2011-01-03 22:46
 Oceń wpis
   

Budowa domów nie wymaga jedynie gruntu zlokalizowanego w granicach administracyjnych gmin miejskich jak próbuje nas przekonać autor tegoż artykułu w mojej ulubionej gazecie. Lokalizacja terenów inwestycyjnych powinna być wybierana starannie. Jedynym czynnikiem wpływającym na decyzje w tym zakresie nie może być argument własności, w tym własności Agencji Nieruchomości Rolnych. Lokalizacja nowych mieszkań, w tym mieszkań komunalnych to nie jest działanie mechaniczne typu wypiek bułek czy produkcja kiełbasy, które w zasadzie powinny być takie same niezależnie od okoliczności. Tego rodzaju decyzje mają istotne znaczenie dla kosztów późniejszego funkcjonowania gminy/miasta. Nie tylko dlatego, że dom to jest rzecz która z definicji przynależy do kategorii nieruchomości, a więc nie można jej (za bardzo) przestawić. Ale również dlatego, że w tym domu ktoś ma zamieszkać, a więc będzie potrzebował infrastruktury (dróg, sieci uzbrojenia podziemnego, szkół, przedszkoli, etc). Wybór lokalizacji mieszkań ma znaczenie dla późniejszych zachowań przestrzennych ich mieszkańców. Dla tego czy będą stali w korkach, gdzie będą robili codzienne zakupy, ile czasu dziennie będą spędzali aby jeździć do pracy/ zawożąc dzieci do szkoły/ przedszkola. Czy będą w tym celu używać samochodu, czy też transportu miejskiego. Lokalizacja zabudowy mieszkaniowej na gruntach należących wcześniej do ANR to najczęściej przekształcenie terenów zagospodarowanych dotychczas rolniczo na tereny mieszkaniowe. W większości polskich miast jest to całkowicie chybiony pomysł. Wiążący się ze znacznymi kosztami dla środowiska, naruszający istniejące ekosystemy. Ile jest miejscowości w Polsce, które rosną? Naprawdę niewiele i rzecz dotyczy wyłącznie tych zlokalizowanych blisko wielkich metropolii, w tym tak naprawdę stołecznej. Ale nawet tam (w miejscowościach podwarszawskich) powinno się jednak bardziej myśleć o dogęszczaniu istniejących struktur i ich rewitalizacji. Niż o otwieraniu nowych terenów dla zabudowy kosztem środowiska. A co dopiero gdzie indziej. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które nie ma pieniędzy na nową infrastrukturę. A te które mamy powinny być wydawane racjonalnie. Tak wiele centrów istniejacych miast i miasteczek czeka na rewitalizację. Tam są grunty które nie wymagają budowy uzbrojenia ani nowych dojazdów. Które nie będą wymagać gigantycznych nakładów na utrzymanie dróg kołowych - bo mozna dojść na piechotę. Gdzie już są szkoły, przedszkola, itd. Przecież nie jesteśmy ludem koczującym... Zadziwia jak to możliwe aby w tej sytuacji nie wiedzieć o istnieniu takiej dziedziny wiedzy/nauki (kiedyś sztuki nawet) jaką jest urbanistyka.

Tagi: ekonomia, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2010-10-05 21:32
 Oceń wpis
   

Dzisiaj po raz pierwszy prowadziłam ćwiczenia oraz wykład o Geographic Information Systems na nowym kierunku studiów magisterskich - Architecture for Society of Knowledge, który własnie ruszył na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej i ...bardzo się cieszę , że mogę w tym uczestniczyć. Świetni młodzi ludzie, doskonale przygotowani i mądrzy. Wydaje mi się że może z tego być coś bardzo fajnego.
Jednocześnie dla mnie samej jest to mobilizacja i doskonała okazja dla odświeżenia zebranej wiedzy o najnowszych narzędziach służących modelowaniu miasta.

Wcześniej przez równo 10 lat uczyłam Rysunku Planistycznego z wykorzystaniem GIS na Gospodarce Przestrzennej (na Wydziale Ekonomiczno- Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego) i też to bardzo miło wspominam, a jednocześnie teraz jest to coś zupełnie innego. Dla studentów GP były to jedyne zajęcia rysunkowe z komputerem, tu jest to po prostu kolejne z wielu już znanych narzędzi. Tym trudniej z jednej strony i tym łatwiej - bo sporo spraw jest (lub wydaje mi się że powinno być) oczywistych.

Gromadzenie wiedzy o mieście oraz możliwość korzystania z technologii, jakie narzędzie oferuje w zakresie analiz oraz prezentacji danych/ przetwarzania ich do postaci czytelnej informacji,  do tej pory nie znajdowało specjalnego uznania wśród architektów oraz urbanistów. Tymczasem jest to istotne wyzwanie dla współczesnej urbanistyki, cieszę że nareszcie zaczyna powolutku funkcjonować. Może z czasem znajdzie więcej zrozumienia, zostanie nieco bardziej docenione oraz powszechne. A co za tym idzie - Polska przestanie być pustą plamą (o dużych rozmiarach) np. na mapie krajów biorących udział w projekcie Plan4All w Europie. I w końcu zrozumiemy na czym polega ważność wdrażania INSPIRE - dla nas czyli urbanistów, oraz dla pozostałych uczestników procesu planowania.

Dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć już teraz, polecam świetny film, zatytułowany Geospatial Revolution Project (znamienne jest to że powstał w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie podstawowe dane geograficzne są darmowe):

 Źródło: http://geospatialrevolution.psu.edu/

Tagi: prawo, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, MojeMiasto, gis


2010-09-16 23:18
 Oceń wpis
   

Las - to takie miejsce w mieście, gdzie odbywa się cała masa nieuświadamianych aktywności mieszkańców.
Las - to miejsce wypraw rowerowych, a czasem nawet wyścigów.

Las - to miejsce spacerów, również zorganizowanych, o każdej porze roku.

Las - to miejsce, gdzie niektórzy jeżdżą konno, a inni na nartach.

Las - to miejsce wypraw z dziećmi, niedzielnych spacerów z rodziną albo za rączkę z ukochanym.
Las - to również źródło świeżego powietrza - o czym zdajemy się zapominać.

Poniżej dwa cytaty z III tomu materiałów obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (dr Halina Jaroszewska: System Przyrodniczy Miasta, główny projektant - dr inż. arch. Mirosław Wiśniewski)
"Warunkiem sprawnego spełniania przez system przyrodniczy wszystkich oczekiwanych od niego funkcji jest jego ciągłość i powiązanie z obszarami otwartymi poza strefą zurbanizowaną. Miasto posiada w swoich granicach obszary, które w sposób formalny (tereny zieleni, lasy), lub ubocznie od podstawowej funkcji (pola, łąki, doliny rzeczne, dzielnice mieszkaniowe, obiekty usługowe) system taki tworzą. Zachodzące jednak ciągle - w sposób niedostatecznie kontrolowany - procesy urbanizacji zmniejszają margines błędu jaki można jeszcze popełnić, aby nie przerwać tej - w wielu miejscach naruszonej - ciągłości. Szczególnie niebezpieczny jest nacisk urbanizacyjny na obszary obrzeżne miasta i sąsiedztwo dużych terenów zieleni miejskiej spowodowany dążeniem do wykorzystania ich walorów przyrodniczych i krajobrazowych (wartości na terenie miasta deficytowe). " str.130

"LAS ŁAGIEWNICKI (CA 1200 HA; planowane jest umocnienie kompleksu przez zalesienia na wschód od Lasu, ku Nowosolnej - zwiększenie obszaru nawet dwu i półkrotne - [co już w projekcie obecnie procedowanego studium zarzucono]) - położony na krawędzi i w partii szczytowej Wzniesień Łódzkich - pełniący rolę kluczową w zakresie podsystemów:
- klimatycznego (źródło spływu chłodnych, natlenionych mas powietrza, głównie - doliną Sokołówki, zachowanie - poprzez tereny otwarte - łączności z doliną Łódki);
- hydrologicznego (jako obszar źródliskowy Bzury, miejsce małej reterencji wód rzeki oraz osłona w strefie zagrożenia wód głębinowych);
- przyrodniczego - grupuje większość przedstawicieli fauny występujących na terenie miasta i ma najbogatszy skład florystyczny - ze strefami o pierwotnym, puszczańskim charakterze (rezerwat „Las Łagiewnicki” - 69,85 ha); zachowuje łączność z pozamiejskimi zespołami leśnymi w Smardzewie i w okolicach Nowosolnej
. " (str.160)

Co z tego wynika? Ano to, że Las Łagiewnicki jest tak wielkiemu miastu jak Łódź potrzebny do życia. I to nie sam, wyizolowany z otoczenia - ale powiązany z sąsiadującymi terenami otwartymi. Których obecność jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania samego kompleksu leśnego. Nie mamy rzeki z prawdziwego zdarzenia i rozległych terenów które by ją otaczały, zapewniając właściwy mikroklimat. Mamy Las. Który jest jednocześnie świetnym miejscem rekreacji. I może dobrze byłoby gdybyśmy zaczęli o ten Las dbać. Przede wszystkim nie pozwalając na szczelne obudowanie ze wszystkich stron. To jest tak naprawdę niebezpieczne marnotrawstwo potencjału, którym Łódź wciąż dysponuje.

Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2010-09-04 23:28
 Oceń wpis
   

 Pozytywna reklama na dobranoc i na dzień dobry.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-08-03 23:23
 Oceń wpis
   

Odkryłam ostatnio serwis itunes. I to wcale nie pod kątem muzyki (choć nie narzekam) ale pod kątem ciekawych wykładów. Jest ich tam cała masa, ileś zagranicznych uczelni ma ambicje aby w tym serwisie publikować swoje treści. Wczoraj wieczorem do późnej nocy oglądałam wystąpienie barona Roberta Maya o wpływie globalnego ocieplenia na nasze zdrowie publikowane przez UCL w Londynie. Trudno powątpiewać..

Ale nie o tym chciałam tu powiedzieć. Miało być o lasach. Porusza zachowanie rosyjskich władz wobec protestujących pod Moskwą w Chimkach ekologów.

Protestują przeciw wyrębowi dębowych, cennych lasów. Wyrębowi, który ma służyć budowie autostrady. Choć nie jest to jedyny wariant przebiegu tej drogi. Skandal.

Cenne lasy. Oczywiście nie wszystkie lasy są cenne. Kiedy się nad tym zastanawiam pojawia się uczucie zgrozy, które zawsze odczuwam, kiedy widzę bezmyślne zagospodarowywanie kolejnych naturalnych (lub rolniczych terenów). Cały czas nie dociera do nas, że żyjemy w ograniczonej przestrzeni.. Drugie odczucie to alergia na nasze rodzime absurdy prawne. Kiedy się czyta (i analizuje) co to jest las w ustawie o lasach. Kiedy się sprawdza aktualność i zgodność mapy użytków z rzeczywistością i widać jak wiele nowych zalesień pojawiło się w międzyczasie (a ile zniknęło). Kiedy to porównać z terenami wyznaczanymi w jakże hojny sposób w dawnych nieszczególnie dokładnych planach ogólnych (z których teraz nie sposób się gminom wycofać). To skóra cierpnie i włosy dęba stają na głowie. To nawet nie jest niczyja wina. W każdym razie nie wprost. Ministerstwo na ogół nie wydaje zgód na odlesienia. Jeżeli to brak wdrożenia ustawy o INSPIRE w Polsce, brak wykorzystywania zobrazowań lotniczych i satelitarnych do aktualizacji map użytków (lub brak tej aktualizacji). Lub nasza rodzima przedsiębiorczość. Wszak sprytny inwestor na ogół zadba, aby jego teren przestał być formalnie lasem przed przystąpieniem do planu miejscowego. A jeśli jest to dajmy na to park krajobrazowy, którego przepisy ograniczają możliwość wydzielania nowych działek budowlanych podając ich maksymalną wielkość (ale nie dotyczą działek już istniejących, a tak jest na ogół) - to i grunt wcześniej rozparceluje. Jest w tym masa wyzwań dla naszych rodzimych ekologów. Bo ustawa o długiej nazwie dała im całą masę uprawnień. Z których nikt nie korzysta. Tu pytanie do kolegów urbanistów: z iloma organizacjami środowskowymi mieliście jak dotąd do czynienia?) Bo ja z jedną. I było to stowarzyszenie protestujące przeciwko pozwoleniu na lokalizację masztów telefonii komórkowych na ich terenie (organizacja środowiskowa?).

O czym my w ogóle rozmawiamy skoro w Polsce wycina się (nie wiedzieć po co i na co, ponoć gospodarczo i w trosce o zachowanie drzewostanu??? ) Puszczę Białowieską. Najstarszy pierwotny las Europy.


Zdjęcie z blogu Adama Wajraka. Polecam wpis o tym jak to "Troszczymy się o Puszczę"

Dlaczego lasy i globalne ocieplenie? Oraz wypowiedź Maya? Bo troska o przyrodę, której wyrazem jest również racjonalne gospodarowanie przestrzenią (w tym ochrona lasów) może nam uratować zdrowie. Nie wierzycie to posłuchajcie. Szczególnie ciekawy jest wątek o biednych i bogatych.

Tagi: ekonomia, drogi, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie, las


2010-07-28 22:56
 Oceń wpis
   

Chongqing - największa gmina miejska świata jest w trakcie bardzo intensywnej urbanizacji. 50 mln m2 powierzchni użytkowej i 500 km dróg szybkiego ruchu to tylko niektóre cyfry opisujące skalę rozwoju. Co roku do miasta migruje 1 200 000 osób.

Magiczne Góry to chińsko duński projekt, prezentowany na Biennale w 2006 roku, który zakłada stworzenie nowej "Zielonej" dzielnicy biznesu ("Green" Central Business District w skrócie GCBD). Sylweta dzielnicy przypomina naturalne kształty Chongqing ale na kształt ten składają się "zamieszkane góry". Szczyty wzniesień pokrywają się z centrami o wysokiej intensywności, obniżenia to miejsca gdzie krajobraz przypomina tradycyjne chińską zabudowę. Doliny to otwarte zielone przestrzenie stanowiące miejsce dla "maszyny życia" - systemu oczyszczania ścieków i generowania odnawialnej energii.

Mieszkalne góry będą wykorzystywały systemy redukowania zużycia energii poprzez zastosowanie biernego chłodzenia w lecie i biernego ogrzewania w zimie. Są połączone między sobą systemem ścieżek rowerowych i pieszych i przy pomocy efektywnego trasportu publicznego tak aby zredukować potrzebę korzystania z transportu indywidualnego. Szacunki zakładają zmniejszenie całkowitego zapotrzebowania na środki i energię o 22% i zastąpienie 11% konwencjonalnej energii tą pochodzącą ze źródeł odnawialnych.

Powyższe informacje oraz ilustracje zaczerpnięte z: http://roomatthetop.wordpress.com/ . Tamże więcej ilustracji.

Podoba się? Szalone trochę nieprawdaż? Ale jeśli porównać z aktualnymi standardami obowiązującymi w tamtejszej tworzącej się miejskiej rzeczywistości:


Źródło: http://i.dailymail.co.uk/i/ - ostatnio dużo tych zdjęć w związku z katastrofą budowlaną, która miała tam miejsce.

Albo z osiedlem które już nie istnieje, ze względu na panoszącą się tam przestępczość:


Kawloon Walled City w Honkongu - więcej informacji oraz źródło obrazka

Tagi: ekonomia, energetyka, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2010-06-07 14:36
 Oceń wpis
   

Parafrazując słowa Posła Janusza Palikota z jego bloga (o której to wypowiedzi informowała dzisiaj GW, na stronie głównej serwisu): "Jest znacznie bardziej niebezpieczny niż najwyższa fala powodziowa. Bo ona mija, a [..tu aż się prosi o wstawienie nazwiska autora tego zdania] codziennie zaraża. I zagraża."
Nie zwykłam pisać o polityce - bo interesuje mnie w stopniu, w jakim wpływa na racjonalność zarządzania i planowania przestrzeni. Niestety polityka wpływa bezpośrednio na stanowienie prawa. I tu - znów niestety - działalność Komisji Przyjazne Państwo, pod którą jak wiemy podpisuje się Pan Poseł Janusz Palikot - zasługuje na taki komentarz jak na wstępie. Oraz np. na komentarz o Komisji przyjaznej lobbystom - jak ten tutaj.

I nawet nie w psuciu dotychczasowych - niedoskonałych przecież - przepisów rzecz. Ale w nadziejach jakie pokładaliśmy myśląc o proponowanym uproszczeniu procedur i sytuacji prawnej. Przecież trudno mówić o systemie planowania przestrzeni, jeżeli nie można z góry przewidzieć co powstanie w bezpośrednim otoczeniu działki, którą chcielibyśmy nabyć. Brakuje planów, a nic się nie robi aby powstały - wciąż dopuszczając coraz większą dowolność decydowania w drodze indywidualnych decyzji administracyjnych. Bez ładu i składu. Pozwalając na zabudowę na coraz większych obszarach - tak jakby świadomość kosztów, które będzie trzeba ponieść (z puli finansów publicznych, a czasem - jak w przypadku powodzi - również indywidualnych) nie była oczywista. Przecież nawet nie do końca wiadomo co to takiego działka budowlana! O braku definicji tzw. "działki sąsiedniej" i konsekwencjach tegoż niedopowiedzenia nie wspominając.

A wracając do samej wypowiedzi Posła Palikota - jednak krytyka, również polityczna bywała bardziej zabawna.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-06-05 13:09
 Oceń wpis
   

Z partycypacją mieszkańców w planowaniu (również przestrzennym) jest troszkę tak jak z powodzią. Nie da się jej zapobiec - trzeba ją więc polubić.

To ostatnie stwierdzenie dotyczące powodzi jest cytatem z bardzo ciekawego wystąpienia wygłoszonego w ramach Konferencji na temat Ekologicznej Urbanistyki, która odbyła się w Uniwersytecie Harwarda w roku ubiegłym. Materiały tej konferencji są dostępne w sieci w formie tzw. "podcastów", każdy z nas może więc się z nimi zapoznać i wyrobić sobie własne zdanie o najnowszych trendach współczesnej myśli urbanistycznej. Bo co do autorytetu wspomnianej Uczelni chyba nie trzeba nic udawadniać.

Takie właśnie stwierdzenie na temat powodzi, jak to które znalazło się w pierwszym zdaniu tej wypowiedzi wygłosił podczas podsumowującej sesji profesor Kongjian Yu, reprezentujący Turenscape and Peking University. Powiedział mianowicie: "Make friends with floods". Dokładnie w taki sposób jak robi się to od wielu lat na zachodzie Europy, tak też przekonują liczne podręczniki oraz specjaliści w tej branży - hydrolodzy oraz EKOLODZY (ostatnio jak wiemy - wszystkiemu winni. Bobry się nie odzywają - zaszyły się żeby ich nie powystrzelać. Oczywiście żartuję tutaj - a wymieniony List otwarty Ekologów celowo popularyzuję i polecam łaskawej uwadze. Oraz w pełni popieram.).

Czemu twierdzę, że z partycypacją społeczną w planowaniu (również przestrzennym) jest identycznie? Też trzeba ją polubić bo pominąć się nie da. Ano zobaczcie Państwo jak to się odbywa , o czym przekonują się stopniowo Szanowni Urzędnicy łódzkiego magistratu:

"Kiedy drogi powstaną? Na to pytanie dzisiaj nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Wiadomo jednak, że w przypadku trasy Górnej wystarczyło posłuchać racji mieszkańców, których wariant został ostatecznie zaakceptowany. Trasa Śląska z pewnością kiedyś zostanie dokończona. Gdyby jednak wcześniej dogadano się z mieszkańcami, już dawno w Łodzi byłoby mniej korków." cytat z GW dodatek łódzki

Z partycypacją jest dokładnie tak jak z zapobieganiem chorób - wychodzi łatwiej i taniej niż leczenie - czyli w tym przypadku rozwiązywanie konfliktów. Inna kwestia, że z każdym z tych przypadków nikt nie chce słuchać pouczeń i - jak niektórzy twierdzą - "naukowych mądrości" przed. Dopiero jak się Jaś już sparzy, wyda masę pieniędzy (publicznych), to na własnych błędach być może się w końcu nauczy..

Tak swoją drogą powiązanie tych dwóch tematów - partycypacji i powodzi nie jest przypadkowe. Umiejętność podejmowania niepopularnych z pozoru decyzji związanych z racjonalizacją wykorzystania terenów już zainwestowanych w bezpośrednim sąsiedztwie rzek wymaga współudziału mieszkańców. Bez tego elementu takie działanie nie ma szans. Czego dowodzi wspomniany już tu powyżej przykład renaturyzacji doliny Renu.

Tagi: planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka, powódź


2010-06-01 14:10
 Oceń wpis
   

Innymi słowy my tu sobie fajnie pogwarzymy bo jest/ była/ będzie powódź (niepotrzebne skreślić) - więc temat chwytliwy. A oni sobie po cichu coraz bardziej przenoszą ciężar decydowania o przestrzeni metodą malutkich kroczków z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego na decyzje administracyjne (proszę nie mieć do mnie tu i teraz pretensji za opozycję my - oni, odnoszę wrażenie że jest więcej niż uzasadniona, proszę też wybaczyć irytację). Przeczytajcie Moi Drodzy jeszcze raz proszę ostatnie zmiany.. mojej ulubionej Ustawy. Zwracam uwagę na to co się teraz opiniuje a co się uzgadniać będzie, z kim i dlaczego tak, a nie inaczej. Dla wyjaśnienia - z opinią projektant planu (czytaj gmina) ma prawo się nie zgodzić. Z uzgodnieniem musi się zgodzić bo inaczej nie można planu procedować dalej.

Zastanawia np. ograniczenie uprawnień wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej w procedurze mpzp. Czyli jeśli PIS nie pozwoli budować bez kanalizacji to teraz ten brak zgody przestaje być wiążący. Czyli jesli konserwator zabytków nie pozwoli nie objąć ochroną - to teraz mozna to zignorować.

Do tej pory art. 20 Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami brzmiał, i brzmi nadal - bo to jest nowelizacja jeszcze nie przyjęta przez Senat -

Art. 20. Projekty i zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa oraz miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego podlegają uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków.

Podobnie Państwowa Inspekcja Sanitarna dotychczas uzgadniała projekty planów miejscowych, wielokrotnie nie dopuszczając do budowy bez kanalizacji np. na terenach o wysokim poziomie wód gruntowych, zagrożonych zanieczyszczeniem wód podziemnych, etc. To był istotny argument, a teraz co? Planista w roli Rejtana w obronie wartości, bez jakiejkolwiek broni? Co chwila ostatnio czytamy o tym że gdzieś "zalało szambo i szambo wybiło" Teraz będziemy takie newsy czytać częściej.. Skoro już nawet Państwowa Inspekcja Sanitarna ma mieć w tej (jednak istotnej z punktu widzenia zagrożenia życia i zdrowia) sprawie jedynie prawo wyrazić opinię.

Dlaczego tak ma się zadziać? Czy były jakiekolwiek konsultacje społeczne tej najnowszej nowelizacji? Bo nie wiem czemu, ale te zmiany wydają mi się bardzo istotne.. A konsultacje społeczne dotyczyły czegoś całkiem innego.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-30 18:03
 Oceń wpis
   

Kolejne leniwe niedzielne popołudnie z deszczem za oknem. Zastanawiałam się czy nie wybrać z dzieciakami na świetną wydawało się z zapowiedzi imprezę: http://www.pantuniestal.com/2010/05/24/czy-moge-pozyczyc-szklanke-cukru/


Źródło obrazka: jw.

Ale spadł deszcz..

Postanowiłam wobec tego rozpatrzeć uwagi do jednego z opracowywanych planów. Jak zwykle z tyłu głowy kołacze mi się myśl o tym na ile mądrzej byłoby zainteresowanym to co mam do powiedzenia wytłumaczyć, zamiast - jak to się niekiedy robi przy takich okazjach - odwracać kota ogonem, żeby pozbyć się problemu. Nawet nie wspominam o konfrontacji sprzecznych stanowisk, etc. (pomarzyć jak wiadomo zawsze sobie można). Uwarunkowań prawnych nie zmienię, jest jak jest. Fakt że uwagi są sprzeczne a ja znam przepisy lepiej oraz za tym co wymyślę stoi autorytet lokalnej władzy tudzież poparcie pewnej grupy, która stoi za proponowanymi rozwiązaniami. Być może to wszystko razem spowoduje że jakoś się rzecz do szczęśliwego końca uda doprowadzić. To czy ktoś to będzie potem zaskarżał.. No cóż, ma prawo i może z niego skorzystać.

Być może uda się również doprowadzić do pomyślnego finału postulat, który zapobiegnie wprowadzeniu kolejnego prawnego bubla, o czym więcej tutaj: http://www.urbanistyka.info/content/nasz-głos-w-sprawie-zmian-w-ustawie-o-planowaniu-i-zagospodarowaniu-przestrzennym . Pewnie jest Państwu obca wiedza o tym, że całkiem ostatnio Sejm przyjął kolejną nowelizację m.in. Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Między innymi dość skutecznie blokując opracowywanie planów, a mianowicie poprzez propozycję skrócenia terminu zawieszenia decyzji w sytuacji przystąpienia do opracowywania mpzp. W proponowanym terminie z całą pewnością nie uda się zmieścić. W związku z tym uzgodnione projekty planów przed wyłożeniem będzie można wyrzucić do kosza lub zaczynać całą zabawę (procedurę) od początku. Podpisuję się pod apelem zgłoszonym przez zespół urbanistów związanych z portalem Urbanistyka.info . Jeśliby tylko udało się ten apel przeforsować...  Gdyby jeszcze - tu znów cytuję inny postulat (autorstwa M. Korneckiego z Krakowa) - artykuł 61 Ustawy wyglądał jak następuje:

"Art. 61. 1. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków:
1)   co najmniej jedna działka sąsiednia, bezpośrednio przylegająca do działki objętej wnioskiem, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu;"

Wtedy rzeczywiście powoływanie się na przepisy niemieckie przy okazji uzasadniania instytucji decyzji o warukach zabudowy być może zyskałoby pewien sens. O mobilizowaniu gmin do planowania nie wspominając. Jak to z reguły bywa - diabeł tkwi w szczegółach.

To niewiele - ale być może takie działanie w dłuższej perspektywie pozwoliłoby metodą małych kroków uporządkować zagadnienia prawne związane z planowaniem.

Tymczasem - Szanowni Państwo, posłuchajmy sobie lepiej muzyki:

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-25 10:17
 Oceń wpis
   

Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment:

"Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa.

Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi.

Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012.

Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii."

Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista  - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-05-19 14:01
 Oceń wpis
   

Mam takie wrażenie, że jesteśmy świadkami swoistego przerzucania piłeczki. Piłeczka nosi tytuł "planowanie" i przypomina iście przysłowiowy gorący kartofel. Węzeł ma w sobie coś z gordyjskiego. Dostaliśmy go w spadku po poprzednim systemie i jak dotąd boimy się głośno przyznać że istnieje. Pisałam już o tym - w 1994 roku w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym wprowadzono po raz pierwszy obowiązek wypłaty odszkodowań. Jednocześnie (z pewnym poślizgiem) uchylając dotychczasowe plany. Plany uchylono bo zmiana systemu prawnego nakładałaby obowiązek odszkodowań ze strony Skarbu Państwa. Jednocześnie pozwolono gminom planować nie zmuszając ich do tego. Oraz wprowadzając możliwość doraźnego "załatwienia" sprawy przy pomocy decyzji administracyjnych określających sposób zabudowy i zagospodarowania terenów.
Nie zmuszano do planowania - bo to są koszty. Zapewne gdyby ich poniesienie było obowiązkowe samorządy natychmiast wystąpiłyby o odszkodowania do Skarbu Państwa. Lub poszukały innej drogi rozwiązania tego "kłopotu".

Nowy projekt ustawy zakłada - obok kontynuacji możliwości planowania przez gminy (w skuteczność oraz powszechność wykorzystywania tej części  dokumentu - jakoś nie wierzę, nie wiem czy to realizm czy pesymizm?) również opracowanie tzw. urbanistycznych planów realizacyjnych przez indywidualnych inwestorów. Które de facto akceptowane byłyby jak dotychczas w drodze decyzji administracyjnych. Małe pytanie - kto łapie kartofel i dlaczego znów Kowalski? A może to jest taka nowa "nasza droga do sukcesu"? Ja osobiście w to ostatnie nie wierzę o czym za moment.

Nowy projekt zmian ustawy jest szalenie skomplikowany. To budzi poważny niepokój o możliwości interpretacji tegoż dokumentu. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po tym, kiedy opuściłam salę zebrań gdzie odbywało się spotkanie organizacji społecznych z Panem Ministrem Olgierdem Dziekońskim na temat proponowanych zmian w Ustawie dotyczyła tego, że powinnam się przekwalifikować i czym prędzej otworzyć firmę szkoleniową. Nauczającą o co w nowym dokumencie chodzi. Bardzo to wszystko zawikłane. Dla mnie samej również - szczególnie że dość regularnie jestem poddawana treningowi przez rozmaite Wydziały Prawne Urządów Wojewódzkich, tudzież przez szanownych Kolegów zasiadających w Komisjach Urbanistycznych - jak należy przepisy prawa (a więc w moim przypadku przepisy planów miejscowych) formułować. A mianowicie: prosto, zrozumiale, bez nadmiernych komplikacji, etc. I stąd moje obawy.

Skądinąd spotkanie było bardzo ciekawe, buduje ilość osób zainteresowanych tymi tematami oraz ich wiedza i kompetencja. Pojawiło się na ten temat również kilka informacji w gazetach. List otwarty organizacji społecznych dotyczący tego tematu został upubliczniony. Od tego czasu projekt zmian ustawy został poddany niewielkim kosmetycznym zmianom i jest procedowany.

Wśród uwag jakie mnie osobiście przyszły do głowy w tej materii wymienię tylko jedną - w mojej ocenie najistotniejszą.
Punkt 1 - art.2 pkt 23 projektu zmian ustawy: obszar kontynuacji zabudowy. Cieszy powiązanie decyzji administracyjnych ze studium uwarukowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego ale jednak.. Wątpliwości budzi dopuszczenie wyznaczania takich obszarów. Szczególnie wobec braku precyzyjnego określenia co w tym obszarze wolno lub nie oraz wobec dopuszczenia daleko idącej dowolności kształtowania zagospodarowania w drodze decyzji, w tym decyzji nie wymagających zgodności z tzw. krajowymi przepisami urbanistycznymi (!).

Wprowadzenie tego przepisu dopuszcza kontynuację daleko idącego rozpraszania zabudowy na terenie gmin, które nie będą zainteresowane planowaniem ale kontynuacją dotychczasowej polityki dopuszczającej zabudowę rozległych terenów bez zapewnienia właściwego uzbrojenia. W przypadku gdyby wszędzie (w przypadku braku planu lub miejscowych przepisów urbanistycznych) obowiązywały krajowe przepisy urbanistyczne byłoby to środkiem mobilizującym gminy do planowania zagospodarowania przestrzeni. Pozostawienie tego zapisu w wersji jak w projekcie (szczególnie art.65 projektu zmian ustawy) otwiera furtkę jak system planistyczny ominąć, planując bez planu, w drodze indywidualnych decyzji.

Daleko idąca dowolność wyznaczania obszarów kontynuacji zabudowy zgodnie z pkt 23 jest np. sprzeczny z pkt 21 gdzie mowa m.in. o konieczności zaspokojenia potrzeb lokalnej społeczności w zakresie uzbrojenia, podejmowanych w ramach zadań własnych samorządu.

Zastanawia również treść art. 53 pkt 1 ppkt 6) a mianowicie "w przypadku zamierzeń inwestycyjnych, o których mowa w art. 55 ust. 1, zgodności zaproponowanego sposobu kształtowania przestrzeni, w odniesieniu do przeznaczenia terenu, gabarytów obiektów budowlanych, linii zabudowy, kolorystyki obiektów oraz geometrii dachów z wymaganiami i walorami, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 1, 2 i 4, w zakresie ochrony dziedzictwa architektonicznego, archeologicznego i krajobrazu oraz zapewnienia możliwości utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości."

Co się dzieje w sytuacji odwołania inwestora od decyzji urzędu (co jest obecnie nagminne)? Otóż organ odwoławczy czyli SKO będzie oceniało "możliwość utworzenia uporządkowanej, harmonijnej całości". Interesujące, nieprawdaż?

Takich punktów które wydają się "ciekawe" jest w tym projekcie sporo, dość wspomnieć postać "mediatora" - powoływanego znów spośród SKO. Najciekawsze jest jednak to że projekt niebawem stanie się rzeczywistością.

Czytam ostatnio książkę. Pierwszy rozdział zawiera opis przesunięcia paradygmatu planowania z opozycji władza publiczna - inwestorzy w kierunku uwzględnienia opinii publicznej w procesach decyzyjnych. W praktyce ten proces realizował się poprzez protesty, naciski polityczne, dyskusje w mediach etc. Aktualnie dzięki nowym możliwościom internetowej komunikacji proces nabrał impetu, co obserwujemy również w Polsce. Pisałam o tym jakiś czas temu :), zachęcam do lektury. 

Podsumowując te rozważania - jestem przekonana że tej sprawy nie uda się rozwiązać bez szerokiej dyskusji publicznej. A to co się w tej chwili dzieje - a mianowicie gigantyczne sumy przeznaczane na usuwanie skutków powodzi z budżetu państwa - powinny stac się przyczynkiem do zastanowienia się że może jednak planowanie jest potrzebne. I nie powinniśmy go koniecznie przerzucać aż w takim zakresie na barki przysłowiowego Kowalskiego. Bo z całą pewnością sobie z tymi - jednak trudnymi tematami - nie poradzi.

Tagi: prawo, planowanie, partycypacja, przestrzenne, urbanistyka


2010-05-18 19:25
 Oceń wpis
   

Zapewne będę kontrowersyjna. Albo nie - trudno powiedzieć. Ale co komu przyjdzie z odbudowywania domów na terenach powodziowych, które za rok lub dwa znów zostaną zalane? Rozumiem koszty działki, przywiązanie do miejsca, etc. Ale i tak nie wierzę w to, żeby  domy stały w tych miejscach od zawsze. Prawdopodobnie zostały zbudowane w okresie po II wojnie światowej, kiedy na skutek licznych migracji przesiedlana ludność straciła dawną lokalną wiedzę o tym do jakiego poziomu sięga tzw. woda stuletnia. Nie mając tych przekazywanych z dziada pradziada doświadczeń, nie słysząc opowieści o dawnych powodziach, nie wiedząc co oznaczają pracowicie wyryte na dawnej drewnianej framudze bruzdy - oznaczające niegdys jej poziom. A także łaszcząc się na tanie, bo najpewniej bezużyteczne tereny w dolinach, opłacało się je zabudować. W warunkach rozwijającej się gospodarki "rynkowej" ta presja stała się szczególnie silna. Celowo używam tego słowa w cudzysłowiu, nie mając jednocześnie żadnych "ale" pod adresem osób które w takich miejscach mieszkają. Mam natomiast sporo zastrzeżeń do tych, którzy zazwyczaj posiadając wiedzę o zagrożeniach - bo pozostając od dawna właścicielami takich zalewanych i podtapianych gruntów niegdyś rolnych - grunty te rozparcelowali "na działki" a następnie sprzedali z dużym zyskiem. Oczywiście odczekując owe wymagane ustawą pięć lat (lub zrobili to wcześniej, zanim opłata planistyczna w obecnym kształcie zaistniała). Bo teraz wszyscy prawie co roku płacimy za chciwość tych ludzi - przepraszam jestem niepolityczna - to się oficjalnie nazywa za "prawa ekonomii", lub "niewidzialną rękę rynku". Oraz za nierozumność urzędników, którzy pomimo wykonywanych przecież badań na temat stanu wód - na wznoszenie budynków tam, gdzie ich nie powinno być pozwolili. I nadal pozwalają. Buduje się tam drogi, pozwala na zabudowę bez kanalizacji ale za to z szambami "szczelnymi" (szczególnie podczas powodzi), itd.

Analizując ten problem głębiej - oczywiście trudno nie rozumieć "argumentów" właścicieli takich terenów. Przecież oni od swojej "całkiem bezużytecznej własności" muszą odprowadzać podatki! A że podatki jedynie w ograniczonym zakresie uzależnione są od użytkowania gruntu? No cóż - mały quiz: jaki system powinien to regulować?

Ponoć planowanie przestrzenne powinno służyć zapobieganiu powodzi. Czy rzeczywiście pozwala wobec obecnych mechanizmów - wątpię. Spróbujmy odmówić wydania decyzji o warunkach zabudowy dla działki - co prawda na terenach zalewowych - ale pomiędzy dwoma istniejącymi już wcześniej domami. Dostępnej z istniejącej ulicy publicznej... Toż to fundamentalne pogwałcenie konstytucyjnego prawa własności! Już sobie wyobrażam te komentarze prawników. Ataki w pismach sądowych, etc. Decyzję SKO też sobie wyobrażam. O ile oczywiście możemy wspominać o czymś takim jak planowanie przestrzenne.. Bo regulacja użytkowania przestrzeni przy pomocy nie skoordynowanych w żaden sposób decyzji o warunkach zabudowy nie jest planowaniem przestrzennym.

Póki co pisałam o tym już raz, pewnie jeszcze wiele razy będzie to trzeba powtórzyć. Cieszę się, że coraz więcej osób głośno wyraża swoje opinie na ten temat.

Tytułem uzupełnienia - doskonały artykuł: http://wiecejtlenu.pl/2010/05/20/jak-zapobiegac-powodziom-wsluchajmy-sie-w-przyrode/

Tagi: ludzie, miasto, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, powódź


2010-03-23 03:46
 Oceń wpis
   

Wśród cech podawanych przez profesora Kevina Lyncha jako opisujące dobry (tu tłumaczę dosłownie) krajobraz miejski na pierwszym miejscu występuje pojęcie "singularity" - szczególności, unikalności, najbardziej chyba odpowiednie jest tu polskie słowo KLAROWNOŚĆ. W rozwinięciu definicji tego terminu pojawia się kilka przypadków szczególnych występowania tej cechy. Jest to po pierwsze i przede wszystkim występowanie kontrastu. Wyraźnego oddzielenia w przestrzeni dwóch różnych, jasno zdefiniowanych form.

Najbardziej wyraźnie widać to zjawisko w przypadku klarownie zarysowanych granic obszaru zabudowy. I powiązana z powyższym zwartość zabudowy z jednej strony i jej nieobecność ze strony drugiej. Jak w miastach średniowiecznych, gdzie granicę wytyczał mur obronny. Jak na poniższej ilustracji przedstawiającej - mały quiz dla Czytelników - co to za miejsce? (pytanie nr 1)


Źródło obrazka: http://icomc23.univ-rennes1.fr/

Inny przykład klarowności w definiowaniu miejskiej przestrzeni to wyraźnie rozgraniczona i zdefiniowana granica pomiędzy zwartą zabudową i placem. W oczywisty sposób zdefiniowane i wyraźnie zamknięte wnętrze miejskie: placu, ulicy.
I tu pytanie nr 2 - jaki to plac?


Źródło obrazka: http://www.prenotazioni-online.info

O klarowności możemy mówić w wielu sytuacjach, odnosząc się do każdego z elementów struktury przestrzennej miasta. W przypadku ulic - ścieżek służących do poruszania się w miejskiej dżungli - będą one klarowne jeśli będą konkretne, charakterystyczne, rozpoznawalne. W przypadku obszarów, miejskich rejonów - klarowność to jednorodność formy, jej unikalność, znów rozpoznawalność. Jednorodność formy - czyli poszczególne obiekty (budynki) współtworzące całość muszą posiadać pewne cechy wspólne, np. stosowane materiały, kąty spadku dachu, kształt dachu, rodzaj, materiał i wysokość ogrodzenia. Tolerancja na różnorodność w ramach jednorodności jest tu w pewnym stopniu cechą - można by rzec - "narodową" (inaczej jest w Niemczech, inaczej np. we Włoszech).

Dla opisu struktury miejskiej w większej skali o klarowności będziemy mówić jeśli pojawia się wyraźny element porządkujący tę strukturę. W Łodzi jest to przykładowo siatka ortogonalnych ulic z pierzejową obudową w centrum, w Krakowie Rynek Główny i wychodzące z niego ulice, planty z pozostałościami obwarowań. 

Pojęcie klarowności, nierozerwalnie powiązane z jednej strony ze zwartością zabudowy, z jej uporządkowaniem, a z drugiej z występowaniem kontrastu dwóch (najczęściej) jasno zdefiniowanych struktur pozwala na porządkowanie miejskiego krajobrazu. Wprowadza ów ład, o który nam tu chodzi. A że nie potrafię sobie wyobrazić klarowności w odniesieniu do struktur powstających w wyniku zestawienia wielu inwestycji wykonanych każda według oddzielnie zaproponowanych założeń, bez jednej wspólnej myśli porządkującej całość (jak to z reguły w przypadku założeń historycznych bywało) - być może nie starcza mi wyobraźni.

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, ład, krajobraz


2010-03-19 01:59
 Oceń wpis
   

Opowiadałam dzisiaj studentom o cechach krajobrazu miejskiego odpowiedzialnych za jego formę i jakość. Wykład dotyczył cech wymienionych przez Kevina Lyncha, uważanego za jednego z naukowców, którego dzieło współtworzy fundamenty współczesnej urbanistyki.

Moje skromne zadanie polegało na wyjaśnieniu słów wybitnego profesora i badacza zagadnień percepcji miasta. Wyjaśnieniu przy pomocy obrazów. I wiecie co zauważyłam? Otóż zdałam sobie sprawę że zajmuję się tłumaczeniem pojęcia ład przestrzenny. Co drugie zdanie używałam słów "spatial order".

To odkrycie wydaje mi się bardzo cenne wobec faktu, że zmiany polskiej legislacji w zakresie przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym będą uzależniały wydawanie decyzji administracyjnych zatwierdzających tzw. urbanistyczne plany realizacyjne właśnie od kryterium ładu przestrzennego. W takim kontekście pojęcie ładu nabiera szczególnego, nowego znaczenia, szczególnego znaczenia nabiera również potrzeba jego zrozumiałego zdefiniowania. No bo skąd niby sędzia WSA lub urzędnik SKO ma być w stanie odnieść się do tego kryterium? Do jakiej definicji będą odnosić się zatrudnieni potencjalnie przez te organa biegli (o urzędnikach magistratów nawet nie wspominam, nie mam wystarczająco bogatej wyobraźni - bez urazy)? W potocznym rozumieniu pojęcia ład przestrzenny mogą pojawić się rozmaite interpretacje. I to nie tylko dlatego że porządek w przestrzeni potrafi być rozmaicie rozumiany (inaczej widzą to Niemcy, inaczej Francuzi, inaczej Włosi - a my jeszcze inaczej). Ale również z tego względu że interpretacje porządku w przestrzeni zmieniały się ostatnimi laty w sposób dość znaczący. Podobnie jak definicje piękna (o czym pisał np. Umberto Eco).
W takiej sytuacji wypowiedź precyzyjnie określająca czym jest ład przestrzenny staje się tym ważniejsza. I chroń nas Panie Boże (nie nadużywam tu Niczyjego imienia, mówię z całym przekonaniem) od prawnych definicji tego pojęcia. Definicję przestrzeni publicznej już mamy. Jest nią tylko i wyłącznie "obszar wyznaczony w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego". I nie ma - w odróżnieniu od specustawy o drogach żadnych instumentów pozyskiwania nowych przestrzeni publicznych. W związku z czym jeśli chcę w planie wyznaczyć plac to muszę zaprojektować szeroką ulicę (ewentualnie parking publiczny - ale to już mniej oczywiste). A następnie wyjaśniać przez długie godziny dlaczego ten fragment ulicy ma na moim rysunku szerokość 70 m. Co niestety często kończy się zastąpieniem projektowanego placu przez ulicę o minimalnej zgodnej z ustawą o drogach publicznych szerokości.
No i zamiast pisać o ładzie - do czego pewnie jutro lub pojutrze wrócę bo bardzo mi się ten temat spodobał - znów ponarzekałam sobie na nasze rodzime regulacje. Moment jest zdaje się dobry - bo jesteśmy świadkami kolejnych zmian w tej materii. Jak się wydaje dość radykalnych.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-03-15 22:25
 Oceń wpis
   

Jak można wyczytać choćby w Wikipedii malejących miast jest wiele. Ale i tak z dużym uznaniem dostrzegłam chyba pierwszą w polskiej gazecie o biznesie i dla biznesmenów publikację na ten temat. Mowa oczywiście o Detroit i o wczorajszym artykule Jak rozwiał się amerykański sen. Jak się okazuje sen rozwiał się i rozwiewa w większym stopniu niż nam się wydaje. W licznych polskich miastach też. I choć nie chcemy lub nie zdajemy sobie z tego sprawy, nauczeni myślenia o miastach w kategoriach rozwoju - to rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Wystarczy popatrzeć na demografię. Którą co prawda łatwo "naciągnąć" bo brak obowiązku meldunkowego nie pozwala na nazbyt precyzyjne wyliczenia. Ale..

Global Map Animation from 1kilo on Vimeo.

Film pochodzi ze strony projektu Shrinking Cities: http://shrinkingcities.com/

Nie ma zysku z niczego. Salomon też tego nie wymyślił. Więc jeśli ktoś zarabia na wzroście wartości gruntu rolnego - ktoś inny musi stracić. Nie chcę opowiadać kolejnych truizmów na dobranoc dlatego takie małe pytanie, coś na kształt quizu: kto na tym traci? 

No i po co w niektórych krajach najpierw uzbraja się tereny, buduje infrastrukturę, parceluje tak aby działki miały racjonalne gabaryty a dopiero potem sprzedaje aby budować, w ograniczonym zakresie bo to wszystko kosztuje. A u nas robi się (i co gorsza żadne zmiany się w tej materii nie szykują ) dokładnie odwrotnie.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-02-27 13:02
 Oceń wpis
   

Przeglądałam ostatnio Rzeczpospolitą (dawno już tego nie robiłam bo zamieszczane tam komentarze działają mi swoim pro-deweloperskim podejściem na nerwy - przykład tutaj). Lektura zaskoczyła mnie nadzwyczaj pozytywnie, jako że dostrzegam pierwiosnki innego troszkę niż dotychczas myślenia.

Zwróćcie uwagę na poradę eksperta w zakresie prawa:
"Czytelnik pyta - ekspert odpowiada:
Pan T. kupił siedlisko z myślą o budowie domu, a gmina nie chce wydać pozwolenia na budowę, tłumacząc, że do średniej powierzchni działki siedliskowej brakuje mu 200 mkw. Co może zrobić?
Radzi Małgorzata Zamorska, kancelaria bnt Neupert, Zamorska & Partnerzy
– Najprościej doradzić zakup dodatkowych 200 mkw., co w praktyce może jednak być niewykonalne. Generalnie radziłabym każdemu gruntowne przemyślenie zakupu działki rolnej w tzw. szczerym polu. Taka inwestycja wydaje się korzystna ze względu na niską cenę gruntu. Często jednak po przejściu toru przeszkód i wybudowaniu wymarzonego domu okazuje się, że koszty i czas dojazdów do pracy, organizacja dowozu dzieci do szkoły, ograniczenia w możliwości korzystania z uciech miejskich nie rekompensują sielskiego widoku na łany zboża.Jeżeli zatem ktoś nie planuje rzeczywistego włączenia się w życie wsi, to lepiej poszukać działki bliżej cywilizacji, choćby znacznie mniejszej. Takie działki i zbudowane na nich domy znacznie łatwiej znajdują nabywców i mają stabilną cenę."

Powoli uczymy się rozróżniać interes końcowego nabywcy nieruchomości, który będzie zmuszony męczyć się z brakiem skutecznego dojazdu, a niekiedy również efektywnej infrastruktury (o czym pisze również Rzeczpospolita w innym artykule na podobny temat) o szkołach, przedszkolach i tego typu udogodnieniach nawet nie marząc - od interesu aktualnego rolnika, któremu na skutek zmiany przepisów hipotetycznie spuchnie portfel. Hipotetycznie jako że przepisy - tu cytując za Gazetą Prawną Pana Ministra Dziekońskiego zmierzają w kierunku pobierania wyższych podatków w momencie zmiany statusu gruntu na budowlany: "Odrolnienie gruntów z mocy ustawy da gminom dodatkowe dochody. Gminy będą bowiem miały prawo do pobierania od gruntów przekształconych podatków od gruntów budowlanych, a nie rolnych, jak jest to obecnie.
- Podatek od gruntów budowlanych jest wyższy i w związku z tym dzięki odrolnieniu zwiększą się także dochody gmin - wyjaśnia Jerzy Tokajuk.
Zdaniem Olgierda Dziekońskiego takie rozwiązanie będzie sprzyjało przyspieszeniu procesu inwestycyjnego.
- Właściciel nieruchomości będzie musiał płacić wyższy podatek, a to powinno skłonić go do szybszej inwestycji lub sprzedaży gruntu - wyjaśnia wiceminister infrastruktury.
(..)"

Pytanie gdzie w tym wszystkim miejsce dla planowania przestrzennego rozumianego (nawet nie w kategoriach kształtowania abstrakcyjnego dla niektórych ładu) ale jako instrument racjonalnego wydawania publicznych pieniędzy - pamiętajmy że zainwestowanie to nie tylko dochody ale również koszty dla gminy (choćby wielokrotnie cytowana tu infrastruktura).
Dorzuciłabym do tego komentarz, że być może powinno to skłonić właścicieli gruntów rolnych do zastanowienia się czy są zainteresowani przekształceniem swojej własności na tereny budowlane. I płaceniem od nich wyższego podatku. Nie wszystkie miasta mają szansę przyciągać nowych mieszkańców. Samo przekształcenie gruntu na budowlany nie jest źródłem dochodu. Źródłem dochodu jest sprzedaż gruntu. A problem może polegać na tym, że przy nadpodaży gruntów nie będzie komu sprzedawać. A płacić wyższe podatki będzie trzeba. Zapewne takie zastanowienie się by nastąpiło i miałoby szansę stać się skutecznym hamulcem rozwoju absurdalnej urbanizacji ale niestety powyższy artykuł jest nieaktualny - pochodzi z 2008 roku. Odrolnienie gruntów w miastach nastąpiło. I póki co w znaczący sposób nie wpłynęło na proces inwestycyjny. Zapewne może wpłynąć w przyszłości jeśli dotychczasowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym miałaby zostać pozostawiona w dotychczasowym kształcie. Czyli pozostawiając znaczną dowolność stosowania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Szcześliwie rządowy projekt zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym zakłada powiązanie ustaleń studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego z wydawanymi decyzjami administracyjnymi (o innym niż dotychczas nazewnictwie oraz zasadach i przygotowywanymi przez inwestora - ale nadal są to decyzje administracyjne) . Konkretnie z wyznaczonymi w studium strefami urbanizacji, przestrzeni chronionej oraz strefami tzw. kontynuacji zabudowy i rozwoju zabudowy. Nie wiem co prawda dlaczego w strefie kontynuacji zabudowy mają nie obowiązywać tzw. krajowe przepisy urbanistyczne, tudzież skąd bierze się znaczna swoboda kształtowania tamże zagospodarowania oraz nie trzeba uzbrajać terenów...  Nie wiem też czemu na wzór przepisów francuskich nie uprościć sprawy i nie podzielić terenu gminy na strefę zurbanizowaną i naturalną - co byłoby zdecydowanie bardziej klarowne i mniej dziwne a co za tym idzie nie stwarzałoby okazji do nadużyć. Jednak dzięki takim rozwiązaniom gminy zyskują instrument, dzięki któremu mogą kształtować własną politykę przestrzenną.

Powyższe zmiany - co ważne - znacznie podnoszą rangę studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Stąd dyskusja, która ostatnio toczy się np. w Łodzi na temat zmiany tegoż dokumentu nabiera nowego znaczenia. Ja sama osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia na obecnym etapie dokumentu dotychczasowego. Również z tego względu, że w znacznie większym stopniu uwzględnia wymogi proponowanych zmian ustawy niż projekt do którego można jeszcze składać uwagi. O zagadnieniach kształtowania racjonalnego rozwoju nie wspominając - bo już to wyjaśniałam, kilka razy.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, nieruchomości, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2010-02-26 11:38
 Oceń wpis
   

Trochę prowokacyjnie (a sprowokowało mnie do tego pytanie o przyszłość centrum Łodzi - bardzo ciekawe pytanie, które tu padło a propos wywiadu przedrukowanego tutaj: http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf ) polecę Państwu przemówienie Roberta Neuwirth'a o "miastach w cieniu" zamieszczone w serwisie TED.

W oryginalnej wersji - dostępne są również polskie napisy: http://www.ted.com/talks/lang/eng/robert_neuwirth_on_our_shadow_cities.html

Próbując odpowiedzieć na postawione w komentarzu pytanie: "Chciałbym poznać Pani zdanie, ocenę na temat rozmowy z prof. Markowskim. http://www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf
Przypuszczam, że czytała Pani tę rozmowę.
1. Chciałbym poznać Pani opinię na temat głównej tezy, czyli inwestowania wszystkiego w "city". Może kontekst Łodzi ma swoją specyfikę..
2. Czy taka opinia przeważa w środowisku urbanistów w Polsce?
(...) Jestem początkujący w tym temacie, ale generalnie czują, że jest to pochodna jakiegoś zasadniczego sporu między tych którzy uważają, że miasto musi się rozwijać maksymalnie dynamicznie tam gdzie może, a reszta się dostosuje, bez specjalnych regulacji, równoważeń etc.
Druga opcja to zrównoważony rozwój wszystkich elementów, co siłą rzeczy powoduje, że dzielnic te które przy większym zaangażowaniu środków wykazałyby większą dynamikę rozwoju, muszą zaczekać na te biedne dzielnice.
Burzy się w mnie krew jak czytam słowa profesora (może torche przeinaczone, nie wiem) sprowadzające miasto do centrum w którym żyją bogaci mieszkańcy i pracownicy City i turyści, którym czasami pokaże się wyznaczoną wcześniej trasę. Byłbym bardzo wdzięczny za próbę oceny, które z tych stanowisk ma więcej zwolenników wśród polskich urbanistów. Oczywiście, jeśli przedstawiony przeze mnie podział, jest rzeczywisty."

Zgadzam się z Panem Profesorem co do potrzeby inwestowania w centrum. Jest to obszar, który przez wiele lat pozostawiony sam sobie (zresztą Łódź od początku budowała się sama, często w sposób możliwie najtańszy) wymaga teraz podjęcia działań. I to nie tylko dlatego, że chcemy mieć piękne środmieście ale również ze względu na zagrożenie życia i zdrowia przechodniów w związku z odpadającymi - często na chodnik - elementami elewacji budynków. Nie tylko dlatego że chcielibyśmy zapobiec tworzeniu w centrum gigantycznych parkingów, ale również z tego powodu, że w głębi łódzkich kwartałów w najlepsze, obok licznych warsztatów samochodowych, rosną na równie licznych nieużytkach pokrzywy, a są takie rejony gdzie w pewnej odległości od ulicy hoduje się kury. Jednak nie podzialam poglądów Profesora co do wizji przedstawionej w cytowanym wywiadzie, burzy się we mnie krew na myśl o tworzeniu slumsów na przedmieściach poprzez wyprowadzanie z centrum ludzi, o których się pisze że są skazani na wykluczenie. W mojej ocenie na razie jeszcze nie są na nic skazani - natomiast jeśliby ich wyprowadzić na przedmieścia i stworzyć getta - rzeczywiście może to stać się źródłem problemów. Uważam że lekarstwem, stosowanym wszędzie tam, gdzie udało się przeprowadzić zakończoną sukcesem rewitalizację (np. w Bilbao, o którym tu pisałam) są narzędzia rewitalizacji społecznej - szeroko rozumianej, w niektórych przypadkach są one ważniejsze niż kwestie przebudowy fizycznej struktury miasta.

To wymaga zmiany podejścia do planowania i do ludzi. Dostrzeżenia w mieszkańcach (również tych najuboższych - wiem że jestem tu kontrowersyjna ale celowo przytoczyłam na wstępie przemówienie, które nota bene uznano za jedną z 10 najlepszych mów serwisu TED) potencjału, który może przekształcić miejsce. Zgadzam się z Panem Profesorem w ocenie potrzeby synergii pomiędzy tzw. Nowym Centrum Łodzi i otaczającą zabudową mieszkaniowo-usługową. Ale całkowicie nie zgadzam się z propozycją zmierzającą wprost ku gentryfikacji łódzkiego śródmieścia. Był kiedyś na ten temat artykuł w Gazecie Wyborczej, który (ze sporym uproszczeniem) wyjaśniał istotę tego problemu: http://www.mojemiasto.org.pl/zalozenia-projektu/szanuj-menela-swego-o-rewitalizacji/ (celowo przytaczam tu źródła popularne, osobom chcącym zgłębić te zagadnienia dokładniej proponowałabym np. serwis urbact.eu lub lekturę dokumentów KE).

Druga sprawa poruszona w pytaniu: Paradygmat rozwoju polegającego - w istocie rzeczy - na powiększaniu terytorialnym - jest pewną pozostałością okresu, kiedy miasta charakteryzowały się zwartością. To było dość dawno temu ale jednak wciąż funkcjonuje w świadomości. Funkcjonuje napędzane przez chęć zwiększenia wartości gruntów rolnych na przedmieściach oczywistą dla ich właścicieli. Która z kolei jest niekorzystna dla miasta a więc dla ogółu - bo trzeba nowe tereny np. uzbroić, co kosztuje (a pieniążki pochodzą z miejskiej kasy). Pewien rozłam w środowisku planistów, o którym Pan pisze wynika w istocie z mniejszej lub większej spolegliwości w stosunku do dość silnie artykułowanych interesów tej grupy interesariuszy. Trudno tutaj mówić o zwolennikach czy przeciwnikach tego poglądu. Taka sytuacja wynika w mojej ocenie z szerszego zjawiska - a mianowicie z nieobecności przez dłuższy okres czasu w Polsce grup interesu (w tej chwili się one formują w postaci m.in. coraz liczniejszych NGO) które byłyby zainteresowane ochroną dobra wspólnego poprzez wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju. Planowanie w praktyce spowadza się do zapisu oczekiwań społeczności. Lub tej jej części, która najgłośniej krzyczy. Cokolwiek byśmy pod tym terminem nie rozumieli. Dlatego ja bym tu niekoniecznie odnosiła się do postaw planistów - jesteśmy po prostu mniej lub bardziej realistyczni czy też jak kto woli spolegliwi wobec woli inwestora, którym jest samorząd. To jest troszkę inne podejście do zagadnień planowania niż prezentowane w postawionym pytaniu. W mojej ocenie wynika ono jednak z realnej oceny sytuacji.

Jest jeszcze jedno zagadnienie, które powinno zostać podjęte przy okazji formułowania strategii dla miasta. Czy chcemy stać się sypialnią dla Warszawy (co wcale w mojej ocenie nie jest takie znów głupie i jest całkiem realne w momencie budowy szybkiej kolei)? W takim razie również warto inwestować w śródmieściu dla podniesienia standardu życia w tym obszarze - poprzez tworzenie, niewielkich nawet, parków, budowę ścieżek rowerowych, etc. Wydaje mi się, że z czasem osoby które chciałyby mieszkać w Łodzi, przyciągnięte atrakcyjną lokalizacją (i niższymi kosztami życia niż w stolicy) mogłyby się zainteresować lokowaniem tutaj swojej działalności biznesowej. Bo po co jeździć, skoro jeździć nie trzeba. Tym bardziej że tak wielu światłych, młodych ludzi już z Łodzi do stolicy wyjechało.. I być może byliby zainteresowani powrotem - bo np. mając dzieci dobrze mieć Babcię na miejscu, tudzież w którymś momencie trzeba pomyśleć o opiece na starszymi rodzicami. Powyższa odpowiedź jest moim osobistym poglądem na wymieniony temat.

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-02-18 22:59
 Oceń wpis
   

Tym razem krótka reklamówka ruchu. Doskonale przygotowana. Brakuje mi w tym uproszczeniu poszanowania lokalnych wartości, nawiązania do tradycji, poszukiwania nowych technologii i form w urbanistyce i całego mnóstwa ważnych rzeczy obecnych w tradycyjnie pojmowanym projektowaniu urbanistycznym. Ale i tak mi się podoba. Bo jest cool. I ponieważ uwielbiamy jako nacja ściągać i kopiować amerykańskie wzorce - a to przecież najnowsza amerykańska moda. Może byśmy trochę skopiowali? Niekoniecznie wiktoriańskie dworki bo mamy nasze własne tudzież dużo innych fajnych rzeczy, ale całą resztę. A Wam jak się podoba?

 

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-01-25 00:38
 Oceń wpis
   

Przeczytałam od deski do deski numer Scape ze stycznia 2008 (ach te wyprzedaże u nas w IAiU). Znalazłam bardzo ciekawy artykuł o "Urbanistyce oczekiwania" (Urbanism of anticipation) autorstwa Jean'a Pierre'a Charbonneau - który nota bene w latach 1989 - 2001 pracował jako doradca vice-prezydenta Lyonu ds. (m.in.) urbanistyki.

Pomysł prosty, wręcz genialny w swej prostocie. Otóż obok wielkich inwestycji w ramach polityki rewitalizacji aglomeracji Lyonu forsowano również politykę zagospodarowywania terenów tymczasowo nieużytkowanych (a publicznych) jako tereny realizacji prostych i niekosztownych pomysłów na stworzenie przestrzeni miejskich. Po to, aby kiedy pojawi się szansa ich docelowego zagospodarowania, można było to zrealizować. Jednocześnie taka polityka, niekosztowna a więc nie kontrowersyjna, znacznie poprawiła jakość życia w obszarach zurbanizowanych poprzez - co oczywiste - porządkowanie miejskiej przestrzeni i udostępnianie jej ogółowi mieszkańców.


Źródło: http://lsinzelle.free.fr/france/saint_etienne/mine/couriot.htm

Ta niezwykle prosta metoda znalazła między innymi zastosowanie dla porządkowania terenów poprzemysłowych, w np. Puits Couriot w Saint Etienne (w okresie przed utworzeniem muzeum). Teren po dawnych zakładach oczyszczono, posiana została trawa i kwiaty i w ten sposób miejsce po fabryce stało się do czasu realizacji docelowego zagospodarowania bardzo interesującym obiektem do zwiedzania.

Tymczasowe zagospodarowanie przestrzeni publicznych nie jest wyłącznie domeną Francuzów. Choćby projekt Amoeba II z Sydney w Australii z 2004 roku zagospodarowania Martin Place z wykorzystaniem 132 zużytych opon. Albo projekt tymczasowego oświetlenia (które mi się szalenie podoba i o którym tu było niedawno) centralnego placu w Montrealu autorstwa Jean'a Beaudoin i Érick'a Villeneuve.

Kiedy się takie myślenie zestawi z możliwościami analitycznymi współczesnych systemów komputerowych można łatwo wskazać potencjalne lokalizacje dla takiego zagospodarowania. Jak poniżej:

WPA2 : Local Code / Real Estates from Nicholas de Monchaux on Vimeo.

Marzy się coś takiego w Łodzi, gdzie stan własności bywa nie ustalony i jego ustalanie trwa niekiedy bardzo długo i najpewniej się szybko nie zakończy. Tymczasem można by w takich miejscach zaproponować rozmaite niekosztowne rozwiązania tymczasowe - jak choćby łódzkie murale, z których już zaczęliśmy troszkę słynąć. I może warto w ten sposób pomyśleć - wzorem między innymi francuskich Kolegów. A że jak wiadomo - prowizorka jest najtrwalsza - to może byłoby ładniej albo choć porządniej na stałe.

Tagi: nieruchomości, Łódź, publiczna, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, przestrzeń, MojeMiasto, gis


2010-01-22 09:50
 Oceń wpis
   

Brałam wczoraj udział w bardzo ciekawej konferencji zorganizowanej przez Towarzystwo Urbanistów Polskich Oddział w Poznaniu. Tematyka cytowanego w tytule Dnia Urbanisty składała się z dwóch, z pozoru niezwiązanych ze sobą bloków. Jeden z nich: EKO-MIASTO - dotyczył zagadnień ochrony środowiska. Drugi poświęcony był informatyzacji procesu planowania. Pozornie niezwiązanych, ponieważ od samego początku istnienia systemy informacji przestrzennej rozwijane były między innymi - o ile nie przede wszystkim - po to aby chronić środowisko. Spójrzmy choćby na nazwę jednego z czołowych producentów oprogramowania GIS na rynku obecnie a mianowicie ESRI - Environmental Systems Research Institute, placówka która zaczynała działalność jako instytut badawczy zajmujący się środowiskiem. Ochrona środowiska i racjonalne nim zarządzanie od samego początku stanowiła jeden z podstawowych obszarów zastosowania systemów informacji przestrzennej.

Bardzo dobrze wyjaśnił te powiązania pan Maciej Kruś, radca prawny, który mówił o rodowodzie i celach działania instumentu oceny oddziaływania na środowisko. W założeniach tegoż instrumentu prawnego tkwi przeciwstawienie sobie interesów różnych stron procesu. Właściciela nieruchomości - który zainteresowany jest z natury rzeczy maksymalizacją korzyści ekonomicznych. Oraz pozostałych użytkowników przestrzeni, których interes polega na ochronie walorów przyrody, krajobrazu, historii miejsca w tym historycznej zabudowy, a wreszcie zdrowia i własnego mienia - np. w sytuacji zagrożenia powodzią.

Aby tego rodzaju ochrona interesu publicznego, społecznego czy jednostkowego była realizowana potrzebny jest powszechny dostęp do informacji o środowisku. Informacji wiarygodnej, rzetelnej, aktualnej i prawdziwej. Takiej jaką mogą dostarczyć systemy informacji przestrzennej, o czym mówi m.in. Dyrektywa INSPIRE (o czym już tu było). Bez informacji interesariusze inni niż właściciel nie mają szans dbać o swoje prawa w sposób właściwy i mogą być pomijani*. Współczesny świat opiera się na informacji i - co zapewne jest truizmem - ograniczanie dostępu do informacji jest obecnie największą krzywdą jaką można wyrządzić. Skazuje bowiem na wykluczenie i pozbawia wolności wyboru i możliwości obrony samego siebie.

Chwała Kolegom: Redakcji Urbanistyki.info, Instytutowi Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa oraz Instytutowi Systemów Przestrzennych i Katastralnych, którzy tak sprawnie i w krótkim czasie tę część imprezy przygotowali.

Prezentowane w czasie konferencji treści były bardzo ciekawe i wcale nie hermetyczne. Bardzo podobała mi się m.in. wypowiedź pani dr inż. arch. Elżbiety Raszeji na temat Ochrony krajobrazu kulturowego jako elementu zrównoważonego gospodarowania przestrzenią na obszarach wiejskich aglomeracji poznańskiej. W mojej ocenie doskonale można by tę i podobne wypowiedzi wykorzystać (dzięki stosowanym multimediom i treściom pokazanym w sposób graficzny) podczas lekcji geografii w szkołach.

Szkoda że grono odbiorców takiego przekazu wciąż ogranicza się do fachowców. Wydaje się że otwarte imprezy tego rodzaju znalazłyby niemałą widownię. Niejednokroć bardziej krytyczną i uważną niż my, którzy część prezentowanych tematów znamy od podszewki.

Sporo się dowiedziałam przy tej okazji i na pewno jeszcze będę do tej wiedzy wracać. Szczególnie cieszy program badawczy rozwoju aglomeracji poznańskiej podjęty dzięki staraniom i współpracy wyższych uczelni Poznania. Trzymam kciuki za powodzenie i oby było więcej takich programów. I takich ciekawych konferencji.

 

(*Właściciele nieruchomości, a w szczególności osoby zamierzające nieruchomość nabyć nota bene tez niekiedy znajdują się w sytuacji braku wiedzy o uwarunkowaniach związanych z ich posesją. Choć tu interes jest na tyle silny, że skuteczne starania aby informację uzyskać są podejmowane). 

PS: Korzystając z okazji opowiadania o własnych doświadczeniach chciałabym wszystkich, którzy są zainteresowani prezentowanymi tutaj zagadnieniami, zaprosić do dołączenia do grupy Urbanism w portalu społecznościowym FaceBook. Ambitnym celem tego przedsięwzięcia jest, podobnie jak to się dzieje tutaj - opowiadanie o urbanistyce w sposób zrozumiały. Serdecznie zapraszam, a więcej dowiedzieć się można tutaj: http://www.facebook.com/group.php?gid=233060802324&ref=mf
 

Tagi: prawo, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, MojeMiasto, gis


2010-01-13 21:43
 Oceń wpis
   

Zależność pomiędzy informacją a podejmowanym działaniem jest truizmem. Nie będę więc jej wyjaśniać.

Obserwuję obecność tej oczywistości szukając różnych opracowań planistycznych w różnych krajach - po to aby móc je porównywać i opowiadać o nich studentom. Zapewne jestem w tych obserwacjach stronnicza bo jak to już można było wyczytać z lektury tego bloga - jestem zdecydowanym frankofilem. Ale...
Nie ma drugiego kraju w Europie, gdzie informacja planistyczna byłaby równie dostępna, jasna i oczywista. Mało że jest, łatwo ją pobrać, odczytać i znaleźć.

Dodatkowo jest też objaśniona. Wyjaśnione są terminy i pojęcia, zakres i sposób działania dokumentów. Wszystko to można odczytać na stronach prawie (bo zaglądałam wybiórczo do kilku serwisów, to nie były regularne badania) wszystkich jednostek samorządu terytorialnego. Do witryny paryskiej traktującej o planowaniu już się odwoływałam. Spójrzcie jak wygląda analogiczna witryna urzędu w średniej wielkości mieście w Prowansji.


Jak to się ma do przytoczonej na wstępie oczywistości? Ano wprost proporcjonalnie (być może jest to krzywa nie linia ale nie ma to tu większego znaczenia).
Otóż tam gdzie informacja jest dostępna, czytelna, tudzież objaśniona jakość przestrzeni jest wyższa. W Polsce wystarczy obejrzeć sobie serwis planistyczny we Wrocławiu czy w Poznaniu i.. no cóż są to kolejne dowody dla postawionej tezy. Może kontrowersyjnej ale.. W razie czego zapraszam do dyskusji.

Sama dostrzegam co namniej trzy, a właściwie cztery wyjaśnienia powyższej tezy - ale to już temat na inną opowieść (która się pewnie niedługo tu pojawi).

Dlaczego o tym dzisiaj piszę. Otóż w Poznaniu szykuje się bardzo interesujące wydarzenie adresowane do urbanistów nazwane przez organizatorów Dniem Urbanisty. Część pierwsza dotyczyć będzie idei ekologicznego miasta lub też eko-urbanistyki, spoglądając na program bardzo ciekawa. Część druga, szczególnie mi bliska, dotyczyć ma informatyzacji w planowaniu przestrzennym. Program i formularz zgłoszenia można znaleźć na stronie poznańskiego oddziału TUP, gorące zaproszenie w serwisach urbanistyka.info i w Regioportalu i w innych.

Chciałabym wyjaśnić czemu to wydarzenie jest takie ważne. Nie tylko dla profesjonalistów planowania. Otóż trwają jak wiadomo intensywne prace nad sfinalizowaniem ostatecznej wersji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Ale nie tylko. Równolegle przygotowywana do uchwalenia jest ustawa wprowadzająca w naszym kraju Dyrektywę INSPIRE - czyli zasady tworzenia infrastuktury informacji przestrzennej w Europie. Kiedyś już o tym pisałam. No i co w związku z tym? Ano wróćmy do początku tego wpisu - powiązanie pomiędzy dostępnością informacji a planowaniem.

Kilka lat temu prowadziłam na użytek pracy doktorskiej badanie (ankietowe) dotyczące postrzegania różnych sposobów prezentacji informacji o planowaniu przestrzennym przez laików. Długo by o tym. Ograniczę się jedynie do dość oczywistego stwierdzenia, że najbardziej wiarygodny dla odbiorców okazał się uchwalony przez Radę Miasta/Gminy dokument z pieczątką.

Co to ma wspólnego z INSPIRE? Otóż w hierarchi wiarygodności prezentacja GIS była na bardzo zbliżonej pozycji. Co zresztą też nie jest dziwne bo GIS (po polsku SIP - system informacji przestrzennej) to nic innego jak "mapa w komputerze" (cytując tytuł popularnej książeczki Grzegorza Myrdy) wzbogacona o bazę danych. Czy zastanawiamy się nad wiarygodnością sprawdzając drogę w serwisie ZUMI? Niekoniecznie. O stosowaniu GPS mówić nie muszę. Wszystkie te urządzenia wykorzystują systemy informacji przestrzennej czyli GIS.

Jaki z tego wniosek? Ano taki że GIS (a właściwie PPGIS ale o tym znów innym razem) jest świetnym sposobem prezentacji planów. Bo jest bardzo wiarygodny. Pozwala poza tym na łatwe odczytywanie informacji dodatkowych zapisanych w bazie danych. Można w prosty sposób zestawiać ze sobą różne treści (np. zdjęcia lotnicze - czego też nie trzeba tłumaczyć). Otóż wspomniana Dyrektywa INSPIRE reguluje m.i. sposób udostępniania danych o środowisku, w tym danych planistycznych czyli: ustaleń studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz planów miejscowych za pośrednictwem sieci internet. Wystarczy porównać aktualne sposoby prezentacji tejże informacji i zrozumiemy dlaczego jest to ... ja bym powiedziała.. rewolucja.

Tagi: informacja, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, gis, krajobraz, SIP


2010-01-06 23:52
 Oceń wpis
   

"Francja jest najlepszym krajem do życia - wynika z dorocznego rankingu opublikowanego przez amerykański magazyn International Living."- jak czytamy w dzisiejszej GW.
Wśród argumentów wymienianych za jakością życia we Francji pojawiają się piękne krajobrazy. Czyli jednak coś w tym jest że jakość krajobrazu wpływa na warunki życia. Być może postawię dość ryzykowną tezę, w razie czego proszę protestować, ale... Ponoć jakość krajobrazu jest powiązana z poziomem kultury danej nacji - coś w tym jest. 

Francuskie regulacje prawne w zakresie zagospodarowania przestrzeni tudzież jej planowania rozwijane od lat sprzyjają dbałości o krajobraz. Zarówno miejski jak i wiejski. Dodatkowo są udoskonalane i to również w sposób istotny. Pisałam już tu zresztą o tym.
Kiedy się przygląda zapisowi planu miejscowego dla Paryża - a planem objęte jest całe miasto - to widać jak bardzo te regulacje są precyzyjne. Określają np. dokładnie wysokość pierzeji oraz sposób kształtowania sylwety ulicy, kształt zieleni publicznej. A także co ciekawe zawierają pewne ustalenia realizacyjne dotyczące sposobów finansowania inwestycji.
Co mnie jeszcze urzeka w planowaniu we Francji to jawność dokumentów. Wszystko jest publicznie dostępne, łatwo i precyzyjnie opisane, łatwo się w tym odnaleźć. Oraz nie trzeba za te informacje płacić.

Francuzi uświadamiają sobie potrzebę ochrony krajobrazu. Wiele lat temu kiedy planowano realizować na Prowansji kolejny odcinek TGV byłam świadkiem dyskusji o tym jak może to zeszpecić krajobraz. I to był argument podnoszony przez osoby bez przygotowania fachowego. W zwyczajnej rozmowie przy obiedzie. Inny argument z tej samej dyskusji dotyczył wartości ekonomicznej krajobrazu. Bo będzie mniej turystów, bo coś się zepsuje..


Alleins, miasteczko na Prowansji, źródło: http://www.carte-france.info/

Tagi: kultura, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2009-12-23 10:57
 Oceń wpis
   

Szanowni Koledzy i Koleżanki Urbaniści i Architekci,
Wiem że wielu z Was czyta lub też od czasu do czasu zagląda na te strony. Zwracam się do Państwa z prośbą. Podobnie jak zapewne my wszyscy podjęłam lekturę projektu zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym opublikowanego ostatnio w witrynie Ministerstwa Infrastruktury. Dostrzegam tam co najmniej kilka zagadnień: nieraz drobnych, niekiedy większej rangi, co do których już w tym momencie mogę z całym przekonaniem powiedzieć że staną się źródłem konfliktów i niejasności natury technicznej, proceduralnej, formalnej i interpretacyjnej.

Nikt tak jak my nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji zapisów tej ustawy. Konsekwencji związanych z jej praktycznym stosowaniem w naszym codziennym funkcjonowaniu ale również konsekwencji pewnych niedociągnięć czy niedopowiedzeń w przestrzeni. Stąd moja prośba. Mój bblog jest jedynie jednym, malutkim głosem, głosikiem, który słabo słychać i który ma niewiele do powiedzenia. Jestem w stanie - również z racji posiadanego doświadczenia zawodowego - zauważyć tylko niektóre problemy.

Jestem przekonana że dotarcie do szerszego grona odbiorców, wspólna praca a następnie wspólne przedstawienie naszych poglądów mogłoby coś zmienić w tej arcy trudnej materii. Mamy liczne rzesze zwolenników, osób zainteresowanych kształtem polskiej przestrzeni. Wśród mieszkańców, odbiorców naszej twórczości, wśród ludzi w różnym wieku.

Możemy i jesteśmy w stanie podjąć działania aby po raz kolejny przepisy, które nas dotyczą nie musiały być przedmiotem nieustannej krytyki ze strony nas samych. Za pośrednictwem dostępnych kanałów: stowarzyszeń, organizacji zawodowych, również za pośrednitwem mediów w tym internetu. I tak musimy czytać nowe projekty aktów prawnych. I tak dostrzegamy ich konsekwencje. Zróbmy z naszej wiedzy użytek. Jesteśmy silnym środowiskiem, zespołem mądrych osób, zahartowanych do działania w trudnych warunkach. Bo nie jest łatwo funkcjonować w sytuacji ciągłego konfliktu, ciągle w rozjazdach, zmieniając w nieskończoność własne pomysły, będąc zmuszanym do zapisywania ustaleń i wygłaszania kwestii nie zawsze zgodnie z własnymi przekonaniami ale zgodnie z wolą władz i z interesem gmin i miast, które reprezentujemy.

Wierzę że nam się uda. Czego zarówno sobie jak i wszystkim Państwu życzę na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia oraz nadchodzący Nowy Rok 2010.

Korzystając z okazji życzę wszystkim Państwu, wszystkim moim Czytelnikom Wszelkiej Pomyślności i Szczęścia w okresie nadchodzących Świąt i w Nowym Roku,
Małgorzata Hanzl

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-22 11:34
 Oceń wpis
   

Uwagi do wyłożonego projektu Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Łodzi

 
I. Elementy struktury przestrzennej miasta
 
1. W przedłożonym projekcie studium nie sporządzono poprawnej analizy elementów struktury przestrzennej miasta wskazującej takie elementy układu przestrzennego jak:
- główny element krystalizujący – jakim jest ortogonalna, regularna siatka ulic z zabudową pierzejową o średniej wysokości 4-5 kondygnacji ,
- dominanty i miejsca, obiekty szczególne jako znaki w strukturze miejskiej ułatwiające orientację i odczytywane przez mieszkańców,
-  ulice, z określeniem ich charakteru, wynikającego między innymi z proporcji, sposobu zdefiniowania w przestrzeni, nawierzchni, obecności zieleni, etc
- węzły – z podziałem na węzły związane z obecnością dużego natężenia ruchu oraz węzły struktury przestrzennej – place, skrzyżowania o znacznym nasileniu cech przestrzennych
-  wybitne elementy krajobrazu , w tym otwarte (niezabudowane) tereny zielone,
-  pasma graniczne – bariery w strukturze miasta, zakłócające poprawne funkcjonowanie, np. ulice o znacznym natężeniu ruchu
-  rejony urbanistyczne – podstawowe jednostki jednorodne morfologicznie o różnym stopniu natężenia występowania cech je charakteryzujących – w tym tereny wykorzystane ekstensywnie.
 
 
Brak tej analizy a w każdym razie brak jej przełożenia na zapisy projektu studium skutkuje, między innymi:
-  brakiem rozwiązania problemów związanych z konfliktami występującymi w tej dziedzinie, i.e. niezabudowane obszary w strefie centralnej, obecność pasm granicznych dzielących miasto,
-  brakiem wykorzystania szans rozwoju np. węzły komunikacyjne (wyjaśnienie na potrzeby bloga - mam na myśli komunikację zbiorową oraz ruch pieszy, ruch samochodowy nie sprzyja interakcjom i kontaktom międzyludzkim) i brak wskazań dla wytworzenia w ich rejonie przestrzeni publicznej wysokiej jakości,
-  brakiem zapisów chroniących istniejące wartości, w tym: wybitne elementy krajobrazu oraz co bardzo ważne główny element struktury przestrzennej jakim jest ruszt ulic w śródmieściu z obudową o charakterze pierzejowym, o określonej wysokości.
 
2. Przedłożony projekt studium proponuje zastąpienie dotychczasowego, definiującego tożsamość miasta rusztu równoległych i prostopadłych ulic w centrum o zwartej pierzejowej obudowie tzw. „zielonym kręgiem tożsamości i kultury”. W ramach tegoż kręgu poza istniejącymi parkami i obiektami zabytkowymi (krąg nie obejmuje wszystkich tego rodzaju elementów) znajdują się również inne obszary, w tym np. ogródki działkowe. Czy studium zakłada przekształcenie tych obszarów na zieleń parkową? Z odpowiedzi urzędników podczas dyskusji publicznej zorganizowanej w ramach procedury s.u.ik.z.p. wynika że nie. W ramach tego obszaru znajdują się też tereny funkcjonującego rzemiosła i usług – czy miasto planuje wykup tych terenów i przekształcenie na tereny publicznej zieleni parkowej? Jeśli nie – należy przyjąć że zapisy studium dotyczące tzw. Zielonego kręgu tożsamości i kultury są w dużej części fikcyjne.
 
Wnoszę w związku z tym uwagę aby powrócić do istniejącego, wynikającego z historii miejsca układu głównych elementów tożsamości, który należy w ramach dokumentu studium zdefiniować i w zapisach utrwalić. W tym również poprzez zapis wymogu sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla całości obszaru śródmiejskiego miasta oraz poprzez zapisanie szczegółowych, konkretnych ustaleń do zapisania w tychże planach. W tym w szczególności zapisania w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego:
- wymogu ochrony pierzejowej obudowy ulic,
- wymogu ochrony obiektów fabrycznych, zabudowy czynszowej i rezydencjonalnej – ujętych w tzw. ewidencji zabytków
- wymogu ochrony istniejącej nawierzchni tam gdzie nadal istnieje nawierzchnia zabytkowa
- wymogu wprowadzenia zieleni w formie małych skwerów/placów zabaw/parków dla podniesienia jakości życia w śródmieściu
-  ograniczenia wysokości zabudowy poza istniejącymi już koncentracjami zabudowy wysokiej w rejonie ulicy Mickiewicza-Piłsudskiego i w rejonie tzw. „Nowego Centrum” ale bez dopuszczania lokalizacji tzw. wysokościowców (również przez wzgląd na potrzebę zapewnienia tego rodzaju obiektom właściwych parametrów obsługi – dojazd, infrastruktura – co będzie musiało być realizowane kosztem innych obiektów).
 
II. Ochrona terenów otwartych i zagadnienia rozwoju
 
Przedłożony projekt studium uwarunkowań podwaja dotychczasowy obszar strefy zurbanizowanej miasta wprowadzając na terenach dotychczas użytkowanych rolniczo nowe tereny zabudowy: mieszkaniowej jednorodzinnej, usług i składów dla obsługi ruchu tranzytowego oraz tereny dla lokalizacji nowych inwestycji przez inwestorów zewnętrznych. Wszystkie te zamierzenia są co najmniej dyskusyjne wobec stale od wielu lat zmniejszającej się liczby ludności Łodzi – o której w przedłożonym projekcie studium wyraźnie się mówi. Konieczność budowy infrastruktury technicznej: dróg, sieci uzbrojenia technicznego dla tych nowych terenów znacznie obciąży budżet miasta, a jest niezbędna poza względami użytkowymi i wynikającymi z potrzeb ochrony środowiska również ze względu na wymogi unijne.
 
Odrębną kategorią spraw jest wskazywanie w projekcie studium wyłącznie na wielkich inwestorów zewnętrznych jako na jedyne źródło dochodów miasta. Tymczasem przy wzroście kwalifikacji mieszkańców Łodzi stopniowo przestajemy być konkurencyjni jako tania siła robocza. Działające w warunkach globalizacji koncerny międzynarodowe nie będą w naszym mieście lokalizować przedsięwzięć wymagających taniej siły roboczej ale – centra księgowe, call center i inne podobne, których pracownicy dla ograniczenia kosztów przedsięwzięcia powinni mieszkać w pobliżu miejsca pracy. Stąd tego rodzaju inwestycje lepiej lokalizować w centrum lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie – tym bardziej że ich uciążliwość dla środowiska w tym zdrowia mieszkańców jest znikoma.
 
Innym aspektem tego samego zagadnienia jest brak zapisów dotyczących rozwoju małej i średniej przedsiębiorczości, które z reguły są podstawą rozwoju gospodarki miejskiej i de facto pomimo licznych utrudnień rozwijają się w Łodzi stanowiąc podstawę dobrobytu miasta. Wspomożenie dla tego rodzaju działań – również poprzez właściwe projektowanie urbanistyczne  (np. mieszanie funkcji, odpowiednie kształtowanie ulic, rozmieszczenie usług publicznych i obiektów handlu wielko-powierzchniowego  tak aby wspomagać korzystanie z ulic – jako kanałów dostępu do drobnych usług i rzemiosła) –powinno przyświecać autorom studium uwarunkowań  i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Tego rodzaju zagadnienia są bowiem wymagane zapisami ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jako obowiązujące zapisy studium.
 
Rozprzestrzenianie się zabudowy w sposób niekontrolowany jest ponadto związane z nasileniem problemów związanych z indywidualną komunikacją samochodową. Oraz potrzebą budowy kosztownej infrastruktury drogowej i parkingów aby pomieścić duże ilości samochodów przyjeżdżających do śródmieścia. Jest to absurdalne i może być rozwiązane w dokumencie planistycznym obejmującym cały obszar miasta – czyli właśnie w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.
 
Środki przeznaczone na budowę infrastruktury i budowę nowych dróg nie będą mogły być wykorzystane dla realizacji innych celów polityki przestrzennej. Nowe inwestycje będą lokalizowane  na obrzeżach pozostawiając środek miasta pusty, co przyczyni się do dalszej degradacji tej strefy. Będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem tzw. edge city, szeroko opisywanego w literaturze przedmiotu. Obecnie dzięki ograniczeniom zapisanym w obecnie obowiązującym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi z 2002 roku udaje się temu zjawisku w części przeciwdziałać, efekty czego zostaną przy przyjęciu przedstawianego projektu zaprzepaszczone.
 
To be continued..
Powyższe uwagi mają formę szkicową i nie wyczerpują zagadnienia.
Tagi: prawo, Łódź, przestrzenne, urbanistyka, studium, planowania


2009-12-12 21:44
 Oceń wpis
   

W kontekście dzisiejszej dyskusji, która toczyła się w studenckim Radiu Żak zatytułowanej Czy masz świadomość? , a w której miałam okazję uczestniczyć - niestety ze względu na grypę jedynie telefonicznie - mam olbrzymią ochotę przywołać artykuł który ukazał się w tygodniku Polityka, z lutego ubiegłego roku. Artykuł zatytułowany Wrzask w przestrzeni był zapisem wywiadu z Profesorem Tadeuszem Markowskim - Prezesem Towarzystwa Urbanistów Polskich, dr Adamem Kowalewskim, przewodniczącym Głównej Komisji Urbanistyki przy Ministrze Budownictwa oraz Januszem Korzeniem - wówczas redaktorem naczelnym czasopisma Urbanista. Przywoływane są również poglądy innych osób, między innymi Profesora Bogdana Jałowieckiego, oraz Profesora Mieczysława Kochanowskiego z Politechniki Gdańskiej. Bardzo ciekawy artykuł, zapraszam do lektury.

Jako podsumowanie przytoczę jedynie ostatni akapit:
"Pejzaż naszych wsi, miasteczek i miast w najbliższych latach maluje się w czarnych barwach. – Niejako na własne życzenie fundujemy sobie jeszcze bardziej paskudne otoczenie. Idziemy w dokładnie odwrotnym kierunku niż ci, którym zazdrościmy porządku, wspaniałej architektury, dumy z zachowania krajobrazu – mówi Janusz Korzeń. Czy można coś zrobić? Propozycji jest wiele. Wprowadzić od nieruchomości podatek ad valorem, który przyhamuje rozrzutne gospodarowanie gruntami i powinien skutecznie zagęścić zabudowę (w krajach Unii obowiązuje on wszędzie z wyjątkiem Polski, Irlandii i Grecji). Postawić na kształcenie nowoczesnych kadr urbanistów, bo dziś średnia wieku w tej grupie zawodowej to 75 lat. Zwiększyć uprawnienia państwa do ingerencji w decyzje samorządowe. Zmobilizować miasta do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego. Ale przede wszystkim tak przebudować prawo, by wreszcie przestało sprzyjać spekulantom, a zaczęło służyć powszechnemu ładowi przestrzennemu.

Bo jeśli tak dalej pójdzie, wcześniej czy później cała Polska zamieni się w skansen dziwactw urbanistycznych XX i XXI w. na europejską skalę."
(wyróżnienia powyżej moje)

Jako że sama muszę zakończyć wstępne rozpatrywanie uwag do planu - co jest czynnością cokolwiek skomplikowaną tudzież czasochłonną - dzisiejszy wpis ograniczę do tego zaproszenia. Jeszcze raz polecam przytoczoną wypowiedź.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-12 03:11
 Oceń wpis
   

Pisałam na ten temat wczoraj, dziś więc jedynie tytułem wyjaśnienia krótka notatka dotycząca procedur planistycznych obowiązujących we Francji a wprowadzonych w obecnej postaci całkiem niedawno bo w 2000 roku. Szczegółowsze informacje na ten temat można znaleźć np. we francuskiej Wikipedii. Sporo jest zresztą stron francuskich wyjaśniających te zagadnienia w przystępny sposób.

We Francji obowiązują następujące dokumenty planistyczne:
- miejscowy plan urbanistyczny plan local d'urbanisme (PLU), podstawowy dokument prawa miejscowego regulujący zagospodarowanie przestrzenne w gminie, składa się z następujących części: rapport de  presentation – przedstawienie założeń planu, projekt zagospodarowania i rozwoju trwałego projet d'aménagement et de développement durable (PADD) przewidziany na okres 10-20 lat, Document d'Orientations Particulières d'Aménagement (DOPA) wymagany dla programów ZAC i nowo tworzonych stref zabudowy .
- le plan de sauvegarde et de mise en valeur (PSMV) opracowywany przez organy władzy państwowej dla dzielnic środmiejskich wymagających ochrony ze względów kulturowych w procedurze i kształcie zbliżonych do PLU - ustalenia planu są bardziej szczegółowe i narzucają więcej ograniczeń jednocześnie przewidując instrumenty ekonomiczne pozwalające na ich wprowadzenie.
- mapa gminna la carte communale  - uproszczony plan zagospodarowania wyznaczający zasięg terenów stref zurbanizowanej i naturalnej a także tereny przedsięwzięć gminnych. Dokument taki może być uchwalany w niewielkich gminach wiejskich i nie zawiera ustaleń dotyczących zabudowy– obowiązują zasady Règlement National d'Urbanisme. Dokument powstaje w wyniku dyskusji ze społecznością lokalną. Projekt dokumentu przedkładany jest do wyłożenia publicznego.
- studium spójności terytorialnej schéma de cohérence territoriale (SCOT) jest dokumentem, obejmującym teren aglomeracji, który ma za zadanie wyznaczać ogólne kierunki zagospodarowania przestrzennego oraz zasady zrównoważonego rozwoju w dłuższej perspektywie czasowej (10 lat). Schemat określa cele polityki publicznej w kwestiach budownictwa mieszkaniowego, rozwoju ekonomicznego, transportu.  Materiał wyjściowy dla ustaleń studium stanowi analiza stanu istniejącego oraz wyniki debaty publicznej.
Oprócz powyższych dla przejścia od planu do realizacji wykorzystywane są narzędzia operacyjne działające w trzech płaszczyznach: operacji urbanistycznej, finansowania inwestycji oraz pozyskiwania gruntów.

Dokumenty planistyczne we Francji opracowywane są w drodze wielokrotnych konsultacji ze społeczeństwem. Rozpoczęcie procedury SCOT i PLU przewiduje szeroką debatę publiczną nad założeniami projektu – concentration. Debata ma za zadanie uzyskanie możliwie aktywnego udziału reprezentatywnej części społeczności lokalnej – jej przebieg jest oceniany jako jeden z elementów procedury i stwierdzenie nieprawidłowości może stać się podstawą unieważnienia uchwalonego dokumentu. Po opracowaniu projektu dokumentu poddawany jest on wyłożeniu publicznemu.  Za przebieg wyłożenia odpowiada komisarz ankiety, mianowany przez odpowiedni organ samorządu i zatwierdzony przez Radę Miasta. Podczas wyłożenia mieszkańcy mogą zapoznać się z następującymi dokumentami: wyjaśnienie przedmiotu wyłożenia, charakterystyka operacji, analiza wpływu na środowisko, plan sytuacyjny, ogólny plan prac, charakterystyka głównych prac, które mają zostać przeprowadzone, analiza skutków finansowych, wyjaśnienie wpływu rezultatów wyłożenia na przebieg procesu powstawania planu. Rola komisarza polega na objaśnianiu projektu, oraz na otrzymywaniu i dokumentacji uwag publiczności. Wyłożenia projektu planu trwa minimum miesiąc do dwu miesięcy i może być przedłużone o dalsze 15 dni. W ramach wyłożenia komisarz może zorganizować dodatkowe prezentacje projektu w merostwie oraz zebrania z mieszkańcami. Wyłożenie kończy się raportem przygotowanym przez komisarza.

Tagi: prawo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka


2009-12-11 17:47
 Oceń wpis
   

Wiele się ostatnio mówi o projekcie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi. Nic dziwnego - jako że zbliża się termin debaty publicznej nad tym dokumentem, a sam projekt jest od pewnego czasu wyłożony do publicznego wglądu. Też się już na ten temat wypowiadałam i nie tylko ja.

Debata - debatą, wyłożenie - wyłożeniem ale wg. obowiązujących przepisów istotne znaczenie mają uwagi do studium składane na piśmie. Właśnie rozpatruję uwagi do jednego z planów - jest 20 o treści tej samej, kilka dotyczących pojedynczych posesji, kilka napisanych przez różnej maści i kalibru prawników, kilka autorstwa stowarzyszeń. Itd, itd.. Na ogół są ze sobą sprzeczne co jest w planowaniu normalne. Sprzeczności są objawem konfliktów i należałoby je w którymś momencie rozwiązać - ale to jakby osobny temat.

Uwagi rozpatruje wstępnie Prezydent a ostatecznie Rada Miasta. Załącznik o sposobie rozpatrzenia uwag jest integralnym dokumentem studium. Uwagi muszą być składane na piśmie lub w formie elektronicznej z bezpiecznym podpisem. Na ogół duża liczba uwag skutkuje potrzebą ponowienia procedury na skutek konieczności zmiany przyjętych w dokumencie rozwiązań. Jeszcze będę o tym pisać - chcę porównać naszą procedurę suikzp z francuską procedurą SCOT (schéma de cohérence territoriale) . Bo to teoretycznie podobne dokumenty, ale uchwalane w zdecydowanie inny sposób - w tym różnice dotyczą właśnie udziału mieszkańców. Reasumując SKŁADAJMY NASZE UWAGI. Skoro nasze prawo przewiduje taką formę wypowiedzi..

Zgodnie z Art.11 uopizp.
"Wójt, burmistrz albo prezydent miasta, po podjęciu przez radę gminy uchwały o przystąpieniu do sporządzania studium, kolejno: (...)
10) ogłasza, w sposób określony w pkt 1, o wyłożeniu projektu studium do publicznego wglądu na co najmniej 14 dni przed dniem wyłożenia i wykłada ten projekt wraz z prognozą oddziaływania na środowisko do publicznego wglądu na okres co najmniej 30 dni oraz organizuje w tym czasie dyskusję
publiczną nad przyjętymi w tym projekcie studium rozwiązaniami;
11) wyznacza w ogłoszeniu, o którym mowa w pkt 10, termin, w którym osoby prawne i fizyczne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej mogą wnosić uwagi dotyczące projektu studium, nie krótszy niż 21 dni od dnia zakończenia okresu wyłożenia studium; (...)"


Szczegółowe informacje o terminie i miejscu składania uwag zapewne znaleźć można w witrynie Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Łodzi, która niestety w tej chwili nie działa..

Tagi: Łódź, planowanie, partycypacja, przestrzenne, społeczna


2009-12-02 11:17
 Oceń wpis
   

Na pustyni, 100 mil na północny wschód od Los Angeles jest przedmieście porzucone zanim powstało - nie dokończone rozszerzenie miejsca zwanego jako California City.


Źródło: bldgblog oryginalnie z książki J.Kunstlera Geography of nowhere

Na zdjęciach satelitarnych nie wypełniona budynkami siatka ulic wygląda niczym dzieło kosmitów, tajne szyfry mające służyć przekazywaniu sekretnych informacji. Z lotu ptaka, a właściwie samolotu (na zdjęciach w Google) struktura sprawia wrażenie całkowicie swojskiej.


Źródło: GoogleMaps

Mamy u nas całą masę takich "osiedli" - znacznie gorszych - bo rozparcelowanych bez ładu i składu oraz niedokończonych, niewypełnionych.


Żródło: Tygodnik Powszechny

Nasze chaotycznie zabudowywane obszary wiejskie tylko tym się różnią od tych zlokalizowanych 100 mil na północny wschód od Los Angeles że nie ma ciekawie z lotu samolotu wyglądającej siatki ulic. Nie ma infrastruktury. Tak naprawdę nie ma nic. Było pole, które można było rozparcelować,  sprzedać, zarobić i ..postawić dom.. A o infrastrukturę to niech się martwi gmina z naszych wspólnych pieniędzy, KIEDYŚ.

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, sprawl


2009-11-30 21:12
 Oceń wpis
   

Władze niemieckiej miejscowości Hoyerswerda na Łużycach szukają rozwiązania problemów konsolidując obszar miasta oraz co nie do pomyślenia u nas - burząc bloki. Bloki zbudowane w okresie prosperity miasta, które rozwijało się dzięki zasobom węgla brunatnego - obecnie opustoszały. Ich mieszkańcy, pozbawieni dotychczasowego zajęcia masowo emigrują, głównie do zachodnich landów.
Jakie to rodzi reperkusje przestrzenne poczytajcie, bardzo pouczająca lektura:
"Zrozumieli, że by przetrwać, czasem trzeba się skurczyć. My w Hoyerswerdzie uczyniliśmy z tego nasze motto - mówi Gröbe [architekt odpowiedzialny za przekształcenia].


Wyburzanie bloku w Rostoku, w tym miejscu powstał miejski park - z GW BIZ

Gröbe twierdzi, że pracuje trochę jak ogrodnik. Hoyerswerda jest jak zaniedbany krzew, który teraz trzeba mocno poprzycinać, by znowu zaczął kwitnąć. Architekt pokazuje plan miasta - na czarno zaznaczono kwartały bloków, które już rozebrano albo wkrótce je to czeka. - Plan jest taki, by miasto znowu skonsolidować, by wyznaczyć mu nowy punkt ciężkości. Bo ludzie na poszczególnych osiedlach zaczęli żyć jak w gettach - opisuje architekt. Obrzeża, gdzie niegdyś, by budować bloki, wycinano lasy, Gröbe postanowił oddać naturze. Łąka czy las z samosiejek jest tańszy niż zakładanie parków, a też można w nim spędzać wolny czas.

W centrum nowej Hoyerswerdy na miejscu wyburzonych bloków powstało wielkie centrum handlowe, w ten sposób miasto ściąga klientów z całej okolicy. Młodych ludzi przyciągają też dobre szkoły - oczywiście również wybudowane w miejscu, gdzie niegdyś stała wielka płyta. Obok powstają też kilkupiętrowe kameralne kamienice.

Część bloków zmniejszono o kilka pięter - z sześciopiętrowców zrobiono trzypiętrowce. Do innych dorobiono spadziste dachy. - W ten sposób urozmaicamy architekturę. Hoyerswerda nie może kojarzyć się wyłącznie z prostopadłościanami - wyjaśnia architekt. Ocalone bloki zmodernizowano. Nie ma już obskurnych klatek, na parterze budynków są za to recepcje. Na dachach najwyższych bloków założono ogrody.

Odnowionymi blokami administrują spółdzielnie mieszkaniowe. W Hoyerswerdzie specjalnie podzielono socjalistyczną spółdzielnię na części, by wytworzyć na rynku nieruchomości konkurencję. Ocalono też najbardziej charakterystyczne bloki. Władze Hoyerswerdy wpisały je na listę zabytków. Odnowiono też kamieniczki w starej części miasta. - Chcemy, by granica między nowym i starym w Hoyerswerdzie nie była taka rażąca - mówi architekt. "

I co Wy na to? Jak to się dzieje, że Niemcy nie boją się myśleć racjonalnie, w skali miasta i planować? Szacując możliwości oraz mierząc siły na zamiary? Toż to cała rewolucja, nieprawdaż? Powrót do tradycyjnej europejskiej urbanistyki, z jej zwartą zabudową, o niewielkiej skali, dostosowanej do ludzkich potrzeb i - przepraszam za wyrażenie - gabarytów oraz parametrów!

Przytoczony powyżej cytat pochodzi z artykułu w GW - Biznes "W Niemczech z mapy znikają całe blokowiska. Powstaną... jeziora" autorstwa Bartosza T. Wielińskiego

Tagi: ekonomia, prawo, budownictwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.