2010-08-31 21:06
 Oceń wpis
   

"W latach 60. Jacek Kuroń stał się znany jako współautor – wraz z Karolem Modzelewskim – „Listu otwartego”, który był marksistowską analizą systemu „realnego socjalizmu”. Jak pisali, jest to ustrój, w którym wszelką władzę i kontrolę nad obywatelami sprawuje partyjna biurokracja. Po przeciwnej stronie znajduje się wyzyskiwana klasa robotnicza i inne warstwy społeczne. Ten obiektywny konflikt musi doprowadzić do tego, że robotnicy obalą rządy biurokracji i stworzą nowy system – wielopartyjnej, samorządowej demokracji robotniczej. Były to konstrukcje teoretyczne zakorzenione w marksizmie, ale praktyczny opis istniejącego w systemie komunistycznym konfliktu okazał się prawidłowy."

"Trzeba się porozumiewać i wysuwać żądania, ale ważniejsza od żądań jest solidarność – pisał Jacek Kuroń w 1976 r. "

Dwa cytaty z artykułu Andrzeja Friszke Gwiezdny czas z 24.08.2010. Obecny bałagan wskazuje, że ówczesne hasła niewiele straciły na aktualności. Nadal mamy biurokrację - tyle tylko że nie partyjną (?...). Nadal z budów wynosi się po fajrancie co cenniejsze i co się da wynieść - tylko że teraz to się wydarza bardziej spektakularnie.

Kwitnie prywata - całkowicie samorządna. Taka nad którą nikt nie panuje i mało kto ją ogarnia.  Powyzszy cytat to oczywiście skrót myślowy. Ale nie przypadkiem w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. organizacje zajmujące się wspieraniem inicjatyw lokalnych finansowane są z funduszy federalnych nie lokalnych - dokładnie z tego samego powodu. Bo żeby wymienianą w cytowanym stanowisku zgodę uzyskać trzeba nad tym popracować - samo się nie zrobi. 

Pamiętam opis z artykułu Profesor Krystyny Pawłowskiej, który cytowałam w mojej pracy doktorskiej dotyczący sposobu tworzenia stref chronionego krajobrazu we Francji (jest to tam regulowane przepisami prawa). Otóż najpierw aby taki obszar utworzyć przez pewien okres czasu gromadzi się wiedzę o miejscu. Robić to należy wspólnie, angażując w to lokalną społeczność (młodzież szkolną, istniejące organizacje społeczne, etc). W efekcie powstaje księga wiedzy o miejscu, która zawiera zbiór materiałów na jego temat. Równolegle organizowane są rozmaitego kalibru imprezy (festyny, pogadanki, wystawy), których celem jest propagowanie wartości miejsca. A także szkolenia pokazujące miejscowej ludności jak jego walory mogą stać się towarem, który można sprzedać. To są działania o charakterze partycypacyjnym - pod warunkiem że partycypację społeczną rozumiemy jako zbiór metod służących zapobieganiu konfliktom.

Gdzie w tym wszystkim tkwi błąd, co jest inne, nie takie samo? Bo kiedy się temu przyglądać to u nas działania "partycypacyjne" na szeroką skalę inicjują pojedyńczy obywatele - nie samorządy ani organy władzy różnego szczebla. Inaczej niż wszędzie indziej. W innym rozumieniu słowa "partycypacyjne" - obywatele po prostu chcą uczestniczyć w zyciu publicznym, nie chcą być pomijani, interesuje ich to co wspólne. Coraz jest więcej takich działań, z aktualnych:
W sprawie zmiany prawa dla umożliwienia ochrony Puszczy Białowieskiej należy podpisać się tu.
Aby chronić Park na Powiślu przed zabudową - przyłączyć się należy tu.
Mogę tak wymieniać w nieskończoność. O czymś to świadczy nieprawdaż. Tylko ja właśnie nie wiem, na ile to coś jest optymistyczne, a na ile niekoniecznie. Ciągle mi się gdzieś w głowie kołacze wyświechtane powiedzenie, które wielokrotnie słyszałam jako argument przeciwko partycypacji społecznej, a mianowicie "społeczeństwo musi dojrzeć". Jak tak na to spojrzeć to ten moment już chyba nastąpił. Pytanie kto jeszcze musi teraz dojrzeć.

Tagi: demokracja, społeczeństwo, działania, partycypacja, społeczna, oddolne, mieszkańcy


2010-08-23 21:56
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem Państwa opinii na temat rozwiązania skrzyżowania na Oxford Circus w Londynie. Skrzyżowanie w kształcie litery x pozwalające na ruch pieszy po przekątnej ma swój pierwowzór w Tokio. Zasada działania daje się zdefiniować w ten sposób, że wszystkie samochody mają równocześnie czerwone światło, a piesi mogą wtedy przechodzić przez jezdnię, przede wszystkim na ukos - bo to tam najważniejszy kierunek ruchu. Potem już światła działają tak jak zwykle to bywa, przepuszczając auta na zmianę. Piesi są najważniejsi na tym skrzyżowaniu. To nie jest jedyne takie rozwiązanie, ma ono swoją historię o czym już tu kiedyś było.


Zdjęcie jest linkiem do filmu pokazującego rozwiązanie ruchu pieszego w obrębie skrzyżowania - należy kliknąć.

Opinie Londyńczyków można poznać tutaj (są entuzjastyczne):


Zdjęcie jest linkiem do filmu pokazującego rozwiązanie ruchu pieszego w obrębie skrzyżowania - należy kliknąć.

A ja jestem ciekawa opinii innych - potencjalnych i rzeczywistych - użytkowników tego miejsca. Jak to rozwiązanie oceniacie: jako komplikację czy ułatwienie?

Tagi: komunikacja, ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-21 14:37
 Oceń wpis
   

... albo o tym jaki inżynier transportu być powinien.

"Austriacki inżynier budownictwa Hermann Knoflacher wymyślił w 1975 r. Gehzeug lub innymi słowy samochód do chodzenia - po to aby umożliwić przechodniom wizualne przybliżenie miejsca zajmowanego przez kierowców (innymi słowy aby zrównać uprawnienia pieszych i kierowców pod względem zajmowanej przestrzeni - wtrącenie tłumaczki). Jest to idealne urządzenie dla realizacji protestów przeciwko prymatowi samochodów w mieście albo po prostu dla spacerowania pośród samochodów. Eksperyment Knoflacher'a został powtórzony w miastach od Austrii po Tajlandię wskazując na przestrzenne możliwości rozwoju miast bez samochodów.
Hermann Knoflacher jest inżynierem transportu z Wiednia. Był dyrektorem Institute for Transport Planning and Traffic Engineering w Technical University of Vienna poczynając od 1985."

Całość tekstu i ilustacja powyżej pochodzi z witryny: http://cca-actions.org/actions/wood-makes-people-big-cars, tłumaczenie moje własne, podobnie jak komentarz na wstępie.

Jeszcze jeden obrazek:


Obrazek z http://urban-activism-eng.blogspot.com/2009/09/walkmobile.html

Wracając do tematu - to kto i w jaki sposób podejmuje decyzje ma znaczenie lub też innymi słowy czyni różnicę. Umiejętność efektownego oraz efektywnego przekonywania jest w zawodach związanych z projektowaniem miasta niezwykle istotna. Przyglądając się powyższym zdjęciom chyba się ze mną zgodzicie?

A co do chodzika to czy czegoś Wam nie przypomina ;)? I czy aby nie macie wrażenia że twórcy poniższej kreskówki żarty sobie stroili z co poniektórych zachowań "konsumenckich"? (Ja mam, nieodparte).

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2010-08-17 09:32
 Oceń wpis
   

Demokracja zaczyna się od wolności słowa (trochę oczywistości, o których jakoś tak niektórzy zapomnieli a inni przypominają). Wolności, która ma prawo realizować się tam, gdzie jest najskuteczniejsza. Demokracja pośrednia jest obecnością dyskusji w parlamencie, radach gmin i w innych miejscach, gdzie rozmawiają reprezentanci. Ale również - dla możliwości wyboru kolejnych polityków, którzy będą najlepiej reprezentować nasze interesy - obecnością dyskusji w życiu publicznym.

Skoro mówimy o demokracji to nie wolno i nie ma potrzeby zabierać prawa wolności wypowiedzi żadnej z grup. Bo społeczeństwo to nie grupa reprezentująca młodych i sprawnych oraz aktywnych w internecie, ale również wszyscy inni, w tym: rodzice, dziadkowie, dzieci, kobiety, osoby wyznania mojżeszowego, afroamerykanie, cykliści, katolicy, do wyboru i koloru (jak powiedziała jedna ze znajomych w ulubionym serwisie - to się nazywa w US "social equity").

Czegoś (wobec powyższego) w tej obecnej dyskusji o Krzyżu, który stał się symbolem nie rozumiem. Przykładowo nie rozumiem dlaczego miasto, miejska przestrzeń publiczna nie miałaby być miejscem dyskusji. Co jest przecież kwestionowane. Pomimo że nawet jak się okazuje przynosi dochody! Tymczasem przestrzeń fizyczna jest i staje się miejscem dyskusji w coraz większym stopniu. I bardzo mi się to podoba bo w tym rzecz!

Gadanie w sieci nie jest wystarczająco spektakularne aby przyciągnąć uwagę i zdobyć właściwą dla rozpropagowania głoszonych poglądów rzeszę zwolenników. Chyba wszyscy już to rozumieją, niezależnie od głoszonych poglądów. Poczynając od pielęgniarek, górników i innych grup zawodowych, po ekologów i cyklistów, aż po "obrońców Krzyża" - jakąkolwiek grupę miałoby to ostatnie określenie oznaczać.

I to dobrze. Bo to podnosi rangę przestrzeni publicznych. Dialog wraca do miasta (liczę na dialog i tolerancję, choć trudno ukryć, że skrajności i fanatyzmy potrafią przerazić). Jak na greckiej agorze (wiem, że tam tylko wybrani mieli prawo głosu..). Jak to swego czasu napisał Jose Ortega y Gasset: (…) prawdę mówiąc, najlepsza definicja miasta, polis, jest bardzo podobna do żartobliwej definicji armaty: należy wziąć dziurę, owinąć ją szczelnie drutem i już mamy armatę. Na tej samej zasadzie miasto czy polis zaczyna się od dziury: forum czy agory; a cała reszta jest jedynie sposobem zabezpieczenia tej dziury i zakreślenia jej konturów. Pierwotnie polis nie oznaczała zespołu domów mieszkalnych, lecz miejsce obywatelskich zgromadzeń, przestrzeń przeznaczoną do spełniania funkcji publicznych. Miasto nie zostało stworzone tak jak chata czy domus po to, by udzielać schronienia przed żywiołami i umożliwić prokreację - są to potrzeby codzienne i prywatne - lecz po to, by dyskutować nad sprawami publicznymi. Proszę zauważyć, że oznaczało to ni mniej ni więcej, tylko wynalezienie nowego typu przestrzeni, znacznie bardziej nowego niż przestrzeń Einsteina. (...) To bardzo łatwe: trzeba po prostu wyznaczyć kawałek ziemi, otoczyć go murami i w ten sposób z całości nieskończonej i amorficznej przestrzeni wydzielić część zamkniętą i skończoną. Oto i plac. Nie jest zamkniętym od góry "wnętrzem" jak dom czy istniejące w przyrodzie jaskinie, jest po prostu czystym zaprzeczeniem przyrody. Plac dzięki otaczającym go murom jest kawałkiem ziemi, który odwrócił się plecami od całej reszty, obywając się bez niej i przeciwstawiając się jej. Ten mały i zbuntowany kawałek ziemi, który oderwał się od nieskończonej przyrody i od niej się uniezależnił, jest zupełnie nowym typem przestrzeni sui generis, w której człowiek zrywa więzy łączące go z roślinami i zwierzętami tworząc odrębny, czysto ludzki świat. Jest to przestrzeń miejska. (...)

I jak we współczesnych poglądach na miasto jako miejsce generowania kreatywności. Aby kreatywność zaistniała konieczna jest bliskość rozmaitości. Rozmaitości osób, poglądów, przekonań, wyznań. Różnorodności ludzi. Ta bliskość dokonuje się ostatnio w sieci ale również w fizyczności miasta. Takie miasta są nie tylko kreatywne ale też ...romantyczne. I unikalne. Jedyne w swoim rodzaju. Mają swój klimat, swoje światło ( o czym dużo w jednej z moich ulubionych książek), swoje tworzywo, które można tak a nie inaczej dotknąć i namacać (jak u Rasmussena), swoje miejsca które znaczą (jak u Schultza) .

Innymi słowy i z innej trochę beczki - każdy człowiek to podmiot rewitalizacji (bo na ogół już teraz mówiąc o mieście w Europie mówimy o rewitalizacji). Każda jednostka jest ważna i coś sobą wnosi albo wnieść gotowa. Jednocześnie fizyczna obecność staje się na powrót ważna. I to jest to co mi się podoba.

Podobnie jak podoba mi się, że już nikt nie boi się mówić otwarcie co myśli. Nawet (używając kolokwializmu i rzecz upraszczając do granic możliwości) Starsze Panie spod Krzyża. Żebyśmy jeszcze tylko chcieli przy tym wszystkim nie zapominać, że "kultura rodzi się w procesie komunikacji.."

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-15 00:05
 Oceń wpis
   

Zastanawiające, czy ktokolwiek jeszcze wierzy w funkcjonowanie instytucji, które same z siebie zadbają o potrzeby ogółu, czy też o potrzeby grup lub jednostek. (Oczywiście jak zazwyczaj myśląc o wspólnym dobru mam na myśli porządek w przestrzeni, zadbane i przyjazne miasta, etc, etc. I celowo nie używam tu sformułowania "ład przestrzenny" - bo to typowo polskie określenie wydaje mi się cokolwiek wyświechtane i pozbawione znaczenia. Koniec dygresji.) Skoro awantura pod Pałacem Prezydenckim była w stanie poruszyć nieobecne dotąd w życiu publicznym grupy osób. Skoro po to aby bronić najstarszego zachowanego lasu w Europie trzeba wspinać się po piorunochronie. Skoro tereny zalewowe przestały być atrakcyjnym miejscem zamieszkania (o dziwo i na całe szczęście!) bo w odszkodowania nikt "rozsądny" już przecież nie wierzy (inne argumenty nie chciały trafić..). I skoro z Berlina do Warszawy wciąż jeździ się przez Głowno i Sochaczew.. Co ciekawe niemal każda lektura wiadomości dostarcza kolejnych argumentów..

Skąd wobec tego bierze się naiwna wiara, że o sprawne funkcjonowanie osiedli ludzkich zadba ktoś inny niż my sami. Oczywiście teoretycznie można "wziąć sprawę w swoje ręce" i się z osiedla wynieść. Ale to jest tylko połowiczne rozwiązanie problemu bo zawsze będzie to jakieś osiedle. Przestrzeń jest ograniczona, a ludzi wielu.
Ten problem nie jest typowo polski. Lefebvre (1970) przykładowo podaje jako przyczynę "technicyzację" projektowania przestrzeni oraz przesadne rozdrobnienie profesji, które się miastem zajmują. Oraz dominację jednych dziedzin (na ogół tych łatwiejszych do zdefiniowania i narysowania na planie) nad innymi. Coś w tym jest. Jako rozwiązanie podaje potrzebę dyskursu publicznego na tematy urbanistyczne. Inicjowanego przez światłych fachowców... Ostatnio stało się to dzięki obecności internetowej platformy znacznie łatwiejsze. I wbrew obawom niektórych miasto zaczyna na powrót przejmować rolę miejsca spotkań. Czy ktoś w to jeszcze wątpi?

W sumie cieszę się z tej całej awantury. Bo pokazała że już nie ma w nas najmniejszych nawet śladów"pokolenia królików".


Zdjęcie z katowickiego wydania GW

A że przy okazji objawił się typowo polski i wybitnie unikalny sposób bronienia swoich racji , a mianowicie wznoszenie krzyży? (Objawił się o dziwo również w sporze o przestrzeń i to nie pierwszy raz...) No to co, wszak Polacy tak już mają że w sytuacji ostatecznej zwracają się o pomoc ostateczną. Zgodnie z rodzimym porzekadłem "jak trwoga to do Boga". Tak całkiem na marginesie urzekł mnie jeden z komentarzy pod cytatem z powyższego artykułu, który zamieściłam w moim ulubionym serwisie. A mianowicie aby postawić "krzyż przed właściwym ministerstwem odpowiedzialnym za planowanie przestrzenne, a właściwie całą drogę krzyżową.Dla urzędników."..

Ciekawi też, kiedy nareszcie zaczniemy rozmawiać o poszczególnych problemach, których niemało przecież się namnożyło do rozwiązania. Zamiast tkwić z uporem maniaka w coraz lepiej umocnionych okopach. Niczym w okopach Świętej Trójcy. Ponoć partycypacja społeczna to "metoda zapobiegania konfliktom"..

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-03 23:23
 Oceń wpis
   

Odkryłam ostatnio serwis itunes. I to wcale nie pod kątem muzyki (choć nie narzekam) ale pod kątem ciekawych wykładów. Jest ich tam cała masa, ileś zagranicznych uczelni ma ambicje aby w tym serwisie publikować swoje treści. Wczoraj wieczorem do późnej nocy oglądałam wystąpienie barona Roberta Maya o wpływie globalnego ocieplenia na nasze zdrowie publikowane przez UCL w Londynie. Trudno powątpiewać..

Ale nie o tym chciałam tu powiedzieć. Miało być o lasach. Porusza zachowanie rosyjskich władz wobec protestujących pod Moskwą w Chimkach ekologów.

Protestują przeciw wyrębowi dębowych, cennych lasów. Wyrębowi, który ma służyć budowie autostrady. Choć nie jest to jedyny wariant przebiegu tej drogi. Skandal.

Cenne lasy. Oczywiście nie wszystkie lasy są cenne. Kiedy się nad tym zastanawiam pojawia się uczucie zgrozy, które zawsze odczuwam, kiedy widzę bezmyślne zagospodarowywanie kolejnych naturalnych (lub rolniczych terenów). Cały czas nie dociera do nas, że żyjemy w ograniczonej przestrzeni.. Drugie odczucie to alergia na nasze rodzime absurdy prawne. Kiedy się czyta (i analizuje) co to jest las w ustawie o lasach. Kiedy się sprawdza aktualność i zgodność mapy użytków z rzeczywistością i widać jak wiele nowych zalesień pojawiło się w międzyczasie (a ile zniknęło). Kiedy to porównać z terenami wyznaczanymi w jakże hojny sposób w dawnych nieszczególnie dokładnych planach ogólnych (z których teraz nie sposób się gminom wycofać). To skóra cierpnie i włosy dęba stają na głowie. To nawet nie jest niczyja wina. W każdym razie nie wprost. Ministerstwo na ogół nie wydaje zgód na odlesienia. Jeżeli to brak wdrożenia ustawy o INSPIRE w Polsce, brak wykorzystywania zobrazowań lotniczych i satelitarnych do aktualizacji map użytków (lub brak tej aktualizacji). Lub nasza rodzima przedsiębiorczość. Wszak sprytny inwestor na ogół zadba, aby jego teren przestał być formalnie lasem przed przystąpieniem do planu miejscowego. A jeśli jest to dajmy na to park krajobrazowy, którego przepisy ograniczają możliwość wydzielania nowych działek budowlanych podając ich maksymalną wielkość (ale nie dotyczą działek już istniejących, a tak jest na ogół) - to i grunt wcześniej rozparceluje. Jest w tym masa wyzwań dla naszych rodzimych ekologów. Bo ustawa o długiej nazwie dała im całą masę uprawnień. Z których nikt nie korzysta. Tu pytanie do kolegów urbanistów: z iloma organizacjami środowskowymi mieliście jak dotąd do czynienia?) Bo ja z jedną. I było to stowarzyszenie protestujące przeciwko pozwoleniu na lokalizację masztów telefonii komórkowych na ich terenie (organizacja środowiskowa?).

O czym my w ogóle rozmawiamy skoro w Polsce wycina się (nie wiedzieć po co i na co, ponoć gospodarczo i w trosce o zachowanie drzewostanu??? ) Puszczę Białowieską. Najstarszy pierwotny las Europy.


Zdjęcie z blogu Adama Wajraka. Polecam wpis o tym jak to "Troszczymy się o Puszczę"

Dlaczego lasy i globalne ocieplenie? Oraz wypowiedź Maya? Bo troska o przyrodę, której wyrazem jest również racjonalne gospodarowanie przestrzenią (w tym ochrona lasów) może nam uratować zdrowie. Nie wierzycie to posłuchajcie. Szczególnie ciekawy jest wątek o biednych i bogatych.

Tagi: ekonomia, drogi, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie, las


2010-08-03 09:37
 Oceń wpis
   

Krajobraz sportu. W tej dziedzinie niewiele się zmienia - igrzyska były, są i będą igrzyskami. Zachwyca zmiana technologii. Dla zbudowania całości infrastruktury wystarczy kilka dni. Troszkę odstręcza natężenie komercji i hałaśliwa muzyka ale w ogólnym bilansie zawodów sportowych przestaje się liczyć. Napięcie, wielonarodowy tłum młodych ludzi i wielkie pieniądze w tle. To można dostrzec nawet obserwując rzecz z zewnątrz.
Właśnie mam okazję uczestniczyć jako obserwator w wielkim sportowym wydarzeniu. Specjalnie dla Was bawiłam się w paparazziego i obserwowałam przygotowania do Mistrzostw świata w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach. Skądinąd doskonała organizacja, tymczasowość zagospodarowania i powrót do pierwotnego  charakteru po imprezie. Jednocześnie skala imprezy oraz długotrwałe efekty dla tego miejsca.


Stadion gdzie będą rozgrywane  mecze mistrzostw


Konstrukcja trybun


Trybuny z bliska


Przy brzegu zmaterializowała się wielka puszka piwa Żywiec


Na mazurskiej plaży wyrosły nagle palmy


Tak teraz wygląda kąpielisko. Wszechobecne reklamy i głośna, rytmiczna muzyka która niesie się het po krańce jeziora Szeląg Mały


Niezliczone budki i punkty gastronomiczne


To samo w innym ujęciu


A także "Red Bull doda Ci skrzydeł!"


Restauracja Mistrzów - organizuje też wieczory kuchni różnych narodów, tu pewnie będziemy świętować zwycięstwo!

Oraz istota sprawy:

 
Jedna z reprezentacji


Trenujcie, trzymamy kciuki.

Co bardzo mi się podoba: okoliczne dzieciaki też grają w siatkówkę!

Więcej informacji o jeszcze nie mistrzostwach świata (za co też trzymam kciuki, bo to naprawdę świetna impreza) w olsztyńskiej Gazecie Wyborczej.

 

 

Tagi: społeczeństwo, sport, krajobraz



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.