2008-07-08 08:02
 Oceń wpis
   

Podjęcie działań rehabilitacyjnych w zdegradowanych technicznie i społecznie modernistycznych osiedlach nadal stanowi dla nas wyzwanie. Jak z tym problemem radzą sobie Francuzi?

Przykładem może być osiedle Haut du Lievre w Nancy, zaprojektowane i zbudowane w latach pięćdziesiątych wedłu projektu awangardowego architekta Bernarda Zehrfuss'a, autora pałacu UNESCO w Paryżu, fabryki Renault we Flins-sur-Seine (także autor dawnego budynku ambasady Francji przy ulicy Pięknej w Warszawie).

Pomysły co zrobić z osiedlem zamieszkiwanym przez 4 tysiąc osób 52 różnych narodowości były dyskutowane od ponad 30 lat. Przebudowa rozpoczęła się w roku 2005 i wiązała się z rozbiórkami części bloków. Rok temu zburzono Marronier Rouge, jeden z dwóch 15-piętrowych budynków. Rozebrana została też północna część najdłuższego z siedmiu bloków - 450-metrowego Cedre Bleu. Część budynków ma zostać wyremontowana dla podwyższenia standardów mieszkań - w tej grupie jest mieszczący 800 mieszkań Tilleul Argenté. Rozebrane mają zostac jeszcze co najmniej trzy budynki.

Jak czytamy w magazynie "Sztuka Architektury": "Budowa osiedla w połowie lat 50 stała się sprawą gardłową - odżywał przemysł, ludzie masowo ściągali do miasta, wzrósł przyrost naturalny. Zehrfuss zafascynowany modernizmem pracował nad koncepcją samodzielnego osiedla-miasta, którego nadrzędną cechą miał być funkcjonalizm. Kanciasta architektura nie współgra z łagodnym płaskowyżem, ale jednocześnie długie bloki ustawione równolegle tworzą oś nawiązującą do klasycznego placu z parkiem La Pepiniere w Nancy, ufundowanego przez Stanisława Leszczyńskiego, oświeconego króla kochanego przez Lotaryńczyków do dziś. Także poetyckie nazwy bloków - Błękitny Cedr (Cedre Bleu), Srebrzysta Lipa (Tilleul Argenté), Olchy (Les Aulnes) - nie są konceptualnym żartem architekta, lecz pochodzą od gatunków drzew, które rosną w parku La Pepiniere.

Pierwsi lokatorzy wprowadzili się na przełomie 1959 i 1960 roku. Nowoczesna architektura wzbudzała powszechny zachwyt. Luksusowe warunki - centralne ogrzewanie, własne łazienki, wielkie suszarnie z zaadaptowanych strychów - kusiły elity miasta i rzeczywiście w pierwszych latach istniała moda na HDL. Mniejsze bloki zasiedlili wojskowi, prawnicy, lekarze i funkcjonariusze publiczni, większe - głównie rodziny robotnicze, ale na początku lat 60. była to dość zamożna grupa. (...)

Sielanka kończy się około roku 1965. Zaniedbane śródmieście Nancy ma przejść renowację, która uwzględnia także przymusowe przesiedlenia na HDL społeczności cieszącej się nie najlepszą opinią. Następuje fala protestów. Zmuszeni do przeprowadzki kontestują nowe miejsce, sprzeciwiają się stygmatyzacji, jaką w ich pojęciu jest mieszkanie na obrzeżach miasta. Dotychczasowi mieszkańcy HDL też nie są zachwyceni wizją sąsiedztwa 'niższej kategorii', miejskiego plebsu, który sprowadzi do postępowej dzielnicy swoje problemy i patologie. HDL przestało być modne. Kto może, przenosi się w inne rejony.

(...) Zwolnione lokale zasiedlają imigranci z byłych kolonii. W latach 70., w czasie kryzysu ekonomicznego, część mieszkań pełni funkcję lokali interwencyjnych."

Tylko 30 proc. mieszkańców HDL to pierwsi jego lokatorzy. Nieliczni, którzy nadal są zadowoleni z faktu zamieszkiwania w tym miejscu. Obok osób starszych, z których część spotyka się współorganizując aktywnie działający klub seniora w tej grupie są też trzydziestolatki które urodziły się i wychowały w tym miejscu - jak Marcifer, której blog znalazłam szukając zdjęć osiedla.

Warto zauważyć że realizacja projektu Zehrfussa nigdy nie została zakończona - po zakwaterowaniu odpowiednio dużej liczby mieszkańców zaprzestano realizacji koncepcji miasta w zieleni. 20 lat po powstaniu Haut du Lievre architekt tłumaczył: 'W owym czasie tak kończyła większość podobnych projektów. Niezrealizowana infrastruktura, źle utrzymywane budynki, a później rasizm pojawiający się wraz z imigrantami'. Naukowcy z Académie Nancy-Metz Claire Pernet-Delon, Jérome Georgel i Florence Vernet (seminarium pt. 'Mieszkania socjalne', Nancy, 2001 r.) badający francuskie blokowiska, potwierdzają powyższe słowa. Cykl trwania osiedli określany jest na 15 lat: powstanie - degradacja - renowacja lub jej brak, czyli likwidacja.

Źródło: Sztuka Architektury, blog marcifer

Tagi: nieruchomości, miasto, rehabilitacja, urbanistyka, mojemiasto.org.pl, blokowiska


2008-07-07 12:48
 Oceń wpis
   

Jesteś właścicielem działki, do której nie można dojechać? Od niedawna rozwiązanie tego problemu stało się bardziej oczywiste.

Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego z 8.05.2008 roku sygn. V CSK 570/07, właściciel nieruchomości, która nie ma odpowiedniego dostępu do drogi publicznej, na podstawie art. 145 kodeksu cywilnego może żądać, aby sąd ustanowił na rzecz jego nieruchomości niezbędną drogę konieczną.

Przeprowadzenie drogi powinno uwzględniać interes społeczno-gospodarczy (art. 145 § 3 kc). Sąd musi brać pod uwagę wszystkie okoliczności dotyczące danej sytuacji , w tym również aktualne przeznaczenie terenu. Droga konieczna powinna prowadzić przez grunty, które są przedmiotem danej czynności prawnej (art. 145 § 2 kc), nie jest to jednak jak wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego, bezwzględnym priorytetem. Może jednak - w przypadku gdy różnice między możliwymi wariantami przebiegu drogi konecznej nie są duże - przesądzić o ostatecznym wyborze jej usytuowania. Sąd musi rownież wziąć pod uwagę ekonomiczne uzasadnienie możliwości urządzenia drogi - czyli rozważyć naklady jakie właściciel nieruchomości, dla której dostęp do drogi publicznej ma zostać zapewniony, będzie musiał ponieść na jej urządzenie.

źródło: Biuletyn KRN

Tagi: prawo, nieruchomości, urbanistyka, mojemiasto.org.pl


2008-03-23 14:49
 Oceń wpis
   
Wszyscy mamy ustawowo zagwarantowaną możliwość uczestnictwa w procedurze powstawania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Warto i trzeba o tym pamiętać.

Jednak korzystamy z tego prawa najczęściej tylko wtedy gdy opracowywane przepisy dotyczą naszej nieruchomości - czyli gdy nasze prawo do korzystania z własności może zostać ograniczone.

Tymczasem istotą planowania miejscowego, które jest jedną z podstawowych metod działania współczesnej urbanistyki - jest ograniczenie indywidualnego prawa do korzystania z nieruchomości na rzecz interesu ogółu społeczności. Prawie nigdy nie zdarza się by ogół obywateli zainteresowany był planem miejscowym, którego ustalenia mają mu służyć i chronić jego interesy.

Skąd wzięło się planowanie miejscowe?

Początki ograniczeń korzystania z własności nieruchomości sięgają przepisów wprowadzanych dla poprawy warunków bytowych w miastach, w okresie ich gwałtownego rozwoju w czasach rewolucji przemysłowej.

Jednym z pierwszych takich przepisów był francuski edykt - Édit sur les attributions du grand voyer - z 1607. Artykuł 4 tego dokumentu zakazywał, dla uniknięcia zagrożenia pożarem, budowania domów z drewna, oraz wprowadzał uporządkowane linie zabudowy.

Inny przepis , też francuski - z 1667 , określał maksymalną wysokość gzymsów na 16 m, zakazywał wysunięć elewacji poza linię zabudowy i nakazywał tynkowanie elementów drewnianych.

Mniej więcej w tym samym czasie szczegółowe rozporządzenia regulujące
sposób zabudowy wprowadzano w Londynie. Nastąpiło to bezpośrednio po wielkim pożarze , który w 1666 r. zniszczył prawie całe City.

Źródło: Wikipedia.org

W XIX wieku zostały ukształtowane podstawy prawne regulacji planistycznych. Zagęszczenie zabudowy rozwijających się miast wymusiło konieczność zdefiniowania zakresu odpowiedzialności poszczególnych wykonawców działających na terenie miasta. Podejmowane działania, mające na celu poprawę warunków życia ludności miasta, były automatycznie powiązane z ograniczeniem uprawnień jednostki do dowolnego dysponowania należącym do niej terenem. Pojawiło się rozróżnienie pomiędzy prawem własności, a prawem użytkowania terenu, które stanowi podstawę współczesnej urbanistyki.

Realizacja tego założenia odbywała się poprzez wprowadzanie zasad określających sposób zabudowy poszczególnych parcel. Przygotowanie i wstępne zagospodarowanie terenów nadających się pod zabudowę leżało w gestii administracji. Następnie działki były odstępowane lub sprzedawane właścicielom prywatnym, którzy zobowiązani byli do zagospodarowania ich według reguł zapisanych w prawie lokalnym.

W wyniku działań mających na celu uporządkowanie miasta nastąpiło klarowne zdefiniowanie granicy pomiędzy przestrzenią publiczną i prywatną.

Wybrane przepisy z Francji i Anglii - regulujące zagadnienia związane z urbanistyką, wprowadzane dla poprawy warunków bytowych w mieście.
Francja, 1607 Édit sur les attributions du grand voyer, z grudnia 1607, artykuł 4 zakazywał, dla uniknięcia zagrożenia pożarem, budowania z desek drewnianych, oraz wprowadzał linie zabudowy .

Francja, 1667 Rozporządzenie z 18 sierpnia 1667 określało maksymalną wysokość gzymsów w Paryżu na 16m, zakazywało wysunięć elewacji oraz nakazywało tynkowanie fragmentów drewnianych.

Francja, 1783-84 Deklaracja królewska z 10 kwietnia 1783 i les lettres patentes z 28 sierpnia 1784 – uzależniają wysokość elewacji budynków od szerokości ulicy (ustalenia uzupełnione regulacją z 27 lipca 1859 roku dotyczącą ulic szerokich), ustalają maksymalną wysokość kalenicy.

Francja 1808 Prawo regulujące zabudowę otoczenia cmentarzy.

Francja 1810 oraz 1833, 1841 Napoleońskie prawo o wywłaszczeniu pozwalające na pozyskanie terenu na budowę dróg kolejowych, udoskonalone za monarchii lipcowej.

Anglia 1842 - 1845 Prawo „przymusowego zakupu” umożliwiające zakup terenów pod budowę kolei.

Anglia 1842 - 1845 Poważne próby zmierzające do poprawy warunków higienicznych w miastach miały miejsce po reformie wyborczej z 1832; 1842 (raport Chadwick’a) i 1845 (ankieta królewska)

Anglia, 1848 Ogólnopaństwowa ustawa sanitarna - prawo „przymusowego zakupu”, utworzenie Board of Heath.

Francja 1850 Ustawa pozwalająca gminie na zakup terenu dla planowanych przedsięwzięć mających na celu poprawę warunkó2)w sanitarnych.

Francja 1852 Dekret senacki uprawniający do wywłaszczenia na mocy decyzji władzy wykonawczej , dekret dotyczący linii zabudowy i wznoszenia budowli w Paryżu

Francja, lata 50-te XVIII wieku Wśród ustaleń wprowadzonych przez prefekta Paryża Haussmanna znalazło się prawo określające minimalną wysokość kondygnacji – 2,60m, wielkość podwórek oraz maksymalną wysokość zabudowy w obrębie podwórek.

Francja 1858 Dekret ustalający że tereny wzdłuż ulic, wywłaszczone i zabudowane przez państwo, powrócą do dawnych właścicieli. Pierzeja uliczna staje się granicą przestrzeni publicznej i prywatnej.

Francja 1887 Ustawa o ochronie zabytków architektury.

Francja 1902 Podstawa prawna do wydawania przepisów sanitarnych dla miast: możliwość ustanawiania obowiązku uzyskiwania pozwoleń budowlanych oraz sprawdzania wykonanych budów z wydanymi pozwoleniami

Anglia 1909 Housing and Town Planning Act
Tagi: prawo, urbanistyka, mojemiasto.org.pl, plan miejscowy


2008-03-22 17:23
 Oceń wpis
   
Coś się dzieje. W powietrzu zapachniało wiosną. Czyżbyśmy dochodzili do momentu kiedy zaczyna się odtwarzać lokalne poczucie wspólnoty, przynależności do miejsc, do społeczności ? Może to są jeszcze zbyt daleko idące wnioski. Faktem natomiast jest iż zaczynamy dbać o najbliższe otoczenie - i to nie tylko własne prywatne, ale również to najbliższe wspólne, przynależące do grupy osób.

Skąd taki pomysł? Coraz więcej znajduję w prasie informacji dotyczących lokalnych działań na rzecz poprawy jakości najbliższego środowiska. Warszawiacy z Osiedla Kabaty urządzają park na terenie przylegającym do ich osiedla.

Cytując za Jackiem Powałką - organizatorem akcji Nasz Park słowa Bernarda Shaw: "Ludzie rozsądni przystosowują się do świata, jaki zastali. Ludzie nierozsądni zmieniają świat do własnych potrzeb. Zatem wszelki postęp jest dziełem ludzi nierozsądnych" - czyżbyśmy nareszcie stawali się nierozsądni?


źródło: GW

W Łodzi na terenie niedawno utworzonego "parku leśnego" na Retkini Fundacja Art of Living organizuje 19 kwietnia akcję Sadzimy drzewa. Leśnictwo miejskie obiecało dostarczyć sadzonki, niezbędne łopaty i rękawice.

W Koszalinie, na tyłach osiedla zabudowy szeregowej, na gruncie gminnym, zorganizowano kilka lat temu z inicjatywy późniejszej radnej Pani Ireny Śmiałek Park Dostępny. Zagospodarowując w ten sposób fragment nieużytku, gdzie wcześniej okoliczni mieszkańcy wyrzucali śmieci.

Młodzi Wrocławianie, skupieni wokół Wrocławskiego Stowarzyszenia Multimedialnego, zorganizowali w lutym b.r. manifestację - happening pod hasłem Piękna Polska. Wymachując mieczami domagali się większej dbałości o jakość rozwiązań architektonicznych i urbanistycznych w swoim mieście.



W Łodzi członkowie Grupy Pewnych Osób wyróżnili miejsca szczególnie szpetne i zaniedbane przyznając im Czarne Kropy. Głośno było o tej akcji na łamach prasy i na Łódzkim Forum GW. Rezultatem stała się mapa miejsc odznaczających się: 1. wyjątkową brzydotą, 2. wyjątkowym brudem, 3. wyjątkowym „coś tu nie pasuje”. Mapa trafiła do władz lokalnych z żądaniem poprawy sytuacji.





Członkowie Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Osiedla Kapuściska w Bydgoszczy złożyli wniosek o wpisanie ich osiedla do planu rewitalizacji miasta. Liczą na pozyskanie pieniądzy z Unii Europejskiej.




Długo by tak można było wymieniać. Na koniec jeszcze jedna akcja: Stowarzyszenie Sąsiedzkie Włochy z Warszawy zbiera podpisy pod akcją Dość Chaosu, Planuj z Głową. Celem jest zmiana przepisów dotyczących zagospodarowania przestrzeni dla przeciwdziałania ogólnemu, narastającemu chaosowi.



Czyżby wiosna? Może nie "ludów", ale jednak?
Tagi: edukacja, społeczeństwo, partycypacja, urbanistyka, mojemiasto.org.pl


2008-03-18 22:43
 Oceń wpis
   

Osoba, która chce wybudować dom na terenie pozbawionym planu, najpierw musi uzyskać warunki zabudowy. Czasami trzeba też zmienić status działki z rolnej na budowlaną.

Zanim rozpoczniesz załatwianie formalności, ustal status swojego gruntu. Jest to proste i wcale nie trzeba biegać po iluś tam urzędach. Wystarczy zajrzeć do decyzji podatkowej. Od każdego gruntu płacimy przecież podatek – jeżeli jest to ziemia rolna, to podatek rolny, a gdy teren przeznaczony pod zabudowę (lub zabudowany) – podatek od nieruchomości. W decyzjach ustalających wymiar podatku na bieżący rok można znaleźć dane o naszym gruncie, w tym jego numer ewidencyjny, oraz o jego charakterze.

Opis skutecznego postępowania w sprawie uzyskania warunków zabudowy
oraz pozwolenia budowlanego znajdziejsz TUTAJ

Tagi: prawo, budowlane, pozwolenie, mojemiasto.org.pl, zabudowy


2008-03-17 10:34
 Oceń wpis
   

Brud widoczny na każdym niemal kroku. Handlarze sprzedający z kartonów tanie chińskie majtki. W miejscu ekskluzywnych salonów - puste witryny, lumpeksy i sklepy z tandetą. Tak wygląda dziś reprezentacyjna niegdyś wizytówka Łodzi - słynna ulica Piotrkowska.

Przez kilka lat była chlubą Łodzi i łodzian. Spacery po niej były przyjemnością, zakupy - radosnym świętem, a do pubów i restauracji przyjeżdżali goście z całej Polski. Jeszcze w 2005 roku - choć chyba już tylko siłą rozpędu - zdobyła Certyfikat Najlepszego Produktu Turystycznego.

Dziś deptak jest w agonii. Dogorywa handel, jego los zaczynają dzielić kawiarnie, puby i bary. A spacer jedną z nadal (!) najbardziej rozpoznawalnych ulic w Polsce wywołuje zażenowanie tak mieszkańców Łodzi, jak i turystów.

Na co dzień, przemykając w pośpiechu Piotrkowską, nie zauważamy już jej brzydoty. Spowszedniała nam, przyzwyczailiśmy się do niej. Brud i bylejakość przestały nas razić, dla większości z nas to już norma. By uzmysłowić sobie, w jakim stanie jest Pietryna, spacerowaliśmy po niej cały dzień.

Wystartowaliśmy o szóstej rano spod Centralu. Wyremontowane niedawno przejście podziemne "powitało" nas bohomazami i wymalowanymi sprayem czerwonymi gwiazdami. Czy to obrzeża cywilizacji, gdzie woda i środek do czyszczenia nie są jeszcze znane?

O tak wczesnej porze nie spodziewaliśmy się na Piotrkowskiej tłumów. Ale chcieliśmy chociaż przekonać się, czy to prawda, że ulicę ktoś sprząta? Zaraz po wyjściu z podziemi na powierzchnię zobaczyliśmy miejski odkurzacz. Niewielki pojazd do zamiatania ulicy leniwie sunął wzdłuż chodnika, połykając rozmaite paprochy. Tyle że uliczna kostka - nawet po jego przejściu - nadal wyglądała jak stary, poplamiony dywan.

Ekip sprzątających ulicę spotykamy jeszcze kilka. Pracownicy z miotłami, szczotkami i wiadrami starają się, jak mogą, ale nie są w stanie zmyć wrażenia, że ulica jest paskudna. Sprzątacze nie mają odpowiedniego sprzętu, a w walce o czystość są zupełnie osamotnieni. Ulice handlowe w Niemczech, Japonii czy choćby w polskiej Gdyni myją co dzień właściciele sklepów. Tak, jak rano myje się zęby. W Łodzi najwyraźniej przyjęliśmy, że skoro czasami pada deszcz, to o witryny i wejścia do swych sklepów dbać już nie trzeba.

O godz. 7 rano nie znaleźliśmy ani jednego miejsca, które chciałoby skusić przechodnia ciepłą kawą lub rogalikiem. Kawiarnie nieczynne, albo zostało po nich tylko wspomnienie i kartka z zapowiedzią otwarcia w innej części miasta.

Gdy wszystkie sklepy i puby są jeszcze zamknięte, jedyną rozrywką pozostaje podziwianie kolejnych kamienic. Zdecydowana większość, zamiast olśniewać pięknem, odrzuca ilością nagromadzonego na nich brudu. Jako łodzian nie bawi nas jednak odgadywanie, jak wiele lat temu odpadł gzyms, od jak wielu pokoleń na fasadę - za przeproszeniem - srają gołębie i kiedy wreszcie to się zawali.

Pomimo rzędów samochodów zaparkowanych przy ul. Piotrkowskiej już od rana, ulica ożywa dopiero około godz. 16. Wtedy też rozpoczynają się wędrówki łodzian z pracy do domu. Większość jednak pospiesznie przebiera nogami, nie zatrzymując się na zakupy, nie spotykając się - choćby przy pączku - ze znajomymi.

Zmrok skutecznie spowija ulicę ciemnościami - latarnie udają, że świecą. Wtedy też Pietrynę opanowują grupy rozwydrzonej młodzieży, bandy dresiarzy z ogolonymi głowami, żuli czatujących w bramach na parę groszy od klientów lokali. I rzesza naiwniaków liczących na to, że w centrum Łodzi można się jeszcze dobrze bawić.

Dumę z bycia łodzianinem na ul. Piotrkowskiej poczuliśmy tylko raz. W samo południe, gdy z balkonu przy Piotrkowskiej 104 popłynęły dźwięki hejnału.

Kilka ładnych kamienic, pubów i hejnał w południe to za mało, by ze znajomymi wrócić na Piotrkowską. A szkoda, bo tęsknimy.

Dzień na Pietrynie - raport

Czystość - czyli brud, smród i ubóstwo

Wraz z handlem z ul. Piotrkowskiej zniknął porządek. Dzisiaj królują na niej zasikane przez podchmielonych jegomościów i śmierdzące bramy, pomazane i oblepione plakatami oraz ulotkami ściany kamienic. Wreszcie - brudne i zaśmiecone chodniki, tu i ówdzie udekorowane psią kupą. Nie ma komu dbać o porządek i komu go egzekwować. Najsmutniejsze, że nie wynika to z braku odpowiednich przepisów i sposobów na zmuszenie właścicieli nieruchomości do ich przestrzegania, ale ze zwykłej urzędniczej niemocy i niechęci działania.

Handel - chińskie gacie i sajgonki

Plastikowe kioski miały być tymczasowym sposobem na zagospodarowanie niezabudowanych działek. Niestety, na stałe wpisały się w krajobraz ul. Piotrkowskiej. Sprzedawany w nich asortyment jest dokładnym przeciwieństwem tego, co przed laty było cechą wyróżniającą sklepy przy tej ulicy, czyli eleganckich butików z markową odzieżą. Te ostatnie zastępują kolejne salony telefonii komórkowych i oddziały banków. Restauracje przegrywają z hamburgerami, kebabem i sajgonkami. Ponad sto lokali należących do gminy stoi pustych.

Meble miejskie - każdy stawia, co chce

Mała architektura na Pietrynie to kakofonia stylów. Co przecznica - inne latarnie, różne są też kosze i kwietniki. Łączy je jedno - niemal wszystkie są brzydkie i zniszczone. Jeśli trafimy na ławkę, to przez przypadek. Będzie co najwyżej jedna na kilkadziesiąt metrów deptaka, aby większej grupie, bądź co gorsza wycieczce, nie przyszło do głowy na niej spocząć. Stojaki na rowery są powyginane i częściej służą do podpięcia koślawego i - zapewne - postawionego nielegalnie koziołka reklamowego.

Reklama - samowola i tandeta

Na jeden koziołek postawiony zgodnie z przepisami przypadają dwa, których właściciele nie mają zezwolenia od Zarządu Dróg i Transportu. Większość reklam na fasadach to samowole budowlane. Równie samowolnie pozalepiane są kolorowymi foliami witryny sklepowe. Masywne kasetony nijak nie pasują do wystroju fasad i jedynie je szpecą. Reklama jest traktowana jako przywilej handlujących i świadczących usługi przy ul. Piotrkowskiej. I nie musi spełniać jakichkolwiek norm estetycznych.

Iluminacja - pod latarnią najciemniej

Nie sposób doszukać się klucza, którym kierowali się urzędnicy, wybierając budynki warte iluminowania. Przypadkowe są tak kamienice, jak i eksponowane na nich fragmenty fasad i detale. Nocą lampy rzucają światło zarówno na wyremontowane, jak i sypiące się elewacje. Trudno doszukać się też sensu w rozwieszaniu w poprzek ulicy łańcuchów, które być może pasowałyby co najwyżej na choinkę. Sama ul. Piotrkowska po zachodzie słońca tonie w mroku. Latarnie, choć co przecznice inne, świecą tak samo słabo.

Kamienice - bez dobrego gospodarza

Sypiącą się fasadę wiekowej kamienicy, sąsiadującą ze świeżo wyremontowaną elewacją, spotykamy na każdym kroku. Standardem są również plastikowe okna w miejscu drewnianych i przebudowane witryny, zupełnie niepasujące do wyższych kondygnacji. Łódzką specjalnością są też odmalowane "od czapy" partery budynków, drażniące pstrokatymi kolorami, i zapuszczone bramy, które zamiast zapraszać, odstraszają od wejścia do środka. Spacerując ulicą, trudno zachwycać się architekturą kamienic, których wygląd zdradza jedynie brak dobrego gospodarza.

Podwórka - strach wejść

Na grubo ponad setkę dziedzińców kamienic, bez strachu i odrazy można się zapuścić raptem w kilka. Spacer pozostałymi skończy się niesmakiem wywołanym brudem i smrodem, bowiem bramy i zaułki służą głównie za toalety i śmietniki. To wersja optymistyczna, możemy bowiem mieć też spotkanie z grupą chuliganów lub podchmielonych jegomościów, których nie nękają żadne służby. Władze Łodzi zastanawiają się jak poprawić atrakcyjność podwórek. A mieszkający w nich łodzianie - czy nie zamknąć ich na całą dobę przed niechcianymi gośćmi. Część już to zrobiła.

Komunikacja - deptak czy ulica?

Dlaczego na ulicy Piotrkowskiej, od placu Wolności do al. Mickiewicza, nie ma parkomatów? Bo obowiązuje na niej zakaz parkowania. Niestety równie fikcyjny jak ograniczenie prędkości do 20 km/h. Codzienną praktyką jest zastawianie ulicy sznurami samochodów, a przed Grand Hotelem stoją szpalerem. Prowadzący riksze nie przestrzegają jakichkolwiek przepisów drogowych, a manewry wykonują najczęściej bez sygnalizacji - może w poszukiwaniu adrenaliny. Taksówkarzom "pięć minut oczekiwania na klienta", przeciąga się nawet w godziny.

Zieleń - betonowa pustynia

Zamiast drzew - żałosne kikuty. Zamiast klombów - sterczące z kwietników, bezlistne gałązki krzaków. Donice wystawiane przed lokale, zamiast dodawać ulicy uroku, szpecą uschniętymi roślinami i bożonarodzeniowymi chojakami, na które sezon już dawno minął. Po trawnikach pozostało piaszczyste wspomnienie, które dzisiaj psom służy za toaletę, a ludziom za popielniczkę. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają wykoślawione i brudne gazony - zawalidrogi, które cieszą tylko podpitych meneli, dając im miejsce popołudniowej drzemki.

Ludzie - już tylko przemykają

Na Piotrkowskiej bywam codziennie, ale jedynie dlatego, że bywam zawodowo. Spotykam na niej osoby, które podobnie jak ja przemykają jedynie do pracy lub z pracy. Spacer ulicą zajmuje mi zwykle kwadrans - wyrabiam się zatem w średniej. Na dłużej zatrzymują się jedynie amatorzy tandetnej biżuterii, azjatyckiej odzieży i kuchni. No i turyści, którzy z niedowierzaniem patrzą na to jak bardzo można zapuścić centrum miasta. To już nie salon dla łodzian, ale melina, w której - co widać - dobrze czują się głównie żule.


źródło: Gazeta Wyborcza / Łódź
Tagi: Łódź, mojemiasto.org.pl


2008-03-17 00:59
 Oceń wpis
   
W Bryle.pl zamieszczono artykuł Warszawa miastem perspektywicznym. Władze miasta planują reklamować stolicę podczas targów Inwestycji i Nieruchomości MIPIM w Cannes jako miasto perspektywiczne. Artykuł znajdziesz tutaj

Artykułowi towarzyszą trójwymiarowe prezentacje przyszłych obiektów, a właściwie uproszczonych brył sygnalizujących w skali miasta lokalizacje oraz przybliżone gabaryty przyszłych budowli. Wizualizacje wykorzystują materiał zawarty w decyzjach administracyjnych wydawanych przez władze lokalne a dotyczących warunków zabudowy. Niektóre z nich bazują ponadto na materiałach decyzji o pozwoleniu na budowę.



Jak to możliwe że po wielu latach prac i dyskusji nad planem dla centrum Warszawy takiego dokumentu nie ma?!

Mamy powody do radości ponieważ w centrum stolicy wyraźnie widać boom inwestycyjny tylko dlaczego owej presji i napływu kapitału nie próbować wykorzystywać dla uporządkowania miasta? Dlaczego inwestowanie w strefach centralnych dużych miast Polski odbywa się za pomocą ułomnego narzędzia jakim jest decyzja o warunkach zabudowy? Ułomnego ponieważ pozbawionego całkowicie kontroli społecznej i bazującego na uproszczonych mechanizmach pozwalających na uzupełnianie zabudowy w miejscach gdzie już ona istnieje a nie na tworzenie nowych wartości przestrzennych?
Nagromadzenie inwestycji jest rzeczą cenną? Tylko po co komu aż taki liberalizm?

Autorzy artykułu epatują się prezentacjami przyszłej zabudowy. Tymczasem na zachodzie tego rodzaju narzędzia wykorzystywane są do bieżącego podejmowania decyzji planistycznych. Czym się więc chwalić?

Żródło (również ilustracji): bryla.pl
Tagi: mojemiasto.org.pl


2008-03-16 12:10
 Oceń wpis
   
"Nazywam się Mie Svennberg. Jestem architektem i przez ostatnich kilka lat pracuję jako konsultant ds. architektury dla dzieci i młodzieży dla miasta Gothenburg i Västra Götaland Region. Moje obowiązki polegają na zachęcaniu nauczycieli do pracy nad projektami architektonicznymi i urbanistycznymi w szkołach. Wsparcie dla podejmowanych przeze mnie działań zapewniają koordynatorzy kultury z Geteborga i Västra Götaland Region. Spotykają się z nauczycielami i osobami z samorządów dla propagowania informacji. Pracuję z pięcioma lub sześcioma architektami którzy odwiedzają szkoły i prowadzą projekty z dziećmi, młodzieżą i nauczycielami. Im więcej zadań wykonujemy, tym bardziej szkoły są zainteresowane przyłączeniem się do nas. Przykładowe projekty mogą polegać na opracowywaniu propozycji odtwarzania placów zabaw i dziedzińców szkolnych, wspólnie z dziećmi.

Jestem członkiem Swedish Association of Architects, w ramach której tworzymy grupę która pracuje nad zagadnieniami dotyczącymi dzieci i architektury. Nasza grupa badała jak wprowadzić architekturę do programu zajęć szkolnych wspólnie z Swedish School Department. Powoli rozwijamy coraz lepsze kontakty z instytucjami edukacyjnymi i ubiegłej jesieni odbyliśmy nieduży objazd - wizytę w niektórych instytucjach w Szwecji gdzie prowadziliśmy seminaria i warsztaty. W chwili obecnej pracuję z Chalmers Architecture i Gothenburg Institute of Education, planując kurs dla studentów architektury i nauczycieli trenerów.

Jednym z projektów w który jestem aktualnie zaangażowana jest projekt dla nabrzeża w Geteborgu. Trzy-kilometrowy tunel budowany jest w centrum miasta dla ograniczenia ruchu i wykreowania bezpośredniego styku miasta z wodą. Czołowi politycy Geteborga zdecydowali o próbie podjęcia daleko idącego dialogu z mieszkańcami miasta. Moim zadaniem jest zachęcanie dzieci i młodzież do pokazania swoich wizji dla tego terenu.

Troje architektów pracuje w 12 szkołach w Geteborgu tej wiosny. Jesienią zostaną utworzone grupy składające się z ekspertów i nieprofesjonalistów dla wspólnej pracy nad zaproponowanymi wizjami. Wiosną 2006 wizje zostaną dopracowane i od tego momentu rozpocznie się praca na nowym nabrzeżem dla Geteborga. Wierzę że jest bardzo ważną rzeczą dla dzieci i młodych ludzi aby mieć możliwość zaangażowania się w dyskusję o swoim własnym otoczeniu. Istotą demokracji jest bycie świadomym możliwości wpływania na życie społeczne w różny sposób. Politycy, planiści i architekci mają dużo do wygrania słuchając dzieci, które są ekspertami w kwestiach dotyczących ich własnego środowiska i tego jak z niego korzystać. Jednocześnie demokracja wymaga wiedzy, do poszukiwania której - mam nadzieję - ja i współpracujący ze mną architekci inspirujemy, zarówno dzieci jak i ich nauczycieli. "

Artykuł pochodzi z bazy danych dobrych przykładów Playce.org i został udostępniony za zgodą twórców serwisu.
Autor: Mie Svennberg
Tłumaczenie: Małgorzata Hanzl
Tagi: edukacja, partycypacja, urbanistyka, mojemiasto.org.pl, społeczna



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.