2011-01-16 23:49
 Oceń wpis
   

Okazuje się że pisanie rzeczy oczywistych i następnie ich sprzedaż za duże pieniądze bywa ryzykowne. O czym zapewne przekonują się właśnie autorzy prezentowanej niedawno strategii marki dla Łodzi. Strategii, która proponuje oparcie dalszego rozwoju tego miasta o "przemysły kreatywne". Idea ta ze wszech miar słuszna nie wydaje się jednakże nazbyt odkrywcza. Większość współczesnych miast, szczególnie poprzemysłowych, stara się stawiać na rozwój "przemysłów kreatywnych", jako na motor rozwoju. Od czasu książek Landry'ego i Floridy stało się to wręcz obowiązującym trendem. Jednocześnie nie będąc specjalistą od wizerunku wydaje mi się że zakres marki nalezałoby w tym konkretnym przypadku zawęzić, np. do miana miasta kultury alternatywnej co zresztą równiez wyłania się z przeprowadzonej analizy SWOT. I o czym rowniez wielokrotnie tu się mówiło. Sam fakt promowania Łodzi jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jak również faktycznie podejmowane w tym celu działania wskazywał na rodzaj ruchów jakie należy przedsięwziąć aby przekształcić niegdysiejszy ośrodek przemysłu odzieżowego w miasto kultury. Zbliżony obraz miasta kultury alternatywnej (cokolwiek by pod tym mianem nie rozumieć) wyłaniał się z rozstrzygnięć społecznego plebiscytu Punkt dla Łodzi, w którego jury miałam przyjemność już dwukrotnie zasiadać. Na to wskazywał np. wyróżniony Punktem dla Łodzi Przewodnik Fu:turystyczny autorstwa Marty Skłodowskiej.

Tak swoją drogą ten niezwykle frapujący dokument zaskakuje (i to nie tylko polszczyzną). Już w części wstępnej znalazłam taką oto definicję jednego z podstawowych celów strategii, odnoszących się do tego co z mojego punktu widzenia ważne, a mianowicie jakości życia mieszkańców. I tak cytując: "Jak osiągnąć percepcję, że w Łodzi następuje wzrost jakości życia mieszkańców? Odbiorcy marki Łódź będą mieli percepcję wzrostu jakości życia w mieście, jeśli pośrednio zbudujemy wizerunek miasta atrakcyjnego pod względem kulturalnym, gospodarczym, turystycznym i edukacyjnym, gdyż te subprodukty (o tym dlaczego te subprodukty w dalszej części dokumentu „Analiza SWOT”) miejskie w najwyższym stopniu pozwolą osiągnąć pożądaną percepcję jakości życia i zbudować mocną, unikalną markę." Można by wnioskować, że aby poprawić percepcję jakości życia nie ma absolutnie potrzeby poprawy jakości życia. Wystarczy jedynie wpłynąć na percepcję tejże jakości. W dalszej części dokumentu autorzy również odnoszą się wyłącznie do wizerunku - stąd pewien niedosyt.

Oczywiście nie śmiem tu nikogo przekonywać jakoby zmiana wizerunku  była czymś negatywnym - bo nie jest i jest potrzebna. Niemniej jednak w odniesieniu do miasta takiego jak Łódź nasuwa się, mnie przynajmniej, co najmniej pytanie następujące:  Czy w centrum przemysłów kreatywnych na ulicy spotyka się kreatora, pijaka czy może nie spotyka się nikogo jedynie samochód? Czy powinno nas ucieszyć jeśli szukając inspiracji i przechadzając się w tym celu po ulicy spadnie nam tuż przed nosem na chodnik kawałek gzymsu z nieremontowanej od lat kamienicy. Jak to się wszystko ma do ciemnych po zmierzchu okien czynszówek w śródmieściu? Co jeśli zaczepi nas żebrzący jegomość albo potkniemy się o nieprzytomnego, pijanego staruszka. Albo trafimy na taką jak tu (kiedyś opisywałam) scenkę - których w Łodzi dostatek?

Lektura Charlesa Landry, którego już tu zresztą kilka razy cytowałam wskazuje na rolę urody miast dla rozwoju przemysłów kreatywnych. Nie da się poprawić urody przeznaczając środki finansowe na budowę kolejnych tras komunikacyjnych - zamiast na rewitalizację. Nie poprawiając dostępności centrum transportem zbiorowym. Nie realizując programu rewitalizacji społecznej. Nie poprawiając bezpieczeństwa. Nie zmieniając faktycznej jakości życia mieszkańców. Żaden z wymienionych w strategii przedstawicieli grup docelowych kreowanej marki nie zechce zamieszkać w mieście tak jak Łódź zanieczyszczonym spalinami. Z taką jak obecnie jakością asfaltu na ulicach. I tak brudnym.

W tym konkretnym przypadku - sama marka nie pomoże dla zbudowania przewagi konkurencyjnej. Potrzebna jest zmiana rzeczywistości. Miasto to jednak coś więcej niż tylko znak towarowy, jak sugerowała pesymistycznie Françoise Choay. Szczególnie jeśli sie traktuje mieszkańców poważnie. I chce się nie tylko zwabić - ale również zatrzymać.

Z drugiej strony - nie chcąc poprzestawać wyłącznie na krytyce - bo nie taka jest moja tu intencja - można rzeczywiście pójść tym tropem. Bo jest on bardzo mocno osadzony w realiach. Trzeba w tym celu podporządkować strategii marki inne obszary działań w mieście. Nie ograniczając się do zmiany wizerunku - ale rzeczywiście podejmując wyzwanie zmiany rzeczywistości.

Tagi: komunikacja, kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, transport


2010-09-28 03:44
 Oceń wpis
   

Bardzo lubię Profesora Felipe Fernández-Armesto. Z dwóch powodów - pierwszym jest wykład wysłuchany w iTunes dotyczący rozwoju kultury światowej. Świetny - polecam wszystkim zainteresowanym (Why cultures change by Professor Felipe Fernandez-Armesto) i pełen humoru. Jeden z wątków dotyczy przemian świadomości zbiorowej i sposobu traktowania niektórych dotąd nieobecnych zagadnień - przykład poniżej ;)


Źródło - wykład wymieniony powyżej.

Drugi z powodów jest bardziej prozaiczny i jednocześnie zabawny. Kiedy szukałam informacji na temat osoby wykładowcy trafiłam na doniesienie o popełnionym wykroczeniu (!). Otóż Profesor jest namiętnym i niepoprawnym zwolennikiem chodzenia po ulicy bez poświęcania nadmiernej uwagi temu co robią samochody.. Taki rodzaj aktywności pieszej, której Whilliam Whyte poświęca cały rozdział w swojej książce o miastach, a polegający na chodzeniu po ulicach wśród stojących w korku ze wszystkimi dobrodziejstwami tej sytuacji aut, tak żeby było wygodnie (to się nawet nazywa - jaywalking, kolejny obcy termin na określenie obcych zwyczajów). Rodzaj sportu graniczący z szaleństwem, jednocześnie jednak odzwierciedlający hierarchię wartości i stopień zaangażowania w podejmowaną aktywność umysłową. Wyobraźcie sobie zagłębionego w rozważaniach o świadomości zbiorowej Profesora lawirującego pomiędzy trąbiącymi autami, wśród rozpasanych, gwałtownie i nerwowo ruszających i równie szybko hamujących kierowców.

Tak się czasem zastanawiam dla kogo są miasta. Nieżyciowe zakazy na ogół bywają łamane, a ludzka aktywność znajduje swoją realizację niezależnie od najwyższych nawet ogrodzeń. Przykład zaczerpnięty z materiałów grupy (jak zazwyczaj w ulubionym serwisie) pod wdzięczną nazwą Nielegalna dziura w siatce która chciałaby być zebrą.


Tytuł obrazka - w niedzielę po Kościele.

Dla poprawności - nie twierdzę bynajmniej. że należy łamać przepisy , jedynie należy je wymyślać w taki sposób, żeby nikt ich nie musiał łamać. Tytułem dokumentacji, powtarzam się. Oraz nie jestem osamotniona w takim myśleniu.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, Świadomość, transport, jaywalking


2010-09-21 11:11
 Oceń wpis
   

To będzie kilka myśli nieuczesanych na temat przeczytanego dzisiaj w Krytyce Politycznej felietonu (nie mam siły ani ochoty dyskutować z większością tego tekstu ani poświęcać mu zbyt wiele uwagi):

Autor dzisiaj lewą nogą z łóżka wstał. I odebrał telefon (maila, sms-a - nie wnikam) - na jutro ma być coś napisane. Co by tu napisać... Postanowił napisać o Łodzi. I tak się wyprowadzam to sobie uleję goryczy. A co mi tam. Wierszówka wpadnie.

A że jeszcze był zaspany to oczu szeroko nie otworzył i iluś rzeczy nie dojrzał. Nie zauważył że ostatnio jakby coś się zmieniło. Łódź (później niż należało ale) sięgnęła po środki z programu Jessica. Organizowane są konsultacje społeczne w sprawie budżetu - a jak powszechnie wiadomo rozmowy o tym jak wydać nieduże pieniądze są najskuteczniejszym sposobem aktywizacji mieszkańców, budowania zaufania społecznego oraz skutecznego wydawania niedużych pieniędzy (czego dowiódł przykład Porto Allegre, licznych miast brytyjskich, francuskich, a ostatnio również polskich).
Wieloletnie zaniedbania trudno usunąć w kilka miesięcy ale trzeba nie chcieć patrzeć żeby nie dostrzec starań. Łódź staje się silna dzięki działaniom oddolnym, dzięki mieszkającym tu młodym ludziom. Czytam o ich działaniach w prasie, widzę je na co dzień. Łódzkie (ludzkie) myślenie widać z różnych perspektyw.

Liczne problemy Łodzi wymagają działania. Temu trudno zaprzeczyć. Tyle razy już o tym pisano i mówiono. Ale jednocześnie - Łódź jest miastem. O wyraźnie miejskiej strukturze centrum. O wyraźnie zdefiniowanych ulicach, które mogą stać się doskonałym miejscem do życia i mieszkania jeśli tylko nad tym popracować.
Nie wiem, którzy łódzcy urbaniści twierdzą że łódzkie środmieście należy wyburzyć. Zapewne ci sami, którzy podpowiadają że większość łódzkiej zabudowy jest secesyjna.

Łódź ma świetny las, największy spośród lasów miejskich w Europie. Łódź wciąż jeszcze posiada pierścień terenów otwartych zapewniający właściwe warunki przyrodnicze. Łódź jest zasobna w liczne puste tereny wewnątrz, które po uporządkowaniu stanu własności mogą stać się miejscem nowych inwestycji. Łódź jest miastem kilku wyższych uczelni o wysokim poziomie nauczania.

Jednocześnie też - kiedy się czyta o problemach społecznych jakie były obecne w śródmieściu Brukseli, Barcelony, Glasgow i wielu innych miast - przed podjęciem działań rewitalizacyjnych, problemy śródmieścia Łodzi przestają być tak wyjątkowe.

Lubiłam czytać Krytykę Polityczną - i tak żenującego poziomu jaki prezentuje ten artykuł dotychczas nie napotkałam. Nie wiem czemu autorowi nie podoba się pomysł przebudowy rejonu dworca. Czyżby podzielał poglądy rosyjskich carów którzy nie życzyli sobie tędy połączenia kolejowego Rosji z resztą świata? Mieszkam w śródmieściu, codziennie spotykam ludzi biednych, o których można mówić jako o wykluczonych - ale oni nie są agresywni. W Łodzi nie jest niebezpiecznie. Po prostu mieszkają tu tak samo jak ja. Moje dzieci i dzieci znajomych bezpiecznie chodzą ulicami, jeżdżą tramwajem czy rowerem. I nic się z nimi nie dzieje.

Jedynym sensownym pomysłem i propozycją, która pada w cytowanym artykule jest ta dotycząca otwarcia Łodzi dla squatów - co wcale nie musi oznaczać nielegalnego zamieszkiwania pustostanów. Raczej mam tu na myśli ludzi tworzących niezależną kulturę. To już w Łodzi było - ze świetnym efektem, mam tu na myśli działalność grupy Prokadencja i Forum Fabricum na Kopernika. I to się wciąż dzieje, w różnym wymiarze. Ta idea bardzo mi się podoba.

Dorzuciłabym do tego jeszcze redukcję ruchu samochodowego w całym obszarze centralnym, tak żeby można było bezpiecznie poruszać się po ulicach i się na nich spotykać. Tak żeby Łódź mogła stać się miastem dla ludzi - nie dla samochodów. To wszystko wymaga tylko i jedynie a może aż - zmiany myślenia.

I nie wiem po co Krytyka Polityczna w tej zmianie nie pomaga. 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2010-09-04 23:28
 Oceń wpis
   

 Pozytywna reklama na dobranoc i na dzień dobry.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-07-28 06:55
 Oceń wpis
   

Zakres przyczyn, dla których wyjeżdżamy na wakacje jest równie szeroki jak to, jak bardzo się od siebie nawzajem różnimy. Niektórzy wyjeżdżają z ciekawości, po to aby poznać nowe miejsca i dlatego aby moć zobaczyć coś co piękne. Dla innych wyjazdy to okazja, żeby odpocząć od nadmiaru bodzców, zaszyć się gdzieś i wreszcie wyspać czy poczytać albo w spokoju pobyć z rodziną. Jeszcze inni wyjeżdżają, żeby pooddychać świeżym powietrzem, żeby dzieci mniej chorowały, żeby miały się z kim bawić w bezpiecznym miejscu, czy żeby poprzyglądać się z bliska jak wygląda przyroda. Niektórzy chcą mieć okazję do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego albo do przeżycia przygody życia. Są też tacy, dla których powodem wyjazdów jest chęć poznania nowych ludzi, wycieczki kulinarne albo nie kulinarne, wreszcie chęć pobycia ze znajomymi, nie sposób wyczerpać katalogu przypadków i powodów, dla których chce się nam pakować i ruszać gdzieś, gdzie z założenia będzie fajniej i milej.
Kiedy się tak przyglądać tym przyczynom część z nich wskazuje wprost czego nam brakuje w codziennej egzystencji i czego szukamy aby poprawić warunki życia, w których przyszło nam na co dzień funkcjonować.

Z niektórych można wnioskować, jakich zmian należałoby szukać w miejskim środowisku życia dla podniesienia jego jakości. Niektórzy z nas, zakosztowawszy wakacyjnego trybu życia próbują tak funkcjonować na stałe - jeśli tylko środki finansowe pozwalają. Narażając się tym samym na problemy z dojazdami, a miasta na niepotrzebny rozrost z którym same przecież problemy. Inni szukają własnej letniej siedziby - nie tylko w Rosji letnie domy to dość popularne zjawisko.

Spróbujmy wymienić, najlepiej od razu z remedium na poprawę, choć może wymyślanie remediów pozostawię Wam szanowni czytelnicy - podam tylko przykładowe rozwiązania (wszak to blog o partycypacji społecznej w planowaniu):
- zanieczyszczone powietrze - np. zwiększenie ilości zieleni w mieście, redukcja transportu indywidualnego,

- brak możliwości ruchu, miejsca do uprawiania sportu - ścieżki rowerowe, boiska, tereny zieleni i rekreacji,

- brak kontaktu z przyrodą - tereny zieleni: skwery, parki i zieleńce oraz zieleń przyuliczna, własne "uprawy" różnej skali i maści od wspólnie sadzonych kwiatów poczynając,

- brak kontaktów społecznych - zmiana sposobu funkcjonowania miejskich przestrzeni, zmniejszenie intensywności ruchu kołowego (i parkowania) na rzecz podkreślania społecznej fukcji ulic i placów (co można osiągnąć przez ich urządzenie),

- zaspokojenie potrzeby wyjazdów w poszukiwaniu pieknych miejsc - sami sobie dopowiedzcie, wiem że tej potrzeby nie da się zaspokoić albo można ale tylko w ograniczonym zakresie, tak aby chciało się wracać.

Można by tak sobie wymieniać w nieskończoność. Niby wiemy, takie to wszystko oczywiste. Tyle że już nie ma normatywów które za nas wymuszą zaspokojenie tych wszystkich potrzeb. Zresztą w czasach normatywów też potrzeby bywały zaspokajane wyłącznie na papierze. A tymczasem: pozdrowienia z wakacji w lesie nad jeziorem.

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2010-07-13 10:53
 Oceń wpis
   

Można chyba śmiało postawić tezę, że jeśli jakiś wynalazek szczególnie przyczynia się do renesansu miast to jest to cyfrowy aparat fotograficzny oraz telefon (z cyfrowym aparatem fotograficznym). Dzięki pasji fotografowania związanej z powszechną dostępnością tej przyjemności bez myślenia o kosztach i trudzie wywoływania filmów zaczęliśmy zwracać uwagę na to co dookoła (o samym wychodzeniu z domu nie wspominając).
To jest szalenie fajne obserwować jak zdjęcie zmienia świat. Fragment świata w pewnym momencie staje się czyjś i takim już pozostaje. Bardzo to pięknie pokazał Ka Fai Choi (tu strona artysty). Skądinąd technika tej prezentacji jest szalenie ciekawa - nałożenie obrazu na rzeczywistość dzięki technice Augmented Reality.

CROSSING BORDERS from KA5@RCA on Vimeo.

Zdjęcia.. Z przyjemnością obserwuję rozwój tego wynalazku i jego konsekwencje. W tym rozwój jako metody, sposobu działania.

Pozostaje tylko przekazać zaproszenia:
1. Miejsca Poboczne: http://www.mpoboczne.blogspot.com/
2. LOMO - zdjęcia: http://www.lomo.art.pl/
3. Budujemy portret Łodzi z prywatnych zdjęć jej mieszkańców - inicjatywa GW Łódź: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8129885,Budujemy_portret_Lodzi_z_prywatnych_zdjec_lodzian.html
...

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2010-05-25 10:17
 Oceń wpis
   

Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment:

"Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa.

Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi.

Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012.

Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii."

Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista  - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-05-22 19:34
 Oceń wpis
   

Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania:
"17.53 Bronisław Komorowski obiecuje zmiany w prawie, które zlikwidują przeszkody w budowaniu wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych ze względu na prawo własności. Zmiany mają też ograniczyć wydawanie ludziom zezwoleń na budowę na terenach popowodziowych."  - z relacji GW na temat skutków i przebiegu powodzi.
Troszkę szkoda tylko, że po przysłowiowej polskiej szkodzie...

Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie."  - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW.

W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen.

Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net

Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji.

Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.


Nagrodzeni w kategorii Rewitalizacje podczas ceremonii wręczania nagród w Muzeum Kinematografii w Łodzi - od lewej przedstawiciele: Poczta Główna, ul. Tuwima 38/ Kilińskiego 91 - za remont elewacji, właściciele kamienicy przy ul. Gdańskiej 28 - za remont elewacji frontowej, Op-Architekten - za projekt Hotelu Andels ul. Ogrodowa 17, Bogdan Łowiec - BOI-BUILDING Service - za remont budynków dawnego Towarzystwa Kedytowego przy ul Pomorskiej 21, Muzeum Sztuki w Łodzi, ul. Więckowskiego 36 - za remont elewacji frontowej. Zdjęcie pochodzi z galerii zdjęć Punktu dla Łodzi w witrynie serwisu Facebook, tamże - więcej zdjęć.

Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.

Powiedziałabym, że nie tylko dzięki lokalizacji na dziale wodnym ale również ze względu na inicjatywę i kreatywność mieszkańców - Łódź jest niezatapialna!

Tagi: ludzie, kultura, prawo, społeczeństwo, moda, Łódź, urbanistyka, przestrzeń


2010-04-06 15:50
 Oceń wpis
   

Poniżej rozwiązanie wczorajszej zagadki. (Teraz już mam nadzieję wszyscy znają odpowiedź - to dokładnie to samo miejsce, tylko tym razem patrzymy w przeciwnym kierunku).

To z pozoru proste zadanie okazało się za trudne. Nawet dla tych osób, które to miejsce obserwują na co dzień. Jesteśmy przyzwyczajeni do obserwowania obiektów, budynków, architektury, tego co namacalne i dające się dotknąć. Dużo trudniej dostrzec nam przestrzeń i to co pomiędzy budynkami. A tymczasem miejsca odpowiadają za jakość miejskiego życia. Miejsca - a więc nie tylko przestrzeń wewnątrz słynnych publicznych budowli ale również przestrzeń zewnętrzna - też wymagająca urządzenia.

Jak na słynnym planie Rzymu Nolli'ego, poniżej, wykorzystanym podczas równie słynnej wystawy pokonkursowej Roma Interrotta w 1978 roku.


Źródło: http://urbantick.blogspot.com/

Mamy jako mieszkańcy prawo do miejskiej przestrzeni. Ponieważ za to płacimy - uiszczamy wszak podatki, jesteśmy wartością, nasza obecność decyduje o potencjale danego miejsca, o jego bogactwie. To my mieszkańcy stanowimy kapitał. To nasza kreatywność i potencjał współtworzą kreatywność i potencjał miejsca. Coraz częściej i więcej się na ten temat mówi. Polecam bardzo ciekawy artykuł traktujący na ten właśnie temat.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2010-03-23 03:46
 Oceń wpis
   

Wśród cech podawanych przez profesora Kevina Lyncha jako opisujące dobry (tu tłumaczę dosłownie) krajobraz miejski na pierwszym miejscu występuje pojęcie "singularity" - szczególności, unikalności, najbardziej chyba odpowiednie jest tu polskie słowo KLAROWNOŚĆ. W rozwinięciu definicji tego terminu pojawia się kilka przypadków szczególnych występowania tej cechy. Jest to po pierwsze i przede wszystkim występowanie kontrastu. Wyraźnego oddzielenia w przestrzeni dwóch różnych, jasno zdefiniowanych form.

Najbardziej wyraźnie widać to zjawisko w przypadku klarownie zarysowanych granic obszaru zabudowy. I powiązana z powyższym zwartość zabudowy z jednej strony i jej nieobecność ze strony drugiej. Jak w miastach średniowiecznych, gdzie granicę wytyczał mur obronny. Jak na poniższej ilustracji przedstawiającej - mały quiz dla Czytelników - co to za miejsce? (pytanie nr 1)


Źródło obrazka: http://icomc23.univ-rennes1.fr/

Inny przykład klarowności w definiowaniu miejskiej przestrzeni to wyraźnie rozgraniczona i zdefiniowana granica pomiędzy zwartą zabudową i placem. W oczywisty sposób zdefiniowane i wyraźnie zamknięte wnętrze miejskie: placu, ulicy.
I tu pytanie nr 2 - jaki to plac?


Źródło obrazka: http://www.prenotazioni-online.info

O klarowności możemy mówić w wielu sytuacjach, odnosząc się do każdego z elementów struktury przestrzennej miasta. W przypadku ulic - ścieżek służących do poruszania się w miejskiej dżungli - będą one klarowne jeśli będą konkretne, charakterystyczne, rozpoznawalne. W przypadku obszarów, miejskich rejonów - klarowność to jednorodność formy, jej unikalność, znów rozpoznawalność. Jednorodność formy - czyli poszczególne obiekty (budynki) współtworzące całość muszą posiadać pewne cechy wspólne, np. stosowane materiały, kąty spadku dachu, kształt dachu, rodzaj, materiał i wysokość ogrodzenia. Tolerancja na różnorodność w ramach jednorodności jest tu w pewnym stopniu cechą - można by rzec - "narodową" (inaczej jest w Niemczech, inaczej np. we Włoszech).

Dla opisu struktury miejskiej w większej skali o klarowności będziemy mówić jeśli pojawia się wyraźny element porządkujący tę strukturę. W Łodzi jest to przykładowo siatka ortogonalnych ulic z pierzejową obudową w centrum, w Krakowie Rynek Główny i wychodzące z niego ulice, planty z pozostałościami obwarowań. 

Pojęcie klarowności, nierozerwalnie powiązane z jednej strony ze zwartością zabudowy, z jej uporządkowaniem, a z drugiej z występowaniem kontrastu dwóch (najczęściej) jasno zdefiniowanych struktur pozwala na porządkowanie miejskiego krajobrazu. Wprowadza ów ład, o który nam tu chodzi. A że nie potrafię sobie wyobrazić klarowności w odniesieniu do struktur powstających w wyniku zestawienia wielu inwestycji wykonanych każda według oddzielnie zaproponowanych założeń, bez jednej wspólnej myśli porządkującej całość (jak to z reguły w przypadku założeń historycznych bywało) - być może nie starcza mi wyobraźni.

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, ład, krajobraz


2010-03-21 02:35
 Oceń wpis
   

Literatura znów wygrała walkę z nowojorskim ruchem ulicznym. To ważne zdarzenie miało miejsce 17 lutego pod Mostem Brooklińskim na Water Street w dzielnicy Dumbo (o której się mówi że uległa gentryfikacji) i która była w tym momencie wolna od samochodów. Pierwotnie projekt zakładał rozłożenie ponad dwóch tysięcy książek na głównej dzielnicy Manhattanu. Ale okazało się to niemożliwe, autorom projektu - grupie Luzinterruptus nie udało się uzyskać wystarczającej pomocy w kwestiach licencji i funduszy. Rzecz zakończyła się na 800 książkach i powiązanych z nimi punktach świetlnych.

Efektem była niesamowita instalacja, która powstała w ulubiony przez autorów sposób - samorzutnie i z pomocą przyjaciół. Przygotowanie instalacji zajęło dwie godziny, samo wydarzenie trwało godzin siedem. Szkód 'w książkach' nie było. Bitwę literatury z samochodowym ruchem można uznać za wygraną.

Poniżej cudne zdjęcia autorstwa Gustavo Sanabria, więcej w witrynie grupy, skąd pochodzą również powyższe informacje. Oraz gdzie można znaleźć opisy innych równie interesujących wizualnie instalacji.

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2010-03-19 01:59
 Oceń wpis
   

Opowiadałam dzisiaj studentom o cechach krajobrazu miejskiego odpowiedzialnych za jego formę i jakość. Wykład dotyczył cech wymienionych przez Kevina Lyncha, uważanego za jednego z naukowców, którego dzieło współtworzy fundamenty współczesnej urbanistyki.

Moje skromne zadanie polegało na wyjaśnieniu słów wybitnego profesora i badacza zagadnień percepcji miasta. Wyjaśnieniu przy pomocy obrazów. I wiecie co zauważyłam? Otóż zdałam sobie sprawę że zajmuję się tłumaczeniem pojęcia ład przestrzenny. Co drugie zdanie używałam słów "spatial order".

To odkrycie wydaje mi się bardzo cenne wobec faktu, że zmiany polskiej legislacji w zakresie przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym będą uzależniały wydawanie decyzji administracyjnych zatwierdzających tzw. urbanistyczne plany realizacyjne właśnie od kryterium ładu przestrzennego. W takim kontekście pojęcie ładu nabiera szczególnego, nowego znaczenia, szczególnego znaczenia nabiera również potrzeba jego zrozumiałego zdefiniowania. No bo skąd niby sędzia WSA lub urzędnik SKO ma być w stanie odnieść się do tego kryterium? Do jakiej definicji będą odnosić się zatrudnieni potencjalnie przez te organa biegli (o urzędnikach magistratów nawet nie wspominam, nie mam wystarczająco bogatej wyobraźni - bez urazy)? W potocznym rozumieniu pojęcia ład przestrzenny mogą pojawić się rozmaite interpretacje. I to nie tylko dlatego że porządek w przestrzeni potrafi być rozmaicie rozumiany (inaczej widzą to Niemcy, inaczej Francuzi, inaczej Włosi - a my jeszcze inaczej). Ale również z tego względu że interpretacje porządku w przestrzeni zmieniały się ostatnimi laty w sposób dość znaczący. Podobnie jak definicje piękna (o czym pisał np. Umberto Eco).
W takiej sytuacji wypowiedź precyzyjnie określająca czym jest ład przestrzenny staje się tym ważniejsza. I chroń nas Panie Boże (nie nadużywam tu Niczyjego imienia, mówię z całym przekonaniem) od prawnych definicji tego pojęcia. Definicję przestrzeni publicznej już mamy. Jest nią tylko i wyłącznie "obszar wyznaczony w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego". I nie ma - w odróżnieniu od specustawy o drogach żadnych instumentów pozyskiwania nowych przestrzeni publicznych. W związku z czym jeśli chcę w planie wyznaczyć plac to muszę zaprojektować szeroką ulicę (ewentualnie parking publiczny - ale to już mniej oczywiste). A następnie wyjaśniać przez długie godziny dlaczego ten fragment ulicy ma na moim rysunku szerokość 70 m. Co niestety często kończy się zastąpieniem projektowanego placu przez ulicę o minimalnej zgodnej z ustawą o drogach publicznych szerokości.
No i zamiast pisać o ładzie - do czego pewnie jutro lub pojutrze wrócę bo bardzo mi się ten temat spodobał - znów ponarzekałam sobie na nasze rodzime regulacje. Moment jest zdaje się dobry - bo jesteśmy świadkami kolejnych zmian w tej materii. Jak się wydaje dość radykalnych.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-02-26 11:38
 Oceń wpis
   

Trochę prowokacyjnie (a sprowokowało mnie do tego pytanie o przyszłość centrum Łodzi - bardzo ciekawe pytanie, które tu padło a propos wywiadu przedrukowanego tutaj: http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf ) polecę Państwu przemówienie Roberta Neuwirth'a o "miastach w cieniu" zamieszczone w serwisie TED.

W oryginalnej wersji - dostępne są również polskie napisy: http://www.ted.com/talks/lang/eng/robert_neuwirth_on_our_shadow_cities.html

Próbując odpowiedzieć na postawione w komentarzu pytanie: "Chciałbym poznać Pani zdanie, ocenę na temat rozmowy z prof. Markowskim. http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf
Przypuszczam, że czytała Pani tę rozmowę.
1. Chciałbym poznać Pani opinię na temat głównej tezy, czyli inwestowania wszystkiego w "city". Może kontekst Łodzi ma swoją specyfikę..
2. Czy taka opinia przeważa w środowisku urbanistów w Polsce?
(...) Jestem początkujący w tym temacie, ale generalnie czują, że jest to pochodna jakiegoś zasadniczego sporu między tych którzy uważają, że miasto musi się rozwijać maksymalnie dynamicznie tam gdzie może, a reszta się dostosuje, bez specjalnych regulacji, równoważeń etc.
Druga opcja to zrównoważony rozwój wszystkich elementów, co siłą rzeczy powoduje, że dzielnic te które przy większym zaangażowaniu środków wykazałyby większą dynamikę rozwoju, muszą zaczekać na te biedne dzielnice.
Burzy się w mnie krew jak czytam słowa profesora (może torche przeinaczone, nie wiem) sprowadzające miasto do centrum w którym żyją bogaci mieszkańcy i pracownicy City i turyści, którym czasami pokaże się wyznaczoną wcześniej trasę. Byłbym bardzo wdzięczny za próbę oceny, które z tych stanowisk ma więcej zwolenników wśród polskich urbanistów. Oczywiście, jeśli przedstawiony przeze mnie podział, jest rzeczywisty."

Zgadzam się z Panem Profesorem co do potrzeby inwestowania w centrum. Jest to obszar, który przez wiele lat pozostawiony sam sobie (zresztą Łódź od początku budowała się sama, często w sposób możliwie najtańszy) wymaga teraz podjęcia działań. I to nie tylko dlatego, że chcemy mieć piękne środmieście ale również ze względu na zagrożenie życia i zdrowia przechodniów w związku z odpadającymi - często na chodnik - elementami elewacji budynków. Nie tylko dlatego że chcielibyśmy zapobiec tworzeniu w centrum gigantycznych parkingów, ale również z tego powodu, że w głębi łódzkich kwartałów w najlepsze, obok licznych warsztatów samochodowych, rosną na równie licznych nieużytkach pokrzywy, a są takie rejony gdzie w pewnej odległości od ulicy hoduje się kury. Jednak nie podzialam poglądów Profesora co do wizji przedstawionej w cytowanym wywiadzie, burzy się we mnie krew na myśl o tworzeniu slumsów na przedmieściach poprzez wyprowadzanie z centrum ludzi, o których się pisze że są skazani na wykluczenie. W mojej ocenie na razie jeszcze nie są na nic skazani - natomiast jeśliby ich wyprowadzić na przedmieścia i stworzyć getta - rzeczywiście może to stać się źródłem problemów. Uważam że lekarstwem, stosowanym wszędzie tam, gdzie udało się przeprowadzić zakończoną sukcesem rewitalizację (np. w Bilbao, o którym tu pisałam) są narzędzia rewitalizacji społecznej - szeroko rozumianej, w niektórych przypadkach są one ważniejsze niż kwestie przebudowy fizycznej struktury miasta.

To wymaga zmiany podejścia do planowania i do ludzi. Dostrzeżenia w mieszkańcach (również tych najuboższych - wiem że jestem tu kontrowersyjna ale celowo przytoczyłam na wstępie przemówienie, które nota bene uznano za jedną z 10 najlepszych mów serwisu TED) potencjału, który może przekształcić miejsce. Zgadzam się z Panem Profesorem w ocenie potrzeby synergii pomiędzy tzw. Nowym Centrum Łodzi i otaczającą zabudową mieszkaniowo-usługową. Ale całkowicie nie zgadzam się z propozycją zmierzającą wprost ku gentryfikacji łódzkiego śródmieścia. Był kiedyś na ten temat artykuł w Gazecie Wyborczej, który (ze sporym uproszczeniem) wyjaśniał istotę tego problemu: http://www.mojemiasto.org.pl/zalozenia-projektu/szanuj-menela-swego-o-rewitalizacji/ (celowo przytaczam tu źródła popularne, osobom chcącym zgłębić te zagadnienia dokładniej proponowałabym np. serwis urbact.eu lub lekturę dokumentów KE).

Druga sprawa poruszona w pytaniu: Paradygmat rozwoju polegającego - w istocie rzeczy - na powiększaniu terytorialnym - jest pewną pozostałością okresu, kiedy miasta charakteryzowały się zwartością. To było dość dawno temu ale jednak wciąż funkcjonuje w świadomości. Funkcjonuje napędzane przez chęć zwiększenia wartości gruntów rolnych na przedmieściach oczywistą dla ich właścicieli. Która z kolei jest niekorzystna dla miasta a więc dla ogółu - bo trzeba nowe tereny np. uzbroić, co kosztuje (a pieniążki pochodzą z miejskiej kasy). Pewien rozłam w środowisku planistów, o którym Pan pisze wynika w istocie z mniejszej lub większej spolegliwości w stosunku do dość silnie artykułowanych interesów tej grupy interesariuszy. Trudno tutaj mówić o zwolennikach czy przeciwnikach tego poglądu. Taka sytuacja wynika w mojej ocenie z szerszego zjawiska - a mianowicie z nieobecności przez dłuższy okres czasu w Polsce grup interesu (w tej chwili się one formują w postaci m.in. coraz liczniejszych NGO) które byłyby zainteresowane ochroną dobra wspólnego poprzez wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju. Planowanie w praktyce spowadza się do zapisu oczekiwań społeczności. Lub tej jej części, która najgłośniej krzyczy. Cokolwiek byśmy pod tym terminem nie rozumieli. Dlatego ja bym tu niekoniecznie odnosiła się do postaw planistów - jesteśmy po prostu mniej lub bardziej realistyczni czy też jak kto woli spolegliwi wobec woli inwestora, którym jest samorząd. To jest troszkę inne podejście do zagadnień planowania niż prezentowane w postawionym pytaniu. W mojej ocenie wynika ono jednak z realnej oceny sytuacji.

Jest jeszcze jedno zagadnienie, które powinno zostać podjęte przy okazji formułowania strategii dla miasta. Czy chcemy stać się sypialnią dla Warszawy (co wcale w mojej ocenie nie jest takie znów głupie i jest całkiem realne w momencie budowy szybkiej kolei)? W takim razie również warto inwestować w śródmieściu dla podniesienia standardu życia w tym obszarze - poprzez tworzenie, niewielkich nawet, parków, budowę ścieżek rowerowych, etc. Wydaje mi się, że z czasem osoby które chciałyby mieszkać w Łodzi, przyciągnięte atrakcyjną lokalizacją (i niższymi kosztami życia niż w stolicy) mogłyby się zainteresować lokowaniem tutaj swojej działalności biznesowej. Bo po co jeździć, skoro jeździć nie trzeba. Tym bardziej że tak wielu światłych, młodych ludzi już z Łodzi do stolicy wyjechało.. I być może byliby zainteresowani powrotem - bo np. mając dzieci dobrze mieć Babcię na miejscu, tudzież w którymś momencie trzeba pomyśleć o opiece na starszymi rodzicami. Powyższa odpowiedź jest moim osobistym poglądem na wymieniony temat.

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-02-18 22:59
 Oceń wpis
   

Tym razem krótka reklamówka ruchu. Doskonale przygotowana. Brakuje mi w tym uproszczeniu poszanowania lokalnych wartości, nawiązania do tradycji, poszukiwania nowych technologii i form w urbanistyce i całego mnóstwa ważnych rzeczy obecnych w tradycyjnie pojmowanym projektowaniu urbanistycznym. Ale i tak mi się podoba. Bo jest cool. I ponieważ uwielbiamy jako nacja ściągać i kopiować amerykańskie wzorce - a to przecież najnowsza amerykańska moda. Może byśmy trochę skopiowali? Niekoniecznie wiktoriańskie dworki bo mamy nasze własne tudzież dużo innych fajnych rzeczy, ale całą resztę. A Wam jak się podoba?

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-01-06 23:52
 Oceń wpis
   

"Francja jest najlepszym krajem do życia - wynika z dorocznego rankingu opublikowanego przez amerykański magazyn International Living."- jak czytamy w dzisiejszej GW.
Wśród argumentów wymienianych za jakością życia we Francji pojawiają się piękne krajobrazy. Czyli jednak coś w tym jest że jakość krajobrazu wpływa na warunki życia. Być może postawię dość ryzykowną tezę, w razie czego proszę protestować, ale... Ponoć jakość krajobrazu jest powiązana z poziomem kultury danej nacji - coś w tym jest. 

Francuskie regulacje prawne w zakresie zagospodarowania przestrzeni tudzież jej planowania rozwijane od lat sprzyjają dbałości o krajobraz. Zarówno miejski jak i wiejski. Dodatkowo są udoskonalane i to również w sposób istotny. Pisałam już tu zresztą o tym.
Kiedy się przygląda zapisowi planu miejscowego dla Paryża - a planem objęte jest całe miasto - to widać jak bardzo te regulacje są precyzyjne. Określają np. dokładnie wysokość pierzeji oraz sposób kształtowania sylwety ulicy, kształt zieleni publicznej. A także co ciekawe zawierają pewne ustalenia realizacyjne dotyczące sposobów finansowania inwestycji.
Co mnie jeszcze urzeka w planowaniu we Francji to jawność dokumentów. Wszystko jest publicznie dostępne, łatwo i precyzyjnie opisane, łatwo się w tym odnaleźć. Oraz nie trzeba za te informacje płacić.

Francuzi uświadamiają sobie potrzebę ochrony krajobrazu. Wiele lat temu kiedy planowano realizować na Prowansji kolejny odcinek TGV byłam świadkiem dyskusji o tym jak może to zeszpecić krajobraz. I to był argument podnoszony przez osoby bez przygotowania fachowego. W zwyczajnej rozmowie przy obiedzie. Inny argument z tej samej dyskusji dotyczył wartości ekonomicznej krajobrazu. Bo będzie mniej turystów, bo coś się zepsuje..


Alleins, miasteczko na Prowansji, źródło: http://www.carte-france.info/

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-01-02 02:24
 Oceń wpis
   

Tłumaczę poniższą opowieść na jezyk polski i zachwyca mnie sposób widzenia i sposób patrzenia. Jak mówi Rob Forbes - cenimy obecność piękna w mieście, niekiedy nawet czynimy to nieświadomie. To w miejskich przestrzeniach publicznych zachowała się unikalność trudno poddająca się globalizacji. Lokalne zestawienia faktur, nawierzchnia, układ elementów, które tworzą unikalne wzory.. Sposób oświetlenia.. Po raz kolejny wraca to o czym pisał Rene Dubos - Pochwała różnorodności. Trudno to odnaleźć we współczesnym, jakże zunifikowanym i poddającym się modom designie. O wiele łatwiej odszukać w mieście, w nas samych. I to jest to co cenne..

Popatrzcie sami.. A moje tłumaczenie już jest gotowe :). Będzie jeszcze sprawdzane zgodnie z procedurami TED'a i za jakiś czas będziecie je mogli zobaczyć w oficjalnym serwisie - na razie tutaj. Zapraszam. 

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2009-12-07 23:06
 Oceń wpis
   

To się coraz częściej zdarza. Architektura, przestrzeń miejska staje się dynamiczna, traci statyczność. Staje się wielkim interaktywnym ekranem jak w Kunsthaus w Grazu.

Albo jak w projekcie Franka Gehrego dla Centrum Camerimage  w Łodzi, gdzie wielka ściana- ekran ma prezentować to co wydarza się wewnątrz.


Źródło GW Łódź

Lub - jak w projekcie stacji metra Wileńska - który troszkę mnie razi jeśli chodzi o wizualizacje wejścia - ale bardzo ujmuje, jeśli rzecz dotyczy rozwiązania przestrzeni pod ziemią. Peronów, których ściany mają być wielkimi ekranami przedstawiającymi to co na powierzchni.


Źródło: Bryla.pl

Bardzo też podoba mi się pomysł interaktywnych instalacji świetlnych zaproponowany w Amsterdamie dla przejść podziemnych i pod budynkami w blokowiskach. Mood light. Ruch jako element wzbudzający ruch światła, pulsowanie przestrzeni. To podnosi jej jakość i wpływa na poprawę bezpieczeństwa.


Źródło: Bryła.pl - artykuł o projekcie Mood Light w Amsterdamie

Nie tylko nasz ruch wywoła interakcję - nie czujemy się mali, bezradni wobec ściany ciemnego betonu. Jak w pokoju dziecka, kiedy mama gasi światło. I maluch zostaje sam. Takie zabiegi podnoszą jakość przestrzeni a nie kosztują - mimo wszystko - tyle co przebudowa, zmiana istniejących rozwiązań.

Interakcja, ruch jako element przestrzeni miejskiej. Jak bardzo różni się to podejście od współczesnych trendów rozwoju przemysłu motoryzacyjnego. Np. takich jak prezentowane w programie, który wczoraj oglądałam w Discovery Channel - ulepszanie rozwiązań stosowanych w samochodach dla całkowitego odizolowania nas od przestrzeni na zewnątrz. Dla zapewnienia na poziomie samochodu mini centrum rozrywki i komunikacji.

 

Tagi: kultura, bezpieczeństwo, design, miasto, przestrzeń


2009-11-14 22:59
 Oceń wpis
   

Codziennie wieczorem czytam mojej trzy i pół letniej córce Mirze bajkę na dobranoc. Ostatnio kupiłam w tym celu szeroko reklamowaną i nagradzaną książeczkę pt. D.O.M.E.K. autorstwa Aleksandry Machowiak i Daniela Mizielińskiego. (Być może skrycie marzę, że mała pójdzie w moje ślady i też zostanie urbanistą... a co najmniej architektem :) ).


Źródło obrazka: merlin.pl

I powiem Wam szczerze - JESTEM PRZERAŻONA TĄ LEKTURĄ.
Owszem obrazki świetne, książka ciekawa i niektóre domki nam się z Majką (ona lubi jak się tak do niej i o niej mówi) podobają. Niektóre domki rzeczywiście nie wzbudzają mojego przerażenia ani odruchu agresji - bo są fajne, np. ten poniżej niebieski domek na dachu w Rotterdamie autorstwa firmy MVRDV:


Źródło zdjęcia: http://www.designws.com/

Niektóre jednak zdecydowanie właśnie takie odczucia wywołują i już tłumaczę dlaczego. Otóż są tam np. DOMKI NA PUSTYNI.. Albo DOMEK W SZWEDZKIM REZERWACIE PRZYRODY... Albo ..DOMEK NA DRZEWIE W LESIE.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest zapewne to, że autorzy książki - do której mimo wszystko odnoszę się z całym szacunkiem - bo jest rzeczywiście ciekawa, fajnie napisana i oby wszystkie książki dla dzieci traktowały swoich czytelników równie serio. Otóż autorzy książeczki nie wpadli na to jaką szkodę wyrządzają dzieciom wpajając im jako coś normalnego, że należy mieszkać w naturalnym środowisku, bo mieszkając w naturalnym środowisku powodujemy że przestaje ono być naturalne. Ludzie wcale nie mają potrzeby mieszkać na pustyni. Nawet jeśli pracują w domu to i tak muszą coś jeść, kupować różne rzeczy, produkują śmieci i ścieki, tudzież brudzą jeżdżąc samochodem, którym muszą codziennie np. zawieźć dzieci do szkoły. To jest bez sensu aby kreować modę na tego rodzaju dziwactwa. Bo w efekcie takiej kreacji nigdzie nie będzie już niedługo naturalnie, pięknie, krajobrazowo. Wszędzie będziemy mieć domki.

Ja mojemy dziecku tłumaczę że ten Pan, który chce mieszkać na środku pustyni to jest dziwny, a ten który chce mieszkać w lesie jest jeszcze dziwniejszy. Ale podejrzewam że jestem w tej materii wyjątkiem..

Tagi: dzieci, edukacja, kultura, urbanistyka, architektura


2009-11-10 22:02
 Oceń wpis
   

Widzieliście wczorajszy film o królikach w Berlinie ("Królik po berlińsku")? Niesamowicie uderzyła mnie - obok, rzecz oczywista, opisu rozdartego miasta, jego trwałego fukcjonowania w nieprzystający do normalności sposób i potem powolnego zabliźniania się ran - wyraźna analogia do nas samych. Wszyscy, którzy mieliśmy okazję żyć w okresie optymalnego rozwoju królików naznaczeni jesteśmy "stygmatem królika". Króliki robią to co im każą, mnożą się, jedzą, funkcjonują bez pytania o to co dalej, są przywiązane do swoich małych norek, etc, etc. Potem króliki zaczęły uciekać ale to już inna historia.. Nowe króliki, te które urodziły się później są już zupełnie inne.
Dla mnie absolutnie niesamowity film. Poniżej wywiad z twórcą Królików Bartkiem Konopką.

Jako jeden z przykładów współczesnego designu miejskiego pokazuję studentom plac Lenne'go w Berlinie autorstwa firmy Topotek 1. Plac, a właściwie miejsce w ruchliwym obecnie punkcie miasta wykreowane dla upamiętnienia, zachowania pamięci miejsca oraz w hołdzie jednego z największych architektów krajobrazu. Podwójna linia naturalnych kamieni to ślad po dawnym murze. Miejsce stworzone po to i z wykorzystaniem wszelkich możliwych środków wyrazu aby zatrzymać. Aby zmusić do chwili zadumy, kontemplacji.


Plac Lenne'go, źródło Topotek 1

Tagi: polityka, film, kultura, socjalizm, społeczeństwo, miasto, berlin, mur, króliki


2009-11-07 21:41
 Oceń wpis
   

Angielski oryginał jednej z moich ulubionych książek zatytułowany jest A God Within. Autorem jest René Dubos - francuski i amerykański mikrobiolog, badacz środowiska i humanista. Tytuł polski: Pochwała różnorodności - choć odbiega od oryginału, jednak doskonale oddaje istotę prezentowanych treści.

Moją uwagę przykuły dwa fragmenty: "Każde miasto reaguje na doświadczenia i próby w sobie właściwy sposób, z reguły uwydatniający jego niepowtarzalny charakter; jest to proces organiczny, którym tłumaczy się trwałość specyficznego charakteru miast mimo burz dziejowych. (...) Ekolodzy dowiedli że najbardziej trwałe są systemy naturalne o wysokim stopniu zróżnicowania. To samo można powiedzieć o systemach urbanistycznych. Długotrwałą wielkością i świetnością cieszą się miasta o bardzo urozmaiconej ludności, działalności gospodarczej i strukturze społecznej. Dzięki różnorodności posiadają one odporność, pozwalającą przetrwać wstrząsy historyczne i zachować tożsamość mimo ciągłych zmian. (...)"

Tak sobie myślę kiedy to czytam, że naziści bardzo skutecznie działali likwidując w Łodzi różnorodność kulturową. Kilka dni temu tłumacząc gościom konferencji dotyczącej Przestrzeni małych miast, o której już wcześniej pisałam, jak znaleźć w Łodzi ślady getta odczułam jak niewiele sama wiem na ten temat. Szukając informacji natrafiłam na poniższe zdjęcie i od tej pory nie umiem o tym nie myśleć. Widoczne na nim dzieci zostały zagazowane w przyczepach samochodów wyziewami ze skierowanych do wewnątrz rur wydechowych.


Zdjęcie pochodzi ze strony www.ghetto.lodz.pl

Siła naszego miasta tkwiła niegdyś w wielokulturowości i być może do tego należałoby wrócić - nawet jeśli wyłącznie poprzez zapraszanie tu turystów szukających swoich korzeni. Aby taki cel osiągnąć nie są nam potrzebne wieżowce ani wielkomiejska zabudowa, która upodobni Łódź do tysięcy miejsc na świecie. Zastanawiałam się co może stać się siłą napędową rozwoju miejskiego albo zapewnić funkcjonowanie. Obok przemysłu, handlu i usług, obok kultury (jak w Bilbao) może to być również tradycja miejsca. W Łodzi już to się zaczęło - patrz zbierająca laury Manufaktura. Powiązania z Izraelem, które są ostatnio powszechnie krytykowane oraz bezustanne propagowanie żydowskich korzeni łódzkiego rozwoju - też już stały się wartością. Może należałoby rzeczywiście to wykorzystać. Nie zapominając jednak przy tym o potomkach dawnych polskich robotników, którzy obecnie tworzą - również powszechnie krytykowaną - łódzką "żulernię". A tak naprawdę są to w większości w prostej linii spadkobiercy najstarszych mieszkańców Łodzi, dla których to miasto było Ziemią Obiecaną...

Jeszcze jeden cytat na koniec, z tej samej książki: "Głoszenie nadziei w ponurej sytuacji może się wydawać naiwnym i pretensjonalnym złudzeniem, ale przecież z takich właśnie złudzeń rodzi się twórcza wiara, o której pisał Carl Sandburg: << Ufam przeznaczeniu człowieka i wierzę bardziej niż potrafię dowieść, w przyszłość rodzaju ludzkiego i znaczenie złudzeń, w wartość wielkich nadziei.<< (...)

 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-10-26 21:49
 Oceń wpis
   

Podróżować po Łodzi (tym razem mieście) autobusem lub tramwajem będzie zdecydowanie przyjemniej, kiedy wprowadzone zostaną nowe, lepsze rozwiązania komunikacyjne zaproponowane przez Jaimego Lernera - długoletniego mera Kurytyby i twórcę jednego z najlepszych rozwiązań komunikacyjnych na świecie. Pisałam na podobny temat w ubiegłym tygodniu, co powoduje fascynację jak podobne myślenie pojawia się w tym samym czasie w różnych gremiach. O samych rozwiązaniach stosowanych w Kurytybie też już kiedyś pisałam - rzeczywiście działają doskonale.


Transport w Łodzi - źródło Gazeta.pl, dodatek łódzki

Jak donosi dzisiejsza GW, dodatek łódzki - Jaime Lerner zostanie zaproszony przez władze Łodzi aby zaproponować rozwiązanie problemu transportu zbiorowego dla naszego miasta. Pomysł świetny, choć konsultacje ponoć kosztowne. Ciekawa jestem czy diagnoza będzie zbliżona do mojej :)


Jaime Lerner, źródło Wikipedia

Podsumowując zamiast komentarza podsunę lekturę - dla wszystkich zainteresowanych problematyką miejskiego transportu. Miasto w ruchu. Przewodnik po dobrych praktykach w organizowaniu transportu miejskiego - autorstwa łodzianina, kolegi z IAiU PŁ - profesora Jacka Wesołowskiego.

Tak już na marginesie: ciekawe czy inne obok transportu publicznego rozwiązania zastosowane w Kurytybie również będą dla łódzkich samorządowców inspiracją. Czego bym nam wszystkim życzyła :)

Tagi: komunikacja, kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, transport


2009-10-21 12:25
 Oceń wpis
   

Pomysł artystek Anny Baumgart i Agnieszki Kurant na upamiętnienie historii miejsca poprzez umieszczenie ponad ulicą gigantycznego srebrzystego wielokropka skłania do refleksji. I zapewne będzie inspirował do poszukiwań historii, zastanawiał czemu w tym akurat miejscu ul. Chłodnej instalacja została umieszczona.


Źródło: Gazeta.pl

Zastosowanie współczesnego języka przekazu dla upamiętnienia tradycji i historii miejsca wydaje mi się świetnym pomysłem. Szczególnie w tym konkretnym przypadku, kiedy otoczenie całkowicie zmieniło swój pierwotny charakter a z budynków dawnego getta nic już nie zostało. Tym bardziej gigantyczny znak interpunkcyjny - nawiasy o wysokości 9m i trzy kropki o średnicy 1,6m - przykuje uwagę przechodniów.

Tego rodzaju instalacje doskonale wpisują się we współczesne trendy designu miejskiego, w dążenie do wpływania na zachowania przechodniów, wywołanie zainteresowania niekonwencjonalnymi prezentacjami. W okresie okupacji niemieckiej to miejsce wyglądało jak na zdjęciu poniżej.


Źródło: www.warszawa1939.pl

Było zwarto zabudowane, nie istniało Osiedle za Zelazną Bramą, a w miejscu o którym mówimy, dokładnie nad ulicą tłoczył się gęsty tłum ludzi. Tłum ludzi, którzy niedługo potem zginęli, zamordowani w bestialski sposób.

Tagi: kultura, historia, design, miasto, rzeźba, społeczeństow


2009-10-17 21:41
 Oceń wpis
   

Sporo uciechy i ciekawych spostrzeżeń dostarczają mi studenci pierwszego roku. Co roku odkrywam ich sposób widzenia, podczas gdy oni próbują zrozumieć o co mi właściwie chodzi. Cykl zajęć zaczyna się od dyskusji, co jest przedmiotem urbanistyki - co niejednokrotnie w związku ze stawianymi przed nimi zadaniami sprowadza się do zastanawiania się czym różni się budynek lub grupa budynków od krajobrazu miejskiego.

Pierwsze zadanie polegające na narysowaniu drogi do szkoły jest źródłem doskonałych obserwacji o tym jak osoby nie mające dotąd styczności z tego typu problematyką postrzegają miasto i miejski krajobraz. Dostrzegamy budynki, rzeźby, detale. Miejsca ładne, charakterystyczne, specjalne z rozmaitych powodów. I w zasadzie to wszystko. Nie widzimy tego co poza wymienionymi powyżej elementami właściwie współtworzy miejski krajobraz - ulic i ich wyposażenia, kontekstu, tła. Nie zauważamy brzydoty - najczęściej przedstawiane są obiekty, które z takich czy innych powodów można określić mianem ładnych. Tak jakbyśmy byli wyposażeni w filtr pozwalający na widzenie tylko niektórych elementów. Większość osób zwraca uwagę na budynki, na obiekty fizyczne, a nie widzą przestrzeni pomiędzy. Zauważcie dużo łatwiej usłyszeć opinie o architekturze niż o ulicy, przy której się znajduje - może dlatego że mało jest urządzonych w skończony sposób ulic. O placu troszkę łatwiej bo częściej bywają to miejsca specjalnie zaprojektowane - dlatego są zauważane.

To czego nie widzimy świadomie dostrzegane jest bez udziału rozumowej analizy. Czujemy podłogę, widzimy dziury w jezdni, odczuwamy zamknięcie lub brak zamknięcia przestrzeni. Przeszkadza brak zieleni w postaci drzew i trawnika. Albo brak chodnika czy ścieżki dla rowerów.

Takie małe ćwiczenie: co składa się na krajobraz miejski? Jakie elementy wchodzą w jego skład? Czym różni się grupa budynków od krajobrazu miejskiego?


Powyższe zdjęcie pochodzi z Gazety Wyborczej Łódź
(artykuł się bardzo ładnie nazywa - 10 najlepszych zdjęć na randkę) i przedstawia oczywiście Piotrkowską.

Załączam też przedmiot do analizowania - na zdjęciu powyżej. Jest nim (co zapewne będzie oczywiste dla osób często tu zaglądających - ul. Piotrkowska w Łodzi :). Choć wystarczy wyjrzeć przez okno lub przejśc się najbliższą ulicą - wszystko można nazwać miejskim krajobrazem - to co nieurządzone też.

Przestrzeń i jej elementy prowokują do konkretnych zachowań. Podobnie wyposażenie wnętrz miejskich czy ich kształt. Dlatego celem jest umiejętność urządzania tego co na zewnątrz. Można by na ten temat pisać długo. Najważniejsza chyba jest umiejętność tworzenia spójnej całości. Oraz cel podejmowanych działań, który wydaje się oczywisty (przynajmniej z pozoru) - ludzie mają się w wykreowanych miejscach dobrze czuć. 

Poniżej film - pochodzący z lat 70-tych, którego twórcy zwracają uwagę na różne zachowania użytkowników miejsc pomiędzy budynkami (cytat z J.Gehla Live between buildings) oraz ich powiązania z elementami wyposażenia, z kształtem posadzki, etc.

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, ulica, krajobraz


2009-10-14 20:47
 Oceń wpis
   

Całkiem przypadkiem wpadła mi w ręce relacja z dyskusji o przyszłości łódzkiej kultury wobec starań naszego miasta o zyskanie miana Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Zastanawia mnie czy powinno się określać podejmowane wysiłki w ten sposób - należałoby raczej stać się stolicą a nie tylko zyskać miano. Wśród głosów w dyskusji jeden przykuł moją uwagę. Ostatni, z sali - Jadwigi Tryzno, cytuję:

JADWIGA TRYZNO (GŁOS ZSALI) : "Chciałabym podzielić się refleksją -byśmy się zastanowili, co naprawdę oznacza bycie europejską stolicą kultury. Jak można sobie wyobrażać stan, w którym się jest tą europejską stolicą, bądź - w jaki sposób ten tytuł się tak naprawdę zdobywa. Dla mnie to ważne, gdyż tak naprawdę w sumie może to być po drodze źródłem wielu nieporozumień. To, co powiedział Krzysztof -to wszystko prawda, ale miasta, które zdobyły ten tytuł, mają architekturę, ona jest zadbana. Ale celowo zmierzam tu do jednego: wiem jak się pisze projekty do Unii. Żeby zdobyć dotację, trzeba spełnić szereg kryteriów. Pod jakie kryteria będziemy grać przez te parę lat, żeby - jeśli nam zależy na zdobyciu miana ESK 2016 - być efektywnym? Być może trzeba po prostu nam uświadomić, w co my gramy, bo być może to jest fajne, ale niekoniecznie musi nas interesować. "

Jadwigę i Janusza Tryzno miałam okazję poznać sporo lat wstecz i jedynie przelotnie, podobnie jak zapewne większość osób odwiedzających prowadzone przez nich Muzeum Książki Artystycznej, przy okazji różnych organizowanych tam imprez. I zapewne podobnie jak wiele innych osób, które się przez to miejsce przewijają, zapamiętałam ich jako wspaniałych, ciepłych, pełnych szacunku dla innych i pasji dla tego co robią ludzi. Pamiętam troskę i starania o utrzymanie należytego stanu powierzonego im budynku, w którym nadal dzięki ich wyłącznym wysiłkom działa świetna placówka kultury.


Willa Grohmana, siedziba Muzeum Książki Artystycznej przy ul. ks.bp. Tymienieckiego 24, obrazek zaczerpnięty z serwisu culture.pl

W przytoczonej wypowiedzi zwróciło moją uwagę jedno spostrzeżenie, zbliżone zresztą do rozterek zawartych w pierwszym zdaniu tego wpisu. Czy Łódź ma zyskać miano ESK 2016 - czy też raczej powinna się nią stać. Spostrzeżenie o którym mowa dotyczy oczywiście architektury, tego że musi być i musi być zadbana. To czego w myśleniu, dążeniach i aspiracjach chyba jednak brakuje to - jak mi się wydaje wynika z wypowiedzi Pani Jadwigi - coś na kształt rozważnej i przeprowadzonej bez oszukiwania samych siebie analizy. Analizy, która powinna chyba przypominać  - rzetelną analizę SWOT*. Wyciągając wnioski z tej analizy należałoby chyba zmienić myślenie o łódzkim dziedzictwie i jego potrzebach. Bo albo się czymś jest, chce się coś osiągnąć albo nie.

*Nie jestem w tej materii specjalistą, tak to się o ile pamiętam z cytowanego już tu wcześniej egzaminu nazywa.

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-10-13 20:38
 Oceń wpis
   

Dlaczego postrzeganie świata w kategoriach osobistych korzyści miałoby być złe? Każdy w ten sposób postrzega świat. Każdy czuje się w obowiązku zapewnić byt sobie, swojej rodzinie i swoim dzieciom. Każdy pragnie przede wszystkim dobra swojego i swoich najbliższych. To naturalne że dążymy do zapokojenia potrzeb własnych, nie cudzych.
Planowanie przestrzeni, zarządzanie terytorium (dwie odrębne dziedziny ale mocno ze sobą sprzężone) powiązane są w oczywisty sposób z rozwiązywaniem konfliktów. Rozwiązywanie konfliktów różnych stron funkcjonujących w ograniczonej przestrzeni bywa trudne. Jeśli możliwe staje się odizolowanie zwaśnionych stron - konflikt ma szansę sam wygasnąć. Jeśli jednak oczekiwania różnych interesariuszy są sprzeczne, dobro i przestrzeń w której się poruszamy ograniczone  - rzecz może stać się niebezpieczna, a konflikt wybuchnąć z całą mocą.

Ktoś musi przegrać, a ktoś wygrać. Lub strony muszą się dogadać. Czasem efektem dogadywania się jest wartość dodana - nowy pomysł, nowa idea. W tym wszystkim nie ma nic z polityki. A może wręcz przeciwnie - może to właśnie jest polityka. Wszak polityka to walka o władzę. Tylko że jeśli przyjmiemy, że nasze dogadywanie się w sprawach powszednich związanych z zarządzaniem i planowaniem przestrzeni ma być polityką - stajemy w obliczu przegranej. Pierwotnie bowiem naszym celem było rozwiązanie prostego problemu, zaspokojenie naszych własnych potrzeb. Co jest właściwe, zrozumiałe i naturalne. Jeśli w tym wszystkim pojawia się dążenie do władzy, walka, element gry politycznej - przestajemy myśleć o naszych potrzebach. Nic nie jest proste, oczywiste. Co więcej tracimy możliwość dogadania się w prostej sprawie, którą chcieliśmy rozwiązać na początku.

Taka jest mniej więcej różnica pomiędzy tym co rozumiane było jako partycypacja społeczna w planowaniu w latach 70-tych ubiegłego stulecia. Wtedy była to walka o władzę. A współcześnie stosowanymi metodami uczestnictwa społecznego. Teraz służą one po prostu i aż rozwiązywaniu problemów.

Rozumienie pojęcia partycypacji i ewolucji idei na podstawie H.Sanoff, J.Innes, S.Faistein, P.Healey oraz kilkunastu innych teoretyków kierunku.

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2009-09-29 16:48
 Oceń wpis
   

Działalność architekta urbanisty podobnie jak działalność krawca powinna uwzględniać potrzeby ludzi. Tak jak projektant odzieży musi brać pod uwagę budowę ludzkiego ciała, a pominięcie anatomii spowoduje że jego dzieło będzie mogło służyć jako dekoracja na ścianie - tak urbanista musi poznać sposób postrzegania miasta przez mieszkańców i traktować jako podstawowy warsztat pracy dla uzyskania satysfakcjonujących rozwiązań przestrzennych.

Istnieje co najmniej kilka teorii opisujących percepcję środowiska miejskiego i pozwalających na dokonywanie niezbędnych analiz. Fundamentalne znaczenie dla badań w tej dziedzinie miały prace Kevina Lyncha których wyniki, szeroko kontynuowane, opisane zostały w książce Image of the City. Według teorii Lyncha w strukturze miasta - postrzeganej - obecnych jest kilka rodzajów elementów o charakterze punktowym, które pozwalają na identyfikację w przestrzeni i służą identyfikacji samej struktury.

Chciałabym się tu - jako że wywód jest nieprofesjonalny i nie służy edukacji studentów pierwszego roku architektury - zająć jednym tylko typem owych elementów punktowych. Są nimi mianowicie tzw. landmarks czyli miejsca znaczące lub szczególne lub też - jak nazywa to Kaziemierz Wejchert - znaki szczególne. Znaki szczególne to te elementy krajobrazu miejskiego które są łatwo identyfikowalne ze względu na swoje cechy: kształt, wielkość, strukturę, detal kolorystykę lub też które poprzez związaną z nimi strefę znaczeniową nabierą unikalności.

Mogą to być oczywiście budynki ale również rzeźby miejskie. W Łodzi przykładowo takim miejscem szczególnym stała się ławeczka Tuwima czule obejmowanego przez przysiadających obok turystów (choć i rdzenni Łodzianie też lubią się z poetą zaprzyjaźniać i np. nieoczekiwanie za nos - aż błyszczący od tego typu działań pochwycić). Istnieje też kategoria tzw. distant landmarks - dominant, czyli tych obiektów które służą identyfikacji nie tylko w jednym miejskim wnętrzu ale w różnych miejskich przestrzeniach. Znaki, czy miejsca szczególne nie muszą przedstawiać sobą wartości zabytkowej, nie muszą też reprezentować wybitnych walorów estetycznych (o kwestiach piękna w różnych okresach można by zresztą długo dyskutować - tu jako przykład może doskonale posłużyć paryska wieża Eiffla)  ale zazwyczaj ich pewna unikalność pozwala łatwo je wyodrębnić w tłumie innych budowli.  Te elementy są szalenie potrzebne w strukturze miasta bo pozwalają na identyfikację. O tym czy coś jest czy nie jest znakiem szczególnym decyduje łatwość percepcji.

Czy coś należy czy też nie do tej kategorii łatwo można się przekonać (staram się sobie - co mam nadzieję oczywiste - wyobrazić sposób myślenia decydentów). Wystarczy sprawdzić co się dzieje kiedy dany obiekt znika. Gorliwość protestujących mieszkańców dowodzi, że wyburzany budynek pełnił funkcję znaku szczególnego. Natężenie protestów świadczy o poziomie obecności tej wartości. Tylko nie bardzo rozumiem po co się o tym przekonywać w ten jakże brutalny sposób - skoro tego uczą na pierwszym roku.

Takim obiektem, o którym można było powiedzieć że odgrywał znaczną rolę w mentalnym krajobrazie śródmieścia Łodzi była wyburzona wczoraj remiza strażacka przy Sienkiewicza 54. Jak znaczna była to rola można się łatwo przekonać z reakcji łodzian. Wyburzenie tego charakterystycznego budynku spowodowało wyrwę w systemie odniesienia, w mentalnej mapie tego fragmentu miasta. Tym bardziej bolesną że nie wiemy co się w tym miejscu znajdzie - a najpewniej nic.


Źródło zdjęcia: RS Szacunek dla Łodzi

Dla oszacowania jak duże znaczenie ma mentalny wizerunek krajobrazu miejskiego spróbujcie wyobrazić sobie własne reakcje po np. wyburzeniu PKiN w Warszawie albo po usunięciu ławeczki Tuwima sprzed magistratu w Łodzi. Trudno nam sobie to wyobrazić, prawda? Pierwszy z tych obiektów pomimo historycznych uwarunkowań powstania na trwałe wpisał się w krajobraz stolicy. Drugi stał się częstym miejscem spotkań mieszkańców Łodzi. Coż by nam pozostało po ich usunięciu?

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2009-09-26 16:01
 Oceń wpis
   

Odczuwanie architektury. Bardzo lubię tę książkę. Pamiętam kilka lat wstecz jak leżąc na trawie w gorące letnie popołudnie się nią (niemal) delektowałam. Podobnie jak Steen Eiler Rasmussen delektuje się architekturą. Przestrzeń miejska, architektura, krajobraz to nie tylko to co dostrzegamy zmysłem wzroku. To co widzimy jest jedynie fragment postrzeganej przez nas rzeczywistości. Cała masa wrażeń dociera do nas zmysłem węchu, słuchu i wreszcie dotyku. Nawet zmysł równowagi ma tu sporo do powiedzenia.

To pewnie banalne, ale miałam olbrzymią potrzebę tak właśnie nazwać swoje odczucia po lekturze obszernego tekstu zamieszczonego przez GW na temat remontów posadzek w Krakowie: Co o mieście mówi jego podłoga?


Źródło: GW, wymieniony powyżej artykuł

Jak ważne jest zachowanie lokalnego charakteru miejsca poprzez utrzymanie ciągłości kształtu i materiału nawierzchni. To poprzez podłogę dotykamy miejsca, chodząc mamy szansę odczuć jego specyfikę. Zmiana jej nawierzchni i ukształtowania powoduje nieodwracalne zmiany w krajobrazie. Brak dbałości o ten jakże ważny a niedoceniany fragment naszego otoczenia powoduje.. i co znów mam powiedzieć, co powoduje? Troszkę już mnie męczy to narzekanie. Pamiętam z lektury Kevina Lyncha Image of the City jak dużą wagę w odbiorze przestrzeni centralnych miejsc Bostonu odgrywała ceglana nawierzchnia chodników. Z jaką pieczołowitością na ten właśnie element pytane osoby zwracały uwagę.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, architektura, odczuwanie


2009-08-05 09:50
 Oceń wpis
   

Wertykalny krajobraz miejski powołany do życia przez francuskiego artystę Moebius'a w komiksie z 1976 roku Długie Jutro (Long Tomorrow) wywarł ogromny wpływ - jak piszą autorzy bardzo ciekawego cyklu artykułów o krajobrazie miejskim w sztuce komiksowej - na sztukę filmową, szczególnie tą rodem z Hollywood. Przedstawiony w komiksie krajobraz stał się inspiracją dla słynnego Łowcy Androidów Ridley'a Scotta. Sam Moebius zaimplementował swoją wizję z komiksu podczas produkcji Piątego Elementu Jean'a Luca Besson'a.

Historia opisana w Długim Jutrze - trillerze detektywistycznym, który został po raz pierwszy opublikowany we francuskim magazynie metal Hurlant,  rozgrywa się w megalopolis o wielkości planety. Podniebne mosty i anty- grawitacyjne prądy powietrzne - obecnie powszechnie stosowane w hollywoodzkiej science-fiction to tylko niektóre z wynalazków, które pojawiły się w tym właśnie komiksie. Scenerię dla akcji tworzą monolity wież pokazane w stylistyce brutalizmu z domieszką estetyki rodem z secesji. Wspaniałe i bardzo inspirujące.


Źródło obrazka: lambiek.net

Moim zdaniem jednak nie tylko film jest odbiorcą i odzwierciedleniem tej i innych komiksowych wizji. Komiks, a następnie jego ekranizacje wpływają na nasze wyobrażenie życia w mieście oraz na nasze oczekiwania wobec miejskiego krajobrazu. Nasze - środowiska fachowców - ale przede wszystkim na wyobrażenia szerokiego grona osób postrzegających miasto. Tytułem uzupełnienia: powyższa teza jest nie do obalenia. Mam na to liczne dowody - choćby studenckie rysunki wykonywane na pierwszym roku architektury, których tematem jest miasto przyszłości.

Moebius jest uważany za mistrza przedstawiania przestrzeni w komiksie. I słusznie - tej akurat tezy nie trzeba dowodzić.


Obrazek zaczerpnięty z www.architectsjournal.co.uk

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, komiks, urbanistyka


2009-01-09 08:55
 Oceń wpis
   

Uporządkowanie skweru Herberta Hoovera - zaniedbanego dotychczas, najszerszego fragmentu Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, pomiędzy pomnikami Adama Mickiewicza i Matki Boskiej Pasawskiej jest niewątpliwą zaletą najnowszego projektu na przestrzeń publiczną Stolicy autorstwa firmy Jems Architekci.

Pomysłowy detal, inspirująca przestrzeń samego placu ograniczonego kamiennymi ścianami wszystko to cieszy oko i chciałoby zachwycać.


Zdjęcia powyżej: Małgorzata Kijak-Olechnicka, źródło: http://architektura.muratorplus.pl/realizacje/nowosci/skwer-hoovera,166_7306.htm

Przeszkadza niewysoka forma parterowego pawilonu zadaszona miedzianymi siatkami, a kryjąca w swym wnętrzu wejście do znajdujących się pod ziemią sal wystawowych i restauracji. Próba wpisania dachu w zastany i projektowany układ kamiennych murów (przykro mi to stwierdzić) okazała się nie trafiona. Powstał budynek - czy też niestety parterowy barak zasłaniający doskonale skomponowane formy architektury historycznej. Szkoda że zabrakło odwagi zastosowania formy kontrastującej nie tylko materiałem ale również kształtem. Czegoś na kształt wejścia do paryskiego Luwru.


źródło: www.paris-france-vacation.com

 

Tak wyglądała wizualizacja projektu zaczerpnięta z witryny sztuka-architektury.com:

Ciekawa jestem Państwa opinii na ten temat. Jest to przecież jedna z bardziej prestiżowaych inwestycji w Warszawie w ostatnim okresie. Stąd zapraszam do udziału w mini sondażu - dostępnym z lewej strony.

Tagi: kultura, warszawa, miasto, urbanistyka, architektura


2008-12-11 12:37
 Oceń wpis
   

Powstanie Ruchu Społecznego Szacunek dla Łodzi stanie się, jak sądzę i jak mam nadzieję, przełomowym momentem dla ochrony łódzkiego dziedzictwa poprzemysłowego.

Ruch grupuje kilka istniejących wcześniej organizacji społecznych, w tym bardzo znanych. Swój akces zgłosili Marek Janiak z Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, łódzka Grupa Pewnych Osób, Stowarzyszenie Fabrykancka, Łódzkie Stowarzyszenie Inicjatyw Miejskich "Topografie" , Łódzka Inicjatywa na rzecz Przyjaznego Transportu, Pracownia na rzecz Zachowania Dziedzictwa Kulturowego "Genius Loci" oraz  Rowerowa Łódź. Cele Ruchu - wymienione w witrynie internetowej oraz w manifeście opublikowanym w mediach - można krótko streścić jako Szacunek dla Dziedzictwa i Mieszkańców Łodzi.

Rozmawiałam niedawno z Kolegą z Instytutu Gospodarki Przestrzennej na WydzialeEkonomiczno-Socjologicznym UŁ o możliwościach ochrony łódzkich zabytków, w tym szczególnie łódzkiego dziedzictwa poprzemysłowego. Rozmowa toczyła się oczywiście w kontekście wydarzeń związanych z manifestem przedstawionym przez uczestników Ruchu.

Przedmiotem rozmowy była próba znalezienia skutecznej metody ochrony obiektów zabytkowych. Zabytków dziedzictwa poprzemysłowego, które przez lata pozostawione same sobie, nie remontowane, są często rozbierane dla odzyskania terenu.


Rozbierane budynki w dawnych zakładach Ludwika Geyera w Łodzi
Źródło: szacunek.dlalodzi.info

Jak nie dopuścić do marnotrawienia dziedzictwa, które wyeksponowane we właściwy sposób nie tylko jest świadectwem tożsamości miejsca ale może również stanowić wartość - także w sensie ekonomicznym. Przytaczając przykład łódzkiej Manufaktury, żeby daleko nie szukać dowodów dla tej oczywistej przecież tezy.

W mojej opinii skutecznym sposobem jest podniesienie wielkiego larum, próba zmiany powszechnej opinii za pomocą akcji medialnej zakrojonej na jak największą skalę. Czego przyczynkiem jest działanie RS SzdŁ. Zgadza się to z teorią sformułowaną przez J.Innes i D. Booher'a, którzy opisując modele planowania i powiązane z nimi "metody" partycypacji społecznej, wskazują na ruchy społeczne jako na ten rodzaj społecznego uczestnictwa, który - jako bardzo intensywny - może stać się zródłem przemian. Jednocześnie jednak jest najbardziej kosztowny z punktu widzenia lokalnej władzy.

W opinii Kolegi - całkowicie się z nią zgadzam -  metodą (w dużym uproszczeniu) jest zwiększenie wysokości kar za rozbiórkę obiektów zabytkowych. Do wysokości (optymalnie) pozwalającej zasilić fundusz na remont obiektów.

Oczywistym jednocześnie jest, że zmiana przepisów wymaga akceptacji w postaci zmiany powszechnej opinii. Choćby celem przyjęcia.

Szkoda tylko, że Szacunek dla Łodzi nie stał się jak dotąd hasłem przewodnim jednoczącym Elity. Trudno bowiem ukryć, że jedynie gremia opiniotwórcze, wyrażając głośno poglądy mają szansę przyczynić się do zmiany powszechnego stosunku do dziedzictwa przeszłości.

Może się mylę...

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, partycypacja, społeczna, dziedzictwo



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.