2009-09-30 21:35
 Oceń wpis
   

Opublikowany w najnowszym Dz.U.(Nr 160) wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 21 września b.r. pozwala na legalizację samowól budowlanych na terenach pozbawionych planów miejscowych. Do tej pory uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy dla tych inwestycji było praktycznie niemożliwe - bo musiałaby ona być wydana z datą wsteczną. Stąd Trybunał Konstytucyjny zdecydował o wyrównaniu szans inwestorów na terenach wyposażonych w plan miejscowy i pozostałych.

Co ważne: dla inwestycji, które już raz nie uzyskały zgody na legalizację obowiązuje miesięczny termin na ponowne złożenie wniosku. Cytuję za Rzeczpospolitą:

"Wyrok daje ponadto szansę na legalizację inwestorom, którym nadzór budowlany już raz jej odmówił z powodu braku tej decyzji. Od 29 września mogą starać się o wznowienie postępowania o legalizację. Ale termin na to jest bardzo krótki, tylko miesiąc, a liczy się go od dnia publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego, czyli od 29 września. Mówi o tym art. 190 ust. 4 konstytucji oraz 145a kodeksu postępowania administracyjnego."

Zdecydowanie nie popieram samowól budowlanych ale ten wyrok wydaje mi się słuszny. Wszyscy powinni być wobec prawa równi. Skoro dopuszcza się możliwość legalizacji tam gdzie jest plan miejscowy - tak samo należy dopuszczać to wszędzie indziej. Nie jest przecież winą obywatela, że gminy nagminnie nie opracowują planów miejscowych. A dotychczasowe przepisy były co najmniej absurdalne. Oczywiście legalizacji podlegają tylko te samowole, które zgodnie z przepisami prawa budowlanego mogłyby zostać wzniesione w normalnym trybie tzn. spełniają warunki zapisane w decyzji o warunkach zabudowy i są zgodne z przepisami.

Katastrofalna dla polskiej przestrzeni jest sytuacja prawna w której planowanie za pomocą decyzji w ogóle jest możliwe. Szkoda że nie da się tego równie prosto zmienić wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane


2009-09-29 16:48
 Oceń wpis
   

Działalność architekta urbanisty podobnie jak działalność krawca powinna uwzględniać potrzeby ludzi. Tak jak projektant odzieży musi brać pod uwagę budowę ludzkiego ciała, a pominięcie anatomii spowoduje że jego dzieło będzie mogło służyć jako dekoracja na ścianie - tak urbanista musi poznać sposób postrzegania miasta przez mieszkańców i traktować jako podstawowy warsztat pracy dla uzyskania satysfakcjonujących rozwiązań przestrzennych.

Istnieje co najmniej kilka teorii opisujących percepcję środowiska miejskiego i pozwalających na dokonywanie niezbędnych analiz. Fundamentalne znaczenie dla badań w tej dziedzinie miały prace Kevina Lyncha których wyniki, szeroko kontynuowane, opisane zostały w książce Image of the City. Według teorii Lyncha w strukturze miasta - postrzeganej - obecnych jest kilka rodzajów elementów o charakterze punktowym, które pozwalają na identyfikację w przestrzeni i służą identyfikacji samej struktury.

Chciałabym się tu - jako że wywód jest nieprofesjonalny i nie służy edukacji studentów pierwszego roku architektury - zająć jednym tylko typem owych elementów punktowych. Są nimi mianowicie tzw. landmarks czyli miejsca znaczące lub szczególne lub też - jak nazywa to Kaziemierz Wejchert - znaki szczególne. Znaki szczególne to te elementy krajobrazu miejskiego które są łatwo identyfikowalne ze względu na swoje cechy: kształt, wielkość, strukturę, detal kolorystykę lub też które poprzez związaną z nimi strefę znaczeniową nabierą unikalności.

Mogą to być oczywiście budynki ale również rzeźby miejskie. W Łodzi przykładowo takim miejscem szczególnym stała się ławeczka Tuwima czule obejmowanego przez przysiadających obok turystów (choć i rdzenni Łodzianie też lubią się z poetą zaprzyjaźniać i np. nieoczekiwanie za nos - aż błyszczący od tego typu działań pochwycić). Istnieje też kategoria tzw. distant landmarks - dominant, czyli tych obiektów które służą identyfikacji nie tylko w jednym miejskim wnętrzu ale w różnych miejskich przestrzeniach. Znaki, czy miejsca szczególne nie muszą przedstawiać sobą wartości zabytkowej, nie muszą też reprezentować wybitnych walorów estetycznych (o kwestiach piękna w różnych okresach można by zresztą długo dyskutować - tu jako przykład może doskonale posłużyć paryska wieża Eiffla)  ale zazwyczaj ich pewna unikalność pozwala łatwo je wyodrębnić w tłumie innych budowli.  Te elementy są szalenie potrzebne w strukturze miasta bo pozwalają na identyfikację. O tym czy coś jest czy nie jest znakiem szczególnym decyduje łatwość percepcji.

Czy coś należy czy też nie do tej kategorii łatwo można się przekonać (staram się sobie - co mam nadzieję oczywiste - wyobrazić sposób myślenia decydentów). Wystarczy sprawdzić co się dzieje kiedy dany obiekt znika. Gorliwość protestujących mieszkańców dowodzi, że wyburzany budynek pełnił funkcję znaku szczególnego. Natężenie protestów świadczy o poziomie obecności tej wartości. Tylko nie bardzo rozumiem po co się o tym przekonywać w ten jakże brutalny sposób - skoro tego uczą na pierwszym roku.

Takim obiektem, o którym można było powiedzieć że odgrywał znaczną rolę w mentalnym krajobrazie śródmieścia Łodzi była wyburzona wczoraj remiza strażacka przy Sienkiewicza 54. Jak znaczna była to rola można się łatwo przekonać z reakcji łodzian. Wyburzenie tego charakterystycznego budynku spowodowało wyrwę w systemie odniesienia, w mentalnej mapie tego fragmentu miasta. Tym bardziej bolesną że nie wiemy co się w tym miejscu znajdzie - a najpewniej nic.


Źródło zdjęcia: RS Szacunek dla Łodzi

Dla oszacowania jak duże znaczenie ma mentalny wizerunek krajobrazu miejskiego spróbujcie wyobrazić sobie własne reakcje po np. wyburzeniu PKiN w Warszawie albo po usunięciu ławeczki Tuwima sprzed magistratu w Łodzi. Trudno nam sobie to wyobrazić, prawda? Pierwszy z tych obiektów pomimo historycznych uwarunkowań powstania na trwałe wpisał się w krajobraz stolicy. Drugi stał się częstym miejscem spotkań mieszkańców Łodzi. Coż by nam pozostało po ich usunięciu?

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2009-09-28 22:53
 Oceń wpis
   

Poniżej cytat ze wzruszającego maila, którego dzisiaj otrzymałam:

"POŻEGNAJ ZABYTEK - Zrobiłam napis "pożegnaj zabytek" - kredą na chodniku, taksówkarz i pan robiący zdjęcia (i pilnujący rozbiórki ze strony mieszkańców) też
podpalili po zniczu. Wpadnijcie tam jeśli bedziecie mogli ze zniczem w ręce i zapałkami."*

Nie zdążyłam zapalić świeczki wyburzanemu właśnie budynkowi przy Sienkiewicza (o czym więcej tutaj i tutaj oraz tutaj). Nie zdążyłam bo kiedy już dojechałam z córką i ze zniczem na miejsce ulica była zamknięta. Dokładnie tak jak na obrazku poniżej.


Zdjęcie GW dodatek łódzki

Nie chcę tego nawet komentować dlatego posłużę się cytatem (nawet cytatem z cytatu). Przytoczę mianowicie słowa autorstwa Jose Ortegi y Gasseta (nie wiem skąd bo nie ma źródła) znalezione w książce Collage City Colina Rowe i Freda Coettera (w tłumaczeniu własnym):

"Człowiek, jednym słowem, nie ma natury: tym czym ma jest ... historia. Innymi słowy: tym czym natura jest dla rzeczy, historia res gestae jest dla człowieka.

Jedyną istotną różnicą pomiędzy historią ludzkości i historią 'naturalną' jest to że ta pierwsza nie może nigdy rozpocząć się od początku.. szympans i orangutan nie różnią się od człowieka tym co precyzyjnie określane jest mianem inteligencji, ale ponieważ mają o wiele mniej pamięci. Każdego ranka biedne stworzenia muszą stawiać czoła niemal całkowitej nieświadomości tego co przeżyły w dniu poprzednim, i ich intelekt musi pracować z minimalnym zasobem doświadczenia. Podobnie, dzisiejszy tygrys jest identyczny z tym sprzed sześciu tysięcy lat wcześniej, każdy zmuszony do rozpoczynania swego życia jako tygrys od początku tak jakby nic nie istniało przed nim.. Przerwanie ciągłości z przeszłością, jest równoznaczne z degradacją człowieczeństwa i popełnianiem plagiatu z zachowań orangutana." Jose Ortega y Gasset (źródło powyżej).

 

*Autorką cytowanego maila jest Urszula Niziołek-Janiak - inicjatorka i fundatorka wystawy Ziemia Obiecana - Ziemia Utracona, a cytat dotyczył działań podejmowanych przez Ruch Społeczny Szacunek dla Łodzi

 

Tagi: społeczeństwo, historia, Łódź, zabytki


2009-09-26 16:01
 Oceń wpis
   

Odczuwanie architektury. Bardzo lubię tę książkę. Pamiętam kilka lat wstecz jak leżąc na trawie w gorące letnie popołudnie się nią (niemal) delektowałam. Podobnie jak Steen Eiler Rasmussen delektuje się architekturą. Przestrzeń miejska, architektura, krajobraz to nie tylko to co dostrzegamy zmysłem wzroku. To co widzimy jest jedynie fragment postrzeganej przez nas rzeczywistości. Cała masa wrażeń dociera do nas zmysłem węchu, słuchu i wreszcie dotyku. Nawet zmysł równowagi ma tu sporo do powiedzenia.

To pewnie banalne, ale miałam olbrzymią potrzebę tak właśnie nazwać swoje odczucia po lekturze obszernego tekstu zamieszczonego przez GW na temat remontów posadzek w Krakowie: Co o mieście mówi jego podłoga?


Źródło: GW, wymieniony powyżej artykuł

Jak ważne jest zachowanie lokalnego charakteru miejsca poprzez utrzymanie ciągłości kształtu i materiału nawierzchni. To poprzez podłogę dotykamy miejsca, chodząc mamy szansę odczuć jego specyfikę. Zmiana jej nawierzchni i ukształtowania powoduje nieodwracalne zmiany w krajobrazie. Brak dbałości o ten jakże ważny a niedoceniany fragment naszego otoczenia powoduje.. i co znów mam powiedzieć, co powoduje? Troszkę już mnie męczy to narzekanie. Pamiętam z lektury Kevina Lyncha Image of the City jak dużą wagę w odbiorze przestrzeni centralnych miejsc Bostonu odgrywała ceglana nawierzchnia chodników. Z jaką pieczołowitością na ten właśnie element pytane osoby zwracały uwagę.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, architektura, odczuwanie


2009-09-24 14:27
 Oceń wpis
   

Prawdziwa gratka dla fanów sztuki miejskiej - w zasadzie nie wymaga komentarza ani dodatkowej zachęty. Współpraca przy animacji: Blu i David Ellis  2009 http://www.blublu.orghttp://www.daivdellis.org . Produkcja: studio cromie http://www.studiocromie.org . Zrealizowane podczas Fame festival 2009 http://www.famefestival.it 



2009-09-22 22:26
 Oceń wpis
   

Wśród wielu różnych osób które zawodowo zajmują się planowaniem przestrzennym można odnaleźć kilka charakterystycznych postaw, które znajdują swoje odniesienie również w stosunku do możliwości uczestniczenia lokalnej społeczności w planowaniu. Ogólny zakres klasyfikacji pokrywa się mniej więcej z liniami podziału w schemacie opisującym typologię partycypacji społecznej w różnych modelach planowania autorstwa Judith Innes i Davida Booher'a (2000).


Cztery modele planowania i tworzenia polityki wg Innes Judith E., Booher Dawid E. 2000; Public Participation in Planning: New Strategies for the 21st Century, University of California at Berkeley, Institute of Urban and Regional Development, Working Paper 2000-07

Dla komentarza i wyjaśnienia prezentowanego schematu pod niniejszym wpisem pozwalam sobie zacytować fragment własnej pracy doktorskiej.

W modelu wpływu politycznego najlepiej sprawdzają się osoby wykonujące swój zawód przede wszystkim z pobudek komercyjnych, w celach zarobkowych. Pozostałe modele są obszarem działania wszelkiej maści idealistów: zarówno tych, którzy wiedzą lepiej (choć w tej grupie idealizm walczy o pierwszeństwo z postawą opisaną powyżej), jak i tych którzy chcą współpracować lub chociażby nie ignorować zdania mieszkańców (co oczywiście nie wyklucza chęci uczciwego wynagrodzenia za wykonaną pracę). Typy postaw możnaby mnożyć, jako że nasza rodzima specyfika, fakt działania przez dłuższy okres w warunkach gospodarki socjalistycznej, mniej lub bardziej "naukowa" postawa rozumiana zarówno jako otwartość na wiedzę jak i trzymanie się wyznawanego światopoglądu mają dla postaw znaczenie niebagatelne.

Mnie osobiście zafrapowała jedna z wielu postaw, która niestety zyskuje coraz większą popularność i to jak się wydaje nieprzypadkowo. Niestety postawa, o której za chwilę wydaje się to być rezultatem uwarunkowań prawnych w ramach funkcjonującego systemu planowania - który trudno zresztą nazwać systemem ale to już inny temat. Otóż ważniejszym staje się dążenie, aby plan był zgodny z prawem i nie mógł okazać się źródłem roszczeń ze strony mieszkańców niż zachowanie zdrowego rozsądku i przestrzeganie elementarnych zasad ochrony interesu mieszkańców - co niekiedy musi i powinno pociągać za sobą odszkodowania. O planowaniu w ogóle trudno przy tym mówić.

Nikt nie chce się przyznać do uciążliwości podejmowanych działań. Oczywiście ze względu na koszty odszkodowań. Z tego też powodu nie ustala się stref ograniczonego użytkowania. Problem dotyczy uciążliwości rozmaitej maści. Wszystkie tego rodzaju utrapienia "wychodzą" w planie - i wtedy nie wiadomo kto ma zapłacić odszkodowanie ze względu np. na wycofanie możliwości zabudowy. Planista który stwierdza oczywistą obecność zagrożeń? (taniej będzie jeśli ich nie zauważy) Gmina? - ale to nie gmina je wywołała!

Postaram się wyjaśnić rzecz na przykładzie. Otóż mamy działkę - prywatną, budowlaną, z domem jednorodzinnym. Zabudowaną jakiś czas temu (wystarczająco dawno aby bardzo skromny domek, wyraźnie stawiany "metodą gospodarską" zdążył się prawie rozlecieć ze starości. Dom stoi w szeregu innych domków na małych działeczkach wydzielonych przez zaradnego gospodarza, który rozparcelował pole i wytyczył z boku drogę. (Przestrzennie szkaradne - ale to zostawmy na lepsze czasy albo bardziej cywilizowane uwarunkowania.) Tuż za domkiem mamy las (całkiem poważny las, nie jakiś tam lasek). Dom wzniesiono zbyt blisko lasu co jest niezgodne z obowiązującymi przepisami pożarowymi. Technologia wykonania, w szczególności dach z azbestu, nie pozwoliłaby w żaden sposób na zmniejszenie odległości od lasu poniżej przepisowych 12m.
Tuż obok naszego domku budowana jest właśnie obwodnica miasta - fragment drogi krajowej, 4 pasy ruchu oraz urządzenia pomocnicze. Niemal w bezpośrednim sąsiedztwie wykopano osadnik dla zbierania deszczówki z jezdni drogi - trudno ukryć uciążliwość takiej inwestycji - zazwyczaj mocno śmierdzi.

Żeby tego było mało nad domkiem przebiegają przewody wysokiego napięcia 110kV. Podwójne - co z pewnością powoduje zwiększenie pola elektromagnetycznego ale zalecenia dotyczące zasięgu strefy oddziaływania pozostają jak dla pojedynczego przewodu.

Czy możecie sobie wyobrazić że nie ma podstaw prawnych dla uniemożliwienia rozbudowy domu w tym miejscu? Z taką opinią miałam okazję się spotkać. I co Wy na to? Czy będąc mieszkańcem takiego domku chcielibyście go rozbudowywać w tym miejscu? I czy chcielibyście aby za wszelką cenę zapisano dla waszej działki możliwość lokalizacji nowej zabudowy (gdyby to była Wasza działka)? Nie znam uwarunkowań budowy tego konkretnego domku, być może jednak istnieje możliwość uzyskania odszkodowania od gestora sieci - celowo troszkę zarysowany problem przejaskrawiam.

Spotkałam się też niestety z opinią że z mieszkańcami nie warto dyskutować i ich pytać o zdanie bo i tak za tydzień po namyśle zdanie zmienią. A my i tak wiemy lepiej więc będziemy mieszkańców uszczęśliwiać. W taki oczywiście sposób aby nie wywoływać roszczeń - patrz historia opisana powyżej.

Niemal fascynujące jak odległe jest takie myślenie od traktowania ludzi po partnersku, angażowania ich w działania samorządu i próby wypracowania wspólnych rozwiązań. Co ciekawe u źródeł przedstawionego powyżej sposobu myślenia wcale nie doszukiwałabym się złej woli. Ja tu znajduję rzetelność, uczciwość i autentyczne zaangażowanie w wykonywaną pracę. Przekonanie o wadze zgodności utworu z prawem nie jest przecież niczym złym ani nagannym. Podobnie jak działanie w interesie gminy która chce uniknąć kosztów roszczeń. A że myślenie na temat zdrowego rozsądku ludzi jakby z księżyca? Wygląda na to że skoro byliśmy na księżycu 50 lat to nie ma się czemu dziwić.

Dlatego właśnie jestem zwolennikiem rozwiązań proceduralnych. Wydaje mi się to być jedyną skuteczną drogą zmiany myślenia o partycypacji wśród osób które zajmują się tymi zagadnieniami zawodowo. Dla uzupełnienia - to nie jest krytyka. Jedynie próba opisu rzeczywistości.

 

Opis postaw prezentowanych na rysunku:

Racjonalistyczny model planowania.
Ten sposób planowania jest bardzo popularny, stosowany bywa powszechnie we wszystkich biurokracjach [ Innes, Booher, 2000, s.14 ]. W literaturze występuje również określenie „planowanie w podejściu technicznym” [ Kamiński 2002, s.40 ]. Podstawowym zagadnieniem przy opracowywaniu planu jest uzyskanie pełnego obrazu rzeczywistości. Dla osiągnięcia celu niezbędne jest stworzenie kompletnej i aktualnej bazy danych o danym obszarze. Następnie w oparciu o zebrany materiał przeprowadzane są analizy. Oprócz danych ilościowych wpływ na uzyskane odwzorowanie rzeczywistości ma również przyjęta metoda badań. Po zebraniu materiałów źródłowych kolejnym etapem jest opracowanie wariantów projektu i wybór tych, które najlepiej spełniają cele planu. Do zadań planisty należy również opracowanie analiz finansowych i prognozy wpływu proponowanych rozwiązań na środowisko oraz  przygotowanie wytycznych pozwalających decydentom na wybór sposobu działania. Założenia planu miejscowego przyjmowane są à priori przez organ władzy lokalnej. W teorii i praktyce planowania obowiązuje wiara w możliwości minimalizowania konfliktów przez „kompleksowe planowanie przestrzenne”, „wszechstronną analizę danego obszaru” oraz poprzez „optymalizowanie lokalizacji” [ Kamiński, 2002, s.67 ].

Planiści postrzegają zaangażowanie publiczne jako wymóg wynikający z przepisów prawa. Udział mieszkańców wykorzystywany jest jako metoda poznania celów i hierarchii wartości społeczności dla uzupełnienia formalnie przyjętych przez samorząd założeń planu. Niektórzy planiści postrzegają konsultacje jako coś uciążliwego. Jedynie w niektórych przypadkach widoczna jest wola wykorzystania lokalnej znajomości problemów. W większości przypadków informacje zdobyte w ten sposób spotykają się ze sceptycyzmem. Mieszkańcy nie mają dostępu do danych źródłowych, ani wpływu na metody działania, które są określane przez  planistów. Zdanie mieszkańców bywa brane pod uwagę przy wyznaczaniu celów – na początku procesu planowania, oraz przy wybieraniu ostatecznej wersji projektu planu. Udział społeczności lokalnej w opracowaniu planu byłby czynnikiem zmniejszającym integralność i neutralność analiz [ Innes, Booher 2000, s.15 ]. W teorii planowania odwrót od tego modelu rozpoczął się w latach sześćdziesiątych [ Kamiński, 2002, s.54 ], czego odzwierciedleniem są liczne przykłady zastosowań innych metod. Niemniej jednak model jest wciąż obecny w praktyce planistycznej.

Planowanie oparte o wpływy polityczne
Z modelem wpływu politycznego  spotykamy się powszechnie. Plan stanowi zestawienie projektów, które są odpowiedziami na żądania silnych politycznie grup. Decydent pełni funkcję osoby zatwierdzającej projekty. Elity, z którymi współpracuje, odwzajemniają się lojalnością i wsparciem dla jego polityki. Rozmowy prowadzone są w sposób niejawny. Opinie pozostałych członków społeczności nie są brane pod uwagę. Dwa pierwsze modele planowania występują często równolegle, skutecznie wprowadzając w błąd opinię publiczną. Nie pozwala to na dialog i rzeczywiste zaangażowanie mieszkańców [ Innes , Booher 2000, s.16 ].
Omawiany model został szczegółowo przebadany i opisany w literaturze jako „teoria elit” [ Majer, 1999, s.130 ]. Według tej teorii każda zbiorowość posiada swoją elitę – grupę wpływowych obywateli, kontrolujących większość interesów na danym terenie. Elita jest grupą, która w rzeczywistości „rządzi”, choć dzieje się to w sposób niejawny i z pominięciem oficjalnych procedur.

Ruchy społeczne
O ruchu społecznym mówimy w sytuacji, gdy jednostki lub grupy obywateli nie posiadające wpływu na kształtowanie rzeczywistości zbierają się dla osiągnięcia wyznaczonego celu. Przykładem mogą być organizacje ekologiczne. Działalność ruchów społecznych stała się źródłem partycypacji w planowaniu , pozwalając na wytworzenie mechanizmów udziału społeczności lokalnej w podejmowaniu decyzji planistycznych. Liczba osób oraz zorganizowanie stanowią argument, dzięki któremu możliwe staje się wywieranie presji na podejmujących decyzje. Podstawą działania ruchu społecznego jest utrzymanie wewnętrznej integralności. Może on angażować wielu mieszkańców, ale nie reprezentuje wszystkich punktów widzenia. Nie jest możliwa współpraca z tymi, którzy uważani są za wrogów [ Innes, Booher, 2000, s.18 ].  Zdarza się iż samorzutnie tworzące się organizacje sąsiedzkie przeistaczają się w fundacje i stowarzyszenia non-profit, o różnym stopniu formalnej lub nieformalnej organizacji. Takie grupy mogą stać się silnymi graczami reprezentującymi większość społeczności lokalnej. Najczęstszym powodem organizowania się ruchów społecznych jest protest przeciwko lokalizacji nowych inwestycji lub wymianie zabudowy. Tego rodzaju akcje związane są ze znacznymi kosztami, jakie musi ponieść władza lokalna.

Planowanie oparte na współpracy
Healey [ 1997, s.29 ] pod pojęciem planowania opartego na współpracy  rozumie wypracowanie wspólnego stanowiska wyrażającego interesy wszystkich zainteresowanych stron. Inna definicja mówi o planowaniu poprzez dialog. Do tej grupy zaliczane są metody eksperymentalne stosowane w USA i krajach Europy Zachodniej przez organy władzy samorządowej równolegle z metodami tradycyjnymi lub działania podejmowane ad hoc, poza formalną procedurą decyzji publicznych.
Poprawnie funkcjonujące społeczności charakteryzują się tym, że mieszkańcy rozmawiają o sprawach publicznych. Poziom zrozumienia zagadnień dobra publicznego jest budowany poprzez wymianę poglądów. Przy okazji mieszkańcy pogłębiają wiedzę dotyczącą ich własnych potrzeb. Rozmowy sprzyjają wypracowaniu wspólnego stanowiska, ugruntowaniu się tożsamości danej grupy, oraz rozwojowi poczucia przynależności poszczególnych osób do społeczności lokalnej. Naukowcy twierdzą, iż paradygmat partycypacji opartej o bezpośrednią komunikację i obrady jest lepszym rozwiązaniem dla polityki publicznej niż partycypacja oparta o modele techniczne, polityczne lub związane z ruchem społecznym [ Innes, Booher 2000, s.18 ].

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, urbanistyka, przestrzeń


2009-09-20 21:04
 Oceń wpis
   

Uczestniczyłam w minionym tygodniu w konferencji na temat partycypacji społecznej w planowaniu zorganizowanej 17-18 września przez gdańskie Biuro Rozwoju we współpracy z zespołem krakowskim realizującym pod opieką Pani Profesor Krystyny Pawłowskiej grant o tym samym tytule. Wydarzenie było bardzo ciekawe, tym ciekawsze, że trudno nie dostrzec rozwoju idei. Choćby od ubiegłorocznej konferencji w Niepołomicach, poświęconej analogicznym zagadnieniom. Zarówno ilość uczestników jak i poziom dyskusji wskazuje jak bardzo poruszane zagadnienia stają się ważne w codziennej praktyce urbanistycznej.

Z informacji organizatorów wynikało, że konferencja organizowana w ramach grantu adresowana była przede wszystkim do praktyków planowania przestrzennego. Jej celem było zebranie doświadczeń i wypracowanie metod, które w warunkach polskich i - co ważne - w polskich uwarunkowaniach - pozwolą na wypracowanie skutecznego współdziałania interesariuszy wszelkich działań związanych z kształtowaniem przestrzeni. Wśród uczestników odliczyli się licznie przede wszystkim profesjonaliści planowania i to w większości reprezentujący biura działające w większych miastach. Było też kilkoro reprezentantów biur prywatnych. Zaproszenia zostały rozesłane do urzędników - lecz  przedstawicieli samorządów stawiło się niewielu. Konferencja gościła również lokalnych działaczy społecznych, a także liczne osoby zajmujące się naukowo problematyką planowania, wśród nich tak znane jak np. Waldemar Siemiński, którego artykuły sprzed grubo ponad 10 lat miałam okazję niegdyś studiować.

Coraz popularniejsze staje się przekonanie że partycypacja w Polsce jest czymś nieodzownym, czymś czego się nie da pominąć. Wiele mówiono o dobrych i złych praktykach, o wadze komunikacji społecznej w warsztacie planisty, o metodach, kolejności działań. O tym jak i że dobrze byłoby proceduralnie. Większość prezentowanych tez jest znana ale jako warsztat i pewne powtórzenie - a także niewątpliwie nauka dla osób, które wcześniej nie miały okazji aby się z tą problematyką stykać - można było się sporo dowiedzieć.

Nasuwa mi się pewna refleksja. Partycypacja wtedy jest dobra kiedy jest uczciwa. Uczciwa - to znaczy przewiduje współuczestniczenie interesariuszy (ładne słowo - ma być odpowiednikiem angielskiego stakeholders) w podejmowaniu decyzji w momencie, kiedy jeszcze nie zostały podjęte. Co wyklucza np. bezmyślną kontynuację idei sprzed przykładowo 40 lat o przebiegu nowych dróg szybkiego ruchu w mieście tylko dlatego, że wszyscy się do niej przyzwyczaili i rezerwowany jest korytarz komunikacyjny.

Pewne rzeczy można byłoby oczywiście nazwać inaczej niż zostało to powiedziane. Ale to są w gruncie rzeczy dyskusje teoretyczne, rzec by można akademickie. W końcu nie da się pominąć faktu, że tak jak istnieje potrzeba wypracowania lokalnych polskich metod partycypacji w obecnych warunkach i na obecnym etapie rozwoju (w tym rozwoju społeczeństwa obywatelskiego,które rozwija się żywiołowo - i chwała za to) - tak przy opisie zjawisk związanych z partycypacją trzeba brać pod uwagę istniejący bardzo obszerny dorobek teoretyczny, również zagraniczny. (I nie ma co odkrywać Ameryki, kiedy już została odkryta. O tym że praca naukowa powinna zawierać przegląd literatury tematu, tzw. stan badań - nie trzeba przecież mówić - taka uwaga na marginesie, bardziej a propos rozmów w kuluarach)

Tagi: nieruchomości, planowanie, partycypacja, urbanistyka, społeczna


2009-09-09 23:13
 Oceń wpis
   

W poszukiwaniu teoretycznej wiedzy o rozwoju współczesnych ruchów miejskich sięgnęłam po klasykę gatunku. Wypożyczyłam mianowicie opasłe tomisko Manuela Castellsa w przekładzie prof. Jałowieckiego z roku 1982 zatytułowane Kwestia miejska. I czytam z zapartym tchem jak to odbywała się "renowacja urbanistyczna" w Paryżu w latach 70-tych w części miasta nazywanej Cite du Peuple (między innymi Presque Ile - samo centrum dobrze nam wszystkim znana wizytówka miasta). Czytam i nie umiem się oprzeć wrażeniu jak bardzo procesy opisywane w tej książce przypominają doniesienia prasowe o analogicznych przekształceniach planowanych prawie 40 lat później np. na łódzkim Księżym Młynie. Z tą tylko różnicą, że już wiemy czym są mieszkania socjalne w blokach - odpowiednik francuskich HLM (habitation à loyer modéré)  na przedmieściach. Francuzi zresztą już zdążyli się niektórych pozbyć, np. tych w Minguettes, na przedmieściu Lyonu Venissieux.

Nie podobało się też chyba nikomu to co działo się w 2005 roku, np. w Clichy-sous-Bois pod Paryżem.

I tak sobie myślę że globalizacja ma swoje dobre strony dla rozwoju miejskich ruchów właśnie - bo pewna unifikacja bierze się po trosze również z popularyzacji wiedzy i przykładów: dobrych oraz złych (co też jest konceptem zapożyczonym - tym razem z książki Pierre Hamel, Henri Lustiger-Thaler and Margit Mayer (eds.) 2000: Urban Movements in a Globalizing World.) 

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, rewitalizacja


2009-09-07 14:27
 Oceń wpis
   

Przejrzałam ponad dwie setki projektów autorstwa Nowych Urbanistów. Chciałam wyrobić sobie poparty rzetelną wiedzą pogląd czym jest Nowy Urbanizm, czy też Nowa Urbanistyka. A raczej czym się staje - bo jak mawiał (słusznie) Heraklit - wszystko się zmienia i nic nie pozostaje takie samo. Nawet jeśli takie samo pozostaje to zmienia się wraz z odbiorcą - sama percepcja ulega ewolucji.
Początkowo Neo Urbanizm, czy też Nowy Urbanizm był modą - bardziej architektoniczną nawet niż urbanistyczną - na budowanie w stylach neohistoryzujących. W tej chwili - opieram swoje wnioski na analizie bazy danych projektów zamieszczonych w witrynie CNU (Kongresu Nowego Urbanizmu) - stał się powszechnie stosowaną metodą projektowania z zastosowaniem zasad tradycyjnej urbanistyki, czerpiącą obficie z tradycji urbanistyki europejskiej. Co ciekawe stał się również modą, instytucją, ruchem które występują jako siła sprawcza zdolna zmienić powszechnie dotychczas obowiązujący stereotyp myślenia o domu z ogródkiem na przedmieściach jako o zaspokojeniu życiowych dążeń każdej rodziny.
W stereotypach i modach tkwi siła. Nie szukając daleko owczy pęd za dobrem wszelakim przyczynił się niegdyś do budowy Łodzi - Ziemi obiecanej. Tak sobie czasem myślę że moda na życie w mieście - w gruncie rzeczy wygodniejsze przecież niż ów przysłowiowy niemal domek z ogródkiem na odległych przedmieściach - jest czymś na kształt kreacji. Podobnie jak moda na korzystanie z telefonów komórkowych, pisanie sms-ów, korzystanie z Internetu. Wszystko to robimy aby być bliżej innych. Bliżej wirtualnie. Może kolejna moda polegać będzie na byciu bliżej również fizycznie. Każdą modę da się w ten lub inny sposób uzasadnić "naukowo". Modę na zdrową żywność, porody naturalne lub nienaturalne. Modę na jeżdżenie rowerem lub samochodem z napędem na cztery koła. Nie jestem specjalistą od kreowania popytu ale kreacja mody na życie miejskie jest - tak sądzę - jeszcze jedną kreacją potrzeb obok tysiąca innych. Dość skutecznie realizowaną przez Nowych Urbanistów.
I chwała im za to.


Planowane zagospodarowanie śródmieścia Kendall, FL. Miami-Dade County, z bazy danych projektów zamieszczonych w witrynie CNU

Czasem się tylko zastanawiam po co my mielibyśmy importować drzewo do naszego tysiącletniego lasu. Nazywając Nowym Urbanizmem to co od dawna znane jest jako tradycyjna urbanistyka.

Niniejszy wpis jest rodzajem myślowego skrótu idei zawartych w referacie przesłanym jako głos w dyskusji na Kongres Urbanistyki Polskiej, który odbył się w dniach 3-4.09 b.r. w Poznaniu.

Tagi: społeczeństwo, nieruchomości, miasto, moda


2009-09-04 14:51
 Oceń wpis
   

Łódzki Outline Colour Festiwal rozwija się w najlepsze. Garaże przy Świtezianki pomalowane, ściana i przejście podziemne przy Kaliskiej również, wagony też już zyskały nową szatę.

Sporo się mówi o ulicznym graffiti i różnych formach sztuki ulicznej. Z licznych artykułów na ten temat szczególnie spodobała mi się twórczość kanadyjczyka Petera Gibsona pseudonim Roadsworth. Dzieła, określane przez autora mianem "car culture" zdobią jezdnie ulic dodając pieprzyka przejściom dla pieszych i ulicznej grafice użytkowej. Pedestrian art - sztuka piesza! Bardzo mi się podoba - przechodząc codziennie po zebrze, która udawałaby odcisk buta wielkoluda z całą pewnością musiałabym się częściej uśmiechać :) 

i zapewne miałabym ogromną ochotę zapiąć zamek poniżej.

Źródło, w tym zdjęć: dziennik.pl , gazeta.pl oraz www.oddee.com

Tagi: sztuka, miasto, ulica



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.