2011-04-08 12:42
 Oceń wpis
   

Polskie przepisy prawne nie pozwalają gminom na planowanie przestrzenne poprzez nadmierne preferowanie interesu prywatnych właścicieli nieruchomości nad interesem publicznym, tudzież poprzez brak instrumentów pozwalających na realizację działań w interesie ogółu (co jest przecież celem planowania przestrzennego w rozumieniu europejskim), jeśli tylko w najmniejszym nawet stopniu godzą one w interes prywatnych właścicieli. Jako że sytuacja godzenia w interes prywatnych właścicieli oraz ograniczanie prywatnego prawa do robienia z własną posesją tego co się właścicielowi żywnie podoba, pozostaje istotą planowania przestrzennego - to jest ono czymś co w Polsce nie istnieje.

Rozważmy rzecz na przykładzie. Ostatnio nagminnym, a mianowicie świeżo opracowanych obszarów zalewowych rzek. Widziałam wczoraj taki oto wniosek ludności (pewnej Pani, ale to nie istotne) do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego pewnej gminy: "Uprzejmie proszę o zmniejszenie obszaru zalewowego rzeki (… - tu trzy kropki bo to nie ma znaczenia) tak aby omijał moją działkę." Jak się Państwu podoba? Nie będę tu udowadniać jedynie przytoczę za naukowcami publikującymi w Nature, że rzeczone obszary zalewowe ulegają ostatnio istotnemu powiększeniu. Bo to nawet nie o to chodzi. Rzecz jest w tym, kto zapłaci odszkodowanie, jeśli wyłączymy teren z  możliwości zabudowy w studium ponieważ znajduje się on na terenach zalewowych. Nowo wyznaczonych - wcześniejszych opracowań albo nie było wcale, albo też na ogół wskazywały większe obszary. W tym przypadku interes nadrzędny wydaje się z pozoru oczywisty, jednak nadal niekoniecznie w rozumieniu właścicieli nieruchomości - patrz powyższy wniosek. Nota bene dla osuwisk również już takie wnioski widziałam. (Towarzyszyło im zapewne myślenie - jak to, mój teren i nie mogę tam postawić domu!). Interesująca jest dla mnie również dość z pozoru oczywista kwestia, kto będzie odpowiedzialny jeśli taki dom wzniesiony w nieodpowiednim miejscu ulegnie na skutek działania sił przyrody zniszczeniu... 

Rozważmy jeszcze inny przypadek. A mianowicie sytuację zaistnienia ujemnego przyrostu liczby ludności na skutek migracji zewnętrznych lub też starzenia się społeczności. Wtedy jesteśmy skazani na chaos związany z rozproszeniem zabudowy na dużym obszarze. Jako że nie ma prawnej możliwości zmniejszenia obszaru miasta przewidzianego pod urbanizację bez konieczności poniesienia przez gminę odszkodowań na rzecz ludności. Fakty mogą wskazywać na taką konieczność ale praktycznie jest to niemożliwe.

Jednocześnie uwarunkowanie prawne wskazujące na fakt, iż studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego nie będąc dokumentem prawa miejscowego nie rodzi bezpośrednich konsekwencji, nie ma tak naprawdę wpływu na istotę przedstawionego tu rozumowania, bo jeśli nie opracowuje się na jego podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego to wtedy możliwości ingerencji w zagospodarowanie nie ma tym bardziej.

Tagi: prawo, urbanistyka, powódź


2010-07-29 22:11
 Oceń wpis
   

Jakiś czas temu pisałam o zaporze Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. Czytam ostatnio, że obfite opady spowodowały podniesienie się poziomu wody w towarzyszącym jej zbiorniku do poziomu zbliżonego do maksymalnej wytrzymałości konstrukcji. Chińscy oficjele bronią kontrowersyjnej zapory, mówiąc że będzie w stanie wytrzymać powódź, która zdarza się raz na 10 000 lat. Jednak letnie deszcze są najobfitsze od 10 lat. Towarzyszą im rozległe zalania i podtopienia, które spowodowały jak dotychczas śmierć 823 ludzi (źródło informacji oraz obrazka poniżej i aktualność danych - Inhabitat, artykuł z 28 lipca br.).

Według danych państwowej agencji informacyjnej zapora osiągnęła 90% wytrzymałości. Władze stają w obronie inwestycji - największego na świecie projektu hydroelektrycznego, którego konstrukcja spowodowała przeprowadzki miliona osób - mówiąc że pozwoli na kontrolę zjawiska powodzi wzdłuż rzeki Jangcy. To jeden z przyczynków do myślenia...

Drugi: "29.07 |Czasem widać niewiele, a czasem właściwie nic nie widać. Tak od kilku dni jest w Moskwie. Miasto pokrył gęsty smog, bo z powodu upałów i suszy palą się położone niedaleko torfowiska. Dziś w Moskwie padł rekord 37,7 stopni Celsjusza - to najbardziej gorący dzień w historii badań meteorologicznych w Rosji (Fakty TVN)."

Ale zjawisko globalnego ocieplenia nie istnieje.. przecież to wymysł ekologów (dobrze opłacanych). Tak przynajmniej można wnioskować z lektury komentarzy towarzyszących bardzo ciekawemu ( i równie przerażającemu) artykułowi w Gazecie Wyborczej. Można się z niego dowiedzieć, że plankton w oceanach niedługo przestanie istnieć..

Z innych "bajek" - bardzo realne wyniki badań przeprowadzonych przez polskich naukowców na temat wpływu globalnego ocieplenia na poziom wód przybrzeżnych Bałtyku (z 2002 roku). Do poczytania. I może się zacznijmy przejmować (jednak).

Tagi: polityka, prawo, przyszłość, miasto, powódź, klimat


2010-06-20 23:39
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem jakie jest zdanie naszych Kandydatów do Urzędu Prezydenckiego w kwestiach poruszanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę w drugiej części jego przemówienia z dnia 15 czerwca b.r.
Prezydent Obama z całą powagą traktuje katastrofę wywołaną działaniami człowieka, jej wpływ na środowisko, w tym środowisko życia ludzi, a także w dalszej perspektywie na ekonomiczne predyspozycje regionu w dłuższym czasie - możliwość funkcjonowania mieszkańców, w tym zarobkowania w oparciu o dotychczasowe źródła: turystykę oraz połów ryb.

Konsekwencją katastrofy jest tam oparcie się o poważne badania naukowe, które m.in. nakazują zaprzestać opierania gospodarki na wyczerpujących się zasobach ropy naftowej i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii. Skądinąd nie rozumiem dlaczego tak istotne stwierdzenia przeszły w naszej rodzimej prasie całkowicie bez echa.
My mamy u nas skutki powodzi - które w dużej mierze są skutkiem zaniedbań i braku wykorzystania analogicznych zdobyczy nauki w dziedzinie hydrologii i zapobiegania powodziom. Katastrofa jednak nie prowadzi do podobnych jak tam konkluzji. Jedyne komentarze w ramach kampanii wyborczej wiążą się z konkursem na to jak, skąd i kto da więcej. Po to aby odbudowywać tam gdzie się budować nie powinno. Po to aby umacniać wały wszędzie bez wprowadzania rzeczywistych inwestycji przeciwpowodziowych. Pomimo słyszalnych tu i ówdzie apelów środowiska naukowego.

Można by tutaj analogie - lub raczej ich brak - mnożyć w nieskończoność. Ja bym się jednak chciała dowiedzieć dlaczego nasi Kandydaci nie mają programu wyborczego w kwestiach, które dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych są najistotniejsze. Dlaczego tamtejsi doradcy sugerują aby opierać się w podejmowanych działaniach na wynikach badań naukowych - a u nas te ostatnie, tudzież doświadczenia innych krajów się ignoruje. Dlaczego Prezydent USA mówi o zmianach klimatycznych i potrzebie zmiany polityki energetycznej a nasi Kandydaci ten temat pomijają. W ogóle nie istnieje w toczącej się dyskusji przedwyborczej.

Ciekawa jestem też Waszej opinii na temat filmu, który ostatnio zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - link do wersji polskiej. Powinniśmy się chyba jednak zacząć zastanawiać nad racjonalnością naszych zachowań, nawet jeśli jedynie niewielka część tez stawianych w tymże filmie byłaby całkowicie zgodna z prawdą. A wyniki badań te tezy  jednak w znacznym zakresie potwierdzają.

Age of Stupid: Trailers: Original Theatrical Trailer from Age of Stupid on Vimeo.

Tagi: polityka, prawo, miasto, powódź, klimat


2010-06-05 13:09
 Oceń wpis
   

Z partycypacją mieszkańców w planowaniu (również przestrzennym) jest troszkę tak jak z powodzią. Nie da się jej zapobiec - trzeba ją więc polubić.

To ostatnie stwierdzenie dotyczące powodzi jest cytatem z bardzo ciekawego wystąpienia wygłoszonego w ramach Konferencji na temat Ekologicznej Urbanistyki, która odbyła się w Uniwersytecie Harwarda w roku ubiegłym. Materiały tej konferencji są dostępne w sieci w formie tzw. "podcastów", każdy z nas może więc się z nimi zapoznać i wyrobić sobie własne zdanie o najnowszych trendach współczesnej myśli urbanistycznej. Bo co do autorytetu wspomnianej Uczelni chyba nie trzeba nic udawadniać.

Takie właśnie stwierdzenie na temat powodzi, jak to które znalazło się w pierwszym zdaniu tej wypowiedzi wygłosił podczas podsumowującej sesji profesor Kongjian Yu, reprezentujący Turenscape and Peking University. Powiedział mianowicie: "Make friends with floods". Dokładnie w taki sposób jak robi się to od wielu lat na zachodzie Europy, tak też przekonują liczne podręczniki oraz specjaliści w tej branży - hydrolodzy oraz EKOLODZY (ostatnio jak wiemy - wszystkiemu winni. Bobry się nie odzywają - zaszyły się żeby ich nie powystrzelać. Oczywiście żartuję tutaj - a wymieniony List otwarty Ekologów celowo popularyzuję i polecam łaskawej uwadze. Oraz w pełni popieram.).

Czemu twierdzę, że z partycypacją społeczną w planowaniu (również przestrzennym) jest identycznie? Też trzeba ją polubić bo pominąć się nie da. Ano zobaczcie Państwo jak to się odbywa , o czym przekonują się stopniowo Szanowni Urzędnicy łódzkiego magistratu:

"Kiedy drogi powstaną? Na to pytanie dzisiaj nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Wiadomo jednak, że w przypadku trasy Górnej wystarczyło posłuchać racji mieszkańców, których wariant został ostatecznie zaakceptowany. Trasa Śląska z pewnością kiedyś zostanie dokończona. Gdyby jednak wcześniej dogadano się z mieszkańcami, już dawno w Łodzi byłoby mniej korków." cytat z GW dodatek łódzki

Z partycypacją jest dokładnie tak jak z zapobieganiem chorób - wychodzi łatwiej i taniej niż leczenie - czyli w tym przypadku rozwiązywanie konfliktów. Inna kwestia, że z każdym z tych przypadków nikt nie chce słuchać pouczeń i - jak niektórzy twierdzą - "naukowych mądrości" przed. Dopiero jak się Jaś już sparzy, wyda masę pieniędzy (publicznych), to na własnych błędach być może się w końcu nauczy..

Tak swoją drogą powiązanie tych dwóch tematów - partycypacji i powodzi nie jest przypadkowe. Umiejętność podejmowania niepopularnych z pozoru decyzji związanych z racjonalizacją wykorzystania terenów już zainwestowanych w bezpośrednim sąsiedztwie rzek wymaga współudziału mieszkańców. Bez tego elementu takie działanie nie ma szans. Czego dowodzi wspomniany już tu powyżej przykład renaturyzacji doliny Renu.

Tagi: planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka, powódź


2010-05-18 19:25
 Oceń wpis
   

Zapewne będę kontrowersyjna. Albo nie - trudno powiedzieć. Ale co komu przyjdzie z odbudowywania domów na terenach powodziowych, które za rok lub dwa znów zostaną zalane? Rozumiem koszty działki, przywiązanie do miejsca, etc. Ale i tak nie wierzę w to, żeby  domy stały w tych miejscach od zawsze. Prawdopodobnie zostały zbudowane w okresie po II wojnie światowej, kiedy na skutek licznych migracji przesiedlana ludność straciła dawną lokalną wiedzę o tym do jakiego poziomu sięga tzw. woda stuletnia. Nie mając tych przekazywanych z dziada pradziada doświadczeń, nie słysząc opowieści o dawnych powodziach, nie wiedząc co oznaczają pracowicie wyryte na dawnej drewnianej framudze bruzdy - oznaczające niegdys jej poziom. A także łaszcząc się na tanie, bo najpewniej bezużyteczne tereny w dolinach, opłacało się je zabudować. W warunkach rozwijającej się gospodarki "rynkowej" ta presja stała się szczególnie silna. Celowo używam tego słowa w cudzysłowiu, nie mając jednocześnie żadnych "ale" pod adresem osób które w takich miejscach mieszkają. Mam natomiast sporo zastrzeżeń do tych, którzy zazwyczaj posiadając wiedzę o zagrożeniach - bo pozostając od dawna właścicielami takich zalewanych i podtapianych gruntów niegdyś rolnych - grunty te rozparcelowali "na działki" a następnie sprzedali z dużym zyskiem. Oczywiście odczekując owe wymagane ustawą pięć lat (lub zrobili to wcześniej, zanim opłata planistyczna w obecnym kształcie zaistniała). Bo teraz wszyscy prawie co roku płacimy za chciwość tych ludzi - przepraszam jestem niepolityczna - to się oficjalnie nazywa za "prawa ekonomii", lub "niewidzialną rękę rynku". Oraz za nierozumność urzędników, którzy pomimo wykonywanych przecież badań na temat stanu wód - na wznoszenie budynków tam, gdzie ich nie powinno być pozwolili. I nadal pozwalają. Buduje się tam drogi, pozwala na zabudowę bez kanalizacji ale za to z szambami "szczelnymi" (szczególnie podczas powodzi), itd.

Analizując ten problem głębiej - oczywiście trudno nie rozumieć "argumentów" właścicieli takich terenów. Przecież oni od swojej "całkiem bezużytecznej własności" muszą odprowadzać podatki! A że podatki jedynie w ograniczonym zakresie uzależnione są od użytkowania gruntu? No cóż - mały quiz: jaki system powinien to regulować?

Ponoć planowanie przestrzenne powinno służyć zapobieganiu powodzi. Czy rzeczywiście pozwala wobec obecnych mechanizmów - wątpię. Spróbujmy odmówić wydania decyzji o warunkach zabudowy dla działki - co prawda na terenach zalewowych - ale pomiędzy dwoma istniejącymi już wcześniej domami. Dostępnej z istniejącej ulicy publicznej... Toż to fundamentalne pogwałcenie konstytucyjnego prawa własności! Już sobie wyobrażam te komentarze prawników. Ataki w pismach sądowych, etc. Decyzję SKO też sobie wyobrażam. O ile oczywiście możemy wspominać o czymś takim jak planowanie przestrzenne.. Bo regulacja użytkowania przestrzeni przy pomocy nie skoordynowanych w żaden sposób decyzji o warunkach zabudowy nie jest planowaniem przestrzennym.

Póki co pisałam o tym już raz, pewnie jeszcze wiele razy będzie to trzeba powtórzyć. Cieszę się, że coraz więcej osób głośno wyraża swoje opinie na ten temat.

Tytułem uzupełnienia - doskonały artykuł: http://wiecejtlenu.pl/2010/05/20/jak-zapobiegac-powodziom-wsluchajmy-sie-w-przyrode/

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, powódź



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.