2010-11-18 21:38
 Oceń wpis
   

Przyglądam się artykułowi w niedawnej GW o "willi" wzniesionej na górskim szlaku i ogrodzonej szpetnym płotem i jak zwykle przecieram oczy ze zdumienia. Kolejny przypadek dowodzący jak bardzo prawo w tym zakresie jest łagodnie rzecz ujmując - dziwne - bo na takie rzeczy pozwala. Mało tego - urzędnik próbujący odmówić komuś wydania decyzji musi każdorazowo liczyć się z nieskutecznością takiego działania. Bo prawie wszystkie decyzje odmowne ograniczające prawo swobodnego dysponowania własnością prywatną bywają uchylane przez Samorządowe Kolegia Odwoławcze. Te zaś na ogół nie probują rozpatrywać spraw merytorycznie, a jedynie z punktu widzenia formalno-prawnego.


Zdjęcie pochodzi z artykułu Ewy Furtak "Na górskim szlaku stanęła willa. Wybudują kolejne?" z GW z 17.11.2010

Decyzje o warunkach zabudowy to wadliwy instrument dysponowania wspólnym dobrem, jakim jest przestrzeń (to jest truizm wymagający niestety nadal wyjaśnienia). Tak jest to wspólne dobro - ponieważ używanie przestrzeni nie ogranicza się wyłącznie do praw właściciela. Sposób użytkowania terenu wpływa również istotnie na warunki funkcjonowania sąsiadów (i to nie tylko tych, którzy z mocy prawa są w ramach procedury administracyjnej stronami postępowania, ale również innych - np. tych po przeciwnej stronie ulicy, a na ogół również dalej) oraz na jakość życia - zarówno w centrach miast jak i na ich obrzeżach.  Wpływa również na sposób wydatkowania publicznych pieniędzy (poprzez koszty budowy infrastruktury), na jakość środowiska (a przecież oddziaływania środowiskowego wielu nakładających się decyzji nie da się ocenić), może - jak w tym przypadku - zniszczyć krajobraz, niwelując tym samym walory turystyczne obszaru. Wiele się o tym mówi, ale nikt nie próbuje tego tematu podjąć. Tymczasem prawo powinno być proste: budować wolno tam gdzie jest plan miejscowy (lub inny dokument) definiujący zasady. (Np. We Francji - obok planów urbanistycznych - takim narzędziem jest dla obszarów wiejskich i dla niewielkich miejscowości tzw. carte communale, który ogranicza się do określenia stref zurbanizowanej i naturalnej. Poza tym obowiązują zasady ogólnej reglamentacji urbanistycznej. Dość rygorystyczne.)

O tym, co będą miały do zrobienia samorządy, aby spełnić wymogi Dyrektywy INSPIRE w zakresie publikowania informacji Aneksu IV (czyli m.in. pkt 4 zagospodarowanie przestrzenne) w wyznaczonym ustawą terminie do 01-2015 nawet nie próbuję myśleć. Do tego czasu zgodnie z zapisami przyjętymi przez Sejm RP "zbiory danych przestrzennych Aneksu II i III" winny zostać "zgromadzone i przystosowane do wymogów Dyrektywy" (a u nas to są przecież głównie d.o w.z.) Proszę poczytać: http://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire - to ważne. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić tych ton papieru (tak na ogół papieru i to mocno zakurzonego) zeskanowanych i udostępnionych ogółowi społeczeństwa za pośrednictwem sieci internet. Ciekawe kto to będzie robił i za co. Oraz dlaczego nie? Przeciez na tym u nas polega dysponowanie przestrzenią (nie da się tu użyć słowa planowanie).

Na kanwie tej dyskusji pojawiają się też głosy o tym, że abolicja tzw. "starych planów" była niepotrzebna.  Wyjaśniałam kiedyś dlaczego ich utrzymanie nie było możliwe. To wynikało z istoty planowania w tamtym okresie i było bezpośrednim skutkiem nieliczenia się z prywatną własnością w ogóle. W myśl nowych przepisów jednak szala równowagi wychylona została w stronę przeciwną umniejszając tym samym znaczenie interesu publicznego. I to niestety równiez nie jest najwłaściwsze rozwiązanie.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane, nonsens, krajobraz


2010-09-04 23:28
 Oceń wpis
   

 Pozytywna reklama na dobranoc i na dzień dobry.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-08-03 09:37
 Oceń wpis
   

Krajobraz sportu. W tej dziedzinie niewiele się zmienia - igrzyska były, są i będą igrzyskami. Zachwyca zmiana technologii. Dla zbudowania całości infrastruktury wystarczy kilka dni. Troszkę odstręcza natężenie komercji i hałaśliwa muzyka ale w ogólnym bilansie zawodów sportowych przestaje się liczyć. Napięcie, wielonarodowy tłum młodych ludzi i wielkie pieniądze w tle. To można dostrzec nawet obserwując rzecz z zewnątrz.
Właśnie mam okazję uczestniczyć jako obserwator w wielkim sportowym wydarzeniu. Specjalnie dla Was bawiłam się w paparazziego i obserwowałam przygotowania do Mistrzostw świata w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach. Skądinąd doskonała organizacja, tymczasowość zagospodarowania i powrót do pierwotnego  charakteru po imprezie. Jednocześnie skala imprezy oraz długotrwałe efekty dla tego miejsca.


Stadion gdzie będą rozgrywane  mecze mistrzostw


Konstrukcja trybun


Trybuny z bliska


Przy brzegu zmaterializowała się wielka puszka piwa Żywiec


Na mazurskiej plaży wyrosły nagle palmy


Tak teraz wygląda kąpielisko. Wszechobecne reklamy i głośna, rytmiczna muzyka która niesie się het po krańce jeziora Szeląg Mały


Niezliczone budki i punkty gastronomiczne


To samo w innym ujęciu


A także "Red Bull doda Ci skrzydeł!"


Restauracja Mistrzów - organizuje też wieczory kuchni różnych narodów, tu pewnie będziemy świętować zwycięstwo!

Oraz istota sprawy:

 
Jedna z reprezentacji


Trenujcie, trzymamy kciuki.

Co bardzo mi się podoba: okoliczne dzieciaki też grają w siatkówkę!

Więcej informacji o jeszcze nie mistrzostwach świata (za co też trzymam kciuki, bo to naprawdę świetna impreza) w olsztyńskiej Gazecie Wyborczej.

 

 

Tagi: społeczeństwo, sport, krajobraz


2010-07-13 10:53
 Oceń wpis
   

Można chyba śmiało postawić tezę, że jeśli jakiś wynalazek szczególnie przyczynia się do renesansu miast to jest to cyfrowy aparat fotograficzny oraz telefon (z cyfrowym aparatem fotograficznym). Dzięki pasji fotografowania związanej z powszechną dostępnością tej przyjemności bez myślenia o kosztach i trudzie wywoływania filmów zaczęliśmy zwracać uwagę na to co dookoła (o samym wychodzeniu z domu nie wspominając).
To jest szalenie fajne obserwować jak zdjęcie zmienia świat. Fragment świata w pewnym momencie staje się czyjś i takim już pozostaje. Bardzo to pięknie pokazał Ka Fai Choi (tu strona artysty). Skądinąd technika tej prezentacji jest szalenie ciekawa - nałożenie obrazu na rzeczywistość dzięki technice Augmented Reality.

CROSSING BORDERS from KA5@RCA on Vimeo.

Zdjęcia.. Z przyjemnością obserwuję rozwój tego wynalazku i jego konsekwencje. W tym rozwój jako metody, sposobu działania.

Pozostaje tylko przekazać zaproszenia:
1. Miejsca Poboczne: http://www.mpoboczne.blogspot.com/
2. LOMO - zdjęcia: http://www.lomo.art.pl/
3. Budujemy portret Łodzi z prywatnych zdjęć jej mieszkańców - inicjatywa GW Łódź: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8129885,Budujemy_portret_Lodzi_z_prywatnych_zdjec_lodzian.html
...

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2010-06-28 09:25
 Oceń wpis
   

Polecam Szanownym Czytelnikom swój tekst w Kulturze Enter: http://kulturaenter.pl/miejskosc-vs-budowle-kultury/2010/06/

Ilustracje stały się ciut nieaktualne w międzyczasie ale na tym zgodnie ze słowami Charles'a Landry'ego polega kreatywność - a mianowicie na zderzeniu marzeń z rzeczywistością. I umiejętności pokonywania kolejnych barier w wytrwałym dążeniu do przyjętego celu. Tu tego zabrakło - mnie szkoda.

Tekst za to pozostał aktualny i będzie rozwijany.

Tagi: miasto, urbanistyka, przestrzeń, mieszkańcy, krajobraz


2010-05-25 10:17
 Oceń wpis
   

Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment:

"Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa.

Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi.

Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012.

Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii."

Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista  - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-04-06 15:50
 Oceń wpis
   

Poniżej rozwiązanie wczorajszej zagadki. (Teraz już mam nadzieję wszyscy znają odpowiedź - to dokładnie to samo miejsce, tylko tym razem patrzymy w przeciwnym kierunku).

To z pozoru proste zadanie okazało się za trudne. Nawet dla tych osób, które to miejsce obserwują na co dzień. Jesteśmy przyzwyczajeni do obserwowania obiektów, budynków, architektury, tego co namacalne i dające się dotknąć. Dużo trudniej dostrzec nam przestrzeń i to co pomiędzy budynkami. A tymczasem miejsca odpowiadają za jakość miejskiego życia. Miejsca - a więc nie tylko przestrzeń wewnątrz słynnych publicznych budowli ale również przestrzeń zewnętrzna - też wymagająca urządzenia.

Jak na słynnym planie Rzymu Nolli'ego, poniżej, wykorzystanym podczas równie słynnej wystawy pokonkursowej Roma Interrotta w 1978 roku.


Źródło: http://urbantick.blogspot.com/

Mamy jako mieszkańcy prawo do miejskiej przestrzeni. Ponieważ za to płacimy - uiszczamy wszak podatki, jesteśmy wartością, nasza obecność decyduje o potencjale danego miejsca, o jego bogactwie. To my mieszkańcy stanowimy kapitał. To nasza kreatywność i potencjał współtworzą kreatywność i potencjał miejsca. Coraz częściej i więcej się na ten temat mówi. Polecam bardzo ciekawy artykuł traktujący na ten właśnie temat.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2010-04-05 21:22
 Oceń wpis
   

Tak sympatycznie, troszkę wolniej, troszkę wiosenniej. Nareszcie udało mi się wybrać na odkładany ostatnio długi spacer z psem (uprawiam namiętnie i pasjami dogwalking ;) - nawet buty sobie kupiłam dla dogwalkingu - nie wiem, czy Wam się to podoba, czy nie, ale teraz buty sportowe albo prawie sportowe należy kupować dla uprawiania konkretnych dysyplin, które obowiązkowo muszą nazywać się obco - no to moje służą do dogwalkingu). Udało mi się przy tej okazji poszukać już dobrze zadomowionej wiosny - poniżej.

 

Udało mi się tez przy okazji Świąt poszukać miejskich krajobrazów i uzupełnić zdjęcia z wykładów. Taki mały quiz: na poniższym obrazku widoczna jest ulica. O wyraźnie zdefiniowanym kształcie. Posiada doskonale określone ściany: jedną architektoniczną a drugą zieloną. Gdzie jesteśmy, o jakim wnętrzu miejskim mowa i czym jest owa zielona ściana? Pytanie wydaje mi się banalne i ciekawa jestem ile osób podziela tę opinię.

 

Tagi: miasto, urbanistyka, krajobraz


2010-03-23 03:46
 Oceń wpis
   

Wśród cech podawanych przez profesora Kevina Lyncha jako opisujące dobry (tu tłumaczę dosłownie) krajobraz miejski na pierwszym miejscu występuje pojęcie "singularity" - szczególności, unikalności, najbardziej chyba odpowiednie jest tu polskie słowo KLAROWNOŚĆ. W rozwinięciu definicji tego terminu pojawia się kilka przypadków szczególnych występowania tej cechy. Jest to po pierwsze i przede wszystkim występowanie kontrastu. Wyraźnego oddzielenia w przestrzeni dwóch różnych, jasno zdefiniowanych form.

Najbardziej wyraźnie widać to zjawisko w przypadku klarownie zarysowanych granic obszaru zabudowy. I powiązana z powyższym zwartość zabudowy z jednej strony i jej nieobecność ze strony drugiej. Jak w miastach średniowiecznych, gdzie granicę wytyczał mur obronny. Jak na poniższej ilustracji przedstawiającej - mały quiz dla Czytelników - co to za miejsce? (pytanie nr 1)


Źródło obrazka: http://icomc23.univ-rennes1.fr/

Inny przykład klarowności w definiowaniu miejskiej przestrzeni to wyraźnie rozgraniczona i zdefiniowana granica pomiędzy zwartą zabudową i placem. W oczywisty sposób zdefiniowane i wyraźnie zamknięte wnętrze miejskie: placu, ulicy.
I tu pytanie nr 2 - jaki to plac?


Źródło obrazka: http://www.prenotazioni-online.info

O klarowności możemy mówić w wielu sytuacjach, odnosząc się do każdego z elementów struktury przestrzennej miasta. W przypadku ulic - ścieżek służących do poruszania się w miejskiej dżungli - będą one klarowne jeśli będą konkretne, charakterystyczne, rozpoznawalne. W przypadku obszarów, miejskich rejonów - klarowność to jednorodność formy, jej unikalność, znów rozpoznawalność. Jednorodność formy - czyli poszczególne obiekty (budynki) współtworzące całość muszą posiadać pewne cechy wspólne, np. stosowane materiały, kąty spadku dachu, kształt dachu, rodzaj, materiał i wysokość ogrodzenia. Tolerancja na różnorodność w ramach jednorodności jest tu w pewnym stopniu cechą - można by rzec - "narodową" (inaczej jest w Niemczech, inaczej np. we Włoszech).

Dla opisu struktury miejskiej w większej skali o klarowności będziemy mówić jeśli pojawia się wyraźny element porządkujący tę strukturę. W Łodzi jest to przykładowo siatka ortogonalnych ulic z pierzejową obudową w centrum, w Krakowie Rynek Główny i wychodzące z niego ulice, planty z pozostałościami obwarowań. 

Pojęcie klarowności, nierozerwalnie powiązane z jednej strony ze zwartością zabudowy, z jej uporządkowaniem, a z drugiej z występowaniem kontrastu dwóch (najczęściej) jasno zdefiniowanych struktur pozwala na porządkowanie miejskiego krajobrazu. Wprowadza ów ład, o który nam tu chodzi. A że nie potrafię sobie wyobrazić klarowności w odniesieniu do struktur powstających w wyniku zestawienia wielu inwestycji wykonanych każda według oddzielnie zaproponowanych założeń, bez jednej wspólnej myśli porządkującej całość (jak to z reguły w przypadku założeń historycznych bywało) - być może nie starcza mi wyobraźni.

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, ład, krajobraz


2010-03-21 02:35
 Oceń wpis
   

Literatura znów wygrała walkę z nowojorskim ruchem ulicznym. To ważne zdarzenie miało miejsce 17 lutego pod Mostem Brooklińskim na Water Street w dzielnicy Dumbo (o której się mówi że uległa gentryfikacji) i która była w tym momencie wolna od samochodów. Pierwotnie projekt zakładał rozłożenie ponad dwóch tysięcy książek na głównej dzielnicy Manhattanu. Ale okazało się to niemożliwe, autorom projektu - grupie Luzinterruptus nie udało się uzyskać wystarczającej pomocy w kwestiach licencji i funduszy. Rzecz zakończyła się na 800 książkach i powiązanych z nimi punktach świetlnych.

Efektem była niesamowita instalacja, która powstała w ulubiony przez autorów sposób - samorzutnie i z pomocą przyjaciół. Przygotowanie instalacji zajęło dwie godziny, samo wydarzenie trwało godzin siedem. Szkód 'w książkach' nie było. Bitwę literatury z samochodowym ruchem można uznać za wygraną.

Poniżej cudne zdjęcia autorstwa Gustavo Sanabria, więcej w witrynie grupy, skąd pochodzą również powyższe informacje. Oraz gdzie można znaleźć opisy innych równie interesujących wizualnie instalacji.

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2010-03-19 01:59
 Oceń wpis
   

Opowiadałam dzisiaj studentom o cechach krajobrazu miejskiego odpowiedzialnych za jego formę i jakość. Wykład dotyczył cech wymienionych przez Kevina Lyncha, uważanego za jednego z naukowców, którego dzieło współtworzy fundamenty współczesnej urbanistyki.

Moje skromne zadanie polegało na wyjaśnieniu słów wybitnego profesora i badacza zagadnień percepcji miasta. Wyjaśnieniu przy pomocy obrazów. I wiecie co zauważyłam? Otóż zdałam sobie sprawę że zajmuję się tłumaczeniem pojęcia ład przestrzenny. Co drugie zdanie używałam słów "spatial order".

To odkrycie wydaje mi się bardzo cenne wobec faktu, że zmiany polskiej legislacji w zakresie przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym będą uzależniały wydawanie decyzji administracyjnych zatwierdzających tzw. urbanistyczne plany realizacyjne właśnie od kryterium ładu przestrzennego. W takim kontekście pojęcie ładu nabiera szczególnego, nowego znaczenia, szczególnego znaczenia nabiera również potrzeba jego zrozumiałego zdefiniowania. No bo skąd niby sędzia WSA lub urzędnik SKO ma być w stanie odnieść się do tego kryterium? Do jakiej definicji będą odnosić się zatrudnieni potencjalnie przez te organa biegli (o urzędnikach magistratów nawet nie wspominam, nie mam wystarczająco bogatej wyobraźni - bez urazy)? W potocznym rozumieniu pojęcia ład przestrzenny mogą pojawić się rozmaite interpretacje. I to nie tylko dlatego że porządek w przestrzeni potrafi być rozmaicie rozumiany (inaczej widzą to Niemcy, inaczej Francuzi, inaczej Włosi - a my jeszcze inaczej). Ale również z tego względu że interpretacje porządku w przestrzeni zmieniały się ostatnimi laty w sposób dość znaczący. Podobnie jak definicje piękna (o czym pisał np. Umberto Eco).
W takiej sytuacji wypowiedź precyzyjnie określająca czym jest ład przestrzenny staje się tym ważniejsza. I chroń nas Panie Boże (nie nadużywam tu Niczyjego imienia, mówię z całym przekonaniem) od prawnych definicji tego pojęcia. Definicję przestrzeni publicznej już mamy. Jest nią tylko i wyłącznie "obszar wyznaczony w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego". I nie ma - w odróżnieniu od specustawy o drogach żadnych instumentów pozyskiwania nowych przestrzeni publicznych. W związku z czym jeśli chcę w planie wyznaczyć plac to muszę zaprojektować szeroką ulicę (ewentualnie parking publiczny - ale to już mniej oczywiste). A następnie wyjaśniać przez długie godziny dlaczego ten fragment ulicy ma na moim rysunku szerokość 70 m. Co niestety często kończy się zastąpieniem projektowanego placu przez ulicę o minimalnej zgodnej z ustawą o drogach publicznych szerokości.
No i zamiast pisać o ładzie - do czego pewnie jutro lub pojutrze wrócę bo bardzo mi się ten temat spodobał - znów ponarzekałam sobie na nasze rodzime regulacje. Moment jest zdaje się dobry - bo jesteśmy świadkami kolejnych zmian w tej materii. Jak się wydaje dość radykalnych.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-02-26 11:38
 Oceń wpis
   

Trochę prowokacyjnie (a sprowokowało mnie do tego pytanie o przyszłość centrum Łodzi - bardzo ciekawe pytanie, które tu padło a propos wywiadu przedrukowanego tutaj: http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf ) polecę Państwu przemówienie Roberta Neuwirth'a o "miastach w cieniu" zamieszczone w serwisie TED.

W oryginalnej wersji - dostępne są również polskie napisy: http://www.ted.com/talks/lang/eng/robert_neuwirth_on_our_shadow_cities.html

Próbując odpowiedzieć na postawione w komentarzu pytanie: "Chciałbym poznać Pani zdanie, ocenę na temat rozmowy z prof. Markowskim. http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf
Przypuszczam, że czytała Pani tę rozmowę.
1. Chciałbym poznać Pani opinię na temat głównej tezy, czyli inwestowania wszystkiego w "city". Może kontekst Łodzi ma swoją specyfikę..
2. Czy taka opinia przeważa w środowisku urbanistów w Polsce?
(...) Jestem początkujący w tym temacie, ale generalnie czują, że jest to pochodna jakiegoś zasadniczego sporu między tych którzy uważają, że miasto musi się rozwijać maksymalnie dynamicznie tam gdzie może, a reszta się dostosuje, bez specjalnych regulacji, równoważeń etc.
Druga opcja to zrównoważony rozwój wszystkich elementów, co siłą rzeczy powoduje, że dzielnic te które przy większym zaangażowaniu środków wykazałyby większą dynamikę rozwoju, muszą zaczekać na te biedne dzielnice.
Burzy się w mnie krew jak czytam słowa profesora (może torche przeinaczone, nie wiem) sprowadzające miasto do centrum w którym żyją bogaci mieszkańcy i pracownicy City i turyści, którym czasami pokaże się wyznaczoną wcześniej trasę. Byłbym bardzo wdzięczny za próbę oceny, które z tych stanowisk ma więcej zwolenników wśród polskich urbanistów. Oczywiście, jeśli przedstawiony przeze mnie podział, jest rzeczywisty."

Zgadzam się z Panem Profesorem co do potrzeby inwestowania w centrum. Jest to obszar, który przez wiele lat pozostawiony sam sobie (zresztą Łódź od początku budowała się sama, często w sposób możliwie najtańszy) wymaga teraz podjęcia działań. I to nie tylko dlatego, że chcemy mieć piękne środmieście ale również ze względu na zagrożenie życia i zdrowia przechodniów w związku z odpadającymi - często na chodnik - elementami elewacji budynków. Nie tylko dlatego że chcielibyśmy zapobiec tworzeniu w centrum gigantycznych parkingów, ale również z tego powodu, że w głębi łódzkich kwartałów w najlepsze, obok licznych warsztatów samochodowych, rosną na równie licznych nieużytkach pokrzywy, a są takie rejony gdzie w pewnej odległości od ulicy hoduje się kury. Jednak nie podzialam poglądów Profesora co do wizji przedstawionej w cytowanym wywiadzie, burzy się we mnie krew na myśl o tworzeniu slumsów na przedmieściach poprzez wyprowadzanie z centrum ludzi, o których się pisze że są skazani na wykluczenie. W mojej ocenie na razie jeszcze nie są na nic skazani - natomiast jeśliby ich wyprowadzić na przedmieścia i stworzyć getta - rzeczywiście może to stać się źródłem problemów. Uważam że lekarstwem, stosowanym wszędzie tam, gdzie udało się przeprowadzić zakończoną sukcesem rewitalizację (np. w Bilbao, o którym tu pisałam) są narzędzia rewitalizacji społecznej - szeroko rozumianej, w niektórych przypadkach są one ważniejsze niż kwestie przebudowy fizycznej struktury miasta.

To wymaga zmiany podejścia do planowania i do ludzi. Dostrzeżenia w mieszkańcach (również tych najuboższych - wiem że jestem tu kontrowersyjna ale celowo przytoczyłam na wstępie przemówienie, które nota bene uznano za jedną z 10 najlepszych mów serwisu TED) potencjału, który może przekształcić miejsce. Zgadzam się z Panem Profesorem w ocenie potrzeby synergii pomiędzy tzw. Nowym Centrum Łodzi i otaczającą zabudową mieszkaniowo-usługową. Ale całkowicie nie zgadzam się z propozycją zmierzającą wprost ku gentryfikacji łódzkiego śródmieścia. Był kiedyś na ten temat artykuł w Gazecie Wyborczej, który (ze sporym uproszczeniem) wyjaśniał istotę tego problemu: http://www.mojemiasto.org.pl/zalozenia-projektu/szanuj-menela-swego-o-rewitalizacji/ (celowo przytaczam tu źródła popularne, osobom chcącym zgłębić te zagadnienia dokładniej proponowałabym np. serwis urbact.eu lub lekturę dokumentów KE).

Druga sprawa poruszona w pytaniu: Paradygmat rozwoju polegającego - w istocie rzeczy - na powiększaniu terytorialnym - jest pewną pozostałością okresu, kiedy miasta charakteryzowały się zwartością. To było dość dawno temu ale jednak wciąż funkcjonuje w świadomości. Funkcjonuje napędzane przez chęć zwiększenia wartości gruntów rolnych na przedmieściach oczywistą dla ich właścicieli. Która z kolei jest niekorzystna dla miasta a więc dla ogółu - bo trzeba nowe tereny np. uzbroić, co kosztuje (a pieniążki pochodzą z miejskiej kasy). Pewien rozłam w środowisku planistów, o którym Pan pisze wynika w istocie z mniejszej lub większej spolegliwości w stosunku do dość silnie artykułowanych interesów tej grupy interesariuszy. Trudno tutaj mówić o zwolennikach czy przeciwnikach tego poglądu. Taka sytuacja wynika w mojej ocenie z szerszego zjawiska - a mianowicie z nieobecności przez dłuższy okres czasu w Polsce grup interesu (w tej chwili się one formują w postaci m.in. coraz liczniejszych NGO) które byłyby zainteresowane ochroną dobra wspólnego poprzez wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju. Planowanie w praktyce spowadza się do zapisu oczekiwań społeczności. Lub tej jej części, która najgłośniej krzyczy. Cokolwiek byśmy pod tym terminem nie rozumieli. Dlatego ja bym tu niekoniecznie odnosiła się do postaw planistów - jesteśmy po prostu mniej lub bardziej realistyczni czy też jak kto woli spolegliwi wobec woli inwestora, którym jest samorząd. To jest troszkę inne podejście do zagadnień planowania niż prezentowane w postawionym pytaniu. W mojej ocenie wynika ono jednak z realnej oceny sytuacji.

Jest jeszcze jedno zagadnienie, które powinno zostać podjęte przy okazji formułowania strategii dla miasta. Czy chcemy stać się sypialnią dla Warszawy (co wcale w mojej ocenie nie jest takie znów głupie i jest całkiem realne w momencie budowy szybkiej kolei)? W takim razie również warto inwestować w śródmieściu dla podniesienia standardu życia w tym obszarze - poprzez tworzenie, niewielkich nawet, parków, budowę ścieżek rowerowych, etc. Wydaje mi się, że z czasem osoby które chciałyby mieszkać w Łodzi, przyciągnięte atrakcyjną lokalizacją (i niższymi kosztami życia niż w stolicy) mogłyby się zainteresować lokowaniem tutaj swojej działalności biznesowej. Bo po co jeździć, skoro jeździć nie trzeba. Tym bardziej że tak wielu światłych, młodych ludzi już z Łodzi do stolicy wyjechało.. I być może byliby zainteresowani powrotem - bo np. mając dzieci dobrze mieć Babcię na miejscu, tudzież w którymś momencie trzeba pomyśleć o opiece na starszymi rodzicami. Powyższa odpowiedź jest moim osobistym poglądem na wymieniony temat.

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-02-18 22:59
 Oceń wpis
   

Tym razem krótka reklamówka ruchu. Doskonale przygotowana. Brakuje mi w tym uproszczeniu poszanowania lokalnych wartości, nawiązania do tradycji, poszukiwania nowych technologii i form w urbanistyce i całego mnóstwa ważnych rzeczy obecnych w tradycyjnie pojmowanym projektowaniu urbanistycznym. Ale i tak mi się podoba. Bo jest cool. I ponieważ uwielbiamy jako nacja ściągać i kopiować amerykańskie wzorce - a to przecież najnowsza amerykańska moda. Może byśmy trochę skopiowali? Niekoniecznie wiktoriańskie dworki bo mamy nasze własne tudzież dużo innych fajnych rzeczy, ale całą resztę. A Wam jak się podoba?

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-01-16 23:11
 Oceń wpis
   

Lektura dwóch artykułów dotyczących działań podejmowanych przez architekta krajobrazu Günthera Vogt'a, który ma za zadanie zaproponować pomysł zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki przyprawiła mnie o zdumienie.


Źródło: GW Warszawa

Warszawska GW zachwyca się pomysłem projektanta, który proponuje dla placu rozwiązanie posadzki w postaci graficznego rysunku nawierzchni. Już sam tytuł, cytuję: "Plac Defilad jak Piazza del Campidoglio? Jest nowy pomysł" zastanawia, a lektura całości potwierdza pierwsze wrażenie. Dlaczego dziwnym jest w opinii autorów fakt że architekt proponuje rysunek posadzki. Dlaczego jest to wyjątkowe? Toż projekt posadzki wnętrza miejskiego to najbardziej zwyczajna rzecz, która powinna być elementarną częścią każdego szanującego się placu. Jak inaczej? Płyty z betonu? Nawierzchnia trawiasta? Żwirek? A może wszechobecny polbruk?  Projekt posadzki placu jest rzeczą całkowicie w tak ważnym miejscu oczywistą.

Drugi wątek, który doprowadził mnie niemal do spazmów śmiechu, obecny zresztą w obu artykyłach (o drugim za moment) dotyczy zagadnień partycypacji społecznej. Otóż projektant, działając zgodnie z zasadami prowadzenia procesu planowania z udziałem społecznym nie chciał narzucać gotowych rozwiązań, a jedynie podał charakterystykę uwarunkowań. Pozostając otwartym na zdanie zebranej publiczności. Być może bariera języka, nie umiem powiedzieć, jako że wiedzę czerpię ze wspomnianych dwóch artykułów - ale ta jakże właściwa i godna pochwały postawa została zinterpretowana jako ...bezradność.

Wyraźniej od Gazety nazywa to w ten sposób Rzeczypospolita w atykule Co z otoczeniem PKiN: "Nawet znany architekt Günther Vogt, kiedy miał przedstawić pomysł zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki, okazał się bezradny. Nie bardzo nawet wiadomo, jak wyobraża sobie otoczenie Muzeum Sztuki Nowoczesnej."

Publiczność nie nawykła do tego, że ktoś ją pyta o zdanie i chciałby je brać pod uwagę ( i dlatego nie przedstawił gotowych pomysłów, które chciałby narzucić przed postawieniem pytania i wspólnym ustaleniem założeń ) opuściła salę zdegustowana. Podejrzewam, że znany architekt krajobrazu również. I jak tu się dogadać, kiedy rozmawiamy w różnych językach.. (I wcale nie mam na myśli języków świata ale skrajnie różny sposób podejścia do tych samych zagadnień)

Tagi: warszawa, design, planowanie, partycypacja, urbanistyka, społeczna, krajobraz


2010-01-13 21:43
 Oceń wpis
   

Zależność pomiędzy informacją a podejmowanym działaniem jest truizmem. Nie będę więc jej wyjaśniać.

Obserwuję obecność tej oczywistości szukając różnych opracowań planistycznych w różnych krajach - po to aby móc je porównywać i opowiadać o nich studentom. Zapewne jestem w tych obserwacjach stronnicza bo jak to już można było wyczytać z lektury tego bloga - jestem zdecydowanym frankofilem. Ale...
Nie ma drugiego kraju w Europie, gdzie informacja planistyczna byłaby równie dostępna, jasna i oczywista. Mało że jest, łatwo ją pobrać, odczytać i znaleźć.

Dodatkowo jest też objaśniona. Wyjaśnione są terminy i pojęcia, zakres i sposób działania dokumentów. Wszystko to można odczytać na stronach prawie (bo zaglądałam wybiórczo do kilku serwisów, to nie były regularne badania) wszystkich jednostek samorządu terytorialnego. Do witryny paryskiej traktującej o planowaniu już się odwoływałam. Spójrzcie jak wygląda analogiczna witryna urzędu w średniej wielkości mieście w Prowansji.


Jak to się ma do przytoczonej na wstępie oczywistości? Ano wprost proporcjonalnie (być może jest to krzywa nie linia ale nie ma to tu większego znaczenia).
Otóż tam gdzie informacja jest dostępna, czytelna, tudzież objaśniona jakość przestrzeni jest wyższa. W Polsce wystarczy obejrzeć sobie serwis planistyczny we Wrocławiu czy w Poznaniu i.. no cóż są to kolejne dowody dla postawionej tezy. Może kontrowersyjnej ale.. W razie czego zapraszam do dyskusji.

Sama dostrzegam co namniej trzy, a właściwie cztery wyjaśnienia powyższej tezy - ale to już temat na inną opowieść (która się pewnie niedługo tu pojawi).

Dlaczego o tym dzisiaj piszę. Otóż w Poznaniu szykuje się bardzo interesujące wydarzenie adresowane do urbanistów nazwane przez organizatorów Dniem Urbanisty. Część pierwsza dotyczyć będzie idei ekologicznego miasta lub też eko-urbanistyki, spoglądając na program bardzo ciekawa. Część druga, szczególnie mi bliska, dotyczyć ma informatyzacji w planowaniu przestrzennym. Program i formularz zgłoszenia można znaleźć na stronie poznańskiego oddziału TUP, gorące zaproszenie w serwisach urbanistyka.info i w Regioportalu i w innych.

Chciałabym wyjaśnić czemu to wydarzenie jest takie ważne. Nie tylko dla profesjonalistów planowania. Otóż trwają jak wiadomo intensywne prace nad sfinalizowaniem ostatecznej wersji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Ale nie tylko. Równolegle przygotowywana do uchwalenia jest ustawa wprowadzająca w naszym kraju Dyrektywę INSPIRE - czyli zasady tworzenia infrastuktury informacji przestrzennej w Europie. Kiedyś już o tym pisałam. No i co w związku z tym? Ano wróćmy do początku tego wpisu - powiązanie pomiędzy dostępnością informacji a planowaniem.

Kilka lat temu prowadziłam na użytek pracy doktorskiej badanie (ankietowe) dotyczące postrzegania różnych sposobów prezentacji informacji o planowaniu przestrzennym przez laików. Długo by o tym. Ograniczę się jedynie do dość oczywistego stwierdzenia, że najbardziej wiarygodny dla odbiorców okazał się uchwalony przez Radę Miasta/Gminy dokument z pieczątką.

Co to ma wspólnego z INSPIRE? Otóż w hierarchi wiarygodności prezentacja GIS była na bardzo zbliżonej pozycji. Co zresztą też nie jest dziwne bo GIS (po polsku SIP - system informacji przestrzennej) to nic innego jak "mapa w komputerze" (cytując tytuł popularnej książeczki Grzegorza Myrdy) wzbogacona o bazę danych. Czy zastanawiamy się nad wiarygodnością sprawdzając drogę w serwisie ZUMI? Niekoniecznie. O stosowaniu GPS mówić nie muszę. Wszystkie te urządzenia wykorzystują systemy informacji przestrzennej czyli GIS.

Jaki z tego wniosek? Ano taki że GIS (a właściwie PPGIS ale o tym znów innym razem) jest świetnym sposobem prezentacji planów. Bo jest bardzo wiarygodny. Pozwala poza tym na łatwe odczytywanie informacji dodatkowych zapisanych w bazie danych. Można w prosty sposób zestawiać ze sobą różne treści (np. zdjęcia lotnicze - czego też nie trzeba tłumaczyć). Otóż wspomniana Dyrektywa INSPIRE reguluje m.i. sposób udostępniania danych o środowisku, w tym danych planistycznych czyli: ustaleń studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz planów miejscowych za pośrednictwem sieci internet. Wystarczy porównać aktualne sposoby prezentacji tejże informacji i zrozumiemy dlaczego jest to ... ja bym powiedziała.. rewolucja.

Tagi: informacja, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, gis, krajobraz, SIP


2010-01-06 23:52
 Oceń wpis
   

"Francja jest najlepszym krajem do życia - wynika z dorocznego rankingu opublikowanego przez amerykański magazyn International Living."- jak czytamy w dzisiejszej GW.
Wśród argumentów wymienianych za jakością życia we Francji pojawiają się piękne krajobrazy. Czyli jednak coś w tym jest że jakość krajobrazu wpływa na warunki życia. Być może postawię dość ryzykowną tezę, w razie czego proszę protestować, ale... Ponoć jakość krajobrazu jest powiązana z poziomem kultury danej nacji - coś w tym jest. 

Francuskie regulacje prawne w zakresie zagospodarowania przestrzeni tudzież jej planowania rozwijane od lat sprzyjają dbałości o krajobraz. Zarówno miejski jak i wiejski. Dodatkowo są udoskonalane i to również w sposób istotny. Pisałam już tu zresztą o tym.
Kiedy się przygląda zapisowi planu miejscowego dla Paryża - a planem objęte jest całe miasto - to widać jak bardzo te regulacje są precyzyjne. Określają np. dokładnie wysokość pierzeji oraz sposób kształtowania sylwety ulicy, kształt zieleni publicznej. A także co ciekawe zawierają pewne ustalenia realizacyjne dotyczące sposobów finansowania inwestycji.
Co mnie jeszcze urzeka w planowaniu we Francji to jawność dokumentów. Wszystko jest publicznie dostępne, łatwo i precyzyjnie opisane, łatwo się w tym odnaleźć. Oraz nie trzeba za te informacje płacić.

Francuzi uświadamiają sobie potrzebę ochrony krajobrazu. Wiele lat temu kiedy planowano realizować na Prowansji kolejny odcinek TGV byłam świadkiem dyskusji o tym jak może to zeszpecić krajobraz. I to był argument podnoszony przez osoby bez przygotowania fachowego. W zwyczajnej rozmowie przy obiedzie. Inny argument z tej samej dyskusji dotyczył wartości ekonomicznej krajobrazu. Bo będzie mniej turystów, bo coś się zepsuje..


Alleins, miasteczko na Prowansji, źródło: http://www.carte-france.info/

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-01-02 02:24
 Oceń wpis
   

Tłumaczę poniższą opowieść na jezyk polski i zachwyca mnie sposób widzenia i sposób patrzenia. Jak mówi Rob Forbes - cenimy obecność piękna w mieście, niekiedy nawet czynimy to nieświadomie. To w miejskich przestrzeniach publicznych zachowała się unikalność trudno poddająca się globalizacji. Lokalne zestawienia faktur, nawierzchnia, układ elementów, które tworzą unikalne wzory.. Sposób oświetlenia.. Po raz kolejny wraca to o czym pisał Rene Dubos - Pochwała różnorodności. Trudno to odnaleźć we współczesnym, jakże zunifikowanym i poddającym się modom designie. O wiele łatwiej odszukać w mieście, w nas samych. I to jest to co cenne..

Popatrzcie sami.. A moje tłumaczenie już jest gotowe :). Będzie jeszcze sprawdzane zgodnie z procedurami TED'a i za jakiś czas będziecie je mogli zobaczyć w oficjalnym serwisie - na razie tutaj. Zapraszam. 

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2009-10-17 21:41
 Oceń wpis
   

Sporo uciechy i ciekawych spostrzeżeń dostarczają mi studenci pierwszego roku. Co roku odkrywam ich sposób widzenia, podczas gdy oni próbują zrozumieć o co mi właściwie chodzi. Cykl zajęć zaczyna się od dyskusji, co jest przedmiotem urbanistyki - co niejednokrotnie w związku ze stawianymi przed nimi zadaniami sprowadza się do zastanawiania się czym różni się budynek lub grupa budynków od krajobrazu miejskiego.

Pierwsze zadanie polegające na narysowaniu drogi do szkoły jest źródłem doskonałych obserwacji o tym jak osoby nie mające dotąd styczności z tego typu problematyką postrzegają miasto i miejski krajobraz. Dostrzegamy budynki, rzeźby, detale. Miejsca ładne, charakterystyczne, specjalne z rozmaitych powodów. I w zasadzie to wszystko. Nie widzimy tego co poza wymienionymi powyżej elementami właściwie współtworzy miejski krajobraz - ulic i ich wyposażenia, kontekstu, tła. Nie zauważamy brzydoty - najczęściej przedstawiane są obiekty, które z takich czy innych powodów można określić mianem ładnych. Tak jakbyśmy byli wyposażeni w filtr pozwalający na widzenie tylko niektórych elementów. Większość osób zwraca uwagę na budynki, na obiekty fizyczne, a nie widzą przestrzeni pomiędzy. Zauważcie dużo łatwiej usłyszeć opinie o architekturze niż o ulicy, przy której się znajduje - może dlatego że mało jest urządzonych w skończony sposób ulic. O placu troszkę łatwiej bo częściej bywają to miejsca specjalnie zaprojektowane - dlatego są zauważane.

To czego nie widzimy świadomie dostrzegane jest bez udziału rozumowej analizy. Czujemy podłogę, widzimy dziury w jezdni, odczuwamy zamknięcie lub brak zamknięcia przestrzeni. Przeszkadza brak zieleni w postaci drzew i trawnika. Albo brak chodnika czy ścieżki dla rowerów.

Takie małe ćwiczenie: co składa się na krajobraz miejski? Jakie elementy wchodzą w jego skład? Czym różni się grupa budynków od krajobrazu miejskiego?


Powyższe zdjęcie pochodzi z Gazety Wyborczej Łódź
(artykuł się bardzo ładnie nazywa - 10 najlepszych zdjęć na randkę) i przedstawia oczywiście Piotrkowską.

Załączam też przedmiot do analizowania - na zdjęciu powyżej. Jest nim (co zapewne będzie oczywiste dla osób często tu zaglądających - ul. Piotrkowska w Łodzi :). Choć wystarczy wyjrzeć przez okno lub przejśc się najbliższą ulicą - wszystko można nazwać miejskim krajobrazem - to co nieurządzone też.

Przestrzeń i jej elementy prowokują do konkretnych zachowań. Podobnie wyposażenie wnętrz miejskich czy ich kształt. Dlatego celem jest umiejętność urządzania tego co na zewnątrz. Można by na ten temat pisać długo. Najważniejsza chyba jest umiejętność tworzenia spójnej całości. Oraz cel podejmowanych działań, który wydaje się oczywisty (przynajmniej z pozoru) - ludzie mają się w wykreowanych miejscach dobrze czuć. 

Poniżej film - pochodzący z lat 70-tych, którego twórcy zwracają uwagę na różne zachowania użytkowników miejsc pomiędzy budynkami (cytat z J.Gehla Live between buildings) oraz ich powiązania z elementami wyposażenia, z kształtem posadzki, etc.

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2009-03-10 23:50
 Oceń wpis
   

Lektura na temat najnowszych "udoskonaleń" wprowadzanych w przepisach Ustawy Prawo Budowlane przyprawia mnie co najmniej o zawrót głowy. Zwolennikiem panującego "lobby inwestycyjnego" przestałam być już jakiś czas temu - czemu zresztą dałam już tu wyraz. Jako wyborca (wydawało mi się wówczas że świadom tego co czyni oraz ufny w mądrość własnych i nie własnych wyborów) mam jak śmiem mniemać prawo protestować. Co niniejszym czynię!

W obawie jednakowoż, że słowa nic tu nie pomogą. Bo głosy protestu słychać już zewsząd. Posłużę się obrazem. Obrazem elitarnym, już teraz jak sądzę do dostania jedynie w elitarnych antykwariatach z płytami. Otóż chciałabym przypomnieć płytę/wizję/video oraz grę komputerową stworzoną czas jakiś temu przez dokonałej klasy grupę twórców z Peterem Gabrielem na czele. Płyta multimedialna, która ukazała się w roku 1990, przyniosła artyście (czy też raczej współtworzącemu ją zespołowi) liczne nagrody, wśród nich Milia d'Or award Grand Prize w Cannes.

Wśród autorów grafiki tudzież treści byli tak znani artyści jak Helen Chadwick czy Yayoi Kusama. Płyta świetna, gra, muzyka i przesłanie zapadają w pamięć. Jako zdecydowany przeciwnik angażowania czasu i wyobraźni w gry komputerowe tę jedną prześledziłam z zapartym tchem. Pokazana w grze wizja świata - w efekcie naszych zaniedbań - i właśnie "zabudowania" wszystkiego. Nie zważając na sąsiedztwo oraz poszanowanie czegokolwiek - przygnębia. Zainteresowanych (i zdeterminowanych) odsyłam do księgarni Amazon. Wciąż dostępny jest jeden egzemplarz. Gdybyż ktoś zechciał kupić go światle panującym w prezencie! Może taka - zarazem masowa i elitarna rozrywka coś by tu wyjaśniła i pomogła. Skoro światłe głosy nie trafiają do wyobraźni zaślepionego żądzą zysku grona.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane, nonsens, krajobraz



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.