2010-06-28 09:25
 Oceń wpis
   

Polecam Szanownym Czytelnikom swój tekst w Kulturze Enter: http://kulturaenter.pl/miejskosc-vs-budowle-kultury/2010/06/

Ilustracje stały się ciut nieaktualne w międzyczasie ale na tym zgodnie ze słowami Charles'a Landry'ego polega kreatywność - a mianowicie na zderzeniu marzeń z rzeczywistością. I umiejętności pokonywania kolejnych barier w wytrwałym dążeniu do przyjętego celu. Tu tego zabrakło - mnie szkoda.

Tekst za to pozostał aktualny i będzie rozwijany.

Tagi: miasto, urbanistyka, przestrzeń, mieszkańcy, krajobraz


2010-06-25 19:34
 Oceń wpis
   

Ostatnio wszyscy wokół "ćwierkają" (od ang. twitter - Twitter). Na ogół takie krótkie formy wydają mi się niewystarczające ale dzisiaj wyjątkowo też postanowiłam powiedzieć to co chcę króciutko.

Przyszła mi do głowy definicja Urbanistyki. Nie wiem czy ktoś już to tak powiedział czy nie. Sprawdzę zapewne potem. Dla mnie URBANISTYKA to jest: SZTUKA lub NAUKA O KREOWANIU LUDZKIEGO ŚRODOWISKA ŻYCIA.

Teraz zaś na inny temat. Za to równie krótko. Z poniższym obrazkiem kojarzą mi się następujące SŁOWA: znak szczególny (za K. Wejchertem albo landmark jeśli cytować K. Lyncha), sylweta, semiologia, sentyment, symbol. Wcale nie jest powiedziane że to wszystko musi pozostać niezmienione w wyniku przekształceń tego miejsca, które nas czekają. Bo łódzki dworzec ma stać się stacją podziemną, a miejsce dawnego ma zająć całkiem nowy obiekt, inny, większy, bardziej nowoczesny. Ale powyższe Słowa definiują argumenty (ważne dla łodzian), które są istotne dla myślenia o decyzjach, które mają być podjęte. Argumenty, które należałoby położyć na szali z tym co ma być nowe i zważyć. Bo nowe na ogół równa się nieznane i budzi podświadomy lęk. Jeśli się nowe oswoi może być lepsze. Ale trzeba oswoić i pozwolić zaakceptować.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-06-20 23:39
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem jakie jest zdanie naszych Kandydatów do Urzędu Prezydenckiego w kwestiach poruszanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę w drugiej części jego przemówienia z dnia 15 czerwca b.r.
Prezydent Obama z całą powagą traktuje katastrofę wywołaną działaniami człowieka, jej wpływ na środowisko, w tym środowisko życia ludzi, a także w dalszej perspektywie na ekonomiczne predyspozycje regionu w dłuższym czasie - możliwość funkcjonowania mieszkańców, w tym zarobkowania w oparciu o dotychczasowe źródła: turystykę oraz połów ryb.

Konsekwencją katastrofy jest tam oparcie się o poważne badania naukowe, które m.in. nakazują zaprzestać opierania gospodarki na wyczerpujących się zasobach ropy naftowej i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii. Skądinąd nie rozumiem dlaczego tak istotne stwierdzenia przeszły w naszej rodzimej prasie całkowicie bez echa.
My mamy u nas skutki powodzi - które w dużej mierze są skutkiem zaniedbań i braku wykorzystania analogicznych zdobyczy nauki w dziedzinie hydrologii i zapobiegania powodziom. Katastrofa jednak nie prowadzi do podobnych jak tam konkluzji. Jedyne komentarze w ramach kampanii wyborczej wiążą się z konkursem na to jak, skąd i kto da więcej. Po to aby odbudowywać tam gdzie się budować nie powinno. Po to aby umacniać wały wszędzie bez wprowadzania rzeczywistych inwestycji przeciwpowodziowych. Pomimo słyszalnych tu i ówdzie apelów środowiska naukowego.

Można by tutaj analogie - lub raczej ich brak - mnożyć w nieskończoność. Ja bym się jednak chciała dowiedzieć dlaczego nasi Kandydaci nie mają programu wyborczego w kwestiach, które dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych są najistotniejsze. Dlaczego tamtejsi doradcy sugerują aby opierać się w podejmowanych działaniach na wynikach badań naukowych - a u nas te ostatnie, tudzież doświadczenia innych krajów się ignoruje. Dlaczego Prezydent USA mówi o zmianach klimatycznych i potrzebie zmiany polityki energetycznej a nasi Kandydaci ten temat pomijają. W ogóle nie istnieje w toczącej się dyskusji przedwyborczej.

Ciekawa jestem też Waszej opinii na temat filmu, który ostatnio zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - link do wersji polskiej. Powinniśmy się chyba jednak zacząć zastanawiać nad racjonalnością naszych zachowań, nawet jeśli jedynie niewielka część tez stawianych w tymże filmie byłaby całkowicie zgodna z prawdą. A wyniki badań te tezy  jednak w znacznym zakresie potwierdzają.

Age of Stupid: Trailers: Original Theatrical Trailer from Age of Stupid on Vimeo.

Tagi: polityka, prawo, miasto, powódź, klimat


2010-06-18 11:18
 Oceń wpis
   

Jednym z najczęstszych tematów rozmów ze studentami jest zagadnienie definiowania przestrzeni. Pojawia się ono wciąż, niemal na okrągło tłumaczę, że plac nie jest wzorem na powierzchni ziemi ale zdefiniowaną bryłą powietrza o określonym, świadomie wykreowanym kształcie. Kreacja tegoż kształtu może być dokonana w oparciu o rysowanie płaskie - i tak się to od czasów renesansu - kiedy zaczęto rozwijać narzędzia miernicze, a na szerszą skalę - od czasów Oświecenia - realizuje. Może też być dokonywana - co Camillo Sitte sławił jako idealne - w oparciu o analizowanie przestrzeni trójwymiarowej. Tak jak w średniowieczu, kiedy rzuty placów niekoniecznie były idealnie prostokreślne, ale za to niosły piękno bo - kreowane były in situ - tak aby kryterium piękna uwzględnić. Ostatnio dostępne są narzędzia, które pozwalają nam w analogiczny sposób myśleć o przestrzeni - jedynie należałoby zacząć z nich w ten sposób korzystać projektując w trzecim wymiarze i z uwzględnieniem kontekstu. A to wciąż wymaga zmiany sposobu myślenia.

Często w takich dyskusjach powraca kwestia ronda. Jako rozwiązania centralnego "placu". W tym myśleniu są co najmniej dwa błędy. Pierwszy polega na myleniu funkcji komunikacyjnej i społecznej - one powinny się łączyć, wcale nie trzeba ich rozdzielać ale.. jeśli chcemy uzyskać przewagę funkcji społecznej, a na placu miejskim chcemy, to nie wolno projektować tak aby funkcja komunikacyjna dominowała.


Gdyby jednak nadal ktoś nie rozumiał na czym polega róznica pomiędzy placem miejskim a rondem - dla wyjaśnienia ilustracja z książki Gordona Cullena Concise Townscape, str. 139

Druga istotna niedoskonałość takiego myślenia to znów powrót do początku - a mianowicie do definicji wnętrza miejskiego. Z wnętrzem mamy do czynienia, jeśli obecne są elementy ograniczające przestrzeń. Wybitnie komunikacyjne rondo nie ma cech, które skłaniałyby aby je obudowywać budynkami. Kto chciałby mieszkać, pracować przy rondzie?

Próbując podsumowywać te swoje przemyślenia - rozmawiając ze studentami mam do czynienia z opiniami osób, które dopiero zaczynają edukację. Ja im dopiero pewne rzeczy uświadamiam. Mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że większość obserwatorów "codziennego krajobrazu" (cytat z książki prof. W. Wiśniewskiej ( Weronika Wiśniewska: Krajobrazy codzienne; Politechnika Łódzka, Zeszyty Naukowe (Nr 903), Rozprawy naukowe, Z. 308, Łódź 2002) nie uświadamia sobie, że potrzebne jest im wnętrze, zamknięcie przestrzeni. Po to aby czuli się bezpiecznie, aby mieli szanse poczuć się pewniej i aby czuć, że są w miejscu uporządkowanym.

Ograniczenie przestrzeni, jej zdefiniowanie jest nam potrzebne dla zachowania równowagi psychicznej. To jest potrzeba pierwotna, od zawsze ludzie szukali schronienia. Nie mam tu na myśli zamknięcia czyli ograniczenia gabarytów miejsca do małej - czytaj nieznośnej skali. Wnętrza miejskie lub naturalne bywają bardzo rozległe. Wydłużone aż po horyzont perspektywy baroku dostarczają tu znakomitych przykładów. Jednocześnie potrzeba zamknięcia, wydzielenia nie zaprzecza wcale potrzebie przestrzeni otwartej. Doskonale zdefiniował to Yi Fu Tuan. Potrzebujemy różnorodności. Jednak wydaje się że w tej chwili równowaga przechyliła się w kierunku chaosu. Entropia układu stale rośnie. Do tego stopnia że przestaliśmy rozumieć co to znaczy porządek, co to znaczy zwarty krajobraz miejski, a nawet co to znaczy miasto.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-06-11 04:00
 Oceń wpis
   

Czy zastanawiamy się nad znaczeniem, symboliką krajobrazu miejskiego? Czytam sporo różnych opracowań socjologicznych oraz urbanistycznych i od pewnego czasu zastanawia mnie kontrast treści w tychże opracowaniach zawartych. Z jednej strony socjolodzy opisują wrażenia, uczucia, cytują zawarte w literaturze opisy różnych miast i miejsc. Z drugiej zaś w opisach inżynierskich o symbolice, znaczeniu nie ma prawie nic. W polskich opracowaniach pojawia się ład przestrzenny ale na ogół rozumiany jako porządek - czyli równe ustawienie, ujednolicenie zabudowy, a już niekoniecznie nadanie znaczeń. Sprawdzając stan badań na ten temat natknęłam się na niemało opracowań tego tematu dotyczących, między innymi doktorat Katarzyny Rutkowskiej z Politechniki Gdańskiej o semiologii urbanistyki, pracę Jacka Krenza Architektura Znaczeń, książkę Umberto Eco Symbolika Życia Codziennego, twórczość Christiana Norberga-Schulza, książki Leona Kriera.. (z opracowań dostępnych w języku polskim), sporo jest też na ten temat opracowań obcojęzycznych, ostatnio zresztą coraz więcej. Ale to opisane zjawisko ma niewiele wspólnego z praktyką projektową.

Przykładowo - i tak staram się to tłumaczyć studentom - w jaki sposób można poprzez odpowiednie zaprojektowanie ulicy osiągnąć oczywistość kierunku, w którym ta ulica prowadzi? Tak żeby ulica "mówiła" jaka jest oraz czemu służy. Bardzo łatwo odnaleźć odpowiedź na to pytanie rozważając jak kształtowano kiedyś aleje wjazdowe do posiadłości szlacheckich. Drogowskazy i reklamy nie były potrzebne - nieprawdaż?

Żeby myśleć w takich kategoriach trzeba najpierw zaakceptować fakt, że ulica ma prawo być inna niż przewidziana przepisami jej minimalna szerokość (dla drogi dojazdowej 10m, w tym 6 m jezdni oraz po dwa metry pobocza). Ze jedynym celem ulicy nie jest tylko i wyłącznie funkcja komunikacyjna (zresztą funkcja komunikacyjna też potrzebuje znaczeniowości ulicy dopasowanej do tejże funkcji, jeśli ta relacja jest zaburzona skutkuje to wypadkami). Że program użytkowy ulicy może być wzbogacony o drzewa, ścieżkę rowerową, szeroki chodnik. Że niektóre ulice mogą być węższe (choć wtedy formalnie nie można ich nazywać ulicami) oraz że ich krawędzie nie muszą być równoległe. Można też w niektórych specjalnych okolicznościach przewidywać w ramach ulic kanały z wodą, wzorem ulic Amsterdamu ( w przypadku miast szczególnie narażonych na zalewanie - jak np. Głowno).

Potrzebna jest świadomość rangi ulicy - korytarza, którą Le Corbusier ochrzcił mianem zbrodni. Tymczasem ulica wraz ze zlokalizowanymi wzdłuż niej budynkami, które ją zamykają - sprawiając że przestrzeń staje się określona, zdefiniowana - a więc dająca poczucie bezpieczeństwa - jest doskonałym teatrem dla społecznej aktywności jednostek. Pod oczywistym warunkiem że nie jest to ciąg tranzytowy, przenoszący bardzo intensywny ruch kołowy. W takich sytuacjach społeczny aspekt ulicy na ogół sprowadza się do możliwości potrąbienia sobie na innych, stania w korku tudzież zaliczenia ostrej sprzeczki z innym kierowcą, który akurat chce skręcać w prawo, a my tę możliwość chwilowo zabieramy. "Automobile c’est une instrument de deculturation" powiedział Henry Lefebvre i trudno odmówić mu racji, nie tylko w użytym tu znaczeniu.

W określonej przestrzeni ulicy zaspokojona zostaje nasza potrzeba identyfikacji, łatwo nam się zorientować i jesteśmy w stanie skoncentrować się na ciekawszych zajęciach - jak obserwacja innych. Jak słusznie zaobserwował Jan Gehl - obserwowanie innych jest dla użytkowników ulicy aktywnością szalenie atrakcyjną.

Niniejszy zachwyt nad tradycyjnym ulicznym wnętrzem miejskim pragnę zakończyć zaproszeniem na Święto ulicy. Jedno z wielu takich świąt, które w najbliższy weekend w Łodzi będą mieć miejsce. Święto ulicy organizowane w ramach Dnia Sąsiada to świetna okazja do tego aby się do sąsiadów uśmiechnąć. Można też pobawić się w ogrodnika, porysować kredą na chodniku. Ostatnio odkryłam tę przyjemność. Niesamowite są reakcje przechodniów na taką nieoczekiwaną aktywność.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-06-07 14:36
 Oceń wpis
   

Parafrazując słowa Posła Janusza Palikota z jego bloga (o której to wypowiedzi informowała dzisiaj GW, na stronie głównej serwisu): "Jest znacznie bardziej niebezpieczny niż najwyższa fala powodziowa. Bo ona mija, a [..tu aż się prosi o wstawienie nazwiska autora tego zdania] codziennie zaraża. I zagraża."
Nie zwykłam pisać o polityce - bo interesuje mnie w stopniu, w jakim wpływa na racjonalność zarządzania i planowania przestrzeni. Niestety polityka wpływa bezpośrednio na stanowienie prawa. I tu - znów niestety - działalność Komisji Przyjazne Państwo, pod którą jak wiemy podpisuje się Pan Poseł Janusz Palikot - zasługuje na taki komentarz jak na wstępie. Oraz np. na komentarz o Komisji przyjaznej lobbystom - jak ten tutaj.

I nawet nie w psuciu dotychczasowych - niedoskonałych przecież - przepisów rzecz. Ale w nadziejach jakie pokładaliśmy myśląc o proponowanym uproszczeniu procedur i sytuacji prawnej. Przecież trudno mówić o systemie planowania przestrzeni, jeżeli nie można z góry przewidzieć co powstanie w bezpośrednim otoczeniu działki, którą chcielibyśmy nabyć. Brakuje planów, a nic się nie robi aby powstały - wciąż dopuszczając coraz większą dowolność decydowania w drodze indywidualnych decyzji administracyjnych. Bez ładu i składu. Pozwalając na zabudowę na coraz większych obszarach - tak jakby świadomość kosztów, które będzie trzeba ponieść (z puli finansów publicznych, a czasem - jak w przypadku powodzi - również indywidualnych) nie była oczywista. Przecież nawet nie do końca wiadomo co to takiego działka budowlana! O braku definicji tzw. "działki sąsiedniej" i konsekwencjach tegoż niedopowiedzenia nie wspominając.

A wracając do samej wypowiedzi Posła Palikota - jednak krytyka, również polityczna bywała bardziej zabawna.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-06-05 13:09
 Oceń wpis
   

Z partycypacją mieszkańców w planowaniu (również przestrzennym) jest troszkę tak jak z powodzią. Nie da się jej zapobiec - trzeba ją więc polubić.

To ostatnie stwierdzenie dotyczące powodzi jest cytatem z bardzo ciekawego wystąpienia wygłoszonego w ramach Konferencji na temat Ekologicznej Urbanistyki, która odbyła się w Uniwersytecie Harwarda w roku ubiegłym. Materiały tej konferencji są dostępne w sieci w formie tzw. "podcastów", każdy z nas może więc się z nimi zapoznać i wyrobić sobie własne zdanie o najnowszych trendach współczesnej myśli urbanistycznej. Bo co do autorytetu wspomnianej Uczelni chyba nie trzeba nic udawadniać.

Takie właśnie stwierdzenie na temat powodzi, jak to które znalazło się w pierwszym zdaniu tej wypowiedzi wygłosił podczas podsumowującej sesji profesor Kongjian Yu, reprezentujący Turenscape and Peking University. Powiedział mianowicie: "Make friends with floods". Dokładnie w taki sposób jak robi się to od wielu lat na zachodzie Europy, tak też przekonują liczne podręczniki oraz specjaliści w tej branży - hydrolodzy oraz EKOLODZY (ostatnio jak wiemy - wszystkiemu winni. Bobry się nie odzywają - zaszyły się żeby ich nie powystrzelać. Oczywiście żartuję tutaj - a wymieniony List otwarty Ekologów celowo popularyzuję i polecam łaskawej uwadze. Oraz w pełni popieram.).

Czemu twierdzę, że z partycypacją społeczną w planowaniu (również przestrzennym) jest identycznie? Też trzeba ją polubić bo pominąć się nie da. Ano zobaczcie Państwo jak to się odbywa , o czym przekonują się stopniowo Szanowni Urzędnicy łódzkiego magistratu:

"Kiedy drogi powstaną? Na to pytanie dzisiaj nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Wiadomo jednak, że w przypadku trasy Górnej wystarczyło posłuchać racji mieszkańców, których wariant został ostatecznie zaakceptowany. Trasa Śląska z pewnością kiedyś zostanie dokończona. Gdyby jednak wcześniej dogadano się z mieszkańcami, już dawno w Łodzi byłoby mniej korków." cytat z GW dodatek łódzki

Z partycypacją jest dokładnie tak jak z zapobieganiem chorób - wychodzi łatwiej i taniej niż leczenie - czyli w tym przypadku rozwiązywanie konfliktów. Inna kwestia, że z każdym z tych przypadków nikt nie chce słuchać pouczeń i - jak niektórzy twierdzą - "naukowych mądrości" przed. Dopiero jak się Jaś już sparzy, wyda masę pieniędzy (publicznych), to na własnych błędach być może się w końcu nauczy..

Tak swoją drogą powiązanie tych dwóch tematów - partycypacji i powodzi nie jest przypadkowe. Umiejętność podejmowania niepopularnych z pozoru decyzji związanych z racjonalizacją wykorzystania terenów już zainwestowanych w bezpośrednim sąsiedztwie rzek wymaga współudziału mieszkańców. Bez tego elementu takie działanie nie ma szans. Czego dowodzi wspomniany już tu powyżej przykład renaturyzacji doliny Renu.

Tagi: planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka, powódź


2010-06-01 14:10
 Oceń wpis
   

Innymi słowy my tu sobie fajnie pogwarzymy bo jest/ była/ będzie powódź (niepotrzebne skreślić) - więc temat chwytliwy. A oni sobie po cichu coraz bardziej przenoszą ciężar decydowania o przestrzeni metodą malutkich kroczków z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego na decyzje administracyjne (proszę nie mieć do mnie tu i teraz pretensji za opozycję my - oni, odnoszę wrażenie że jest więcej niż uzasadniona, proszę też wybaczyć irytację). Przeczytajcie Moi Drodzy jeszcze raz proszę ostatnie zmiany.. mojej ulubionej Ustawy. Zwracam uwagę na to co się teraz opiniuje a co się uzgadniać będzie, z kim i dlaczego tak, a nie inaczej. Dla wyjaśnienia - z opinią projektant planu (czytaj gmina) ma prawo się nie zgodzić. Z uzgodnieniem musi się zgodzić bo inaczej nie można planu procedować dalej.

Zastanawia np. ograniczenie uprawnień wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej w procedurze mpzp. Czyli jeśli PIS nie pozwoli budować bez kanalizacji to teraz ten brak zgody przestaje być wiążący. Czyli jesli konserwator zabytków nie pozwoli nie objąć ochroną - to teraz mozna to zignorować.

Do tej pory art. 20 Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami brzmiał, i brzmi nadal - bo to jest nowelizacja jeszcze nie przyjęta przez Senat -

Art. 20. Projekty i zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa oraz miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego podlegają uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków.

Podobnie Państwowa Inspekcja Sanitarna dotychczas uzgadniała projekty planów miejscowych, wielokrotnie nie dopuszczając do budowy bez kanalizacji np. na terenach o wysokim poziomie wód gruntowych, zagrożonych zanieczyszczeniem wód podziemnych, etc. To był istotny argument, a teraz co? Planista w roli Rejtana w obronie wartości, bez jakiejkolwiek broni? Co chwila ostatnio czytamy o tym że gdzieś "zalało szambo i szambo wybiło" Teraz będziemy takie newsy czytać częściej.. Skoro już nawet Państwowa Inspekcja Sanitarna ma mieć w tej (jednak istotnej z punktu widzenia zagrożenia życia i zdrowia) sprawie jedynie prawo wyrazić opinię.

Dlaczego tak ma się zadziać? Czy były jakiekolwiek konsultacje społeczne tej najnowszej nowelizacji? Bo nie wiem czemu, ale te zmiany wydają mi się bardzo istotne.. A konsultacje społeczne dotyczyły czegoś całkiem innego.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.