2011-12-09 05:26
 Oceń wpis
   

Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią "zarządzania przestrzenią" przy pomocy instrumentu decyzji o warunkach zabudowy. Zgodnie z zapisami ustawy do wydawania decyzji stosowany jest algorytm który uzależnia nowe zagospodarowanie od bezpośredniego otoczenia planowanej inwestycji. W praktyce polskiej jest on nagminnie naduzywany co prowadzi do możliwości lokalizowania wszystkiego wszędzie chyba ze inne, istotne przepisy prawne tego zabraniają. Protest może równiez niekiedy (choć jest to mocno utrudnione - bo stosowanie tego instrumentu wyklucza partycypację społeczną, nawet na poziomie informowania) wnieść jakaś wystarczająco skuteczna grupa osób. Lecz wtedy nie jest to działanie w ramach prawa ale raczej o charakterze politycznym , najczęściej z wykorzystaniem mediów.

Wspomniany algorytm wydawania decyzji o warunkach zabudowy bardzo trafnie swego czasu narysował Michał Beim w referacie podczas konferencji Real Corp - polecam.

Decyzje o warunkach zabudowy bywają niekiedy przez architektów kojarzone z popularnym ciastkiem nazywanym na cześć trasy wz - wuzetką. Mnie się to ciastko wydaje dość zdradliwe, pozbawione sensu i niebezpieczne. Decyzje mieszczą się w obszarze tzw. permissive planning - zdefiniowanego przez Melvina M. Webera w artykule z 1974 roku jako sposob myślenia o kształtowaniu przestrzeni poprzez pozwalanie na inwestycje podejmowane przez publiczność, z wykorzystaniem w tym celu wiedzy inżynierskiej (nota bene sam autor po latach sam przyznał irracjonalność tego myślenia).  Jednym z najpopularniejszych objawów przestrzennych powyzszego sposobu planowania są urban strips - amerykańska nazwa ukuta przez Venturiego dla określenia bałaganu przestrzennego towarzyszącego drogom w rejonie między innymi Las Vegas - obrazek jak poniżej. W naszym wydaniu efekty można nazwać dość efektywnie terminem "raszynizm" od wjazdu do stolicy od strony Raszyna. Polscy geografowie nazywają ten bałagan mianem "continuum miejsko-wiejskiego".

Powyzsza ilustracja była juz przeze mnie tu cytowana, za A. Böhmem : "Wnętrze" w kompozycji krajobrazu : wybrane elementy genezy analizy porównawczej i zastosowań pojęcia Kraków 2004 (pojęcie zostało zaczerpnięte z innej książki - S.Chermayeff, Ch. Alexander Community and Privacy New York 1963) 

Decyzje doczekały się w polskim piśmiennictwie przebogatej krytyki. W zasadzie kazda szanująca się konferencja z dziedziny planowania przestrzennego, ale w tej chwili juz takze geografii miast element takiej krytyki zawiera. Wszyscy zgodnym chórem przyznają ze zarządzanie przy pomocy decyzji jest bardzo złe. Złe równiez dla inwestorów bo uniemozliwia inwestowanie zgodnie z racjonalnością i z ich potrzebami - przypomnijmy dla wydania decyzji stosuje się algorytm, który uzyty zgodnie z literą prawa narzuca kontynuację sąsiedztwa. Czyli nie da się zaplanować niczego co byłoby od niego odmienne. 

Decyzje są dodatkowo niebezpieczne, a to z racji częstego nadużywania szatkowania oddziaływania na środowisko na części. Ustawa prawo ochrony środowiska narzuca co prawda na osobę sporządzającą stosowny raport wymóg przebadania oddziaływań, które się na siebie nakładają, ale.. Szczególnie w przypadku dróg, a więc decyzji trochę innego rodzaju, ale podejmowanych poza procedurą planu miejscowego (patrz post poniżej) praktyka jest dokładnie odwrotna. Niebezpieczne mogą być takze w przypadku oddziaływań na środowisko (a więc zgodnie z ustawą - warunki życia ludzi) dwóch lub więcej inwestycji wyraźnie szkodliwych.

Decyzje winny być ewidencjonowane (zgodnie z Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) oraz wkrótce winny stać się częścią informacji podawanej publicznie (zgodnie z Dyrektywą INSPIRE). To zagadnienie pozostaje tematem zasługującym na wpis odrębny. Tak swoją drogą pisanie o bałaganie ma już nawet w moim wydaniu długą historię.

 

Tagi: ekologia, czas, urbanistyka


2010-12-16 06:23
 Oceń wpis
   

My tu gadu gadu, a czas ucieka. Tyle pracy zostało włożonej w dyskutowanie kolejnych propozycji zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ..i nic z tego nie wyniknęło. Tymczasem zmiany dzieją się w trybie poprawek rozmaitych specustaw. Opracowane i przyjęte dawno juz przeciez bo w 2008 roku dokumenty, takie jak np. Polska polityka architektoniczna pozostają bez echa. A to przeciez wyraz opinii środowiska fachowców, którzy apelują o to ze dłużej się już w taki sposób, bez planowania, funkcjonować nie da. Planowania opartego o racjonalne myślenie finansowe. Tak aby całość kosztów planowania nie spoczywała na gminach.

Tyle się mówiło w Łodzi o remontach w śródmieściu, a tymczasem na kolejnych obiektach z listy "100 kamienic" wieszane są tabliczki "Do rozbiórki". Czyżby znów trzeba było szykować łańcuchy i transparenty? Niczym Janes Jacobs przed laty?

Okazuje się że czas ma w planowaniu znaczenie najważniejsze. W planowaniu, w rozumieniu czym jest zrównoważony rozwój, w czymś co lubię nazywać partycypacją społeczną w planowaniu. Horyzont czasowy planów, monitoring realizacji ustaleń, w ogóle podjęcie działań związanych z wykonaniem tego co zaplanowano. Czas jest miarą. No właśnie czego, jak Wam się wydaje?

Im dłużej zastanawiam się która z dwóch wiodących wypowiedzi podczas konferencji o ekologii w urbanistyce, która odbyła się w ubiegłym roku na Uniwersytecie Harwarda, przemawia do mnie bardziej dochodzę do wniosku, ze jest to wypowiedź Homi'ego Bhabha'y. Pomimo że pozbawiona ilustracji i przekazana wyłącznie słowem. Posłuchajcie zresztą sami.

Tagi: ekologia, czas, urbanistyka


2010-11-18 10:01
 Oceń wpis
   

Oglądam ostatnio w wolnych chwilach wykłady z konferencji, która miała miejsce w Uniwersytecie Harwarda na temat Ecological Urbanism, w ubiegłym roku. Gorąco wszystkim polecam - doskonałe źródło materiałów do przemyśleń.

Szczególnie inspirujące dla mnie samej były opowieści Rema Koolhaas'a dotyczące sposobu w jaki dochodził do obecnego warsztatu projektowego oraz obecnych postaw reprezentowanych w projektowaniu. W tym kontekście wypowiedź jego adwersarza nabiera szczególnego znaczenia - zobaczcie zresztą sami: http://ecologicalurbanism.gsd.harvard.edu/conference.php

Tym zaś spośród Państwa którzy nie wiedzą kim jest Rem Koolhaas polecam gorąco witrynę prowadzonego przez tego architekta biura projektowego OMA: http://www.oma.nl/

Tagi: ekologia, urbanistyka


2010-09-17 23:29
 Oceń wpis
   

Nie będę sięgac do słownika ani do definicji pojęcia "zrównoważony", których można znaleźć setki jeśli nie więcej. Jako zodiakalna Waga tudziez urbanista i zwolennik teorii planowania komunikacyjnego (o czym dalej) mam na ten temat swoją prywatną opinię i czuję się w obowiązku ją wyłożyć. Otóż: zrównoważony - czyli pozostający w równowadze. Czyli taki, w ramach którego zaspokojone są potrzeby wszystkich potencjalnie zainteresowanych bez jednoczesnego przechylania szali na niczyją stronę. Wszystkich czyli kogo właściwie? Otóż po kolei: nas, czyli ludzi - korzystających obecnie ze środowiska (no bo oczywiście tłumaczę pojęcie nadużywane a mianowicie mówię o zrównoważonym rozwoju). I już tu pojawia się problem - bo jest nas (jest takie słowo "interesariuszy") kilka grup: jedni to właściciele nieruchomości, którzy chcą odnieść korzyść a co najmniej nie stracić, drudzy to mieszkańcy - czyli użytkownicy środowiska. Jeśli pierwsi są jednocześnie drugimi to rzecz jest łatwa - są w stanie zrozumieć w czym rzecz i się dogadać. Trudniej kiedy jest inaczej.

No dobrze - kto jeszcze, kogo jeszcze nie wymieniłam. Nie wymieniłam tych, którzy będą z danego miejsca korzystać w przyszłości, naszych sukcesorów - inaczej mówiąc dzieci. Nie wymieniłam zwierząt (one też coś czują i choć nie jestem przyrodnikiem nie sposób o "mniejszych braciach" zapomnieć. ).
Sprawa się komplikuje, kiedy mamy do czynienia z obszarem cennym przyrodniczo i w swojej cenności wyjątkowym. Wtedy jest on z racji na swoje walory wykorzystywany przez większą grupę niż tylko bezpośredni sąsiedzi. Istnienie i dobry stan takiego obszaru leży w interesie znacznie większej grupy osób. Pół biedy, jeśli takie miejsce ma swoich wielbicieli, na ogół tak jest i owi miłośnicy upominają się o przetrwanie pięknego zakątka. Upominają się w zależności od sił i możliwości, a i odzew jest wprost proporcjonalny do cenności obszaru oraz do zaangażowania zwolenników.

Powiedzmy, że to jest taka komunikacyjna wersja definicji zrównoważonego rozwoju. Ponieważ zwierzaki i przyszłe pokolenia głosu jak wiemy nie mają (do Świąt Bożego Narodzenia jeszcze czasu trochę zostało, zresztą kto by ich tam w nocy słuchał) w ich imieniu wypowiadają się badacze, naukowcy potrafiący wróżyć z fusów lub inaczej przepowiadać przyszłość budując scenariusze zdarzeń, które mogą wystąpić jeśli zajdzie dany zestaw okoliczności. Są też badacze umiejący przewidzieć wpływ zmian środowiska na ludzi - ich głos też ma tu znaczenie, dla mnie jako dla urbanisty - kluczowe.
Powiedzmy, że równowaga jest tutaj tożsama z konsensusem (nie mylić z kompromisem) czyli z sytuacją odnalezienia sensownego rozwiązania.

Ekosystem (jak wiadomo z lekcji biologii w szkole podstawowej) ma tę właściwość, że wszystkie jego elementy są ze sobą wzajemnie powiązane. Wśród wymienionych tu już truizmów największym chyba będzie stwierdzenie, że mieszkanie na przedmieściach w rejonach cennych przyrodniczo generuje ruch automobilowy. Wybitnie niezrównoważony na dodatek. Ktoś wątpi? Nie sądzę. Właśnie dlatego wszystkich miłośników zrównoważonego transportu w Łodzi (swoją drogą wybitnie specyficzne to określenie jeśli się nad tym głębiej zastanowić) gorąco namawiam do wybrania się na wycieczkę w miejsca cenne przyrodniczo. Po to aby je docenić, zachwycić się, oraz swój zachwyt upublicznić. Bo te miejsca, którymi się nikt nie zachwyca na ogół szybko znikają, są przekształcane - bo najwidoczniej nie były wcale tak ważne i potrzebne jak się nam pierwotnie wydawało. Adwokatów przyszłych pokoleń (i zwierząt, które jak wiadomo mówić nie umieją) zachęcam zaś równie gorąco do pełnienia swojej powinności i głośnego mówienia o zagrożeniach związanych z brakiem zrównoważonego rozwoju, postępującą urbanizacją, jak tam kto woli...

Po drodze wpadnijcie zaś na ul. Sienkiewicza, gdzie obok siedziby GW będą w niedzielę zbierane podpisy pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie parków narodowych. Bo najstarszy las w tej części Europy ma się coraz gorzej. Podobnie jak nasz własny miejski Las Łagiewnicki. Jeśli jesteście z innego miasta - też wpadnijcie podpisać - mozecie to zrobić u siebie. Gorąco zachęcam bo to ważne.

A poza tym - czy wiecie jak przyroda potrafi być piękna?

Cytuję tu znakomite zdjęcie z serwisu digart.pl autorstwa użytkownika navajo.

Jeszcze jedna uwaga na zakończenie - pogląd prezentowany powyżej nie jest całkowicie moim własnym konceptem - jest to z pewnymi uproszczeniami, które zastosowałam dla klarowności wywodu, prezentacja jednej z idei teorii planowania komunikacyjnego opisanej między innymi przez Prof. Patsy Healey. Samo zaś myślenie o konsensusie jako podstawie decydowania wzięło się od Habermas'a, którego myśl filozoficzna lezy u podstaw wielu działań podejmowanych przez KE. W tym samym duchu skonstruowana jest ustawa o o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Innymi słowami - twórcy prawa zakładają, ze sami się upomnimy o to aby się nam lepiej zyło. A co najmniej nie gorzej.

Tagi: rozwój, ekologia, rowery, zrównoważony


2010-02-08 22:16
 Oceń wpis
   

Coraz więcej przedsiębiorstw, klientów i szkół współcześnie "Stawia na Zielonych". Przyjmijmy że jest to najlepsze tłumaczenie zwrotu "Going Green", który stał się ostatnimi czasy szalenie popularny w USA. Na czym owa "zieloność" ma polegać? Ano na wykorzystywaniu w praktyce odnawialnych źródeł energii, ograniczeniu zużycia paliwa, budowaniu i funkcjonowaniu w energooszczędny sposób.
I tu dochodzimy do meritum. Otóż, np. do propagowania ruchu "Going Green" przyznają się panowie Robert Plarr i Michael Fulton, założyciele tzw. Angel's Nest - czyli Anielskiego Gniazda - jednostki badawczej w Nowym Meksyku. Jej celem jest sprawdzanie i popularyzacja najnowszych osiągnięć "zrównoważonego życia". Panowie są również współautorami książki "The secret of Sustainability".


Michael Fulton i jego Angels' Nest , źródło: http://www.angels-nest.org/

I co? Oglądając zdjęcia Anielskiego Gniazda mam pewien problem ze zrozumieniem na czym może polegać oszczędność energii jeśli przyjmiemy życie i funkcjonowanie na środku bezludzia. Gdzie sama lokalizacja zmusza nas do korzystania z samochodu jako z podstawowego środka transportu. Gdzie jesteśmy zmuszeni użytkować maksimum energii na ogrzanie budynku (nawet bardzo energooszczędnego). Ratuje nas chyba jedynie możliwość wykorzystania siły wiatru, który na takich pustkowiach dmie ze wzmożoną prędkością. O czym mieliśmy okazję się przekonać - szczególnie w Polsce centralnej - ubiegłego lata.

Mam wrażenie że coś tu jednak jest nie do końca tak jak być powinno. A szanowni Panowie Ekolodzy, z całym szacunkiem dla trendu "Going Green" powinni zdawać sobie sprawę że lokalizacja zabudowy ma kluczowe znaczenie dla oszczędności energii i ochrony środowiska. Więcej - jestem przekonana że ten moment nastąpi i nurty ekologiczne uznają potrzebę planowania urbanistycznego jako jedną z podstawowych metod działania. Bo Going Green rozumiane jako ochrona środowiska i zrównoważony rozwój - wcale nie oznacza życia na wsi rozumianej jako odległe, budowane bez ładu i składu przedmieścia. Ani też życia na bezludziu.

Obszerny wywiad z twórcami Anielskiego Gniazda w programie The Gregory Mantell Show - Going Green

Tagi: rozwój, ekologia, zieloni, urbanistyka, zrównoważony



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.