2011-05-15 22:45
 Oceń wpis
   

O partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym z wykorzystaniem nowych technologii mówiło się ostatnio w Poznaniu z okazji Konferencji Przestrzeń - Ludzie - Mapa - Miasto zorganizowanej przez tamtejsze Stowarzyszenie My Poznaniacy i Pracownię Analiz Geoinformacyjnych UAM. Miałam okazję zaprezentować tamże  referat, który podsumowywał napisaną kilka lat temu pracę doktorską o Nowych mozliwościach udziału mieszkańców w planowaniu przestrzennym w wyniku stosowania nowych technologii IT. Promotorem pracy był Pan Prof. Stefan Wrona z Politechniki Warszawskiej. Wykład niniejszy wygłaszany i publikowany był już wcześniej, w tym w wersji polskiej podczas konferencji Krakowskie Spotkania z INSPIRE w 2008 oraz opublikowany w Roczniki Geomatyki, Tom VI, Zeszyt 3, pod redakcją Gaździcki Jerzy, Baranowski Marek, Michalak Janusz, Musiał Ewa; Polskie Towarzystwo Informacji Przestrzennej, Warszawa 2008; s. 87-102 . Wersja angielska ukazała się w Design Studies Special Issue Participatory Design, vol.28, May 2007, str. 289-307  : http://bit.ly/jbFCtf (i jak dotąd doczekała się 30 udokumentowanych cytowań na całym świecie ) oraz (w wersji rozszerzonej) jako rozdział w podręczniku wydanym przez naukowców z Dehli w Nowym Jorku: https://www.novapublishers.com/catalog/product_info.php?products_id=8334 , książka jest również dostępna w księgarni Amazon: http://www.amazon.co.uk/Geoinformatics-Natural-Resource-Management-Joshi/dp/1606922114 . Wersja angielska referatu jest dostępna w sieci na stronie PTIP: http://ptip.org.pl/download/files/ITforPP.pdf

Bardzo ciekawa inicjatywa oraz konferencja. Organizatorzy zaprosili kilka rzeczywiście kompetentnych osób, dla mnie szczególnie interesujący był wykład Prof. Piotra Jankowskiego, z San Diego State University (jako praktyka tego rodzaju zastosowań - pomimo że zdaję sobie sprawę z odmienności rzeczywistości amerykańskiej i naszej) oraz relacja p. Michała Srednickiego z wdrożenia GIS w Kielcach. Interesująca była również dyskusja panelowa, w której również uczestniczyłam. Jako że działania mają mieć swój ciąg dalszy - gorąco polecam zainteresowanym tamtejsze grono osób.

Temat jest trudny. Wydawać by się z pozoru mogło, że technologia jako taka niewiele zmienia. Tymczasem jednak kompetentne zastosowanie tejże nie tylko ma szansę wspomóc wzajemną komunikację dostarczając płaszczyzny porozumienia niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a to dzięki łatwym i szybkim w opracowaniu trójwymiarownym wizualizacjom. Stosowanie technologii to również bardzo szybkie symulacje wyników ekonomicznych przedsięwzięcia, na bieżąco podczas dyskusji. To możliwości analiz wpływu różnych czynników na to co się w przestrzeni miejskiej może zadziać. Samo wykorzystanie sieci jako narzędzia komunikacji, możliwości organizacji procesu i monitoringu... Mogłabym kontynuować ten temat w nieskończoność.

Tymczasem skąd bierze się trudność. Otóż my urbaniści na ogół nie zdajemy sobie sprawy z wagi technologii. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, wśród nich najważniejsza to chyba ta, że rysowanie utożsamiane jest z kreśleniem i cedowane na osoby młode, mające za zadanie po prostu przerysować dzieło wykonane przez pryncypała, na ogół pierwotnie w formie analogowej. Bardzo często do tego celu wykorzystuje się techniki CAD i oprogramowanie takie jak AutoCAD czy co gorsza Archicad. Albo jeszcze gorzej (bo trudno potem o konwersję z zachowaniem skali) oprogramowanie graficzne typu CorelDraw, Adobe Ilustrator etc. Tracąc w ten sposób całość możliwości analitycznych oferowanych przez narzędzia GIS.

Z powyższym zapewne będzie wiązała się istotna trudność wdrażania Dyrektywy INSPIRE w zakresie Aneksu II i III , w tym w szczególności tematów związanych z planowaniem. Bo trudno będzie tak sporządzane dane udostępniać w sieci, w Geoportalach, które bazują na GIS. A takie są wymagania dyrektywy (przyjętej i funkcjonującej jako polskie prawo). Koszty wdrożenia z całą pewnością obciążą samorządy lokalne, które póki co całkowicie na ogół nie wiedzą o czym mowa. Nie wspominam nawet że na ogół dokumentacja przetargowa na plany czy studia uwarunkowań nakłada na sporządzającego jedynie wymóg przekazania efektu w formie pliku pdf, bez przekazywania plików źródłowych - ogrom pracy aby to potem doprowadzić z powrotem do postaci działającej w systemie geoinformatycznym poraża. Zaś termin, w którym, zgodnie z owymi zobowiązaniami, informacja o tym jak przestrzeń miejska definiowana jest w planach (oraz w decyzjach o warunkach zabudowy - o czym nie mówi się wcale, a to też przecież przyszłość zagospodarowania przestrzennego mająca wpływ na środowisko) ma być dostępna w sieci, w geoportalach, zbliża się wielkimi krokami. Przecież nieznajomość prawa nie zwalnia z jego stosowania, nieprawdaż? Potencjalnym zainteresowanym pogłębieniem wiedzy o INSPIRE polecam świetny portal na ten temathttp://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire

 

Tagi: prawo, it, informatyka, partycypacja


2011-04-18 12:15
 Oceń wpis
   

Wpadł mi ostatnio w ręce numer tygodnika "Uważam rze" - ten o rocznicy wydarzeń w Smoleńsku. Spróbuję ograniczyć komentarz do bardzo enigmatycznego, jako że mam w sobie zdecydowanie więcej myślenia w kategoriach pozytywizmu niż romantycznych rozważań o walce narodowo-wyzwoleńczej. Pozostając w poczuciu szacunku dla tej ostatniej - ale nie czyniąc z niej przedmiotu wyłącznej uwagi. W tymże numerze moją uwagę przykuł artykuł Igora Janke "Państwa nie ma Państwo nie działa". Stawiam identyczną jak autor diagnożę. Jednak wnioski, które wysnuwam z tego myślenia są skrajnie odmienne. Otóż skoro jak autor słusznie stwierdza przez 20 lat nie dopracowaliśmy się skutecznie działającego Państwa - to może miast zajmować się wszystkim innym należałoby dla odmiany troszkę popracować nad tym właśnie zagadnieniem - przed wyborami, aby zostać wybranym w wyborach kolejnych. Autor konstatuje między innymi, że brakuje w naszym kraju planowania oraz skutecznych rozwiązań z zakresu urbanistyki. Ta diagnoza nie jest nowa, została sformułowana już wielokrotnie, w tym również przez bardzo poważne i kompetentne gremia. I wciąż nic z tego nie wynika. Prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wciąż zakłada funkcjonowanie instrumentu decyzji o warunkach zabudowy, które nie ma nic z planowaniem wspólnego. Zjawiska atmosferyczne związane z ocieplaniem klimatu wymuszają zmiany wprowadzane w drodze specustaw oraz takie, które zmierzają do umożliwienia krótkofalowego reagowania na bieżące problemy - i nic ponad to. Dyskusja publiczna koncentruje się wokół rzeczy innych, czy ważniejszych? Polacy, w tym szczególnie młodzi i wykształceni masowo emigrują do krajów, gdzie parafrazując Igora Janke "Państwo działa".

"Jakoś to będzie"...

 

Tak się składa, że w dniu jutrzejszym odbędzie się w Trybunale Konstytucyjnym rozprawa w sprawie "palikotowej" nowelizacji prawa budowlanego, wobec której protestowaliśmy w 2009 roku jako organizacje pozarządowe. Będzie to kluczowe rozstrzygnięcie dla przyszłości polskiej przestrzeni i odpowiedzialności struktur administracji publicznej za kulturę krajobrazu. 

Sygnatura: Kp 7/09
Termin: 20 kwietnia 2011 roku, godz. 9:30
Miejsce: sala rozpraw Trybunału Konstytucyjnego,
Wnioskodawca: Prezydent RP
http://www.trybunal.gov.pl/index2.htm

"...rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym są jawne i otwarte dla publiczności, za wyjątkiem przypadków zastrzeżenia jawności przez Przewodniczącego składu orzekającego..."

Zapraszamy dziennikarzy do udziału i relacjonowania tego niecodziennego wydarzenia.

Tagi: prawo, społeczeństwo, urbanistyka


2011-04-08 12:42
 Oceń wpis
   

Polskie przepisy prawne nie pozwalają gminom na planowanie przestrzenne poprzez nadmierne preferowanie interesu prywatnych właścicieli nieruchomości nad interesem publicznym, tudzież poprzez brak instrumentów pozwalających na realizację działań w interesie ogółu (co jest przecież celem planowania przestrzennego w rozumieniu europejskim), jeśli tylko w najmniejszym nawet stopniu godzą one w interes prywatnych właścicieli. Jako że sytuacja godzenia w interes prywatnych właścicieli oraz ograniczanie prywatnego prawa do robienia z własną posesją tego co się właścicielowi żywnie podoba, pozostaje istotą planowania przestrzennego - to jest ono czymś co w Polsce nie istnieje.

Rozważmy rzecz na przykładzie. Ostatnio nagminnym, a mianowicie świeżo opracowanych obszarów zalewowych rzek. Widziałam wczoraj taki oto wniosek ludności (pewnej Pani, ale to nie istotne) do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego pewnej gminy: "Uprzejmie proszę o zmniejszenie obszaru zalewowego rzeki (… - tu trzy kropki bo to nie ma znaczenia) tak aby omijał moją działkę." Jak się Państwu podoba? Nie będę tu udowadniać jedynie przytoczę za naukowcami publikującymi w Nature, że rzeczone obszary zalewowe ulegają ostatnio istotnemu powiększeniu. Bo to nawet nie o to chodzi. Rzecz jest w tym, kto zapłaci odszkodowanie, jeśli wyłączymy teren z  możliwości zabudowy w studium ponieważ znajduje się on na terenach zalewowych. Nowo wyznaczonych - wcześniejszych opracowań albo nie było wcale, albo też na ogół wskazywały większe obszary. W tym przypadku interes nadrzędny wydaje się z pozoru oczywisty, jednak nadal niekoniecznie w rozumieniu właścicieli nieruchomości - patrz powyższy wniosek. Nota bene dla osuwisk również już takie wnioski widziałam. (Towarzyszyło im zapewne myślenie - jak to, mój teren i nie mogę tam postawić domu!). Interesująca jest dla mnie również dość z pozoru oczywista kwestia, kto będzie odpowiedzialny jeśli taki dom wzniesiony w nieodpowiednim miejscu ulegnie na skutek działania sił przyrody zniszczeniu... 

Rozważmy jeszcze inny przypadek. A mianowicie sytuację zaistnienia ujemnego przyrostu liczby ludności na skutek migracji zewnętrznych lub też starzenia się społeczności. Wtedy jesteśmy skazani na chaos związany z rozproszeniem zabudowy na dużym obszarze. Jako że nie ma prawnej możliwości zmniejszenia obszaru miasta przewidzianego pod urbanizację bez konieczności poniesienia przez gminę odszkodowań na rzecz ludności. Fakty mogą wskazywać na taką konieczność ale praktycznie jest to niemożliwe.

Jednocześnie uwarunkowanie prawne wskazujące na fakt, iż studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego nie będąc dokumentem prawa miejscowego nie rodzi bezpośrednich konsekwencji, nie ma tak naprawdę wpływu na istotę przedstawionego tu rozumowania, bo jeśli nie opracowuje się na jego podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego to wtedy możliwości ingerencji w zagospodarowanie nie ma tym bardziej.

Tagi: prawo, urbanistyka, powódź


2011-01-05 22:54
 Oceń wpis
   

Reakcja Kolegów z TUP na artykuł, który komentowałam ostatnio spotkała się ze zrozumieniem autora Pana Redaktora Marka Wielgo. Wszystkich nas boli brak mieszkań. Szczególnie w dużych aglomeracjach, w tym zwłaszcza w Warszawie i okolicach ten problem jest istotny. Zajmując się tym od lat i jednocześnie od podszewki poznawszy stanowisko samorządów w tej sprawie zdecydowanie będę tu bronić ich interesów. Jak pokazuje przykład niektórych gmin podwarszawskich te z nich, które w zbyt dużym stopniu, również przy pomocy planów miejscowych, przeznaczyły olbrzymie tereny pod budownictwo mieszkaniowe w tej chwili mają problemy z pokryciem kosztów niezbędnej infrastruktury. Instrumenty służące egzekwowaniu należności przez osoby prywatne okazują się skuteczne, w przeciwieństwie do instrumentów służących ściąganiu należności przez gminy.

Zdecydowanie jednocześnie zgadzam się z poglądem wyartykułowanym w komentarzu do naszego listu przez Pana Redaktora Wielgo - pomocny w wywołaniu ruchu na rynku nieruchomości może okazać się jedynie podatek katastralny. Oczywiście w powiązaniu z przeznaczeniem terenów w planach miejscowych. Których póki co w większości gmin nie ma. Moim zdaniem (i nie tylko moim) jest to jedyna możliwość racjonalnego rozwiązania problemu. Wprowadzeniu tegoż podatku powinna towarzyszyć istotna zmiana przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w tym likwidacja całkowicie niewydolnego instrumentu, jakim są decyzje o warunkach zabudowy. 

Komentarze na temat katastru w Polsce (bo czytam je od wielu lat) na ogół wskazują na nierealność wprowadzenia takich przepisów ze względu na silne lobby, które się takim ruchom sprzeciwia. Jak wobec tego stworzyć lobby przeciwne? Ponoć civic society to społeczeństwo, które jest w stanie dać odpór działaniom władzy która mogłaby mu przynieść szkodę (za Buchowski 2005).

Pisząc nie tak dawno artykuł do Przeglądu Urbanistycznego o partycypacji we Francji analizowałam rozwój i przemiany przepisów w tym zakresie. Czy wiecie dlaczego one zostały zmienione? (niedawno bo w 2000 roku). Ponieważ miały miejsce protesty społeczne żądające m.in. zwiększenia udziału społeczeństwa w działaniach planistycznych. Iskrą były plany budowy TGV na południu kraju. Jako studentka i wielokrotny uczestnik obozów wakacyjnych organizowanych tamże, miałam okazję być naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. Te zagadnienia były tematem rozmów w rodzinie, tematem z pierwszych stron gazet, tematem o którym się dyskutowało u przysłowiowej cioci na imieninach. U nas reforma wadliwego systemu planowania nie zaistnieje dopóki nie będzie się o nim mówiło równie dużo. Czego sobie i Państwu życzę - jeśli chcecie aby zamiast spekulować na rynku nieruchomości deweloperzy zajęli się budową mieszkań.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-12-29 13:06
 Oceń wpis
   

Winą za brak mieszkań obarczyć należy wadliwy system prawny. W tym to, że można trzymać dobrze uzbrojony grunt w centrum miasta latami licząc na zyski kiedyś (zły sposób naliczania podatku od nieruchomości). Co prowadzi do kosztów jakie muszą ponieść samorządy żeby uzbrajać nowe tereny i budować nowe drogi. Przy okazji też do dewastacji krajobrazu ale o tym przy innej okazji. 

Kolejna przyczyna to brak możliwości skutecznego egzekwowania dochodów z planowania przez gminy - co w efekcie prowadzi do braku planów (tak to nie tylko zła wola i lenistwo samorządów, bardzo często jest to racjonalność, pisałam tu kiedyś o gorącym kartoflu którym się wszyscy przerzucają). I potem trzeba dla wybudowania czegokolwiek miesiącami (jeśli nie latami) czekać na decyzję o warunkach zabudowy.

Kolejny powód to brak przepisów o rewitalizacji analogicznych do np. belgijskich z rejonu Brukseli. Które to przepisy między innymi definiowałyby zasady partnerstwa publiczno-prywatnego, które jak wiadomo bez zasad służą wyciąganiu kasy z publicznego portfela. A tam (gdzie indziej) gdzie są zasady - jest tak jak być powinno.. Czyli np. deweloperzy budują mieszkania w tym również na użytek komunalny. I są w tym zakresie tak czy inaczej wspierani przez samorządy (pisałam o tym kiedyś). Gdyby istniały zasady na jakich partnerzy prywatni w tym mieszkańcy mogą uczestniczyć w remontach (i co z tego mają) zapewne rewitalizacja miałaby szanse wyglądać nieco inaczej. Jeśliby jednocześnie za trzymanie pustych działek w centrum płaciłoby się tyle co za 4 piętrową kamienicę to właściciele byliby zainteresowani dochodem z tej kamienicy (w tym jej remontem czy wybudowaniem). A w tej chwili są zainteresowani jej wyburzeniem. 

Czyli można stwierdzić, że społeczeństwo ma rację adresując pretensje. Wszak inicjatywa ustawodawcza leży po stronie ..no właśnie, kto powinien te wszystkie przepisy opracować?

Wszystkich sympatyków tego bloga oraz osoby zainteresowane tematem zapraszam do dołączenia do nowo utowrzonej grupy w serwisie społecznościowym FaceBook - MojeMiasto.org.pl

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-11-18 21:38
 Oceń wpis
   

Przyglądam się artykułowi w niedawnej GW o "willi" wzniesionej na górskim szlaku i ogrodzonej szpetnym płotem i jak zwykle przecieram oczy ze zdumienia. Kolejny przypadek dowodzący jak bardzo prawo w tym zakresie jest łagodnie rzecz ujmując - dziwne - bo na takie rzeczy pozwala. Mało tego - urzędnik próbujący odmówić komuś wydania decyzji musi każdorazowo liczyć się z nieskutecznością takiego działania. Bo prawie wszystkie decyzje odmowne ograniczające prawo swobodnego dysponowania własnością prywatną bywają uchylane przez Samorządowe Kolegia Odwoławcze. Te zaś na ogół nie probują rozpatrywać spraw merytorycznie, a jedynie z punktu widzenia formalno-prawnego.


Zdjęcie pochodzi z artykułu Ewy Furtak "Na górskim szlaku stanęła willa. Wybudują kolejne?" z GW z 17.11.2010

Decyzje o warunkach zabudowy to wadliwy instrument dysponowania wspólnym dobrem, jakim jest przestrzeń (to jest truizm wymagający niestety nadal wyjaśnienia). Tak jest to wspólne dobro - ponieważ używanie przestrzeni nie ogranicza się wyłącznie do praw właściciela. Sposób użytkowania terenu wpływa również istotnie na warunki funkcjonowania sąsiadów (i to nie tylko tych, którzy z mocy prawa są w ramach procedury administracyjnej stronami postępowania, ale również innych - np. tych po przeciwnej stronie ulicy, a na ogół również dalej) oraz na jakość życia - zarówno w centrach miast jak i na ich obrzeżach.  Wpływa również na sposób wydatkowania publicznych pieniędzy (poprzez koszty budowy infrastruktury), na jakość środowiska (a przecież oddziaływania środowiskowego wielu nakładających się decyzji nie da się ocenić), może - jak w tym przypadku - zniszczyć krajobraz, niwelując tym samym walory turystyczne obszaru. Wiele się o tym mówi, ale nikt nie próbuje tego tematu podjąć. Tymczasem prawo powinno być proste: budować wolno tam gdzie jest plan miejscowy (lub inny dokument) definiujący zasady. (Np. We Francji - obok planów urbanistycznych - takim narzędziem jest dla obszarów wiejskich i dla niewielkich miejscowości tzw. carte communale, który ogranicza się do określenia stref zurbanizowanej i naturalnej. Poza tym obowiązują zasady ogólnej reglamentacji urbanistycznej. Dość rygorystyczne.)

O tym, co będą miały do zrobienia samorządy, aby spełnić wymogi Dyrektywy INSPIRE w zakresie publikowania informacji Aneksu IV (czyli m.in. pkt 4 zagospodarowanie przestrzenne) w wyznaczonym ustawą terminie do 01-2015 nawet nie próbuję myśleć. Do tego czasu zgodnie z zapisami przyjętymi przez Sejm RP "zbiory danych przestrzennych Aneksu II i III" winny zostać "zgromadzone i przystosowane do wymogów Dyrektywy" (a u nas to są przecież głównie d.o w.z.) Proszę poczytać: http://www.akademiainspire.pl/dyrektywa-inspire - to ważne. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić tych ton papieru (tak na ogół papieru i to mocno zakurzonego) zeskanowanych i udostępnionych ogółowi społeczeństwa za pośrednictwem sieci internet. Ciekawe kto to będzie robił i za co. Oraz dlaczego nie? Przeciez na tym u nas polega dysponowanie przestrzenią (nie da się tu użyć słowa planowanie).

Na kanwie tej dyskusji pojawiają się też głosy o tym, że abolicja tzw. "starych planów" była niepotrzebna.  Wyjaśniałam kiedyś dlaczego ich utrzymanie nie było możliwe. To wynikało z istoty planowania w tamtym okresie i było bezpośrednim skutkiem nieliczenia się z prywatną własnością w ogóle. W myśl nowych przepisów jednak szala równowagi wychylona została w stronę przeciwną umniejszając tym samym znaczenie interesu publicznego. I to niestety równiez nie jest najwłaściwsze rozwiązanie.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, budowlane, nonsens, krajobraz


2010-10-30 13:35
 Oceń wpis
   

Czuję wściekłość. Ona narasta. Czuję jak się przelewa przeze mnie nasilając się w swoim natrętnym pulsowaniu. Nie chce jej uśmierzyć wysiłek fizyczny, ani sen też nie pomaga. Niech to będzie wściekłość twórcza. Spróbuję tak ją przekształcić. To już mój własny problem, jak sobie z tym poradzę.

Moja wściekłość ma kilka przyczyn. Wynika z obserwacji świata i z mojej osobistej pojedynczej niemocy. Pojedyńczej bezradności wobec ogromu bzdur, które mnie zewsząd dotykają. Sama nie wiem, czy u podstaw większości z nich leży głupota, brak edukacji, czy też zła wola lub zwykły egoizm. A może niekiedy zawiść, zazdrość i inne tego rodzaju stany mocno zakorzenione w ludzkiej naturze. Będę się starać panować nad moim myśleniem aby im nie ulegać, a wściekłość spróbuję skierować na ścieżki twórcze (choć nie wiem na ile wytrwam w tym postanowieniu).

Popatrzcie na te zdjęcia: pierwsze to Puszcza Augustowska jakiś czas temu, drugie teraz. Zobaczcie jak ludzka chciwość i głupota zniszczyły coś co powinno być chronione. I co należy/należało do nas wszystkich.


Stan sprzed kilku lat, jak pisze Adam Wajrak - "był symbolem walki o Rospudę"


Stan obecny za zumi.pl, cytat za Adam Wajrak. Takich miejsc, gdzie króluje głupota zwana eufemistycznie "gospodarką leśną" jest całą masa. Puszcza wygląda jak szwajcarski ser.

Z innej bajki: zastanówcie się ile razy próbując coś z pozoru oczywistego zrobić napotykaliście na niemoc i przysłowiowe "nie da się" - np. aby w waszym mieście wytyczono ścieżki rowerowe (żeby nikt Was nie rozjechał, nie trąbił i nie przeklinał), aby najzwyczajniej na świecie ktoś pilnował porządku, itd, itd. O stosowaniu w praktyce urbanistyki nie wspominam. Bo ile można walić grochem o ścianę. Tak przy okazji - taki dzisiaj napotkałam rysunek, sympatyczny nieprawdaż:


Obrazek pochodzi z http://rysunki.bardzofajny.net/ , cytat za Michałem Grudą
 
Z ciut innej beczki: Mieszkając w mieście zastanówcie się, dlaczego Wasze dzieci są tak często chore i na ile jest to związane z tym, że wszyscy produkują spaliny. Znam to z autopsji - moje dzieci chorują. Po wakacjach w czystym miejscu chorować przestają. Czasem nawet wywiezione podczas choroby potrafią powrócić do formy, nawet bez antybiotyku.

Jeszcze z innej bajki, o tym pisałam ostatnio tutaj: Powiedzcie jak mamy dogonić resztę świata nie zmieniając opisanych tu uwarunkowań.

Mogłabym kontynuować cytując z różnych obszarów głupoty, nie mam siły. Wymienionych bzdur jest taka ilość, że przytłaczają. Dlaczego my na to wszystko pozwalamy?

Tagi: samorząd, prawo, Ochrona, środowisko, urbanistyka


2010-10-05 21:32
 Oceń wpis
   

Dzisiaj po raz pierwszy prowadziłam ćwiczenia oraz wykład o Geographic Information Systems na nowym kierunku studiów magisterskich - Architecture for Society of Knowledge, który własnie ruszył na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej i ...bardzo się cieszę , że mogę w tym uczestniczyć. Świetni młodzi ludzie, doskonale przygotowani i mądrzy. Wydaje mi się że może z tego być coś bardzo fajnego.
Jednocześnie dla mnie samej jest to mobilizacja i doskonała okazja dla odświeżenia zebranej wiedzy o najnowszych narzędziach służących modelowaniu miasta.

Wcześniej przez równo 10 lat uczyłam Rysunku Planistycznego z wykorzystaniem GIS na Gospodarce Przestrzennej (na Wydziale Ekonomiczno- Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego) i też to bardzo miło wspominam, a jednocześnie teraz jest to coś zupełnie innego. Dla studentów GP były to jedyne zajęcia rysunkowe z komputerem, tu jest to po prostu kolejne z wielu już znanych narzędzi. Tym trudniej z jednej strony i tym łatwiej - bo sporo spraw jest (lub wydaje mi się że powinno być) oczywistych.

Gromadzenie wiedzy o mieście oraz możliwość korzystania z technologii, jakie narzędzie oferuje w zakresie analiz oraz prezentacji danych/ przetwarzania ich do postaci czytelnej informacji,  do tej pory nie znajdowało specjalnego uznania wśród architektów oraz urbanistów. Tymczasem jest to istotne wyzwanie dla współczesnej urbanistyki, cieszę że nareszcie zaczyna powolutku funkcjonować. Może z czasem znajdzie więcej zrozumienia, zostanie nieco bardziej docenione oraz powszechne. A co za tym idzie - Polska przestanie być pustą plamą (o dużych rozmiarach) np. na mapie krajów biorących udział w projekcie Plan4All w Europie. I w końcu zrozumiemy na czym polega ważność wdrażania INSPIRE - dla nas czyli urbanistów, oraz dla pozostałych uczestników procesu planowania.

Dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć już teraz, polecam świetny film, zatytułowany Geospatial Revolution Project (znamienne jest to że powstał w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie podstawowe dane geograficzne są darmowe):

 Źródło: http://geospatialrevolution.psu.edu/

Tagi: prawo, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, MojeMiasto, gis


2010-09-24 14:58
 Oceń wpis
   

Czytając o rozmaitych pomysłach, które co chwila przewijają się na łamach mediów, dotyczących zasilenia finansów publicznych kosztem rozmaitych wydatków i rozmaitych podmiotów wciąż nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, że w tak doskonały sposób marnotrawimy publiczne pieniądze, które mogłyby do państwowej/ samorządowej kasy trafić z opłaty katastralnej. Gdyby tylko naliczać podatki od przeznaczenia terenu związanego z jego położeniem - w obszarze zurbanizowanym lub naturalnym, a nie jak to się dzieje obecnie biorąc pod uwagę jego faktyczne wykorzystanie. Jak zbawienne efekty dla zagospodarowania miast oraz porządku miałoby ponoszenie przez właścicieli łąk i nieużytków w centrach miast opłat jak za kilkupiętrowe budynki. Jak bardzo właściciele gruntów ornych zaczęliby bronić ich rolniczej użyteczności - tego nie muszę udowadniać. Jednocześnie jak wiele pieniędzy mogłoby zasilić finanse publiczne i samorządowe - to jest argument nie do przecenienia. 
Zawsze przy okazji takich wątpliwości słyszałam argument, że brakuje systemu pobierania opłat. Zgodnie z przepisami unijnymi (przypominam INSPIRE) już powinien istnieć, a co najmniej prawie powinien być ukończony (księgi wieczyste też już od iluś lat są przeciez modernizowane..). Że brakuje planów miejscowych? O tym wiem, ale gdyby była taka potrzeba (fiskalne potrzeby jak wiadomo są nad wyraz skuteczne) to zapewne i plany miejscowe by się szybko pojawiły. Może ktoś mógłby ten paradoks wyjaśnić bo ja tego naprawdę nie rozumiem.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, budowlane, bubel


2010-09-16 23:18
 Oceń wpis
   

Las - to takie miejsce w mieście, gdzie odbywa się cała masa nieuświadamianych aktywności mieszkańców.
Las - to miejsce wypraw rowerowych, a czasem nawet wyścigów.

Las - to miejsce spacerów, również zorganizowanych, o każdej porze roku.

Las - to miejsce, gdzie niektórzy jeżdżą konno, a inni na nartach.

Las - to miejsce wypraw z dziećmi, niedzielnych spacerów z rodziną albo za rączkę z ukochanym.
Las - to również źródło świeżego powietrza - o czym zdajemy się zapominać.

Poniżej dwa cytaty z III tomu materiałów obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (dr Halina Jaroszewska: System Przyrodniczy Miasta, główny projektant - dr inż. arch. Mirosław Wiśniewski)
"Warunkiem sprawnego spełniania przez system przyrodniczy wszystkich oczekiwanych od niego funkcji jest jego ciągłość i powiązanie z obszarami otwartymi poza strefą zurbanizowaną. Miasto posiada w swoich granicach obszary, które w sposób formalny (tereny zieleni, lasy), lub ubocznie od podstawowej funkcji (pola, łąki, doliny rzeczne, dzielnice mieszkaniowe, obiekty usługowe) system taki tworzą. Zachodzące jednak ciągle - w sposób niedostatecznie kontrolowany - procesy urbanizacji zmniejszają margines błędu jaki można jeszcze popełnić, aby nie przerwać tej - w wielu miejscach naruszonej - ciągłości. Szczególnie niebezpieczny jest nacisk urbanizacyjny na obszary obrzeżne miasta i sąsiedztwo dużych terenów zieleni miejskiej spowodowany dążeniem do wykorzystania ich walorów przyrodniczych i krajobrazowych (wartości na terenie miasta deficytowe). " str.130

"LAS ŁAGIEWNICKI (CA 1200 HA; planowane jest umocnienie kompleksu przez zalesienia na wschód od Lasu, ku Nowosolnej - zwiększenie obszaru nawet dwu i półkrotne - [co już w projekcie obecnie procedowanego studium zarzucono]) - położony na krawędzi i w partii szczytowej Wzniesień Łódzkich - pełniący rolę kluczową w zakresie podsystemów:
- klimatycznego (źródło spływu chłodnych, natlenionych mas powietrza, głównie - doliną Sokołówki, zachowanie - poprzez tereny otwarte - łączności z doliną Łódki);
- hydrologicznego (jako obszar źródliskowy Bzury, miejsce małej reterencji wód rzeki oraz osłona w strefie zagrożenia wód głębinowych);
- przyrodniczego - grupuje większość przedstawicieli fauny występujących na terenie miasta i ma najbogatszy skład florystyczny - ze strefami o pierwotnym, puszczańskim charakterze (rezerwat „Las Łagiewnicki” - 69,85 ha); zachowuje łączność z pozamiejskimi zespołami leśnymi w Smardzewie i w okolicach Nowosolnej
. " (str.160)

Co z tego wynika? Ano to, że Las Łagiewnicki jest tak wielkiemu miastu jak Łódź potrzebny do życia. I to nie sam, wyizolowany z otoczenia - ale powiązany z sąsiadującymi terenami otwartymi. Których obecność jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania samego kompleksu leśnego. Nie mamy rzeki z prawdziwego zdarzenia i rozległych terenów które by ją otaczały, zapewniając właściwy mikroklimat. Mamy Las. Który jest jednocześnie świetnym miejscem rekreacji. I może dobrze byłoby gdybyśmy zaczęli o ten Las dbać. Przede wszystkim nie pozwalając na szczelne obudowanie ze wszystkich stron. To jest tak naprawdę niebezpieczne marnotrawstwo potencjału, którym Łódź wciąż dysponuje.

Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2010-09-16 08:43
 Oceń wpis
   

Czytanie o łódzkich perypetiach ze studium jest dla mnie źródłem nieustającej rozrywki. Jedynie od czasu do czasu nieco mnie to irytuje.

Dwie sprawy, które pojawiły się w dniu wczorajszym, kiedy to radni rozpoczęli rozpatrywanie 600 nieuwzględnionych uwag do studium.
Pierwsza dotyczy zapisu studium "nakazującego zalesienia". Domyślam się, że redaktor tekstu mylnie zinterpretował zapis. Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu (dla sprecyzowania - studium określa kierunki zmian, a plan ustala je w sposób szczegółowy i ostatecznie wiązący). Nie można nikomu nakazać sadzenia drzew. Zapis o tym, że jakiś teren ma być w przyszłości lasem oznacza tylko i jedynie albo aż że może tam być to co jest obecnie (chyba że dokument stanowiłby inaczej - tzn. ustalałby inne tymczasowe zagospodarowanie) albo las. Na ogół zapisy o przeznaczeniu na las dotyczą dotychczasowych terenów rolnych - które mogą w związku z tym być rolą lub lasem.

Druga historia (bo trudno to inaczej nazwać) to żądania mieszkańców rejonu ulicy Okólnej. Jest to typowy rozogniony i wieloletni konflikt wymagający podjęcia niezależnego od reszty zagadnień dialogu, w ramach którego bardzo pomocne byłyby symulacje wpływu żądanej przez tamtejszych właścicieli nieruchomości urbanizacji na środowisko, w tym przede wszystkim na Las Łagiewnicki. Las, który nie jest własnością mieszkańców rejonu Okólnej ale dobrem z którego korzystają wszyscy łodzianie. Przede wszystkim dostarczając zasobów tlenu. Ale również możliwości rekreacji. Strategia dla Łodzi swego czasu wskazywała Las Łagiewnicki jako jedną z bardzo mocnych stron miasta. Taka dyskusja powinna zgromadzić obie strony, które w oparciu o rzetelne informacje miałyby szanse wspólnie uzyskac jakieś rozwiązanie. Na pewno niezbędny to będzie mediator z odpowiednimi kwalifikacjami - to się w Polsce już dzieje, np. mediatora zatrudnia gdańskie Biuro Planowania. Bardzo ważne dla opinii publicznej jest rzetelne przeanalizowanie oddziaływania środowiskowego. Wymyślono w tym celu specjalne programy , np. CommunityViz - przykład takiej symulacji poniżej.


Dla obejrzenia prezentacji należy kliknąć na obrazek powyżej. Źródło:
http://placeways.com/communityviz/

Tylko proszę nie wypisywać, że twierdzę, ze program komputerowy coś rozwiąze - samo się nie rozwiąze nic. Tu jest potrzebnych kilka elementów, tak ad hoc: 1. wola dialogu, 2. edukacja i zaangażowanie łodzian, 3. wola zorganizowania mediacji i jej zorganizowanie. Symulacje i fajerwerki są rzeczą towarzyszącą, równie dobra jest uczciwa opinia przyrodnika (która nota bene powinna być zawarta w prognozie oddziaływania na środowisko - podejmując decyzje nalezałoby do niej zajrzeć). Obrazki mają jedynie tę przewagę, ze przez swoją spektakularność ułatwiają przekonanie publiczności. Polecam w tej materii szanownym czytelnikom doskonałą wypowiedź Davida McCandless'a na temat piękna wizualizacji.

Podejrzewam że ciąg dalszy nastąpi...

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2010-09-04 23:28
 Oceń wpis
   

 Pozytywna reklama na dobranoc i na dzień dobry.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-07-29 22:11
 Oceń wpis
   

Jakiś czas temu pisałam o zaporze Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. Czytam ostatnio, że obfite opady spowodowały podniesienie się poziomu wody w towarzyszącym jej zbiorniku do poziomu zbliżonego do maksymalnej wytrzymałości konstrukcji. Chińscy oficjele bronią kontrowersyjnej zapory, mówiąc że będzie w stanie wytrzymać powódź, która zdarza się raz na 10 000 lat. Jednak letnie deszcze są najobfitsze od 10 lat. Towarzyszą im rozległe zalania i podtopienia, które spowodowały jak dotychczas śmierć 823 ludzi (źródło informacji oraz obrazka poniżej i aktualność danych - Inhabitat, artykuł z 28 lipca br.).

Według danych państwowej agencji informacyjnej zapora osiągnęła 90% wytrzymałości. Władze stają w obronie inwestycji - największego na świecie projektu hydroelektrycznego, którego konstrukcja spowodowała przeprowadzki miliona osób - mówiąc że pozwoli na kontrolę zjawiska powodzi wzdłuż rzeki Jangcy. To jeden z przyczynków do myślenia...

Drugi: "29.07 |Czasem widać niewiele, a czasem właściwie nic nie widać. Tak od kilku dni jest w Moskwie. Miasto pokrył gęsty smog, bo z powodu upałów i suszy palą się położone niedaleko torfowiska. Dziś w Moskwie padł rekord 37,7 stopni Celsjusza - to najbardziej gorący dzień w historii badań meteorologicznych w Rosji (Fakty TVN)."

Ale zjawisko globalnego ocieplenia nie istnieje.. przecież to wymysł ekologów (dobrze opłacanych). Tak przynajmniej można wnioskować z lektury komentarzy towarzyszących bardzo ciekawemu ( i równie przerażającemu) artykułowi w Gazecie Wyborczej. Można się z niego dowiedzieć, że plankton w oceanach niedługo przestanie istnieć..

Z innych "bajek" - bardzo realne wyniki badań przeprowadzonych przez polskich naukowców na temat wpływu globalnego ocieplenia na poziom wód przybrzeżnych Bałtyku (z 2002 roku). Do poczytania. I może się zacznijmy przejmować (jednak).

Tagi: polityka, prawo, przyszłość, miasto, powódź, klimat


2010-06-20 23:39
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem jakie jest zdanie naszych Kandydatów do Urzędu Prezydenckiego w kwestiach poruszanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę w drugiej części jego przemówienia z dnia 15 czerwca b.r.
Prezydent Obama z całą powagą traktuje katastrofę wywołaną działaniami człowieka, jej wpływ na środowisko, w tym środowisko życia ludzi, a także w dalszej perspektywie na ekonomiczne predyspozycje regionu w dłuższym czasie - możliwość funkcjonowania mieszkańców, w tym zarobkowania w oparciu o dotychczasowe źródła: turystykę oraz połów ryb.

Konsekwencją katastrofy jest tam oparcie się o poważne badania naukowe, które m.in. nakazują zaprzestać opierania gospodarki na wyczerpujących się zasobach ropy naftowej i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii. Skądinąd nie rozumiem dlaczego tak istotne stwierdzenia przeszły w naszej rodzimej prasie całkowicie bez echa.
My mamy u nas skutki powodzi - które w dużej mierze są skutkiem zaniedbań i braku wykorzystania analogicznych zdobyczy nauki w dziedzinie hydrologii i zapobiegania powodziom. Katastrofa jednak nie prowadzi do podobnych jak tam konkluzji. Jedyne komentarze w ramach kampanii wyborczej wiążą się z konkursem na to jak, skąd i kto da więcej. Po to aby odbudowywać tam gdzie się budować nie powinno. Po to aby umacniać wały wszędzie bez wprowadzania rzeczywistych inwestycji przeciwpowodziowych. Pomimo słyszalnych tu i ówdzie apelów środowiska naukowego.

Można by tutaj analogie - lub raczej ich brak - mnożyć w nieskończoność. Ja bym się jednak chciała dowiedzieć dlaczego nasi Kandydaci nie mają programu wyborczego w kwestiach, które dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych są najistotniejsze. Dlaczego tamtejsi doradcy sugerują aby opierać się w podejmowanych działaniach na wynikach badań naukowych - a u nas te ostatnie, tudzież doświadczenia innych krajów się ignoruje. Dlaczego Prezydent USA mówi o zmianach klimatycznych i potrzebie zmiany polityki energetycznej a nasi Kandydaci ten temat pomijają. W ogóle nie istnieje w toczącej się dyskusji przedwyborczej.

Ciekawa jestem też Waszej opinii na temat filmu, który ostatnio zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - link do wersji polskiej. Powinniśmy się chyba jednak zacząć zastanawiać nad racjonalnością naszych zachowań, nawet jeśli jedynie niewielka część tez stawianych w tymże filmie byłaby całkowicie zgodna z prawdą. A wyniki badań te tezy  jednak w znacznym zakresie potwierdzają.

Age of Stupid: Trailers: Original Theatrical Trailer from Age of Stupid on Vimeo.

Tagi: polityka, prawo, miasto, powódź, klimat


2010-06-07 14:36
 Oceń wpis
   

Parafrazując słowa Posła Janusza Palikota z jego bloga (o której to wypowiedzi informowała dzisiaj GW, na stronie głównej serwisu): "Jest znacznie bardziej niebezpieczny niż najwyższa fala powodziowa. Bo ona mija, a [..tu aż się prosi o wstawienie nazwiska autora tego zdania] codziennie zaraża. I zagraża."
Nie zwykłam pisać o polityce - bo interesuje mnie w stopniu, w jakim wpływa na racjonalność zarządzania i planowania przestrzeni. Niestety polityka wpływa bezpośrednio na stanowienie prawa. I tu - znów niestety - działalność Komisji Przyjazne Państwo, pod którą jak wiemy podpisuje się Pan Poseł Janusz Palikot - zasługuje na taki komentarz jak na wstępie. Oraz np. na komentarz o Komisji przyjaznej lobbystom - jak ten tutaj.

I nawet nie w psuciu dotychczasowych - niedoskonałych przecież - przepisów rzecz. Ale w nadziejach jakie pokładaliśmy myśląc o proponowanym uproszczeniu procedur i sytuacji prawnej. Przecież trudno mówić o systemie planowania przestrzeni, jeżeli nie można z góry przewidzieć co powstanie w bezpośrednim otoczeniu działki, którą chcielibyśmy nabyć. Brakuje planów, a nic się nie robi aby powstały - wciąż dopuszczając coraz większą dowolność decydowania w drodze indywidualnych decyzji administracyjnych. Bez ładu i składu. Pozwalając na zabudowę na coraz większych obszarach - tak jakby świadomość kosztów, które będzie trzeba ponieść (z puli finansów publicznych, a czasem - jak w przypadku powodzi - również indywidualnych) nie była oczywista. Przecież nawet nie do końca wiadomo co to takiego działka budowlana! O braku definicji tzw. "działki sąsiedniej" i konsekwencjach tegoż niedopowiedzenia nie wspominając.

A wracając do samej wypowiedzi Posła Palikota - jednak krytyka, również polityczna bywała bardziej zabawna.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-06-01 14:10
 Oceń wpis
   

Innymi słowy my tu sobie fajnie pogwarzymy bo jest/ była/ będzie powódź (niepotrzebne skreślić) - więc temat chwytliwy. A oni sobie po cichu coraz bardziej przenoszą ciężar decydowania o przestrzeni metodą malutkich kroczków z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego na decyzje administracyjne (proszę nie mieć do mnie tu i teraz pretensji za opozycję my - oni, odnoszę wrażenie że jest więcej niż uzasadniona, proszę też wybaczyć irytację). Przeczytajcie Moi Drodzy jeszcze raz proszę ostatnie zmiany.. mojej ulubionej Ustawy. Zwracam uwagę na to co się teraz opiniuje a co się uzgadniać będzie, z kim i dlaczego tak, a nie inaczej. Dla wyjaśnienia - z opinią projektant planu (czytaj gmina) ma prawo się nie zgodzić. Z uzgodnieniem musi się zgodzić bo inaczej nie można planu procedować dalej.

Zastanawia np. ograniczenie uprawnień wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej w procedurze mpzp. Czyli jeśli PIS nie pozwoli budować bez kanalizacji to teraz ten brak zgody przestaje być wiążący. Czyli jesli konserwator zabytków nie pozwoli nie objąć ochroną - to teraz mozna to zignorować.

Do tej pory art. 20 Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami brzmiał, i brzmi nadal - bo to jest nowelizacja jeszcze nie przyjęta przez Senat -

Art. 20. Projekty i zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa oraz miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego podlegają uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków.

Podobnie Państwowa Inspekcja Sanitarna dotychczas uzgadniała projekty planów miejscowych, wielokrotnie nie dopuszczając do budowy bez kanalizacji np. na terenach o wysokim poziomie wód gruntowych, zagrożonych zanieczyszczeniem wód podziemnych, etc. To był istotny argument, a teraz co? Planista w roli Rejtana w obronie wartości, bez jakiejkolwiek broni? Co chwila ostatnio czytamy o tym że gdzieś "zalało szambo i szambo wybiło" Teraz będziemy takie newsy czytać częściej.. Skoro już nawet Państwowa Inspekcja Sanitarna ma mieć w tej (jednak istotnej z punktu widzenia zagrożenia życia i zdrowia) sprawie jedynie prawo wyrazić opinię.

Dlaczego tak ma się zadziać? Czy były jakiekolwiek konsultacje społeczne tej najnowszej nowelizacji? Bo nie wiem czemu, ale te zmiany wydają mi się bardzo istotne.. A konsultacje społeczne dotyczyły czegoś całkiem innego.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-30 18:03
 Oceń wpis
   

Kolejne leniwe niedzielne popołudnie z deszczem za oknem. Zastanawiałam się czy nie wybrać z dzieciakami na świetną wydawało się z zapowiedzi imprezę: http://www.pantuniestal.com/2010/05/24/czy-moge-pozyczyc-szklanke-cukru/


Źródło obrazka: jw.

Ale spadł deszcz..

Postanowiłam wobec tego rozpatrzeć uwagi do jednego z opracowywanych planów. Jak zwykle z tyłu głowy kołacze mi się myśl o tym na ile mądrzej byłoby zainteresowanym to co mam do powiedzenia wytłumaczyć, zamiast - jak to się niekiedy robi przy takich okazjach - odwracać kota ogonem, żeby pozbyć się problemu. Nawet nie wspominam o konfrontacji sprzecznych stanowisk, etc. (pomarzyć jak wiadomo zawsze sobie można). Uwarunkowań prawnych nie zmienię, jest jak jest. Fakt że uwagi są sprzeczne a ja znam przepisy lepiej oraz za tym co wymyślę stoi autorytet lokalnej władzy tudzież poparcie pewnej grupy, która stoi za proponowanymi rozwiązaniami. Być może to wszystko razem spowoduje że jakoś się rzecz do szczęśliwego końca uda doprowadzić. To czy ktoś to będzie potem zaskarżał.. No cóż, ma prawo i może z niego skorzystać.

Być może uda się również doprowadzić do pomyślnego finału postulat, który zapobiegnie wprowadzeniu kolejnego prawnego bubla, o czym więcej tutaj: http://www.urbanistyka.info/content/nasz-głos-w-sprawie-zmian-w-ustawie-o-planowaniu-i-zagospodarowaniu-przestrzennym . Pewnie jest Państwu obca wiedza o tym, że całkiem ostatnio Sejm przyjął kolejną nowelizację m.in. Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Między innymi dość skutecznie blokując opracowywanie planów, a mianowicie poprzez propozycję skrócenia terminu zawieszenia decyzji w sytuacji przystąpienia do opracowywania mpzp. W proponowanym terminie z całą pewnością nie uda się zmieścić. W związku z tym uzgodnione projekty planów przed wyłożeniem będzie można wyrzucić do kosza lub zaczynać całą zabawę (procedurę) od początku. Podpisuję się pod apelem zgłoszonym przez zespół urbanistów związanych z portalem Urbanistyka.info . Jeśliby tylko udało się ten apel przeforsować...  Gdyby jeszcze - tu znów cytuję inny postulat (autorstwa M. Korneckiego z Krakowa) - artykuł 61 Ustawy wyglądał jak następuje:

"Art. 61. 1. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków:
1)   co najmniej jedna działka sąsiednia, bezpośrednio przylegająca do działki objętej wnioskiem, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu;"

Wtedy rzeczywiście powoływanie się na przepisy niemieckie przy okazji uzasadniania instytucji decyzji o warukach zabudowy być może zyskałoby pewien sens. O mobilizowaniu gmin do planowania nie wspominając. Jak to z reguły bywa - diabeł tkwi w szczegółach.

To niewiele - ale być może takie działanie w dłuższej perspektywie pozwoliłoby metodą małych kroków uporządkować zagadnienia prawne związane z planowaniem.

Tymczasem - Szanowni Państwo, posłuchajmy sobie lepiej muzyki:

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-25 10:17
 Oceń wpis
   

Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment:

"Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa.

Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi.

Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012.

Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii."

Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista  - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-05-22 19:34
 Oceń wpis
   

Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania:
"17.53 Bronisław Komorowski obiecuje zmiany w prawie, które zlikwidują przeszkody w budowaniu wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych ze względu na prawo własności. Zmiany mają też ograniczyć wydawanie ludziom zezwoleń na budowę na terenach popowodziowych."  - z relacji GW na temat skutków i przebiegu powodzi.
Troszkę szkoda tylko, że po przysłowiowej polskiej szkodzie...

Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie."  - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW.

W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen.

Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net

Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji.

Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.


Nagrodzeni w kategorii Rewitalizacje podczas ceremonii wręczania nagród w Muzeum Kinematografii w Łodzi - od lewej przedstawiciele: Poczta Główna, ul. Tuwima 38/ Kilińskiego 91 - za remont elewacji, właściciele kamienicy przy ul. Gdańskiej 28 - za remont elewacji frontowej, Op-Architekten - za projekt Hotelu Andels ul. Ogrodowa 17, Bogdan Łowiec - BOI-BUILDING Service - za remont budynków dawnego Towarzystwa Kedytowego przy ul Pomorskiej 21, Muzeum Sztuki w Łodzi, ul. Więckowskiego 36 - za remont elewacji frontowej. Zdjęcie pochodzi z galerii zdjęć Punktu dla Łodzi w witrynie serwisu Facebook, tamże - więcej zdjęć.

Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.

Powiedziałabym, że nie tylko dzięki lokalizacji na dziale wodnym ale również ze względu na inicjatywę i kreatywność mieszkańców - Łódź jest niezatapialna!

Tagi: ludzie, kultura, prawo, społeczeństwo, moda, Łódź, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-19 14:01
 Oceń wpis
   

Mam takie wrażenie, że jesteśmy świadkami swoistego przerzucania piłeczki. Piłeczka nosi tytuł "planowanie" i przypomina iście przysłowiowy gorący kartofel. Węzeł ma w sobie coś z gordyjskiego. Dostaliśmy go w spadku po poprzednim systemie i jak dotąd boimy się głośno przyznać że istnieje. Pisałam już o tym - w 1994 roku w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadzono po raz pierwszy obowiązek wypłaty odszkodowań. Jednocześnie (z pewnym poślizgiem) uchylając dotychczasowe plany. Plany uchylono bo zmiana systemu prawnego nakładałaby obowiązek odszkodowań ze strony Skarbu Państwa. Jednocześnie pozwolono gminom planować nie zmuszając ich do tego. Oraz wprowadzając możliwość doraźnego "załatwienia" sprawy przy pomocy decyzji administracyjnych określających sposób zabudowy i zagospodarowania terenów.
Nie zmuszano do planowania - bo to są koszty. Zapewne gdyby ich poniesienie było obowiązkowe samorządy natychmiast wystąpiłyby o odszkodowania do Skarbu Państwa. Lub poszukały innej drogi rozwiązania tego "kłopotu".

Nowy projekt ustawy zakłada - obok kontynuacji możliwości planowania przez gminy (w skuteczność oraz powszechność wykorzystywania tej części  dokumentu - jakoś nie wierzę, nie wiem czy to realizm czy pesymizm?) również opracowanie tzw. urbanistycznych planów realizacyjnych przez indywidualnych inwestorów. Które de facto akceptowane byłyby jak dotychczas w drodze decyzji administracyjnych. Małe pytanie - kto łapie kartofel i dlaczego znów Kowalski? A może to jest taka nowa "nasza droga do sukcesu"? Ja osobiście w to ostatnie nie wierzę o czym za moment.

Nowy projekt zmian ustawy jest szalenie skomplikowany. To budzi poważny niepokój o możliwości interpretacji tegoż dokumentu. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po tym, kiedy opuściłam salę zebrań gdzie odbywało się spotkanie organizacji społecznych z Panem Ministrem Olgierdem Dziekońskim na temat proponowanych zmian w Ustawie dotyczyła tego, że powinnam się przekwalifikować i czym prędzej otworzyć firmę szkoleniową. Nauczającą o co w nowym dokumencie chodzi. Bardzo to wszystko zawikłane. Dla mnie samej również - szczególnie że dość regularnie jestem poddawana treningowi przez rozmaite Wydziały Prawne Urządów Wojewódzkich, tudzież przez szanownych Kolegów zasiadających w Komisjach Urbanistycznych - jak należy przepisy prawa (a więc w moim przypadku przepisy planów miejscowych) formułować. A mianowicie: prosto, zrozumiale, bez nadmiernych komplikacji, etc. I stąd moje obawy.

Skądinąd spotkanie było bardzo ciekawe, buduje ilość osób zainteresowanych tymi tematami oraz ich wiedza i kompetencja. Pojawiło się na ten temat również kilka informacji w gazetach. List otwarty organizacji społecznych dotyczący tego tematu został upubliczniony. Od tego czasu projekt zmian ustawy został poddany niewielkim kosmetycznym zmianom i jest procedowany.

Wśród uwag jakie mnie osobiście przyszły do głowy w tej materii wymienię tylko jedną - w mojej ocenie najistotniejszą.
Punkt 1 - art.2 pkt 23 projektu zmian ustawy: obszar kontynuacji zabudowy. Cieszy powiązanie decyzji administracyjnych ze studium uwarukowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego ale jednak.. Wątpliwości budzi dopuszczenie wyznaczania takich obszarów. Szczególnie wobec braku precyzyjnego określenia co w tym obszarze wolno lub nie oraz wobec dopuszczenia daleko idącej dowolności kształtowania zagospodarowania w drodze decyzji, w tym decyzji nie wymagających zgodności z tzw. krajowymi przepisami urbanistycznymi (!).

Wprowadzenie tego przepisu dopuszcza kontynuację daleko idącego rozpraszania zabudowy na terenie gmin, które nie będą zainteresowane planowaniem ale kontynuacją dotychczasowej polityki dopuszczającej zabudowę rozległych terenów bez zapewnienia właściwego uzbrojenia. W przypadku gdyby wszędzie (w przypadku braku planu lub miejscowych przepisów urbanistycznych) obowiązywały krajowe przepisy urbanistyczne byłoby to środkiem mobilizującym gminy do planowania zagospodarowania przestrzeni. Pozostawienie tego zapisu w wersji jak w projekcie (szczególnie art.65 projektu zmian ustawy) otwiera furtkę jak system planistyczny ominąć, planując bez planu, w drodze indywidualnych decyzji.

Daleko idąca dowolność wyznaczania obszarów kontynuacji zabudowy zgodnie z pkt 23 jest np. sprzeczny z pkt 21 gdzie mowa m.in. o konieczności zaspokojenia potrzeb lokalnej społeczności w zakresie uzbrojenia, podejmowanych w ramach zadań własnych samorządu.

Zastanawia również treść art. 53 pkt 1 ppkt 6) a mianowicie "w przypadku zamierzeń inwestycyjnych, o których mowa w art. 55 ust. 1, zgodności zaproponowanego sposobu kształtowania przestrzeni, w odniesieniu do przeznaczenia terenu, gabarytów obiektów budowlanych, linii zabudowy, kolorystyki obiektów oraz geometrii dachów z wymaganiami i walorami, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 1, 2 i 4, w zakresie ochrony dziedzictwa architektonicznego, archeologicznego i krajobrazu oraz zapewnienia możliwości utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości."

Co się dzieje w sytuacji odwołania inwestora od decyzji urzędu (co jest obecnie nagminne)? Otóż organ odwoławczy czyli SKO będzie oceniało "możliwość utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości". Interesujące, nieprawdaż?

Takich punktów które wydają się "ciekawe" jest w tym projekcie sporo, dość wspomnieć postać "mediatora" - powoływanego znów spośród SKO. Najciekawsze jest jednak to że projekt niebawem stanie się rzeczywistością.

Czytam ostatnio książkę. Pierwszy rozdział zawiera opis przesunięcia paradygmatu planowania z opozycji władza publiczna - inwestorzy w kierunku uwzględnienia opinii publicznej w procesach decyzyjnych. W praktyce ten proces realizował się poprzez protesty, naciski polityczne, dyskusje w mediach etc. Aktualnie dzięki nowym możliwościom internetowej komunikacji proces nabrał impetu, co obserwujemy również w Polsce. Pisałam o tym jakiś czas temu :), zachęcam do lektury. 

Podsumowując te rozważania - jestem przekonana że tej sprawy nie uda się rozwiązać bez szerokiej dyskusji publicznej. A to co się w tej chwili dzieje - a mianowicie gigantyczne sumy przeznaczane na usuwanie skutków powodzi z budżetu państwa - powinny stac się przyczynkiem do zastanowienia się że może jednak planowanie jest potrzebne. I nie powinniśmy go koniecznie przerzucać aż w takim zakresie na barki przysłowiowego Kowalskiego. Bo z całą pewnością sobie z tymi - jednak trudnymi tematami - nie poradzi.

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-03-19 01:59
 Oceń wpis
   

Opowiadałam dzisiaj studentom o cechach krajobrazu miejskiego odpowiedzialnych za jego formę i jakość. Wykład dotyczył cech wymienionych przez Kevina Lyncha, uważanego za jednego z naukowców, którego dzieło współtworzy fundamenty współczesnej urbanistyki.

Moje skromne zadanie polegało na wyjaśnieniu słów wybitnego profesora i badacza zagadnień percepcji miasta. Wyjaśnieniu przy pomocy obrazów. I wiecie co zauważyłam? Otóż zdałam sobie sprawę że zajmuję się tłumaczeniem pojęcia ład przestrzenny. Co drugie zdanie używałam słów "spatial order".

To odkrycie wydaje mi się bardzo cenne wobec faktu, że zmiany polskiej legislacji w zakresie przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym będą uzależniały wydawanie decyzji administracyjnych zatwierdzających tzw. urbanistyczne plany realizacyjne właśnie od kryterium ładu przestrzennego. W takim kontekście pojęcie ładu nabiera szczególnego, nowego znaczenia, szczególnego znaczenia nabiera również potrzeba jego zrozumiałego zdefiniowania. No bo skąd niby sędzia WSA lub urzędnik SKO ma być w stanie odnieść się do tego kryterium? Do jakiej definicji będą odnosić się zatrudnieni potencjalnie przez te organa biegli (o urzędnikach magistratów nawet nie wspominam, nie mam wystarczająco bogatej wyobraźni - bez urazy)? W potocznym rozumieniu pojęcia ład przestrzenny mogą pojawić się rozmaite interpretacje. I to nie tylko dlatego że porządek w przestrzeni potrafi być rozmaicie rozumiany (inaczej widzą to Niemcy, inaczej Francuzi, inaczej Włosi - a my jeszcze inaczej). Ale również z tego względu że interpretacje porządku w przestrzeni zmieniały się ostatnimi laty w sposób dość znaczący. Podobnie jak definicje piękna (o czym pisał np. Umberto Eco).
W takiej sytuacji wypowiedź precyzyjnie określająca czym jest ład przestrzenny staje się tym ważniejsza. I chroń nas Panie Boże (nie nadużywam tu Niczyjego imienia, mówię z całym przekonaniem) od prawnych definicji tego pojęcia. Definicję przestrzeni publicznej już mamy. Jest nią tylko i wyłącznie "obszar wyznaczony w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego". I nie ma - w odróżnieniu od specustawy o drogach żadnych instumentów pozyskiwania nowych przestrzeni publicznych. W związku z czym jeśli chcę w planie wyznaczyć plac to muszę zaprojektować szeroką ulicę (ewentualnie parking publiczny - ale to już mniej oczywiste). A następnie wyjaśniać przez długie godziny dlaczego ten fragment ulicy ma na moim rysunku szerokość 70 m. Co niestety często kończy się zastąpieniem projektowanego placu przez ulicę o minimalnej zgodnej z ustawą o drogach publicznych szerokości.
No i zamiast pisać o ładzie - do czego pewnie jutro lub pojutrze wrócę bo bardzo mi się ten temat spodobał - znów ponarzekałam sobie na nasze rodzime regulacje. Moment jest zdaje się dobry - bo jesteśmy świadkami kolejnych zmian w tej materii. Jak się wydaje dość radykalnych.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-03-15 22:25
 Oceń wpis
   

Jak można wyczytać choćby w Wikipedii malejących miast jest wiele. Ale i tak z dużym uznaniem dostrzegłam chyba pierwszą w polskiej gazecie o biznesie i dla biznesmenów publikację na ten temat. Mowa oczywiście o Detroit i o wczorajszym artykule Jak rozwiał się amerykański sen. Jak się okazuje sen rozwiał się i rozwiewa w większym stopniu niż nam się wydaje. W licznych polskich miastach też. I choć nie chcemy lub nie zdajemy sobie z tego sprawy, nauczeni myślenia o miastach w kategoriach rozwoju - to rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Wystarczy popatrzeć na demografię. Którą co prawda łatwo "naciągnąć" bo brak obowiązku meldunkowego nie pozwala na nazbyt precyzyjne wyliczenia. Ale..

Global Map Animation from 1kilo on Vimeo.

Film pochodzi ze strony projektu Shrinking Cities: http://shrinkingcities.com/

Nie ma zysku z niczego. Salomon też tego nie wymyślił. Więc jeśli ktoś zarabia na wzroście wartości gruntu rolnego - ktoś inny musi stracić. Nie chcę opowiadać kolejnych truizmów na dobranoc dlatego takie małe pytanie, coś na kształt quizu: kto na tym traci? 

No i po co w niektórych krajach najpierw uzbraja się tereny, buduje infrastrukturę, parceluje tak aby działki miały racjonalne gabaryty a dopiero potem sprzedaje aby budować, w ograniczonym zakresie bo to wszystko kosztuje. A u nas robi się (i co gorsza żadne zmiany się w tej materii nie szykują ) dokładnie odwrotnie.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-03-11 21:14
 Oceń wpis
   

Przygotowałam taką małą prezentację - we współpracy z siecią wymiany dobrych praktyk na temat partycypacji społecznej w planowaniu communityplanning.net . Zapraszam do obejrzenia i ewentualnego wyjaśniania wątpliwości. Chętnie się tego zadania podejmę jako że jestem przekonana o słuszności prezentowanych treści. w najmniejszym stopniu nie ma w tym idealizmu. Jest za to propozycja rozwiązania problemu, z którym my planiści oraz urzędnicy mamy kłopot. A mianowicie problemu z chęcią wyrażaną przez coraz liczniejsze osoby aby stać się podmiotami planowania.

Życzę miłego oglądania i interesującej lektury: http://mojemiasto.org.pl/urbanistyka/Partycypacja%20spo%B3eczna%20w%20planowaniu%20przestrzennym.pdf

Tagi: gospodarka, prawo, informacja, społeczeństwo, legislacja, partycypacja, przestrzenna


2010-02-27 13:02
 Oceń wpis
   

Przeglądałam ostatnio Rzeczpospolitą (dawno już tego nie robiłam bo zamieszczane tam komentarze działają mi swoim pro-deweloperskim podejściem na nerwy - przykład tutaj). Lektura zaskoczyła mnie nadzwyczaj pozytywnie, jako że dostrzegam pierwiosnki innego troszkę niż dotychczas myślenia.

Zwróćcie uwagę na poradę eksperta w zakresie prawa:
"Czytelnik pyta - ekspert odpowiada:
Pan T. kupił siedlisko z myślą o budowie domu, a gmina nie chce wydać pozwolenia na budowę, tłumacząc, że do średniej powierzchni działki siedliskowej brakuje mu 200 mkw. Co może zrobić?
Radzi Małgorzata Zamorska, kancelaria bnt Neupert, Zamorska & Partnerzy
– Najprościej doradzić zakup dodatkowych 200 mkw., co w praktyce może jednak być niewykonalne. Generalnie radziłabym każdemu gruntowne przemyślenie zakupu działki rolnej w tzw. szczerym polu. Taka inwestycja wydaje się korzystna ze względu na niską cenę gruntu. Często jednak po przejściu toru przeszkód i wybudowaniu wymarzonego domu okazuje się, że koszty i czas dojazdów do pracy, organizacja dowozu dzieci do szkoły, ograniczenia w możliwości korzystania z uciech miejskich nie rekompensują sielskiego widoku na łany zboża.Jeżeli zatem ktoś nie planuje rzeczywistego włączenia się w życie wsi, to lepiej poszukać działki bliżej cywilizacji, choćby znacznie mniejszej. Takie działki i zbudowane na nich domy znacznie łatwiej znajdują nabywców i mają stabilną cenę."

Powoli uczymy się rozróżniać interes końcowego nabywcy nieruchomości, który będzie zmuszony męczyć się z brakiem skutecznego dojazdu, a niekiedy również efektywnej infrastruktury (o czym pisze również Rzeczpospolita w innym artykule na podobny temat) o szkołach, przedszkolach i tego typu udogodnieniach nawet nie marząc - od interesu aktualnego rolnika, któremu na skutek zmiany przepisów hipotetycznie spuchnie portfel. Hipotetycznie jako że przepisy - tu cytując za Gazetą Prawną Pana Ministra Dziekońskiego zmierzają w kierunku pobierania wyższych podatków w momencie zmiany statusu gruntu na budowlany: "Odrolnienie gruntów z mocy ustawy da gminom dodatkowe dochody. Gminy będą bowiem miały prawo do pobierania od gruntów przekształconych podatków od gruntów budowlanych, a nie rolnych, jak jest to obecnie.
- Podatek od gruntów budowlanych jest wyższy i w związku z tym dzięki odrolnieniu zwiększą się także dochody gmin - wyjaśnia Jerzy Tokajuk.
Zdaniem Olgierda Dziekońskiego takie rozwiązanie będzie sprzyjało przyspieszeniu procesu inwestycyjnego.
- Właściciel nieruchomości będzie musiał płacić wyższy podatek, a to powinno skłonić go do szybszej inwestycji lub sprzedaży gruntu - wyjaśnia wiceminister infrastruktury.
(..)"

Pytanie gdzie w tym wszystkim miejsce dla planowania przestrzennego rozumianego (nawet nie w kategoriach kształtowania abstrakcyjnego dla niektórych ładu) ale jako instrument racjonalnego wydawania publicznych pieniędzy - pamiętajmy że zainwestowanie to nie tylko dochody ale również koszty dla gminy (choćby wielokrotnie cytowana tu infrastruktura).
Dorzuciłabym do tego komentarz, że być może powinno to skłonić właścicieli gruntów rolnych do zastanowienia się czy są zainteresowani przekształceniem swojej własności na tereny budowlane. I płaceniem od nich wyższego podatku. Nie wszystkie miasta mają szansę przyciągać nowych mieszkańców. Samo przekształcenie gruntu na budowlany nie jest źródłem dochodu. Źródłem dochodu jest sprzedaż gruntu. A problem może polegać na tym, że przy nadpodaży gruntów nie będzie komu sprzedawać. A płacić wyższe podatki będzie trzeba. Zapewne takie zastanowienie się by nastąpiło i miałoby szansę stać się skutecznym hamulcem rozwoju absurdalnej urbanizacji ale niestety powyższy artykuł jest nieaktualny - pochodzi z 2008 roku. Odrolnienie gruntów w miastach nastąpiło. I póki co w znaczący sposób nie wpłynęło na proces inwestycyjny. Zapewne może wpłynąć w przyszłości jeśli dotychczasowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym miałaby zostać pozostawiona w dotychczasowym kształcie. Czyli pozostawiając znaczną dowolność stosowania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Szcześliwie rządowy projekt zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zakłada powiązanie ustaleń studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego z wydawanymi decyzjami administracyjnymi (o innym niż dotychczas nazewnictwie oraz zasadach i przygotowywanymi przez inwestora - ale nadal są to decyzje administracyjne) . Konkretnie z wyznaczonymi w studium strefami urbanizacji, przestrzeni chronionej oraz strefami tzw. kontynuacji zabudowy i rozwoju zabudowy. Nie wiem co prawda dlaczego w strefie kontynuacji zabudowy mają nie obowiązywać tzw. krajowe przepisy urbanistyczne, tudzież skąd bierze się znaczna swoboda kształtowania tamże zagospodarowania oraz nie trzeba uzbrajać terenów...  Nie wiem też czemu na wzór przepisów francuskich nie uprościć sprawy i nie podzielić terenu gminy na strefę zurbanizowaną i naturalną - co byłoby zdecydowanie bardziej klarowne i mniej dziwne a co za tym idzie nie stwarzałoby okazji do nadużyć. Jednak dzięki takim rozwiązaniom gminy zyskują instrument, dzięki któremu mogą kształtować własną politykę przestrzenną.

Powyższe zmiany - co ważne - znacznie podnoszą rangę studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Stąd dyskusja, która ostatnio toczy się np. w Łodzi na temat zmiany tegoż dokumentu nabiera nowego znaczenia. Ja sama osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia na obecnym etapie dokumentu dotychczasowego. Również z tego względu, że w znacznie większym stopniu uwzględnia wymogi proponowanych zmian ustawy niż projekt do którego można jeszcze składać uwagi. O zagadnieniach kształtowania racjonalnego rozwoju nie wspominając - bo już to wyjaśniałam, kilka razy.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, nieruchomości, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-01-22 09:50
 Oceń wpis
   

Brałam wczoraj udział w bardzo ciekawej konferencji zorganizowanej przez Towarzystwo Urbanistów Polskich Oddział w Poznaniu. Tematyka cytowanego w tytule Dnia Urbanisty składała się z dwóch, z pozoru niezwiązanych ze sobą bloków. Jeden z nich: EKO-MIASTO - dotyczył zagadnień ochrony środowiska. Drugi poświęcony był informatyzacji procesu planowania. Pozornie niezwiązanych, ponieważ od samego początku istnienia systemy informacji przestrzennej rozwijane były między innymi - o ile nie przede wszystkim - po to aby chronić środowisko. Spójrzmy choćby na nazwę jednego z czołowych producentów oprogramowania GIS na rynku obecnie a mianowicie ESRI - Environmental Systems Research Institute, placówka która zaczynała działalność jako instytut badawczy zajmujący się środowiskiem. Ochrona środowiska i racjonalne nim zarządzanie od samego początku stanowiła jeden z podstawowych obszarów zastosowania systemów informacji przestrzennej.

Bardzo dobrze wyjaśnił te powiązania pan Maciej Kruś, radca prawny, który mówił o rodowodzie i celach działania instumentu oceny oddziaływania na środowisko. W założeniach tegoż instrumentu prawnego tkwi przeciwstawienie sobie interesów różnych stron procesu. Właściciela nieruchomości - który zainteresowany jest z natury rzeczy maksymalizacją korzyści ekonomicznych. Oraz pozostałych użytkowników przestrzeni, których interes polega na ochronie walorów przyrody, krajobrazu, historii miejsca w tym historycznej zabudowy, a wreszcie zdrowia i własnego mienia - np. w sytuacji zagrożenia powodzią.

Aby tego rodzaju ochrona interesu publicznego, społecznego czy jednostkowego była realizowana potrzebny jest powszechny dostęp do informacji o środowisku. Informacji wiarygodnej, rzetelnej, aktualnej i prawdziwej. Takiej jaką mogą dostarczyć systemy informacji przestrzennej, o czym mówi m.in. Dyrektywa INSPIRE (o czym już tu było). Bez informacji interesariusze inni niż właściciel nie mają szans dbać o swoje prawa w sposób właściwy i mogą być pomijani*. Współczesny świat opiera się na informacji i - co zapewne jest truizmem - ograniczanie dostępu do informacji jest obecnie największą krzywdą jaką można wyrządzić. Skazuje bowiem na wykluczenie i pozbawia wolności wyboru i możliwości obrony samego siebie.

Chwała Kolegom: Redakcji Urbanistyki.info, Instytutowi Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa oraz Instytutowi Systemów Przestrzennych i Katastralnych, którzy tak sprawnie i w krótkim czasie tę część imprezy przygotowali.

Prezentowane w czasie konferencji treści były bardzo ciekawe i wcale nie hermetyczne. Bardzo podobała mi się m.in. wypowiedź pani dr inż. arch. Elżbiety Raszeji na temat Ochrony krajobrazu kulturowego jako elementu zrównoważonego gospodarowania przestrzenią na obszarach wiejskich aglomeracji poznańskiej. W mojej ocenie doskonale można by tę i podobne wypowiedzi wykorzystać (dzięki stosowanym multimediom i treściom pokazanym w sposób graficzny) podczas lekcji geografii w szkołach.

Szkoda że grono odbiorców takiego przekazu wciąż ogranicza się do fachowców. Wydaje się że otwarte imprezy tego rodzaju znalazłyby niemałą widownię. Niejednokroć bardziej krytyczną i uważną niż my, którzy część prezentowanych tematów znamy od podszewki.

Sporo się dowiedziałam przy tej okazji i na pewno jeszcze będę do tej wiedzy wracać. Szczególnie cieszy program badawczy rozwoju aglomeracji poznańskiej podjęty dzięki staraniom i współpracy wyższych uczelni Poznania. Trzymam kciuki za powodzenie i oby było więcej takich programów. I takich ciekawych konferencji.

 

(*Właściciele nieruchomości, a w szczególności osoby zamierzające nieruchomość nabyć nota bene tez niekiedy znajdują się w sytuacji braku wiedzy o uwarunkowaniach związanych z ich posesją. Choć tu interes jest na tyle silny, że skuteczne starania aby informację uzyskać są podejmowane). 

PS: Korzystając z okazji opowiadania o własnych doświadczeniach chciałabym wszystkich, którzy są zainteresowani prezentowanymi tutaj zagadnieniami, zaprosić do dołączenia do grupy Urbanism w portalu społecznościowym FaceBook. Ambitnym celem tego przedsięwzięcia jest, podobnie jak to się dzieje tutaj - opowiadanie o urbanistyce w sposób zrozumiały. Serdecznie zapraszam, a więcej dowiedzieć się można tutaj: http://www.facebook.com/group.php?gid=233060802324&ref=mf
 

Tagi: prawo, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, MojeMiasto, gis


2009-12-23 10:57
 Oceń wpis
   

Szanowni Koledzy i Koleżanki Urbaniści i Architekci,
Wiem że wielu z Was czyta lub też od czasu do czasu zagląda na te strony. Zwracam się do Państwa z prośbą. Podobnie jak zapewne my wszyscy podjęłam lekturę projektu zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym opublikowanego ostatnio w witrynie Ministerstwa Infrastruktury. Dostrzegam tam co najmniej kilka zagadnień: nieraz drobnych, niekiedy większej rangi, co do których już w tym momencie mogę z całym przekonaniem powiedzieć że staną się źródłem konfliktów i niejasności natury technicznej, proceduralnej, formalnej i interpretacyjnej.

Nikt tak jak my nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji zapisów tej ustawy. Konsekwencji związanych z jej praktycznym stosowaniem w naszym codziennym funkcjonowaniu ale również konsekwencji pewnych niedociągnięć czy niedopowiedzeń w przestrzeni. Stąd moja prośba. Mój bblog jest jedynie jednym, malutkim głosem, głosikiem, który słabo słychać i który ma niewiele do powiedzenia. Jestem w stanie - również z racji posiadanego doświadczenia zawodowego - zauważyć tylko niektóre problemy.

Jestem przekonana że dotarcie do szerszego grona odbiorców, wspólna praca a następnie wspólne przedstawienie naszych poglądów mogłoby coś zmienić w tej arcy trudnej materii. Mamy liczne rzesze zwolenników, osób zainteresowanych kształtem polskiej przestrzeni. Wśród mieszkańców, odbiorców naszej twórczości, wśród ludzi w różnym wieku.

Możemy i jesteśmy w stanie podjąć działania aby po raz kolejny przepisy, które nas dotyczą nie musiały być przedmiotem nieustannej krytyki ze strony nas samych. Za pośrednictwem dostępnych kanałów: stowarzyszeń, organizacji zawodowych, również za pośrednitwem mediów w tym internetu. I tak musimy czytać nowe projekty aktów prawnych. I tak dostrzegamy ich konsekwencje. Zróbmy z naszej wiedzy użytek. Jesteśmy silnym środowiskiem, zespołem mądrych osób, zahartowanych do działania w trudnych warunkach. Bo nie jest łatwo funkcjonować w sytuacji ciągłego konfliktu, ciągle w rozjazdach, zmieniając w nieskończoność własne pomysły, będąc zmuszanym do zapisywania ustaleń i wygłaszania kwestii nie zawsze zgodnie z własnymi przekonaniami ale zgodnie z wolą władz i z interesem gmin i miast, które reprezentujemy.

Wierzę że nam się uda. Czego zarówno sobie jak i wszystkim Państwu życzę na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia oraz nadchodzący Nowy Rok 2010.

Korzystając z okazji życzę wszystkim Państwu, wszystkim moim Czytelnikom Wszelkiej Pomyślności i Szczęścia w okresie nadchodzących Świąt i w Nowym Roku,
Małgorzata Hanzl

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-22 11:34
 Oceń wpis
   

Uwagi do wyłożonego projektu Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Łodzi

 
I. Elementy struktury przestrzennej miasta
 
1. W przedłożonym projekcie studium nie sporządzono poprawnej analizy elementów struktury przestrzennej miasta wskazującej takie elementy układu przestrzennego jak:
- główny element krystalizujący – jakim jest ortogonalna, regularna siatka ulic z zabudową pierzejową o średniej wysokości 4-5 kondygnacji ,
- dominanty i miejsca, obiekty szczególne jako znaki w strukturze miejskiej ułatwiające orientację i odczytywane przez mieszkańców,
-  ulice, z określeniem ich charakteru, wynikającego między innymi z proporcji, sposobu zdefiniowania w przestrzeni, nawierzchni, obecności zieleni, etc
- węzły – z podziałem na węzły związane z obecnością dużego natężenia ruchu oraz węzły struktury przestrzennej – place, skrzyżowania o znacznym nasileniu cech przestrzennych
-  wybitne elementy krajobrazu , w tym otwarte (niezabudowane) tereny zielone,
-  pasma graniczne – bariery w strukturze miasta, zakłócające poprawne funkcjonowanie, np. ulice o znacznym natężeniu ruchu
-  rejony urbanistyczne – podstawowe jednostki jednorodne morfologicznie o różnym stopniu natężenia występowania cech je charakteryzujących – w tym tereny wykorzystane ekstensywnie.
 
 
Brak tej analizy a w każdym razie brak jej przełożenia na zapisy projektu studium skutkuje, między innymi:
-  brakiem rozwiązania problemów związanych z konfliktami występującymi w tej dziedzinie, i.e. niezabudowane obszary w strefie centralnej, obecność pasm granicznych dzielących miasto,
-  brakiem wykorzystania szans rozwoju np. węzły komunikacyjne (wyjaśnienie na potrzeby bloga - mam na myśli komunikację zbiorową oraz ruch pieszy, ruch samochodowy nie sprzyja interakcjom i kontaktom międzyludzkim) i brak wskazań dla wytworzenia w ich rejonie przestrzeni publicznej wysokiej jakości,
-  brakiem zapisów chroniących istniejące wartości, w tym: wybitne elementy krajobrazu oraz co bardzo ważne główny element struktury przestrzennej jakim jest ruszt ulic w śródmieściu z obudową o charakterze pierzejowym, o określonej wysokości.
 
2. Przedłożony projekt studium proponuje zastąpienie dotychczasowego, definiującego tożsamość miasta rusztu równoległych i prostopadłych ulic w centrum o zwartej pierzejowej obudowie tzw. „zielonym kręgiem tożsamości i kultury”. W ramach tegoż kręgu poza istniejącymi parkami i obiektami zabytkowymi (krąg nie obejmuje wszystkich tego rodzaju elementów) znajdują się również inne obszary, w tym np. ogródki działkowe. Czy studium zakłada przekształcenie tych obszarów na zieleń parkową? Z odpowiedzi urzędników podczas dyskusji publicznej zorganizowanej w ramach procedury s.u.ik.z.p. wynika że nie. W ramach tego obszaru znajdują się też tereny funkcjonującego rzemiosła i usług – czy miasto planuje wykup tych terenów i przekształcenie na tereny publicznej zieleni parkowej? Jeśli nie – należy przyjąć że zapisy studium dotyczące tzw. Zielonego kręgu tożsamości i kultury są w dużej części fikcyjne.
 
Wnoszę w związku z tym uwagę aby powrócić do istniejącego, wynikającego z historii miejsca układu głównych elementów tożsamości, który należy w ramach dokumentu studium zdefiniować i w zapisach utrwalić. W tym również poprzez zapis wymogu sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla całości obszaru śródmiejskiego miasta oraz poprzez zapisanie szczegółowych, konkretnych ustaleń do zapisania w tychże planach. W tym w szczególności zapisania w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego:
- wymogu ochrony pierzejowej obudowy ulic,
- wymogu ochrony obiektów fabrycznych, zabudowy czynszowej i rezydencjonalnej – ujętych w tzw. ewidencji zabytków
- wymogu ochrony istniejącej nawierzchni tam gdzie nadal istnieje nawierzchnia zabytkowa
- wymogu wprowadzenia zieleni w formie małych skwerów/placów zabaw/parków dla podniesienia jakości życia w śródmieściu
-  ograniczenia wysokości zabudowy poza istniejącymi już koncentracjami zabudowy wysokiej w rejonie ulicy Mickiewicza-Piłsudskiego i w rejonie tzw. „Nowego Centrum” ale bez dopuszczania lokalizacji tzw. wysokościowców (również przez wzgląd na potrzebę zapewnienia tego rodzaju obiektom właściwych parametrów obsługi – dojazd, infrastruktura – co będzie musiało być realizowane kosztem innych obiektów).
 
II. Ochrona terenów otwartych i zagadnienia rozwoju
 
Przedłożony projekt studium uwarunkowań podwaja dotychczasowy obszar strefy zurbanizowanej miasta wprowadzając na terenach dotychczas użytkowanych rolniczo nowe tereny zabudowy: mieszkaniowej jednorodzinnej, usług i składów dla obsługi ruchu tranzytowego oraz tereny dla lokalizacji nowych inwestycji przez inwestorów zewnętrznych. Wszystkie te zamierzenia są co najmniej dyskusyjne wobec stale od wielu lat zmniejszającej się liczby ludności Łodzi – o której w przedłożonym projekcie studium wyraźnie się mówi. Konieczność budowy infrastruktury technicznej: dróg, sieci uzbrojenia technicznego dla tych nowych terenów znacznie obciąży budżet miasta, a jest niezbędna poza względami użytkowymi i wynikającymi z potrzeb ochrony środowiska również ze względu na wymogi unijne.
 
Odrębną kategorią spraw jest wskazywanie w projekcie studium wyłącznie na wielkich inwestorów zewnętrznych jako na jedyne źródło dochodów miasta. Tymczasem przy wzroście kwalifikacji mieszkańców Łodzi stopniowo przestajemy być konkurencyjni jako tania siła robocza. Działające w warunkach globalizacji koncerny międzynarodowe nie będą w naszym mieście lokalizować przedsięwzięć wymagających taniej siły roboczej ale – centra księgowe, call center i inne podobne, których pracownicy dla ograniczenia kosztów przedsięwzięcia powinni mieszkać w pobliżu miejsca pracy. Stąd tego rodzaju inwestycje lepiej lokalizować w centrum lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie – tym bardziej że ich uciążliwość dla środowiska w tym zdrowia mieszkańców jest znikoma.
 
Innym aspektem tego samego zagadnienia jest brak zapisów dotyczących rozwoju małej i średniej przedsiębiorczości, które z reguły są podstawą rozwoju gospodarki miejskiej i de facto pomimo licznych utrudnień rozwijają się w Łodzi stanowiąc podstawę dobrobytu miasta. Wspomożenie dla tego rodzaju działań – również poprzez właściwe projektowanie urbanistyczne  (np. mieszanie funkcji, odpowiednie kształtowanie ulic, rozmieszczenie usług publicznych i obiektów handlu wielko-powierzchniowego  tak aby wspomagać korzystanie z ulic – jako kanałów dostępu do drobnych usług i rzemiosła) –powinno przyświecać autorom studium uwarunkowań  i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Tego rodzaju zagadnienia są bowiem wymagane zapisami ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jako obowiązujące zapisy studium.
 
Rozprzestrzenianie się zabudowy w sposób niekontrolowany jest ponadto związane z nasileniem problemów związanych z indywidualną komunikacją samochodową. Oraz potrzebą budowy kosztownej infrastruktury drogowej i parkingów aby pomieścić duże ilości samochodów przyjeżdżających do śródmieścia. Jest to absurdalne i może być rozwiązane w dokumencie planistycznym obejmującym cały obszar miasta – czyli właśnie w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.
 
Środki przeznaczone na budowę infrastruktury i budowę nowych dróg nie będą mogły być wykorzystane dla realizacji innych celów polityki przestrzennej. Nowe inwestycje będą lokalizowane  na obrzeżach pozostawiając środek miasta pusty, co przyczyni się do dalszej degradacji tej strefy. Będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem tzw. edge city, szeroko opisywanego w literaturze przedmiotu. Obecnie dzięki ograniczeniom zapisanym w obecnie obowiązującym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi z 2002 roku udaje się temu zjawisku w części przeciwdziałać, efekty czego zostaną przy przyjęciu przedstawianego projektu zaprzepaszczone.
 
To be continued..
Powyższe uwagi mają formę szkicową i nie wyczerpują zagadnienia.
Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2009-12-12 21:44
 Oceń wpis
   

W kontekście dzisiejszej dyskusji, która toczyła się w studenckim Radiu Żak zatytułowanej Czy masz świadomość? , a w której miałam okazję uczestniczyć - niestety ze względu na grypę jedynie telefonicznie - mam olbrzymią ochotę przywołać artykuł który ukazał się w tygodniku Polityka, z lutego ubiegłego roku. Artykuł zatytułowany Wrzask w przestrzeni był zapisem wywiadu z Profesorem Tadeuszem Markowskim - Prezesem Towarzystwa Urbanistów Polskich, dr Adamem Kowalewskim, przewodniczącym Głównej Komisji Urbanistyki przy Ministrze Budownictwa oraz Januszem Korzeniem - wówczas redaktorem naczelnym czasopisma Urbanista. Przywoływane są również poglądy innych osób, między innymi Profesora Bogdana Jałowieckiego, oraz Profesora Mieczysława Kochanowskiego z Politechniki Gdańskiej. Bardzo ciekawy artykuł, zapraszam do lektury.

Jako podsumowanie przytoczę jedynie ostatni akapit:
"Pejzaż naszych wsi, miasteczek i miast w najbliższych latach maluje się w czarnych barwach. – Niejako na własne życzenie fundujemy sobie jeszcze bardziej paskudne otoczenie. Idziemy w dokładnie odwrotnym kierunku niż ci, którym zazdrościmy porządku, wspaniałej architektury, dumy z zachowania krajobrazu – mówi Janusz Korzeń. Czy można coś zrobić? Propozycji jest wiele. Wprowadzić od nieruchomości podatek ad valorem, który przyhamuje rozrzutne gospodarowanie gruntami i powinien skutecznie zagęścić zabudowę (w krajach Unii obowiązuje on wszędzie z wyjątkiem Polski, Irlandii i Grecji). Postawić na kształcenie nowoczesnych kadr urbanistów, bo dziś średnia wieku w tej grupie zawodowej to 75 lat. Zwiększyć uprawnienia państwa do ingerencji w decyzje samorządowe. Zmobilizować miasta do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego. Ale przede wszystkim tak przebudować prawo, by wreszcie przestało sprzyjać spekulantom, a zaczęło służyć powszechnemu ładowi przestrzennemu.

Bo jeśli tak dalej pójdzie, wcześniej czy później cała Polska zamieni się w skansen dziwactw urbanistycznych XX i XXI w. na europejską skalę."
(wyróżnienia powyżej moje)

Jako że sama muszę zakończyć wstępne rozpatrywanie uwag do planu - co jest czynnością cokolwiek skomplikowaną tudzież czasochłonną - dzisiejszy wpis ograniczę do tego zaproszenia. Jeszcze raz polecam przytoczoną wypowiedź.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-12 03:11
 Oceń wpis
   

Pisałam na ten temat wczoraj, dziś więc jedynie tytułem wyjaśnienia krótka notatka dotycząca procedur planistycznych obowiązujących we Francji a wprowadzonych w obecnej postaci całkiem niedawno bo w 2000 roku. Szczegółowsze informacje na ten temat można znaleźć np. we francuskiej Wikipedii. Sporo jest zresztą stron francuskich wyjaśniających te zagadnienia w przystępny sposób.

We Francji obowiązują następujące dokumenty planistyczne:
- miejscowy plan urbanistyczny plan local d'urbanisme (PLU), podstawowy dokument prawa miejscowego regulujący zagospodarowanie przestrzenne w gminie, składa się z następujących części: rapport de  presentation – przedstawienie założeń planu, projekt zagospodarowania i rozwoju trwałego projet d'aménagement et de développement durable (PADD) przewidziany na okres 10-20 lat, Document d'Orientations Particulières d'Aménagement (DOPA) wymagany dla programów ZAC i nowo tworzonych stref zabudowy .
- le plan de sauvegarde et de mise en valeur (PSMV) opracowywany przez organy władzy państwowej dla dzielnic środmiejskich wymagających ochrony ze względów kulturowych w procedurze i kształcie zbliżonych do PLU - ustalenia planu są bardziej szczegółowe i narzucają więcej ograniczeń jednocześnie przewidując instrumenty ekonomiczne pozwalające na ich wprowadzenie.
- mapa gminna la carte communale  - uproszczony plan zagospodarowania wyznaczający zasięg terenów stref zurbanizowanej i naturalnej a także tereny przedsięwzięć gminnych. Dokument taki może być uchwalany w niewielkich gminach wiejskich i nie zawiera ustaleń dotyczących zabudowy– obowiązują zasady Règlement National d'Urbanisme. Dokument powstaje w wyniku dyskusji ze społecznością lokalną. Projekt dokumentu przedkładany jest do wyłożenia publicznego.
- studium spójności terytorialnej schéma de cohérence territoriale (SCOT) jest dokumentem, obejmującym teren aglomeracji, który ma za zadanie wyznaczać ogólne kierunki zagospodarowania przestrzennego oraz zasady zrównoważonego rozwoju w dłuższej perspektywie czasowej (10 lat). Schemat określa cele polityki publicznej w kwestiach budownictwa mieszkaniowego, rozwoju ekonomicznego, transportu.  Materiał wyjściowy dla ustaleń studium stanowi analiza stanu istniejącego oraz wyniki debaty publicznej.
Oprócz powyższych dla przejścia od planu do realizacji wykorzystywane są narzędzia operacyjne działające w trzech płaszczyznach: operacji urbanistycznej, finansowania inwestycji oraz pozyskiwania gruntów.

Dokumenty planistyczne we Francji opracowywane są w drodze wielokrotnych konsultacji ze społeczeństwem. Rozpoczęcie procedury SCOT i PLU przewiduje szeroką debatę publiczną nad założeniami projektu – concentration. Debata ma za zadanie uzyskanie możliwie aktywnego udziału reprezentatywnej części społeczności lokalnej – jej przebieg jest oceniany jako jeden z elementów procedury i stwierdzenie nieprawidłowości może stać się podstawą unieważnienia uchwalonego dokumentu. Po opracowaniu projektu dokumentu poddawany jest on wyłożeniu publicznemu.  Za przebieg wyłożenia odpowiada komisarz ankiety, mianowany przez odpowiedni organ samorządu i zatwierdzony przez Radę Miasta. Podczas wyłożenia mieszkańcy mogą zapoznać się z następującymi dokumentami: wyjaśnienie przedmiotu wyłożenia, charakterystyka operacji, analiza wpływu na środowisko, plan sytuacyjny, ogólny plan prac, charakterystyka głównych prac, które mają zostać przeprowadzone, analiza skutków finansowych, wyjaśnienie wpływu rezultatów wyłożenia na przebieg procesu powstawania planu. Rola komisarza polega na objaśnianiu projektu, oraz na otrzymywaniu i dokumentacji uwag publiczności. Wyłożenia projektu planu trwa minimum miesiąc do dwu miesięcy i może być przedłużone o dalsze 15 dni. W ramach wyłożenia komisarz może zorganizować dodatkowe prezentacje projektu w merostwie oraz zebrania z mieszkańcami. Wyłożenie kończy się raportem przygotowanym przez komisarza.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-02 11:17
 Oceń wpis
   

Na pustyni, 100 mil na północny wschód od Los Angeles jest przedmieście porzucone zanim powstało - nie dokończone rozszerzenie miejsca zwanego jako California City.


Źródło: bldgblog oryginalnie z książki J.Kunstlera Geography of nowhere

Na zdjęciach satelitarnych nie wypełniona budynkami siatka ulic wygląda niczym dzieło kosmitów, tajne szyfry mające służyć przekazywaniu sekretnych informacji. Z lotu ptaka, a właściwie samolotu (na zdjęciach w Google) struktura sprawia wrażenie całkowicie swojskiej.


Źródło: GoogleMaps

Mamy u nas całą masę takich "osiedli" - znacznie gorszych - bo rozparcelowanych bez ładu i składu oraz niedokończonych, niewypełnionych.


Żródło: Tygodnik Powszechny

Nasze chaotycznie zabudowywane obszary wiejskie tylko tym się różnią od tych zlokalizowanych 100 mil na północny wschód od Los Angeles że nie ma ciekawie z lotu samolotu wyglądającej siatki ulic. Nie ma infrastruktury. Tak naprawdę nie ma nic. Było pole, które można było rozparcelować,  sprzedać, zarobić i ..postawić dom.. A o infrastrukturę to niech się martwi gmina z naszych wspólnych pieniędzy, KIEDYŚ.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, sprawl



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.