2009-07-15 21:20
 Oceń wpis
   

Jak się okazuje dyskusje z mieszkańcami na tematy związane z zagospodarowaniem przestrzeni to nie tylko nasza rodzima "przypadłość". ( O ile oczywiście w ogóle należy w tym kontekście używać słowa przypadłość, które ma wyraźnie negatywne konotacje - ja tak w każdym razie nie uważam, moim zdaniem mieszkańcy mają prawo na ten temat mieć zdanie, wygłaszać je i co więcej należy brać je pod uwagę - szukając konsensusu. Choćby z tego względu że miasto do nich należy i to oni muszą się z dziełem "męczyć".)

Dyskusje, kampanie prowadzone niejednokrotnie przez długi okres czasu i dotyczące ważkich dla życia miasta miejsc toczą się nie tylko "na słowa" ale też na obrazy. Przykład takiego "pojedynku" znalazłam w Architects Journal z 14 lipca b.r w artykule "In pictures: Local people predict Knightsbridge nightmare", autorstwa Robbiego Blakeley'a. Rzecz dotyczy zagospodarowania ulicy przez domem towarowym Harrods w Cheslea. Władze planują - jak sądzę celem uczynienia tej przestrzeni bardziej przyjazną - likwidację podziału nawierzchni na chodniki i jezdnię. Mieszkańcy stanowczo mówią nie. Trwająca już przeszło rok kampania dotychczas na słowa tym razem posiłkuje się obrazami. Jak poniżej. Wizualizacja pokazuje w komiksowy sposób co się wydarzy po realizacji pomysłu władz miejskich. Szczególnie z niepełnosprawnymi.

Kontrowersyjnym pozostaje odpowiedź na pytanie o rzeczywistą przyszłość tego miejsca. Bo choćby z komentarzy pod artykułem można dowiedzieć się że w innym miejscu analogiczne działanie sprawdziło się doskonale. Doskonale sprawdza się również w Kopenhadze gdzie jest z dużym sukcesem wdrażane za sprawą Jana Gehla i jego pracowni.

Ale mniejsza z tym. Zwróciła moją uwagę jedna istotna kwestia - do tej pory to władze lokalne i projektanci posługiwali się wizualizacjami dla ZDOBYCIA PRZYCHYLNOŚCI PUBLIKI. A tu masz ci los! Dzieje się wręcz odwrotnie. Nie powiem że media rządzą choć taka właśnie uwaga mi się tu nasuwa.

Tagi: media, społeczeństwo, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń publiczna


2009-07-08 09:22
 Oceń wpis
   

Tytuł jest cytatem. Tak mnie  ucieszyło że ktoś to głośno powiedział, że aż  z tej radości znalazłam Autora i zaprosiłam do grona znajomych w Facebooku. Cytat pochodzi z artykułu Adama Wajraka zatytułowanego tak jak niniejszy wpis. Artykuł zamieściła oczywiście Gazeta Wyborcza (rzecz dotyczy dziennikarza tej właśnie gazety). Podpisuję się obuma rękami pod zawartymi w przytoczonym tekście treściami.

Ostatnio większość prowadzonych przeze mnie rozmów o pogodzie "schodzi" na tematy związane z powodziami. Lubię słuchać co ludzie mają w tej materii do powiedzenia. Bardzo ciekawie ujął to jeden z moich rozmówców odnosząc się do rejonu Wrocławia. Mówił o obecnej tam niegdyś tradycji znaczenia na drzwiach, scianach zewnętrznych, drzewach  poziomu "wielkiej wody". O przekazywanej sobie z pokolenia na pokolenie wiedzy: TU SIĘ NIE BUDUJE! Wraz z mieszkańcami ta wiedza odeszła w niepamięć. A tereny narażone na zatapianie zabudowano.

Presja budowania na terenach zalewowych jest bardzo silna. Oczywiście naciski nie pochodzą od przyszłych mieszkańców takich miejsc ale od właścicieli nierozparcelowanych jeszcze terenów, w których interesie leży sprzedaż nieużytecznego w ich mniemaniu gruntu. Potem znajdzie się klient który będzie ponosił konsekwencje.  To jedna strona medalu.  

Tymczasem trzeba sobie zdawać sprawę że kwestie wodne dosłownie i w przenośni tworzą system naczyń połączonych. Wszędzie, również poza obszarem zalewowym budowa drogi, nowa zabudowa zmniejsza chłonność gruntu. Realizacji zbiornika retencyjnego lub pozostawienia pasów nieutwardzonych i wolnych od zabudowy w pobliżu cieków wodnych jest w takiej sytuacji najskuteczniejszą metodą odprowadzania nadmiaru wody deszczowej. Istniejące na polach systemy drenarskie służące osuszaniu działają właściwie w przypadku upraw rolnych. W momencie zmiany przeznaczenia terenu na zabudowę mieszkaniową jednorodzinną stają się nieefektywne. Również z tego względu że jeden z sąsiadów coś przebuduje, drugi coś przestawi - naruszając w ten sposób ciągłość przepływu. Zapisy planów miejscowych dotyczące ochrony systemów drenarskich  i konieczności zapewnienia dostępu dla odpowiednich służb oczywiście stanowią pewne remedium - pod warunkiem respektowania. Co w przypadku podzielonego na drobne posesje, intensywnie użytkowanego terenu może być dyskusyjne. 

Tagi: prawo, nieruchomości, urbanistyka, melioracja


2009-07-06 16:16
 Oceń wpis
   

Chyba w ubiegły czwartek wysłuchałam w programie III PR obszernego materiału na temat kształtowania kolorystyki miasta. Wśród osób proszonych o wypowiedź w tej kwestii znaleźli się specjaliści psychologii społecznej oraz wybitni pedagodzy w dziedzinie sztuk pięknych. W materiale znalazł się również cytat z rozmowy z urzędnikiem miejskim stołecznego magistratu, który mówił iż miasto chcąc kształtować wizerunek, w tym w szczególności koloryt zabudowy oraz paletę stosowanych materiałów, pozbawione jest instrumentów prawnych, które mogłyby być użyteczne w tego rodzaju działaniach.
Bardzo mnie to wszystko zdziwiło z jednej strony, a ucieszyło z drugiej. Potrzeba uspokojenia gamy kolorystycznej, przyjęcia ustaleń w tym zakresie może doprowadzić do uzyskania harmonijnego, przyjaznego dla oka otoczenia. Z drugiej jednak strony instrumenty prawne, które służą tego rodzaju działaniom istnieją. I to istnieją od dawna. Są nimi plany miejscowe.
Wśród głosów w dyskusji bardzo brakowało głosu urbanisty. Smutnym jest, że świadomość istnienia takiego zawodu oraz jego kompetencji  jest tak nikła, że nikomu nie przychodzi do głowy prosić urbanistów o radę czy działanie. Jeden z radiosłuchaczy przywołał przykład przepisów niemieckich, które szczegółowo określają nie tylko dozwolone kolory ale również ich odcienie. To są właśnie przepisy, o których istnieniu ani cytowany urzędnik, ani redaktor radiowej Trójki ani też nikt z respondentów czy dzwoniących do radia słuchaczy nie wiedzieli. Przepisy takie zgodnie z obowiązującym prawem  mogą równiez funkcjonować w polskiej rzeczywistości. Pod jednym wszak warunkiem: trzeba je opracować a następnie uchwalić. Gdyby nie fakt, że siedziałam za kierownicą a nie bardzo lubię w takich okolicznościach korzystać z komórki - sama bym zadzwoniła i próbowała prostować. Co niniejszym z pewnym opóźnieniem czynię.

Tagi: nieruchomości, miasto, urbanistyka, estetyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.