2010-10-30 13:35
 Oceń wpis
   

Czuję wściekłość. Ona narasta. Czuję jak się przelewa przeze mnie nasilając się w swoim natrętnym pulsowaniu. Nie chce jej uśmierzyć wysiłek fizyczny, ani sen też nie pomaga. Niech to będzie wściekłość twórcza. Spróbuję tak ją przekształcić. To już mój własny problem, jak sobie z tym poradzę.

Moja wściekłość ma kilka przyczyn. Wynika z obserwacji świata i z mojej osobistej pojedynczej niemocy. Pojedyńczej bezradności wobec ogromu bzdur, które mnie zewsząd dotykają. Sama nie wiem, czy u podstaw większości z nich leży głupota, brak edukacji, czy też zła wola lub zwykły egoizm. A może niekiedy zawiść, zazdrość i inne tego rodzaju stany mocno zakorzenione w ludzkiej naturze. Będę się starać panować nad moim myśleniem aby im nie ulegać, a wściekłość spróbuję skierować na ścieżki twórcze (choć nie wiem na ile wytrwam w tym postanowieniu).

Popatrzcie na te zdjęcia: pierwsze to Puszcza Augustowska jakiś czas temu, drugie teraz. Zobaczcie jak ludzka chciwość i głupota zniszczyły coś co powinno być chronione. I co należy/należało do nas wszystkich.


Stan sprzed kilku lat, jak pisze Adam Wajrak - "był symbolem walki o Rospudę"


Stan obecny za zumi.pl, cytat za Adam Wajrak. Takich miejsc, gdzie króluje głupota zwana eufemistycznie "gospodarką leśną" jest całą masa. Puszcza wygląda jak szwajcarski ser.

Z innej bajki: zastanówcie się ile razy próbując coś z pozoru oczywistego zrobić napotykaliście na niemoc i przysłowiowe "nie da się" - np. aby w waszym mieście wytyczono ścieżki rowerowe (żeby nikt Was nie rozjechał, nie trąbił i nie przeklinał), aby najzwyczajniej na świecie ktoś pilnował porządku, itd, itd. O stosowaniu w praktyce urbanistyki nie wspominam. Bo ile można walić grochem o ścianę. Tak przy okazji - taki dzisiaj napotkałam rysunek, sympatyczny nieprawdaż:


Obrazek pochodzi z http://rysunki.bardzofajny.net/ , cytat za Michałem Grudą
 
Z ciut innej beczki: Mieszkając w mieście zastanówcie się, dlaczego Wasze dzieci są tak często chore i na ile jest to związane z tym, że wszyscy produkują spaliny. Znam to z autopsji - moje dzieci chorują. Po wakacjach w czystym miejscu chorować przestają. Czasem nawet wywiezione podczas choroby potrafią powrócić do formy, nawet bez antybiotyku.

Jeszcze z innej bajki, o tym pisałam ostatnio tutaj: Powiedzcie jak mamy dogonić resztę świata nie zmieniając opisanych tu uwarunkowań.

Mogłabym kontynuować cytując z różnych obszarów głupoty, nie mam siły. Wymienionych bzdur jest taka ilość, że przytłaczają. Dlaczego my na to wszystko pozwalamy?

Tagi: samorząd, prawo, Ochrona, środowisko, urbanistyka


2010-10-22 09:56
 Oceń wpis
   

Poniższy list wysłałam mniej więcej dwa tygodnie temu do łódzkich codzienników. Lecz są ważniejsze sprawy niż rozwój Łodzi. To nie jest temat, który zasługuje na wzmiankę. Opublikuję więc ten list tutaj - jako list otwarty.

 

dr inż. arch. Małgorzata Hanzl
Pytanie o rozwój Łodzi
 
Do sformułowania poniższego listu skłoniły mnie prowadzone obecnie w Radzie Miejskiej prace dotyczące projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, definiującego politykę przestrzenną miasta, a dotyczące w istotnej części określenia obszaru rozwoju Łodzi. Pisząc poniższe moim celem było unaocznienie możliwych skutków powiększenia w tymże dokumencie obszaru strefy przeznaczonej dla rozwoju urbanizacji.
 
 
Źródłem rozwoju cywilizacji jest koncentracja ludzi oraz środków. To z pozoru banalne twierdzenie ma swoje rozliczne uwarunkowania i jest nierozerwalnie związane z położeniem w przestrzeni. Zawsze, poczynając od zarania dziejów , miejscem gdzie realizował się rozwój cywilizacji były miasta. Wynika to niejako z definicji – choć nie na definicje chciałabym w tym tekście zwrócić uwagę. Dla potwierdzenia powyższej tezy warto zwrócić uwagę na konieczność bliskości. I przypomnieć choćby sposób, w jaki budowane są trwałe relacje w biznesie – dla ich kształtowania niezbędny jest kontakt osobisty. Tego nie da się osiągnąć korzystając nawet z najbardziej wyrafinowanych technologii telekomunikacyjnych – one mogą stanowić jedynie uzupełnienie relacji. Jak to tymczasem realizować, kiedy wszyscy są tak daleko? Ważny jest również element przypadku, zaskoczenia, obecny jedynie w sytuacji występowania znacznych grup osób i zdarzeń, co niezwykle trafnie oddaje poniższy opis autorstwa Iannisa Xenakisa:  „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych, lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” .
 
Aby rozwój miał szansę stać się rzeczywistością poprzedzony musi być zaistnieniem koncentracji. Dopiero po tym etapie może mieć miejsce ekspansja terytorialna jako następstwo obecności wcześniejszych bodźców rozwojowych. Jeśli oczywiście przyjąć myślenie o Łodzi jako potencjalnej potędze gospodarczej – na co aktualna demografia, a mianowicie dość istotny spadek liczby ludności, w żaden sposób nie wskazuje. Myślenie w innych kategoriach nie ma szans realizacji. W tym nie jest możliwe, aby miał miejsce rozwój jeśli zaproponujemy dla jego pomieszczenia znaczny obszar. W takim przypadku jedynym możliwym skutkiem będzie decentralizacja już skoncentrowanych elementów (przedsiębiorstw, kapitału) czego niepożądanym, ubocznym skutkiem w sposób oczywisty staje się zazwyczaj bałagan przestrzenny.
 
Obecna degradacja dotychczasowych struktur miejskich i poszukiwanie innych lokalizacji dla życia i pracy jest wynikiem destrukcji dotychczasowego krajobrazu oraz kosztów jakie należy ponieść, aby doprowadzić do jego przekształcenia do postaci używalnej. W tym momencie nie sposób nie zwrócić uwagi na instrumenty finansowe, którymi dysponują samorządy (a jeśli nie dysponują – to dysponować powinny, bo tego rodzaju rozwiązania stosowane są w praktyce innych krajów), a które mogłyby się przyczynić do zmiany dotychczasowych niekorzystnych trendów inwestycyjnych. Wyjaśniając rzecz w sposób możliwie prosty – pusta działka w centrum miasta kosztuje płatnika podatku od nieruchomości mniej niż działka zainwestowana, na której znajduje się budynek. Jeśli dodatkowo jest to budynek zabytkowy i w złym stanie technicznym to koszty związane z jego utrzymaniem powodują, że właściciele nie są zainteresowani kontynuowaniem tego stanu rzeczy. I robią wszystko aby się tychże naniesień pozbyć. Niezależnie od ich potencjalnej urody, czy wartości kulturowej. Rozpoczynając rozważania od stwierdzenia stanu aktualnego można zastanowić się nad poszukiwaniem innych rozwiązań i takich instrumentów ekonomicznych, które przyczyniłyby się do odwrócenia aktualnych trendów. Tak aby w efekcie doprowadzić do sytuacji, w której utrzymywanie pustej działki w centrum miasta, gdzie obecne jest pełne uzbrojenie, dobra dostępność komunikacyjna oraz liczni potencjalni klienci, stało się mniej opłacalne niż utrzymywanie działki z budynkiem, najlepiej - działającym. Rozwiązań, które mogłyby do tego doprowadzić jest wiele – i powinny zostać zastosowane w całym obszarze centralnym Łodzi. Wszelkie inne sposoby nazywane szumnie pozyskiwaniem inwestorów nie zastąpią prostego rachunku ekonomicznego i nic dla rewitalizacji centrum nie pomogą.
Jednocześnie – co istotne – z całą pewnością nie przyczyni się do rozwoju miasta otwieranie nowych terenów na zewnątrz. Skutkiem takiej polityki będzie bowiem istotne obciążenie budżetu związane z wydatkami na rozbudowę oraz utrzymanie potrzebnej dla obsłużenia tychże terenów  infrastruktury – zarówno infrastruktury komunikacyjnej, w postaci kolejnych niezbędnych ulic, jak i infrastruktury technicznej,  czyli niezbędnych sieci: wodociągowej, kanalizacyjnej, etc.
 
Efekty powiększania terenów możliwych do zainwestowania oraz braku polityki fiskalnej odniesionej do opłat od nieruchomości są bardzo łatwe do przewidzenia. W centrum miasta znajdować się będą gigantyczne tereny zajmowane przez hektary parkingów, z nielicznymi funkcjonującymi obiektami o dowiedzionej wartości zabytkowej koncentrujące się wokół kilku zespołów handlu i usług, dworców i być może zrewitalizowanej ulicy Piotrkowskiej. Obszar dotychczasowego centrum zostanie w znacznym stopniu nasycony infrastrukturą komunikacyjną w postaci kilkupasmowych ulic, dla realizacji których zburzone zostaną kolejne, jeszcze zachowane – lecz wciąż niszczejące, a więc o coraz gorszym stanie technicznym, pierzeje ulic. (Wystarczy spojrzeć na zdjęcia lotnicze centrów niektórych amerykańskich miast, przykładowo Houston, aby sobie tę sytuację wyobrazić.)
 
Obrzeża zaś miasta, aż po same jego administracyjne granice, zajęte będą przez wymieszane ze sobą, pozostawione bez ładu i składu tudzież cienia myślenia o porządku, rozległe obszary zabudowy jednorodzinnej, wielorodzinnej, składów, parkingów, obiektów handlowych, etc.  Z racji braku koncentracji - w postaci zrewitalizowanego centrum, a więc z racji braku motoru napędzającego rozwój – całość tej struktury będzie zapewne dość rozrzedzona poprzez obecność łąk, pól – a tak naprawdę nieużytków.  
 
 

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, urbanistyka, mieszkańcy, Lodz


2010-10-16 21:53
 Oceń wpis
   

W sprawie ulicy Piotrkowskiej.

Wpisując się w aktualna modę prezentowania rozwiązań dla łódzkiej ulicy Piotrkowskiej chciałabym zaprezentować swoją niespecjalnie wizjonerską (i zapewne dlatego tak trudną do realizacji) koncepcję. Jako że w Łodzi mówi się na ten temat dużo i kwieciście. Oraz jako ze zadna z koncepcji wciąż nie może doczekać się realizacji.
Nie zmienia to faktu że pozostaję zwolennikiem publicznej dyskusji dotyczącej rozwiązań. I to dyskusji zarówno bezpośredniej jak i odbywającej się za pośrednictwem mediów. Temat znów się pojawił, zresztą w całkiem spektakularnym i atrakcyjnym wizualnie wydaniu. (Choć ja mam wciąż wątpliwości, np. kto miałby myć szyby na wysokości - skoro chodnika nie da się utrzymać w czystości).

Jednak ta dyskusja już nadmiernie rozciągnięła się w czasie i nie widać praktycznie realizacji jej rezultatów (drobny jedynie element zaistniał w postaci wymiany szpecących tymczasowych kubatur na sympatyczne letnie parasole).

Co stanowi w istocie rzeczy zaprzeczenie idei partycypacji i staje się powoli przyczynkiem do zaprzepaszczenia jej rezultatów. No bo po co właściwie mają się odbywać kolejne spotkania i narady "sztabowe" jeśli wciąż nie da się zrobić rzeczy najprostszych.

I wciąż jest na ulicy Piotrkowskiej brudno i nie da się jej umyć. Wciąż z dużą szybkością jeżdżą tędy auta. Ciągle, a ostatnio nawet częściej spotkać tam można jegomości szukających zapomnienia w alkoholu, a często również takich już całkowicie tymże napojem odurzonych.

Od kilku tygodni, przejęta ideą rewitalizacji głównej ulicy mojego miasta staram się angażować własny skromny potencjał ekonomiczny i wydawać go stołując się w niedzielę w restauracjach przy ulicy Piotrkowskiej. I wciąż nie umiem się nadziwić jak to możliwe, że "nie da się" załatwić prostej wydawałoby się kwestii, a mianowicie obecności pijanych w sztok jegomości. To wprost niesamowite, że w niedzielne popołudnie co piąty niemal przechodzień (lub może powinnam powiedzieć napotkana osoba - bo wzmiankowani panowie na ogół siedzą lub leżą) nie jest w stanie utrzymać pozycji pionowej.

Tymczasem rozwiązania tego problemu wystarczy poszukać w naszej własnej rzeczywistości, cofając się ileś lat wstecz do czasów, gdy policja nazywała się inaczej (opowiadał mi o tym mój Ojciec, rozumiem, że te czasy źle się kojarzą - ale wtedy "się dało"). Kiedy to Panowie Władza dla rodzimych pijaczków stanowili Autorytet. Bo rano, po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień zapraszali ich do odpracowania kwoty, która została wydatkowana na nocleg w ciepłym miejscu. W tej chwili izba wytrzeźwień jest raczej darmowym hotelem, o którym podejrzewam większość z osób, o których mówię może jedynie pomarzyć. Bo to za drogo kosztuje. Nawet jeśli - jak w scence rodzajowej, którą zaobserwowałam ostatnio na Placu Wolności, każdy z klombów ma swojego śpiącego lokatora. I zdarza się że jeden jegomość drugiego okrada.

Analogiczne rozwiązania stosowane są np. w Wielkiej Brytanii, gdzie "niesforni" wielbiciele piłki nożnej po zatrzymaniu winę muszą odpracować - porządkując stadion. Ponoć również współcześnie w Polsce "da się" ludzi wychowywać w zbliżony sposób - przykładowo w jednej z rodzimych miejscowości uzdrowiskowych dla porządkowania parku zdrojowego zaangażowano osoby długotrwale bezrobotne - w ramach tzw. "robót publicznych". No bo jak wiadomo - to co się zrobi samemu, o to się dba i szanuje.

Jeszcze taka drobna uwaga: podejmując tego rodzaju proste działania zyskałoby się wiarygodność partycypowania, to służy równiez budowaniu zaufania społecznego. Bo skoro już ustalono (i to chyba kilka razy) że "zadbamy o czystość" i "stworzymy warunki" to brak podjęcia działań (podstawowych) w tym zakresie całkowicie przekreśla wiarygodność organizatorów partycypacji. I zniechęca do partycypowania. No bo ile można w kółko mówić o tym samym.

Tagi: miasto, partycypacja, rewitalizacja


2010-10-08 19:18
 Oceń wpis
   
Jak pisze Florida wybór miejsca zamieszkania jest podstawowym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać. Bowiem odpowiedź na to pytanie warunkuje to kim jesteśmy. Nie ma w tym stwierdzeniu krzty przesady. I bardzo prosto to udowodnić. Nasze codzienne zachowania są bezpośrednio związane z tym, gdzie zdecydowaliśmy się mieszkać i żyć. Wpływa to na długości dojazdów, wybór sposobu transportu, na to ile czasu spędzamy z rodziną, czy się wciąż spieszymy czy nie. W efekcie stajemy się jacyś.

Wybór miejsca zamieszkania (i pracy) to również możliwość stykania się z różnymi osobami. Albo będą to ludzie reprezentujący sobą pewien potencjał albo też nie. Albo będziemy się pod ich wpływem rozwijać albo też staniemy w miejscu lub zaczniemy się cofać. Nawet w sytuacjach zawodowych internet nie wystarcza, pewien zasób pomysłów i przemyśleń jest wynikiem przypadkowych spotkań, rozmów, dyskusji. Oraz - jak mi bardzo celnie przypomniał jeden z czytelników w komentarzu - w biznesie coraz większego znaczenia nabiera kształtowanie trwałych relacji, co wymaga relacji bezpośredniej. A jak to realizować, jeśli fizyczna odległość staje się przeszkodą? Poza tym: jak powszechnie wiadomo - ponoć "kto z kim przestaje, takim się staje". Stąd odpowiedź na nieskomplikowane z pozoru pytanie Kim jest Twoje miasto? ma istotne znaczenie.

Pisząc powyższe mam na myśli nie tylko i wyłącznie wybór miasta czy miejscowości ale także wybór konkretnej lokalizacji w ramach tegoż terenu. A może nawet przede wszystkim. Luksusem we współczesnym świecie jest czas. Mieć czas i móc nim swobodnie dysponować to obecnie najbardziej chyba cenny towar. Nie chcę tu przytaczać truizmów i po raz kolejny narzekać że brakuje usług publicznych, przedszkól, szkół, żłobków. Ale czy wiecie, jaka to przyjemność iść rano z dzieckiem do przedszkola na piechotę, przy okazji wyprowadzając psa na spacer i obserwując co w trawie piszczy? Czy zdajecie sobie sprawę ile czasu zaoszczędza się nie wożąc starszego dziecka codziennie do szkoły - bo szkoła jest na tyle blisko że ono sobie do niej chodzi na piechotę. Jak świetnie jest nieoczekiwanie wybrać się na basen albo do figloraju, nie spędzając przy okazji iluś godzin w korku. A kiedy się zapomni kupić masła czy cukru - zawsze jest sklep na rogu.

Można by tak wymieniać w nieskończoność.. Bardzo miło jest w niedzielne popołudnie iść do kawiarni a potem powoli wracać gawędząc z rodziną i spotykając po drodze zaprzyjaźnionych sąsiadów. Fajnie czasem gdzieś sobie po prostu pójść do kina.

Lubicie się spieszyć? Ja wprost nie cierpię. I dlatego nigdy w życiu nie zamieszkam na przedmieściu.
 
Tagi: inwestycje, społeczeństwo, transport


2010-10-08 09:34
 Oceń wpis
   

Rzecz będzie o pieniądzach. Otóż dostrzegam wewnętrzną sprzeczność w stwierdzeniu, że jakoby "zielona polityka jest droga"
I zastrzegam od razu, że poniższe rozważania nie będą zbiorem tez naukowych podpartych dowodami, a bardziej czymś na kształt publicystycznego eseju (bo to jest blog, a nie rozprawa naukowa).

Mam wrażenie że powtarzanie powyżej przytoczonego sloganu ma w sobie coś z powtarzania stereotypu bez chwili namysłu. Wyjasniam dlaczego: Otóż w rozwiniętych gospodarkach Europy zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które posiadają rozbudowaną infrastrukturę transportową, oraz które produkują żywność na skalę przemysłową, próby wprowadzenia tzw. "zielonej polityki" muszą być związane z gigantycznymi kosztami. Koszty restrukturyzacji tych wszystkich inwestycji i przekształceń, tak aby zredukować mobilność (stanowiącą podstawę gospodarki), zmniejszyć skalę uprzemysłowienia rolnictwa oraz np. renaturyzować rzeki - muszą być gigantyczne. I dlatego tam rzeczywiście "zielona polityka kosztuje".
A u nas? Dróg specjalnie nie mamy. Rolnictwo jest rozdrobnione, bo się nie dało wprowadzić metod przemysłowych. Rzek nie udało się póki co nadmiernie uregulować. W takiej sytuacji koszty wprowadzenia "zielonej polityki" wcale nie wydają się tak duże. Pod jednym wszelako warunkiem - zamiast powtarzać ścieżkę, którą podążał Zachód od razu zaczniemy inwestować inaczej, np. stawiając na transport kolejowy zamiast koniecznie rozbudowując ponad miarę sieć drogową. Np. stawiając na rozwój "ekologicznego" rolnictwa, zamiast na siłę wdrażać metody przemysłowe - co stoi na przeszkodzie żebyśmy mieli takie produkty eksportować? Popyt przecież zdaje się jest?
Podobnie z zagadnieniami melioracji - o tym już było dużo mówione - zamiast regulować rzeki trzeba je renaturyzować. W Polsce większości rzek jeszcze się nie udało uregulować - więc znów problem jakby nie wiąże się z nadmiernymi kosztami. Za to koszty do poniesienia od razu to są odszkodowania dla osób poszkodowanych na skutek powodzi.

Kolejne takie zagadnienie to temat "rozłażenia się miast" (celowo tak mówię zamiast używać angielskiego terminu urban sprawl, pojęcie wydaje mi się bardziej dosadne, obrazowe a co za tym idzie - przemawiające do wyobraźni i łatwiejsze). O katastrze już pisałam, nie będę się powtarzać ale to nie wszystko przecież. Ekonomiści do znudzenia powtarzają słowo klaster jako źródło rozwoju współczesnych gospodarek opartych na wiedzy. No i co? I nic, wciąż nie znajduje to przełożenia na inwestycje. Wciąż inwestujemy w drogi - żeby się dało dalej "rozpełzać", a nie inwestujemy w zieleń miejską po to aby dało się w miastach żyć i uzyskać ową koncentrację. Która - jak to wszystkie tęgie glowy naokoło powtarzają - jest podstawą rozwoju cywilizacji. Taki cytacik na koniec, bardzo mi się spodobał: „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i  <postępowi> każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych,  lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” za XENAKIS Iannis : La Ville Cosmique [w] CHOAY Françoise (red.) L’urbanisme, utopies et réalités Une anthologie, Éditions du Seuil, Paris 1965

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2010-10-05 21:32
 Oceń wpis
   

Dzisiaj po raz pierwszy prowadziłam ćwiczenia oraz wykład o Geographic Information Systems na nowym kierunku studiów magisterskich - Architecture for Society of Knowledge, który własnie ruszył na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej i ...bardzo się cieszę , że mogę w tym uczestniczyć. Świetni młodzi ludzie, doskonale przygotowani i mądrzy. Wydaje mi się że może z tego być coś bardzo fajnego.
Jednocześnie dla mnie samej jest to mobilizacja i doskonała okazja dla odświeżenia zebranej wiedzy o najnowszych narzędziach służących modelowaniu miasta.

Wcześniej przez równo 10 lat uczyłam Rysunku Planistycznego z wykorzystaniem GIS na Gospodarce Przestrzennej (na Wydziale Ekonomiczno- Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego) i też to bardzo miło wspominam, a jednocześnie teraz jest to coś zupełnie innego. Dla studentów GP były to jedyne zajęcia rysunkowe z komputerem, tu jest to po prostu kolejne z wielu już znanych narzędzi. Tym trudniej z jednej strony i tym łatwiej - bo sporo spraw jest (lub wydaje mi się że powinno być) oczywistych.

Gromadzenie wiedzy o mieście oraz możliwość korzystania z technologii, jakie narzędzie oferuje w zakresie analiz oraz prezentacji danych/ przetwarzania ich do postaci czytelnej informacji,  do tej pory nie znajdowało specjalnego uznania wśród architektów oraz urbanistów. Tymczasem jest to istotne wyzwanie dla współczesnej urbanistyki, cieszę że nareszcie zaczyna powolutku funkcjonować. Może z czasem znajdzie więcej zrozumienia, zostanie nieco bardziej docenione oraz powszechne. A co za tym idzie - Polska przestanie być pustą plamą (o dużych rozmiarach) np. na mapie krajów biorących udział w projekcie Plan4All w Europie. I w końcu zrozumiemy na czym polega ważność wdrażania INSPIRE - dla nas czyli urbanistów, oraz dla pozostałych uczestników procesu planowania.

Dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć już teraz, polecam świetny film, zatytułowany Geospatial Revolution Project (znamienne jest to że powstał w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie podstawowe dane geograficzne są darmowe):

 Źródło: http://geospatialrevolution.psu.edu/

Tagi: prawo, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, MojeMiasto, gis



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.