2011-01-03 22:46
 Oceń wpis
   

Budowa domów nie wymaga jedynie gruntu zlokalizowanego w granicach administracyjnych gmin miejskich jak próbuje nas przekonać autor tegoż artykułu w mojej ulubionej gazecie. Lokalizacja terenów inwestycyjnych powinna być wybierana starannie. Jedynym czynnikiem wpływającym na decyzje w tym zakresie nie może być argument własności, w tym własności Agencji Nieruchomości Rolnych. Lokalizacja nowych mieszkań, w tym mieszkań komunalnych to nie jest działanie mechaniczne typu wypiek bułek czy produkcja kiełbasy, które w zasadzie powinny być takie same niezależnie od okoliczności. Tego rodzaju decyzje mają istotne znaczenie dla kosztów późniejszego funkcjonowania gminy/miasta. Nie tylko dlatego, że dom to jest rzecz która z definicji przynależy do kategorii nieruchomości, a więc nie można jej (za bardzo) przestawić. Ale również dlatego, że w tym domu ktoś ma zamieszkać, a więc będzie potrzebował infrastruktury (dróg, sieci uzbrojenia podziemnego, szkół, przedszkoli, etc). Wybór lokalizacji mieszkań ma znaczenie dla późniejszych zachowań przestrzennych ich mieszkańców. Dla tego czy będą stali w korkach, gdzie będą robili codzienne zakupy, ile czasu dziennie będą spędzali aby jeździć do pracy/ zawożąc dzieci do szkoły/ przedszkola. Czy będą w tym celu używać samochodu, czy też transportu miejskiego. Lokalizacja zabudowy mieszkaniowej na gruntach należących wcześniej do ANR to najczęściej przekształcenie terenów zagospodarowanych dotychczas rolniczo na tereny mieszkaniowe. W większości polskich miast jest to całkowicie chybiony pomysł. Wiążący się ze znacznymi kosztami dla środowiska, naruszający istniejące ekosystemy. Ile jest miejscowości w Polsce, które rosną? Naprawdę niewiele i rzecz dotyczy wyłącznie tych zlokalizowanych blisko wielkich metropolii, w tym tak naprawdę stołecznej. Ale nawet tam (w miejscowościach podwarszawskich) powinno się jednak bardziej myśleć o dogęszczaniu istniejących struktur i ich rewitalizacji. Niż o otwieraniu nowych terenów dla zabudowy kosztem środowiska. A co dopiero gdzie indziej. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które nie ma pieniędzy na nową infrastrukturę. A te które mamy powinny być wydawane racjonalnie. Tak wiele centrów istniejacych miast i miasteczek czeka na rewitalizację. Tam są grunty które nie wymagają budowy uzbrojenia ani nowych dojazdów. Które nie będą wymagać gigantycznych nakładów na utrzymanie dróg kołowych - bo mozna dojść na piechotę. Gdzie już są szkoły, przedszkola, itd. Przecież nie jesteśmy ludem koczującym... Zadziwia jak to możliwe aby w tej sytuacji nie wiedzieć o istnieniu takiej dziedziny wiedzy/nauki (kiedyś sztuki nawet) jaką jest urbanistyka.

Tagi: ekonomia, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2010-11-22 22:19
 Oceń wpis
   

Czytałam dzisiaj w GW Łódź bardzo optymistyczny tekst. Otóż eksperci finansów rozumieją znaczenie urody miast. Dla rozwoju innowacyjności, która jest obecnie fundamentem gospodarki. Z tego względu Kraków czy Wrocław mogą stać się potęgą intelektualną, przyciągając atrakcyjnych inwestorów, a niektóre inne miasta mają nieco mniejsze szanse aby w tej konkurencji zaistnieć. Może to myślenie przeistoczy się w światełko w tunelu. Już troszkę czuję się zmęczona ustawicznym, wielo już letnim narzekaniem.

Nawet nie mam już siły prostować innego błędu logicznego zawartego w tym myśleniu, a mianowicie liczenia wyłącznie na obcą kreatywność, obcy kapitał i obcych inwestorów. To jest takie nasze rodzime, typowe, zakorzenione i nie do obalenia przekonanie.

Tagi: ekonomia, finanse, miasto, planowanie


2010-10-08 09:34
 Oceń wpis
   

Rzecz będzie o pieniądzach. Otóż dostrzegam wewnętrzną sprzeczność w stwierdzeniu, że jakoby "zielona polityka jest droga"
I zastrzegam od razu, że poniższe rozważania nie będą zbiorem tez naukowych podpartych dowodami, a bardziej czymś na kształt publicystycznego eseju (bo to jest blog, a nie rozprawa naukowa).

Mam wrażenie że powtarzanie powyżej przytoczonego sloganu ma w sobie coś z powtarzania stereotypu bez chwili namysłu. Wyjasniam dlaczego: Otóż w rozwiniętych gospodarkach Europy zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które posiadają rozbudowaną infrastrukturę transportową, oraz które produkują żywność na skalę przemysłową, próby wprowadzenia tzw. "zielonej polityki" muszą być związane z gigantycznymi kosztami. Koszty restrukturyzacji tych wszystkich inwestycji i przekształceń, tak aby zredukować mobilność (stanowiącą podstawę gospodarki), zmniejszyć skalę uprzemysłowienia rolnictwa oraz np. renaturyzować rzeki - muszą być gigantyczne. I dlatego tam rzeczywiście "zielona polityka kosztuje".
A u nas? Dróg specjalnie nie mamy. Rolnictwo jest rozdrobnione, bo się nie dało wprowadzić metod przemysłowych. Rzek nie udało się póki co nadmiernie uregulować. W takiej sytuacji koszty wprowadzenia "zielonej polityki" wcale nie wydają się tak duże. Pod jednym wszelako warunkiem - zamiast powtarzać ścieżkę, którą podążał Zachód od razu zaczniemy inwestować inaczej, np. stawiając na transport kolejowy zamiast koniecznie rozbudowując ponad miarę sieć drogową. Np. stawiając na rozwój "ekologicznego" rolnictwa, zamiast na siłę wdrażać metody przemysłowe - co stoi na przeszkodzie żebyśmy mieli takie produkty eksportować? Popyt przecież zdaje się jest?
Podobnie z zagadnieniami melioracji - o tym już było dużo mówione - zamiast regulować rzeki trzeba je renaturyzować. W Polsce większości rzek jeszcze się nie udało uregulować - więc znów problem jakby nie wiąże się z nadmiernymi kosztami. Za to koszty do poniesienia od razu to są odszkodowania dla osób poszkodowanych na skutek powodzi.

Kolejne takie zagadnienie to temat "rozłażenia się miast" (celowo tak mówię zamiast używać angielskiego terminu urban sprawl, pojęcie wydaje mi się bardziej dosadne, obrazowe a co za tym idzie - przemawiające do wyobraźni i łatwiejsze). O katastrze już pisałam, nie będę się powtarzać ale to nie wszystko przecież. Ekonomiści do znudzenia powtarzają słowo klaster jako źródło rozwoju współczesnych gospodarek opartych na wiedzy. No i co? I nic, wciąż nie znajduje to przełożenia na inwestycje. Wciąż inwestujemy w drogi - żeby się dało dalej "rozpełzać", a nie inwestujemy w zieleń miejską po to aby dało się w miastach żyć i uzyskać ową koncentrację. Która - jak to wszystkie tęgie glowy naokoło powtarzają - jest podstawą rozwoju cywilizacji. Taki cytacik na koniec, bardzo mi się spodobał: „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i  <postępowi> każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych,  lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” za XENAKIS Iannis : La Ville Cosmique [w] CHOAY Françoise (red.) L’urbanisme, utopies et réalités Une anthologie, Éditions du Seuil, Paris 1965

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2010-09-21 11:11
 Oceń wpis
   

To będzie kilka myśli nieuczesanych na temat przeczytanego dzisiaj w Krytyce Politycznej felietonu (nie mam siły ani ochoty dyskutować z większością tego tekstu ani poświęcać mu zbyt wiele uwagi):

Autor dzisiaj lewą nogą z łóżka wstał. I odebrał telefon (maila, sms-a - nie wnikam) - na jutro ma być coś napisane. Co by tu napisać... Postanowił napisać o Łodzi. I tak się wyprowadzam to sobie uleję goryczy. A co mi tam. Wierszówka wpadnie.

A że jeszcze był zaspany to oczu szeroko nie otworzył i iluś rzeczy nie dojrzał. Nie zauważył że ostatnio jakby coś się zmieniło. Łódź (później niż należało ale) sięgnęła po środki z programu Jessica. Organizowane są konsultacje społeczne w sprawie budżetu - a jak powszechnie wiadomo rozmowy o tym jak wydać nieduże pieniądze są najskuteczniejszym sposobem aktywizacji mieszkańców, budowania zaufania społecznego oraz skutecznego wydawania niedużych pieniędzy (czego dowiódł przykład Porto Allegre, licznych miast brytyjskich, francuskich, a ostatnio również polskich).
Wieloletnie zaniedbania trudno usunąć w kilka miesięcy ale trzeba nie chcieć patrzeć żeby nie dostrzec starań. Łódź staje się silna dzięki działaniom oddolnym, dzięki mieszkającym tu młodym ludziom. Czytam o ich działaniach w prasie, widzę je na co dzień. Łódzkie (ludzkie) myślenie widać z różnych perspektyw.

Liczne problemy Łodzi wymagają działania. Temu trudno zaprzeczyć. Tyle razy już o tym pisano i mówiono. Ale jednocześnie - Łódź jest miastem. O wyraźnie miejskiej strukturze centrum. O wyraźnie zdefiniowanych ulicach, które mogą stać się doskonałym miejscem do życia i mieszkania jeśli tylko nad tym popracować.
Nie wiem, którzy łódzcy urbaniści twierdzą że łódzkie środmieście należy wyburzyć. Zapewne ci sami, którzy podpowiadają że większość łódzkiej zabudowy jest secesyjna.

Łódź ma świetny las, największy spośród lasów miejskich w Europie. Łódź wciąż jeszcze posiada pierścień terenów otwartych zapewniający właściwe warunki przyrodnicze. Łódź jest zasobna w liczne puste tereny wewnątrz, które po uporządkowaniu stanu własności mogą stać się miejscem nowych inwestycji. Łódź jest miastem kilku wyższych uczelni o wysokim poziomie nauczania.

Jednocześnie też - kiedy się czyta o problemach społecznych jakie były obecne w śródmieściu Brukseli, Barcelony, Glasgow i wielu innych miast - przed podjęciem działań rewitalizacyjnych, problemy śródmieścia Łodzi przestają być tak wyjątkowe.

Lubiłam czytać Krytykę Polityczną - i tak żenującego poziomu jaki prezentuje ten artykuł dotychczas nie napotkałam. Nie wiem czemu autorowi nie podoba się pomysł przebudowy rejonu dworca. Czyżby podzielał poglądy rosyjskich carów którzy nie życzyli sobie tędy połączenia kolejowego Rosji z resztą świata? Mieszkam w śródmieściu, codziennie spotykam ludzi biednych, o których można mówić jako o wykluczonych - ale oni nie są agresywni. W Łodzi nie jest niebezpiecznie. Po prostu mieszkają tu tak samo jak ja. Moje dzieci i dzieci znajomych bezpiecznie chodzą ulicami, jeżdżą tramwajem czy rowerem. I nic się z nimi nie dzieje.

Jedynym sensownym pomysłem i propozycją, która pada w cytowanym artykule jest ta dotycząca otwarcia Łodzi dla squatów - co wcale nie musi oznaczać nielegalnego zamieszkiwania pustostanów. Raczej mam tu na myśli ludzi tworzących niezależną kulturę. To już w Łodzi było - ze świetnym efektem, mam tu na myśli działalność grupy Prokadencja i Forum Fabricum na Kopernika. I to się wciąż dzieje, w różnym wymiarze. Ta idea bardzo mi się podoba.

Dorzuciłabym do tego jeszcze redukcję ruchu samochodowego w całym obszarze centralnym, tak żeby można było bezpiecznie poruszać się po ulicach i się na nich spotykać. Tak żeby Łódź mogła stać się miastem dla ludzi - nie dla samochodów. To wszystko wymaga tylko i jedynie a może aż - zmiany myślenia.

I nie wiem po co Krytyka Polityczna w tej zmianie nie pomaga. 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2010-08-03 23:23
 Oceń wpis
   

Odkryłam ostatnio serwis itunes. I to wcale nie pod kątem muzyki (choć nie narzekam) ale pod kątem ciekawych wykładów. Jest ich tam cała masa, ileś zagranicznych uczelni ma ambicje aby w tym serwisie publikować swoje treści. Wczoraj wieczorem do późnej nocy oglądałam wystąpienie barona Roberta Maya o wpływie globalnego ocieplenia na nasze zdrowie publikowane przez UCL w Londynie. Trudno powątpiewać..

Ale nie o tym chciałam tu powiedzieć. Miało być o lasach. Porusza zachowanie rosyjskich władz wobec protestujących pod Moskwą w Chimkach ekologów.

Protestują przeciw wyrębowi dębowych, cennych lasów. Wyrębowi, który ma służyć budowie autostrady. Choć nie jest to jedyny wariant przebiegu tej drogi. Skandal.

Cenne lasy. Oczywiście nie wszystkie lasy są cenne. Kiedy się nad tym zastanawiam pojawia się uczucie zgrozy, które zawsze odczuwam, kiedy widzę bezmyślne zagospodarowywanie kolejnych naturalnych (lub rolniczych terenów). Cały czas nie dociera do nas, że żyjemy w ograniczonej przestrzeni.. Drugie odczucie to alergia na nasze rodzime absurdy prawne. Kiedy się czyta (i analizuje) co to jest las w ustawie o lasach. Kiedy się sprawdza aktualność i zgodność mapy użytków z rzeczywistością i widać jak wiele nowych zalesień pojawiło się w międzyczasie (a ile zniknęło). Kiedy to porównać z terenami wyznaczanymi w jakże hojny sposób w dawnych nieszczególnie dokładnych planach ogólnych (z których teraz nie sposób się gminom wycofać). To skóra cierpnie i włosy dęba stają na głowie. To nawet nie jest niczyja wina. W każdym razie nie wprost. Ministerstwo na ogół nie wydaje zgód na odlesienia. Jeżeli to brak wdrożenia ustawy o INSPIRE w Polsce, brak wykorzystywania zobrazowań lotniczych i satelitarnych do aktualizacji map użytków (lub brak tej aktualizacji). Lub nasza rodzima przedsiębiorczość. Wszak sprytny inwestor na ogół zadba, aby jego teren przestał być formalnie lasem przed przystąpieniem do planu miejscowego. A jeśli jest to dajmy na to park krajobrazowy, którego przepisy ograniczają możliwość wydzielania nowych działek budowlanych podając ich maksymalną wielkość (ale nie dotyczą działek już istniejących, a tak jest na ogół) - to i grunt wcześniej rozparceluje. Jest w tym masa wyzwań dla naszych rodzimych ekologów. Bo ustawa o długiej nazwie dała im całą masę uprawnień. Z których nikt nie korzysta. Tu pytanie do kolegów urbanistów: z iloma organizacjami środowskowymi mieliście jak dotąd do czynienia?) Bo ja z jedną. I było to stowarzyszenie protestujące przeciwko pozwoleniu na lokalizację masztów telefonii komórkowych na ich terenie (organizacja środowiskowa?).

O czym my w ogóle rozmawiamy skoro w Polsce wycina się (nie wiedzieć po co i na co, ponoć gospodarczo i w trosce o zachowanie drzewostanu??? ) Puszczę Białowieską. Najstarszy pierwotny las Europy.


Zdjęcie z blogu Adama Wajraka. Polecam wpis o tym jak to "Troszczymy się o Puszczę"

Dlaczego lasy i globalne ocieplenie? Oraz wypowiedź Maya? Bo troska o przyrodę, której wyrazem jest również racjonalne gospodarowanie przestrzenią (w tym ochrona lasów) może nam uratować zdrowie. Nie wierzycie to posłuchajcie. Szczególnie ciekawy jest wątek o biednych i bogatych.

Tagi: ekonomia, drogi, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie, las


2010-07-28 22:56
 Oceń wpis
   

Chongqing - największa gmina miejska świata jest w trakcie bardzo intensywnej urbanizacji. 50 mln m2 powierzchni użytkowej i 500 km dróg szybkiego ruchu to tylko niektóre cyfry opisujące skalę rozwoju. Co roku do miasta migruje 1 200 000 osób.

Magiczne Góry to chińsko duński projekt, prezentowany na Biennale w 2006 roku, który zakłada stworzenie nowej "Zielonej" dzielnicy biznesu ("Green" Central Business District w skrócie GCBD). Sylweta dzielnicy przypomina naturalne kształty Chongqing ale na kształt ten składają się "zamieszkane góry". Szczyty wzniesień pokrywają się z centrami o wysokiej intensywności, obniżenia to miejsca gdzie krajobraz przypomina tradycyjne chińską zabudowę. Doliny to otwarte zielone przestrzenie stanowiące miejsce dla "maszyny życia" - systemu oczyszczania ścieków i generowania odnawialnej energii.

Mieszkalne góry będą wykorzystywały systemy redukowania zużycia energii poprzez zastosowanie biernego chłodzenia w lecie i biernego ogrzewania w zimie. Są połączone między sobą systemem ścieżek rowerowych i pieszych i przy pomocy efektywnego trasportu publicznego tak aby zredukować potrzebę korzystania z transportu indywidualnego. Szacunki zakładają zmniejszenie całkowitego zapotrzebowania na środki i energię o 22% i zastąpienie 11% konwencjonalnej energii tą pochodzącą ze źródeł odnawialnych.

Powyższe informacje oraz ilustracje zaczerpnięte z: http://roomatthetop.wordpress.com/ . Tamże więcej ilustracji.

Podoba się? Szalone trochę nieprawdaż? Ale jeśli porównać z aktualnymi standardami obowiązującymi w tamtejszej tworzącej się miejskiej rzeczywistości:


Źródło: http://i.dailymail.co.uk/i/ - ostatnio dużo tych zdjęć w związku z katastrofą budowlaną, która miała tam miejsce.

Albo z osiedlem które już nie istnieje, ze względu na panoszącą się tam przestępczość:


Kawloon Walled City w Honkongu - więcej informacji oraz źródło obrazka

Tagi: ekonomia, energetyka, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2010-03-15 22:25
 Oceń wpis
   

Jak można wyczytać choćby w Wikipedii malejących miast jest wiele. Ale i tak z dużym uznaniem dostrzegłam chyba pierwszą w polskiej gazecie o biznesie i dla biznesmenów publikację na ten temat. Mowa oczywiście o Detroit i o wczorajszym artykule Jak rozwiał się amerykański sen. Jak się okazuje sen rozwiał się i rozwiewa w większym stopniu niż nam się wydaje. W licznych polskich miastach też. I choć nie chcemy lub nie zdajemy sobie z tego sprawy, nauczeni myślenia o miastach w kategoriach rozwoju - to rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Wystarczy popatrzeć na demografię. Którą co prawda łatwo "naciągnąć" bo brak obowiązku meldunkowego nie pozwala na nazbyt precyzyjne wyliczenia. Ale..

Global Map Animation from 1kilo on Vimeo.

Film pochodzi ze strony projektu Shrinking Cities: http://shrinkingcities.com/

Nie ma zysku z niczego. Salomon też tego nie wymyślił. Więc jeśli ktoś zarabia na wzroście wartości gruntu rolnego - ktoś inny musi stracić. Nie chcę opowiadać kolejnych truizmów na dobranoc dlatego takie małe pytanie, coś na kształt quizu: kto na tym traci? 

No i po co w niektórych krajach najpierw uzbraja się tereny, buduje infrastrukturę, parceluje tak aby działki miały racjonalne gabaryty a dopiero potem sprzedaje aby budować, w ograniczonym zakresie bo to wszystko kosztuje. A u nas robi się (i co gorsza żadne zmiany się w tej materii nie szykują ) dokładnie odwrotnie.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-02-27 13:02
 Oceń wpis
   

Przeglądałam ostatnio Rzeczpospolitą (dawno już tego nie robiłam bo zamieszczane tam komentarze działają mi swoim pro-deweloperskim podejściem na nerwy - przykład tutaj). Lektura zaskoczyła mnie nadzwyczaj pozytywnie, jako że dostrzegam pierwiosnki innego troszkę niż dotychczas myślenia.

Zwróćcie uwagę na poradę eksperta w zakresie prawa:
"Czytelnik pyta - ekspert odpowiada:
Pan T. kupił siedlisko z myślą o budowie domu, a gmina nie chce wydać pozwolenia na budowę, tłumacząc, że do średniej powierzchni działki siedliskowej brakuje mu 200 mkw. Co może zrobić?
Radzi Małgorzata Zamorska, kancelaria bnt Neupert, Zamorska & Partnerzy
– Najprościej doradzić zakup dodatkowych 200 mkw., co w praktyce może jednak być niewykonalne. Generalnie radziłabym każdemu gruntowne przemyślenie zakupu działki rolnej w tzw. szczerym polu. Taka inwestycja wydaje się korzystna ze względu na niską cenę gruntu. Często jednak po przejściu toru przeszkód i wybudowaniu wymarzonego domu okazuje się, że koszty i czas dojazdów do pracy, organizacja dowozu dzieci do szkoły, ograniczenia w możliwości korzystania z uciech miejskich nie rekompensują sielskiego widoku na łany zboża.Jeżeli zatem ktoś nie planuje rzeczywistego włączenia się w życie wsi, to lepiej poszukać działki bliżej cywilizacji, choćby znacznie mniejszej. Takie działki i zbudowane na nich domy znacznie łatwiej znajdują nabywców i mają stabilną cenę."

Powoli uczymy się rozróżniać interes końcowego nabywcy nieruchomości, który będzie zmuszony męczyć się z brakiem skutecznego dojazdu, a niekiedy również efektywnej infrastruktury (o czym pisze również Rzeczpospolita w innym artykule na podobny temat) o szkołach, przedszkolach i tego typu udogodnieniach nawet nie marząc - od interesu aktualnego rolnika, któremu na skutek zmiany przepisów hipotetycznie spuchnie portfel. Hipotetycznie jako że przepisy - tu cytując za Gazetą Prawną Pana Ministra Dziekońskiego zmierzają w kierunku pobierania wyższych podatków w momencie zmiany statusu gruntu na budowlany: "Odrolnienie gruntów z mocy ustawy da gminom dodatkowe dochody. Gminy będą bowiem miały prawo do pobierania od gruntów przekształconych podatków od gruntów budowlanych, a nie rolnych, jak jest to obecnie.
- Podatek od gruntów budowlanych jest wyższy i w związku z tym dzięki odrolnieniu zwiększą się także dochody gmin - wyjaśnia Jerzy Tokajuk.
Zdaniem Olgierda Dziekońskiego takie rozwiązanie będzie sprzyjało przyspieszeniu procesu inwestycyjnego.
- Właściciel nieruchomości będzie musiał płacić wyższy podatek, a to powinno skłonić go do szybszej inwestycji lub sprzedaży gruntu - wyjaśnia wiceminister infrastruktury.
(..)"

Pytanie gdzie w tym wszystkim miejsce dla planowania przestrzennego rozumianego (nawet nie w kategoriach kształtowania abstrakcyjnego dla niektórych ładu) ale jako instrument racjonalnego wydawania publicznych pieniędzy - pamiętajmy że zainwestowanie to nie tylko dochody ale również koszty dla gminy (choćby wielokrotnie cytowana tu infrastruktura).
Dorzuciłabym do tego komentarz, że być może powinno to skłonić właścicieli gruntów rolnych do zastanowienia się czy są zainteresowani przekształceniem swojej własności na tereny budowlane. I płaceniem od nich wyższego podatku. Nie wszystkie miasta mają szansę przyciągać nowych mieszkańców. Samo przekształcenie gruntu na budowlany nie jest źródłem dochodu. Źródłem dochodu jest sprzedaż gruntu. A problem może polegać na tym, że przy nadpodaży gruntów nie będzie komu sprzedawać. A płacić wyższe podatki będzie trzeba. Zapewne takie zastanowienie się by nastąpiło i miałoby szansę stać się skutecznym hamulcem rozwoju absurdalnej urbanizacji ale niestety powyższy artykuł jest nieaktualny - pochodzi z 2008 roku. Odrolnienie gruntów w miastach nastąpiło. I póki co w znaczący sposób nie wpłynęło na proces inwestycyjny. Zapewne może wpłynąć w przyszłości jeśli dotychczasowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym miałaby zostać pozostawiona w dotychczasowym kształcie. Czyli pozostawiając znaczną dowolność stosowania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Szcześliwie rządowy projekt zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zakłada powiązanie ustaleń studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego z wydawanymi decyzjami administracyjnymi (o innym niż dotychczas nazewnictwie oraz zasadach i przygotowywanymi przez inwestora - ale nadal są to decyzje administracyjne) . Konkretnie z wyznaczonymi w studium strefami urbanizacji, przestrzeni chronionej oraz strefami tzw. kontynuacji zabudowy i rozwoju zabudowy. Nie wiem co prawda dlaczego w strefie kontynuacji zabudowy mają nie obowiązywać tzw. krajowe przepisy urbanistyczne, tudzież skąd bierze się znaczna swoboda kształtowania tamże zagospodarowania oraz nie trzeba uzbrajać terenów...  Nie wiem też czemu na wzór przepisów francuskich nie uprościć sprawy i nie podzielić terenu gminy na strefę zurbanizowaną i naturalną - co byłoby zdecydowanie bardziej klarowne i mniej dziwne a co za tym idzie nie stwarzałoby okazji do nadużyć. Jednak dzięki takim rozwiązaniom gminy zyskują instrument, dzięki któremu mogą kształtować własną politykę przestrzenną.

Powyższe zmiany - co ważne - znacznie podnoszą rangę studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Stąd dyskusja, która ostatnio toczy się np. w Łodzi na temat zmiany tegoż dokumentu nabiera nowego znaczenia. Ja sama osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia na obecnym etapie dokumentu dotychczasowego. Również z tego względu, że w znacznie większym stopniu uwzględnia wymogi proponowanych zmian ustawy niż projekt do którego można jeszcze składać uwagi. O zagadnieniach kształtowania racjonalnego rozwoju nie wspominając - bo już to wyjaśniałam, kilka razy.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, nieruchomości, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-12 21:44
 Oceń wpis
   

W kontekście dzisiejszej dyskusji, która toczyła się w studenckim Radiu Żak zatytułowanej Czy masz świadomość? , a w której miałam okazję uczestniczyć - niestety ze względu na grypę jedynie telefonicznie - mam olbrzymią ochotę przywołać artykuł który ukazał się w tygodniku Polityka, z lutego ubiegłego roku. Artykuł zatytułowany Wrzask w przestrzeni był zapisem wywiadu z Profesorem Tadeuszem Markowskim - Prezesem Towarzystwa Urbanistów Polskich, dr Adamem Kowalewskim, przewodniczącym Głównej Komisji Urbanistyki przy Ministrze Budownictwa oraz Januszem Korzeniem - wówczas redaktorem naczelnym czasopisma Urbanista. Przywoływane są również poglądy innych osób, między innymi Profesora Bogdana Jałowieckiego, oraz Profesora Mieczysława Kochanowskiego z Politechniki Gdańskiej. Bardzo ciekawy artykuł, zapraszam do lektury.

Jako podsumowanie przytoczę jedynie ostatni akapit:
"Pejzaż naszych wsi, miasteczek i miast w najbliższych latach maluje się w czarnych barwach. – Niejako na własne życzenie fundujemy sobie jeszcze bardziej paskudne otoczenie. Idziemy w dokładnie odwrotnym kierunku niż ci, którym zazdrościmy porządku, wspaniałej architektury, dumy z zachowania krajobrazu – mówi Janusz Korzeń. Czy można coś zrobić? Propozycji jest wiele. Wprowadzić od nieruchomości podatek ad valorem, który przyhamuje rozrzutne gospodarowanie gruntami i powinien skutecznie zagęścić zabudowę (w krajach Unii obowiązuje on wszędzie z wyjątkiem Polski, Irlandii i Grecji). Postawić na kształcenie nowoczesnych kadr urbanistów, bo dziś średnia wieku w tej grupie zawodowej to 75 lat. Zwiększyć uprawnienia państwa do ingerencji w decyzje samorządowe. Zmobilizować miasta do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego. Ale przede wszystkim tak przebudować prawo, by wreszcie przestało sprzyjać spekulantom, a zaczęło służyć powszechnemu ładowi przestrzennemu.

Bo jeśli tak dalej pójdzie, wcześniej czy później cała Polska zamieni się w skansen dziwactw urbanistycznych XX i XXI w. na europejską skalę."
(wyróżnienia powyżej moje)

Jako że sama muszę zakończyć wstępne rozpatrywanie uwag do planu - co jest czynnością cokolwiek skomplikowaną tudzież czasochłonną - dzisiejszy wpis ograniczę do tego zaproszenia. Jeszcze raz polecam przytoczoną wypowiedź.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-02 11:17
 Oceń wpis
   

Na pustyni, 100 mil na północny wschód od Los Angeles jest przedmieście porzucone zanim powstało - nie dokończone rozszerzenie miejsca zwanego jako California City.


Źródło: bldgblog oryginalnie z książki J.Kunstlera Geography of nowhere

Na zdjęciach satelitarnych nie wypełniona budynkami siatka ulic wygląda niczym dzieło kosmitów, tajne szyfry mające służyć przekazywaniu sekretnych informacji. Z lotu ptaka, a właściwie samolotu (na zdjęciach w Google) struktura sprawia wrażenie całkowicie swojskiej.


Źródło: GoogleMaps

Mamy u nas całą masę takich "osiedli" - znacznie gorszych - bo rozparcelowanych bez ładu i składu oraz niedokończonych, niewypełnionych.


Żródło: Tygodnik Powszechny

Nasze chaotycznie zabudowywane obszary wiejskie tylko tym się różnią od tych zlokalizowanych 100 mil na północny wschód od Los Angeles że nie ma ciekawie z lotu samolotu wyglądającej siatki ulic. Nie ma infrastruktury. Tak naprawdę nie ma nic. Było pole, które można było rozparcelować,  sprzedać, zarobić i ..postawić dom.. A o infrastrukturę to niech się martwi gmina z naszych wspólnych pieniędzy, KIEDYŚ.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, sprawl


2009-11-30 21:12
 Oceń wpis
   

Władze niemieckiej miejscowości Hoyerswerda na Łużycach szukają rozwiązania problemów konsolidując obszar miasta oraz co nie do pomyślenia u nas - burząc bloki. Bloki zbudowane w okresie prosperity miasta, które rozwijało się dzięki zasobom węgla brunatnego - obecnie opustoszały. Ich mieszkańcy, pozbawieni dotychczasowego zajęcia masowo emigrują, głównie do zachodnich landów.
Jakie to rodzi reperkusje przestrzenne poczytajcie, bardzo pouczająca lektura:
"Zrozumieli, że by przetrwać, czasem trzeba się skurczyć. My w Hoyerswerdzie uczyniliśmy z tego nasze motto - mówi Gröbe [architekt odpowiedzialny za przekształcenia].


Wyburzanie bloku w Rostoku, w tym miejscu powstał miejski park - z GW BIZ

Gröbe twierdzi, że pracuje trochę jak ogrodnik. Hoyerswerda jest jak zaniedbany krzew, który teraz trzeba mocno poprzycinać, by znowu zaczął kwitnąć. Architekt pokazuje plan miasta - na czarno zaznaczono kwartały bloków, które już rozebrano albo wkrótce je to czeka. - Plan jest taki, by miasto znowu skonsolidować, by wyznaczyć mu nowy punkt ciężkości. Bo ludzie na poszczególnych osiedlach zaczęli żyć jak w gettach - opisuje architekt. Obrzeża, gdzie niegdyś, by budować bloki, wycinano lasy, Gröbe postanowił oddać naturze. Łąka czy las z samosiejek jest tańszy niż zakładanie parków, a też można w nim spędzać wolny czas.

W centrum nowej Hoyerswerdy na miejscu wyburzonych bloków powstało wielkie centrum handlowe, w ten sposób miasto ściąga klientów z całej okolicy. Młodych ludzi przyciągają też dobre szkoły - oczywiście również wybudowane w miejscu, gdzie niegdyś stała wielka płyta. Obok powstają też kilkupiętrowe kameralne kamienice.

Część bloków zmniejszono o kilka pięter - z sześciopiętrowców zrobiono trzypiętrowce. Do innych dorobiono spadziste dachy. - W ten sposób urozmaicamy architekturę. Hoyerswerda nie może kojarzyć się wyłącznie z prostopadłościanami - wyjaśnia architekt. Ocalone bloki zmodernizowano. Nie ma już obskurnych klatek, na parterze budynków są za to recepcje. Na dachach najwyższych bloków założono ogrody.

Odnowionymi blokami administrują spółdzielnie mieszkaniowe. W Hoyerswerdzie specjalnie podzielono socjalistyczną spółdzielnię na części, by wytworzyć na rynku nieruchomości konkurencję. Ocalono też najbardziej charakterystyczne bloki. Władze Hoyerswerdy wpisały je na listę zabytków. Odnowiono też kamieniczki w starej części miasta. - Chcemy, by granica między nowym i starym w Hoyerswerdzie nie była taka rażąca - mówi architekt. "

I co Wy na to? Jak to się dzieje, że Niemcy nie boją się myśleć racjonalnie, w skali miasta i planować? Szacując możliwości oraz mierząc siły na zamiary? Toż to cała rewolucja, nieprawdaż? Powrót do tradycyjnej europejskiej urbanistyki, z jej zwartą zabudową, o niewielkiej skali, dostosowanej do ludzkich potrzeb i - przepraszam za wyrażenie - gabarytów oraz parametrów!

Przytoczony powyżej cytat pochodzi z artykułu w GW - Biznes "W Niemczech z mapy znikają całe blokowiska. Powstaną... jeziora" autorstwa Bartosza T. Wielińskiego

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-11-12 22:28
 Oceń wpis
   

W ostatnim numerze Wprost znalazłam ciekawą myśl. Potwierdzającą wcześniej tu przytaczane poglądy i doskonale wpisującą się w głoszone w tym miejscu tezy. Wywiad z prof. Jesusem Huerta de Soto, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli wolnorynkowej austriackiej szkoły ekonomii dotyczył współczesnych problemów związanych z kryzysem ekonomicznym. Zacytuję: "Społeczeństwo nie jest mechanizmem, którym można manipulować zgodnie z wyznaczonymi odgórnie celami, jest to niemożliwe bo rynek tworzy się spontanicznie, a ludzie wspólnie dysponują o wiele większą wiedzą na temat świata niż scentralizowany rząd. Mainstreamowi ekonomiści sądzą, że mamy dostęp do całej wiedzy i, tworząc dzięki niej różne matematyczne modele, możemy przewidywać przyszłość. Jednak zdecydowanie się mylą. Nie wiemy nic na temat tego jakie sytuacje mogą się pojawić, a co dopiero, która z nich stanie się rzeczywistością. Ekonomiści zapominają o ludzkiej kreatywności i o tym, że właśnie dlatego nie możemy nic powiedzieć o przyszłości. Mówiąc w skrócie - podejście szkoły austriackiej jest dynamiczne a ich statyczne. Ale to nie jedyna różnica. My bierzemy pod uwagę także aspekty prawne i etyczne. Bronimy kapitalizmu nie tylko dlatego, że jest wydajnym systemem ale także dlatego że jako jedyny jest moralny. (...) Tylko on jest w pełni zgodny z naturą człowieka."

Ja bym to odniosła do zagadnień planowania w ogóle, nie tylko ekonomicznego. Wielu  naukowców zajmujących się modelowaniem systemów miejskich (np. prof. Michael Batty z UCL London) po iluś latach prób i doświadczeń dochodziło do tego że model nigdy nie będzie doskonały, zawsze stanowił będzie uproszczenie rzeczywistości.  Utkwiło mi w pamięci stwierdzenie S Guhathakurt'y o tworzeniu modeli na użytek "opowiadania historii". Model służy wyjaśnieniu pewnych zagadnień w ramach dyskusji. Może być jeszcze oczywiście bazą wiedzy ale to już inna sprawa.

Zamiast badać ludzi, prognozować na własną rękę wykorzystując zgromadzone dane dużo prościej i praktyczniej jest nas mieszkańców zapytać czego my tak naprawdę chcemy.

Uzupełnię to jeszcze kilkoma cytatami z wcześniejszych moich rozważań: Miasto jest organizmem niezwykle złożonym. Ilosc procesów rozgrywających sie w mieście jest na tyle duża, a ich wzajemne interakcje na tyle skomplikowane, że dokładne odwzorowanie wszystkich aspektów miasta jest niemożliwe. Cecha charakterystyczna dla wszystkich modeli jest założenie à priori pewnego poziomu abstrakcji i wynikajaca z tego koniecznosc stosowania uproszczen umożliwiajacych przedstawienie zjawiska, które stanowi przedmiot zainteresowania.
Profesor Michael Batty [2001, s.6] rozważajac możliwosci prezentacji złożonosci zjawisk w ramach modeli urbanistycznych stwierdził iż podejmowanie takich prób prowadzi do nastepujacego dylematu: „Staramy sie rozwijac modele, których istota jest skomplikowanie i jednoczesnie przy ich pomocy próbujemy uzasadniac rzeczywistosc, która przedstawiamy tak jakby jej istota była prosta”.

I dalej: Modelowanie jest rodzajem badania naukowego. Tą samą wiedze, którą uzyskujemy obserwujac procesy wirtualne – które z samego założenia nigdy nie bedą dokładnym odwzorowaniem rzeczywistosci, nie istnieje możliwosc uzyskania takowego choćby za wzgledu na oddziaływanie czynników zewnetrznych – możemy uzyskac rozmawiając z mieszkańcami. Już Jay Forrester [1969] w komentarzu do opracowanego przez siebie modelu symulacyjnego, stwierdził iż: „Inni wykorzystuja wiedze o siłach, przyczynach, powiazaniach, reakcjach i wydarzeniach historycznych potrzebna dla ukształtowania teorii. W rzeczywistosci wiedza pochodzi skadinąd, od tych którzy znają scenę miasta z pierwszej ręki” [od mieszkanców]."
We współczesnej teorii opisujacej modele coraz cześciej odchodzi sie od dążenia do uwzglednienia wszystkich zjawisk. Zadaniem modelu jest unaocznienie procesu, zilustrowanie argumentacji. Mówi się o modelowaniu jako o „opowiadaniu historii” [Guhathakurta, 2002].

A na koniec o tym jak Jesus Huerta de Soto prowadzi zajęcia ze studentami  :

Uderzyła mnie pewna myśl. To niej jest przypadek, że kryzys finansowy w Stanach zbiegł się z kryzysem niekontrolowanego rozwoju miast. Szkoła austriacka, którą reprezentuje profesor Jesus Huerta de Soto proponuje powrót do bardzo tradycyjnego myślenia o finansach. Podobny powrót do tradycyjnej idei miasta proponują Nowi Urbaniści. Pewne postawy, pewne sposoby działania ukształtowane w ciągu tysięcy lat są dla ludzi najlepsze. Wiara w wszechwładzę umysłu, która objawiła się wojnami światowymi, faszyzmem , stalinizmem etc jest krytykowana. Obserwujemy teraz powrót do korzeni wpisujący się w to co bardzo ogólnie, w odniesieniu do różnych zjawisk w kulturze nazywa się postmodernizmem. A jest w istocie powrotem ku prostemu zaspokajaniu potrzeb, ludzkich potrzeb.

Tagi: ekonomia, finanse, biznes, miasto, planowanie, modelowanie


2009-11-07 21:41
 Oceń wpis
   

Angielski oryginał jednej z moich ulubionych książek zatytułowany jest A God Within. Autorem jest René Dubos - francuski i amerykański mikrobiolog, badacz środowiska i humanista. Tytuł polski: Pochwała różnorodności - choć odbiega od oryginału, jednak doskonale oddaje istotę prezentowanych treści.

Moją uwagę przykuły dwa fragmenty: "Każde miasto reaguje na doświadczenia i próby w sobie właściwy sposób, z reguły uwydatniający jego niepowtarzalny charakter; jest to proces organiczny, którym tłumaczy się trwałość specyficznego charakteru miast mimo burz dziejowych. (...) Ekolodzy dowiedli że najbardziej trwałe są systemy naturalne o wysokim stopniu zróżnicowania. To samo można powiedzieć o systemach urbanistycznych. Długotrwałą wielkością i świetnością cieszą się miasta o bardzo urozmaiconej ludności, działalności gospodarczej i strukturze społecznej. Dzięki różnorodności posiadają one odporność, pozwalającą przetrwać wstrząsy historyczne i zachować tożsamość mimo ciągłych zmian. (...)"

Tak sobie myślę kiedy to czytam, że naziści bardzo skutecznie działali likwidując w Łodzi różnorodność kulturową. Kilka dni temu tłumacząc gościom konferencji dotyczącej Przestrzeni małych miast, o której już wcześniej pisałam, jak znaleźć w Łodzi ślady getta odczułam jak niewiele sama wiem na ten temat. Szukając informacji natrafiłam na poniższe zdjęcie i od tej pory nie umiem o tym nie myśleć. Widoczne na nim dzieci zostały zagazowane w przyczepach samochodów wyziewami ze skierowanych do wewnątrz rur wydechowych.


Zdjęcie pochodzi ze strony www.ghetto.lodz.pl

Siła naszego miasta tkwiła niegdyś w wielokulturowości i być może do tego należałoby wrócić - nawet jeśli wyłącznie poprzez zapraszanie tu turystów szukających swoich korzeni. Aby taki cel osiągnąć nie są nam potrzebne wieżowce ani wielkomiejska zabudowa, która upodobni Łódź do tysięcy miejsc na świecie. Zastanawiałam się co może stać się siłą napędową rozwoju miejskiego albo zapewnić funkcjonowanie. Obok przemysłu, handlu i usług, obok kultury (jak w Bilbao) może to być również tradycja miejsca. W Łodzi już to się zaczęło - patrz zbierająca laury Manufaktura. Powiązania z Izraelem, które są ostatnio powszechnie krytykowane oraz bezustanne propagowanie żydowskich korzeni łódzkiego rozwoju - też już stały się wartością. Może należałoby rzeczywiście to wykorzystać. Nie zapominając jednak przy tym o potomkach dawnych polskich robotników, którzy obecnie tworzą - również powszechnie krytykowaną - łódzką "żulernię". A tak naprawdę są to w większości w prostej linii spadkobiercy najstarszych mieszkańców Łodzi, dla których to miasto było Ziemią Obiecaną...

Jeszcze jeden cytat na koniec, z tej samej książki: "Głoszenie nadziei w ponurej sytuacji może się wydawać naiwnym i pretensjonalnym złudzeniem, ale przecież z takich właśnie złudzeń rodzi się twórcza wiara, o której pisał Carl Sandburg: << Ufam przeznaczeniu człowieka i wierzę bardziej niż potrafię dowieść, w przyszłość rodzaju ludzkiego i znaczenie złudzeń, w wartość wielkich nadziei.<< (...)

 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-10-23 22:02
 Oceń wpis
   

Budowa zbiornika obok Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy stała się źródłem klęski ekologicznej. Nikt nie jest w stanie przewidzieć ostatecznego rozmiaru zniszczeń. Pod wodą znalazły się liczne miasta i wsie a także zakłady przemysłowe, co spowodowało krytyczne zanieczyszczenie ponad 600 km biegu najdłuższej chińskiej rzeki. Zanieczyszczenie o nieodwracalnym charakterze i rozmiarze. Jak pisze Aleksandra Stanisławska w Rzeczypospolitej w artykule Gwałt na Jangcy: nawet chińskie władze przyznają że to co miało być symbolem potęgi Chin, wymknęło się spod kontroli.


Źródło: http://earthobservatory.nasa.gov

A miało być tak pięknie.. Tama jest największą tego typu budowlą na świecie - wyprzedziła brazylijską Itaipu Dam. Wydajność wg projektu miała wynosić 85 bilionów kW/h. Utworzenie zbiornika przyczyniło się do wyeliminowania corocznych powodzi. Zapora Trzech Przełomów zatrudniała podczas budowy 25 000 pracowników. Budżet inwestycji wynosił 24 biliony $.  Budowa tamy trwała 13 lat.


Źródło: http://cayankee.blogs.com/

Konstrukcja od początku była krytykowana ze względu na ogromne koszty społeczne. Wymagała przesiedlenia ponad miliona osób oraz zalania wodami zbiornika 1200 miasteczek i wsi. W nieodwracalny sposób zmieniono środowisko życia ludzi i zwierząt. Zalane zostały liczne szpitale, cmentarze i fabryki, które stały się źródłem trucizn. Zalanie pól uprawnych spowodowało rozpuszczenie w wodzie rzeki nawozów i pestycydów. Dodatkowo swoje trzy grosze dołożyło wykorzystanie rzeki jako kanału żeglugi śródlądowej. Jangcy stała się jednym z największych ścieków świata. Wymierają zwierzęta i rośliny, a zamieszkałej na brzegach ludności brakuje wody pitnej.

Pozostaje pytanie - czy działania w takiej skali mają sens. I czy rzeczywiście są potrzebne? Czy gigantomania, rozdmuchane inwestowanie, propaganda sukcesu, niepohamowana żądza zarobków kosztem: ludzi, przyrody, zwierząt, zabytków kultury, wszystkiego co cenne powinno mieć miejsce. Bez umiaru i bez sensu. I obawiam się - nie tylko w Chinach.

Informacje o budżecie i mocy zaczerpnięte zostały z http://cayankee.blogs.com

Poniżej zwiastun filmu "W górę rzeki Jangcy" który w przejmujący sposób ilustruje  powyższe problemy.

Oraz prezentacja zmian, w tym przede wszystkim rozmiaru zalanych terenów związanych z tak znacznym spiętrzeniem wód rzeki Jangcy:

 

Tagi: ekonomia, energetyka, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2009-10-14 20:47
 Oceń wpis
   

Całkiem przypadkiem wpadła mi w ręce relacja z dyskusji o przyszłości łódzkiej kultury wobec starań naszego miasta o zyskanie miana Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Zastanawia mnie czy powinno się określać podejmowane wysiłki w ten sposób - należałoby raczej stać się stolicą a nie tylko zyskać miano. Wśród głosów w dyskusji jeden przykuł moją uwagę. Ostatni, z sali - Jadwigi Tryzno, cytuję:

JADWIGA TRYZNO (GŁOS ZSALI) : "Chciałabym podzielić się refleksją -byśmy się zastanowili, co naprawdę oznacza bycie europejską stolicą kultury. Jak można sobie wyobrażać stan, w którym się jest tą europejską stolicą, bądź - w jaki sposób ten tytuł się tak naprawdę zdobywa. Dla mnie to ważne, gdyż tak naprawdę w sumie może to być po drodze źródłem wielu nieporozumień. To, co powiedział Krzysztof -to wszystko prawda, ale miasta, które zdobyły ten tytuł, mają architekturę, ona jest zadbana. Ale celowo zmierzam tu do jednego: wiem jak się pisze projekty do Unii. Żeby zdobyć dotację, trzeba spełnić szereg kryteriów. Pod jakie kryteria będziemy grać przez te parę lat, żeby - jeśli nam zależy na zdobyciu miana ESK 2016 - być efektywnym? Być może trzeba po prostu nam uświadomić, w co my gramy, bo być może to jest fajne, ale niekoniecznie musi nas interesować. "

Jadwigę i Janusza Tryzno miałam okazję poznać sporo lat wstecz i jedynie przelotnie, podobnie jak zapewne większość osób odwiedzających prowadzone przez nich Muzeum Książki Artystycznej, przy okazji różnych organizowanych tam imprez. I zapewne podobnie jak wiele innych osób, które się przez to miejsce przewijają, zapamiętałam ich jako wspaniałych, ciepłych, pełnych szacunku dla innych i pasji dla tego co robią ludzi. Pamiętam troskę i starania o utrzymanie należytego stanu powierzonego im budynku, w którym nadal dzięki ich wyłącznym wysiłkom działa świetna placówka kultury.


Willa Grohmana, siedziba Muzeum Książki Artystycznej przy ul. ks.bp. Tymienieckiego 24, obrazek zaczerpnięty z serwisu culture.pl

W przytoczonej wypowiedzi zwróciło moją uwagę jedno spostrzeżenie, zbliżone zresztą do rozterek zawartych w pierwszym zdaniu tego wpisu. Czy Łódź ma zyskać miano ESK 2016 - czy też raczej powinna się nią stać. Spostrzeżenie o którym mowa dotyczy oczywiście architektury, tego że musi być i musi być zadbana. To czego w myśleniu, dążeniach i aspiracjach chyba jednak brakuje to - jak mi się wydaje wynika z wypowiedzi Pani Jadwigi - coś na kształt rozważnej i przeprowadzonej bez oszukiwania samych siebie analizy. Analizy, która powinna chyba przypominać  - rzetelną analizę SWOT*. Wyciągając wnioski z tej analizy należałoby chyba zmienić myślenie o łódzkim dziedzictwie i jego potrzebach. Bo albo się czymś jest, chce się coś osiągnąć albo nie.

*Nie jestem w tej materii specjalistą, tak to się o ile pamiętam z cytowanego już tu wcześniej egzaminu nazywa.

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-10-12 16:02
 Oceń wpis
   

Moją uwagę przykuł fragment artykułu w Gazecie Wyborczej - Biznes na temat tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.


Tegoroczna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Zacytuję: " Elinor Ostrom, profesor na Uniwersytecie Bloomington, rzuciła wyzwanie teorii, jakoby wspólna własność była zawsze źle zarządzana i jedynym wyjściem z tej sytuacji jest prywatyzacja lub przejęcie władzy przez jeden centralny ośrodek. Przeprowadziła szereg badań i analiz, za przykłady biorąc zarządzane przez szereg pracowników targi rybne, pastwiska, lasy, i dowiodła, że w większości przypadków własność wspólna jest znacznie lepiej zarządzana, niż mówią to standardowe teorie. Jej zdaniem właściciele zasobów najczęściej w swoim gronie sami wynajdują sposoby na podjęcie dobrych decyzji i wcielenie ich w życie, sami też najlepiej są w stanie rozwiązać wszelkie konflikty interesów."

Wspaniały argument przemawiający za stosowaniem w praktyce rozwiązań partycypacji społecznej w planowaniu. Zawsze co dwie głowy to nie jedna. Grupa osób z reguły jest autorem lepszych pomysłów niż pojedyńcza osoba. Fakt że trudniej je wdrażać i realizować - a może wbrew pozorom wcale nie trudniej? Na pewno nie dyskwalifikuje to grupy. Bardzo się cieszę, że akurat dzisiaj trafiłam na taką wiadomość. Gdzieś ktoś kiedyś opowiadał mi w zamierzchłych czasach, kiedy uczyłam się do egzaminu doktorskiego z ekonomii, że to najbardziej humanistyczna z nauk. Coś w tym jest.

Źródło cytatu oraz zdjęcia : GW

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2009-02-17 10:05
 Oceń wpis
   

Zadziwiające jak zbieżne jest myślenie różnych osób w tym samym czasie! Podczas gdy ja pisałam o krajobrazie codziennym, zastanawiając się na ile wygląd budynków jest prywatną sprawą ich właścicieli i inwestorów Seweryn Chwałek na łamach Rzeczypospolitej wskazywał na fatalne skutki wyroku Naczelnego Sadu Administracyjnego w sprawie wsparcia finansowego dla remontów.

Poruszane w artykule "Dlaczego naszym miastom trudniej będzie walczyć z brzydotą"  kwestie wydają mi się to szalenie ważne. Orzeczenie NSA  (sygn. II G SK 411/08) - brzmi jak następuje. "Gminom nie wolno wspierać remontów przeprowadzanych przez wspólnoty mieszkaniowe". Pomoc taka - przeznaczona dla właścicieli prywatnych, nie służy zdaniem NSA realizacji celów publicznych. Sąd uważa iż remont elewacji kamienic leży wyłącznie w interesie ich właścicieli. Zdaniem autora artykułu, które w pełni popieram "stanowisko NSA razi brakiem głębszej refleksji na temat celu publicznego".

Przedmiotem wyroku NSA była sprawa tocząca się w gminie Karpacz, jednak ponieważ wiele samorządów w Polsce dokłada do remontów z publicznych pieniędzy jest to precedens o dużo szerszym zasięgu oddziaływania. Dotowane są przede wszystkim remonty dachów i elewacji.

"Gminy bowiem słusznie uważały, że krajobrazem miasta są domy, a nie łąki. Przestrzeń miejska ukształtowana jest głównie przez budowle - lepiej lub gorzej zaprojektowane i lepiej lub gorzej utrzymane. Czy interesem tylko prywatnym byłby remont elewacji i dachów zdewastowanych kamienic w centrum Łodzi? Zachwycił się nimi Dawid Lynch, jeden z bardziej mrocznych reżyserów filmowych.
Centra polskich miast to często strzępy odnowionej zabudowy i gruzowiska stojących mimo wszystko kamienic. Brak planów zagospodarowania, brak pomysłów na ciekawą przestrzeń wspólną przy dynamicznej zmianie struktury własności (...)"

Bardzo krótki komentarz - dlaczego tak się dzieje skoro tak wiele osób zwraca uwagę na katastrofalne skutki takiego dziania!  Już wiadomo, że "Król jest nagi", więc może czas najwyższy coś z tym zrobić!

Źródło: www.rp.pl

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2009-01-21 05:17
 Oceń wpis
   

Uderzyła mnie ostatnio myśl jak bardzo poglądy Profesora Jeffrey'a Sachs'a znajdują odniesienie do problemów społecznych centralnej części Łodzi. Zastąpienie polityki liberalizmu gospodarczego niekoniecznie bardzo kosztochłonnymi działaniami mającymi na celu niesienie pomocy najuboższym. Dla zapobiegania konfliktom i eskalacji problemów. 

Jednocześnie, jak bardzo niestety wciąż aktualne są sugestywne wizje życia w niektórych rejonach Łodzi z Ziemi Obiecanej Reymonta. Sytuacja, wciąż i po wielokroć opisywana i badana.

"(...) Jaskólscy mieszkali daleko, za starym kościołem, w jakiejś uliczce bez nazwy, która tyłami dotykała tej słynnej miejscowej rzeczki, służącej za rynsztok, odprowadzający wszelkie odpływy fabryk.
Uliczka podobna była do śmietnika, pełnego odpadków wielkiego miasta.
Józio przesunął się spiesznie i wszedł do nie tynkowanego domu, który świecił wszystkimi oknami od suteryn aż po strychy niby latarnia i wrzał cały ludzkim rojem, jaki się w nim gnieździł.
W ciemnej sieni, przepełnionej strasznymi zapachami i zaniesionej błotem, namacał brudne aż do lepkości poręcze i zbiegł szybko do suteryn; długi korytarz bez podłogi, zarzucony śmieciami i sprzętami gospodarskimi, pełen również błota i wrzawy ludzkiej, i smrodów, oświetlał mały kaganek kopcący się pod sufitem.
Przedarł się przez porozstawiane na drodze zawady i dotarł do końca korytarza.
Buchnęło na niego gorące, piwniczne powietrze przesycone zgnilizną i wilgocią, ściekającą rudymi pasami po wybielonych ścianach.
Gromada dzieci rzuciła się na jego przywitanie.
- Myślałam, że dzisiaj już nie przyjdziesz - szepnęła wysoka, chuda, przygarbiona kobieta, o zielonkowatej zapadłej twarzy i wielkich czarnych oczach.
- Spóźniłem się, mamusiu, bo był u nas pan Borowiecki, dyrektor od Bucholca, i przez to nie śmiałem wyjść prędzej. Ojciec nie był jeszcze?
- Nie - odpowiedziała głucho i poszła nalewać herbatę do kominka, odgrodzonego od izby kawałem materiału zawieszonego na drutach.
Józio poszedł za nią za zasłonę i położył przyniesione ze sobą prowianty.
- Wziąłem dzisiaj od starego pieniądze za tydzień, może mama schowa.
Położył cztery ruble z kopiejkami; brał pięć tygodniowo.
- Nic sobie nie zostawiasz?
- Mamusiu, mnie nie potrzeba na nic. Żal mi tylko, że nie mogę jeszcze zarobić tyle, ile mamie potrzeba - mówił z prostotą; jego nieśmiałość gdzieś zniknęła zupełnie.
Pokrajał chleb na kawałki i chciał wrócić do izby
- Józiu, mój synu drogi, moje dziecko kochane -szepnęła matka łzawym głosem i łzy jak groch posypały się po jej wynędzniałych policzkach i spadao0;y
na głowę syna, którą przyciskała do piersi.
Chłopak ucałował jej ręce i z rozweseloną twarzą powrócił do reszty rodzeństwa, które siedziało na ziemi, pod małym okratowanym okienkiem, wychodzącym na trotuar; było tego czworo, w wieku od lat dwóch do dziesięciu, bawiły się bardzo cicho, bo starszy od nich trzynastoletni chłopiec leżał na łóżku:
chory na suchoty; łóżko było nieco odsunięte od ściany z powodu wilgoci, jaka się zsączała na pościel.
- Antoś? - pochylił się nad poduszką ku bladej, zielonawej twarzy, która z głębi kolorowej pościeli patrzyła szklistymi nieruchomymi oczami z jakimś tragicznym spokojem zamierania.
Chory nie odezwał się, poruszał tylko ustami i utkwił w nim szare, błyszczące oczy, a potem dotknął się wychudłymi palcami jego twarzy z pieszczotliwością dziecinną i uśmiech blady, podobny do uśmiechu kwiatów więdnących, prześlizgnął mu się po sinawych ustach i ożywił martwe spojrzenia.
Józio usiadł przy nim, popoprawiał mu poduszki, uczesał swoim grzebykiem rozrzucone, pozlepiane i miękkie jak jedwab jasne włosy i znowu zapytał:
- Antoś, dobrze ci dzisiaj?
- Dobrze - wyszeptał cicho i zaczął mrużyć oczy potakująco i uśmiechać się.
- Niedługo wyzdrowiejesz!
Trzasnął z zadowoleniem w palce. On swoim zdrowym, silnym organizmem nie odczuwał zupełnie grozy tej choroby brata.
Antoś bowiem umierał powoli na suchoty, jakie się wywiązały z silnej influenzy, a chorobie dopomagała nędza, jaka żarła całą rodzinę od lat dwóch, to jest od czasu sprowadzenia się na bruk łódzki ze wsi; dobijała go twarz matki, która codziennie była smutniejsza, dobijało go młodsze rodzeństwo, które było coraz cichsze, i te wieczne klekotania warsztatów, co prawie bez ustanku, dzień i noc, wstrząsały nad jego głowami sufitem, ta wilgoć, jaka ściekała po ścianach, te wrzaski sąsiadów i bijatyki, jakie się często zrywały w sąsiednich suterynach i na górze; a najwięcej ta świadomość, powiększająca się z dniem każdym, nędzy ich wszystkich.(...)"

Cytat pochodzi z: Władysław Reymont, Ziemia Obiecana Tom I Rozdział X, pl.wikisource.org

Tagi: ekonomia, miasto, socjologia, Łódź, Lodz


2009-01-11 13:46
 Oceń wpis
   

Przedstawiam referat napisany na Konferencję KSZTAŁTOWANIE WSPÓŁCZESNEJ DOKTRYNY URBANISTYCZNEJ zorganizowaną wspólnie przez KPZK PAN, Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej, Miasto Gdańsk oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich Oddział Gdańsk, która odbyła się w dniach 4-6 grudnia 2008 w gmach Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. Poniżej wnioski  referatu:

"Analizując możliwości wpływu przyjętej teoretycznie doktryny urbanistycznej na ostateczny kształt planu oraz przebieg procesu planowania można wyodrębnić dwa podstawowe „kanały” oddziaływania – na wzór kanałów komunikacji. Są to przepisy prawa oraz edukacja. Niniejsze wnioski można uogólnić, gdyż dotyczą ogółu dostępnych obecnie możliwości wdrażania planowania przestrzennego zgodnego z przyjętą doktryną.

Przepisy prawa oddziaływają na kształt planu zarówno bezpośrednio jak i kształtując postawy wszystkich aktorów zaangażowanych w jego powstawanie. Stanowią najważniejszy czynnik decydujący zarówno o formie i zawartości planu, o jego ustaleniach jak i o sposobie prowadzenia procedury planu (np. o sposobach angażowania mieszkańców w proces stanowienia planu). Poprzez przepisy prawa rozumieć należy zarówno sam zbiór przepisów tworzących system prawny ale również skuteczny sposób egzekwowania przepisów.

Edukacja jest „kanałem oddziaływania”, który wpływa na wszystkie wymienione czynniki, włącznie z tworzeniem przepisów prawnych. Mówiąc o działaniach o charakterze edukacyjnym myśleć należy nie wyłącznie o edukacji środowiska fachowców – ta realizowana jest na stosunkowo dobrym poziomie, o czym mogą świadczyć choćby sukcesy naszych Kolegów pracujących za granicą. Istotnym elementem jest edukacja o szerszym zasięgu (z wykorzystaniem ogółu dostępnych mediów: prasy, radia, telewizji, sieci Internet, literatury, filmu, wystaw, happeningów, etc.), której zadaniem jest popularyzacja elementów obowiązującej doktryny dla uzyskania szerokiego poparcia zawartych w niej wartości. Tak pojęta edukacja jest czynnikiem, który oprócz zmiany postaw może wspomóc również zmiany obowiązującego systemu prawnego. "

Pełny tekst referatu wraz z ilustracjami dostępny jest tutaj.

Tagi: ekonomia, społeczeństwo, miasto, planowanie, urbanistyka


2009-01-06 23:08
 Oceń wpis
   

Jedną z metod skutecznego angażowania mieszkańców w działania samorządu lokalnego jest budżet partycypacyjny (participatory budget/ participatory budgeting). Metoda ta jest dość szeroko stosowana w krajach Ameryki Łacińskiej - przede wszystkim w Brazylii - ale również w Hiszpanii, we Francji, w Wielkiej Brytanii. Polega na pozostawieniu decyzji o alokacji części środków budżetu miasta lub gminy w gestii samych mieszkańców. Sam proces decyzyjny jest ściśle zaplanowany. Realizowany jest podobnie jak pozostałe działania związane z finansami miejskimi/ gminnymi w sposób powtarzalny, w cyklu rocznym.
Pierwszym miastem, w którym metoda ta znalazła zastosowanie było Porto Alegre w Brazylii. W mieście nękanym ogromnymi problemami społecznymi, gdzie jedna trzecia mieszkańców żyła w nędzy - w odseparowanych od reszty miasta slumsach bez dostępu do infrastruktury publicznej czyli bieżącej wody, kanalizacji, służby zdrowia czy szkół.


Źródło: GoogleMaps

Zastosowanie opisywanego instrumentu przyczyniło się do lepszej, bardziej celowej alokacji środków. W PB bierze udział corocznie około 50 tysięcy mieszkańców miasta (przy ogólnej liczbie mieszkańców 1,5 miliona). Liczba ta sukcesywnie wzrasta. Wzrasta również udział środków wydawanych w ten sposób w ogólnym budżecie miasta - z 17% w 1992 roku do 21% w 1999 roku.
Wg ekspertów Banku Światowego zastosowanie participatory budgeting przyczyniło się do rozwoju infrastruktury miejskiej. W roku 1988 a więc na rok przed wprowadzeniem PB jedynie 75% ogólnej liczby gospodarstw domowych obsługiwanych było systemem kanalizacyjnym i wodociągowym, w roku 1998 obsługiwanych było 98%. Liczba szkół wzrosła czterokrotnie poczynając od roku 1986. Wydatki na służbę zdrowia i oświatę zwiększyły się z 13% (1985 r.) do prawie 40% (1996 r.). Wysoka i wciąż zwiększająca się liczba uczestników po ponad dekadzie działania programu świadczy o wpływie tego instrumentu na wzrost zaangażowania mieszkańców. I nie ma się co dziwić. Wszak możliwość współdecydowania o sposobie wydawania publicznych pieniędzy jest wystarczającym powodem aby zainteresować się zagadnieniami związanymi z planowaniem.
Oczywistym jest też, że praktyczna realizacja idei napotyka na trudności, jest krytykowana za niedociągnięcia związane z nierespektowaniem w pełni decyzji podejmowanych przez Municipal Council of Budget. Świat jak wszyscy wiemy nie jest zamieszkały przez ideały. Jednak sam mechanizm działa skutecznie, z pożytkiem dla wszystkich zainteresowanych.

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2008-12-22 00:12
 Oceń wpis
   

Panie Premierze, Panowie Posłowie PO,
Oddając swój głos w wyborach na Waszą partię liczyłam na wprowadzenie mądrych, bazujących na wiedzy fachowej i mających na uwadze dobro nas wszystkich - w tym także dobro przyszłych pokoleń Polaków - przepisów. Czuję się zawiedziona.

Zawiedziona, że wbrew głosom środowisk fachowych, wbrew naukowcom, wbrew zaleceniom Komisji Europejskiej, wbrew zasadom zdrowego rozsądku, dążycie do wprowadzenia ustawy mającej na celu nie dobro publiczne ale interesy dwóch tylko grup społecznych. Grup, które w wyniku odrolnienia całości terenów w granicach miast - bo o tych przepisach, nie po raz pierwszy zresztą, piszę - osiągną znaczne zyski. Mam na myśli deweloperów oraz właścicieli nieruchomości rolnych w granicach miast.

Proponowana zmiana w przepisach doprowadzi do sytuacji niewyobrażalnego wprost chaosu w przestrzeni. Chaosu, za który przyjdzie nam niestety płacić wszystkim. Niekontrolowany niczym rozwój urbanizacji w granicach administracyjnych miast to nie tylko zaprzeczenie zasadom ładu przestrzennego ale także elementarnym zasadom ekonomii. Kto zapłaci za uzbrojenie chaotycznie zabudowanych terenów? Kto i za co wybuduje drogi? Co stanie się z centrami miast, kiedy całość procesów urbanizacyjnych przeniesie się na nie zainwestowane jeszcze obrzeża? Gdzie troska o rewitalizację już zainwestowanego terenu? Czy Polacy są ludem koczowniczym?

W jaki sposób oszacować groźne bo nieprzewidywalne skutki dla środowiska kumulacji procesów inwestycyjnych realizowanych w oparciu o wydawane jednostkowo decyzje o warunkach zabudowy?

Czuję się zawiedziona jako Wasz Wyborca. Liczę na opamiętanie. Liczę że spełnicie pokładane w Was przez rzesze Obywateli nadzieje.

Tagi: ekonomia, prawo, społeczeństwo, nieruchomości, urbanistyka


2008-11-25 17:14
 Oceń wpis
   

Jestem zachwycona!

 CZAPKI Z GŁÓW DLA PANA PREZYDENTA!

Był taki moment, kiedy myślałam że rozsądek w tym kraju to rzecz reglamentowana. Tymczasem okazuje się że jednak są ludzie mądrzy, którzy szanują innych mądrych ludzi. Oraz, że odrobina rozsądku pozostała. Nie rządzi nami wyłącznie krótkoterminowe myślenie o zyskach - zresztą kto teraz inwestuje w mieszkania..

Wydawało mi się że będzie jak w tym dowcipie: Mąż do żony: Te brudne dzieciaki przed drzwiami to nasze? Ona potwierdza na co on proponuje: myjemy, czy robimy nowe?

Do takich właśnie rezultatów prowadzi zajmowanie wciąż nowych terenów i brak rekultywacji starych. Nie jesteśmy już ludem koczowniczym, musimy dbać o ograniczoną przestrzeń, w której przychodzi nam żyć.

Pisałam już o tym kilkakrotnie ... , .... , ....

Dlatego jeszcze raz DZIĘKUJĘ PANU PANIE PREZYDENCIE za zawetowanie tej bzdurnej ustawy!

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2008-10-01 04:36
 Oceń wpis
   

Urbanistyka - nauka o mieście, o jego funkcjonowaniu, genezie i historii powstawania czy też raczej sztuka kształtowania przestrzeni miejskiej. Dziedzina twórczości, jedna z dyscyplin architektonicznych? Sztuka osiągania konsensusu społecznego w sprawach związanych z zagospodarowaniem przestrzeni z uwzględnieniem potrzeb współczesnych oraz przyszłych użytkowników miejsc.

Pojęcie wprowadzone przez Ildefonsa Cerdę, katalończyka, autora planu przebudowy Barcelony, w jego dziele  Teoría General de la Urbanización - Ogólna teoria urbanizacji (1867).

Nawyk przejęty z innych dziedzin życia karze poszukać terminu w google lub w wikipedii. Pojęć związanych z urbanistyką, z zagospodarowaniem przestrzeni, z planowaniem przestrzeni znajdziemy w polskiej sieci "jak na lekarstwo", prawie ich nie ma, brak. Zjawisko zanikło, w polskiej przestrzeni internetu jeszcze się nie pojawiło.

Fakt braku terminu w sieci nie jest przypadkowy. Wynika z zaniku pojęcia w świadomości. Coś co nie istnieje nie nazywa się. Wiemy wszyscy: Na początku było słowo.

Polska urbanistyka po latach świetności przestała istnieć. Nie ma sztuki kreowania przestrzeni miejskiej. Nauka o zagadnieniach piękna w mieście pozostała w fomie szczątkowej jako jeden z przedmiotów prowadzonych na uczelniach wyższych, głównie na Wydziałach Architektury. Stała się zagadnieniem elitarnym, dostępnym niewielkiej grupie osób. Gorzej: odnoszę czasami wrażenie, że z fazy elitaryzmu trafiła już do lamusa!

Jak ma być inaczej skoro o kształcie miasta wynikającym z przeznaczania nowych terenów pod zabudowę ma przesądzać klasa gruntu? Albo rozmieszczenie terenów należących do Agencji Rynku Rolnego? Takie są w ostatnim czasie pomysły na powiększanie obszarów zurbanizowanych.

Polska urbanistyka zdycha. Czas najwyższy na respirator.

Tagi: ekonomia, społeczeństwo, urbanistyka


2008-08-20 09:34
 Oceń wpis
   

Wnioski o dofinansowanie remontów, renowacji i termomodernizacji budynków z funduszy Regionalnych Programów Operacyjnych na lata 2007 – 2013 będzie można składać już we wrześniu. O dofinansowanie mogą się starać wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie. Wnioski trzeba składać w urzędach marszałkowskich. W niektórych województwach nabór wniosków ruszy dopiero w przyszłym roku. Jest to, jak tłumaczą urzędnicy, związane ze stopniem przygotowania Lokalnych Programów Operacyjnych przez samorządy lokalne.

W niektórych województwach można występować o zwrot nawet do 85% tzw. kosztów kwalifikowanych przedsięwzięcia - tak wynika z informacji przekazanych przez władze wojewódzkie. Pieniądze mogą być wykorzystane na remont dachu, elewacji, wymianę stolarki okiennej i drzwiowej, odnowienie klatek schodowych i korytarzy, wejścia do budynku, windy, instalacji wewnętrznych oraz na zmniejszenie strat energii budynków. Możliwość uzyskania funduszy uzależniona jest od lokalizacji budynku oraz od kryteriów obowiązujących w danym województwie.

Źródło: www.rp.pl, 18.08.08

Tagi: ekonomia, gospodarka, fundusze unijne, urbanistyka, rewitalizacja


2008-07-05 00:20
 Oceń wpis
   

 Co zrobić aby oszpecić miasto? Przepis na to odnaleźli rozmaici spece od reklamy. Spójrzcie tylko proszę na zdjęcie poniżej. Ślicznie prawda? I śmiesznie, a na dodatek nielegalnie.

Zaciekawił mnie artykuł Dariusza Bartoszewicza w Warszawskiej Wyborczej. Od dłuższego czasu i nie tylko u nas mówi się o brzydocie reklam. No i co z tego wynika? Ano nic.

"Polem bitwy jest miasto. Cel to zawłaszczyć jak najwięcej przestrzeni publicznych, by na niej zarobić. Świat reklamy nie może dogadać się z władzami miasta i wykopuje topór wojenny.

W Warszawie odbywa się ostra rozróba - jak walka na cepy i sztachety po suto zakrapianej potańcówce w remizie. Uprawiają ją reklamiarze.

Gniew burmistrza

Zamiast sztachet używają billboardów i płacht. Stalowe nogi z nośnikiem wciskają, gdzie się tylko da, by przywalić na odlew, po oczach. Na pytanie, czy nie wstyd tak gwałcić miasta i zmysłów przechodniów, reklamiarze odpowiadają: - Musimy. Nie mamy wyjścia. Robimy to, co i konkurencja. Jeśli nie dorównamy im kroku, wypadniemy z gry i przestaniemy się liczyć.
Dlatego reklama jest coraz bardziej agresywna, balansuje na granicy prawa albo je bezpardonowo łamie, wiedząc, jak słaby jest nadzór budowlany i jak bezradni są urzędnicy ratusza. Dlatego co rusz stają lewe reklamy.

Na przykład na dachu pawilonu Cepelii u zbiegu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. - Widzę tego ogromnego dmuchanego misia z okien swojego gabinetu - wściekał się niedawno Wojciech Bartelski, burmistrz Śródmieścia, dzwoniąc do "Gazety". - Jest nielegalny.

Miś kiwa się na wietrze ze swoim szyderczym, misim uśmieszkiem. Burmistrzowi skacze ciśnienie. Nie może nawet misia nakłuć szpilką, by spuścić z niego trochę powietrza. Szpetotę z plastiku mogliby wziąć w obroty inspektorzy nadzoru budowlanego. Jednak za mało zarabiają, są zawaleni robotą. Nie mają już siły na nic, tym bardziej na zapasy z misiem.

Pojmany sprawca

Urzędniczą niemoc postanowiła w innym miejscu przerwać miejska konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka. Zaalarmowała strażników miejskich, widząc, że na nieskończonym budynku, który wyrósł na zabytkowych ruinach Banku Polskiego przy ul. Bielańskiej, jakaś niewidzialna ręka rynku próbuje instalować wielkoformatową reklamę. Funkcjonariusze pojmali sprawcę, który przyznał się, że działa na zlecenie należącego do Agory AMS, o czym z lubością doniósł dziennik "Rzeczpospolita".

- Zgłosiliśmy miastu, że chcemy wieszać tę reklamę. Uznaliśmy jednak, że sprzeciw pani konserwator za słuszny, bo w tym przypadku obowiązuje też ustawa o ochronie zabytków. Nie zamontujemy tego nośnika - zapewnia Marek Kuzaka, wiceprezes AMS.

Co za ulga! Nie bez satysfakcji wiceprezes dowodzi jednak, że billboard, który stanął w Al. Ujazdowskich przy pałacyku Lesserów, może tam być, choć drażni oczy miłośników miasta. AMS zgłosił bowiem reklamę do miejskiego wydziału estetyki. Firma dostała odmowną odpowiedź już po terminie. Odwołała się do wojewody, który uznał, że sprzeciw miasta był nieskuteczny.

Na mężczyzn nie ma co liczyć

Wygląda więc na to, że stawianie i wieszanie billboardów i płacht w tak prominentnych miejscach to swoista prowokacja, która ma sprawdzić, co miasto zamierza dalej robić. Nie ma bowiem porozumienia między ratuszem a Izbą Gospodarczą Reklamy Zewnętrznej. Nie ma konsensusu.

- Jesienią 2007 r. firmy reklamy zewnętrznej na spotkaniu z wiceprezydentem Warszawy Jackiem Wojciechowiczem zgodziły się na ograniczenia. Np. przy zachowaniu istniejących lokalizacji miała nastąpić zamiana nośników z większych na mniejsze. Ale od tego czasu miasto nie przedłuża umów na nośniki w pasie drogowym, na nowe nie wydaje zgody - żali się Marek Kuzaka.

Świat reklamy przenosi teraz swoje zabawki z terenów Zarządu Dróg Miejskich na prywatne. - Wycięcie wszystkich billboardów w pień nie ma sensu, bo przestaniemy zarabiać. A firmy postawią je niedaleko - u prywatnego - mówił niedawno "Gazecie" wiceprezydent Wojciechowicz.

A więc sztachety w dłoń. Estetyczna wolnoamerykanka trwa w najlepsze. Szkoda tylko, że tak mało jest kobiet z charakterem, które podjęłyby nierówną walkę. Na mężczyzn z urzędów (nadzoru budowlanego i ratusza) nie ma już co liczyć. Już się poddali."

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

W przytoczonym artykule nie przekonuje mnie tylko podział na dobre kobiety i złych facetów. Wydaje mi się że granica między dobrem a złem przebiega gdzie indziej. Poza tym brawa dla Pana Dariusza. Problem nazwany zaczyna jak wiadomo istnieć.
 

Tagi: ekonomia, finanse, reklama, miasto, urbanistyka, piękno


2008-06-17 20:53
 Oceń wpis
   

To brzmi niczym wielka pomyłka. Tymczasem krótkowzroczna polityka władz miejskich może doprowadzić do sytuacji w której jedna z nielicznych oaz spokoju w centrum stolicy zniknie ustępując miejsca zabudowie.

Europejskie stolice wydają miliony aby tworzyć nowe parki podnosząc tym samym jakość życia w mieście. Tymczasem władze Warszawy pomimo głosów urbanistów, klimatologów czy architektów, a także pomimo protestów mieszkańców, chcą przeznaczyć część Parku Świętokrzyskiego pod zabudowę.

 

Oficjalne informacje Ratusza tłumaczą podjęte decyzje względami finansowymi. Nasuwa się pytanie kto na tym zyska, a kto straci.

Więcej informacji na temat planowego pomniejszenia Parku w artykule "Park idzie pod topór?" Michała Kozaka w Życiu Warszawy z 4 czerwca 2008 r. : 

"– Zabudowa w parku Świętokrzyskim stanie. Nie wiem jeszcze, jak będzie intensywna, ale rejon skrzyżowania Emilii Plater i Świętokrzyskiej jest zbyt cenny, by rosły tam tylko drzewa – mówi nam prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Zapis umożliwiający inwestycje z pewnością znajdzie się w przygotowywanym planie zagospodarowania Placu Defilad – dodaje."

I to wszystko ma się wydarzyć w nienajbiedniejszym przecież mieście w centrum Europy w XXI wieku. 

Tagi: ekonomia, polityka, pieniądze, warszawa, miasto, urbanistyka


2008-04-14 19:33
 Oceń wpis
   
Legendarna gra komputerowa Sim City znajduje zastosowanie w tworzeniu wizji przyszłości miast.

Takim programem jest MetroQuest - oprogramowanie opracowane przez kanadyjską firmę Envision, które pozwala użytkownikom poznać zmiany jakie zajdą w mieście w przyszłości. Prognozy uzależnione od uwarunkowań i decyzji wprowadzanych przez obsługujących system planistów mogą dotyczyć wizji na okres do 40 lat i dłużej. Użytkownicy mogą również manipulować różnymi współczynnikami i sprawdzać "co się stanie jeśli" - czyli jak będą wyglądać przyszłe scenariusze dla ich miejscowości.



MetroQuest znalazła praktyczne zastosowanie w Manchesterze, w północnej Anglii. Możliwe scenariusze rozwoju regionu badane we współpracy z Urban Planning Department w Manchester University pozwoliły na wybór optymalnego wariantu.



Na indonezyjskiej wyspie Bali zastosowanie oprogramowania wykazało, że wyspę czekają poważne kłopoty. Przemysł turystyczny, który stanowi tam podstawowe źródło utrzymania, jest bezpośrednio związany z walorami srodowiska. Te z kolei znajdują się w poważnym niebezpieczeństwie na skutek zanieczyszczenia środowiska, związanego ze zbyt gwałtownym rozwojem.

Kanadyjski kurort narciarski Whistler zmodyfikował strategię rozwoju turystyki dzięki zastosowaniu symulacji. W efekcie miast zabudowywać kolejny stok górski skoncentrowano się na strategii przyciągania turystów w czasie mniej popularnych miesięcy letnich.

Wadą narzędzia jest brak ograniczeń budżetu. Próba stosowania proponowanych przez ekspertów od rozwoju zrównoważonego "najlepszych praktyk" wykazała, że koszty teoretycznie najlepszych rozwiązań przekraczały budżet większości gmin.

Jak stwierdził Dave Biggs - jeden ze twórców programu MetroQuest - w wywiadzie dla BBC News: "Zrównoważony rozwój nie może być definiowany w sposób akademicki - jest on definiowany przez społeczność danej miejscowości".

Źródło: BBC News

Walorów edukacyjnych SimCity, gry wymyślonej przez Williama Wright’a, dowodzi ponadto fakt iż jest wykorzystywana jako element programu nauczania planowania przestrzennego w Massachusetts Institute of Technology.
Tagi: ekonomia, miasto, urbanistyka, PPS


2008-03-30 16:37
 Oceń wpis
   
Z mieszanymi uczuciami czytałam o planach Ministerstwa Infrastruktury dotyczących przekazania gminom gruntów należących do Skarbu Państwa, z przeznaczeniem na budowę mieszkań przeznaczonych na wynajem. Przygotowywany projekt ustawy dotyczy przede wszystkim niezabudowanych dotychczas gruntów zlokalizowanych na obrzeżach miast.

Zabudowa mieszkaniowa finansowana ze środków gminnych to przede wszystkim zabudowa wielorodzinna. Taka zabudowa powinna być lokalizowana w pobliżu centrum a nie na obrzeżach. Choćby ze względu na potrzebę obsługi komunikacyjnej, dostępność usług, etc.

Warunkiem pozyskania przez gminy "dziesiątków tysięcy hektarów gruntów" położonych w obrębie miast, należących do różnych agencji rządowych, jest sporządzenie dla tych terenów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego z przeznaczeniem pod zabudowę mieszkaniową.

Tereny te - zlokalizowane w przypadkowych miejscach - nie powinny w automatyczny sposób zostać przekształcone w nowe tereny mieszkaniowe. Sytuacja wygląda różnie w różnych miastach! Ujemny przyrost naturalny w większości miast Polski nie stanowi gwarancji wypełnienia się pozyskanych terenów zabudową, a jedynie przyczyni się do wzrostu chaosu przestrzennego. Rozpraszanie zabudowy, brak pełnego uzbrojenia terenu , brak infrastruktury komunikacyjnej - to tylko niektóre z problemów, z którymi borykają się współczesne miasta. W wielu postępuje degradacja centrów - a wyprowadzenie budownictwa komunalnego na zewnątrz może ją dodatkowo pogłębić.

Idealnym pomysłem byłoby przekazanie terenów byłych agencji rządowych gminom z przeznaczeniem na parki, lasy, tereny otwarte - naturalne rezerwy terenu. Rezerwy, które mogą zostać uruchomione po wyczerpaniu dotychczasowych zasobów. W żadnym wypadku nie ze względu na mniejsze koszty lokalizacji mieszkań komunalnych na obrzeżach miasta. I w żadnym wypadku nie od razu, niejako z automatu, wszędzie w ten sam sposób.

Nie wolno nam zapominać że niezagospodarowana przestrzeń nie jest z gumy, jest ograniczona i powinno się nią gospodarować w sposób racjonalny.
Tagi: ekonomia, gospodarka, prawo, urbanistyka


2008-03-21 15:48
 Oceń wpis
   
A może tak domek pod miastem, własny ogródek... Kto z nas planując powiększenie czy zakup mieszkania nie rozważał takiej alternatywy? Prawda, że kusząca? I ekonomicznie całkiem uzasadniona, pod miastem bowiem taniej kupić dom niż w mieście średnie mieszkanie. Racjonalnie to wszystko wygląda...na pierwszy rzut oka.



Typowe przedmieścia Warszawy - powyższe zdjęcie to podwarszawski Aleksandrów. Podobnie jest w okolicach innych wielkich miast. Jeszcze niedawno pola, a od niedawna niekończące się osiedla domów jednorodzinnych. Przede wszystkim doskonałe źródło dochodu dla niegdysiejszych rolników. Parcelujemy i sprzedajemy... im więcej działeczek da się wykroić tym lepiej. Kiedyś z jednego hektara było tylko 8-10 kwintali żyta teraz, jak sie dobrze pomyśli będą i 4 działki. I nic to, że brak infrastruktury - szczególnie kanalizacji. Brak dróg. Dojazd za pośrednictwem "sięgaczy " o nawierzchni gruntowej, zakończonych lub nie placykiem manewrowym, bez chodnika. Przecież jakoś to będzie, na co komu ład i porządek, o infrastrukturze pomyślimy później...najważniejsze, że grilla zrobimy sobie już w naszym mini-ogrodzie.

Każdy dom w tych "osiedlach" jest inny. Im bogatszy i większy - niezależnie od wielkości przypisanego terenu - tym lepiej. Im bardziej indywidualnie, co często oznacza dziwnie wręcz kiczowato tym wspanialej.



Po jakims czasie orientujemy sie, że w pobliżu nie ma szkoły, przedszkola, fryzjera, sklepu ani biblioteki. Nie ma placów zabaw - bo przecież każdy ma swoją działeczkę. Nie ma chodników, nikt nie chodzi na piechotę. Wszyscy jeżdżą samochodami. Nie ma niczego. Nigdy nie było i bardzo długo nie będzie.



Ikona dzieciństwa - domek z ogródkiem. Spełnienie snu o Ameryce. Wielkomiejski snobizm - zbudować dom, posadzić drzewo i inne tego rodzaju wielkopańskie dyrdymały. Stereotyp że taniej. Stereotyp bo czas to pieniądz, a my tego pieniądza dziennie na dojazd poświęcimy grubo ponad godzinę. Stereotyp bo koszty paliwa i utrzymania dwóch a nierzadko i trzech samochodów. Stereotyp, bo często po zakup pudełka zapałek musimy jechać kilka kilometrów.



W Stanach wielkomiejska, snobistyczna moda na podmiejski domek przeminęła już dawno. Na zachodzie Europy restrykcyjne prawo lokalne nie pozwala na niczym nieskrępowane, "radosne" rozprzestrzenianie się zabudowy, gdyż generuje ono dla gminy olbrzymie koszty obsługi takiego terenu. Dla gminy a więc dla wszystkich.
O kosztach dla krajobrazu i środowiska nie ma co wspominać. To niemodne.
U nas, w Polsce nadal jednak trwa zapatrzenie na Zachód.
Szkoda tylko, że na ten sprzed 25 lat.

Więcej na ten temat w artykule Mapa podmiejska
Tagi: ekonomia, dom, chaos, miasto, urbanistyka, Moje


2008-03-19 21:32
 Oceń wpis
   
Choć apartamenty w wielkich miastach kuszą luksusem i elegancją i tak przegrywają ze spokojem wiejskiego krajobrazu. Jak wynika z sondażu Pentora przeprowadzonego na zlecenie „Wprost”, ponad jedna trzecia Polaków, chciałaby zamieszkać na "wsi."

– Pod hasłem „wieś" nasi rodacy rozumieją miejsce z dala od zgiełku wielkich miast. Dla jednych będzie to kilkadziesiąt kilometrów od centrum, dla innych peryferyjna dzielnica.

Aż 36,5 procent ankietowanych na pytanie, gdzie chcieliby zamieszkać, gdyby mieli możliwość wyboru, odpowiada: "na wsi". Blisko co czwarty Polak chciałby osiedlić się na przedmieściach dużego miasta. Centrum metropolii - gdzie mieszkanie chciałoby mieć tylko 8,4 proc. pytanych - przegrywa zdecydowanie nawet z miastem małym i średniej wielkości (odpowiednio 14,7 i 16,8 proc.)

Absurdalnie wysokie ceny - to według specjalistów główna przyczyna ucieczki Polaków z miast. Sytuacja na rynku nieruchomości zmieniła się zwłaszcza w ciągu ostatnich trzech lat. – Dziś po prostu opłaca się budować dom. I to nie tylko wtedy, gdy robimy to na własną rękę, ale także korzystając z usług deweloperów. Koszt metra kwadratowego domu to około 3500 zł. Czyli, przeliczając za cenę 80-metrowego mieszkania można wybudować dom.

Na razie jednak nadal spośród osób, które w najbliższym roku planują zakup nieruchomości, aż 58 proc. chce kupić mieszkanie a 38 proc. dom. Już za trzy lata zainteresowanie domami ma jednak wzrosnąć do 64 proc., a mieszkaniami spaść do 32 proc. Tak wynika z badań „Rynek mieszkaniowy 2007. Popyt i preferencje nabywców" przeprowadzonych przez spółkę Nowy Adres. W 2007 r. w Polsce wydano ponad 100 tys. pozwoleń na budowę, czyli prawie o 40 proc. więcej niż dwa lata temu.

źródło: wprost.pl
Tagi: ekonomia, dom, miasto, urbanistyka, Moje



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.