2009-11-30 21:12
 Oceń wpis
   

Władze niemieckiej miejscowości Hoyerswerda na Łużycach szukają rozwiązania problemów konsolidując obszar miasta oraz co nie do pomyślenia u nas - burząc bloki. Bloki zbudowane w okresie prosperity miasta, które rozwijało się dzięki zasobom węgla brunatnego - obecnie opustoszały. Ich mieszkańcy, pozbawieni dotychczasowego zajęcia masowo emigrują, głównie do zachodnich landów.
Jakie to rodzi reperkusje przestrzenne poczytajcie, bardzo pouczająca lektura:
"Zrozumieli, że by przetrwać, czasem trzeba się skurczyć. My w Hoyerswerdzie uczyniliśmy z tego nasze motto - mówi Gröbe [architekt odpowiedzialny za przekształcenia].


Wyburzanie bloku w Rostoku, w tym miejscu powstał miejski park - z GW BIZ

Gröbe twierdzi, że pracuje trochę jak ogrodnik. Hoyerswerda jest jak zaniedbany krzew, który teraz trzeba mocno poprzycinać, by znowu zaczął kwitnąć. Architekt pokazuje plan miasta - na czarno zaznaczono kwartały bloków, które już rozebrano albo wkrótce je to czeka. - Plan jest taki, by miasto znowu skonsolidować, by wyznaczyć mu nowy punkt ciężkości. Bo ludzie na poszczególnych osiedlach zaczęli żyć jak w gettach - opisuje architekt. Obrzeża, gdzie niegdyś, by budować bloki, wycinano lasy, Gröbe postanowił oddać naturze. Łąka czy las z samosiejek jest tańszy niż zakładanie parków, a też można w nim spędzać wolny czas.

W centrum nowej Hoyerswerdy na miejscu wyburzonych bloków powstało wielkie centrum handlowe, w ten sposób miasto ściąga klientów z całej okolicy. Młodych ludzi przyciągają też dobre szkoły - oczywiście również wybudowane w miejscu, gdzie niegdyś stała wielka płyta. Obok powstają też kilkupiętrowe kameralne kamienice.

Część bloków zmniejszono o kilka pięter - z sześciopiętrowców zrobiono trzypiętrowce. Do innych dorobiono spadziste dachy. - W ten sposób urozmaicamy architekturę. Hoyerswerda nie może kojarzyć się wyłącznie z prostopadłościanami - wyjaśnia architekt. Ocalone bloki zmodernizowano. Nie ma już obskurnych klatek, na parterze budynków są za to recepcje. Na dachach najwyższych bloków założono ogrody.

Odnowionymi blokami administrują spółdzielnie mieszkaniowe. W Hoyerswerdzie specjalnie podzielono socjalistyczną spółdzielnię na części, by wytworzyć na rynku nieruchomości konkurencję. Ocalono też najbardziej charakterystyczne bloki. Władze Hoyerswerdy wpisały je na listę zabytków. Odnowiono też kamieniczki w starej części miasta. - Chcemy, by granica między nowym i starym w Hoyerswerdzie nie była taka rażąca - mówi architekt. "

I co Wy na to? Jak to się dzieje, że Niemcy nie boją się myśleć racjonalnie, w skali miasta i planować? Szacując możliwości oraz mierząc siły na zamiary? Toż to cała rewolucja, nieprawdaż? Powrót do tradycyjnej europejskiej urbanistyki, z jej zwartą zabudową, o niewielkiej skali, dostosowanej do ludzkich potrzeb i - przepraszam za wyrażenie - gabarytów oraz parametrów!

Przytoczony powyżej cytat pochodzi z artykułu w GW - Biznes "W Niemczech z mapy znikają całe blokowiska. Powstaną... jeziora" autorstwa Bartosza T. Wielińskiego

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-11-28 21:11
 Oceń wpis
   

Mieszkając w Łodzi tematów mi nie zabraknie... Przeczytałam artykuł w Dzienniku Łódzkim o planowanym poszerzeniu ulicy Kilińskiego i zdębiałam. Poczułam się jakbym żyła 50 lat wstecz. Mam nadzieję że to jakaś fatalna pomyłka. Oraz, że takich głupich pomysłów nie da się zrealizować. My ze studentami w studenckich projektach zwężamy Kilińskiego, a nie poszerzamy. Po to aby zlikwidować tamtejsze korki. Zgodnie ze współczesnymi teoriami dotyczącymi komukacji indywidualnej, które zakładają znaczny udział czynnika psychologicznego w zarządzaniu transportem miejskim. Najprościej rzecz ujmując - duża powierzchnia asfaltu przyciąga wielu kierowców. Pisała na ten temat dawno temu bo w latach 60-tych Janes Jacobs. Mnie więcej tak: Wtedy jest sensownym realizować czy poszerzać ulicę, kiedy wszyscy tego chcą. A tu nie ma i nie będzie szans na konsensus. Bo takie działanie jest absurdalne. Doprowadzi do dalszego niszczenia śródmieścia i tak już podziurawionego miasta. Ciekawe co na temat tego "genialnego" pomysłu rodem z epoki dojrzałego socjalizmu/modernizmu sądzą autorzy utrzymanego w podobnym tonie projektu studium uwarunkowań i kierunków rozwoju przestrzennego naszego miasta. Bo np. z opinią Prof. Marka Janiaka o samym projekcie studium trudno się nie zgodzić - o prezentacji tej opinii pisałam w ubiegłą środę.

Polecam wszystkim zainteresowanym bardzo ciekawy artykuł w Przekroju, na temat współczesnych teorii transportowych, pod znamiennym tytułem: Jak nas odkorkować. Ciekawe i przystępnie napisane. Łatwe do czytania oraz zrozumienia...

Żeby nie utrzymywać dłużej tego tomu pesymizmu na koniec coś optymistycznego. Przedwczoraj w Małopolskim Instytucie Kultury w Krakowie odbyło się spotkanie z dr Tomaszem Jeleńskim, tłumaczem publikacji pt.: Podręcznik kreowania udanych przestrzeni publicznych, propagatorem metody PPS. Metody rozwijanej od wielu już lat - w Nowym Jorku, w Ameryce Północnej i na całym świecie. Polecam gorąco - bardzo ciekawa i przystępnie napisana książka, ilustrowana wspaniałymi zdjęciami autorstwa polskich tłumaczy. Relacja ze spotkania w MIK w witrynie www.autoportret.pl

Tagi: komunikacja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, transport, mieszkańcy


2009-11-26 19:20
 Oceń wpis
   

Tyle się ostatnio w moim rodzinnym mieście wydarza, że nie nadążam o tym pisać. Dzisiaj przez przekorę napiszę o czymś innym. Może się w międzyczasie coś w Łodzi konkretnego urodzi. W końcu nie jestem dziennikarzem..

Ale wracając do Łodzi ;). Uderzyła mnie dzisiaj uwaga Patrycji w rozmowie na temat decyzji o warunkach zabudowy dla łódzkiego apartamentowca Marina i jej sąsiedztwa w postaci klasztoru karmelitanek. Uwaga dotyczyła licznych dyskusji, a tak naprawdę pyskówek, które odbywają się na forum naszemiasto.pl pod wspomnianym wątkiem. Zwróćcie uwagę, że zawsze takie intensywne dyskusje toczą się tam gdzie jest źródło aktualnych, bieżących informacji. W tym miejscach sieci tworzą się koncentracje komunikacji. Uderzyła mnie analogia do analogicznego pojęcia węzłów, do których odnosi się Kevin Lynch. Węzły w teorii urbanistyki (w innej teorii Kazimierza Wejcherta również to pojęcie występuje i oznacza to samo) to miejsca gdzie odbywa się koncentracja komunikacji. Studenci czasem próbują to interpretować jako szczególnie ruchliwe skrzyżowania ale to nie o to chodzi. Chodzi o możliwość interakcji osobistej, inaczej o obecność dużej ilości osób (a samochód nie człowiek jak wiadomo). Z reguły jest to powiązane z miejscami gdzie rozgrywają się np. przesiadki transportu publicznego typu kilka przystanków autobusowych, dworzec, stacja metra, etc. 

I teraz kontynuując tę analogię dalej. Lynch twierdzi że najlepiej jeśli te węzły (nodes) są jednocześnie "rdzeniami" (cores) czyli miejscami, które są uosobieniem charakterystyki, intensywną egzemplifikacją cech danego regionu - obszaru o konkretnych, różnych od innych cechach. Czyli mówiąc prościej, jeśli są to miejsca urządzone i zlokalizowane w centrum czegoś. Jan Gehl natomiast twierdzi i jest to potwierdzone - wystarczy spojrzeć na urządzone przez niego miejsca np. bulwar w Kopenhadze, że urządzenie przestrzeni publicznej tworzy efekt synergii, dodatkowo przyciągając publiczność.


źródło, skądinąd świetny blog: http://dc.streetsblog.org/2006/09/29/blogging-from-copenhagen/

To teraz jeszcze trzeba się zastanowić jak urządzić przestrzeń wirtualną aby dyskusja była merytoryczna i pozbawiona pyskówek? Przez moderację?

Tak przy okazji: pojawiło się nowe, ciekawe miejsce w sieci traktujące o urbanistyce. Źródło informacji - których brakuje i które zapewne stanie się kolejnym węzłem. Tworzone przez młodych, otwartych na świat tudzież wiedzę ludzi, polecam :)

Tagi: komunikacja, informacja, it, ruch, urbanistyka, mieszkańcy, węzeł


2009-11-25 22:20
 Oceń wpis
   

Uczestniczyłam dzisiaj w bardzo ciekawym spotkaniu w naszym Instytucie. Spotkanie dotyczyło opracowywanego właśnie projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, które jak wiemy budzi liczne kontrowersje. Swoje refleksje na ten temat przedstawił Profesor Marek Janiak, szef Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, która jak wszyscy wiemy organizowała już liczne wydarzenia w tej sprawie , np. spotkanie pod tytułem : Czy chcemy zaorać pół Łodzi. Mówił długo, w tym odnosząc się przede wszystkim do zagadnień ochrony dziedzictwa - prawie nieobecnych w studium. Do koncepcji zielonego kręgu - jako do idei fikcyjnej i przebrzmiałej - z lat 60-tych. Do sposobu formułowania zapisów studium, do proporcji zawartych w nim treści. Do przesłania studium które chce uczynić z Łodzi miasto wieżowców i za wszelką cenę uzasadnia taką potrzebę. Nie było kontrowersji, obecni na sali zaakceptowali stanowisko prelegenta. W późniejszej dyskusji zebrani podkreślali negatywne znaczenie rozlewania się miasta w projekcie studium. Zwracali uwagę na absurd przyjętego paradygmatu wzrostu. Bezsens anektowania nowych terenów wobec utrzymującego się od lat trendu zmniejszania się liczby ludności i olbrzymich niezagospodarowanych obszarów w centrum...  A także na obecność w obecnie obowiązującym studium konsekwentnego systemu zapisów chroniących dziedzictwo i tożsamość autorstwa Profesorów Jana Salma i Jacka Wesołowskiego - to był głos Prof. W. Wiśniewskiej.

Spotkanie zapewne będzie miało swój ciąg dalszy. Potrzebę oraz chęć organizacji dyskusji środowiskowej zgłosili obecni na sali przedstawiciele SARP, TUP oraz Izby Architektów. Sama zasygnalizowałam obecność debat, które rozpoczęły się w ubiegły piątek organizowanych w TVP3 przez Redaktora Tomasza Lasotę, zapraszając jednocześnie Kolegów do udziału w dyskusji.

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2009-11-24 22:55
 Oceń wpis
   

Zebraliśmy się dzisiaj na cmentarzu na Zarzewiu w Łodzi aby pożegnać naszego wieloletniego Kolegę i Dyrektora Profesora Henryka Jaworowskiego. Wybitny autorytet w dziedzinie konserwacji i rewaloryzacji zabytków, autor niezliczonej ilości projektów budynków sakralnych i wspaniały człowiek. Miał wybitny talent - umiał łagodzić i zażegnywać konflikty. Niezwykle skromny, łagodny, otwarty na nasze pomysły i aktywność. A jednocześnie stanowczy i zdecydowany. Wszyscy go lubili, co było widoczne również w ostatnim okresie, kiedy jako emerytowany już Profesor, pomimo niezbyt dobrego stanu zdrowia uczestniczył w naszych instytutowych Kolegiach Konsultacyjnych.

Tłum żegnający Profesora mówił sam za siebie. Było nas bardzo wielu: architektów, urbanistów, historyków sztuki, archeologów. Byli też przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządowych. Także sporo duchownych. Sama msza była koncelebrowana, z udziałem czterech księży. I słusznie - bo to naprawdę był wielki, wspaniały człowiek.

Profesor Krzysztof Pawłowski - nasz dotychczasowy Dyrektor - zwrócił uwagę na kilka istotnych cech działań podejmowanych przez Profesora Henryka Jaworowskiego. Po pierwsze - starania o wprowadzenie nowej zabudowy do urbanistycznej struktury śródmiejskiej Łodzi. Starania podejmowane już w latach 70-tych - co wtedy musiało być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Po drugie dbałość o dziedzictwo naszego miasta i to nie tylko w wymiarze sakralnym, choć w tym obszarze też (np. odbudowa Katedry po pożarze w 1971r.). Ale również podkreślanie jak ważne dla tożsamości są monumentalne bryły fabryk i jak różnorodne nowe funkcje mogą pomieścić, dostarczając splendoru nowym inwestycjom. Na zakończenie jedno z ostatnich dzieł Profesora - zrewitalizowany budynek Trzech Wydziałów w kampusie Politechniki Łódzkiej. Czyż nie jest piękny?


Źródło zdjęcia: Picasa - zdjęcie użytkownika Krzysztof Marczak

Tagi: Łódź, rewitalizacja, Profesor, konserwacja, dorobek


2009-11-23 21:56
 Oceń wpis
   

Sewilla - stolica Andaluzji, uważana za stolicę flamenco, swój największy rozkwit przeżywała w wieku XVI kiedy to była trzecim miastem świata zachodniego i wielkim portem przeładunkowym dla transportu morskiego do i z Nowego Świata. Obecnie Sewilla liczy około 700 tys. osób i jest czwartym miastem Hiszpanii (dla porównania skali Łódź liczy niewiele więcej osób i jest trzecim ludnościowo miastem w Polsce).


Sevilla - źródło GoogleMaps

W ostatnich latach XX wieku Sewilla była świadkiem pojawienia się bardzo licznych ruchów społecznych, w tym takich których obszar działania skierowany był na miasto i zagadnienia związane z jego rozwojem. Efektem tychże nacisków - wynikających co naturalne z rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w warunkach dostępności sieci - było dopasowanie reguł gry planistycznej do oczekiwań społecznych.
Opracowanie General Plan - dokumentu dotyczącego całego miasta powiązane było z licznymi debatami. Zorganizowano je dwupłaszczyznowo: po pierwsze tematycznie. W sumie działało 9 komisji tematycznych, które odbyły ogółem 40 spotkań, w których uczestniczyło ogółem 128 osób. W skład komisji wchodzili mieszkańcy, pracownicy społeczni, przedsiębiorcy, kupcy, profesjonaliści, eksperci, przedstawiciele różnych instytucji, media oraz przedstawiciele władz lokalnych i administracji obszaru metropolitalnego. Spotkania dotyczyły zagadnień społecznych, ekonomicznych i środowiskowych - dla każdej komisji innych.

Płaszczyzna druga były to komitety terytorialne które miały za zadanie zapewnić forum gdzie mieszkańcy oraz różne istniejące ugrupowania mogły wyrażać swoje opinie tudzież postulaty. Inicjatywa miała na celu uzyskanie wiedzy o problemach trapiących mieszkańców. Ogółem ( w wyniku podjętych studiów dotyczących zapotrzebowania, w czym brały udział lokalne uczelnie) stwierdzono potrzebę ukonstytuowania 20 komisji. I tyle też działało w różnych punktach miasta dla ułatwienia maksymalnego angażowania mieszkańców. Spotkania komisji odbywały się w okresie od maja do lipca 2001. W tym okresie przyjęto 65 rozmaitych dokumentów. W spotkaniach udział wzięło prawie 2000 osób, reprezentujących 242 stowarzyszenia. Wysunięto prawie 4500 propozycji dla Biura Planu Sewilli.

Zorganizowano ponadto 6 wystaw publicznych, po jednej w każdej dzielnicy miasta na tematy omawiane podczas debat w siedzibach komitetów terytorialnych.

Uzupełnieniem były trzy wystawy w skali miasta. Pierwsza nazwana "Pamięć przyszłości" prezentowała nigdy nie zrealizowane projekty urbanistyczne. Wystawa druga Możliwości i strategie zagospodarowania przestrzennego Sewilli - zawierała ogólne propozycje przekształceń struktury miasta oraz szczegółowe propozycje rozwiązań dla rejonów strategicznych. Wystawa trzecie, zoorganizowana równolegle z datą przyjęcia dokumentu planu służyła prezentacji jego zawartości.

W ramach procesu zorganizowano też konferencję zatytułowaną " Urbanistyka jako czynnik rozwoju" oraz dwa konkursy koncepcyjne na zagospodarowanie strategicznych obszarów miasta.

Biuro planu prowadziło także wywiady on-line umożliwiające mieszkańcom podjęcie interaktywnej debaty zarówno z przedstawicielami instytucji jak i z ważnymi osobistościami publicznymi. Bieżącej prezentacji informacji służyła działająca nadal witryna internetowa www.plandesevilla.org , gdzie można było - oprócz odczytania treści - również składać uwagi.
Prezentowane treści pochodzą z dokumentów sieci wymiany dobrych praktyk w zakresie odnowy centrów miast URBACT -
www.urbact.eu

To była część mojego wykładu w tę niedzielę. Ciekawe, prawda?


A propos wystawy pamięć przyszłości mały quiz dla Łodzian i znawców Łodzi: zgadnijcie gdzie w Łodzi planowano coś takiego? To jest skan autentycznego zdjęcia makiety z lat 50-tych. Dla ułatwienia dodam że 1 budynek (słownie jeden) miał zostać zachowany i stoi nadal. Reszta zabudowy w tej okolicy miała zostać wyburzona. Gdzie to jest? (Odpowiedź wkrótce.)

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2009-11-21 13:14
 Oceń wpis
   

Podczas Konferencji na temat Partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym w Gdańsku, w której brałam czynny udział, miałam okazję poznać Pana Wojciecha Chrabelskiego, który przez wiele lat - mieszkając i pracując we Francji - pełnił tam funkcję Komisarza Ankiety Publicznej. Skądinąd niezwykle ciekawy człowiek, doskonale wykształcony, wspaniale bawiący publiczność, miedzy innymi grą na pianinie. Pan Wojciech przekazał mi wtedy swój tekst, publikowany również na stronie SARP, z prośbą o popularyzację. Co niniejszym czynię:

"Pour faire des grandes choses, il ne faut pas etre un si grand genie, il ne faut pas etre au dessus des hommes, il faux etre avec eux" Montesquieu
("Aby dokonać rzeczy wielkich nie trzeba być tak wielkim geniuszem, nie trzeba wynosić się ponad ludzi, trzeba być z nimi")

"RÓBMY SWOJE..." (-Wojciech Młynarski)

Tym apelem zwracam się do kolegów architektów o poparcie wprowadzenia w Polsce na wzór Francji, ustawy dotyczącej udziału ludności w naszej działalności Architektoniczno-Urbanistycznej.

Francja od czasów Wielkiej Rewolucji, więc od przeszło 200-tu lat, doskonali swój system zarządzania i administrowania. Cytowany Montesquieu udowadniał, że wszystko powinno się dziać dla dobra człowieka i respektowania jego woli. Francuska Ustawa nr 83-630 z 12.07.1983 r. dotycząca demokratyzacji przeprowadzanych ankiet publicznych i ochrony środowiska, została wniesiona do uchwalenia przez parlament francuski na wniosek Ministra Ochrony Środowiska (zwana dalej uchwałą Bouchardeau, od nazwiska ministra który ją wprowadził). Ma ona ramowy charakter, który stanowi o jej elestyczności. Dotyczy różnych dziedzin życia, a nas architektów oczywiście interesuje zastosowanie jej w dziedzinie architektury i urbanistyki. Ustawa ta po pierwsze defniuje ankiety publiczne tzn. dostępne dla wszystkich.

Ankieta publiczna jest procedurą, której zadaniem jest informaowanie społeczeństwa, zebranie wszelkich opinii, sugestii i kontrpropozycji, aby dać władzom jak najszerszą wiedzę na temat możliwego stopnia akceptacji zmian w życiu społeczności związanej z danym projektem. Dla kompetentnej władzy jest to wiedza niezbędna dla podjęcia trafnych decyzji. Nie ma więc żadnych formularzy, a pytanie stawiane uczestnikowi ankiety jest jedno: " Co Pani/Pan (Wy, Wasze stowarzyszenie czy firma) sądzi/ sądzicie o przedstawionym projekcie czy zamierzeniu?" W konsekwencji takiego postawienia sprawy, od ludzi zależy wybór tematów i pytań dotyczących przedstawianych problemów.

Ankietę publiczną prowadzi komisarz ankiety mianowany przez Sąd Administracyjny wg kryteriów merytorycznych i moralnych zapewniających jego obiektywność i bezstronność. Komisarz osobiście prowadzi bezpośrednie rozmowy z uczestnikami ankiety, zbierając ich opinie, życzenia i sprawy na które się skarżą, a przede wszystkim musi wyczuć ich oczekiwania. Podsumowując swój raport komisarz ankiety zajmuje jednoznaczne stanowisko i przekazuje je decydentom. Na tym kończy się jego misja.

Używając termnologii medycznej ankieta publiczna jest diagnozą. Nam architektom pozostaje ustalić i zalecić terapię.

Warunki stosowania niniejszej ustawy zostały określone dekretami rady stanu.
Kolejne ustawy ( w szczególności tzw. prawo Barnier z dnai 2 lutego 1995 roku "Debata Publiczna", dotyczące wielkich zamierzeń inwestycyjnych), dekrety, postanowienia, przepisy, etc... dotyczące problematyki ochrony środowiska zostały skodyfikowane. Opracowano Kodeks ("Code d'environnement" - środowiska), zatwierdzono jego wykładnię postanowieniem Prezydenta Republiki w oparciu o raport Premiera i Ministra Zagospodarowania Kraju i Środowiska w dniu 18 września 2000 roku. Zasadnicza linia i filozofia tej ewolucji prawnej została utrzymana, nastąpiły tylko uproszczenia procedur.

Proponowane przez ustawę, a obecnie przez Kodeks działania, sprawdzone we Francji, dałyby obywatelom wgląd w działanie władzy, a na władzę nałożyłyby obowiązekkonieczności brania pod uwagę interesów jednostki w zgodzie z interesem ogólnym.

Jako urbanista podkreślić muszę słowa prof. Kazimierza Wejcherta: NIE MA I NIE MOŻE BYĆ URBANISTYKI BEZ WSPÓŁPRACY Z LUDNOŚCIĄ.
Pogląd ten sformułował profesor w formie dedykacji do ofiarowanej mi ostatniej swojej książki "Ludzie nowego miasta" (1973r.)
Ale czym jest miasto dzisiaj, a idąc w ślad za tym - czym jest urbanistyka? Pojęcie to oddala się od źródłosłowu (urbs-urbis). W dzisiejszych czasach należałoby przyjąć, że urbanistyka jest sztuką i praktyką kształtowania środowiska życia człowieka.
Dlatego ta dziedzina we Francji znalazła się pod opieką Ministerstwa Środowiska, co powinno również nastąpiś w Polsce.

We Francji Ministerstwo Ochrony Środowiska powstało w 1975 roku. Pierwszym ministerm został mianowany Brice la Londe, który zapytany przy tej okazji - co Pan Minister sądzi o ekologii - odpowiedział: "styl życia na tej planecie".
W 1982 roku nastąpiła decentralizacja francuska, a w 1983 roku uchwalono ustawę o ankietach publicznych (Bouchardeau).
W Polsce decentralizacja nastąpiła w 1999 roku (wprowadzona przez ówczesnego premiera Jerzego Buzka). W ślad za tym złożyłem w polskim Ministerstwie Środowiska w Biurze Informacji i Edukacji Społecznej - report pod tytułem "Ankiety publiczne we Francji jako narzędzie utrwalania demokracji".
Wiadomo że o efekcie danej pracy stanowi użycie właściwego narzędzia. Teraz więc my Polacy, w demokratycznym już kraju, uczyńmy następny krok i użyjmy tego narzędzia wprowadzając problematykę współpracy z ludnością do polskiej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ponadto uzgadniając ją z prawodastwem europejskim (lepiej późno niż wcale).
Przedstawiona filozofia ankiety publicznej, dokonanie harmonizacji i uproszczenia procedur zatwierdzających zamierzenia i plany, ustalenie statutu i roli prowadzących ankiety (komisarzy ankiet), zapewnienie udziału ludności w dyskusjach, debatach i życiu publicznym są kierunkami zasadniczymi tej propozycji dla Polski.
Wiele spraw jest jeszcze do wyjaśnienia i pogłębienia, ale wiemy wszyscy że wprowadzenie reform w polskim prawie jest sprawą pilną. Czas leci...!

Wojciech CHRABELSKI
architekt-urbanista
członek francuskiego Stowarzyszenia
Komisarzy Ankiet Publicznych (CNCE)

 

Coż ja mogę więcej powiedzieć. Tylko i aż tyle, że nie jestem osamotniona w swoim sposobie myślenia. Oraz że ma ono bogate tradycje tudzież praktykę działania, z której można czerpać otwartymi garściami.

Bardzo interesujące jest ponadto porównanie kompetencji oraz profilu francuskiego komisarza ankiety oraz postaci mediatora, która ma się pojawić w nowych przepisach polskiego prawa o zagospodarowaniu przestrzennym. We Francji funkcja ta służy zabieganiu konfliktom, w naszej propozycji zmian w przepisach - będzie służyć ich leczeniu. Co na ogół bywa trudniejsze oraz bardziej bolesne.. Już o tym kiedyś pisałam, przy okazji zgłaszania uwag do przedłożonego do konsultacji społecznych projektu zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2009-11-20 08:36
 Oceń wpis
   

Mam pytanie w kontekście debaty na temat planowania przestrzennego w Łodzi, która ma się dzisiaj odbyć w TVP Łódź. Pierwsza taka medialna debata w Polsce dotycząca miasta wielkości metropolii. Z udziałem mieszkańców za pośrednictwem medialnych kanałów dostępu - sms-ów i Facebook'a! To naprawdę wydarzenie.

Wracając do pytania: W JAKIM MIEŚCIE MY MIESZKAŃCY CHCEMY ŻYĆ ? Czy chcemy aby był to bezpostaciowy, pozbawiony formy obszar zabudowy zajmujący całość granic administracyjnych miasta, wypełniony NICZYM na przemian z szerokimi pasami asfaltu ulic i dróg? Coś co geografowie zwykli określać pojęciem continuum miejsko-wiejskie, albo inaczej urban sprawl. Czy może wolimy aby w centrum obszaru, który miasto Łódź ma do dyspozycji, znajdowało się miasto - intensywnie zabudowane, zrewitalizowane, piękne, dbające o tożsamość i zabytki. A dookoła żeby były tereny niezabudowane, które poprzez swoją zwartość, rozległość, przyrodniczą różnorodność i cenność pozwolą nam oddychać? Co ważne - to jest alternatywa, nie da się tych dwóch rzeczy uzyskać jednocześnie: albo pozwalamy na sprawl albo rewitalizujemy.

Pamiętając o zagrożeniach związanych z niekontrolowanym rozlewaniem się zabudowy: trudnościach w dojeździe wszędzie, wydatkach na infrastrukturę, zastąpieniu ruchu pieszego samochodowym (bo daleko), powszechnej brzydocie krajobrazu - było tu, na tym blogu o tym już setki razy, również o projekcie studium, który teraz powstaje.

W tym kontekście mam jeszcze jedno pytanie: czy w ogóle jest sens zmieniać obowiązujące studium w tak burzliwym okresie (politycznie) w jakim się obecnie znajdujemy? Bo obecne zachowuje wymienione powyżej wartości. Co widać - z intensywności zabudowy na przedmieściach Łodzi obecnie. Oraz ze wzmożonego (jednak) ruchu inwestycyjnego w centrum, realizowanego przy pomocy decyzji o warunkach zabudowy. Nie zapominajmy - Łódź wcale się nie rozwija ilościowo. Liczba ludności od dłuższego czasu maleje, to jest trend utrzymujący się od dłuższego czasu. I nie ma potrzeby rosnąć przestrzennie - bo straci resztki formy.

O wyjaśnienia w zakresie założeń obecnego studium można spytać głównego projektanta - ja byłam jedynie członkiem niewielkiego zespołu przygotowującego całość dokumentu.

A może warto zacząć od razu planować: opracowywać plany miejscowe chroniące zabytki oraz urbanistyczny układ centrum. Oraz nie dopuszczające do zabudowy strefy naturalnej wokół. Dla zachowania tej ostatniej organizując debaty, nie bojąc się dyskusji nad założeniami dokumentów, w tym w przyszłości kiedy sytuacja się trochę ustabilizuje nad założeniami studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi - dokumentu wyznaczającego kierunki rozwoju miasta na kolejne 15 lat (taki jest mniej więcej horyzont czasowy tego typu dokumentów). Bo jaki jest sens dyskutować nad gotowym, już opracowanym projektem? Dyskusja powinna rozpocząć się wcześniej i najpierw dotyczyć założeń planowania przestrzennego w mieście.

Zachęcam do dyskusji - NIE TRZEBA WYCHODZIĆ Z DOMU. Można zalogować się na Facebook'u albo wysłać SMS!

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, urbanistyka, mieszkańcy, Lodz


2009-11-18 18:10
 Oceń wpis
   

Jedną z metod partycypacji społecznej zastosowaną np. w New Castle w Wielkiej Brytanii były warsztaty planistyczne. Wg Europejskiego Podręcznika Partycypacji, który powstał jako rezultat pracy sieci wymiany dobrych praktyk PARTECIPANDO, która działała w ramach programu URBACT I warsztaty planistyczne są metodą, która umożliwia pogłębioną analizę, ułatwia bezpośrednie uczestnictwo oraz pozwala na wypracowanie wspólnego stanowiska.


Źródło: http://urbact7.urbact.eu/fr/projects/partecipando/handbook.html

Techniki partycypacji określane mianem warsztatów, takie jak: Planning for Real, Pattern Language, Action Planning charakteryzuje wspólna cecha: polegają na prowadzeniu dyskusji według z góry przyjętego schematu oraz pozwalają na uzyskanie rezultatów w krótkim czasie. Celem warsztatów jest wspólne wypracowanie wizji projektu poprzez analizę istniejących uwarunkowań przestrzennych oraz sposobu ich postrzegania przez mieszkańców. Dyskusja w ramach warsztatów jest otwarta dla ograniczonej ilości uczestników i dotyczy określonego tematu. Jak podkreślają autorzy podręcznika metoda ta jest wyjątkowo użyteczna w sytuacji konfliktów. Techniki bazujące na warsztatach są szeroko powielane - pozwalają na skuteczne uzyskiwanie rozwiązań w krótkim czasie. Metoda pozwala na uproszczenie i zredukowanie stopnia skomplikowania informacji oraz wielości punktów widzenia.


Źródło: http://www.newcastlendc.co.uk/

Warsztaty planistyczne znalazły szerokie zastosowanie np. w Newcastle, w ramach brytyjskiego programu rządowego rehabilitacji zabudowy mieszkaniowej, prowadzonego w zubożałych dzielnicach na terenie całego kraju pod nazwą  New Deal for Communities. Co ciekawe w ramach tychże działań animatorami warsztatów zostali mianowani najbardziej aktywni mieszkańcy, w tym oponenci idei rewitalizacji. Co się zresztą często zdarza, niekoniecznie w ramach działań partycypacyjnych :) I niekoniecznie angażowanie dotyczy tematu, w którym potencjalnie aktywne osoby mogłyby oponować. Ale to już jest temat na inną opowieść.

Tagi: nieruchomości, miasto, partycypacja, rewitalizacja


2009-11-17 17:27
 Oceń wpis
   

Poprosiłam jedną z moich studentek z Włoch (Erasmus) uczestniczącą w zajęcia kierunku Architecture Engineering o przygotowanie prezentacji na temat wcześniejszego projektu, realizowanego wcześniej na jej macierzystej uczelni. Zaintrygowało mnie to co opowiadała o badaniach komputerowych rozmieszczenia usług w mieście jako wypadkowej czasu poświęconego na dojście z miejsca zamieszkania do sklepu na piechotę.
Dziewczyny - bo mam dwie takie studentki - studiują u siebie ochronę środowiska. W ramach tego projektu zajmowały się - to ciekawe bo stanowi całkowite odwrócenie naszego sposobu myślenia - poszukiwaniem możliwości odzyskiwania powierzchni ziemi zajętych przez niekontrolowaną zabudowę jednorodzinną ( i nie tylko) - dla upraw rolnych.

Powiem brzydko (czytałam dzisiaj o blogu Kominka): ... jak to jest? Czy zdajecie sobie sprawę że my możemy jeszcze zapobiec przeprowadzaniu takich badań w przyszłości?

Moi polscy, aczkolwiek anglojęzyczni studenci też byli zaskoczeni. Ja to wiem bo piszę o tym od pewnego czasu ale usłyszeć o takich badaniach z ust młodych dziewczyn, które są o tym przekonane bo widzą problem na własne oczy - to jednak co innego. Bardzo się cieszę, że tych kilkunastu młodych ludzi (mam tu na myśli naszych studentów) miało okazję coś takiego usłyszeć. Może będzie nas otaczać troszkę mniej głupoty.

Tagi: finanse, nieruchomości, urbanistyka, land use, sprawl


2009-11-15 17:44
 Oceń wpis
   

Pozytywny przykład przekształcenia dawnego budynku składu i sklepu na supermarket sieci Tesco w Łodzi przy ul. Gdańskiej 81 to nie tylko kwestia ponownego wykorzystania zabytku. To coś znacznie więcej. Ale zacznijmy od początku czyli od przebiegu rewitalizacji. Jak donosiła Gazeta Wyborcza w marcu b.r. (artykuł A. Hac Wyremontowany zabytek zamiast blaszaka):

"Otworzenie sklepu znanej sieci nie musi się wiązać z postawieniem w środku miasta stalowego pudła. Mamy w Łodzi przykład na to, że market może powstać w odrestaurowanym stuletnim budynku. Na początku ubiegłego wieku interes przy ul. Gdańskiej 81 prowadził Józef Lwow. Miał tu firmę ekspedycyjną i handlował towarami. W 1906 roku wzniósł przy ul. Długiej - bo tak się wtedy nazywała Gdańska - kantor połączony z długim magazynem oraz dom z oficyną, w którym mieszkał wraz z rodziną. Dzisiaj ta tradycja jest kontynuowana i w budynku znowu się handluje. Jednak jeszcze rok temu kantor i magazyn bardziej przypominały ruinę niż zabytki. Z fasady odpadał tynk, a w głębi posesji cegły i stolarkę pokrywały warstwy brudu.


Tesco w Łodzi , zdjęcie własne

Szczęśliwie dla zabytku znajdującego się w gminnej ewidencji jego właściciele zdecydowali się na remont. - Przyznam, że nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będzie to tak drogie przedsięwzięcie. Postawienie w tym miejscu nowego budynku byłoby o połowę tańsze - mówi Agnieszka Łaszczewska, koordynatorka projektu i przedstawicielka generalnego wykonawcy - firmy RES. Kiedy remont już w najlepsze trwał, okazało się, że drewniane stropy trzeba wymienić, a fundamenty wzmocnić. - To w największym stopniu wpłynęło na koszty modernizacji. Zamiast drewnianych słupy są betonowe, a konstrukcja dachu stalowa. Zachowaliśmy jednak drewniane więźby dachowe na zewnątrz. Nadają charakter budynkowi. Oczyściliśmy też cegły, odtworzyliśmy detale w kształcie warkocza na elewacji i położyliśmy nowe tynki - opowiada koordynatorka projektu.

Właściciele nieruchomości zdecydowali się na sprzedaż remontowanego budynku. - Utrzymanie byłoby dla nas zbyt drogie. Ze względu na kształt zaczęliśmy szukać inwestora, który zagospodarowałby cały budynek - mówi Łaszczewska. W ten sposób w zeszłym roku właścicielem zabytku zostało Tesco, które przy ul. Gdańskiej otworzyło jeden ze swoich marketów. W środku budynku nie ma już jednak starych elementów. Market wygląda jak każdy sklep tej sieci. - To wymóg dostosowania budynku do przepisów przeciwpożarowych - tłumaczy koordynatorka projektu. Prace remontowe były prowadzone w uzgodnieniu z miejskim konserwatorem zabytków. Sklep konsultował też z urzędem wygląd logo, które zawisło nad bramą."


Tesco w Łodzi, Gdańska 81 zdjęcie własne

Supermarket w centrum to jednak coś więcej niż tylko pozytywny przykład rewitalizacji. Lokalizacja funkcji handlowych na obrzeżach miasta jest na ogół przyczynkiem do ich likwidacji w centrum. Wprowadzenie handlu z powrotem do centrum w nowej - co by na ten temat nie powiedzieć - akceptowanej przez nas formule działającego w niedziele i święta oraz od rana do wieczora sklepu do którego można dojechać samochodem - jest szalenie ważne.

Miałam kiedyś (w połowie lat 90-tych) okazję przyjrzeć się temu problemowi bliżej zwiedzając kilka większych miast (Katowice, Warszawa, Kraków) w towarzystwie pary Francuzów, którzy zajmowali się poszukiwaniem lokalizacji dla nowych centrów handlowych dużych sieci. Innymi słowy dorabiałam do skromnego studenckiego stypendium oraz równie skromnego wynagrodzenia w pracowni architektonicznej jako tłumacz. Doświadczenie było o tyle ciekawe że para Francuzów, której wtedy towarzyszyłam, szukała lokalizacji w centrach miast, a nie na ich obrzeżach. Firma którą reprezentowali prowadziłą działalność doradczą dla sieci handlowych. Przy okazji kilkudniowej wycieczki dowiedziałam się jak działa typowy supermarket - o czym zresztą wszyscy doskonale wiemy. Z reguły całość działa na zasadzie bardzo prostego mechanizmu: powstaje duży sklep sieci ogólnej np. francuski Carrefour albo angielskie Tesco, a wokół wykorzystując klientów przyjeżdżających po zakupy do giganta powstaje galeria małych sklepików, funkcjonujących w oparciu o klientów giganta. Model absolutnie podstawowy, obecnie rozwinięty, zmodyfikowany i wzbogacony na ileś sposobów np. jak w łódzkiej Manufakturze i wielu innych - o funkcje kultury.


Tesco w śródmieściu Łodzi, zdjęcie własne

Jak to może działać w śródmieściu? Powstaje sklep znanej sieci oferujący obfitość towarów - np. właśnie Tesco, niekoniecznie wielkich rozmiarów. A obok - już niekoniecznie w ramach tegoż sklepu ma szansę powstać szereg niewielkich sklepików wbogacających funkcjonowanie sąsiednich ulic. Wszystko zależy od inicjatywy prywatnych sklepikarzy. Jak coś takiego się przyjmie - czas pokaże.. Udać się może bo np. udało się z dużym centrum handlowym w Poznaniu - patrz słynny Stary Browar.

Grunt że od dłuższego czasu nie muszę wyjeżdżać ze Śródmieścia żeby zrobić w niedzielę zakupy. Obrazoburcze? A ileż osób tak funkcjonuje :)

Tagi: finanse, handel, miasto, sieci


2009-11-14 22:59
 Oceń wpis
   

Codziennie wieczorem czytam mojej trzy i pół letniej córce Mirze bajkę na dobranoc. Ostatnio kupiłam w tym celu szeroko reklamowaną i nagradzaną książeczkę pt. D.O.M.E.K. autorstwa Aleksandry Machowiak i Daniela Mizielińskiego. (Być może skrycie marzę, że mała pójdzie w moje ślady i też zostanie urbanistą... a co najmniej architektem :) ).


Źródło obrazka: merlin.pl

I powiem Wam szczerze - JESTEM PRZERAŻONA TĄ LEKTURĄ.
Owszem obrazki świetne, książka ciekawa i niektóre domki nam się z Majką (ona lubi jak się tak do niej i o niej mówi) podobają. Niektóre domki rzeczywiście nie wzbudzają mojego przerażenia ani odruchu agresji - bo są fajne, np. ten poniżej niebieski domek na dachu w Rotterdamie autorstwa firmy MVRDV:


Źródło zdjęcia: http://www.designws.com/

Niektóre jednak zdecydowanie właśnie takie odczucia wywołują i już tłumaczę dlaczego. Otóż są tam np. DOMKI NA PUSTYNI.. Albo DOMEK W SZWEDZKIM REZERWACIE PRZYRODY... Albo ..DOMEK NA DRZEWIE W LESIE.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest zapewne to, że autorzy książki - do której mimo wszystko odnoszę się z całym szacunkiem - bo jest rzeczywiście ciekawa, fajnie napisana i oby wszystkie książki dla dzieci traktowały swoich czytelników równie serio. Otóż autorzy książeczki nie wpadli na to jaką szkodę wyrządzają dzieciom wpajając im jako coś normalnego, że należy mieszkać w naturalnym środowisku, bo mieszkając w naturalnym środowisku powodujemy że przestaje ono być naturalne. Ludzie wcale nie mają potrzeby mieszkać na pustyni. Nawet jeśli pracują w domu to i tak muszą coś jeść, kupować różne rzeczy, produkują śmieci i ścieki, tudzież brudzą jeżdżąc samochodem, którym muszą codziennie np. zawieźć dzieci do szkoły. To jest bez sensu aby kreować modę na tego rodzaju dziwactwa. Bo w efekcie takiej kreacji nigdzie nie będzie już niedługo naturalnie, pięknie, krajobrazowo. Wszędzie będziemy mieć domki.

Ja mojemy dziecku tłumaczę że ten Pan, który chce mieszkać na środku pustyni to jest dziwny, a ten który chce mieszkać w lesie jest jeszcze dziwniejszy. Ale podejrzewam że jestem w tej materii wyjątkiem..

Tagi: dzieci, edukacja, kultura, urbanistyka, architektura


2009-11-12 22:28
 Oceń wpis
   

W ostatnim numerze Wprost znalazłam ciekawą myśl. Potwierdzającą wcześniej tu przytaczane poglądy i doskonale wpisującą się w głoszone w tym miejscu tezy. Wywiad z prof. Jesusem Huerta de Soto, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli wolnorynkowej austriackiej szkoły ekonomii dotyczył współczesnych problemów związanych z kryzysem ekonomicznym. Zacytuję: "Społeczeństwo nie jest mechanizmem, którym można manipulować zgodnie z wyznaczonymi odgórnie celami, jest to niemożliwe bo rynek tworzy się spontanicznie, a ludzie wspólnie dysponują o wiele większą wiedzą na temat świata niż scentralizowany rząd. Mainstreamowi ekonomiści sądzą, że mamy dostęp do całej wiedzy i, tworząc dzięki niej różne matematyczne modele, możemy przewidywać przyszłość. Jednak zdecydowanie się mylą. Nie wiemy nic na temat tego jakie sytuacje mogą się pojawić, a co dopiero, która z nich stanie się rzeczywistością. Ekonomiści zapominają o ludzkiej kreatywności i o tym, że właśnie dlatego nie możemy nic powiedzieć o przyszłości. Mówiąc w skrócie - podejście szkoły austriackiej jest dynamiczne a ich statyczne. Ale to nie jedyna różnica. My bierzemy pod uwagę także aspekty prawne i etyczne. Bronimy kapitalizmu nie tylko dlatego, że jest wydajnym systemem ale także dlatego że jako jedyny jest moralny. (...) Tylko on jest w pełni zgodny z naturą człowieka."

Ja bym to odniosła do zagadnień planowania w ogóle, nie tylko ekonomicznego. Wielu  naukowców zajmujących się modelowaniem systemów miejskich (np. prof. Michael Batty z UCL London) po iluś latach prób i doświadczeń dochodziło do tego że model nigdy nie będzie doskonały, zawsze stanowił będzie uproszczenie rzeczywistości.  Utkwiło mi w pamięci stwierdzenie S Guhathakurt'y o tworzeniu modeli na użytek "opowiadania historii". Model służy wyjaśnieniu pewnych zagadnień w ramach dyskusji. Może być jeszcze oczywiście bazą wiedzy ale to już inna sprawa.

Zamiast badać ludzi, prognozować na własną rękę wykorzystując zgromadzone dane dużo prościej i praktyczniej jest nas mieszkańców zapytać czego my tak naprawdę chcemy.

Uzupełnię to jeszcze kilkoma cytatami z wcześniejszych moich rozważań: Miasto jest organizmem niezwykle złożonym. Ilosc procesów rozgrywających sie w mieście jest na tyle duża, a ich wzajemne interakcje na tyle skomplikowane, że dokładne odwzorowanie wszystkich aspektów miasta jest niemożliwe. Cecha charakterystyczna dla wszystkich modeli jest założenie à priori pewnego poziomu abstrakcji i wynikajaca z tego koniecznosc stosowania uproszczen umożliwiajacych przedstawienie zjawiska, które stanowi przedmiot zainteresowania.
Profesor Michael Batty [2001, s.6] rozważajac możliwosci prezentacji złożonosci zjawisk w ramach modeli urbanistycznych stwierdził iż podejmowanie takich prób prowadzi do nastepujacego dylematu: „Staramy sie rozwijac modele, których istota jest skomplikowanie i jednoczesnie przy ich pomocy próbujemy uzasadniac rzeczywistosc, która przedstawiamy tak jakby jej istota była prosta”.

I dalej: Modelowanie jest rodzajem badania naukowego. Tą samą wiedze, którą uzyskujemy obserwujac procesy wirtualne – które z samego założenia nigdy nie bedą dokładnym odwzorowaniem rzeczywistosci, nie istnieje możliwosc uzyskania takowego choćby za wzgledu na oddziaływanie czynników zewnetrznych – możemy uzyskac rozmawiając z mieszkańcami. Już Jay Forrester [1969] w komentarzu do opracowanego przez siebie modelu symulacyjnego, stwierdził iż: „Inni wykorzystuja wiedze o siłach, przyczynach, powiazaniach, reakcjach i wydarzeniach historycznych potrzebna dla ukształtowania teorii. W rzeczywistosci wiedza pochodzi skadinąd, od tych którzy znają scenę miasta z pierwszej ręki” [od mieszkanców]."
We współczesnej teorii opisujacej modele coraz cześciej odchodzi sie od dążenia do uwzglednienia wszystkich zjawisk. Zadaniem modelu jest unaocznienie procesu, zilustrowanie argumentacji. Mówi się o modelowaniu jako o „opowiadaniu historii” [Guhathakurta, 2002].

A na koniec o tym jak Jesus Huerta de Soto prowadzi zajęcia ze studentami  :

Uderzyła mnie pewna myśl. To niej jest przypadek, że kryzys finansowy w Stanach zbiegł się z kryzysem niekontrolowanego rozwoju miast. Szkoła austriacka, którą reprezentuje profesor Jesus Huerta de Soto proponuje powrót do bardzo tradycyjnego myślenia o finansach. Podobny powrót do tradycyjnej idei miasta proponują Nowi Urbaniści. Pewne postawy, pewne sposoby działania ukształtowane w ciągu tysięcy lat są dla ludzi najlepsze. Wiara w wszechwładzę umysłu, która objawiła się wojnami światowymi, faszyzmem , stalinizmem etc jest krytykowana. Obserwujemy teraz powrót do korzeni wpisujący się w to co bardzo ogólnie, w odniesieniu do różnych zjawisk w kulturze nazywa się postmodernizmem. A jest w istocie powrotem ku prostemu zaspokajaniu potrzeb, ludzkich potrzeb.

Tagi: ekonomia, finanse, biznes, miasto, planowanie, modelowanie


2009-11-11 23:43
 Oceń wpis
   

Na temat Parku Nørrebro w Kopenhadze słyszałam już dawno temu w kontekście rzeczywistego doświadczenia związanego z rozwojem uczestnictwa społecznego w planowaniu za pośrednictwem elektronicznej komunikacji. Były tam organizowane m.in. plebiscyt dla dzieci szkolnych na zdjęcia nagorszych i najlepszych miejsc w okolicy, liczne wystawy, festyny, etc. Projekt realizowany był na płaszczyźnie rzeczywistej oraz wirtualnej. W opracowaniu sfery wirtualnej brali udział naukowcy z kopenhaskiej Szkoły Architektury - i to dzięki nim miałam okazję projekt poznać przy okazji konferencji eCAADe w Kopenhadze.
Poniżej jedna z bardziej charakterystycznych wizualizacji dotyczących metod wirtualnej partycypacji - wirtualna i rzeczywista wystawa na temat historii tego miejsca.


Wirtualna wystawa. Źródło: www.e-kvarter.dk/

Obecnie można w sieci znaleźć kilka projektów dla różnych rejonów Parku Nørrebro. Ich design jest bardzo interesujący, w przypadku projektu autorstwa firmy nord architects - wręcz kontrowersyjny.


Projekt Bannana Park by Nord Architects, źródło: http://www.designboom.com


Makieta nowego parku w Nørrebro, źródło: http://www.cphpost.dk , photo courtesy Copenhagen Council

Można też doszukać się krytycznego opisu samego procesu uczestnictwa społecznego. W mojej ocenie to jest bardzo ciekawy przykład, omówiony z różnych punktów widzenia i różnych perspektyw i choćby z tego względu wart uwagi. Bo co by na ten temat nie powiedzieć mamy tu do czynienia po pierwsze z procesem planowania a po drugie z jawnością. A to już bardzo dużo jeśli chcieć w ogóle mówić o partycypacji społecznej w planowaniu.

Tagi: społeczeństwo, miasto, Park, partycypacja, kopenhaga


2009-11-10 22:02
 Oceń wpis
   

Widzieliście wczorajszy film o królikach w Berlinie ("Królik po berlińsku")? Niesamowicie uderzyła mnie - obok, rzecz oczywista, opisu rozdartego miasta, jego trwałego fukcjonowania w nieprzystający do normalności sposób i potem powolnego zabliźniania się ran - wyraźna analogia do nas samych. Wszyscy, którzy mieliśmy okazję żyć w okresie optymalnego rozwoju królików naznaczeni jesteśmy "stygmatem królika". Króliki robią to co im każą, mnożą się, jedzą, funkcjonują bez pytania o to co dalej, są przywiązane do swoich małych norek, etc, etc. Potem króliki zaczęły uciekać ale to już inna historia.. Nowe króliki, te które urodziły się później są już zupełnie inne.
Dla mnie absolutnie niesamowity film. Poniżej wywiad z twórcą Królików Bartkiem Konopką.

Jako jeden z przykładów współczesnego designu miejskiego pokazuję studentom plac Lenne'go w Berlinie autorstwa firmy Topotek 1. Plac, a właściwie miejsce w ruchliwym obecnie punkcie miasta wykreowane dla upamiętnienia, zachowania pamięci miejsca oraz w hołdzie jednego z największych architektów krajobrazu. Podwójna linia naturalnych kamieni to ślad po dawnym murze. Miejsce stworzone po to i z wykorzystaniem wszelkich możliwych środków wyrazu aby zatrzymać. Aby zmusić do chwili zadumy, kontemplacji.


Plac Lenne'go, źródło Topotek 1

Tagi: polityka, film, kultura, socjalizm, społeczeństwo, miasto, berlin, mur, króliki


2009-11-09 19:21
 Oceń wpis
   

Tak trochę dla własnej przyjemności a trochę z ciekawości poszukałam jak wyglądają wejścia do metra. W różnych krajach i kulturach. Od dawna mnie ten temat fascynował, co jakiś czas w projektach studenckich pojawia się bowiem budka wejścia do przykładowo podziemnego parkingu albo czegoś innego co na powierzchni ziemi objawia się jedynie w postaci wylotu schodów. I ze względów użytkowych dobrze jeśliby do wnętrza nie lały się strugi deszczu. Nie ukrywam też że dodatkowo zainspirowała mnie do tych poszukiwań forma wejścia do stacji metra zaproponowana przez projektantów warszawskiej kolei podziemnej, o której pisze dzisiejsza Bryła, poniżej:


Wejście do metra na stacji Dworzec Wileński, źródło
bryla.pl

Zapraszam wobec tego na niewielki przegląd:


Wejście do metra w Bostonie, stacja Copley, źródło:
http://madhava.com/photo/boston2003/


Wejście do tokijskiego metra, źródło:
http://gojapan.about.com/


Wejście do paryskiego metra, źródło:
http://www.photaouf.com/


Wejście do metra na Wall Street w NY, źródło:
http://www.ronsaari.com/


Wejście do metra na Buchanan Street w Glasgow, źródło:
http://media-cdn.tripadvisor.com/

I chyba najsłynniejsza stacja metra na świecie, wejście na Piccadily Circus w Londynie:

Źródło: http://www.flickr.com/ autor Samie333

Tak się zastanawiam nad rolą jakości wizualizacji dla prezentacji projektu :). Oraz nad tym że takie wyjście/ wejście do/z metra to świetne miejsce, przez które codziennie przewija się masa ludzi. Połączenie pomiędzy dwoma systemami komunikacji, miejsce gdzie przenikają się dwa światy: podziemny i naziemny (koncept zaczerpnięty z K.Lyncha). Miejsce, gdzie stykają się dwie prędkości, dwie tożsamości: wielkiego miasta i podmiejskiego osiedla. Można taki węzeł doskonale wykorzystać kreując przestrzeń spotkań, wydarzeń , niekoniecznie tylko ruchu, czy jak to niekiedy bywa ucieczki...

Tagi: design, miasto, metro, mała, architektura


2009-11-08 20:58
 Oceń wpis
   

Niedawno pisałam o zagrożeniach związanych z budową Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. W tym kontekście szczerze ucieszyłam się z tego, że ekipa łódzkich naukowców Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii, Międzynarodowego Instytutu PAN pod auspicjami UNESCO i Uniwersytetu Łódzkiego ma zająć się tym tematem. Szczerze gratuluję ERCE tak prestiżowego projektu. I oczywiście trzymam kciuki za powodzenie tego przedsięwzięcia. Więcej na temat projektu można przeczytać w artykule Aleksandry Hac w łódzkiej GW. Takie wiadomości niosą niesamowity ładunek optymizmu :)

Więcej informacji o Zaporze Trzech Przełomów.

Tagi: inwestycje, chiny, przyrody, Ochrona


2009-11-07 21:41
 Oceń wpis
   

Angielski oryginał jednej z moich ulubionych książek zatytułowany jest A God Within. Autorem jest René Dubos - francuski i amerykański mikrobiolog, badacz środowiska i humanista. Tytuł polski: Pochwała różnorodności - choć odbiega od oryginału, jednak doskonale oddaje istotę prezentowanych treści.

Moją uwagę przykuły dwa fragmenty: "Każde miasto reaguje na doświadczenia i próby w sobie właściwy sposób, z reguły uwydatniający jego niepowtarzalny charakter; jest to proces organiczny, którym tłumaczy się trwałość specyficznego charakteru miast mimo burz dziejowych. (...) Ekolodzy dowiedli że najbardziej trwałe są systemy naturalne o wysokim stopniu zróżnicowania. To samo można powiedzieć o systemach urbanistycznych. Długotrwałą wielkością i świetnością cieszą się miasta o bardzo urozmaiconej ludności, działalności gospodarczej i strukturze społecznej. Dzięki różnorodności posiadają one odporność, pozwalającą przetrwać wstrząsy historyczne i zachować tożsamość mimo ciągłych zmian. (...)"

Tak sobie myślę kiedy to czytam, że naziści bardzo skutecznie działali likwidując w Łodzi różnorodność kulturową. Kilka dni temu tłumacząc gościom konferencji dotyczącej Przestrzeni małych miast, o której już wcześniej pisałam, jak znaleźć w Łodzi ślady getta odczułam jak niewiele sama wiem na ten temat. Szukając informacji natrafiłam na poniższe zdjęcie i od tej pory nie umiem o tym nie myśleć. Widoczne na nim dzieci zostały zagazowane w przyczepach samochodów wyziewami ze skierowanych do wewnątrz rur wydechowych.


Zdjęcie pochodzi ze strony www.ghetto.lodz.pl

Siła naszego miasta tkwiła niegdyś w wielokulturowości i być może do tego należałoby wrócić - nawet jeśli wyłącznie poprzez zapraszanie tu turystów szukających swoich korzeni. Aby taki cel osiągnąć nie są nam potrzebne wieżowce ani wielkomiejska zabudowa, która upodobni Łódź do tysięcy miejsc na świecie. Zastanawiałam się co może stać się siłą napędową rozwoju miejskiego albo zapewnić funkcjonowanie. Obok przemysłu, handlu i usług, obok kultury (jak w Bilbao) może to być również tradycja miejsca. W Łodzi już to się zaczęło - patrz zbierająca laury Manufaktura. Powiązania z Izraelem, które są ostatnio powszechnie krytykowane oraz bezustanne propagowanie żydowskich korzeni łódzkiego rozwoju - też już stały się wartością. Może należałoby rzeczywiście to wykorzystać. Nie zapominając jednak przy tym o potomkach dawnych polskich robotników, którzy obecnie tworzą - również powszechnie krytykowaną - łódzką "żulernię". A tak naprawdę są to w większości w prostej linii spadkobiercy najstarszych mieszkańców Łodzi, dla których to miasto było Ziemią Obiecaną...

Jeszcze jeden cytat na koniec, z tej samej książki: "Głoszenie nadziei w ponurej sytuacji może się wydawać naiwnym i pretensjonalnym złudzeniem, ale przecież z takich właśnie złudzeń rodzi się twórcza wiara, o której pisał Carl Sandburg: << Ufam przeznaczeniu człowieka i wierzę bardziej niż potrafię dowieść, w przyszłość rodzaju ludzkiego i znaczenie złudzeń, w wartość wielkich nadziei.<< (...)

 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-11-05 21:40
 Oceń wpis
   

Urban - przestrzeń miejska, struktury miejskie, miejskość, tereny zurbanizowane. Tak Henri Lefebvre określa otoczenie, z którym mamy na co dzień do czynienia. Pewne ośrodki miejskie rosną, inne upadają - z różnych powodów. Jednym z podstawowych jest lokalizacja. Inne to jakość miejsca- zarówno wytworzona kulturowo jak i naturalna. Wzrost może być gwałtowny, umiarkowany lub żaden, często mamy też do czynienia ze zmniejszaniem się, porównaj shrinking cities. Jeśli na to patrzymy w tradycyjny sposób, posługując się aparatem pojęciowym wykształconym w okresie industrializacji - pewnych rzeczy nie mamy szans dostrzec. Ograniczeni granicami administracyjnymi oraz tradycyjnie stosowanymi pojęciami miasta, miasteczka i wsi nie widzimy rzeczywistych procesów wzrostu i degradacji.

Widać to wyraźnie w analizach geograficznych, przykładowo w prezentowanej podczas konferencji, w której miałam przyjemność dzisiaj uczestniczyć, a dotyczącej Przestrzeni małych miast. Referat na który się powołuję, autorstwa dr Szymona Marcińczaka  prezentował wyniki badań demograficznych dla aglomeracji łódzkiej na tle pozostałych aglomeracji Polski, a opierał się na danych agregowanych do samorządowych jednostek pomocniczych, a więc szczegółowych. Prezentacja danych wyraźnie wskazywała na sztuczność narzuconych administracyjnie podziałów.

Analizując wyniki cytowanych badań można dojść do wniosku, który mnie osobiście nasuwał się już wcześniej, że polskie prawodawstwo i wynikające z niego ograniczenia administracyjne mogące kształtować lub chociaż moderować rozwój (i w bardziej zaawansowanych demokracjach tak się dzieje) są całkiem nieskuteczne. Jeśli mamy do czynienia z presją inwestycyjną - również na tereny atrakcyjne krajobrazowo - możemy ją jedynie opisać bo powstrzymać czy moderować się nie da. Tezy tej nie trzeba udowadniać w przypadku decyzji o warunkach zabudowy. W przypadku planów miejscowych niestety jest podobnie. Są to narzędzia nie tyle planowania co umożliwiania inwestowania. Tak to mniej więcej jest skonstruowane. Taka była w bardzo ogólnych zarysach teza mojego wystąpienia. Z ładem przestrzennym nie ma to zazwyczaj wiele wspólnego.

Tagi: prawo, nieruchomości, urbanistyka, przestrzeń, ład


2009-11-04 21:20
 Oceń wpis
   

Wydarzenia dzisiejszego dnia, w tym między innymi otwarcie Wystawy Prac Konkursowych wykonanych pod moim kierunkiem przez studentów I roku Architecture Engineering na IFE w odpowiedzi na potrzeby Spółdzielni Mieszkaniowej Radogoszcz Zachód, a dotyczącej zagospodarowania terenów nieużytkowanych na tereny kompleksu sportowego dla okolicznych szkół, spowodowały że wróciłam do tekstu napisanego kilka lat temu. Tekst traktował o roli wizji w procesie planowania. Ale nie tylko. Dotyczył również potrzeby doboru metod prezentacji do komunikacji, której prezentacja ma służyć. Każdorazowo metoda prezentacji winna być adekwatna do potrzeb - do konkretnej sytuacji komunikacyjnej, w tym również do możliwości percepcji adresata przekazu. Taki pogląd wynika z wielokrotnie już tym miejscu przywoływanej teorii racjonalności komunikacyjnej Jurgena Habermas'a, z traktowania procesu planowania jako procesu informacyjnego, z postrzegania komunikacji międzyludzkiej jako czynnika kształtującego kulturę. Obecny jest u wszystkich praktyków partycypacji, przywołując choćby znanego (również w świecie informatyków) Christophera Alexandra i jego język wzorców.

Zapewne jeszcze do tematu konkursowego wrócę, a tymczasem o roli wizji czyli o modelowaniu jako o opowiadaniu historii...

"Możemy powiedzieć przywołując pogląd Guhathakurta [2002] iż modelowanie miasta jest opowiadaniem historii. Niezależnie od dokładności, kompleksowości, kompletności i aktualności danych – przy założeniu, co oczywiste, spełnienia podstawowych standardów – modelowania wykorzystywane jest dla zilustrowania komunikacji. Biorąc pod uwagę walory komunikacyjne możemy uszeregować różne sposoby prezentacji danych wykorzystując jako kryterium łatwość odczytania przez odbiorców nieprofesjonalnych."

"Modele miasta wykorzystywane w procesie planistycznym są nośnikiem wizji, która ma zaistnieć w świadomości wszystkich uczestników procesu planistycznego. Z tego względu oprócz samego tworzenia modelu ważny jest sposób jego prezentacji oraz funkcjonowanie procesu komunikacji, w którym model jest wykorzystywany. Jest to istotny element formułowaniu założeń modelu. (...)"

„Wizje, które posiadają moc: opisują upragniony i ważny stan w przyszłości; wytwarzają obrazy w umysłach innych osób; pozwalają ludziom lepiej zrozumieć, jak mogą dążyć do celu; mogą motywować nawet w największych tarapatach ekonomicznych i w sytuacjach konfliktu; postrzegane są jako możliwe do zrealizowania; są szczere i pochodzą z głębi serca; są wzniosłe, porywające i przynaglające” [Parker, 1990, s.72]
Wizja, jako wyobrażenie tego co pragniemy stworzyć w przyszłości, stanowi wyznacznik celu działania . Odzwierciedla wyznawaną hierarchię wartości oraz celów. Różnica między tym, co nas otacza obecnie i wyobrażeniem wywołuje działanie w kierunku urzeczywistnienia wizji.
Pierwszym z etapów pracy nad tworzeniem wizji powinno być opracowanie wspólnego, zrozumiałego dla całej grupy języka porozumiewania się. Dla zapewnienia równości szans w dyskusji dobrze, jeśli nie jest to codzienny język porozumiewania się właściwy dla którejś ze stron. Rozwiązaniem może być wykorzystanie me
tafory lub obrazów. Tego rodzaju ćwiczenia opisane są jako metoda rozwijania świadomości środowiskowej w podręcznikach partycypacji dla władz gminnych w USA z lat 80-tych [Sanoff, 1978]. Warunkiem chęci wzięcia na siebie dodatkowej odpowiedzialności przez mieszkańców jest zrozumienie otaczającej ich rzeczywistości. Dlatego tak istotne jest informowanie i edukacja mieszkańców. Nabycie nowych umiejętności i postaw wymaga czasu. Przeciwnościami mogą stać się dotychczasowe przyzwyczajenia, a także pesymistyczne nastawienie uczestniczących osób. Jednym z możliwych sposobów informowania – który z założenia zwiększy zaufanie mieszkańców do władz – może stać się udostępnienie dla wszystkich zainteresowanych bazy danych o mieście. "

"Udział w  tworzeniu wizji powoduje, iż mieszkańcy czują się odpowiedzialni za jej realizację i tym samym zwiększa poczucie odpowiedzialności za losy miasta lub osiedla. Wspólna wizja  może również stać się siłą integrującą mieszkańców, władze i planistów oraz mechanizmem koordynującym działania ludzi reprezentujących różne interesy. Tworzenie wizji sprzyja kreatywności. Większość ludzi nigdy nie próbowało wyobrażać sobie przekształceń jakie mogłyby zajść w wyglądzie miejsc, w których mieszkają. Aby dialog miał szanse zaistnieć niezbędne są otwartość, szacunek i wzajemna akceptacja wszystkich uczestników. Osoby, których pomysły są rozwijane chętnie biorą na siebie odpowiedzialność za realizację wizji. (...)"

"Kreowanie wizji powinno być procesem ciągłym. Każda zmiana hierarchii wartości twórców i uwarunkowań zewnętrznych powinna zostać zarejestrowana oraz należy rozważyć wprowadzenie zmian w obrębie wizji, a także w przyjętych założeniach dotyczących celów i strategii działania. Ważnym elementem wspólnego tworzenia wizji jest umocnienie jego uczestników. Umocnienie oznacza wzięcie na siebie odpowiedzialności za nasze własne życie oraz umiejętność podejmowania decyzji mających wpływ na nas samych oraz innych członków lokalnej społeczności.
Wymienione (...) zalecenia dotyczące roli i cech, które powinny charakteryzować skuteczną wizję w procesie planistycznym odnoszą się zarówno do sytuacji spotkań rzeczywistych jak i do wymiany informacji na płaszczyźnie wirtualnej. Każda z tych form pozwala na funkcjonowanie podobnych mechanizmów. Łatwość generowania przyswajalnych dla nieprofesjonalistów form prezentacji informacji przy pomocy oprogramowania komputerowego pozwala na niespotykaną nigdy wcześniej popularyzację informacji dotyczącej planowania – w tym również wizji stanu projektowanego na różnych etapach jej tworzenia. Multimedia zaś umożliwiają dotarcie z przekazem do wszystkich grup odbiorców."

Powyższe cytaty pochodzą z mojej własnej pracy doktorskiej przygotowanej pod kierunkiem Prof. Stefana Wrony z Wydziału Archtektury Politechniki Warszawskiej i obronionej w listopadzie 2006 r., z rozdziału traktującego o tworzeniu modeli. Praca w formie e-booka będzie wkrótce dostępna do nabycia w księgarni Regioportalu.

Tagi: komunikacja, wizja, społeczeństwo, miasto, mieszkańcy


2009-11-02 23:47
 Oceń wpis
   

Dzisiaj garść cytatów. Z prasy, naszej rodzimej. Mówią same za siebie.

Z artykułu o pomyśle budowy faweli na obrzeżach Szczecina:
"(...) Radny z Bielska-Białej tłumaczył: "Już wiemy, że budowanie enklaw jest złe. Zło lgnie do zła. Jak w matematyce - sumuje się, nawarstwia. A reszta wieczorem nie wychodzi z domu". Dr Joanna Staręga-Piasek, szefowa Instytutu Służb Społecznych, przestrzegała: "Skupienie trudnych rodzin na peryferiach miasta nie rozwiązuje problemu. Przerzuca go tylko do innej dzielnicy (...)".

Z wywiadu z dr Jerzym Bielcem - ekonomistą i socjologiem ze Szczecina: "Co dalej z wysiedlonymi?Unijne dyrektywy zalecają wręcz integrację społeczną, co ma zapobiegać rozwarstwianiu społeczeństwa i tworzeniu enklaw kumulacji patologii społecznych. Na obecnym etapie nie widać, aby MOPR miał na celu reintegrację tych osób. Rodzi się wręcz pytanie - co dalej z osobami wysiedlonymi do baraków? Bowiem bez przedstawienia realnej ścieżki powrotu "z zesłania" ("za karę", czy też z przyczyn losowych) baraki te staną się jedynie przechowalnią dla ludzi."

Z artykułu o pomyśle budowania kontenerów dla osób przez wiele lat zalegających z czynszem w Poznaniu: "(...) Miasto nie ukrywa, że w ten sposób ostatecznie chce rozwiązać problem niewygodnych lokatorów. - Jesteśmy zdeterminowani, to prawda, ale mówimy tak: to od ciebie najemco zależy, czy trafisz do kontenera, czy nie - tłumaczy Pucek.
Z takim myśleniem nie zgadza się Tomasz Sadowski. - W ten sposób skazujemy tych ludzi na wegetację - podkreśla, szef Barki. Nie do końca, przekonują urzędnicy, bo każdy, to zamieszka w blaszanych kontenerach, jeśli tylko zobowiąże się do spłaty długu i zmiany stylu życia, będzie mógł wrócić do tradycyjnego mieszkania. Pomóc w tym mają organizacje społeczne.(...) "


25 takich kontenerów stanie w poznańskich Krzesinach.

Pisałam już na ten temat kilkakrotnie. Np. tutaj odnosząc się do poglądów Sachsa oraz epiki Rejmonta. Albo o konsekwencjach budowy dzielnic dla ubogich we Francji. Czy o potrzebie rewitalizacji społecznej. Był też kiedyś dobry bo dowcipny choć może nieco jednostronny artykuł traktujący o gentryfikacji w Dużym formacie GW.

I co? I niewiele.. Nadal przekonanie o potrzebie przenoszenia osób biednych gdzie indziej pokutuje... jako najlepsza metoda pozbycia się kłopotu. Problem polega na tym że problem wróci - na własnych nogach (tak jak wrócił kilka lat wstecz w Paryżu, Lyonie i większych miastach Francji). I będzie straszniej.. szczególnie wobec braku środków na policję np. w Łodzi.

Celowo piszę w ten sposób - nie próbując nikogo przekonywać do empatii czy próby rozumienia potrzeb osób wykluczonych. Czy zdajecie sobie sprawę gdzie tkwi rodowód metod partycypacyjnych w planowaniu? Otóż nie wzięły się one z altruizmu i dobrej woli deweloperów czy władz lokalnych. Nic z tych rzeczy. Zaczęto takie próby podejmować między innymi na skutek zamieszek wywoływanych przez ludność czarną zamieszkującą śródmiejskie dzielnice miast amerykańskich. To była konieczność - zamieszki wiązały się z rozlewem krwi. Po obu stronach. Jeśli ktoś nie wierzy - zachęcam do lektury książki A. Wallisa Miasta Ameryki.

Acha - pomysł na wpis zapożyczyłam od brita, za co dziękuję.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.