2010-06-25 19:34
 Oceń wpis
   

Ostatnio wszyscy wokół "ćwierkają" (od ang. twitter - Twitter). Na ogół takie krótkie formy wydają mi się niewystarczające ale dzisiaj wyjątkowo też postanowiłam powiedzieć to co chcę króciutko.

Przyszła mi do głowy definicja Urbanistyki. Nie wiem czy ktoś już to tak powiedział czy nie. Sprawdzę zapewne potem. Dla mnie URBANISTYKA to jest: SZTUKA lub NAUKA O KREOWANIU LUDZKIEGO ŚRODOWISKA ŻYCIA.

Teraz zaś na inny temat. Za to równie krótko. Z poniższym obrazkiem kojarzą mi się następujące SŁOWA: znak szczególny (za K. Wejchertem albo landmark jeśli cytować K. Lyncha), sylweta, semiologia, sentyment, symbol. Wcale nie jest powiedziane że to wszystko musi pozostać niezmienione w wyniku przekształceń tego miejsca, które nas czekają. Bo łódzki dworzec ma stać się stacją podziemną, a miejsce dawnego ma zająć całkiem nowy obiekt, inny, większy, bardziej nowoczesny. Ale powyższe Słowa definiują argumenty (ważne dla łodzian), które są istotne dla myślenia o decyzjach, które mają być podjęte. Argumenty, które należałoby położyć na szali z tym co ma być nowe i zważyć. Bo nowe na ogół równa się nieznane i budzi podświadomy lęk. Jeśli się nowe oswoi może być lepsze. Ale trzeba oswoić i pozwolić zaakceptować.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-06-11 04:00
 Oceń wpis
   

Czy zastanawiamy się nad znaczeniem, symboliką krajobrazu miejskiego? Czytam sporo różnych opracowań socjologicznych oraz urbanistycznych i od pewnego czasu zastanawia mnie kontrast treści w tychże opracowaniach zawartych. Z jednej strony socjolodzy opisują wrażenia, uczucia, cytują zawarte w literaturze opisy różnych miast i miejsc. Z drugiej zaś w opisach inżynierskich o symbolice, znaczeniu nie ma prawie nic. W polskich opracowaniach pojawia się ład przestrzenny ale na ogół rozumiany jako porządek - czyli równe ustawienie, ujednolicenie zabudowy, a już niekoniecznie nadanie znaczeń. Sprawdzając stan badań na ten temat natknęłam się na niemało opracowań tego tematu dotyczących, między innymi doktorat Katarzyny Rutkowskiej z Politechniki Gdańskiej o semiologii urbanistyki, pracę Jacka Krenza Architektura Znaczeń, książkę Umberto Eco Symbolika Życia Codziennego, twórczość Christiana Norberga-Schulza, książki Leona Kriera.. (z opracowań dostępnych w języku polskim), sporo jest też na ten temat opracowań obcojęzycznych, ostatnio zresztą coraz więcej. Ale to opisane zjawisko ma niewiele wspólnego z praktyką projektową.

Przykładowo - i tak staram się to tłumaczyć studentom - w jaki sposób można poprzez odpowiednie zaprojektowanie ulicy osiągnąć oczywistość kierunku, w którym ta ulica prowadzi? Tak żeby ulica "mówiła" jaka jest oraz czemu służy. Bardzo łatwo odnaleźć odpowiedź na to pytanie rozważając jak kształtowano kiedyś aleje wjazdowe do posiadłości szlacheckich. Drogowskazy i reklamy nie były potrzebne - nieprawdaż?

Żeby myśleć w takich kategoriach trzeba najpierw zaakceptować fakt, że ulica ma prawo być inna niż przewidziana przepisami jej minimalna szerokość (dla drogi dojazdowej 10m, w tym 6 m jezdni oraz po dwa metry pobocza). Ze jedynym celem ulicy nie jest tylko i wyłącznie funkcja komunikacyjna (zresztą funkcja komunikacyjna też potrzebuje znaczeniowości ulicy dopasowanej do tejże funkcji, jeśli ta relacja jest zaburzona skutkuje to wypadkami). Że program użytkowy ulicy może być wzbogacony o drzewa, ścieżkę rowerową, szeroki chodnik. Że niektóre ulice mogą być węższe (choć wtedy formalnie nie można ich nazywać ulicami) oraz że ich krawędzie nie muszą być równoległe. Można też w niektórych specjalnych okolicznościach przewidywać w ramach ulic kanały z wodą, wzorem ulic Amsterdamu ( w przypadku miast szczególnie narażonych na zalewanie - jak np. Głowno).

Potrzebna jest świadomość rangi ulicy - korytarza, którą Le Corbusier ochrzcił mianem zbrodni. Tymczasem ulica wraz ze zlokalizowanymi wzdłuż niej budynkami, które ją zamykają - sprawiając że przestrzeń staje się określona, zdefiniowana - a więc dająca poczucie bezpieczeństwa - jest doskonałym teatrem dla społecznej aktywności jednostek. Pod oczywistym warunkiem że nie jest to ciąg tranzytowy, przenoszący bardzo intensywny ruch kołowy. W takich sytuacjach społeczny aspekt ulicy na ogół sprowadza się do możliwości potrąbienia sobie na innych, stania w korku tudzież zaliczenia ostrej sprzeczki z innym kierowcą, który akurat chce skręcać w prawo, a my tę możliwość chwilowo zabieramy. "Automobile c’est une instrument de deculturation" powiedział Henry Lefebvre i trudno odmówić mu racji, nie tylko w użytym tu znaczeniu.

W określonej przestrzeni ulicy zaspokojona zostaje nasza potrzeba identyfikacji, łatwo nam się zorientować i jesteśmy w stanie skoncentrować się na ciekawszych zajęciach - jak obserwacja innych. Jak słusznie zaobserwował Jan Gehl - obserwowanie innych jest dla użytkowników ulicy aktywnością szalenie atrakcyjną.

Niniejszy zachwyt nad tradycyjnym ulicznym wnętrzem miejskim pragnę zakończyć zaproszeniem na Święto ulicy. Jedno z wielu takich świąt, które w najbliższy weekend w Łodzi będą mieć miejsce. Święto ulicy organizowane w ramach Dnia Sąsiada to świetna okazja do tego aby się do sąsiadów uśmiechnąć. Można też pobawić się w ogrodnika, porysować kredą na chodniku. Ostatnio odkryłam tę przyjemność. Niesamowite są reakcje przechodniów na taką nieoczekiwaną aktywność.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-05-06 18:43
 Oceń wpis
   

Wybieram się na Konferencję Real CORP do Wiednia. Bardzo się na tę okoliczność cieszę jako że - tu muszę się pochwalić - całkiem nieoczekiwanie zostałam na tę konferencję zaproszona, ponieważ prowadzę grupę w serwisie FaceBook poświęconą urbanistyce. Grupa nosi nazwę Urbanism i jest nas już - co również uważam za ważne, jako że temat nadal pozostaje dość "niszowy" - ponad 1000 osób, z całego świata. Ostatnio większość gazet odnosi się do tego co się dzieje w serwisie FaceBook - więc mnie również wolno w ten sposób pisać.

To było i jest takie moje prywatne hobby oraz wyzwanie aby sprawdzić na ile gromadzenie w jednym miejscu internetowej wiedzy o urbanistyce może okazać się atrakcyjne. Co ciekawe - nie prowadzę tej grupy sama, jest nas kilkoro, zdarzają się całkiem interesujące dyskusje, a samo śledzenie co inni mają na takie tematy do powiedzenia bardzo zbliża i rozwija.

Skoro już tak piszę sama o sobie - to kupiłam sobie ostatnio biurko w Ikei. Niby nic a jednak nie umiem oprzeć się wrażeniu, że jest w tym coś skończenie absurdalnego. Nowowybudowana w Łodzi Ikea jest częścią kompleksu handlowego Port Łódź, zlokalizowanego przy drodze wyjazdowej w kierunku na Sieradz. Kompleks jest ogromny, tłumnie uczęszczany (choć nie tak tłumnie jak się budowniczym marzyło) i - jak to na ogół w przypadku takich obiektów bywa - całkowicie pozbawiony formy. Lokalizacja w dolinie rzeczki spowodowała, że IKEA powstała dużo później niż powstać miała. Bo - co uważam za słuszne i niestety prawdziwe - nie jest to najlepsze miejsce na taką inwestycję.

Wracając jednak do poruszanego zagadnienia - otóż, rzecz odrobinę trywializując: "stoi sobie blaszak w polu". Wewnątrz blaszaka upakowano tyle ile się upakować dało, nie zważając zbytnio na sposób i charakter ekspozycji ani też na to, żeby się to wygodnie zwiedzało. Innymi słowy - skala łódzkiego obiektu jest, łagodnie mówiąc, nieco zaburzona. I w tym całkowicie amorficznym, więcej chaotycznym otoczeniu - oferuje się czystą formę. Bo trudno na ogół mówić o meblach szwedzkiego producenta, że są bardzo wytrzymałe czy trwałe. Lub być może ja osobiście nie miałam szczęścia i zawsze trafiałam na mało trwałe egzemplarze. Natomiast co do formy - na ogół jest to ogromny atut tychże produktów. I dzięki designowi właśnie tak chętnie je kupujemy (o cenie nie wspominam - ale chyba nie tylko z tego powodu kupujemy w Ikei).

Pytań, które nasuwają się jeśli się nad tym tematem zastanowić może być wiele. Pierwsze z brzegu - dlaczego obiekt tak atrakcyjny i przyciągający tłumy nie został zlokalizowany tak aby kreować miasto, a nie je dodatkowo rozpraszać. Czyli skoro oferujemy formę - przyczyniajmy się do jej tworzenia. (Oczywiście zdaję sobie sprawę z zasad rządzących rynkiem, z cen gruntów w różnych częściach miasta etc. ale to nie wpływa znacząco na moje przekonanie o potrzebie kreowania wartości, jeśli je oferujemy na sprzedaż).

Kolejne pytanie - skoro handlujemy designem dlaczego nie oferujemy designu miejsca w którym handlujemy? Skoro chcemy korzystać z właściwego klientom gustu i zamiłowania dla urody przedmiotów powinniśmy czynić to tak, aby te gusta honorować i respektować, a nie im zaprzeczać? Jakieś to wszystko dla mnie niepojęte i do tego stopnia sprzeczne że aż niezrozumiałe.

Wpisuje się to niestety doskonale w charakterystykę, która mnie dość zabolała a którą Charles Laundry formułuje w odniesieniu do naszego sposobu budowania miast ostatnio. Naszego - czyli w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ostatnio - czyli w okresie określanym jako okres transformacji. Pisze on mianowicie o całkowitej "dominacji ekonomicznego podejścia" do kształtowania przestrzeni nad myśleniem w kategoriach estetycznych. I to zarówno w odniesieniu do formy miast, urządzenia przestrzeni publicznych jak i do formy budynków. Niestety ma rację. A że nieprzyjemnie się czyta o rodzimym braku kultury - bo jak to inaczej nazwać - w książce traktującej o kreowaniu miejskiej przestrzeni za pomocą kultury. Co można na taką krytykę powiedzieć? Kiedy się ta transformacja wreszcie skończy i wraz z nią zniknie uprawiedliwienie dla niszczenia ograniczonego dobra jakim jest przestrzeń, a mówiąc nieco mniej wzniośle - nasze otoczenie?

 

Tagi: ludzie, ikea, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-03-06 21:17
 Oceń wpis
   

Wiele się ostatnio mówi, pisze o potrzebie budowania miejskości w oparciu o kreatywność mieszkańców, o potrzebie stymulowania innowacyjności, o tworzeniu środowiska sprzyjającego kontaktom - bo to wspomaga innowacyjność. Mówi się również o tym, że te miasta odnoszą sukces, które potrafią przyciągnąć klasę ludzi mobilnych, innowacyjnych, wysokiej jakości specjalistów w swojej dziedzinie. Bo to sprzyja budowaniu miejskiego potencjału, bo tym charakteryzują się, o to zabiegają współczesne metropolie, etc. etc. Nie chcę być gołosłowną więc przytoczę wypowiedź - skądinąd niezwykle ciekawą - jednego z prekursorów myślenia o miastach jako inkubatorze innowacyjności - Charles'a Landry'ego.

No dobrze - tyle teorii. W praktyce "kreatywni" włodarze miast likwidują istniejące skwery i parki aby zadowolić nie mniej "kreatywnych" inwestorów. Inwestorów, którym się wydaje, że likwidując park zarobią bo ściągną więcej żądnych mieszkania w sprzyjającym środowisku bogatych, innowacyjnych i mobilnych przedstawicieli klasy kreatywnej. Tymczasem - nie wiem czy ślepi czy głusi czy też polegający na opinii niewłaściwych doradców - pomijają fakt, że owi kreatywni, mobilni i dużo zarabiający wolą mieszkać tam, gdzie za oknem mają skwer i nie doskwiera im bezpośrednie sąsiedztwo ruchliwej ulicy. Że sprzyjające środowisko - to właśnie ten skwer i przyuliczna zieleń.  Że osoby szukające miejsca zamieszkania - jeśli tylko ich na to stać (a to jest zdaje się brzydko mówiąc - target inwestorów) będą uciekać od hałasu i smrodu ruchliwych ulic, a zieleń te uciązliwości ogranicza i niweluje. Włodarze nie myślą o tym, że likwidując przestrzeń publiczną sprzyjającą kontaktom i pogarszając poprzez likwidację przyulicznej zieleni jakość życia w mieście (bo nie wiem czy zapomnieli lekcje w szkole podstawowej, gdzie uczono że rośliny w czasie fotosyntezy uwalniają tlen, a może nie uważali..) pozbawią siebie i innych wpływów z podatków od już obecnych w danym miejscu kreatywnych, mobilnych i dobrze zarabiających.

Jaka jest tego wszystkiego konkluzja i czemu o tym piszę. Ano dlatego, że kiedy mi zlikwidują skwerek za oknem i postawią apartamentowiec w miejsce istniejącej zieleni publicznej - to się przeprowadzę. Bo nie lubię spalin i hałasu samochodów, a drzewa skutecznie te uciążliwości minimalizują. Przeprowadzę się - bo mnie na to stać. Gdzie będę płacić podatki - ano tam gdzie mi będzie wygodniej. Nie będę się w swoich życiowych wyborach kierować altruizmem, sentymentem etc (przepraszam jeśli kogoś uraziłam) ale komfortem własnym i moich dzieciaków. Jak my wszyscy. Kto na tym straci a kto zarobi? To już nie mój problem. Czy to jest rzadko spotykany sposób myślenia - nie sądzę..

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-03-04 22:31
 Oceń wpis
   

Bardzo rzadko zdarza mi się cokolwiek polecać czy też reklamować. Jeśli to dzieje się to z pełnym przekonaniem. W ten właśnie sposób polecam książkę światowej sławy architekta i projektanta przestrzeni zewnętrznych profesora Jana Gehla - wykładowcę wielu uczelni w wym słynnej Kopenhaskiej Szkoły Architektury. Polecam gorąco - informacji w sieci sporo - szczególnie w związku z promocją która obyła się podczas Dnia Architekta na poznańskiej Budmie : http://www.nbi.com.pl/budma-2010-dzien-architektury/

Witryna wydawcy: http://www.architekturaibiznes.com.pl/start.php?opt=sprzedaz&type=ipw&pid=41

A dla zainteresowanych wywiad z autorem pochodzący z kultowego filmu Contested Streets:

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-02-02 00:34
 Oceń wpis
   

Goethe zachwycał się Via del Corso w wieku osiemnastym. W ocenie poety ulica zasługiwała na szacunek i uwagę do tego stopnia, że zmierzył ją krokami - liczyła 3500 kroków, nieco ponad 1625 metrów. Opisywał życie ulicy, najbardziej ożywione w niedziele, kiedy bogaci Rzymianie przechadzali się Corso w swoich powozach, etykietę znajdującą zastosowanie w jej wąskiej przestrzeni i ruch tłumu: widzów, koni, uczestników festiwalu podczas karnawałowego szaleństwa. Ożywionego tłumu w bardzo wąskiej przestrzeni najdłuższej prostej ulicy Rzymu. (Opis zaczerpnęłam z ksiązki Great Streets Allana B. Jacobs'a).


Via del Corso, źródło Google StreetView

Obecnie Via del Corso utraciła nieco z dawnej renomy, choć nadal jest to najsłynniejsza handlowa ulica Rzymu. Mieszcząca butiki znanych firm. I choć współczesne opisy nie są już tak entuzjastyczne nadal Via del Corso wraz z innymi zlokalizowanymi w pobliżu obiektami i miejscami współtworzy system charakterystycznych miejskich przestrzeni. Definiujących miasto, odpowiedzialnych za orientację i ...piękno.

Proste, długie ulice mają w miejskiej strukturze niejednokrotnie do odegrania ważną rolę. Zbliżoną do tej jaką odegrała opisana powyżej ulica. Są ważnym elementem orientacji. I mogą stać się centrum miejskiego życia.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-01-02 23:33
 Oceń wpis
   

Rozbawił mnie jeden z komentarzy pod wpisem na blogu dezeen design magazine. Wpis dotyczył projektu 100 mieszkań socjalnych które mają zostać zrealizowane w Paryżu w postaci trzypiętrowych budynków zgrupowanych wzdłuż centralnej pieszej aleji. Autorstwa francuskiego architekta Edouarda François - strona firmowa.


Wizualizacja projektu, źródło: http://www.treehugger.com/

Komentarz brzmiał what a fantastically innovative way to not actually design anything. Tymczasem projekt prezentujący absolutnie prostą, tradycyjną architekturę jest ciekawy dzięki zastosowanym rozwiązaniom urbanistycznym oraz dzięki kształtowaniu krajobrazu a przede wszystkim zieleni. W tym projekcie innowacyjnym ma być projekt ściany zieleni - o którym więcej np. tutaj.


Wizualizacja, źródło j.w.

Symptomatyczne są te komentarze. Oczekuje się od architektury oryginalności za wszelką cenę. Całkiem bez sensu. Szczególnie kiedy mamy do czynienia z mieszkaniami komunalnymi. Ich architektura może być bogata dzięki zastosowanym materiałom, ustawieniu, ukształtowaniu otoczenia. Zresztą zobaczcie sami. Mnie się bardzo podoba.

Poniżej pierwsze zdjęcia z realizacji. Źródło: http://www.treehugger.com/

 

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-12-29 15:04
 Oceń wpis
   

Lubię modernizm. Nawet bardzo. Zawsze przekonywały mnie współczesne formy budynków i argumentacja Loosa o zbędności ornamentu w architekturze.


Adolf Loos: "Dom bez brwi" w Wiedniu, źródło: http://www.phwien.ac.at

Lubię też twórczość Le Corbusier'a. Zwiedziłam sporo Jego budynków i bardzo mnie przekonują. Życie w jednostce marsylskiej jest całkiem sympatyczne - jeśli nie wierzycie możecie sami zobaczyć.

Zwróćcie przy tym uwagę proszę na staranność utrzymania obiektu - vide sposób konserwacji framug drzwiowych oraz froterowanie podłóg w hallach windowych.

Wczesne osiedla modernistyczne są genialnym miejscem do mieszkania. Weźmy np. takie osiedle Montwiłła-Mireckiego w Łodzi.


źródło: http://i204.photobucket.com

Sposób ustawienia niskich budynków, wewnętrzne dziedzińce, uroda architektury i bliskość zieleni - wszystko to tworzy świetne środowisko życia i tworzenia się relacji sąsiedzkich. Mówię o tym z całym przekonaniem bo mieszkałam w tym osiedlu kilka lat. Istotne znaczenie dla tworzenia przytulnej atmosfery ma również zróżnicowanie szerokości przejść i ulic, rozmieszczenie usług oraz co ważne i interesujące - ogrodzeń.

Jest cała masa osób które lubią modernistyczne osiedla o niewielkiej skali - takie jak np. łódzki Teofilów czy osiedle Radogoszcz Zachód. Z dużą ilością drzew, urządzeń osiedlowych, znów - o niewielkiej skali zabudowy. I z bliskością usług. Bo to są sympatyczne miejsca do życia. I to nawet wobec takiej sobie niekiedy jakości utrzymania zabudowy.

Sam Le Corbusier w zrealizowanym projekcie miasta odstąpił od wcześniejszych założeń teoretycznych proponujących wysokie wieże mieszkalne. Chandigarh  - nazywany też pięknym miastem - składa się z wielu wyodrębnionych jednostek dysponujących własną infrastrukturą, w tym infrastrukturą społeczną.

Formy zabudowy nie przytłaczają - potrafią za to zachwycać. Dbałością o detal, kolorystyką, formą, zestawieniem proporcji, harmonią. Dlatego znajdują swoich wielbicieli i są akceptowane.

Trudno akceptować rozwiązania chybione. Wykonane byle jak, z byle czego, nie konserwowane i zaniedbane. Przeskalowane. Produkowane masowo w fabrykach domów bloki, ustawione - jak to się wtedy mówiło - pod dzwig. Tak aby maszynie było wygodniej. Ludziom już niekoniecznie. Bez infrastruktury, bez usług. Albo osiedla dogęszczane niezgodnie z pierwotnym projektem. Konkluzja sama się nasuwa i jest całkiem oczywista - to co dobre broni się samo. Jedyna drobna uwaga - weryfikacja trwa dość długo i zazwyczaj sporo kosztuje.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-12-11 00:04
 Oceń wpis
   

Tegorocznym laureatem światowego festiwalu architektury została nieduża (zatrudniająca 8 osób) firma Peter Rich Architects z Republiki Południowej Afryki za budynek Mapungubwe Interpretation Centre.


Źródło: www.designboom.com

Nagrodzony projekt jest instytucją kultury służącą lokalnej społeczności. I jak wynika z wypowiedzi autora - podstawowym obszarem zainteresowań firmy jest praca dla lokalnych społeczności przy tworzeniu tego rodzaju obiektów. Tak aby wykorzystywać lokalne tradycje, wpisywać się w lokalny kontekst, uczyć się od lokalnej ludności..


Źródło: www.designboom.com

Centrum usytuowane jest u zbiegu rzek Limpopo i i Shashe w miejscu i dla upamiętnienia tradycyjnej lokalizacji miejsca lokalnego handlu. Usytuowanie na zboczu płaskowzgórza, otoczone przez naturalną dla tego obszaru roślinność to tylko niektóre z cech tej architektury. Sama konstrukcja wykonana z lokalnych materiałów, siegająca do lokalnych tradycji budowlanych urzeka prostotą form i umiejętnością wpisania w zastane otoczenie.


Źródło: www.designboom.com

Zapewne jak zwykle pozostanę tendencyjną ale urzekła mnie również wypowiedź projektanta budynku dotycząca powołania i misji architekta - projektującego nie dla "bogatych tego świata" ale również dla lokalnych społeczności i w tym odnajdującego swoje życiowe powołanie oraz zamiłowanie. Oszałamiająca jest taka skromność i bardzo się cieszę, że została nagrodzona. Oraz wezwanie skierowane przez autora do społeczności architektów aby "w szerszym zakresie służyć lokalnej społeczności".

2009 World Architecture Festival: World Building of the Year Award from The Architects' Journal on Vimeo.

A konkurencja była niebagatelna - bo np. taka - skądinąd świetny artykuł.

Źródło oraz więcej informacji o nagrodzonym obiekcie: http://www.designboom.com/weblog/cat/9/view/8082/peter-rich-architects-mapungubwe-interpretation-center-south-africa.html oraz http://www.worldarchitecturefestival.com/index.cfm


 

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-11-14 22:59
 Oceń wpis
   

Codziennie wieczorem czytam mojej trzy i pół letniej córce Mirze bajkę na dobranoc. Ostatnio kupiłam w tym celu szeroko reklamowaną i nagradzaną książeczkę pt. D.O.M.E.K. autorstwa Aleksandry Machowiak i Daniela Mizielińskiego. (Być może skrycie marzę, że mała pójdzie w moje ślady i też zostanie urbanistą... a co najmniej architektem :) ).


Źródło obrazka: merlin.pl

I powiem Wam szczerze - JESTEM PRZERAŻONA TĄ LEKTURĄ.
Owszem obrazki świetne, książka ciekawa i niektóre domki nam się z Majką (ona lubi jak się tak do niej i o niej mówi) podobają. Niektóre domki rzeczywiście nie wzbudzają mojego przerażenia ani odruchu agresji - bo są fajne, np. ten poniżej niebieski domek na dachu w Rotterdamie autorstwa firmy MVRDV:


Źródło zdjęcia: http://www.designws.com/

Niektóre jednak zdecydowanie właśnie takie odczucia wywołują i już tłumaczę dlaczego. Otóż są tam np. DOMKI NA PUSTYNI.. Albo DOMEK W SZWEDZKIM REZERWACIE PRZYRODY... Albo ..DOMEK NA DRZEWIE W LESIE.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest zapewne to, że autorzy książki - do której mimo wszystko odnoszę się z całym szacunkiem - bo jest rzeczywiście ciekawa, fajnie napisana i oby wszystkie książki dla dzieci traktowały swoich czytelników równie serio. Otóż autorzy książeczki nie wpadli na to jaką szkodę wyrządzają dzieciom wpajając im jako coś normalnego, że należy mieszkać w naturalnym środowisku, bo mieszkając w naturalnym środowisku powodujemy że przestaje ono być naturalne. Ludzie wcale nie mają potrzeby mieszkać na pustyni. Nawet jeśli pracują w domu to i tak muszą coś jeść, kupować różne rzeczy, produkują śmieci i ścieki, tudzież brudzą jeżdżąc samochodem, którym muszą codziennie np. zawieźć dzieci do szkoły. To jest bez sensu aby kreować modę na tego rodzaju dziwactwa. Bo w efekcie takiej kreacji nigdzie nie będzie już niedługo naturalnie, pięknie, krajobrazowo. Wszędzie będziemy mieć domki.

Ja mojemy dziecku tłumaczę że ten Pan, który chce mieszkać na środku pustyni to jest dziwny, a ten który chce mieszkać w lesie jest jeszcze dziwniejszy. Ale podejrzewam że jestem w tej materii wyjątkiem..

Tagi: dzieci, edukacja, kultura, urbanistyka, architektura


2009-11-09 19:21
 Oceń wpis
   

Tak trochę dla własnej przyjemności a trochę z ciekawości poszukałam jak wyglądają wejścia do metra. W różnych krajach i kulturach. Od dawna mnie ten temat fascynował, co jakiś czas w projektach studenckich pojawia się bowiem budka wejścia do przykładowo podziemnego parkingu albo czegoś innego co na powierzchni ziemi objawia się jedynie w postaci wylotu schodów. I ze względów użytkowych dobrze jeśliby do wnętrza nie lały się strugi deszczu. Nie ukrywam też że dodatkowo zainspirowała mnie do tych poszukiwań forma wejścia do stacji metra zaproponowana przez projektantów warszawskiej kolei podziemnej, o której pisze dzisiejsza Bryła, poniżej:


Wejście do metra na stacji Dworzec Wileński, źródło
bryla.pl

Zapraszam wobec tego na niewielki przegląd:


Wejście do metra w Bostonie, stacja Copley, źródło:
http://madhava.com/photo/boston2003/


Wejście do tokijskiego metra, źródło:
http://gojapan.about.com/


Wejście do paryskiego metra, źródło:
http://www.photaouf.com/


Wejście do metra na Wall Street w NY, źródło:
http://www.ronsaari.com/


Wejście do metra na Buchanan Street w Glasgow, źródło:
http://media-cdn.tripadvisor.com/

I chyba najsłynniejsza stacja metra na świecie, wejście na Piccadily Circus w Londynie:

Źródło: http://www.flickr.com/ autor Samie333

Tak się zastanawiam nad rolą jakości wizualizacji dla prezentacji projektu :). Oraz nad tym że takie wyjście/ wejście do/z metra to świetne miejsce, przez które codziennie przewija się masa ludzi. Połączenie pomiędzy dwoma systemami komunikacji, miejsce gdzie przenikają się dwa światy: podziemny i naziemny (koncept zaczerpnięty z K.Lyncha). Miejsce, gdzie stykają się dwie prędkości, dwie tożsamości: wielkiego miasta i podmiejskiego osiedla. Można taki węzeł doskonale wykorzystać kreując przestrzeń spotkań, wydarzeń , niekoniecznie tylko ruchu, czy jak to niekiedy bywa ucieczki...

Tagi: design, miasto, metro, mała, architektura


2009-10-25 22:59
 Oceń wpis
   

Tym razem nie o mieszkaniu w Łodzi lecz na łodzi.

Na forum http://www.airliners.net/aviation-forums/ znalazłam wpis takiej oto treści (pisownia oryginalna): "Inn a year or two I am going to have to decide on whether I want a house or a houseboat. Being in Florida I am split biased as each have their ups and downs. Now I do have experience living in both as my dad let me live one summer aboard his 32ft cruiser "Our Time." In addition I have been boating all my life but have lived in houses all my life. What would you do if you were in my shoes? For those wondering, a house boat can cost cheaper than a house if you get the right boat. Hunter"

W wolnym tłumaczeniu: "Za rok lub dwa zamierzam podjąc decyzję czy chcę mieszkać w domu czy na łodzi mieszkalnej. Będąc na Florydzie rozważam obie możliwości jako że każda ma swoje dobre i złe strony. Do teraz miałam okazję doświadczać mieszkania w obu wariantach jako że mój tato pozwolił mi zatrzymać się latem na pokładzie swojego statku "Our Time". Dodatkowo całe życie pływałam na łódkach ale - również całe życie -mieszkałam w domu. Co byście zrobili na moim miejscu? Dla tych którzy się zastanawiają: łódź mieszkalna potrafi kosztować mniej niż dom jeśli traficie na właściwą łódź. Hunter".

I co o tym sądzicie? Takie stawianie sprawy dowodzi oczywistego traktowania mieszkania w łodziach mieszkalnych jako czegoś całkowicie naturalnego. I rzeczywiście - proste wyszukiwanie ofert, od wynajmu poprzez zakup łodzi mieszkalnych to zarówno w Ameryce Północnej (szczególnie w części południowej) jak i w Europie zachodniej - dowodzi, że mieszkanie na łodzi przycumowanej gdzieś na stałe stało się zjawiskiem całkowicie naturalnym i oczywistym.


Amsterdam, łodzie mieszkalne - źródło: http://www.flickr.com/photos/

W Amsterdamie przycumowanych jest 2500 łodzi - mieszkalnych oraz wynajmowanych na różny okres czasu. Funkcjonują nawet wspólnoty mieszkańców łodzi, służące - jak to zwykle w takim przypadku - ułatwieniu zaspokajania potrzeb związanych z zamieszkiwaniem.


Barka w Warszawie - źródło: GW, Duży Format -  http://wyborcza.pl/1,75480,7170703.html

Jak to wygląda u nas? Do poszukiwań w tej materii skłonił mnie artykuł w Dużym Formacie GW o perypetiach sympatycznej pary młodych ludzi mieszkających na łodzi w Warszawie. Co ciekawe - łodzie mieszkalne są produkowane w Polsce - zapewne na eksport i to co najmniej w kilku miejscach. Na pewno w Gdyni i w Tomaszowie Mazowieckim. Czy ta moda ma szanse się przyjąć również u nas? Wtedy rodzima biurokracja będzie musiała dostosować przepisy do potrzeb osób, które chcą w ten sposób na co dzień funkcjonować. Póki co na próbę można się przespać na Motławie w hostelu Pepperland w Gdańsku.

Tak całkiem na marginesie - jeden z moich studentów otrzymał ostatnio ocenę bardzo dobrą za pracę klauzurową na temat Miasto przyszłości. W swojej pracy dowodził tezy, że miasta są już tak zatłoczone że kolejnym etapem urbanizacji będzie poszukiwanie możliwości mieszkania inaczej - między innymi na wodzie. Coś w tym jest...

Zastanawia mnie to zagadnienie również w kontekście rozważań na jakim etapie urbanizacji się obecnie znajdujemy. A to na marginesie bardzo ważnej książki, którą czytam od pewnego już czasu, a mianowicie The Urban Revolution wybitnego socjologa francuskiego który zajmował się zagadnieniami urbanizacji Henry'ego Lefebvre'a.

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-09-26 16:01
 Oceń wpis
   

Odczuwanie architektury. Bardzo lubię tę książkę. Pamiętam kilka lat wstecz jak leżąc na trawie w gorące letnie popołudnie się nią (niemal) delektowałam. Podobnie jak Steen Eiler Rasmussen delektuje się architekturą. Przestrzeń miejska, architektura, krajobraz to nie tylko to co dostrzegamy zmysłem wzroku. To co widzimy jest jedynie fragment postrzeganej przez nas rzeczywistości. Cała masa wrażeń dociera do nas zmysłem węchu, słuchu i wreszcie dotyku. Nawet zmysł równowagi ma tu sporo do powiedzenia.

To pewnie banalne, ale miałam olbrzymią potrzebę tak właśnie nazwać swoje odczucia po lekturze obszernego tekstu zamieszczonego przez GW na temat remontów posadzek w Krakowie: Co o mieście mówi jego podłoga?


Źródło: GW, wymieniony powyżej artykuł

Jak ważne jest zachowanie lokalnego charakteru miejsca poprzez utrzymanie ciągłości kształtu i materiału nawierzchni. To poprzez podłogę dotykamy miejsca, chodząc mamy szansę odczuć jego specyfikę. Zmiana jej nawierzchni i ukształtowania powoduje nieodwracalne zmiany w krajobrazie. Brak dbałości o ten jakże ważny a niedoceniany fragment naszego otoczenia powoduje.. i co znów mam powiedzieć, co powoduje? Troszkę już mnie męczy to narzekanie. Pamiętam z lektury Kevina Lyncha Image of the City jak dużą wagę w odbiorze przestrzeni centralnych miejsc Bostonu odgrywała ceglana nawierzchnia chodników. Z jaką pieczołowitością na ten właśnie element pytane osoby zwracały uwagę.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, architektura, odczuwanie


2009-08-27 09:51
 Oceń wpis
   

Jak się okazuje sentymenty mają swoją cenę. Cóż bowiem innego jak nie ulotne poczucie tradycji miejsca, unikalność oraz autentyzm powoduje że najwęższy budynek Nowego Jorku wystawiony jest do sprzedaży za cenę znacznie przewyższającą średnią wartość nieruchomości w tym mieście. Na pewno nie jest to wygoda ani przestronność - bo trudno o nich mówić w przypadku budynku o szerokości 2,7 m. Głębokość domu - 12,8 m powoduje że zapewne pomieszczenia w środku traktu są słabo doświetlone. Budynek nie zwraca uwagi raczej skromnym opracowaniem ceglanej elewacji. Nawet parter położony jest niżej niż u sąsiadów.


Źródło zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/missdju/119521788/

Adres troszeczkę jak z opowieści o Harrym Potterze - Bedford Street 75 1/2. Budynek zajmuje wcześniejsze przejście piesze - stąd zarówno szerokość (czy raczej wąskość) posesji jak i nietypowa numeracja. Niegdyś mieszkały tu poetka Edna St. Vincent Millay oraz antropolożka Margaret Mead wraz z siostrą i jej mężem Williamem  Steig'em - rysownikiem. W końcu XIX wieku produkowano tu i sprzedawano świece.

Uchodzący za architektoniczną ciekawostkę budynek został wzniesiony w 1873 roku i jest najstarszym budynkiem przy ul. Bedford, w artystycznej niegdyś dzielnicy Nowojorskiego Manhattanu Greenwich. W 1923 roku nowojorska artystka Millay (znana pod pseudonimem "Vincent") i jej mąż - importer kawy Eugen Jan Boissevain zatrudnili architekta Ferdinanda Savignano celem renowacji budynku. Z tego okresu pochodzi świetlik dachowy oraz wykończenie szczytu budynku w stylu duńskim, co miało nawiązywać do duńskich korzeni inwestora. Wcześniejsze elewacje utrzymane były w stylu włoskiego klasycyzmu.

W centrum znajduje się spiralna klatka schodowa łącząca trzy kondygnacje budynku i rozdzielająca dwie części pokoju dziennego na pierwszym piętrze. Pod wąskimi schodami znajduje się niewielka garderoba. Miniaturowa kuchnia i łazienka ledwo pozwala na zaspokojenie przypisanych im funkcji.

Do domu przynależy wąski pasek ogrodu na tyłach - jednak międzysąsiedzkie porozumienie pozwala na korzystanie z całości nie ogrodzonego terenu zieleni w przypadku większych imprez.

Cena wywoławcza budynku to - bagatela - 2,7 mln dolarów (7,8 mln zł). Tak pragmatyczni nowojorczycy wycenili sentymenty.

Informacje zaczerpnięte z: thevillager.com oraz z gazeta.pl

Tagi: nieruchomości, architektura


2009-02-15 22:08
 Oceń wpis
   

Do napisania tego postu zainspirowała mnie lektura artykułu Briana Cooper'a zamieszczonego w www.consumerelectronicsnet.com na temat prywatności i naruszaniu tejże przez Google Street View. Aplikacja Google - Street View - pozwala użytkownikom oglądać widoki ulic i ich otoczenia. Od swego uruchomienia w maju 2007 roku program generuje liczne kontrowersje związane z naruszeniem prywatności mieszkańców fotografowanych nieruchomości. W niektórych przypadkach sprawy trafiają na drogę sądową. Z różnych przyczyn - choć jak wnioskuję z lektury artykułu - najczęściej jest to łagodnie rzecz ujmując - niefrasobliwość fotografów.

Architektura zaliczana jest do kategorii sztuki permanentnej, podobnie zresztą urządzenie posesji. Wyjaśniając rzecz najprościej jak to możliwe - od oglądania widoku budynków i ich otoczenia powoływanych do życia na życzenie prywatnych inwestorów nie możemy się uwolnić. Czy twórcy aplikacji Street View naruszają prywatność? Zapewne do pewnego stopnia owszem. W mojej ocenie dzieje się tak jednak wyłącznie w przypadkach, kiedy wchodzą w granice obszaru stricte prywatnego. Być może również powinni informować mieszkańców o fakcie wykonywania zdjęć, tak aby ci mogli się do tego przygotować - pozamykać okna stanowiące potencjalną drogę wejścia dla złodziei, schować cenne przedmioty, etc.

Jednak czy spacerując tą samą ulicą w świecie rzeczywistym - nie wirtualnym - naruszamy prywatność? Zdecydowanie nie! Przytoczony artykuł uświadamia jak bardzo kwestie wszechobecnej inwigilacji, obserwacji z poziomu świata wirtualnego przyczyniają się do wyostrzenia zjawisk obecnych już wcześniej ale nie dostrzeganych. Dopiero zwiększenie potencjalnego grona podglądaczy za sprawą otwarcia dostępu z poziomu wirtualnego stał się dla właścicieli oglądanych nieruchomości problemem.

A przecież możliwość oglądania budynków (pod warunkiem braku wysokiego, pełnego ogrodzenia) była dostępna zawsze. Zawsze też właściciele nieruchomości przyczyniali się do kształtowania krajobrazu ulicy, codziennego krajobrazu miasta. Dbałość o własne podwórko oraz umiejętność dopasowania własnych aspiracji, upodobań estetycznych i gustów do potrzeb kształtowania otoczenia, w którym mieszkamy nie jest - jak się nagle okazało z całą mocą - jedynie i wyłącznie prywatną sprawą pojedynczej osoby, rodziny, czy inwestora. Jest sprawą, która dotyczy nas wszystkich. Wszystkich, którzy skazani jesteśmy na to aby czyjś bałagan - lub porządek - oglądać.

Na koniec - ciekawostka: walka samurajów utrwalona w Google Street Views.

Oraz ulice Rzymu - mnie te obrazki niesamowicie urzekły... Prawdziwa uczta dla oka!

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-02-09 23:18
 Oceń wpis
   

Spłonął budynek Mandarin Oriental Hotel wchodzący w skład kompleksu siedziby Central China Television w Beijing w Chinach. Jak donosi Reuters przyczyną pożaru były najprawdopodobniej fajerwerki odpalane w całym mieście dla uczczenia Lantern Festival - obchodów Lunar New Year . Dokładna przyczyna pożaru nie jest jak dotąd znana. Wysokie na 20-30 stóp płomienie wystrzeliły z budynku hotelu zlokalizowanego na północ od charakterystycznej wieży CCTV projektu światowej sławy duńskiego architekta Rema Koolhas'a. Sama wieża telewizji pozostała nietknięta.
Hotel miał być oddany do użytku latem tego roku. Zgodnie z oficjalnymi doniesieniami pożar nie użytkowanego budynku nie przyniósł ofiar w ludziach.


Źródło: http://www.huffingtonpost.com/2009/02/09/cctv-building-on-fire-ico_n_165186.html

Oficjalna strona sieci hoteli Mandarin: http://www.mandarinoriental.com/beijing/

Doniesienia o pożarze w Gazecie Wyborczej: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/51,80277,6252913.html?i=1

Jakiś czas temu pisałam o tym między innymi budynku..  Fatum?

 

Tagi: pożar, katastrofy, Azja, olimpiada, architektura, hotel


2009-01-09 08:55
 Oceń wpis
   

Uporządkowanie skweru Herberta Hoovera - zaniedbanego dotychczas, najszerszego fragmentu Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, pomiędzy pomnikami Adama Mickiewicza i Matki Boskiej Pasawskiej jest niewątpliwą zaletą najnowszego projektu na przestrzeń publiczną Stolicy autorstwa firmy Jems Architekci.

Pomysłowy detal, inspirująca przestrzeń samego placu ograniczonego kamiennymi ścianami wszystko to cieszy oko i chciałoby zachwycać.


Zdjęcia powyżej: Małgorzata Kijak-Olechnicka, źródło: http://architektura.muratorplus.pl/realizacje/nowosci/skwer-hoovera,166_7306.htm

Przeszkadza niewysoka forma parterowego pawilonu zadaszona miedzianymi siatkami, a kryjąca w swym wnętrzu wejście do znajdujących się pod ziemią sal wystawowych i restauracji. Próba wpisania dachu w zastany i projektowany układ kamiennych murów (przykro mi to stwierdzić) okazała się nie trafiona. Powstał budynek - czy też niestety parterowy barak zasłaniający doskonale skomponowane formy architektury historycznej. Szkoda że zabrakło odwagi zastosowania formy kontrastującej nie tylko materiałem ale również kształtem. Czegoś na kształt wejścia do paryskiego Luwru.


źródło: www.paris-france-vacation.com

 

Tak wyglądała wizualizacja projektu zaczerpnięta z witryny sztuka-architektury.com:

Ciekawa jestem Państwa opinii na ten temat. Jest to przecież jedna z bardziej prestiżowaych inwestycji w Warszawie w ostatnim okresie. Stąd zapraszam do udziału w mini sondażu - dostępnym z lewej strony.

Tagi: kultura, warszawa, miasto, urbanistyka, architektura


2008-08-10 17:31
 Oceń wpis
   

Czy niska cena projektów architektonicznych jest równoznaczna ze złą jakością architektury? W większości przypadków niestety tak. Czy niska cena projektów urbanistycznych jest równoznaczna z niską jakością planów?

Niestety koszt opracowania ma wpływ na jego poziom chociażby zmuszając autorów do skrócenia czasu przeznaczonego na dany projekt, do wykonywania kilku projektów równocześnie, a wreszcie do rezygnacji z zatrudniania w pełnym wymiarze fachowców odpowiedzialnych za poszczególne branże. Dlaczego wobec tego cena jest jedynym kryterium w większości przetargów na projekty miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i studia uwarunkowań w większości jeśli nie we wszystkich gminach w Polsce? Pytanie z pozoru wydaje się retoryczne. Poszukując odpowiedzi na pytanie o złą jakość polskiej przestrzeni warto również takie pytanie sobie postawić.

∑ Wykonywanie zawodu architekta polega na współtworzeniu kultury przez projektowanie architektoniczne obiektów budowlanych, ich przestrzennego otoczenia, nadzorze nad procesem ich powstawania oraz na edukacji architektonicznej. ∑ Architekci szanują w swej twórczości wartości zastane, dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe, dbają o ich zachowanie i rozwój. Dążą do podnoszenia jakości życia i zamieszkiwania oraz jakości środowiska i otoczenia w sposób nienaruszający ich równowagi.

Na podst. ustawy o samorządach zawodowych architektów, inżynierów budownictwa oraz urbanistów (art. 2) i zasad etyki zawodu architekta(reguła 2.1).

Źródło: www.rp.pl

Tagi: miasto, architektura, estetyka


2008-04-21 07:58
 Oceń wpis
   
"Na naszych oczach znika fabryczna Łódź. Inwestorzy rozbierają fabrykę po fabryce, bo łatwiej rozebrać i postawić na pustym placu coś nowego niż rewitalizować i modernizować stare budynki. Łódź przestanie być wyjątkowym miastem z unikalną XIX-wieczną poprzemysłową architekturą.

Czarne chmury wiszą nad fabryczną Łodzią. Z powodu lenistwa, braku wyobraźni i zaniedbania tylko w ostatnich tygodniach zniszczono bezcenne zabytki architektury przemyslowej.

* Nie ma już przepięknej fabryki Biedermanna przy parku Helenów





* Zniszczono niewielką fabryczkę Pereca Marguliesa i Dawida Wolmana przy ul. Rewolucji 1905 69.




* Zaczęto wyburzać browar Anstadta przy ul. Sędziowskiej,





* Dramatyczny los spotkał budynek straży pożarnej przy ul. Sienkiewicza 54. Remiza spłonęła i nadaje się do rozbiórki, a strażacy są przekonani, że pożar był efektem podpalenia.

Skandal i barbarzyństwo

Historia niszczenia przędzalni Biedermanna i browaru Anstadta są do siebie podobne. W obu przypadkach łódzki magistrat wydał pozwolenie na ich wyburzenie. Obie nieruchomości Wojciech Szygendowski, wojewódzki konserwator zabytków zaczął wpisywać do rejestru zabytków. Władze Łodzi zgodę na wyburzenie browaru wydały już po rozpoczęciu działań konserwatora, a nie powinny tego robić. To żenujące, że instytucje, których siedziby dzieli 100 metrów nie potrafiły porozumieć się w tak ważnej kwestii. Wystarczyłby jeden telefon i zabytek nie zostałby częściowo zniszczony! Ile jeszcze takich pozwoleń na wyburzenie symboli przemysłowej historii miasta czeka na podpis urzędnika w jednym z pokoi łódzkiego magistratu? Nie wiadomo, bo takich informacji nie udzielają.

Prezydent Jerzy Kropiwnicki zapisze się na kartach historii miasta również tym, że w czasie jego dwóch kadencji z krajobrazu Łodzi bezpowrotnie zniknęły symbole jej przemysłowej potęgi - imponujące tkalnie i przędzalnie, unikalne elektrownie, stare browary.

- W ciągu ostatnich lat wyburzono więcej zabytkowych budynków niż w ciągu całego PRL. To skandal i barbarzyństwo! - grzmi architekt Marek Janiak.

Przykłady, że Janiak ma rację: * wyburzona została wspaniała secesyjna elektrownia przy al. Politechniki. * zmieciono z powierzchni przepiękny kompleks Norbelany między al. Mickiewicza i ul. Żwirki. * rozebrano stary komin przy al. Rydza-Śmigłego. * zniknęła przedwojenna fabryka przy ul. Dąbrowskiego, w której mieściły się zakłady dziewiarskie Pafino. * w katastrofalnym stanie jest dawna hala Unionteksu, w której w 1987 roku był Jan Paweł II.

W 2003 r. wygasł plan zagospodarowania przestrzennego Łodzi i z dnia na dzień straciły ochronę zabytki będące w gminnej ewidencji. Nowe miejscowe plany - przez zaniechanie, a może zaniedbanie - dotąd nie powstały. To właśnie luka w prawie pozwala inwestorom na bezkarne działania. Niedługo zamiast chwalić się unikalnym w skali światowej kompleksem poprzemysłowych budynków, pokażemy tylko pocztówki i książki o fabrycznej Łodzi. I wygląda na to, że NIKT nie poczuwa się za to do odpowiedzialności. Zawsze kończy się tak samo: - Te obiekty nie były w rejestrze zabytków. Zrobiliśmy to zgodnie z prawem - mówią wyburzający, a ich przedstawiciele grożą dziennikarzom sprawami sądowymi za pisanie o tym.

- Wyraziliśmy zgodę na rozbiórkę, bo nie mieliśmy innego wyjścia - tłumaczą się urzędnicy. - Nic nie dało się zrobić - bronią się konserwatorzy zabytków.

Dlaczego służby konserwatorskie nie chronią architektury poprzemysłowej, która jest największym bogactwem Łodzi? Dlaczego prezydenci i radni nie walczą z inwestorami o to, żeby zachowali tożsamość miasta? Dlaczego nie słychać zgodnego głosu środowiska architektów, że nie pozwalają wyburzać fabryk? Może jedynym wyjściem jest przykucie się do burzonego zabytku i robienie hałasu i krzyku, bo inaczej nikt nie usłyszy?!

Zróbcie coś!!!!

Panie Prezydencie. Panie i Panowie Konserwatorzy, Panie i Panowie Radni. Oczekujemy, że za każdym razem kiedy dowiecie się, że ktoś próbuje odebrać nam to, co mamy najcenniejsze, będziecie krzyczeć, a nie milczeć. Bo waszą sprawą jest bronić interesów łodzian i Łodzi, a nie inwestorów! Od kilkunastu lat europejskie miasta chuchają i dmuchają na stare fabryki, adaptują je i udostępniają turystom jako atrakcję. W Łodzi mamy fabryki, jakich nie ma już nigdzie indziej na świecie.

Są sposoby ratunku łódzkich zabytków. Trzeba zobowiązać inwestorów do adaptacji budynków. Można to zrobić, jeśli dawne fabryki zostaną wpisane do rejestru zbytków, albo będą opracowane miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Wtedy wszystkie działania na tych budynkach (malowanie, remonty, rozbiórki), będą wymagały akceptacji wojewódzkiego lub miejskiego konserwatora zabytków. Z kolei zabytki wpisane do tzw. ewidencji wojewódzkiej mają częściową ochronę. Każde uszkodzenie, zniszczenie, a nawet zmiany dotyczące stanu prawnego należy zgłaszać do konserwatora.

A teraz jest tak, że jedna decyzja urzędnika pozwala usunąć z powierzchni ziemi zabytek, który wpisał się w krajobraz miasta. Zdarzało się, że urzędnik nawet nie pofatygował się pod wskazany adres, żeby sprawdzić co zostanie wyburzone. Tak było z secesyjną elektrownią przy al. Politechniki i fabryką przy ul. Kamińskiego.

Szczycimy się przemysłową przeszłością, ale miasto nie ma żadnej strategii pielęgnowania jej. Inwestorzy robią co chcą, a nadzór budowlany ich nie pilnuje.

Pogrzeb przed magistratem

W sobotę pod siedzibą magistratu został zorganizowany symboliczny pogrzeb. Grupa Pewnych Osób "pochowała" fabrykę Roberta Biedermanna, którą dziesięć dni wcześniej niemal doszczętnie zburzyli właściciele. Nie zawiadomili o swoich zamiarach Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, a powinni, ponieważ konserwator zaczął wpisywać fabrykę do rejestru zabytków, aby nie dopuścić do jej rozbiórki.

W południe przed pałacem przy ul. Piotrkowskiej 104 kilkunastu żałobników odegrało pogrzebową muzykę, zapaliło świeczki i zabiło deskami trumnę ze szczątkami przędzalni, która stała przy parku Helenów. - Rzym ma Koloseum, Paryż ma wieżę Eiffla. Na pewno są starsze i piękniejsze zabytki niż łódzkie fabryki. Łódź została zbudowana mniej więcej 100-150 lat temu i jedyne co mamy jako nasze dziedzictwo kulturowe, naszą spuściznę tego szczególnego miasta to fabryki. Dlatego wyrażamy sprzeciw wobec bezmyślnemu ich niszczeniu. Urzędnicy nie potrafią zrobić nic, żeby powstrzymać inwestorów chcących postawić w tym miejscu blaszany supermarket - mówił na "pogrzebie" Michał z GPO. To początek społecznych protestów."

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, autorki Aleksandra Hac, Joanna Podolska


 

Wyburzona ma zostać również słynna tkalnia w której Jan Paweł II spotkał się z łódzkimi włókniarkami. I to pomimo olbrzymiej wartości historycznej i symbolicznej obiektu..



Gdzie w tym wszystkim myślenie w kategoriach ekonomii, którego nie brakowalo  przykładowo inwestorom łódzkiej Manufaktury? Gdzie szacunek dla tożsamości miejsca, kultury?

Źródła ilustracji: Gazeta Wyborcza Łódź, Gazeta.pl Fotoforum, historiefabryczne.toya.net.pl







Tagi: kultura, społeczeństwo, Łódź, architektura


2008-04-13 03:25
 Oceń wpis
   
W Pekinie z okazji igrzysk powstaje szereg nowych budowli. Ku chwale reżimu.
Postawione w tytule pytanie budzi emocje. Czy projektowanie dla państwa totalitarnego reżimu jest uczciwe i etyczne? Czy architektura to po prostu biznes czy również odpowiedzialność? I dokąd sięgają granice owej odpowiedzialności?

Do najsłynniejszych obiektów należą siedziba stacji telewizyjnej CCTV projektu Rema Koolhaasa i Ole Scheerena, Stadion Narodowy w Pekinie zaprojektowany przez Jacquesa Herzoga i Pierre'a de Meurona, czy oddane już do użytku budynek Pływalni Olimpijskiej - Aquacube i Terminal 3 Portu Lotniczego autorstwa Normana Fostera.


projekt siedziby CCTV , źródło: arcspace.com


Stadion Narodowy w Pekinie - wizualizacja , źródło: Twornica.eu


Budynek Pływalni Olimpijskiej, źródło: sport.pl


Terminal 3 Portu Lotniczego autorstwa Normana Fostera, źródło: bryła.pl

Od momentu wybuchu powstania w Tybecie wielkie sławy świata architektury do których należą: Wolf Prix, Daniel Libeskind czy Christoph Ingenhoven apelują o bojkot chińskiego inwestora. Są też tacy, którym projektowanie dla reżimu nie przeszkadza. Otwarcie deklaruje to Albert Speer - syn Alberta Speera - wielkiego budowniczego Niemiec hitlerowskich.

Z artykułu Hanno Rauterberg'a "
Nawet najgorszy despota może zrobić dla świata coś pożytecznego. Ma władzę, pieniądze, najczęściej odczuwa też wielką potrzebę zapisania się w historii ludzkości. Spełnia więc wszelkie warunki, których wymaga się od doskonałego budowniczego. Bez ingerencji tyranów i dyktatorów dziedzictwo kultury światowej bardzo by zubożało. Nie moglibyśmy podziwiać egipskich piramid, rzymskiego Koloseum ani francuskiego Wersalu. A w Chinach nie powstałyby wszystkie ekstrawaganckie budowle, które dziś nadają temu państwu wyjątkowo kosmopolityczny charakter.

Tak niezależnie, szybko i potężnie jak w Państwie Środka nie buduje się nigdzie na świecie. Dlaczego więc niektórych architektów gryzie sumienie, gdy przyjmują zlecenia z Pekinu? Chiny chcą się zmieniać, chcą się otworzyć, a rozwój architektoniczny może tylko przyspieszyć zachodzące w tym kraju przemiany. Właśnie w ten sposób myślało wielu z nas - do czasu, gdy usłyszeliśmy tragiczne wiadomości z Tybetu. (...)

Skąd biorą się te wszystkie moralne wątpliwości? Jeśli trzeźwo spojrzymy na całą sprawę, dojdziemy do wniosku, że architekt to biznesmen, który po prostu prowadzi swój interes. Nie handluje bronią ani narkotykami, ale sprzedaje własne projekty - tak jak sprzedaje się samochody czy wyroby jubilerskie. Nikt od producenta samochodów ani od jubilera nie oczekuje przecież, że ten zacznie nagle mieć wyrzuty sumienia z powodu pieniędzy zarobionych na handlu z Chinami czy innymi autokratycznymi państwami. Dlaczego więc mamy oczekiwać tego od architektów?

Najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest prawdopodobnie fakt, że budynek to jednak coś zupełnie innego niż luksusowy samochód czy droga biżuteria. Wszystkie te trzy elementy mogą być ozdobą wielkiego władcy, każdy z nich jest symbolem władzy. Lecz tylko o architekturze możemy powiedzieć, że znaczy coś dla ogółu, a jej egzystencji nie można sprowadzić tylko do zaznaczenia wysokiej pozycji jednostki w hierarchii społecznej. Architektura zaopatruje kraj nie tylko w pomieszczenia użytkowe, ale również tworzy codzienną rzeczywistość. Wypełnia sensem wizualny obraz państwa. Jest fundamentem, podporą, filarem obowiązującego systemu. I chociażby z tej przyczyny - jak twierdzą wzywający do bojkotu - żadnemu architektowi nie wolno zlekceważyć ustroju, dla którego pracuje.

Jednak również architekci-buntownicy mają problem z wyznaczeniem dokładnej granicy, bo tak naprawdę chyba żaden z nich nie potrafi określić, w którym momencie ich praca zaczyna wykraczać poza ramy tego, co słuszne. Kiedy architekt staje się współwinny? Czy wolno projektować dla na wpół demokratycznej Rosji? A dla autokratycznych Emiratów Arabskich? Czy przyjąć zlecenie ze Stanów Zjednoczonych nie zważając na więzienie w Guantánamo? Czy - polemizując - architekt powinien najpierw skontaktować się z Amnesty International, zanim zgłosi się do zagranicznego konkursu? Jak widać również w przypadku architektury kwestia moralności jest niezwykle zawiła.

Bardzo trudno jest też znaleźć odpowiedź na pytanie, kiedy i w jakich okolicznościach architekt rzeczywiście zaczyna odgrywać rolę poplecznika i gloryfikatora władcy. Czy dopiero wtedy, gdy wzniesie dyktatorowi pomnik? A może wystarczy zbudować w jego kraju most lub drogę?

Kalkulacje Pekinu są klarowne - strojąc się w awangardę rząd pragnie zademonstrować swoje otwarcie na świat. Najwspanialsze budowle na ziemi powstają dziś właśnie w stolicy Chin i wszyscy koniecznie muszą to zobaczyć.

Architektom można by więc rzeczywiście zarzucić, że nowy stadion pomaga ukryć nieprawości państwa za architektoniczną kokieterią lub że projekt drapacza chmur CCTV to wyraźny znak otwarcia na świat stacji telewizyjnej, która w rzeczywistości napędza machinę chińskiej propagandy i od początku powstania w Tybecie rozgłasza o nim same kłamstwa. W każdym razie każdy, kto stawia architekturze takie zarzuty, umniejsza jej rolę. Czyni z niej sługę, który spełnia wszelkie zachcianki władcy i ostatecznie staje się odbiciem jego siły i potęgi. Podążając tym tokiem myślenia doszlibyśmy do wniosku, że architektura to tylko kulisy, scenografia, na tle której wielki władca odgrywa swoją życiową rolę.

Jednak dobra architektura to coś więcej. Architektura w najlepszym wydaniu ocieka metaforycznym znaczeniem, a jej siła oddziaływania jest tak ogromna, że przytłacza zamiary panującego. Jest zarówno użytkowa, jak i uduchowiona. Z jednej strony służy władzy, a z drugiej sprytnie się jej wymyka.

Zarówno stadion olimpijski jak i budynek telewizji ukazują tę dwojaką naturę architektury. Mogą one, co prawda, nadać państwu trochę splendoru, ale nigdy nie będą ślepo hołdowały poczynaniom chińskiego rządu. Obydwie budowle nie mają jednoznacznej wymowy, a Pekin w ostatnim czasie nie cieszy się powszechnym szacunkiem na świecie. Wiele osób twierdzi, że nowe obiekty za bardzo odchodzą od chińskiej tradycji. Ich moc oddziaływania jest zbyt nikła, aby potwierdzić wyobrażenie Państwa Środka o samym sobie, nie mają siły wznieść się ponad współczesną rzeczywistość. Projekty te poszukują raczej nowych form wyrazu dla "kolektywnego ja". I ten, kto wierzy, że pomieszczenia, obrazy czy formy architektoniczne w ogóle mogą mieć jakikolwiek wpływ na naszą wizję świata, będzie widział w każdej budowli coś więcej niż tylko tło dla władzy.

Jednakże wciąż zbyt mało wiemy o tym, jak architektura oddziaływuje na człowieka. Jakie uczucia w nas wyzwala? W jaki sposób wpływa na nas? Byłoby więc absurdem, gdyby architekci przestali rozpatrywać propozycje z punktu widzenia etyki i ślepo przyjmowali każde dyktatorskie zlecenie. Nawet jeżeli projekt miałby ogromną wartość artystyczną, nic nie usprawiedliwi budowy mauzoleum dla tyrana czy więzienia dla więźniów politycznych. Architektura sama w sobie nie jest bowiem jeszcze sztuką, jest też celem. Pozostaje ściśle powiązana ze społeczną rzeczywistością i w żaden sposób nie może przed nią uciec. Ten stan rzeczy sprawia więc, że jest ona czymś przerażającym, ale też pięknym."
Źródło: Die Zeit, za Gazeta Wyborcza


Wizualizacja zwycięskiego projektu w rozstrzygniętym niedawno konkursie na Shenzhen International Airport Terminal 3, autorzy Massimiliano i Doriana Fuksas, źródło: dezeen.com

Gazeta Wyborcza przeprowadziła sondę dotyczącą opinii na temat: Czy słynni architekci powinni projektować dla Chin. Większość odpowiedzi była negatywnych. Jak powinni się Waszym zdaniem zachować twórcy tego projektu?
Tagi: chiny, kultura, społeczeństwo, etyka, tybet, architektura


2008-04-11 18:05
 Oceń wpis
   
Niecodzienne podejście do tematu prezentacji nowoczesnej architektury odnajdziemy w filmie autorstwa Ila Bêka i Louise Lemoine Koolhaas Houselife.

Twórcy filmu, miast koncentrować się - jak to zwykle bywa - na prezentacji budynku, jego konstrukcji oraz wirtuozerii projektu, pozwolili widzowi zajrzeć w intymny świat codziennych czynności związanych z utrzymaniem domu
.


Koolhaas Trailer od wes na Vimeo.

Główną postacią jest gosposia Guadalupe Acedo, a dramaturgia koncentruje się wokół wykonywanych przez nią i innych pracowników czynności.



Jak każdy dom La Maison a Bordeaux projektu Rema Koolhas'a jest miejscem różnych codziennych aktywności, z całym związanym z nimi chaosem i ciągłymi zmianami.



Zlokalizowana na wzgórzu rezydencja składa się z trzech położonych jeden drugim prostopadłościanów. Sercem budynku jest zlokalizowana w jego centralnej części winda łącząca trzy poziomy. Winda, a właściwie platforma poruszająca się pomiędzy piętrami pozbawiona windowego szybu.

Poniżej kilka ujęć z filmu pochodzących z włoskiego czasopisma Abitare





Dalsze informacje o filmie można znaleźć w witrynie BekaFilms
Dalsze informacje o słynnym budynku w Bordeaux




Zródła: BekaFilms , BekaBlog , Abitare , CoolBoom
Tagi: film, kultura, społeczeństwo, francja, architektura


2008-04-07 01:08
 Oceń wpis
   
Jean Nouvel został laureatem tegorocznej Nagrody Pritzkera - najbardziej prestiżowej nagrody architektonicznej na świecie. Komentarz może być tylko jeden: nareszcie!

Ogromny dorobek Nouvel'a - nazywanego poetą nowych technologii - stanowi kwintesencję współczesności. W swoich dziełach architekt odchodzi od powielania istniejących schematów a rezultaty - doskonale wpisujące się i współgrające z otoczeniem - każdorazowo stają się źródłem nowych wartości.



Z bogatego zbioru informacji dotyczących francuskiego architekta moją uwagę przykuł autorski opis projektu
Filharmonii w Paryżu. Bardzo pięknie oddaje on istotę budynku, zwraca uwagę potrzeba harmonii z miejscem.



Nota intencyjna autora - z opisu projektu
Filharmonii w Paryżu:

"W słowie filharmonia można z łatwością odkryć zamiłowanie do harmonii. Odgrywamy kompozycje harmonii kolejnych sekwencji, kompozycje harmonii miejskich. Filharmonia istnieje jako wydarzenie prestiżu, które utrzymuje relacje harmonii z Parkiem La Vilette, Cité de la Musique oraz z obwodnicą miasta.



Primo: harmonia ze światłem Paryża, promienie słońca w szarych chmurach, deszcz.. Architektura odbić dozowanych i komponowanych, tworzonych poprzez spokojny wzór wypukłości, zmaterializowanych poprzez chodnik z płyt surowego aluminium rysujących podłogę jak z grafik Escher'a.



Secundo: harmonia z Parkiem La Vilette, utrzymana poprzez zastosowanie wątku Tschumi'ego, pozioma altana pod budynkiem, punktuacja-obłęd, refleksy cieni w błyskach architektonicznych i stworzenie wzniesienia, pagórka La Vilette, skalnego reliefu dostępnego dla pieszych, który na wzór Buttes-Chaumont jest obserwatorium miejskiego krajobrazu.



Tertio: harmonia z Cité de la Musique poprzez narzucony rysunek rzutu i kierunki napieć przezeń zainicjowane.



Quatro: harmonia z obwodnicą i przedmieściem poprzez stworzenie znaku postrzeganego z dynamicznych i odległych perspektyw; znaku światła w nocy: punktuacji reliefu, programu.. Inny typ współbrzmień pozostaje do ustalenia ze współczesną muzyką i melomanem/melomanką, których może rozleniwić komfort odbioru dostępny dzięki posiadanym urządzeniom hi-fi i kolekcji CD (...)"



Źródło (również źródło ilustracji): dezeen design magazine
Tagi: kultura, francja, architektura


2008-03-22 01:09
 Oceń wpis
   
Brutalizm jest prawdopodobnie najbardziej nielubianym i niezrozumianym stylem architektonicznym XX wieku. Jego nazwa pochodzi od francuskiego béton brut oznaczającego surowy beton. Nazwę wymyślili brytyjscy architekci Alison i Peter Smithson. Chcieli oni wyraźnie odróżnić się od ostatniego pokolenia modernistów, które według propagatorów nowego stylu całkowicie rozminęło się z własnymi ideałami.

Brutalizm rozpowszechnił się na dobre w latach 70 tych jednakże jego początki pochodzą z inspiracji Le Corbusierem, a zwłaszcza jego późnomodernistycznymi Unité d'Habitation w Marsylii oraz Secretariat Building w Chandigarh.




Ideologowie brutalizmu głosili, że użycie materiałów w architekturze powinno być przemyślane na nowo. Trzeba odrzucić kontekst i metafory. Nie udawać, że masy zbrojonego betonu to coś więcej niż tylko materiał konstrukcyjny. Dlatego też brutalistyczne budowle pozbawione są jakiegokolwiek wykończenia, a z bliska można dostrzec teksturę drewna używanego do szalunków odciśniętego na surowym betonie.



Budynek może uchodzić za brutalistyczny, również dzięki twardym i surowym kształtom, blokowatemu wyglądowi i ekspresji elementów strukturalnych. Bryła budynku zależy od kształtu i umiejscowienia poszczególnych pomieszczeń, zazwyczaj dominuje w niej chęć podkreślenia jej masy i nieregularności.




Brutalizm jest powiązany z modernizmem i minimalizmem a często nawet z nimi mylony. Wiele cech mają wspólnych - fascynacja geometrią, zbrojonym betonem i regularnością. Na tym tle brutalizm wyróżnia się czasem przerażającym a czasem fascynującym użyciem elementów całkowicie niepasujących do reszty struktury budynku oraz wspomnianą nieregularnością. Innym częstym elementem jest "wyrzucenie" na zewnątrz wielu funkcji budynków. Na przykład teoretyzowano, że ciągi piesze takie jak klatki schodowe, korytarze, estakady i przejścia podziemne powinny wyróżniać się już z zewnątrz budynku oraz nie przecinać nawzajem.



Brutalizmowi towarzyszyła utopijna ideologia społeczna. Chodziło o budowę nowego społeczeństwa, w którym estetyka nie górowałaby na poczuciem etyki. O zerwanie z konformistycznym zamiłowaniem do piękna i porządku. Przegrana społeczna ludzi zamieszkujących część z masowo powstających brutalistycznych blokowisk, powiązana z kryzysem energetycznym i wynikającym stąd zjawiskiem "urban decay" lat 70 tych doprowadziła do upadku brutalizmu zarówno pod względem ideologicznym jak i architektonicznym.



Najbardziej znanym przedstawicielm brutalizmu w Polsce jest z pewnością katowicki dworzec. Nowoczesna, kielichowa konstrukcja dachu, umożliwiła zastosowanie całkowicie przeszklonych ścian. Betonowa konstrukcja, która dotychczas była skryta pod tynkiem, została w Katowicach po raz pierwszy na taką skalę w Polsce obnażona i to w całej swej okazałości, ukazując misterną fakturę odciśniętego drewnianego szalunku.



Zdanie zachwytu wypowiedziane przez krytyków architektury z ówczesnej epoki - "barbarzyńska siła jego olbrzymich blokowatych występów i wystających wsporników mnożących się nad iglastymi drzewami ogrodu botanicznego budzi zachwyt godny mastodonta", pozwala zastanowić się nad przemijaniem stylów architektonicznych. Może to, co nam podoba się dzisiaj będzie uchodzić za synonim tego, co ekstremalnie brzydkie zaledwie 30 lat później.


źródło: bryla.pl

Tagi: miasto, styl, Moje, brutalizm, architektura, beton



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.