2010-09-28 03:44
 Oceń wpis
   

Bardzo lubię Profesora Felipe Fernández-Armesto. Z dwóch powodów - pierwszym jest wykład wysłuchany w iTunes dotyczący rozwoju kultury światowej. Świetny - polecam wszystkim zainteresowanym (Why cultures change by Professor Felipe Fernandez-Armesto) i pełen humoru. Jeden z wątków dotyczy przemian świadomości zbiorowej i sposobu traktowania niektórych dotąd nieobecnych zagadnień - przykład poniżej ;)


Źródło - wykład wymieniony powyżej.

Drugi z powodów jest bardziej prozaiczny i jednocześnie zabawny. Kiedy szukałam informacji na temat osoby wykładowcy trafiłam na doniesienie o popełnionym wykroczeniu (!). Otóż Profesor jest namiętnym i niepoprawnym zwolennikiem chodzenia po ulicy bez poświęcania nadmiernej uwagi temu co robią samochody.. Taki rodzaj aktywności pieszej, której Whilliam Whyte poświęca cały rozdział w swojej książce o miastach, a polegający na chodzeniu po ulicach wśród stojących w korku ze wszystkimi dobrodziejstwami tej sytuacji aut, tak żeby było wygodnie (to się nawet nazywa - jaywalking, kolejny obcy termin na określenie obcych zwyczajów). Rodzaj sportu graniczący z szaleństwem, jednocześnie jednak odzwierciedlający hierarchię wartości i stopień zaangażowania w podejmowaną aktywność umysłową. Wyobraźcie sobie zagłębionego w rozważaniach o świadomości zbiorowej Profesora lawirującego pomiędzy trąbiącymi autami, wśród rozpasanych, gwałtownie i nerwowo ruszających i równie szybko hamujących kierowców.

Tak się czasem zastanawiam dla kogo są miasta. Nieżyciowe zakazy na ogół bywają łamane, a ludzka aktywność znajduje swoją realizację niezależnie od najwyższych nawet ogrodzeń. Przykład zaczerpnięty z materiałów grupy (jak zazwyczaj w ulubionym serwisie) pod wdzięczną nazwą Nielegalna dziura w siatce która chciałaby być zebrą.


Tytuł obrazka - w niedzielę po Kościele.

Dla poprawności - nie twierdzę bynajmniej. że należy łamać przepisy , jedynie należy je wymyślać w taki sposób, żeby nikt ich nie musiał łamać. Tytułem dokumentacji, powtarzam się. Oraz nie jestem osamotniona w takim myśleniu.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, Świadomość, transport, jaywalking


2010-09-24 14:58
 Oceń wpis
   

Czytając o rozmaitych pomysłach, które co chwila przewijają się na łamach mediów, dotyczących zasilenia finansów publicznych kosztem rozmaitych wydatków i rozmaitych podmiotów wciąż nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, że w tak doskonały sposób marnotrawimy publiczne pieniądze, które mogłyby do państwowej/ samorządowej kasy trafić z opłaty katastralnej. Gdyby tylko naliczać podatki od przeznaczenia terenu związanego z jego położeniem - w obszarze zurbanizowanym lub naturalnym, a nie jak to się dzieje obecnie biorąc pod uwagę jego faktyczne wykorzystanie. Jak zbawienne efekty dla zagospodarowania miast oraz porządku miałoby ponoszenie przez właścicieli łąk i nieużytków w centrach miast opłat jak za kilkupiętrowe budynki. Jak bardzo właściciele gruntów ornych zaczęliby bronić ich rolniczej użyteczności - tego nie muszę udowadniać. Jednocześnie jak wiele pieniędzy mogłoby zasilić finanse publiczne i samorządowe - to jest argument nie do przecenienia. 
Zawsze przy okazji takich wątpliwości słyszałam argument, że brakuje systemu pobierania opłat. Zgodnie z przepisami unijnymi (przypominam INSPIRE) już powinien istnieć, a co najmniej prawie powinien być ukończony (księgi wieczyste też już od iluś lat są przeciez modernizowane..). Że brakuje planów miejscowych? O tym wiem, ale gdyby była taka potrzeba (fiskalne potrzeby jak wiadomo są nad wyraz skuteczne) to zapewne i plany miejscowe by się szybko pojawiły. Może ktoś mógłby ten paradoks wyjaśnić bo ja tego naprawdę nie rozumiem.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, budowlane, bubel


2010-09-21 11:11
 Oceń wpis
   

To będzie kilka myśli nieuczesanych na temat przeczytanego dzisiaj w Krytyce Politycznej felietonu (nie mam siły ani ochoty dyskutować z większością tego tekstu ani poświęcać mu zbyt wiele uwagi):

Autor dzisiaj lewą nogą z łóżka wstał. I odebrał telefon (maila, sms-a - nie wnikam) - na jutro ma być coś napisane. Co by tu napisać... Postanowił napisać o Łodzi. I tak się wyprowadzam to sobie uleję goryczy. A co mi tam. Wierszówka wpadnie.

A że jeszcze był zaspany to oczu szeroko nie otworzył i iluś rzeczy nie dojrzał. Nie zauważył że ostatnio jakby coś się zmieniło. Łódź (później niż należało ale) sięgnęła po środki z programu Jessica. Organizowane są konsultacje społeczne w sprawie budżetu - a jak powszechnie wiadomo rozmowy o tym jak wydać nieduże pieniądze są najskuteczniejszym sposobem aktywizacji mieszkańców, budowania zaufania społecznego oraz skutecznego wydawania niedużych pieniędzy (czego dowiódł przykład Porto Allegre, licznych miast brytyjskich, francuskich, a ostatnio również polskich).
Wieloletnie zaniedbania trudno usunąć w kilka miesięcy ale trzeba nie chcieć patrzeć żeby nie dostrzec starań. Łódź staje się silna dzięki działaniom oddolnym, dzięki mieszkającym tu młodym ludziom. Czytam o ich działaniach w prasie, widzę je na co dzień. Łódzkie (ludzkie) myślenie widać z różnych perspektyw.

Liczne problemy Łodzi wymagają działania. Temu trudno zaprzeczyć. Tyle razy już o tym pisano i mówiono. Ale jednocześnie - Łódź jest miastem. O wyraźnie miejskiej strukturze centrum. O wyraźnie zdefiniowanych ulicach, które mogą stać się doskonałym miejscem do życia i mieszkania jeśli tylko nad tym popracować.
Nie wiem, którzy łódzcy urbaniści twierdzą że łódzkie środmieście należy wyburzyć. Zapewne ci sami, którzy podpowiadają że większość łódzkiej zabudowy jest secesyjna.

Łódź ma świetny las, największy spośród lasów miejskich w Europie. Łódź wciąż jeszcze posiada pierścień terenów otwartych zapewniający właściwe warunki przyrodnicze. Łódź jest zasobna w liczne puste tereny wewnątrz, które po uporządkowaniu stanu własności mogą stać się miejscem nowych inwestycji. Łódź jest miastem kilku wyższych uczelni o wysokim poziomie nauczania.

Jednocześnie też - kiedy się czyta o problemach społecznych jakie były obecne w śródmieściu Brukseli, Barcelony, Glasgow i wielu innych miast - przed podjęciem działań rewitalizacyjnych, problemy śródmieścia Łodzi przestają być tak wyjątkowe.

Lubiłam czytać Krytykę Polityczną - i tak żenującego poziomu jaki prezentuje ten artykuł dotychczas nie napotkałam. Nie wiem czemu autorowi nie podoba się pomysł przebudowy rejonu dworca. Czyżby podzielał poglądy rosyjskich carów którzy nie życzyli sobie tędy połączenia kolejowego Rosji z resztą świata? Mieszkam w śródmieściu, codziennie spotykam ludzi biednych, o których można mówić jako o wykluczonych - ale oni nie są agresywni. W Łodzi nie jest niebezpiecznie. Po prostu mieszkają tu tak samo jak ja. Moje dzieci i dzieci znajomych bezpiecznie chodzą ulicami, jeżdżą tramwajem czy rowerem. I nic się z nimi nie dzieje.

Jedynym sensownym pomysłem i propozycją, która pada w cytowanym artykule jest ta dotycząca otwarcia Łodzi dla squatów - co wcale nie musi oznaczać nielegalnego zamieszkiwania pustostanów. Raczej mam tu na myśli ludzi tworzących niezależną kulturę. To już w Łodzi było - ze świetnym efektem, mam tu na myśli działalność grupy Prokadencja i Forum Fabricum na Kopernika. I to się wciąż dzieje, w różnym wymiarze. Ta idea bardzo mi się podoba.

Dorzuciłabym do tego jeszcze redukcję ruchu samochodowego w całym obszarze centralnym, tak żeby można było bezpiecznie poruszać się po ulicach i się na nich spotykać. Tak żeby Łódź mogła stać się miastem dla ludzi - nie dla samochodów. To wszystko wymaga tylko i jedynie a może aż - zmiany myślenia.

I nie wiem po co Krytyka Polityczna w tej zmianie nie pomaga. 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2010-09-17 23:29
 Oceń wpis
   

Nie będę sięgac do słownika ani do definicji pojęcia "zrównoważony", których można znaleźć setki jeśli nie więcej. Jako zodiakalna Waga tudziez urbanista i zwolennik teorii planowania komunikacyjnego (o czym dalej) mam na ten temat swoją prywatną opinię i czuję się w obowiązku ją wyłożyć. Otóż: zrównoważony - czyli pozostający w równowadze. Czyli taki, w ramach którego zaspokojone są potrzeby wszystkich potencjalnie zainteresowanych bez jednoczesnego przechylania szali na niczyją stronę. Wszystkich czyli kogo właściwie? Otóż po kolei: nas, czyli ludzi - korzystających obecnie ze środowiska (no bo oczywiście tłumaczę pojęcie nadużywane a mianowicie mówię o zrównoważonym rozwoju). I już tu pojawia się problem - bo jest nas (jest takie słowo "interesariuszy") kilka grup: jedni to właściciele nieruchomości, którzy chcą odnieść korzyść a co najmniej nie stracić, drudzy to mieszkańcy - czyli użytkownicy środowiska. Jeśli pierwsi są jednocześnie drugimi to rzecz jest łatwa - są w stanie zrozumieć w czym rzecz i się dogadać. Trudniej kiedy jest inaczej.

No dobrze - kto jeszcze, kogo jeszcze nie wymieniłam. Nie wymieniłam tych, którzy będą z danego miejsca korzystać w przyszłości, naszych sukcesorów - inaczej mówiąc dzieci. Nie wymieniłam zwierząt (one też coś czują i choć nie jestem przyrodnikiem nie sposób o "mniejszych braciach" zapomnieć. ).
Sprawa się komplikuje, kiedy mamy do czynienia z obszarem cennym przyrodniczo i w swojej cenności wyjątkowym. Wtedy jest on z racji na swoje walory wykorzystywany przez większą grupę niż tylko bezpośredni sąsiedzi. Istnienie i dobry stan takiego obszaru leży w interesie znacznie większej grupy osób. Pół biedy, jeśli takie miejsce ma swoich wielbicieli, na ogół tak jest i owi miłośnicy upominają się o przetrwanie pięknego zakątka. Upominają się w zależności od sił i możliwości, a i odzew jest wprost proporcjonalny do cenności obszaru oraz do zaangażowania zwolenników.

Powiedzmy, że to jest taka komunikacyjna wersja definicji zrównoważonego rozwoju. Ponieważ zwierzaki i przyszłe pokolenia głosu jak wiemy nie mają (do Świąt Bożego Narodzenia jeszcze czasu trochę zostało, zresztą kto by ich tam w nocy słuchał) w ich imieniu wypowiadają się badacze, naukowcy potrafiący wróżyć z fusów lub inaczej przepowiadać przyszłość budując scenariusze zdarzeń, które mogą wystąpić jeśli zajdzie dany zestaw okoliczności. Są też badacze umiejący przewidzieć wpływ zmian środowiska na ludzi - ich głos też ma tu znaczenie, dla mnie jako dla urbanisty - kluczowe.
Powiedzmy, że równowaga jest tutaj tożsama z konsensusem (nie mylić z kompromisem) czyli z sytuacją odnalezienia sensownego rozwiązania.

Ekosystem (jak wiadomo z lekcji biologii w szkole podstawowej) ma tę właściwość, że wszystkie jego elementy są ze sobą wzajemnie powiązane. Wśród wymienionych tu już truizmów największym chyba będzie stwierdzenie, że mieszkanie na przedmieściach w rejonach cennych przyrodniczo generuje ruch automobilowy. Wybitnie niezrównoważony na dodatek. Ktoś wątpi? Nie sądzę. Właśnie dlatego wszystkich miłośników zrównoważonego transportu w Łodzi (swoją drogą wybitnie specyficzne to określenie jeśli się nad tym głębiej zastanowić) gorąco namawiam do wybrania się na wycieczkę w miejsca cenne przyrodniczo. Po to aby je docenić, zachwycić się, oraz swój zachwyt upublicznić. Bo te miejsca, którymi się nikt nie zachwyca na ogół szybko znikają, są przekształcane - bo najwidoczniej nie były wcale tak ważne i potrzebne jak się nam pierwotnie wydawało. Adwokatów przyszłych pokoleń (i zwierząt, które jak wiadomo mówić nie umieją) zachęcam zaś równie gorąco do pełnienia swojej powinności i głośnego mówienia o zagrożeniach związanych z brakiem zrównoważonego rozwoju, postępującą urbanizacją, jak tam kto woli...

Po drodze wpadnijcie zaś na ul. Sienkiewicza, gdzie obok siedziby GW będą w niedzielę zbierane podpisy pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie parków narodowych. Bo najstarszy las w tej części Europy ma się coraz gorzej. Podobnie jak nasz własny miejski Las Łagiewnicki. Jeśli jesteście z innego miasta - też wpadnijcie podpisać - mozecie to zrobić u siebie. Gorąco zachęcam bo to ważne.

A poza tym - czy wiecie jak przyroda potrafi być piękna?

Cytuję tu znakomite zdjęcie z serwisu digart.pl autorstwa użytkownika navajo.

Jeszcze jedna uwaga na zakończenie - pogląd prezentowany powyżej nie jest całkowicie moim własnym konceptem - jest to z pewnymi uproszczeniami, które zastosowałam dla klarowności wywodu, prezentacja jednej z idei teorii planowania komunikacyjnego opisanej między innymi przez Prof. Patsy Healey. Samo zaś myślenie o konsensusie jako podstawie decydowania wzięło się od Habermas'a, którego myśl filozoficzna lezy u podstaw wielu działań podejmowanych przez KE. W tym samym duchu skonstruowana jest ustawa o o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Innymi słowami - twórcy prawa zakładają, ze sami się upomnimy o to aby się nam lepiej zyło. A co najmniej nie gorzej.

Tagi: rozwój, ekologia, rowery, zrównoważony


2010-09-16 23:18
 Oceń wpis
   

Las - to takie miejsce w mieście, gdzie odbywa się cała masa nieuświadamianych aktywności mieszkańców.
Las - to miejsce wypraw rowerowych, a czasem nawet wyścigów.

Las - to miejsce spacerów, również zorganizowanych, o każdej porze roku.

Las - to miejsce, gdzie niektórzy jeżdżą konno, a inni na nartach.

Las - to miejsce wypraw z dziećmi, niedzielnych spacerów z rodziną albo za rączkę z ukochanym.
Las - to również źródło świeżego powietrza - o czym zdajemy się zapominać.

Poniżej dwa cytaty z III tomu materiałów obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (dr Halina Jaroszewska: System Przyrodniczy Miasta, główny projektant - dr inż. arch. Mirosław Wiśniewski)
"Warunkiem sprawnego spełniania przez system przyrodniczy wszystkich oczekiwanych od niego funkcji jest jego ciągłość i powiązanie z obszarami otwartymi poza strefą zurbanizowaną. Miasto posiada w swoich granicach obszary, które w sposób formalny (tereny zieleni, lasy), lub ubocznie od podstawowej funkcji (pola, łąki, doliny rzeczne, dzielnice mieszkaniowe, obiekty usługowe) system taki tworzą. Zachodzące jednak ciągle - w sposób niedostatecznie kontrolowany - procesy urbanizacji zmniejszają margines błędu jaki można jeszcze popełnić, aby nie przerwać tej - w wielu miejscach naruszonej - ciągłości. Szczególnie niebezpieczny jest nacisk urbanizacyjny na obszary obrzeżne miasta i sąsiedztwo dużych terenów zieleni miejskiej spowodowany dążeniem do wykorzystania ich walorów przyrodniczych i krajobrazowych (wartości na terenie miasta deficytowe). " str.130

"LAS ŁAGIEWNICKI (CA 1200 HA; planowane jest umocnienie kompleksu przez zalesienia na wschód od Lasu, ku Nowosolnej - zwiększenie obszaru nawet dwu i półkrotne - [co już w projekcie obecnie procedowanego studium zarzucono]) - położony na krawędzi i w partii szczytowej Wzniesień Łódzkich - pełniący rolę kluczową w zakresie podsystemów:
- klimatycznego (źródło spływu chłodnych, natlenionych mas powietrza, głównie - doliną Sokołówki, zachowanie - poprzez tereny otwarte - łączności z doliną Łódki);
- hydrologicznego (jako obszar źródliskowy Bzury, miejsce małej reterencji wód rzeki oraz osłona w strefie zagrożenia wód głębinowych);
- przyrodniczego - grupuje większość przedstawicieli fauny występujących na terenie miasta i ma najbogatszy skład florystyczny - ze strefami o pierwotnym, puszczańskim charakterze (rezerwat „Las Łagiewnicki” - 69,85 ha); zachowuje łączność z pozamiejskimi zespołami leśnymi w Smardzewie i w okolicach Nowosolnej
. " (str.160)

Co z tego wynika? Ano to, że Las Łagiewnicki jest tak wielkiemu miastu jak Łódź potrzebny do życia. I to nie sam, wyizolowany z otoczenia - ale powiązany z sąsiadującymi terenami otwartymi. Których obecność jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania samego kompleksu leśnego. Nie mamy rzeki z prawdziwego zdarzenia i rozległych terenów które by ją otaczały, zapewniając właściwy mikroklimat. Mamy Las. Który jest jednocześnie świetnym miejscem rekreacji. I może dobrze byłoby gdybyśmy zaczęli o ten Las dbać. Przede wszystkim nie pozwalając na szczelne obudowanie ze wszystkich stron. To jest tak naprawdę niebezpieczne marnotrawstwo potencjału, którym Łódź wciąż dysponuje.

Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2010-09-16 08:43
 Oceń wpis
   

Czytanie o łódzkich perypetiach ze studium jest dla mnie źródłem nieustającej rozrywki. Jedynie od czasu do czasu nieco mnie to irytuje.

Dwie sprawy, które pojawiły się w dniu wczorajszym, kiedy to radni rozpoczęli rozpatrywanie 600 nieuwzględnionych uwag do studium.
Pierwsza dotyczy zapisu studium "nakazującego zalesienia". Domyślam się, że redaktor tekstu mylnie zinterpretował zapis. Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu (dla sprecyzowania - studium określa kierunki zmian, a plan ustala je w sposób szczegółowy i ostatecznie wiązący). Nie można nikomu nakazać sadzenia drzew. Zapis o tym, że jakiś teren ma być w przyszłości lasem oznacza tylko i jedynie albo aż że może tam być to co jest obecnie (chyba że dokument stanowiłby inaczej - tzn. ustalałby inne tymczasowe zagospodarowanie) albo las. Na ogół zapisy o przeznaczeniu na las dotyczą dotychczasowych terenów rolnych - które mogą w związku z tym być rolą lub lasem.

Druga historia (bo trudno to inaczej nazwać) to żądania mieszkańców rejonu ulicy Okólnej. Jest to typowy rozogniony i wieloletni konflikt wymagający podjęcia niezależnego od reszty zagadnień dialogu, w ramach którego bardzo pomocne byłyby symulacje wpływu żądanej przez tamtejszych właścicieli nieruchomości urbanizacji na środowisko, w tym przede wszystkim na Las Łagiewnicki. Las, który nie jest własnością mieszkańców rejonu Okólnej ale dobrem z którego korzystają wszyscy łodzianie. Przede wszystkim dostarczając zasobów tlenu. Ale również możliwości rekreacji. Strategia dla Łodzi swego czasu wskazywała Las Łagiewnicki jako jedną z bardzo mocnych stron miasta. Taka dyskusja powinna zgromadzić obie strony, które w oparciu o rzetelne informacje miałyby szanse wspólnie uzyskac jakieś rozwiązanie. Na pewno niezbędny to będzie mediator z odpowiednimi kwalifikacjami - to się w Polsce już dzieje, np. mediatora zatrudnia gdańskie Biuro Planowania. Bardzo ważne dla opinii publicznej jest rzetelne przeanalizowanie oddziaływania środowiskowego. Wymyślono w tym celu specjalne programy , np. CommunityViz - przykład takiej symulacji poniżej.


Dla obejrzenia prezentacji należy kliknąć na obrazek powyżej. Źródło:
http://placeways.com/communityviz/

Tylko proszę nie wypisywać, że twierdzę, ze program komputerowy coś rozwiąze - samo się nie rozwiąze nic. Tu jest potrzebnych kilka elementów, tak ad hoc: 1. wola dialogu, 2. edukacja i zaangażowanie łodzian, 3. wola zorganizowania mediacji i jej zorganizowanie. Symulacje i fajerwerki są rzeczą towarzyszącą, równie dobra jest uczciwa opinia przyrodnika (która nota bene powinna być zawarta w prognozie oddziaływania na środowisko - podejmując decyzje nalezałoby do niej zajrzeć). Obrazki mają jedynie tę przewagę, ze przez swoją spektakularność ułatwiają przekonanie publiczności. Polecam w tej materii szanownym czytelnikom doskonałą wypowiedź Davida McCandless'a na temat piękna wizualizacji.

Podejrzewam że ciąg dalszy nastąpi...

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2010-09-13 07:05
 Oceń wpis
   

Prowadziłam wczoraj bardzo intensywną dyskusję na temat rozlewania się miast. Największe chyba kontrowersje wzbudziło moje stwierdzenie o tym, że sprawl jest patogenny. Jak to przecież tam mieszkają bogaci ludzie, to jest to najlepsze bo elitarne środowisko życia...

No ale jest, posiłkuję się tutaj doświadczeniami amerykańskimi - bo u nas to zjawisko nie rozwinęło się jeszcze na taką skalę, a bardziej - nie miało jeszcze szans się zestarzeć na tyle żebyśmy wiedzieli jaki wpływ ma emigracja z miasta na dzieci. Bo niestety ma - wynika to z izolacji jaką im w ten sposób fundujemy. Co oczywiste - życie na odległym przedmieściu skazuje nas na poruszanie się wyłącznie autami. Dla dorosłych, którzy całe dnie spędzają w pracy (żeby to wszystko utrzymać) znaczenie izolacji jest mniejsze. Pozostali tak naprawdę nie mają szans doświadczać różnorodności świata inaczej jak na ekranie telewizora lub za pośrednictwem sieci -  przez szybę. A przecież doświadczanie  nie polega wyłącznie na poznawaniu go wzrokiem, potrzebne są też inne zmysły. Mózgi młodych ludzi dla prawidłowego rozwoju potrzebują bodzców.. Różnorodnych.

Młode osoby funkcjonujące na przedmieściach nie bardzo też mają szanse na relacje społeczne inne niż z rówieśnikami w elitarnej szkole - bo są od tego wyizolowani. To nie uczy odporności i samodzielności. Wiele jest wciąż miast - jak np. Łódź, gdzie skala tego zjawiska nie osiągnęła jeszcze ekstremum i na razie da się do centrum dojechać komunikacją zbiorową. I nastolatki tak jeżdżą - w czym nie ma nic zdrożnego dla nich samych jedynie bywa to uciążliwe i czasochłonne.
Ale wyobraźmy sobie, że zjawisko o którym tu mowa będzie rozwijało się dalej - w niedalekiej przyszłości ulice do i z miasta zakorkują się całkowicie (a nawet Amerykanie -  nie byli w stanie zapewnić właściwej infrastruktury). Wtedy nadal będziemy skazani na własny samochód. Tyle tylko że zaczniemy ograniczać podróże. No bo jaki sens ma mieszkanie na wsi jeśli całe dnie spędzamy za kółkiem. I zostaniemy "na wsi", a nasze dzieci - poza szkołą - praktycznie pozbawione będą bodzców, samodzielnego poznawania otoczenia, sami ograniczymy ich relacje społeczne. Co jest przecież potrzebne dla prawidłowego rozwoju i czego brak jest - no właśnie patogenny. I tu wrócę do wypowiedzi Kunstlera, którą tu kiedyś przytaczałam - bo on to doskonale i obrazowo pokazuje (nie mamy naszych rodzimych publicystów, którzy pisaliby o urbanistyce - dlatego cytuję Amerykanina). Dla niektórych poznawanie świata z telewizora i z gier komputerowych skutkować będzie nieumiejętnością życia wśród innych. Trudno jest przewidzieć skutki naszego rodzimego eksodusu na przedmieścia, ale możemy się nad tym zastanawiać na przykładzie innych. I unikając dość oczywistych błędów, które owi inni popełnili.

Tagi: sprawl


2010-09-06 22:06
 Oceń wpis
   

Adam Wajrak: Dziewczyny i chłopaki zbierajcie podpisy i wciągajcie w to innych!!!! Oddawać nasze Parki Narodowe!!!

I ma rację! Podpisuję się pod powyższym apelem oboma rękami (oboma tylko dlatego, że nie mam więcej rąk. No i już raz się podpisałam).

Prasa sporo na ten temat pisze. A i tak wciąż masa osób nie jest chyba przekonana co do słuszności tego postulatu. Wciąż są tacy, którzy wątpią.

Jeśli ktoś nadal nie rozumie to niech posłucha - tu jest to nad wyraz dobitnie wytłumaczone:

Tak przy okazji  - są też tacy, którzy zamiast zastanawiać się nad sednem i istotą sprawy doszukują się dziury w całym w czymś co z założenia pozytywne. Nie doszukujcie się. Naturalne środowisko to jest nasz kapitał. Dosłownie i w przenośni. Drugiego takiego nie dostaniemy w prezencie. Już nigdy więcej.

Czytam te gazety i czytam i to doszukiwanie się dziury w całym nie bierze się jednak znikąd. Przykład jak to zwykle "idzie z góry" (albo może jest wręcz odwrotnie). Mam tu na myśli ostatnią absurdalną nagonkę na Profesor Staniszkis - bo lubi jeździć koleją. I lubi polskie dworce. Gazety żądne sensacji piszą o bzdurach zamiast o meritum. A mianowicie o tym, że ten środek lokomocji jest doskonałym remedium na coraz większe problemy transportowe. Przecież nie da się w nieskończoność rozwijać przemysłu motoryzacyjnego. Już nawet nie mówiąc że o tym że nie da się tego robić w Polsce. W ogóle się nie da. Amerykanie też mają z tym kłopoty..

Tagi: Ochrona, środowisko, kolej, transport


2010-09-05 23:19
 Oceń wpis
   

Niesamowicie i ekstremalnie łódzko. Dzisiejszy Piknik na Bałutach to impreza do powtórzenia jedynie ...na Bałutach. Nigdzie indziej nie sposób doświadczyć wydarzenia w ramach którego współczesność miesza się z przeszłością z taką intensywnością. Gdzie w niewielkiej przestrzeni Placu (a właściwie parku) Piastowskiego spotkali się tak odmienni ludzie, jakby z różnych epok. Spotkali i wspólnie dobrze bawili połączeni silnym przywiązaniem do miejsca i do lokalnej tożsamości. Świętowanie Bałut nie mogło się obyć bez bałuckiej kapeli - i dla mnie (a zdaje się nie byłam w tym osamotniona) - reakcje widzów były tu jedynym i unikalnym spektaklem.

Innych atrakcji też co niemiara...

Takie senne, leniwe łódzkie popołudnie a tak zapadło w pamięć. Świetny sposób na promowanie łódzkości, promowanie kultury oraz promowanie idei Łodzi jako Europejskiej Stolicy Kultury. No i na niedzielne rodzinne popołudnie również doskonała rozrywka :).

Unikalna tożsamość tej dzielnicy powraca jako temat co roku o tej porze. 

W ostatni piątek sierpnia po raz (dopiero) drugi brałam udział w łódzkiej imprezie rowerowej. I bardzo mi się to podoba. Jakże takie jeżdżenie bez nieustannego myślenia o tym jak uniknąć bycia rozjechanym przez przejeżdżający (co tam przejeżdżający - na ogół pędzący) mimo samochód potrafi być przyjemne. Łódzkie drogi nierówne ale i tak asfalt jest o niebo lepszej jakości niż pobocze, brzeg jezdni czy chodnik. No i niewątpliwą atrakcją jest pierwszeństwo oraz masowość imprezy. Wciąż rosnąca popularność. Polecam gorąco wszelkim amatorom dwóch kółek.

Tutaj trasa przejazdu - która jest jednocześnie zapisem wysiłku przesympatycznej zaprzyjaźnionej rowerzystki :).

Kiedy tak jechaliśmy przez Bałuty zastanawiałam się na ile zwiedzamy łódzkie getto. Getto Bałuty.. Ponoć czas stanął tu w miejscu i nie zmieniło się nic (skądinąd polecam swietny tekst o Bałutach, który znalazłam w witrynie Topografii. Sporo tam takich doskonałych tekstów.). Ale to nie całkiem prawda - takich miejsc gdzie czas stanął w miejscu owszem jest sporo ale sporo też tu modernistycznych bloków, które też już zdążyły się zestarzeć i na stałe wpisać w pejzaż miasta. Jest w tym miejscu strach, trzeba mieć w sobie specyficzną siłę, żeby się tu dobrze czuć zdając sobie sprawę co się tu wydarzało. A jednocześnie tyle w tym miejscu historii i ..woli życia.

Szkoda że w miejskiej rzeczywistości tak niewiele jest fizycznych, namacalnych śladów niegdysiejszych wydarzeń. Brakuje słów, tablic pamiątkowych, pomników. Często zdarza się że przyjeżdżający do Łodzi pytają, gdzie to właściwie było. Ślad muru otoczającego ten obszar. Czy choćby te kładki nad Zgierską, o których mało kto słyszał..


Źródło zdjęcia: http://www.ghetto.lodz.pl/index.php/pl/troche-historii?start=1

Szkoda też że nie wiadomo, nie widać w mieście granicy, gdzie zaczynają się Bałuty. Przecież wieś Bałuty nie tak znów dawno jest częścią Łodzi - dopiero od 1915 roku. Jednocześnie tak bardzo się od tego czasu zmieniła. Wciąż pozostając niemal niezmieniona.

Brakuje mi takich śladów przeszłości, jakżeż współczesność może stać się dzięki nim bogatsza. Słynny bałucki folklor. Niesamowity był ten dzisiejszy pique-nique.

Tagi: miasto, Łódź, miejsce, tożsamość


2010-09-04 23:28
 Oceń wpis
   

 Pozytywna reklama na dobranoc i na dzień dobry.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.