2015-07-13 07:47
 Oceń wpis
   

Sporo wątpliwości pojawiło się ostatnio wokół pojęcia woonerf-u, co wynika nie tylko z dotychczasowej popularności tego typu ulicy w Łodzi, ale także z planów tutejszego magistratu przekształcania kolejnych miejsc. Po to aby uniknąć niedomówień terminologicznych warto czasem sięgnąć do literatury, a takowa istnieje, i to w rodzimym języku. W książce Profesora Gawlikowskiego z roku 1992 pt. Ulica w strukturze miasta czytamy iż woonerf to rozwiązanie odnoszące się do możliwego sposobu projektowania ulicy w terenach mieszkaniowych. Po raz pierwszy zostało ono wprowadzone w Delft w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, a następnie zostało rozpropagowane również w innych miastach Holandii, a także Niemiec i Stanów Zjednoczonych Ameryki. Cechą odróżniającą to rozwiązanie od pozostałych ulic, również tych o ruchu uspokojonym w centrum jest, za Holenderskim Ministerstwem Komunikacji (oraz tłumaczeniem przez Pana Profesora), to że można tym terminem określić jedynie "w szczególny sposób zaprojektowaną i urządzoną ulicę na obszarze mieszkaniowym, na której to ulicy funkcja mieszkaniowa jest wiodąca, a ruch kołowy jest podporządkowany tej funkcji". Pytanie w związku z powyższym czy nazywanie tym terminem deptaków śródmiejskich tuż przy Piotrkowskiej w Łodzi jest zasadne chyba jednak nie. W dalszej części tego samego podrozdziału możemy przeczytać że "Najistotniejszym przepisem jest to, że pieszy ma prawo korzystać z całego przekroju ulicy, a nie tylko z chodników i przejść przez jezdnię. Równie ważne jest to, że zmotoryzowany może poruszać się jedynie z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego". Co również wyklucza ze stosowania pojęcia woonerf wszystkie te przypadki gdzie ulica jednak funkcjonuje jako rozwiązanie z priorytetem ruchu kołowego. Woonerf jest na polski tłumaczony jako "ulica" lub "podwórze mieszkaniowe". Warto byłoby może nad zagadnieniami terminologicznymi troszkę podeliberować jako że okazuje się że ulica i podwórze to jednak nie to samo.

Co z tych rozważań terminologicznych moim zdaniem wynika? Przede wszystkim cieszy fakt że zaczynamy odkrywać różnorodność typów ulic od nowa. Już nie tylko ulice o uspokojonym ruchu i arterie komunikacyjne, ale też woonerfy, deptaki śródmiejskie (też trzeba je zdefiniować), bulwary, aleje, a wreszcie ulice miejskie jako kategoria. Moim zdaniem jest to temat który winien znaleźć swoje odbicie w legislacji w postaci uaktualnienia ustawy o drogach publicznych. No właśnie choćby nazwa tej ustawy wskazuje wyraźnie na źródło wielu naszych obecnych kłopotów.



2015-07-03 02:15
 Oceń wpis
   

Nie umiem się ostatnio nadziwić ilości inicjatyw odblokowanych w naszym kraju z racji porażki rządzącej partii w wyborach prezydenckich. Tak jakby wcześniej wszyscy bali się tak naprawdę pisnąć (pewnie tak jak słusznie pisze Pan Profesor Mencwel) lub też teraz nagle grunt stał się podatniejszy na zmiany. Jedną z takich inicjatyw, które promowane od dawna ale całkiem bez szans na sukces w kręgach decydenckich powinny niezwłocznie się urzeczywistnić jest absolutnie konieczna zmiana Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Fakt inicjatora, którym w tym przypadku jest zdecydowanie lewicowo zlokalizowane środowisko Krytyki Politycznej, nie powinien wpływać na percepcję tych postulatów. Ta inicjatywa winna stać ponad podziałami bo od jej powodzenia zależy stan i jakość polskiej przestrzeni.

Krytyka obowiązujących w naszym kraju rozwiązań legislacyjnych w zakresie planowania urbanistycznego mogłaby stać się sama w sobie przedmiotem wielotomowej monografii. Prób zmiany stanu prawnego też mieliśmy już wiele, na początku opiniowane przez wszystkich (w tym mnie samą) z entuzjazmem, teraz już nie powodują poruszenia brwi. Ale może tym razem się uda, a to z przyczyn wymienionych na wstępie. Trzeba próbować, inaczej spotka nas sytuacja wieszczona przez Pana Profesora T. Markowskiego w samokrytycznym wywiadzie publikowanym przez Onet.pl.

Jako że się nie poczuwam do składania tego rodzaju samokrytyki ani nie planuję zmieniać zawodu zależy mi bardzo żeby nam się udało poprawić istniejący stan rzeczy. Stąd wolałabym aby sytuacja prawna jego wykonywania się jednak polepszyła, żebyśmy mieli szansę wszyscy mieszkać w lepszych miastach i nadal podziwiać w przyszłości piękne widoki. O jakości środowiska przyrodniczego, ochronie krajobrazów kulturowych, racjonalnym rozwoju i innych rzeczach, którym planowanie służyć powinno nie wspominam - osoby zainteresowane odsyłam do archiwum niniejszego bloga.



2013-08-06 22:40
 Oceń wpis
   

Urzędnik samorządowy nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z osobą posłuszną i poukładaną, działającą na co dzień jako element większej całości, w ramach której jego osobista kreatywność i inicjatywa staje się fragmentem większego przedsięwzięcia. Rzecz w mniejszym stopniu może dotyczy osób zatrudnionych dla realizacji zadań projektowych ale typowe, codzienne wydawanie decyzji administracyjnych jest tym gdzie kreatywne myślenie dość łatwo może zostać przekształcone w rutynę. Najbardziej oczywisty obrazek Wydziału lub Oddziału stosownego urzędu zajmującego się wydawaniem pozwoleń na budowę to taki gdzie sprawdzający dokumentację, przesłonięci stertami papieru próbują dotrzeć do sedna problemu, akceptując lub odrzucając proponowane rozwiązania.

Zestawienie tegoż obrazka z najnowszymi zmianami forsowanymi w Prawie Budowlanym, kiedy to znacznie skromniejsza niż dotychczas dokumentacja, nie uwzględniająca tak ważnych dla ochrony środowiska czy współżycia dobrosąsiedzkiego rzeczy jak zapewnienie dostępu do drogi czy mediów, ma podlegać automatycznej akceptacji bo upłynął stosowny czas przeraża. Teraz nie będzie już obowiązywać dotychczasowa odpowiedzialność osobista za akceptację wadliwego projektu. Pozwolenia które będą miały być wydane - z takiego czy innego powodu - będą tak naprawdę wymagały jedynie przekierowania wniosku na inną osobę, formularza L4, kilku dni urlopu, itd. Wtedy stosowna dokumentacja będzie miała prawo zawieruszyć się w stercie papieru, nieco przykurzyć i już mamy akceptację najbardziej nawet głupiej, szkodliwej czy źle ulokowanej inwestycji. W zasadzie budować domy jednorodzinne będzie już teraz można wszędzie. Tylko wiecie, trzeba się będzie odpowiednio dogadać.

Skutki tego stanu rzeczy dla środowiska przewiduję opłakane. Rozpraszanie miast to nie jest jedynie wymysł szalonych naukowców, to zjawisko które pociąga za sobą znaczne szkody związane ze skażeniem środowiska, nadmierną rozbudową sieci drogowej, brakiem możliwości realizacji infrastruktury. Do tego dochodzą problemy zdrowotne ludzi spędzających x godzin dziennie za kółkiem, w pozycji siedzącej, problemy społeczne i integracyjne dzieci pozbawionych kontaktów z kolegami, wyludnianie centrów miast. O kosztach czy uzależnieniu od konieczności posiadania auta czy też rosnących kosztach benzyny nie wspominając. Z ekologią, racjonalnością czy zdrowym stylem życia nie ma to zupełnie nic wspólnego..

Tagi: pozwolenia na budowę


2013-02-15 15:05
 Oceń wpis
   

Jest takie powiedzenie o obiecankach cacankach. Ciąg dalszy dopowiedzcie sobie Państwo sami.
Ostatnio ilekroć zapytać rozmaitych kompetentnych i zasiadających w rozmaitych gremiach o planowane zmiany w przepisach prawnych z dziedziny urbanistyki i planowania przestrzennego słyszymy że się dzieje. Przeorganizowano zakresy kompetencji, planując na szczeblu lokalnym podlegamy odmiennemu resortowi niż planując na szczeblu wyższym. Udało się zmiany związane z tym bardzo ważnym kompetencyjnym problem wprowadzić do Ustawy.
Zaś ilekroć w różnych gremiach ktoś zada pytanie co z detalami, z którymi przychodzi nam borykać się na co dzień typu przykładowo definicja działki budowlanej czy przysłowiowy już i obśmiany w  mediach niemal popularnych problem niezgodności instrumentu decyzji o warunkach zabudowy z niczym, tudzież inne kłopoty jak np. ten że wiatraki to urządzenia infrastruktury, więc można je stawiać wszędzie? Otóż nic.
Wszystkie problemy rozstrzygnie nowy Kodeks. Dla opracowania którego w sposób należyty potrzebny jest czas.
W tzw. międzyczasie będą nowe wybory, nowe władze, nowi eksperci, którzy będą musieli rozpocząć prace od początku. No bo jak inaczej. Przecież żeby coś zrobić dobrze trzeba się zapoznać, przeczytać, pomyśleć, przedyskutować.
Tymczasem lata praktycznego stosowania obecnej Ustawy o p.i z.p. pozwoliły gronu fachowców próbujących korzystać z niej w praktyce określić precyzyjnie co w niej nie działa. Oraz jakie doraźne korekty pozwoliłyby uniknąć kłopotów z orzecznictwem (proszę porównać stanowisko IU w tej sprawie). Kłopotów które są przyczyną wniosków inwestorów o roszczenia, oczywiście dochodzone od gmin. Czyli z naszych wspólnych podatków. Oraz kłopotów, które w dużej mierze są przyczyną braku możliwości racjonalnego planowania w ogóle oraz wydłużają czas oczekiwania na dokumenty niezbędne dla realizacji inwestycji w nieskończoność. No i co.. No i nic.
Opracowany przez SARP, TUP, Izbę Architektów RP oraz Polską Radę Architektury dokument Polskiej Polityki Architektonicznej również leży i się kurzy. Dokument doczekał się w roku 2011 drugiej już edycji. I co, i nic.

Tagi: urbanistyka


2012-10-24 10:04
 Oceń wpis
   

Każdy, kto kiedykolwiek próbował prowadzić dyskusje dotyczące sposobu zagospodarowania jakiegoś terenu z przedstawicielami władzy samorządowej napotkał na barierę braku wiedzy. Dostęp do informacji jest nieodzownym warunkiem partycypacji społecznej. Jednym z celów Dyrektywy INSPIRE było w założeniach umożliwienie i wzmocnienie partycypacji obywateli na szczeblu lokalnym, właśnie poprzez zapewnienie szerokiego dostępu do informacji, również w obszarach transgranicznych. Dostęp taki jest również bardzo ważny dla rozwoju biznesu, w tym współpracy w skali Europy. Bez wiarygodnej informacji w obecnych czasach nie ma mowy o racjonalności lokalizacji usług, wyboru miejsca zamieszkania, decyzjach inwestycyjnych. Konkurencyjność partnerów miejskich na arenie międzynarodowej bez umożliwienia dostępu do wiedzy o miejscu jest żadna.
Obserwując nasze rodzime starania wdrożenia Dyrektywy INSPIRE nie umiem powstrzymać się od pytania co z metadanymi Aneksu III, w tym w szczególności tymi opisującymi planowanie przestrzenne, którego przecież w Polsce nie ma. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam - które realizowane jest przy pomocy doraźnie wydawanych jednostkowych decyzji o warunkach zabudowy (który to problem dotyczy np. większości obszaru Łodzi..) Trudno nazywać to zjawisko planowaniem. Jak będzie udostępniana wiedza na ten temat? Pytanie jest pilne, jako że  termin wdrożenia dla metadanych z Aneksu III INSPIRE zgodnie z Art. 29 Ustawy o Infrastrukturze Informacji Przestrzennej zbliża się nieuchronnie - data 3 grudnia 2013 nie jest już odległa.

Dla osób zainteresowanych tematem polecam:
Akademia INSPIRE
Przemówienie otwierające tegoroczną Konferencję INSPIRE w Istanbule
Przemówienie Hugo de Groof z Konferencji INSPIRE w Edynburgu z 2011 roku - szczególnie polecam, jako że przedstawiciel Dyrekcji Generalnej ds. Ochrony Środowiska KE tłumaczy jakie cele INSPIRE winna pełnić w tym obszarze.



2012-03-22 19:04
 Oceń wpis
   

W ciągu ostatnich 50 lat średnia temperatura na Ziemi wzrastała najszybciej jak dotąd w historii. To fakt nie opinia. Naukowcy szacują średni wzrost temperatury na dalsze 3 do 9 stopni Celcjusza do końca stulecia. Tego rodzaju zmiany będą miały daleko idące konsekwencje dla nas wszystkich, nie będą dotyczyły rzeczy odległych ale tych jak najbardziej bliskich.

Globalne wahania temperatury w latach 1850-2007
Źródło ilustracji:
http://switchboard.nrdc.org/blogs/kbenfield/nine_low-tech_steps_for_commun.html


Dla zmniejszenia konsekwencji wzrostu temperatury w naszym najbliższym otoczeniu potrzebne będą zmiany. Poczynając od redukcji przyczyn czyli zmniejszenia emisji CO2 po zmiany o charakterze adaptacyjnym.
Najprostszy repertuar proponowanych interwencji to:
1. wprowadzenie zieleni do miast - w postaci skwerów, parków, zieleni przyulicznej, a także ogrodów miejskich służących produkcji żywności. Celowość tego rodzaju działań ma szanse znaleźć uzasadnienie nie tylko jeśli brać pod uwagę zwiększoną podaż miejskiej zieleni, ale również efekty upraw a także cele społeczne - możliwość tworzenia relacji społecznych wśród osób zajmujących się kultywacją roślin.
2. istotnym skutkiem zmian klimatycznych będzie osuszanie powierzchni ziemi stąd tak ważne stanie się zatrzymywanie na jak największą skalę wód powierzchniowych poprzez lokalizację zbiorników retencyjnych o różnej wielkości, poszerzanie koryt rzecznych, renaturyzację cieków, etc.
3. stosowanie jasnych kolorów powierzchni dachów oraz nawierzchni - dla zwiększania odbijania światła słonecznego, zmniejszania absorbcji promieni słonecznych
4. poważne traktowanie zagrożenia wynikającego z czekającego nas podniesienia poziomu morza i zagrożeń wynikających z gwałtownych wyładowań atmosferycznych, w tym dla dużych płaskich obszarów - zagrożeń w postaci tornad i w mniejszej skali silnych wiatrów. Ta grupa czynników wpływa w istotny sposób na możliwy sposób kształtowania architektury - przykładowo budynki wysokie, dla których jedyną możliwą drogą ewakuacji są szyby dźwigowe stają się bardzo niebezpieczne w sytuacji zagrożenia brakiem stałego zasilania, etc.

Listę niezbędnych wskazań można dowolnie rozszerzać uwzględniając zalecenia związane z ograniczeniami transportu wynikające z obecności wymieszanych funkcji miejskich, a także potrzebę zwiększania intensywności zagospodarowania miast, czy zagadnienia zrównoważonego transportu.
Do napisania tego postu zainspirowała mnie lektura artykułu z którego pochodzi cytowany powyżej wykres, autor Kein Beinfield, tytuł:
Nine low-tech steps for community resilience in a warming climate. Dyskusja na tematy związane ze zmianami klimatu nasila się w skali globalnej równolegle z tym jak zagrozenia ze zmianami związane stają się coraz bardziej realne.



2011-12-09 05:26
 Oceń wpis
   

Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią "zarządzania przestrzenią" przy pomocy instrumentu decyzji o warunkach zabudowy. Zgodnie z zapisami ustawy do wydawania decyzji stosowany jest algorytm który uzależnia nowe zagospodarowanie od bezpośredniego otoczenia planowanej inwestycji. W praktyce polskiej jest on nagminnie naduzywany co prowadzi do możliwości lokalizowania wszystkiego wszędzie chyba ze inne, istotne przepisy prawne tego zabraniają. Protest może równiez niekiedy (choć jest to mocno utrudnione - bo stosowanie tego instrumentu wyklucza partycypację społeczną, nawet na poziomie informowania) wnieść jakaś wystarczająco skuteczna grupa osób. Lecz wtedy nie jest to działanie w ramach prawa ale raczej o charakterze politycznym , najczęściej z wykorzystaniem mediów.

Wspomniany algorytm wydawania decyzji o warunkach zabudowy bardzo trafnie swego czasu narysował Michał Beim w referacie podczas konferencji Real Corp - polecam.

Decyzje o warunkach zabudowy bywają niekiedy przez architektów kojarzone z popularnym ciastkiem nazywanym na cześć trasy wz - wuzetką. Mnie się to ciastko wydaje dość zdradliwe, pozbawione sensu i niebezpieczne. Decyzje mieszczą się w obszarze tzw. permissive planning - zdefiniowanego przez Melvina M. Webera w artykule z 1974 roku jako sposob myślenia o kształtowaniu przestrzeni poprzez pozwalanie na inwestycje podejmowane przez publiczność, z wykorzystaniem w tym celu wiedzy inżynierskiej (nota bene sam autor po latach sam przyznał irracjonalność tego myślenia).  Jednym z najpopularniejszych objawów przestrzennych powyzszego sposobu planowania są urban strips - amerykańska nazwa ukuta przez Venturiego dla określenia bałaganu przestrzennego towarzyszącego drogom w rejonie między innymi Las Vegas - obrazek jak poniżej. W naszym wydaniu efekty można nazwać dość efektywnie terminem "raszynizm" od wjazdu do stolicy od strony Raszyna. Polscy geografowie nazywają ten bałagan mianem "continuum miejsko-wiejskiego".

Powyzsza ilustracja była juz przeze mnie tu cytowana, za A. Böhmem : "Wnętrze" w kompozycji krajobrazu : wybrane elementy genezy analizy porównawczej i zastosowań pojęcia Kraków 2004 (pojęcie zostało zaczerpnięte z innej książki - S.Chermayeff, Ch. Alexander Community and Privacy New York 1963) 

Decyzje doczekały się w polskim piśmiennictwie przebogatej krytyki. W zasadzie kazda szanująca się konferencja z dziedziny planowania przestrzennego, ale w tej chwili juz takze geografii miast element takiej krytyki zawiera. Wszyscy zgodnym chórem przyznają ze zarządzanie przy pomocy decyzji jest bardzo złe. Złe równiez dla inwestorów bo uniemozliwia inwestowanie zgodnie z racjonalnością i z ich potrzebami - przypomnijmy dla wydania decyzji stosuje się algorytm, który uzyty zgodnie z literą prawa narzuca kontynuację sąsiedztwa. Czyli nie da się zaplanować niczego co byłoby od niego odmienne. 

Decyzje są dodatkowo niebezpieczne, a to z racji częstego nadużywania szatkowania oddziaływania na środowisko na części. Ustawa prawo ochrony środowiska narzuca co prawda na osobę sporządzającą stosowny raport wymóg przebadania oddziaływań, które się na siebie nakładają, ale.. Szczególnie w przypadku dróg, a więc decyzji trochę innego rodzaju, ale podejmowanych poza procedurą planu miejscowego (patrz post poniżej) praktyka jest dokładnie odwrotna. Niebezpieczne mogą być takze w przypadku oddziaływań na środowisko (a więc zgodnie z ustawą - warunki życia ludzi) dwóch lub więcej inwestycji wyraźnie szkodliwych.

Decyzje winny być ewidencjonowane (zgodnie z Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) oraz wkrótce winny stać się częścią informacji podawanej publicznie (zgodnie z Dyrektywą INSPIRE). To zagadnienie pozostaje tematem zasługującym na wpis odrębny. Tak swoją drogą pisanie o bałaganie ma już nawet w moim wydaniu długą historię.

 

Tagi: ekologia, czas, urbanistyka


2011-11-26 19:31
 Oceń wpis
   

 Jak donosi New York Times  zapotrzebowanie na mieszkania w dzielnicach gdzie możliwy jest ruch pieszy w Stanach Zjednoczonych wzrasta. Równolegle wzrasta również zapotrzebowanie na efektywny transport publiczny oraz małe sklepy w sąsiedztwie. Przedmieścia i wielkie centra handlowe na obrzezach miast wymierają.

http://www.nytimes.com/2011/11/26/opinion/the-death-of-the-fringe-suburb.html?_r=3&nl=todaysheadlines&emc=tha212

 

 



2011-11-01 16:41
 Oceń wpis
   

Jak czytamy ostatnio w prasie  (również rodzimej) już nawet najbardziej zagorzali oponenci potwierdzają ocieplenie powierzchni Ziemi. Zjawiska z tym związane są nie lada wyzwaniem dla urbanistów i naukowców, stanowią przedmiot rozwazań specjalistów od szeregu lat. Celem z jednej strony jest zmniejszenie dalszego oddziaływania człowieka skutkującego zwiększoną emisją CO2, a z drugiej dostosowanie środowiska zurbanizowanego do nowych warunków. Wcześniejsze debaty dotyczące rozwoju zrównoważonego w obecnie toczonych dyskusjach zastąpiły rozważania o rozwoju odpornym na zmiany klimatu 'resilient development'. Jak się okazuje nie tylko w Europie ale również w tak mogłoby się wydawać zurbanizowanych, i bazujących na transporcie indywidualnym, miastach jak Chicago. O tym jak Chicago przygotowuje się do nadchodzącego ocieplenia można dowiedzieć się z podlinkowanego poniżej filmu.


Obraz z programu CNN

Wśród autorów opracowanego w tym celu programu dotyczącego obszaru metropolitalnego Chicago wymienić zaś należy tak znaną firmę jak amerykańska Calthorpe Associates. W jej dorobku ten projekt uznawany jest za jeden z ważniejszych, jako że jak sami przyznają jest to pierwsza tak duża zmiana sposobu myślenia o miejskim krajobrazie Chicago od czasów projektu Daniela Burnham'a z początków XX wieku.



2011-10-31 14:56
 Oceń wpis
   

Czym różni się urbanistyka od inżynierii transportu? Jak myślicie szanowni czytelnicy?
Ta pierwsza zajmuje się miastem we wszystkich jego aspektach, w tym warunkami życia jego mieszkańców i konsekwencje podejmowanych decyzji badane są z uwzględnieniem różnych perspektyw. Ta druga ogranicza się do badania i planowania transportu miejskiego. Dlaczego są więc mylone? Albo inaczej: gdzie się podziała urbanistyka?

Ręce mi już opadają kiedy po raz kolejny przychodzi mi tłumaczyć że budowa kolejnej trasy przelotowej w śródmieściu mojego miasta spowoduje znaczne pogorszenie jakości życia tamże i w konsekwencji dalszą ucieczkę mieszkańców. Oraz że jest to ważne, a na pewno ważniejsze od debat o przewadze wątków statystycznych opisujących zatłoczenie istniejących dróg bez cienia próby zrozumienia przyczyn i skutków. Jeśli porównać to do badań prowadzonych np. w Grazu, na zlecenie władz miejskich a dotyczących percepcji i akceptacji środowiska miejskiego przez dzieci i w ślad za tym rodziców.. Albo z coraz liczniejszymi na całym świecie badaniami dotyczącymi współczynnika nazywanego 'Index of Happiness', co nierozerwalnie z poprzednim powiązane. Wszędzie indziej mowa o tym że osiągamy szczyt zatłoczenia miast samochodami oraz ze jest to droga donikąd. Miasta całego świata starają się konkurować przyciągając potencjalnych mieszkańców ekologią i 'zazielenieniem', pierwszy z brzegu przykład a jest ich bez liku, a my?


Tak przy okazji - całkiem niedawno o tym opowiadałam, wykazując ze analiza trendów we współczesnym 'projektowaniu miast' zmierza w kierunku myślenia o mieście w kategoriach ekologii, stąd to samo pytanie - a tu u nas, w naszym mieście?

Nie rozumiem po co władze mojego miasta chcą przeznaczyć gigantyczne pieniądze (o czym tutaj) na budowę nowych dróg w centrum, przez okolice które się jako tako samorzutnie zrewitalizowały/ czy też zgentryfikowały i gdzie obok biedoty pojawili się też nowi, nieco zasobniejsi mieszkańcy. Teraz zgodnie z zamysłem naszych inżynierów transportu - niezmordowanych kontynuatorów myśli Eugene Henarda z początków XX wieku - będą mieli cztero lub więcej pasmowe ulice w promieniu dojścia pieszego ze wszystkich stron. Tak aby się tam 'lepiej' wychowywało dzieci, aby było więcej hałasu i spalin. Bo nikomu nie przychodzi do głowy że urbanistyka to nie jest inżynieria transportu (indywidualnego, bo o transporcie zbiorowym w moim mieście nie słyszano). Oraz aby łatwiej było dojechać z miejscowości zlokalizowanych poza administracyjnymi granicami Łodzi, które na tym zapewne zarobią. Nie rozumiem tej polityki, stać mnie jedynie na sarkazm. Bo w nowej rzeczywistości wykreowanej zgodnie z marzeniami włodarzy Łodzi aby odwiedzić Rodziców będę miała do wyboru jedną z kilku tras wielopasmowych lub też przedzieranie się z kilkuletnim dzieckiem rowerem przez takową trasę. Dlatego bardzo mi przykro ale wstrzymam się z decyzją o inwestowaniu oszczędności w zakup mieszkania w tej lokalizacji. Bo nie lubię mieszkać na parkingu. Może sensowniej pomyśleć o innym miejscu...?

Takim w którym przedmiotem zainteresowania jest nie tylko i wyłącznie kwestia dojazdu prywatnym autem (nota bene w Łodzi to niemożliwe przez wzgląd na liczne dziury w jezdni i budowa nowych, wielopasmowych dróg - bo nie ulic - tego nie zmieni). Takim gdzie jest bezpiecznie - bo ważną jest konsekwentna polityka socjalna i wsparcie dla najuboższych, w tym dzieci (nota bene: dzisiaj panowie i panie przeszukujący kosz na śmieci w kamienicy gdzie mieszkam zabrali też przy okazji mosiężną klamkę z bramy wejściowej i nie jest to jednostkowy przypadek). Takim, gdzie park nie jest miejscem libacji alkoholowych nastolatków i starszych na co nikt nie zwraca uwagi (próbowałam kilkakrotnie dzwonić z prośbami o interwencje, nie miałam czasu spędzać godzin czekając, zresztą młodzi ludzie w międzyczasie chwiejnym krokiem odeszli). Takim gdzie... długo by wyliczać. I tylekroć już to pisałam.. 

Mogę zapewnić elity że nawet pobieżna wizja lokalna w śródmieściu Łodzi skutecznie odstręcza dowolnych potencjalnych przyszłych mieszkańców od inwestowania tutaj. Dalsza kontynuacja dotychczasowej polityki, w tym transportowej przypomina eksperymenty z nową zabawką bez dbania o dotychczasowe niczym poniższy obrazek. Co zresztą już tu było. I nawet jak zresztą zazwyczaj nie jestem osamotniona w moim myśleniu


Grafika Gonsiora na ścianie bocznej kamienicy przy ul. Jaracza

Wydaje się że czas zacząć przygotowywać koszulki z nadrukiem "Łódź zyje!", niczym w Detroit. Jeśli przyjrzeć się uważniej jesteśmy w trakcie powielania w sposób niemal dosłowny zastosowanego tam niegdyś scenariusza (może nalezałoby rozwazyć kwestie praw autorskich, tam równiez po początkowych trudnościach z rewitalizacją śródmieścia postanowiono zainwestować w Nowe Centrum i w tym celu budowano kolejne kilkupasmowe trasy dla dojazdu doń - co, łagodnie mówiąc, nie przyniosło spodziewanych rezultatów). Skądinąd pomysł z koszulkami znalazł też zastosowanie w innych miastach i dzielnicach o czym między innymi bardzo ciekawie opowiadał niedawno Profesor Henry Sanoff podczas wykładów na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej oraz w Politechnice Łódzkiej.

 



2011-10-15 22:08
 Oceń wpis
   

Czytałam ostatnio esej autorstwa Rem'a Koolhaas'a na temat rozwoju przestrzennego Atlanty. Na obecny kształt tego miasta, poza typowymi dla większości miast amerykańskich założeniami transportowymi o znacznej skali, wpłynęła - co dość charakterystyczne - metoda przekształceń stosowana w śródmieściu. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy większość miast amerykańskich przeżywała okres gwałtownych kłopotów związanych z depopulacją śródmieść i ich postępującą degradacją, w Atlancie za sprawą Johna Portmana - architekta i inwestora w jednej osobie - realizowane były kolejne przedsięwzięcia w obszarze śródmieścia. Opowieść którą przytaczam pełna jest ironii (jeśli nawet nie szyderstwa) Koolhaas pisze o kolejnych blokach zabudowy charakteryzujących się ujednoliconym wyglądem, a niejednokrotnie również połączonych ze sobą. Wynalazkiem Portmana, wielkiego 'budowniczego' Atlanty było atrium - traktowane jako centrum obiektu komercyjnego. To z kolei pozwoliło na odwrócenie budynku do wewnątrz oraz na jego izolację od otoczenia. Tak spreparowane obiekty nie potrzebowały już dłużej centrum z jego śródmiejskimi przestrzeniami i mogły powstawać wszędzie. I powstawały, oraz nadal powstają - nie tylko w Atlancie i nie tylko w Ameryce. Można powiedzieć że John Portman jest jednym z twórców współczesnego braku urbanistyki, rozumianej jako zinstytucjonalizowane tworzenie przestrzeni miejskiej zaspokajającej potrzeby mieszkańców. 


Źródło ilustracji: http://www.georgiaencyclopedia.org/

W dalszym etapie rozwoju miasta rzeczywiście nastąpiły wymienione powyżej procesy - śródmieście przestało stanowić miejsce koncentracji, a 'centra' znajdowały lokalizację wszędzie. Jak pisze Koolhaas - niekiedy wystarczającym przyczynkiem dla lokalizacji 'centrum' mogła stać się obecność 'niczego', a atutem również brak powiązania z dotychczasowym śródmieściem - z jego potencjalnie niebezpiecznymi dla zamożnej klasy średniej mieszkańcami. Idea powyższa zyskała znaczną popularność, nie musimy szukać daleko aby odnaleźć kontynuatorów tego myślenia.

Trudno ukryć że jest to jedna z wielu przyczyn dla których bez umiejętnej polityki władz bardzo łatwo o finansowy krach miasta, o innych skutkach dla jakości miejskiej przestrzeni nie wspominając - nie stanowi ona w tym podejściu w ogóle przedmiotu rozważań. Takie planowanie bez planowania, podążanie za życzeniami inwestorów, dowolność i brak kształtowania przestrzeni napotyka już obecnie na istotną krytykę, również ze strony obywateli. Wydaje się że podążanie za uwarunkowaniami ekonomicznymi i to wyłącznie w interesie jednej grupy leży u podstaw Ruchu Oburzonych. Brak zaś planowania - obserwowany przecież powszechnie również w naszym kraju - jest przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki ze strony środowiska fachowego urbanistów: proszę spojrzeć na przesłanie przyszłorocznego Kongresu Urbanistyki Polskiej.

Chciałoby się napisać epitafium dla atrium Portmana - ale chyba jeszcze nam się to w tym momencie nie uda. Wydaje się że zagadnienia światopoglądowe nie pozwolą parlamentarzystom jeszcze przez dłuższy czas podjąć skomplikowanej problematyki prawa niezbędnego dla porządkowania polskiej przestrzeni.

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka


2011-10-08 17:54
 Oceń wpis
   
Porównywałam ostatnio daty powstania rozmaitych 'obowiązujących' wciąż w praktyce urbanistycznej rozwiązań. I tak na współczesną praktykę (rozumiem przez to również zbiór przepisów, szczególnie tych dotyczących kształtowania ruchu kołowego w obrębie miast) wpływ miały następujące poglądy:
- wizja miasta liniowego  - Arturo Soria y Mata (1882),
- wizja miasta przemysłowego - Tony Garnier  La cité industrielle (1918) - ta koncepcja legła u podstaw współczesnego strefowania funkcji,
- pomysły dotyczące kształtowania transportu miejskiego Eugène Hénard'a postulujące tworzenie miejskich obwodnic oraz dróg przelotowych, a także budowę wielopoziomowych skrzyżowań w oparciu o pomiary strumienia ruchu.
Wspomniany twórca jest również autorem pomysłu realizacji skrzyżowań w postaci rond, a także bardzo postępowych również obecnie idei takich jak te dotyczące potrzeby zakładania w miastach parków oraz traktowania otoczenia zabytków jako niezbędnego dla prawidłowego oglądu monumentów środowiska. Projekty przekształceń układu transportowego Paryża w myśl tych idei pochodziły z początków XX wieku i wynikały ze wzmożonego ruchu kołowego - co wtedy było zjawiskiem absolutnie nowym, wcześniej niespotykanym.
 
Idee zawarte w Karcie Ateńskiej pochodzą z roku 1933 i wielokrotnie im juz po tej dacie zaprzeczono. Poprzedzały je teorie głoszone przez czołowego teoretyka CIAM Le Corbusiera - tego samego, który wzywał aby zabić 'ulicę korytarz' ( 1925 - Plan voisin, 1935 - La Ville Radieuse).
 
Idea hierarchiczności układu transportowego również nie jest nowa, pierwsza realizacja wymieniana w literaturze pochodzi z 1929 (Radburn). Układ superstruktury ulic wyższego rzędu obsługującej duże terytoria znalazł swoją najpełniejszą realizację chyba w Milton Keynes (z 1967), wzorowanym na Los Angeles mieście w pobliżu Londynu - gdzie u podstaw założenia legło całkowite podporządkowanie projektu ruchowi kołowemu (z segregacją innych rodzajów ruchu - z czego nie są zadowoleni ich użytkownicy, patrz badania dotyczące wypadków rowerowych) i celowe nie wyodrębnianie wyraźnego centrum. To ostatnie miało wynikać z rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej - i w związku z tym z braku takowej potrzeby.
 
Miasto prezentowane w okresie powstawania jako nowoczesne okazało się być jednym z ostatnich utworów myśli urbanistycznej okresu modernizmu, który jednocześnie wykazał jak bardzo jest ona nieudolna. Od tego czasu następuje jej coraz szybszy upadek. Pozwólmy modernistycznej urbanistyce spokojnie przejść do historii, nie próbując na siłę stawać się jej epigonami - ona już od dawna nie wyraza ducha epoki, stanowiąc między innymi odpowiedź na wyzwania ery gwałtownej industrializacji, która juz dawno minęła.
 

 

Tagi: urbanistyka, modernizm


2011-10-02 17:56
 Oceń wpis
   
Tak sobie myślę, że kiedy już będzie po 9 października. I okaże się, kto zdobył więcej głosów i jaki będzie skład obu parlamentarnych Izb. Wtedy po przejściowych perturbacjach z tworzeniem/ przetasowaniem/ zmianami elit rządzących. Obudzimy się z tymi samymi problemami co teraz. 
Wtedy też mam nadzieję, że z większą energią oraz z zapałem spróbujemy je rozwiązać. Z takiego myślenia narodził się był pomysł napisania takiej oto petycji. Której celem jest zyskanie przychylności i zwrócenie uwagi władz państwowych dla problemów Łodzi. Zachęcam do podpisywania oraz współdzielenia.

Łódź to miasto dość specyficzne. Zamieszkałe w większości przez kobiety - niegdyś przez partyjne władze traktowane jako swoisty barometr sytuacji gospodarczej kraju. O bardzo rozległym, wyraźnie zdefiniowanym śródmieściu. Skala obszaru zajmowanego przez obszar śródmiejski jest nieporównywalna do innych miast. Miasto jak wszyscy wiemy - niezniszczone podczas wojny. Jednak bardzo zniszczone poprzez zaniedbania okresu powojennego. I modernistyczne próby przekształceń. Miasto, w którym przez lata niewiele się działo, słynne niegdyś z przemysłu włókienniczego, gdzie produkcja odzieży wciąż próbuje się nieśmiało odrodzić

Takich inicjatyw jest więcej. Nie wszystkie są tak świetne jakościowo i marketingowo jak powyższa. Wszak centra handlowe w Rzgowie i w Tuszynie, a także handel przy ulicy Brukowej w Łodzi nie wzięły się z niczego. To się dzieje podskórnie, nawet bez dodatkowych zachęt. Nie śledzę ostatnio ogłoszeń ale kilka lat wstecz aż roiło się od takich: "na overlock przyjmę", "szycie - tanio", itd. Tak sobie nieraz myślę, że gdyby ktoś takim ludziom pomógł, to by to wszystko odżyło. Nie trzeba by było tak intensywnie szukać inwestorów z zewnątrz (nie żebym miała coś naprzeciw inwestorom zewnętrznym). Z pozoru wydaje się to tak nietrudne..

Dlaczego ratować śródmieście? Jest kilka powodów. Ponieważ obszar centralny to serce miasta, element jego tożsamości, świadectwo przeszłości i kultury materialnej. Ponieważ gęsta zabudowa stwarza możliwość koncentracji wielu ludzi w ograniczonej przestrzeni, a to przyczynia się do tworzenia nowych wartości i dodaje znaczeń miejskiemu krajobrazowi. Ponieważ jest to obszar uzbrojony i nie ma sensu go zostawić i budować gdzie indziej. Ponieważ wreszcie miasto XIX wieczne o tej skali, ze zdefiniowaną przestrzenią ulic jest wartością samą w sobie. Mnie wydaje się, że fakt że bieda łódzka mieści się w śródmieściu powoduje, że problemów z nią jest znacznie mniej niż gdyby była gdziekolwiek indziej, w zabudowie o innym charakterze.

Dlaczego ratować? O problemach Łodzi w skali kraju głośno. Ubóstwo, wykluczenie społeczne, wysoka przestępczość - kroniki policyjne nie przez przypadek najcześciej cytują wydarzenia z tego miasta. Bezrobocie, obecność enklaw dziedziczonej biedy, która teraz się pogłębia bo jedyne osoby które utrzymywały tamtejsze rodziny - mianowicie niegdysiejsze włókniarki i ich skromne emerytury - już niedługo odejdą, a wraz z nimi ich skromne dochody. Oraz zrujnowana wieloletnimi zaniedbaniami zabudowa, niekiedy grożąca odpadnięciem gzymsu lub innego detalu, a często i zawaleniem. To wszystko wymaga skoncentrowanych i niezwłocznych działań - aby nie stało się slumsem. Tu nie pomoże Nowe Centrum. Nawet najpiękniejsze (i znów - nie żebym miała coś przeciwko nowym założeniom w rejonie dworca, byleby ich intensywność nie przytłaczała) - zresztą dzisiejsze łódzkie śródmieście to przecież w sporej części dawne Nowe Miasto.
 
Tagi: Łódź


2011-09-09 09:37
 Oceń wpis
   

Kampania wyborcza w pełni. Władze dowolnego szczebla dwoją się i troją aby pokazać jak to należycie wypełniają swoje obowiązki. Sięgając do naszego podwórka: będziemy mieli w Łodzi w najbliższym czasie 'zrewitalizowany' kwartał - co prawda nie wiadomo jak, nie całkiem wiadomo co, oraz nie do końca jasnym jest po co należy odbudowywać oficyny, ani też nie wiadomo dlaczego nie prowadzi się żadnych konsultacji społecznych na ten temat. Choć wszyscy zgodnym chórem powtarzają - bez zrozumienia - że rewitalizacja to zagadnienie społeczne. Ale co tam.. będzie!
(Dla przypomnienia - przed poprzednimi wyborami była mowa o programie 100 kamienic dla Łodzi, pomysł rewitalizacji kwartału jest lepszy, poza tym w informacji prasowej jest wzmianka o rewitalizacji społecznej, więc można mówić o postępie. Przynajmniej w sferze deklaratywnej).

Zarząd Dróg i Transportu należycie wypełnia swoje zadania: aby żaden grosz się nie zmarnował Rada Miasta w trybie pilnym przesuwa środki z remontów niemożliwych do realizacji w tym roku na remont innych dróg. O bardzo kosztownych (już dla obecnego budżetu) planach  prowadzenia nowych dróg przez centrum miasta ani mru, mru..

Już nawet Miejska Pracownia Urbanistyczna w Łodzi pokazuje że też coś robi: zostały opracowane projekty uchwał miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego dla terenów położonych w południowej części miasta. Jak chwalą się lokalne władze "Dzięki temu zyskamy nowe tereny inwestycyjne o powierzchni ok. 300 ha w rejonie ulic: Rzgowskiej, Tomaszowskiej, Kolumny do torów kolejowych". I tu się na chwilę zatrzymam: po co? Mamy przecież do zaoferowania wciąż całą masę terenów już zurbanizowanych, które stoją puste. Chociażby w rejonie tzw. Nowego Centrum Łodzi. (No tak, tam nie ma planu..)

Kontynuujemy (jednak trudno mi się z tym utożsamiać więc to raczej oni kontynuują, tym razem skutecznie) budowę tworu, który w literaturze przedmiotu nosi nazwę 'edge city'. Miasto na krawędzi, obwarzanek z dziurką w środku. Wciąż chcą przyciągać nowych inwestorów z zewnątrz pozostawiając środek pusty. Nowych inwestorów dla których - jak przecież wszyscy wiemy - liczy się tania siła robocza. Wciąż nie zajmują się działaniami mającymi na celu poprawę jakości życia w mieście, które już jest. Wciąż nie nie wykazują zainteresowania podjęciem dyskusji o tym, że należy ułatwić działalność gospodarczą ludziom którzy juz są (i za chwilkę będą głosować). Wciąż niewiele ich interesują wyborcy, którym dla zapewnienia środków na nowe, wspaniałe przedsięwzięcia itd. władze miasta ostatnio dosłownie zgasiły światło - podejmując decyzje o zapalaniu latarń ulicznych nie bezpośrednio po zapadnięciu zmierzchu lecz później. Z czego się następnie w trybie wyborczym po licznych protestach wycofały.
Tak swoją drogą - jak szybko to wszystko się odbywa: jeszcze w ubiegłym roku kiedy wołaliśmy, że tak właśnie będzie przy okazji przyjmowania nowego dokumentu studium nikt nie chciał tego słuchać. Tymczasem ciągły ubytek mieszkańców którymi mało kto się przejmuje przy jednoczesnym wzroście miasta (czy też strefy zurbanizowanej ) na zewnątrz i już w tej chwili zaczyna brakować pieniędzy na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb.

Tagi: polityka, Łódź, urbanistyka


2011-05-15 22:45
 Oceń wpis
   

O partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym z wykorzystaniem nowych technologii mówiło się ostatnio w Poznaniu z okazji Konferencji Przestrzeń - Ludzie - Mapa - Miasto zorganizowanej przez tamtejsze Stowarzyszenie My Poznaniacy i Pracownię Analiz Geoinformacyjnych UAM. Miałam okazję zaprezentować tamże  referat, który podsumowywał napisaną kilka lat temu pracę doktorską o Nowych mozliwościach udziału mieszkańców w planowaniu przestrzennym w wyniku stosowania nowych technologii IT. Promotorem pracy był Pan Prof. Stefan Wrona z Politechniki Warszawskiej. Wykład niniejszy wygłaszany i publikowany był już wcześniej, w tym w wersji polskiej podczas konferencji Krakowskie Spotkania z INSPIRE w 2008 oraz opublikowany w Roczniki Geomatyki, Tom VI, Zeszyt 3, pod redakcją Gaździcki Jerzy, Baranowski Marek, Michalak Janusz, Musiał Ewa; Polskie Towarzystwo Informacji Przestrzennej, Warszawa 2008; s. 87-102 . Wersja angielska ukazała się w Design Studies Special Issue Participatory Design, vol.28, May 2007, str. 289-307  : http://bit.ly/jbFCtf (i jak dotąd doczekała się 30 udokumentowanych cytowań na całym świecie ) oraz (w wersji rozszerzonej) jako rozdział w podręczniku wydanym przez naukowców z Dehli w Nowym Jorku: https://www.novapublishers.com/catalog/product_info.php?products_id=8334 , książka jest również dostępna w księgarni Amazon: http://www.amazon.co.uk/Geoinformatics-Natural-Resource-Management-Joshi/dp/1606922114 . Wersja angielska referatu jest dostępna w sieci na stronie PTIP: http://ptip.org.pl/download/files/ITforPP.pdf

Bardzo ciekawa inicjatywa oraz konferencja. Organizatorzy zaprosili kilka rzeczywiście kompetentnych osób, dla mnie szczególnie interesujący był wykład Prof. Piotra Jankowskiego, z San Diego State University (jako praktyka tego rodzaju zastosowań - pomimo że zdaję sobie sprawę z odmienności rzeczywistości amerykańskiej i naszej) oraz relacja p. Michała Srednickiego z wdrożenia GIS w Kielcach. Interesująca była również dyskusja panelowa, w której również uczestniczyłam. Jako że działania mają mieć swój ciąg dalszy - gorąco polecam zainteresowanym tamtejsze grono osób.

Temat jest trudny. Wydawać by się z pozoru mogło, że technologia jako taka niewiele zmienia. Tymczasem jednak kompetentne zastosowanie tejże nie tylko ma szansę wspomóc wzajemną komunikację dostarczając płaszczyzny porozumienia niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a to dzięki łatwym i szybkim w opracowaniu trójwymiarownym wizualizacjom. Stosowanie technologii to również bardzo szybkie symulacje wyników ekonomicznych przedsięwzięcia, na bieżąco podczas dyskusji. To możliwości analiz wpływu różnych czynników na to co się w przestrzeni miejskiej może zadziać. Samo wykorzystanie sieci jako narzędzia komunikacji, możliwości organizacji procesu i monitoringu... Mogłabym kontynuować ten temat w nieskończoność.

Tymczasem skąd bierze się trudność. Otóż my urbaniści na ogół nie zdajemy sobie sprawy z wagi technologii. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, wśród nich najważniejsza to chyba ta, że rysowanie utożsamiane jest z kreśleniem i cedowane na osoby młode, mające za zadanie po prostu przerysować dzieło wykonane przez pryncypała, na ogół pierwotnie w formie analogowej. Bardzo często do tego celu wykorzystuje się techniki CAD i oprogramowanie takie jak AutoCAD czy co gorsza Archicad. Albo jeszcze gorzej (bo trudno potem o konwersję z zachowaniem skali) oprogramowanie graficzne typu CorelDraw, Adobe Ilustrator etc. Tracąc w ten sposób całość możliwości analitycznych oferowanych przez narzędzia GIS.

Z powyższym zapewne będzie wiązała się istotna trudność wdrażania Dyrektywy INSPIRE w zakresie Aneksu II i III , w tym w szczególności tematów związanych z planowaniem. Bo trudno będzie tak sporządzane dane udostępniać w sieci, w Geoportalach, które bazują na GIS. A takie są wymagania dyrektywy (przyjętej i funkcjonującej jako polskie prawo). Koszty wdrożenia z całą pewnością obciążą samorządy lokalne, które póki co całkowicie na ogół nie wiedzą o czym mowa. Nie wspominam nawet że na ogół dokumentacja przetargowa na plany czy studia uwarunkowań nakłada na sporządzającego jedynie wymóg przekazania efektu w formie pliku pdf, bez przekazywania plików źródłowych - ogrom pracy aby to potem doprowadzić z powrotem do postaci działającej w systemie geoinformatycznym poraża. Zaś termin, w którym, zgodnie z owymi zobowiązaniami, informacja o tym jak przestrzeń miejska definiowana jest w planach (oraz w decyzjach o warunkach zabudowy - o czym nie mówi się wcale, a to też przecież przyszłość zagospodarowania przestrzennego mająca wpływ na środowisko) ma być dostępna w sieci, w geoportalach, zbliża się wielkimi krokami. Przecież nieznajomość prawa nie zwalnia z jego stosowania, nieprawdaż? Potencjalnym zainteresowanym pogłębieniem wiedzy o INSPIRE polecam świetny portal na ten temathttp://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire

 

Tagi: prawo, it, informatyka, partycypacja


2011-05-12 20:32
 Oceń wpis
   

Zawarte w tytule stwierdzenie (rzecz dotyczy oczywiście kierowców) jest cytatem z artykułu w Dzienniku Łódzkim, w którym mowa o kolejnej starszej osobie, która zginęła potrącona przez samochód. W tym samym wypadku poważne obrażenia odniósł również rowerzysta, potrącony w wyniku nieskutecznej próby manewru ominięcia pieszej. Starsza, 75-letnia Pani przechodziła na pasach.

Polska przoduje w statystyce potrąceń osób pieszych w Unii Europejskiej. Jesteśmy pierwsi jeśli chodzi o liczbę wypadków śmiertelnych. Przed Rumunią. Nawet przed Grecją. Nie wiem czy próbowaliście kiedyś prowadzić auto w Grecji czy w Turcji - w tych krajach możliwość zmiany pasa czy skrętu trzeba odczytać w oparciu o intencje innego kierowcy, pierwszeństwo podlega negocjacji. Tamtejsi kierowcy permanentnie nie używają kierunkowskazów.

Ilekroć przechodzę, odprowadzając córkę do przedszkola, przez skrzyżowanie przy dość ruchliwej ulicy, tylekroć drżę z obawy o nasze życie i zdrowie. W mojej ocenie istotną część winy za tak znaczące wyniki w tej statystyce ponoszą projektanci dróg. Którym przez myśl nawet nie przyjdzie, że projektowanie ulic w obszarach zabudowanych to coś więcej niz zapewnienie płynności. Samo ustawienie znaku ograniczającego prędkość nie zmieni zachowania żadnego kierowcy, w tym w szczególności przyzwyczajonego do lekcewazenia przepisów, jeśli te nie są egzekwowane w trybie natychmiastowym (w tym przypadku radarem).

Z wykładów o transporcie, których kiedyś miałam okazji wysłuchać, zapadła mi w pamięć jedna maksyma - aby forma drogi była zgodna z treścią, którą ma do przekazania. Kierowca z samego ukształtowania ulicy winien móc wnioskować co mu tam wolno, a czego nie. Jeśli mamy ulicę długą i prostą o czterech lub sześciu pasach ruchu próba egzekwowania od kogokolwiek ograniczenia prędkości do 50 km/h bez ustawienia radaru (lub ciągłych kontroli, o których lokalizacji wszyscy wiedzą) jest fikcją. W takich miejscach niezbędna staje się sygnalizacja świetlna. Inaczej nie unikniemy wypadków. Zasad prowadzenia dróg wynikających bezpośrednio z powyższej zasady jest znacznie więcej. Pewnie wrócę do tego tematu przy innej, mniej smutnej okazji - dziś jedynie proszę szanownych odpowiedzialnych za projektowanie sprawnych przepływów ruchu kołowego o niezapominanie o tym, że są jeszcze inni ludzie, poza tymi zmotoryzowanymi. I w mieście, dla zachowania wymaganej przepisami prędkości przydatna bywa sygnalizacja świetlna , lub ..skrzyżowania bez ustalenia pierwszeństwa przejazdu, wąskie pasy ruchu, wysokie krawężniki, etc. - jednak te pozostałe rozwiązania nie znajdą zastosowania w przypadku ulic wielopasmowych.

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-05-09 21:51
 Oceń wpis
   

Co rządzi wyborem miejsca zamieszkania, w szczególności jeśli mówimy o wyborze domu na przedmieściu lub poza miastem? Wygoda, świeże powietrze, dostęp do zieleni. Dostępność cenowa. Kiedy już mieszkamy istotny staje się dostęp do infrastruktury, zwłaszcza oświatowej i zwłaszcza w przypadku rodzin z małymi dziećmi. Z reguły poszukując atutów wymienionych na wstępie zapominamy że będzie trzeba do naszego miejsca zamieszkania dojechać, zapominamy również że brak sąsiadów w sytuacji wyjazdu może być niebezpieczny. Jednak na ogół do szukania azylu na wsi (lub pod miastem) skłania rodaków poszukiwanie świeżego powietrza i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Taki zresztą był pierwotny zamysł modernistów, którzy w całym swoim idealiźmie poszukiwali lokalizacji wolnostojących budyków w zieleni.

Tyle wybory świadome, które umiemy nazwać i które w pewien sposób utrwalone są w Polsce kulturowo (dworek polski) lub poprzez liczne kontakty Polaków z rodzinami które wyemigrowały do USA (dom na przedmieściu). Podświadomie natomiast poszukujemy schronienia, bezpiecznej, zdefiniowanej przestrzeni o różnej skali. To jest wpisane w ludzką naturę. Podobnie jak to że ludzie są stworzeniami chodzącymi. Potrzebujemy codziennej dawki ruchu, inaczej nasz organizm źle działa, zapadamy na liczne choroby, o których mówi się że są cywilizacyjne.

Już wiemy że nie da się projektować domow w zieleni bez precyzyjnego określenia kto za który fragment zieleni odpowiada (bo zieleń bywa wtedy niezadbana). Wiemy też że uwolniony parter nie działa bo w cieniu trawa nie chce (nieprawdopodobne) rosnąć, oraz że bywa w takich miejscach niebezpiecznie. Dowiedzieliśmy się również że pewne formy zabudowy sprzyjają przeciągom. A inne mniej.

Okazało się że powrót do tradycyjnie rozumianej ulicy jest ważny. Jednak ta ostatnia wiedza dociera jakby z pewnymi oporami. Wciąż jeszcze to "zabijanie ulicy" zapowiedziane przez Le Corbusiera w świadomości niektórych funkcjonuje. Nawet jeśli już powoli uczymy się rysować wzdłuż zabudowę obrzeżną. To wciąż jeszcze brakuje kontaktu z rzeczywistością przy próbie wyobrażenia, kto miałby chcieć mieszkać przy drodze szybkiego ruchu. Podstawowa różnica pomiędzy drogą i ulicą (i tak to jest definiowane w przepisach o ruchu drogowym) jest taka, że ta pierwsza jest poza miastem, a ta druga w mieście. Ulica miejska poza programem transportowym winna nieść jeszcze program społeczny. A co najmniej zieleń przyuliczną dla zmniejszenia uciążliwości. I tak są projektowane ulice, które pomimo znacznej szerokości (i znacznych "potoków ruchu") nie są uciążliwe dla swoich mieszkańców. Chciałabym mieszkać przy Polach Elizejskich w Paryżu, albo przy Ringu w Wiedniu, a Wy nie?

No dobrze a teraz zejdzmy na ziemię. Otóż (a to ci dopiero!) to wszystko kosztuje. Z tego względu miasta które nie tylko planują ale również realizują swoje plany myślą racjonalnie - i nie planują w kategoriach megalomanii. Ograniczone środki na inwestycje miejskie należy bowiem dzielić na realizację infrastruktury nowej, pozwalającej obsłużyć nowe lub dotychczas niedoinwestowane tereny. Oraz na utrzymanie infrastruktury dotychczasowej. W moim rodzinnym mieście Łodzi bez wykonywania odkrywek można z łatwością sprawdzić rodzaj podłoża pod asfaltem we wszystkich niemal istniejących ulicach. Ze względu nie na dziury ale na kratery które są tam obecne. Wolałabym aby przed kolejnymi wyborami do samorządu nasze władze przecięły wstęgę do miasta, w tym w szczególności do śródmieścia z wyremontowanymi istniejącymi ulicami niż otworzyły nową czteropasmową ulicę Wólczańską, Bednarska czy jakąś inną. Podejrzewam że ten mój pogląd podzielają również inni mieszkańcy naszego miasta, z kierowcami włącznie. To tyle tytułem reminiscencji po dzisiejszym spotkaniu w sprawie planu miejscowego dla rejonu Placu Niepodległości w Łodzi.

PS. Przy niektórych ulicach warto byłoby dosadzić trochę zieleni aby zmniejszyć uciążliwość ruchu i zachęcić mieszkańców do mieszkania przy nich, np. przy ul. Rewolucji 1905 r. Miast natomiast budować ścieżki dla rowerów wystarczy malować pasy na jezdni, tak jak np. w bogatszym od Łodzi Miami. Warto by też było przemyśleć organizację ruchu - bo system ulic jednokierunkowych, często bez możliwości skrętu, sam w sobie generuje dodatkowy ruch.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, transport


2011-05-08 21:25
 Oceń wpis
   

Kolejny świetny tekst Michała Beima, tym razem w Plus Minus Rzeczypospolitej: Raport z zakorkowanego miasta. W papierowym wydaniu dziennika oznaczony jest logo Kongresu Polska - Wielki Projekt. Ta inicjatywa wzbudziła we mnie pozytywne nadzieje na zmiany. Choć już jakiś czas temu stawialiśmy na profesjonalizm, wystarczy przypomnieć poprzednią kampanię wyborczą do Sejmu i Senatu. Oby tym razem. Mam też nie ukrywam nadzieję na zwiększoną aktywność Zielonych 2004, przecież w Niemczech Zieloni odnieśli niedawno sukces wyborczy.

Co mnie cieszy to coraz bardziej widoczne zabieganie polityków o względy osób aktywnie działających w ramach obecnych w niemal wszystkich miastach ruchów miejskich. Widoczne jest to na szczeblu lokalnym, jeśli nawet nie w konkretnych działaniach to chociaż w obszarze deklaracji. Hasła głoszone przez aktywistów miejskich stają się obecne w powszechnym obiegu. Z różnych stron i to budzi nadzieję że coś rzeczywiście ulegnie racjonalizacji w obszarze prawa. W tym prawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Wracając do miejskich korków i kwestii zrównoważonego rozwoju - oczywistym dla czytelników tego bloga, że im mniejszy obszar miasta, większe wymieszanie funkcji to znaczy mniejsze odległości i mniej potrzeby transportu i zużycia energii. Która nie będzie taniała, niezależnie od źródła. Równie oczywistym, że im bardziej będziemy poruszali się zbiorowo tym mniej energii wydatkujemy na przemieszczenia. Argumentem strony przeciwnej - czyli zwolenników transportu indywidualnego - jest, że póki co nasycenie drogami w porównaniu do Europy zachodniej jest minimalne. Może będę kontrowersyjna ale mnie to nie martwi. I czym prędzej zamiast popełniać błędy związane z rozwijaniem ponad miarę sieci dróg (nie mam tu na myśli oczywiście od dawna zaplanowanych kilku autostrad, ktore mam nadzieję w końcu powstaną, jak ta na odcinku A2 czy A1) rozwijać inne formy transportu, w tym przede wszystkim szynowego, w różnej skali.

Drugim tematem jest zmiana sposobu myślenia o przestrzennej dystrybucji inwestycji. Planowanie tychże jest obowiązkiem władz samorządowych. I to nie planowanie na zasadzie - tu jest wolny tani grunt to zlokalizujemy inwestycję. Ale planowanie, które między innymi służy minimalizacji kosztów związanych z późniejszą eksploatacją. 

W tym wszystkim podmiotem winni być mieszkańcy i myślenie o ich potrzebach. Miasta które są dobrze zaplanowane, które dobrze działają przyciągają nowych mieszkańców i nowe inwestycje. Rozwój przestrzennej segregacji funkcji wywodzi się z idei miasta przemysłowego Tony Garnier'a, z czasów kiedy przemysł był uciążliwy dla mieszkańców. Ten sposób myślenia o rozwoju miast rozwijany przez modernistów odchodzi już w zapomnienie. Już dawno odeszliśmy od takich priorytetów - współcześnie mówi się o planowaniu przyjaznym dla mieszkańców, o planowaniu które jest odporne na zmiany klimatu, o planowaniu nawiązującym do wielowiekowej tradycji danego miejsca poprzez kontynuację dotychczasowych cech morfologicznych struktury. Ciekawą acz krótką charakterystykę współczesnych trendów w urbanistyce znalazłam w artykule Joan Busquets mówiącym o współczesnych przemianach w Barcelonie w cytowanej już tu książce (str. 14-20) .

Nie istnieje najmniejsza potrzeba abyśmy gonili państwa bardziej rozwinięte popełniając po drodze wszystkie popełnione tam błędy. Wydaje mi się że mamy szansę tego uniknąć właśnie dzięki miejskim aktywistom, których w Polsce cała masa. Wiele młodych osób pisze, wiele publikuje, coraz liczniejsze stają się dyskusje na takie właśnie tematy. Coraz więcej w sieci stron, tworzonych przez ruchy miejskie, patrz: Stowarzyszenie My.Poznaniacy, Forum Rozwoju Warszawy, Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia, łódzka Fundacja Fenomen i Grupa Pewnych Osób, długo by wymieniać. Funkcjonują też ogólnopolskie sieci wzajemnej wymiany pomysłów i doświadczeń. Bo to mieszkańcy są przecież gwarantem właściwego funkcjonowania miasta. Oby te nadchodzące wybory przy okazji formułowania postulatów i programów stały się okazją do dyskusji również na takie tematy.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, transport


2011-04-08 12:42
 Oceń wpis
   

Polskie przepisy prawne nie pozwalają gminom na planowanie przestrzenne poprzez nadmierne preferowanie interesu prywatnych właścicieli nieruchomości nad interesem publicznym, tudzież poprzez brak instrumentów pozwalających na realizację działań w interesie ogółu (co jest przecież celem planowania przestrzennego w rozumieniu europejskim), jeśli tylko w najmniejszym nawet stopniu godzą one w interes prywatnych właścicieli. Jako że sytuacja godzenia w interes prywatnych właścicieli oraz ograniczanie prywatnego prawa do robienia z własną posesją tego co się właścicielowi żywnie podoba, pozostaje istotą planowania przestrzennego - to jest ono czymś co w Polsce nie istnieje.

Rozważmy rzecz na przykładzie. Ostatnio nagminnym, a mianowicie świeżo opracowanych obszarów zalewowych rzek. Widziałam wczoraj taki oto wniosek ludności (pewnej Pani, ale to nie istotne) do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego pewnej gminy: "Uprzejmie proszę o zmniejszenie obszaru zalewowego rzeki (… - tu trzy kropki bo to nie ma znaczenia) tak aby omijał moją działkę." Jak się Państwu podoba? Nie będę tu udowadniać jedynie przytoczę za naukowcami publikującymi w Nature, że rzeczone obszary zalewowe ulegają ostatnio istotnemu powiększeniu. Bo to nawet nie o to chodzi. Rzecz jest w tym, kto zapłaci odszkodowanie, jeśli wyłączymy teren z  możliwości zabudowy w studium ponieważ znajduje się on na terenach zalewowych. Nowo wyznaczonych - wcześniejszych opracowań albo nie było wcale, albo też na ogół wskazywały większe obszary. W tym przypadku interes nadrzędny wydaje się z pozoru oczywisty, jednak nadal niekoniecznie w rozumieniu właścicieli nieruchomości - patrz powyższy wniosek. Nota bene dla osuwisk również już takie wnioski widziałam. (Towarzyszyło im zapewne myślenie - jak to, mój teren i nie mogę tam postawić domu!). Interesująca jest dla mnie również dość z pozoru oczywista kwestia, kto będzie odpowiedzialny jeśli taki dom wzniesiony w nieodpowiednim miejscu ulegnie na skutek działania sił przyrody zniszczeniu... 

Rozważmy jeszcze inny przypadek. A mianowicie sytuację zaistnienia ujemnego przyrostu liczby ludności na skutek migracji zewnętrznych lub też starzenia się społeczności. Wtedy jesteśmy skazani na chaos związany z rozproszeniem zabudowy na dużym obszarze. Jako że nie ma prawnej możliwości zmniejszenia obszaru miasta przewidzianego pod urbanizację bez konieczności poniesienia przez gminę odszkodowań na rzecz ludności. Fakty mogą wskazywać na taką konieczność ale praktycznie jest to niemożliwe.

Jednocześnie uwarunkowanie prawne wskazujące na fakt, iż studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego nie będąc dokumentem prawa miejscowego nie rodzi bezpośrednich konsekwencji, nie ma tak naprawdę wpływu na istotę przedstawionego tu rozumowania, bo jeśli nie opracowuje się na jego podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego to wtedy możliwości ingerencji w zagospodarowanie nie ma tym bardziej.

Tagi: prawo, urbanistyka, powódź


2011-04-04 01:17
 Oceń wpis
   

Po tym co się wydarzyło w Japonii, kiedy siły przyrody w fundamentalny sposób, dosłownie i w przenośni, po raz kolejny zatrzęsły dokonaniami ludzkości nic już nie będzie takie jak wcześniej. Nagle po raz kolejny okazało się, że nie jesteśmy wszechmocni, że nawet najsprawniejsza technologia i najlepsza organizacja nic nam nie pomoże wobec potęgi przyrody. Oraz że pomimo, że jest nas tak wielu/tak wiele - nic to nie da bo wszystko może się nagle zakończyć. I że największe zagrożenie nie wynika z samej przyrody jako takiej, ale z tego co jest wynikiem działalności ludzkiej. Troszkę jakby lekcja ochrony przyrody w pigułce. Bardzo drastyczna lekcja i oby jak najszybciej udało się zażegnać dalszemu rozwojowi zagrożenia oraz zapobiec skutkom katastrofy. Wobec takich kataklizmów trudno czasem opanować tego rodzaju myślenie.


Źródło: http://funny.funnyoldplanet.com/strange/the-chernobyl-story-told-in-pictures/ 

Bezpośrednio po katastrofie zewsząd trafialiśmy na zdjęcia pokazujące Czernobyl ileś lat po. Tudzież na obrazy pokazujące zasięg faktycznego zagrożenia, poniżej:


[Exclusion Zones around Fukushima No.1 Nuclear Power Plant - a future "dead" zone?
This tends to imply that the No.2 Nuclear Power Plant may have to be abandoned, and possibly the Hirono Power Plant (map and description after Peter Robinson) ]

Trudno się w takich momentach oprzeć myśleniu na temat racjonalności wydatkowanej energii. I rozwoju pewnych charakterystycznych dla współczesności zjawisk. Przykładowo codzienna mobilność mieszkańców miast w dużej mierze wzięła się z dystrybucji rozmaitych instytucji w mieście i jest mocno powiązana ze strefowaniem funkcji. A to z kolei wynika z istotnych ileś lat wstecz zagrożeń środowiskowych związanych z działaniem przemysłu. Powyższe założenia legły u podstaw filozofii modernizmu (przypominam Tony Garnier i jego idea miasta przemysłowego, a poźniej słynna Karta Ateńska - z najważniejszych). Zagrożenia już dawno wyeliminowaliśmy, przemysł niejednokrotnie upadł (oczywiście upraszczam tutaj i pewne zagrożenia wciąż istnieją, ale nie są to znowu nazbyt częste przypadki). Ale strefowanie funkcjonalne pozostało. Wciąż w strukturze miast mamy osiedla sypialnie, dzielnice przemysłowe, usługowe, etc. Wciąż określenie funkcji stanowi podstawę planowania. I to mimo że również ileś lat temu (już co najmniej 50, jeśli wymieniać np. Jane Jacobs) stwierdzono że w przypadku zabudowy śródmiejskiej rozdzielenie funkcji usługowej od mieszkalnej to bzdura, która tylko szkodzi. 

Inny taki przykład to ekonomia transportu towarów wożonych żeby "zaoszczędzić" w ramach cyklu produkcji. Bzdurność wożenia rzeczy w tą i z powrotem wydaje się w tym przypadku oczywista, to widać, przytoczę raz jeszcze raz już tu cytowany film.

Jeśliby rozważać rzecz dalej to zapewne takich przykładów marnotrawstwa energii znalazłoby się co niemiara. Rozległość obszarów zurbanizowanych również do nich należy.

Wydaje się jakby te tragiczne wydarzenia wyzwoliły refleksję i co za tym idzie dyskusje na tematy związane ze środowiskiem. I to nie tylko w obszarze dotykającym bezpośrednio energetyki jądrowej ale szerzej. Nagle Gazeta Wyborcza publikuje dwa artykuły dotyczące zagadnień związanych z globalnym ociepleniem (1), (2). Coraz więcej jest informacji o planach przebudowy systemu transportu w Europie zachodniej. Coraz szerzej mówi się o ograniczaniu transportu indywidualnego na rzecz zbiorowego. Ciekawe kiedy dojdziemy do tego, żeby w ogóle pomyśleć o redukowaniu potrzeby jeżdżenia poprzez zagęszczenie zabudowy, zbliżenie miejsc pracy do miejsc zamieszkania, redukcję dojazdów do szkół i przedszkoli (czyli innymi słowy - zapewnienie ich w pobliżu miejsca zamieszkania), itd.  I transport to tylko jeden z obszarów możliwego oszczędzania energii i redukcji wytwarzania dwutlenku węgla.

Tagi: energia, urbanistyka, transport


2011-04-01 21:33
 Oceń wpis
   

Ciekawe, czy ktoś się kiedyś zastanawiał nad zagadnieniami czasu w działaniu biurokracji. Albo w polityce miejskiej, szczególnie tej dotyczącej planowania przestrzeni. I nie mam tu na myśli samego planowania - bo w tej materii planowanie strategii jest dla mnie działaniem oczywistym i potrzebnym - choć nie zawsze ta potrzeba jest uświadamiana. Ale zagadnienia czasu w podejmowaniu decyzji. I potem w ich wdrażaniu w życie. Sama niejednokroć tego doświadczam, że Uchwała Rady Miasta lub Gminy o przystąpieniu do opracowania planu czeka długo na organizację przetargu. Za to czas na sporządzenie samego dokumentu bywa mocno wyśrubowany. Podobnie dzieje się z innymi rzeczami, tu przytoczyć należy słynne w naszych uwarunkowaniach oczekiwanie na mapy.., które w Łodzi dotknęło było swego czasu nawet Roba Kriera (do tej pory mam przed oczami tytuł z którejś łódzkiej GW o tym wielkim twórcy "czekającym na mapy").

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera słowo "harmonogram", które w naszych lokalnych (łódzkich) uwarunkowaniach powtarzane bywa niczym mantra przy każdej okazji, która dotyczy sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. I to odkąd sięgam zawodową pamięcią. W innych miastach nie sporządza się harmonogramów tylko plany. A w naszym wciąż rozmawiamy o ..harmonogramie. Ostatnio też to słowo dostrzegłam. Mam nadzieję, że może tym razem to kwestia przeoczenia, pewnego nawyku - a nie świadomej decyzji.

Trochę tak jak z tym społeczeństwem, które musi się nauczyć, uzyskać odpowiednią świadomość aby być w stanie partycypować w tworzeniu tychże dokumentów. Które to stwierdzenie również bywa powtarzane od lat 15 i każdorazowo potrzebny okres jest równie długi.

Tagi: polityka, samorząd, społeczeństwo, czas


2011-03-04 10:22
 Oceń wpis
   

O symulowaniu procesu partycypacji oraz o moich ostatnich fascynacjach możecie Państwo poczytać tutaj. Tym razem w roli głównej jajko - jako reprezentacja projektu (urbanistycznego).


Oraz słomki, papier (w ograniczonej ilości) i taśma klejąca jako narzędzia mające służyć modelowaniu procesu - powiedzmy że metody udanej partycypacji.

Rezultaty przebiegu procesu:

  

Oraz przygotowania :-)

PS. Powyższe obrazki oraz filmy, do których prowadzą linki zostały wykonane podczas zajęć na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, specjalizacja Architecture for Society of Knowledge, przedmiot Information Processes in Urban Planning.

To nie pierwszy raz kiedy robimy takie ćwiczenia, wcześniej w Uniwersytecie Łódzkim, na Wydziale Nauk Geograficznych, międzywydziałowy kierunek Gospodarka Przestrzenna (realizowany wspólnie z Wydziałem Zarządzania) : http://pspp.blox.pl/2008/10/Fotorelacja-z-planowania-procesu-I.html

Zdjęcia i blog wykładowy opracowywali wtedy studenci GP :-)


Tagi: społeczeństwo, socjologia, partycypacja, urbanistyka


2011-02-17 11:09
 Oceń wpis
   

Konsultacje społeczne Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju potrwają do 2 marca 2011. Nie czytałam jeszcze dokumentu w tej wersji, składałam natomiast uwagi do wersji poprzedniej, a konkretnie do Prognozy oceny oddziaływania na środowisko. Wśród najistotniejszych znalazły się wtedy te odnoszące się do braku uwzględnienia w koncepcji wpływu zmian klimatu na planowanie zagospodarowania przestrzeni (a przecież autorzy Koncepcji mają wiedzę na ten temat o czym świadczy choćby niniejsza publikacja). Nie znalazłam tam wtedy np. odniesienia do możliwych skutków podniesienia się poziomu wód morskich, jak na mapie poniżej. 


źródło: http://flood.firetree.net/?ll=48.3416,14.6777&z=13&m=7

Ani też adekwatnego do zagrożeń i współczesnego myślenia hydrograficznego planowania renaturyzacji rzek i cieków oraz innych systemów retencji wód powierzchniowych tak aby ograniczyć skutki możliwych powodzi. 

Znaczna intensyfikacja transportu jest potrzebna (bo mamy z tym problem co oczywiste). Jednak proporcje rozwoju transportu indywidualnego oraz co gorsza transportu samochodowego towarów w stosunku do rozwoju transportu kolejowego są niewłaściwe. Powinniśmy odchodzić od transportu indywidualnego a nie go promować bo na tym stracimy. Polityka unijna za niedługo będzie zmierzać do ograniczania tego rodzaju transportu i to jednoznacznie wynika z opracowań eksperckich wykorzystywanych przy tworzeniu przepisów prawnych. Powinniśmy myśleć bardziej do przodu, nie ścigać kraje Europy zachodniej ale proponować nasze własne rozwiązania.

Najgorsza jednak w wersji dokumentu, którą przeglądałam wtedy była życzeniowość. Optymistyczna wizja zakreślona w koncepcji nijak się ma do obowiązujących regulacji prawnych. Bo kształtowanie ładu przestrzennego (czegokolwiek byśmy pod tym pojęciem nie rozumieli) z wykorzystaniem decyzji o warunkach zabudowy ani innych indywidualnie wydawanych decyzji administracyjnych, jest niemożliwe. A plany powiększania parków narodowych, biorąc pod uwagę że projekt zmian Ustawy o ochronie przyrody, który na takie powiększanie pozwoli jest projektem społecznym - pozostawię bez komentarza. Bardzo w tej wizji brakuje myslenia strategicznego, to nie jest tylko moje zdanie, czytałam również komentarze innych urbanistów, które wskazywały na ten sam problem.

Mam nadzieję że uda mi się przeczytać nieco wnikliwiej i ten (zmieniony jak wynika z witryny Ministerstwa) dokument. O czym nie omieszkam poinformować. Zapraszam do lektury.

Tagi: planowanie, urbanistyka


2011-01-21 22:55
 Oceń wpis
   

Trochę z obowiązku, bo gazety o tym nie mówią. Trochę z przekonania - bo jestem pewna, że tak jest. Króciutka notatka i odwołanie do artykułu zamieszczonego w dniu wczorajszym w polskiej (co moze ułatwi weryfikację poglądów) edycji witryny Europejskiej Agencji Środowiskowej EEA na temat zachodzących zmian środowiska w którym żyjemy. Tak, o zmianach klimatu również jest tam mowa. Mnie osobiście najbardziej zafrapował fragment, dotyczący zmian klimatu, który pozwolę sobie tu zadedykować wielbicielom motoryzacji: "W latach 1990–2008 emisje w UE-27 pochodzące z sektora transportu wzrosły o 24%.". Oraz informacja o roli jaką EU przypisuje planowaniu przestrzennemu jako narzędziu ograniczenia emisji. Powiem tak: pozwólcie planować..

Poniżej zaś wykres pokazujący zachodzące przemiany. Zaczerpnęłam go z witryny INSPIRE, z prezentacji dr Max'a Craglia z JRC EU.


Ilustracja nosi tytuł "Impact of human activity" i została zaczerpnięta z materiałów IPPC

I jeszcze dla chcących uświadomić sobie skalę oddziaływania różnych podejmowanych przez nas działań, zabawa na ten temat autorstwa cytowanego tu już Davida McCandless'a, oczywiście z witryny informationisbeautiful.net 

Tagi: urbanistyka, klimat


2011-01-05 22:54
 Oceń wpis
   

Reakcja Kolegów z TUP na artykuł, który komentowałam ostatnio spotkała się ze zrozumieniem autora Pana Redaktora Marka Wielgo. Wszystkich nas boli brak mieszkań. Szczególnie w dużych aglomeracjach, w tym zwłaszcza w Warszawie i okolicach ten problem jest istotny. Zajmując się tym od lat i jednocześnie od podszewki poznawszy stanowisko samorządów w tej sprawie zdecydowanie będę tu bronić ich interesów. Jak pokazuje przykład niektórych gmin podwarszawskich te z nich, które w zbyt dużym stopniu, również przy pomocy planów miejscowych, przeznaczyły olbrzymie tereny pod budownictwo mieszkaniowe w tej chwili mają problemy z pokryciem kosztów niezbędnej infrastruktury. Instrumenty służące egzekwowaniu należności przez osoby prywatne okazują się skuteczne, w przeciwieństwie do instrumentów służących ściąganiu należności przez gminy.

Zdecydowanie jednocześnie zgadzam się z poglądem wyartykułowanym w komentarzu do naszego listu przez Pana Redaktora Wielgo - pomocny w wywołaniu ruchu na rynku nieruchomości może okazać się jedynie podatek katastralny. Oczywiście w powiązaniu z przeznaczeniem terenów w planach miejscowych. Których póki co w większości gmin nie ma. Moim zdaniem (i nie tylko moim) jest to jedyna możliwość racjonalnego rozwiązania problemu. Wprowadzeniu tegoż podatku powinna towarzyszyć istotna zmiana przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w tym likwidacja całkowicie niewydolnego instrumentu, jakim są decyzje o warunkach zabudowy. 

Komentarze na temat katastru w Polsce (bo czytam je od wielu lat) na ogół wskazują na nierealność wprowadzenia takich przepisów ze względu na silne lobby, które się takim ruchom sprzeciwia. Jak wobec tego stworzyć lobby przeciwne? Ponoć civic society to społeczeństwo, które jest w stanie dać odpór działaniom władzy która mogłaby mu przynieść szkodę (za Buchowski 2005).

Pisząc nie tak dawno artykuł do Przeglądu Urbanistycznego o partycypacji we Francji analizowałam rozwój i przemiany przepisów w tym zakresie. Czy wiecie dlaczego one zostały zmienione? (niedawno bo w 2000 roku). Ponieważ miały miejsce protesty społeczne żądające m.in. zwiększenia udziału społeczeństwa w działaniach planistycznych. Iskrą były plany budowy TGV na południu kraju. Jako studentka i wielokrotny uczestnik obozów wakacyjnych organizowanych tamże, miałam okazję być naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. Te zagadnienia były tematem rozmów w rodzinie, tematem z pierwszych stron gazet, tematem o którym się dyskutowało u przysłowiowej cioci na imieninach. U nas reforma wadliwego systemu planowania nie zaistnieje dopóki nie będzie się o nim mówiło równie dużo. Czego sobie i Państwu życzę - jeśli chcecie aby zamiast spekulować na rynku nieruchomości deweloperzy zajęli się budową mieszkań.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2011-01-03 22:46
 Oceń wpis
   

Budowa domów nie wymaga jedynie gruntu zlokalizowanego w granicach administracyjnych gmin miejskich jak próbuje nas przekonać autor tegoż artykułu w mojej ulubionej gazecie. Lokalizacja terenów inwestycyjnych powinna być wybierana starannie. Jedynym czynnikiem wpływającym na decyzje w tym zakresie nie może być argument własności, w tym własności Agencji Nieruchomości Rolnych. Lokalizacja nowych mieszkań, w tym mieszkań komunalnych to nie jest działanie mechaniczne typu wypiek bułek czy produkcja kiełbasy, które w zasadzie powinny być takie same niezależnie od okoliczności. Tego rodzaju decyzje mają istotne znaczenie dla kosztów późniejszego funkcjonowania gminy/miasta. Nie tylko dlatego, że dom to jest rzecz która z definicji przynależy do kategorii nieruchomości, a więc nie można jej (za bardzo) przestawić. Ale również dlatego, że w tym domu ktoś ma zamieszkać, a więc będzie potrzebował infrastruktury (dróg, sieci uzbrojenia podziemnego, szkół, przedszkoli, etc). Wybór lokalizacji mieszkań ma znaczenie dla późniejszych zachowań przestrzennych ich mieszkańców. Dla tego czy będą stali w korkach, gdzie będą robili codzienne zakupy, ile czasu dziennie będą spędzali aby jeździć do pracy/ zawożąc dzieci do szkoły/ przedszkola. Czy będą w tym celu używać samochodu, czy też transportu miejskiego. Lokalizacja zabudowy mieszkaniowej na gruntach należących wcześniej do ANR to najczęściej przekształcenie terenów zagospodarowanych dotychczas rolniczo na tereny mieszkaniowe. W większości polskich miast jest to całkowicie chybiony pomysł. Wiążący się ze znacznymi kosztami dla środowiska, naruszający istniejące ekosystemy. Ile jest miejscowości w Polsce, które rosną? Naprawdę niewiele i rzecz dotyczy wyłącznie tych zlokalizowanych blisko wielkich metropolii, w tym tak naprawdę stołecznej. Ale nawet tam (w miejscowościach podwarszawskich) powinno się jednak bardziej myśleć o dogęszczaniu istniejących struktur i ich rewitalizacji. Niż o otwieraniu nowych terenów dla zabudowy kosztem środowiska. A co dopiero gdzie indziej. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które nie ma pieniędzy na nową infrastrukturę. A te które mamy powinny być wydawane racjonalnie. Tak wiele centrów istniejacych miast i miasteczek czeka na rewitalizację. Tam są grunty które nie wymagają budowy uzbrojenia ani nowych dojazdów. Które nie będą wymagać gigantycznych nakładów na utrzymanie dróg kołowych - bo mozna dojść na piechotę. Gdzie już są szkoły, przedszkola, itd. Przecież nie jesteśmy ludem koczującym... Zadziwia jak to możliwe aby w tej sytuacji nie wiedzieć o istnieniu takiej dziedziny wiedzy/nauki (kiedyś sztuki nawet) jaką jest urbanistyka.

Tagi: ekonomia, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2011-01-02 16:59
 Oceń wpis
   

Podczas kiedy nasze rodzime gazety udowadniają nam zawzięcie, że nic się nie dzieje i wszystko już w kwestiach klimatu było, inne gazety, wydawane gdzie indziej piszą coś zdecydowanie odmiennego. Ekstremalne zdarzenia pogodowe powtarzają się ostatnio niezwykle często na całym świecie i chyba nie należy tego bagatelizować.


Australia: kolor niebieski - powodzie w 2009 (obecnie mamy do czynienia z kolejną falą powodzi w tym rejonie), kolor czerwony - ogniska samoistnych pozarów w 2009 r., źródło: http://www.ayton.id.au/wp02/?p=863 za NASA
 

Podobnego zdania są fachowcy, a piszę te słowa po lekturze referatu (autorstwa Jean'a Pascala van Ypersele, eksperta IPCC) w przeglądzie (Nr 6) wydawanym rokrocznie przez ISOCARP - organizację skupiającą urbanistów o zasięgu ogólno- światowym. I nie chodzi tu bynajmniej o straszenie czy wizje apokaliptyczne ale o przyznanie, że działania człowieka mają istotny wpływ na zmiany klimatu. Miasta, sposób funkcjonowania ludzi: w tym korzystanie lub nie z transportu indywidualnego i sposób wytwarzania energii, mają w tym swój niebagatelny udział. Oraz sposób budowy miast/osiedli ludzkich może nas w istotny sposób ochronić, zminimalizować skutki zmian.

Powodzie będą nam towarzyszyć coraz bardziej i głupotą jest odbudowywanie domów na terenach zalewowych. Potężne koszty będą miały do poniesienia te miasta, które znajdują się nisko jako że na skutek topnienia lodowców znacznie podniesie się poziom wód w wielkich akwenach. Jednocześnie podniesienie temperatury w krajach południa spowoduje tam coraz większe problemy z dostępnością wody, a co za tym idzie susze, a takze stanie się źródłem okresowych pożarów. To wszystko nie nastąpi natychmiast, horyzont czasowy zmian to 40-70 lat. Ale czy to wiele? Tym bardziej, że całkiem wyraźne symptomy zmian klimatu widać już teraz i może należałoby przestać udawać, że ich nie ma. Nie bez kozery w państwach Europy zachodniej likwiduje się obwałowania rzek na rzecz ich deregulacji. Wiadomo, że jest to kosztowne - ale coroczne odszkodowania są droższe. Nie bez powodu rząd Wielkiej Brytanii dofinansowuje zakup proekologicznych aut w wysokości 1/4 ich ceny. Nie bez powodu bogate i świetnie prosperujące miasta starają się wprowadzać i promować transport rowerowy i zbiorowy.


"A tymczasem w Amsterdamie.." zdjęcie: Michał Gruda, łódzkie Topografie

Najprostszych metod jak budować w warunkach lokalnego klimatu dostarczają studia rozwiązań stosowanych lokalnie wcześniej, zanim uwierzyliśmy, że człowiek jest wszechmocny i z naturą wygra. Np. po co usuwać śnieg z dachu skoro można zbudować dach spadzisty? Po co odprowadzać wodę z działek kosztowną siecią kanalizacji deszczowej skoro można zapewnić odpowiednio dużo terenu zapewniającego wsiąkanie wody do gruntu? Po co budować rozległe miasta i jeździć po nich autami skoro można budować miasta zwarte i chodzić na piechotę/jeździć rowerem? (Nawet Chiny podjęły starania aby nadmiernemu rozwojowi transportu indywidualnego przeciwdziałać). Po co budować supermarkety na obrzeżach skoro można je lokalizować na pustych działkach w centrum? Można tak mnożyć.. Dość stwierdzić że projekty startujące w konkursach o dofinansowanie z środków KE muszą być w coraz większym stopniu "climat resilient". (Moze ten ostatni argument okaze się bardziej przekonujący...)

Tagi: urbanistyka, klimat


2010-12-29 13:06
 Oceń wpis
   

Winą za brak mieszkań obarczyć należy wadliwy system prawny. W tym to, że można trzymać dobrze uzbrojony grunt w centrum miasta latami licząc na zyski kiedyś (zły sposób naliczania podatku od nieruchomości). Co prowadzi do kosztów jakie muszą ponieść samorządy żeby uzbrajać nowe tereny i budować nowe drogi. Przy okazji też do dewastacji krajobrazu ale o tym przy innej okazji. 

Kolejna przyczyna to brak możliwości skutecznego egzekwowania dochodów z planowania przez gminy - co w efekcie prowadzi do braku planów (tak to nie tylko zła wola i lenistwo samorządów, bardzo często jest to racjonalność, pisałam tu kiedyś o gorącym kartoflu którym się wszyscy przerzucają). I potem trzeba dla wybudowania czegokolwiek miesiącami (jeśli nie latami) czekać na decyzję o warunkach zabudowy.

Kolejny powód to brak przepisów o rewitalizacji analogicznych do np. belgijskich z rejonu Brukseli. Które to przepisy między innymi definiowałyby zasady partnerstwa publiczno-prywatnego, które jak wiadomo bez zasad służą wyciąganiu kasy z publicznego portfela. A tam (gdzie indziej) gdzie są zasady - jest tak jak być powinno.. Czyli np. deweloperzy budują mieszkania w tym również na użytek komunalny. I są w tym zakresie tak czy inaczej wspierani przez samorządy (pisałam o tym kiedyś). Gdyby istniały zasady na jakich partnerzy prywatni w tym mieszkańcy mogą uczestniczyć w remontach (i co z tego mają) zapewne rewitalizacja miałaby szanse wyglądać nieco inaczej. Jeśliby jednocześnie za trzymanie pustych działek w centrum płaciłoby się tyle co za 4 piętrową kamienicę to właściciele byliby zainteresowani dochodem z tej kamienicy (w tym jej remontem czy wybudowaniem). A w tej chwili są zainteresowani jej wyburzeniem. 

Czyli można stwierdzić, że społeczeństwo ma rację adresując pretensje. Wszak inicjatywa ustawodawcza leży po stronie ..no właśnie, kto powinien te wszystkie przepisy opracować?

Wszystkich sympatyków tego bloga oraz osoby zainteresowane tematem zapraszam do dołączenia do nowo utowrzonej grupy w serwisie społecznościowym FaceBook - MojeMiasto.org.pl

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-11-18 21:38
 Oceń wpis
   

Przyglądam się artykułowi w niedawnej GW o "willi" wzniesionej na górskim szlaku i ogrodzonej szpetnym płotem i jak zwykle przecieram oczy ze zdumienia. Kolejny przypadek dowodzący jak bardzo prawo w tym zakresie jest łagodnie rzecz ujmując - dziwne - bo na takie rzeczy pozwala. Mało tego - urzędnik próbujący odmówić komuś wydania decyzji musi każdorazowo liczyć się z nieskutecznością takiego działania. Bo prawie wszystkie decyzje odmowne ograniczające prawo swobodnego dysponowania własnością prywatną bywają uchylane przez Samorządowe Kolegia Odwoławcze. Te zaś na ogół nie probują rozpatrywać spraw merytorycznie, a jedynie z punktu widzenia formalno-prawnego.


Zdjęcie pochodzi z artykułu Ewy Furtak "Na górskim szlaku stanęła willa. Wybudują kolejne?" z GW z 17.11.2010

Decyzje o warunkach zabudowy to wadliwy instrument dysponowania wspólnym dobrem, jakim jest przestrzeń (to jest truizm wymagający niestety nadal wyjaśnienia). Tak jest to wspólne dobro - ponieważ używanie przestrzeni nie ogranicza się wyłącznie do praw właściciela. Sposób użytkowania terenu wpływa również istotnie na warunki funkcjonowania sąsiadów (i to nie tylko tych, którzy z mocy prawa są w ramach procedury administracyjnej stronami postępowania, ale również innych - np. tych po przeciwnej stronie ulicy, a na ogół również dalej) oraz na jakość życia - zarówno w centrach miast jak i na ich obrzeżach.  Wpływa również na sposób wydatkowania publicznych pieniędzy (poprzez koszty budowy infrastruktury), na jakość środowiska (a przecież oddziaływania środowiskowego wielu nakładających się decyzji nie da się ocenić), może - jak w tym przypadku - zniszczyć krajobraz, niwelując tym samym walory turystyczne obszaru. Wiele się o tym mówi, ale nikt nie próbuje tego tematu podjąć. Tymczasem prawo powinno być proste: budować wolno tam gdzie jest plan miejscowy (lub inny dokument) definiujący zasady. (Np. We Francji - obok planów urbanistycznych - takim narzędziem jest dla obszarów wiejskich i dla niewielkich miejscowości tzw. carte communale, który ogranicza się do określenia stref zurbanizowanej i naturalnej. Poza tym obowiązują zasady ogólnej reglamentacji urbanistycznej. Dość rygorystyczne.)

O tym, co będą miały do zrobienia samorządy, aby spełnić wymogi Dyrektywy INSPIRE w zakresie publikowania informacji Aneksu IV (czyli m.in. pkt 4 zagospodarowanie przestrzenne) w wyznaczonym ustawą terminie do 01-2015 nawet nie próbuję myśleć. Do tego czasu zgodnie z zapisami przyjętymi przez Sejm RP "zbiory danych przestrzennych Aneksu II i III" winny zostać "zgromadzone i przystosowane do wymogów Dyrektywy" (a u nas to są przecież głównie d.o w.z.) Proszę poczytać: http://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire - to ważne. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić tych ton papieru (tak na ogół papieru i to mocno zakurzonego) zeskanowanych i udostępnionych ogółowi społeczeństwa za pośrednictwem sieci internet. Ciekawe kto to będzie robił i za co. Oraz dlaczego nie? Przeciez na tym u nas polega dysponowanie przestrzenią (nie da się tu użyć słowa planowanie).

Na kanwie tej dyskusji pojawiają się też głosy o tym, że abolicja tzw. "starych planów" była niepotrzebna.  Wyjaśniałam kiedyś dlaczego ich utrzymanie nie było możliwe. To wynikało z istoty planowania w tamtym okresie i było bezpośrednim skutkiem nieliczenia się z prywatną własnością w ogóle. W myśl nowych przepisów jednak szala równowagi wychylona została w stronę przeciwną umniejszając tym samym znaczenie interesu publicznego. I to niestety równiez nie jest najwłaściwsze rozwiązanie.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane, nonsens, krajobraz


2010-11-18 10:01
 Oceń wpis
   

Oglądam ostatnio w wolnych chwilach wykłady z konferencji, która miała miejsce w Uniwersytecie Harwarda na temat Ecological Urbanism, w ubiegłym roku. Gorąco wszystkim polecam - doskonałe źródło materiałów do przemyśleń.

Szczególnie inspirujące dla mnie samej były opowieści Rema Koolhaas'a dotyczące sposobu w jaki dochodził do obecnego warsztatu projektowego oraz obecnych postaw reprezentowanych w projektowaniu. W tym kontekście wypowiedź jego adwersarza nabiera szczególnego znaczenia - zobaczcie zresztą sami: http://ecologicalurbanism.gsd.harvard.edu/conference.php

Tym zaś spośród Państwa którzy nie wiedzą kim jest Rem Koolhaas polecam gorąco witrynę prowadzonego przez tego architekta biura projektowego OMA: http://www.oma.nl/

Tagi: ekologia, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.