2015-05-26 10:58
 Oceń wpis
   

 Od dawna już nie próbowałam pisać. I niestety zaczynam dostrzegać skutki tego braku pojedynczego głosu branżowego wołajacego lokalnie na przysłowiowej "puszczy" o poprawę sytuacji. Za moim brakiem pisania poszli niestety inni, którzy też przestali pisać. Brak dyskursu i powtarzania wciąż tych samych niestety obserwacji skutkuje ich postępujacym niedostrzeganiem. Czyli pisać trzeba i należy. Inaczej rzeczywistość może przerodzić się w koszmar. 

Takim niestety koszmarem stał się ostatnio poziom rozwoju transportu publicznego w moim rodzinnym mieście. Pomimo wielomilionowych nakładów, pomimo licznych deklaracji i zapewnień, polityka transportowa w mieście Łodzi zmierza w kierunku likwidacji tego dobrodziejstwa cywilizacyjnego. Poczynając od coraz dziwniejszej organizacji siatki połaczeń, poprzez coraz mniej dogodną organizację węzłów przesiadkowych, z których tzw. skrzyżowanie Marszałków jest przykładem najdobitniejszym, po notoryczne spóźnienia i ograniczenia ilości przejazdów. W efekcie końcowym żeby dojechac z punktu A do punktu B autobusem czy tramwajem, bądź kombinacją obu potrzeba mniej więcej dwa razy tyle czasu co na pokonanie tego samego dystansu rowerem. Sprawdziłam empirycznie. Mało tego, potrzebna jest mniej więcej zbliżona sprawność fizyczna, jako że niekiedy odległości między przystankami w ramach węzła dochodzą do pół kilometra, a kiedy się spieszymy to w efekcie poruszamy się biegiem. Rozwiazań dla osób niepełnosprawnych nie ma wcale. Pomimo że znaczna część mieszkańców miasta to osoby starsze i często dotknięte niepełnosprawnością ruchową i ograniczeniami mobilności. Mało tego, w zwiazku z wielkoskalowymi remontami, które dotyczą juz większości strefy centralnej i połowy Widzewa, nie zastosowano żadnych środków, które usprawniałyby funkcjonowanie transportu publicznego. Pasażerowie autobusów i tramwajów stoją w tym samym korku co kierowcy aut osobowych, stoją dosłownie, nie tylko w przenośni, ściśnięci w tłoku z racji oszczędnościowego gospodarowania kursami. Czekają rownież z tej racji, że nie egzekwowane sa przepisy dotyczące poruszania się indywidualnych pojazdow po pasach zarezerwowanych dla transportu publicznego. Które jednocześnie wykorzystują oficjele, między innymi ci odpowiedzialni za korki w mieście. 
Na domiar złego przestarzały tabor autobusowy wytwarza bardzo silnie toksyczne spaliny.
Całość tego ponurego obrazka nie ma nic wspólnego z polityka wspierania transportu zbiorowego pod którą głośno i dobitnie w sferze deklaratywnej podpisują się władze miasta. Jednocześnie deklarowane cele całkowicie rozmijają się z rzeczywistymi działaniami, co nie służy budowaniu zaufania. I zniechęca kolejne grupy użytkowników miasta do odwiedzania centrum, tym samym nie sprzyjając rewitalizacji tego obszaru. Jednocześnie kształtuje niechęć do korzystania ze zbiorowych form transportu. Długo możnaby ten wątek rozwijać i zapewne na tym skromnym, pojedyńczym wpisie nie poprzestanę. Reasumując: obecna polityka transportowa w Łodzi, w zakresie transportu publicznego, ta rzeczywista, nie deklarowana, zmierza prostą drogą w kierunku samounicestwienia.
Tagi: Łódź, transport


2012-08-20 15:16
 Oceń wpis
   

Ciekawe czy łodzcy antropolodzy juz przystapili do badania zwyczajow przestrzennych tutejszych "dzikich". Material badawczy i skala zjawisk na miarę niegdysiejszego Chicago.. Znalazłyby się tematy zarówno dla Thomasa - jako że systematyczne badania empiryczne z całą pewnością nie zostały jak dotąd przeprowadzone. Jak i dla Parka - choć tutaj raczej miast opisywać sukcesję i traktować rzecz całą w punktu widzenia ekologii można byłoby się zastanawiać nad dobrodziejstwem mieszania się różnych grup społecznych. Najwyraźniej socjalizm pozostawił trwałe piętno (dla odmiany w pozytywnym rozumieniu tego słowa) i rodzima inteligencja, szczególnie starsza nie wykazuje chęci zmiany miejsca zamieszkania. Pojawiają się też pierwiosnki mody na mieszkanie w mieście, związane z rozwojem ruchów proekologicznych i "powrotem do centrum". Są też studenci, dla których racje ekonomiczne przeważają nad obawą przed rodzimymi "dzikimi". Czyli raczej pole do popisu znalazłby badacz pokroju Wirtha koncentrujący się na definicji miejskości - jako obecności różnorodności, chociaż o gettach też mógłby z powodzeniem pisać. Gettach rozmaitego autoramentu - zarówno biednych jak i bogatych. Miałby też o czym pisać Redfield, szczególnie jeśli chciałby kontynuować studia nad rozróżnieniem miejskości i wiejskości. Takiemu idealnemu badaczowi łódzkich dzikich potrzebne byłyby podejście, pasja, cierpliwość i odwaga Levy Straussa. Bez nie znalazłby w sobie zapewne dość determinacji aby chcieć szukać wśród naszej grupy bezpośrednich informatorów. Ja sama wciąż żywię obawę przed fotografowaniem rodzimej populacji wykluczonych. Nawet pomimo, że często nie wymagałoby to ode mnie wychodzenia z domu. Wystarczy się wychylić przez okno. Nie mieszkam przy tym w bezpośredniej koncentracji ubóstwa tylko niedaleko. Nasz śmietnik jest zapewne obecny na mapach omawianej grupy jako cenne źródło utrzymania. Ta pokojowa symbioza dostarcza mi złudnego poczucia bezpieczeństwa, zmiennego w czasie. Wieczorny spacer z psem w położonym obok parku już przestał być oczywisty, o zmroku jeszcze jest w porządku.

Ciekawe czy ktoś opisze kulturę przestrzenną łódzkich dzikich, myślę że byłoby to ciekawe studium natury ludzkiej.

Tagi: Łódź, antropologia


2012-05-18 19:21
 Oceń wpis
   

...Spadają w mieście Łodzi. Coraz częściej słyszę o odpadających z elewacji łódzkich kamienic detalach: balkonów, gzymsów, etc. Dzisiaj prasa przyniosła kolejną taką właśnie informację: " Z budynku przy ul. Piotrkowskiej 76 urwał się gzyms. Ucierpiało dziecko przewożone w wózku.
Około godz. 15.20 z budynku przy ul. Piotrkowskiej urwał się gzyms, który spadł na kobietę pchającą wózek. Kobiecie nic się nie stało, ale jej córka została przewieziona do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Trwa operacja na oddziale neurochirurgicznym. Uczestniczy w niej cały team chirurgów. Operacja jest bardzo skomplikowana, dziewczynka ma obrażenia wielonarządowe. Jak ustaliliśmy kamienicą jest prywatna. Właściciel przebywa za granicą. Policja nawiązała kontakt z administratorem."
 Więcej... 

Nie jest to pierwsza ze znanych mi historii tego rodzaju, nie tak dawno znajomy moich Rodziców ucierpiał na skutek uderzenia przez element balkonu, który odpadł z elewacji jednej z kamienic przy ul. Więckowskiego, konsekwencją okazał się uraz kręgosłupa szyjnego.

Czy przy tej jakże tragicznej okazji ktoś się nareszcie zacznie zastanawiać nad kwestiami odpowiedzialności za stan zabudowy i zagrozenie elementarnego bezpieczeństwa przechodniów? W tym przypadku kamienica jest prywatna, odpowiedzialność dotyczy więc właściciela i administracji. Ale czy tylko? Czy przy znanym od lat ułomnym stanie technicznym zabudowy w śródmieściu Łodzi odpowiedzialność nie spada równiez po części na nadzór budowlany?
Spróbujmy wyobrazić sobie sytuację, w której ta instytucja działa skutecznie, egzekwując nalezne kary zasilające miejską kasę - jakze ubogą. Właściciele w obawie przed egzekucją wyzbywają się trefnych nieruchomości albo podejmują ich remonty. Aby zyskać pieniądze na remonty nie śrubują cen najmu lecz coraz więcej lokali trafia na rynek. Tymczasem - no cóz - nie wezmę udziału w Święcie Łodzi. Zycie mi miłe.

 

Tagi: Łódź


2012-01-09 20:17
 Oceń wpis
   

Brałam przed wakacjami udział w projekcie Nasz Księży Młyn, realizowanym przez łódzki Oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, dzięki wsparciu Fundacji Stefana Batorego. Możecie przeczytać raport zawierający, obok relacji z biezących prac nad projektem, równiez wnioski i przemyślenia, które się przy tej okazji nasunęły - w tym również moje własne. Projekt był przykładem, jak można właściwie podjąć współpracę ze społecznością lokalną, tak aby uzyskać zaangazowanie mieszkańców w kształtowanie własnego, najblizszego otoczenia. Projekt podjęty był w sytuacji bardzo trudnej, a to w związku z obecnym tam wcześniej olbrzymim konfliktem mieszkańców i władzy samorządowej narosłym na gruncie wcześniejszych obietnic związanych z planami przekształcenia osiedla poprzez przekazanie go prywatnemu inwestorowi i przeniesienie mieszkańców w inne miejsce. Plany te, pochodzące z 2007 roku zakończyły się fiaskiem, a działania na Księzym Młynie wciąż pozostają w sferze planów.

W kontekście ówczesnych przemyśleń bardzo podoba mi się inicjatywa podjęta przez łódzki Prexer zorganizowania wystawy Mistrzowie Codzienności. Jestem przekonana, że dla znacznej części osób mieszkających w Łodzi, w tym tych, którzy nie mają i nigdy nie będą mieli szans na zdobycie wyzszego wykształcenia, właśnie rozwój aktywności rzemieślniczej, drobnej wytwórczości, może okazać się szansą na znalezienie zatrudnienia. Mówi się o Łodzi jako o przyszłym ośrodku 'przemysłów kreatywnych', a czymże innym jest sztuka jeśli nie doskonałym rzemiosłem? Podstawa dla rozwoju w Łodzi ośrodka sztuki w postaci bazy rzemieślniczej wydaje mi się równie oczywista i nie jestem w swoim myśleniu osamotniona. W podobny sposób rozumowali  choćby twórcy Bauhausu. Ponadto, wobec ogromu destrukcji zabudowy śródmiejskiej, w tym zabytkowej, o znacznej wartości kulturowej, bardzo jak mi się wydaje cennym byłoby rozwijanie w Łodzi rzemiosła budowlanego, w tym o charakterze konserwatorskim. Mogłoby to pozwolić na prowadzenie na szerszą niż obecnie skalę interwencji w zabytkowej tkance, która nie powodowałyby niepotrzebnej dewastacji. Jak to się dzieje obecnie - choćby właśnie na Księżym Młynie - w wyniku niezbyt profesjonalnych działań związanych z biezącym utrzymaniem obiektów, a podejmowanych przez Administrację Nieruchomości. Podobnie rozwinięte rzemiosło krawieckie, szewskie, produkcja dodatków odzieżowych, etc, sprzyja rozwojowi kreacji w dziedzinie mody. Wyrosły na gruncie rzemiosła know-how udoskonalony dzięki współpracy z uczelniami artystycznymi może ugruntować i umocnić pozycję miasta jako ośrodka produkcji odzieży, jednocześnie przyczyniając się np. do wytwarzania prototypów czy rozwiązań mniej konwencjonalnych. Więcej opinii, przemyśleń i rozwazań wyartykułowanych w ramach projektu w raporcie na stronie projektu Nasz Księzy Młyn. Oraz koniecznie trzeba odwiedzić wystawę otwartą w Miejskim Punkcie Kultury Prexer w Łodzi do końca stycznia.

 

Tagi: Łódź


2011-10-09 12:59
 Oceń wpis
   

Jak donosi jeden ze znajomych: 'dochodzą nas słuchy, że łódzki ZDiT zamierza wyciąć 30-letnie drzewa na Przędzalnianej przy Herbście, co by poszerzyć jezdnię o pół metra. To chyba nie może być prawda...'

Jako ze wiadomość jest mocno bulwersująca dedykuję ww. instytucji ponizszy utwór z prośbą o refleksję i przesunięcie kreski na obrazku w skali zapewne 1:500 o 1mm. Bo rzeczony 1 mm w skali 1:500 to jakość życia iluś osób. Tak jakby te drzewa nie mogły stać się elementem pasa drogowego, zacieniając chodnik (czy pas rowerowy) i izolując zabudowę od ruchu.


Dezerter: 'Co stanie się z nami?'

Tagi: apel, Łódź, transport


2011-10-02 17:56
 Oceń wpis
   
Tak sobie myślę, że kiedy już będzie po 9 października. I okaże się, kto zdobył więcej głosów i jaki będzie skład obu parlamentarnych Izb. Wtedy po przejściowych perturbacjach z tworzeniem/ przetasowaniem/ zmianami elit rządzących. Obudzimy się z tymi samymi problemami co teraz. 
Wtedy też mam nadzieję, że z większą energią oraz z zapałem spróbujemy je rozwiązać. Z takiego myślenia narodził się był pomysł napisania takiej oto petycji. Której celem jest zyskanie przychylności i zwrócenie uwagi władz państwowych dla problemów Łodzi. Zachęcam do podpisywania oraz współdzielenia.

Łódź to miasto dość specyficzne. Zamieszkałe w większości przez kobiety - niegdyś przez partyjne władze traktowane jako swoisty barometr sytuacji gospodarczej kraju. O bardzo rozległym, wyraźnie zdefiniowanym śródmieściu. Skala obszaru zajmowanego przez obszar śródmiejski jest nieporównywalna do innych miast. Miasto jak wszyscy wiemy - niezniszczone podczas wojny. Jednak bardzo zniszczone poprzez zaniedbania okresu powojennego. I modernistyczne próby przekształceń. Miasto, w którym przez lata niewiele się działo, słynne niegdyś z przemysłu włókienniczego, gdzie produkcja odzieży wciąż próbuje się nieśmiało odrodzić

Takich inicjatyw jest więcej. Nie wszystkie są tak świetne jakościowo i marketingowo jak powyższa. Wszak centra handlowe w Rzgowie i w Tuszynie, a także handel przy ulicy Brukowej w Łodzi nie wzięły się z niczego. To się dzieje podskórnie, nawet bez dodatkowych zachęt. Nie śledzę ostatnio ogłoszeń ale kilka lat wstecz aż roiło się od takich: "na overlock przyjmę", "szycie - tanio", itd. Tak sobie nieraz myślę, że gdyby ktoś takim ludziom pomógł, to by to wszystko odżyło. Nie trzeba by było tak intensywnie szukać inwestorów z zewnątrz (nie żebym miała coś naprzeciw inwestorom zewnętrznym). Z pozoru wydaje się to tak nietrudne..

Dlaczego ratować śródmieście? Jest kilka powodów. Ponieważ obszar centralny to serce miasta, element jego tożsamości, świadectwo przeszłości i kultury materialnej. Ponieważ gęsta zabudowa stwarza możliwość koncentracji wielu ludzi w ograniczonej przestrzeni, a to przyczynia się do tworzenia nowych wartości i dodaje znaczeń miejskiemu krajobrazowi. Ponieważ jest to obszar uzbrojony i nie ma sensu go zostawić i budować gdzie indziej. Ponieważ wreszcie miasto XIX wieczne o tej skali, ze zdefiniowaną przestrzenią ulic jest wartością samą w sobie. Mnie wydaje się, że fakt że bieda łódzka mieści się w śródmieściu powoduje, że problemów z nią jest znacznie mniej niż gdyby była gdziekolwiek indziej, w zabudowie o innym charakterze.

Dlaczego ratować? O problemach Łodzi w skali kraju głośno. Ubóstwo, wykluczenie społeczne, wysoka przestępczość - kroniki policyjne nie przez przypadek najcześciej cytują wydarzenia z tego miasta. Bezrobocie, obecność enklaw dziedziczonej biedy, która teraz się pogłębia bo jedyne osoby które utrzymywały tamtejsze rodziny - mianowicie niegdysiejsze włókniarki i ich skromne emerytury - już niedługo odejdą, a wraz z nimi ich skromne dochody. Oraz zrujnowana wieloletnimi zaniedbaniami zabudowa, niekiedy grożąca odpadnięciem gzymsu lub innego detalu, a często i zawaleniem. To wszystko wymaga skoncentrowanych i niezwłocznych działań - aby nie stało się slumsem. Tu nie pomoże Nowe Centrum. Nawet najpiękniejsze (i znów - nie żebym miała coś przeciwko nowym założeniom w rejonie dworca, byleby ich intensywność nie przytłaczała) - zresztą dzisiejsze łódzkie śródmieście to przecież w sporej części dawne Nowe Miasto.
 
Tagi: Łódź


2011-09-26 13:13
 Oceń wpis
   
Cieszy mnie i raduje optymizm związany z dalekosiężnymi planami budowy tego czy owego. W odległej perspektywie czasowej. Dzisiaj np. wyczytałam w Dzienniku Łódzkim że sytuację związaną z wyjeżdżaniem absolwentów wyższych uczelni może poprawić  projekt Nowego Centrum Łodzi.
Tylko jakby nie umiem ogarnąć w jakim zakresie i dlaczego budowa nowego supermarketu/ centrum uciech/ biurowca w powiązaniu z dworcem którego nie ma (i bardzo byśmy chcieli żeby powstał) miałaby wpłynąć pozytywnie na rynek pracy w Łodzi. Czy w tych nowych biurach które otworzą swoje podwoje w bezpośredniej bliskości obiektu który być może powstanie zatrudnienie znajdzie gigantyczna liczba absolwentów? Czy to o to chodzi? Bo jeśli tak to mam szereg wątpliwości.
W innej zaś gazecie wyczytałam że Łódź bankami detalicznymi stoi - czy obecność w Łodzi powierzchni biurowej wpływa na to że te banki tu działają? Mnie się wydaje że jest wręcz odwrotnie - to dostęp kadry , w tym głównie informatycznej, niedrogiej pozwala na ich tu działalność i prosperitę. Przypomnę - te banki to firmy na ogół rdzennie łódzkie, nie napływowe.
Z tą powierzchnią biurową to trochę jest tak jak z rozwojem miasta - jeśli się pozwoli na zabudowę na obrzeżach to pozostaje dziurka w środku. Z pustego i Salomon jak wiadomo nie naleje. Analogicznie - bez wzmacniania lokalnego biznesu, bez projektów adresowanych do młodych ludzi, pozwalających im rozwinąć skrzydła tutaj - do nowych powierzchni biurowych przeniosą się już istniejące firmy. Tak jak się stało w Detroit. Tym bardziej że po długiej przerwie związanej z brakiem skutecznego dojazdu wszyscy już zdążą zapomnieć że można z Łodzi dojeżdżać do Warszawy do pracy. Czarnowidztwo? To dlaczego do tej pory nie wiadomo jaki będzie rozkład jazdy pociągów? Jak będzie zorganizowany transport z centrum do stacji Łódź Widzew lub do stacji Łódź Kaliska? Skoro nie wiadomo mozna przewidywać że nie będzie zorganizowany wcale. Tak przecież zazwyczaj to wygląda.

Bardzo podobała i nadal ujmuje mnie idea przeniesienia dworca Łódź Fabryczna pod ziemię. I połączenia dworców linią średnicową. Choćby z tego względu że w bezpośredniej bliskości dworca mogłoby z czasem wyrosnąć miasto o gabarytach zbliżonych do otaczającej struktury. Oraz dlatego że pozostający w strefie dojścia pieszego obszar miałby szansę ulec naturalnej rewitalizacji. Przyjmując nowe funkcje biurowe, mieszkalne, etc. Jednak całkowicie nie zgadzam się z pomysłem budowy tworu nazywanego Nowym Centrum Łodzi, wyobrażanego jako wyspa oddzielonych z otoczenia wieżowców, centrum biznesu, fajerwerków, komercji i nie wiadomo jeszcze czego. To co mogłoby okazać się szansą dla śródmieścia - zgodnie z takimi założeniami dodatkowo przyczyni się do powstania dalszych kontrastów, przede wszystkim społecznych.

Moim zdaniem szansą dla  Łodzi jest mądrze prowadzona rewitalizacja śródmieścia traktowanego jako całość. Obejmująca zarówno zagadnienia związane z remontami struktury fizycznej jak i zagadnienia społeczne. Bez oszczędności w tej drugiej strefie. Prowadzona równolegle z przebudową linii kolejowej i budową dworca. Z uwzględnieniem potrzeb łodzian i bez zadęcia. Nazwałabym to Programem Małych Ulepszeń.
 
Tagi: Łódź


2011-09-09 09:37
 Oceń wpis
   

Kampania wyborcza w pełni. Władze dowolnego szczebla dwoją się i troją aby pokazać jak to należycie wypełniają swoje obowiązki. Sięgając do naszego podwórka: będziemy mieli w Łodzi w najbliższym czasie 'zrewitalizowany' kwartał - co prawda nie wiadomo jak, nie całkiem wiadomo co, oraz nie do końca jasnym jest po co należy odbudowywać oficyny, ani też nie wiadomo dlaczego nie prowadzi się żadnych konsultacji społecznych na ten temat. Choć wszyscy zgodnym chórem powtarzają - bez zrozumienia - że rewitalizacja to zagadnienie społeczne. Ale co tam.. będzie!
(Dla przypomnienia - przed poprzednimi wyborami była mowa o programie 100 kamienic dla Łodzi, pomysł rewitalizacji kwartału jest lepszy, poza tym w informacji prasowej jest wzmianka o rewitalizacji społecznej, więc można mówić o postępie. Przynajmniej w sferze deklaratywnej).

Zarząd Dróg i Transportu należycie wypełnia swoje zadania: aby żaden grosz się nie zmarnował Rada Miasta w trybie pilnym przesuwa środki z remontów niemożliwych do realizacji w tym roku na remont innych dróg. O bardzo kosztownych (już dla obecnego budżetu) planach  prowadzenia nowych dróg przez centrum miasta ani mru, mru..

Już nawet Miejska Pracownia Urbanistyczna w Łodzi pokazuje że też coś robi: zostały opracowane projekty uchwał miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego dla terenów położonych w południowej części miasta. Jak chwalą się lokalne władze "Dzięki temu zyskamy nowe tereny inwestycyjne o powierzchni ok. 300 ha w rejonie ulic: Rzgowskiej, Tomaszowskiej, Kolumny do torów kolejowych". I tu się na chwilę zatrzymam: po co? Mamy przecież do zaoferowania wciąż całą masę terenów już zurbanizowanych, które stoją puste. Chociażby w rejonie tzw. Nowego Centrum Łodzi. (No tak, tam nie ma planu..)

Kontynuujemy (jednak trudno mi się z tym utożsamiać więc to raczej oni kontynuują, tym razem skutecznie) budowę tworu, który w literaturze przedmiotu nosi nazwę 'edge city'. Miasto na krawędzi, obwarzanek z dziurką w środku. Wciąż chcą przyciągać nowych inwestorów z zewnątrz pozostawiając środek pusty. Nowych inwestorów dla których - jak przecież wszyscy wiemy - liczy się tania siła robocza. Wciąż nie zajmują się działaniami mającymi na celu poprawę jakości życia w mieście, które już jest. Wciąż nie nie wykazują zainteresowania podjęciem dyskusji o tym, że należy ułatwić działalność gospodarczą ludziom którzy juz są (i za chwilkę będą głosować). Wciąż niewiele ich interesują wyborcy, którym dla zapewnienia środków na nowe, wspaniałe przedsięwzięcia itd. władze miasta ostatnio dosłownie zgasiły światło - podejmując decyzje o zapalaniu latarń ulicznych nie bezpośrednio po zapadnięciu zmierzchu lecz później. Z czego się następnie w trybie wyborczym po licznych protestach wycofały.
Tak swoją drogą - jak szybko to wszystko się odbywa: jeszcze w ubiegłym roku kiedy wołaliśmy, że tak właśnie będzie przy okazji przyjmowania nowego dokumentu studium nikt nie chciał tego słuchać. Tymczasem ciągły ubytek mieszkańców którymi mało kto się przejmuje przy jednoczesnym wzroście miasta (czy też strefy zurbanizowanej ) na zewnątrz i już w tej chwili zaczyna brakować pieniędzy na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb.

Tagi: polityka, Łódź, urbanistyka


2010-09-16 23:18
 Oceń wpis
   

Las - to takie miejsce w mieście, gdzie odbywa się cała masa nieuświadamianych aktywności mieszkańców.
Las - to miejsce wypraw rowerowych, a czasem nawet wyścigów.

Las - to miejsce spacerów, również zorganizowanych, o każdej porze roku.

Las - to miejsce, gdzie niektórzy jeżdżą konno, a inni na nartach.

Las - to miejsce wypraw z dziećmi, niedzielnych spacerów z rodziną albo za rączkę z ukochanym.
Las - to również źródło świeżego powietrza - o czym zdajemy się zapominać.

Poniżej dwa cytaty z III tomu materiałów obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (dr Halina Jaroszewska: System Przyrodniczy Miasta, główny projektant - dr inż. arch. Mirosław Wiśniewski)
"Warunkiem sprawnego spełniania przez system przyrodniczy wszystkich oczekiwanych od niego funkcji jest jego ciągłość i powiązanie z obszarami otwartymi poza strefą zurbanizowaną. Miasto posiada w swoich granicach obszary, które w sposób formalny (tereny zieleni, lasy), lub ubocznie od podstawowej funkcji (pola, łąki, doliny rzeczne, dzielnice mieszkaniowe, obiekty usługowe) system taki tworzą. Zachodzące jednak ciągle - w sposób niedostatecznie kontrolowany - procesy urbanizacji zmniejszają margines błędu jaki można jeszcze popełnić, aby nie przerwać tej - w wielu miejscach naruszonej - ciągłości. Szczególnie niebezpieczny jest nacisk urbanizacyjny na obszary obrzeżne miasta i sąsiedztwo dużych terenów zieleni miejskiej spowodowany dążeniem do wykorzystania ich walorów przyrodniczych i krajobrazowych (wartości na terenie miasta deficytowe). " str.130

"LAS ŁAGIEWNICKI (CA 1200 HA; planowane jest umocnienie kompleksu przez zalesienia na wschód od Lasu, ku Nowosolnej - zwiększenie obszaru nawet dwu i półkrotne - [co już w projekcie obecnie procedowanego studium zarzucono]) - położony na krawędzi i w partii szczytowej Wzniesień Łódzkich - pełniący rolę kluczową w zakresie podsystemów:
- klimatycznego (źródło spływu chłodnych, natlenionych mas powietrza, głównie - doliną Sokołówki, zachowanie - poprzez tereny otwarte - łączności z doliną Łódki);
- hydrologicznego (jako obszar źródliskowy Bzury, miejsce małej reterencji wód rzeki oraz osłona w strefie zagrożenia wód głębinowych);
- przyrodniczego - grupuje większość przedstawicieli fauny występujących na terenie miasta i ma najbogatszy skład florystyczny - ze strefami o pierwotnym, puszczańskim charakterze (rezerwat „Las Łagiewnicki” - 69,85 ha); zachowuje łączność z pozamiejskimi zespołami leśnymi w Smardzewie i w okolicach Nowosolnej
. " (str.160)

Co z tego wynika? Ano to, że Las Łagiewnicki jest tak wielkiemu miastu jak Łódź potrzebny do życia. I to nie sam, wyizolowany z otoczenia - ale powiązany z sąsiadującymi terenami otwartymi. Których obecność jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania samego kompleksu leśnego. Nie mamy rzeki z prawdziwego zdarzenia i rozległych terenów które by ją otaczały, zapewniając właściwy mikroklimat. Mamy Las. Który jest jednocześnie świetnym miejscem rekreacji. I może dobrze byłoby gdybyśmy zaczęli o ten Las dbać. Przede wszystkim nie pozwalając na szczelne obudowanie ze wszystkich stron. To jest tak naprawdę niebezpieczne marnotrawstwo potencjału, którym Łódź wciąż dysponuje.

Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2010-09-16 08:43
 Oceń wpis
   

Czytanie o łódzkich perypetiach ze studium jest dla mnie źródłem nieustającej rozrywki. Jedynie od czasu do czasu nieco mnie to irytuje.

Dwie sprawy, które pojawiły się w dniu wczorajszym, kiedy to radni rozpoczęli rozpatrywanie 600 nieuwzględnionych uwag do studium.
Pierwsza dotyczy zapisu studium "nakazującego zalesienia". Domyślam się, że redaktor tekstu mylnie zinterpretował zapis. Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu (dla sprecyzowania - studium określa kierunki zmian, a plan ustala je w sposób szczegółowy i ostatecznie wiązący). Nie można nikomu nakazać sadzenia drzew. Zapis o tym, że jakiś teren ma być w przyszłości lasem oznacza tylko i jedynie albo aż że może tam być to co jest obecnie (chyba że dokument stanowiłby inaczej - tzn. ustalałby inne tymczasowe zagospodarowanie) albo las. Na ogół zapisy o przeznaczeniu na las dotyczą dotychczasowych terenów rolnych - które mogą w związku z tym być rolą lub lasem.

Druga historia (bo trudno to inaczej nazwać) to żądania mieszkańców rejonu ulicy Okólnej. Jest to typowy rozogniony i wieloletni konflikt wymagający podjęcia niezależnego od reszty zagadnień dialogu, w ramach którego bardzo pomocne byłyby symulacje wpływu żądanej przez tamtejszych właścicieli nieruchomości urbanizacji na środowisko, w tym przede wszystkim na Las Łagiewnicki. Las, który nie jest własnością mieszkańców rejonu Okólnej ale dobrem z którego korzystają wszyscy łodzianie. Przede wszystkim dostarczając zasobów tlenu. Ale również możliwości rekreacji. Strategia dla Łodzi swego czasu wskazywała Las Łagiewnicki jako jedną z bardzo mocnych stron miasta. Taka dyskusja powinna zgromadzić obie strony, które w oparciu o rzetelne informacje miałyby szanse wspólnie uzyskac jakieś rozwiązanie. Na pewno niezbędny to będzie mediator z odpowiednimi kwalifikacjami - to się w Polsce już dzieje, np. mediatora zatrudnia gdańskie Biuro Planowania. Bardzo ważne dla opinii publicznej jest rzetelne przeanalizowanie oddziaływania środowiskowego. Wymyślono w tym celu specjalne programy , np. CommunityViz - przykład takiej symulacji poniżej.


Dla obejrzenia prezentacji należy kliknąć na obrazek powyżej. Źródło:
http://placeways.com/communityviz/

Tylko proszę nie wypisywać, że twierdzę, ze program komputerowy coś rozwiąze - samo się nie rozwiąze nic. Tu jest potrzebnych kilka elementów, tak ad hoc: 1. wola dialogu, 2. edukacja i zaangażowanie łodzian, 3. wola zorganizowania mediacji i jej zorganizowanie. Symulacje i fajerwerki są rzeczą towarzyszącą, równie dobra jest uczciwa opinia przyrodnika (która nota bene powinna być zawarta w prognozie oddziaływania na środowisko - podejmując decyzje nalezałoby do niej zajrzeć). Obrazki mają jedynie tę przewagę, ze przez swoją spektakularność ułatwiają przekonanie publiczności. Polecam w tej materii szanownym czytelnikom doskonałą wypowiedź Davida McCandless'a na temat piękna wizualizacji.

Podejrzewam że ciąg dalszy nastąpi...

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2010-09-05 23:19
 Oceń wpis
   

Niesamowicie i ekstremalnie łódzko. Dzisiejszy Piknik na Bałutach to impreza do powtórzenia jedynie ...na Bałutach. Nigdzie indziej nie sposób doświadczyć wydarzenia w ramach którego współczesność miesza się z przeszłością z taką intensywnością. Gdzie w niewielkiej przestrzeni Placu (a właściwie parku) Piastowskiego spotkali się tak odmienni ludzie, jakby z różnych epok. Spotkali i wspólnie dobrze bawili połączeni silnym przywiązaniem do miejsca i do lokalnej tożsamości. Świętowanie Bałut nie mogło się obyć bez bałuckiej kapeli - i dla mnie (a zdaje się nie byłam w tym osamotniona) - reakcje widzów były tu jedynym i unikalnym spektaklem.

Innych atrakcji też co niemiara...

Takie senne, leniwe łódzkie popołudnie a tak zapadło w pamięć. Świetny sposób na promowanie łódzkości, promowanie kultury oraz promowanie idei Łodzi jako Europejskiej Stolicy Kultury. No i na niedzielne rodzinne popołudnie również doskonała rozrywka :).

Unikalna tożsamość tej dzielnicy powraca jako temat co roku o tej porze. 

W ostatni piątek sierpnia po raz (dopiero) drugi brałam udział w łódzkiej imprezie rowerowej. I bardzo mi się to podoba. Jakże takie jeżdżenie bez nieustannego myślenia o tym jak uniknąć bycia rozjechanym przez przejeżdżający (co tam przejeżdżający - na ogół pędzący) mimo samochód potrafi być przyjemne. Łódzkie drogi nierówne ale i tak asfalt jest o niebo lepszej jakości niż pobocze, brzeg jezdni czy chodnik. No i niewątpliwą atrakcją jest pierwszeństwo oraz masowość imprezy. Wciąż rosnąca popularność. Polecam gorąco wszelkim amatorom dwóch kółek.

Tutaj trasa przejazdu - która jest jednocześnie zapisem wysiłku przesympatycznej zaprzyjaźnionej rowerzystki :).

Kiedy tak jechaliśmy przez Bałuty zastanawiałam się na ile zwiedzamy łódzkie getto. Getto Bałuty.. Ponoć czas stanął tu w miejscu i nie zmieniło się nic (skądinąd polecam swietny tekst o Bałutach, który znalazłam w witrynie Topografii. Sporo tam takich doskonałych tekstów.). Ale to nie całkiem prawda - takich miejsc gdzie czas stanął w miejscu owszem jest sporo ale sporo też tu modernistycznych bloków, które też już zdążyły się zestarzeć i na stałe wpisać w pejzaż miasta. Jest w tym miejscu strach, trzeba mieć w sobie specyficzną siłę, żeby się tu dobrze czuć zdając sobie sprawę co się tu wydarzało. A jednocześnie tyle w tym miejscu historii i ..woli życia.

Szkoda że w miejskiej rzeczywistości tak niewiele jest fizycznych, namacalnych śladów niegdysiejszych wydarzeń. Brakuje słów, tablic pamiątkowych, pomników. Często zdarza się że przyjeżdżający do Łodzi pytają, gdzie to właściwie było. Ślad muru otoczającego ten obszar. Czy choćby te kładki nad Zgierską, o których mało kto słyszał..


Źródło zdjęcia: http://www.ghetto.lodz.pl/index.php/pl/troche-historii?start=1

Szkoda też że nie wiadomo, nie widać w mieście granicy, gdzie zaczynają się Bałuty. Przecież wieś Bałuty nie tak znów dawno jest częścią Łodzi - dopiero od 1915 roku. Jednocześnie tak bardzo się od tego czasu zmieniła. Wciąż pozostając niemal niezmieniona.

Brakuje mi takich śladów przeszłości, jakżeż współczesność może stać się dzięki nim bogatsza. Słynny bałucki folklor. Niesamowity był ten dzisiejszy pique-nique.

Tagi: miasto, Łódź, miejsce, tożsamość


2010-05-22 19:34
 Oceń wpis
   

Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania:
"17.53 Bronisław Komorowski obiecuje zmiany w prawie, które zlikwidują przeszkody w budowaniu wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych ze względu na prawo własności. Zmiany mają też ograniczyć wydawanie ludziom zezwoleń na budowę na terenach popowodziowych."  - z relacji GW na temat skutków i przebiegu powodzi.
Troszkę szkoda tylko, że po przysłowiowej polskiej szkodzie...

Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie."  - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW.

W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen.

Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net

Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji.

Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.


Nagrodzeni w kategorii Rewitalizacje podczas ceremonii wręczania nagród w Muzeum Kinematografii w Łodzi - od lewej przedstawiciele: Poczta Główna, ul. Tuwima 38/ Kilińskiego 91 - za remont elewacji, właściciele kamienicy przy ul. Gdańskiej 28 - za remont elewacji frontowej, Op-Architekten - za projekt Hotelu Andels ul. Ogrodowa 17, Bogdan Łowiec - BOI-BUILDING Service - za remont budynków dawnego Towarzystwa Kedytowego przy ul Pomorskiej 21, Muzeum Sztuki w Łodzi, ul. Więckowskiego 36 - za remont elewacji frontowej. Zdjęcie pochodzi z galerii zdjęć Punktu dla Łodzi w witrynie serwisu Facebook, tamże - więcej zdjęć.

Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.

Powiedziałabym, że nie tylko dzięki lokalizacji na dziale wodnym ale również ze względu na inicjatywę i kreatywność mieszkańców - Łódź jest niezatapialna!

Tagi: ludzie, kultura, prawo, społeczeństwo, moda, Łódź, urbanistyka, przestrzeń


2010-01-25 00:38
 Oceń wpis
   

Przeczytałam od deski do deski numer Scape ze stycznia 2008 (ach te wyprzedaże u nas w IAiU). Znalazłam bardzo ciekawy artykuł o "Urbanistyce oczekiwania" (Urbanism of anticipation) autorstwa Jean'a Pierre'a Charbonneau - który nota bene w latach 1989 - 2001 pracował jako doradca vice-prezydenta Lyonu ds. (m.in.) urbanistyki.

Pomysł prosty, wręcz genialny w swej prostocie. Otóż obok wielkich inwestycji w ramach polityki rewitalizacji aglomeracji Lyonu forsowano również politykę zagospodarowywania terenów tymczasowo nieużytkowanych (a publicznych) jako tereny realizacji prostych i niekosztownych pomysłów na stworzenie przestrzeni miejskich. Po to, aby kiedy pojawi się szansa ich docelowego zagospodarowania, można było to zrealizować. Jednocześnie taka polityka, niekosztowna a więc nie kontrowersyjna, znacznie poprawiła jakość życia w obszarach zurbanizowanych poprzez - co oczywiste - porządkowanie miejskiej przestrzeni i udostępnianie jej ogółowi mieszkańców.


Źródło: http://lsinzelle.free.fr/france/saint_etienne/mine/couriot.htm

Ta niezwykle prosta metoda znalazła między innymi zastosowanie dla porządkowania terenów poprzemysłowych, w np. Puits Couriot w Saint Etienne (w okresie przed utworzeniem muzeum). Teren po dawnych zakładach oczyszczono, posiana została trawa i kwiaty i w ten sposób miejsce po fabryce stało się do czasu realizacji docelowego zagospodarowania bardzo interesującym obiektem do zwiedzania.

Tymczasowe zagospodarowanie przestrzeni publicznych nie jest wyłącznie domeną Francuzów. Choćby projekt Amoeba II z Sydney w Australii z 2004 roku zagospodarowania Martin Place z wykorzystaniem 132 zużytych opon. Albo projekt tymczasowego oświetlenia (które mi się szalenie podoba i o którym tu było niedawno) centralnego placu w Montrealu autorstwa Jean'a Beaudoin i Érick'a Villeneuve.

Kiedy się takie myślenie zestawi z możliwościami analitycznymi współczesnych systemów komputerowych można łatwo wskazać potencjalne lokalizacje dla takiego zagospodarowania. Jak poniżej:

WPA2 : Local Code / Real Estates from Nicholas de Monchaux on Vimeo.

Marzy się coś takiego w Łodzi, gdzie stan własności bywa nie ustalony i jego ustalanie trwa niekiedy bardzo długo i najpewniej się szybko nie zakończy. Tymczasem można by w takich miejscach zaproponować rozmaite niekosztowne rozwiązania tymczasowe - jak choćby łódzkie murale, z których już zaczęliśmy troszkę słynąć. I może warto w ten sposób pomyśleć - wzorem między innymi francuskich Kolegów. A że jak wiadomo - prowizorka jest najtrwalsza - to może byłoby ładniej albo choć porządniej na stałe.

Tagi: nieruchomości, Łódź, publiczna, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, MojeMiasto, gis


2009-12-22 11:34
 Oceń wpis
   

Uwagi do wyłożonego projektu Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Łodzi

 
I. Elementy struktury przestrzennej miasta
 
1. W przedłożonym projekcie studium nie sporządzono poprawnej analizy elementów struktury przestrzennej miasta wskazującej takie elementy układu przestrzennego jak:
- główny element krystalizujący – jakim jest ortogonalna, regularna siatka ulic z zabudową pierzejową o średniej wysokości 4-5 kondygnacji ,
- dominanty i miejsca, obiekty szczególne jako znaki w strukturze miejskiej ułatwiające orientację i odczytywane przez mieszkańców,
-  ulice, z określeniem ich charakteru, wynikającego między innymi z proporcji, sposobu zdefiniowania w przestrzeni, nawierzchni, obecności zieleni, etc
- węzły – z podziałem na węzły związane z obecnością dużego natężenia ruchu oraz węzły struktury przestrzennej – place, skrzyżowania o znacznym nasileniu cech przestrzennych
-  wybitne elementy krajobrazu , w tym otwarte (niezabudowane) tereny zielone,
-  pasma graniczne – bariery w strukturze miasta, zakłócające poprawne funkcjonowanie, np. ulice o znacznym natężeniu ruchu
-  rejony urbanistyczne – podstawowe jednostki jednorodne morfologicznie o różnym stopniu natężenia występowania cech je charakteryzujących – w tym tereny wykorzystane ekstensywnie.
 
 
Brak tej analizy a w każdym razie brak jej przełożenia na zapisy projektu studium skutkuje, między innymi:
-  brakiem rozwiązania problemów związanych z konfliktami występującymi w tej dziedzinie, i.e. niezabudowane obszary w strefie centralnej, obecność pasm granicznych dzielących miasto,
-  brakiem wykorzystania szans rozwoju np. węzły komunikacyjne (wyjaśnienie na potrzeby bloga - mam na myśli komunikację zbiorową oraz ruch pieszy, ruch samochodowy nie sprzyja interakcjom i kontaktom międzyludzkim) i brak wskazań dla wytworzenia w ich rejonie przestrzeni publicznej wysokiej jakości,
-  brakiem zapisów chroniących istniejące wartości, w tym: wybitne elementy krajobrazu oraz co bardzo ważne główny element struktury przestrzennej jakim jest ruszt ulic w śródmieściu z obudową o charakterze pierzejowym, o określonej wysokości.
 
2. Przedłożony projekt studium proponuje zastąpienie dotychczasowego, definiującego tożsamość miasta rusztu równoległych i prostopadłych ulic w centrum o zwartej pierzejowej obudowie tzw. „zielonym kręgiem tożsamości i kultury”. W ramach tegoż kręgu poza istniejącymi parkami i obiektami zabytkowymi (krąg nie obejmuje wszystkich tego rodzaju elementów) znajdują się również inne obszary, w tym np. ogródki działkowe. Czy studium zakłada przekształcenie tych obszarów na zieleń parkową? Z odpowiedzi urzędników podczas dyskusji publicznej zorganizowanej w ramach procedury s.u.ik.z.p. wynika że nie. W ramach tego obszaru znajdują się też tereny funkcjonującego rzemiosła i usług – czy miasto planuje wykup tych terenów i przekształcenie na tereny publicznej zieleni parkowej? Jeśli nie – należy przyjąć że zapisy studium dotyczące tzw. Zielonego kręgu tożsamości i kultury są w dużej części fikcyjne.
 
Wnoszę w związku z tym uwagę aby powrócić do istniejącego, wynikającego z historii miejsca układu głównych elementów tożsamości, który należy w ramach dokumentu studium zdefiniować i w zapisach utrwalić. W tym również poprzez zapis wymogu sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla całości obszaru śródmiejskiego miasta oraz poprzez zapisanie szczegółowych, konkretnych ustaleń do zapisania w tychże planach. W tym w szczególności zapisania w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego:
- wymogu ochrony pierzejowej obudowy ulic,
- wymogu ochrony obiektów fabrycznych, zabudowy czynszowej i rezydencjonalnej – ujętych w tzw. ewidencji zabytków
- wymogu ochrony istniejącej nawierzchni tam gdzie nadal istnieje nawierzchnia zabytkowa
- wymogu wprowadzenia zieleni w formie małych skwerów/placów zabaw/parków dla podniesienia jakości życia w śródmieściu
-  ograniczenia wysokości zabudowy poza istniejącymi już koncentracjami zabudowy wysokiej w rejonie ulicy Mickiewicza-Piłsudskiego i w rejonie tzw. „Nowego Centrum” ale bez dopuszczania lokalizacji tzw. wysokościowców (również przez wzgląd na potrzebę zapewnienia tego rodzaju obiektom właściwych parametrów obsługi – dojazd, infrastruktura – co będzie musiało być realizowane kosztem innych obiektów).
 
II. Ochrona terenów otwartych i zagadnienia rozwoju
 
Przedłożony projekt studium uwarunkowań podwaja dotychczasowy obszar strefy zurbanizowanej miasta wprowadzając na terenach dotychczas użytkowanych rolniczo nowe tereny zabudowy: mieszkaniowej jednorodzinnej, usług i składów dla obsługi ruchu tranzytowego oraz tereny dla lokalizacji nowych inwestycji przez inwestorów zewnętrznych. Wszystkie te zamierzenia są co najmniej dyskusyjne wobec stale od wielu lat zmniejszającej się liczby ludności Łodzi – o której w przedłożonym projekcie studium wyraźnie się mówi. Konieczność budowy infrastruktury technicznej: dróg, sieci uzbrojenia technicznego dla tych nowych terenów znacznie obciąży budżet miasta, a jest niezbędna poza względami użytkowymi i wynikającymi z potrzeb ochrony środowiska również ze względu na wymogi unijne.
 
Odrębną kategorią spraw jest wskazywanie w projekcie studium wyłącznie na wielkich inwestorów zewnętrznych jako na jedyne źródło dochodów miasta. Tymczasem przy wzroście kwalifikacji mieszkańców Łodzi stopniowo przestajemy być konkurencyjni jako tania siła robocza. Działające w warunkach globalizacji koncerny międzynarodowe nie będą w naszym mieście lokalizować przedsięwzięć wymagających taniej siły roboczej ale – centra księgowe, call center i inne podobne, których pracownicy dla ograniczenia kosztów przedsięwzięcia powinni mieszkać w pobliżu miejsca pracy. Stąd tego rodzaju inwestycje lepiej lokalizować w centrum lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie – tym bardziej że ich uciążliwość dla środowiska w tym zdrowia mieszkańców jest znikoma.
 
Innym aspektem tego samego zagadnienia jest brak zapisów dotyczących rozwoju małej i średniej przedsiębiorczości, które z reguły są podstawą rozwoju gospodarki miejskiej i de facto pomimo licznych utrudnień rozwijają się w Łodzi stanowiąc podstawę dobrobytu miasta. Wspomożenie dla tego rodzaju działań – również poprzez właściwe projektowanie urbanistyczne  (np. mieszanie funkcji, odpowiednie kształtowanie ulic, rozmieszczenie usług publicznych i obiektów handlu wielko-powierzchniowego  tak aby wspomagać korzystanie z ulic – jako kanałów dostępu do drobnych usług i rzemiosła) –powinno przyświecać autorom studium uwarunkowań  i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Tego rodzaju zagadnienia są bowiem wymagane zapisami ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jako obowiązujące zapisy studium.
 
Rozprzestrzenianie się zabudowy w sposób niekontrolowany jest ponadto związane z nasileniem problemów związanych z indywidualną komunikacją samochodową. Oraz potrzebą budowy kosztownej infrastruktury drogowej i parkingów aby pomieścić duże ilości samochodów przyjeżdżających do śródmieścia. Jest to absurdalne i może być rozwiązane w dokumencie planistycznym obejmującym cały obszar miasta – czyli właśnie w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.
 
Środki przeznaczone na budowę infrastruktury i budowę nowych dróg nie będą mogły być wykorzystane dla realizacji innych celów polityki przestrzennej. Nowe inwestycje będą lokalizowane  na obrzeżach pozostawiając środek miasta pusty, co przyczyni się do dalszej degradacji tej strefy. Będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem tzw. edge city, szeroko opisywanego w literaturze przedmiotu. Obecnie dzięki ograniczeniom zapisanym w obecnie obowiązującym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi z 2002 roku udaje się temu zjawisku w części przeciwdziałać, efekty czego zostaną przy przyjęciu przedstawianego projektu zaprzepaszczone.
 
To be continued..
Powyższe uwagi mają formę szkicową i nie wyczerpują zagadnienia.
Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2009-12-17 22:35
 Oceń wpis
   

W tłumaczeniu Prof. Jacka Wesołowskiego rozdział II-9 książki Jane Jacobs Death and Life of Great American Cities skrócony jest do jednego zdania, cytuję:

z rozdziału II-9 “Potrzeba małych kwartałów”
warunek 2: Większość kwartałów musi być krótka, to znaczy ulice i możliwości skręcania w przecznice muszą być liczne.

Opowiem pokrótce co jest napisane dalej, jako że ten fragment wydaje mi się szczególnie ważny.
W sytuacji gęstej siatki ulic istnieje możliwość korzystania z nich na wiele sposobów aby pokonać drogę z jednego do drugiego miejsca. Następuje dywersyfikacja sposobów poruszania się co z kolei sprzyja rozwojowi ekonomicznemu obszaru - wzdłuż ulic mogą tworzyć się sklepy, usługi w tym restauracje, kawiarnie, galerie etc. W rzadkiej siatce ulic ludzie mają mniej okazji do spotykania się, wzajemnych interakcji niż kiedy ulic na tym samym obszarze jest więcej.

Jacobs pisze o stagnacji - kiedy bloki zabudowy są długie i o "przepływie" kiedy są krótkie.

Dodam jeszcze od siebie - i nie tylko bo wszystko to koncepty zasłyszane i wyczytane tyle że potwierdzone własnymi obserwacjami. Gęsta siatka ulic, pasaży pieszych, ulic wewnętrznych jest charakterystyczna dla ożywionych obszarów śródmiejskich. To widać w naturze ale również na zdjęciach lotniczych. Duże kwartały, rzadka parcelacja są charakterystyczne dla przedmieść oraz wsi...

Jako że w Łodzi kwartały są gigantyczne potraktować to możecie jako komentarz do stwierdzeń zawartychw tym artykule (dotyczącym rozstrzygnięcia konkursu U źródeł Piotrkowskiej organizowanego przez MPU w Łodzi), co do których nie wiem na ile są odautorską interpretacją dziennikarską zasłyszanej wiedzy  a na ile mają swoje źródło w przytaczanych wypowiedziach. Dodam przy tym że wprowadzanie ruchu pieszego (a częściowo również kołowego) do wnętrz wspomnianych gigantycznych kwartałów wcale nie musi oznaczać budowy tamże ulic ani też swobodnego i nieuregulowanego korzystania z wewnętrznych podwórek w sposób uniemożliwiający normalne funkcjonowanie i zapewnienie właściwego standardu życia mieszkańcom.

Nota bene: W opracowaniu The City Shape Urban Patterns and Meanings Through History autorstwa Spira Kostof'a Łódź przytoczona jest jako jeden z najpóźniejszych (o ile nie najpóźniejszy) przykład planowania, które obecne było w Europie od czasów średniowiecza i w którym zabudowie miejskiej towarzyszyły uprawy rolne. Właśnie przez wzgląd na rolniczy charakter rozplanowania, który następnie skutkował zabudową o wysokiej klasie i standardzie od frontu i substandardową - przeznaczoną dla miejskiej biedoty w głębi posesji (o czym na kolejnej stronie tej samej książki - powyższe fakty są konstatowane przez autora spoza lokalnego środowiska, wśród opisów innych miast o ZDEGRADOWANEJ strukturze poprzemysłowej). Nie wiem czy powinniśmy się cieszyć i koniecznie dosłownie "konserwować".. Czy też lepiej osiągnąć cel w postaci ożywionego śródmieścia. Bez naruszania podstawowego układu geometrycznego równoległych i prostopadłych ulic (ze zwartą zabudową w postaci pierzei budynków) - jako stanowiących "główny element krystalizujący plan" - odpowiedzialny za tożsamość  oraz pozwalający na orientację w przestrzeni śródmieścia Łodzi. A także bez naruszania istniejącego układu parcelacji - poza wyznaczaniem nowych pasaży, przejść, przestrzeni publicznych wewnątrz kwartałów. O tym jak są wielkie oraz jak marnie zagospodarowane pisałam choćby tutaj.

Tagi: społeczeństwo, Łódź, urbanistyka, konserwacja


2009-12-11 17:47
 Oceń wpis
   

Wiele się ostatnio mówi o projekcie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi. Nic dziwnego - jako że zbliża się termin debaty publicznej nad tym dokumentem, a sam projekt jest od pewnego czasu wyłożony do publicznego wglądu. Też się już na ten temat wypowiadałam i nie tylko ja.

Debata - debatą, wyłożenie - wyłożeniem ale wg. obowiązujących przepisów istotne znaczenie mają uwagi do studium składane na piśmie. Właśnie rozpatruję uwagi do jednego z planów - jest 20 o treści tej samej, kilka dotyczących pojedynczych posesji, kilka napisanych przez różnej maści i kalibru prawników, kilka autorstwa stowarzyszeń. Itd, itd.. Na ogół są ze sobą sprzeczne co jest w planowaniu normalne. Sprzeczności są objawem konfliktów i należałoby je w którymś momencie rozwiązać - ale to jakby osobny temat.

Uwagi rozpatruje wstępnie Prezydent a ostatecznie Rada Miasta. Załącznik o sposobie rozpatrzenia uwag jest integralnym dokumentem studium. Uwagi muszą być składane na piśmie lub w formie elektronicznej z bezpiecznym podpisem. Na ogół duża liczba uwag skutkuje potrzebą ponowienia procedury na skutek konieczności zmiany przyjętych w dokumencie rozwiązań. Jeszcze będę o tym pisać - chcę porównać naszą procedurę suikzp z francuską procedurą SCOT (schéma de cohérence territoriale) . Bo to teoretycznie podobne dokumenty, ale uchwalane w zdecydowanie inny sposób - w tym różnice dotyczą właśnie udziału mieszkańców. Reasumując SKŁADAJMY NASZE UWAGI. Skoro nasze prawo przewiduje taką formę wypowiedzi..

Zgodnie z Art.11 uopizp.
"Wójt, burmistrz albo prezydent miasta, po podjęciu przez radę gminy uchwały o przystąpieniu do sporządzania studium, kolejno: (...)
10) ogłasza, w sposób określony w pkt 1, o wyłożeniu projektu studium do publicznego wglądu na co najmniej 14 dni przed dniem wyłożenia i wykłada ten projekt wraz z prognozą oddziaływania na środowisko do publicznego wglądu na okres co najmniej 30 dni oraz organizuje w tym czasie dyskusję
publiczną nad przyjętymi w tym projekcie studium rozwiązaniami;
11) wyznacza w ogłoszeniu, o którym mowa w pkt 10, termin, w którym osoby prawne i fizyczne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej mogą wnosić uwagi dotyczące projektu studium, nie krótszy niż 21 dni od dnia zakończenia okresu wyłożenia studium; (...)"


Szczegółowe informacje o terminie i miejscu składania uwag zapewne znaleźć można w witrynie Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Łodzi, która niestety w tej chwili nie działa..

Tagi: Łódź, planowanie, partycypacja, przestrzenne, społeczna


2009-11-25 22:20
 Oceń wpis
   

Uczestniczyłam dzisiaj w bardzo ciekawym spotkaniu w naszym Instytucie. Spotkanie dotyczyło opracowywanego właśnie projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, które jak wiemy budzi liczne kontrowersje. Swoje refleksje na ten temat przedstawił Profesor Marek Janiak, szef Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, która jak wszyscy wiemy organizowała już liczne wydarzenia w tej sprawie , np. spotkanie pod tytułem : Czy chcemy zaorać pół Łodzi. Mówił długo, w tym odnosząc się przede wszystkim do zagadnień ochrony dziedzictwa - prawie nieobecnych w studium. Do koncepcji zielonego kręgu - jako do idei fikcyjnej i przebrzmiałej - z lat 60-tych. Do sposobu formułowania zapisów studium, do proporcji zawartych w nim treści. Do przesłania studium które chce uczynić z Łodzi miasto wieżowców i za wszelką cenę uzasadnia taką potrzebę. Nie było kontrowersji, obecni na sali zaakceptowali stanowisko prelegenta. W późniejszej dyskusji zebrani podkreślali negatywne znaczenie rozlewania się miasta w projekcie studium. Zwracali uwagę na absurd przyjętego paradygmatu wzrostu. Bezsens anektowania nowych terenów wobec utrzymującego się od lat trendu zmniejszania się liczby ludności i olbrzymich niezagospodarowanych obszarów w centrum...  A także na obecność w obecnie obowiązującym studium konsekwentnego systemu zapisów chroniących dziedzictwo i tożsamość autorstwa Profesorów Jana Salma i Jacka Wesołowskiego - to był głos Prof. W. Wiśniewskiej.

Spotkanie zapewne będzie miało swój ciąg dalszy. Potrzebę oraz chęć organizacji dyskusji środowiskowej zgłosili obecni na sali przedstawiciele SARP, TUP oraz Izby Architektów. Sama zasygnalizowałam obecność debat, które rozpoczęły się w ubiegły piątek organizowanych w TVP3 przez Redaktora Tomasza Lasotę, zapraszając jednocześnie Kolegów do udziału w dyskusji.

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2009-11-24 22:55
 Oceń wpis
   

Zebraliśmy się dzisiaj na cmentarzu na Zarzewiu w Łodzi aby pożegnać naszego wieloletniego Kolegę i Dyrektora Profesora Henryka Jaworowskiego. Wybitny autorytet w dziedzinie konserwacji i rewaloryzacji zabytków, autor niezliczonej ilości projektów budynków sakralnych i wspaniały człowiek. Miał wybitny talent - umiał łagodzić i zażegnywać konflikty. Niezwykle skromny, łagodny, otwarty na nasze pomysły i aktywność. A jednocześnie stanowczy i zdecydowany. Wszyscy go lubili, co było widoczne również w ostatnim okresie, kiedy jako emerytowany już Profesor, pomimo niezbyt dobrego stanu zdrowia uczestniczył w naszych instytutowych Kolegiach Konsultacyjnych.

Tłum żegnający Profesora mówił sam za siebie. Było nas bardzo wielu: architektów, urbanistów, historyków sztuki, archeologów. Byli też przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządowych. Także sporo duchownych. Sama msza była koncelebrowana, z udziałem czterech księży. I słusznie - bo to naprawdę był wielki, wspaniały człowiek.

Profesor Krzysztof Pawłowski - nasz dotychczasowy Dyrektor - zwrócił uwagę na kilka istotnych cech działań podejmowanych przez Profesora Henryka Jaworowskiego. Po pierwsze - starania o wprowadzenie nowej zabudowy do urbanistycznej struktury śródmiejskiej Łodzi. Starania podejmowane już w latach 70-tych - co wtedy musiało być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Po drugie dbałość o dziedzictwo naszego miasta i to nie tylko w wymiarze sakralnym, choć w tym obszarze też (np. odbudowa Katedry po pożarze w 1971r.). Ale również podkreślanie jak ważne dla tożsamości są monumentalne bryły fabryk i jak różnorodne nowe funkcje mogą pomieścić, dostarczając splendoru nowym inwestycjom. Na zakończenie jedno z ostatnich dzieł Profesora - zrewitalizowany budynek Trzech Wydziałów w kampusie Politechniki Łódzkiej. Czyż nie jest piękny?


Źródło zdjęcia: Picasa - zdjęcie użytkownika Krzysztof Marczak

Tagi: Łódź, rewitalizacja, Profesor, konserwacja, dorobek


2009-10-08 17:50
 Oceń wpis
   

Wybierając się na smutną imprezę (choć organizatorzy przywitali gości sokiem i ciastem) przy okazji zabłądziłam w sąsiedni kwartał zabudowy. Jeden z największych kwartałów w śródmieściu Łodzi.


Wstęga, która została przecięta aby niestety "symbolicznie otworzyć" centrum rewitalizacji.


Torty i napoje dla uczestników i zaproszonych gości.

Dawno tam nie byłam. Sądziłam wobec tego, że jednak coś się w tej okolicy zmieniło. Tym bardziej że tuż obok inwestycja Phylipsa, wyremonowano też kościół oo.Jezuitów. Tymczasem jednak nie. I to pomimo zapewnień, które wielokrotnie słyszałam przy różnych okazjach że centrum Łodzi zabudowało się na tyle że nie ma już w śródmieściu miejsca na nowe inwestycje. Co jest zdecydowanie nieprawdziwe.


Wspomniany kwartał - źródło zumi.pl

Oczom moim ukazał się iście sielski obrazek z małymi domkami rozmieszczonymi dość luźno pomiędzy pozostałymi, zarosłymi zielenią ruinami dawnych oficyn. Tuż obok na sąsiedniej równie długiej działce bez frontu rozlokował się warsztat samochodowy. Niezliczone ilości parkingów uzupełniają obraz tego krajobrazu niczym po bitwie.


Jeden z licznych w tym rejonie parkingów


Drugi z licznych w tym rejonie parkingów.

Nieliczne kubatury budynków, rozlokowane jedynie wzdłuż bardzo rzadko w tym rejonie rozmieszczonych ulic dopełniają wizerunku. Niewiele zmienia że ostatnio pojawiło się kilka nowych domów. Skoro nie tak dawno kilka też przestało istnieć. Jeden niestety całkiem niedawno.

Intensywność zabudowy w tym obszarze niewiele jak mi się wydaje odróżnia się od pierwotnie przyjmowanych wskaźników dla zabudowy wiejskiej zakładającej uprawę lnu na bardzo długich działkach pierwszych łódzkich rzemieślników. Obrazek iście sielski. Pośrodku kwartału trafiłyśmy do wróżki, która mieszka sobie pod jabłonką w małym domku. Z dala od ulic i wielkomiejskiego zgiełku. Adres co prawda nie wiejski ale okolica jak najbardziej. Tak sobie myślę - może wróżka pomoże ..


Tuż obok wróżki - warsztat samochodowy.

Oraz pierwotne rozplanowanie działek łódzkich prządków - wyraźnie widać jak są głębokie i w tym tkwi źródło rozlicznych łódzkich kłopotów albo wciąż istniejąca ... i jak widać nieustannie dziewicza szansa na stworzenie świetnego środowiska do mieszkania i życia - ilustracja zaczerpnięta z http://w4u.am.lodz.pl/~jkk/ld

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka


2009-10-05 22:59
 Oceń wpis
   

Ulica, arteria, droga, ścieżka, korytarz ruchu, ciąg pieszy, ciąg pieszo-jezdny - wiele różnych nazw dla określenia szlaków które wykorzystujemy dla poruszania się w miejskiej (i nie tylko miejskiej) przestrzeni. Każda ma swoje unikalne cechy, odczuwamy je w różny sposób. Często przechodzimy tymi samymi ścieżkami nie zwracając uwagi na to co mijamy po drodze. Z reguły chodzimy, jeździmy, przemieszczamy się wykorzystując te same trasy i nie dostrzegamy różnic pomiędzy nimi, nie zwracamy też większej uwagi na to co mijamy po drodze. Jeśli następuje zmiana - tę dostrzegamy. Przy czym każdy widzi co innego. Jedni obserwują towary eksponowane w witrynach sklepów, inni podglądają sąsiadów, jeszcze inni patrzą w niebo i widzą gzymsy kamienic.

Co decyduje o charakterze naszych codziennych szlaków? Odpowiedź jest stosunkowo prosta i oczywista - to co mamy szansę odbierać zmysłami: wzrokiem, dotykiem, zmysłem równowagi, słuchem, węchem, poczuciem zamknięcia przestrzeni. Wszystko: proporcje (odpowiadają za poczucie otwartości lub przytłoczenia), detal, stan utrzymania elewacji i nawierzchni, obecność przerw (otwarć) w pierzei, linia gzymsu, zapach: smród lub aromat, hałas lub cisza, pustka i zatłoczenie, oświetlenie, przyuliczny handel, wspomnienia, długo by wymieniać.

Każde wnętrze, wnętrze uliczne też, ma ściany i podłogę. Niekiedy ma również sufit - mogą nim być korony drzew. Ściany są albo ich nie ma. Są - jeśli jesteśmy w zwarto zabudowanym centrum miasta i mamy do czynienia z pierzejami flankujących ulicę domów. Są też w gęsto zabudowanych osiedlach domów jednorodzinnych - wtedy składają się częściowo z przyulicznej zieleni. Są na obrzeżu lasu, parku - ale wtedy bywają tajemnicze i groźne, szczególnie o zmroku. Ścian trudno się domyślać w modernistycznych osiedlach, zresztą kształt zamkniętej między blokami przestrzeni zależy w dużej mierze od okresu, w którym dane osiedle zostało wzniesione. W pewnych okresach był bardziej czytelny w innych mniej - ale chyba nigdy nie było tam ulic. Mamy potrzebę zamknięcia przestrzeni - czujemy się wtedy pewniej. Z otwartej, postrzeganej jako nieznana i niezdefiniowana przestrzeni powstaje wtedy miejsce (Yi Fu Tuan Przestrzeń i miejsce). Konkretne i bliskie. Przeszkadza nam niczym nieuzasadnione zakłócenie czytelnego wnętrza.

Przeszkadza nam niedokończona pierzeja uliczna. Dlatego też tak boleśnie odczytujemy nieuzasadnione wyburzenia. Zakłócają nasz obraz danego miejsca. W pewien sposób bolą. Bolą również dlatego bo następuje zatarcie kształtu, który jest nośnikiem obrazu. Obrazu miasta funkcjonującego w swiadomości mieszkańców. Bolą nie tylko w przypadku kiedy zniszczeniu ulega budynek, który z racji formy i pewnej unikalności jest znakiem szczególnym (jak cytowana tu już kilkakrotnie remiza strażacka przy Sienkiewicza w Łodzi, której charakterystyczna elewacja zniszczona została w ubiegłym tygodniu). Bolą również kiedy powstają kolejne wyrwy w zabudowie, zmniejszające porządek i poczucie ładu, przyczyniające się do dewastacji tego co dla obszarów centralnych i jakości życia w tychże jest szczególnie cenne - do niszczenia czytelnej granicy pomiędzy tym co publiczne i tym co prywatne. W Łodzi porządek ulic w centrum jest elementem przesądzającym o lokalnej tożsamości. Dlatego nieuzasadnione wyburzenia nie powinny mieć miejsca. 

Tagi: komunikacja, miasto, kwartał, Łódź, urbanistyka


2009-10-03 13:37
 Oceń wpis
   

Od pewnego czasu czuję się poddawana presji (delikatnej i bez cienia urazy) aby powiedzieć głośno co sądzę na temat projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, który wstępnie opracowany i zatwierdzony przez Pana Prezydenta Miasta został aktualnie przekazany do uzgodnień i opiniowania oraz prowadzona jest procedura związana z prognozą oddziaływania na środowisko. Nie podejmuję się tak naprawdę wypowiadać wiążących opinii o tym dokumencie jako że nie jestem członkiem MKUA (Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej), nie zlecono  mi koreferatu studium ani co też ważne nie mam jako szeregowy obywatel możliwości łatwego zapoznania się z zawartością projektu. Dla wyjaśnienia - nie mam czasu ani wystarczająco dużo determinacji aby wybrać się celem zapoznania do Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Co prawdopodobnie jest cechą właściwą większości mieszkańców naszego miasta (jak i innych miast) i o czym od dość długiego czasu mówię przy każdej okazji.

Zapoznałam się natomiast z założeniami do Studium, które można obejrzeć w witrnie MPU. Oraz przy różnych okazjach (troszkę ich jest - jestem w końcu czynnym zawodowo urbanistą, tudzież ta wspomniana na wstępie presja ze strony RS Szacunek dla Łodzi..) miałam okazję zaglądać przez ramię i projekt oglądać. Przepraszam wobec powyższego że moja opinia zapewne jest fragmentaryczna, może nie całkiem uzasadniona i krótka - ale w zaistniałej sytuacji inna być nie może.
Chciałabym po pierwsze odnieść się do prezentowanej przez zespół opracowujący studium koncepcji tzw. Zielonego Kręgu Tożsamości i Kultury (tak to się jak mi się wydaje nazywa). Tenże zielony krąg jest elementem o którym było głośno już wcześniej, mianowicie w wygasłym już planie ogólnym obejmującym cały teren miasta . Mam co do tej koncepcji mieszane uczucia. Z jednej strony uważam że wykorzystywanie obrazów, czytelnych idei, wręcz ikon w planowaniu miasta jest kierunkiem właściwym. Patrz choćby przykład Schema Durecteur dla aglomeracji Lyonu (już nieobowiązującego ale szeroko publikowanego) w którym posłużono się ikoną kwiatu. Ale - niestety tych ale jest tu bardzo dużo. Po pierwsze elementy tożsamości pojawiają się również poza kręgiem i jest ich bardzo dużo. Po drugie grafika powinna stanowić element PR umotywowanych i sensownych koncepcji a nie być koncepcją samą w sobie. Miałam okazję przyjrzeć się z bliska jednemu obiektowi pofabrycznemu który miał to nieszczęście że znalazł się na terenie Zielonego Kręgu. Obiekt działa w najlepsze, świetna lokalizacja powoduje że właściciel nie jest zainteresowany zrealizowaniem na swój koszt zieleni publicznej (a niby dlaczego miałby być zainteresowany) a miasto wcale nie chce tego terenu po cenie rynkowej kupić. Mało tego właściciel domaga się odszkodowania (za okres kiedy plan ogólny z zapisami o kręgu obowiązywał) bo chciano mu coś zabrać a mianowicie jego obiekt miał być elementem zielonego kręgu co wiązało się dla niego z pewnymi ograniczeniami. I w mojej ocenie ma rację. Próba opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego akurat w tym miejscu spełznie na niczym (bez zakupu wspomnianej posesji za gigantyczne pieniądze) a przecież plan musi być ze studium zgodny. Nie analizowałam szczegółowo całego "Zielonego kręgu" ale śmiem twierdzić że nie jest to jednostkowy przypadek. Tuż obok zresztą są ogródki działkowe - też rzekomo stanowiące "tożsamość miasta". M
am wątpliwości co do wymienionej idei. Zresztą chyba sami autorzy też mają wątpliwości jako że równolegle do zielonego kręgu proponują błękitno-zieloną sieć.

Wracając do tożsamości miasta (i pozostając w obszarze ikon) moim skromnym zdaniem dużo słuszniejszym byłoby sięgnięcie do historii łódzkiego planowania, gdzie w ramach planów opracowywanych przez lata dla śródmieścia Łodzi (o czym pisze dr Wiśniewski w Materiałach Planistycznych obowiązującego studium, tom VII) pojawiała się koncepcja czerwonego kwadratu. Czerwony kwadrat obejmował obszar ścisłego centrum miasta  (oczywiście grafika wymagałaby dopasowania do rzeczywistości - co było kiedyś robione i wymaga uaktualnienia) i wskazywał na poteżne problemy czekające włodarzy miasta a związane z rewitalizacją. W obszarze czerwonego kwadratu należałoby wprowadzić bezwzględny priorytet opracowywania planów miejscowych oraz zapisać szczegółowe wytyczne dla tychże planów ( ja bym na przykład rozważała zapis że pojedyńczy plan nie może obejmować obszaru mniejszego niż pojedyńczy kwartał - dla uniknięcia planów dla inwestycji punktowych). W tym obszarze plany powinny przede wszystkim chronić. I to chronić nie wyłącznie obiekty o potwierdzonej historycznie i konserwatorsko wartości (patrz ostatnia dyskusja na temat remizy) ale również te obiekty które są odpowiedzialne za obraz miasta w świadomości mieszkańców. Na pewno też elementem podlegającym ochronie jest układ ulic - charakterystyczny dla Łodzi ruszt - stanowiący element tożsamości miasta i decydujący o jego unikalności. Czerwony kwadrat jako ikona wskazuje na wagę tego problemu dla miasta i jego mieszkańców.

Drugą figurą geometryczną która powinna stanowić ikonę ważnego dla Łodzi zagadnienia byłoby zielone koło (a właściwie koło symbolizujące miasto - otoczone zielenią). Zielony krąg nie wystarczy aby być płucami miasta tej wielkości. Rozpełzająca się zabudowa wokół chwały miastu nie przyniesie. W dojrzałych demokracjach europejskich sprawl uznawany jest za dopust boży i podejmowane są środki - przede wszystkim prawne (a więc studia i plany) które mają mu przeciwdziałać - bo jest nieekonomiczny. Argumentów przeciwko wszechobecnemu rozlewaniu się miast jest całe mnóstwo. Odsyłam tutaj do np. wypowiedzi J. Kunstlera którą niedawno na tych łamach prezentowałam. Ważnym elementem tożsamości jest sylweta miasta i krajobraz dookoła. W Łodzi - w dużej mierze dzięki obowiązującemu studium udawało się w latach największej presji inwestycyjnej krajobraz chronić. To już stało sie wartością i szkoda byłoby teraz ją bezmyślnie wyrzucić. Wracając do argumentów ekonomicznych i zdroworozsądkowych - przy ograniczonym potencjale ekonomicznym jakim Łódź dysponuje rozlewanie się zabudowy (a co za tym idzie konieczność budowy niezbędnej infrastruktury w tym dróg) znacznie osłabi zarówno natężenie presji inwestycyjnej w centrum jak i zmniejszy możliwość finansowania zmian. Podsumowując ten wątek: Czerwony kwadrat też jest argumentem dla zielonego koła i odwrotnie. Innymi słowy procesy rewitalizacji centralnej części miasta i ochrony krajobrazu na zewnątrz przed zabudową są ze sobą nierozerwalnie powiązane.


Autorska i niedopracowana ikona studium Łodzi, które znalazłoby uznanie w moich oczach.

Bardzo podoba mi się pomysł autorów nazwany (efektownie) błękitno-zieloną siecią. Dla realizacji takiej sieci poza zastrzeżeniem zakazu zabudowy w dolinach rzeczek (co mam nadzieję w projekcie jest - choć nie wiem, już mówiłam dlaczego) przydałby się np. pomysł następujący: W ramach każdego obszaru objętego planem minimum 10% powinna zająć zieleń urządzona - w postaci bądź to istniejących parków, a tam gdzie ich nie ma nowych skwerów, zieleńców, placów zabaw. Pozostawiając decyzję o ich szczegółowej lokalizacji twórcom planów miejscowych (dysponującym szczegółowszą wiedzą o stanie własności w danym momencie) ale jednocześnie narzucając wymóg że taka zieleń musi obowiązkowo zaistnieć.

Kończąc tę dość długą wypowiedź mogę stwierdzić że z pewnością nie wyczerpałam tematu jako że wyczerpać go w zaistniałych okolicznościach - nie miałam szansy.

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka


2009-10-02 16:05
 Oceń wpis
   

Atmosfera tajemniczości jaka towarzyszy zazwyczaj opracowaniom dokumentów urbanistycznych ma niewiele wspólnego z obowiązującymi przepisami prawa - mam tu na myśli np. art. 14 ust.3 i 21 Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Tajemniczość nie ma też nic wspólnego z zasadami które powinny leżeć u podstaw angażowania lokalnej społeczności w planowanie. Bo jak tu się angażować w coś co ma same niewiadome.

O absurdach powstawania studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla Łodzi już kiedyś pisałam. Pomimo że jest to tak ważny dla miasta dokument nadal jego powstawanie oraz zawartość owiane są mgiełką tajemniczości. Tajemniczość zawsze wydaje się podejrzana. Tak już jesteśmy skonstruowani i nie ma w tym nic dziwnego.

Jak się okazuje nie jest to wyłącznie przypadek łódzki - patrz artykuł w lokalnym dodatku GW tym razem krakowskim. Krakowianie już sobie z tym tematem poradzili - pomogło zaangażowanie Miejskiej Komisji Urbanistyczno- Architektonicznej - o czym też dużo w prasie było mówione. Tak na marginesie - łódzka prasa na ten temat milczy...

Spróbujcie się Państwo postawić na miejscu osoby, którą teoretycznie pytano o zdanie w jakiejś sprawie. Kiedy powinno paść takie pytanie - przed czy po podjęciu decyzji? Czy takie pytanie po podjęciu decyzji w ogóle ma sens? Skoro i tak odpowiedzi nie będą brane pod uwagę. Tak jest skonstruowana obecnie procedura opracowywania - zarówno studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego jak i miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Pytanie stawiamy po podjęciu strategicznych decyzji. Są miasta (np. Poznań) które organizują dyskusje przed przyjęciem założeń. Prawo na to pozwala - a przynajmniej nie zabrania.

Podczas Konferencji nt. Partycypacji Społecznej w Planowaniu Przestrzennym, w której ostatnio brałam udział , w podsumowaniu dyskusji panelowej w drugim dniu obrad padło stwierdzenie (wygłoszone o ile się nie mylę przez P. Marka Piskorskiego - Dyrektora tamtejszego Biura Rozwoju) o potrzebie organizacji debaty przed podjęciem uchwały o przystąpieniu do sporządzania do opracowania dokumentu planistycznego. W przypadku planów miejscowych jest to jak najbardziej celowe - uchwały o przystąpieniu formułują cele dla których plan jest sporządzany, cele zawiera również wymagana przepisami analiza.

W przypadku studium - w konkretnym przypadku studium Łodzi - taka debata winna chyba dotyczyć celowości zmiany studium - w tym momencie. Obecny dokument został przyjęty w 2002 roku. Stan opisywany w dokumencie to stan na rok około 1998. Horyzont czasowy dla tego rodzaju dokumentów (np. w prawodawstwie francuskim) to zazwyczaj 15 lat. Fakt że zmieniły się przepisy i zapis studium nie przystaje do obowiązujących wymogów ale..

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka


2009-09-28 22:53
 Oceń wpis
   

Poniżej cytat ze wzruszającego maila, którego dzisiaj otrzymałam:

"POŻEGNAJ ZABYTEK - Zrobiłam napis "pożegnaj zabytek" - kredą na chodniku, taksówkarz i pan robiący zdjęcia (i pilnujący rozbiórki ze strony mieszkańców) też
podpalili po zniczu. Wpadnijcie tam jeśli bedziecie mogli ze zniczem w ręce i zapałkami."*

Nie zdążyłam zapalić świeczki wyburzanemu właśnie budynkowi przy Sienkiewicza (o czym więcej tutaj i tutaj oraz tutaj). Nie zdążyłam bo kiedy już dojechałam z córką i ze zniczem na miejsce ulica była zamknięta. Dokładnie tak jak na obrazku poniżej.


Zdjęcie GW dodatek łódzki

Nie chcę tego nawet komentować dlatego posłużę się cytatem (nawet cytatem z cytatu). Przytoczę mianowicie słowa autorstwa Jose Ortegi y Gasseta (nie wiem skąd bo nie ma źródła) znalezione w książce Collage City Colina Rowe i Freda Coettera (w tłumaczeniu własnym):

"Człowiek, jednym słowem, nie ma natury: tym czym ma jest ... historia. Innymi słowy: tym czym natura jest dla rzeczy, historia res gestae jest dla człowieka.

Jedyną istotną różnicą pomiędzy historią ludzkości i historią 'naturalną' jest to że ta pierwsza nie może nigdy rozpocząć się od początku.. szympans i orangutan nie różnią się od człowieka tym co precyzyjnie określane jest mianem inteligencji, ale ponieważ mają o wiele mniej pamięci. Każdego ranka biedne stworzenia muszą stawiać czoła niemal całkowitej nieświadomości tego co przeżyły w dniu poprzednim, i ich intelekt musi pracować z minimalnym zasobem doświadczenia. Podobnie, dzisiejszy tygrys jest identyczny z tym sprzed sześciu tysięcy lat wcześniej, każdy zmuszony do rozpoczynania swego życia jako tygrys od początku tak jakby nic nie istniało przed nim.. Przerwanie ciągłości z przeszłością, jest równoznaczne z degradacją człowieczeństwa i popełnianiem plagiatu z zachowań orangutana." Jose Ortega y Gasset (źródło powyżej).

 

*Autorką cytowanego maila jest Urszula Niziołek-Janiak - inicjatorka i fundatorka wystawy Ziemia Obiecana - Ziemia Utracona, a cytat dotyczył działań podejmowanych przez Ruch Społeczny Szacunek dla Łodzi

 

Tagi: społeczeństwo, historia, Łódź, zabytki


2009-02-14 18:42
 Oceń wpis
   

Walentynkowa niezapominajka dla wszystkich czytelników mojego bloga, pośród których jak sądzę (a czego dowody mam w licznej korespondencji) jest wielu mieszkańców Łodzi. Trzy przeboje grupy Maanam, z płyty Mental Cut (1984), do których teledyski kręcone były w Łodzi. Takich miejsc już nie ma. Zostały w dziecięcych wspomnieniach.

Łódź jest, była cudowna... wystarczy tylko to chcieć zobaczyć...

Pierwszy

...drugi...
 

...trzeci.

 Zdjęcia do teledysku Kreon realizowano między innymi na łódzkim Księżym Młynie.

Tagi: Łódź, Maanam


2009-01-21 05:17
 Oceń wpis
   

Uderzyła mnie ostatnio myśl jak bardzo poglądy Profesora Jeffrey'a Sachs'a znajdują odniesienie do problemów społecznych centralnej części Łodzi. Zastąpienie polityki liberalizmu gospodarczego niekoniecznie bardzo kosztochłonnymi działaniami mającymi na celu niesienie pomocy najuboższym. Dla zapobiegania konfliktom i eskalacji problemów. 

Jednocześnie, jak bardzo niestety wciąż aktualne są sugestywne wizje życia w niektórych rejonach Łodzi z Ziemi Obiecanej Reymonta. Sytuacja, wciąż i po wielokroć opisywana i badana.

"(...) Jaskólscy mieszkali daleko, za starym kościołem, w jakiejś uliczce bez nazwy, która tyłami dotykała tej słynnej miejscowej rzeczki, służącej za rynsztok, odprowadzający wszelkie odpływy fabryk.
Uliczka podobna była do śmietnika, pełnego odpadków wielkiego miasta.
Józio przesunął się spiesznie i wszedł do nie tynkowanego domu, który świecił wszystkimi oknami od suteryn aż po strychy niby latarnia i wrzał cały ludzkim rojem, jaki się w nim gnieździł.
W ciemnej sieni, przepełnionej strasznymi zapachami i zaniesionej błotem, namacał brudne aż do lepkości poręcze i zbiegł szybko do suteryn; długi korytarz bez podłogi, zarzucony śmieciami i sprzętami gospodarskimi, pełen również błota i wrzawy ludzkiej, i smrodów, oświetlał mały kaganek kopcący się pod sufitem.
Przedarł się przez porozstawiane na drodze zawady i dotarł do końca korytarza.
Buchnęło na niego gorące, piwniczne powietrze przesycone zgnilizną i wilgocią, ściekającą rudymi pasami po wybielonych ścianach.
Gromada dzieci rzuciła się na jego przywitanie.
- Myślałam, że dzisiaj już nie przyjdziesz - szepnęła wysoka, chuda, przygarbiona kobieta, o zielonkowatej zapadłej twarzy i wielkich czarnych oczach.
- Spóźniłem się, mamusiu, bo był u nas pan Borowiecki, dyrektor od Bucholca, i przez to nie śmiałem wyjść prędzej. Ojciec nie był jeszcze?
- Nie - odpowiedziała głucho i poszła nalewać herbatę do kominka, odgrodzonego od izby kawałem materiału zawieszonego na drutach.
Józio poszedł za nią za zasłonę i położył przyniesione ze sobą prowianty.
- Wziąłem dzisiaj od starego pieniądze za tydzień, może mama schowa.
Położył cztery ruble z kopiejkami; brał pięć tygodniowo.
- Nic sobie nie zostawiasz?
- Mamusiu, mnie nie potrzeba na nic. Żal mi tylko, że nie mogę jeszcze zarobić tyle, ile mamie potrzeba - mówił z prostotą; jego nieśmiałość gdzieś zniknęła zupełnie.
Pokrajał chleb na kawałki i chciał wrócić do izby
- Józiu, mój synu drogi, moje dziecko kochane -szepnęła matka łzawym głosem i łzy jak groch posypały się po jej wynędzniałych policzkach i spadao0;y
na głowę syna, którą przyciskała do piersi.
Chłopak ucałował jej ręce i z rozweseloną twarzą powrócił do reszty rodzeństwa, które siedziało na ziemi, pod małym okratowanym okienkiem, wychodzącym na trotuar; było tego czworo, w wieku od lat dwóch do dziesięciu, bawiły się bardzo cicho, bo starszy od nich trzynastoletni chłopiec leżał na łóżku:
chory na suchoty; łóżko było nieco odsunięte od ściany z powodu wilgoci, jaka się zsączała na pościel.
- Antoś? - pochylił się nad poduszką ku bladej, zielonawej twarzy, która z głębi kolorowej pościeli patrzyła szklistymi nieruchomymi oczami z jakimś tragicznym spokojem zamierania.
Chory nie odezwał się, poruszał tylko ustami i utkwił w nim szare, błyszczące oczy, a potem dotknął się wychudłymi palcami jego twarzy z pieszczotliwością dziecinną i uśmiech blady, podobny do uśmiechu kwiatów więdnących, prześlizgnął mu się po sinawych ustach i ożywił martwe spojrzenia.
Józio usiadł przy nim, popoprawiał mu poduszki, uczesał swoim grzebykiem rozrzucone, pozlepiane i miękkie jak jedwab jasne włosy i znowu zapytał:
- Antoś, dobrze ci dzisiaj?
- Dobrze - wyszeptał cicho i zaczął mrużyć oczy potakująco i uśmiechać się.
- Niedługo wyzdrowiejesz!
Trzasnął z zadowoleniem w palce. On swoim zdrowym, silnym organizmem nie odczuwał zupełnie grozy tej choroby brata.
Antoś bowiem umierał powoli na suchoty, jakie się wywiązały z silnej influenzy, a chorobie dopomagała nędza, jaka żarła całą rodzinę od lat dwóch, to jest od czasu sprowadzenia się na bruk łódzki ze wsi; dobijała go twarz matki, która codziennie była smutniejsza, dobijało go młodsze rodzeństwo, które było coraz cichsze, i te wieczne klekotania warsztatów, co prawie bez ustanku, dzień i noc, wstrząsały nad jego głowami sufitem, ta wilgoć, jaka ściekała po ścianach, te wrzaski sąsiadów i bijatyki, jakie się często zrywały w sąsiednich suterynach i na górze; a najwięcej ta świadomość, powiększająca się z dniem każdym, nędzy ich wszystkich.(...)"

Cytat pochodzi z: Władysław Reymont, Ziemia Obiecana Tom I Rozdział X, pl.wikisource.org

Tagi: ekonomia, miasto, socjologia, Łódź, Lodz


2009-01-02 00:19
 Oceń wpis
   

Jak mówi stare chińskie przysłowie "jeden obraz wart jest tysiąca słów". Stąd dla wyjaśnienia tezy zamieszczonej w tytule posłużę się obrazami. Poniższe zdjęcia satelitarne ( z serwisu google maps) pokazują wielkości typowych kwartałów w centrach trzech miast: Barcelony, Łodzi oraz Warszawy - a konkretnie warszawskiej starówki. Zdjęcia pokazane są w tej samej skali, o czym świadczy pochodząca z serwisu google maps podziałka.  


Łódź - rejon Placu Wolności

Obserwacja pierwsza - prawie cała warszawska starówka mieści się wewnątrz pojedynczego łódzkiego kwartału.


Warszawa - Stare Miasto

Obserwacja druga - kwartały w Barcelonie (o ileż intensywniej zabudowane niż kwartały łódzkie) - są półtora  o ile nie dwa razy mniejsze niż te w Łodzi.


Barcelona

Proszę zwrócić również uwagę na ilość przestrzeni przeznaczonej na komunikację w każdym z trzech miast. Jej obecność warunkuje prawidłowy rozwój miasta, pozwala na normalne funkcjonowanie.

Powyższe obserwacje nie są moje. Mówi się o tym od wielu lat. Takie analizy były wykonywane np. na użytek łódzkiego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.

Na koniec jeszcze jedna obserwacja - zamieszczona w tytule - Łódź pozostaje miastem niedokończonym, o ogromnym, wciąż nie zrealizowanym potencjale.

 

Tagi: komunikacja, miasto, kwartał, Łódź, urbanistyka


2008-04-21 07:58
 Oceń wpis
   
"Na naszych oczach znika fabryczna Łódź. Inwestorzy rozbierają fabrykę po fabryce, bo łatwiej rozebrać i postawić na pustym placu coś nowego niż rewitalizować i modernizować stare budynki. Łódź przestanie być wyjątkowym miastem z unikalną XIX-wieczną poprzemysłową architekturą.

Czarne chmury wiszą nad fabryczną Łodzią. Z powodu lenistwa, braku wyobraźni i zaniedbania tylko w ostatnich tygodniach zniszczono bezcenne zabytki architektury przemyslowej.

* Nie ma już przepięknej fabryki Biedermanna przy parku Helenów





* Zniszczono niewielką fabryczkę Pereca Marguliesa i Dawida Wolmana przy ul. Rewolucji 1905 69.




* Zaczęto wyburzać browar Anstadta przy ul. Sędziowskiej,





* Dramatyczny los spotkał budynek straży pożarnej przy ul. Sienkiewicza 54. Remiza spłonęła i nadaje się do rozbiórki, a strażacy są przekonani, że pożar był efektem podpalenia.

Skandal i barbarzyństwo

Historia niszczenia przędzalni Biedermanna i browaru Anstadta są do siebie podobne. W obu przypadkach łódzki magistrat wydał pozwolenie na ich wyburzenie. Obie nieruchomości Wojciech Szygendowski, wojewódzki konserwator zabytków zaczął wpisywać do rejestru zabytków. Władze Łodzi zgodę na wyburzenie browaru wydały już po rozpoczęciu działań konserwatora, a nie powinny tego robić. To żenujące, że instytucje, których siedziby dzieli 100 metrów nie potrafiły porozumieć się w tak ważnej kwestii. Wystarczyłby jeden telefon i zabytek nie zostałby częściowo zniszczony! Ile jeszcze takich pozwoleń na wyburzenie symboli przemysłowej historii miasta czeka na podpis urzędnika w jednym z pokoi łódzkiego magistratu? Nie wiadomo, bo takich informacji nie udzielają.

Prezydent Jerzy Kropiwnicki zapisze się na kartach historii miasta również tym, że w czasie jego dwóch kadencji z krajobrazu Łodzi bezpowrotnie zniknęły symbole jej przemysłowej potęgi - imponujące tkalnie i przędzalnie, unikalne elektrownie, stare browary.

- W ciągu ostatnich lat wyburzono więcej zabytkowych budynków niż w ciągu całego PRL. To skandal i barbarzyństwo! - grzmi architekt Marek Janiak.

Przykłady, że Janiak ma rację: * wyburzona została wspaniała secesyjna elektrownia przy al. Politechniki. * zmieciono z powierzchni przepiękny kompleks Norbelany między al. Mickiewicza i ul. Żwirki. * rozebrano stary komin przy al. Rydza-Śmigłego. * zniknęła przedwojenna fabryka przy ul. Dąbrowskiego, w której mieściły się zakłady dziewiarskie Pafino. * w katastrofalnym stanie jest dawna hala Unionteksu, w której w 1987 roku był Jan Paweł II.

W 2003 r. wygasł plan zagospodarowania przestrzennego Łodzi i z dnia na dzień straciły ochronę zabytki będące w gminnej ewidencji. Nowe miejscowe plany - przez zaniechanie, a może zaniedbanie - dotąd nie powstały. To właśnie luka w prawie pozwala inwestorom na bezkarne działania. Niedługo zamiast chwalić się unikalnym w skali światowej kompleksem poprzemysłowych budynków, pokażemy tylko pocztówki i książki o fabrycznej Łodzi. I wygląda na to, że NIKT nie poczuwa się za to do odpowiedzialności. Zawsze kończy się tak samo: - Te obiekty nie były w rejestrze zabytków. Zrobiliśmy to zgodnie z prawem - mówią wyburzający, a ich przedstawiciele grożą dziennikarzom sprawami sądowymi za pisanie o tym.

- Wyraziliśmy zgodę na rozbiórkę, bo nie mieliśmy innego wyjścia - tłumaczą się urzędnicy. - Nic nie dało się zrobić - bronią się konserwatorzy zabytków.

Dlaczego służby konserwatorskie nie chronią architektury poprzemysłowej, która jest największym bogactwem Łodzi? Dlaczego prezydenci i radni nie walczą z inwestorami o to, żeby zachowali tożsamość miasta? Dlaczego nie słychać zgodnego głosu środowiska architektów, że nie pozwalają wyburzać fabryk? Może jedynym wyjściem jest przykucie się do burzonego zabytku i robienie hałasu i krzyku, bo inaczej nikt nie usłyszy?!

Zróbcie coś!!!!

Panie Prezydencie. Panie i Panowie Konserwatorzy, Panie i Panowie Radni. Oczekujemy, że za każdym razem kiedy dowiecie się, że ktoś próbuje odebrać nam to, co mamy najcenniejsze, będziecie krzyczeć, a nie milczeć. Bo waszą sprawą jest bronić interesów łodzian i Łodzi, a nie inwestorów! Od kilkunastu lat europejskie miasta chuchają i dmuchają na stare fabryki, adaptują je i udostępniają turystom jako atrakcję. W Łodzi mamy fabryki, jakich nie ma już nigdzie indziej na świecie.

Są sposoby ratunku łódzkich zabytków. Trzeba zobowiązać inwestorów do adaptacji budynków. Można to zrobić, jeśli dawne fabryki zostaną wpisane do rejestru zbytków, albo będą opracowane miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Wtedy wszystkie działania na tych budynkach (malowanie, remonty, rozbiórki), będą wymagały akceptacji wojewódzkiego lub miejskiego konserwatora zabytków. Z kolei zabytki wpisane do tzw. ewidencji wojewódzkiej mają częściową ochronę. Każde uszkodzenie, zniszczenie, a nawet zmiany dotyczące stanu prawnego należy zgłaszać do konserwatora.

A teraz jest tak, że jedna decyzja urzędnika pozwala usunąć z powierzchni ziemi zabytek, który wpisał się w krajobraz miasta. Zdarzało się, że urzędnik nawet nie pofatygował się pod wskazany adres, żeby sprawdzić co zostanie wyburzone. Tak było z secesyjną elektrownią przy al. Politechniki i fabryką przy ul. Kamińskiego.

Szczycimy się przemysłową przeszłością, ale miasto nie ma żadnej strategii pielęgnowania jej. Inwestorzy robią co chcą, a nadzór budowlany ich nie pilnuje.

Pogrzeb przed magistratem

W sobotę pod siedzibą magistratu został zorganizowany symboliczny pogrzeb. Grupa Pewnych Osób "pochowała" fabrykę Roberta Biedermanna, którą dziesięć dni wcześniej niemal doszczętnie zburzyli właściciele. Nie zawiadomili o swoich zamiarach Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, a powinni, ponieważ konserwator zaczął wpisywać fabrykę do rejestru zabytków, aby nie dopuścić do jej rozbiórki.

W południe przed pałacem przy ul. Piotrkowskiej 104 kilkunastu żałobników odegrało pogrzebową muzykę, zapaliło świeczki i zabiło deskami trumnę ze szczątkami przędzalni, która stała przy parku Helenów. - Rzym ma Koloseum, Paryż ma wieżę Eiffla. Na pewno są starsze i piękniejsze zabytki niż łódzkie fabryki. Łódź została zbudowana mniej więcej 100-150 lat temu i jedyne co mamy jako nasze dziedzictwo kulturowe, naszą spuściznę tego szczególnego miasta to fabryki. Dlatego wyrażamy sprzeciw wobec bezmyślnemu ich niszczeniu. Urzędnicy nie potrafią zrobić nic, żeby powstrzymać inwestorów chcących postawić w tym miejscu blaszany supermarket - mówił na "pogrzebie" Michał z GPO. To początek społecznych protestów."

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź, autorki Aleksandra Hac, Joanna Podolska


 

Wyburzona ma zostać również słynna tkalnia w której Jan Paweł II spotkał się z łódzkimi włókniarkami. I to pomimo olbrzymiej wartości historycznej i symbolicznej obiektu..



Gdzie w tym wszystkim myślenie w kategoriach ekonomii, którego nie brakowalo  przykładowo inwestorom łódzkiej Manufaktury? Gdzie szacunek dla tożsamości miejsca, kultury?

Źródła ilustracji: Gazeta Wyborcza Łódź, Gazeta.pl Fotoforum, historiefabryczne.toya.net.pl







Tagi: kultura, społeczeństwo, Łódź, architektura


2008-03-17 10:34
 Oceń wpis
   

Brud widoczny na każdym niemal kroku. Handlarze sprzedający z kartonów tanie chińskie majtki. W miejscu ekskluzywnych salonów - puste witryny, lumpeksy i sklepy z tandetą. Tak wygląda dziś reprezentacyjna niegdyś wizytówka Łodzi - słynna ulica Piotrkowska.

Przez kilka lat była chlubą Łodzi i łodzian. Spacery po niej były przyjemnością, zakupy - radosnym świętem, a do pubów i restauracji przyjeżdżali goście z całej Polski. Jeszcze w 2005 roku - choć chyba już tylko siłą rozpędu - zdobyła Certyfikat Najlepszego Produktu Turystycznego.

Dziś deptak jest w agonii. Dogorywa handel, jego los zaczynają dzielić kawiarnie, puby i bary. A spacer jedną z nadal (!) najbardziej rozpoznawalnych ulic w Polsce wywołuje zażenowanie tak mieszkańców Łodzi, jak i turystów.

Na co dzień, przemykając w pośpiechu Piotrkowską, nie zauważamy już jej brzydoty. Spowszedniała nam, przyzwyczailiśmy się do niej. Brud i bylejakość przestały nas razić, dla większości z nas to już norma. By uzmysłowić sobie, w jakim stanie jest Pietryna, spacerowaliśmy po niej cały dzień.

Wystartowaliśmy o szóstej rano spod Centralu. Wyremontowane niedawno przejście podziemne "powitało" nas bohomazami i wymalowanymi sprayem czerwonymi gwiazdami. Czy to obrzeża cywilizacji, gdzie woda i środek do czyszczenia nie są jeszcze znane?

O tak wczesnej porze nie spodziewaliśmy się na Piotrkowskiej tłumów. Ale chcieliśmy chociaż przekonać się, czy to prawda, że ulicę ktoś sprząta? Zaraz po wyjściu z podziemi na powierzchnię zobaczyliśmy miejski odkurzacz. Niewielki pojazd do zamiatania ulicy leniwie sunął wzdłuż chodnika, połykając rozmaite paprochy. Tyle że uliczna kostka - nawet po jego przejściu - nadal wyglądała jak stary, poplamiony dywan.

Ekip sprzątających ulicę spotykamy jeszcze kilka. Pracownicy z miotłami, szczotkami i wiadrami starają się, jak mogą, ale nie są w stanie zmyć wrażenia, że ulica jest paskudna. Sprzątacze nie mają odpowiedniego sprzętu, a w walce o czystość są zupełnie osamotnieni. Ulice handlowe w Niemczech, Japonii czy choćby w polskiej Gdyni myją co dzień właściciele sklepów. Tak, jak rano myje się zęby. W Łodzi najwyraźniej przyjęliśmy, że skoro czasami pada deszcz, to o witryny i wejścia do swych sklepów dbać już nie trzeba.

O godz. 7 rano nie znaleźliśmy ani jednego miejsca, które chciałoby skusić przechodnia ciepłą kawą lub rogalikiem. Kawiarnie nieczynne, albo zostało po nich tylko wspomnienie i kartka z zapowiedzią otwarcia w innej części miasta.

Gdy wszystkie sklepy i puby są jeszcze zamknięte, jedyną rozrywką pozostaje podziwianie kolejnych kamienic. Zdecydowana większość, zamiast olśniewać pięknem, odrzuca ilością nagromadzonego na nich brudu. Jako łodzian nie bawi nas jednak odgadywanie, jak wiele lat temu odpadł gzyms, od jak wielu pokoleń na fasadę - za przeproszeniem - srają gołębie i kiedy wreszcie to się zawali.

Pomimo rzędów samochodów zaparkowanych przy ul. Piotrkowskiej już od rana, ulica ożywa dopiero około godz. 16. Wtedy też rozpoczynają się wędrówki łodzian z pracy do domu. Większość jednak pospiesznie przebiera nogami, nie zatrzymując się na zakupy, nie spotykając się - choćby przy pączku - ze znajomymi.

Zmrok skutecznie spowija ulicę ciemnościami - latarnie udają, że świecą. Wtedy też Pietrynę opanowują grupy rozwydrzonej młodzieży, bandy dresiarzy z ogolonymi głowami, żuli czatujących w bramach na parę groszy od klientów lokali. I rzesza naiwniaków liczących na to, że w centrum Łodzi można się jeszcze dobrze bawić.

Dumę z bycia łodzianinem na ul. Piotrkowskiej poczuliśmy tylko raz. W samo południe, gdy z balkonu przy Piotrkowskiej 104 popłynęły dźwięki hejnału.

Kilka ładnych kamienic, pubów i hejnał w południe to za mało, by ze znajomymi wrócić na Piotrkowską. A szkoda, bo tęsknimy.

Dzień na Pietrynie - raport

Czystość - czyli brud, smród i ubóstwo

Wraz z handlem z ul. Piotrkowskiej zniknął porządek. Dzisiaj królują na niej zasikane przez podchmielonych jegomościów i śmierdzące bramy, pomazane i oblepione plakatami oraz ulotkami ściany kamienic. Wreszcie - brudne i zaśmiecone chodniki, tu i ówdzie udekorowane psią kupą. Nie ma komu dbać o porządek i komu go egzekwować. Najsmutniejsze, że nie wynika to z braku odpowiednich przepisów i sposobów na zmuszenie właścicieli nieruchomości do ich przestrzegania, ale ze zwykłej urzędniczej niemocy i niechęci działania.

Handel - chińskie gacie i sajgonki

Plastikowe kioski miały być tymczasowym sposobem na zagospodarowanie niezabudowanych działek. Niestety, na stałe wpisały się w krajobraz ul. Piotrkowskiej. Sprzedawany w nich asortyment jest dokładnym przeciwieństwem tego, co przed laty było cechą wyróżniającą sklepy przy tej ulicy, czyli eleganckich butików z markową odzieżą. Te ostatnie zastępują kolejne salony telefonii komórkowych i oddziały banków. Restauracje przegrywają z hamburgerami, kebabem i sajgonkami. Ponad sto lokali należących do gminy stoi pustych.

Meble miejskie - każdy stawia, co chce

Mała architektura na Pietrynie to kakofonia stylów. Co przecznica - inne latarnie, różne są też kosze i kwietniki. Łączy je jedno - niemal wszystkie są brzydkie i zniszczone. Jeśli trafimy na ławkę, to przez przypadek. Będzie co najwyżej jedna na kilkadziesiąt metrów deptaka, aby większej grupie, bądź co gorsza wycieczce, nie przyszło do głowy na niej spocząć. Stojaki na rowery są powyginane i częściej służą do podpięcia koślawego i - zapewne - postawionego nielegalnie koziołka reklamowego.

Reklama - samowola i tandeta

Na jeden koziołek postawiony zgodnie z przepisami przypadają dwa, których właściciele nie mają zezwolenia od Zarządu Dróg i Transportu. Większość reklam na fasadach to samowole budowlane. Równie samowolnie pozalepiane są kolorowymi foliami witryny sklepowe. Masywne kasetony nijak nie pasują do wystroju fasad i jedynie je szpecą. Reklama jest traktowana jako przywilej handlujących i świadczących usługi przy ul. Piotrkowskiej. I nie musi spełniać jakichkolwiek norm estetycznych.

Iluminacja - pod latarnią najciemniej

Nie sposób doszukać się klucza, którym kierowali się urzędnicy, wybierając budynki warte iluminowania. Przypadkowe są tak kamienice, jak i eksponowane na nich fragmenty fasad i detale. Nocą lampy rzucają światło zarówno na wyremontowane, jak i sypiące się elewacje. Trudno doszukać się też sensu w rozwieszaniu w poprzek ulicy łańcuchów, które być może pasowałyby co najwyżej na choinkę. Sama ul. Piotrkowska po zachodzie słońca tonie w mroku. Latarnie, choć co przecznice inne, świecą tak samo słabo.

Kamienice - bez dobrego gospodarza

Sypiącą się fasadę wiekowej kamienicy, sąsiadującą ze świeżo wyremontowaną elewacją, spotykamy na każdym kroku. Standardem są również plastikowe okna w miejscu drewnianych i przebudowane witryny, zupełnie niepasujące do wyższych kondygnacji. Łódzką specjalnością są też odmalowane "od czapy" partery budynków, drażniące pstrokatymi kolorami, i zapuszczone bramy, które zamiast zapraszać, odstraszają od wejścia do środka. Spacerując ulicą, trudno zachwycać się architekturą kamienic, których wygląd zdradza jedynie brak dobrego gospodarza.

Podwórka - strach wejść

Na grubo ponad setkę dziedzińców kamienic, bez strachu i odrazy można się zapuścić raptem w kilka. Spacer pozostałymi skończy się niesmakiem wywołanym brudem i smrodem, bowiem bramy i zaułki służą głównie za toalety i śmietniki. To wersja optymistyczna, możemy bowiem mieć też spotkanie z grupą chuliganów lub podchmielonych jegomościów, których nie nękają żadne służby. Władze Łodzi zastanawiają się jak poprawić atrakcyjność podwórek. A mieszkający w nich łodzianie - czy nie zamknąć ich na całą dobę przed niechcianymi gośćmi. Część już to zrobiła.

Komunikacja - deptak czy ulica?

Dlaczego na ulicy Piotrkowskiej, od placu Wolności do al. Mickiewicza, nie ma parkomatów? Bo obowiązuje na niej zakaz parkowania. Niestety równie fikcyjny jak ograniczenie prędkości do 20 km/h. Codzienną praktyką jest zastawianie ulicy sznurami samochodów, a przed Grand Hotelem stoją szpalerem. Prowadzący riksze nie przestrzegają jakichkolwiek przepisów drogowych, a manewry wykonują najczęściej bez sygnalizacji - może w poszukiwaniu adrenaliny. Taksówkarzom "pięć minut oczekiwania na klienta", przeciąga się nawet w godziny.

Zieleń - betonowa pustynia

Zamiast drzew - żałosne kikuty. Zamiast klombów - sterczące z kwietników, bezlistne gałązki krzaków. Donice wystawiane przed lokale, zamiast dodawać ulicy uroku, szpecą uschniętymi roślinami i bożonarodzeniowymi chojakami, na które sezon już dawno minął. Po trawnikach pozostało piaszczyste wspomnienie, które dzisiaj psom służy za toaletę, a ludziom za popielniczkę. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają wykoślawione i brudne gazony - zawalidrogi, które cieszą tylko podpitych meneli, dając im miejsce popołudniowej drzemki.

Ludzie - już tylko przemykają

Na Piotrkowskiej bywam codziennie, ale jedynie dlatego, że bywam zawodowo. Spotykam na niej osoby, które podobnie jak ja przemykają jedynie do pracy lub z pracy. Spacer ulicą zajmuje mi zwykle kwadrans - wyrabiam się zatem w średniej. Na dłużej zatrzymują się jedynie amatorzy tandetnej biżuterii, azjatyckiej odzieży i kuchni. No i turyści, którzy z niedowierzaniem patrzą na to jak bardzo można zapuścić centrum miasta. To już nie salon dla łodzian, ale melina, w której - co widać - dobrze czują się głównie żule.


źródło: Gazeta Wyborcza / Łódź
Tagi: Łódź, mojemiasto.org.pl



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.