2011-05-12 20:32
 Oceń wpis
   

Zawarte w tytule stwierdzenie (rzecz dotyczy oczywiście kierowców) jest cytatem z artykułu w Dzienniku Łódzkim, w którym mowa o kolejnej starszej osobie, która zginęła potrącona przez samochód. W tym samym wypadku poważne obrażenia odniósł również rowerzysta, potrącony w wyniku nieskutecznej próby manewru ominięcia pieszej. Starsza, 75-letnia Pani przechodziła na pasach.

Polska przoduje w statystyce potrąceń osób pieszych w Unii Europejskiej. Jesteśmy pierwsi jeśli chodzi o liczbę wypadków śmiertelnych. Przed Rumunią. Nawet przed Grecją. Nie wiem czy próbowaliście kiedyś prowadzić auto w Grecji czy w Turcji - w tych krajach możliwość zmiany pasa czy skrętu trzeba odczytać w oparciu o intencje innego kierowcy, pierwszeństwo podlega negocjacji. Tamtejsi kierowcy permanentnie nie używają kierunkowskazów.

Ilekroć przechodzę, odprowadzając córkę do przedszkola, przez skrzyżowanie przy dość ruchliwej ulicy, tylekroć drżę z obawy o nasze życie i zdrowie. W mojej ocenie istotną część winy za tak znaczące wyniki w tej statystyce ponoszą projektanci dróg. Którym przez myśl nawet nie przyjdzie, że projektowanie ulic w obszarach zabudowanych to coś więcej niz zapewnienie płynności. Samo ustawienie znaku ograniczającego prędkość nie zmieni zachowania żadnego kierowcy, w tym w szczególności przyzwyczajonego do lekcewazenia przepisów, jeśli te nie są egzekwowane w trybie natychmiastowym (w tym przypadku radarem).

Z wykładów o transporcie, których kiedyś miałam okazji wysłuchać, zapadła mi w pamięć jedna maksyma - aby forma drogi była zgodna z treścią, którą ma do przekazania. Kierowca z samego ukształtowania ulicy winien móc wnioskować co mu tam wolno, a czego nie. Jeśli mamy ulicę długą i prostą o czterech lub sześciu pasach ruchu próba egzekwowania od kogokolwiek ograniczenia prędkości do 50 km/h bez ustawienia radaru (lub ciągłych kontroli, o których lokalizacji wszyscy wiedzą) jest fikcją. W takich miejscach niezbędna staje się sygnalizacja świetlna. Inaczej nie unikniemy wypadków. Zasad prowadzenia dróg wynikających bezpośrednio z powyższej zasady jest znacznie więcej. Pewnie wrócę do tego tematu przy innej, mniej smutnej okazji - dziś jedynie proszę szanownych odpowiedzialnych za projektowanie sprawnych przepływów ruchu kołowego o niezapominanie o tym, że są jeszcze inni ludzie, poza tymi zmotoryzowanymi. I w mieście, dla zachowania wymaganej przepisami prędkości przydatna bywa sygnalizacja świetlna , lub ..skrzyżowania bez ustalenia pierwszeństwa przejazdu, wąskie pasy ruchu, wysokie krawężniki, etc. - jednak te pozostałe rozwiązania nie znajdą zastosowania w przypadku ulic wielopasmowych.

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-04-09 13:39
 Oceń wpis
   

Króciutki film jako że jak powszechnie wiadomo obraz wart jest tysiąca słów. Z komentarzem jak w tytule: asfalt w nadmiarze oraz przerost budowli inżynierskich służących celom transportu nie niesie za sobą niczego dobrego. Nie pozwala nawet na upłynnienie ruchu w mieście - choć w teorii takie są założenia rozbudowy tego rodzaju infrastruktury. Zresztą popatrzcie na film - w mojej ocenie doskonały.

Moving Beyond the Automobile: Highway Removal from Streetfilms on Vimeo.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń, transport


2011-01-16 23:49
 Oceń wpis
   

Okazuje się że pisanie rzeczy oczywistych i następnie ich sprzedaż za duże pieniądze bywa ryzykowne. O czym zapewne przekonują się właśnie autorzy prezentowanej niedawno strategii marki dla Łodzi. Strategii, która proponuje oparcie dalszego rozwoju tego miasta o "przemysły kreatywne". Idea ta ze wszech miar słuszna nie wydaje się jednakże nazbyt odkrywcza. Większość współczesnych miast, szczególnie poprzemysłowych, stara się stawiać na rozwój "przemysłów kreatywnych", jako na motor rozwoju. Od czasu książek Landry'ego i Floridy stało się to wręcz obowiązującym trendem. Jednocześnie nie będąc specjalistą od wizerunku wydaje mi się że zakres marki nalezałoby w tym konkretnym przypadku zawęzić, np. do miana miasta kultury alternatywnej co zresztą równiez wyłania się z przeprowadzonej analizy SWOT. I o czym rowniez wielokrotnie tu się mówiło. Sam fakt promowania Łodzi jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jak również faktycznie podejmowane w tym celu działania wskazywał na rodzaj ruchów jakie należy przedsięwziąć aby przekształcić niegdysiejszy ośrodek przemysłu odzieżowego w miasto kultury. Zbliżony obraz miasta kultury alternatywnej (cokolwiek by pod tym mianem nie rozumieć) wyłaniał się z rozstrzygnięć społecznego plebiscytu Punkt dla Łodzi, w którego jury miałam przyjemność już dwukrotnie zasiadać. Na to wskazywał np. wyróżniony Punktem dla Łodzi Przewodnik Fu:turystyczny autorstwa Marty Skłodowskiej.

Tak swoją drogą ten niezwykle frapujący dokument zaskakuje (i to nie tylko polszczyzną). Już w części wstępnej znalazłam taką oto definicję jednego z podstawowych celów strategii, odnoszących się do tego co z mojego punktu widzenia ważne, a mianowicie jakości życia mieszkańców. I tak cytując: "Jak osiągnąć percepcję, że w Łodzi następuje wzrost jakości życia mieszkańców? Odbiorcy marki Łódź będą mieli percepcję wzrostu jakości życia w mieście, jeśli pośrednio zbudujemy wizerunek miasta atrakcyjnego pod względem kulturalnym, gospodarczym, turystycznym i edukacyjnym, gdyż te subprodukty (o tym dlaczego te subprodukty w dalszej części dokumentu „Analiza SWOT”) miejskie w najwyższym stopniu pozwolą osiągnąć pożądaną percepcję jakości życia i zbudować mocną, unikalną markę." Można by wnioskować, że aby poprawić percepcję jakości życia nie ma absolutnie potrzeby poprawy jakości życia. Wystarczy jedynie wpłynąć na percepcję tejże jakości. W dalszej części dokumentu autorzy również odnoszą się wyłącznie do wizerunku - stąd pewien niedosyt.

Oczywiście nie śmiem tu nikogo przekonywać jakoby zmiana wizerunku  była czymś negatywnym - bo nie jest i jest potrzebna. Niemniej jednak w odniesieniu do miasta takiego jak Łódź nasuwa się, mnie przynajmniej, co najmniej pytanie następujące:  Czy w centrum przemysłów kreatywnych na ulicy spotyka się kreatora, pijaka czy może nie spotyka się nikogo jedynie samochód? Czy powinno nas ucieszyć jeśli szukając inspiracji i przechadzając się w tym celu po ulicy spadnie nam tuż przed nosem na chodnik kawałek gzymsu z nieremontowanej od lat kamienicy. Jak to się wszystko ma do ciemnych po zmierzchu okien czynszówek w śródmieściu? Co jeśli zaczepi nas żebrzący jegomość albo potkniemy się o nieprzytomnego, pijanego staruszka. Albo trafimy na taką jak tu (kiedyś opisywałam) scenkę - których w Łodzi dostatek?

Lektura Charlesa Landry, którego już tu zresztą kilka razy cytowałam wskazuje na rolę urody miast dla rozwoju przemysłów kreatywnych. Nie da się poprawić urody przeznaczając środki finansowe na budowę kolejnych tras komunikacyjnych - zamiast na rewitalizację. Nie poprawiając dostępności centrum transportem zbiorowym. Nie realizując programu rewitalizacji społecznej. Nie poprawiając bezpieczeństwa. Nie zmieniając faktycznej jakości życia mieszkańców. Żaden z wymienionych w strategii przedstawicieli grup docelowych kreowanej marki nie zechce zamieszkać w mieście tak jak Łódź zanieczyszczonym spalinami. Z taką jak obecnie jakością asfaltu na ulicach. I tak brudnym.

W tym konkretnym przypadku - sama marka nie pomoże dla zbudowania przewagi konkurencyjnej. Potrzebna jest zmiana rzeczywistości. Miasto to jednak coś więcej niż tylko znak towarowy, jak sugerowała pesymistycznie Françoise Choay. Szczególnie jeśli sie traktuje mieszkańców poważnie. I chce się nie tylko zwabić - ale również zatrzymać.

Z drugiej strony - nie chcąc poprzestawać wyłącznie na krytyce - bo nie taka jest moja tu intencja - można rzeczywiście pójść tym tropem. Bo jest on bardzo mocno osadzony w realiach. Trzeba w tym celu podporządkować strategii marki inne obszary działań w mieście. Nie ograniczając się do zmiany wizerunku - ale rzeczywiście podejmując wyzwanie zmiany rzeczywistości.

Tagi: komunikacja, kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, transport


2011-01-09 13:02
 Oceń wpis
   

W programie wyborczym osób, na które głosowałam w niedawnych wyborach samorządowych nie było słowa o potrzebie budowy w Łodzi kolejnych wiaduktów. Gdyby takie stwierdzenia tam były z całą pewnością bym na nich nie głosowała. Przerost infrastruktury transportowej, szczególnie służącej transportowi indywidualnemu jest tym co miasta niszczy, wpływa na wzrost emisji CO2, nie ma nic wspólnego z ekologią, jest brzydki, powoduje że miasto zamienia się w hektary parkingów, emisja spalin powoduje, że dzieci (w tym moje własne) chorują na skutek zanieczyszczenia powietrza. Jestem zdecydowanym wrogiem rozwoju transportu indywidualnego w miastach i zdecydowanie protestuję przeciwko przeznaczaniu na ten cel środków publicznych w budżecie Łodzi. Szczególnie w nadmiarze i na wiadukty. Infrastruktura transportowa funkcjonująca na zasadzie rozdzielania ruchu pieszego i kołowego jest przeżytkiem. Takich rozwiązań się obecnie unika. To co wdrożono x lat wstecz w Radburn, myśl rozwinęli moderniści ale modernizm się już skończył. Współcześnie projektuje się tak aby integrować różne podejścia do rozwoju miasta. Ważna jest percepcja i samopoczucie użytkowników nie promień skrętu samochodu. A nie da się dobrze czuć w mieście rozjeżdżonym przez auta. No bo się nie da. Klasa kreatywna, o której mówi się że stanowi podstawę rozwoju społeczeństwa informacyjnego nie jest zainteresowana życiem w miastach typy Houston. Chce mieszkać w Kopenhadze, Amsterdamie i w innych, gdzie można chodzić na piechotę/ jeździć rowerem i swobodnie oddychać czystym powietrzem. Wiem bo należę do klasy kreatywnej i mam takich znajomych.

Nie rozumiem o co chodzi, kiedy słyszę że w budżecie mojego miasta są środki na wiadukty, a nie ma na remont kamienic w centrum - szumnie zaanonsowany w programie wyborczym program 100 kamienic dla Łodzi. Tak jakbyśmy się cofnęli x lat do tyłu, kiedy też były pieniądze na wyjęte z kontekstu fragmenty układu transportowego (których w Łodzi co niemiara) a nie było na utrzymanie substancji mieszkaniowej w śródmieściu. Wtedy było to powodowane względami ideologicznymi. A teraz? Nie wiem, którzy radni obiecywali swoim wyborcom budowę wiaduktów. Politycy na których głosowałam mnie tego nie obiecywali.

Bardzo się cieszę z przyjęcia przez Łódź Karty brukselskiej, choć nie rozumiem dlaczego po moim mieście da się bezpiecznie poruszać rowerem dopiero za kilka lat. Przecież abym mogła swobodnie jeździć z córką na bagażniku (w tej chwili się tego boję i chyba trudno się dziwić) wystarczy ileś puszek farby i zmiana organizacji ruchu. Tak jak to zrobiono np. w bogatszym Miami.


Zdjęcie Mike Lydon, przedstawia najnowszą infrastrukturę rowerową w Miami

 

Tagi: polityka, motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-01-05 22:54
 Oceń wpis
   

Reakcja Kolegów z TUP na artykuł, który komentowałam ostatnio spotkała się ze zrozumieniem autora Pana Redaktora Marka Wielgo. Wszystkich nas boli brak mieszkań. Szczególnie w dużych aglomeracjach, w tym zwłaszcza w Warszawie i okolicach ten problem jest istotny. Zajmując się tym od lat i jednocześnie od podszewki poznawszy stanowisko samorządów w tej sprawie zdecydowanie będę tu bronić ich interesów. Jak pokazuje przykład niektórych gmin podwarszawskich te z nich, które w zbyt dużym stopniu, również przy pomocy planów miejscowych, przeznaczyły olbrzymie tereny pod budownictwo mieszkaniowe w tej chwili mają problemy z pokryciem kosztów niezbędnej infrastruktury. Instrumenty służące egzekwowaniu należności przez osoby prywatne okazują się skuteczne, w przeciwieństwie do instrumentów służących ściąganiu należności przez gminy.

Zdecydowanie jednocześnie zgadzam się z poglądem wyartykułowanym w komentarzu do naszego listu przez Pana Redaktora Wielgo - pomocny w wywołaniu ruchu na rynku nieruchomości może okazać się jedynie podatek katastralny. Oczywiście w powiązaniu z przeznaczeniem terenów w planach miejscowych. Których póki co w większości gmin nie ma. Moim zdaniem (i nie tylko moim) jest to jedyna możliwość racjonalnego rozwiązania problemu. Wprowadzeniu tegoż podatku powinna towarzyszyć istotna zmiana przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w tym likwidacja całkowicie niewydolnego instrumentu, jakim są decyzje o warunkach zabudowy. 

Komentarze na temat katastru w Polsce (bo czytam je od wielu lat) na ogół wskazują na nierealność wprowadzenia takich przepisów ze względu na silne lobby, które się takim ruchom sprzeciwia. Jak wobec tego stworzyć lobby przeciwne? Ponoć civic society to społeczeństwo, które jest w stanie dać odpór działaniom władzy która mogłaby mu przynieść szkodę (za Buchowski 2005).

Pisząc nie tak dawno artykuł do Przeglądu Urbanistycznego o partycypacji we Francji analizowałam rozwój i przemiany przepisów w tym zakresie. Czy wiecie dlaczego one zostały zmienione? (niedawno bo w 2000 roku). Ponieważ miały miejsce protesty społeczne żądające m.in. zwiększenia udziału społeczeństwa w działaniach planistycznych. Iskrą były plany budowy TGV na południu kraju. Jako studentka i wielokrotny uczestnik obozów wakacyjnych organizowanych tamże, miałam okazję być naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. Te zagadnienia były tematem rozmów w rodzinie, tematem z pierwszych stron gazet, tematem o którym się dyskutowało u przysłowiowej cioci na imieninach. U nas reforma wadliwego systemu planowania nie zaistnieje dopóki nie będzie się o nim mówiło równie dużo. Czego sobie i Państwu życzę - jeśli chcecie aby zamiast spekulować na rynku nieruchomości deweloperzy zajęli się budową mieszkań.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-12-29 13:06
 Oceń wpis
   

Winą za brak mieszkań obarczyć należy wadliwy system prawny. W tym to, że można trzymać dobrze uzbrojony grunt w centrum miasta latami licząc na zyski kiedyś (zły sposób naliczania podatku od nieruchomości). Co prowadzi do kosztów jakie muszą ponieść samorządy żeby uzbrajać nowe tereny i budować nowe drogi. Przy okazji też do dewastacji krajobrazu ale o tym przy innej okazji. 

Kolejna przyczyna to brak możliwości skutecznego egzekwowania dochodów z planowania przez gminy - co w efekcie prowadzi do braku planów (tak to nie tylko zła wola i lenistwo samorządów, bardzo często jest to racjonalność, pisałam tu kiedyś o gorącym kartoflu którym się wszyscy przerzucają). I potem trzeba dla wybudowania czegokolwiek miesiącami (jeśli nie latami) czekać na decyzję o warunkach zabudowy.

Kolejny powód to brak przepisów o rewitalizacji analogicznych do np. belgijskich z rejonu Brukseli. Które to przepisy między innymi definiowałyby zasady partnerstwa publiczno-prywatnego, które jak wiadomo bez zasad służą wyciąganiu kasy z publicznego portfela. A tam (gdzie indziej) gdzie są zasady - jest tak jak być powinno.. Czyli np. deweloperzy budują mieszkania w tym również na użytek komunalny. I są w tym zakresie tak czy inaczej wspierani przez samorządy (pisałam o tym kiedyś). Gdyby istniały zasady na jakich partnerzy prywatni w tym mieszkańcy mogą uczestniczyć w remontach (i co z tego mają) zapewne rewitalizacja miałaby szanse wyglądać nieco inaczej. Jeśliby jednocześnie za trzymanie pustych działek w centrum płaciłoby się tyle co za 4 piętrową kamienicę to właściciele byliby zainteresowani dochodem z tej kamienicy (w tym jej remontem czy wybudowaniem). A w tej chwili są zainteresowani jej wyburzeniem. 

Czyli można stwierdzić, że społeczeństwo ma rację adresując pretensje. Wszak inicjatywa ustawodawcza leży po stronie ..no właśnie, kto powinien te wszystkie przepisy opracować?

Wszystkich sympatyków tego bloga oraz osoby zainteresowane tematem zapraszam do dołączenia do nowo utowrzonej grupy w serwisie społecznościowym FaceBook - MojeMiasto.org.pl

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-12-20 19:39
 Oceń wpis
   

Szanowni łodzianie,

Tuż przed Świętami zalecamy obowiązkową lekturę. Otóż po raz pierwszy w historii zapewne Polski, a kto wie czy nie szerszej części świata mamy jedyną (i nie wiadomo czy powtarzalną) okazję konsultować budżet naszego miasta. I to nie tylko jak to bywa w instrumencie zwanym budżet partycypacyjny ( o którym tu była mowa), gdzie mieszkańcy współdecydują o kształcie części (na ogół do 20-30% środków) ale całość pieniędzy jaka ma zostać w kolejnym roku przeznaczona na różne cele. Bardzo to interesujące, szczególnie że uwagi można zgłaszać mailowo, bez wychodzenia z domu. Można również dyskutować na forum. Ciekawa jestem co z tego wyniknie. No i nie ukrywam że troszkę mnie zaskakuje aż taka otwartość bo nie wiem czy to nie niechcący i nie przez przypadek.

Jest o czym dyskutować i trzeba się spieszyć bo termin krótki, upływa 23 XII tego roku. Wśród szczególnie interesujących pozycji są propozycje transportowe ZDiT w tym między innymi co dla mnie jest bardzo ciekawe - pomysł poprowadzenia ulicy łączącej Wojska Polskiego i Kilińskiego (str.313 dokumentu, pozycja "Budowa ul. Targowej na odc. od ul. Wojska Polskiego do włączenia w ul.Kilińskiego", z niebagatelną kwotą 3mln PLN na ten cel przeznaczoną. Jak można się domyślać z wcześniejszych pomysłów zapisanych w dokumentach planistycznych rzeczona ulica będzie przebiegać przez niedawno wyremontowane budynki AHE, przez działkę przedszkola przy Jaracza, oraz (chyba się nie mylę) przez teren gdzie wydano decyzję co najmniej o warunkach zabudowy (jeśli nie o pozwoleniu na budowę - sądząć ze stanu inwestycji) na zabudowę mieszkaniową przy Rewolucji oraz przez Park Helenów. Pomyłka? W budżecie? (A może się mylę? - tak dość przeciez enigmatycznie jest to zapisane.) Są też inne pomysły inwestycji drogowych, tudzież w ogóle inne pomysły. Ważne i ciekawe...

Tagi: społeczeństwo, nieruchomości, miasto, partycypacja, społeczna, mieszkańcy


2010-12-10 09:55
 Oceń wpis
   

Niektórzy zewnętrzni komentatorzy patrząc z odległej perspektywy nie są w stanie zrozumieć istoty problemu. I zamiast spróbować się do tego przymierzyć od razu używają epitetów. A tu tymczasem trzeba ad rem a nie ad personam.. (zresztą to częsty błąd bywa, tylko niekiedy dziwi, zwłaszcza u inteligentnych osób). Nasza rodzima rzeczywistość nie daje się łatwo porównywać z np. brytyjską - bo tam duch pracy socjalistycznej nigdy nie gościł. Absurdy biurokracji owszem są obecne ale nie mają konotacji typu "czy się stoi, czy się leży.. się należy". Stąd jednak broniłabym podejścia reprezentowanego przez Fundację Fenomen w tym tu liście otwartym, bo do tego rodzaju niedostatków odnosi się postulat podjęcia działania niczym w dobrze zorganizowanym przedsiębiorstwie (w którym jakość pracy przekłada się na jej efekty). Takie myślenie, mimo że w dłuższej perspektywie rzeczywiście nieprawdziwe, ale jednak jest bardzo mocno osadzone w tutejszych realiach. O których niektórzy zapomnieli, a może ich nawet nie znali. Bo wszak Polska dzielnicowa wciąż funkcjonuje. I czym innym jest Poznań, czym innym Katowice, czym innym Łódź, czym innym Lublin, a jeszcze czym innym Kraków. Rozwój jest jak wiadomo procesem o charakterze dialektycznym - stąd skoro nasze rodzime wahadło nie chce się nijak wychylić, utknęło x lat temu - stąd silne pociągniecie jest niezbędne. I stąd takie myślenie jak to reprezentowane we wspomnianym Liście Otwartym FF wydaje się być uzasadnione oraz na miejscu - tu i teraz.

Tagi: miasto, partycypacja


2010-12-04 13:21
 Oceń wpis
   

Znów nie mam czasu bo przerabiam od początku wykłady o partycypacji społecznej w planowaniu. Dotychczasowe, z których notatki studenci robili sobie tu (i których już w tym miejscu nie prowadzę) są za długie. Poza tym tyle wątków przynosi  życie, tyle się dzieje - wszystko płynie.

Drugim powodem braku czasu w moim przypadku jest fakt odkrycia chodzenia. Wielki mi Kolumbus ktoś by powiedział ale dla mnie to jest odkrycie. Nie chcąc, wręcz panicznie broniąc się przed tym, żeby z powrotem wrócić do siedzącego trybu życia za kółkiem, a jednocześnie nieszczególnie będąc przekonana do akrobatyki i ekwilibrystyki w postaci prób utrzymania równowagi w śnieżnej brei na rowerze. Przez ileś lat opanowałam trudną sztukę wyjezdzania z zaspy, ale nigdy nie sprawiało mi to zbytniej frajdy. Natomiast autentyczną frajdę sprawia mi chodzenie po mieście, dawno tego nie robiłam, chyba od czasów studiów...  

Az się prosi w tym miejscu o zdjęcie, i pewnie się jakieś tu pojawi :)

Wracając do partycypacji społecznej - polecam gorąco wszystkim zainteresowanym szczegółową analizę scenariuszy prowadzenia procesu rewitalizacji z udziałem społecznym zaproponowanych w witrynie communityplanning.net Troszkę to jest idealistyczne i na pewno wymaga dopasowania do naszej rodzimej rzeczywistości - jako że podstawą dla ich stworzenia, obok doświadczeń autorów z pracy w ONZ, były przede wszystkim przykłady brytyjskie. Ale uderza jedna wspólna cecha: opieranie tegoż procesu na obecnych już mieszkańcach danego obszaru. Budowanie kapitału społecznego. (skądinąd fascynujące jak bardzo zima zbliża ludzi ;) ). Mieszkaniec wartością jest i basta - parafrazując Krzysztofa Herbsta z Wykładów w Stoczni jakiś czas temu.


Przy okazji znalazłam zdjęcie z prowadzonego wtedy warsztatu o uwarunkowaniach prawnych uczestnictwa społecznego, źródło: http://partycypacjaobywatelska.pl/wiadomosci/7-wydarzenia/43-partycypacja-w-przestrzeni-seminarium

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, śnieg, partycypacja


2010-11-26 21:33
 Oceń wpis
   

Byłam wczoraj ze studentami na budowie Stadionu Narodowego w Warszawie. Trudno ukryć, że zrobiło to na mnie wrażenie.


Nasza grupa z przesympatycznym Przewodnikiem - byliśmy oprowadzani przez pierwszego budowniczego stadionu Pana Dyrektora Janusza Kubickiego - absolwenta naszej uczelni - po stronie lewej na tym obrazku wykonanym przez Jerzego Kośnika /ZPAF/

Samo skomplikowanie programu funkcjonalnego, klarowność rozwiązania, zastosowane rozwiązania konstrukcyjne, organizacja budowy, przyjęte założenia dotyczące przyszłego funkcjonowania obiektu. Niesamowite to było. Jednocześnie skala obiektu, szczególnie teraz kiedy to wszystko jeszcze takie surowe i w trakcie - bardzo przemawia. I to niezależnie od tego że nie pracuję przecież na co dzień jako architekt. Świetna sprawa. Na uwagę zasługuje też sposób potraktowania dawnego głównego wejścia na dotychczasowy Stadion, pieczołowitość jego zachowania. Sam pomysł aby je utrzymać w roli wejścia dla Vip-ów i osób niepełnosprawnych. Jak usłyszałam od studentów - współczesne Koloseum. Coś w tym jest. Świetnie - i to mi się również bardzo podoba - że stadion zlokalizowany został w miejscu poprzedniego. Dzięki temu jest doskonale skomunikowany. I unika się iluś niepotrzebnych problemów.

Sporo się teraz na te tematy pisze. Dzisiejsza Wyborcza prezentuje doskonałe cyfrowo przetworzone zdjęcia obiektu. Stadiony jak grzyby po deszczu wyrastają też w innych miastach. W większości tych obiektów wykonawstwo realizują nasze rodzime przedsiębiorstwa, albo nasi rodzimi specjaliści zatrudnieni przez firmy obce. Czyli możemy i potrafimy planować na tę skalę. Nie jesteśmy inni, gorsi. Już dogoniliśmy.
Co zresztą wynika np. z tego tu artykułu. To dlaczego wciąż nie umiemy/ nie chcemy planować miast?

Nie wiem czy dzisiaj wybierając specjalizację nadal zdecydowałabym się na bycie urbanistą. Jakieś mnie ostatnio ogarnia poczucie niedosytu. Już nawet po raz kolejny z rzędu powtarzając, z jakim potencjałem mamy w centrum Łodzi do czynienia nie umiem się powstrzymać od kąśliwych uwag, że już by ktoś w końcu mógł zacząć ten potencjał konsumować. W takim Berlinie im poszło zdecydowanie szybciej.

Tagi: miasto, budowa, urbanistyka, stadion, narodowy


2010-11-22 22:19
 Oceń wpis
   

Czytałam dzisiaj w GW Łódź bardzo optymistyczny tekst. Otóż eksperci finansów rozumieją znaczenie urody miast. Dla rozwoju innowacyjności, która jest obecnie fundamentem gospodarki. Z tego względu Kraków czy Wrocław mogą stać się potęgą intelektualną, przyciągając atrakcyjnych inwestorów, a niektóre inne miasta mają nieco mniejsze szanse aby w tej konkurencji zaistnieć. Może to myślenie przeistoczy się w światełko w tunelu. Już troszkę czuję się zmęczona ustawicznym, wielo już letnim narzekaniem.

Nawet nie mam już siły prostować innego błędu logicznego zawartego w tym myśleniu, a mianowicie liczenia wyłącznie na obcą kreatywność, obcy kapitał i obcych inwestorów. To jest takie nasze rodzime, typowe, zakorzenione i nie do obalenia przekonanie.

Tagi: ekonomia, finanse, miasto, planowanie


2010-11-15 00:12
 Oceń wpis
   

No i się udało. 240 000 podpisów pod obywatelską inicjatywą zmiany ustawy o ochronie przyrody zebrane. Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję. (Może by się teraz zabrać za ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, tak zaraz po wyborach? ).


Zdjęcie pochodzi z serwisu FB, z profilu A. Wajraka i dokumentuje moment tuż przed zaniesieniem pudeł z podpisami do gmachu Sejmu.

Cieszę się również z podpisu Pana Marszałka Schetyny i gratuluję.Jakoś się ostatnio wszyscy w szacownym towarzystwie fotografują.Szukałam ostatnio przepisów prawnych dotyczących działalności Lasów Państwowych i zabłądziłam na stronę jak w tytule. No więc leśnicy też tak robią. Ciekawi dlaczego. Nie wnikam za bardzo bo znów wywołam jakąś burzę w szklance wody. Wiadomo po której jestem stronie (tej właściwej oczywiście), a przeciwko mądrze prowadzonej gospodarce leśnej też nic nie mam. Doskonale byłoby gdyby była prowadzona w bezpośrednim sąsiedztwie wielkich miast. Tak żeby zapewnić ich mieszkańców dostawy świeżego powietrza do oddychania. To zapewne znów wymagałoby zmiany przepisów, tak aby właściciele gruntów rolnych w granicach "miast" mogli otrzymywać dopłaty na zalesianie - podobnie jak rolnicy mieszkający "na wsi" (tu terminy miasto i wieś użyte zostały w znaczeniu administracynym - stąd cudzysłów).

Czytam bardzo ciekawą książkę o zrównoważonym rozwoju, zawierającą badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, a dotyczące rozmaitych jego aspektów - między innymi relacji pomiędzy tym co materialne, czyli formą miasta - a tym co niematerialne. Bardzo to ciekawe - bo autorzy nie boją się kwestionować wszystkiego i zaprzeczać rozmaitym dogmatom.


Książka, którą mam na myśli jest druga od góry na tej tu stercie ostatnich nabytków :).
Nosi tytuł: Dimensions of Sustainable City i jest zbiorem esejów pod redakcją Mike'a Jenksa i Colina Jonesa, rok wydania 2010.

Przykładowo - nie wystarczy forma aby uzyskać zrównoważoną strukturę miejską. Co doskonale widać np. obserwując jak działają niektóre sztandarowe realizacje Nowych Urbanistów. Np. takie Poundbury Village - na filmie poniżej.

Jakoś tak pusto na ulicach, nieprawdaż. Autorzy wspomnianej książki wiążą wybór miejsca zamieszkania ze stylem życia. Sporo jest w tym prawdy. Ja sama szukałabym innych wniosków - trzeba sprzedawać produkt w pakiecie, razem z promocją stylu życia. Ale może się mylę. W każdym razie lektura bardzo ciekawa - po skończeniu pewnie będzie sporo rozmaitych wniosków.
Kiedy się te obserwacje zestawi z tym o czym pisze Hall w Ukrytym wymiarze, o tym jak bardzo różne grupy ludzi inaczej widzą miejsce, kształt przestrzeni - wnioski, które się nasuwają są szalenie ciekawe. Spróbujcie przesiąść się z auta na rower - to może zrozumiecie co mam na myśli ;)

Bardzo ciekawe rzeczy rozgrywają się teraz wokół nas. Recenzowałam ostatnio artykuł dla Planning Practise and Research. Artykuł był autorstwa szwedzkich naukowców i dotyczył aktualności podejścia reprezentowanego przez Susan Arnstein odnoszącego się do partycypacji społecznej w planowaniu (a konkretniej aktualności słynnego schematu drabiny partycypacji społecznej sformułowanego przez tę Panią). Inaczej rzecz wyjaśniając - teza postawiona w tym artykule dotyczyła aktualności opozycji społeczeństwo - władza. Ja się prywatnie z tą tezą nie zgadzam. Podobnie jak Prof. Henry Sanoff uważam, że we współczesnych czasach, również ze względu na rozwój technologii sieciowych, partycypacja polega na pracy w grupach nad konkretnymi zadaniami. Ale nawet przyjmując logikę autorów. Jedna ważna rzecz w wymienionym powyżej zestawieniu jest z gruntu nieprawdziwa - a mianowicie społeczeństwo niekiedy staje się władzą. I to są te ciekawe rzeczy, które teraz obserwujemy. Dla mnie niesamowitym jest jak wiele z zaprzyjaźnionych osób, do tej pory działających społecznie teraz chce startować w wyborach samorządowych. Ile komitetów obywatelskich zostało zawiązanych. W jednym nawet (muszę się pochwalić a co) jestem w gronie honorowych patronów - mam na myśli Nas Poznaniaków. A tam gdzie tego nie ma cała masa aktywnych osób chce działać - najczęściej w ramach istniejących struktur, np. znana mi doskonale i parę razy tu wspominana współautorka programu 100 kamienic dla Łodzi.
Może się ten
stygmat królików zaczyna jednak odwracać. I postawiona w recenzowanym artykule teza na naszym rodzimym podwórku nie będzie już prawdziwa.
Z wyborami wiąże się też koniunktura na uchwalanie planów. I stąd przepraszam szanownych czytelników za ograniczoną liczbę wpisów ostatnio, ale to taki właśnie gorący przedwyborczy okres. I bywa że jestem "zakopana po uszy" w dokumentacji planów.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-11-11 00:09
 Oceń wpis
   

Zastanawiam się ostatnio intensywnie nad definicją słowa zrównoważony. Stosowanego powszechnie, jeśli nie nadużywanego w zestawieniu ze słowem rozwój. Większość definicji zrównoważonego rozwoju wskazuje na obecność cech takich jak: odpowiednia, dość wysoka intensywność zabudowy (w oczywisty sposób powiązana z lokalizacją danego miejsca w mieście), różnorodność funkcji, obecność intensywnego ruchu pieszego - wszystkie te przymiotniki odnoszą się do terminu zwarte miasto.

Tak sobie myślę, że odkąd wymyślono (oraz przemysłowo produkuje się ) auta, przestaliśmy odczuwać potrzebę takiego miasta. Bo mamy schronienie w postaci blaszanej puszki. I zdefiniowana, zamknięta przestrzeń o znacznej intensywności nie jest tak ważna jak wcześniej. Porównywałam ostatnio wożenie domku ze sobą do bycia ślimakiem. Mam wrażenie że nie tylko ja mam zbliżone skojarzenia - jak widać na filmie autorstwa Remi'ego Gaillarda.

Jeśli jednak wziąć pod uwagę ileś czynników, o których tu już było - chyba jednak należałoby się z koncepcji bazujących na transporcie indywidualnym wycofać i wrócić do ruchu pieszego, rowerowego, albo wymyślić coś jeszcze nowszego, innego niż wymieniony. Kiedy tak czytam o pomysłach na ulepszenie transportu w Warszawie, zawartych w programach wyborczych kandydatów na Prezydenta stolicy - to z nielicznymi wyjątkami pusty śmiech mnie ogarnia. Choć nawet rozważając wyjątki - takie jak propozycja budowy ścieżek rowerowych wzdłuż dróg i ulic - nie umiem zrozumieć dlaczego nie wziąć farby i nie namalować pasów na jezdni, zawężając istniejące ciągi komunikacyjne. Taniej i szybciej.

Jeszcze wracając do wymienionych czynników. Ja jednak wierzę w globalne ocieplenie, na które nasza aktywność ma wpływ. Jestem w większości jak tego dowodzi poniższy obrazek, tyle że nie na rodzimym podwórku. Wierzę w badania naukowe na ten temat, a sporo o tym czytam, np. tutaj.


Źródło, jak podano powyżej: http://www.informationisbeautiful.net/2009/climate-change-a-consensus-among-scientists/ , inna ilustracja na ten sam temat: http://www.informationisbeautiful.net/visualizations/climate-change-deniers-vs-the-consensus/

Podobnie trochę jak z transportem rowerowym - tylko u nas jest on tak mało popularny, gdzie indziej jest inaczej. Co ciekawe - nawet już wymyślono zimowe opony na rowery :)  
Czas zrezygnować z blaszanych puszek i trochę poprawić kondycję. Ponoć działa to pozytywnie we wszystkich obszarach aktywności. Jeszcze jedna taka niewielka uwaga - wewnątrz auta oddychamy tym samym zanieczyszczonym powietrzem co na zewnątrz, innymi słowy - stojąc w korku trujemy się sami. Co zapewne mozna byłoby rozwiązać woząc butle z tlenem (i pewnie taka usługa niedługo się pojawi). Zauwazcie jedynie jak bardzo jest to absurdalne. Skądinąd jest w tym pewna prawidłowość - w Miami (gdzie rowniez niedawno pojawiły się ślimaki - jak na obrazku ponizej) bezdomni mieszkają tam gdzie powietrze jest najbardziej zanieczyszczone, czyli wzdłuz autostrad i dróg szybkiego ruchu. U nas bezdomni mieszkają w centrach miast.


Źródło ilustracji: http://inhabitat.com/2010/11/06/giant-pink-recycled-plastic-snails-invade-miami/

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi, cykliści


2010-10-22 09:56
 Oceń wpis
   

Poniższy list wysłałam mniej więcej dwa tygodnie temu do łódzkich codzienników. Lecz są ważniejsze sprawy niż rozwój Łodzi. To nie jest temat, który zasługuje na wzmiankę. Opublikuję więc ten list tutaj - jako list otwarty.

 

dr inż. arch. Małgorzata Hanzl
Pytanie o rozwój Łodzi
 
Do sformułowania poniższego listu skłoniły mnie prowadzone obecnie w Radzie Miejskiej prace dotyczące projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, definiującego politykę przestrzenną miasta, a dotyczące w istotnej części określenia obszaru rozwoju Łodzi. Pisząc poniższe moim celem było unaocznienie możliwych skutków powiększenia w tymże dokumencie obszaru strefy przeznaczonej dla rozwoju urbanizacji.
 
 
Źródłem rozwoju cywilizacji jest koncentracja ludzi oraz środków. To z pozoru banalne twierdzenie ma swoje rozliczne uwarunkowania i jest nierozerwalnie związane z położeniem w przestrzeni. Zawsze, poczynając od zarania dziejów , miejscem gdzie realizował się rozwój cywilizacji były miasta. Wynika to niejako z definicji – choć nie na definicje chciałabym w tym tekście zwrócić uwagę. Dla potwierdzenia powyższej tezy warto zwrócić uwagę na konieczność bliskości. I przypomnieć choćby sposób, w jaki budowane są trwałe relacje w biznesie – dla ich kształtowania niezbędny jest kontakt osobisty. Tego nie da się osiągnąć korzystając nawet z najbardziej wyrafinowanych technologii telekomunikacyjnych – one mogą stanowić jedynie uzupełnienie relacji. Jak to tymczasem realizować, kiedy wszyscy są tak daleko? Ważny jest również element przypadku, zaskoczenia, obecny jedynie w sytuacji występowania znacznych grup osób i zdarzeń, co niezwykle trafnie oddaje poniższy opis autorstwa Iannisa Xenakisa:  „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych, lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” .
 
Aby rozwój miał szansę stać się rzeczywistością poprzedzony musi być zaistnieniem koncentracji. Dopiero po tym etapie może mieć miejsce ekspansja terytorialna jako następstwo obecności wcześniejszych bodźców rozwojowych. Jeśli oczywiście przyjąć myślenie o Łodzi jako potencjalnej potędze gospodarczej – na co aktualna demografia, a mianowicie dość istotny spadek liczby ludności, w żaden sposób nie wskazuje. Myślenie w innych kategoriach nie ma szans realizacji. W tym nie jest możliwe, aby miał miejsce rozwój jeśli zaproponujemy dla jego pomieszczenia znaczny obszar. W takim przypadku jedynym możliwym skutkiem będzie decentralizacja już skoncentrowanych elementów (przedsiębiorstw, kapitału) czego niepożądanym, ubocznym skutkiem w sposób oczywisty staje się zazwyczaj bałagan przestrzenny.
 
Obecna degradacja dotychczasowych struktur miejskich i poszukiwanie innych lokalizacji dla życia i pracy jest wynikiem destrukcji dotychczasowego krajobrazu oraz kosztów jakie należy ponieść, aby doprowadzić do jego przekształcenia do postaci używalnej. W tym momencie nie sposób nie zwrócić uwagi na instrumenty finansowe, którymi dysponują samorządy (a jeśli nie dysponują – to dysponować powinny, bo tego rodzaju rozwiązania stosowane są w praktyce innych krajów), a które mogłyby się przyczynić do zmiany dotychczasowych niekorzystnych trendów inwestycyjnych. Wyjaśniając rzecz w sposób możliwie prosty – pusta działka w centrum miasta kosztuje płatnika podatku od nieruchomości mniej niż działka zainwestowana, na której znajduje się budynek. Jeśli dodatkowo jest to budynek zabytkowy i w złym stanie technicznym to koszty związane z jego utrzymaniem powodują, że właściciele nie są zainteresowani kontynuowaniem tego stanu rzeczy. I robią wszystko aby się tychże naniesień pozbyć. Niezależnie od ich potencjalnej urody, czy wartości kulturowej. Rozpoczynając rozważania od stwierdzenia stanu aktualnego można zastanowić się nad poszukiwaniem innych rozwiązań i takich instrumentów ekonomicznych, które przyczyniłyby się do odwrócenia aktualnych trendów. Tak aby w efekcie doprowadzić do sytuacji, w której utrzymywanie pustej działki w centrum miasta, gdzie obecne jest pełne uzbrojenie, dobra dostępność komunikacyjna oraz liczni potencjalni klienci, stało się mniej opłacalne niż utrzymywanie działki z budynkiem, najlepiej - działającym. Rozwiązań, które mogłyby do tego doprowadzić jest wiele – i powinny zostać zastosowane w całym obszarze centralnym Łodzi. Wszelkie inne sposoby nazywane szumnie pozyskiwaniem inwestorów nie zastąpią prostego rachunku ekonomicznego i nic dla rewitalizacji centrum nie pomogą.
Jednocześnie – co istotne – z całą pewnością nie przyczyni się do rozwoju miasta otwieranie nowych terenów na zewnątrz. Skutkiem takiej polityki będzie bowiem istotne obciążenie budżetu związane z wydatkami na rozbudowę oraz utrzymanie potrzebnej dla obsłużenia tychże terenów  infrastruktury – zarówno infrastruktury komunikacyjnej, w postaci kolejnych niezbędnych ulic, jak i infrastruktury technicznej,  czyli niezbędnych sieci: wodociągowej, kanalizacyjnej, etc.
 
Efekty powiększania terenów możliwych do zainwestowania oraz braku polityki fiskalnej odniesionej do opłat od nieruchomości są bardzo łatwe do przewidzenia. W centrum miasta znajdować się będą gigantyczne tereny zajmowane przez hektary parkingów, z nielicznymi funkcjonującymi obiektami o dowiedzionej wartości zabytkowej koncentrujące się wokół kilku zespołów handlu i usług, dworców i być może zrewitalizowanej ulicy Piotrkowskiej. Obszar dotychczasowego centrum zostanie w znacznym stopniu nasycony infrastrukturą komunikacyjną w postaci kilkupasmowych ulic, dla realizacji których zburzone zostaną kolejne, jeszcze zachowane – lecz wciąż niszczejące, a więc o coraz gorszym stanie technicznym, pierzeje ulic. (Wystarczy spojrzeć na zdjęcia lotnicze centrów niektórych amerykańskich miast, przykładowo Houston, aby sobie tę sytuację wyobrazić.)
 
Obrzeża zaś miasta, aż po same jego administracyjne granice, zajęte będą przez wymieszane ze sobą, pozostawione bez ładu i składu tudzież cienia myślenia o porządku, rozległe obszary zabudowy jednorodzinnej, wielorodzinnej, składów, parkingów, obiektów handlowych, etc.  Z racji braku koncentracji - w postaci zrewitalizowanego centrum, a więc z racji braku motoru napędzającego rozwój – całość tej struktury będzie zapewne dość rozrzedzona poprzez obecność łąk, pól – a tak naprawdę nieużytków.  
 
 

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, urbanistyka, mieszkańcy, Lodz


2010-10-16 21:53
 Oceń wpis
   

W sprawie ulicy Piotrkowskiej.

Wpisując się w aktualna modę prezentowania rozwiązań dla łódzkiej ulicy Piotrkowskiej chciałabym zaprezentować swoją niespecjalnie wizjonerską (i zapewne dlatego tak trudną do realizacji) koncepcję. Jako że w Łodzi mówi się na ten temat dużo i kwieciście. Oraz jako ze zadna z koncepcji wciąż nie może doczekać się realizacji.
Nie zmienia to faktu że pozostaję zwolennikiem publicznej dyskusji dotyczącej rozwiązań. I to dyskusji zarówno bezpośredniej jak i odbywającej się za pośrednictwem mediów. Temat znów się pojawił, zresztą w całkiem spektakularnym i atrakcyjnym wizualnie wydaniu. (Choć ja mam wciąż wątpliwości, np. kto miałby myć szyby na wysokości - skoro chodnika nie da się utrzymać w czystości).

Jednak ta dyskusja już nadmiernie rozciągnięła się w czasie i nie widać praktycznie realizacji jej rezultatów (drobny jedynie element zaistniał w postaci wymiany szpecących tymczasowych kubatur na sympatyczne letnie parasole).

Co stanowi w istocie rzeczy zaprzeczenie idei partycypacji i staje się powoli przyczynkiem do zaprzepaszczenia jej rezultatów. No bo po co właściwie mają się odbywać kolejne spotkania i narady "sztabowe" jeśli wciąż nie da się zrobić rzeczy najprostszych.

I wciąż jest na ulicy Piotrkowskiej brudno i nie da się jej umyć. Wciąż z dużą szybkością jeżdżą tędy auta. Ciągle, a ostatnio nawet częściej spotkać tam można jegomości szukających zapomnienia w alkoholu, a często również takich już całkowicie tymże napojem odurzonych.

Od kilku tygodni, przejęta ideą rewitalizacji głównej ulicy mojego miasta staram się angażować własny skromny potencjał ekonomiczny i wydawać go stołując się w niedzielę w restauracjach przy ulicy Piotrkowskiej. I wciąż nie umiem się nadziwić jak to możliwe, że "nie da się" załatwić prostej wydawałoby się kwestii, a mianowicie obecności pijanych w sztok jegomości. To wprost niesamowite, że w niedzielne popołudnie co piąty niemal przechodzień (lub może powinnam powiedzieć napotkana osoba - bo wzmiankowani panowie na ogół siedzą lub leżą) nie jest w stanie utrzymać pozycji pionowej.

Tymczasem rozwiązania tego problemu wystarczy poszukać w naszej własnej rzeczywistości, cofając się ileś lat wstecz do czasów, gdy policja nazywała się inaczej (opowiadał mi o tym mój Ojciec, rozumiem, że te czasy źle się kojarzą - ale wtedy "się dało"). Kiedy to Panowie Władza dla rodzimych pijaczków stanowili Autorytet. Bo rano, po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień zapraszali ich do odpracowania kwoty, która została wydatkowana na nocleg w ciepłym miejscu. W tej chwili izba wytrzeźwień jest raczej darmowym hotelem, o którym podejrzewam większość z osób, o których mówię może jedynie pomarzyć. Bo to za drogo kosztuje. Nawet jeśli - jak w scence rodzajowej, którą zaobserwowałam ostatnio na Placu Wolności, każdy z klombów ma swojego śpiącego lokatora. I zdarza się że jeden jegomość drugiego okrada.

Analogiczne rozwiązania stosowane są np. w Wielkiej Brytanii, gdzie "niesforni" wielbiciele piłki nożnej po zatrzymaniu winę muszą odpracować - porządkując stadion. Ponoć również współcześnie w Polsce "da się" ludzi wychowywać w zbliżony sposób - przykładowo w jednej z rodzimych miejscowości uzdrowiskowych dla porządkowania parku zdrojowego zaangażowano osoby długotrwale bezrobotne - w ramach tzw. "robót publicznych". No bo jak wiadomo - to co się zrobi samemu, o to się dba i szanuje.

Jeszcze taka drobna uwaga: podejmując tego rodzaju proste działania zyskałoby się wiarygodność partycypowania, to służy równiez budowaniu zaufania społecznego. Bo skoro już ustalono (i to chyba kilka razy) że "zadbamy o czystość" i "stworzymy warunki" to brak podjęcia działań (podstawowych) w tym zakresie całkowicie przekreśla wiarygodność organizatorów partycypacji. I zniechęca do partycypowania. No bo ile można w kółko mówić o tym samym.

Tagi: miasto, partycypacja, rewitalizacja


2010-10-08 09:34
 Oceń wpis
   

Rzecz będzie o pieniądzach. Otóż dostrzegam wewnętrzną sprzeczność w stwierdzeniu, że jakoby "zielona polityka jest droga"
I zastrzegam od razu, że poniższe rozważania nie będą zbiorem tez naukowych podpartych dowodami, a bardziej czymś na kształt publicystycznego eseju (bo to jest blog, a nie rozprawa naukowa).

Mam wrażenie że powtarzanie powyżej przytoczonego sloganu ma w sobie coś z powtarzania stereotypu bez chwili namysłu. Wyjasniam dlaczego: Otóż w rozwiniętych gospodarkach Europy zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które posiadają rozbudowaną infrastrukturę transportową, oraz które produkują żywność na skalę przemysłową, próby wprowadzenia tzw. "zielonej polityki" muszą być związane z gigantycznymi kosztami. Koszty restrukturyzacji tych wszystkich inwestycji i przekształceń, tak aby zredukować mobilność (stanowiącą podstawę gospodarki), zmniejszyć skalę uprzemysłowienia rolnictwa oraz np. renaturyzować rzeki - muszą być gigantyczne. I dlatego tam rzeczywiście "zielona polityka kosztuje".
A u nas? Dróg specjalnie nie mamy. Rolnictwo jest rozdrobnione, bo się nie dało wprowadzić metod przemysłowych. Rzek nie udało się póki co nadmiernie uregulować. W takiej sytuacji koszty wprowadzenia "zielonej polityki" wcale nie wydają się tak duże. Pod jednym wszelako warunkiem - zamiast powtarzać ścieżkę, którą podążał Zachód od razu zaczniemy inwestować inaczej, np. stawiając na transport kolejowy zamiast koniecznie rozbudowując ponad miarę sieć drogową. Np. stawiając na rozwój "ekologicznego" rolnictwa, zamiast na siłę wdrażać metody przemysłowe - co stoi na przeszkodzie żebyśmy mieli takie produkty eksportować? Popyt przecież zdaje się jest?
Podobnie z zagadnieniami melioracji - o tym już było dużo mówione - zamiast regulować rzeki trzeba je renaturyzować. W Polsce większości rzek jeszcze się nie udało uregulować - więc znów problem jakby nie wiąże się z nadmiernymi kosztami. Za to koszty do poniesienia od razu to są odszkodowania dla osób poszkodowanych na skutek powodzi.

Kolejne takie zagadnienie to temat "rozłażenia się miast" (celowo tak mówię zamiast używać angielskiego terminu urban sprawl, pojęcie wydaje mi się bardziej dosadne, obrazowe a co za tym idzie - przemawiające do wyobraźni i łatwiejsze). O katastrze już pisałam, nie będę się powtarzać ale to nie wszystko przecież. Ekonomiści do znudzenia powtarzają słowo klaster jako źródło rozwoju współczesnych gospodarek opartych na wiedzy. No i co? I nic, wciąż nie znajduje to przełożenia na inwestycje. Wciąż inwestujemy w drogi - żeby się dało dalej "rozpełzać", a nie inwestujemy w zieleń miejską po to aby dało się w miastach żyć i uzyskać ową koncentrację. Która - jak to wszystkie tęgie glowy naokoło powtarzają - jest podstawą rozwoju cywilizacji. Taki cytacik na koniec, bardzo mi się spodobał: „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i  <postępowi> każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych,  lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” za XENAKIS Iannis : La Ville Cosmique [w] CHOAY Françoise (red.) L’urbanisme, utopies et réalités Une anthologie, Éditions du Seuil, Paris 1965

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2010-09-28 03:44
 Oceń wpis
   

Bardzo lubię Profesora Felipe Fernández-Armesto. Z dwóch powodów - pierwszym jest wykład wysłuchany w iTunes dotyczący rozwoju kultury światowej. Świetny - polecam wszystkim zainteresowanym (Why cultures change by Professor Felipe Fernandez-Armesto) i pełen humoru. Jeden z wątków dotyczy przemian świadomości zbiorowej i sposobu traktowania niektórych dotąd nieobecnych zagadnień - przykład poniżej ;)


Źródło - wykład wymieniony powyżej.

Drugi z powodów jest bardziej prozaiczny i jednocześnie zabawny. Kiedy szukałam informacji na temat osoby wykładowcy trafiłam na doniesienie o popełnionym wykroczeniu (!). Otóż Profesor jest namiętnym i niepoprawnym zwolennikiem chodzenia po ulicy bez poświęcania nadmiernej uwagi temu co robią samochody.. Taki rodzaj aktywności pieszej, której Whilliam Whyte poświęca cały rozdział w swojej książce o miastach, a polegający na chodzeniu po ulicach wśród stojących w korku ze wszystkimi dobrodziejstwami tej sytuacji aut, tak żeby było wygodnie (to się nawet nazywa - jaywalking, kolejny obcy termin na określenie obcych zwyczajów). Rodzaj sportu graniczący z szaleństwem, jednocześnie jednak odzwierciedlający hierarchię wartości i stopień zaangażowania w podejmowaną aktywność umysłową. Wyobraźcie sobie zagłębionego w rozważaniach o świadomości zbiorowej Profesora lawirującego pomiędzy trąbiącymi autami, wśród rozpasanych, gwałtownie i nerwowo ruszających i równie szybko hamujących kierowców.

Tak się czasem zastanawiam dla kogo są miasta. Nieżyciowe zakazy na ogół bywają łamane, a ludzka aktywność znajduje swoją realizację niezależnie od najwyższych nawet ogrodzeń. Przykład zaczerpnięty z materiałów grupy (jak zazwyczaj w ulubionym serwisie) pod wdzięczną nazwą Nielegalna dziura w siatce która chciałaby być zebrą.


Tytuł obrazka - w niedzielę po Kościele.

Dla poprawności - nie twierdzę bynajmniej. że należy łamać przepisy , jedynie należy je wymyślać w taki sposób, żeby nikt ich nie musiał łamać. Tytułem dokumentacji, powtarzam się. Oraz nie jestem osamotniona w takim myśleniu.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, Świadomość, transport, jaywalking


2010-09-24 14:58
 Oceń wpis
   

Czytając o rozmaitych pomysłach, które co chwila przewijają się na łamach mediów, dotyczących zasilenia finansów publicznych kosztem rozmaitych wydatków i rozmaitych podmiotów wciąż nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, że w tak doskonały sposób marnotrawimy publiczne pieniądze, które mogłyby do państwowej/ samorządowej kasy trafić z opłaty katastralnej. Gdyby tylko naliczać podatki od przeznaczenia terenu związanego z jego położeniem - w obszarze zurbanizowanym lub naturalnym, a nie jak to się dzieje obecnie biorąc pod uwagę jego faktyczne wykorzystanie. Jak zbawienne efekty dla zagospodarowania miast oraz porządku miałoby ponoszenie przez właścicieli łąk i nieużytków w centrach miast opłat jak za kilkupiętrowe budynki. Jak bardzo właściciele gruntów ornych zaczęliby bronić ich rolniczej użyteczności - tego nie muszę udowadniać. Jednocześnie jak wiele pieniędzy mogłoby zasilić finanse publiczne i samorządowe - to jest argument nie do przecenienia. 
Zawsze przy okazji takich wątpliwości słyszałam argument, że brakuje systemu pobierania opłat. Zgodnie z przepisami unijnymi (przypominam INSPIRE) już powinien istnieć, a co najmniej prawie powinien być ukończony (księgi wieczyste też już od iluś lat są przeciez modernizowane..). Że brakuje planów miejscowych? O tym wiem, ale gdyby była taka potrzeba (fiskalne potrzeby jak wiadomo są nad wyraz skuteczne) to zapewne i plany miejscowe by się szybko pojawiły. Może ktoś mógłby ten paradoks wyjaśnić bo ja tego naprawdę nie rozumiem.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, budowlane, bubel


2010-09-21 11:11
 Oceń wpis
   

To będzie kilka myśli nieuczesanych na temat przeczytanego dzisiaj w Krytyce Politycznej felietonu (nie mam siły ani ochoty dyskutować z większością tego tekstu ani poświęcać mu zbyt wiele uwagi):

Autor dzisiaj lewą nogą z łóżka wstał. I odebrał telefon (maila, sms-a - nie wnikam) - na jutro ma być coś napisane. Co by tu napisać... Postanowił napisać o Łodzi. I tak się wyprowadzam to sobie uleję goryczy. A co mi tam. Wierszówka wpadnie.

A że jeszcze był zaspany to oczu szeroko nie otworzył i iluś rzeczy nie dojrzał. Nie zauważył że ostatnio jakby coś się zmieniło. Łódź (później niż należało ale) sięgnęła po środki z programu Jessica. Organizowane są konsultacje społeczne w sprawie budżetu - a jak powszechnie wiadomo rozmowy o tym jak wydać nieduże pieniądze są najskuteczniejszym sposobem aktywizacji mieszkańców, budowania zaufania społecznego oraz skutecznego wydawania niedużych pieniędzy (czego dowiódł przykład Porto Allegre, licznych miast brytyjskich, francuskich, a ostatnio również polskich).
Wieloletnie zaniedbania trudno usunąć w kilka miesięcy ale trzeba nie chcieć patrzeć żeby nie dostrzec starań. Łódź staje się silna dzięki działaniom oddolnym, dzięki mieszkającym tu młodym ludziom. Czytam o ich działaniach w prasie, widzę je na co dzień. Łódzkie (ludzkie) myślenie widać z różnych perspektyw.

Liczne problemy Łodzi wymagają działania. Temu trudno zaprzeczyć. Tyle razy już o tym pisano i mówiono. Ale jednocześnie - Łódź jest miastem. O wyraźnie miejskiej strukturze centrum. O wyraźnie zdefiniowanych ulicach, które mogą stać się doskonałym miejscem do życia i mieszkania jeśli tylko nad tym popracować.
Nie wiem, którzy łódzcy urbaniści twierdzą że łódzkie środmieście należy wyburzyć. Zapewne ci sami, którzy podpowiadają że większość łódzkiej zabudowy jest secesyjna.

Łódź ma świetny las, największy spośród lasów miejskich w Europie. Łódź wciąż jeszcze posiada pierścień terenów otwartych zapewniający właściwe warunki przyrodnicze. Łódź jest zasobna w liczne puste tereny wewnątrz, które po uporządkowaniu stanu własności mogą stać się miejscem nowych inwestycji. Łódź jest miastem kilku wyższych uczelni o wysokim poziomie nauczania.

Jednocześnie też - kiedy się czyta o problemach społecznych jakie były obecne w śródmieściu Brukseli, Barcelony, Glasgow i wielu innych miast - przed podjęciem działań rewitalizacyjnych, problemy śródmieścia Łodzi przestają być tak wyjątkowe.

Lubiłam czytać Krytykę Polityczną - i tak żenującego poziomu jaki prezentuje ten artykuł dotychczas nie napotkałam. Nie wiem czemu autorowi nie podoba się pomysł przebudowy rejonu dworca. Czyżby podzielał poglądy rosyjskich carów którzy nie życzyli sobie tędy połączenia kolejowego Rosji z resztą świata? Mieszkam w śródmieściu, codziennie spotykam ludzi biednych, o których można mówić jako o wykluczonych - ale oni nie są agresywni. W Łodzi nie jest niebezpiecznie. Po prostu mieszkają tu tak samo jak ja. Moje dzieci i dzieci znajomych bezpiecznie chodzą ulicami, jeżdżą tramwajem czy rowerem. I nic się z nimi nie dzieje.

Jedynym sensownym pomysłem i propozycją, która pada w cytowanym artykule jest ta dotycząca otwarcia Łodzi dla squatów - co wcale nie musi oznaczać nielegalnego zamieszkiwania pustostanów. Raczej mam tu na myśli ludzi tworzących niezależną kulturę. To już w Łodzi było - ze świetnym efektem, mam tu na myśli działalność grupy Prokadencja i Forum Fabricum na Kopernika. I to się wciąż dzieje, w różnym wymiarze. Ta idea bardzo mi się podoba.

Dorzuciłabym do tego jeszcze redukcję ruchu samochodowego w całym obszarze centralnym, tak żeby można było bezpiecznie poruszać się po ulicach i się na nich spotykać. Tak żeby Łódź mogła stać się miastem dla ludzi - nie dla samochodów. To wszystko wymaga tylko i jedynie a może aż - zmiany myślenia.

I nie wiem po co Krytyka Polityczna w tej zmianie nie pomaga. 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2010-09-16 08:43
 Oceń wpis
   

Czytanie o łódzkich perypetiach ze studium jest dla mnie źródłem nieustającej rozrywki. Jedynie od czasu do czasu nieco mnie to irytuje.

Dwie sprawy, które pojawiły się w dniu wczorajszym, kiedy to radni rozpoczęli rozpatrywanie 600 nieuwzględnionych uwag do studium.
Pierwsza dotyczy zapisu studium "nakazującego zalesienia". Domyślam się, że redaktor tekstu mylnie zinterpretował zapis. Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu (dla sprecyzowania - studium określa kierunki zmian, a plan ustala je w sposób szczegółowy i ostatecznie wiązący). Nie można nikomu nakazać sadzenia drzew. Zapis o tym, że jakiś teren ma być w przyszłości lasem oznacza tylko i jedynie albo aż że może tam być to co jest obecnie (chyba że dokument stanowiłby inaczej - tzn. ustalałby inne tymczasowe zagospodarowanie) albo las. Na ogół zapisy o przeznaczeniu na las dotyczą dotychczasowych terenów rolnych - które mogą w związku z tym być rolą lub lasem.

Druga historia (bo trudno to inaczej nazwać) to żądania mieszkańców rejonu ulicy Okólnej. Jest to typowy rozogniony i wieloletni konflikt wymagający podjęcia niezależnego od reszty zagadnień dialogu, w ramach którego bardzo pomocne byłyby symulacje wpływu żądanej przez tamtejszych właścicieli nieruchomości urbanizacji na środowisko, w tym przede wszystkim na Las Łagiewnicki. Las, który nie jest własnością mieszkańców rejonu Okólnej ale dobrem z którego korzystają wszyscy łodzianie. Przede wszystkim dostarczając zasobów tlenu. Ale również możliwości rekreacji. Strategia dla Łodzi swego czasu wskazywała Las Łagiewnicki jako jedną z bardzo mocnych stron miasta. Taka dyskusja powinna zgromadzić obie strony, które w oparciu o rzetelne informacje miałyby szanse wspólnie uzyskac jakieś rozwiązanie. Na pewno niezbędny to będzie mediator z odpowiednimi kwalifikacjami - to się w Polsce już dzieje, np. mediatora zatrudnia gdańskie Biuro Planowania. Bardzo ważne dla opinii publicznej jest rzetelne przeanalizowanie oddziaływania środowiskowego. Wymyślono w tym celu specjalne programy , np. CommunityViz - przykład takiej symulacji poniżej.


Dla obejrzenia prezentacji należy kliknąć na obrazek powyżej. Źródło:
http://placeways.com/communityviz/

Tylko proszę nie wypisywać, że twierdzę, ze program komputerowy coś rozwiąze - samo się nie rozwiąze nic. Tu jest potrzebnych kilka elementów, tak ad hoc: 1. wola dialogu, 2. edukacja i zaangażowanie łodzian, 3. wola zorganizowania mediacji i jej zorganizowanie. Symulacje i fajerwerki są rzeczą towarzyszącą, równie dobra jest uczciwa opinia przyrodnika (która nota bene powinna być zawarta w prognozie oddziaływania na środowisko - podejmując decyzje nalezałoby do niej zajrzeć). Obrazki mają jedynie tę przewagę, ze przez swoją spektakularność ułatwiają przekonanie publiczności. Polecam w tej materii szanownym czytelnikom doskonałą wypowiedź Davida McCandless'a na temat piękna wizualizacji.

Podejrzewam że ciąg dalszy nastąpi...

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2010-09-05 23:19
 Oceń wpis
   

Niesamowicie i ekstremalnie łódzko. Dzisiejszy Piknik na Bałutach to impreza do powtórzenia jedynie ...na Bałutach. Nigdzie indziej nie sposób doświadczyć wydarzenia w ramach którego współczesność miesza się z przeszłością z taką intensywnością. Gdzie w niewielkiej przestrzeni Placu (a właściwie parku) Piastowskiego spotkali się tak odmienni ludzie, jakby z różnych epok. Spotkali i wspólnie dobrze bawili połączeni silnym przywiązaniem do miejsca i do lokalnej tożsamości. Świętowanie Bałut nie mogło się obyć bez bałuckiej kapeli - i dla mnie (a zdaje się nie byłam w tym osamotniona) - reakcje widzów były tu jedynym i unikalnym spektaklem.

Innych atrakcji też co niemiara...

Takie senne, leniwe łódzkie popołudnie a tak zapadło w pamięć. Świetny sposób na promowanie łódzkości, promowanie kultury oraz promowanie idei Łodzi jako Europejskiej Stolicy Kultury. No i na niedzielne rodzinne popołudnie również doskonała rozrywka :).

Unikalna tożsamość tej dzielnicy powraca jako temat co roku o tej porze. 

W ostatni piątek sierpnia po raz (dopiero) drugi brałam udział w łódzkiej imprezie rowerowej. I bardzo mi się to podoba. Jakże takie jeżdżenie bez nieustannego myślenia o tym jak uniknąć bycia rozjechanym przez przejeżdżający (co tam przejeżdżający - na ogół pędzący) mimo samochód potrafi być przyjemne. Łódzkie drogi nierówne ale i tak asfalt jest o niebo lepszej jakości niż pobocze, brzeg jezdni czy chodnik. No i niewątpliwą atrakcją jest pierwszeństwo oraz masowość imprezy. Wciąż rosnąca popularność. Polecam gorąco wszelkim amatorom dwóch kółek.

Tutaj trasa przejazdu - która jest jednocześnie zapisem wysiłku przesympatycznej zaprzyjaźnionej rowerzystki :).

Kiedy tak jechaliśmy przez Bałuty zastanawiałam się na ile zwiedzamy łódzkie getto. Getto Bałuty.. Ponoć czas stanął tu w miejscu i nie zmieniło się nic (skądinąd polecam swietny tekst o Bałutach, który znalazłam w witrynie Topografii. Sporo tam takich doskonałych tekstów.). Ale to nie całkiem prawda - takich miejsc gdzie czas stanął w miejscu owszem jest sporo ale sporo też tu modernistycznych bloków, które też już zdążyły się zestarzeć i na stałe wpisać w pejzaż miasta. Jest w tym miejscu strach, trzeba mieć w sobie specyficzną siłę, żeby się tu dobrze czuć zdając sobie sprawę co się tu wydarzało. A jednocześnie tyle w tym miejscu historii i ..woli życia.

Szkoda że w miejskiej rzeczywistości tak niewiele jest fizycznych, namacalnych śladów niegdysiejszych wydarzeń. Brakuje słów, tablic pamiątkowych, pomników. Często zdarza się że przyjeżdżający do Łodzi pytają, gdzie to właściwie było. Ślad muru otoczającego ten obszar. Czy choćby te kładki nad Zgierską, o których mało kto słyszał..


Źródło zdjęcia: http://www.ghetto.lodz.pl/index.php/pl/troche-historii?start=1

Szkoda też że nie wiadomo, nie widać w mieście granicy, gdzie zaczynają się Bałuty. Przecież wieś Bałuty nie tak znów dawno jest częścią Łodzi - dopiero od 1915 roku. Jednocześnie tak bardzo się od tego czasu zmieniła. Wciąż pozostając niemal niezmieniona.

Brakuje mi takich śladów przeszłości, jakżeż współczesność może stać się dzięki nim bogatsza. Słynny bałucki folklor. Niesamowity był ten dzisiejszy pique-nique.

Tagi: miasto, Łódź, miejsce, tożsamość


2010-08-23 21:56
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem Państwa opinii na temat rozwiązania skrzyżowania na Oxford Circus w Londynie. Skrzyżowanie w kształcie litery x pozwalające na ruch pieszy po przekątnej ma swój pierwowzór w Tokio. Zasada działania daje się zdefiniować w ten sposób, że wszystkie samochody mają równocześnie czerwone światło, a piesi mogą wtedy przechodzić przez jezdnię, przede wszystkim na ukos - bo to tam najważniejszy kierunek ruchu. Potem już światła działają tak jak zwykle to bywa, przepuszczając auta na zmianę. Piesi są najważniejsi na tym skrzyżowaniu. To nie jest jedyne takie rozwiązanie, ma ono swoją historię o czym już tu kiedyś było.


Zdjęcie jest linkiem do filmu pokazującego rozwiązanie ruchu pieszego w obrębie skrzyżowania - należy kliknąć.

Opinie Londyńczyków można poznać tutaj (są entuzjastyczne):


Zdjęcie jest linkiem do filmu pokazującego rozwiązanie ruchu pieszego w obrębie skrzyżowania - należy kliknąć.

A ja jestem ciekawa opinii innych - potencjalnych i rzeczywistych - użytkowników tego miejsca. Jak to rozwiązanie oceniacie: jako komplikację czy ułatwienie?

Tagi: komunikacja, ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-21 14:37
 Oceń wpis
   

... albo o tym jaki inżynier transportu być powinien.

"Austriacki inżynier budownictwa Hermann Knoflacher wymyślił w 1975 r. Gehzeug lub innymi słowy samochód do chodzenia - po to aby umożliwić przechodniom wizualne przybliżenie miejsca zajmowanego przez kierowców (innymi słowy aby zrównać uprawnienia pieszych i kierowców pod względem zajmowanej przestrzeni - wtrącenie tłumaczki). Jest to idealne urządzenie dla realizacji protestów przeciwko prymatowi samochodów w mieście albo po prostu dla spacerowania pośród samochodów. Eksperyment Knoflacher'a został powtórzony w miastach od Austrii po Tajlandię wskazując na przestrzenne możliwości rozwoju miast bez samochodów.
Hermann Knoflacher jest inżynierem transportu z Wiednia. Był dyrektorem Institute for Transport Planning and Traffic Engineering w Technical University of Vienna poczynając od 1985."

Całość tekstu i ilustacja powyżej pochodzi z witryny: http://cca-actions.org/actions/wood-makes-people-big-cars, tłumaczenie moje własne, podobnie jak komentarz na wstępie.

Jeszcze jeden obrazek:


Obrazek z http://urban-activism-eng.blogspot.com/2009/09/walkmobile.html

Wracając do tematu - to kto i w jaki sposób podejmuje decyzje ma znaczenie lub też innymi słowy czyni różnicę. Umiejętność efektownego oraz efektywnego przekonywania jest w zawodach związanych z projektowaniem miasta niezwykle istotna. Przyglądając się powyższym zdjęciom chyba się ze mną zgodzicie?

A co do chodzika to czy czegoś Wam nie przypomina ;)? I czy aby nie macie wrażenia że twórcy poniższej kreskówki żarty sobie stroili z co poniektórych zachowań "konsumenckich"? (Ja mam, nieodparte).

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2010-08-17 09:32
 Oceń wpis
   

Demokracja zaczyna się od wolności słowa (trochę oczywistości, o których jakoś tak niektórzy zapomnieli a inni przypominają). Wolności, która ma prawo realizować się tam, gdzie jest najskuteczniejsza. Demokracja pośrednia jest obecnością dyskusji w parlamencie, radach gmin i w innych miejscach, gdzie rozmawiają reprezentanci. Ale również - dla możliwości wyboru kolejnych polityków, którzy będą najlepiej reprezentować nasze interesy - obecnością dyskusji w życiu publicznym.

Skoro mówimy o demokracji to nie wolno i nie ma potrzeby zabierać prawa wolności wypowiedzi żadnej z grup. Bo społeczeństwo to nie grupa reprezentująca młodych i sprawnych oraz aktywnych w internecie, ale również wszyscy inni, w tym: rodzice, dziadkowie, dzieci, kobiety, osoby wyznania mojżeszowego, afroamerykanie, cykliści, katolicy, do wyboru i koloru (jak powiedziała jedna ze znajomych w ulubionym serwisie - to się nazywa w US "social equity").

Czegoś (wobec powyższego) w tej obecnej dyskusji o Krzyżu, który stał się symbolem nie rozumiem. Przykładowo nie rozumiem dlaczego miasto, miejska przestrzeń publiczna nie miałaby być miejscem dyskusji. Co jest przecież kwestionowane. Pomimo że nawet jak się okazuje przynosi dochody! Tymczasem przestrzeń fizyczna jest i staje się miejscem dyskusji w coraz większym stopniu. I bardzo mi się to podoba bo w tym rzecz!

Gadanie w sieci nie jest wystarczająco spektakularne aby przyciągnąć uwagę i zdobyć właściwą dla rozpropagowania głoszonych poglądów rzeszę zwolenników. Chyba wszyscy już to rozumieją, niezależnie od głoszonych poglądów. Poczynając od pielęgniarek, górników i innych grup zawodowych, po ekologów i cyklistów, aż po "obrońców Krzyża" - jakąkolwiek grupę miałoby to ostatnie określenie oznaczać.

I to dobrze. Bo to podnosi rangę przestrzeni publicznych. Dialog wraca do miasta (liczę na dialog i tolerancję, choć trudno ukryć, że skrajności i fanatyzmy potrafią przerazić). Jak na greckiej agorze (wiem, że tam tylko wybrani mieli prawo głosu..). Jak to swego czasu napisał Jose Ortega y Gasset: (…) prawdę mówiąc, najlepsza definicja miasta, polis, jest bardzo podobna do żartobliwej definicji armaty: należy wziąć dziurę, owinąć ją szczelnie drutem i już mamy armatę. Na tej samej zasadzie miasto czy polis zaczyna się od dziury: forum czy agory; a cała reszta jest jedynie sposobem zabezpieczenia tej dziury i zakreślenia jej konturów. Pierwotnie polis nie oznaczała zespołu domów mieszkalnych, lecz miejsce obywatelskich zgromadzeń, przestrzeń przeznaczoną do spełniania funkcji publicznych. Miasto nie zostało stworzone tak jak chata czy domus po to, by udzielać schronienia przed żywiołami i umożliwić prokreację - są to potrzeby codzienne i prywatne - lecz po to, by dyskutować nad sprawami publicznymi. Proszę zauważyć, że oznaczało to ni mniej ni więcej, tylko wynalezienie nowego typu przestrzeni, znacznie bardziej nowego niż przestrzeń Einsteina. (...) To bardzo łatwe: trzeba po prostu wyznaczyć kawałek ziemi, otoczyć go murami i w ten sposób z całości nieskończonej i amorficznej przestrzeni wydzielić część zamkniętą i skończoną. Oto i plac. Nie jest zamkniętym od góry "wnętrzem" jak dom czy istniejące w przyrodzie jaskinie, jest po prostu czystym zaprzeczeniem przyrody. Plac dzięki otaczającym go murom jest kawałkiem ziemi, który odwrócił się plecami od całej reszty, obywając się bez niej i przeciwstawiając się jej. Ten mały i zbuntowany kawałek ziemi, który oderwał się od nieskończonej przyrody i od niej się uniezależnił, jest zupełnie nowym typem przestrzeni sui generis, w której człowiek zrywa więzy łączące go z roślinami i zwierzętami tworząc odrębny, czysto ludzki świat. Jest to przestrzeń miejska. (...)

I jak we współczesnych poglądach na miasto jako miejsce generowania kreatywności. Aby kreatywność zaistniała konieczna jest bliskość rozmaitości. Rozmaitości osób, poglądów, przekonań, wyznań. Różnorodności ludzi. Ta bliskość dokonuje się ostatnio w sieci ale również w fizyczności miasta. Takie miasta są nie tylko kreatywne ale też ...romantyczne. I unikalne. Jedyne w swoim rodzaju. Mają swój klimat, swoje światło ( o czym dużo w jednej z moich ulubionych książek), swoje tworzywo, które można tak a nie inaczej dotknąć i namacać (jak u Rasmussena), swoje miejsca które znaczą (jak u Schultza) .

Innymi słowy i z innej trochę beczki - każdy człowiek to podmiot rewitalizacji (bo na ogół już teraz mówiąc o mieście w Europie mówimy o rewitalizacji). Każda jednostka jest ważna i coś sobą wnosi albo wnieść gotowa. Jednocześnie fizyczna obecność staje się na powrót ważna. I to jest to co mi się podoba.

Podobnie jak podoba mi się, że już nikt nie boi się mówić otwarcie co myśli. Nawet (używając kolokwializmu i rzecz upraszczając do granic możliwości) Starsze Panie spod Krzyża. Żebyśmy jeszcze tylko chcieli przy tym wszystkim nie zapominać, że "kultura rodzi się w procesie komunikacji.."

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-15 00:05
 Oceń wpis
   

Zastanawiające, czy ktokolwiek jeszcze wierzy w funkcjonowanie instytucji, które same z siebie zadbają o potrzeby ogółu, czy też o potrzeby grup lub jednostek. (Oczywiście jak zazwyczaj myśląc o wspólnym dobru mam na myśli porządek w przestrzeni, zadbane i przyjazne miasta, etc, etc. I celowo nie używam tu sformułowania "ład przestrzenny" - bo to typowo polskie określenie wydaje mi się cokolwiek wyświechtane i pozbawione znaczenia. Koniec dygresji.) Skoro awantura pod Pałacem Prezydenckim była w stanie poruszyć nieobecne dotąd w życiu publicznym grupy osób. Skoro po to aby bronić najstarszego zachowanego lasu w Europie trzeba wspinać się po piorunochronie. Skoro tereny zalewowe przestały być atrakcyjnym miejscem zamieszkania (o dziwo i na całe szczęście!) bo w odszkodowania nikt "rozsądny" już przecież nie wierzy (inne argumenty nie chciały trafić..). I skoro z Berlina do Warszawy wciąż jeździ się przez Głowno i Sochaczew.. Co ciekawe niemal każda lektura wiadomości dostarcza kolejnych argumentów..

Skąd wobec tego bierze się naiwna wiara, że o sprawne funkcjonowanie osiedli ludzkich zadba ktoś inny niż my sami. Oczywiście teoretycznie można "wziąć sprawę w swoje ręce" i się z osiedla wynieść. Ale to jest tylko połowiczne rozwiązanie problemu bo zawsze będzie to jakieś osiedle. Przestrzeń jest ograniczona, a ludzi wielu.
Ten problem nie jest typowo polski. Lefebvre (1970) przykładowo podaje jako przyczynę "technicyzację" projektowania przestrzeni oraz przesadne rozdrobnienie profesji, które się miastem zajmują. Oraz dominację jednych dziedzin (na ogół tych łatwiejszych do zdefiniowania i narysowania na planie) nad innymi. Coś w tym jest. Jako rozwiązanie podaje potrzebę dyskursu publicznego na tematy urbanistyczne. Inicjowanego przez światłych fachowców... Ostatnio stało się to dzięki obecności internetowej platformy znacznie łatwiejsze. I wbrew obawom niektórych miasto zaczyna na powrót przejmować rolę miejsca spotkań. Czy ktoś w to jeszcze wątpi?

W sumie cieszę się z tej całej awantury. Bo pokazała że już nie ma w nas najmniejszych nawet śladów"pokolenia królików".


Zdjęcie z katowickiego wydania GW

A że przy okazji objawił się typowo polski i wybitnie unikalny sposób bronienia swoich racji , a mianowicie wznoszenie krzyży? (Objawił się o dziwo również w sporze o przestrzeń i to nie pierwszy raz...) No to co, wszak Polacy tak już mają że w sytuacji ostatecznej zwracają się o pomoc ostateczną. Zgodnie z rodzimym porzekadłem "jak trwoga to do Boga". Tak całkiem na marginesie urzekł mnie jeden z komentarzy pod cytatem z powyższego artykułu, który zamieściłam w moim ulubionym serwisie. A mianowicie aby postawić "krzyż przed właściwym ministerstwem odpowiedzialnym za planowanie przestrzenne, a właściwie całą drogę krzyżową.Dla urzędników."..

Ciekawi też, kiedy nareszcie zaczniemy rozmawiać o poszczególnych problemach, których niemało przecież się namnożyło do rozwiązania. Zamiast tkwić z uporem maniaka w coraz lepiej umocnionych okopach. Niczym w okopach Świętej Trójcy. Ponoć partycypacja społeczna to "metoda zapobiegania konfliktom"..

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-07-29 22:11
 Oceń wpis
   

Jakiś czas temu pisałam o zaporze Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. Czytam ostatnio, że obfite opady spowodowały podniesienie się poziomu wody w towarzyszącym jej zbiorniku do poziomu zbliżonego do maksymalnej wytrzymałości konstrukcji. Chińscy oficjele bronią kontrowersyjnej zapory, mówiąc że będzie w stanie wytrzymać powódź, która zdarza się raz na 10 000 lat. Jednak letnie deszcze są najobfitsze od 10 lat. Towarzyszą im rozległe zalania i podtopienia, które spowodowały jak dotychczas śmierć 823 ludzi (źródło informacji oraz obrazka poniżej i aktualność danych - Inhabitat, artykuł z 28 lipca br.).

Według danych państwowej agencji informacyjnej zapora osiągnęła 90% wytrzymałości. Władze stają w obronie inwestycji - największego na świecie projektu hydroelektrycznego, którego konstrukcja spowodowała przeprowadzki miliona osób - mówiąc że pozwoli na kontrolę zjawiska powodzi wzdłuż rzeki Jangcy. To jeden z przyczynków do myślenia...

Drugi: "29.07 |Czasem widać niewiele, a czasem właściwie nic nie widać. Tak od kilku dni jest w Moskwie. Miasto pokrył gęsty smog, bo z powodu upałów i suszy palą się położone niedaleko torfowiska. Dziś w Moskwie padł rekord 37,7 stopni Celsjusza - to najbardziej gorący dzień w historii badań meteorologicznych w Rosji (Fakty TVN)."

Ale zjawisko globalnego ocieplenia nie istnieje.. przecież to wymysł ekologów (dobrze opłacanych). Tak przynajmniej można wnioskować z lektury komentarzy towarzyszących bardzo ciekawemu ( i równie przerażającemu) artykułowi w Gazecie Wyborczej. Można się z niego dowiedzieć, że plankton w oceanach niedługo przestanie istnieć..

Z innych "bajek" - bardzo realne wyniki badań przeprowadzonych przez polskich naukowców na temat wpływu globalnego ocieplenia na poziom wód przybrzeżnych Bałtyku (z 2002 roku). Do poczytania. I może się zacznijmy przejmować (jednak).

Tagi: polityka, prawo, przyszłość, miasto, powódź, klimat


2010-07-28 06:55
 Oceń wpis
   

Zakres przyczyn, dla których wyjeżdżamy na wakacje jest równie szeroki jak to, jak bardzo się od siebie nawzajem różnimy. Niektórzy wyjeżdżają z ciekawości, po to aby poznać nowe miejsca i dlatego aby moć zobaczyć coś co piękne. Dla innych wyjazdy to okazja, żeby odpocząć od nadmiaru bodzców, zaszyć się gdzieś i wreszcie wyspać czy poczytać albo w spokoju pobyć z rodziną. Jeszcze inni wyjeżdżają, żeby pooddychać świeżym powietrzem, żeby dzieci mniej chorowały, żeby miały się z kim bawić w bezpiecznym miejscu, czy żeby poprzyglądać się z bliska jak wygląda przyroda. Niektórzy chcą mieć okazję do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego albo do przeżycia przygody życia. Są też tacy, dla których powodem wyjazdów jest chęć poznania nowych ludzi, wycieczki kulinarne albo nie kulinarne, wreszcie chęć pobycia ze znajomymi, nie sposób wyczerpać katalogu przypadków i powodów, dla których chce się nam pakować i ruszać gdzieś, gdzie z założenia będzie fajniej i milej.
Kiedy się tak przyglądać tym przyczynom część z nich wskazuje wprost czego nam brakuje w codziennej egzystencji i czego szukamy aby poprawić warunki życia, w których przyszło nam na co dzień funkcjonować.

Z niektórych można wnioskować, jakich zmian należałoby szukać w miejskim środowisku życia dla podniesienia jego jakości. Niektórzy z nas, zakosztowawszy wakacyjnego trybu życia próbują tak funkcjonować na stałe - jeśli tylko środki finansowe pozwalają. Narażając się tym samym na problemy z dojazdami, a miasta na niepotrzebny rozrost z którym same przecież problemy. Inni szukają własnej letniej siedziby - nie tylko w Rosji letnie domy to dość popularne zjawisko.

Spróbujmy wymienić, najlepiej od razu z remedium na poprawę, choć może wymyślanie remediów pozostawię Wam szanowni czytelnicy - podam tylko przykładowe rozwiązania (wszak to blog o partycypacji społecznej w planowaniu):
- zanieczyszczone powietrze - np. zwiększenie ilości zieleni w mieście, redukcja transportu indywidualnego,

- brak możliwości ruchu, miejsca do uprawiania sportu - ścieżki rowerowe, boiska, tereny zieleni i rekreacji,

- brak kontaktu z przyrodą - tereny zieleni: skwery, parki i zieleńce oraz zieleń przyuliczna, własne "uprawy" różnej skali i maści od wspólnie sadzonych kwiatów poczynając,

- brak kontaktów społecznych - zmiana sposobu funkcjonowania miejskich przestrzeni, zmniejszenie intensywności ruchu kołowego (i parkowania) na rzecz podkreślania społecznej fukcji ulic i placów (co można osiągnąć przez ich urządzenie),

- zaspokojenie potrzeby wyjazdów w poszukiwaniu pieknych miejsc - sami sobie dopowiedzcie, wiem że tej potrzeby nie da się zaspokoić albo można ale tylko w ograniczonym zakresie, tak aby chciało się wracać.

Można by tak sobie wymieniać w nieskończoność. Niby wiemy, takie to wszystko oczywiste. Tyle że już nie ma normatywów które za nas wymuszą zaspokojenie tych wszystkich potrzeb. Zresztą w czasach normatywów też potrzeby bywały zaspokajane wyłącznie na papierze. A tymczasem: pozdrowienia z wakacji w lesie nad jeziorem.

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2010-07-26 23:07
 Oceń wpis
   

Przestrzeń komunikacji (albo jeśli chcieć być precyzyjnym - transportu). Źródło frustracji i powód zaniku kontaktów międzyludzkich. Jak to kiedyś trafnie powiedział Henry Lefebvre:  ‎"Automobile c’est une instrument de deculturation." Skąd on to wtedy już wiedział?


Obrazek szalenie nie optymistyczny, szczególnie że cokolwiek mało mobilny..

Żebyż tak zaistniała alternatywa. Dbałość o koleje i transport zbiorowy powinna być naczelnym celem dla włodarzy rodzimej przestrzeni. No i co? Ano nic. Popatrzmy sobie jakie głupoty robimy i dokąd to prowadzi:

Odsłona I (wypatrzone przez Hubara):

Odsłona II (cytat za Adamem Wajrakiem):

Wracając do tytułowej mobilności - poniższą książkę już polecałam - Jacek Wesołowski: Miasto w ruchu. Polecam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2010-07-13 10:53
 Oceń wpis
   

Można chyba śmiało postawić tezę, że jeśli jakiś wynalazek szczególnie przyczynia się do renesansu miast to jest to cyfrowy aparat fotograficzny oraz telefon (z cyfrowym aparatem fotograficznym). Dzięki pasji fotografowania związanej z powszechną dostępnością tej przyjemności bez myślenia o kosztach i trudzie wywoływania filmów zaczęliśmy zwracać uwagę na to co dookoła (o samym wychodzeniu z domu nie wspominając).
To jest szalenie fajne obserwować jak zdjęcie zmienia świat. Fragment świata w pewnym momencie staje się czyjś i takim już pozostaje. Bardzo to pięknie pokazał Ka Fai Choi (tu strona artysty). Skądinąd technika tej prezentacji jest szalenie ciekawa - nałożenie obrazu na rzeczywistość dzięki technice Augmented Reality.

CROSSING BORDERS from KA5@RCA on Vimeo.

Zdjęcia.. Z przyjemnością obserwuję rozwój tego wynalazku i jego konsekwencje. W tym rozwój jako metody, sposobu działania.

Pozostaje tylko przekazać zaproszenia:
1. Miejsca Poboczne: http://www.mpoboczne.blogspot.com/
2. LOMO - zdjęcia: http://www.lomo.art.pl/
3. Budujemy portret Łodzi z prywatnych zdjęć jej mieszkańców - inicjatywa GW Łódź: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8129885,Budujemy_portret_Lodzi_z_prywatnych_zdjec_lodzian.html
...

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2010-07-10 12:14
 Oceń wpis
   

Nie tak dawno prowadziłam taką oto rozmowę w moim ulubionym (i nie tylko moim ulubionym) serwisie. Rzecz dotyczyła zagadnienia baraków i wyprowadzania do nich osób niepłacących za czynsz, a mieszkających w starych kamienicach w śródmieściu (w tym wypadku Łodzi, gdzie jak wiemy mieszkań komunalnych w starych kamienicach w śródmieściu jest szczególnie wiele). Zainspirował nas taki oto artykuł, dotyczący Poznania i tamtejszej polityki mieszkaniowej dotyczącej najuboższych. Drugą inspiracją była głośna sprawa rodziny, która nie dawała się eksmitować do tego stopnia, że dopiero interwencja służb antyterorystycznych pozwoliła na wyprowadzenie długoletnich dłużników z zajmowanego przez nich lokalu. Film na ten temat w Ekspresie Ilustrowanym dostarcza poglądu na temat sprawy. Choć jednocześnie inne informacje zdają się ten pogląd cokolwiek weryfikować.

Wracając do rozmowy - chciałam zacytować obszerne fragmenty bo wydaje mi się że doszliśmy (doszłyśmy, wspólnie z cytowaną już tutaj Ulą Niziołek Janiak - wielbicielką i obrończynią łódzkich zabytków) do ciekawych rozwiązań.

Prezydent chce wychowywać społeczny margines (poznan.gazeta.pl): Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić 'najtrudniejszych' lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka.

Urszula Niziołek-Janiak: A ja uważam, że w przypadku alkoholików przesiedlenie wiążące się z wyrwaniem z dotychczasowego środowiska może pomóc (zaznajomieni kumple i meta daleko).
Natomiast bardzo ważne jest, by przesiedlenie dawało szanse na nowe życie np. poprzez aktywizację zawodową np. wcześniejsze przeszkolenie tych ludzi w zawodach budowlanych i postawienie sobie przez nich własnymi siłami mieszkań lub szkolenia z zakresu pielęgnacji zieleni, brukarstwa i umożliwienie im zagospodarowania terenu takiego osiedla co związałoby ich z nowym miejscem.

Małgorzata Hanzl: (...) cały czas nasuwa mi się pytanie - co z dziećmi. Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami? Bo to powinien być priorytet. I niewielkie koszty. Już nastolatki są nie do zmiany, dorośli też są trudno reformowalni. Ale dzieci jeszcze tak. Tylko że one sobie same nie pomogą. Córka chodziła kiedyś do sióstr Urszulanek przy Obywatelskiej - które prowadzą obok przedszkola świetlicę dla dzieci z biednych rodzin, obserwuję też działanie Oratorium Jana Bosko przy Kościele Św. Teresy. Te miejsca bardzo istotnie zmieniają dzieciaki i młodzież która tam uczęszcza. Dają im punkt odniesienia - uczciwy punkt odniesienia. Dzieciaki z takich rodzin są bardzo często odrzucane przez grupę bo są nauczone żerowania na innych - od najmłodszych lat. (...) Nie są nauczone podstawowych zasad higieny. Potrafią być agresywne. Działanie takich miejsc jest nie do przecenienia. (...) Ale jest ich tak mało, a co jakiś czas pojawia się informacja, że coraz mniej. Bo nie ma na to pieniędzy. Jakiś czas temu np. zlikwidowano świetlicę przy Placu Barlickiego.

Rewitalizacja polega wszak na tym że się z przechodnia czyni podmiot nie przedmiot działania (cytuję Krzysztofa Herbsta z ostatniego szkolenia w Fundacji Stocznia). Łódź jest, może być silna mieszkańcami - więc trzeba nad tym pomyśleć. I zwłaszcza nie traktować wszystkich tą samą miarą.

Urszula Niziołek-Janiak: Myślę, że takie kontenery to nie jest rozwiązanie dla rodzin z dziećmi, bo dlaczego karać dzieci za błędy rodziców?
W przypadku rodzin stawiałabym na pierwsze rozwiązanie - praca ze wszystkimi i stawianie przez rodziców mieszkań dla swojej rodziny, bo wiązałoby się to z poprawą statusu społecznego. Wielkie pole do popisu dla ngo... z tymi rodzinami pracować trzebaby również po przeniesieniu, by nie stworzyć gett.

Małgorzata Hanzl: W Poznaniu rodzin z dziećmi nie planują przenosić. Mam nadzieję że skoro się powołujemy na Poznań to w Łodzi też. Zastanawiam się tylko czy nie należy przenosić wyłącznie dorosłych z problemem alkoholowym, nie nazwać tego ośrodkiem odwykowym i nie traktować tak jak to traktuje się ośrodki odwykowe. Pytanie o świadczenia dla dzieci to jest pytanie o to czy miasto chce jedynie relokować problemy czy też może w końcu zacząć je rozwiązywać.
Jakoś tak afera przy Więckowskiego dziwnie zbiegła się w czasie z tymi dywagacjami. A ludzie których rzecz dotyczyła wcale nie wyglądali na biednych.

Urszula Niziołek-Janiak: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8109015,Pomysl_na_dluznikow___baraki__Wcale_nie_takie_straszne.html

Małgorzata Hanzl: Ula - ale to jest małe miasto. Małe miasta - to jest inna skala, praca bezpośrednia z ludźmi, łatwość ogarnięcia problemów. Ja to znam z perspektywy opracowań planistycznych. W małych miastach wszyscy wszystkich znają - to jest coś innego. Również architektura tych obiektów jest inna. I jej wpływ na mieszkańców też. To nie są baraki. Tylko pojedyncze budynki socjalne wśród innych domów.

Urszula Niziołek-Janiak: Podałam ten link jako przykład lokalizacji dla własnoręcznie zbudowanych mieszkań dla rodzin z dziećmi :)

Małgorzata Hanzl: Co masz na myśli mówiąc własnoręcznie zbudowanych?

Urszula Niziołek-Janiak: Niedawno czytałam, że w jednym z miasteczek przeszkolono długotrwale bezrobotnych w zawodach okołobudowlanych i budowlanych i w ramach szkolenia zbudowali oni dla swoich rodzin blok na miejskim gruncie - 900 zł/m2 powierzchni! W GB od dawna z powodzeniem działają takie programy aktywizacji,. czemu nie w Łodzi?

Małgorzata Hanzl: I to jest świetny pomysł. Tylko byleby to był blok wśród innych, zamieszkiwanych przez nie długotrwale bezrobotnych.
A nie baraki o skali osiedla na Janowie.

Urszula Niziołek-Janiak: Niewielkie osiedla kontenerów powinny być natomiast dla uzależnionych samotnych i traktowane jako swoisty ośrodek odwykowo-aktywizacyjny.

Małgorzata Hanzl: Jeszcze jedno - w komentarzach do artykułu o kontenerach pojawił się głos o dwóch drogach: amerykańskiej - zdegradowane społecznie śródmieścia i europejskiej - zdegradowane społecznie obrzeża. Obie metody są złe. I o tym świadczą obecne starania władz lokalnych. Między innymi partycypacja społeczna rozumiana jako aktywizacja mieszkańców pojawiła się dla radzenia sobie z rozruchami (krwawymi też) jakie miały miejsce w americańskich downtown. I dlatego zaczęto takie programy finansować - bo ludność tam zamieszkująca była agresywna. Podobnie rewitalizuje się kosztem olbrzymich środków i z marnymi rezultatami obrzeża wielkich miast europejskich. Sama byłam świadkiem jak to wygląda w Lyonie oraz jak trudno te patologie potem wykorzenić. Mnie się bardzo podoba to co zrobiono w Bilbao, zresztą jest cała masa materiałów na temat prowadzenia rewitalizacji społecznej, np. w serwisie urbact.eu
Ula - miałabyś coś naprzeciw gdybym tę rozmowę prawie żywcem skopiowała na bloga? Bo mi się podoba i jest ciekawa.

Urszula Niziołek-Janiak: Oczywiście, nie ma problemu. Co do obrzeży miast - własnie dlatego z przesiedleńcami trzeba pracować i przed i w trakcie i po - by dać im szanse w nowym miejscu i nie przesuwać problemu z dala od Centrum, tylko zapobiec jego powtórce.

I tu włączył się do naszego dialogu Pan vice-Prezydent Łodzi Marcin Bugajski (ach te techniki wirtualnej komunikacji !)
Marcin Bugajski:
Pani Małgorzato, kontenery nie są panaceum na wszystkie problemy z osobami, które nie płaczą czynszów w tak dużym mieście jak Łódź. Ponadto stanowią one rozwiązanie dotyczące pewnych grup takich mieszkańców i na pewno nie powinno się przenosić do nich rodzin z dziećmi. A jeśli idzie o negatywy takiego pomysłu to odniosłem się do nich w komentarzach na swoim profilu.

Małgorzata Hanzl: Dziękuję Panu za odpowiedź. Cieszy mnie takie postawienie sprawy. Boję się zbyt dużej skali takich rozwiązań - bo to może stać się dodatkowym źródłem patologii. Podobnie jak stosowanie w tym przypadku zasady egalitaryzmu.

(Pojawiły się też inne głosy)
Łódzkie Centrum Społeczne:
Kolejne getto biedy w Łodzi to potęgowanie problemów społecznych, a nie ich rozwiązywanie.
Nigdy więcej segregacji!

Łódzkie Centrum Społeczne: http://www.centrumspoleczne.pl/oswiadczenie-kontenery.pdf

Jakub Polewski: Wiecie, z drugiej strony zauważcie, że jedną z form SKUTECZNEJ psychoterapii jest odrzucenie, jak w przypadku niereformowalnych alkoholików. Nie da się nikogo wyleczyć z pewnych problemów "na siłę". Ludzie muszą mieć poczucie, że odpowiadają za siebie i ponoszą tego skutku. Inaczej przyzwyczajają się do nic nie robienie i czekania, aż wszyscy będą wyrozumiale dawać więcej i więcej na cudzy koszt. Jakby tak każdy uznał, że chce brać na cudzy koszt i przestał cokolwiek ze sobą robić no to sorry...

Jakub Polewski: Pani Małgorzato: "Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami?"

Właśnie próbuję z jednym stowarzyszeniem przykościelnym, którego celem jest wsparcie społeczne dla dzieci i młodzieży utworzyć pierwszy taki duży hostel w jednej z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Ma on być na terenie programu Prorevita. Wiceprezydent M. Bugajski deklaruje cały czas pomoc i poparcie, więc jeżeli to wypadli, to będzie w Łodzi precedens i być może więcej kamienic popadających w ruinę znajdzie tego typu zastosowanie. W tym przypadku budynek będzie modernizowany ze względu na zły stan techniczny. Wartości kulturowe zostaną zachowane w zakresie: elewacja frontowa, prześwit bramowy, klatki schodowe i niska oficyna.

Małgorzata Hanzl: Gratuluję pomysłu - oby się udało! Trzymam kciuki.

(dalsza część rozmowy dotyczyła już innych tematów).

Tak sobie myślę, że wszyscy mamy trochę racji. Gdyby jeszcze teraz udało się te różne mysli nieuczesane przekształcić w rzeczywistość.

PS. Tak swoją drogą to już kiedyś o tym pisałam. Nie raz.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.