2011-01-05 22:54
 Oceń wpis
   

Reakcja Kolegów z TUP na artykuł, który komentowałam ostatnio spotkała się ze zrozumieniem autora Pana Redaktora Marka Wielgo. Wszystkich nas boli brak mieszkań. Szczególnie w dużych aglomeracjach, w tym zwłaszcza w Warszawie i okolicach ten problem jest istotny. Zajmując się tym od lat i jednocześnie od podszewki poznawszy stanowisko samorządów w tej sprawie zdecydowanie będę tu bronić ich interesów. Jak pokazuje przykład niektórych gmin podwarszawskich te z nich, które w zbyt dużym stopniu, również przy pomocy planów miejscowych, przeznaczyły olbrzymie tereny pod budownictwo mieszkaniowe w tej chwili mają problemy z pokryciem kosztów niezbędnej infrastruktury. Instrumenty służące egzekwowaniu należności przez osoby prywatne okazują się skuteczne, w przeciwieństwie do instrumentów służących ściąganiu należności przez gminy.

Zdecydowanie jednocześnie zgadzam się z poglądem wyartykułowanym w komentarzu do naszego listu przez Pana Redaktora Wielgo - pomocny w wywołaniu ruchu na rynku nieruchomości może okazać się jedynie podatek katastralny. Oczywiście w powiązaniu z przeznaczeniem terenów w planach miejscowych. Których póki co w większości gmin nie ma. Moim zdaniem (i nie tylko moim) jest to jedyna możliwość racjonalnego rozwiązania problemu. Wprowadzeniu tegoż podatku powinna towarzyszyć istotna zmiana przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w tym likwidacja całkowicie niewydolnego instrumentu, jakim są decyzje o warunkach zabudowy. 

Komentarze na temat katastru w Polsce (bo czytam je od wielu lat) na ogół wskazują na nierealność wprowadzenia takich przepisów ze względu na silne lobby, które się takim ruchom sprzeciwia. Jak wobec tego stworzyć lobby przeciwne? Ponoć civic society to społeczeństwo, które jest w stanie dać odpór działaniom władzy która mogłaby mu przynieść szkodę (za Buchowski 2005).

Pisząc nie tak dawno artykuł do Przeglądu Urbanistycznego o partycypacji we Francji analizowałam rozwój i przemiany przepisów w tym zakresie. Czy wiecie dlaczego one zostały zmienione? (niedawno bo w 2000 roku). Ponieważ miały miejsce protesty społeczne żądające m.in. zwiększenia udziału społeczeństwa w działaniach planistycznych. Iskrą były plany budowy TGV na południu kraju. Jako studentka i wielokrotny uczestnik obozów wakacyjnych organizowanych tamże, miałam okazję być naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. Te zagadnienia były tematem rozmów w rodzinie, tematem z pierwszych stron gazet, tematem o którym się dyskutowało u przysłowiowej cioci na imieninach. U nas reforma wadliwego systemu planowania nie zaistnieje dopóki nie będzie się o nim mówiło równie dużo. Czego sobie i Państwu życzę - jeśli chcecie aby zamiast spekulować na rynku nieruchomości deweloperzy zajęli się budową mieszkań.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-12-29 13:06
 Oceń wpis
   

Winą za brak mieszkań obarczyć należy wadliwy system prawny. W tym to, że można trzymać dobrze uzbrojony grunt w centrum miasta latami licząc na zyski kiedyś (zły sposób naliczania podatku od nieruchomości). Co prowadzi do kosztów jakie muszą ponieść samorządy żeby uzbrajać nowe tereny i budować nowe drogi. Przy okazji też do dewastacji krajobrazu ale o tym przy innej okazji. 

Kolejna przyczyna to brak możliwości skutecznego egzekwowania dochodów z planowania przez gminy - co w efekcie prowadzi do braku planów (tak to nie tylko zła wola i lenistwo samorządów, bardzo często jest to racjonalność, pisałam tu kiedyś o gorącym kartoflu którym się wszyscy przerzucają). I potem trzeba dla wybudowania czegokolwiek miesiącami (jeśli nie latami) czekać na decyzję o warunkach zabudowy.

Kolejny powód to brak przepisów o rewitalizacji analogicznych do np. belgijskich z rejonu Brukseli. Które to przepisy między innymi definiowałyby zasady partnerstwa publiczno-prywatnego, które jak wiadomo bez zasad służą wyciąganiu kasy z publicznego portfela. A tam (gdzie indziej) gdzie są zasady - jest tak jak być powinno.. Czyli np. deweloperzy budują mieszkania w tym również na użytek komunalny. I są w tym zakresie tak czy inaczej wspierani przez samorządy (pisałam o tym kiedyś). Gdyby istniały zasady na jakich partnerzy prywatni w tym mieszkańcy mogą uczestniczyć w remontach (i co z tego mają) zapewne rewitalizacja miałaby szanse wyglądać nieco inaczej. Jeśliby jednocześnie za trzymanie pustych działek w centrum płaciłoby się tyle co za 4 piętrową kamienicę to właściciele byliby zainteresowani dochodem z tej kamienicy (w tym jej remontem czy wybudowaniem). A w tej chwili są zainteresowani jej wyburzeniem. 

Czyli można stwierdzić, że społeczeństwo ma rację adresując pretensje. Wszak inicjatywa ustawodawcza leży po stronie ..no właśnie, kto powinien te wszystkie przepisy opracować?

Wszystkich sympatyków tego bloga oraz osoby zainteresowane tematem zapraszam do dołączenia do nowo utowrzonej grupy w serwisie społecznościowym FaceBook - MojeMiasto.org.pl

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-11-18 21:38
 Oceń wpis
   

Przyglądam się artykułowi w niedawnej GW o "willi" wzniesionej na górskim szlaku i ogrodzonej szpetnym płotem i jak zwykle przecieram oczy ze zdumienia. Kolejny przypadek dowodzący jak bardzo prawo w tym zakresie jest łagodnie rzecz ujmując - dziwne - bo na takie rzeczy pozwala. Mało tego - urzędnik próbujący odmówić komuś wydania decyzji musi każdorazowo liczyć się z nieskutecznością takiego działania. Bo prawie wszystkie decyzje odmowne ograniczające prawo swobodnego dysponowania własnością prywatną bywają uchylane przez Samorządowe Kolegia Odwoławcze. Te zaś na ogół nie probują rozpatrywać spraw merytorycznie, a jedynie z punktu widzenia formalno-prawnego.


Zdjęcie pochodzi z artykułu Ewy Furtak "Na górskim szlaku stanęła willa. Wybudują kolejne?" z GW z 17.11.2010

Decyzje o warunkach zabudowy to wadliwy instrument dysponowania wspólnym dobrem, jakim jest przestrzeń (to jest truizm wymagający niestety nadal wyjaśnienia). Tak jest to wspólne dobro - ponieważ używanie przestrzeni nie ogranicza się wyłącznie do praw właściciela. Sposób użytkowania terenu wpływa również istotnie na warunki funkcjonowania sąsiadów (i to nie tylko tych, którzy z mocy prawa są w ramach procedury administracyjnej stronami postępowania, ale również innych - np. tych po przeciwnej stronie ulicy, a na ogół również dalej) oraz na jakość życia - zarówno w centrach miast jak i na ich obrzeżach.  Wpływa również na sposób wydatkowania publicznych pieniędzy (poprzez koszty budowy infrastruktury), na jakość środowiska (a przecież oddziaływania środowiskowego wielu nakładających się decyzji nie da się ocenić), może - jak w tym przypadku - zniszczyć krajobraz, niwelując tym samym walory turystyczne obszaru. Wiele się o tym mówi, ale nikt nie próbuje tego tematu podjąć. Tymczasem prawo powinno być proste: budować wolno tam gdzie jest plan miejscowy (lub inny dokument) definiujący zasady. (Np. We Francji - obok planów urbanistycznych - takim narzędziem jest dla obszarów wiejskich i dla niewielkich miejscowości tzw. carte communale, który ogranicza się do określenia stref zurbanizowanej i naturalnej. Poza tym obowiązują zasady ogólnej reglamentacji urbanistycznej. Dość rygorystyczne.)

O tym, co będą miały do zrobienia samorządy, aby spełnić wymogi Dyrektywy INSPIRE w zakresie publikowania informacji Aneksu IV (czyli m.in. pkt 4 zagospodarowanie przestrzenne) w wyznaczonym ustawą terminie do 01-2015 nawet nie próbuję myśleć. Do tego czasu zgodnie z zapisami przyjętymi przez Sejm RP "zbiory danych przestrzennych Aneksu II i III" winny zostać "zgromadzone i przystosowane do wymogów Dyrektywy" (a u nas to są przecież głównie d.o w.z.) Proszę poczytać: http://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire - to ważne. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić tych ton papieru (tak na ogół papieru i to mocno zakurzonego) zeskanowanych i udostępnionych ogółowi społeczeństwa za pośrednictwem sieci internet. Ciekawe kto to będzie robił i za co. Oraz dlaczego nie? Przeciez na tym u nas polega dysponowanie przestrzenią (nie da się tu użyć słowa planowanie).

Na kanwie tej dyskusji pojawiają się też głosy o tym, że abolicja tzw. "starych planów" była niepotrzebna.  Wyjaśniałam kiedyś dlaczego ich utrzymanie nie było możliwe. To wynikało z istoty planowania w tamtym okresie i było bezpośrednim skutkiem nieliczenia się z prywatną własnością w ogóle. W myśl nowych przepisów jednak szala równowagi wychylona została w stronę przeciwną umniejszając tym samym znaczenie interesu publicznego. I to niestety równiez nie jest najwłaściwsze rozwiązanie.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane, nonsens, krajobraz


2010-09-24 14:58
 Oceń wpis
   

Czytając o rozmaitych pomysłach, które co chwila przewijają się na łamach mediów, dotyczących zasilenia finansów publicznych kosztem rozmaitych wydatków i rozmaitych podmiotów wciąż nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, że w tak doskonały sposób marnotrawimy publiczne pieniądze, które mogłyby do państwowej/ samorządowej kasy trafić z opłaty katastralnej. Gdyby tylko naliczać podatki od przeznaczenia terenu związanego z jego położeniem - w obszarze zurbanizowanym lub naturalnym, a nie jak to się dzieje obecnie biorąc pod uwagę jego faktyczne wykorzystanie. Jak zbawienne efekty dla zagospodarowania miast oraz porządku miałoby ponoszenie przez właścicieli łąk i nieużytków w centrach miast opłat jak za kilkupiętrowe budynki. Jak bardzo właściciele gruntów ornych zaczęliby bronić ich rolniczej użyteczności - tego nie muszę udowadniać. Jednocześnie jak wiele pieniędzy mogłoby zasilić finanse publiczne i samorządowe - to jest argument nie do przecenienia. 
Zawsze przy okazji takich wątpliwości słyszałam argument, że brakuje systemu pobierania opłat. Zgodnie z przepisami unijnymi (przypominam INSPIRE) już powinien istnieć, a co najmniej prawie powinien być ukończony (księgi wieczyste też już od iluś lat są przeciez modernizowane..). Że brakuje planów miejscowych? O tym wiem, ale gdyby była taka potrzeba (fiskalne potrzeby jak wiadomo są nad wyraz skuteczne) to zapewne i plany miejscowe by się szybko pojawiły. Może ktoś mógłby ten paradoks wyjaśnić bo ja tego naprawdę nie rozumiem.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, budowlane, bubel


2010-03-11 21:14
 Oceń wpis
   

Przygotowałam taką małą prezentację - we współpracy z siecią wymiany dobrych praktyk na temat partycypacji społecznej w planowaniu communityplanning.net . Zapraszam do obejrzenia i ewentualnego wyjaśniania wątpliwości. Chętnie się tego zadania podejmę jako że jestem przekonana o słuszności prezentowanych treści. w najmniejszym stopniu nie ma w tym idealizmu. Jest za to propozycja rozwiązania problemu, z którym my planiści oraz urzędnicy mamy kłopot. A mianowicie problemu z chęcią wyrażaną przez coraz liczniejsze osoby aby stać się podmiotami planowania.

Życzę miłego oglądania i interesującej lektury: http://mojemiasto.org.pl/urbanistyka/Partycypacja%20spo%B3eczna%20w%20planowaniu%20przestrzennym.pdf

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2009-11-23 21:56
 Oceń wpis
   

Sewilla - stolica Andaluzji, uważana za stolicę flamenco, swój największy rozkwit przeżywała w wieku XVI kiedy to była trzecim miastem świata zachodniego i wielkim portem przeładunkowym dla transportu morskiego do i z Nowego Świata. Obecnie Sewilla liczy około 700 tys. osób i jest czwartym miastem Hiszpanii (dla porównania skali Łódź liczy niewiele więcej osób i jest trzecim ludnościowo miastem w Polsce).


Sevilla - źródło GoogleMaps

W ostatnich latach XX wieku Sewilla była świadkiem pojawienia się bardzo licznych ruchów społecznych, w tym takich których obszar działania skierowany był na miasto i zagadnienia związane z jego rozwojem. Efektem tychże nacisków - wynikających co naturalne z rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w warunkach dostępności sieci - było dopasowanie reguł gry planistycznej do oczekiwań społecznych.
Opracowanie General Plan - dokumentu dotyczącego całego miasta powiązane było z licznymi debatami. Zorganizowano je dwupłaszczyznowo: po pierwsze tematycznie. W sumie działało 9 komisji tematycznych, które odbyły ogółem 40 spotkań, w których uczestniczyło ogółem 128 osób. W skład komisji wchodzili mieszkańcy, pracownicy społeczni, przedsiębiorcy, kupcy, profesjonaliści, eksperci, przedstawiciele różnych instytucji, media oraz przedstawiciele władz lokalnych i administracji obszaru metropolitalnego. Spotkania dotyczyły zagadnień społecznych, ekonomicznych i środowiskowych - dla każdej komisji innych.

Płaszczyzna druga były to komitety terytorialne które miały za zadanie zapewnić forum gdzie mieszkańcy oraz różne istniejące ugrupowania mogły wyrażać swoje opinie tudzież postulaty. Inicjatywa miała na celu uzyskanie wiedzy o problemach trapiących mieszkańców. Ogółem ( w wyniku podjętych studiów dotyczących zapotrzebowania, w czym brały udział lokalne uczelnie) stwierdzono potrzebę ukonstytuowania 20 komisji. I tyle też działało w różnych punktach miasta dla ułatwienia maksymalnego angażowania mieszkańców. Spotkania komisji odbywały się w okresie od maja do lipca 2001. W tym okresie przyjęto 65 rozmaitych dokumentów. W spotkaniach udział wzięło prawie 2000 osób, reprezentujących 242 stowarzyszenia. Wysunięto prawie 4500 propozycji dla Biura Planu Sewilli.

Zorganizowano ponadto 6 wystaw publicznych, po jednej w każdej dzielnicy miasta na tematy omawiane podczas debat w siedzibach komitetów terytorialnych.

Uzupełnieniem były trzy wystawy w skali miasta. Pierwsza nazwana "Pamięć przyszłości" prezentowała nigdy nie zrealizowane projekty urbanistyczne. Wystawa druga Możliwości i strategie zagospodarowania przestrzennego Sewilli - zawierała ogólne propozycje przekształceń struktury miasta oraz szczegółowe propozycje rozwiązań dla rejonów strategicznych. Wystawa trzecie, zoorganizowana równolegle z datą przyjęcia dokumentu planu służyła prezentacji jego zawartości.

W ramach procesu zorganizowano też konferencję zatytułowaną " Urbanistyka jako czynnik rozwoju" oraz dwa konkursy koncepcyjne na zagospodarowanie strategicznych obszarów miasta.

Biuro planu prowadziło także wywiady on-line umożliwiające mieszkańcom podjęcie interaktywnej debaty zarówno z przedstawicielami instytucji jak i z ważnymi osobistościami publicznymi. Bieżącej prezentacji informacji służyła działająca nadal witryna internetowa www.plandesevilla.org , gdzie można było - oprócz odczytania treści - również składać uwagi.
Prezentowane treści pochodzą z dokumentów sieci wymiany dobrych praktyk w zakresie odnowy centrów miast URBACT -
www.urbact.eu

To była część mojego wykładu w tę niedzielę. Ciekawe, prawda?


A propos wystawy pamięć przyszłości mały quiz dla Łodzian i znawców Łodzi: zgadnijcie gdzie w Łodzi planowano coś takiego? To jest skan autentycznego zdjęcia makiety z lat 50-tych. Dla ułatwienia dodam że 1 budynek (słownie jeden) miał zostać zachowany i stoi nadal. Reszta zabudowy w tej okolicy miała zostać wyburzona. Gdzie to jest? (Odpowiedź wkrótce.)

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2009-11-21 13:14
 Oceń wpis
   

Podczas Konferencji na temat Partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym w Gdańsku, w której brałam czynny udział, miałam okazję poznać Pana Wojciecha Chrabelskiego, który przez wiele lat - mieszkając i pracując we Francji - pełnił tam funkcję Komisarza Ankiety Publicznej. Skądinąd niezwykle ciekawy człowiek, doskonale wykształcony, wspaniale bawiący publiczność, miedzy innymi grą na pianinie. Pan Wojciech przekazał mi wtedy swój tekst, publikowany również na stronie SARP, z prośbą o popularyzację. Co niniejszym czynię:

"Pour faire des grandes choses, il ne faut pas etre un si grand genie, il ne faut pas etre au dessus des hommes, il faux etre avec eux" Montesquieu
("Aby dokonać rzeczy wielkich nie trzeba być tak wielkim geniuszem, nie trzeba wynosić się ponad ludzi, trzeba być z nimi")

"RÓBMY SWOJE..." (-Wojciech Młynarski)

Tym apelem zwracam się do kolegów architektów o poparcie wprowadzenia w Polsce na wzór Francji, ustawy dotyczącej udziału ludności w naszej działalności Architektoniczno-Urbanistycznej.

Francja od czasów Wielkiej Rewolucji, więc od przeszło 200-tu lat, doskonali swój system zarządzania i administrowania. Cytowany Montesquieu udowadniał, że wszystko powinno się dziać dla dobra człowieka i respektowania jego woli. Francuska Ustawa nr 83-630 z 12.07.1983 r. dotycząca demokratyzacji przeprowadzanych ankiet publicznych i ochrony środowiska, została wniesiona do uchwalenia przez parlament francuski na wniosek Ministra Ochrony Środowiska (zwana dalej uchwałą Bouchardeau, od nazwiska ministra który ją wprowadził). Ma ona ramowy charakter, który stanowi o jej elestyczności. Dotyczy różnych dziedzin życia, a nas architektów oczywiście interesuje zastosowanie jej w dziedzinie architektury i urbanistyki. Ustawa ta po pierwsze defniuje ankiety publiczne tzn. dostępne dla wszystkich.

Ankieta publiczna jest procedurą, której zadaniem jest informaowanie społeczeństwa, zebranie wszelkich opinii, sugestii i kontrpropozycji, aby dać władzom jak najszerszą wiedzę na temat możliwego stopnia akceptacji zmian w życiu społeczności związanej z danym projektem. Dla kompetentnej władzy jest to wiedza niezbędna dla podjęcia trafnych decyzji. Nie ma więc żadnych formularzy, a pytanie stawiane uczestnikowi ankiety jest jedno: " Co Pani/Pan (Wy, Wasze stowarzyszenie czy firma) sądzi/ sądzicie o przedstawionym projekcie czy zamierzeniu?" W konsekwencji takiego postawienia sprawy, od ludzi zależy wybór tematów i pytań dotyczących przedstawianych problemów.

Ankietę publiczną prowadzi komisarz ankiety mianowany przez Sąd Administracyjny wg kryteriów merytorycznych i moralnych zapewniających jego obiektywność i bezstronność. Komisarz osobiście prowadzi bezpośrednie rozmowy z uczestnikami ankiety, zbierając ich opinie, życzenia i sprawy na które się skarżą, a przede wszystkim musi wyczuć ich oczekiwania. Podsumowując swój raport komisarz ankiety zajmuje jednoznaczne stanowisko i przekazuje je decydentom. Na tym kończy się jego misja.

Używając termnologii medycznej ankieta publiczna jest diagnozą. Nam architektom pozostaje ustalić i zalecić terapię.

Warunki stosowania niniejszej ustawy zostały określone dekretami rady stanu.
Kolejne ustawy ( w szczególności tzw. prawo Barnier z dnai 2 lutego 1995 roku "Debata Publiczna", dotyczące wielkich zamierzeń inwestycyjnych), dekrety, postanowienia, przepisy, etc... dotyczące problematyki ochrony środowiska zostały skodyfikowane. Opracowano Kodeks ("Code d'environnement" - środowiska), zatwierdzono jego wykładnię postanowieniem Prezydenta Republiki w oparciu o raport Premiera i Ministra Zagospodarowania Kraju i Środowiska w dniu 18 września 2000 roku. Zasadnicza linia i filozofia tej ewolucji prawnej została utrzymana, nastąpiły tylko uproszczenia procedur.

Proponowane przez ustawę, a obecnie przez Kodeks działania, sprawdzone we Francji, dałyby obywatelom wgląd w działanie władzy, a na władzę nałożyłyby obowiązekkonieczności brania pod uwagę interesów jednostki w zgodzie z interesem ogólnym.

Jako urbanista podkreślić muszę słowa prof. Kazimierza Wejcherta: NIE MA I NIE MOŻE BYĆ URBANISTYKI BEZ WSPÓŁPRACY Z LUDNOŚCIĄ.
Pogląd ten sformułował profesor w formie dedykacji do ofiarowanej mi ostatniej swojej książki "Ludzie nowego miasta" (1973r.)
Ale czym jest miasto dzisiaj, a idąc w ślad za tym - czym jest urbanistyka? Pojęcie to oddala się od źródłosłowu (urbs-urbis). W dzisiejszych czasach należałoby przyjąć, że urbanistyka jest sztuką i praktyką kształtowania środowiska życia człowieka.
Dlatego ta dziedzina we Francji znalazła się pod opieką Ministerstwa Środowiska, co powinno również nastąpiś w Polsce.

We Francji Ministerstwo Ochrony Środowiska powstało w 1975 roku. Pierwszym ministerm został mianowany Brice la Londe, który zapytany przy tej okazji - co Pan Minister sądzi o ekologii - odpowiedział: "styl życia na tej planecie".
W 1982 roku nastąpiła decentralizacja francuska, a w 1983 roku uchwalono ustawę o ankietach publicznych (Bouchardeau).
W Polsce decentralizacja nastąpiła w 1999 roku (wprowadzona przez ówczesnego premiera Jerzego Buzka). W ślad za tym złożyłem w polskim Ministerstwie Środowiska w Biurze Informacji i Edukacji Społecznej - report pod tytułem "Ankiety publiczne we Francji jako narzędzie utrwalania demokracji".
Wiadomo że o efekcie danej pracy stanowi użycie właściwego narzędzia. Teraz więc my Polacy, w demokratycznym już kraju, uczyńmy następny krok i użyjmy tego narzędzia wprowadzając problematykę współpracy z ludnością do polskiej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ponadto uzgadniając ją z prawodastwem europejskim (lepiej późno niż wcale).
Przedstawiona filozofia ankiety publicznej, dokonanie harmonizacji i uproszczenia procedur zatwierdzających zamierzenia i plany, ustalenie statutu i roli prowadzących ankiety (komisarzy ankiet), zapewnienie udziału ludności w dyskusjach, debatach i życiu publicznym są kierunkami zasadniczymi tej propozycji dla Polski.
Wiele spraw jest jeszcze do wyjaśnienia i pogłębienia, ale wiemy wszyscy że wprowadzenie reform w polskim prawie jest sprawą pilną. Czas leci...!

Wojciech CHRABELSKI
architekt-urbanista
członek francuskiego Stowarzyszenia
Komisarzy Ankiet Publicznych (CNCE)

 

Coż ja mogę więcej powiedzieć. Tylko i aż tyle, że nie jestem osamotniona w swoim sposobie myślenia. Oraz że ma ono bogate tradycje tudzież praktykę działania, z której można czerpać otwartymi garściami.

Bardzo interesujące jest ponadto porównanie kompetencji oraz profilu francuskiego komisarza ankiety oraz postaci mediatora, która ma się pojawić w nowych przepisach polskiego prawa o zagospodarowaniu przestrzennym. We Francji funkcja ta służy zabieganiu konfliktom, w naszej propozycji zmian w przepisach - będzie służyć ich leczeniu. Co na ogół bywa trudniejsze oraz bardziej bolesne.. Już o tym kiedyś pisałam, przy okazji zgłaszania uwag do przedłożonego do konsultacji społecznych projektu zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2009-10-28 21:55
 Oceń wpis
   

Lektura bloga Lege Artis zachęciła mnie do opisania niektórych bubli prawnych z dziedziny prawa związanego z zagospodarowaniem przestrzennym, z którymi mam na codzień do czynienia. Dla wyjaśnienia - miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, których opracowywaniem zajmuję się zawodowo stanowią prawo lokalne i jako takie ich zapis musi spełniać wymogi dokumentów prawnych oraz nie zawierać sprzeczności z innymi dokumentami prawnymi wyższego rzędu. No i tu leży pies pogrzebany. Mało tego temat jest iście tematem rzeką i podejrzewam, że pisząc codziennie życia by mi nie starczyło na jego wyczerpanie.

 Zacznę od pozornie oczywistego pojęcia "działki budowlanej". Zdawać by się mogło rzecz absolutnie podstawowa, a więc z pewnością właściwie nazwana. W potocznym rozumieniu działka budowlana jest to taka kategoria nieruchomości gruntowej, na której można budować. W odróżnieniu przykładowo od działki rolnej albo leśnej, na których budować nie wolno. Otóż myliłby się ten kto zawierzyłby w tej materii intuicji.

Zgodnie bowiem z definicją zawartą w Ustawie o gospodarce nieruchomościami mówiąc o działce budowlanej - "należy przez to rozumieć zabudowaną działkę gruntu, której wielkość, cechy geometryczne, dostęp do drogi publicznej oraz wyposażenie w urządzenia infrastruktury technicznej umożliwiają prawidłowe i racjonalne korzystanie z budynków i urządzeń położonych na tej działce;" No i masz ci los - mam do wyboru: albo wymyślić własną definicję, ale nie bardzo mogę wymyślać definicje sprzeczne z ustawą i definiować coś inaczej w uchwale Rady Miasta/Gminy albo wymyślić inne określenie, którego nikt nie zrozumie. Mogę też nie definiować tego wcale używając określenia potocznego działki budowlanej i licząc ..no własnie sama nie wiem na co liczę.

Niektórzy - i być może ja również - używają  pojęcia działki inwestycyjnej. Która może przykładowo składać się z kilku nieruchomości gruntowych. I tu znowu mam dylemat. Wszystko w porządku jeśli plan będzie wykorzystywany do wydawania pozwolenia na budowę. Określam bowiem parametry (wielkość, szerokość frontu) działki inwestycyjnej i inwestor wie jaki fragment gruntu ma kupić aby wybudować w tym miejscu dom. Gorzej, że plan służy też jako podstawa podziału nieruchomości - a tak właśnie jest zgodnie z prawem. I tutaj konia z rzędem za geodetę albo właściciela dotychczasowej nierucomości rolnej (pola, które na skutek uchwalenia planu może zostać rozparcelowane), który zrozumie o co mi chodzi kiedy będę mówiła o działkach inwestycyjnych złożonych z kilku działek gruntowych.

No dobrze, przyjmijmy że doszliśmy w tej materii do jakiegoś konsensusu (bo w sytuacji kiedy nikt nie wie co jest słuszne: ani autor planu, ani urząd, ani GKUA/MKUA - Gminna/Miejska Komisja Urbanistyczno-Architektoniczna, ani zapewne urząd wojewódzki który to sprawdza w zakresie zgodności z prawem jedyną racją jest konsensus - patrz teoria racjonalności komunikacyjnej Jurgena Habermas'a, która chyba jednak nie powinna znajdować w kwestiach prawnych zastosowania) co do poziomego określenia, czym jest obszar inwestycji pozostaje nam jeszcze kwestia kolejna. I tu już znajdujemy się na gruncie iście grząskim.

Otóż zgodnie z art.143 kodeksu cywilnego "W granicach określonych przez społeczno-gospodarcze przeznaczenie gruntu własność gruntu rozciąga się na przestrzeń nad i pod jego powierzchnią. Przepis ten nie uchybia przepisom regulującym prawa do wód." No i tu mamy doprawdy dylemat. Najmądrzejsze głowy nie wiedzą jak z tego wybrnąć - patrz interpratacja tego zapisu w publikacji prawnej. Nie da się ukryć że mamy do czynienia z - łagodnie rzecz określając - reminiscencją planowania socalistycznego. Przypomina mi się, kiedy w 2000 bodajże roku byłam na konferencji organizowanej przez UDMS, w ramach której odbyły się warsztaty prowadzone przez naukowców z Delft na temat możliwości zapisu trójwymiarowego katastru. Nie muszę chyba wyjaśniać że nigdzie indziej taka definicja jak nasza rodzima nie obowiązuje.

Jakie "społeczno-gospodarcze wykorzystanie" ma reperkusje dla zagospodarowania np. terenów nad liniami kolejowymi lub nad drogami nie trzeba zapewne tłumaczyć. W tym pierwszym przypadku bardzo klarownie wyjaśnia to Grzegorz Buczek w wywiadzie na temat możliwości przebudowy warszawskiego dworca. Skrótowo rzecz ujmując jedynie PKP może być poważnym inwestorem na takim terenie. Bo PKP jest właścicielem linii kolejowej pod dworcem. Nad drogami publicznymi w Polsce można wznosić wyłącznie budowle publiczne. Aż dziw że powstało coś takiego jak skocznia w Wiśle.


Skocznia w Wiśle Malince -  droga przechodzi w tunelu pod trybunami. Budowla jest inwestycją publiczną - taka budowla prywatna nie byłaby możliwa. Źródło: gazeta.pl

Jeden z moich studentów, kiedy próbowałam tłumaczyć zawiłości związane z możliwością zapisu ustaleń planu w trzecim wymiarze (chciał zaprojektować prywatny parking pod publiczną ulicą - rzecz, z którą spotkał się w Londynie) stwerdził że on z przyjemnością zostanie urbanistą. Bo to bardzo ciekawe. Ale w Wielkiej Brytanii.


Ten skwer - publiczny - zlokalizowany jest nad prywatnym parkingiem. W naszych warunkach takie rozwiązanie (wprost) nie jest możliwe. Można oczywiście mówić o dzierżawie albo innych sposobach omijania przepisów - ale czy rzeczywiście tędy prowadzi droga? Skwer - Jardin du Clos Carret - znajduje się w Lyonie we Francji, a zdjęcie pochodzi z witryny http://www.ilex-paysages.com To samo zdjęcie można też odnaleźć w książce Krajobraz miejski Nowe trendy Nowe inspiracje Nowe rozwiązania.

Tyle na początek - cyklu jak podejrzewam o bublach rodzimych regulacji planistycznych. Dla osób, które już nie mogą się doczekać małe pytanie: czy wolno prowadzić drogę tuż obok torów kolejowych skoro droga jest obiektem budowlanym, a obiekty budowlane muszą być od kolei odsunięte?

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, budowlane, bubel


2009-09-30 21:35
 Oceń wpis
   

Opublikowany w najnowszym Dz.U.(Nr 160) wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 21 września b.r. pozwala na legalizację samowól budowlanych na terenach pozbawionych planów miejscowych. Do tej pory uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy dla tych inwestycji było praktycznie niemożliwe - bo musiałaby ona być wydana z datą wsteczną. Stąd Trybunał Konstytucyjny zdecydował o wyrównaniu szans inwestorów na terenach wyposażonych w plan miejscowy i pozostałych.

Co ważne: dla inwestycji, które już raz nie uzyskały zgody na legalizację obowiązuje miesięczny termin na ponowne złożenie wniosku. Cytuję za Rzeczpospolitą:

"Wyrok daje ponadto szansę na legalizację inwestorom, którym nadzór budowlany już raz jej odmówił z powodu braku tej decyzji. Od 29 września mogą starać się o wznowienie postępowania o legalizację. Ale termin na to jest bardzo krótki, tylko miesiąc, a liczy się go od dnia publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego, czyli od 29 września. Mówi o tym art. 190 ust. 4 konstytucji oraz 145a kodeksu postępowania administracyjnego."

Zdecydowanie nie popieram samowól budowlanych ale ten wyrok wydaje mi się słuszny. Wszyscy powinni być wobec prawa równi. Skoro dopuszcza się możliwość legalizacji tam gdzie jest plan miejscowy - tak samo należy dopuszczać to wszędzie indziej. Nie jest przecież winą obywatela, że gminy nagminnie nie opracowują planów miejscowych. A dotychczasowe przepisy były co najmniej absurdalne. Oczywiście legalizacji podlegają tylko te samowole, które zgodnie z przepisami prawa budowlanego mogłyby zostać wzniesione w normalnym trybie tzn. spełniają warunki zapisane w decyzji o warunkach zabudowy i są zgodne z przepisami.

Katastrofalna dla polskiej przestrzeni jest sytuacja prawna w której planowanie za pomocą decyzji w ogóle jest możliwe. Szkoda że nie da się tego równie prosto zmienić wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane


2009-03-10 23:50
 Oceń wpis
   

Lektura na temat najnowszych "udoskonaleń" wprowadzanych w przepisach Ustawy Prawo Budowlane przyprawia mnie co najmniej o zawrót głowy. Zwolennikiem panującego "lobby inwestycyjnego" przestałam być już jakiś czas temu - czemu zresztą dałam już tu wyraz. Jako wyborca (wydawało mi się wówczas że świadom tego co czyni oraz ufny w mądrość własnych i nie własnych wyborów) mam jak śmiem mniemać prawo protestować. Co niniejszym czynię!

W obawie jednakowoż, że słowa nic tu nie pomogą. Bo głosy protestu słychać już zewsząd. Posłużę się obrazem. Obrazem elitarnym, już teraz jak sądzę do dostania jedynie w elitarnych antykwariatach z płytami. Otóż chciałabym przypomnieć płytę/wizję/video oraz grę komputerową stworzoną czas jakiś temu przez dokonałej klasy grupę twórców z Peterem Gabrielem na czele. Płyta multimedialna, która ukazała się w roku 1990, przyniosła artyście (czy też raczej współtworzącemu ją zespołowi) liczne nagrody, wśród nich Milia d'Or award Grand Prize w Cannes.

Wśród autorów grafiki tudzież treści byli tak znani artyści jak Helen Chadwick czy Yayoi Kusama. Płyta świetna, gra, muzyka i przesłanie zapadają w pamięć. Jako zdecydowany przeciwnik angażowania czasu i wyobraźni w gry komputerowe tę jedną prześledziłam z zapartym tchem. Pokazana w grze wizja świata - w efekcie naszych zaniedbań - i właśnie "zabudowania" wszystkiego. Nie zważając na sąsiedztwo oraz poszanowanie czegokolwiek - przygnębia. Zainteresowanych (i zdeterminowanych) odsyłam do księgarni Amazon. Wciąż dostępny jest jeden egzemplarz. Gdybyż ktoś zechciał kupić go światle panującym w prezencie! Może taka - zarazem masowa i elitarna rozrywka coś by tu wyjaśniła i pomogła. Skoro światłe głosy nie trafiają do wyobraźni zaślepionego żądzą zysku grona.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane, nonsens, krajobraz


2008-08-19 00:45
 Oceń wpis
   

Kolejne już w sezonie wakacyjnym konsultacje społeczne bardzo istotnej dla możliwości udziału społecznego w planowaniu ustawy. Tym razem przedmiotem konsultacji jest projekt Ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej. Wprowadzenie ustawy związane jest z implementacją dyrektywy 2007/2/WE ustanawiającej infrastrukturę informacji przestrzennej we Wspólnocie (INSPIRE).

Dyrektywa 2007/2/WE, przyjęta przez Parlament Europejski i Radę w dniu 14 marca 2007 r., ustanawiająca infrastrukturę informacji przestrzennej we Wspólnocie (INSPIRE) (Dz. Urz. UE L 108, z 25.04.2007, str. 1) wywołuje liczne dyskusje. Przedmiotem Dyrektywy jest regulacja dostępu do danych przestrzenych gromadzonych w zasobach publicznych oraz ustanowienie infrastruktury pozwalającej na ich sprawne tworzenie i wymianę, w tym również pomiędzy podmiotami publicznymi.

Dyrektywa i wprowadzające ją przepisy (Ustawa będąca przedmiotem konsultacji) są przedmiotem licznych kontrowersji. Jako model wzorcowy stawiany bywa system funkcjonujący w Stanach Zjednoczonych Amerki Północnej, gdzie dane referencyjne dostępne są nieodpłatnie, również dla zastosowań komercyjnych, co przyczynia się do zwiększenia zapotrzebowania i rozwoju rynku oprogramowania GIS oraz niewątpliwie do rozwoju samej infrastruktury danych przestrzennych. Porównaj petycja w sprawie odrzucenia Dyrektywy INSPIRE: http://terraobserver.blogspot.com/2006/03/odrzuci-inspire.html

W mojej ocenie przyjęcie i sprawne wdrożenie Dyrektywy - w zakresie takim jak sformułowano w konsultowanej Ustawie - znacznie ułatwi i przyspieszy prace związane z przygotowywaniem opracowań planistycznych. Obecny bałagan i brak jednoznacznie sformułowanych zasad udostepniania danych a także brak obowiązku tworzenia i przechowywania danych w ujednoliconej, cyfrowej postaci bywa źródłem wielu trudności, często wiąże się ze znacznymi nakładami czasu i pracy potrzebnych dla ich konwersji i pozyskania. 

Brak szerokiego dostępu do danych przestrzennych pomimo zapisów Ustawy o dostępie do informacji publicznych jest osobnym zagadnieniem, które jak sądzę ma szansę zostać przy okazji prac nad wdrażaniem Dyrektywy INSPIRE unormowane - jak się okazuje optymizm był przedwczesny! - patrz pkt.2 poniżej.

W przedstawionym do konsultacji Projekcie Ustawy o infrastrukturze informacji przestrzennej dostrzegam następujące niedoskonałości będące wynikiem NIE ZASTOSOWANIA (lub innymi słowy POMINIĘCIA) zapisów Dyrektywy:
1. Brak odniesienia do Art. 12 Dyrektywy INSPIRE, a mianowicie zapewnienia organom publicznym możliwości tworzenia sieci. Powyższe zagadnienie jest dodatkowo sprecyzowane w punkcie (17) założeń Dyrektywy. Brak ustalenia obowiązku tworzenia tego rodzaju rozwiązań na poziomie ustawowym może przyczynić się do kontynuacji obecnego stanu rzeczy, kiedy to dane cyfrowe będą przekazywane w formie materialnej (płyty CD, nośniki DVD), co uniemożliwi ich stałą aktualizację.
2. Brak odniesienia do wyrażonej w punkcie (19) założeń Dyrektywy potrzeby bezpłatnego udostępniania społeczeństwu usług wyszukiwania oraz przeglądania zbiorów danych przestrzennych.

Konsultowany projekt Ustawy dostępny jest w witrynie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, tamże - uzasadnienie do projektu.

Wyczerpujące i przystępne wyjaśnienie zagadnień związanych z implementacją Dyrektywy w referacie Profesora Jerzego Gaździckiego - prezesa Polskiego Towarzystwa Informacji Przestrzennej.

Tekst Dyrektywy INSPIRE w witrynie PTIP

Komentarze na temat projektu Ustawy w witrynie Vagla.pl .

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, MojeMiasto, przestrzenna, INSPIRE



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.