2011-04-09 13:39
 Oceń wpis
   

Króciutki film jako że jak powszechnie wiadomo obraz wart jest tysiąca słów. Z komentarzem jak w tytule: asfalt w nadmiarze oraz przerost budowli inżynierskich służących celom transportu nie niesie za sobą niczego dobrego. Nie pozwala nawet na upłynnienie ruchu w mieście - choć w teorii takie są założenia rozbudowy tego rodzaju infrastruktury. Zresztą popatrzcie na film - w mojej ocenie doskonały.

Moving Beyond the Automobile: Highway Removal from Streetfilms on Vimeo.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń, transport


2010-11-15 00:12
 Oceń wpis
   

No i się udało. 240 000 podpisów pod obywatelską inicjatywą zmiany ustawy o ochronie przyrody zebrane. Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję. (Może by się teraz zabrać za ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, tak zaraz po wyborach? ).


Zdjęcie pochodzi z serwisu FB, z profilu A. Wajraka i dokumentuje moment tuż przed zaniesieniem pudeł z podpisami do gmachu Sejmu.

Cieszę się również z podpisu Pana Marszałka Schetyny i gratuluję.Jakoś się ostatnio wszyscy w szacownym towarzystwie fotografują.Szukałam ostatnio przepisów prawnych dotyczących działalności Lasów Państwowych i zabłądziłam na stronę jak w tytule. No więc leśnicy też tak robią. Ciekawi dlaczego. Nie wnikam za bardzo bo znów wywołam jakąś burzę w szklance wody. Wiadomo po której jestem stronie (tej właściwej oczywiście), a przeciwko mądrze prowadzonej gospodarce leśnej też nic nie mam. Doskonale byłoby gdyby była prowadzona w bezpośrednim sąsiedztwie wielkich miast. Tak żeby zapewnić ich mieszkańców dostawy świeżego powietrza do oddychania. To zapewne znów wymagałoby zmiany przepisów, tak aby właściciele gruntów rolnych w granicach "miast" mogli otrzymywać dopłaty na zalesianie - podobnie jak rolnicy mieszkający "na wsi" (tu terminy miasto i wieś użyte zostały w znaczeniu administracynym - stąd cudzysłów).

Czytam bardzo ciekawą książkę o zrównoważonym rozwoju, zawierającą badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, a dotyczące rozmaitych jego aspektów - między innymi relacji pomiędzy tym co materialne, czyli formą miasta - a tym co niematerialne. Bardzo to ciekawe - bo autorzy nie boją się kwestionować wszystkiego i zaprzeczać rozmaitym dogmatom.


Książka, którą mam na myśli jest druga od góry na tej tu stercie ostatnich nabytków :).
Nosi tytuł: Dimensions of Sustainable City i jest zbiorem esejów pod redakcją Mike'a Jenksa i Colina Jonesa, rok wydania 2010.

Przykładowo - nie wystarczy forma aby uzyskać zrównoważoną strukturę miejską. Co doskonale widać np. obserwując jak działają niektóre sztandarowe realizacje Nowych Urbanistów. Np. takie Poundbury Village - na filmie poniżej.

Jakoś tak pusto na ulicach, nieprawdaż. Autorzy wspomnianej książki wiążą wybór miejsca zamieszkania ze stylem życia. Sporo jest w tym prawdy. Ja sama szukałabym innych wniosków - trzeba sprzedawać produkt w pakiecie, razem z promocją stylu życia. Ale może się mylę. W każdym razie lektura bardzo ciekawa - po skończeniu pewnie będzie sporo rozmaitych wniosków.
Kiedy się te obserwacje zestawi z tym o czym pisze Hall w Ukrytym wymiarze, o tym jak bardzo różne grupy ludzi inaczej widzą miejsce, kształt przestrzeni - wnioski, które się nasuwają są szalenie ciekawe. Spróbujcie przesiąść się z auta na rower - to może zrozumiecie co mam na myśli ;)

Bardzo ciekawe rzeczy rozgrywają się teraz wokół nas. Recenzowałam ostatnio artykuł dla Planning Practise and Research. Artykuł był autorstwa szwedzkich naukowców i dotyczył aktualności podejścia reprezentowanego przez Susan Arnstein odnoszącego się do partycypacji społecznej w planowaniu (a konkretniej aktualności słynnego schematu drabiny partycypacji społecznej sformułowanego przez tę Panią). Inaczej rzecz wyjaśniając - teza postawiona w tym artykule dotyczyła aktualności opozycji społeczeństwo - władza. Ja się prywatnie z tą tezą nie zgadzam. Podobnie jak Prof. Henry Sanoff uważam, że we współczesnych czasach, również ze względu na rozwój technologii sieciowych, partycypacja polega na pracy w grupach nad konkretnymi zadaniami. Ale nawet przyjmując logikę autorów. Jedna ważna rzecz w wymienionym powyżej zestawieniu jest z gruntu nieprawdziwa - a mianowicie społeczeństwo niekiedy staje się władzą. I to są te ciekawe rzeczy, które teraz obserwujemy. Dla mnie niesamowitym jest jak wiele z zaprzyjaźnionych osób, do tej pory działających społecznie teraz chce startować w wyborach samorządowych. Ile komitetów obywatelskich zostało zawiązanych. W jednym nawet (muszę się pochwalić a co) jestem w gronie honorowych patronów - mam na myśli Nas Poznaniaków. A tam gdzie tego nie ma cała masa aktywnych osób chce działać - najczęściej w ramach istniejących struktur, np. znana mi doskonale i parę razy tu wspominana współautorka programu 100 kamienic dla Łodzi.
Może się ten
stygmat królików zaczyna jednak odwracać. I postawiona w recenzowanym artykule teza na naszym rodzimym podwórku nie będzie już prawdziwa.
Z wyborami wiąże się też koniunktura na uchwalanie planów. I stąd przepraszam szanownych czytelników za ograniczoną liczbę wpisów ostatnio, ale to taki właśnie gorący przedwyborczy okres. I bywa że jestem "zakopana po uszy" w dokumentacji planów.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-23 21:56
 Oceń wpis
   

Ciekawa jestem Państwa opinii na temat rozwiązania skrzyżowania na Oxford Circus w Londynie. Skrzyżowanie w kształcie litery x pozwalające na ruch pieszy po przekątnej ma swój pierwowzór w Tokio. Zasada działania daje się zdefiniować w ten sposób, że wszystkie samochody mają równocześnie czerwone światło, a piesi mogą wtedy przechodzić przez jezdnię, przede wszystkim na ukos - bo to tam najważniejszy kierunek ruchu. Potem już światła działają tak jak zwykle to bywa, przepuszczając auta na zmianę. Piesi są najważniejsi na tym skrzyżowaniu. To nie jest jedyne takie rozwiązanie, ma ono swoją historię o czym już tu kiedyś było.


Zdjęcie jest linkiem do filmu pokazującego rozwiązanie ruchu pieszego w obrębie skrzyżowania - należy kliknąć.

Opinie Londyńczyków można poznać tutaj (są entuzjastyczne):


Zdjęcie jest linkiem do filmu pokazującego rozwiązanie ruchu pieszego w obrębie skrzyżowania - należy kliknąć.

A ja jestem ciekawa opinii innych - potencjalnych i rzeczywistych - użytkowników tego miejsca. Jak to rozwiązanie oceniacie: jako komplikację czy ułatwienie?

Tagi: komunikacja, ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-17 09:32
 Oceń wpis
   

Demokracja zaczyna się od wolności słowa (trochę oczywistości, o których jakoś tak niektórzy zapomnieli a inni przypominają). Wolności, która ma prawo realizować się tam, gdzie jest najskuteczniejsza. Demokracja pośrednia jest obecnością dyskusji w parlamencie, radach gmin i w innych miejscach, gdzie rozmawiają reprezentanci. Ale również - dla możliwości wyboru kolejnych polityków, którzy będą najlepiej reprezentować nasze interesy - obecnością dyskusji w życiu publicznym.

Skoro mówimy o demokracji to nie wolno i nie ma potrzeby zabierać prawa wolności wypowiedzi żadnej z grup. Bo społeczeństwo to nie grupa reprezentująca młodych i sprawnych oraz aktywnych w internecie, ale również wszyscy inni, w tym: rodzice, dziadkowie, dzieci, kobiety, osoby wyznania mojżeszowego, afroamerykanie, cykliści, katolicy, do wyboru i koloru (jak powiedziała jedna ze znajomych w ulubionym serwisie - to się nazywa w US "social equity").

Czegoś (wobec powyższego) w tej obecnej dyskusji o Krzyżu, który stał się symbolem nie rozumiem. Przykładowo nie rozumiem dlaczego miasto, miejska przestrzeń publiczna nie miałaby być miejscem dyskusji. Co jest przecież kwestionowane. Pomimo że nawet jak się okazuje przynosi dochody! Tymczasem przestrzeń fizyczna jest i staje się miejscem dyskusji w coraz większym stopniu. I bardzo mi się to podoba bo w tym rzecz!

Gadanie w sieci nie jest wystarczająco spektakularne aby przyciągnąć uwagę i zdobyć właściwą dla rozpropagowania głoszonych poglądów rzeszę zwolenników. Chyba wszyscy już to rozumieją, niezależnie od głoszonych poglądów. Poczynając od pielęgniarek, górników i innych grup zawodowych, po ekologów i cyklistów, aż po "obrońców Krzyża" - jakąkolwiek grupę miałoby to ostatnie określenie oznaczać.

I to dobrze. Bo to podnosi rangę przestrzeni publicznych. Dialog wraca do miasta (liczę na dialog i tolerancję, choć trudno ukryć, że skrajności i fanatyzmy potrafią przerazić). Jak na greckiej agorze (wiem, że tam tylko wybrani mieli prawo głosu..). Jak to swego czasu napisał Jose Ortega y Gasset: (…) prawdę mówiąc, najlepsza definicja miasta, polis, jest bardzo podobna do żartobliwej definicji armaty: należy wziąć dziurę, owinąć ją szczelnie drutem i już mamy armatę. Na tej samej zasadzie miasto czy polis zaczyna się od dziury: forum czy agory; a cała reszta jest jedynie sposobem zabezpieczenia tej dziury i zakreślenia jej konturów. Pierwotnie polis nie oznaczała zespołu domów mieszkalnych, lecz miejsce obywatelskich zgromadzeń, przestrzeń przeznaczoną do spełniania funkcji publicznych. Miasto nie zostało stworzone tak jak chata czy domus po to, by udzielać schronienia przed żywiołami i umożliwić prokreację - są to potrzeby codzienne i prywatne - lecz po to, by dyskutować nad sprawami publicznymi. Proszę zauważyć, że oznaczało to ni mniej ni więcej, tylko wynalezienie nowego typu przestrzeni, znacznie bardziej nowego niż przestrzeń Einsteina. (...) To bardzo łatwe: trzeba po prostu wyznaczyć kawałek ziemi, otoczyć go murami i w ten sposób z całości nieskończonej i amorficznej przestrzeni wydzielić część zamkniętą i skończoną. Oto i plac. Nie jest zamkniętym od góry "wnętrzem" jak dom czy istniejące w przyrodzie jaskinie, jest po prostu czystym zaprzeczeniem przyrody. Plac dzięki otaczającym go murom jest kawałkiem ziemi, który odwrócił się plecami od całej reszty, obywając się bez niej i przeciwstawiając się jej. Ten mały i zbuntowany kawałek ziemi, który oderwał się od nieskończonej przyrody i od niej się uniezależnił, jest zupełnie nowym typem przestrzeni sui generis, w której człowiek zrywa więzy łączące go z roślinami i zwierzętami tworząc odrębny, czysto ludzki świat. Jest to przestrzeń miejska. (...)

I jak we współczesnych poglądach na miasto jako miejsce generowania kreatywności. Aby kreatywność zaistniała konieczna jest bliskość rozmaitości. Rozmaitości osób, poglądów, przekonań, wyznań. Różnorodności ludzi. Ta bliskość dokonuje się ostatnio w sieci ale również w fizyczności miasta. Takie miasta są nie tylko kreatywne ale też ...romantyczne. I unikalne. Jedyne w swoim rodzaju. Mają swój klimat, swoje światło ( o czym dużo w jednej z moich ulubionych książek), swoje tworzywo, które można tak a nie inaczej dotknąć i namacać (jak u Rasmussena), swoje miejsca które znaczą (jak u Schultza) .

Innymi słowy i z innej trochę beczki - każdy człowiek to podmiot rewitalizacji (bo na ogół już teraz mówiąc o mieście w Europie mówimy o rewitalizacji). Każda jednostka jest ważna i coś sobą wnosi albo wnieść gotowa. Jednocześnie fizyczna obecność staje się na powrót ważna. I to jest to co mi się podoba.

Podobnie jak podoba mi się, że już nikt nie boi się mówić otwarcie co myśli. Nawet (używając kolokwializmu i rzecz upraszczając do granic możliwości) Starsze Panie spod Krzyża. Żebyśmy jeszcze tylko chcieli przy tym wszystkim nie zapominać, że "kultura rodzi się w procesie komunikacji.."

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-15 00:05
 Oceń wpis
   

Zastanawiające, czy ktokolwiek jeszcze wierzy w funkcjonowanie instytucji, które same z siebie zadbają o potrzeby ogółu, czy też o potrzeby grup lub jednostek. (Oczywiście jak zazwyczaj myśląc o wspólnym dobru mam na myśli porządek w przestrzeni, zadbane i przyjazne miasta, etc, etc. I celowo nie używam tu sformułowania "ład przestrzenny" - bo to typowo polskie określenie wydaje mi się cokolwiek wyświechtane i pozbawione znaczenia. Koniec dygresji.) Skoro awantura pod Pałacem Prezydenckim była w stanie poruszyć nieobecne dotąd w życiu publicznym grupy osób. Skoro po to aby bronić najstarszego zachowanego lasu w Europie trzeba wspinać się po piorunochronie. Skoro tereny zalewowe przestały być atrakcyjnym miejscem zamieszkania (o dziwo i na całe szczęście!) bo w odszkodowania nikt "rozsądny" już przecież nie wierzy (inne argumenty nie chciały trafić..). I skoro z Berlina do Warszawy wciąż jeździ się przez Głowno i Sochaczew.. Co ciekawe niemal każda lektura wiadomości dostarcza kolejnych argumentów..

Skąd wobec tego bierze się naiwna wiara, że o sprawne funkcjonowanie osiedli ludzkich zadba ktoś inny niż my sami. Oczywiście teoretycznie można "wziąć sprawę w swoje ręce" i się z osiedla wynieść. Ale to jest tylko połowiczne rozwiązanie problemu bo zawsze będzie to jakieś osiedle. Przestrzeń jest ograniczona, a ludzi wielu.
Ten problem nie jest typowo polski. Lefebvre (1970) przykładowo podaje jako przyczynę "technicyzację" projektowania przestrzeni oraz przesadne rozdrobnienie profesji, które się miastem zajmują. Oraz dominację jednych dziedzin (na ogół tych łatwiejszych do zdefiniowania i narysowania na planie) nad innymi. Coś w tym jest. Jako rozwiązanie podaje potrzebę dyskursu publicznego na tematy urbanistyczne. Inicjowanego przez światłych fachowców... Ostatnio stało się to dzięki obecności internetowej platformy znacznie łatwiejsze. I wbrew obawom niektórych miasto zaczyna na powrót przejmować rolę miejsca spotkań. Czy ktoś w to jeszcze wątpi?

W sumie cieszę się z tej całej awantury. Bo pokazała że już nie ma w nas najmniejszych nawet śladów"pokolenia królików".


Zdjęcie z katowickiego wydania GW

A że przy okazji objawił się typowo polski i wybitnie unikalny sposób bronienia swoich racji , a mianowicie wznoszenie krzyży? (Objawił się o dziwo również w sporze o przestrzeń i to nie pierwszy raz...) No to co, wszak Polacy tak już mają że w sytuacji ostatecznej zwracają się o pomoc ostateczną. Zgodnie z rodzimym porzekadłem "jak trwoga to do Boga". Tak całkiem na marginesie urzekł mnie jeden z komentarzy pod cytatem z powyższego artykułu, który zamieściłam w moim ulubionym serwisie. A mianowicie aby postawić "krzyż przed właściwym ministerstwem odpowiedzialnym za planowanie przestrzenne, a właściwie całą drogę krzyżową.Dla urzędników."..

Ciekawi też, kiedy nareszcie zaczniemy rozmawiać o poszczególnych problemach, których niemało przecież się namnożyło do rozwiązania. Zamiast tkwić z uporem maniaka w coraz lepiej umocnionych okopach. Niczym w okopach Świętej Trójcy. Ponoć partycypacja społeczna to "metoda zapobiegania konfliktom"..

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-06-28 09:25
 Oceń wpis
   

Polecam Szanownym Czytelnikom swój tekst w Kulturze Enter: http://kulturaenter.pl/miejskosc-vs-budowle-kultury/2010/06/

Ilustracje stały się ciut nieaktualne w międzyczasie ale na tym zgodnie ze słowami Charles'a Landry'ego polega kreatywność - a mianowicie na zderzeniu marzeń z rzeczywistością. I umiejętności pokonywania kolejnych barier w wytrwałym dążeniu do przyjętego celu. Tu tego zabrakło - mnie szkoda.

Tekst za to pozostał aktualny i będzie rozwijany.

Tagi: miasto, urbanistyka, przestrzeń, mieszkańcy, krajobraz


2010-06-25 19:34
 Oceń wpis
   

Ostatnio wszyscy wokół "ćwierkają" (od ang. twitter - Twitter). Na ogół takie krótkie formy wydają mi się niewystarczające ale dzisiaj wyjątkowo też postanowiłam powiedzieć to co chcę króciutko.

Przyszła mi do głowy definicja Urbanistyki. Nie wiem czy ktoś już to tak powiedział czy nie. Sprawdzę zapewne potem. Dla mnie URBANISTYKA to jest: SZTUKA lub NAUKA O KREOWANIU LUDZKIEGO ŚRODOWISKA ŻYCIA.

Teraz zaś na inny temat. Za to równie krótko. Z poniższym obrazkiem kojarzą mi się następujące SŁOWA: znak szczególny (za K. Wejchertem albo landmark jeśli cytować K. Lyncha), sylweta, semiologia, sentyment, symbol. Wcale nie jest powiedziane że to wszystko musi pozostać niezmienione w wyniku przekształceń tego miejsca, które nas czekają. Bo łódzki dworzec ma stać się stacją podziemną, a miejsce dawnego ma zająć całkiem nowy obiekt, inny, większy, bardziej nowoczesny. Ale powyższe Słowa definiują argumenty (ważne dla łodzian), które są istotne dla myślenia o decyzjach, które mają być podjęte. Argumenty, które należałoby położyć na szali z tym co ma być nowe i zważyć. Bo nowe na ogół równa się nieznane i budzi podświadomy lęk. Jeśli się nowe oswoi może być lepsze. Ale trzeba oswoić i pozwolić zaakceptować.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-06-18 11:18
 Oceń wpis
   

Jednym z najczęstszych tematów rozmów ze studentami jest zagadnienie definiowania przestrzeni. Pojawia się ono wciąż, niemal na okrągło tłumaczę, że plac nie jest wzorem na powierzchni ziemi ale zdefiniowaną bryłą powietrza o określonym, świadomie wykreowanym kształcie. Kreacja tegoż kształtu może być dokonana w oparciu o rysowanie płaskie - i tak się to od czasów renesansu - kiedy zaczęto rozwijać narzędzia miernicze, a na szerszą skalę - od czasów Oświecenia - realizuje. Może też być dokonywana - co Camillo Sitte sławił jako idealne - w oparciu o analizowanie przestrzeni trójwymiarowej. Tak jak w średniowieczu, kiedy rzuty placów niekoniecznie były idealnie prostokreślne, ale za to niosły piękno bo - kreowane były in situ - tak aby kryterium piękna uwzględnić. Ostatnio dostępne są narzędzia, które pozwalają nam w analogiczny sposób myśleć o przestrzeni - jedynie należałoby zacząć z nich w ten sposób korzystać projektując w trzecim wymiarze i z uwzględnieniem kontekstu. A to wciąż wymaga zmiany sposobu myślenia.

Często w takich dyskusjach powraca kwestia ronda. Jako rozwiązania centralnego "placu". W tym myśleniu są co najmniej dwa błędy. Pierwszy polega na myleniu funkcji komunikacyjnej i społecznej - one powinny się łączyć, wcale nie trzeba ich rozdzielać ale.. jeśli chcemy uzyskać przewagę funkcji społecznej, a na placu miejskim chcemy, to nie wolno projektować tak aby funkcja komunikacyjna dominowała.


Gdyby jednak nadal ktoś nie rozumiał na czym polega róznica pomiędzy placem miejskim a rondem - dla wyjaśnienia ilustracja z książki Gordona Cullena Concise Townscape, str. 139

Druga istotna niedoskonałość takiego myślenia to znów powrót do początku - a mianowicie do definicji wnętrza miejskiego. Z wnętrzem mamy do czynienia, jeśli obecne są elementy ograniczające przestrzeń. Wybitnie komunikacyjne rondo nie ma cech, które skłaniałyby aby je obudowywać budynkami. Kto chciałby mieszkać, pracować przy rondzie?

Próbując podsumowywać te swoje przemyślenia - rozmawiając ze studentami mam do czynienia z opiniami osób, które dopiero zaczynają edukację. Ja im dopiero pewne rzeczy uświadamiam. Mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że większość obserwatorów "codziennego krajobrazu" (cytat z książki prof. W. Wiśniewskiej ( Weronika Wiśniewska: Krajobrazy codzienne; Politechnika Łódzka, Zeszyty Naukowe (Nr 903), Rozprawy naukowe, Z. 308, Łódź 2002) nie uświadamia sobie, że potrzebne jest im wnętrze, zamknięcie przestrzeni. Po to aby czuli się bezpiecznie, aby mieli szanse poczuć się pewniej i aby czuć, że są w miejscu uporządkowanym.

Ograniczenie przestrzeni, jej zdefiniowanie jest nam potrzebne dla zachowania równowagi psychicznej. To jest potrzeba pierwotna, od zawsze ludzie szukali schronienia. Nie mam tu na myśli zamknięcia czyli ograniczenia gabarytów miejsca do małej - czytaj nieznośnej skali. Wnętrza miejskie lub naturalne bywają bardzo rozległe. Wydłużone aż po horyzont perspektywy baroku dostarczają tu znakomitych przykładów. Jednocześnie potrzeba zamknięcia, wydzielenia nie zaprzecza wcale potrzebie przestrzeni otwartej. Doskonale zdefiniował to Yi Fu Tuan. Potrzebujemy różnorodności. Jednak wydaje się że w tej chwili równowaga przechyliła się w kierunku chaosu. Entropia układu stale rośnie. Do tego stopnia że przestaliśmy rozumieć co to znaczy porządek, co to znaczy zwarty krajobraz miejski, a nawet co to znaczy miasto.

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-06-11 04:00
 Oceń wpis
   

Czy zastanawiamy się nad znaczeniem, symboliką krajobrazu miejskiego? Czytam sporo różnych opracowań socjologicznych oraz urbanistycznych i od pewnego czasu zastanawia mnie kontrast treści w tychże opracowaniach zawartych. Z jednej strony socjolodzy opisują wrażenia, uczucia, cytują zawarte w literaturze opisy różnych miast i miejsc. Z drugiej zaś w opisach inżynierskich o symbolice, znaczeniu nie ma prawie nic. W polskich opracowaniach pojawia się ład przestrzenny ale na ogół rozumiany jako porządek - czyli równe ustawienie, ujednolicenie zabudowy, a już niekoniecznie nadanie znaczeń. Sprawdzając stan badań na ten temat natknęłam się na niemało opracowań tego tematu dotyczących, między innymi doktorat Katarzyny Rutkowskiej z Politechniki Gdańskiej o semiologii urbanistyki, pracę Jacka Krenza Architektura Znaczeń, książkę Umberto Eco Symbolika Życia Codziennego, twórczość Christiana Norberga-Schulza, książki Leona Kriera.. (z opracowań dostępnych w języku polskim), sporo jest też na ten temat opracowań obcojęzycznych, ostatnio zresztą coraz więcej. Ale to opisane zjawisko ma niewiele wspólnego z praktyką projektową.

Przykładowo - i tak staram się to tłumaczyć studentom - w jaki sposób można poprzez odpowiednie zaprojektowanie ulicy osiągnąć oczywistość kierunku, w którym ta ulica prowadzi? Tak żeby ulica "mówiła" jaka jest oraz czemu służy. Bardzo łatwo odnaleźć odpowiedź na to pytanie rozważając jak kształtowano kiedyś aleje wjazdowe do posiadłości szlacheckich. Drogowskazy i reklamy nie były potrzebne - nieprawdaż?

Żeby myśleć w takich kategoriach trzeba najpierw zaakceptować fakt, że ulica ma prawo być inna niż przewidziana przepisami jej minimalna szerokość (dla drogi dojazdowej 10m, w tym 6 m jezdni oraz po dwa metry pobocza). Ze jedynym celem ulicy nie jest tylko i wyłącznie funkcja komunikacyjna (zresztą funkcja komunikacyjna też potrzebuje znaczeniowości ulicy dopasowanej do tejże funkcji, jeśli ta relacja jest zaburzona skutkuje to wypadkami). Że program użytkowy ulicy może być wzbogacony o drzewa, ścieżkę rowerową, szeroki chodnik. Że niektóre ulice mogą być węższe (choć wtedy formalnie nie można ich nazywać ulicami) oraz że ich krawędzie nie muszą być równoległe. Można też w niektórych specjalnych okolicznościach przewidywać w ramach ulic kanały z wodą, wzorem ulic Amsterdamu ( w przypadku miast szczególnie narażonych na zalewanie - jak np. Głowno).

Potrzebna jest świadomość rangi ulicy - korytarza, którą Le Corbusier ochrzcił mianem zbrodni. Tymczasem ulica wraz ze zlokalizowanymi wzdłuż niej budynkami, które ją zamykają - sprawiając że przestrzeń staje się określona, zdefiniowana - a więc dająca poczucie bezpieczeństwa - jest doskonałym teatrem dla społecznej aktywności jednostek. Pod oczywistym warunkiem że nie jest to ciąg tranzytowy, przenoszący bardzo intensywny ruch kołowy. W takich sytuacjach społeczny aspekt ulicy na ogół sprowadza się do możliwości potrąbienia sobie na innych, stania w korku tudzież zaliczenia ostrej sprzeczki z innym kierowcą, który akurat chce skręcać w prawo, a my tę możliwość chwilowo zabieramy. "Automobile c’est une instrument de deculturation" powiedział Henry Lefebvre i trudno odmówić mu racji, nie tylko w użytym tu znaczeniu.

W określonej przestrzeni ulicy zaspokojona zostaje nasza potrzeba identyfikacji, łatwo nam się zorientować i jesteśmy w stanie skoncentrować się na ciekawszych zajęciach - jak obserwacja innych. Jak słusznie zaobserwował Jan Gehl - obserwowanie innych jest dla użytkowników ulicy aktywnością szalenie atrakcyjną.

Niniejszy zachwyt nad tradycyjnym ulicznym wnętrzem miejskim pragnę zakończyć zaproszeniem na Święto ulicy. Jedno z wielu takich świąt, które w najbliższy weekend w Łodzi będą mieć miejsce. Święto ulicy organizowane w ramach Dnia Sąsiada to świetna okazja do tego aby się do sąsiadów uśmiechnąć. Można też pobawić się w ogrodnika, porysować kredą na chodniku. Ostatnio odkryłam tę przyjemność. Niesamowite są reakcje przechodniów na taką nieoczekiwaną aktywność.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-05-22 19:34
 Oceń wpis
   

Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania:
"17.53 Bronisław Komorowski obiecuje zmiany w prawie, które zlikwidują przeszkody w budowaniu wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych ze względu na prawo własności. Zmiany mają też ograniczyć wydawanie ludziom zezwoleń na budowę na terenach popowodziowych."  - z relacji GW na temat skutków i przebiegu powodzi.
Troszkę szkoda tylko, że po przysłowiowej polskiej szkodzie...

Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie."  - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW.

W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen.

Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net

Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji.

Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.


Nagrodzeni w kategorii Rewitalizacje podczas ceremonii wręczania nagród w Muzeum Kinematografii w Łodzi - od lewej przedstawiciele: Poczta Główna, ul. Tuwima 38/ Kilińskiego 91 - za remont elewacji, właściciele kamienicy przy ul. Gdańskiej 28 - za remont elewacji frontowej, Op-Architekten - za projekt Hotelu Andels ul. Ogrodowa 17, Bogdan Łowiec - BOI-BUILDING Service - za remont budynków dawnego Towarzystwa Kedytowego przy ul Pomorskiej 21, Muzeum Sztuki w Łodzi, ul. Więckowskiego 36 - za remont elewacji frontowej. Zdjęcie pochodzi z galerii zdjęć Punktu dla Łodzi w witrynie serwisu Facebook, tamże - więcej zdjęć.

Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.

Powiedziałabym, że nie tylko dzięki lokalizacji na dziale wodnym ale również ze względu na inicjatywę i kreatywność mieszkańców - Łódź jest niezatapialna!

Tagi: ludzie, kultura, prawo, społeczeństwo, moda, Łódź, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-18 19:25
 Oceń wpis
   

Zapewne będę kontrowersyjna. Albo nie - trudno powiedzieć. Ale co komu przyjdzie z odbudowywania domów na terenach powodziowych, które za rok lub dwa znów zostaną zalane? Rozumiem koszty działki, przywiązanie do miejsca, etc. Ale i tak nie wierzę w to, żeby  domy stały w tych miejscach od zawsze. Prawdopodobnie zostały zbudowane w okresie po II wojnie światowej, kiedy na skutek licznych migracji przesiedlana ludność straciła dawną lokalną wiedzę o tym do jakiego poziomu sięga tzw. woda stuletnia. Nie mając tych przekazywanych z dziada pradziada doświadczeń, nie słysząc opowieści o dawnych powodziach, nie wiedząc co oznaczają pracowicie wyryte na dawnej drewnianej framudze bruzdy - oznaczające niegdys jej poziom. A także łaszcząc się na tanie, bo najpewniej bezużyteczne tereny w dolinach, opłacało się je zabudować. W warunkach rozwijającej się gospodarki "rynkowej" ta presja stała się szczególnie silna. Celowo używam tego słowa w cudzysłowiu, nie mając jednocześnie żadnych "ale" pod adresem osób które w takich miejscach mieszkają. Mam natomiast sporo zastrzeżeń do tych, którzy zazwyczaj posiadając wiedzę o zagrożeniach - bo pozostając od dawna właścicielami takich zalewanych i podtapianych gruntów niegdyś rolnych - grunty te rozparcelowali "na działki" a następnie sprzedali z dużym zyskiem. Oczywiście odczekując owe wymagane ustawą pięć lat (lub zrobili to wcześniej, zanim opłata planistyczna w obecnym kształcie zaistniała). Bo teraz wszyscy prawie co roku płacimy za chciwość tych ludzi - przepraszam jestem niepolityczna - to się oficjalnie nazywa za "prawa ekonomii", lub "niewidzialną rękę rynku". Oraz za nierozumność urzędników, którzy pomimo wykonywanych przecież badań na temat stanu wód - na wznoszenie budynków tam, gdzie ich nie powinno być pozwolili. I nadal pozwalają. Buduje się tam drogi, pozwala na zabudowę bez kanalizacji ale za to z szambami "szczelnymi" (szczególnie podczas powodzi), itd.

Analizując ten problem głębiej - oczywiście trudno nie rozumieć "argumentów" właścicieli takich terenów. Przecież oni od swojej "całkiem bezużytecznej własności" muszą odprowadzać podatki! A że podatki jedynie w ograniczonym zakresie uzależnione są od użytkowania gruntu? No cóż - mały quiz: jaki system powinien to regulować?

Ponoć planowanie przestrzenne powinno służyć zapobieganiu powodzi. Czy rzeczywiście pozwala wobec obecnych mechanizmów - wątpię. Spróbujmy odmówić wydania decyzji o warunkach zabudowy dla działki - co prawda na terenach zalewowych - ale pomiędzy dwoma istniejącymi już wcześniej domami. Dostępnej z istniejącej ulicy publicznej... Toż to fundamentalne pogwałcenie konstytucyjnego prawa własności! Już sobie wyobrażam te komentarze prawników. Ataki w pismach sądowych, etc. Decyzję SKO też sobie wyobrażam. O ile oczywiście możemy wspominać o czymś takim jak planowanie przestrzenne.. Bo regulacja użytkowania przestrzeni przy pomocy nie skoordynowanych w żaden sposób decyzji o warunkach zabudowy nie jest planowaniem przestrzennym.

Póki co pisałam o tym już raz, pewnie jeszcze wiele razy będzie to trzeba powtórzyć. Cieszę się, że coraz więcej osób głośno wyraża swoje opinie na ten temat.

Tytułem uzupełnienia - doskonały artykuł: http://wiecejtlenu.pl/2010/05/20/jak-zapobiegac-powodziom-wsluchajmy-sie-w-przyrode/

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, powódź


2010-05-15 23:16
 Oceń wpis
   

Piesi użytkownicy dróg zapewne nie wiedzą, że jedna z pierwszych sygnalizacji świetlnych została zainstalowana we wczesnych latach 30-tych dwudziestego wieku w Nowym Jorku, według projektu Dr Johna Harrisa. Wyglądała tak jak poniżej. Zainteresowanych sposobem działania odsyłam do poniższego artykułu. Dość powiedzieć że liczba śmiertelnych wypadków na skutek używania tychże oznaczeń znacznie zmalała.

Obecnie zdarzają się pomysły, które zmierzają do ograniczenia prędkości ruchu samochodowego w centrach miast poprzez urządzanie skrzyżowań bez oznakowania ani bez ustalania pierwszeństwa. Ponoć takie metody znacznie wpływają na podniesienie poziomu skupienia kierowców (o poziomie kultury osobistej nie wspominając) i istotnie redukują prędkość ruchu samochodowego tam gdzie są stosowane. Zainteresowanych odsyłam do już archiwalnego artykułu w Przekroju.

Psychologia staje się istotnym elementem przy projektowaniu dróg. I jest w tym sporo racji. Wielu z nas doświadczało przekonania, że dojadą gdzieś szybciej jeśli wybiorą szerszą drogę - na ogół jest dokładnie odwrotnie, szczególnie w centrum. Duża ilość asfaltu staje się czynnikiem przyciągającym większość kierowców. Co zresztą zgadza się z powszechnym odbiorem pojęcia korek uliczny albo traffic jam. Nie wierzycie? Wpiszcie proszę w wyszukiwarkę powyższe hasło, właczcie wyszukiwanie grafiki. I co? Same szerokie ulice - jak ta poniżej.


Źródło:  kvanders.wordpress.com/2009/03/01/

Wielokrotnie podczas mojej edukacji powtarzano mi, że ulice należy projektować tak aby poruszanie się nimi odbywało się w sposób intuicyjny. Jestem głęboko przekonana o słuszności tego twierdzenia. Doświadczam jego prawdziwości niemal co dzień. Np. kiedy jadę dwupasmową, jednokierunkową ulicą z pierwszeństwem ruchu w centrum (Łodzi - choć nie tylko w Łodzi są takie ulice) intuicja podpowiada mi co innego niż umieszczone przy tej ulicy znaki. Mam pierwszeństwo, w razie czego jest miejsce, żeby kogoś wyminąć, więc po co miałabym jechać wolno. Rozum podpowiada mi co innego, wiem ile się tym rejonie zdarza wypadków a poza tym nie lubię madatów - więc zwalniam. Ale i tak podszepty intuicji odczuwam bardzo silnie - przyspiesz, nic Cię tu nie ogranicza. Dlatego wcale mnie nie dziwią sytuacje kolizji, o których np. tutaj mowa.

I dlatego również, tak na wszelki wypadek, mały instruktaż dla tych którzy są po drugiej stronie szyby samochodu - dla pieszych. Jak się w tych skomplikowanych warunkach odnaleźć, tak troszkę z przymrużeniem oka : http://www.archive.org/details/pedestrian_crossing_TNA 

Dla ciekawych - są też skrzyżowania na których, podobnie jak na tych z pierwszą sygnalizacją świetlną, wolno chodzić na ukos. Musi się jedynie zaświecić odpowiednia konfiguracja ulicznych świateł.

O pieszych się zapomina przy projektowaniu ulic. Kiedy się czyta o warunkach jakie powinny spełniać ulice, aby spełniony był wymóg bezpieczeństwa - poszczególne ciągi komunikacji powinny mieć wyraźnie zdefiniowane funkcje. Albo mamy do czynienia z ulicą tranzytową - i ona wtedy nie pełni funkcji społecznych. Albo mamy do czynienia z ulicą obsługującą okoliczne posesje, wtedy nie powinna ona pełnić funkcji tranzytowych. Każde zaburzenie tego układu powoduje groźbę kolizji. Można te rzeczy ze sobą łączyć ale w zdefiniowany sposób - tak jest w przypadku jednej ze słynniejszych ulic w Europie - Avenue des Champs-Élysées. Tam tranzyt realizowany jest pośrodku a obsługa ruchu lokalnego po bokach. Pomiędzy mamy zieleń. I nie ma konfliktów. Więcej - ulica jest przyjazna dla wszystkich użytkowników. I tych zmotoryzowanych, i tych pieszych. Tyle tytułem konkluzji.

Tagi: komunikacja, ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-08 09:42
 Oceń wpis
   

"Power designs cities and the rawest form of power is control of urban land. When the state is the principal owner, it can put down whatever pattern it chooses. This was true of the royal cities of ancient Persia, the imperial capitals of China, and the Baroque seats of European princes. It was true of company towns, and it is still true in the Soviet Union and the socialist countries of Eastern Europe where the rights of private property were severely curtailed. (..)"

"Władza projektuje miasta a kontrola nad terenem jest jej najbardziej pierwotną formą. Kiedy państwo/miasto jest głównym właścicielem może narzucić dowolny wybrany wzorzec/rozplanowanie. Było to prawdą w przypadku królewskich miast starożytnej Persji, imperialnych stolic Chin, a także barokowych siedzib książąt europejskich. Potwierdzało się w przypadku miast faktorii, i nadal pozostaje prawdą w Związku Radzieckim i w socjalistycznych krajach Europy Wschodniej, gdzie prawo własności prywatnej było poważnie ograniczane (...)" - cytat z Spiro Kostof, The City Shaped: Urban Patterns and Meanings Through History, London 1991

Rozmawiałam wczoraj z jednym ze studentów o potrzebie kontynuowania planów. Plan miejscowy musi fukcjonować przez dłuższy okres czasu aby zostać zrealizowany. Zmiany planów skutkują bałaganem w przestrzeni. Nie trzeba studiować urbanistyki aby mieć świadomość konsekwencji zmian układu komunikacyjnego oraz skutków planowania terenów mieszkaniowych, przemysłowych, ulic - raz tu raz gdzie indziej. Jego myślenie o potrzebie kontynuacji jest wobec powyższego absolutnie słuszne.

Jednak - jest w tym ALE. Był taki moment w rozwoju polskiego prawodawstwa urbanistycznego kiedy w 1994 roku ówczesna Ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadziła konsekwencje planowania w postaci odszkodowań. Jednocześnie wprowadzone zmiany spowodowały konieczność bezwzględnego respektowania zapisów planów dla wszystkich nowych inwestycji ( oczywiście dla uproszczenia wyjaśnienia podaję tu istotę sprawy a nie szczegółową charakterystykę zmian w przepisach). Od tego czasu rysowanie planów bez konsekwencji w postaci odszkodowań stało się niemożliwe. To musiało spowodować - i taką decyzję ustawodawca podjął - uchylenie planów sporządzonych według wcześniejszych zasad. Jestem przekonana, że była to właściwa decyzja - bo nie dałoby się wypłacić wymaganych na skutek wcześniejszego planowania odszkodowań (pytanie również kto w sytuacji zmiany uwarunkowań na skutek zmiany ustawy miałby takie odszkodowania wypłacać). Nagle, kiedy okazało się, że planowanie jednak coś kosztuje - diametralnie zmieniło się podejście do tego zagadnienia - przykładowo ulice zaczęto rysować węższe.  Fakt, że jak to zwykle bywa w takich okolicznościach - nastąpiło wychylenie równowagi w przeciwną stronę. Bo teraz nie projektuje się - w ramach oszczędności i w obawie przed konfliktami i roszczeniami (czyli przed ludźmi, i to jest temat na osobny wpis, jak zwykle o potrzebie partycypacji) - usług publicznych, parków, placów, nowych zalesień, etc. Bo to wszystko kosztuje. Takie są realia i jakkolwiek próbujemy sobie z nimi radzić nie da się ich pominąć. Podobnie jak - funkcjonując w warunkach demokracji - nie da się zapomnieć o opinii publicznej.

Dlatego kiedy czytam o najnowszych planach przebudowy urządzeń komunikacyjnych w centrum Łodzi zastanawiam się czy łódzki elektorat, któremu próbuje się właśnie narzucić konieczność podróżowania tramwajami pod ziemią, zmianę fragmentu parku na wiadukt oraz gigantyczną barierę komunikacyjną w centrum, będzie zainteresowany wyborem takich rozwiązań. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Bo to są plany z minionej już epoki - tej scharakteryzowanej na początku. Kiedy o ludziach myślało się i mówiło jako o społeczeństwie - mając tak naprawdę na myśli nierozumną masę. Co znów nie jest moim pomysłem - cytuję tu Jose Ortegę y Gasseta i jego Bunt Mas.

Jako że nie jesteśmy pierwszymi, którzy zdają sobie sprawę z konsekwencji nadmiernego rozwoju komunikacji samochodowej w centrach miast i dobrze byłoby zacząc się wreszcie uczyć na błędach cudzych nie własnych - dla uzasadnienia tej tezy - bardzo ciekawy wywiad z Jane Jacobs. Oraz zdjęcie Houston z lotu ptaka - z zacnego źródła bo przytoczone przez łódzką Radę Miejską w jej facebookowej witrynie, jako ostrzeżenie:

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-05-06 18:43
 Oceń wpis
   

Wybieram się na Konferencję Real CORP do Wiednia. Bardzo się na tę okoliczność cieszę jako że - tu muszę się pochwalić - całkiem nieoczekiwanie zostałam na tę konferencję zaproszona, ponieważ prowadzę grupę w serwisie FaceBook poświęconą urbanistyce. Grupa nosi nazwę Urbanism i jest nas już - co również uważam za ważne, jako że temat nadal pozostaje dość "niszowy" - ponad 1000 osób, z całego świata. Ostatnio większość gazet odnosi się do tego co się dzieje w serwisie FaceBook - więc mnie również wolno w ten sposób pisać.

To było i jest takie moje prywatne hobby oraz wyzwanie aby sprawdzić na ile gromadzenie w jednym miejscu internetowej wiedzy o urbanistyce może okazać się atrakcyjne. Co ciekawe - nie prowadzę tej grupy sama, jest nas kilkoro, zdarzają się całkiem interesujące dyskusje, a samo śledzenie co inni mają na takie tematy do powiedzenia bardzo zbliża i rozwija.

Skoro już tak piszę sama o sobie - to kupiłam sobie ostatnio biurko w Ikei. Niby nic a jednak nie umiem oprzeć się wrażeniu, że jest w tym coś skończenie absurdalnego. Nowowybudowana w Łodzi Ikea jest częścią kompleksu handlowego Port Łódź, zlokalizowanego przy drodze wyjazdowej w kierunku na Sieradz. Kompleks jest ogromny, tłumnie uczęszczany (choć nie tak tłumnie jak się budowniczym marzyło) i - jak to na ogół w przypadku takich obiektów bywa - całkowicie pozbawiony formy. Lokalizacja w dolinie rzeczki spowodowała, że IKEA powstała dużo później niż powstać miała. Bo - co uważam za słuszne i niestety prawdziwe - nie jest to najlepsze miejsce na taką inwestycję.

Wracając jednak do poruszanego zagadnienia - otóż, rzecz odrobinę trywializując: "stoi sobie blaszak w polu". Wewnątrz blaszaka upakowano tyle ile się upakować dało, nie zważając zbytnio na sposób i charakter ekspozycji ani też na to, żeby się to wygodnie zwiedzało. Innymi słowy - skala łódzkiego obiektu jest, łagodnie mówiąc, nieco zaburzona. I w tym całkowicie amorficznym, więcej chaotycznym otoczeniu - oferuje się czystą formę. Bo trudno na ogół mówić o meblach szwedzkiego producenta, że są bardzo wytrzymałe czy trwałe. Lub być może ja osobiście nie miałam szczęścia i zawsze trafiałam na mało trwałe egzemplarze. Natomiast co do formy - na ogół jest to ogromny atut tychże produktów. I dzięki designowi właśnie tak chętnie je kupujemy (o cenie nie wspominam - ale chyba nie tylko z tego powodu kupujemy w Ikei).

Pytań, które nasuwają się jeśli się nad tym tematem zastanowić może być wiele. Pierwsze z brzegu - dlaczego obiekt tak atrakcyjny i przyciągający tłumy nie został zlokalizowany tak aby kreować miasto, a nie je dodatkowo rozpraszać. Czyli skoro oferujemy formę - przyczyniajmy się do jej tworzenia. (Oczywiście zdaję sobie sprawę z zasad rządzących rynkiem, z cen gruntów w różnych częściach miasta etc. ale to nie wpływa znacząco na moje przekonanie o potrzebie kreowania wartości, jeśli je oferujemy na sprzedaż).

Kolejne pytanie - skoro handlujemy designem dlaczego nie oferujemy designu miejsca w którym handlujemy? Skoro chcemy korzystać z właściwego klientom gustu i zamiłowania dla urody przedmiotów powinniśmy czynić to tak, aby te gusta honorować i respektować, a nie im zaprzeczać? Jakieś to wszystko dla mnie niepojęte i do tego stopnia sprzeczne że aż niezrozumiałe.

Wpisuje się to niestety doskonale w charakterystykę, która mnie dość zabolała a którą Charles Laundry formułuje w odniesieniu do naszego sposobu budowania miast ostatnio. Naszego - czyli w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ostatnio - czyli w okresie określanym jako okres transformacji. Pisze on mianowicie o całkowitej "dominacji ekonomicznego podejścia" do kształtowania przestrzeni nad myśleniem w kategoriach estetycznych. I to zarówno w odniesieniu do formy miast, urządzenia przestrzeni publicznych jak i do formy budynków. Niestety ma rację. A że nieprzyjemnie się czyta o rodzimym braku kultury - bo jak to inaczej nazwać - w książce traktującej o kreowaniu miejskiej przestrzeni za pomocą kultury. Co można na taką krytykę powiedzieć? Kiedy się ta transformacja wreszcie skończy i wraz z nią zniknie uprawiedliwienie dla niszczenia ograniczonego dobra jakim jest przestrzeń, a mówiąc nieco mniej wzniośle - nasze otoczenie?

 

Tagi: ludzie, ikea, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-04-25 22:12
 Oceń wpis
   

Może nareszcie gazety zaczną pisać o bezładzie przestrzennym w Polsce. Pierwiosnków takiego pisania pojawia się coraz więcej. Legendarny już artykuł w archiwalnym już numerze Poiityki rozpoczął serię. Były też ciekawe artykuły w Tygodniku Powszechnym. Co jakiś czas Rzeczpospolita pisze na ten temat (np. tu lub artykuł który ostatnio przytaczałam). Ostatnio sporo można znaleźć w artykułach oraz w blogu Redaktora GW Marka Wielgo - przykładowo tutaj. I co ciekawe - emocje, które to pisanie wywołuje stają się coraz żywsze. Co niewątpliwie świadczy o wzrastającej popularności tematu.
Przetaczają się też co jakiś czas przez poszczególne miasta obficie komentowane przez lokalne media dyskusje na tematy związane z opracowywanymi studiami uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Pisze się o braku planów miejscowych i skutkach bezładu decyzyjnego. Pisze się o dyskusjach, debatach, wojnach, manifestacjach związanych z konfliktami, których przedmiotem jest przestrzeń. Coraz więcej debat, warsztatów, spotkań, listów z udziałem nieprofesjonalnych konsumentów przestrzeni staje się faktem. Jeszcze dwa lata temu udawało się to śledzić i zbierać w całość - teraz bytów namnożyło się tyle, że ze spisywania już dawno zrezygnowałam. Wygląd miast i miasteczek zaczyna być powoli tematem publicznym. Może za niedługo zaczniemy zapobiegać zamiast leczyć - czyli planować przed, a nie po wybudowaniu gmachu czy drogi/wiaduktu/wysypiska, urządzeniu placu czy podjęciu innej kontrowersyjnej decyzji dotyczącej przestrzeni. Zapobiegać - czyli również uprawiać partycypację społeczną w planowaniu zamiast rozwiązywać rozognione koflikty.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-03-06 21:17
 Oceń wpis
   

Wiele się ostatnio mówi, pisze o potrzebie budowania miejskości w oparciu o kreatywność mieszkańców, o potrzebie stymulowania innowacyjności, o tworzeniu środowiska sprzyjającego kontaktom - bo to wspomaga innowacyjność. Mówi się również o tym, że te miasta odnoszą sukces, które potrafią przyciągnąć klasę ludzi mobilnych, innowacyjnych, wysokiej jakości specjalistów w swojej dziedzinie. Bo to sprzyja budowaniu miejskiego potencjału, bo tym charakteryzują się, o to zabiegają współczesne metropolie, etc. etc. Nie chcę być gołosłowną więc przytoczę wypowiedź - skądinąd niezwykle ciekawą - jednego z prekursorów myślenia o miastach jako inkubatorze innowacyjności - Charles'a Landry'ego.

No dobrze - tyle teorii. W praktyce "kreatywni" włodarze miast likwidują istniejące skwery i parki aby zadowolić nie mniej "kreatywnych" inwestorów. Inwestorów, którym się wydaje, że likwidując park zarobią bo ściągną więcej żądnych mieszkania w sprzyjającym środowisku bogatych, innowacyjnych i mobilnych przedstawicieli klasy kreatywnej. Tymczasem - nie wiem czy ślepi czy głusi czy też polegający na opinii niewłaściwych doradców - pomijają fakt, że owi kreatywni, mobilni i dużo zarabiający wolą mieszkać tam, gdzie za oknem mają skwer i nie doskwiera im bezpośrednie sąsiedztwo ruchliwej ulicy. Że sprzyjające środowisko - to właśnie ten skwer i przyuliczna zieleń.  Że osoby szukające miejsca zamieszkania - jeśli tylko ich na to stać (a to jest zdaje się brzydko mówiąc - target inwestorów) będą uciekać od hałasu i smrodu ruchliwych ulic, a zieleń te uciązliwości ogranicza i niweluje. Włodarze nie myślą o tym, że likwidując przestrzeń publiczną sprzyjającą kontaktom i pogarszając poprzez likwidację przyulicznej zieleni jakość życia w mieście (bo nie wiem czy zapomnieli lekcje w szkole podstawowej, gdzie uczono że rośliny w czasie fotosyntezy uwalniają tlen, a może nie uważali..) pozbawią siebie i innych wpływów z podatków od już obecnych w danym miejscu kreatywnych, mobilnych i dobrze zarabiających.

Jaka jest tego wszystkiego konkluzja i czemu o tym piszę. Ano dlatego, że kiedy mi zlikwidują skwerek za oknem i postawią apartamentowiec w miejsce istniejącej zieleni publicznej - to się przeprowadzę. Bo nie lubię spalin i hałasu samochodów, a drzewa skutecznie te uciążliwości minimalizują. Przeprowadzę się - bo mnie na to stać. Gdzie będę płacić podatki - ano tam gdzie mi będzie wygodniej. Nie będę się w swoich życiowych wyborach kierować altruizmem, sentymentem etc (przepraszam jeśli kogoś uraziłam) ale komfortem własnym i moich dzieciaków. Jak my wszyscy. Kto na tym straci a kto zarobi? To już nie mój problem. Czy to jest rzadko spotykany sposób myślenia - nie sądzę..

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-03-04 22:31
 Oceń wpis
   

Bardzo rzadko zdarza mi się cokolwiek polecać czy też reklamować. Jeśli to dzieje się to z pełnym przekonaniem. W ten właśnie sposób polecam książkę światowej sławy architekta i projektanta przestrzeni zewnętrznych profesora Jana Gehla - wykładowcę wielu uczelni w wym słynnej Kopenhaskiej Szkoły Architektury. Polecam gorąco - informacji w sieci sporo - szczególnie w związku z promocją która obyła się podczas Dnia Architekta na poznańskiej Budmie : http://www.nbi.com.pl/budma-2010-dzien-architektury/

Witryna wydawcy: http://www.architekturaibiznes.com.pl/start.php?opt=sprzedaz&type=ipw&pid=41

A dla zainteresowanych wywiad z autorem pochodzący z kultowego filmu Contested Streets:

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-02-13 23:20
 Oceń wpis
   

Mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy świadkami przemian w urbanistyce. W niepamięc odchodzi epoka "miast ogrodów" a wkraczamy w okres "dogęszczania". Oczywiście troszkę rzecz trywializuję i upraszczam ale już się tłumaczę.
Idea Ebenezera Howarda (co ciekawe nie był bynajmniej urbanistą z wykształcenia a działaczem społecznym) zapisana w roku 1880 jako To-morrow: A Peaceful Path to Social Reform ukazała się w roku 1898. Ponownie wydana w roku 1902 pod zmienionym tytułem Garden Cities of To-morrow prezentowała schemat samowystarczalnego miasta ograniczonych rozmiarów, z dużą ilością zieleni, które miało odwrócić dotychczasowy trend migracji ludności ze wsi do miast i nadmiernego ich przegęszczenia (za Encyklopedia Brytannica). I rzeczywiście odwróciło. I to na długie, długie lata. Pierwsze realizacje idei Howarda, inspirowane projektami krajobrazowymi parków angielskich, które w owym czasie cieszyły się znaczną popularnością (jak Letchworth) nie zapowiadały jeszcze tego, do czego owo odwrócenie trendu miało w istocie doprowadzić.


Plan miasta ogrodu Letchworth za http://www.uky.edu/

Rozwinięcie idei w okresie modernizmu zaowocowało deformacją w postaci między innymi naszych rodzimych osiedli sypialni.


Źródło: http://dom.trojmiasto.pl/

Rozwinięcie idei w ujęciu amerykańskim to dla odmiany hektary peryferyjnych suburbiów. Jedne i drugie doprowadziły do dezurbanizacji dotychczasowych centrów. W obu przypadkach - znów rzecz upraszczając - zawiniła przesada możliwa dzięki industrializacji.


Źródło: http://agentsofurbanism.com/

Obecnie trend ulega odwróceniu. A tradycyjna urbanistyka aczkolwiek w nowym wydaniu nabiera znaczenia. Przykładów na to jest wiele. W Ameryce (i nie tylko) mówi się powszechnie o retrowersji - czyli dogęszczaniu poprzez wprowadzanie tradycyjnych struktur. Tak aby amorficzne (inaczej bezpostaciowe) nie wiadomo co uczynić na powrót miastem. W Europie, gdzie ciągłość planowania formy urbanistycznej i poszanowanie kontekstu jednak zostało zachowane (choćby w twórczości Jeana Nouvela i wielu innych ale również w nauczaniu na Wydziałach Architektury) częściej mówi się o rewitalizacji choć w praktyce rzecz sprowadza się często do tego samego.

Najbardziej spektakularną chyba wizją procesu polegającego na powrót na "dogęszczaniu" - czyli tak jak drzewiej bywało - są plany przebudowy Paryża. Zakładane na kolejną dekadę zaangażowały gigantyczne sumy pieniędzy. Nad finalną wersją pracuje zespół złożony z dziesięciu słynnych pracowni, które ze sobą w ramach tego projektu współpracują.

Tu zaś projekt wspomnianego powyżej Atelier Jean Nouvel - jednej z firm uczestniczącym w przedsięwzięciu. Oraz obszarny artykuł w Bryle na ten temat.

Nie wszystko mnie się (osobiście) w tych pomysłach podoba. Choć można przypuszczać, że idea w wydaniu francuskim odniesie znakomite rezultaty. Dopiero przeniesiona na grunty inne może znów zostać zdeformowana. Długo by o tym pisać i zapewne się tego w najbliższym czasie gdzieś podejmę.

Póki co korzystając z okazji zapraszam do lektury artykułu mojego własnego autorstwa, na temat łódzkiej Grupy Pewnych Osób, który ukazał się w najnowszym numerze Kultury Enter.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-02-02 00:34
 Oceń wpis
   

Goethe zachwycał się Via del Corso w wieku osiemnastym. W ocenie poety ulica zasługiwała na szacunek i uwagę do tego stopnia, że zmierzył ją krokami - liczyła 3500 kroków, nieco ponad 1625 metrów. Opisywał życie ulicy, najbardziej ożywione w niedziele, kiedy bogaci Rzymianie przechadzali się Corso w swoich powozach, etykietę znajdującą zastosowanie w jej wąskiej przestrzeni i ruch tłumu: widzów, koni, uczestników festiwalu podczas karnawałowego szaleństwa. Ożywionego tłumu w bardzo wąskiej przestrzeni najdłuższej prostej ulicy Rzymu. (Opis zaczerpnęłam z ksiązki Great Streets Allana B. Jacobs'a).


Via del Corso, źródło Google StreetView

Obecnie Via del Corso utraciła nieco z dawnej renomy, choć nadal jest to najsłynniejsza handlowa ulica Rzymu. Mieszcząca butiki znanych firm. I choć współczesne opisy nie są już tak entuzjastyczne nadal Via del Corso wraz z innymi zlokalizowanymi w pobliżu obiektami i miejscami współtworzy system charakterystycznych miejskich przestrzeni. Definiujących miasto, odpowiedzialnych za orientację i ...piękno.

Proste, długie ulice mają w miejskiej strukturze niejednokrotnie do odegrania ważną rolę. Zbliżoną do tej jaką odegrała opisana powyżej ulica. Są ważnym elementem orientacji. I mogą stać się centrum miejskiego życia.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2010-01-27 22:33
 Oceń wpis
   

We współczesnym designie miejskim bardzo często woda wykorzystywana jest bez fizycznych ograniczeń w postaci specjalnie konstruowanych zbiorników, sadzawek, cembrowin i tym podobnych. Leje się po prostu wodę na trotuar, woda paruje, można w niej moczyć nogi i ...tak mi się marzy lato, ciepło i to, że takie sytuacje mogą mieć miejsce.


Custom House Square, Belfast United Kingdom 2005, The Paul Hogart Company , źródło obrazka: archive.nics.gov.uk

Wszyscy się dobrze bawią. Bywa, że woda która znajduje zastosowanie w tej formie tryska z fontant. Zdarza się że jest rozprowadzana ze specjalnych instalacji, jak np. na placu w Bordeaux (poniżej).


The Floodable Square , Bordeaux France, źródło: www.universa-france.com 

Zdarza się też, że projektant przewiduje obecność wody po deszczu, formując dla jej gromadzenia specjalnie w tym celu pomyślane wgłębienia w asfalcie i ustawiając wokół sympatyczne miejsca do siedzenia i podziwiania własnego odbicia. Jak np. w Louis-Häflinger Park, Zurich Switzerland 2003, autorstwa Kuhn Truninger


Źródło: witryna pracowni Kuhn Truninger

Takie to wszystko tymczasowe. Tak jakby do projektowania wkradał się czwarty wymiar - CZAS. I przypadkowość.. Próba wpisania się w rytm natury. Która działa. Bo takie wykorzystywanie wody doskonale podnosi jakość przestrzeni publicznych. Uatrakcyjnia je i przyciąga publikę. Lubimy wodę, lubimy przy niej siedzieć i się gromadzić. Juz kiedyś poniższy film tu przytaczałam ale i tak pewnie do niego jeszcze wrócę.

Zobaczcie jak wielkim magnesem jest wąska kładka obok zbiornika z wodą. Pomimo swej szczupłości jakże atrakcyjna. A może właśnie z tego względu tak przyciąga..
Nawet niewygodne elementy otaczające fontanny (jak np. w niedawno zbudowanej fontannie na Placu Dąbrowskiego w Łodzi) stają się miejscem do siedzenia. Częściej niż całkiem wygodne ławki umieszczone nieco dalej.

Lubimy wodę, zwłaszcza latem.. Kiedy jest gorąco. Czego nam wszystkim, również sobie jak najszybciej życzę.

Jak odnieść się do nadmiaru wody? Jak w wizjach Londynu zaprezentowanych całkiem niedawno przez London-based media i studio filmowe Squint/Opera przygotowanych na London Festival of Architecture. Wizjach, które pokazują stan z roku 2090 po tym jak poziom wód oceanu podniesie się na skutek ocieplenia klimatu. Nie wiem na ile to prawda, nie wiem czy rzeczywiście powinniśmy zacząć się zastanawiać nad tym jak będziemy w przyszłości projektować. Z całą za to pewnością prezentowane obrazki są bardzo piękne i przejmujące.

 
Źródło: http://news.architecture.sk/


Źródło: http://news.architecture.sk/

Tagi: design, miasto, woda, publiczna, urbanistyka, plac, przestrzeń, ocieplenie


2010-01-25 00:38
 Oceń wpis
   

Przeczytałam od deski do deski numer Scape ze stycznia 2008 (ach te wyprzedaże u nas w IAiU). Znalazłam bardzo ciekawy artykuł o "Urbanistyce oczekiwania" (Urbanism of anticipation) autorstwa Jean'a Pierre'a Charbonneau - który nota bene w latach 1989 - 2001 pracował jako doradca vice-prezydenta Lyonu ds. (m.in.) urbanistyki.

Pomysł prosty, wręcz genialny w swej prostocie. Otóż obok wielkich inwestycji w ramach polityki rewitalizacji aglomeracji Lyonu forsowano również politykę zagospodarowywania terenów tymczasowo nieużytkowanych (a publicznych) jako tereny realizacji prostych i niekosztownych pomysłów na stworzenie przestrzeni miejskich. Po to, aby kiedy pojawi się szansa ich docelowego zagospodarowania, można było to zrealizować. Jednocześnie taka polityka, niekosztowna a więc nie kontrowersyjna, znacznie poprawiła jakość życia w obszarach zurbanizowanych poprzez - co oczywiste - porządkowanie miejskiej przestrzeni i udostępnianie jej ogółowi mieszkańców.


Źródło: http://lsinzelle.free.fr/france/saint_etienne/mine/couriot.htm

Ta niezwykle prosta metoda znalazła między innymi zastosowanie dla porządkowania terenów poprzemysłowych, w np. Puits Couriot w Saint Etienne (w okresie przed utworzeniem muzeum). Teren po dawnych zakładach oczyszczono, posiana została trawa i kwiaty i w ten sposób miejsce po fabryce stało się do czasu realizacji docelowego zagospodarowania bardzo interesującym obiektem do zwiedzania.

Tymczasowe zagospodarowanie przestrzeni publicznych nie jest wyłącznie domeną Francuzów. Choćby projekt Amoeba II z Sydney w Australii z 2004 roku zagospodarowania Martin Place z wykorzystaniem 132 zużytych opon. Albo projekt tymczasowego oświetlenia (które mi się szalenie podoba i o którym tu było niedawno) centralnego placu w Montrealu autorstwa Jean'a Beaudoin i Érick'a Villeneuve.

Kiedy się takie myślenie zestawi z możliwościami analitycznymi współczesnych systemów komputerowych można łatwo wskazać potencjalne lokalizacje dla takiego zagospodarowania. Jak poniżej:

WPA2 : Local Code / Real Estates from Nicholas de Monchaux on Vimeo.

Marzy się coś takiego w Łodzi, gdzie stan własności bywa nie ustalony i jego ustalanie trwa niekiedy bardzo długo i najpewniej się szybko nie zakończy. Tymczasem można by w takich miejscach zaproponować rozmaite niekosztowne rozwiązania tymczasowe - jak choćby łódzkie murale, z których już zaczęliśmy troszkę słynąć. I może warto w ten sposób pomyśleć - wzorem między innymi francuskich Kolegów. A że jak wiadomo - prowizorka jest najtrwalsza - to może byłoby ładniej albo choć porządniej na stałe.

Tagi: nieruchomości, Łódź, publiczna, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, MojeMiasto, gis


2010-01-08 00:44
 Oceń wpis
   

Iluminacja Place de festivals w Montrealu w okresie świątecznym autorstwa Jean'a Beaudoin et Érick'a Villeneuve nazwana “Champ de pixels“ - Pole pixeli doskonale inspirowała przechodniów do świetnej zabawy.


Źródło: http://blogues.cyberpresse.ca/

Pomysł był szalenie prosty: rozmieszczone w formie regularnej siatki 440 punkty świetlne, wykonane z odwróconych do góry dnem, plastikowych koszyków na papier IKEA z żarówką w środku. Zarówki firmy Dell zmieniają kolor z białego na czerwony w zależności od obecności ruchu w pobliżu.

Przechodnie, zwłaszcza dzieci choć nie tylko, doskonale się bawili: tańcząc, biegając pomiędzy punktami świetlnymi. Swietny pomysł na uatrakcyjnienie przestrzeni publicznej w okresie światecznym, inny niż tradycyjne girlandy z żarówek nad ulicą a wcale nie droższy. Przecież o to chodzi w przestrzeniach publicznych aby ludzie się w nich dobrze czuli.

Pole pixeli wpisuje się w całościowy projekt oświetlenia centrum Montrealu realizowany przez tę samą pracownię Integral Jean Beaudoin już od kilku lat. O czym przy kolejnej okazji.

Inny film pokazujący instalację choreograficzną zrealizowaną na placu - bardzo ciekawy, polecam!

Wykorzystałam informacje zawarte w artykule Lumineuse Place des festivals http://blogues.cyberpresse.ca/ autorstwa Nathalie Collard

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-01-02 23:33
 Oceń wpis
   

Rozbawił mnie jeden z komentarzy pod wpisem na blogu dezeen design magazine. Wpis dotyczył projektu 100 mieszkań socjalnych które mają zostać zrealizowane w Paryżu w postaci trzypiętrowych budynków zgrupowanych wzdłuż centralnej pieszej aleji. Autorstwa francuskiego architekta Edouarda François - strona firmowa.


Wizualizacja projektu, źródło: http://www.treehugger.com/

Komentarz brzmiał what a fantastically innovative way to not actually design anything. Tymczasem projekt prezentujący absolutnie prostą, tradycyjną architekturę jest ciekawy dzięki zastosowanym rozwiązaniom urbanistycznym oraz dzięki kształtowaniu krajobrazu a przede wszystkim zieleni. W tym projekcie innowacyjnym ma być projekt ściany zieleni - o którym więcej np. tutaj.


Wizualizacja, źródło j.w.

Symptomatyczne są te komentarze. Oczekuje się od architektury oryginalności za wszelką cenę. Całkiem bez sensu. Szczególnie kiedy mamy do czynienia z mieszkaniami komunalnymi. Ich architektura może być bogata dzięki zastosowanym materiałom, ustawieniu, ukształtowaniu otoczenia. Zresztą zobaczcie sami. Mnie się bardzo podoba.

Poniżej pierwsze zdjęcia z realizacji. Źródło: http://www.treehugger.com/

 

 

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-12-29 15:04
 Oceń wpis
   

Lubię modernizm. Nawet bardzo. Zawsze przekonywały mnie współczesne formy budynków i argumentacja Loosa o zbędności ornamentu w architekturze.


Adolf Loos: "Dom bez brwi" w Wiedniu, źródło: http://www.phwien.ac.at

Lubię też twórczość Le Corbusier'a. Zwiedziłam sporo Jego budynków i bardzo mnie przekonują. Życie w jednostce marsylskiej jest całkiem sympatyczne - jeśli nie wierzycie możecie sami zobaczyć.

Zwróćcie przy tym uwagę proszę na staranność utrzymania obiektu - vide sposób konserwacji framug drzwiowych oraz froterowanie podłóg w hallach windowych.

Wczesne osiedla modernistyczne są genialnym miejscem do mieszkania. Weźmy np. takie osiedle Montwiłła-Mireckiego w Łodzi.


źródło: http://i204.photobucket.com

Sposób ustawienia niskich budynków, wewnętrzne dziedzińce, uroda architektury i bliskość zieleni - wszystko to tworzy świetne środowisko życia i tworzenia się relacji sąsiedzkich. Mówię o tym z całym przekonaniem bo mieszkałam w tym osiedlu kilka lat. Istotne znaczenie dla tworzenia przytulnej atmosfery ma również zróżnicowanie szerokości przejść i ulic, rozmieszczenie usług oraz co ważne i interesujące - ogrodzeń.

Jest cała masa osób które lubią modernistyczne osiedla o niewielkiej skali - takie jak np. łódzki Teofilów czy osiedle Radogoszcz Zachód. Z dużą ilością drzew, urządzeń osiedlowych, znów - o niewielkiej skali zabudowy. I z bliskością usług. Bo to są sympatyczne miejsca do życia. I to nawet wobec takiej sobie niekiedy jakości utrzymania zabudowy.

Sam Le Corbusier w zrealizowanym projekcie miasta odstąpił od wcześniejszych założeń teoretycznych proponujących wysokie wieże mieszkalne. Chandigarh  - nazywany też pięknym miastem - składa się z wielu wyodrębnionych jednostek dysponujących własną infrastrukturą, w tym infrastrukturą społeczną.

Formy zabudowy nie przytłaczają - potrafią za to zachwycać. Dbałością o detal, kolorystyką, formą, zestawieniem proporcji, harmonią. Dlatego znajdują swoich wielbicieli i są akceptowane.

Trudno akceptować rozwiązania chybione. Wykonane byle jak, z byle czego, nie konserwowane i zaniedbane. Przeskalowane. Produkowane masowo w fabrykach domów bloki, ustawione - jak to się wtedy mówiło - pod dzwig. Tak aby maszynie było wygodniej. Ludziom już niekoniecznie. Bez infrastruktury, bez usług. Albo osiedla dogęszczane niezgodnie z pierwotnym projektem. Konkluzja sama się nasuwa i jest całkiem oczywista - to co dobre broni się samo. Jedyna drobna uwaga - weryfikacja trwa dość długo i zazwyczaj sporo kosztuje.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-12-26 23:54
 Oceń wpis
   

Nawet z pozoru piękne idee bywają szkodliwe. Przykładem takiej idei okazał się być projekt dzielnicy Tuluzy le Mirail z lat 60-tych autorstwa Candilis'a, który był jednym z bliskich współpracowników oraz sukcesorem pomysłów Le Corbusier'a. Z pozoru rozumowanie, które proponował w uzasadnieniu tego projektu wydawało się niezwykle pociągające..

Obejrzyjcie sami: http://www.ina.fr/art-et-culture/architecture/video/I07110334/toulouse-le-mirail.fr.html

Tradycyjny Place de Capitole w centrum Tuluzy jest w godzinach popołudniowych całkowicie zajęty przez samochody. Parking zajmuje całość placu:


To oraz dalsze zdjęcia pochodzą z cytowanego powyżej oryginalnego filmu wyjaśniającego idee projektu zrealizowanego z udziałem autora projektu Candilisa. Podobnie jak przytaczane tu idee:

Dlatego w nowym osiedlu Toulose le Mirail ruch samochodowy będzie w sposób trwały oddzielony od ruchu pieszego. Nie chcemy aby place i skwery były w całości zajęte przez samochody, chcemy aby były zajęte przez ludzi.

Dlatego w sposób trwały - ciągłą ścianą budynków - oddzielimy dwa światy - świat ludzi i odpoczynku od świata samochodów i świata pracy:

Linearnemu centrum Toulouse Mirail towarzyszy linearny układ istniejących terenów zielonych.

W ramach tych terenów przewiduje się zachowanie istniejących budynków zabytkowych oraz dostosowanie ich do współczesnych funkcji.

 Współczesne miasto jest zbyt gęste. Trzeba je zastąpić otwartymi terenami zielonymi. Trzeba zapewnić mieszkańcom odpowiednie warunki życia.. Trzeba zostawić ulice sferze pracy a dla odpoczynku zapewnić otwarte tereny zielone.


Widok całości projektu


Oraz makieta przyszłej zabudowy. Zabudowy w postaci bloków o znacznej wysokości i długości. Mających pomieścić odpowiednio dużą ilość mieszkań. Zbliżoną do liczb cechujących tradycyjną zabudowę miejską.

Te wszystkie piękne i szczytne cele nie zostały zrealizowane. A raczej - zostały zrealizowane ale po realizacji okazały się odmienne niż założenia które towarzyszyły ich powstaniu. Pomysły Candilisa - projektanta Toulouse le Mirail okazały się fikcją.

Poniższy film to zbiór zdjęć wykonanych w 2002 roku, kiedy to podjęto decyzję o rewitalizacji dzielnicy i przywróceniu jej "skali miasta". Decyzja ta związana z wyburzeniami znacznej części istniejących bloków mieszkalnych była powodowana obok całkowicie niehumanitarnej skali budynków, obok całkowicie nie poddającego się przekształceniom środowisku życia - również względami natury społecznej. Kształt zabudowy, środowisko przyczyniły się do pogłębienia i wzmocnienia problemów związanych z wykluczeniem społecznym , przestępczością, zagrożeniem, obecnością licznych uzależnień u osób zamieszkających w tym osiedlu.

Dla tych z Państwa, którzy chcą przyjrzeć się temu jak to osiedle wyglądało tuż przed oraz w trakcie wyburzeń i przekształceń - jeszcze jeden film. W komentarzu cytuję: "miejsce określane przez mieszkańców jako nieludzkie", "trupi odór" i "rodziny które tam wciąż mieszkają - to niehumanitarne":


 
Expropriations au lance pierre, d'un monde à l'autre. Part1
Załadowane przez: Architecture-urbanisme. - Obejrzyj najnowsze wideo

Okazuje się że fikcyjne idee - z pozoru piękne i wspanale prezentujące się na płaskich rysunkach i schematach - mogą okazać się w rezultacie szkodliwe.

Bardzo ciekawy jest film pokazujący spotkanie projektanta dzielnicy z jednym z mieszkańców. Sam autor przyznaje, że zaburzona została skala. Że zdał sobie z tego sprawę po realizacji osiedla. Oraz że szczytne idee oraz opisy nowej dzielnicy, która miała w założeniach stać się nową Tuluzą roku 2000 w praktyce okazały się fiaskiem.


Zdjęcie pochodzi z zacytowanego powyżej filmu -kliknij aby obejrzeć.

Poniżej proces burzenia jednego z budynków.. Wyburzono bloki, które tworzyły barierę oddzielającą dwa światy - pierwotnie w założeniach świat komunikacji samochodowej i pieszej, świat pracy i odpoczynku - które w rzeczywistości stały się murami getta.

Pomysły okazały się fikcyjne. Ale to nie koniec tej opowieści. Działania, które musiały zostać podjęte aby doprowadzić do likwidacji wyrządzonych szkód okazały się (i nadal pozostają) bardzo kosztowne.

Powyższe zdjęcie pochodzi z witryny poświęconej GPV - Grand Projet de Ville dla dzielnicy Grand Mirail w Tuluzie. Z opisu: Projekt, na którego realizację przeznaczono 314 milionów Euro (największy budżet dla tego rodzaju projektów we Francji)  ma dwa obszary działań: społeczny oraz urbanistyczny. Celem projektu jest rekonstrukcja "tradycyjnego miasta" w tej pozbawionej tradycji miejsca części miasta, którą zamieszkuje ponad 10% jego mieszkańców oraz gdzie koncentruje się większość problemów społecznych: bezrobocie (dwukrotnie większe niż gdzie indziej), wykluczenie, dyskryminacja, koncentracja mieszkań socjalnych. Dzielnica się wyludnia pomimo że w całym mieście przybywa mieszkańców.
Założeniem w sferze urbanistycznej jest likwidacja "logiki zamknięcia" - wydzielenia, podziału. Przekłada się to na wyburzenie wielkich bloków mieszczących blisko 2000 mieszkań, urządzenie ulic, placów , alei, bulwarów, terenów zielonych.
W sferze społecznej rzecz dotyczy: edukacji, zapobiegania, integracji, rozwoju lokalnej demokracji, wspomaganiu rozwoju zatrudnienia i drobnej przedsiębiorczości.

 

Tak wyglądała ulica - a właściwie przejazd pod budynkiem łączący dwa światy - w dzielnicy Toulouse le Mirail - kadr pochodzi z drugiej części filmu Expropriations au lance pierre, d'un monde à l'autre, cytowanego powyżej:

Czy rzeczywiście nie można sobie było tej przestrzeni wyobrazić, przyrównać do skali człowieka i pomyśleć przed? Trudno to teraz rozstrzygać. Dość powiedzieć że tego rodzaju eksperymenty (eksperymenty na ludziach) ..nie wyszły.

Idee.. Myśl ludzka, jej kult wywodzący się jeszcze z epoki oświecenia jest we współczesnej filozofii krytykowana. Bo skutki ludzkich pomysłów - zwłaszcza tych nie kontrolowanych - bywały niekiedy tragiczne. Stąd popularność współcześnie filozofii racjonalności komunikacyjnej. Stąd również wywodzi się popularność idei partycypacji społecznej w urbanistyce. Bo wielostopniowa krytyka idei pozwala ją lepiej przemyśleć. I uniknąć skutków.. niekiedy groźnych. Epoka demiurgów w urbanistyce bezpowrotnie minęła. I chyba ..całe szczęście. Bo przecież jak powiedział twórca Le Mirail Candilis w przytoczonym tu wywiadzie - oni też chcieli zapewnić ludziom szczęście. I to wcale nie oznacza że idee są niepotrzebne.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2009-12-20 22:37
 Oceń wpis
   

Na początek truizm, który na własny użytek nazwałam: rozwój odbywa się falowo, w drodze reakcji na wcześniejszą dysfunkcjonalność. Dotyczy to absolutnie wszystkiego - w tym również urbanistyki. Zwarta i nieuporządkowana struktura miast XIX wieku stała się źródłem reakcji w postaci modernizmu oraz rozlewania się przedmieść. To z kolei doprowadziło do rozluźnienia struktur miejskich i utraty wcześniejszej formy. Co stało i staje się źródłem nostalgii za minionym (o czym świadczy choćby ta witryna - oczywiście łódzka, jakżeby inaczej), chęci powrotu do źródeł i poszukiwania urządzonych przestrzeni publicznych. I to nawet wbrew wzrastającej powszechności kontaktów w sieci internet, które miast zastępować potrzebę kontaktów rzeczywistych przyczyniają się do jej rozwoju. Trochę jak w Tofflerowskiej Trzeciej fali, która za dzieło naukowe nie jest uważana (bo nim nie jest) ale przedstawia pewną wizję społeczeństwa współczesności, która bardzo powoli ..jakby nabiera uzasadnienia. Choć jak to bywa z wizjami zawiera uproszczenia. Nazywając rzecz po imieniu: ludzie odczuwają wzrastającą potrzebę aby spotykać innych w realnym świecie i to niekoniecznie celowo i niekoniecznie wyłącznie znajomych w sposób z góry umówiony. Dlaczego tak jest i skąd takie twierdzenie?

Jako że lubię posługiwać się cytatami - zacytuję. Jak już wiele razy Jane Jacobs, za Douglas'em W.Rae, który ten cytat uczynił mottem swojej książki pt. City Urbanism and its end (ostatnio nabyłam :) , a tłumaczenie "oddaje ducha" i nie jest dosłowne):

"Zaufanie jakie budzi miejska ulica tworzy się w długim okresie czasu poprzez wiele, wiele małych kontaktów w publicznej przestrzeni chodników. Rośnie kiedy ludzie zatrzymują się w barze na piwo, radzą się w sklepie spożywczym, albo udzielają rad ulicznemu sprzedawcy gazet, kiedy porównują opinie z innymi klientami w piekarni i kiedy schylają głowę wymieniając ukłony, pozdrowienia z dwoma chłopakami popijającymi colę na przystanku, kiedy obserwują dziewczyny czekające na wezwanie na obiad, kiedy zwracają uwagę dzieciom, kiedy dowiadują się o miejscu pracy w sklepie z wyrobami żelaznymi i kiedy pożyczają dolara od kioskarza, kiedy zachwycają się nowonarodzonymi dziećmi i współczują że płaszcz wypłowiał.


Ulubione ulice Jane Jacobs - źródło: http://www.cyburbia.org/

Zwyczaje bywają odmienne: gdzieniegdzie ludzie porównują wygląd psów, gdzie indziej porównują najemców mieszkań. Większość jest w ostentacyjny sposób i całkowicie trywialna ale ich suma nie jest trywialna w najmniejszym nawet stopniu. Sumą takich zwyczajnych, publicznych kontaktów na poziomie lokalnym - z których większość jest przypadkowa, większość jest powiązana ze sprawami do załatwienia, wszystkie wynikają z dobrej woli i nie są przez nikogo narzucone - jest poczucie publicznej identyfikacji ludzi, sieć publicznego szacunku i zaufania, oraz źródło czasu poświęconemu realizacji celów osobistych w powiązaniu z publicznymi. Nieobecność tego zaufania jest katastrofą dla miejskiej ulicy. Zaufania nie da się kultywować instytucjonalnie."

Ale można tak kształtować przestrzeń oraz tak prowadzić proces planowania przestrzeni publicznych aby je wspomagać - to już moja i nie tylko moja uwaga na marginesie.


Zdjęcia: http://www.lfa2008.org/

Jeszcze jedno spostrzeżenie na użytek wyartykułowanej na wstępie tezy o obecnej współcześnie potrzebie spotykania się w realnej rzeczywistości. A mianowicie mebel miejski, który stał się znakiem Festiwalu Architektury w Londynie w 2008 roku. Świeży kwiat - autorstwa pracowni Tonkin Liu. Przenośne urządzenie służące jako miejsce dyskusji i debat publicznych. Znak czasu?

PS. Jeśli ktoś zapomniał to jutro nas Łodzian czeka debata publiczna nad projektem s.u.ik.z.p. Ale to już całkiem inny temat.

Tagi: społeczeństwo, design, urbanistyka, społeczna, przestrzeń


2009-12-11 00:04
 Oceń wpis
   

Tegorocznym laureatem światowego festiwalu architektury została nieduża (zatrudniająca 8 osób) firma Peter Rich Architects z Republiki Południowej Afryki za budynek Mapungubwe Interpretation Centre.


Źródło: www.designboom.com

Nagrodzony projekt jest instytucją kultury służącą lokalnej społeczności. I jak wynika z wypowiedzi autora - podstawowym obszarem zainteresowań firmy jest praca dla lokalnych społeczności przy tworzeniu tego rodzaju obiektów. Tak aby wykorzystywać lokalne tradycje, wpisywać się w lokalny kontekst, uczyć się od lokalnej ludności..


Źródło: www.designboom.com

Centrum usytuowane jest u zbiegu rzek Limpopo i i Shashe w miejscu i dla upamiętnienia tradycyjnej lokalizacji miejsca lokalnego handlu. Usytuowanie na zboczu płaskowzgórza, otoczone przez naturalną dla tego obszaru roślinność to tylko niektóre z cech tej architektury. Sama konstrukcja wykonana z lokalnych materiałów, siegająca do lokalnych tradycji budowlanych urzeka prostotą form i umiejętnością wpisania w zastane otoczenie.


Źródło: www.designboom.com

Zapewne jak zwykle pozostanę tendencyjną ale urzekła mnie również wypowiedź projektanta budynku dotycząca powołania i misji architekta - projektującego nie dla "bogatych tego świata" ale również dla lokalnych społeczności i w tym odnajdującego swoje życiowe powołanie oraz zamiłowanie. Oszałamiająca jest taka skromność i bardzo się cieszę, że została nagrodzona. Oraz wezwanie skierowane przez autora do społeczności architektów aby "w szerszym zakresie służyć lokalnej społeczności".

2009 World Architecture Festival: World Building of the Year Award from The Architects' Journal on Vimeo.

A konkurencja była niebagatelna - bo np. taka - skądinąd świetny artykuł.

Źródło oraz więcej informacji o nagrodzonym obiekcie: http://www.designboom.com/weblog/cat/9/view/8082/peter-rich-architects-mapungubwe-interpretation-center-south-africa.html oraz http://www.worldarchitecturefestival.com/index.cfm


 

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, architektura, przestrzeń


2009-12-09 20:20
 Oceń wpis
   

Pomysł całkowicie szalony usypania gór z przetworzonych odpadów dookoła Warszawy jest prowokacją na ważny temat. Fizyczna granica przestrzeni, bariera nie do pokonania jaką są góry - i to góry śmieciowe, a więc nie nadające się do zabudowy - zwraca uwagę na temat fizycznego rozdzielenia miasta i wsi.


Wizja Jana Dziaczkowskiego na temat góry w Warszawie - źródło GW Warszawa

Moment w historii, kiedy magiczna granica 50% ludności zamieszkującej miasta została przekroczona mamy już za sobą. Miejski styl życia obowiązuje wszędzie. Wszędzie mamy - nie miasto - bo trudno to nazwać miastem - ale obszar zurbanizowany.  Od pewnego czasu pojawiąją się i stają się coraz bardziej aktywne ruchy namawiające do zakładania w miastach ogrodów służących uprawie roślin dla celów spożywczych.

Redefining boundaries: Urban Agriculture: Tiffany Tong from terrytalks on Vimeo.

To co jakiś czas temu było jedynie artystyczną prowokacją obecną w szalonych happeningach... Sama w jednym takim wydarzeniu uczestniczyłam, kiedy to artyści z Forum Fabricum, legendarnego klubu, który działał w Łodzi w latach 1998 - 2003, przywieźli byli krowę i tę krowę wypasali na łące za fabryką, gdzie mieściła się siedziba klubu. I była impreza wiejska.. (podejrzewam że świeże mleko też ). Jakiś czas temu stosowanie roślin uprawnych w mieście było jedynie modą na sposób urządzania ogrodów. Teraz powoli staje się to normą..

W tym kontekście artystyczna prowokacja Grzegorza Piątka i Marka Pieniążka pokazana dzięki Fundacji Bęc Zmiana może okazać się pomysłem wartym uwagi. Bo skutecznym i rozwiązującym pewne problemy. A że ja bym wolała żeby takie problemy rozwiązywać wzorem Europy zachodniej za pomocą narzędzi planowania przestrzennego. I że rozsądniej jest po prostu zapobiegać rozlewaniu się zabudowy stosując skuteczne instrumenty planistyczne i skuteczne prawo... Tak aby było miasto i była wieś albo małe miasteczka. A pomiędzy żeby było pole..

Mogę sobie woleć.. Jak w tym wierszyku z dzieciństwa.. Spadł kiedyś w lipcu
śnieżek niebieski,
szczekały ptaszki,
ćwierkały pieski.

Fruwały krówki
nad modra łąką,
śpiewało z nieba
zielone słonko.
Gniazdka na kwiatach
wiły motylki.
Trwało to wszystko
może dwie chwilki.

A zobaczyłem
ten świat uroczy,
gdy miałem właśnie
przymknięte oczy.

Gdym je otworzył,
Wszystko się skryło
I znów na świecie
Jak przedtem było.

Wszystko się pięknie
Dzieje i toczy...
Lecz odtąd - często
Przymykam oczy.
(J. Tuwim, Cuda i dziwy)

Albo jak w innej piosence, też z dzieciństwa (transkrypcja całkowicie fonetyczna): Pust wsiegda budiet sonce, pust wsiegda budiet ..

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2009-12-07 23:06
 Oceń wpis
   

To się coraz częściej zdarza. Architektura, przestrzeń miejska staje się dynamiczna, traci statyczność. Staje się wielkim interaktywnym ekranem jak w Kunsthaus w Grazu.

Albo jak w projekcie Franka Gehrego dla Centrum Camerimage  w Łodzi, gdzie wielka ściana- ekran ma prezentować to co wydarza się wewnątrz.


Źródło GW Łódź

Lub - jak w projekcie stacji metra Wileńska - który troszkę mnie razi jeśli chodzi o wizualizacje wejścia - ale bardzo ujmuje, jeśli rzecz dotyczy rozwiązania przestrzeni pod ziemią. Peronów, których ściany mają być wielkimi ekranami przedstawiającymi to co na powierzchni.


Źródło: Bryla.pl

Bardzo też podoba mi się pomysł interaktywnych instalacji świetlnych zaproponowany w Amsterdamie dla przejść podziemnych i pod budynkami w blokowiskach. Mood light. Ruch jako element wzbudzający ruch światła, pulsowanie przestrzeni. To podnosi jej jakość i wpływa na poprawę bezpieczeństwa.


Źródło: Bryła.pl - artykuł o projekcie Mood Light w Amsterdamie

Nie tylko nasz ruch wywoła interakcję - nie czujemy się mali, bezradni wobec ściany ciemnego betonu. Jak w pokoju dziecka, kiedy mama gasi światło. I maluch zostaje sam. Takie zabiegi podnoszą jakość przestrzeni a nie kosztują - mimo wszystko - tyle co przebudowa, zmiana istniejących rozwiązań.

Interakcja, ruch jako element przestrzeni miejskiej. Jak bardzo różni się to podejście od współczesnych trendów rozwoju przemysłu motoryzacyjnego. Np. takich jak prezentowane w programie, który wczoraj oglądałam w Discovery Channel - ulepszanie rozwiązań stosowanych w samochodach dla całkowitego odizolowania nas od przestrzeni na zewnątrz. Dla zapewnienia na poziomie samochodu mini centrum rozrywki i komunikacji.

 

Tagi: kultura, bezpieczeństwo, design, miasto, przestrzeń


2009-11-05 21:40
 Oceń wpis
   

Urban - przestrzeń miejska, struktury miejskie, miejskość, tereny zurbanizowane. Tak Henri Lefebvre określa otoczenie, z którym mamy na co dzień do czynienia. Pewne ośrodki miejskie rosną, inne upadają - z różnych powodów. Jednym z podstawowych jest lokalizacja. Inne to jakość miejsca- zarówno wytworzona kulturowo jak i naturalna. Wzrost może być gwałtowny, umiarkowany lub żaden, często mamy też do czynienia ze zmniejszaniem się, porównaj shrinking cities. Jeśli na to patrzymy w tradycyjny sposób, posługując się aparatem pojęciowym wykształconym w okresie industrializacji - pewnych rzeczy nie mamy szans dostrzec. Ograniczeni granicami administracyjnymi oraz tradycyjnie stosowanymi pojęciami miasta, miasteczka i wsi nie widzimy rzeczywistych procesów wzrostu i degradacji.

Widać to wyraźnie w analizach geograficznych, przykładowo w prezentowanej podczas konferencji, w której miałam przyjemność dzisiaj uczestniczyć, a dotyczącej Przestrzeni małych miast. Referat na który się powołuję, autorstwa dr Szymona Marcińczaka  prezentował wyniki badań demograficznych dla aglomeracji łódzkiej na tle pozostałych aglomeracji Polski, a opierał się na danych agregowanych do samorządowych jednostek pomocniczych, a więc szczegółowych. Prezentacja danych wyraźnie wskazywała na sztuczność narzuconych administracyjnie podziałów.

Analizując wyniki cytowanych badań można dojść do wniosku, który mnie osobiście nasuwał się już wcześniej, że polskie prawodawstwo i wynikające z niego ograniczenia administracyjne mogące kształtować lub chociaż moderować rozwój (i w bardziej zaawansowanych demokracjach tak się dzieje) są całkiem nieskuteczne. Jeśli mamy do czynienia z presją inwestycyjną - również na tereny atrakcyjne krajobrazowo - możemy ją jedynie opisać bo powstrzymać czy moderować się nie da. Tezy tej nie trzeba udowadniać w przypadku decyzji o warunkach zabudowy. W przypadku planów miejscowych niestety jest podobnie. Są to narzędzia nie tyle planowania co umożliwiania inwestowania. Tak to mniej więcej jest skonstruowane. Taka była w bardzo ogólnych zarysach teza mojego wystąpienia. Z ładem przestrzennym nie ma to zazwyczaj wiele wspólnego.

Tagi: prawo, nieruchomości, urbanistyka, przestrzeń, ład



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.