2011-09-09 09:37
 Oceń wpis
   

Kampania wyborcza w pełni. Władze dowolnego szczebla dwoją się i troją aby pokazać jak to należycie wypełniają swoje obowiązki. Sięgając do naszego podwórka: będziemy mieli w Łodzi w najbliższym czasie 'zrewitalizowany' kwartał - co prawda nie wiadomo jak, nie całkiem wiadomo co, oraz nie do końca jasnym jest po co należy odbudowywać oficyny, ani też nie wiadomo dlaczego nie prowadzi się żadnych konsultacji społecznych na ten temat. Choć wszyscy zgodnym chórem powtarzają - bez zrozumienia - że rewitalizacja to zagadnienie społeczne. Ale co tam.. będzie!
(Dla przypomnienia - przed poprzednimi wyborami była mowa o programie 100 kamienic dla Łodzi, pomysł rewitalizacji kwartału jest lepszy, poza tym w informacji prasowej jest wzmianka o rewitalizacji społecznej, więc można mówić o postępie. Przynajmniej w sferze deklaratywnej).

Zarząd Dróg i Transportu należycie wypełnia swoje zadania: aby żaden grosz się nie zmarnował Rada Miasta w trybie pilnym przesuwa środki z remontów niemożliwych do realizacji w tym roku na remont innych dróg. O bardzo kosztownych (już dla obecnego budżetu) planach  prowadzenia nowych dróg przez centrum miasta ani mru, mru..

Już nawet Miejska Pracownia Urbanistyczna w Łodzi pokazuje że też coś robi: zostały opracowane projekty uchwał miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego dla terenów położonych w południowej części miasta. Jak chwalą się lokalne władze "Dzięki temu zyskamy nowe tereny inwestycyjne o powierzchni ok. 300 ha w rejonie ulic: Rzgowskiej, Tomaszowskiej, Kolumny do torów kolejowych". I tu się na chwilę zatrzymam: po co? Mamy przecież do zaoferowania wciąż całą masę terenów już zurbanizowanych, które stoją puste. Chociażby w rejonie tzw. Nowego Centrum Łodzi. (No tak, tam nie ma planu..)

Kontynuujemy (jednak trudno mi się z tym utożsamiać więc to raczej oni kontynuują, tym razem skutecznie) budowę tworu, który w literaturze przedmiotu nosi nazwę 'edge city'. Miasto na krawędzi, obwarzanek z dziurką w środku. Wciąż chcą przyciągać nowych inwestorów z zewnątrz pozostawiając środek pusty. Nowych inwestorów dla których - jak przecież wszyscy wiemy - liczy się tania siła robocza. Wciąż nie zajmują się działaniami mającymi na celu poprawę jakości życia w mieście, które już jest. Wciąż nie nie wykazują zainteresowania podjęciem dyskusji o tym, że należy ułatwić działalność gospodarczą ludziom którzy juz są (i za chwilkę będą głosować). Wciąż niewiele ich interesują wyborcy, którym dla zapewnienia środków na nowe, wspaniałe przedsięwzięcia itd. władze miasta ostatnio dosłownie zgasiły światło - podejmując decyzje o zapalaniu latarń ulicznych nie bezpośrednio po zapadnięciu zmierzchu lecz później. Z czego się następnie w trybie wyborczym po licznych protestach wycofały.
Tak swoją drogą - jak szybko to wszystko się odbywa: jeszcze w ubiegłym roku kiedy wołaliśmy, że tak właśnie będzie przy okazji przyjmowania nowego dokumentu studium nikt nie chciał tego słuchać. Tymczasem ciągły ubytek mieszkańców którymi mało kto się przejmuje przy jednoczesnym wzroście miasta (czy też strefy zurbanizowanej ) na zewnątrz i już w tej chwili zaczyna brakować pieniędzy na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb.

Tagi: polityka, Łódź, urbanistyka


2011-04-01 21:33
 Oceń wpis
   

Ciekawe, czy ktoś się kiedyś zastanawiał nad zagadnieniami czasu w działaniu biurokracji. Albo w polityce miejskiej, szczególnie tej dotyczącej planowania przestrzeni. I nie mam tu na myśli samego planowania - bo w tej materii planowanie strategii jest dla mnie działaniem oczywistym i potrzebnym - choć nie zawsze ta potrzeba jest uświadamiana. Ale zagadnienia czasu w podejmowaniu decyzji. I potem w ich wdrażaniu w życie. Sama niejednokroć tego doświadczam, że Uchwała Rady Miasta lub Gminy o przystąpieniu do opracowania planu czeka długo na organizację przetargu. Za to czas na sporządzenie samego dokumentu bywa mocno wyśrubowany. Podobnie dzieje się z innymi rzeczami, tu przytoczyć należy słynne w naszych uwarunkowaniach oczekiwanie na mapy.., które w Łodzi dotknęło było swego czasu nawet Roba Kriera (do tej pory mam przed oczami tytuł z którejś łódzkiej GW o tym wielkim twórcy "czekającym na mapy").

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera słowo "harmonogram", które w naszych lokalnych (łódzkich) uwarunkowaniach powtarzane bywa niczym mantra przy każdej okazji, która dotyczy sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. I to odkąd sięgam zawodową pamięcią. W innych miastach nie sporządza się harmonogramów tylko plany. A w naszym wciąż rozmawiamy o ..harmonogramie. Ostatnio też to słowo dostrzegłam. Mam nadzieję, że może tym razem to kwestia przeoczenia, pewnego nawyku - a nie świadomej decyzji.

Trochę tak jak z tym społeczeństwem, które musi się nauczyć, uzyskać odpowiednią świadomość aby być w stanie partycypować w tworzeniu tychże dokumentów. Które to stwierdzenie również bywa powtarzane od lat 15 i każdorazowo potrzebny okres jest równie długi.

Tagi: polityka, samorząd, społeczeństwo, czas


2011-01-09 13:02
 Oceń wpis
   

W programie wyborczym osób, na które głosowałam w niedawnych wyborach samorządowych nie było słowa o potrzebie budowy w Łodzi kolejnych wiaduktów. Gdyby takie stwierdzenia tam były z całą pewnością bym na nich nie głosowała. Przerost infrastruktury transportowej, szczególnie służącej transportowi indywidualnemu jest tym co miasta niszczy, wpływa na wzrost emisji CO2, nie ma nic wspólnego z ekologią, jest brzydki, powoduje że miasto zamienia się w hektary parkingów, emisja spalin powoduje, że dzieci (w tym moje własne) chorują na skutek zanieczyszczenia powietrza. Jestem zdecydowanym wrogiem rozwoju transportu indywidualnego w miastach i zdecydowanie protestuję przeciwko przeznaczaniu na ten cel środków publicznych w budżecie Łodzi. Szczególnie w nadmiarze i na wiadukty. Infrastruktura transportowa funkcjonująca na zasadzie rozdzielania ruchu pieszego i kołowego jest przeżytkiem. Takich rozwiązań się obecnie unika. To co wdrożono x lat wstecz w Radburn, myśl rozwinęli moderniści ale modernizm się już skończył. Współcześnie projektuje się tak aby integrować różne podejścia do rozwoju miasta. Ważna jest percepcja i samopoczucie użytkowników nie promień skrętu samochodu. A nie da się dobrze czuć w mieście rozjeżdżonym przez auta. No bo się nie da. Klasa kreatywna, o której mówi się że stanowi podstawę rozwoju społeczeństwa informacyjnego nie jest zainteresowana życiem w miastach typy Houston. Chce mieszkać w Kopenhadze, Amsterdamie i w innych, gdzie można chodzić na piechotę/ jeździć rowerem i swobodnie oddychać czystym powietrzem. Wiem bo należę do klasy kreatywnej i mam takich znajomych.

Nie rozumiem o co chodzi, kiedy słyszę że w budżecie mojego miasta są środki na wiadukty, a nie ma na remont kamienic w centrum - szumnie zaanonsowany w programie wyborczym program 100 kamienic dla Łodzi. Tak jakbyśmy się cofnęli x lat do tyłu, kiedy też były pieniądze na wyjęte z kontekstu fragmenty układu transportowego (których w Łodzi co niemiara) a nie było na utrzymanie substancji mieszkaniowej w śródmieściu. Wtedy było to powodowane względami ideologicznymi. A teraz? Nie wiem, którzy radni obiecywali swoim wyborcom budowę wiaduktów. Politycy na których głosowałam mnie tego nie obiecywali.

Bardzo się cieszę z przyjęcia przez Łódź Karty brukselskiej, choć nie rozumiem dlaczego po moim mieście da się bezpiecznie poruszać rowerem dopiero za kilka lat. Przecież abym mogła swobodnie jeździć z córką na bagażniku (w tej chwili się tego boję i chyba trudno się dziwić) wystarczy ileś puszek farby i zmiana organizacji ruchu. Tak jak to zrobiono np. w bogatszym Miami.


Zdjęcie Mike Lydon, przedstawia najnowszą infrastrukturę rowerową w Miami

 

Tagi: polityka, motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2010-07-29 22:11
 Oceń wpis
   

Jakiś czas temu pisałam o zaporze Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. Czytam ostatnio, że obfite opady spowodowały podniesienie się poziomu wody w towarzyszącym jej zbiorniku do poziomu zbliżonego do maksymalnej wytrzymałości konstrukcji. Chińscy oficjele bronią kontrowersyjnej zapory, mówiąc że będzie w stanie wytrzymać powódź, która zdarza się raz na 10 000 lat. Jednak letnie deszcze są najobfitsze od 10 lat. Towarzyszą im rozległe zalania i podtopienia, które spowodowały jak dotychczas śmierć 823 ludzi (źródło informacji oraz obrazka poniżej i aktualność danych - Inhabitat, artykuł z 28 lipca br.).

Według danych państwowej agencji informacyjnej zapora osiągnęła 90% wytrzymałości. Władze stają w obronie inwestycji - największego na świecie projektu hydroelektrycznego, którego konstrukcja spowodowała przeprowadzki miliona osób - mówiąc że pozwoli na kontrolę zjawiska powodzi wzdłuż rzeki Jangcy. To jeden z przyczynków do myślenia...

Drugi: "29.07 |Czasem widać niewiele, a czasem właściwie nic nie widać. Tak od kilku dni jest w Moskwie. Miasto pokrył gęsty smog, bo z powodu upałów i suszy palą się położone niedaleko torfowiska. Dziś w Moskwie padł rekord 37,7 stopni Celsjusza - to najbardziej gorący dzień w historii badań meteorologicznych w Rosji (Fakty TVN)."

Ale zjawisko globalnego ocieplenia nie istnieje.. przecież to wymysł ekologów (dobrze opłacanych). Tak przynajmniej można wnioskować z lektury komentarzy towarzyszących bardzo ciekawemu ( i równie przerażającemu) artykułowi w Gazecie Wyborczej. Można się z niego dowiedzieć, że plankton w oceanach niedługo przestanie istnieć..

Z innych "bajek" - bardzo realne wyniki badań przeprowadzonych przez polskich naukowców na temat wpływu globalnego ocieplenia na poziom wód przybrzeżnych Bałtyku (z 2002 roku). Do poczytania. I może się zacznijmy przejmować (jednak).

Tagi: polityka, prawo, przyszłość, miasto, powódź, klimat


2010-07-26 23:07
 Oceń wpis
   

Przestrzeń komunikacji (albo jeśli chcieć być precyzyjnym - transportu). Źródło frustracji i powód zaniku kontaktów międzyludzkich. Jak to kiedyś trafnie powiedział Henry Lefebvre:  ‎"Automobile c’est une instrument de deculturation." Skąd on to wtedy już wiedział?


Obrazek szalenie nie optymistyczny, szczególnie że cokolwiek mało mobilny..

Żebyż tak zaistniała alternatywa. Dbałość o koleje i transport zbiorowy powinna być naczelnym celem dla włodarzy rodzimej przestrzeni. No i co? Ano nic. Popatrzmy sobie jakie głupoty robimy i dokąd to prowadzi:

Odsłona I (wypatrzone przez Hubara):

Odsłona II (cytat za Adamem Wajrakiem):

Wracając do tytułowej mobilności - poniższą książkę już polecałam - Jacek Wesołowski: Miasto w ruchu. Polecam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2010-06-20 23:39
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem jakie jest zdanie naszych Kandydatów do Urzędu Prezydenckiego w kwestiach poruszanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę w drugiej części jego przemówienia z dnia 15 czerwca b.r.
Prezydent Obama z całą powagą traktuje katastrofę wywołaną działaniami człowieka, jej wpływ na środowisko, w tym środowisko życia ludzi, a także w dalszej perspektywie na ekonomiczne predyspozycje regionu w dłuższym czasie - możliwość funkcjonowania mieszkańców, w tym zarobkowania w oparciu o dotychczasowe źródła: turystykę oraz połów ryb.

Konsekwencją katastrofy jest tam oparcie się o poważne badania naukowe, które m.in. nakazują zaprzestać opierania gospodarki na wyczerpujących się zasobach ropy naftowej i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii. Skądinąd nie rozumiem dlaczego tak istotne stwierdzenia przeszły w naszej rodzimej prasie całkowicie bez echa.
My mamy u nas skutki powodzi - które w dużej mierze są skutkiem zaniedbań i braku wykorzystania analogicznych zdobyczy nauki w dziedzinie hydrologii i zapobiegania powodziom. Katastrofa jednak nie prowadzi do podobnych jak tam konkluzji. Jedyne komentarze w ramach kampanii wyborczej wiążą się z konkursem na to jak, skąd i kto da więcej. Po to aby odbudowywać tam gdzie się budować nie powinno. Po to aby umacniać wały wszędzie bez wprowadzania rzeczywistych inwestycji przeciwpowodziowych. Pomimo słyszalnych tu i ówdzie apelów środowiska naukowego.

Można by tutaj analogie - lub raczej ich brak - mnożyć w nieskończoność. Ja bym się jednak chciała dowiedzieć dlaczego nasi Kandydaci nie mają programu wyborczego w kwestiach, które dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych są najistotniejsze. Dlaczego tamtejsi doradcy sugerują aby opierać się w podejmowanych działaniach na wynikach badań naukowych - a u nas te ostatnie, tudzież doświadczenia innych krajów się ignoruje. Dlaczego Prezydent USA mówi o zmianach klimatycznych i potrzebie zmiany polityki energetycznej a nasi Kandydaci ten temat pomijają. W ogóle nie istnieje w toczącej się dyskusji przedwyborczej.

Ciekawa jestem też Waszej opinii na temat filmu, który ostatnio zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - link do wersji polskiej. Powinniśmy się chyba jednak zacząć zastanawiać nad racjonalnością naszych zachowań, nawet jeśli jedynie niewielka część tez stawianych w tymże filmie byłaby całkowicie zgodna z prawdą. A wyniki badań te tezy  jednak w znacznym zakresie potwierdzają.

Age of Stupid: Trailers: Original Theatrical Trailer from Age of Stupid on Vimeo.

Tagi: polityka, prawo, miasto, powódź, klimat


2010-04-18 20:04
 Oceń wpis
   

Bardzo ciekawy artykuł (dzięki serwisowi Facebook mam szansę dowiedzieć się co znajomi wygrzebali w czeluści sieci i rzadko zdarza mi się narzekać).
Artykuł autorstwa dr Adama Kowalewskiego, architekta i dr ekonomii, przewodniczącego Głównej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej. Znamienny tytuł: "Polityka miejska - rządy niewidzialnej ręki rynku czy zadanie władz publicznych? ". Artykuł publikowany w Rzeczpospolitej można znaleźc w witrynie krakowskiego Instytutu Rozwoju Miast.

Pytanie postawione w tytule z pozoru jest retoryczne. Bo jak to? Polityka miejska miałaby się obyć bez polityki, a więc bez zarządzania, bez planowania? Jak to - ktoś o tym nie pomyśli, wszystko ma się realizować samo (tzn siłami rynku?), nie potrzeba nam nikogo, kto by tym zarządzał? Nieprawdopodobne, więcej niemożliwe. Jesteśmy, ja w każdym razie na pewno, tak przyzwyczajeni, że za realizację cełów publicznych odpowiada władza, że traktujemy takie myślenie jak oczywiste. Tymczasem wcale oczywiste nie jest. Bo: "Stan legislacji i systematyczne osłabianie kontroli urbanistycznej wskazują, że kolejne ekipy rządzące Polską w pełni respektują jedynie tę drugą odpowiedź."  Drugą czyli: "(...) tylko niewidzialna ręka rynku gwarantuje racjonalny rozwój miasta, efektywny gospodarczo i przyjazny dla inwestorów, tym samym zapewnia rozkwit państwa i dobrobyt społeczny."

Tymczasem moim skomnym zdaniem jest inaczej niż w tym artykule. W mojej ocenie odpowiedź na z pozoru retoryczne pytanie postawione w tytule znajduje się w tym zdaniu : "Jeśli bowiem treść polityki miejskiej należy niewątpliwie do uprawnień rządzących, którzy uzyskali mandat od wyborców (...)" Otóż od kogo, zdaniem wybranych polityków, uzyskali mandat. Bo na ogół , przynajmniej w ich własnej opinii są komuś za mandat wdzięczni, lub - co częstsze - liczą na pomoc w uzyskaniu kolejnego mandatu.

Wydaje mi się, że tezy zawarte w tym artykule nie wyczerpują tematu. Nawet go nie dotykają.

Takie rozważania cały czas sprowadzają się do koncertu życzeń. Chcielibyśmy aby była polityka - w tym wypadku rozumiana jako celowe myślenie, aby nie było bałaganu, zachwycamy się, że w cywilizowanych krajach to tak, a u nas inaczej, etc. A tymczasem decyzje podejmują konkretni ludzie, w konkretnych sytuacjach, które dość łatwo można przyporządkować do konkretnych schematów. I to od aktorów przestrzeni zależy, jak wygląda zarządzanie miastem.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2009-11-10 22:02
 Oceń wpis
   

Widzieliście wczorajszy film o królikach w Berlinie ("Królik po berlińsku")? Niesamowicie uderzyła mnie - obok, rzecz oczywista, opisu rozdartego miasta, jego trwałego fukcjonowania w nieprzystający do normalności sposób i potem powolnego zabliźniania się ran - wyraźna analogia do nas samych. Wszyscy, którzy mieliśmy okazję żyć w okresie optymalnego rozwoju królików naznaczeni jesteśmy "stygmatem królika". Króliki robią to co im każą, mnożą się, jedzą, funkcjonują bez pytania o to co dalej, są przywiązane do swoich małych norek, etc, etc. Potem króliki zaczęły uciekać ale to już inna historia.. Nowe króliki, te które urodziły się później są już zupełnie inne.
Dla mnie absolutnie niesamowity film. Poniżej wywiad z twórcą Królików Bartkiem Konopką.

Jako jeden z przykładów współczesnego designu miejskiego pokazuję studentom plac Lenne'go w Berlinie autorstwa firmy Topotek 1. Plac, a właściwie miejsce w ruchliwym obecnie punkcie miasta wykreowane dla upamiętnienia, zachowania pamięci miejsca oraz w hołdzie jednego z największych architektów krajobrazu. Podwójna linia naturalnych kamieni to ślad po dawnym murze. Miejsce stworzone po to i z wykorzystaniem wszelkich możliwych środków wyrazu aby zatrzymać. Aby zmusić do chwili zadumy, kontemplacji.


Plac Lenne'go, źródło Topotek 1

Tagi: polityka, film, kultura, socjalizm, społeczeństwo, miasto, berlin, mur, króliki


2009-02-05 06:07
 Oceń wpis
   

Dyskusja na temat władzy w kontekście planowania, rozważania o demokracji - wszystkie te zagadnienia są szalenie ważne i ekscytujące. Niewątpliwie nobilitują sam fakt dyskutowania. Tym bardziej że mają przecież swoje liczne, rodzime odniesienia. Od zarania dziejów - pomimo licznych konfliktów - byliśmy się w stanie dogadać.

Polska jest krajem o ponad tysiącletniej tradycji poszanowania praw obywatelskich. Już u zarania słowiańskich wspólnot plemiennych, elementem o charakterze społecznym wspólnym dla wszystkich ludów słowiańskich była Zadruga - kolektywistyczna zasada współstanowienia, współdecydowania, współodpowiedzialności oraz wspierania i solidarności. Jej dalekim echem jest popularna, szczególnie na wsi idea samopomocy chłopskiej. Zadruga gwarantowała wszystkim, bez wyjątku członkom wspólnoty słowiańskiej ( poprzez udział w tzw. Wiecu ) realny wpływ na podejmowane przez wspólnotę decyzje.

Poczynając od tradycji wieców, tak charakterystycznych dla początków państwowości polskiej, zwoływanych przez książąt piastowskich m.in. w celu uzyskania akceptacji dla między innymi: proponowanej polityki zagranicznej, podwyższania podatków, prowadzenia wojen , idea współuczestniczenia społeczeństwa w podejmowaniu najważniejszych decyzji na stałe towarzyszyła rozwojowi społecznemu i gospodarczemu Polski. Wiec, jako miejsce i sposób podejmowania decyzji przez społeczność ewoluował w zjazdy przedstawicieli ziem ( XII – XIV ), sejmiki ziemskie i wojewódzkie, tak charakterystyczne dla Rzeczypospolitej szlacheckiej ( XV – XVIII w. ), konfederacje, system wolnej elekcji i prawo liberum veto znajdując swoje spełnienie w zapisach Konstytucji 3 Maja.

Utrata przez Polskę niepodległości w wyniku rozbiorów ( 1772-1793-1795 ), pomimo nieustających wysiłków zaborców, jedynie w minimalnym stopniu przyczyniła się do osłabienia tożsamości i świadomości społeczno-narodowej. Świadczą o tym kolejne zrywy i powstania .

Idee społeczeństwa obywatelskiego powróciły do języka politycznego na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Mówiąc o przyczynach upadku ustroju wskazuje się na wzrost znaczenia jednostek i tworzenie się oddolnych ruchów społecznych. Na odrodzenie się wiary w siebie jednostek i tworzenie się więzi społecznych w Polsce w latach osiemdziesiątych znacząco wpłynęła doktryna miłości bliźniego i solidaryzmu społecznego Kościoła katolickiego.

Obrady okrągłego stołu można uznać za przykład zastosowania nowoczesnych metod w planowaniu. Debata zgromadziła ludzi reprezentujących krańcowo odmienne grupy interesów i na drodze negocjacji udało się wypracować wspólną metodę postępowania .


Okrągły stół
Źródło ilustracji: www.newsweek.pl

Idea społeczeństwa obywatelskiego jest postrzegana jako zaprzeczenie traktowania grupy ludzi jako masy społecznej, którą można sterować. W społeczeństwie obywatelskim jednostka ma prawo do wyrażania własnych opinii, oraz do współdziałania wraz z innymi jednostkami dla realizacji wspólnych interesów.
Organy władzy różnych szczebli: gminne, powiatowe, wojewódzkie i krajowe mają za zadanie pomagać ludziom w realizacji ich celów pod warunkiem, że nie narusza to interesów innych obywateli - co określane jest mianem zasady pomocniczości.

Tagi: polityka, demokracja, społeczeństwo, obywatelskie, partycypacja, okrągły stół


2008-06-17 20:53
 Oceń wpis
   

To brzmi niczym wielka pomyłka. Tymczasem krótkowzroczna polityka władz miejskich może doprowadzić do sytuacji w której jedna z nielicznych oaz spokoju w centrum stolicy zniknie ustępując miejsca zabudowie.

Europejskie stolice wydają miliony aby tworzyć nowe parki podnosząc tym samym jakość życia w mieście. Tymczasem władze Warszawy pomimo głosów urbanistów, klimatologów czy architektów, a także pomimo protestów mieszkańców, chcą przeznaczyć część Parku Świętokrzyskiego pod zabudowę.

 

Oficjalne informacje Ratusza tłumaczą podjęte decyzje względami finansowymi. Nasuwa się pytanie kto na tym zyska, a kto straci.

Więcej informacji na temat planowego pomniejszenia Parku w artykule "Park idzie pod topór?" Michała Kozaka w Życiu Warszawy z 4 czerwca 2008 r. : 

"– Zabudowa w parku Świętokrzyskim stanie. Nie wiem jeszcze, jak będzie intensywna, ale rejon skrzyżowania Emilii Plater i Świętokrzyskiej jest zbyt cenny, by rosły tam tylko drzewa – mówi nam prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Zapis umożliwiający inwestycje z pewnością znajdzie się w przygotowywanym planie zagospodarowania Placu Defilad – dodaje."

I to wszystko ma się wydarzyć w nienajbiedniejszym przecież mieście w centrum Europy w XXI wieku. 

Tagi: ekonomia, polityka, pieniądze, warszawa, miasto, urbanistyka


2008-04-03 04:09
 Oceń wpis
   
Kandydaci na Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej prześcigają się w deklaracjach dotyczących tworzenia i poprawy jakości przestrzeni publicznych.

Hillary Clinton ogłosiła plan bez precedensu przeznaczenia 1.7 biliona $ na ufundowanie placów zabaw dla dzieci w każdej amerykańskiej gminie.

"(..) będę gotowa do podjęcia działań dotyczących ulic z starannie opracowaniymi planami uspokojenia ruchu, rewitalizacji dzielnic biznesu i stworzenia publicznych placów w każdej gminie of Bangor do Bellingham" deklarowała do 18 000 tłumu zgromadzonego na Reading Terminal Public Market in Philadelphia.

Obwieściła również swoje plany dotyczące tworzenia miejskich przestrzeni. Wśród planowanych przedsięwzięć znalazły się: ogrody w Northern Ireland, parki w stylu wiejskim dla dzieci w rejonach zabudowy mieszkaniowej zamieszkałych przez rodziny o niskim statusie materialnym oraz działania w ramach projektu Millennium Trail, a mianowicie utworzenie tras dla wycieczek pieszych na całym terytorium USA.



Barack Obama, zwiedzając historyczny Meadville Market House w Meadville, PA, zaproponował wizję, która może przyczynić się do zmniejszenia historycznych podziałów w Ameryce: "Możemy zbudować ścieżki rowerowe i kolejki wąskotorowe. Tak możemy! Możemy mieć bezpieczne, czyste, pełne życia parki. Tak możemy! Możemy odtworzyć ducha demokracji odtwarzając place miejskie. Możemy przywrócić ruch do naszych śródmieść. Możemy przyczynić się do wzmocnienia więzi sąsiedzkich promując ruch pieszy w każdym mieście, przedmieściu i miasteczku. Tak możemy! Yes we can!"

Tłum liczący 18 000 osób wiwatował z uznaniem - utrudniając tym samym wysłuchanie szczegółów planu stworzenia nowego urzędu Sekretarza ds. Przestrzeni Publicznych w gabinecie prezydenckim.

John McCain przyłączył się niedawno do debaty na temat przestrzeni publicznych deklarując się jako ich zdecydowany zwolennik."Kiedy byłem uwięziony w Wietnamie Północnym, siedziałem w celi i marzyłem aby przechadzać się chodnikiem, aby usiąść na wygodnej ławce w parku i aby móc spędzić sobotni wieczór w tętniącym życiem centrum" powiedział podczas gali w Houston.



"Ameryka jest najbardziej wolnym narodem na Ziemi. Nie możemy tolerować sytuacji, w której ludzie pozbawieni są możliwości spacerów w ich własnej miejscowości na skutek wadliwego planowania urbanistycznego i polityki preferującej wyłącznie rozwój transportu samochodowego."

Publiczność wiwatowała. W przemówieniu wezwał do stworzenia National Trust for Public Spaces - dla współpracy publiczno-prywatnej mającej na celu odtworzenie sławnych przestrzeni publicznych w każdym stanie USA.

Źródło: Project for Public Spaces
Tagi: polityka, usa, kultura, miasto, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.