2011-01-21 22:55
 Oceń wpis
   

Trochę z obowiązku, bo gazety o tym nie mówią. Trochę z przekonania - bo jestem pewna, że tak jest. Króciutka notatka i odwołanie do artykułu zamieszczonego w dniu wczorajszym w polskiej (co moze ułatwi weryfikację poglądów) edycji witryny Europejskiej Agencji Środowiskowej EEA na temat zachodzących zmian środowiska w którym żyjemy. Tak, o zmianach klimatu również jest tam mowa. Mnie osobiście najbardziej zafrapował fragment, dotyczący zmian klimatu, który pozwolę sobie tu zadedykować wielbicielom motoryzacji: "W latach 1990–2008 emisje w UE-27 pochodzące z sektora transportu wzrosły o 24%.". Oraz informacja o roli jaką EU przypisuje planowaniu przestrzennemu jako narzędziu ograniczenia emisji. Powiem tak: pozwólcie planować..

Poniżej zaś wykres pokazujący zachodzące przemiany. Zaczerpnęłam go z witryny INSPIRE, z prezentacji dr Max'a Craglia z JRC EU.


Ilustracja nosi tytuł "Impact of human activity" i została zaczerpnięta z materiałów IPPC

I jeszcze dla chcących uświadomić sobie skalę oddziaływania różnych podejmowanych przez nas działań, zabawa na ten temat autorstwa cytowanego tu już Davida McCandless'a, oczywiście z witryny informationisbeautiful.net 

Tagi: urbanistyka, klimat


2011-01-16 23:49
 Oceń wpis
   

Okazuje się że pisanie rzeczy oczywistych i następnie ich sprzedaż za duże pieniądze bywa ryzykowne. O czym zapewne przekonują się właśnie autorzy prezentowanej niedawno strategii marki dla Łodzi. Strategii, która proponuje oparcie dalszego rozwoju tego miasta o "przemysły kreatywne". Idea ta ze wszech miar słuszna nie wydaje się jednakże nazbyt odkrywcza. Większość współczesnych miast, szczególnie poprzemysłowych, stara się stawiać na rozwój "przemysłów kreatywnych", jako na motor rozwoju. Od czasu książek Landry'ego i Floridy stało się to wręcz obowiązującym trendem. Jednocześnie nie będąc specjalistą od wizerunku wydaje mi się że zakres marki nalezałoby w tym konkretnym przypadku zawęzić, np. do miana miasta kultury alternatywnej co zresztą równiez wyłania się z przeprowadzonej analizy SWOT. I o czym rowniez wielokrotnie tu się mówiło. Sam fakt promowania Łodzi jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jak również faktycznie podejmowane w tym celu działania wskazywał na rodzaj ruchów jakie należy przedsięwziąć aby przekształcić niegdysiejszy ośrodek przemysłu odzieżowego w miasto kultury. Zbliżony obraz miasta kultury alternatywnej (cokolwiek by pod tym mianem nie rozumieć) wyłaniał się z rozstrzygnięć społecznego plebiscytu Punkt dla Łodzi, w którego jury miałam przyjemność już dwukrotnie zasiadać. Na to wskazywał np. wyróżniony Punktem dla Łodzi Przewodnik Fu:turystyczny autorstwa Marty Skłodowskiej.

Tak swoją drogą ten niezwykle frapujący dokument zaskakuje (i to nie tylko polszczyzną). Już w części wstępnej znalazłam taką oto definicję jednego z podstawowych celów strategii, odnoszących się do tego co z mojego punktu widzenia ważne, a mianowicie jakości życia mieszkańców. I tak cytując: "Jak osiągnąć percepcję, że w Łodzi następuje wzrost jakości życia mieszkańców? Odbiorcy marki Łódź będą mieli percepcję wzrostu jakości życia w mieście, jeśli pośrednio zbudujemy wizerunek miasta atrakcyjnego pod względem kulturalnym, gospodarczym, turystycznym i edukacyjnym, gdyż te subprodukty (o tym dlaczego te subprodukty w dalszej części dokumentu „Analiza SWOT”) miejskie w najwyższym stopniu pozwolą osiągnąć pożądaną percepcję jakości życia i zbudować mocną, unikalną markę." Można by wnioskować, że aby poprawić percepcję jakości życia nie ma absolutnie potrzeby poprawy jakości życia. Wystarczy jedynie wpłynąć na percepcję tejże jakości. W dalszej części dokumentu autorzy również odnoszą się wyłącznie do wizerunku - stąd pewien niedosyt.

Oczywiście nie śmiem tu nikogo przekonywać jakoby zmiana wizerunku  była czymś negatywnym - bo nie jest i jest potrzebna. Niemniej jednak w odniesieniu do miasta takiego jak Łódź nasuwa się, mnie przynajmniej, co najmniej pytanie następujące:  Czy w centrum przemysłów kreatywnych na ulicy spotyka się kreatora, pijaka czy może nie spotyka się nikogo jedynie samochód? Czy powinno nas ucieszyć jeśli szukając inspiracji i przechadzając się w tym celu po ulicy spadnie nam tuż przed nosem na chodnik kawałek gzymsu z nieremontowanej od lat kamienicy. Jak to się wszystko ma do ciemnych po zmierzchu okien czynszówek w śródmieściu? Co jeśli zaczepi nas żebrzący jegomość albo potkniemy się o nieprzytomnego, pijanego staruszka. Albo trafimy na taką jak tu (kiedyś opisywałam) scenkę - których w Łodzi dostatek?

Lektura Charlesa Landry, którego już tu zresztą kilka razy cytowałam wskazuje na rolę urody miast dla rozwoju przemysłów kreatywnych. Nie da się poprawić urody przeznaczając środki finansowe na budowę kolejnych tras komunikacyjnych - zamiast na rewitalizację. Nie poprawiając dostępności centrum transportem zbiorowym. Nie realizując programu rewitalizacji społecznej. Nie poprawiając bezpieczeństwa. Nie zmieniając faktycznej jakości życia mieszkańców. Żaden z wymienionych w strategii przedstawicieli grup docelowych kreowanej marki nie zechce zamieszkać w mieście tak jak Łódź zanieczyszczonym spalinami. Z taką jak obecnie jakością asfaltu na ulicach. I tak brudnym.

W tym konkretnym przypadku - sama marka nie pomoże dla zbudowania przewagi konkurencyjnej. Potrzebna jest zmiana rzeczywistości. Miasto to jednak coś więcej niż tylko znak towarowy, jak sugerowała pesymistycznie Françoise Choay. Szczególnie jeśli sie traktuje mieszkańców poważnie. I chce się nie tylko zwabić - ale również zatrzymać.

Z drugiej strony - nie chcąc poprzestawać wyłącznie na krytyce - bo nie taka jest moja tu intencja - można rzeczywiście pójść tym tropem. Bo jest on bardzo mocno osadzony w realiach. Trzeba w tym celu podporządkować strategii marki inne obszary działań w mieście. Nie ograniczając się do zmiany wizerunku - ale rzeczywiście podejmując wyzwanie zmiany rzeczywistości.

Tagi: komunikacja, kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, transport


2011-01-13 10:24
 Oceń wpis
   

Lektura najnowszych doniesień prasowych nasuwa mi takie oto pytanie: dokąd prowadzi wyuczony konformizm w zawodzie urbanisty? Oraz tytułem komentarza również refleksję na temat tego, ze jest to pytanie dotyczące wszystkich zawodów. Nie tylko tego jednego szczególnego.

Pozostanę przy tym krótkim pytaniu - moze wywoła refleksję, a moze nawet dyskusję. Niekiedy aby być wiarygodnym trzeba troszkę popracować - i mnie właśnie ten etap dotknął, stąd tak tych tekstów ostatnio niewiele.

 

Tagi: społeczeństwo


2011-01-09 13:02
 Oceń wpis
   

W programie wyborczym osób, na które głosowałam w niedawnych wyborach samorządowych nie było słowa o potrzebie budowy w Łodzi kolejnych wiaduktów. Gdyby takie stwierdzenia tam były z całą pewnością bym na nich nie głosowała. Przerost infrastruktury transportowej, szczególnie służącej transportowi indywidualnemu jest tym co miasta niszczy, wpływa na wzrost emisji CO2, nie ma nic wspólnego z ekologią, jest brzydki, powoduje że miasto zamienia się w hektary parkingów, emisja spalin powoduje, że dzieci (w tym moje własne) chorują na skutek zanieczyszczenia powietrza. Jestem zdecydowanym wrogiem rozwoju transportu indywidualnego w miastach i zdecydowanie protestuję przeciwko przeznaczaniu na ten cel środków publicznych w budżecie Łodzi. Szczególnie w nadmiarze i na wiadukty. Infrastruktura transportowa funkcjonująca na zasadzie rozdzielania ruchu pieszego i kołowego jest przeżytkiem. Takich rozwiązań się obecnie unika. To co wdrożono x lat wstecz w Radburn, myśl rozwinęli moderniści ale modernizm się już skończył. Współcześnie projektuje się tak aby integrować różne podejścia do rozwoju miasta. Ważna jest percepcja i samopoczucie użytkowników nie promień skrętu samochodu. A nie da się dobrze czuć w mieście rozjeżdżonym przez auta. No bo się nie da. Klasa kreatywna, o której mówi się że stanowi podstawę rozwoju społeczeństwa informacyjnego nie jest zainteresowana życiem w miastach typy Houston. Chce mieszkać w Kopenhadze, Amsterdamie i w innych, gdzie można chodzić na piechotę/ jeździć rowerem i swobodnie oddychać czystym powietrzem. Wiem bo należę do klasy kreatywnej i mam takich znajomych.

Nie rozumiem o co chodzi, kiedy słyszę że w budżecie mojego miasta są środki na wiadukty, a nie ma na remont kamienic w centrum - szumnie zaanonsowany w programie wyborczym program 100 kamienic dla Łodzi. Tak jakbyśmy się cofnęli x lat do tyłu, kiedy też były pieniądze na wyjęte z kontekstu fragmenty układu transportowego (których w Łodzi co niemiara) a nie było na utrzymanie substancji mieszkaniowej w śródmieściu. Wtedy było to powodowane względami ideologicznymi. A teraz? Nie wiem, którzy radni obiecywali swoim wyborcom budowę wiaduktów. Politycy na których głosowałam mnie tego nie obiecywali.

Bardzo się cieszę z przyjęcia przez Łódź Karty brukselskiej, choć nie rozumiem dlaczego po moim mieście da się bezpiecznie poruszać rowerem dopiero za kilka lat. Przecież abym mogła swobodnie jeździć z córką na bagażniku (w tej chwili się tego boję i chyba trudno się dziwić) wystarczy ileś puszek farby i zmiana organizacji ruchu. Tak jak to zrobiono np. w bogatszym Miami.


Zdjęcie Mike Lydon, przedstawia najnowszą infrastrukturę rowerową w Miami

 

Tagi: polityka, motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-01-05 22:54
 Oceń wpis
   

Reakcja Kolegów z TUP na artykuł, który komentowałam ostatnio spotkała się ze zrozumieniem autora Pana Redaktora Marka Wielgo. Wszystkich nas boli brak mieszkań. Szczególnie w dużych aglomeracjach, w tym zwłaszcza w Warszawie i okolicach ten problem jest istotny. Zajmując się tym od lat i jednocześnie od podszewki poznawszy stanowisko samorządów w tej sprawie zdecydowanie będę tu bronić ich interesów. Jak pokazuje przykład niektórych gmin podwarszawskich te z nich, które w zbyt dużym stopniu, również przy pomocy planów miejscowych, przeznaczyły olbrzymie tereny pod budownictwo mieszkaniowe w tej chwili mają problemy z pokryciem kosztów niezbędnej infrastruktury. Instrumenty służące egzekwowaniu należności przez osoby prywatne okazują się skuteczne, w przeciwieństwie do instrumentów służących ściąganiu należności przez gminy.

Zdecydowanie jednocześnie zgadzam się z poglądem wyartykułowanym w komentarzu do naszego listu przez Pana Redaktora Wielgo - pomocny w wywołaniu ruchu na rynku nieruchomości może okazać się jedynie podatek katastralny. Oczywiście w powiązaniu z przeznaczeniem terenów w planach miejscowych. Których póki co w większości gmin nie ma. Moim zdaniem (i nie tylko moim) jest to jedyna możliwość racjonalnego rozwiązania problemu. Wprowadzeniu tegoż podatku powinna towarzyszyć istotna zmiana przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w tym likwidacja całkowicie niewydolnego instrumentu, jakim są decyzje o warunkach zabudowy. 

Komentarze na temat katastru w Polsce (bo czytam je od wielu lat) na ogół wskazują na nierealność wprowadzenia takich przepisów ze względu na silne lobby, które się takim ruchom sprzeciwia. Jak wobec tego stworzyć lobby przeciwne? Ponoć civic society to społeczeństwo, które jest w stanie dać odpór działaniom władzy która mogłaby mu przynieść szkodę (za Buchowski 2005).

Pisząc nie tak dawno artykuł do Przeglądu Urbanistycznego o partycypacji we Francji analizowałam rozwój i przemiany przepisów w tym zakresie. Czy wiecie dlaczego one zostały zmienione? (niedawno bo w 2000 roku). Ponieważ miały miejsce protesty społeczne żądające m.in. zwiększenia udziału społeczeństwa w działaniach planistycznych. Iskrą były plany budowy TGV na południu kraju. Jako studentka i wielokrotny uczestnik obozów wakacyjnych organizowanych tamże, miałam okazję być naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. Te zagadnienia były tematem rozmów w rodzinie, tematem z pierwszych stron gazet, tematem o którym się dyskutowało u przysłowiowej cioci na imieninach. U nas reforma wadliwego systemu planowania nie zaistnieje dopóki nie będzie się o nim mówiło równie dużo. Czego sobie i Państwu życzę - jeśli chcecie aby zamiast spekulować na rynku nieruchomości deweloperzy zajęli się budową mieszkań.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2011-01-03 22:46
 Oceń wpis
   

Budowa domów nie wymaga jedynie gruntu zlokalizowanego w granicach administracyjnych gmin miejskich jak próbuje nas przekonać autor tegoż artykułu w mojej ulubionej gazecie. Lokalizacja terenów inwestycyjnych powinna być wybierana starannie. Jedynym czynnikiem wpływającym na decyzje w tym zakresie nie może być argument własności, w tym własności Agencji Nieruchomości Rolnych. Lokalizacja nowych mieszkań, w tym mieszkań komunalnych to nie jest działanie mechaniczne typu wypiek bułek czy produkcja kiełbasy, które w zasadzie powinny być takie same niezależnie od okoliczności. Tego rodzaju decyzje mają istotne znaczenie dla kosztów późniejszego funkcjonowania gminy/miasta. Nie tylko dlatego, że dom to jest rzecz która z definicji przynależy do kategorii nieruchomości, a więc nie można jej (za bardzo) przestawić. Ale również dlatego, że w tym domu ktoś ma zamieszkać, a więc będzie potrzebował infrastruktury (dróg, sieci uzbrojenia podziemnego, szkół, przedszkoli, etc). Wybór lokalizacji mieszkań ma znaczenie dla późniejszych zachowań przestrzennych ich mieszkańców. Dla tego czy będą stali w korkach, gdzie będą robili codzienne zakupy, ile czasu dziennie będą spędzali aby jeździć do pracy/ zawożąc dzieci do szkoły/ przedszkola. Czy będą w tym celu używać samochodu, czy też transportu miejskiego. Lokalizacja zabudowy mieszkaniowej na gruntach należących wcześniej do ANR to najczęściej przekształcenie terenów zagospodarowanych dotychczas rolniczo na tereny mieszkaniowe. W większości polskich miast jest to całkowicie chybiony pomysł. Wiążący się ze znacznymi kosztami dla środowiska, naruszający istniejące ekosystemy. Ile jest miejscowości w Polsce, które rosną? Naprawdę niewiele i rzecz dotyczy wyłącznie tych zlokalizowanych blisko wielkich metropolii, w tym tak naprawdę stołecznej. Ale nawet tam (w miejscowościach podwarszawskich) powinno się jednak bardziej myśleć o dogęszczaniu istniejących struktur i ich rewitalizacji. Niż o otwieraniu nowych terenów dla zabudowy kosztem środowiska. A co dopiero gdzie indziej. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które nie ma pieniędzy na nową infrastrukturę. A te które mamy powinny być wydawane racjonalnie. Tak wiele centrów istniejacych miast i miasteczek czeka na rewitalizację. Tam są grunty które nie wymagają budowy uzbrojenia ani nowych dojazdów. Które nie będą wymagać gigantycznych nakładów na utrzymanie dróg kołowych - bo mozna dojść na piechotę. Gdzie już są szkoły, przedszkola, itd. Przecież nie jesteśmy ludem koczującym... Zadziwia jak to możliwe aby w tej sytuacji nie wiedzieć o istnieniu takiej dziedziny wiedzy/nauki (kiedyś sztuki nawet) jaką jest urbanistyka.

Tagi: ekonomia, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2011-01-02 16:59
 Oceń wpis
   

Podczas kiedy nasze rodzime gazety udowadniają nam zawzięcie, że nic się nie dzieje i wszystko już w kwestiach klimatu było, inne gazety, wydawane gdzie indziej piszą coś zdecydowanie odmiennego. Ekstremalne zdarzenia pogodowe powtarzają się ostatnio niezwykle często na całym świecie i chyba nie należy tego bagatelizować.


Australia: kolor niebieski - powodzie w 2009 (obecnie mamy do czynienia z kolejną falą powodzi w tym rejonie), kolor czerwony - ogniska samoistnych pozarów w 2009 r., źródło: http://www.ayton.id.au/wp02/?p=863 za NASA
 

Podobnego zdania są fachowcy, a piszę te słowa po lekturze referatu (autorstwa Jean'a Pascala van Ypersele, eksperta IPCC) w przeglądzie (Nr 6) wydawanym rokrocznie przez ISOCARP - organizację skupiającą urbanistów o zasięgu ogólno- światowym. I nie chodzi tu bynajmniej o straszenie czy wizje apokaliptyczne ale o przyznanie, że działania człowieka mają istotny wpływ na zmiany klimatu. Miasta, sposób funkcjonowania ludzi: w tym korzystanie lub nie z transportu indywidualnego i sposób wytwarzania energii, mają w tym swój niebagatelny udział. Oraz sposób budowy miast/osiedli ludzkich może nas w istotny sposób ochronić, zminimalizować skutki zmian.

Powodzie będą nam towarzyszyć coraz bardziej i głupotą jest odbudowywanie domów na terenach zalewowych. Potężne koszty będą miały do poniesienia te miasta, które znajdują się nisko jako że na skutek topnienia lodowców znacznie podniesie się poziom wód w wielkich akwenach. Jednocześnie podniesienie temperatury w krajach południa spowoduje tam coraz większe problemy z dostępnością wody, a co za tym idzie susze, a takze stanie się źródłem okresowych pożarów. To wszystko nie nastąpi natychmiast, horyzont czasowy zmian to 40-70 lat. Ale czy to wiele? Tym bardziej, że całkiem wyraźne symptomy zmian klimatu widać już teraz i może należałoby przestać udawać, że ich nie ma. Nie bez kozery w państwach Europy zachodniej likwiduje się obwałowania rzek na rzecz ich deregulacji. Wiadomo, że jest to kosztowne - ale coroczne odszkodowania są droższe. Nie bez powodu rząd Wielkiej Brytanii dofinansowuje zakup proekologicznych aut w wysokości 1/4 ich ceny. Nie bez powodu bogate i świetnie prosperujące miasta starają się wprowadzać i promować transport rowerowy i zbiorowy.


"A tymczasem w Amsterdamie.." zdjęcie: Michał Gruda, łódzkie Topografie

Najprostszych metod jak budować w warunkach lokalnego klimatu dostarczają studia rozwiązań stosowanych lokalnie wcześniej, zanim uwierzyliśmy, że człowiek jest wszechmocny i z naturą wygra. Np. po co usuwać śnieg z dachu skoro można zbudować dach spadzisty? Po co odprowadzać wodę z działek kosztowną siecią kanalizacji deszczowej skoro można zapewnić odpowiednio dużo terenu zapewniającego wsiąkanie wody do gruntu? Po co budować rozległe miasta i jeździć po nich autami skoro można budować miasta zwarte i chodzić na piechotę/jeździć rowerem? (Nawet Chiny podjęły starania aby nadmiernemu rozwojowi transportu indywidualnego przeciwdziałać). Po co budować supermarkety na obrzeżach skoro można je lokalizować na pustych działkach w centrum? Można tak mnożyć.. Dość stwierdzić że projekty startujące w konkursach o dofinansowanie z środków KE muszą być w coraz większym stopniu "climat resilient". (Moze ten ostatni argument okaze się bardziej przekonujący...)

Tagi: urbanistyka, klimat



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.