2011-05-24 21:41
 Oceń wpis
   

Byłam dzisiaj uczestnikiem bardzo ciekawego wydarzenia, a mianowicie dyskusji środowiskowej na temat rozwiązań transportu w Łodzi. Dyskusję zorganizował łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich - i rzeczywiście dziękuję za ten pomysł i za to spotkanie. Temat nie został wyczerpany, tak naprawdę został jedynie dotknięty. Nie rozmawialiśmy zgodnie z tytułem spotkania o wizji rozwoju przestrzennego Łodzi w świetle rozwiązań komunikacyjnych, a jedynie o rozwiązaniach komunikacyjnych sensu stricto - w tym w odniesieniu do śródmieścia Łodzi -  jedynie o sposobie prowadzenia linii średnicowej i linii mającej obsłużyć kolej aglomeracyjną.

Nie jestem specjalistą od projektowania kolei. Nie znam terminologii używanej w tego rodzaju dyskusjach branżowych. Stąd być może łatwiej było mi zaobserwować to co od dość dawna leży w obszarze moich zainteresowań, a mianowicie zagadnienie języka komunikacji. Znajduję bezpośrednie przełożenie pomiędzy językiem używanym przez konkretne osoby, a ich chęcią współpracy z innymi i dążenia do uzyskania wspólnej platformy porozumienia. Obserwując język wypowiedzi niezwykle łatwo jest zorientować się w intencjach mówiącego. Nadmierna technicyzacja wypowiedzi w ramach dyskusji bezpośredniej jest dla mnie przesłanką chęci schowania intencji mówcy. Od adwersarza, odbiorcy wymagany jest niezwykle wysoki poziom koncentracji dla zrozumienia istoty przesłania. To z kolei w żaden sposób nie służy porozumieniu.

Wśród zebranych gości obecne były dwie grupy zawodowe: urbaniści i architekci oraz specjaliści od transportu. Dyskutowane rozwiązanie było ewidentnym wyrazem przewagi jednej tylko grupy zawodowej - a mianowicie specjalistów transportu.  Wysoce wyspecjalizowany język wypowiedzi, w tym w części powiązany z brakiem odniesienia do ilustracji, służył temu aby przekaz nie zawsze pozostawał oczywisty, oraz jednocześnie temu aby odbiorcy poczuli się zmęczeni i zrezygnowali ze śledzenia wypowiedzi. Co najgorsze - dało się to również zaobserwować u niektórych nie-specjalistów transportu, którzy powinni reprezentować interesy nas mieszkańców.  Prof. Judith E. Innes określiła taki model planowania jako techniczny, stwierdzając jednocześnie, iż bardzo często nadmierna technicyzacja języka planowania służy ukryciu rzeczywistych decyzji podejmowanych z pewnych przesłanek za kulisami. Inne określenie tego modelu to teoria elit powiązana z zastosowaniem modelu techniczno-biurokratycznego.

Dzisiejsze spotkanie dowiodło jeszcze jednej rzeczy - a mianowicie braku urbanistyki w Łodzi. Urbanistyki rozumianej jako grupa osób reprezentujących ten zawód i pracujących dla miasta. Wsród reprezentantów łódzkiej administracji samorządowej nie ma osób, które byłyby w stanie w sposób zdecydowany bronić interesu miasta z pełnym zrozumieniem procesów, które w mieście zachodzą. Które byłyby w stanie skutecznie - dzięki posiadaniu niezbędnej wiedzy fachowej oraz zdecydowania i stanowczości niezbędnych dla skutecznego reprezentowania mieszkańców miasta - wejść w interakcję z przedstawicielami kolei, fachowcami swojej branży, od których nikt przecież nie wymaga rozumienia zasad projektowania urbanistycznego. Po to aby w rezultacie doprowadzić w ramach negocjacji do osiągnięcia porozumienia z korzyścią dla mieszkańców miasta. Brak takiej silnej grupy zawodowej w strukturach administracyjnych miasta stanowi istotny kontrast jeśli porównywać z miastami innymi. W referacie traktującym między innymi o przebudowie węzła kolejowego w Wiedniu, który miałam okazję usłyszeć podczas niedawnej konferencji uderzyło mnie podkreślenie wagi negocjacji pomiędzy przedstawicielami kolei i miasta. W tej drugiej grupie - liczącej tam blisko 30 osób, zorganizowanych w ramach dwóch jednostek koordynujących - przeważali urbaniści i architekci. Ale nie tylko, byli tam też inżynierowie eksploatacji kolei, specjaliści od infrastruktury rozmaitego rodzaju - po to między innymi - aby zapewniona była odpowiednia pozycja miasta w negocjacjach. Oraz dla opracowania rozwiązań o merytorycznie wysokiej jakości. Zresztą kiedy sama prezentowałam swój referat w ramach rzeczonej konferencji pierwsze postawione mi w dyskusji pytanie dotyczyło tego kto to wszystko zrobi. Kto w ramach miasta zrealizuje te arcytrudne zadania? (nota bene - jeśli jest taka potrzeba Austriacy zadeklarowali pełną pomoc i wsparcie techniczne, zapewne nie całkiem za darmo - doświadczenia w tym zakresie mają niebagatelne).

Podstawowy zarzut jaki postawiony został w ramach dzisiejszej dyskusji wobec proponowanych rozwiązań transportowych w zakresie kolei aglomeracyjnej to brak jej integracji z miastem. Zwróćcie uwagę, że mieszkańcy miasta to jednocześnie użytkownicy kolei i ułatwienie im dostępności do dworca/ stacji /przystanku leży we wspólnym interesie zarówno miasta jak i zarządców kolei. Wszyscy na tym zarobią. Miasto dzięki temu, że integracja rozwiązań transportowych służy ograniczaniu rozwijania transportu indywidualnego. Wszak jeśli nie ma czym dojechać (zwłaszcza z walizkami) niezbędny będzie własny samochód. I w konsekwencji potrzeba budowy kosztownych w utrzymaniu i zapewnieniu bezpieczeństwa parkingów wielopoziomowych lub/oraz dewastacji struktury przestrzennej przez lokalizację dojazdów i parkingów naziemnych. Kolej zarobi dzięki temu że lepsza jej integracja z innymi środkami transportu to jednocześnie większa ilość podróżnych. (Bo jeśli już np. wsiedliśmy do auta żeby dojechać na dworzec to jaki jest sens szukać parkingu żeby dojechać gdzieś w skali województwa, a często i dalej). Ja - mieszkaniec - zarobię gdyż zaoszczędzę cenny czas i nerwy nie siedząc za kółkiem - tylko przeznaczając podróż na pracę lub lekturę.

Jest jeszcze jedna rzecz związana z ekonomią - i o tym przypomniał mi swoim komentarzem czytelnik 'Uważam Rze' (z komentarzem w pełni muszę się niestety zgodzić, a z racji wagi rzeczy odpowiadam tutaj). Pan Profesor Jacek Wesołowski pokazał nam we wczorajszej wypowiedzi jedną ważną rzecz - ów dyskutowany brak powiązania z koleją aglomeracyjną w prezentowanych projektach generuje również koszty budowy - z racji tego że jest dłuższy. Stąd też - niezależnie od samych rzeczywiście istotnych korzyści dla miasta - apeluję o podjęcie dyskusji we właściwych mądrych gremiach aby ostateczne rozwiązania spełniały potrzeby w każdym możliwym zakresie. Jeszcze dopowiadam że podlegający dyskusji 'brak powiązania z koleją aglomeracyjną' w ramach projektowanego układu, chowający się w dywagacjach za rzeczą najważniejszą i z którą nikt nie próbuje dyskutować - a mianowicie budową samej średnicy KDP, ów 'brak powiązania' nazywany pieszczotliwie w dyskusji esikiem floresikiem - w opinii zebranych osób przyniesie straty miastu, a zyski - jak to ładnie ujął Prof. Wesołowski - interesariuszowi, którego można określić mianem 'definitely in my backyard' . Bo połączenia kolejowe i obecność stacji - jakby ktoś nie wiedział - generuje zyski - stąd ta postawa. I jak to bardzo trafnie ujął wczoraj w dyskusji Pan Dyrektor Raczyński - kolej jest tańsza niż drogi i utrzymanie systemu parkingów.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, kolej, transport


2011-05-15 22:45
 Oceń wpis
   

O partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym z wykorzystaniem nowych technologii mówiło się ostatnio w Poznaniu z okazji Konferencji Przestrzeń - Ludzie - Mapa - Miasto zorganizowanej przez tamtejsze Stowarzyszenie My Poznaniacy i Pracownię Analiz Geoinformacyjnych UAM. Miałam okazję zaprezentować tamże  referat, który podsumowywał napisaną kilka lat temu pracę doktorską o Nowych mozliwościach udziału mieszkańców w planowaniu przestrzennym w wyniku stosowania nowych technologii IT. Promotorem pracy był Pan Prof. Stefan Wrona z Politechniki Warszawskiej. Wykład niniejszy wygłaszany i publikowany był już wcześniej, w tym w wersji polskiej podczas konferencji Krakowskie Spotkania z INSPIRE w 2008 oraz opublikowany w Roczniki Geomatyki, Tom VI, Zeszyt 3, pod redakcją Gaździcki Jerzy, Baranowski Marek, Michalak Janusz, Musiał Ewa; Polskie Towarzystwo Informacji Przestrzennej, Warszawa 2008; s. 87-102 . Wersja angielska ukazała się w Design Studies Special Issue Participatory Design, vol.28, May 2007, str. 289-307  : http://bit.ly/jbFCtf (i jak dotąd doczekała się 30 udokumentowanych cytowań na całym świecie ) oraz (w wersji rozszerzonej) jako rozdział w podręczniku wydanym przez naukowców z Dehli w Nowym Jorku: https://www.novapublishers.com/catalog/product_info.php?products_id=8334 , książka jest również dostępna w księgarni Amazon: http://www.amazon.co.uk/Geoinformatics-Natural-Resource-Management-Joshi/dp/1606922114 . Wersja angielska referatu jest dostępna w sieci na stronie PTIP: http://ptip.org.pl/download/files/ITforPP.pdf

Bardzo ciekawa inicjatywa oraz konferencja. Organizatorzy zaprosili kilka rzeczywiście kompetentnych osób, dla mnie szczególnie interesujący był wykład Prof. Piotra Jankowskiego, z San Diego State University (jako praktyka tego rodzaju zastosowań - pomimo że zdaję sobie sprawę z odmienności rzeczywistości amerykańskiej i naszej) oraz relacja p. Michała Srednickiego z wdrożenia GIS w Kielcach. Interesująca była również dyskusja panelowa, w której również uczestniczyłam. Jako że działania mają mieć swój ciąg dalszy - gorąco polecam zainteresowanym tamtejsze grono osób.

Temat jest trudny. Wydawać by się z pozoru mogło, że technologia jako taka niewiele zmienia. Tymczasem jednak kompetentne zastosowanie tejże nie tylko ma szansę wspomóc wzajemną komunikację dostarczając płaszczyzny porozumienia niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a to dzięki łatwym i szybkim w opracowaniu trójwymiarownym wizualizacjom. Stosowanie technologii to również bardzo szybkie symulacje wyników ekonomicznych przedsięwzięcia, na bieżąco podczas dyskusji. To możliwości analiz wpływu różnych czynników na to co się w przestrzeni miejskiej może zadziać. Samo wykorzystanie sieci jako narzędzia komunikacji, możliwości organizacji procesu i monitoringu... Mogłabym kontynuować ten temat w nieskończoność.

Tymczasem skąd bierze się trudność. Otóż my urbaniści na ogół nie zdajemy sobie sprawy z wagi technologii. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, wśród nich najważniejsza to chyba ta, że rysowanie utożsamiane jest z kreśleniem i cedowane na osoby młode, mające za zadanie po prostu przerysować dzieło wykonane przez pryncypała, na ogół pierwotnie w formie analogowej. Bardzo często do tego celu wykorzystuje się techniki CAD i oprogramowanie takie jak AutoCAD czy co gorsza Archicad. Albo jeszcze gorzej (bo trudno potem o konwersję z zachowaniem skali) oprogramowanie graficzne typu CorelDraw, Adobe Ilustrator etc. Tracąc w ten sposób całość możliwości analitycznych oferowanych przez narzędzia GIS.

Z powyższym zapewne będzie wiązała się istotna trudność wdrażania Dyrektywy INSPIRE w zakresie Aneksu II i III , w tym w szczególności tematów związanych z planowaniem. Bo trudno będzie tak sporządzane dane udostępniać w sieci, w Geoportalach, które bazują na GIS. A takie są wymagania dyrektywy (przyjętej i funkcjonującej jako polskie prawo). Koszty wdrożenia z całą pewnością obciążą samorządy lokalne, które póki co całkowicie na ogół nie wiedzą o czym mowa. Nie wspominam nawet że na ogół dokumentacja przetargowa na plany czy studia uwarunkowań nakłada na sporządzającego jedynie wymóg przekazania efektu w formie pliku pdf, bez przekazywania plików źródłowych - ogrom pracy aby to potem doprowadzić z powrotem do postaci działającej w systemie geoinformatycznym poraża. Zaś termin, w którym, zgodnie z owymi zobowiązaniami, informacja o tym jak przestrzeń miejska definiowana jest w planach (oraz w decyzjach o warunkach zabudowy - o czym nie mówi się wcale, a to też przecież przyszłość zagospodarowania przestrzennego mająca wpływ na środowisko) ma być dostępna w sieci, w geoportalach, zbliża się wielkimi krokami. Przecież nieznajomość prawa nie zwalnia z jego stosowania, nieprawdaż? Potencjalnym zainteresowanym pogłębieniem wiedzy o INSPIRE polecam świetny portal na ten temathttp://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire

 

Tagi: prawo, it, informatyka, partycypacja


2011-05-09 21:51
 Oceń wpis
   

Co rządzi wyborem miejsca zamieszkania, w szczególności jeśli mówimy o wyborze domu na przedmieściu lub poza miastem? Wygoda, świeże powietrze, dostęp do zieleni. Dostępność cenowa. Kiedy już mieszkamy istotny staje się dostęp do infrastruktury, zwłaszcza oświatowej i zwłaszcza w przypadku rodzin z małymi dziećmi. Z reguły poszukując atutów wymienionych na wstępie zapominamy że będzie trzeba do naszego miejsca zamieszkania dojechać, zapominamy również że brak sąsiadów w sytuacji wyjazdu może być niebezpieczny. Jednak na ogół do szukania azylu na wsi (lub pod miastem) skłania rodaków poszukiwanie świeżego powietrza i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Taki zresztą był pierwotny zamysł modernistów, którzy w całym swoim idealiźmie poszukiwali lokalizacji wolnostojących budyków w zieleni.

Tyle wybory świadome, które umiemy nazwać i które w pewien sposób utrwalone są w Polsce kulturowo (dworek polski) lub poprzez liczne kontakty Polaków z rodzinami które wyemigrowały do USA (dom na przedmieściu). Podświadomie natomiast poszukujemy schronienia, bezpiecznej, zdefiniowanej przestrzeni o różnej skali. To jest wpisane w ludzką naturę. Podobnie jak to że ludzie są stworzeniami chodzącymi. Potrzebujemy codziennej dawki ruchu, inaczej nasz organizm źle działa, zapadamy na liczne choroby, o których mówi się że są cywilizacyjne.

Już wiemy że nie da się projektować domow w zieleni bez precyzyjnego określenia kto za który fragment zieleni odpowiada (bo zieleń bywa wtedy niezadbana). Wiemy też że uwolniony parter nie działa bo w cieniu trawa nie chce (nieprawdopodobne) rosnąć, oraz że bywa w takich miejscach niebezpiecznie. Dowiedzieliśmy się również że pewne formy zabudowy sprzyjają przeciągom. A inne mniej.

Okazało się że powrót do tradycyjnie rozumianej ulicy jest ważny. Jednak ta ostatnia wiedza dociera jakby z pewnymi oporami. Wciąż jeszcze to "zabijanie ulicy" zapowiedziane przez Le Corbusiera w świadomości niektórych funkcjonuje. Nawet jeśli już powoli uczymy się rysować wzdłuż zabudowę obrzeżną. To wciąż jeszcze brakuje kontaktu z rzeczywistością przy próbie wyobrażenia, kto miałby chcieć mieszkać przy drodze szybkiego ruchu. Podstawowa różnica pomiędzy drogą i ulicą (i tak to jest definiowane w przepisach o ruchu drogowym) jest taka, że ta pierwsza jest poza miastem, a ta druga w mieście. Ulica miejska poza programem transportowym winna nieść jeszcze program społeczny. A co najmniej zieleń przyuliczną dla zmniejszenia uciążliwości. I tak są projektowane ulice, które pomimo znacznej szerokości (i znacznych "potoków ruchu") nie są uciążliwe dla swoich mieszkańców. Chciałabym mieszkać przy Polach Elizejskich w Paryżu, albo przy Ringu w Wiedniu, a Wy nie?

No dobrze a teraz zejdzmy na ziemię. Otóż (a to ci dopiero!) to wszystko kosztuje. Z tego względu miasta które nie tylko planują ale również realizują swoje plany myślą racjonalnie - i nie planują w kategoriach megalomanii. Ograniczone środki na inwestycje miejskie należy bowiem dzielić na realizację infrastruktury nowej, pozwalającej obsłużyć nowe lub dotychczas niedoinwestowane tereny. Oraz na utrzymanie infrastruktury dotychczasowej. W moim rodzinnym mieście Łodzi bez wykonywania odkrywek można z łatwością sprawdzić rodzaj podłoża pod asfaltem we wszystkich niemal istniejących ulicach. Ze względu nie na dziury ale na kratery które są tam obecne. Wolałabym aby przed kolejnymi wyborami do samorządu nasze władze przecięły wstęgę do miasta, w tym w szczególności do śródmieścia z wyremontowanymi istniejącymi ulicami niż otworzyły nową czteropasmową ulicę Wólczańską, Bednarska czy jakąś inną. Podejrzewam że ten mój pogląd podzielają również inni mieszkańcy naszego miasta, z kierowcami włącznie. To tyle tytułem reminiscencji po dzisiejszym spotkaniu w sprawie planu miejscowego dla rejonu Placu Niepodległości w Łodzi.

PS. Przy niektórych ulicach warto byłoby dosadzić trochę zieleni aby zmniejszyć uciążliwość ruchu i zachęcić mieszkańców do mieszkania przy nich, np. przy ul. Rewolucji 1905 r. Miast natomiast budować ścieżki dla rowerów wystarczy malować pasy na jezdni, tak jak np. w bogatszym od Łodzi Miami. Warto by też było przemyśleć organizację ruchu - bo system ulic jednokierunkowych, często bez możliwości skrętu, sam w sobie generuje dodatkowy ruch.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, transport


2011-05-08 21:25
 Oceń wpis
   

Kolejny świetny tekst Michała Beima, tym razem w Plus Minus Rzeczypospolitej: Raport z zakorkowanego miasta. W papierowym wydaniu dziennika oznaczony jest logo Kongresu Polska - Wielki Projekt. Ta inicjatywa wzbudziła we mnie pozytywne nadzieje na zmiany. Choć już jakiś czas temu stawialiśmy na profesjonalizm, wystarczy przypomnieć poprzednią kampanię wyborczą do Sejmu i Senatu. Oby tym razem. Mam też nie ukrywam nadzieję na zwiększoną aktywność Zielonych 2004, przecież w Niemczech Zieloni odnieśli niedawno sukces wyborczy.

Co mnie cieszy to coraz bardziej widoczne zabieganie polityków o względy osób aktywnie działających w ramach obecnych w niemal wszystkich miastach ruchów miejskich. Widoczne jest to na szczeblu lokalnym, jeśli nawet nie w konkretnych działaniach to chociaż w obszarze deklaracji. Hasła głoszone przez aktywistów miejskich stają się obecne w powszechnym obiegu. Z różnych stron i to budzi nadzieję że coś rzeczywiście ulegnie racjonalizacji w obszarze prawa. W tym prawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Wracając do miejskich korków i kwestii zrównoważonego rozwoju - oczywistym dla czytelników tego bloga, że im mniejszy obszar miasta, większe wymieszanie funkcji to znaczy mniejsze odległości i mniej potrzeby transportu i zużycia energii. Która nie będzie taniała, niezależnie od źródła. Równie oczywistym, że im bardziej będziemy poruszali się zbiorowo tym mniej energii wydatkujemy na przemieszczenia. Argumentem strony przeciwnej - czyli zwolenników transportu indywidualnego - jest, że póki co nasycenie drogami w porównaniu do Europy zachodniej jest minimalne. Może będę kontrowersyjna ale mnie to nie martwi. I czym prędzej zamiast popełniać błędy związane z rozwijaniem ponad miarę sieci dróg (nie mam tu na myśli oczywiście od dawna zaplanowanych kilku autostrad, ktore mam nadzieję w końcu powstaną, jak ta na odcinku A2 czy A1) rozwijać inne formy transportu, w tym przede wszystkim szynowego, w różnej skali.

Drugim tematem jest zmiana sposobu myślenia o przestrzennej dystrybucji inwestycji. Planowanie tychże jest obowiązkiem władz samorządowych. I to nie planowanie na zasadzie - tu jest wolny tani grunt to zlokalizujemy inwestycję. Ale planowanie, które między innymi służy minimalizacji kosztów związanych z późniejszą eksploatacją. 

W tym wszystkim podmiotem winni być mieszkańcy i myślenie o ich potrzebach. Miasta które są dobrze zaplanowane, które dobrze działają przyciągają nowych mieszkańców i nowe inwestycje. Rozwój przestrzennej segregacji funkcji wywodzi się z idei miasta przemysłowego Tony Garnier'a, z czasów kiedy przemysł był uciążliwy dla mieszkańców. Ten sposób myślenia o rozwoju miast rozwijany przez modernistów odchodzi już w zapomnienie. Już dawno odeszliśmy od takich priorytetów - współcześnie mówi się o planowaniu przyjaznym dla mieszkańców, o planowaniu które jest odporne na zmiany klimatu, o planowaniu nawiązującym do wielowiekowej tradycji danego miejsca poprzez kontynuację dotychczasowych cech morfologicznych struktury. Ciekawą acz krótką charakterystykę współczesnych trendów w urbanistyce znalazłam w artykule Joan Busquets mówiącym o współczesnych przemianach w Barcelonie w cytowanej już tu książce (str. 14-20) .

Nie istnieje najmniejsza potrzeba abyśmy gonili państwa bardziej rozwinięte popełniając po drodze wszystkie popełnione tam błędy. Wydaje mi się że mamy szansę tego uniknąć właśnie dzięki miejskim aktywistom, których w Polsce cała masa. Wiele młodych osób pisze, wiele publikuje, coraz liczniejsze stają się dyskusje na takie właśnie tematy. Coraz więcej w sieci stron, tworzonych przez ruchy miejskie, patrz: Stowarzyszenie My.Poznaniacy, Forum Rozwoju Warszawy, Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia, łódzka Fundacja Fenomen i Grupa Pewnych Osób, długo by wymieniać. Funkcjonują też ogólnopolskie sieci wzajemnej wymiany pomysłów i doświadczeń. Bo to mieszkańcy są przecież gwarantem właściwego funkcjonowania miasta. Oby te nadchodzące wybory przy okazji formułowania postulatów i programów stały się okazją do dyskusji również na takie tematy.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, transport


2011-03-31 20:38
 Oceń wpis
   

Zdarzyła mi się dzisiaj bardzo ciekawa dyskusja z jednym ze studentów. (Skądinąd podejrzewam że nie on jeden myśli w ten sposób - ale niektórzy inni nie mają wystarczająco śmiałości żeby swoje myśli głośno, w mojej obecności wyartykułować). Rzecz dotyczyła celowości partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym. Postrzeganej z punktu widzenia architekta - urbanisty. Rzecz jest ważna, bo pogląd z którym przyszło mi się zmierzyć jest bardzo powszechny wśród moich Kolegów po fachu. Otóż partycypacja w tym ujęciu jest działaniem pewnej grupy społecznej reprezentującej swoje własne interesy, zmierzającym do realizacji tychże interesów. Wszystkimi dostępnymi środkami. Jest w tym oczywista racja, z tym jednak drobnym felerem, że to o czym mowa nie ma nic wspólnego z partycypacją społeczną rozumianą tak jak ja to rozumiem, a mianowicie jako metoda zapobiegania konfliktom. Jako działanie zmierzające do włączenia w myślenie o wspólnie wykorzystywanej przestrzeni wszystkich jej użytkowników. W sposób taki aby nie tylko podejmować racjonalne i wyważone decyzje, ale jednocześnie zmierzać w kierunku budowy wzajemnego zaufania i tego czegoś nieuchwytnego co bywa nazywane kapitałem społecznym. Czyli sieci wzajemnych relacji, powiązań między ludźmi, zaufania, zrozumienia i przy okazji kapitału wiedzy i umiejętności przydatnych w rozwoju danej społeczności. Troszkę idealizuję, i odbywa się to z całą świadomością idealizowania. Jednak nie sposób mówić o partycypacji społecznej, jeśli ktoś przychodzi do urzędu i awanturuje się o swoje. Lub w sposób niejawny przekazuje urzędnikowi/ decydentowi, etc "korzyści materialne" w mniej lub bardziej legalny sposób aby zaspokoić swoje oczekiwania. To się naprawdę inaczej nazywa. I po raz kolejny wydaje mi się, że kwestia terminologii ma w tym przypadku równie istotne znaczenie jak definicja miasta, jeśli chcemy o tym zjawisku rozmawiać.

Tagi: partycypacja


2011-03-04 10:22
 Oceń wpis
   

O symulowaniu procesu partycypacji oraz o moich ostatnich fascynacjach możecie Państwo poczytać tutaj. Tym razem w roli głównej jajko - jako reprezentacja projektu (urbanistycznego).


Oraz słomki, papier (w ograniczonej ilości) i taśma klejąca jako narzędzia mające służyć modelowaniu procesu - powiedzmy że metody udanej partycypacji.

Rezultaty przebiegu procesu:

  

Oraz przygotowania :-)

PS. Powyższe obrazki oraz filmy, do których prowadzą linki zostały wykonane podczas zajęć na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, specjalizacja Architecture for Society of Knowledge, przedmiot Information Processes in Urban Planning.

To nie pierwszy raz kiedy robimy takie ćwiczenia, wcześniej w Uniwersytecie Łódzkim, na Wydziale Nauk Geograficznych, międzywydziałowy kierunek Gospodarka Przestrzenna (realizowany wspólnie z Wydziałem Zarządzania) : http://pspp.blox.pl/2008/10/Fotorelacja-z-planowania-procesu-I.html

Zdjęcia i blog wykładowy opracowywali wtedy studenci GP :-)


Tagi: społeczeństwo, socjologia, partycypacja, urbanistyka


2010-12-20 19:39
 Oceń wpis
   

Szanowni łodzianie,

Tuż przed Świętami zalecamy obowiązkową lekturę. Otóż po raz pierwszy w historii zapewne Polski, a kto wie czy nie szerszej części świata mamy jedyną (i nie wiadomo czy powtarzalną) okazję konsultować budżet naszego miasta. I to nie tylko jak to bywa w instrumencie zwanym budżet partycypacyjny ( o którym tu była mowa), gdzie mieszkańcy współdecydują o kształcie części (na ogół do 20-30% środków) ale całość pieniędzy jaka ma zostać w kolejnym roku przeznaczona na różne cele. Bardzo to interesujące, szczególnie że uwagi można zgłaszać mailowo, bez wychodzenia z domu. Można również dyskutować na forum. Ciekawa jestem co z tego wyniknie. No i nie ukrywam że troszkę mnie zaskakuje aż taka otwartość bo nie wiem czy to nie niechcący i nie przez przypadek.

Jest o czym dyskutować i trzeba się spieszyć bo termin krótki, upływa 23 XII tego roku. Wśród szczególnie interesujących pozycji są propozycje transportowe ZDiT w tym między innymi co dla mnie jest bardzo ciekawe - pomysł poprowadzenia ulicy łączącej Wojska Polskiego i Kilińskiego (str.313 dokumentu, pozycja "Budowa ul. Targowej na odc. od ul. Wojska Polskiego do włączenia w ul.Kilińskiego", z niebagatelną kwotą 3mln PLN na ten cel przeznaczoną. Jak można się domyślać z wcześniejszych pomysłów zapisanych w dokumentach planistycznych rzeczona ulica będzie przebiegać przez niedawno wyremontowane budynki AHE, przez działkę przedszkola przy Jaracza, oraz (chyba się nie mylę) przez teren gdzie wydano decyzję co najmniej o warunkach zabudowy (jeśli nie o pozwoleniu na budowę - sądząć ze stanu inwestycji) na zabudowę mieszkaniową przy Rewolucji oraz przez Park Helenów. Pomyłka? W budżecie? (A może się mylę? - tak dość przeciez enigmatycznie jest to zapisane.) Są też inne pomysły inwestycji drogowych, tudzież w ogóle inne pomysły. Ważne i ciekawe...

Tagi: społeczeństwo, nieruchomości, miasto, partycypacja, społeczna, mieszkańcy


2010-12-10 09:55
 Oceń wpis
   

Niektórzy zewnętrzni komentatorzy patrząc z odległej perspektywy nie są w stanie zrozumieć istoty problemu. I zamiast spróbować się do tego przymierzyć od razu używają epitetów. A tu tymczasem trzeba ad rem a nie ad personam.. (zresztą to częsty błąd bywa, tylko niekiedy dziwi, zwłaszcza u inteligentnych osób). Nasza rodzima rzeczywistość nie daje się łatwo porównywać z np. brytyjską - bo tam duch pracy socjalistycznej nigdy nie gościł. Absurdy biurokracji owszem są obecne ale nie mają konotacji typu "czy się stoi, czy się leży.. się należy". Stąd jednak broniłabym podejścia reprezentowanego przez Fundację Fenomen w tym tu liście otwartym, bo do tego rodzaju niedostatków odnosi się postulat podjęcia działania niczym w dobrze zorganizowanym przedsiębiorstwie (w którym jakość pracy przekłada się na jej efekty). Takie myślenie, mimo że w dłuższej perspektywie rzeczywiście nieprawdziwe, ale jednak jest bardzo mocno osadzone w tutejszych realiach. O których niektórzy zapomnieli, a może ich nawet nie znali. Bo wszak Polska dzielnicowa wciąż funkcjonuje. I czym innym jest Poznań, czym innym Katowice, czym innym Łódź, czym innym Lublin, a jeszcze czym innym Kraków. Rozwój jest jak wiadomo procesem o charakterze dialektycznym - stąd skoro nasze rodzime wahadło nie chce się nijak wychylić, utknęło x lat temu - stąd silne pociągniecie jest niezbędne. I stąd takie myślenie jak to reprezentowane we wspomnianym Liście Otwartym FF wydaje się być uzasadnione oraz na miejscu - tu i teraz.

Tagi: miasto, partycypacja


2010-12-04 13:21
 Oceń wpis
   

Znów nie mam czasu bo przerabiam od początku wykłady o partycypacji społecznej w planowaniu. Dotychczasowe, z których notatki studenci robili sobie tu (i których już w tym miejscu nie prowadzę) są za długie. Poza tym tyle wątków przynosi  życie, tyle się dzieje - wszystko płynie.

Drugim powodem braku czasu w moim przypadku jest fakt odkrycia chodzenia. Wielki mi Kolumbus ktoś by powiedział ale dla mnie to jest odkrycie. Nie chcąc, wręcz panicznie broniąc się przed tym, żeby z powrotem wrócić do siedzącego trybu życia za kółkiem, a jednocześnie nieszczególnie będąc przekonana do akrobatyki i ekwilibrystyki w postaci prób utrzymania równowagi w śnieżnej brei na rowerze. Przez ileś lat opanowałam trudną sztukę wyjezdzania z zaspy, ale nigdy nie sprawiało mi to zbytniej frajdy. Natomiast autentyczną frajdę sprawia mi chodzenie po mieście, dawno tego nie robiłam, chyba od czasów studiów...  

Az się prosi w tym miejscu o zdjęcie, i pewnie się jakieś tu pojawi :)

Wracając do partycypacji społecznej - polecam gorąco wszystkim zainteresowanym szczegółową analizę scenariuszy prowadzenia procesu rewitalizacji z udziałem społecznym zaproponowanych w witrynie communityplanning.net Troszkę to jest idealistyczne i na pewno wymaga dopasowania do naszej rodzimej rzeczywistości - jako że podstawą dla ich stworzenia, obok doświadczeń autorów z pracy w ONZ, były przede wszystkim przykłady brytyjskie. Ale uderza jedna wspólna cecha: opieranie tegoż procesu na obecnych już mieszkańcach danego obszaru. Budowanie kapitału społecznego. (skądinąd fascynujące jak bardzo zima zbliża ludzi ;) ). Mieszkaniec wartością jest i basta - parafrazując Krzysztofa Herbsta z Wykładów w Stoczni jakiś czas temu.


Przy okazji znalazłam zdjęcie z prowadzonego wtedy warsztatu o uwarunkowaniach prawnych uczestnictwa społecznego, źródło: http://partycypacjaobywatelska.pl/wiadomosci/7-wydarzenia/43-partycypacja-w-przestrzeni-seminarium

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, śnieg, partycypacja


2010-11-15 00:12
 Oceń wpis
   

No i się udało. 240 000 podpisów pod obywatelską inicjatywą zmiany ustawy o ochronie przyrody zebrane. Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję. (Może by się teraz zabrać za ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, tak zaraz po wyborach? ).


Zdjęcie pochodzi z serwisu FB, z profilu A. Wajraka i dokumentuje moment tuż przed zaniesieniem pudeł z podpisami do gmachu Sejmu.

Cieszę się również z podpisu Pana Marszałka Schetyny i gratuluję.Jakoś się ostatnio wszyscy w szacownym towarzystwie fotografują.Szukałam ostatnio przepisów prawnych dotyczących działalności Lasów Państwowych i zabłądziłam na stronę jak w tytule. No więc leśnicy też tak robią. Ciekawi dlaczego. Nie wnikam za bardzo bo znów wywołam jakąś burzę w szklance wody. Wiadomo po której jestem stronie (tej właściwej oczywiście), a przeciwko mądrze prowadzonej gospodarce leśnej też nic nie mam. Doskonale byłoby gdyby była prowadzona w bezpośrednim sąsiedztwie wielkich miast. Tak żeby zapewnić ich mieszkańców dostawy świeżego powietrza do oddychania. To zapewne znów wymagałoby zmiany przepisów, tak aby właściciele gruntów rolnych w granicach "miast" mogli otrzymywać dopłaty na zalesianie - podobnie jak rolnicy mieszkający "na wsi" (tu terminy miasto i wieś użyte zostały w znaczeniu administracynym - stąd cudzysłów).

Czytam bardzo ciekawą książkę o zrównoważonym rozwoju, zawierającą badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, a dotyczące rozmaitych jego aspektów - między innymi relacji pomiędzy tym co materialne, czyli formą miasta - a tym co niematerialne. Bardzo to ciekawe - bo autorzy nie boją się kwestionować wszystkiego i zaprzeczać rozmaitym dogmatom.


Książka, którą mam na myśli jest druga od góry na tej tu stercie ostatnich nabytków :).
Nosi tytuł: Dimensions of Sustainable City i jest zbiorem esejów pod redakcją Mike'a Jenksa i Colina Jonesa, rok wydania 2010.

Przykładowo - nie wystarczy forma aby uzyskać zrównoważoną strukturę miejską. Co doskonale widać np. obserwując jak działają niektóre sztandarowe realizacje Nowych Urbanistów. Np. takie Poundbury Village - na filmie poniżej.

Jakoś tak pusto na ulicach, nieprawdaż. Autorzy wspomnianej książki wiążą wybór miejsca zamieszkania ze stylem życia. Sporo jest w tym prawdy. Ja sama szukałabym innych wniosków - trzeba sprzedawać produkt w pakiecie, razem z promocją stylu życia. Ale może się mylę. W każdym razie lektura bardzo ciekawa - po skończeniu pewnie będzie sporo rozmaitych wniosków.
Kiedy się te obserwacje zestawi z tym o czym pisze Hall w Ukrytym wymiarze, o tym jak bardzo różne grupy ludzi inaczej widzą miejsce, kształt przestrzeni - wnioski, które się nasuwają są szalenie ciekawe. Spróbujcie przesiąść się z auta na rower - to może zrozumiecie co mam na myśli ;)

Bardzo ciekawe rzeczy rozgrywają się teraz wokół nas. Recenzowałam ostatnio artykuł dla Planning Practise and Research. Artykuł był autorstwa szwedzkich naukowców i dotyczył aktualności podejścia reprezentowanego przez Susan Arnstein odnoszącego się do partycypacji społecznej w planowaniu (a konkretniej aktualności słynnego schematu drabiny partycypacji społecznej sformułowanego przez tę Panią). Inaczej rzecz wyjaśniając - teza postawiona w tym artykule dotyczyła aktualności opozycji społeczeństwo - władza. Ja się prywatnie z tą tezą nie zgadzam. Podobnie jak Prof. Henry Sanoff uważam, że we współczesnych czasach, również ze względu na rozwój technologii sieciowych, partycypacja polega na pracy w grupach nad konkretnymi zadaniami. Ale nawet przyjmując logikę autorów. Jedna ważna rzecz w wymienionym powyżej zestawieniu jest z gruntu nieprawdziwa - a mianowicie społeczeństwo niekiedy staje się władzą. I to są te ciekawe rzeczy, które teraz obserwujemy. Dla mnie niesamowitym jest jak wiele z zaprzyjaźnionych osób, do tej pory działających społecznie teraz chce startować w wyborach samorządowych. Ile komitetów obywatelskich zostało zawiązanych. W jednym nawet (muszę się pochwalić a co) jestem w gronie honorowych patronów - mam na myśli Nas Poznaniaków. A tam gdzie tego nie ma cała masa aktywnych osób chce działać - najczęściej w ramach istniejących struktur, np. znana mi doskonale i parę razy tu wspominana współautorka programu 100 kamienic dla Łodzi.
Może się ten
stygmat królików zaczyna jednak odwracać. I postawiona w recenzowanym artykule teza na naszym rodzimym podwórku nie będzie już prawdziwa.
Z wyborami wiąże się też koniunktura na uchwalanie planów. I stąd przepraszam szanownych czytelników za ograniczoną liczbę wpisów ostatnio, ale to taki właśnie gorący przedwyborczy okres. I bywa że jestem "zakopana po uszy" w dokumentacji planów.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-10-22 09:56
 Oceń wpis
   

Poniższy list wysłałam mniej więcej dwa tygodnie temu do łódzkich codzienników. Lecz są ważniejsze sprawy niż rozwój Łodzi. To nie jest temat, który zasługuje na wzmiankę. Opublikuję więc ten list tutaj - jako list otwarty.

 

dr inż. arch. Małgorzata Hanzl
Pytanie o rozwój Łodzi
 
Do sformułowania poniższego listu skłoniły mnie prowadzone obecnie w Radzie Miejskiej prace dotyczące projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, definiującego politykę przestrzenną miasta, a dotyczące w istotnej części określenia obszaru rozwoju Łodzi. Pisząc poniższe moim celem było unaocznienie możliwych skutków powiększenia w tymże dokumencie obszaru strefy przeznaczonej dla rozwoju urbanizacji.
 
 
Źródłem rozwoju cywilizacji jest koncentracja ludzi oraz środków. To z pozoru banalne twierdzenie ma swoje rozliczne uwarunkowania i jest nierozerwalnie związane z położeniem w przestrzeni. Zawsze, poczynając od zarania dziejów , miejscem gdzie realizował się rozwój cywilizacji były miasta. Wynika to niejako z definicji – choć nie na definicje chciałabym w tym tekście zwrócić uwagę. Dla potwierdzenia powyższej tezy warto zwrócić uwagę na konieczność bliskości. I przypomnieć choćby sposób, w jaki budowane są trwałe relacje w biznesie – dla ich kształtowania niezbędny jest kontakt osobisty. Tego nie da się osiągnąć korzystając nawet z najbardziej wyrafinowanych technologii telekomunikacyjnych – one mogą stanowić jedynie uzupełnienie relacji. Jak to tymczasem realizować, kiedy wszyscy są tak daleko? Ważny jest również element przypadku, zaskoczenia, obecny jedynie w sytuacji występowania znacznych grup osób i zdarzeń, co niezwykle trafnie oddaje poniższy opis autorstwa Iannisa Xenakisa:  „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych, lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” .
 
Aby rozwój miał szansę stać się rzeczywistością poprzedzony musi być zaistnieniem koncentracji. Dopiero po tym etapie może mieć miejsce ekspansja terytorialna jako następstwo obecności wcześniejszych bodźców rozwojowych. Jeśli oczywiście przyjąć myślenie o Łodzi jako potencjalnej potędze gospodarczej – na co aktualna demografia, a mianowicie dość istotny spadek liczby ludności, w żaden sposób nie wskazuje. Myślenie w innych kategoriach nie ma szans realizacji. W tym nie jest możliwe, aby miał miejsce rozwój jeśli zaproponujemy dla jego pomieszczenia znaczny obszar. W takim przypadku jedynym możliwym skutkiem będzie decentralizacja już skoncentrowanych elementów (przedsiębiorstw, kapitału) czego niepożądanym, ubocznym skutkiem w sposób oczywisty staje się zazwyczaj bałagan przestrzenny.
 
Obecna degradacja dotychczasowych struktur miejskich i poszukiwanie innych lokalizacji dla życia i pracy jest wynikiem destrukcji dotychczasowego krajobrazu oraz kosztów jakie należy ponieść, aby doprowadzić do jego przekształcenia do postaci używalnej. W tym momencie nie sposób nie zwrócić uwagi na instrumenty finansowe, którymi dysponują samorządy (a jeśli nie dysponują – to dysponować powinny, bo tego rodzaju rozwiązania stosowane są w praktyce innych krajów), a które mogłyby się przyczynić do zmiany dotychczasowych niekorzystnych trendów inwestycyjnych. Wyjaśniając rzecz w sposób możliwie prosty – pusta działka w centrum miasta kosztuje płatnika podatku od nieruchomości mniej niż działka zainwestowana, na której znajduje się budynek. Jeśli dodatkowo jest to budynek zabytkowy i w złym stanie technicznym to koszty związane z jego utrzymaniem powodują, że właściciele nie są zainteresowani kontynuowaniem tego stanu rzeczy. I robią wszystko aby się tychże naniesień pozbyć. Niezależnie od ich potencjalnej urody, czy wartości kulturowej. Rozpoczynając rozważania od stwierdzenia stanu aktualnego można zastanowić się nad poszukiwaniem innych rozwiązań i takich instrumentów ekonomicznych, które przyczyniłyby się do odwrócenia aktualnych trendów. Tak aby w efekcie doprowadzić do sytuacji, w której utrzymywanie pustej działki w centrum miasta, gdzie obecne jest pełne uzbrojenie, dobra dostępność komunikacyjna oraz liczni potencjalni klienci, stało się mniej opłacalne niż utrzymywanie działki z budynkiem, najlepiej - działającym. Rozwiązań, które mogłyby do tego doprowadzić jest wiele – i powinny zostać zastosowane w całym obszarze centralnym Łodzi. Wszelkie inne sposoby nazywane szumnie pozyskiwaniem inwestorów nie zastąpią prostego rachunku ekonomicznego i nic dla rewitalizacji centrum nie pomogą.
Jednocześnie – co istotne – z całą pewnością nie przyczyni się do rozwoju miasta otwieranie nowych terenów na zewnątrz. Skutkiem takiej polityki będzie bowiem istotne obciążenie budżetu związane z wydatkami na rozbudowę oraz utrzymanie potrzebnej dla obsłużenia tychże terenów  infrastruktury – zarówno infrastruktury komunikacyjnej, w postaci kolejnych niezbędnych ulic, jak i infrastruktury technicznej,  czyli niezbędnych sieci: wodociągowej, kanalizacyjnej, etc.
 
Efekty powiększania terenów możliwych do zainwestowania oraz braku polityki fiskalnej odniesionej do opłat od nieruchomości są bardzo łatwe do przewidzenia. W centrum miasta znajdować się będą gigantyczne tereny zajmowane przez hektary parkingów, z nielicznymi funkcjonującymi obiektami o dowiedzionej wartości zabytkowej koncentrujące się wokół kilku zespołów handlu i usług, dworców i być może zrewitalizowanej ulicy Piotrkowskiej. Obszar dotychczasowego centrum zostanie w znacznym stopniu nasycony infrastrukturą komunikacyjną w postaci kilkupasmowych ulic, dla realizacji których zburzone zostaną kolejne, jeszcze zachowane – lecz wciąż niszczejące, a więc o coraz gorszym stanie technicznym, pierzeje ulic. (Wystarczy spojrzeć na zdjęcia lotnicze centrów niektórych amerykańskich miast, przykładowo Houston, aby sobie tę sytuację wyobrazić.)
 
Obrzeża zaś miasta, aż po same jego administracyjne granice, zajęte będą przez wymieszane ze sobą, pozostawione bez ładu i składu tudzież cienia myślenia o porządku, rozległe obszary zabudowy jednorodzinnej, wielorodzinnej, składów, parkingów, obiektów handlowych, etc.  Z racji braku koncentracji - w postaci zrewitalizowanego centrum, a więc z racji braku motoru napędzającego rozwój – całość tej struktury będzie zapewne dość rozrzedzona poprzez obecność łąk, pól – a tak naprawdę nieużytków.  
 
 

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, urbanistyka, mieszkańcy, Lodz


2010-10-16 21:53
 Oceń wpis
   

W sprawie ulicy Piotrkowskiej.

Wpisując się w aktualna modę prezentowania rozwiązań dla łódzkiej ulicy Piotrkowskiej chciałabym zaprezentować swoją niespecjalnie wizjonerską (i zapewne dlatego tak trudną do realizacji) koncepcję. Jako że w Łodzi mówi się na ten temat dużo i kwieciście. Oraz jako ze zadna z koncepcji wciąż nie może doczekać się realizacji.
Nie zmienia to faktu że pozostaję zwolennikiem publicznej dyskusji dotyczącej rozwiązań. I to dyskusji zarówno bezpośredniej jak i odbywającej się za pośrednictwem mediów. Temat znów się pojawił, zresztą w całkiem spektakularnym i atrakcyjnym wizualnie wydaniu. (Choć ja mam wciąż wątpliwości, np. kto miałby myć szyby na wysokości - skoro chodnika nie da się utrzymać w czystości).

Jednak ta dyskusja już nadmiernie rozciągnięła się w czasie i nie widać praktycznie realizacji jej rezultatów (drobny jedynie element zaistniał w postaci wymiany szpecących tymczasowych kubatur na sympatyczne letnie parasole).

Co stanowi w istocie rzeczy zaprzeczenie idei partycypacji i staje się powoli przyczynkiem do zaprzepaszczenia jej rezultatów. No bo po co właściwie mają się odbywać kolejne spotkania i narady "sztabowe" jeśli wciąż nie da się zrobić rzeczy najprostszych.

I wciąż jest na ulicy Piotrkowskiej brudno i nie da się jej umyć. Wciąż z dużą szybkością jeżdżą tędy auta. Ciągle, a ostatnio nawet częściej spotkać tam można jegomości szukających zapomnienia w alkoholu, a często również takich już całkowicie tymże napojem odurzonych.

Od kilku tygodni, przejęta ideą rewitalizacji głównej ulicy mojego miasta staram się angażować własny skromny potencjał ekonomiczny i wydawać go stołując się w niedzielę w restauracjach przy ulicy Piotrkowskiej. I wciąż nie umiem się nadziwić jak to możliwe, że "nie da się" załatwić prostej wydawałoby się kwestii, a mianowicie obecności pijanych w sztok jegomości. To wprost niesamowite, że w niedzielne popołudnie co piąty niemal przechodzień (lub może powinnam powiedzieć napotkana osoba - bo wzmiankowani panowie na ogół siedzą lub leżą) nie jest w stanie utrzymać pozycji pionowej.

Tymczasem rozwiązania tego problemu wystarczy poszukać w naszej własnej rzeczywistości, cofając się ileś lat wstecz do czasów, gdy policja nazywała się inaczej (opowiadał mi o tym mój Ojciec, rozumiem, że te czasy źle się kojarzą - ale wtedy "się dało"). Kiedy to Panowie Władza dla rodzimych pijaczków stanowili Autorytet. Bo rano, po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień zapraszali ich do odpracowania kwoty, która została wydatkowana na nocleg w ciepłym miejscu. W tej chwili izba wytrzeźwień jest raczej darmowym hotelem, o którym podejrzewam większość z osób, o których mówię może jedynie pomarzyć. Bo to za drogo kosztuje. Nawet jeśli - jak w scence rodzajowej, którą zaobserwowałam ostatnio na Placu Wolności, każdy z klombów ma swojego śpiącego lokatora. I zdarza się że jeden jegomość drugiego okrada.

Analogiczne rozwiązania stosowane są np. w Wielkiej Brytanii, gdzie "niesforni" wielbiciele piłki nożnej po zatrzymaniu winę muszą odpracować - porządkując stadion. Ponoć również współcześnie w Polsce "da się" ludzi wychowywać w zbliżony sposób - przykładowo w jednej z rodzimych miejscowości uzdrowiskowych dla porządkowania parku zdrojowego zaangażowano osoby długotrwale bezrobotne - w ramach tzw. "robót publicznych". No bo jak wiadomo - to co się zrobi samemu, o to się dba i szanuje.

Jeszcze taka drobna uwaga: podejmując tego rodzaju proste działania zyskałoby się wiarygodność partycypowania, to służy równiez budowaniu zaufania społecznego. Bo skoro już ustalono (i to chyba kilka razy) że "zadbamy o czystość" i "stworzymy warunki" to brak podjęcia działań (podstawowych) w tym zakresie całkowicie przekreśla wiarygodność organizatorów partycypacji. I zniechęca do partycypowania. No bo ile można w kółko mówić o tym samym.

Tagi: miasto, partycypacja, rewitalizacja


2010-08-31 21:06
 Oceń wpis
   

"W latach 60. Jacek Kuroń stał się znany jako współautor – wraz z Karolem Modzelewskim – „Listu otwartego”, który był marksistowską analizą systemu „realnego socjalizmu”. Jak pisali, jest to ustrój, w którym wszelką władzę i kontrolę nad obywatelami sprawuje partyjna biurokracja. Po przeciwnej stronie znajduje się wyzyskiwana klasa robotnicza i inne warstwy społeczne. Ten obiektywny konflikt musi doprowadzić do tego, że robotnicy obalą rządy biurokracji i stworzą nowy system – wielopartyjnej, samorządowej demokracji robotniczej. Były to konstrukcje teoretyczne zakorzenione w marksizmie, ale praktyczny opis istniejącego w systemie komunistycznym konfliktu okazał się prawidłowy."

"Trzeba się porozumiewać i wysuwać żądania, ale ważniejsza od żądań jest solidarność – pisał Jacek Kuroń w 1976 r. "

Dwa cytaty z artykułu Andrzeja Friszke Gwiezdny czas z 24.08.2010. Obecny bałagan wskazuje, że ówczesne hasła niewiele straciły na aktualności. Nadal mamy biurokrację - tyle tylko że nie partyjną (?...). Nadal z budów wynosi się po fajrancie co cenniejsze i co się da wynieść - tylko że teraz to się wydarza bardziej spektakularnie.

Kwitnie prywata - całkowicie samorządna. Taka nad którą nikt nie panuje i mało kto ją ogarnia.  Powyzszy cytat to oczywiście skrót myślowy. Ale nie przypadkiem w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. organizacje zajmujące się wspieraniem inicjatyw lokalnych finansowane są z funduszy federalnych nie lokalnych - dokładnie z tego samego powodu. Bo żeby wymienianą w cytowanym stanowisku zgodę uzyskać trzeba nad tym popracować - samo się nie zrobi. 

Pamiętam opis z artykułu Profesor Krystyny Pawłowskiej, który cytowałam w mojej pracy doktorskiej dotyczący sposobu tworzenia stref chronionego krajobrazu we Francji (jest to tam regulowane przepisami prawa). Otóż najpierw aby taki obszar utworzyć przez pewien okres czasu gromadzi się wiedzę o miejscu. Robić to należy wspólnie, angażując w to lokalną społeczność (młodzież szkolną, istniejące organizacje społeczne, etc). W efekcie powstaje księga wiedzy o miejscu, która zawiera zbiór materiałów na jego temat. Równolegle organizowane są rozmaitego kalibru imprezy (festyny, pogadanki, wystawy), których celem jest propagowanie wartości miejsca. A także szkolenia pokazujące miejscowej ludności jak jego walory mogą stać się towarem, który można sprzedać. To są działania o charakterze partycypacyjnym - pod warunkiem że partycypację społeczną rozumiemy jako zbiór metod służących zapobieganiu konfliktom.

Gdzie w tym wszystkim tkwi błąd, co jest inne, nie takie samo? Bo kiedy się temu przyglądać to u nas działania "partycypacyjne" na szeroką skalę inicjują pojedyńczy obywatele - nie samorządy ani organy władzy różnego szczebla. Inaczej niż wszędzie indziej. W innym rozumieniu słowa "partycypacyjne" - obywatele po prostu chcą uczestniczyć w zyciu publicznym, nie chcą być pomijani, interesuje ich to co wspólne. Coraz jest więcej takich działań, z aktualnych:
W sprawie zmiany prawa dla umożliwienia ochrony Puszczy Białowieskiej należy podpisać się tu.
Aby chronić Park na Powiślu przed zabudową - przyłączyć się należy tu.
Mogę tak wymieniać w nieskończoność. O czymś to świadczy nieprawdaż. Tylko ja właśnie nie wiem, na ile to coś jest optymistyczne, a na ile niekoniecznie. Ciągle mi się gdzieś w głowie kołacze wyświechtane powiedzenie, które wielokrotnie słyszałam jako argument przeciwko partycypacji społecznej, a mianowicie "społeczeństwo musi dojrzeć". Jak tak na to spojrzeć to ten moment już chyba nastąpił. Pytanie kto jeszcze musi teraz dojrzeć.

Tagi: demokracja, społeczeństwo, działania, partycypacja, społeczna, oddolne, mieszkańcy


2010-07-20 09:56
 Oceń wpis
   

Z przyjemnością informuję, że w najnowszym numerze Kwartalnika Społeczno-Politycznego Obywatel NR 3/2010 (50) obok wielu ciekawych artykułów i wywiadów można również przeczytać mój tekst na temat: Przestrzeń w rękach obywateli.

Z notatki redakcji na temat tego artykułu: "Udane inicjatywy mogą stać się szkołą demokracji, skłaniając obywateli do aktywnego udziału w życiu lokalnej społeczności. Podstawowym celem partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym, obok utożsamiania się ludzi z projektem oraz polepszenia jego jakości, jest budowanie więzi międzyludzkich i kształtowanie społeczeństwa miejskiego – civitas.".

Zapraszam serdecznie do lektury.

Tagi: społeczeństwo, partycypacja, MojeMiasto


2010-07-09 14:29
 Oceń wpis
   

Łódzka Rada Miejska przyjęła regulamin w sprawie konsultacji społecznych. W związku z powyższym Wydziały urzędu oraz inne jednostki administracji lokalnej organizują konsultacje społeczne w różnych sprawach. Przykładowo w dniu dzisiejszym mają odbyć się konsultacje społeczne w sprawie transportu (szeroko rozumianego) w Łodzi. Wybrałabym się na rzeczone konsultacje, nawet tak dla rozrywki. Jest gdzie zaparkować rower pod Urzędem Miasta. (Bo dzięki pomocy sympatycznego serwisu i sklepu Łódź Cycle Chic mam znów sprawny rower - po dłuższej przerwie).

Ale - trapią mnie następujące wątpliwości. Tak się zastanawiam, czy w ogóle jest sens ruszać się z domu bo mam masę pracy, w kwestiach transportu się nie specjalizuję, nie rzucam w tej materii przykładami z rękawa ani nie umiem głośno krzyczeć ani przepychać się pięściami. I nie wyglądam jak starszy Pan, któremu z założenia przypisuje się autorytet.

Zastanawia mnie forma tych konsultacji bo o ile pamiętam to w łódzkim regulaminie konsultacji społecznych jest punkt o tym, że ma zaistnieć rezultat. Jeślibym tam miała pójść to głównie po to, aby zadać na początku pytanie na temat formuły organizacji konsultacji (tylko kto mi pozwoli zadać to pytanie). Tzn. innymi słowy: o co organizatorom chodzi. Czy o odbębnienie formalnego obowiązku, żeby się nazywało że są konsultacje. Czy o wspólne zastanowienie się nad najlepszym sposobem działania. Bo w tym drugim wariancie najlepsza byłaby forma warsztatowa, a nie tylko i wyłącznie dyskusja ogólna. A jeśli już dyskuja plenarna (bez wcześniejszej części warsztatowej w podgrupach, tak aby każdy zajął się tym na czym się zna najbardziej i aby potem wymienic poglądy, kiedy już wszyscy będą rozgrzani myśleniem) - to gdyby tak ta dyskusja przypominała chociaż dyskusje Rady Miasta, czy sejmowe - gdzie wszyscy mogą się na równych prawach wypowiedzieć, a na koniec dochodzi się do rezultatów. Bo na tym polega uczciwa partycypacja społeczna, a nie jej pseudo-namiastki.

No i jeszcze pozostaje kwestia przekąsek. Albo co najmniej czegoś do picia. (Bo powinny być - konsultant o "suchym pysku" robi się negatywnie nastawiony do konsultacji). We wszystkich podręcznikach konsultacji jest co najmniej o napojach (zwłaszcza w taki upał). ;) To z pozoru jedynie jest nieistotne - ale świadczy o sposobie podejścia organizatorów do samej idei konsultacji oraz do osób, które w konsultacjach miałyby chcieć wziąć udział.

Tagi: społeczeństwo, działania, partycypacja, społeczna, oddolne, mieszkańcy


2010-07-06 21:10
 Oceń wpis
   

Padło tu niedawno pytanie o to co to takiego miasto. Moim skromnym zdaniem to jest klucz do rozwiązania zagadki. Zagadki dotyczącej stosowalności urbanistyki w naszym kraju (zresztą nie tylko, choć nasze rodzime uwarunkowania językowe są tutaj specyficzne).  To właśnie pytanie.

Otóż czy mieszka w mieście osoba, która tak naprawdę mieszka w lesie albo pod lasem ale adres to nadal Łódź.. Czy mieszka w mieście ktoś kto nie ma kanalizacji, dojeżdża do domu drogą gruntową tudzież hoduje na podwórku kury i prosiaka (a jeśli nie on sam to robi to sąsiad)? Jak dla mnie trudno tu mówić o mieszkaniu w mieście. Taki ktoś mieszka na wsi.

I teraz pytanie - czy ktoś, kto mieszka w mieście to mieszczanin? Inaczej mówiąc mieszczuch? Pojmowany jako jednak osoba godna szacunku, no bo przynależna do civitas - społeczności miejskiej. I jak wobec tego traktować tych, którzy nie mieszkają w mieście ale prowadzą miejski styl życia (przynajmniej tak im się wydaje choć to prawie niemożliwe) ?

O przypadkach płatników KRUS z adresem przy Marszałkowskiej nawet nie próbuję tu wspominać.


Żeby nie było wątpliwości to powyższy obrazek przedstawia to co rozumiem pod pojęciem miasto. Jeden z jego niezliczonych wariantów. Zdjęcie pochodzi z grupy w moim ulubionym serwisie. Grupa nazywa się:
Nie mieszkam na niezagospodarowanych obrzeżach miasta Jestem mieszczuchem! (tak na marginesie - znajdziecie tam świetne zdjęcia, lepsze od mojej wprawki powyżej, można też publikować własne szerokiemu gronu entuzjastów miejskich klimatów).

Zastanawiam się, gdzie jest granica pomiędzy miastem a wsią. No bo przecież nie tam, gdzie znajduje się znak drogowy obszar zabudowany tudzież koniec obszaru zabudowanego. Na ile związana jest z kulturowym statusem ludzi zamieszkujących różne miejsca.

Definicja w Słowniku języka polskiego wskazuje na specyficzną kulturę miejską. Definicja w wikipedii mówi o intensywności zabudowy jako wyróżniku miejskości. Czyli jednak pole czy las w granicach administracyjnych miast to nie miasto - tylko rezerwa pod jego przyszły rozwój. A przenosząc się w takie miejsca traci się status mieszczanina lub współcześniej mieszczucha. Tylko kim się wtedy staje? Jak dla mnie mieszkańcem i niewolnikiem samochodu. I nie odczuwam obowiązku pozostawania obiektywną w tej materii.

Na koniec powiem tyle, że dobrze się dzieje, że nie wolno w planach miejscowych mieszać skrajnie odmiennych przeznaczeń jak: zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna i zabudowa zagrodowa. Bo to naprawdę skrajnie odmienne pojęcia. To pierwsze przynależy do miasta. A to drugie jest właściwe dla wsi.

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, partycypacja, urbanistyka


2010-06-05 13:09
 Oceń wpis
   

Z partycypacją mieszkańców w planowaniu (również przestrzennym) jest troszkę tak jak z powodzią. Nie da się jej zapobiec - trzeba ją więc polubić.

To ostatnie stwierdzenie dotyczące powodzi jest cytatem z bardzo ciekawego wystąpienia wygłoszonego w ramach Konferencji na temat Ekologicznej Urbanistyki, która odbyła się w Uniwersytecie Harwarda w roku ubiegłym. Materiały tej konferencji są dostępne w sieci w formie tzw. "podcastów", każdy z nas może więc się z nimi zapoznać i wyrobić sobie własne zdanie o najnowszych trendach współczesnej myśli urbanistycznej. Bo co do autorytetu wspomnianej Uczelni chyba nie trzeba nic udawadniać.

Takie właśnie stwierdzenie na temat powodzi, jak to które znalazło się w pierwszym zdaniu tej wypowiedzi wygłosił podczas podsumowującej sesji profesor Kongjian Yu, reprezentujący Turenscape and Peking University. Powiedział mianowicie: "Make friends with floods". Dokładnie w taki sposób jak robi się to od wielu lat na zachodzie Europy, tak też przekonują liczne podręczniki oraz specjaliści w tej branży - hydrolodzy oraz EKOLODZY (ostatnio jak wiemy - wszystkiemu winni. Bobry się nie odzywają - zaszyły się żeby ich nie powystrzelać. Oczywiście żartuję tutaj - a wymieniony List otwarty Ekologów celowo popularyzuję i polecam łaskawej uwadze. Oraz w pełni popieram.).

Czemu twierdzę, że z partycypacją społeczną w planowaniu (również przestrzennym) jest identycznie? Też trzeba ją polubić bo pominąć się nie da. Ano zobaczcie Państwo jak to się odbywa , o czym przekonują się stopniowo Szanowni Urzędnicy łódzkiego magistratu:

"Kiedy drogi powstaną? Na to pytanie dzisiaj nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Wiadomo jednak, że w przypadku trasy Górnej wystarczyło posłuchać racji mieszkańców, których wariant został ostatecznie zaakceptowany. Trasa Śląska z pewnością kiedyś zostanie dokończona. Gdyby jednak wcześniej dogadano się z mieszkańcami, już dawno w Łodzi byłoby mniej korków." cytat z GW dodatek łódzki

Z partycypacją jest dokładnie tak jak z zapobieganiem chorób - wychodzi łatwiej i taniej niż leczenie - czyli w tym przypadku rozwiązywanie konfliktów. Inna kwestia, że z każdym z tych przypadków nikt nie chce słuchać pouczeń i - jak niektórzy twierdzą - "naukowych mądrości" przed. Dopiero jak się Jaś już sparzy, wyda masę pieniędzy (publicznych), to na własnych błędach być może się w końcu nauczy..

Tak swoją drogą powiązanie tych dwóch tematów - partycypacji i powodzi nie jest przypadkowe. Umiejętność podejmowania niepopularnych z pozoru decyzji związanych z racjonalizacją wykorzystania terenów już zainwestowanych w bezpośrednim sąsiedztwie rzek wymaga współudziału mieszkańców. Bez tego elementu takie działanie nie ma szans. Czego dowodzi wspomniany już tu powyżej przykład renaturyzacji doliny Renu.

Tagi: planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka, powódź


2010-05-30 18:03
 Oceń wpis
   

Kolejne leniwe niedzielne popołudnie z deszczem za oknem. Zastanawiałam się czy nie wybrać z dzieciakami na świetną wydawało się z zapowiedzi imprezę: http://www.pantuniestal.com/2010/05/24/czy-moge-pozyczyc-szklanke-cukru/


Źródło obrazka: jw.

Ale spadł deszcz..

Postanowiłam wobec tego rozpatrzeć uwagi do jednego z opracowywanych planów. Jak zwykle z tyłu głowy kołacze mi się myśl o tym na ile mądrzej byłoby zainteresowanym to co mam do powiedzenia wytłumaczyć, zamiast - jak to się niekiedy robi przy takich okazjach - odwracać kota ogonem, żeby pozbyć się problemu. Nawet nie wspominam o konfrontacji sprzecznych stanowisk, etc. (pomarzyć jak wiadomo zawsze sobie można). Uwarunkowań prawnych nie zmienię, jest jak jest. Fakt że uwagi są sprzeczne a ja znam przepisy lepiej oraz za tym co wymyślę stoi autorytet lokalnej władzy tudzież poparcie pewnej grupy, która stoi za proponowanymi rozwiązaniami. Być może to wszystko razem spowoduje że jakoś się rzecz do szczęśliwego końca uda doprowadzić. To czy ktoś to będzie potem zaskarżał.. No cóż, ma prawo i może z niego skorzystać.

Być może uda się również doprowadzić do pomyślnego finału postulat, który zapobiegnie wprowadzeniu kolejnego prawnego bubla, o czym więcej tutaj: http://www.urbanistyka.info/content/nasz-głos-w-sprawie-zmian-w-ustawie-o-planowaniu-i-zagospodarowaniu-przestrzennym . Pewnie jest Państwu obca wiedza o tym, że całkiem ostatnio Sejm przyjął kolejną nowelizację m.in. Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Między innymi dość skutecznie blokując opracowywanie planów, a mianowicie poprzez propozycję skrócenia terminu zawieszenia decyzji w sytuacji przystąpienia do opracowywania mpzp. W proponowanym terminie z całą pewnością nie uda się zmieścić. W związku z tym uzgodnione projekty planów przed wyłożeniem będzie można wyrzucić do kosza lub zaczynać całą zabawę (procedurę) od początku. Podpisuję się pod apelem zgłoszonym przez zespół urbanistów związanych z portalem Urbanistyka.info . Jeśliby tylko udało się ten apel przeforsować...  Gdyby jeszcze - tu znów cytuję inny postulat (autorstwa M. Korneckiego z Krakowa) - artykuł 61 Ustawy wyglądał jak następuje:

"Art. 61. 1. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków:
1)   co najmniej jedna działka sąsiednia, bezpośrednio przylegająca do działki objętej wnioskiem, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu;"

Wtedy rzeczywiście powoływanie się na przepisy niemieckie przy okazji uzasadniania instytucji decyzji o warukach zabudowy być może zyskałoby pewien sens. O mobilizowaniu gmin do planowania nie wspominając. Jak to z reguły bywa - diabeł tkwi w szczegółach.

To niewiele - ale być może takie działanie w dłuższej perspektywie pozwoliłoby metodą małych kroków uporządkować zagadnienia prawne związane z planowaniem.

Tymczasem - Szanowni Państwo, posłuchajmy sobie lepiej muzyki:

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-20 11:20
 Oceń wpis
   

Moja książka jest do nabycia w księgarni Regioportal.pl

Poprzedzona jest przedmową autorstwa Promotora pracy - Pana Profesora Stefana Wrony. Poniżej kilka wyjątków z tego - co by tu nie mówić - bardzo dla mnie pochlebnego tekstu.

"Internet, media cyfrowe stają się obecnie coraz powszechniejszym kanałem komunikacji. Z tego względu rozprawa dotycząca możliwości wykorzystania nowego medium dla potrzeb angażowania mieszkańców w proces partycypacji społecznej w planowaniu nabiera coraz większego znaczenia (....)

(....) Zidentyfikowano trzy najistotniejsze obszary zastosowania nowych mediów w procesie partycypacji. Wśród nich: dostarczenie platformy komunikacji niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a więc pozwalającej na swobodną dyskusję na tematy zazwyczaj uznawane za hermetyczne dzięki cyfrowym prezentacjom, wizualizacjom, animacjom, tudzież możliwościom dyskusji w wirtualnej wizji projektowanej rzeczywistości wydaje się bardzo ważne (....)

(....)Autorka zdaje sobie również sprawę z ograniczeń nowych technologii, wielokrotnie powtarza się zdanie o tym, że kontakt wirtualny nie zastąpi rzeczywistego, może go jedynie w doskonały sposób uzupełnić, stając się kolejnym, a niekiedy najważniejszym kanałem komunikacji. Co bardzo ważne – komunikacji realizowanej w obie strony, z pełnym wykorzystaniem możliwości interakcji oferowanych przez nowe media.

Z przyjemnością i całym przekonaniem polecam tę pozycję jako podręcznik zarówno dla urbanistów zainteresowanych nowymi mediami jak i dla osób zainteresowanych jakością przestrzeni i aktywnie działających (również z wykorzystaniem sieci Internet ) dla poprawy jej jakości."

Zapraszam do lektury.

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, partycypacja, urbanistyka


2010-05-19 14:01
 Oceń wpis
   

Mam takie wrażenie, że jesteśmy świadkami swoistego przerzucania piłeczki. Piłeczka nosi tytuł "planowanie" i przypomina iście przysłowiowy gorący kartofel. Węzeł ma w sobie coś z gordyjskiego. Dostaliśmy go w spadku po poprzednim systemie i jak dotąd boimy się głośno przyznać że istnieje. Pisałam już o tym - w 1994 roku w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadzono po raz pierwszy obowiązek wypłaty odszkodowań. Jednocześnie (z pewnym poślizgiem) uchylając dotychczasowe plany. Plany uchylono bo zmiana systemu prawnego nakładałaby obowiązek odszkodowań ze strony Skarbu Państwa. Jednocześnie pozwolono gminom planować nie zmuszając ich do tego. Oraz wprowadzając możliwość doraźnego "załatwienia" sprawy przy pomocy decyzji administracyjnych określających sposób zabudowy i zagospodarowania terenów.
Nie zmuszano do planowania - bo to są koszty. Zapewne gdyby ich poniesienie było obowiązkowe samorządy natychmiast wystąpiłyby o odszkodowania do Skarbu Państwa. Lub poszukały innej drogi rozwiązania tego "kłopotu".

Nowy projekt ustawy zakłada - obok kontynuacji możliwości planowania przez gminy (w skuteczność oraz powszechność wykorzystywania tej części  dokumentu - jakoś nie wierzę, nie wiem czy to realizm czy pesymizm?) również opracowanie tzw. urbanistycznych planów realizacyjnych przez indywidualnych inwestorów. Które de facto akceptowane byłyby jak dotychczas w drodze decyzji administracyjnych. Małe pytanie - kto łapie kartofel i dlaczego znów Kowalski? A może to jest taka nowa "nasza droga do sukcesu"? Ja osobiście w to ostatnie nie wierzę o czym za moment.

Nowy projekt zmian ustawy jest szalenie skomplikowany. To budzi poważny niepokój o możliwości interpretacji tegoż dokumentu. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po tym, kiedy opuściłam salę zebrań gdzie odbywało się spotkanie organizacji społecznych z Panem Ministrem Olgierdem Dziekońskim na temat proponowanych zmian w Ustawie dotyczyła tego, że powinnam się przekwalifikować i czym prędzej otworzyć firmę szkoleniową. Nauczającą o co w nowym dokumencie chodzi. Bardzo to wszystko zawikłane. Dla mnie samej również - szczególnie że dość regularnie jestem poddawana treningowi przez rozmaite Wydziały Prawne Urządów Wojewódzkich, tudzież przez szanownych Kolegów zasiadających w Komisjach Urbanistycznych - jak należy przepisy prawa (a więc w moim przypadku przepisy planów miejscowych) formułować. A mianowicie: prosto, zrozumiale, bez nadmiernych komplikacji, etc. I stąd moje obawy.

Skądinąd spotkanie było bardzo ciekawe, buduje ilość osób zainteresowanych tymi tematami oraz ich wiedza i kompetencja. Pojawiło się na ten temat również kilka informacji w gazetach. List otwarty organizacji społecznych dotyczący tego tematu został upubliczniony. Od tego czasu projekt zmian ustawy został poddany niewielkim kosmetycznym zmianom i jest procedowany.

Wśród uwag jakie mnie osobiście przyszły do głowy w tej materii wymienię tylko jedną - w mojej ocenie najistotniejszą.
Punkt 1 - art.2 pkt 23 projektu zmian ustawy: obszar kontynuacji zabudowy. Cieszy powiązanie decyzji administracyjnych ze studium uwarukowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego ale jednak.. Wątpliwości budzi dopuszczenie wyznaczania takich obszarów. Szczególnie wobec braku precyzyjnego określenia co w tym obszarze wolno lub nie oraz wobec dopuszczenia daleko idącej dowolności kształtowania zagospodarowania w drodze decyzji, w tym decyzji nie wymagających zgodności z tzw. krajowymi przepisami urbanistycznymi (!).

Wprowadzenie tego przepisu dopuszcza kontynuację daleko idącego rozpraszania zabudowy na terenie gmin, które nie będą zainteresowane planowaniem ale kontynuacją dotychczasowej polityki dopuszczającej zabudowę rozległych terenów bez zapewnienia właściwego uzbrojenia. W przypadku gdyby wszędzie (w przypadku braku planu lub miejscowych przepisów urbanistycznych) obowiązywały krajowe przepisy urbanistyczne byłoby to środkiem mobilizującym gminy do planowania zagospodarowania przestrzeni. Pozostawienie tego zapisu w wersji jak w projekcie (szczególnie art.65 projektu zmian ustawy) otwiera furtkę jak system planistyczny ominąć, planując bez planu, w drodze indywidualnych decyzji.

Daleko idąca dowolność wyznaczania obszarów kontynuacji zabudowy zgodnie z pkt 23 jest np. sprzeczny z pkt 21 gdzie mowa m.in. o konieczności zaspokojenia potrzeb lokalnej społeczności w zakresie uzbrojenia, podejmowanych w ramach zadań własnych samorządu.

Zastanawia również treść art. 53 pkt 1 ppkt 6) a mianowicie "w przypadku zamierzeń inwestycyjnych, o których mowa w art. 55 ust. 1, zgodności zaproponowanego sposobu kształtowania przestrzeni, w odniesieniu do przeznaczenia terenu, gabarytów obiektów budowlanych, linii zabudowy, kolorystyki obiektów oraz geometrii dachów z wymaganiami i walorami, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 1, 2 i 4, w zakresie ochrony dziedzictwa architektonicznego, archeologicznego i krajobrazu oraz zapewnienia możliwości utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości."

Co się dzieje w sytuacji odwołania inwestora od decyzji urzędu (co jest obecnie nagminne)? Otóż organ odwoławczy czyli SKO będzie oceniało "możliwość utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości". Interesujące, nieprawdaż?

Takich punktów które wydają się "ciekawe" jest w tym projekcie sporo, dość wspomnieć postać "mediatora" - powoływanego znów spośród SKO. Najciekawsze jest jednak to że projekt niebawem stanie się rzeczywistością.

Czytam ostatnio książkę. Pierwszy rozdział zawiera opis przesunięcia paradygmatu planowania z opozycji władza publiczna - inwestorzy w kierunku uwzględnienia opinii publicznej w procesach decyzyjnych. W praktyce ten proces realizował się poprzez protesty, naciski polityczne, dyskusje w mediach etc. Aktualnie dzięki nowym możliwościom internetowej komunikacji proces nabrał impetu, co obserwujemy również w Polsce. Pisałam o tym jakiś czas temu :), zachęcam do lektury. 

Podsumowując te rozważania - jestem przekonana że tej sprawy nie uda się rozwiązać bez szerokiej dyskusji publicznej. A to co się w tej chwili dzieje - a mianowicie gigantyczne sumy przeznaczane na usuwanie skutków powodzi z budżetu państwa - powinny stac się przyczynkiem do zastanowienia się że może jednak planowanie jest potrzebne. I nie powinniśmy go koniecznie przerzucać aż w takim zakresie na barki przysłowiowego Kowalskiego. Bo z całą pewnością sobie z tymi - jednak trudnymi tematami - nie poradzi.

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-08 09:42
 Oceń wpis
   

"Power designs cities and the rawest form of power is control of urban land. When the state is the principal owner, it can put down whatever pattern it chooses. This was true of the royal cities of ancient Persia, the imperial capitals of China, and the Baroque seats of European princes. It was true of company towns, and it is still true in the Soviet Union and the socialist countries of Eastern Europe where the rights of private property were severely curtailed. (..)"

"Władza projektuje miasta a kontrola nad terenem jest jej najbardziej pierwotną formą. Kiedy państwo/miasto jest głównym właścicielem może narzucić dowolny wybrany wzorzec/rozplanowanie. Było to prawdą w przypadku królewskich miast starożytnej Persji, imperialnych stolic Chin, a także barokowych siedzib książąt europejskich. Potwierdzało się w przypadku miast faktorii, i nadal pozostaje prawdą w Związku Radzieckim i w socjalistycznych krajach Europy Wschodniej, gdzie prawo własności prywatnej było poważnie ograniczane (...)" - cytat z Spiro Kostof, The City Shaped: Urban Patterns and Meanings Through History, London 1991

Rozmawiałam wczoraj z jednym ze studentów o potrzebie kontynuowania planów. Plan miejscowy musi fukcjonować przez dłuższy okres czasu aby zostać zrealizowany. Zmiany planów skutkują bałaganem w przestrzeni. Nie trzeba studiować urbanistyki aby mieć świadomość konsekwencji zmian układu komunikacyjnego oraz skutków planowania terenów mieszkaniowych, przemysłowych, ulic - raz tu raz gdzie indziej. Jego myślenie o potrzebie kontynuacji jest wobec powyższego absolutnie słuszne.

Jednak - jest w tym ALE. Był taki moment w rozwoju polskiego prawodawstwa urbanistycznego kiedy w 1994 roku ówczesna Ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadziła konsekwencje planowania w postaci odszkodowań. Jednocześnie wprowadzone zmiany spowodowały konieczność bezwzględnego respektowania zapisów planów dla wszystkich nowych inwestycji ( oczywiście dla uproszczenia wyjaśnienia podaję tu istotę sprawy a nie szczegółową charakterystykę zmian w przepisach). Od tego czasu rysowanie planów bez konsekwencji w postaci odszkodowań stało się niemożliwe. To musiało spowodować - i taką decyzję ustawodawca podjął - uchylenie planów sporządzonych według wcześniejszych zasad. Jestem przekonana, że była to właściwa decyzja - bo nie dałoby się wypłacić wymaganych na skutek wcześniejszego planowania odszkodowań (pytanie również kto w sytuacji zmiany uwarunkowań na skutek zmiany ustawy miałby takie odszkodowania wypłacać). Nagle, kiedy okazało się, że planowanie jednak coś kosztuje - diametralnie zmieniło się podejście do tego zagadnienia - przykładowo ulice zaczęto rysować węższe.  Fakt, że jak to zwykle bywa w takich okolicznościach - nastąpiło wychylenie równowagi w przeciwną stronę. Bo teraz nie projektuje się - w ramach oszczędności i w obawie przed konfliktami i roszczeniami (czyli przed ludźmi, i to jest temat na osobny wpis, jak zwykle o potrzebie partycypacji) - usług publicznych, parków, placów, nowych zalesień, etc. Bo to wszystko kosztuje. Takie są realia i jakkolwiek próbujemy sobie z nimi radzić nie da się ich pominąć. Podobnie jak - funkcjonując w warunkach demokracji - nie da się zapomnieć o opinii publicznej.

Dlatego kiedy czytam o najnowszych planach przebudowy urządzeń komunikacyjnych w centrum Łodzi zastanawiam się czy łódzki elektorat, któremu próbuje się właśnie narzucić konieczność podróżowania tramwajami pod ziemią, zmianę fragmentu parku na wiadukt oraz gigantyczną barierę komunikacyjną w centrum, będzie zainteresowany wyborem takich rozwiązań. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Bo to są plany z minionej już epoki - tej scharakteryzowanej na początku. Kiedy o ludziach myślało się i mówiło jako o społeczeństwie - mając tak naprawdę na myśli nierozumną masę. Co znów nie jest moim pomysłem - cytuję tu Jose Ortegę y Gasseta i jego Bunt Mas.

Jako że nie jesteśmy pierwszymi, którzy zdają sobie sprawę z konsekwencji nadmiernego rozwoju komunikacji samochodowej w centrach miast i dobrze byłoby zacząc się wreszcie uczyć na błędach cudzych nie własnych - dla uzasadnienia tej tezy - bardzo ciekawy wywiad z Jane Jacobs. Oraz zdjęcie Houston z lotu ptaka - z zacnego źródła bo przytoczone przez łódzką Radę Miejską w jej facebookowej witrynie, jako ostrzeżenie:

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-04-25 22:12
 Oceń wpis
   

Może nareszcie gazety zaczną pisać o bezładzie przestrzennym w Polsce. Pierwiosnków takiego pisania pojawia się coraz więcej. Legendarny już artykuł w archiwalnym już numerze Poiityki rozpoczął serię. Były też ciekawe artykuły w Tygodniku Powszechnym. Co jakiś czas Rzeczpospolita pisze na ten temat (np. tu lub artykuł który ostatnio przytaczałam). Ostatnio sporo można znaleźć w artykułach oraz w blogu Redaktora GW Marka Wielgo - przykładowo tutaj. I co ciekawe - emocje, które to pisanie wywołuje stają się coraz żywsze. Co niewątpliwie świadczy o wzrastającej popularności tematu.
Przetaczają się też co jakiś czas przez poszczególne miasta obficie komentowane przez lokalne media dyskusje na tematy związane z opracowywanymi studiami uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Pisze się o braku planów miejscowych i skutkach bezładu decyzyjnego. Pisze się o dyskusjach, debatach, wojnach, manifestacjach związanych z konfliktami, których przedmiotem jest przestrzeń. Coraz więcej debat, warsztatów, spotkań, listów z udziałem nieprofesjonalnych konsumentów przestrzeni staje się faktem. Jeszcze dwa lata temu udawało się to śledzić i zbierać w całość - teraz bytów namnożyło się tyle, że ze spisywania już dawno zrezygnowałam. Wygląd miast i miasteczek zaczyna być powoli tematem publicznym. Może za niedługo zaczniemy zapobiegać zamiast leczyć - czyli planować przed, a nie po wybudowaniu gmachu czy drogi/wiaduktu/wysypiska, urządzeniu placu czy podjęciu innej kontrowersyjnej decyzji dotyczącej przestrzeni. Zapobiegać - czyli również uprawiać partycypację społeczną w planowaniu zamiast rozwiązywać rozognione koflikty.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-03-11 21:14
 Oceń wpis
   

Przygotowałam taką małą prezentację - we współpracy z siecią wymiany dobrych praktyk na temat partycypacji społecznej w planowaniu communityplanning.net . Zapraszam do obejrzenia i ewentualnego wyjaśniania wątpliwości. Chętnie się tego zadania podejmę jako że jestem przekonana o słuszności prezentowanych treści. w najmniejszym stopniu nie ma w tym idealizmu. Jest za to propozycja rozwiązania problemu, z którym my planiści oraz urzędnicy mamy kłopot. A mianowicie problemu z chęcią wyrażaną przez coraz liczniejsze osoby aby stać się podmiotami planowania.

Życzę miłego oglądania i interesującej lektury: http://mojemiasto.org.pl/urbanistyka/Partycypacja%20spo%B3eczna%20w%20planowaniu%20przestrzennym.pdf

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2010-01-16 23:11
 Oceń wpis
   

Lektura dwóch artykułów dotyczących działań podejmowanych przez architekta krajobrazu Günthera Vogt'a, który ma za zadanie zaproponować pomysł zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki przyprawiła mnie o zdumienie.


Źródło: GW Warszawa

Warszawska GW zachwyca się pomysłem projektanta, który proponuje dla placu rozwiązanie posadzki w postaci graficznego rysunku nawierzchni. Już sam tytuł, cytuję: "Plac Defilad jak Piazza del Campidoglio? Jest nowy pomysł" zastanawia, a lektura całości potwierdza pierwsze wrażenie. Dlaczego dziwnym jest w opinii autorów fakt że architekt proponuje rysunek posadzki. Dlaczego jest to wyjątkowe? Toż projekt posadzki wnętrza miejskiego to najbardziej zwyczajna rzecz, która powinna być elementarną częścią każdego szanującego się placu. Jak inaczej? Płyty z betonu? Nawierzchnia trawiasta? Żwirek? A może wszechobecny polbruk?  Projekt posadzki placu jest rzeczą całkowicie w tak ważnym miejscu oczywistą.

Drugi wątek, który doprowadził mnie niemal do spazmów śmiechu, obecny zresztą w obu artykyłach (o drugim za moment) dotyczy zagadnień partycypacji społecznej. Otóż projektant, działając zgodnie z zasadami prowadzenia procesu planowania z udziałem społecznym nie chciał narzucać gotowych rozwiązań, a jedynie podał charakterystykę uwarunkowań. Pozostając otwartym na zdanie zebranej publiczności. Być może bariera języka, nie umiem powiedzieć, jako że wiedzę czerpię ze wspomnianych dwóch artykułów - ale ta jakże właściwa i godna pochwały postawa została zinterpretowana jako ...bezradność.

Wyraźniej od Gazety nazywa to w ten sposób Rzeczypospolita w atykule Co z otoczeniem PKiN: "Nawet znany architekt Günther Vogt, kiedy miał przedstawić pomysł zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki, okazał się bezradny. Nie bardzo nawet wiadomo, jak wyobraża sobie otoczenie Muzeum Sztuki Nowoczesnej."

Publiczność nie nawykła do tego, że ktoś ją pyta o zdanie i chciałby je brać pod uwagę ( i dlatego nie przedstawił gotowych pomysłów, które chciałby narzucić przed postawieniem pytania i wspólnym ustaleniem założeń ) opuściła salę zdegustowana. Podejrzewam, że znany architekt krajobrazu również. I jak tu się dogadać, kiedy rozmawiamy w różnych językach.. (I wcale nie mam na myśli języków świata ale skrajnie różny sposób podejścia do tych samych zagadnień)

Tagi: warszawa, design, planowanie, partycypacja, urbanistyka, społeczna, krajobraz


2010-01-12 23:25
 Oceń wpis
   

Bardzo ciekawy artykuł o działaniach urbanistycznego Omnibusu, którego partnerem jest Bryan Bell, fundator Design Corps. Z ich inicjatywy zorganizowano trwającą tydzień imprezę planistyczną której celem było zaproszenie młodych projektantów do działania podejmowanego w interesie publicznym i stworzonego ze znalezionych materiałów. Polecam szczególnie film pokazujący przebieg wydarzenia.

 

Jednocześnie chciałabym zaprosić wszystkich sympatyków i wielbicieli tego bloga do oddania głosu w konkursie na BLOG ROKU w kategorii profesjonalne. W tym celu trzeba wysłać sms o treści B00132 na numer 7144. Koszty sms-ów (1,22zł) zasilą działania organizacji charytatywnych. Strona bloga w ramach Konkursu : http://www.blogroku.pl/mojemiasto,gw7d9,blog.html 
Zapraszam do głosowania.

Tagi: społeczeństwo, miasto, działania, partycypacja, społeczna, estetyka, oddolne, mieszkańcy


2009-12-22 23:19
 Oceń wpis
   

Bardzo mnie inspiruje temat uprawy roślin dla potrzeb spożywczych w mieście. Zastanawiam się od pewnego czasu czy mi się ta idea podoba czy też nie. I sama nie wiem. W pierwszym odruchu miałam wrażenie że świat dosłownie stanął na głowie - o czym tutaj pisałam. Moda na uprawy w mieście - też coś.

Kiedy się jednak temu bardziej przyglądam, przymykając oczy oglądam pod światło i z każdej strony, zaczynam się zastanawiać że może jednak... W sumie doskonale widzę jakie tego rodzaju pomysły niosą skutki społeczne. W mojej ocenie absolutnie pozytywne. Mamy takie miejskie ogródki w samym centrum Łodzi w postaci działek pracowniczych np. przy ulicy Spornej. Ludzie - zwłaszcza starsi - się tam spotykają, odwiedzają, wychowują wnuki. Kwitnie życie towarzyskie, nawiązują się relacje społeczne. Można ogródkami - jeśli już się jest dopuszczonym do zamkniętego kręgu ich użytkowników - pokonać całkiem sporą trasę, wejść jest kilka i są to ukryte w siatce furtki niczym do tajemniczego ogrodu z bajek dzieciństwa. W środku - jak to w ogródkach: skromnie, przaśnie ale kolorowo i schludnie. Grządki, kwiatki, grille - teraz to wszystko przyprószone śniegiem ale wiosną znów rozkwitnie. Zadbane, bardziej niż zieleń publiczna. Ludzie zazwyczaj dbają o swoje nawet jeśli jest to własność tymczasowa.

Patrząc na to samo z innej strony we współczesnej sztuce ogrodowej od iluś lat obecna jest moda na wykorzystywanie roślin jadalnych, w tym drzew owocowych, zbóż.. Popatrzcie na poniższe zdjęcie, to nie tylko park ale również miejsce upraw.


Shenyang Architectural University Campus, Taizhou City, Shenyang City, Liaoning Province, China
źródło:
http://www.asla.org/awards/2005/05winners/entry_090.html

Jeszcze z innej strony: w Kurytybie uznawanej za przykład mądrego zarządzania trawę w parkach wyjadają owce, które się tam pasą. Nie trzeba jej już dodatkowo kosić i jest zadbana.


źródło: panoramio.com, zdjęcie Luciano R Oliveira

No i wreszcie powszechne ostatnio wszędzie trendy guerilla gardening - o których w Łodzi już słyszeliśmy, nie wiem jak w innych polskich miastach.


źródło: GPO.blox.pl

Choć np. Park na warszawskich Kabatach o którym mówiło się dużo w ubiegłym roku to też opowieść z tej samej bajki..

W podręczniku o urządzaniu dobrych przestrzeni miejskich ( o którym tu było nie tak dawno) zaleca się wspólnie sadzić petunie dla zainicjowania pozyskiwania zaufania mieszkańców i budowania relacji międzyludzkich. Coś w tym uprawianiu ogrodów jednak jest..

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, społeczna, estetyka, mieszkańcy, działania oddolne


2009-12-16 18:19
 Oceń wpis
   

Zbliża się koniec roku i koniec roku rozliczeniowego. W sferze budżetowej, a więc również w samorządach skutkuje to nadzwyczajnym zwiększeniem aktywności. Nagle wszystkim zaczęło się spieszyć. Ilość poprawek do planów, wyłożeń, dyskusji publicznych i w ogóle wszelkiej maści działań nasiliła się w stopniu ponad przeciętnym. Jeszcze na dodatek sesja za pasem i studenci - mając w perspektywie trochę wolnego - nagle sobie przypomnieli, że powinni ze mną porozmawiać. Wszyscy i jednocześnie. Wszystko to skutkuje tym, że nie pamiętam jak się nazywam. Dlatego będzie krótko i nie na temat :)
Zrobiło mi się dziś szalenie przyjemnie bo mogłam nareszcie przyjrzeć się z bliska opasłemu tomisku zatytułowanemu Geoinformatics for Natural Resource Management w twardej oprawie liczącemu około 600 stron, w którym jest cały rozdział mojego autorstwa. A konkretnie podsumowanie i rozwinięcie mojej rozprawy doktorskiej. Książka wygląda tak jak poniżej, ukazała się w Nowym Jorku i jest podręcznikiem dla studentów.

Skoro już o książkach mowa to skorzystałam z przebogatej oferty księgarni Serenissima - nie tylko w Łodzi są tak sympatyczne miejsca, w Warszawie też - i zamówiłam sobie coś do poczytania na Święta. Ponoć już przyszło. Lista poniżej. Zapowiada się ciekawie. Pozdrawiam przedświątecznie...
Renia Ehrenfeucht Sidewalks Conflict and Negotiation over Public Space,
Douglas W. Rae: City.  Urbanism and Its End
Andrew Wiese: Places of Their Own: African American Suburbanization in the Twentieth Century,
John Brickerhoff Jackson: Landscape in Sight.  Looking at America

Tagi: książki, partycypacja, urbanistyka, lektury, gis, geomatyka


2009-12-11 17:47
 Oceń wpis
   

Wiele się ostatnio mówi o projekcie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi. Nic dziwnego - jako że zbliża się termin debaty publicznej nad tym dokumentem, a sam projekt jest od pewnego czasu wyłożony do publicznego wglądu. Też się już na ten temat wypowiadałam i nie tylko ja.

Debata - debatą, wyłożenie - wyłożeniem ale wg. obowiązujących przepisów istotne znaczenie mają uwagi do studium składane na piśmie. Właśnie rozpatruję uwagi do jednego z planów - jest 20 o treści tej samej, kilka dotyczących pojedynczych posesji, kilka napisanych przez różnej maści i kalibru prawników, kilka autorstwa stowarzyszeń. Itd, itd.. Na ogół są ze sobą sprzeczne co jest w planowaniu normalne. Sprzeczności są objawem konfliktów i należałoby je w którymś momencie rozwiązać - ale to jakby osobny temat.

Uwagi rozpatruje wstępnie Prezydent a ostatecznie Rada Miasta. Załącznik o sposobie rozpatrzenia uwag jest integralnym dokumentem studium. Uwagi muszą być składane na piśmie lub w formie elektronicznej z bezpiecznym podpisem. Na ogół duża liczba uwag skutkuje potrzebą ponowienia procedury na skutek konieczności zmiany przyjętych w dokumencie rozwiązań. Jeszcze będę o tym pisać - chcę porównać naszą procedurę suikzp z francuską procedurą SCOT (schéma de cohérence territoriale) . Bo to teoretycznie podobne dokumenty, ale uchwalane w zdecydowanie inny sposób - w tym różnice dotyczą właśnie udziału mieszkańców. Reasumując SKŁADAJMY NASZE UWAGI. Skoro nasze prawo przewiduje taką formę wypowiedzi..

Zgodnie z Art.11 uopizp.
"Wójt, burmistrz albo prezydent miasta, po podjęciu przez radę gminy uchwały o przystąpieniu do sporządzania studium, kolejno: (...)
10) ogłasza, w sposób określony w pkt 1, o wyłożeniu projektu studium do publicznego wglądu na co najmniej 14 dni przed dniem wyłożenia i wykłada ten projekt wraz z prognozą oddziaływania na środowisko do publicznego wglądu na okres co najmniej 30 dni oraz organizuje w tym czasie dyskusję
publiczną nad przyjętymi w tym projekcie studium rozwiązaniami;
11) wyznacza w ogłoszeniu, o którym mowa w pkt 10, termin, w którym osoby prawne i fizyczne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej mogą wnosić uwagi dotyczące projektu studium, nie krótszy niż 21 dni od dnia zakończenia okresu wyłożenia studium; (...)"


Szczegółowe informacje o terminie i miejscu składania uwag zapewne znaleźć można w witrynie Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Łodzi, która niestety w tej chwili nie działa..

Tagi: Łódź, planowanie, partycypacja, przestrzenne, społeczna


2009-11-23 21:56
 Oceń wpis
   

Sewilla - stolica Andaluzji, uważana za stolicę flamenco, swój największy rozkwit przeżywała w wieku XVI kiedy to była trzecim miastem świata zachodniego i wielkim portem przeładunkowym dla transportu morskiego do i z Nowego Świata. Obecnie Sewilla liczy około 700 tys. osób i jest czwartym miastem Hiszpanii (dla porównania skali Łódź liczy niewiele więcej osób i jest trzecim ludnościowo miastem w Polsce).


Sevilla - źródło GoogleMaps

W ostatnich latach XX wieku Sewilla była świadkiem pojawienia się bardzo licznych ruchów społecznych, w tym takich których obszar działania skierowany był na miasto i zagadnienia związane z jego rozwojem. Efektem tychże nacisków - wynikających co naturalne z rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w warunkach dostępności sieci - było dopasowanie reguł gry planistycznej do oczekiwań społecznych.
Opracowanie General Plan - dokumentu dotyczącego całego miasta powiązane było z licznymi debatami. Zorganizowano je dwupłaszczyznowo: po pierwsze tematycznie. W sumie działało 9 komisji tematycznych, które odbyły ogółem 40 spotkań, w których uczestniczyło ogółem 128 osób. W skład komisji wchodzili mieszkańcy, pracownicy społeczni, przedsiębiorcy, kupcy, profesjonaliści, eksperci, przedstawiciele różnych instytucji, media oraz przedstawiciele władz lokalnych i administracji obszaru metropolitalnego. Spotkania dotyczyły zagadnień społecznych, ekonomicznych i środowiskowych - dla każdej komisji innych.

Płaszczyzna druga były to komitety terytorialne które miały za zadanie zapewnić forum gdzie mieszkańcy oraz różne istniejące ugrupowania mogły wyrażać swoje opinie tudzież postulaty. Inicjatywa miała na celu uzyskanie wiedzy o problemach trapiących mieszkańców. Ogółem ( w wyniku podjętych studiów dotyczących zapotrzebowania, w czym brały udział lokalne uczelnie) stwierdzono potrzebę ukonstytuowania 20 komisji. I tyle też działało w różnych punktach miasta dla ułatwienia maksymalnego angażowania mieszkańców. Spotkania komisji odbywały się w okresie od maja do lipca 2001. W tym okresie przyjęto 65 rozmaitych dokumentów. W spotkaniach udział wzięło prawie 2000 osób, reprezentujących 242 stowarzyszenia. Wysunięto prawie 4500 propozycji dla Biura Planu Sewilli.

Zorganizowano ponadto 6 wystaw publicznych, po jednej w każdej dzielnicy miasta na tematy omawiane podczas debat w siedzibach komitetów terytorialnych.

Uzupełnieniem były trzy wystawy w skali miasta. Pierwsza nazwana "Pamięć przyszłości" prezentowała nigdy nie zrealizowane projekty urbanistyczne. Wystawa druga Możliwości i strategie zagospodarowania przestrzennego Sewilli - zawierała ogólne propozycje przekształceń struktury miasta oraz szczegółowe propozycje rozwiązań dla rejonów strategicznych. Wystawa trzecie, zoorganizowana równolegle z datą przyjęcia dokumentu planu służyła prezentacji jego zawartości.

W ramach procesu zorganizowano też konferencję zatytułowaną " Urbanistyka jako czynnik rozwoju" oraz dwa konkursy koncepcyjne na zagospodarowanie strategicznych obszarów miasta.

Biuro planu prowadziło także wywiady on-line umożliwiające mieszkańcom podjęcie interaktywnej debaty zarówno z przedstawicielami instytucji jak i z ważnymi osobistościami publicznymi. Bieżącej prezentacji informacji służyła działająca nadal witryna internetowa www.plandesevilla.org , gdzie można było - oprócz odczytania treści - również składać uwagi.
Prezentowane treści pochodzą z dokumentów sieci wymiany dobrych praktyk w zakresie odnowy centrów miast URBACT -
www.urbact.eu

To była część mojego wykładu w tę niedzielę. Ciekawe, prawda?


A propos wystawy pamięć przyszłości mały quiz dla Łodzian i znawców Łodzi: zgadnijcie gdzie w Łodzi planowano coś takiego? To jest skan autentycznego zdjęcia makiety z lat 50-tych. Dla ułatwienia dodam że 1 budynek (słownie jeden) miał zostać zachowany i stoi nadal. Reszta zabudowy w tej okolicy miała zostać wyburzona. Gdzie to jest? (Odpowiedź wkrótce.)

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2009-11-21 13:14
 Oceń wpis
   

Podczas Konferencji na temat Partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym w Gdańsku, w której brałam czynny udział, miałam okazję poznać Pana Wojciecha Chrabelskiego, który przez wiele lat - mieszkając i pracując we Francji - pełnił tam funkcję Komisarza Ankiety Publicznej. Skądinąd niezwykle ciekawy człowiek, doskonale wykształcony, wspaniale bawiący publiczność, miedzy innymi grą na pianinie. Pan Wojciech przekazał mi wtedy swój tekst, publikowany również na stronie SARP, z prośbą o popularyzację. Co niniejszym czynię:

"Pour faire des grandes choses, il ne faut pas etre un si grand genie, il ne faut pas etre au dessus des hommes, il faux etre avec eux" Montesquieu
("Aby dokonać rzeczy wielkich nie trzeba być tak wielkim geniuszem, nie trzeba wynosić się ponad ludzi, trzeba być z nimi")

"RÓBMY SWOJE..." (-Wojciech Młynarski)

Tym apelem zwracam się do kolegów architektów o poparcie wprowadzenia w Polsce na wzór Francji, ustawy dotyczącej udziału ludności w naszej działalności Architektoniczno-Urbanistycznej.

Francja od czasów Wielkiej Rewolucji, więc od przeszło 200-tu lat, doskonali swój system zarządzania i administrowania. Cytowany Montesquieu udowadniał, że wszystko powinno się dziać dla dobra człowieka i respektowania jego woli. Francuska Ustawa nr 83-630 z 12.07.1983 r. dotycząca demokratyzacji przeprowadzanych ankiet publicznych i ochrony środowiska, została wniesiona do uchwalenia przez parlament francuski na wniosek Ministra Ochrony Środowiska (zwana dalej uchwałą Bouchardeau, od nazwiska ministra który ją wprowadził). Ma ona ramowy charakter, który stanowi o jej elestyczności. Dotyczy różnych dziedzin życia, a nas architektów oczywiście interesuje zastosowanie jej w dziedzinie architektury i urbanistyki. Ustawa ta po pierwsze defniuje ankiety publiczne tzn. dostępne dla wszystkich.

Ankieta publiczna jest procedurą, której zadaniem jest informaowanie społeczeństwa, zebranie wszelkich opinii, sugestii i kontrpropozycji, aby dać władzom jak najszerszą wiedzę na temat możliwego stopnia akceptacji zmian w życiu społeczności związanej z danym projektem. Dla kompetentnej władzy jest to wiedza niezbędna dla podjęcia trafnych decyzji. Nie ma więc żadnych formularzy, a pytanie stawiane uczestnikowi ankiety jest jedno: " Co Pani/Pan (Wy, Wasze stowarzyszenie czy firma) sądzi/ sądzicie o przedstawionym projekcie czy zamierzeniu?" W konsekwencji takiego postawienia sprawy, od ludzi zależy wybór tematów i pytań dotyczących przedstawianych problemów.

Ankietę publiczną prowadzi komisarz ankiety mianowany przez Sąd Administracyjny wg kryteriów merytorycznych i moralnych zapewniających jego obiektywność i bezstronność. Komisarz osobiście prowadzi bezpośrednie rozmowy z uczestnikami ankiety, zbierając ich opinie, życzenia i sprawy na które się skarżą, a przede wszystkim musi wyczuć ich oczekiwania. Podsumowując swój raport komisarz ankiety zajmuje jednoznaczne stanowisko i przekazuje je decydentom. Na tym kończy się jego misja.

Używając termnologii medycznej ankieta publiczna jest diagnozą. Nam architektom pozostaje ustalić i zalecić terapię.

Warunki stosowania niniejszej ustawy zostały określone dekretami rady stanu.
Kolejne ustawy ( w szczególności tzw. prawo Barnier z dnai 2 lutego 1995 roku "Debata Publiczna", dotyczące wielkich zamierzeń inwestycyjnych), dekrety, postanowienia, przepisy, etc... dotyczące problematyki ochrony środowiska zostały skodyfikowane. Opracowano Kodeks ("Code d'environnement" - środowiska), zatwierdzono jego wykładnię postanowieniem Prezydenta Republiki w oparciu o raport Premiera i Ministra Zagospodarowania Kraju i Środowiska w dniu 18 września 2000 roku. Zasadnicza linia i filozofia tej ewolucji prawnej została utrzymana, nastąpiły tylko uproszczenia procedur.

Proponowane przez ustawę, a obecnie przez Kodeks działania, sprawdzone we Francji, dałyby obywatelom wgląd w działanie władzy, a na władzę nałożyłyby obowiązekkonieczności brania pod uwagę interesów jednostki w zgodzie z interesem ogólnym.

Jako urbanista podkreślić muszę słowa prof. Kazimierza Wejcherta: NIE MA I NIE MOŻE BYĆ URBANISTYKI BEZ WSPÓŁPRACY Z LUDNOŚCIĄ.
Pogląd ten sformułował profesor w formie dedykacji do ofiarowanej mi ostatniej swojej książki "Ludzie nowego miasta" (1973r.)
Ale czym jest miasto dzisiaj, a idąc w ślad za tym - czym jest urbanistyka? Pojęcie to oddala się od źródłosłowu (urbs-urbis). W dzisiejszych czasach należałoby przyjąć, że urbanistyka jest sztuką i praktyką kształtowania środowiska życia człowieka.
Dlatego ta dziedzina we Francji znalazła się pod opieką Ministerstwa Środowiska, co powinno również nastąpiś w Polsce.

We Francji Ministerstwo Ochrony Środowiska powstało w 1975 roku. Pierwszym ministerm został mianowany Brice la Londe, który zapytany przy tej okazji - co Pan Minister sądzi o ekologii - odpowiedział: "styl życia na tej planecie".
W 1982 roku nastąpiła decentralizacja francuska, a w 1983 roku uchwalono ustawę o ankietach publicznych (Bouchardeau).
W Polsce decentralizacja nastąpiła w 1999 roku (wprowadzona przez ówczesnego premiera Jerzego Buzka). W ślad za tym złożyłem w polskim Ministerstwie Środowiska w Biurze Informacji i Edukacji Społecznej - report pod tytułem "Ankiety publiczne we Francji jako narzędzie utrwalania demokracji".
Wiadomo że o efekcie danej pracy stanowi użycie właściwego narzędzia. Teraz więc my Polacy, w demokratycznym już kraju, uczyńmy następny krok i użyjmy tego narzędzia wprowadzając problematykę współpracy z ludnością do polskiej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ponadto uzgadniając ją z prawodastwem europejskim (lepiej późno niż wcale).
Przedstawiona filozofia ankiety publicznej, dokonanie harmonizacji i uproszczenia procedur zatwierdzających zamierzenia i plany, ustalenie statutu i roli prowadzących ankiety (komisarzy ankiet), zapewnienie udziału ludności w dyskusjach, debatach i życiu publicznym są kierunkami zasadniczymi tej propozycji dla Polski.
Wiele spraw jest jeszcze do wyjaśnienia i pogłębienia, ale wiemy wszyscy że wprowadzenie reform w polskim prawie jest sprawą pilną. Czas leci...!

Wojciech CHRABELSKI
architekt-urbanista
członek francuskiego Stowarzyszenia
Komisarzy Ankiet Publicznych (CNCE)

 

Coż ja mogę więcej powiedzieć. Tylko i aż tyle, że nie jestem osamotniona w swoim sposobie myślenia. Oraz że ma ono bogate tradycje tudzież praktykę działania, z której można czerpać otwartymi garściami.

Bardzo interesujące jest ponadto porównanie kompetencji oraz profilu francuskiego komisarza ankiety oraz postaci mediatora, która ma się pojawić w nowych przepisach polskiego prawa o zagospodarowaniu przestrzennym. We Francji funkcja ta służy zabieganiu konfliktom, w naszej propozycji zmian w przepisach - będzie służyć ich leczeniu. Co na ogół bywa trudniejsze oraz bardziej bolesne.. Już o tym kiedyś pisałam, przy okazji zgłaszania uwag do przedłożonego do konsultacji społecznych projektu zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.