2010-05-30 18:03
 Oceń wpis
   

Kolejne leniwe niedzielne popołudnie z deszczem za oknem. Zastanawiałam się czy nie wybrać z dzieciakami na świetną wydawało się z zapowiedzi imprezę: http://www.pantuniestal.com/2010/05/24/czy-moge-pozyczyc-szklanke-cukru/


Źródło obrazka: jw.

Ale spadł deszcz..

Postanowiłam wobec tego rozpatrzeć uwagi do jednego z opracowywanych planów. Jak zwykle z tyłu głowy kołacze mi się myśl o tym na ile mądrzej byłoby zainteresowanym to co mam do powiedzenia wytłumaczyć, zamiast - jak to się niekiedy robi przy takich okazjach - odwracać kota ogonem, żeby pozbyć się problemu. Nawet nie wspominam o konfrontacji sprzecznych stanowisk, etc. (pomarzyć jak wiadomo zawsze sobie można). Uwarunkowań prawnych nie zmienię, jest jak jest. Fakt że uwagi są sprzeczne a ja znam przepisy lepiej oraz za tym co wymyślę stoi autorytet lokalnej władzy tudzież poparcie pewnej grupy, która stoi za proponowanymi rozwiązaniami. Być może to wszystko razem spowoduje że jakoś się rzecz do szczęśliwego końca uda doprowadzić. To czy ktoś to będzie potem zaskarżał.. No cóż, ma prawo i może z niego skorzystać.

Być może uda się również doprowadzić do pomyślnego finału postulat, który zapobiegnie wprowadzeniu kolejnego prawnego bubla, o czym więcej tutaj: http://www.urbanistyka.info/content/nasz-głos-w-sprawie-zmian-w-ustawie-o-planowaniu-i-zagospodarowaniu-przestrzennym . Pewnie jest Państwu obca wiedza o tym, że całkiem ostatnio Sejm przyjął kolejną nowelizację m.in. Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Między innymi dość skutecznie blokując opracowywanie planów, a mianowicie poprzez propozycję skrócenia terminu zawieszenia decyzji w sytuacji przystąpienia do opracowywania mpzp. W proponowanym terminie z całą pewnością nie uda się zmieścić. W związku z tym uzgodnione projekty planów przed wyłożeniem będzie można wyrzucić do kosza lub zaczynać całą zabawę (procedurę) od początku. Podpisuję się pod apelem zgłoszonym przez zespół urbanistów związanych z portalem Urbanistyka.info . Jeśliby tylko udało się ten apel przeforsować...  Gdyby jeszcze - tu znów cytuję inny postulat (autorstwa M. Korneckiego z Krakowa) - artykuł 61 Ustawy wyglądał jak następuje:

"Art. 61. 1. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków:
1)   co najmniej jedna działka sąsiednia, bezpośrednio przylegająca do działki objętej wnioskiem, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu;"

Wtedy rzeczywiście powoływanie się na przepisy niemieckie przy okazji uzasadniania instytucji decyzji o warukach zabudowy być może zyskałoby pewien sens. O mobilizowaniu gmin do planowania nie wspominając. Jak to z reguły bywa - diabeł tkwi w szczegółach.

To niewiele - ale być może takie działanie w dłuższej perspektywie pozwoliłoby metodą małych kroków uporządkować zagadnienia prawne związane z planowaniem.

Tymczasem - Szanowni Państwo, posłuchajmy sobie lepiej muzyki:

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-25 10:17
 Oceń wpis
   

Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment:

"Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa.

Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi.

Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012.

Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii."

Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista  - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-05-24 22:02
 Oceń wpis
   

21 stycznia b.r. rozstrzygnięto zamknięty konkurs na zagospodarowanie Placu Republiki w Paryżu. W konkursie brało udział pięć zespołów wybranych spośród 72, które zgłosiły swoje kandydatury. Projektanci zwycięskiej pracy zespół Trevelo & Viger-Kohler (TVK) planują nasadzenie 30% nowych drzew różnych gatunków. Projekt przewiduje znaczne ograniczenie ruchu samochodowego na rzecz pieszego. Planowane jest poszerzenie chodników okalających plac z dotychczasowych 8m do 15, budowę ścieżek rowerowych oraz wydzielonych pasów ruchu dla komunikacji autobusowej.


Wizualizacja zwycięskiej pracy autorstwa francuskich architektów Trevelo & Viger-Kohler , źródło zdjęcia: http://www.lemoniteur.fr/

Centralna część placu, wokół pomnika pozostanie odsłonięta. Zlokalizowane zostaną tam przystanki komunikacji autobusowej. Pod drzewami które mają zacieniać części boczne znajdą się kioski, mała gastronomia oraz miejsca odpoczynku i rekreacji. Całość placu ma zostać zrealizowana w tym samym poziomie tworząc jedno spójne, współczesne wnętrze miejskie.

Inny projekt przebudowy Placu Republiki zaproponowany przez Josepa Lluís Mateo również przewidywał znaczne poszerzenie  przestrzeni dla pieszych kosztem kilku pasów ruchu, dosadzenia drzew, szczególnie w strefie obrzeżnej placu oraz wprowadzenie licznych kiosków i obiektów gastronomii. Według założeń projektanta plac miał stać się salonem miejskim, zapewniającym "jedność i różnorodność" jednocześnie - różne przestrzenie o różnorodnym charakterze wydzielone w przestrzeni placu ale połączone wspólnym designem i wspólną ideą.

Place de la République. Restricted Competition from Josep Lluis Mateo on Vimeo.

Tagi: konkurs, urbanistyka, Paryż


2010-05-22 19:34
 Oceń wpis
   

Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania:
"17.53 Bronisław Komorowski obiecuje zmiany w prawie, które zlikwidują przeszkody w budowaniu wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych ze względu na prawo własności. Zmiany mają też ograniczyć wydawanie ludziom zezwoleń na budowę na terenach popowodziowych."  - z relacji GW na temat skutków i przebiegu powodzi.
Troszkę szkoda tylko, że po przysłowiowej polskiej szkodzie...

Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie."  - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW.

W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen.

Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net

Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji.

Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.


Nagrodzeni w kategorii Rewitalizacje podczas ceremonii wręczania nagród w Muzeum Kinematografii w Łodzi - od lewej przedstawiciele: Poczta Główna, ul. Tuwima 38/ Kilińskiego 91 - za remont elewacji, właściciele kamienicy przy ul. Gdańskiej 28 - za remont elewacji frontowej, Op-Architekten - za projekt Hotelu Andels ul. Ogrodowa 17, Bogdan Łowiec - BOI-BUILDING Service - za remont budynków dawnego Towarzystwa Kedytowego przy ul Pomorskiej 21, Muzeum Sztuki w Łodzi, ul. Więckowskiego 36 - za remont elewacji frontowej. Zdjęcie pochodzi z galerii zdjęć Punktu dla Łodzi w witrynie serwisu Facebook, tamże - więcej zdjęć.

Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.

Powiedziałabym, że nie tylko dzięki lokalizacji na dziale wodnym ale również ze względu na inicjatywę i kreatywność mieszkańców - Łódź jest niezatapialna!

Tagi: ludzie, kultura, prawo, społeczeństwo, moda, Łódź, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-20 11:20
 Oceń wpis
   

Moja książka jest do nabycia w księgarni Regioportal.pl

Poprzedzona jest przedmową autorstwa Promotora pracy - Pana Profesora Stefana Wrony. Poniżej kilka wyjątków z tego - co by tu nie mówić - bardzo dla mnie pochlebnego tekstu.

"Internet, media cyfrowe stają się obecnie coraz powszechniejszym kanałem komunikacji. Z tego względu rozprawa dotycząca możliwości wykorzystania nowego medium dla potrzeb angażowania mieszkańców w proces partycypacji społecznej w planowaniu nabiera coraz większego znaczenia (....)

(....) Zidentyfikowano trzy najistotniejsze obszary zastosowania nowych mediów w procesie partycypacji. Wśród nich: dostarczenie platformy komunikacji niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a więc pozwalającej na swobodną dyskusję na tematy zazwyczaj uznawane za hermetyczne dzięki cyfrowym prezentacjom, wizualizacjom, animacjom, tudzież możliwościom dyskusji w wirtualnej wizji projektowanej rzeczywistości wydaje się bardzo ważne (....)

(....)Autorka zdaje sobie również sprawę z ograniczeń nowych technologii, wielokrotnie powtarza się zdanie o tym, że kontakt wirtualny nie zastąpi rzeczywistego, może go jedynie w doskonały sposób uzupełnić, stając się kolejnym, a niekiedy najważniejszym kanałem komunikacji. Co bardzo ważne – komunikacji realizowanej w obie strony, z pełnym wykorzystaniem możliwości interakcji oferowanych przez nowe media.

Z przyjemnością i całym przekonaniem polecam tę pozycję jako podręcznik zarówno dla urbanistów zainteresowanych nowymi mediami jak i dla osób zainteresowanych jakością przestrzeni i aktywnie działających (również z wykorzystaniem sieci Internet ) dla poprawy jej jakości."

Zapraszam do lektury.

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, partycypacja, urbanistyka


2010-05-19 14:01
 Oceń wpis
   

Mam takie wrażenie, że jesteśmy świadkami swoistego przerzucania piłeczki. Piłeczka nosi tytuł "planowanie" i przypomina iście przysłowiowy gorący kartofel. Węzeł ma w sobie coś z gordyjskiego. Dostaliśmy go w spadku po poprzednim systemie i jak dotąd boimy się głośno przyznać że istnieje. Pisałam już o tym - w 1994 roku w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadzono po raz pierwszy obowiązek wypłaty odszkodowań. Jednocześnie (z pewnym poślizgiem) uchylając dotychczasowe plany. Plany uchylono bo zmiana systemu prawnego nakładałaby obowiązek odszkodowań ze strony Skarbu Państwa. Jednocześnie pozwolono gminom planować nie zmuszając ich do tego. Oraz wprowadzając możliwość doraźnego "załatwienia" sprawy przy pomocy decyzji administracyjnych określających sposób zabudowy i zagospodarowania terenów.
Nie zmuszano do planowania - bo to są koszty. Zapewne gdyby ich poniesienie było obowiązkowe samorządy natychmiast wystąpiłyby o odszkodowania do Skarbu Państwa. Lub poszukały innej drogi rozwiązania tego "kłopotu".

Nowy projekt ustawy zakłada - obok kontynuacji możliwości planowania przez gminy (w skuteczność oraz powszechność wykorzystywania tej części  dokumentu - jakoś nie wierzę, nie wiem czy to realizm czy pesymizm?) również opracowanie tzw. urbanistycznych planów realizacyjnych przez indywidualnych inwestorów. Które de facto akceptowane byłyby jak dotychczas w drodze decyzji administracyjnych. Małe pytanie - kto łapie kartofel i dlaczego znów Kowalski? A może to jest taka nowa "nasza droga do sukcesu"? Ja osobiście w to ostatnie nie wierzę o czym za moment.

Nowy projekt zmian ustawy jest szalenie skomplikowany. To budzi poważny niepokój o możliwości interpretacji tegoż dokumentu. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po tym, kiedy opuściłam salę zebrań gdzie odbywało się spotkanie organizacji społecznych z Panem Ministrem Olgierdem Dziekońskim na temat proponowanych zmian w Ustawie dotyczyła tego, że powinnam się przekwalifikować i czym prędzej otworzyć firmę szkoleniową. Nauczającą o co w nowym dokumencie chodzi. Bardzo to wszystko zawikłane. Dla mnie samej również - szczególnie że dość regularnie jestem poddawana treningowi przez rozmaite Wydziały Prawne Urządów Wojewódzkich, tudzież przez szanownych Kolegów zasiadających w Komisjach Urbanistycznych - jak należy przepisy prawa (a więc w moim przypadku przepisy planów miejscowych) formułować. A mianowicie: prosto, zrozumiale, bez nadmiernych komplikacji, etc. I stąd moje obawy.

Skądinąd spotkanie było bardzo ciekawe, buduje ilość osób zainteresowanych tymi tematami oraz ich wiedza i kompetencja. Pojawiło się na ten temat również kilka informacji w gazetach. List otwarty organizacji społecznych dotyczący tego tematu został upubliczniony. Od tego czasu projekt zmian ustawy został poddany niewielkim kosmetycznym zmianom i jest procedowany.

Wśród uwag jakie mnie osobiście przyszły do głowy w tej materii wymienię tylko jedną - w mojej ocenie najistotniejszą.
Punkt 1 - art.2 pkt 23 projektu zmian ustawy: obszar kontynuacji zabudowy. Cieszy powiązanie decyzji administracyjnych ze studium uwarukowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego ale jednak.. Wątpliwości budzi dopuszczenie wyznaczania takich obszarów. Szczególnie wobec braku precyzyjnego określenia co w tym obszarze wolno lub nie oraz wobec dopuszczenia daleko idącej dowolności kształtowania zagospodarowania w drodze decyzji, w tym decyzji nie wymagających zgodności z tzw. krajowymi przepisami urbanistycznymi (!).

Wprowadzenie tego przepisu dopuszcza kontynuację daleko idącego rozpraszania zabudowy na terenie gmin, które nie będą zainteresowane planowaniem ale kontynuacją dotychczasowej polityki dopuszczającej zabudowę rozległych terenów bez zapewnienia właściwego uzbrojenia. W przypadku gdyby wszędzie (w przypadku braku planu lub miejscowych przepisów urbanistycznych) obowiązywały krajowe przepisy urbanistyczne byłoby to środkiem mobilizującym gminy do planowania zagospodarowania przestrzeni. Pozostawienie tego zapisu w wersji jak w projekcie (szczególnie art.65 projektu zmian ustawy) otwiera furtkę jak system planistyczny ominąć, planując bez planu, w drodze indywidualnych decyzji.

Daleko idąca dowolność wyznaczania obszarów kontynuacji zabudowy zgodnie z pkt 23 jest np. sprzeczny z pkt 21 gdzie mowa m.in. o konieczności zaspokojenia potrzeb lokalnej społeczności w zakresie uzbrojenia, podejmowanych w ramach zadań własnych samorządu.

Zastanawia również treść art. 53 pkt 1 ppkt 6) a mianowicie "w przypadku zamierzeń inwestycyjnych, o których mowa w art. 55 ust. 1, zgodności zaproponowanego sposobu kształtowania przestrzeni, w odniesieniu do przeznaczenia terenu, gabarytów obiektów budowlanych, linii zabudowy, kolorystyki obiektów oraz geometrii dachów z wymaganiami i walorami, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 1, 2 i 4, w zakresie ochrony dziedzictwa architektonicznego, archeologicznego i krajobrazu oraz zapewnienia możliwości utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości."

Co się dzieje w sytuacji odwołania inwestora od decyzji urzędu (co jest obecnie nagminne)? Otóż organ odwoławczy czyli SKO będzie oceniało "możliwość utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości". Interesujące, nieprawdaż?

Takich punktów które wydają się "ciekawe" jest w tym projekcie sporo, dość wspomnieć postać "mediatora" - powoływanego znów spośród SKO. Najciekawsze jest jednak to że projekt niebawem stanie się rzeczywistością.

Czytam ostatnio książkę. Pierwszy rozdział zawiera opis przesunięcia paradygmatu planowania z opozycji władza publiczna - inwestorzy w kierunku uwzględnienia opinii publicznej w procesach decyzyjnych. W praktyce ten proces realizował się poprzez protesty, naciski polityczne, dyskusje w mediach etc. Aktualnie dzięki nowym możliwościom internetowej komunikacji proces nabrał impetu, co obserwujemy również w Polsce. Pisałam o tym jakiś czas temu :), zachęcam do lektury. 

Podsumowując te rozważania - jestem przekonana że tej sprawy nie uda się rozwiązać bez szerokiej dyskusji publicznej. A to co się w tej chwili dzieje - a mianowicie gigantyczne sumy przeznaczane na usuwanie skutków powodzi z budżetu państwa - powinny stac się przyczynkiem do zastanowienia się że może jednak planowanie jest potrzebne. I nie powinniśmy go koniecznie przerzucać aż w takim zakresie na barki przysłowiowego Kowalskiego. Bo z całą pewnością sobie z tymi - jednak trudnymi tematami - nie poradzi.

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-18 19:25
 Oceń wpis
   

Zapewne będę kontrowersyjna. Albo nie - trudno powiedzieć. Ale co komu przyjdzie z odbudowywania domów na terenach powodziowych, które za rok lub dwa znów zostaną zalane? Rozumiem koszty działki, przywiązanie do miejsca, etc. Ale i tak nie wierzę w to, żeby  domy stały w tych miejscach od zawsze. Prawdopodobnie zostały zbudowane w okresie po II wojnie światowej, kiedy na skutek licznych migracji przesiedlana ludność straciła dawną lokalną wiedzę o tym do jakiego poziomu sięga tzw. woda stuletnia. Nie mając tych przekazywanych z dziada pradziada doświadczeń, nie słysząc opowieści o dawnych powodziach, nie wiedząc co oznaczają pracowicie wyryte na dawnej drewnianej framudze bruzdy - oznaczające niegdys jej poziom. A także łaszcząc się na tanie, bo najpewniej bezużyteczne tereny w dolinach, opłacało się je zabudować. W warunkach rozwijającej się gospodarki "rynkowej" ta presja stała się szczególnie silna. Celowo używam tego słowa w cudzysłowiu, nie mając jednocześnie żadnych "ale" pod adresem osób które w takich miejscach mieszkają. Mam natomiast sporo zastrzeżeń do tych, którzy zazwyczaj posiadając wiedzę o zagrożeniach - bo pozostając od dawna właścicielami takich zalewanych i podtapianych gruntów niegdyś rolnych - grunty te rozparcelowali "na działki" a następnie sprzedali z dużym zyskiem. Oczywiście odczekując owe wymagane ustawą pięć lat (lub zrobili to wcześniej, zanim opłata planistyczna w obecnym kształcie zaistniała). Bo teraz wszyscy prawie co roku płacimy za chciwość tych ludzi - przepraszam jestem niepolityczna - to się oficjalnie nazywa za "prawa ekonomii", lub "niewidzialną rękę rynku". Oraz za nierozumność urzędników, którzy pomimo wykonywanych przecież badań na temat stanu wód - na wznoszenie budynków tam, gdzie ich nie powinno być pozwolili. I nadal pozwalają. Buduje się tam drogi, pozwala na zabudowę bez kanalizacji ale za to z szambami "szczelnymi" (szczególnie podczas powodzi), itd.

Analizując ten problem głębiej - oczywiście trudno nie rozumieć "argumentów" właścicieli takich terenów. Przecież oni od swojej "całkiem bezużytecznej własności" muszą odprowadzać podatki! A że podatki jedynie w ograniczonym zakresie uzależnione są od użytkowania gruntu? No cóż - mały quiz: jaki system powinien to regulować?

Ponoć planowanie przestrzenne powinno służyć zapobieganiu powodzi. Czy rzeczywiście pozwala wobec obecnych mechanizmów - wątpię. Spróbujmy odmówić wydania decyzji o warunkach zabudowy dla działki - co prawda na terenach zalewowych - ale pomiędzy dwoma istniejącymi już wcześniej domami. Dostępnej z istniejącej ulicy publicznej... Toż to fundamentalne pogwałcenie konstytucyjnego prawa własności! Już sobie wyobrażam te komentarze prawników. Ataki w pismach sądowych, etc. Decyzję SKO też sobie wyobrażam. O ile oczywiście możemy wspominać o czymś takim jak planowanie przestrzenne.. Bo regulacja użytkowania przestrzeni przy pomocy nie skoordynowanych w żaden sposób decyzji o warunkach zabudowy nie jest planowaniem przestrzennym.

Póki co pisałam o tym już raz, pewnie jeszcze wiele razy będzie to trzeba powtórzyć. Cieszę się, że coraz więcej osób głośno wyraża swoje opinie na ten temat.

Tytułem uzupełnienia - doskonały artykuł: http://wiecejtlenu.pl/2010/05/20/jak-zapobiegac-powodziom-wsluchajmy-sie-w-przyrode/

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, powódź


2010-05-15 23:16
 Oceń wpis
   

Piesi użytkownicy dróg zapewne nie wiedzą, że jedna z pierwszych sygnalizacji świetlnych została zainstalowana we wczesnych latach 30-tych dwudziestego wieku w Nowym Jorku, według projektu Dr Johna Harrisa. Wyglądała tak jak poniżej. Zainteresowanych sposobem działania odsyłam do poniższego artykułu. Dość powiedzieć że liczba śmiertelnych wypadków na skutek używania tychże oznaczeń znacznie zmalała.

Obecnie zdarzają się pomysły, które zmierzają do ograniczenia prędkości ruchu samochodowego w centrach miast poprzez urządzanie skrzyżowań bez oznakowania ani bez ustalania pierwszeństwa. Ponoć takie metody znacznie wpływają na podniesienie poziomu skupienia kierowców (o poziomie kultury osobistej nie wspominając) i istotnie redukują prędkość ruchu samochodowego tam gdzie są stosowane. Zainteresowanych odsyłam do już archiwalnego artykułu w Przekroju.

Psychologia staje się istotnym elementem przy projektowaniu dróg. I jest w tym sporo racji. Wielu z nas doświadczało przekonania, że dojadą gdzieś szybciej jeśli wybiorą szerszą drogę - na ogół jest dokładnie odwrotnie, szczególnie w centrum. Duża ilość asfaltu staje się czynnikiem przyciągającym większość kierowców. Co zresztą zgadza się z powszechnym odbiorem pojęcia korek uliczny albo traffic jam. Nie wierzycie? Wpiszcie proszę w wyszukiwarkę powyższe hasło, właczcie wyszukiwanie grafiki. I co? Same szerokie ulice - jak ta poniżej.


Źródło:  kvanders.wordpress.com/2009/03/01/

Wielokrotnie podczas mojej edukacji powtarzano mi, że ulice należy projektować tak aby poruszanie się nimi odbywało się w sposób intuicyjny. Jestem głęboko przekonana o słuszności tego twierdzenia. Doświadczam jego prawdziwości niemal co dzień. Np. kiedy jadę dwupasmową, jednokierunkową ulicą z pierwszeństwem ruchu w centrum (Łodzi - choć nie tylko w Łodzi są takie ulice) intuicja podpowiada mi co innego niż umieszczone przy tej ulicy znaki. Mam pierwszeństwo, w razie czego jest miejsce, żeby kogoś wyminąć, więc po co miałabym jechać wolno. Rozum podpowiada mi co innego, wiem ile się tym rejonie zdarza wypadków a poza tym nie lubię madatów - więc zwalniam. Ale i tak podszepty intuicji odczuwam bardzo silnie - przyspiesz, nic Cię tu nie ogranicza. Dlatego wcale mnie nie dziwią sytuacje kolizji, o których np. tutaj mowa.

I dlatego również, tak na wszelki wypadek, mały instruktaż dla tych którzy są po drugiej stronie szyby samochodu - dla pieszych. Jak się w tych skomplikowanych warunkach odnaleźć, tak troszkę z przymrużeniem oka : http://www.archive.org/details/pedestrian_crossing_TNA 

Dla ciekawych - są też skrzyżowania na których, podobnie jak na tych z pierwszą sygnalizacją świetlną, wolno chodzić na ukos. Musi się jedynie zaświecić odpowiednia konfiguracja ulicznych świateł.

O pieszych się zapomina przy projektowaniu ulic. Kiedy się czyta o warunkach jakie powinny spełniać ulice, aby spełniony był wymóg bezpieczeństwa - poszczególne ciągi komunikacji powinny mieć wyraźnie zdefiniowane funkcje. Albo mamy do czynienia z ulicą tranzytową - i ona wtedy nie pełni funkcji społecznych. Albo mamy do czynienia z ulicą obsługującą okoliczne posesje, wtedy nie powinna ona pełnić funkcji tranzytowych. Każde zaburzenie tego układu powoduje groźbę kolizji. Można te rzeczy ze sobą łączyć ale w zdefiniowany sposób - tak jest w przypadku jednej ze słynniejszych ulic w Europie - Avenue des Champs-Élysées. Tam tranzyt realizowany jest pośrodku a obsługa ruchu lokalnego po bokach. Pomiędzy mamy zieleń. I nie ma konfliktów. Więcej - ulica jest przyjazna dla wszystkich użytkowników. I tych zmotoryzowanych, i tych pieszych. Tyle tytułem konkluzji.

Tagi: komunikacja, ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-08 09:42
 Oceń wpis
   

"Power designs cities and the rawest form of power is control of urban land. When the state is the principal owner, it can put down whatever pattern it chooses. This was true of the royal cities of ancient Persia, the imperial capitals of China, and the Baroque seats of European princes. It was true of company towns, and it is still true in the Soviet Union and the socialist countries of Eastern Europe where the rights of private property were severely curtailed. (..)"

"Władza projektuje miasta a kontrola nad terenem jest jej najbardziej pierwotną formą. Kiedy państwo/miasto jest głównym właścicielem może narzucić dowolny wybrany wzorzec/rozplanowanie. Było to prawdą w przypadku królewskich miast starożytnej Persji, imperialnych stolic Chin, a także barokowych siedzib książąt europejskich. Potwierdzało się w przypadku miast faktorii, i nadal pozostaje prawdą w Związku Radzieckim i w socjalistycznych krajach Europy Wschodniej, gdzie prawo własności prywatnej było poważnie ograniczane (...)" - cytat z Spiro Kostof, The City Shaped: Urban Patterns and Meanings Through History, London 1991

Rozmawiałam wczoraj z jednym ze studentów o potrzebie kontynuowania planów. Plan miejscowy musi fukcjonować przez dłuższy okres czasu aby zostać zrealizowany. Zmiany planów skutkują bałaganem w przestrzeni. Nie trzeba studiować urbanistyki aby mieć świadomość konsekwencji zmian układu komunikacyjnego oraz skutków planowania terenów mieszkaniowych, przemysłowych, ulic - raz tu raz gdzie indziej. Jego myślenie o potrzebie kontynuacji jest wobec powyższego absolutnie słuszne.

Jednak - jest w tym ALE. Był taki moment w rozwoju polskiego prawodawstwa urbanistycznego kiedy w 1994 roku ówczesna Ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadziła konsekwencje planowania w postaci odszkodowań. Jednocześnie wprowadzone zmiany spowodowały konieczność bezwzględnego respektowania zapisów planów dla wszystkich nowych inwestycji ( oczywiście dla uproszczenia wyjaśnienia podaję tu istotę sprawy a nie szczegółową charakterystykę zmian w przepisach). Od tego czasu rysowanie planów bez konsekwencji w postaci odszkodowań stało się niemożliwe. To musiało spowodować - i taką decyzję ustawodawca podjął - uchylenie planów sporządzonych według wcześniejszych zasad. Jestem przekonana, że była to właściwa decyzja - bo nie dałoby się wypłacić wymaganych na skutek wcześniejszego planowania odszkodowań (pytanie również kto w sytuacji zmiany uwarunkowań na skutek zmiany ustawy miałby takie odszkodowania wypłacać). Nagle, kiedy okazało się, że planowanie jednak coś kosztuje - diametralnie zmieniło się podejście do tego zagadnienia - przykładowo ulice zaczęto rysować węższe.  Fakt, że jak to zwykle bywa w takich okolicznościach - nastąpiło wychylenie równowagi w przeciwną stronę. Bo teraz nie projektuje się - w ramach oszczędności i w obawie przed konfliktami i roszczeniami (czyli przed ludźmi, i to jest temat na osobny wpis, jak zwykle o potrzebie partycypacji) - usług publicznych, parków, placów, nowych zalesień, etc. Bo to wszystko kosztuje. Takie są realia i jakkolwiek próbujemy sobie z nimi radzić nie da się ich pominąć. Podobnie jak - funkcjonując w warunkach demokracji - nie da się zapomnieć o opinii publicznej.

Dlatego kiedy czytam o najnowszych planach przebudowy urządzeń komunikacyjnych w centrum Łodzi zastanawiam się czy łódzki elektorat, któremu próbuje się właśnie narzucić konieczność podróżowania tramwajami pod ziemią, zmianę fragmentu parku na wiadukt oraz gigantyczną barierę komunikacyjną w centrum, będzie zainteresowany wyborem takich rozwiązań. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Bo to są plany z minionej już epoki - tej scharakteryzowanej na początku. Kiedy o ludziach myślało się i mówiło jako o społeczeństwie - mając tak naprawdę na myśli nierozumną masę. Co znów nie jest moim pomysłem - cytuję tu Jose Ortegę y Gasseta i jego Bunt Mas.

Jako że nie jesteśmy pierwszymi, którzy zdają sobie sprawę z konsekwencji nadmiernego rozwoju komunikacji samochodowej w centrach miast i dobrze byłoby zacząc się wreszcie uczyć na błędach cudzych nie własnych - dla uzasadnienia tej tezy - bardzo ciekawy wywiad z Jane Jacobs. Oraz zdjęcie Houston z lotu ptaka - z zacnego źródła bo przytoczone przez łódzką Radę Miejską w jej facebookowej witrynie, jako ostrzeżenie:

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-06 18:43
 Oceń wpis
   

Wybieram się na Konferencję Real CORP do Wiednia. Bardzo się na tę okoliczność cieszę jako że - tu muszę się pochwalić - całkiem nieoczekiwanie zostałam na tę konferencję zaproszona, ponieważ prowadzę grupę w serwisie FaceBook poświęconą urbanistyce. Grupa nosi nazwę Urbanism i jest nas już - co również uważam za ważne, jako że temat nadal pozostaje dość "niszowy" - ponad 1000 osób, z całego świata. Ostatnio większość gazet odnosi się do tego co się dzieje w serwisie FaceBook - więc mnie również wolno w ten sposób pisać.

To było i jest takie moje prywatne hobby oraz wyzwanie aby sprawdzić na ile gromadzenie w jednym miejscu internetowej wiedzy o urbanistyce może okazać się atrakcyjne. Co ciekawe - nie prowadzę tej grupy sama, jest nas kilkoro, zdarzają się całkiem interesujące dyskusje, a samo śledzenie co inni mają na takie tematy do powiedzenia bardzo zbliża i rozwija.

Skoro już tak piszę sama o sobie - to kupiłam sobie ostatnio biurko w Ikei. Niby nic a jednak nie umiem oprzeć się wrażeniu, że jest w tym coś skończenie absurdalnego. Nowowybudowana w Łodzi Ikea jest częścią kompleksu handlowego Port Łódź, zlokalizowanego przy drodze wyjazdowej w kierunku na Sieradz. Kompleks jest ogromny, tłumnie uczęszczany (choć nie tak tłumnie jak się budowniczym marzyło) i - jak to na ogół w przypadku takich obiektów bywa - całkowicie pozbawiony formy. Lokalizacja w dolinie rzeczki spowodowała, że IKEA powstała dużo później niż powstać miała. Bo - co uważam za słuszne i niestety prawdziwe - nie jest to najlepsze miejsce na taką inwestycję.

Wracając jednak do poruszanego zagadnienia - otóż, rzecz odrobinę trywializując: "stoi sobie blaszak w polu". Wewnątrz blaszaka upakowano tyle ile się upakować dało, nie zważając zbytnio na sposób i charakter ekspozycji ani też na to, żeby się to wygodnie zwiedzało. Innymi słowy - skala łódzkiego obiektu jest, łagodnie mówiąc, nieco zaburzona. I w tym całkowicie amorficznym, więcej chaotycznym otoczeniu - oferuje się czystą formę. Bo trudno na ogół mówić o meblach szwedzkiego producenta, że są bardzo wytrzymałe czy trwałe. Lub być może ja osobiście nie miałam szczęścia i zawsze trafiałam na mało trwałe egzemplarze. Natomiast co do formy - na ogół jest to ogromny atut tychże produktów. I dzięki designowi właśnie tak chętnie je kupujemy (o cenie nie wspominam - ale chyba nie tylko z tego powodu kupujemy w Ikei).

Pytań, które nasuwają się jeśli się nad tym tematem zastanowić może być wiele. Pierwsze z brzegu - dlaczego obiekt tak atrakcyjny i przyciągający tłumy nie został zlokalizowany tak aby kreować miasto, a nie je dodatkowo rozpraszać. Czyli skoro oferujemy formę - przyczyniajmy się do jej tworzenia. (Oczywiście zdaję sobie sprawę z zasad rządzących rynkiem, z cen gruntów w różnych częściach miasta etc. ale to nie wpływa znacząco na moje przekonanie o potrzebie kreowania wartości, jeśli je oferujemy na sprzedaż).

Kolejne pytanie - skoro handlujemy designem dlaczego nie oferujemy designu miejsca w którym handlujemy? Skoro chcemy korzystać z właściwego klientom gustu i zamiłowania dla urody przedmiotów powinniśmy czynić to tak, aby te gusta honorować i respektować, a nie im zaprzeczać? Jakieś to wszystko dla mnie niepojęte i do tego stopnia sprzeczne że aż niezrozumiałe.

Wpisuje się to niestety doskonale w charakterystykę, która mnie dość zabolała a którą Charles Laundry formułuje w odniesieniu do naszego sposobu budowania miast ostatnio. Naszego - czyli w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ostatnio - czyli w okresie określanym jako okres transformacji. Pisze on mianowicie o całkowitej "dominacji ekonomicznego podejścia" do kształtowania przestrzeni nad myśleniem w kategoriach estetycznych. I to zarówno w odniesieniu do formy miast, urządzenia przestrzeni publicznych jak i do formy budynków. Niestety ma rację. A że nieprzyjemnie się czyta o rodzimym braku kultury - bo jak to inaczej nazwać - w książce traktującej o kreowaniu miejskiej przestrzeni za pomocą kultury. Co można na taką krytykę powiedzieć? Kiedy się ta transformacja wreszcie skończy i wraz z nią zniknie uprawiedliwienie dla niszczenia ograniczonego dobra jakim jest przestrzeń, a mówiąc nieco mniej wzniośle - nasze otoczenie?

 

Tagi: ludzie, ikea, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.