2011-05-12 20:32
 Oceń wpis
   

Zawarte w tytule stwierdzenie (rzecz dotyczy oczywiście kierowców) jest cytatem z artykułu w Dzienniku Łódzkim, w którym mowa o kolejnej starszej osobie, która zginęła potrącona przez samochód. W tym samym wypadku poważne obrażenia odniósł również rowerzysta, potrącony w wyniku nieskutecznej próby manewru ominięcia pieszej. Starsza, 75-letnia Pani przechodziła na pasach.

Polska przoduje w statystyce potrąceń osób pieszych w Unii Europejskiej. Jesteśmy pierwsi jeśli chodzi o liczbę wypadków śmiertelnych. Przed Rumunią. Nawet przed Grecją. Nie wiem czy próbowaliście kiedyś prowadzić auto w Grecji czy w Turcji - w tych krajach możliwość zmiany pasa czy skrętu trzeba odczytać w oparciu o intencje innego kierowcy, pierwszeństwo podlega negocjacji. Tamtejsi kierowcy permanentnie nie używają kierunkowskazów.

Ilekroć przechodzę, odprowadzając córkę do przedszkola, przez skrzyżowanie przy dość ruchliwej ulicy, tylekroć drżę z obawy o nasze życie i zdrowie. W mojej ocenie istotną część winy za tak znaczące wyniki w tej statystyce ponoszą projektanci dróg. Którym przez myśl nawet nie przyjdzie, że projektowanie ulic w obszarach zabudowanych to coś więcej niz zapewnienie płynności. Samo ustawienie znaku ograniczającego prędkość nie zmieni zachowania żadnego kierowcy, w tym w szczególności przyzwyczajonego do lekcewazenia przepisów, jeśli te nie są egzekwowane w trybie natychmiastowym (w tym przypadku radarem).

Z wykładów o transporcie, których kiedyś miałam okazji wysłuchać, zapadła mi w pamięć jedna maksyma - aby forma drogi była zgodna z treścią, którą ma do przekazania. Kierowca z samego ukształtowania ulicy winien móc wnioskować co mu tam wolno, a czego nie. Jeśli mamy ulicę długą i prostą o czterech lub sześciu pasach ruchu próba egzekwowania od kogokolwiek ograniczenia prędkości do 50 km/h bez ustawienia radaru (lub ciągłych kontroli, o których lokalizacji wszyscy wiedzą) jest fikcją. W takich miejscach niezbędna staje się sygnalizacja świetlna. Inaczej nie unikniemy wypadków. Zasad prowadzenia dróg wynikających bezpośrednio z powyższej zasady jest znacznie więcej. Pewnie wrócę do tego tematu przy innej, mniej smutnej okazji - dziś jedynie proszę szanownych odpowiedzialnych za projektowanie sprawnych przepływów ruchu kołowego o niezapominanie o tym, że są jeszcze inni ludzie, poza tymi zmotoryzowanymi. I w mieście, dla zachowania wymaganej przepisami prędkości przydatna bywa sygnalizacja świetlna , lub ..skrzyżowania bez ustalenia pierwszeństwa przejazdu, wąskie pasy ruchu, wysokie krawężniki, etc. - jednak te pozostałe rozwiązania nie znajdą zastosowania w przypadku ulic wielopasmowych.

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-01-09 13:02
 Oceń wpis
   

W programie wyborczym osób, na które głosowałam w niedawnych wyborach samorządowych nie było słowa o potrzebie budowy w Łodzi kolejnych wiaduktów. Gdyby takie stwierdzenia tam były z całą pewnością bym na nich nie głosowała. Przerost infrastruktury transportowej, szczególnie służącej transportowi indywidualnemu jest tym co miasta niszczy, wpływa na wzrost emisji CO2, nie ma nic wspólnego z ekologią, jest brzydki, powoduje że miasto zamienia się w hektary parkingów, emisja spalin powoduje, że dzieci (w tym moje własne) chorują na skutek zanieczyszczenia powietrza. Jestem zdecydowanym wrogiem rozwoju transportu indywidualnego w miastach i zdecydowanie protestuję przeciwko przeznaczaniu na ten cel środków publicznych w budżecie Łodzi. Szczególnie w nadmiarze i na wiadukty. Infrastruktura transportowa funkcjonująca na zasadzie rozdzielania ruchu pieszego i kołowego jest przeżytkiem. Takich rozwiązań się obecnie unika. To co wdrożono x lat wstecz w Radburn, myśl rozwinęli moderniści ale modernizm się już skończył. Współcześnie projektuje się tak aby integrować różne podejścia do rozwoju miasta. Ważna jest percepcja i samopoczucie użytkowników nie promień skrętu samochodu. A nie da się dobrze czuć w mieście rozjeżdżonym przez auta. No bo się nie da. Klasa kreatywna, o której mówi się że stanowi podstawę rozwoju społeczeństwa informacyjnego nie jest zainteresowana życiem w miastach typy Houston. Chce mieszkać w Kopenhadze, Amsterdamie i w innych, gdzie można chodzić na piechotę/ jeździć rowerem i swobodnie oddychać czystym powietrzem. Wiem bo należę do klasy kreatywnej i mam takich znajomych.

Nie rozumiem o co chodzi, kiedy słyszę że w budżecie mojego miasta są środki na wiadukty, a nie ma na remont kamienic w centrum - szumnie zaanonsowany w programie wyborczym program 100 kamienic dla Łodzi. Tak jakbyśmy się cofnęli x lat do tyłu, kiedy też były pieniądze na wyjęte z kontekstu fragmenty układu transportowego (których w Łodzi co niemiara) a nie było na utrzymanie substancji mieszkaniowej w śródmieściu. Wtedy było to powodowane względami ideologicznymi. A teraz? Nie wiem, którzy radni obiecywali swoim wyborcom budowę wiaduktów. Politycy na których głosowałam mnie tego nie obiecywali.

Bardzo się cieszę z przyjęcia przez Łódź Karty brukselskiej, choć nie rozumiem dlaczego po moim mieście da się bezpiecznie poruszać rowerem dopiero za kilka lat. Przecież abym mogła swobodnie jeździć z córką na bagażniku (w tej chwili się tego boję i chyba trudno się dziwić) wystarczy ileś puszek farby i zmiana organizacji ruchu. Tak jak to zrobiono np. w bogatszym Miami.


Zdjęcie Mike Lydon, przedstawia najnowszą infrastrukturę rowerową w Miami

 

Tagi: polityka, motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2010-11-11 00:09
 Oceń wpis
   

Zastanawiam się ostatnio intensywnie nad definicją słowa zrównoważony. Stosowanego powszechnie, jeśli nie nadużywanego w zestawieniu ze słowem rozwój. Większość definicji zrównoważonego rozwoju wskazuje na obecność cech takich jak: odpowiednia, dość wysoka intensywność zabudowy (w oczywisty sposób powiązana z lokalizacją danego miejsca w mieście), różnorodność funkcji, obecność intensywnego ruchu pieszego - wszystkie te przymiotniki odnoszą się do terminu zwarte miasto.

Tak sobie myślę, że odkąd wymyślono (oraz przemysłowo produkuje się ) auta, przestaliśmy odczuwać potrzebę takiego miasta. Bo mamy schronienie w postaci blaszanej puszki. I zdefiniowana, zamknięta przestrzeń o znacznej intensywności nie jest tak ważna jak wcześniej. Porównywałam ostatnio wożenie domku ze sobą do bycia ślimakiem. Mam wrażenie że nie tylko ja mam zbliżone skojarzenia - jak widać na filmie autorstwa Remi'ego Gaillarda.

Jeśli jednak wziąć pod uwagę ileś czynników, o których tu już było - chyba jednak należałoby się z koncepcji bazujących na transporcie indywidualnym wycofać i wrócić do ruchu pieszego, rowerowego, albo wymyślić coś jeszcze nowszego, innego niż wymieniony. Kiedy tak czytam o pomysłach na ulepszenie transportu w Warszawie, zawartych w programach wyborczych kandydatów na Prezydenta stolicy - to z nielicznymi wyjątkami pusty śmiech mnie ogarnia. Choć nawet rozważając wyjątki - takie jak propozycja budowy ścieżek rowerowych wzdłuż dróg i ulic - nie umiem zrozumieć dlaczego nie wziąć farby i nie namalować pasów na jezdni, zawężając istniejące ciągi komunikacyjne. Taniej i szybciej.

Jeszcze wracając do wymienionych czynników. Ja jednak wierzę w globalne ocieplenie, na które nasza aktywność ma wpływ. Jestem w większości jak tego dowodzi poniższy obrazek, tyle że nie na rodzimym podwórku. Wierzę w badania naukowe na ten temat, a sporo o tym czytam, np. tutaj.


Źródło, jak podano powyżej: http://www.informationisbeautiful.net/2009/climate-change-a-consensus-among-scientists/ , inna ilustracja na ten sam temat: http://www.informationisbeautiful.net/visualizations/climate-change-deniers-vs-the-consensus/

Podobnie trochę jak z transportem rowerowym - tylko u nas jest on tak mało popularny, gdzie indziej jest inaczej. Co ciekawe - nawet już wymyślono zimowe opony na rowery :)  
Czas zrezygnować z blaszanych puszek i trochę poprawić kondycję. Ponoć działa to pozytywnie we wszystkich obszarach aktywności. Jeszcze jedna taka niewielka uwaga - wewnątrz auta oddychamy tym samym zanieczyszczonym powietrzem co na zewnątrz, innymi słowy - stojąc w korku trujemy się sami. Co zapewne mozna byłoby rozwiązać woząc butle z tlenem (i pewnie taka usługa niedługo się pojawi). Zauwazcie jedynie jak bardzo jest to absurdalne. Skądinąd jest w tym pewna prawidłowość - w Miami (gdzie rowniez niedawno pojawiły się ślimaki - jak na obrazku ponizej) bezdomni mieszkają tam gdzie powietrze jest najbardziej zanieczyszczone, czyli wzdłuz autostrad i dróg szybkiego ruchu. U nas bezdomni mieszkają w centrach miast.


Źródło ilustracji: http://inhabitat.com/2010/11/06/giant-pink-recycled-plastic-snails-invade-miami/

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi, cykliści


2010-08-21 14:37
 Oceń wpis
   

... albo o tym jaki inżynier transportu być powinien.

"Austriacki inżynier budownictwa Hermann Knoflacher wymyślił w 1975 r. Gehzeug lub innymi słowy samochód do chodzenia - po to aby umożliwić przechodniom wizualne przybliżenie miejsca zajmowanego przez kierowców (innymi słowy aby zrównać uprawnienia pieszych i kierowców pod względem zajmowanej przestrzeni - wtrącenie tłumaczki). Jest to idealne urządzenie dla realizacji protestów przeciwko prymatowi samochodów w mieście albo po prostu dla spacerowania pośród samochodów. Eksperyment Knoflacher'a został powtórzony w miastach od Austrii po Tajlandię wskazując na przestrzenne możliwości rozwoju miast bez samochodów.
Hermann Knoflacher jest inżynierem transportu z Wiednia. Był dyrektorem Institute for Transport Planning and Traffic Engineering w Technical University of Vienna poczynając od 1985."

Całość tekstu i ilustacja powyżej pochodzi z witryny: http://cca-actions.org/actions/wood-makes-people-big-cars, tłumaczenie moje własne, podobnie jak komentarz na wstępie.

Jeszcze jeden obrazek:


Obrazek z http://urban-activism-eng.blogspot.com/2009/09/walkmobile.html

Wracając do tematu - to kto i w jaki sposób podejmuje decyzje ma znaczenie lub też innymi słowy czyni różnicę. Umiejętność efektownego oraz efektywnego przekonywania jest w zawodach związanych z projektowaniem miasta niezwykle istotna. Przyglądając się powyższym zdjęciom chyba się ze mną zgodzicie?

A co do chodzika to czy czegoś Wam nie przypomina ;)? I czy aby nie macie wrażenia że twórcy poniższej kreskówki żarty sobie stroili z co poniektórych zachowań "konsumenckich"? (Ja mam, nieodparte).

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2010-02-05 10:09
 Oceń wpis
   

Ulice mają szanse stać się miejscem atrakcyjnym za sprawą osób, które tymi ulicami chodzą. Kiedy mamy do czynienia z ruchem pieszym wzdłuż ulic może rozwijać się handel, usługi. Ludzie spotykają się ze sobą, obserwują się, czasem wchodzą we wzajemne interakcje. Dlatego ruch pieszy jest dla rozwoju miast ważny. Kiedy go nie ma nieobecna staje się miejska kultura i miasto traci atrybuty przestrzeni sprzyjającej innowacyjności. Powyższe stwierdzenia powoli stają się oczywistością (jak wiadomo lubuję się w truizmach, tak już mam - taki mój belferski przywilej).

O zaletach ruchu pieszego sporo się ostatnio mówi. Są na ten temat organizowane konferencje i sympozja. Np. poniżej:

Ruch pieszy, a więc - zbliżenie miejsca zamieszkania i miejsca pracy nauki. A więc redukcja kosztów paliwa. Zmniejszenie nakładów na infrastrukturę.

Jednocześnie potrzeba organizacji transportu zbiorowego - o tym tu było cokolwiek. I uczynienia go przyjaznym użytkownikom. Cytowałam tu jakiś czas temu Jaimiego Lernera - wieloletniego burmistrza Kurytyby oraz jego piosenkę..

Spoglądając na powyższą sprawę z odmiennego punktu widzenia - z punktu widzenia wielbiciela motoryzacji (skądinąd ciekawy blog, jako kierowca dowiedziałam się jak wyjechać z zaspy, przydatne) dowiadujemy się, że piesi popełniają wykroczenia. Tymczasem poniższy film doskonale ilustruje problem.

Nieco inny niż zdefiniowany ale problem. Otóż łamanie przepisów na ogół wynika z bezsensu stosowania tychże przepisów w danym miejscu. Planowanie powinno dopasowywać się do zachowań użytkowników przestrzeni. Jeśli gdzieś jest przejście piesze (bo wszyscy z niego korzystają) to tam powinny znaleźć się pasy tudzież sygnalizacja świetlna. Tak aby starsze osoby nie musiały pokonywać dodatkowo kilometrów po nieodśnieżonym chodniku bez potrzeby. Jeśli łódzka ulica Piotrkowska jest traktowana jako należąca do pieszych - to powinna do nich należeć, a ruch samochodowy należy tam ograniczyć.

Nie wspominając o celowości budowy czteropasmowych ulic, po których nikt nie jeździ oraz lokalizowania tramwaju pośrodku tak aby korzystającym z masowej komunikacji było trudniej. Parafrazując: 'Szanowni Państwo! Naprawdę zastanówmy się póki nie jest za późno'.

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.