale nie specjalistą od komunikacji - zastrzegam się tu na wstępie. Nie mam dostępu do prognoz ruchu ani innych narzędzi badawczych ułatwiających podejmowanie decyzji w tej złożonej materii. Jednak, jako że zawodowo zajmuję się planowaniem, pewne doświadczenie w tej dziedzinie posiadam, a ponadto mieszkając i codziennie jeżdżąc ulicami Śródmieścia (lub też raczej stojąc w korkach) mam okazję do precyzyjnych obserwacji dotyczących tego co się gdzie i o której godzinie wydarza. Tym dokładniejszych, że wykorzystywanych na własny użytek celem ominięcia korków i zaoszczędzenia czasu.

Wnioski, czy też postulaty zawarte w przywołanej wypowiedzi dotyczące wydzielenia specjalnych pasów ruchu dla autobusów uważam za oczywiste. Wszędzie na świecie się tak robi (nawet w Warszawie :) ). Jako kierowca widząc, że istnieje możliwość szybszego przemieszczenia się niż samochodem chętnie rozważyłabym  możliwość pojechania autobusem.

Oprócz jednak takiego działania miałabym inny pomysł, nieco bardziej radykalny. Ale jednocześnie - poza kosztami zmiany organizacji ruchu - bardzo tani w realizacji. Uważam, więcej jestem głęboko przekonana, że pozostałość z lat jak podejrzewam 70-tych w postaci dwupasmowych ulic o pojedyńczym kierunku ruchu w śródmieściu jest całkowitym przeżytkiem, źle funkcjonującym reliktem minionej epoki. Co więcej - uważam taką sytuację za absurdalną. Dlaczego? Bardzo często zdarza się że jeden z dwóch pasów pozostaje wolny. Wolny, a więc niewykorzystany, gotów do pomieszczenia iluś samochodów więcej.

W efekcie zastosowania ulic jednokierunkowych jako kierowca muszę wykonywać koszmarnie długie kółka, żeby dokądś dojechać, co przy ogromnych kwartałach w łódzkim śródmieściu powoduje że przyczyniam się, podobnie jak cała masa innych kierowców, do zwiększonego blokowania ruchu.

Ruch dwukierunkowy - co zostało wyraźnie wyartykułowane w założeniach komunikacyjnych dla np. Kurytyby - która jest w mojej ocenie niepodważalnym wzorcem, jeżeli chodzi o rozwiązania komunikacji masowej - sprzyja korzystaniu z autobusów. W sytuacji łódzkiej żeby przesiąść się na autobus zmierzający w przeciwnym kierunku trzeba przejść co najmniej około 350m. Podróżując z małym dzieckiem albo - też czasem mi się to zdarza - w butach na obcasach, o ciężkich pakunkach nie wspominając, postrzegam to jako problem. Szczególnie w sytuacji pośpiechu.

Ruch dwukierunkowy zapewne zmniejszyłby prędkość pojazdów w centrum Łodzi. Co byłoby wielkim pozytywem dla bezpieczeństwa oraz dla mieszkańców. Jedną z ulic jednokierunkowych w centrum mogę obserwować z okna. Przy prędkościach tam rozwijanych wypadki zdarzają się nie rzadziej niż raz na dwa tygodnie. O uciążliwościach akustycznych dla mieszkańców nie muszę jak mi się wydaje opowiadać.

Jednocześnie zmniejszając prędkość - co w dzielnicach śródmiejskich jest zaletą nie wadą - likwidacja dwupasmowych ulic jednokierunkowych wpłynęłaby na zwiększenie płynności ruchu. Wpłynąłaby też na pewno na skrócenie tras przejazdów - bo zamiast robić kółko o długości obwodu dwóch albo więcej kwartałów kierowca mógłby przejechać krótki odcinek. Paradoksalnie zamiast stać w korkach moglibyśmy wolniej ale skuteczniej osiągnąć pożądaną lokalizację.

Tagi: komunikacja, samochód, miasto, urbanistyka, parking


2009-10-21 12:25
 Oceń wpis
   

Pomysł artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant na upamiętnienie historii miejsca poprzez umieszczenie ponad ulicą gigantycznego srebrzystego wielokropka skłania do refleksji. I zapewne będzie inspirował do poszukiwań historii, zastanawiał czemu w tym akurat miejscu ul. Chłodnej instalacja została umieszczona.


Źródło: Gazeta.pl

Zastosowanie współczesnego języka przekazu dla upamiętnienia tradycji i historii miejsca wydaje mi się świetnym pomysłem. Szczególnie w tym konkretnym przypadku, kiedy otoczenie całkowicie zmieniło swój pierwotny charakter a z budynków dawnego getta nic już nie zostało. Tym bardziej gigantyczny znak interpunkcyjny - nawiasy o wysokości 9m i trzy kropki o średnicy 1,6m - przykuje uwagę przechodniów.

Tego rodzaju instalacje doskonale wpisują się we współczesne trendy designu miejskiego, w dążenie do wpływania na zachowania przechodniów, wywołanie zainteresowania niekonwencjonalnymi prezentacjami. W okresie okupacji niemieckiej to miejsce wyglądało jak na zdjęciu poniżej.


Źródło: www.warszawa1939.pl

Było zwarto zabudowane, nie istniało Osiedle za Zelazną Bramą, a w miejscu o którym mówimy, dokładnie nad ulicą tłoczył się gęsty tłum ludzi. Tłum ludzi, którzy niedługo potem zginęli, zamordowani w bestialski sposób.

Tagi: kultura, historia, design, miasto, rzeźba, społeczeństow


2009-10-18 23:39
 Oceń wpis
   

Po raz kolejny obejrzałam Dym Wayna Wang'a. Bardzo lubię ten film, szczególnie wątek dotyczący cyklicznych fotografii - zawsze z tego samego miejsca i zawsze w tę samą stronę - robionych przez głównego bohatera.

Zwróćcie uwagę jak ważny jest w tym filmie fakt umiejscowienia sklepu na narożniku dwóch ulic. Gdyby był gdzie indziej z pewnością mniej osób by go odwiedzało. I nie byłby tak ważny dla grona stałych klientów.

Jane Jacobs (w kultowej książce Death and Life of Great American Cities) pisze, że skrzyżowanie to najlepsze miejce na narożny sklep. Bo w tych miejscach ruch pieszy bywa największy. I zdecydowanie w takim myśleniu jest sporo racji.

Podobnie zresztą musiał myśleć Ildefons Cerda - projektant rozbudowy Barcelony -  ścinając narożniki ulic i tworząc w tych miejscach placyki.


Typowe skrzyżowanie ulic w Barcelonie - źródło Google StreetView

Z reguły narożniki są miejscami, gdzie życie kwitnie.  To ma nawet językowe potwierdzenie - mówiło się kiedyś: sklep na rogu.

Jakoś mi tylko to całe myślenie nie pasuje do otaczającej mnie rzeczywistości i nie wiem dlaczego. Wayn Wang nie mógłby w Polsce nakręcić tego filmu.

Tagi: handel, społeczeństwo, miasto, plac, ulica


2009-10-17 21:41
 Oceń wpis
   

Sporo uciechy i ciekawych spostrzeżeń dostarczają mi studenci pierwszego roku. Co roku odkrywam ich sposób widzenia, podczas gdy oni próbują zrozumieć o co mi właściwie chodzi. Cykl zajęć zaczyna się od dyskusji, co jest przedmiotem urbanistyki - co niejednokrotnie w związku ze stawianymi przed nimi zadaniami sprowadza się do zastanawiania się czym różni się budynek lub grupa budynków od krajobrazu miejskiego.

Pierwsze zadanie polegające na narysowaniu drogi do szkoły jest źródłem doskonałych obserwacji o tym jak osoby nie mające dotąd styczności z tego typu problematyką postrzegają miasto i miejski krajobraz. Dostrzegamy budynki, rzeźby, detale. Miejsca ładne, charakterystyczne, specjalne z rozmaitych powodów. I w zasadzie to wszystko. Nie widzimy tego co poza wymienionymi powyżej elementami właściwie współtworzy miejski krajobraz - ulic i ich wyposażenia, kontekstu, tła. Nie zauważamy brzydoty - najczęściej przedstawiane są obiekty, które z takich czy innych powodów można określić mianem ładnych. Tak jakbyśmy byli wyposażeni w filtr pozwalający na widzenie tylko niektórych elementów. Większość osób zwraca uwagę na budynki, na obiekty fizyczne, a nie widzą przestrzeni pomiędzy. Zauważcie dużo łatwiej usłyszeć opinie o architekturze niż o ulicy, przy której się znajduje - może dlatego że mało jest urządzonych w skończony sposób ulic. O placu troszkę łatwiej bo częściej bywają to miejsca specjalnie zaprojektowane - dlatego są zauważane.

To czego nie widzimy świadomie dostrzegane jest bez udziału rozumowej analizy. Czujemy podłogę, widzimy dziury w jezdni, odczuwamy zamknięcie lub brak zamknięcia przestrzeni. Przeszkadza brak zieleni w postaci drzew i trawnika. Albo brak chodnika czy ścieżki dla rowerów.

Takie małe ćwiczenie: co składa się na krajobraz miejski? Jakie elementy wchodzą w jego skład? Czym różni się grupa budynków od krajobrazu miejskiego?


Powyższe zdjęcie pochodzi z Gazety Wyborczej Łódź
(artykuł się bardzo ładnie nazywa - 10 najlepszych zdjęć na randkę) i przedstawia oczywiście Piotrkowską.

Załączam też przedmiot do analizowania - na zdjęciu powyżej. Jest nim (co zapewne będzie oczywiste dla osób często tu zaglądających - ul. Piotrkowska w Łodzi :). Choć wystarczy wyjrzeć przez okno lub przejśc się najbliższą ulicą - wszystko można nazwać miejskim krajobrazem - to co nieurządzone też.

Przestrzeń i jej elementy prowokują do konkretnych zachowań. Podobnie wyposażenie wnętrz miejskich czy ich kształt. Dlatego celem jest umiejętność urządzania tego co na zewnątrz. Można by na ten temat pisać długo. Najważniejsza chyba jest umiejętność tworzenia spójnej całości. Oraz cel podejmowanych działań, który wydaje się oczywisty (przynajmniej z pozoru) - ludzie mają się w wykreowanych miejscach dobrze czuć. 

Poniżej film - pochodzący z lat 70-tych, którego twórcy zwracają uwagę na różne zachowania użytkowników miejsc pomiędzy budynkami (cytat z J.Gehla Live between buildings) oraz ich powiązania z elementami wyposażenia, z kształtem posadzki, etc.

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2009-10-15 22:59
 Oceń wpis
   

Dla odprężenia - troszeczkę sztuki ulicznej. Zapraszam do obejrzenia procesu tworzenia wieloryba na jednej z zapuszczonych i zabazgranych "od zawsze" ścian tuż obok niezbyt uczęszczanego ciągu komunikacyjnego w Barcelonie:

Poniżej zdjęcia WIELORYBA:

 

Więcej dokonań BLU oraz źródło powyższych obrazów: www.blublu.org

 

Tagi: społeczeństwo, sztuka, rozrywka, miasto, graffiti


2009-10-14 20:47
 Oceń wpis
   

Całkiem przypadkiem wpadła mi w ręce relacja z dyskusji o przyszłości łódzkiej kultury wobec starań naszego miasta o zyskanie miana Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Zastanawia mnie czy powinno się określać podejmowane wysiłki w ten sposób - należałoby raczej stać się stolicą a nie tylko zyskać miano. Wśród głosów w dyskusji jeden przykuł moją uwagę. Ostatni, z sali - Jadwigi Tryzno, cytuję:

JADWIGA TRYZNO (GŁOS ZSALI) : "Chciałabym podzielić się refleksją -byśmy się zastanowili, co naprawdę oznacza bycie europejską stolicą kultury. Jak można sobie wyobrażać stan, w którym się jest tą europejską stolicą, bądź - w jaki sposób ten tytuł się tak naprawdę zdobywa. Dla mnie to ważne, gdyż tak naprawdę w sumie może to być po drodze źródłem wielu nieporozumień. To, co powiedział Krzysztof -to wszystko prawda, ale miasta, które zdobyły ten tytuł, mają architekturę, ona jest zadbana. Ale celowo zmierzam tu do jednego: wiem jak się pisze projekty do Unii. Żeby zdobyć dotację, trzeba spełnić szereg kryteriów. Pod jakie kryteria będziemy grać przez te parę lat, żeby - jeśli nam zależy na zdobyciu miana ESK 2016 - być efektywnym? Być może trzeba po prostu nam uświadomić, w co my gramy, bo być może to jest fajne, ale niekoniecznie musi nas interesować. "

Jadwigę i Janusza Tryzno miałam okazję poznać sporo lat wstecz i jedynie przelotnie, podobnie jak zapewne większość osób odwiedzających prowadzone przez nich Muzeum Książki Artystycznej, przy okazji różnych organizowanych tam imprez. I zapewne podobnie jak wiele innych osób, które się przez to miejsce przewijają, zapamiętałam ich jako wspaniałych, ciepłych, pełnych szacunku dla innych i pasji dla tego co robią ludzi. Pamiętam troskę i starania o utrzymanie należytego stanu powierzonego im budynku, w którym nadal dzięki ich wyłącznym wysiłkom działa świetna placówka kultury.


Willa Grohmana, siedziba Muzeum Książki Artystycznej przy ul. ks.bp. Tymienieckiego 24, obrazek zaczerpnięty z serwisu culture.pl

W przytoczonej wypowiedzi zwróciło moją uwagę jedno spostrzeżenie, zbliżone zresztą do rozterek zawartych w pierwszym zdaniu tego wpisu. Czy Łódź ma zyskać miano ESK 2016 - czy też raczej powinna się nią stać. Spostrzeżenie o którym mowa dotyczy oczywiście architektury, tego że musi być i musi być zadbana. To czego w myśleniu, dążeniach i aspiracjach chyba jednak brakuje to - jak mi się wydaje wynika z wypowiedzi Pani Jadwigi - coś na kształt rozważnej i przeprowadzonej bez oszukiwania samych siebie analizy. Analizy, która powinna chyba przypominać  - rzetelną analizę SWOT*. Wyciągając wnioski z tej analizy należałoby chyba zmienić myślenie o łódzkim dziedzictwie i jego potrzebach. Bo albo się czymś jest, chce się coś osiągnąć albo nie.

*Nie jestem w tej materii specjalistą, tak to się o ile pamiętam z cytowanego już tu wcześniej egzaminu nazywa.

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-10-13 20:38
 Oceń wpis
   

Dlaczego postrzeganie świata w kategoriach osobistych korzyści miałoby być złe? Każdy w ten sposób postrzega świat. Każdy czuje się w obowiązku zapewnić byt sobie, swojej rodzinie i swoim dzieciom. Każdy pragnie przede wszystkim dobra swojego i swoich najbliższych. To naturalne że dążymy do zapokojenia potrzeb własnych, nie cudzych.
Planowanie przestrzeni, zarządzanie terytorium (dwie odrębne dziedziny ale mocno ze sobą sprzężone) powiązane są w oczywisty sposób z rozwiązywaniem konfliktów. Rozwiązywanie konfliktów różnych stron funkcjonujących w ograniczonej przestrzeni bywa trudne. Jeśli możliwe staje się odizolowanie zwaśnionych stron - konflikt ma szansę sam wygasnąć. Jeśli jednak oczekiwania różnych interesariuszy są sprzeczne, dobro i przestrzeń w której się poruszamy ograniczone  - rzecz może stać się niebezpieczna, a konflikt wybuchnąć z całą mocą.

Ktoś musi przegrać, a ktoś wygrać. Lub strony muszą się dogadać. Czasem efektem dogadywania się jest wartość dodana - nowy pomysł, nowa idea. W tym wszystkim nie ma nic z polityki. A może wręcz przeciwnie - może to właśnie jest polityka. Wszak polityka to walka o władzę. Tylko że jeśli przyjmiemy, że nasze dogadywanie się w sprawach powszednich związanych z zarządzaniem i planowaniem przestrzeni ma być polityką - stajemy w obliczu przegranej. Pierwotnie bowiem naszym celem było rozwiązanie prostego problemu, zaspokojenie naszych własnych potrzeb. Co jest właściwe, zrozumiałe i naturalne. Jeśli w tym wszystkim pojawia się dążenie do władzy, walka, element gry politycznej - przestajemy myśleć o naszych potrzebach. Nic nie jest proste, oczywiste. Co więcej tracimy możliwość dogadania się w prostej sprawie, którą chcieliśmy rozwiązać na początku.

Taka jest mniej więcej różnica pomiędzy tym co rozumiane było jako partycypacja społeczna w planowaniu w latach 70-tych ubiegłego stulecia. Wtedy była to walka o władzę. A współcześnie stosowanymi metodami uczestnictwa społecznego. Teraz służą one po prostu i aż rozwiązywaniu problemów.

Rozumienie pojęcia partycypacji i ewolucji idei na podstawie H.Sanoff, J.Innes, S.Faistein, P.Healey oraz kilkunastu innych teoretyków kierunku.

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2009-10-13 16:12
 Oceń wpis
   

Od zawsze projekty miast - nie tylko te teoretyczne - były wyrazem ducha epoki.  Postawiona teza nie wymaga aby jej dowodzić. Od czasów Hippodamosa z Miletu, kiedy regularny układ kwartałów zabudowy został idealnie wpisany w nadbrzeżny krajobraz, przez miasta teoretyczne doby renesansu, których twórcy odkrywali zasady geometrii, poprzez odległe widoki i iluzoryczne perspektywy baroku - zawsze twórcy miast odpowiadali na potrzeby swojego czasu. Tak było z miastami ogrodami Howarda, które stanowiły odpowiedż na problemy miasta przemysłowego XIX wieku. Podobnie z licznymi projektami modernizmu - zarówno teoretycznymi, a także tymi które doczekały się realizacji. Wśród nich utopijne wizje autorstwa Le Corbusier'a i liczne realizacje modernistycznych osiedli, także te których budowa okazała się możliwa dzięki przemysłowym metodom produkcji budynków.


Źródło ilustracji bryła.pl

Podobnie i współczesne nowoprojektowane miasta są odpowiedzią na potrzeby epoki. Analizując projekt nowego miasta, które dopiero ma zostać zrealizowane możemy zastanawiać się na jakim etapie rozwoju cywilizacyjnego jesteśmy, jakie są nasze potrzeby, o czym marzymy i jakimi środkami da się to zrealizować.

No dobrze - po tym przydługim wstępie przejdźmy do rzeczy. W sercu pustyni, 17 kilometrów od Abu Dhabi - stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich - ma powstać nowe miasto. Masdar, którego projekty od ponad dwóch lat opracowywane są przez największe pracownie (masterplan Foster and Partners, wielofunkcyjne centrum - LAVA) może czerpać z nieograniczonych funduszy, jeśli chodzi o budowę czy stosowane technologie. Koszt inwestycji zacowany jest na 20 bilionów dolarów amerykańskich.

Można przyjąć że założenia projektu, których praktycznej realizacji nie ograniczają czynniki natury ekonomicznej, stanowią niczym nie skrępowany wyraz współczesnych tendencji w projektowaniu i odbicie ducha epoki.

Jaki wobec tego ma być Masdar? Miasto o zwartej strukturze, oparte na tradycyjnym, antycznym planie miast arabskich, z wąskimi ulicami. Takie osiedla najlepiej odpowiadają potrzebom tamtejszego klimatu i jednocześnie stanowią optymalne środowisko życia człowieka - co niekoniecznie ulega zmianom i czego modyfikować nie należy. Zamknięte w ramach ograniczonego terenu, nie rozlewające się na zewnątrz.

Bez ruchu samochodowego, a więc pozbawione spalin. Z ulicami przeznaczonymi dla pieszych. Samochody zastąpić ma sieć napowietrznych, magnetycznych kolejek z niewielkimi gondolami, w których każdy indywidualnie określi dokąd chce się udać oraz którędy. Zródłem energii dla miasta będą farmy elektrowni słonecznych i wiatrowych. Baterie słoneczne zajmą też dachy budynków, te które nie będą zajęte przez ogrody. Miasto otaczać będą pasy zieleni, podlewanej dzięki wodzie deszczowej, która zamiast być odprowadzona do kanalizacji będzie w całości retencjonowana i wykorzystywana.

W centrum miasta znajdzie się duży wielofunkcyjny zespół usług mieszczący galerię handlową i centrum rozrywki, hotel, centrum kongresowe i obiekty kultury, wokół położonego centralnie placu o miękko wykrojonej formie. Miejsce publicznych zebrań będzie zacienione specjalnie skonstruowanymi parasolami, które w ciągu dnia będą pełnić rolę sklepienia, a po zmroku zwiną się. Gromadzona przez parasole energia słoneczna może być źródłem ciepła dla ogrzewania budynków w centrum. Projekt centrum miasta - wyłoniony w drodze konkursu, w którym startowało ogółem kilkaset różnych biur - wykonany został przez biuro LAVA (Laboratory for Vision Architecture).

Dla mnie charakterystyczne jest jak ważnym dla tej gigantycznej inwestycji jest poszanowanie tradycji i potrzeb ludzkich. Bez próby zmiany, czy wychowywania - jedynie w odpowiedzi na rzeczywiste potrzeby.

Tagi: energetyka, miasto, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2009-10-12 16:02
 Oceń wpis
   

Moją uwagę przykuł fragment artykułu w Gazecie Wyborczej - Biznes na temat tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.


Tegoroczna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Zacytuję: " Elinor Ostrom, profesor na Uniwersytecie Bloomington, rzuciła wyzwanie teorii, jakoby wspólna własność była zawsze źle zarządzana i jedynym wyjściem z tej sytuacji jest prywatyzacja lub przejęcie władzy przez jeden centralny ośrodek. Przeprowadziła szereg badań i analiz, za przykłady biorąc zarządzane przez szereg pracowników targi rybne, pastwiska, lasy, i dowiodła, że w większości przypadków własność wspólna jest znacznie lepiej zarządzana, niż mówią to standardowe teorie. Jej zdaniem właściciele zasobów najczęściej w swoim gronie sami wynajdują sposoby na podjęcie dobrych decyzji i wcielenie ich w życie, sami też najlepiej są w stanie rozwiązać wszelkie konflikty interesów."

Wspaniały argument przemawiający za stosowaniem w praktyce rozwiązań partycypacji społecznej w planowaniu. Zawsze co dwie głowy to nie jedna. Grupa osób z reguły jest autorem lepszych pomysłów niż pojedyńcza osoba. Fakt że trudniej je wdrażać i realizować - a może wbrew pozorom wcale nie trudniej? Na pewno nie dyskwalifikuje to grupy. Bardzo się cieszę, że akurat dzisiaj trafiłam na taką wiadomość. Gdzieś ktoś kiedyś opowiadał mi w zamierzchłych czasach, kiedy uczyłam się do egzaminu doktorskiego z ekonomii, że to najbardziej humanistyczna z nauk. Coś w tym jest.

Źródło cytatu oraz zdjęcia : GW

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2009-10-10 15:10
 Oceń wpis
   

Powierzchnia wolnych od samochodu ulic i placów Kopenhagi zwiększyła się znacząco w ciągu ostatnich 40 lat, od ok. 15800 m2 w 1962 roku do blisko 100 000 m2 w 1996 r. Badania dotyczące wykorzystania przestrzeni miejskiej były prowadzone w latach 1968, 1986 i 1995. Podczas gdy badania z roku 1968 wskazywały że nowe ulice piesze były popularne jako miejsca spacerów i robienia zakupów, badania z roku 1986 wykazały rozwój nieformalnych przejawów aktywności w przestrzeni publicznej i kształtowanie się nowej kultury miejskiej. Kolejne badania wskazały na dalszy rozwój tego zjawiska. Ważnym czynnikiem mającym swój udział w rozwoju nieformalnego życia publicznego miała "kultura kawiarni" - na ogół nie znana w Kopenhadze w czasie kiedy pierwsze ulice przekształcane były na ciągi piesze. Miasto aktualnie ma do zaoferowania około 5000 zewnętrznych miejsc kawiarnianych. Co więcej - pomimo że spodziewano się, że klimat znacznie ograniczy możliwości rozwijania publicznego życia na zewnątrz w Danii  - sezon na przesiadywanie w otwartych kawiarniach znacznie się wydłużył. Z sezonu letniego, który pierwotnie trwał trzy lub cztery miesiące obecnie trwa od kwietnia do listopada - a więc miesięcy siedem.

W Kopenhadze jest zimniej niż w Polsce - to na pocieszenie. Powyższy cytat, bo to cytat pochodzi z podczytywanej do poduszki książki Public Places - Urban Spaces, autorstwa M.Carmona, T. Health, T.Oc i S.Tiesdell. Rezulaty cytowanych badań zaś pochodzą z opracowania firmy Gehl Architects. Tak sobie pomyślałam, że warto przy tej okazji wrócić do klasycznej już wypowiedzi Jana Gelha o ulicach Kopenhagi. Zapraszam wobec tego na film: 

Zwróćcie uwagę na ostatnie zdanie - zawierające radę dla władz lokalnych: trzeba spróbować traktować ludzi, mieszkańców poważnie - co najmniej równie poważnie jak samochody..

Tagi: społeczeństwo, miasto, publiczna, przestrzeń, kopenhaga


2009-10-08 17:50
 Oceń wpis
   

Wybierając się na smutną imprezę (choć organizatorzy przywitali gości sokiem i ciastem) przy okazji zabłądziłam w sąsiedni kwartał zabudowy. Jeden z największych kwartałów w śródmieściu Łodzi.


Wstęga, która została przecięta aby niestety "symbolicznie otworzyć" centrum rewitalizacji.


Torty i napoje dla uczestników i zaproszonych gości.

Dawno tam nie byłam. Sądziłam wobec tego, że jednak coś się w tej okolicy zmieniło. Tym bardziej że tuż obok inwestycja Phylipsa, wyremonowano też kościół oo.Jezuitów. Tymczasem jednak nie. I to pomimo zapewnień, które wielokrotnie słyszałam przy różnych okazjach że centrum Łodzi zabudowało się na tyle że nie ma już w śródmieściu miejsca na nowe inwestycje. Co jest zdecydowanie nieprawdziwe.


Wspomniany kwartał - źródło zumi.pl

Oczom moim ukazał się iście sielski obrazek z małymi domkami rozmieszczonymi dość luźno pomiędzy pozostałymi, zarosłymi zielenią ruinami dawnych oficyn. Tuż obok na sąsiedniej równie długiej działce bez frontu rozlokował się warsztat samochodowy. Niezliczone ilości parkingów uzupełniają obraz tego krajobrazu niczym po bitwie.


Jeden z licznych w tym rejonie parkingów


Drugi z licznych w tym rejonie parkingów.

Nieliczne kubatury budynków, rozlokowane jedynie wzdłuż bardzo rzadko w tym rejonie rozmieszczonych ulic dopełniają wizerunku. Niewiele zmienia że ostatnio pojawiło się kilka nowych domów. Skoro nie tak dawno kilka też przestało istnieć. Jeden niestety całkiem niedawno.

Intensywność zabudowy w tym obszarze niewiele jak mi się wydaje odróżnia się od pierwotnie przyjmowanych wskaźników dla zabudowy wiejskiej zakładającej uprawę lnu na bardzo długich działkach pierwszych łódzkich rzemieślników. Obrazek iście sielski. Pośrodku kwartału trafiłyśmy do wróżki, która mieszka sobie pod jabłonką w małym domku. Z dala od ulic i wielkomiejskiego zgiełku. Adres co prawda nie wiejski ale okolica jak najbardziej. Tak sobie myślę - może wróżka pomoże ..


Tuż obok wróżki - warsztat samochodowy.

Oraz pierwotne rozplanowanie działek łódzkich prządków - wyraźnie widać jak są głębokie i w tym tkwi źródło rozlicznych łódzkich kłopotów albo wciąż istniejąca ... i jak widać nieustannie dziewicza szansa na stworzenie świetnego środowiska do mieszkania i życia - ilustracja zaczerpnięta z http://w4u.am.lodz.pl/~jkk/ld

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka


2009-10-05 22:59
 Oceń wpis
   

Ulica, arteria, droga, ścieżka, korytarz ruchu, ciąg pieszy, ciąg pieszo-jezdny - wiele różnych nazw dla określenia szlaków które wykorzystujemy dla poruszania się w miejskiej (i nie tylko miejskiej) przestrzeni. Każda ma swoje unikalne cechy, odczuwamy je w różny sposób. Często przechodzimy tymi samymi ścieżkami nie zwracając uwagi na to co mijamy po drodze. Z reguły chodzimy, jeździmy, przemieszczamy się wykorzystując te same trasy i nie dostrzegamy różnic pomiędzy nimi, nie zwracamy też większej uwagi na to co mijamy po drodze. Jeśli następuje zmiana - tę dostrzegamy. Przy czym każdy widzi co innego. Jedni obserwują towary eksponowane w witrynach sklepów, inni podglądają sąsiadów, jeszcze inni patrzą w niebo i widzą gzymsy kamienic.

Co decyduje o charakterze naszych codziennych szlaków? Odpowiedź jest stosunkowo prosta i oczywista - to co mamy szansę odbierać zmysłami: wzrokiem, dotykiem, zmysłem równowagi, słuchem, węchem, poczuciem zamknięcia przestrzeni. Wszystko: proporcje (odpowiadają za poczucie otwartości lub przytłoczenia), detal, stan utrzymania elewacji i nawierzchni, obecność przerw (otwarć) w pierzei, linia gzymsu, zapach: smród lub aromat, hałas lub cisza, pustka i zatłoczenie, oświetlenie, przyuliczny handel, wspomnienia, długo by wymieniać.

Każde wnętrze, wnętrze uliczne też, ma ściany i podłogę. Niekiedy ma również sufit - mogą nim być korony drzew. Ściany są albo ich nie ma. Są - jeśli jesteśmy w zwarto zabudowanym centrum miasta i mamy do czynienia z pierzejami flankujących ulicę domów. Są też w gęsto zabudowanych osiedlach domów jednorodzinnych - wtedy składają się częściowo z przyulicznej zieleni. Są na obrzeżu lasu, parku - ale wtedy bywają tajemnicze i groźne, szczególnie o zmroku. Ścian trudno się domyślać w modernistycznych osiedlach, zresztą kształt zamkniętej między blokami przestrzeni zależy w dużej mierze od okresu, w którym dane osiedle zostało wzniesione. W pewnych okresach był bardziej czytelny w innych mniej - ale chyba nigdy nie było tam ulic. Mamy potrzebę zamknięcia przestrzeni - czujemy się wtedy pewniej. Z otwartej, postrzeganej jako nieznana i niezdefiniowana przestrzeni powstaje wtedy miejsce (Yi Fu Tuan Przestrzeń i miejsce). Konkretne i bliskie. Przeszkadza nam niczym nieuzasadnione zakłócenie czytelnego wnętrza.

Przeszkadza nam niedokończona pierzeja uliczna. Dlatego też tak boleśnie odczytujemy nieuzasadnione wyburzenia. Zakłócają nasz obraz danego miejsca. W pewien sposób bolą. Bolą również dlatego bo następuje zatarcie kształtu, który jest nośnikiem obrazu. Obrazu miasta funkcjonującego w swiadomości mieszkańców. Bolą nie tylko w przypadku kiedy zniszczeniu ulega budynek, który z racji formy i pewnej unikalności jest znakiem szczególnym (jak cytowana tu już kilkakrotnie remiza strażacka przy Sienkiewicza w Łodzi, której charakterystyczna elewacja zniszczona została w ubiegłym tygodniu). Bolą również kiedy powstają kolejne wyrwy w zabudowie, zmniejszające porządek i poczucie ładu, przyczyniające się do dewastacji tego co dla obszarów centralnych i jakości życia w tychże jest szczególnie cenne - do niszczenia czytelnej granicy pomiędzy tym co publiczne i tym co prywatne. W Łodzi porządek ulic w centrum jest elementem przesądzającym o lokalnej tożsamości. Dlatego nieuzasadnione wyburzenia nie powinny mieć miejsca. 

Tagi: komunikacja, miasto, kwartał, Łódź, urbanistyka


2009-10-03 13:37
 Oceń wpis
   

Od pewnego czasu czuję się poddawana presji (delikatnej i bez cienia urazy) aby powiedzieć głośno co sądzę na temat projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, który wstępnie opracowany i zatwierdzony przez Pana Prezydenta Miasta został aktualnie przekazany do uzgodnień i opiniowania oraz prowadzona jest procedura związana z prognozą oddziaływania na środowisko. Nie podejmuję się tak naprawdę wypowiadać wiążących opinii o tym dokumencie jako że nie jestem członkiem MKUA (Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej), nie zlecono  mi koreferatu studium ani co też ważne nie mam jako szeregowy obywatel możliwości łatwego zapoznania się z zawartością projektu. Dla wyjaśnienia - nie mam czasu ani wystarczająco dużo determinacji aby wybrać się celem zapoznania do Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Co prawdopodobnie jest cechą właściwą większości mieszkańców naszego miasta (jak i innych miast) i o czym od dość długiego czasu mówię przy każdej okazji.

Zapoznałam się natomiast z założeniami do Studium, które można obejrzeć w witrnie MPU. Oraz przy różnych okazjach (troszkę ich jest - jestem w końcu czynnym zawodowo urbanistą, tudzież ta wspomniana na wstępie presja ze strony RS Szacunek dla Łodzi..) miałam okazję zaglądać przez ramię i projekt oglądać. Przepraszam wobec powyższego że moja opinia zapewne jest fragmentaryczna, może nie całkiem uzasadniona i krótka - ale w zaistniałej sytuacji inna być nie może.
Chciałabym po pierwsze odnieść się do prezentowanej przez zespół opracowujący studium koncepcji tzw. Zielonego Kręgu Tożsamości i Kultury (tak to się jak mi się wydaje nazywa). Tenże zielony krąg jest elementem o którym było głośno już wcześniej, mianowicie w wygasłym już planie ogólnym obejmującym cały teren miasta . Mam co do tej koncepcji mieszane uczucia. Z jednej strony uważam że wykorzystywanie obrazów, czytelnych idei, wręcz ikon w planowaniu miasta jest kierunkiem właściwym. Patrz choćby przykład Schema Durecteur dla aglomeracji Lyonu (już nieobowiązującego ale szeroko publikowanego) w którym posłużono się ikoną kwiatu. Ale - niestety tych ale jest tu bardzo dużo. Po pierwsze elementy tożsamości pojawiają się również poza kręgiem i jest ich bardzo dużo. Po drugie grafika powinna stanowić element PR umotywowanych i sensownych koncepcji a nie być koncepcją samą w sobie. Miałam okazję przyjrzeć się z bliska jednemu obiektowi pofabrycznemu który miał to nieszczęście że znalazł się na terenie Zielonego Kręgu. Obiekt działa w najlepsze, świetna lokalizacja powoduje że właściciel nie jest zainteresowany zrealizowaniem na swój koszt zieleni publicznej (a niby dlaczego miałby być zainteresowany) a miasto wcale nie chce tego terenu po cenie rynkowej kupić. Mało tego właściciel domaga się odszkodowania (za okres kiedy plan ogólny z zapisami o kręgu obowiązywał) bo chciano mu coś zabrać a mianowicie jego obiekt miał być elementem zielonego kręgu co wiązało się dla niego z pewnymi ograniczeniami. I w mojej ocenie ma rację. Próba opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego akurat w tym miejscu spełznie na niczym (bez zakupu wspomnianej posesji za gigantyczne pieniądze) a przecież plan musi być ze studium zgodny. Nie analizowałam szczegółowo całego "Zielonego kręgu" ale śmiem twierdzić że nie jest to jednostkowy przypadek. Tuż obok zresztą są ogródki działkowe - też rzekomo stanowiące "tożsamość miasta". M
am wątpliwości co do wymienionej idei. Zresztą chyba sami autorzy też mają wątpliwości jako że równolegle do zielonego kręgu proponują błękitno-zieloną sieć.

Wracając do tożsamości miasta (i pozostając w obszarze ikon) moim skromnym zdaniem dużo słuszniejszym byłoby sięgnięcie do historii łódzkiego planowania, gdzie w ramach planów opracowywanych przez lata dla śródmieścia Łodzi (o czym pisze dr Wiśniewski w Materiałach Planistycznych obowiązującego studium, tom VII) pojawiała się koncepcja czerwonego kwadratu. Czerwony kwadrat obejmował obszar ścisłego centrum miasta  (oczywiście grafika wymagałaby dopasowania do rzeczywistości - co było kiedyś robione i wymaga uaktualnienia) i wskazywał na poteżne problemy czekające włodarzy miasta a związane z rewitalizacją. W obszarze czerwonego kwadratu należałoby wprowadzić bezwzględny priorytet opracowywania planów miejscowych oraz zapisać szczegółowe wytyczne dla tychże planów ( ja bym na przykład rozważała zapis że pojedyńczy plan nie może obejmować obszaru mniejszego niż pojedyńczy kwartał - dla uniknięcia planów dla inwestycji punktowych). W tym obszarze plany powinny przede wszystkim chronić. I to chronić nie wyłącznie obiekty o potwierdzonej historycznie i konserwatorsko wartości (patrz ostatnia dyskusja na temat remizy) ale również te obiekty które są odpowiedzialne za obraz miasta w świadomości mieszkańców. Na pewno też elementem podlegającym ochronie jest układ ulic - charakterystyczny dla Łodzi ruszt - stanowiący element tożsamości miasta i decydujący o jego unikalności. Czerwony kwadrat jako ikona wskazuje na wagę tego problemu dla miasta i jego mieszkańców.

Drugą figurą geometryczną która powinna stanowić ikonę ważnego dla Łodzi zagadnienia byłoby zielone koło (a właściwie koło symbolizujące miasto - otoczone zielenią). Zielony krąg nie wystarczy aby być płucami miasta tej wielkości. Rozpełzająca się zabudowa wokół chwały miastu nie przyniesie. W dojrzałych demokracjach europejskich sprawl uznawany jest za dopust boży i podejmowane są środki - przede wszystkim prawne (a więc studia i plany) które mają mu przeciwdziałać - bo jest nieekonomiczny. Argumentów przeciwko wszechobecnemu rozlewaniu się miast jest całe mnóstwo. Odsyłam tutaj do np. wypowiedzi J. Kunstlera którą niedawno na tych łamach prezentowałam. Ważnym elementem tożsamości jest sylweta miasta i krajobraz dookoła. W Łodzi - w dużej mierze dzięki obowiązującemu studium udawało się w latach największej presji inwestycyjnej krajobraz chronić. To już stało sie wartością i szkoda byłoby teraz ją bezmyślnie wyrzucić. Wracając do argumentów ekonomicznych i zdroworozsądkowych - przy ograniczonym potencjale ekonomicznym jakim Łódź dysponuje rozlewanie się zabudowy (a co za tym idzie konieczność budowy niezbędnej infrastruktury w tym dróg) znacznie osłabi zarówno natężenie presji inwestycyjnej w centrum jak i zmniejszy możliwość finansowania zmian. Podsumowując ten wątek: Czerwony kwadrat też jest argumentem dla zielonego koła i odwrotnie. Innymi słowy procesy rewitalizacji centralnej części miasta i ochrony krajobrazu na zewnątrz przed zabudową są ze sobą nierozerwalnie powiązane.


Autorska i niedopracowana ikona studium Łodzi, które znalazłoby uznanie w moich oczach.

Bardzo podoba mi się pomysł autorów nazwany (efektownie) błękitno-zieloną siecią. Dla realizacji takiej sieci poza zastrzeżeniem zakazu zabudowy w dolinach rzeczek (co mam nadzieję w projekcie jest - choć nie wiem, już mówiłam dlaczego) przydałby się np. pomysł następujący: W ramach każdego obszaru objętego planem minimum 10% powinna zająć zieleń urządzona - w postaci bądź to istniejących parków, a tam gdzie ich nie ma nowych skwerów, zieleńców, placów zabaw. Pozostawiając decyzję o ich szczegółowej lokalizacji twórcom planów miejscowych (dysponującym szczegółowszą wiedzą o stanie własności w danym momencie) ale jednocześnie narzucając wymóg że taka zieleń musi obowiązkowo zaistnieć.

Kończąc tę dość długą wypowiedź mogę stwierdzić że z pewnością nie wyczerpałam tematu jako że wyczerpać go w zaistniałych okolicznościach - nie miałam szansy.

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka


2009-10-02 16:05
 Oceń wpis
   

Atmosfera tajemniczości jaka towarzyszy zazwyczaj opracowaniom dokumentów urbanistycznych ma niewiele wspólnego z obowiązującymi przepisami prawa - mam tu na myśli np. art. 14 ust.3 i 21 Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Tajemniczość nie ma też nic wspólnego z zasadami które powinny leżeć u podstaw angażowania lokalnej społeczności w planowanie. Bo jak tu się angażować w coś co ma same niewiadome.

O absurdach powstawania studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla Łodzi już kiedyś pisałam. Pomimo że jest to tak ważny dla miasta dokument nadal jego powstawanie oraz zawartość owiane są mgiełką tajemniczości. Tajemniczość zawsze wydaje się podejrzana. Tak już jesteśmy skonstruowani i nie ma w tym nic dziwnego.

Jak się okazuje nie jest to wyłącznie przypadek łódzki - patrz artykuł w lokalnym dodatku GW tym razem krakowskim. Krakowianie już sobie z tym tematem poradzili - pomogło zaangażowanie Miejskiej Komisji Urbanistyczno- Architektonicznej - o czym też dużo w prasie było mówione. Tak na marginesie - łódzka prasa na ten temat milczy...

Spróbujcie się Państwo postawić na miejscu osoby, którą teoretycznie pytano o zdanie w jakiejś sprawie. Kiedy powinno paść takie pytanie - przed czy po podjęciu decyzji? Czy takie pytanie po podjęciu decyzji w ogóle ma sens? Skoro i tak odpowiedzi nie będą brane pod uwagę. Tak jest skonstruowana obecnie procedura opracowywania - zarówno studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego jak i miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Pytanie stawiamy po podjęciu strategicznych decyzji. Są miasta (np. Poznań) które organizują dyskusje przed przyjęciem założeń. Prawo na to pozwala - a przynajmniej nie zabrania.

Podczas Konferencji nt. Partycypacji Społecznej w Planowaniu Przestrzennym, w której ostatnio brałam udział , w podsumowaniu dyskusji panelowej w drugim dniu obrad padło stwierdzenie (wygłoszone o ile się nie mylę przez P. Marka Piskorskiego - Dyrektora tamtejszego Biura Rozwoju) o potrzebie organizacji debaty przed podjęciem uchwały o przystąpieniu do sporządzania do opracowania dokumentu planistycznego. W przypadku planów miejscowych jest to jak najbardziej celowe - uchwały o przystąpieniu formułują cele dla których plan jest sporządzany, cele zawiera również wymagana przepisami analiza.

W przypadku studium - w konkretnym przypadku studium Łodzi - taka debata winna chyba dotyczyć celowości zmiany studium - w tym momencie. Obecny dokument został przyjęty w 2002 roku. Stan opisywany w dokumencie to stan na rok około 1998. Horyzont czasowy dla tego rodzaju dokumentów (np. w prawodawstwie francuskim) to zazwyczaj 15 lat. Fakt że zmieniły się przepisy i zapis studium nie przystaje do obowiązujących wymogów ale..

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.