2010-10-16 21:53
 Oceń wpis
   

W sprawie ulicy Piotrkowskiej.

Wpisując się w aktualna modę prezentowania rozwiązań dla łódzkiej ulicy Piotrkowskiej chciałabym zaprezentować swoją niespecjalnie wizjonerską (i zapewne dlatego tak trudną do realizacji) koncepcję. Jako że w Łodzi mówi się na ten temat dużo i kwieciście. Oraz jako ze zadna z koncepcji wciąż nie może doczekać się realizacji.
Nie zmienia to faktu że pozostaję zwolennikiem publicznej dyskusji dotyczącej rozwiązań. I to dyskusji zarówno bezpośredniej jak i odbywającej się za pośrednictwem mediów. Temat znów się pojawił, zresztą w całkiem spektakularnym i atrakcyjnym wizualnie wydaniu. (Choć ja mam wciąż wątpliwości, np. kto miałby myć szyby na wysokości - skoro chodnika nie da się utrzymać w czystości).

Jednak ta dyskusja już nadmiernie rozciągnięła się w czasie i nie widać praktycznie realizacji jej rezultatów (drobny jedynie element zaistniał w postaci wymiany szpecących tymczasowych kubatur na sympatyczne letnie parasole).

Co stanowi w istocie rzeczy zaprzeczenie idei partycypacji i staje się powoli przyczynkiem do zaprzepaszczenia jej rezultatów. No bo po co właściwie mają się odbywać kolejne spotkania i narady "sztabowe" jeśli wciąż nie da się zrobić rzeczy najprostszych.

I wciąż jest na ulicy Piotrkowskiej brudno i nie da się jej umyć. Wciąż z dużą szybkością jeżdżą tędy auta. Ciągle, a ostatnio nawet częściej spotkać tam można jegomości szukających zapomnienia w alkoholu, a często również takich już całkowicie tymże napojem odurzonych.

Od kilku tygodni, przejęta ideą rewitalizacji głównej ulicy mojego miasta staram się angażować własny skromny potencjał ekonomiczny i wydawać go stołując się w niedzielę w restauracjach przy ulicy Piotrkowskiej. I wciąż nie umiem się nadziwić jak to możliwe, że "nie da się" załatwić prostej wydawałoby się kwestii, a mianowicie obecności pijanych w sztok jegomości. To wprost niesamowite, że w niedzielne popołudnie co piąty niemal przechodzień (lub może powinnam powiedzieć napotkana osoba - bo wzmiankowani panowie na ogół siedzą lub leżą) nie jest w stanie utrzymać pozycji pionowej.

Tymczasem rozwiązania tego problemu wystarczy poszukać w naszej własnej rzeczywistości, cofając się ileś lat wstecz do czasów, gdy policja nazywała się inaczej (opowiadał mi o tym mój Ojciec, rozumiem, że te czasy źle się kojarzą - ale wtedy "się dało"). Kiedy to Panowie Władza dla rodzimych pijaczków stanowili Autorytet. Bo rano, po nocy spędzonej w izbie wytrzeźwień zapraszali ich do odpracowania kwoty, która została wydatkowana na nocleg w ciepłym miejscu. W tej chwili izba wytrzeźwień jest raczej darmowym hotelem, o którym podejrzewam większość z osób, o których mówię może jedynie pomarzyć. Bo to za drogo kosztuje. Nawet jeśli - jak w scence rodzajowej, którą zaobserwowałam ostatnio na Placu Wolności, każdy z klombów ma swojego śpiącego lokatora. I zdarza się że jeden jegomość drugiego okrada.

Analogiczne rozwiązania stosowane są np. w Wielkiej Brytanii, gdzie "niesforni" wielbiciele piłki nożnej po zatrzymaniu winę muszą odpracować - porządkując stadion. Ponoć również współcześnie w Polsce "da się" ludzi wychowywać w zbliżony sposób - przykładowo w jednej z rodzimych miejscowości uzdrowiskowych dla porządkowania parku zdrojowego zaangażowano osoby długotrwale bezrobotne - w ramach tzw. "robót publicznych". No bo jak wiadomo - to co się zrobi samemu, o to się dba i szanuje.

Jeszcze taka drobna uwaga: podejmując tego rodzaju proste działania zyskałoby się wiarygodność partycypowania, to służy równiez budowaniu zaufania społecznego. Bo skoro już ustalono (i to chyba kilka razy) że "zadbamy o czystość" i "stworzymy warunki" to brak podjęcia działań (podstawowych) w tym zakresie całkowicie przekreśla wiarygodność organizatorów partycypacji. I zniechęca do partycypowania. No bo ile można w kółko mówić o tym samym.

Tagi: miasto, partycypacja, rewitalizacja


2010-09-21 11:11
 Oceń wpis
   

To będzie kilka myśli nieuczesanych na temat przeczytanego dzisiaj w Krytyce Politycznej felietonu (nie mam siły ani ochoty dyskutować z większością tego tekstu ani poświęcać mu zbyt wiele uwagi):

Autor dzisiaj lewą nogą z łóżka wstał. I odebrał telefon (maila, sms-a - nie wnikam) - na jutro ma być coś napisane. Co by tu napisać... Postanowił napisać o Łodzi. I tak się wyprowadzam to sobie uleję goryczy. A co mi tam. Wierszówka wpadnie.

A że jeszcze był zaspany to oczu szeroko nie otworzył i iluś rzeczy nie dojrzał. Nie zauważył że ostatnio jakby coś się zmieniło. Łódź (później niż należało ale) sięgnęła po środki z programu Jessica. Organizowane są konsultacje społeczne w sprawie budżetu - a jak powszechnie wiadomo rozmowy o tym jak wydać nieduże pieniądze są najskuteczniejszym sposobem aktywizacji mieszkańców, budowania zaufania społecznego oraz skutecznego wydawania niedużych pieniędzy (czego dowiódł przykład Porto Allegre, licznych miast brytyjskich, francuskich, a ostatnio również polskich).
Wieloletnie zaniedbania trudno usunąć w kilka miesięcy ale trzeba nie chcieć patrzeć żeby nie dostrzec starań. Łódź staje się silna dzięki działaniom oddolnym, dzięki mieszkającym tu młodym ludziom. Czytam o ich działaniach w prasie, widzę je na co dzień. Łódzkie (ludzkie) myślenie widać z różnych perspektyw.

Liczne problemy Łodzi wymagają działania. Temu trudno zaprzeczyć. Tyle razy już o tym pisano i mówiono. Ale jednocześnie - Łódź jest miastem. O wyraźnie miejskiej strukturze centrum. O wyraźnie zdefiniowanych ulicach, które mogą stać się doskonałym miejscem do życia i mieszkania jeśli tylko nad tym popracować.
Nie wiem, którzy łódzcy urbaniści twierdzą że łódzkie środmieście należy wyburzyć. Zapewne ci sami, którzy podpowiadają że większość łódzkiej zabudowy jest secesyjna.

Łódź ma świetny las, największy spośród lasów miejskich w Europie. Łódź wciąż jeszcze posiada pierścień terenów otwartych zapewniający właściwe warunki przyrodnicze. Łódź jest zasobna w liczne puste tereny wewnątrz, które po uporządkowaniu stanu własności mogą stać się miejscem nowych inwestycji. Łódź jest miastem kilku wyższych uczelni o wysokim poziomie nauczania.

Jednocześnie też - kiedy się czyta o problemach społecznych jakie były obecne w śródmieściu Brukseli, Barcelony, Glasgow i wielu innych miast - przed podjęciem działań rewitalizacyjnych, problemy śródmieścia Łodzi przestają być tak wyjątkowe.

Lubiłam czytać Krytykę Polityczną - i tak żenującego poziomu jaki prezentuje ten artykuł dotychczas nie napotkałam. Nie wiem czemu autorowi nie podoba się pomysł przebudowy rejonu dworca. Czyżby podzielał poglądy rosyjskich carów którzy nie życzyli sobie tędy połączenia kolejowego Rosji z resztą świata? Mieszkam w śródmieściu, codziennie spotykam ludzi biednych, o których można mówić jako o wykluczonych - ale oni nie są agresywni. W Łodzi nie jest niebezpiecznie. Po prostu mieszkają tu tak samo jak ja. Moje dzieci i dzieci znajomych bezpiecznie chodzą ulicami, jeżdżą tramwajem czy rowerem. I nic się z nimi nie dzieje.

Jedynym sensownym pomysłem i propozycją, która pada w cytowanym artykule jest ta dotycząca otwarcia Łodzi dla squatów - co wcale nie musi oznaczać nielegalnego zamieszkiwania pustostanów. Raczej mam tu na myśli ludzi tworzących niezależną kulturę. To już w Łodzi było - ze świetnym efektem, mam tu na myśli działalność grupy Prokadencja i Forum Fabricum na Kopernika. I to się wciąż dzieje, w różnym wymiarze. Ta idea bardzo mi się podoba.

Dorzuciłabym do tego jeszcze redukcję ruchu samochodowego w całym obszarze centralnym, tak żeby można było bezpiecznie poruszać się po ulicach i się na nich spotykać. Tak żeby Łódź mogła stać się miastem dla ludzi - nie dla samochodów. To wszystko wymaga tylko i jedynie a może aż - zmiany myślenia.

I nie wiem po co Krytyka Polityczna w tej zmianie nie pomaga. 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2010-07-10 12:14
 Oceń wpis
   

Nie tak dawno prowadziłam taką oto rozmowę w moim ulubionym (i nie tylko moim ulubionym) serwisie. Rzecz dotyczyła zagadnienia baraków i wyprowadzania do nich osób niepłacących za czynsz, a mieszkających w starych kamienicach w śródmieściu (w tym wypadku Łodzi, gdzie jak wiemy mieszkań komunalnych w starych kamienicach w śródmieściu jest szczególnie wiele). Zainspirował nas taki oto artykuł, dotyczący Poznania i tamtejszej polityki mieszkaniowej dotyczącej najuboższych. Drugą inspiracją była głośna sprawa rodziny, która nie dawała się eksmitować do tego stopnia, że dopiero interwencja służb antyterorystycznych pozwoliła na wyprowadzenie długoletnich dłużników z zajmowanego przez nich lokalu. Film na ten temat w Ekspresie Ilustrowanym dostarcza poglądu na temat sprawy. Choć jednocześnie inne informacje zdają się ten pogląd cokolwiek weryfikować.

Wracając do rozmowy - chciałam zacytować obszerne fragmenty bo wydaje mi się że doszliśmy (doszłyśmy, wspólnie z cytowaną już tutaj Ulą Niziołek Janiak - wielbicielką i obrończynią łódzkich zabytków) do ciekawych rozwiązań.

Prezydent chce wychowywać społeczny margines (poznan.gazeta.pl): Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić 'najtrudniejszych' lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka.

Urszula Niziołek-Janiak: A ja uważam, że w przypadku alkoholików przesiedlenie wiążące się z wyrwaniem z dotychczasowego środowiska może pomóc (zaznajomieni kumple i meta daleko).
Natomiast bardzo ważne jest, by przesiedlenie dawało szanse na nowe życie np. poprzez aktywizację zawodową np. wcześniejsze przeszkolenie tych ludzi w zawodach budowlanych i postawienie sobie przez nich własnymi siłami mieszkań lub szkolenia z zakresu pielęgnacji zieleni, brukarstwa i umożliwienie im zagospodarowania terenu takiego osiedla co związałoby ich z nowym miejscem.

Małgorzata Hanzl: (...) cały czas nasuwa mi się pytanie - co z dziećmi. Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami? Bo to powinien być priorytet. I niewielkie koszty. Już nastolatki są nie do zmiany, dorośli też są trudno reformowalni. Ale dzieci jeszcze tak. Tylko że one sobie same nie pomogą. Córka chodziła kiedyś do sióstr Urszulanek przy Obywatelskiej - które prowadzą obok przedszkola świetlicę dla dzieci z biednych rodzin, obserwuję też działanie Oratorium Jana Bosko przy Kościele Św. Teresy. Te miejsca bardzo istotnie zmieniają dzieciaki i młodzież która tam uczęszcza. Dają im punkt odniesienia - uczciwy punkt odniesienia. Dzieciaki z takich rodzin są bardzo często odrzucane przez grupę bo są nauczone żerowania na innych - od najmłodszych lat. (...) Nie są nauczone podstawowych zasad higieny. Potrafią być agresywne. Działanie takich miejsc jest nie do przecenienia. (...) Ale jest ich tak mało, a co jakiś czas pojawia się informacja, że coraz mniej. Bo nie ma na to pieniędzy. Jakiś czas temu np. zlikwidowano świetlicę przy Placu Barlickiego.

Rewitalizacja polega wszak na tym że się z przechodnia czyni podmiot nie przedmiot działania (cytuję Krzysztofa Herbsta z ostatniego szkolenia w Fundacji Stocznia). Łódź jest, może być silna mieszkańcami - więc trzeba nad tym pomyśleć. I zwłaszcza nie traktować wszystkich tą samą miarą.

Urszula Niziołek-Janiak: Myślę, że takie kontenery to nie jest rozwiązanie dla rodzin z dziećmi, bo dlaczego karać dzieci za błędy rodziców?
W przypadku rodzin stawiałabym na pierwsze rozwiązanie - praca ze wszystkimi i stawianie przez rodziców mieszkań dla swojej rodziny, bo wiązałoby się to z poprawą statusu społecznego. Wielkie pole do popisu dla ngo... z tymi rodzinami pracować trzebaby również po przeniesieniu, by nie stworzyć gett.

Małgorzata Hanzl: W Poznaniu rodzin z dziećmi nie planują przenosić. Mam nadzieję że skoro się powołujemy na Poznań to w Łodzi też. Zastanawiam się tylko czy nie należy przenosić wyłącznie dorosłych z problemem alkoholowym, nie nazwać tego ośrodkiem odwykowym i nie traktować tak jak to traktuje się ośrodki odwykowe. Pytanie o świadczenia dla dzieci to jest pytanie o to czy miasto chce jedynie relokować problemy czy też może w końcu zacząć je rozwiązywać.
Jakoś tak afera przy Więckowskiego dziwnie zbiegła się w czasie z tymi dywagacjami. A ludzie których rzecz dotyczyła wcale nie wyglądali na biednych.

Urszula Niziołek-Janiak: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8109015,Pomysl_na_dluznikow___baraki__Wcale_nie_takie_straszne.html

Małgorzata Hanzl: Ula - ale to jest małe miasto. Małe miasta - to jest inna skala, praca bezpośrednia z ludźmi, łatwość ogarnięcia problemów. Ja to znam z perspektywy opracowań planistycznych. W małych miastach wszyscy wszystkich znają - to jest coś innego. Również architektura tych obiektów jest inna. I jej wpływ na mieszkańców też. To nie są baraki. Tylko pojedyncze budynki socjalne wśród innych domów.

Urszula Niziołek-Janiak: Podałam ten link jako przykład lokalizacji dla własnoręcznie zbudowanych mieszkań dla rodzin z dziećmi :)

Małgorzata Hanzl: Co masz na myśli mówiąc własnoręcznie zbudowanych?

Urszula Niziołek-Janiak: Niedawno czytałam, że w jednym z miasteczek przeszkolono długotrwale bezrobotnych w zawodach okołobudowlanych i budowlanych i w ramach szkolenia zbudowali oni dla swoich rodzin blok na miejskim gruncie - 900 zł/m2 powierzchni! W GB od dawna z powodzeniem działają takie programy aktywizacji,. czemu nie w Łodzi?

Małgorzata Hanzl: I to jest świetny pomysł. Tylko byleby to był blok wśród innych, zamieszkiwanych przez nie długotrwale bezrobotnych.
A nie baraki o skali osiedla na Janowie.

Urszula Niziołek-Janiak: Niewielkie osiedla kontenerów powinny być natomiast dla uzależnionych samotnych i traktowane jako swoisty ośrodek odwykowo-aktywizacyjny.

Małgorzata Hanzl: Jeszcze jedno - w komentarzach do artykułu o kontenerach pojawił się głos o dwóch drogach: amerykańskiej - zdegradowane społecznie śródmieścia i europejskiej - zdegradowane społecznie obrzeża. Obie metody są złe. I o tym świadczą obecne starania władz lokalnych. Między innymi partycypacja społeczna rozumiana jako aktywizacja mieszkańców pojawiła się dla radzenia sobie z rozruchami (krwawymi też) jakie miały miejsce w americańskich downtown. I dlatego zaczęto takie programy finansować - bo ludność tam zamieszkująca była agresywna. Podobnie rewitalizuje się kosztem olbrzymich środków i z marnymi rezultatami obrzeża wielkich miast europejskich. Sama byłam świadkiem jak to wygląda w Lyonie oraz jak trudno te patologie potem wykorzenić. Mnie się bardzo podoba to co zrobiono w Bilbao, zresztą jest cała masa materiałów na temat prowadzenia rewitalizacji społecznej, np. w serwisie urbact.eu
Ula - miałabyś coś naprzeciw gdybym tę rozmowę prawie żywcem skopiowała na bloga? Bo mi się podoba i jest ciekawa.

Urszula Niziołek-Janiak: Oczywiście, nie ma problemu. Co do obrzeży miast - własnie dlatego z przesiedleńcami trzeba pracować i przed i w trakcie i po - by dać im szanse w nowym miejscu i nie przesuwać problemu z dala od Centrum, tylko zapobiec jego powtórce.

I tu włączył się do naszego dialogu Pan vice-Prezydent Łodzi Marcin Bugajski (ach te techniki wirtualnej komunikacji !)
Marcin Bugajski:
Pani Małgorzato, kontenery nie są panaceum na wszystkie problemy z osobami, które nie płaczą czynszów w tak dużym mieście jak Łódź. Ponadto stanowią one rozwiązanie dotyczące pewnych grup takich mieszkańców i na pewno nie powinno się przenosić do nich rodzin z dziećmi. A jeśli idzie o negatywy takiego pomysłu to odniosłem się do nich w komentarzach na swoim profilu.

Małgorzata Hanzl: Dziękuję Panu za odpowiedź. Cieszy mnie takie postawienie sprawy. Boję się zbyt dużej skali takich rozwiązań - bo to może stać się dodatkowym źródłem patologii. Podobnie jak stosowanie w tym przypadku zasady egalitaryzmu.

(Pojawiły się też inne głosy)
Łódzkie Centrum Społeczne:
Kolejne getto biedy w Łodzi to potęgowanie problemów społecznych, a nie ich rozwiązywanie.
Nigdy więcej segregacji!

Łódzkie Centrum Społeczne: http://www.centrumspoleczne.pl/oswiadczenie-kontenery.pdf

Jakub Polewski: Wiecie, z drugiej strony zauważcie, że jedną z form SKUTECZNEJ psychoterapii jest odrzucenie, jak w przypadku niereformowalnych alkoholików. Nie da się nikogo wyleczyć z pewnych problemów "na siłę". Ludzie muszą mieć poczucie, że odpowiadają za siebie i ponoszą tego skutku. Inaczej przyzwyczajają się do nic nie robienie i czekania, aż wszyscy będą wyrozumiale dawać więcej i więcej na cudzy koszt. Jakby tak każdy uznał, że chce brać na cudzy koszt i przestał cokolwiek ze sobą robić no to sorry...

Jakub Polewski: Pani Małgorzato: "Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami?"

Właśnie próbuję z jednym stowarzyszeniem przykościelnym, którego celem jest wsparcie społeczne dla dzieci i młodzieży utworzyć pierwszy taki duży hostel w jednej z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Ma on być na terenie programu Prorevita. Wiceprezydent M. Bugajski deklaruje cały czas pomoc i poparcie, więc jeżeli to wypadli, to będzie w Łodzi precedens i być może więcej kamienic popadających w ruinę znajdzie tego typu zastosowanie. W tym przypadku budynek będzie modernizowany ze względu na zły stan techniczny. Wartości kulturowe zostaną zachowane w zakresie: elewacja frontowa, prześwit bramowy, klatki schodowe i niska oficyna.

Małgorzata Hanzl: Gratuluję pomysłu - oby się udało! Trzymam kciuki.

(dalsza część rozmowy dotyczyła już innych tematów).

Tak sobie myślę, że wszyscy mamy trochę racji. Gdyby jeszcze teraz udało się te różne mysli nieuczesane przekształcić w rzeczywistość.

PS. Tak swoją drogą to już kiedyś o tym pisałam. Nie raz.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz


2010-01-10 22:13
 Oceń wpis
   

Polecam obszerny artykuł na temat przyszłości Detroit. Miasto, które liczyło niegdyś 2 miliony osób obecnie zamieszkuje 900 000 a prognozy przewidują dalszy spadek liczby ludności. To widać: niewiele budynków w centrum jest nadal zamieszkałych, dominują hektary terenów poprzemysłowych.

Problemy związane z przestępczością, gigantyczne problemy społeczne to inne zjawiska towarzyszące upadkowi przemysłu i narastającemu bezrobociu. Wszyscy, którzy dysponowali jakimikolwiek środkami finansowymi wyjeżdżali i nadal wyjeżdżają z miasta. Budowle publiczne stawały się niepotrzebne. Chyba skrajnym przykładem było przekształcenie teatru na parking publiczny.

Znalazłam kilka bardzo interesujących filmów na ten temat. Poniżej jeden z nich.

Detroit Wildlife from florent tillon on Vimeo.

Zwróciło moją uwagę kilka wątków. Obok pokazania zaniedbanych, opuszczonych zabudowań pofabrycznych, o skądinąd wspaniałej architekturze. Budowa nowego centrum, które miało przyciągnąć światowy kapitał spowodowała, że przeniosły się tam firmy wcześniej istniejące w mieście, opuszczając tym samym dotychczas zajmowane budynki w starszej części miasta. Problemem nowego centrum stał się również brak integracji z otaczającą zabudową.

Niesamowite wrażenie sprawia oglądanie w drugiej części filmu zaadaptowanych rolniczo terenów sąsiadujących z wcześniejszą zabudową fabryczną. I nie mówimy tu bynajmniej o skali upraw znanej nam z obecnych tu i ówdzie również w centrach polskich miast ogródków działkowych. Bynajmniej. Mówimy o rzeczywistych uprawach, ale również o hodowli drobiu, trzody chlewnej, krów, koni, etc.

Inny film: The industrial ghosts, bardzo realistyczny, opatrzony etykietą nie dla dzieci jest szokujący między innymi ze względu na bardzo realistyczne pokazanie stopnia upadku miasta.

Władze miasta przez ostatnie 30 lat próbowały podejmować kolejne próby wdrażania programów rewitalizacji, które każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Pomimo prób ożywiania centrum poprzez wznoszenie tam budynków publicznych oraz komercyjnych nadal ten rejon miasta jest w drastyczny sposób opuszczony przez mieszkańców. Bezrobotni stanowią 27% populacji, z czego większość mieszka w centrum. Władze myślą o stworzeniu 1200 nowych przedsięwzięć, polecają Detroit jako miasto o niskich kosztach życia, dużej ilości budynków które można wykorzystać w prosty sposób adaptując do nowych funkcji.

Zarówno politycy jak i planiści coraz poważniej zaczynają myśleć o przeznaczeniu nieużywanych terenów dla uprawy roślin. Ta możliwość nie jest tak szalona jak by się mogło z pozoru wydawać. "Miasto które niegdyś było czwartym co do wielkości w kraju i służyło jako symbol amerykańskiego przemysłu może przejąć nową rolę: północno amerykańskiego pioniera wprowadzania nowych rozwiązań globalnego zjawiska zmniejszających się post-industrialnych miast."

Ogromne obszary poprzemysłowe w centrum stanowią rzeczywisty problem. Nie można ich przeznaczyć dla ponownego wykorzystania poprzemysłowego - bo nie ma chętnych aby je wykorzystać. Nie można zakładać tak giganycznych terenów zieleni publicznej bo miasta na to nie stać. Myślenie o przywróceniu tam stanu stricte naturalnego nie zapewni żadnych dochodów właścicielom tych terenów. Takie, bardzo skądinąd realistyczne, myślenie doprowadziło do pomysłu wprowadzenia w Detroit upraw miejskich.

Moda na uprawy w środmieściu rozwija się w mieście od lat. Jak dotąd na niewielką skalę. Detroit Agriculture Network liczy blisko 900 "ogrodników" działających w granicach miasta. Ich działki zajmują na ogół nie więcej niż 0,25 akra gruntu. Obecnie pojawia się nowe zjawisko - a mianowicie dążenie do skupywania terenów i próby upraw na skalę przemysłową.

Alex Krieger, dziekan Wydziału planowania urbanistycznego i dizajnu na Uniwersytecie Harvarda przedstawia wizję przyszłych terenach zurbanizowanych jako "szachownicy", w ramach której będą pojawiać się tereny gęściej zabudowane, intensywniej zurbanizowane oraz tereny zachowane dla różnych przyszłych celów w tym tereny rolnicze. I co Państwo na to?

Tagi: rolnictwo, społeczeństwo, nieruchomości, urbanistyka, rewitalizacja


2010-01-08 23:23
 Oceń wpis
   

Na ile idee rewitalizacji społecznej są spójne z ideami solidaryzmu społecznego? Moim skromnym zdaniem mają wiele wspólnego.

Z wywiadu z Profesorem Andrzejem Chwalbą, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorem książki "III RP - raport specjalny" przeprowadzonego przez Katarzynę Śliwę:
"Solidaryzm, to szczególnie związana z ruchem społecznym Solidarności wartość. Co stało się z ową ideą na przestrzeni 20 lat?
Idea ma się dobrze. Gorzej z praktyką. Osoby związane z polityką, wywodzące się z Solidarności, stale o niej przypominały, tak na forum krajowym, jak międzynarodowym. Sama idea solidaryzmu społecznego nie jest polskim wytworem. Można ją wywodzić jeszcze z czasów rewolucji francuskiej, choć tam miała charakter laicki i radykalny. W końcu XIX w. trafiła do światowych związków zawodowych. Zagościła w pierwszej Solidarności, przyciągając 10 mln ludzi. Choć po 7 latach, gdy doszło do ponownej legalizacji, z tych 10 mln zostało 1,5 mln.


Z ww. wywiadu pt. W poszukiwaniu straconego solidaryzmu

(...)lata 90. to osłabienie idei solidarności. Okazała się zbyt naskórkowa i nie wytrzymała zderzenia z realiami czasu historycznego. Przypomnijmy, że zamykano wówczas liczne zakłady pracy lub je prywatyzowano, rodziły się nowe, nieznane wcześniej antagonizmy społeczne.

Wielu robotników nie kryło rozgoryczenia. Gdy w '88 roku ostatni raz poderwali się do strajku decydującego o przemianach, przyjeżdżali do nich intelektualiści, dyplomaci, niektórzy przedstawiciele Kościoła, studenci i artyści. Kiedy zaczęły się masowe zwolnienia, podobnego zainteresowania ich losem już nie było. Wśród załóg, pozostawionych samym sobie, pojawiło się przeświadczenie, że zostali oszukani, a po ich plecach pewna grupa doszła do władzy... (...)"

I to niestety smutna prawda. Możemy to doskonale obserwować w Łodzi, gdzie grupowe zwolnienia na skutek likwidacji wielkich zakładów przemysłu włókienniczego były na porządku dziennym. Co się teraz dzieje z tymi ludzmi? Zamieszkują wyraźnie wyodrębniające się na mapie miasta, precyzyjnie zdefiniowane oraz opisane w literaturze przedmiotu dzielnice biedy. Czy wcześniej solidaryzująca się z nimi solidarnościowa inteligencja upomniała się o ich prawa? Nie, nie upomniała się.

Jedyne działania związane z rewitalizacją społeczną podejmowane obecnie realizowane są przez fundacje, przez Kościół, przez zakony. Brakuje na nie pieniędzy, nie ma ich w budżecie samorządowym a pozyskanie ich z innych źródeł dla drobnych organizacji graniczy z cudem.

Jak to się ma do encyklik Papieża Jana Pawła II? Jak to się ma do wcześniejszych deklaracji obecnych polityków? Jak to się ma do zamiarów tworzenia gett dla najuboższych na obrzeżach miast? Do budowy dla nich kontenerów mieszkalnych? O czym tu pisałam.

Na zakończenie przytoczę słowa Ojca Profesora Mieczysława Alberta Krąpca: „(…) to dla człowieka jest konieczna administracja, sądownictwo, szkolnictwo, szpitalnictwo, gdyż to człowiek jest tym dla kogo Bóg zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego „przyjął ciało z Marii Dziewicy i stał się człowiekiem” Krąpiec Mieczysław Albert 1996, O ludzką politykę! , Wydawnictwo “Gutenberg Print”, Warszawa 1996, s. 362

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, MojeMiasto, rewitalizacja


2009-12-05 12:05
 Oceń wpis
   

Ilość ciekawych spotkań, prelekcji, prezentacji i wykładów w ostatnim czasie przyprawia mnie o zawrót głowy. Trzy dni temu byłam na prezentacji projektu, który zamierza w Łodzi zrealizować Frank Gehry, a wczoraj dla odmiany miałam okazję wysłuchać na żywo wykładu Jona Norquist'a - prezesa Kongresu Nowego Urbanizmu, ruchu o którym już tu kilka razy była mowa. Prelekcja była treścią zbliżona do poniżej prezentowanej choć wątek polski był w niej bardzo mocno obecny (a jako że w Milwaukee - którego burmistrzem przez wiele lat był prelegent - mieszka liczna Polonia - to i polska piosenka również odśpiewana została :) ).

Wrócę jeszcze do tego tematu jako że ciekawy, a postępujący sprawl jest moim skromnym zdaniem większą katastrofą niż globalne ocieplenie (ale to już temat na inną dyskusję) ... Jest też na ten temat co nieco w łódzkiej GW, autorstwa Aleksandy Hac. Sporo też można się dowiedzieć z interesujących komentarzy czytelników.

Prezentacja twórczości Franka Gehrego była genialna. Bardzo mi się podobało.


Koncepcja dla Łodzi. Źródło: GW Łódź

Nie ukrywam że zainspirowały mnie słowa znakomitego architekta i wielkiej klasy twórcy. Jednocześnie film Sydney'a Pollocka, prezentowany przed prezentacją dał szansę poznać metodę pracy. Powiem tylko że podobałoby mi się tak uczyć studentów.

Jednak teraz będzie niekoniecznie o Muzeum Guggenheima. Od dwóch dni czyli od prezentacji projektu Franka Gehrego wróciłam do myślenia o tym "jak to się robi w" Bibao. Jakiś czas temu przekopując się przez materiały sieci wymiany dobrych praktyk URBACT trafiłam na opis tego jak prowadzone były tamtejsze działania związane z rewitalizacją. Informacje, których zresztą dużo na ten temat, dotyczyły zintegrowanego procesu rewitalizacji trzech - użyję brzydkiego pojęcia - jednostek sąsiedzkich (to trochę nieudolne tłumaczenie angielskiego neighbourghood kojarzy się z epokami odeszłymi w niepamięć - ale trudno - nie znajduję lepszego słowa): La Vieja, San Francisco i Zabala. Znajdują się one pomiędzy dawnymi terenami kopalni Mirabilla, rzeką i terenami koleji. Obecnie obszar liczący około 38ha zamieszkuje około 14 000 osób.

Bilbao przechodziło liczne przeobrażenia od czasu założenia miasta w 1300 roku. Początkowo na lewym brzegu mieściły się kopalnie i mieszkali górnicy, na brzegu prawym port i ci którzy zajmowali się załadunkiem. Obie strony łączył most San Anton.W roku 1870 ludność liczyła 1800 osób, w 1900 - 19000. Tak gwałtowny rozwój i co za tym idzie bardzo szybka chaotyczna zabudowa związana była brakiem podstawowej infrastruktury oraz wysoką intensywnością zabudowy. W latach 60-tych i 70-tych nastąpił żywiołowy rozkwit handlu a także rozwój przemysłu rozrywkowego, w tym nocnego życia miasta. W latach 80-tych nastąpiło załamanie, kopalnie zamykano i skutkiem tego była ogólna degradacja, rozwój wykluczenia społecznego, wyludnianie się miasta. Szczególnie niebezpieczny był gwałtowny wzrost sprzedaży narkotyków.


Źródło: GoogleMap

Obszar, którego dotyczy projekt - bo jest nadal rozwijany, odizolowany od reszty miasta linią kolejową oraz rzeką pozbawiony był zieleni. Zabudowa w bardzo złym stanie technicznym nie nadawała się częściowo do zamieszkania - w okresie od 1986 do 1995 rozebrano 39 budynków. 90% budynków nie miało ogrzewania a 10% ciepłej wody.

Pierwszy plan rehabilitacji obszaru rozpisany na lata 2000-2004 wprowadzał założenia zintegrowanej rewitalizacji. Obecnie realizowany jest kolejny, rozpisany na lata 2005-2009.

Podstawowe cechy pierwszego z programów to:
- ciągłość - przez 5 lat, różne projekty realizowane z rytmiczną powtarzalnością
- spójność - całościowe spojrzenie na różne działania oraz podejmowane decyzje,
- konsensus - dążenie do zwiększenia dialogu pomiędzy administracją i organizacjami społecznymi oraz różnymi instytucjami.

Podstawowe działania:
- w obszarze społecznym - programy dla poprawy jakości życiai zdrowia mieszkańców obszaru,
- w obszarze rozwoju lokalnego - wsparcie istniejących firm, wzmacnianie ducha przedsiębiorczości i zapewnianie pomocy w rozwoju zatrudnienia w sektorze lokalnych przedsięwzięć,
- w obszarze planowania urbanistycznego - redefinicja warunkó zabudowy, rehabilitacja zabudowy,
- w obszarze bezpieczeństwa - działania dla jego poprawy,
- działąnia dla osiągnięcia celów ogólnych - radykalne przekształcenia obszarów projektu dla poprawy jakości życia mieszkańców i pozbycia się obszarów marginalizacji.

Poza wymienionymi stworzono trzy nowe instytucje społeczno-kulturalne: Bilbo-Rock - audytorium dla działań muzycznych i otwarta scena dla młodych, Municipal Center of the Quarry - dla rozwoju promocji zatrudnienia poprzez przetwarzanie danych i edukację, oraz Bilbao- Arte - przestrzeń dla artystów.

Przedstawiony skrót najważniejszych cech programu zaczęrpnęłam z podsumowania zamieszczonego w materiałach sieci Udiex-Udiex Alep działającej w ramach programu URBACT, a której przedmiotem działania były zagadnienia partycypacji społecznej tudzież umocnienia/rozwoju postaw obywatelskich mieszkańców. 

Zastanawia mnie "jak to się robi w Bilbao" z kilku powodów. Najważniejszy to chyba to że - nie kwestionując efektu przyciągania wykreowanego przez Muzeum Guggenheima, projektu autorstwa Franka Gehrego - w Bilbao była i jest kontynuowana ciągła praca u podstaw związana z rozmaitymi, ciągłymi działaniami rewitalizacyjnymi. Realizowanymi na różnych płaszczyznach, jednak w sposób zintegrowany oraz ciągły, nieprzerwany od wielu już lat.. Wszystko to razem przynosi efekty.

Tagi: urbanistyka, rewitalizacja, renewal


2009-11-24 22:55
 Oceń wpis
   

Zebraliśmy się dzisiaj na cmentarzu na Zarzewiu w Łodzi aby pożegnać naszego wieloletniego Kolegę i Dyrektora Profesora Henryka Jaworowskiego. Wybitny autorytet w dziedzinie konserwacji i rewaloryzacji zabytków, autor niezliczonej ilości projektów budynków sakralnych i wspaniały człowiek. Miał wybitny talent - umiał łagodzić i zażegnywać konflikty. Niezwykle skromny, łagodny, otwarty na nasze pomysły i aktywność. A jednocześnie stanowczy i zdecydowany. Wszyscy go lubili, co było widoczne również w ostatnim okresie, kiedy jako emerytowany już Profesor, pomimo niezbyt dobrego stanu zdrowia uczestniczył w naszych instytutowych Kolegiach Konsultacyjnych.

Tłum żegnający Profesora mówił sam za siebie. Było nas bardzo wielu: architektów, urbanistów, historyków sztuki, archeologów. Byli też przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządowych. Także sporo duchownych. Sama msza była koncelebrowana, z udziałem czterech księży. I słusznie - bo to naprawdę był wielki, wspaniały człowiek.

Profesor Krzysztof Pawłowski - nasz dotychczasowy Dyrektor - zwrócił uwagę na kilka istotnych cech działań podejmowanych przez Profesora Henryka Jaworowskiego. Po pierwsze - starania o wprowadzenie nowej zabudowy do urbanistycznej struktury śródmiejskiej Łodzi. Starania podejmowane już w latach 70-tych - co wtedy musiało być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Po drugie dbałość o dziedzictwo naszego miasta i to nie tylko w wymiarze sakralnym, choć w tym obszarze też (np. odbudowa Katedry po pożarze w 1971r.). Ale również podkreślanie jak ważne dla tożsamości są monumentalne bryły fabryk i jak różnorodne nowe funkcje mogą pomieścić, dostarczając splendoru nowym inwestycjom. Na zakończenie jedno z ostatnich dzieł Profesora - zrewitalizowany budynek Trzech Wydziałów w kampusie Politechniki Łódzkiej. Czyż nie jest piękny?


Źródło zdjęcia: Picasa - zdjęcie użytkownika Krzysztof Marczak

Tagi: Łódź, rewitalizacja, Profesor, konserwacja, dorobek


2009-11-18 18:10
 Oceń wpis
   

Jedną z metod partycypacji społecznej zastosowaną np. w New Castle w Wielkiej Brytanii były warsztaty planistyczne. Wg Europejskiego Podręcznika Partycypacji, który powstał jako rezultat pracy sieci wymiany dobrych praktyk PARTECIPANDO, która działała w ramach programu URBACT I warsztaty planistyczne są metodą, która umożliwia pogłębioną analizę, ułatwia bezpośrednie uczestnictwo oraz pozwala na wypracowanie wspólnego stanowiska.


Źródło: http://urbact7.urbact.eu/fr/projects/partecipando/handbook.html

Techniki partycypacji określane mianem warsztatów, takie jak: Planning for Real, Pattern Language, Action Planning charakteryzuje wspólna cecha: polegają na prowadzeniu dyskusji według z góry przyjętego schematu oraz pozwalają na uzyskanie rezultatów w krótkim czasie. Celem warsztatów jest wspólne wypracowanie wizji projektu poprzez analizę istniejących uwarunkowań przestrzennych oraz sposobu ich postrzegania przez mieszkańców. Dyskusja w ramach warsztatów jest otwarta dla ograniczonej ilości uczestników i dotyczy określonego tematu. Jak podkreślają autorzy podręcznika metoda ta jest wyjątkowo użyteczna w sytuacji konfliktów. Techniki bazujące na warsztatach są szeroko powielane - pozwalają na skuteczne uzyskiwanie rozwiązań w krótkim czasie. Metoda pozwala na uproszczenie i zredukowanie stopnia skomplikowania informacji oraz wielości punktów widzenia.


Źródło: http://www.newcastlendc.co.uk/

Warsztaty planistyczne znalazły szerokie zastosowanie np. w Newcastle, w ramach brytyjskiego programu rządowego rehabilitacji zabudowy mieszkaniowej, prowadzonego w zubożałych dzielnicach na terenie całego kraju pod nazwą  New Deal for Communities. Co ciekawe w ramach tychże działań animatorami warsztatów zostali mianowani najbardziej aktywni mieszkańcy, w tym oponenci idei rewitalizacji. Co się zresztą często zdarza, niekoniecznie w ramach działań partycypacyjnych :) I niekoniecznie angażowanie dotyczy tematu, w którym potencjalnie aktywne osoby mogłyby oponować. Ale to już jest temat na inną opowieść.

Tagi: nieruchomości, miasto, partycypacja, rewitalizacja


2009-11-07 21:41
 Oceń wpis
   

Angielski oryginał jednej z moich ulubionych książek zatytułowany jest A God Within. Autorem jest René Dubos - francuski i amerykański mikrobiolog, badacz środowiska i humanista. Tytuł polski: Pochwała różnorodności - choć odbiega od oryginału, jednak doskonale oddaje istotę prezentowanych treści.

Moją uwagę przykuły dwa fragmenty: "Każde miasto reaguje na doświadczenia i próby w sobie właściwy sposób, z reguły uwydatniający jego niepowtarzalny charakter; jest to proces organiczny, którym tłumaczy się trwałość specyficznego charakteru miast mimo burz dziejowych. (...) Ekolodzy dowiedli że najbardziej trwałe są systemy naturalne o wysokim stopniu zróżnicowania. To samo można powiedzieć o systemach urbanistycznych. Długotrwałą wielkością i świetnością cieszą się miasta o bardzo urozmaiconej ludności, działalności gospodarczej i strukturze społecznej. Dzięki różnorodności posiadają one odporność, pozwalającą przetrwać wstrząsy historyczne i zachować tożsamość mimo ciągłych zmian. (...)"

Tak sobie myślę kiedy to czytam, że naziści bardzo skutecznie działali likwidując w Łodzi różnorodność kulturową. Kilka dni temu tłumacząc gościom konferencji dotyczącej Przestrzeni małych miast, o której już wcześniej pisałam, jak znaleźć w Łodzi ślady getta odczułam jak niewiele sama wiem na ten temat. Szukając informacji natrafiłam na poniższe zdjęcie i od tej pory nie umiem o tym nie myśleć. Widoczne na nim dzieci zostały zagazowane w przyczepach samochodów wyziewami ze skierowanych do wewnątrz rur wydechowych.


Zdjęcie pochodzi ze strony www.ghetto.lodz.pl

Siła naszego miasta tkwiła niegdyś w wielokulturowości i być może do tego należałoby wrócić - nawet jeśli wyłącznie poprzez zapraszanie tu turystów szukających swoich korzeni. Aby taki cel osiągnąć nie są nam potrzebne wieżowce ani wielkomiejska zabudowa, która upodobni Łódź do tysięcy miejsc na świecie. Zastanawiałam się co może stać się siłą napędową rozwoju miejskiego albo zapewnić funkcjonowanie. Obok przemysłu, handlu i usług, obok kultury (jak w Bilbao) może to być również tradycja miejsca. W Łodzi już to się zaczęło - patrz zbierająca laury Manufaktura. Powiązania z Izraelem, które są ostatnio powszechnie krytykowane oraz bezustanne propagowanie żydowskich korzeni łódzkiego rozwoju - też już stały się wartością. Może należałoby rzeczywiście to wykorzystać. Nie zapominając jednak przy tym o potomkach dawnych polskich robotników, którzy obecnie tworzą - również powszechnie krytykowaną - łódzką "żulernię". A tak naprawdę są to w większości w prostej linii spadkobiercy najstarszych mieszkańców Łodzi, dla których to miasto było Ziemią Obiecaną...

Jeszcze jeden cytat na koniec, z tej samej książki: "Głoszenie nadziei w ponurej sytuacji może się wydawać naiwnym i pretensjonalnym złudzeniem, ale przecież z takich właśnie złudzeń rodzi się twórcza wiara, o której pisał Carl Sandburg: << Ufam przeznaczeniu człowieka i wierzę bardziej niż potrafię dowieść, w przyszłość rodzaju ludzkiego i znaczenie złudzeń, w wartość wielkich nadziei.<< (...)

 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-11-02 23:47
 Oceń wpis
   

Dzisiaj garść cytatów. Z prasy, naszej rodzimej. Mówią same za siebie.

Z artykułu o pomyśle budowy faweli na obrzeżach Szczecina:
"(...) Radny z Bielska-Białej tłumaczył: "Już wiemy, że budowanie enklaw jest złe. Zło lgnie do zła. Jak w matematyce - sumuje się, nawarstwia. A reszta wieczorem nie wychodzi z domu". Dr Joanna Staręga-Piasek, szefowa Instytutu Służb Społecznych, przestrzegała: "Skupienie trudnych rodzin na peryferiach miasta nie rozwiązuje problemu. Przerzuca go tylko do innej dzielnicy (...)".

Z wywiadu z dr Jerzym Bielcem - ekonomistą i socjologiem ze Szczecina: "Co dalej z wysiedlonymi?Unijne dyrektywy zalecają wręcz integrację społeczną, co ma zapobiegać rozwarstwianiu społeczeństwa i tworzeniu enklaw kumulacji patologii społecznych. Na obecnym etapie nie widać, aby MOPR miał na celu reintegrację tych osób. Rodzi się wręcz pytanie - co dalej z osobami wysiedlonymi do baraków? Bowiem bez przedstawienia realnej ścieżki powrotu "z zesłania" ("za karę", czy też z przyczyn losowych) baraki te staną się jedynie przechowalnią dla ludzi."

Z artykułu o pomyśle budowania kontenerów dla osób przez wiele lat zalegających z czynszem w Poznaniu: "(...) Miasto nie ukrywa, że w ten sposób ostatecznie chce rozwiązać problem niewygodnych lokatorów. - Jesteśmy zdeterminowani, to prawda, ale mówimy tak: to od ciebie najemco zależy, czy trafisz do kontenera, czy nie - tłumaczy Pucek.
Z takim myśleniem nie zgadza się Tomasz Sadowski. - W ten sposób skazujemy tych ludzi na wegetację - podkreśla, szef Barki. Nie do końca, przekonują urzędnicy, bo każdy, to zamieszka w blaszanych kontenerach, jeśli tylko zobowiąże się do spłaty długu i zmiany stylu życia, będzie mógł wrócić do tradycyjnego mieszkania. Pomóc w tym mają organizacje społeczne.(...) "


25 takich kontenerów stanie w poznańskich Krzesinach.

Pisałam już na ten temat kilkakrotnie. Np. tutaj odnosząc się do poglądów Sachsa oraz epiki Rejmonta. Albo o konsekwencjach budowy dzielnic dla ubogich we Francji. Czy o potrzebie rewitalizacji społecznej. Był też kiedyś dobry bo dowcipny choć może nieco jednostronny artykuł traktujący o gentryfikacji w Dużym formacie GW.

I co? I niewiele.. Nadal przekonanie o potrzebie przenoszenia osób biednych gdzie indziej pokutuje... jako najlepsza metoda pozbycia się kłopotu. Problem polega na tym że problem wróci - na własnych nogach (tak jak wrócił kilka lat wstecz w Paryżu, Lyonie i większych miastach Francji). I będzie straszniej.. szczególnie wobec braku środków na policję np. w Łodzi.

Celowo piszę w ten sposób - nie próbując nikogo przekonywać do empatii czy próby rozumienia potrzeb osób wykluczonych. Czy zdajecie sobie sprawę gdzie tkwi rodowód metod partycypacyjnych w planowaniu? Otóż nie wzięły się one z altruizmu i dobrej woli deweloperów czy władz lokalnych. Nic z tych rzeczy. Zaczęto takie próby podejmować między innymi na skutek zamieszek wywoływanych przez ludność czarną zamieszkującą śródmiejskie dzielnice miast amerykańskich. To była konieczność - zamieszki wiązały się z rozlewem krwi. Po obu stronach. Jeśli ktoś nie wierzy - zachęcam do lektury książki A. Wallisa Miasta Ameryki.

Acha - pomysł na wpis zapożyczyłam od brita, za co dziękuję.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz


2009-10-14 20:47
 Oceń wpis
   

Całkiem przypadkiem wpadła mi w ręce relacja z dyskusji o przyszłości łódzkiej kultury wobec starań naszego miasta o zyskanie miana Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Zastanawia mnie czy powinno się określać podejmowane wysiłki w ten sposób - należałoby raczej stać się stolicą a nie tylko zyskać miano. Wśród głosów w dyskusji jeden przykuł moją uwagę. Ostatni, z sali - Jadwigi Tryzno, cytuję:

JADWIGA TRYZNO (GŁOS ZSALI) : "Chciałabym podzielić się refleksją -byśmy się zastanowili, co naprawdę oznacza bycie europejską stolicą kultury. Jak można sobie wyobrażać stan, w którym się jest tą europejską stolicą, bądź - w jaki sposób ten tytuł się tak naprawdę zdobywa. Dla mnie to ważne, gdyż tak naprawdę w sumie może to być po drodze źródłem wielu nieporozumień. To, co powiedział Krzysztof -to wszystko prawda, ale miasta, które zdobyły ten tytuł, mają architekturę, ona jest zadbana. Ale celowo zmierzam tu do jednego: wiem jak się pisze projekty do Unii. Żeby zdobyć dotację, trzeba spełnić szereg kryteriów. Pod jakie kryteria będziemy grać przez te parę lat, żeby - jeśli nam zależy na zdobyciu miana ESK 2016 - być efektywnym? Być może trzeba po prostu nam uświadomić, w co my gramy, bo być może to jest fajne, ale niekoniecznie musi nas interesować. "

Jadwigę i Janusza Tryzno miałam okazję poznać sporo lat wstecz i jedynie przelotnie, podobnie jak zapewne większość osób odwiedzających prowadzone przez nich Muzeum Książki Artystycznej, przy okazji różnych organizowanych tam imprez. I zapewne podobnie jak wiele innych osób, które się przez to miejsce przewijają, zapamiętałam ich jako wspaniałych, ciepłych, pełnych szacunku dla innych i pasji dla tego co robią ludzi. Pamiętam troskę i starania o utrzymanie należytego stanu powierzonego im budynku, w którym nadal dzięki ich wyłącznym wysiłkom działa świetna placówka kultury.


Willa Grohmana, siedziba Muzeum Książki Artystycznej przy ul. ks.bp. Tymienieckiego 24, obrazek zaczerpnięty z serwisu culture.pl

W przytoczonej wypowiedzi zwróciło moją uwagę jedno spostrzeżenie, zbliżone zresztą do rozterek zawartych w pierwszym zdaniu tego wpisu. Czy Łódź ma zyskać miano ESK 2016 - czy też raczej powinna się nią stać. Spostrzeżenie o którym mowa dotyczy oczywiście architektury, tego że musi być i musi być zadbana. To czego w myśleniu, dążeniach i aspiracjach chyba jednak brakuje to - jak mi się wydaje wynika z wypowiedzi Pani Jadwigi - coś na kształt rozważnej i przeprowadzonej bez oszukiwania samych siebie analizy. Analizy, która powinna chyba przypominać  - rzetelną analizę SWOT*. Wyciągając wnioski z tej analizy należałoby chyba zmienić myślenie o łódzkim dziedzictwie i jego potrzebach. Bo albo się czymś jest, chce się coś osiągnąć albo nie.

*Nie jestem w tej materii specjalistą, tak to się o ile pamiętam z cytowanego już tu wcześniej egzaminu nazywa.

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2009-09-09 23:13
 Oceń wpis
   

W poszukiwaniu teoretycznej wiedzy o rozwoju współczesnych ruchów miejskich sięgnęłam po klasykę gatunku. Wypożyczyłam mianowicie opasłe tomisko Manuela Castellsa w przekładzie prof. Jałowieckiego z roku 1982 zatytułowane Kwestia miejska. I czytam z zapartym tchem jak to odbywała się "renowacja urbanistyczna" w Paryżu w latach 70-tych w części miasta nazywanej Cite du Peuple (między innymi Presque Ile - samo centrum dobrze nam wszystkim znana wizytówka miasta). Czytam i nie umiem się oprzeć wrażeniu jak bardzo procesy opisywane w tej książce przypominają doniesienia prasowe o analogicznych przekształceniach planowanych prawie 40 lat później np. na łódzkim Księżym Młynie. Z tą tylko różnicą, że już wiemy czym są mieszkania socjalne w blokach - odpowiednik francuskich HLM (habitation à loyer modéré)  na przedmieściach. Francuzi zresztą już zdążyli się niektórych pozbyć, np. tych w Minguettes, na przedmieściu Lyonu Venissieux.

Nie podobało się też chyba nikomu to co działo się w 2005 roku, np. w Clichy-sous-Bois pod Paryżem.

I tak sobie myślę że globalizacja ma swoje dobre strony dla rozwoju miejskich ruchów właśnie - bo pewna unifikacja bierze się po trosze również z popularyzacji wiedzy i przykładów: dobrych oraz złych (co też jest konceptem zapożyczonym - tym razem z książki Pierre Hamel, Henri Lustiger-Thaler and Margit Mayer (eds.) 2000: Urban Movements in a Globalizing World.) 

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, rewitalizacja


2009-06-29 09:01
 Oceń wpis
   

Nie tak dawno łódzka Wyborcza w artykule Rewitalizacja śródmieścia spór o ogród i garaże donosiła o kolejnych protestach mieszkańców. Tym razem rzecz dotyczyła kamienicy przy ul. Sienkiewicza, którzy o budowie drogi przez teren sąsiedniej posesji dowiedzieli się jako ostatni. Informacja pochodziła nie od organizatorów przedsięwzięcia a od sąsiadów. Przyczyna jak zwykle leży w błędnej kolejności podejmowanych działań, w braku komunikacji społecznej, braku konsultacji albo innymi słowami - w braku szacunku. Tak jakby miasto, ulice, działania w mieście podejmowane realizowane były w interesie ich organizatorów - a nie dla polepszenia życia mieszkańców. Tak jakby miasto należało ulepszać dla poprawy kształtu zabudowy. Całkowite pomylenie pojęć. Po co, dlaczego i czemu to służy - nie wiem. Aż mi się nie chce wierzyć że przyczyną jest niewiedza, brak kompetencji. Brak świadomości że w społeczeństwie obywatelskim nie da się niczego zrealizować bez akceptacji adresatów przedsięwzięcia (znów mi się zebrało na moralizowanie). Brak wiedzy, wygoda, brak przyzwyczajeń, pozostałości z minionych czasów. Metoda "na strusia" jako ideał działania? A może gentryfikacja jako ideał rewitalizacji?

Dla tych którzy jeszcze nadal nie wiedzą o co chodzi po raz kolejny zacznę od definicji: Partycypacja społeczna w planowaniu to działania które służą łagodzeniu konfliktów. Byleby naprawdę, nie na niby... Wydaje mi się że to powinno wystarczyć.

Chciałoby się powiedzieć że już nie ma tego rodzaju tematów. Tymczasem co chwila taka własnie historia.

Neverending story. Jak w filmie i teledysku Limahla sprzed lat... Popatrzmy na świat z bajki. Może łatwiej będzie zapomnieć o rzeczywistości.

(Dla obejrzenia clipu trzeba przejść na stronę YouTube.)

Tagi: urbanistyka, MojeMiasto, rewitalizacja, ulica


2009-06-01 14:44
 Oceń wpis
   

Wspaniała, błyskotliwa wypowiedź działaczki społecznej z południowego Bronxu na temat rozwoju tej dzielnicy oraz podejmowanych tam działań. Gratka zarówno dla proponentów szerokiego udziału społecznego w planowaniu jak i zwolenników samego planowania. Sugestywne wyjaśnienie czym jest zrównoważony rozwój, czemu nie potrzebujemy rozbudowanych arterii komunikacyjnych oraz dlaczego niektóre grupy społeczne są lekceważone przy podejmowaniu decyzji.

Przy okazji klarowne wyjaśnienie na czym polegał sukces planowania w Bogocie. Wszystko to opowiedziane z ogromną pasją, zaangażowaniem i poparte w niezwykle sugestywny sposób przykładami doświadczeń osobistych.

Polecam gorąco!:

Źródło: www.ted.com

 

Tagi: urbanistyka, rewitalizacja, renewal


2009-02-01 01:23
 Oceń wpis
   

Czy paradoksalną jest obserwacja, że wobec rosnących możliwości kontaktów, dyskusji w przestrzeni wirtualnej (w tym również dyskusji dotyczących najbliższego otoczenia) rośnie zainteresowanie przestrzenią realną? Tak właśnie się dzieje. Dowodzą tego obecne (i pojawiające się jak grzyby po deszczu we wszystkich niemal miastach w Polsce) ruchy społeczne dążące do poprawy wizerunku miast.

Nie sprawdzają się przepowiednie, obawy naukowców (Castels 1999, Mitchell 2000 ), którzy twierdzili że całość kontaktów przeniesie się do strefy wirtualnej, a fizyczny aspekt miasta - przestrzeń publiczna, społeczna, grupowa - straci znaczenie. Odwołując się do badań nad rolą telematyki we współczesnym świecie (Graham, Marvin 2001) możemy stwierdzić, że przestrzeń rzeczywista i wirtualna to dwa wzajemnie uzupełniające się oddziaływające na siebie światy.

Wszędzie dyskusje w przestrzeni wirtualnej wykorzystywane są (obok spotkań rzeczywistych) dla ustalenia pryncypiów projektów zmierzających do poprawy, urządzenia przestrzeni publicznych.

Pierwszy z brzegu - a jednocześnie świetny przykład - projektu przekształceń przestrzeni publicznych ulic Nowego Jorku.

Poniżej wstępne wizje transformacji ulic miejskich zaproponowane wiosną 2007 roku.

Tutaj odnośnik do finalnego projektu - uwzględniającego opinie publiczności tudzież przyszłych użytkowników - zaprezentowanego w listopadzie ubiegłego roku.

Tak się takie projekty realizuje współcześnie na całym świecie.

Źródło: www.streetsblog.org

Tagi: urbanistyka, MojeMiasto, rewitalizacja, ulica


2009-01-23 08:39
 Oceń wpis
   

Uczestniczyłam ostatnio w spotkaniu bez precedensu (tak mnie się przynajmniej wydaje). Spotkanie, zorganizowane przez łódzką Grupę Pewnych Osób dotyczyło - przede wszystkim - stworzenia  w obrębie dzielnicy Polesie, w jego najstarszej części - infrastruktury przeznaczonej dla dzieci. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele łódzkiej Rady Miejskiej, reprezentujący wszystkie obecne w Radzie kluby, a także przedstawiciel Delegatury Łódź Polesie. Więcej o samym spotkaniu w relacji zamieszczonej w witrynie projektu.

Ciekawa jestem dalszych losów tego projektu. Mam nadzieję mieć w nim swój dalszy udział. Na razie - oprócz wstępnych obietnic, składanych wtedy z pewnymi obawami i ze znaczną rezerwą - mieszkańcom, przy okazji Pikniku na Lipowej (o którym było tu wcześniej) , mam okazję pilotować pracę grupy studentów tworzących w pocie czoła projekt "pocket park" - "kieszonkowego" parku z placem zabaw właśnie przy Lipowej. O idei parków kieszonkowych - niewielkich oaz zieleni w zurbanizowanej przestrzeni miasta również niedawno pisałam. Termin zakończenia prac niebawem - bo z końcem sesji.


Na zdjęciu: "wytyczanie" placu zabaw

Nadzieje budzi niekłamany entuzjazm z jakim podejmowane działania są realizowane. Tak jak powiedziałam na wstępie: sama jestem ciekawa, zarówno efektów jak i dalszych działań, a przede wszystkim losów całego ambitnego przedsięwzięcia :).

Tagi: społeczeństwo, relaks, miasto, Park, rewitalizacja, skwer


2009-01-15 02:42
 Oceń wpis
   

Uważna lektura materiałów dotyczących projektów rewitalizacji zdegradowanych dzielnic miejskich we wszystkich przypadkach zwraca uwagę na obecność zagadnień związanych z rewitalizacją społeczną. We wszystkich projektach jest to jedno z najważniejszych, o ile nie najważniejsze wyzwanie.

Autorzy szczegółowych casów zwracają uwagę po pierwsze na potrzebę wzmocnienia istniejącej struktury relacji społecznych w obrębie danego terenu poprzez wsparcie udzielane istniejącym na danym terenie organizacjom non-profit, stowarzyszeniom, grupom. Każdorazowo w obrębie rewitalizowanego terenu tworzona jest siedziba lub przedstawicielstwo instytucji odpowiedzialnej za rewitalizację - świetlica środowiskowa, punkt informacji, Community Design Center, Architectural Labolatory, Territorial Laboratory, etc - terminologia oraz szczegółowe funkcje uzależnione są od konkretnego projektu i oczywiście miejsca gdzie rzecz się dzieje.
We wszystkich projektach powtarza się potrzeba ciągłości. Raz zdobyte zaufanie musi być umacniane. W tym przypadku zachodzi dość oczywiste zjawisko nakładania się oddziaływań w czasie (w przestrzeni zresztą również). Niepowodzenia lub błędy kumulują się budując nieufność. Podobnie powtarzające się w czasie działania pozytywne stopniowo zyskują akceptację, choć niekiedy wymaga to czasu.

Moją uwagę zwrócił przykład działań rewitalizacyjnych prowadzonych przez dłuższy okres czasu w obrębie dwóch przedmieść Rzymu - Tor Bella Monaca i Torre Angela. Pierwsze z nich - zdegradowane osiedle z lat 80-tych, jedno z większych w Rzymie, pierwotnie planowane na 28000 mieszkańców , nielegalnie zajmowane w 80% przestrzeni mieszkalnej, w początkowej fazie projektu nadal mieściło 40% pustostanów. Zamieszkałe przez rodziny określające się mianem "deportowanych" do tego izolowanego obszaru miasta. Nielegalna zabudowa, kiepskiej jakości przestrzeń publiczna, brak powiązań komunikacyjnych z centrum miasta  oraz konflikty generowane przez lokalizację w tym rejonie społeczności mieszkańców wykluczych społecznie - bezrobocie, nadużywanie narkotyków, drobne przestępstwa, wandalizm. Drugie - Torre Angela - osiedle domów jednorodzinnych, zbudowanych bez uzgodnień i pozwoleń na budowę, spontanicznie wzniesione bezpośrednio po II Wojnie Światowej.


Katedra i osiedle Torre Bella Monaca - źródło: www.tipus.uniroma3.it

Dofinansowanie otrzymane w początku lat 90-tych z funduszy programu URBAN zainicjowało stopniową rewitalizację tego obszaru. Początkowo zagadnienia społeczne traktowane były marginalnie. Z czasem angażowanie mieszkańców w podejmowane działania oraz rozmaitego rodzaju programy społeczne stały się centralnym elementem programu.
Jednym z ważniejszych zagadnień była stopniowa zmiana wizerunku. Stosowano tu zasadę - nam też się należy (mówiąc nam mam na myśli mieszkańców tego zapomnianego przez Boga i ludzi zakątka świata).
Podejmowano masę działań, w których efekcie dzielnice - postrzegane wcześniej jako niebezpieczne i wykluczone stały się przyjaznym miejscem zamieszkania.

Nigdzie działania rewitalizacyjne nie polegają na relokacji dotychczasowych mieszkańców w inne rejony miasta.

Wymieniony przykład pochodzi z materiałów sieci Partecipando - jednego z projektów Programu URBACT

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka, rewitalizacja


2008-08-25 12:06
 Oceń wpis
   

Popularne ostatnio (można nawet mówić o pewnej modzie) tworzenie deptaków i ulic pieszych - patrz artykuł A. Niedek Wprost 17/18 2007 - traktowane jako remedium na źle funkcjonujące centrum miasta, niekoniecznie musi zakończyć się sukcesem. Dowodzą tego niestety przykłady amerykańskie, gdzie zjawisko degradacji tzw. inner cities i przenoszenia się aktywności na obrzeża miast - najczęściej do nowo powstających centrów handlowych - występowało dużo wcześniej.

Deptak w Eugene w stanie Oregon (...) stał się pustynią. Piesi trzymali się z daleka, częściowo z obawy, że za licznymi drzewami i fontannami na deptaku mogą ukrywać się grupy napadających na ludzi wyrostków. Zmotoryzowani krążyli wokół tych miejsc zdezorientowani zmienioną siatką ulic. Witryny sklepów świeciły pustkami, ponieważ kupcy się wyprowadzili, osiągali bowiem znacznie mniejsze obroty niż oczekiwali. Śródmieście Eugene zaczęło wracać do życia dwa lata temu, kiedy otwarto jeden kraniec pasażu dla ruchu ulicznego. Obecnie miasto rozważa ponowne otwarcie dla pojazdów dwóch następnych spośród ośmiu krańców. Jeżeli tak się stanie, Eugene wyda ponad dwa razy więcej pieniędzy na przywrócenie pasażu do życia, aniżeli wyniósł pierwotny koszt w wysokoci miliona dolarów, przeznaczony na jego zaprojektowanie. (Grossman L.M., City pedestrian malls fail to fulfill promise of revitalising downtowns, The Wall Street Journal 1987/ 17.06, cytat za Bell P.A., Greene Th.C., Fisher J.D., Baum A. Psychologia Środowiskowa, GWP, Gdańsk 2004, s.456)

Jak należałoby postąpić aby deptak stał się sukcesem? Decyzja o wyłączeniu ulicy z ruchu kołowego wymaga starannego przygotowania. Jednym z elementów powinno być choć częściowe zapewnienie możliwości parkowania w otaczających ulicach, budowa parkingów wielopoziomowych oraz czytelny system informacji wizualnej pozwalającej znaleźć miejsce parkingowe. Bardzo ważna jest kwestia zapewnienia bezpieczeństwa ulicy poprzez właściwie działające służby miejskie. Dobrym pomysłem jest budowa lub promowanie tworzenia w ramach istniejącej zabudowy hoteli, które zapewnią stały dopływ klientów sklepom i restauracjom. Ważna jest również organizacja imprez kulturalnych przyciągających publiczność. Od poziomu imprez zależeć będzie przekrój społeczny odwiedzających ulicę osób. Na pewno nie wolno zakładać z góry że sam zakaz ruchu kołowego stanie się gotową receptą na sukces.

Las Ramblas w Barcelone, obraz zaczerpnięty z www.europeportreviews.com/

Tagi: urbanistyka, MojeMiasto, rewitalizacja, ulica


2008-08-20 09:34
 Oceń wpis
   

Wnioski o dofinansowanie remontów, renowacji i termomodernizacji budynków z funduszy Regionalnych Programów Operacyjnych na lata 2007 – 2013 będzie można składać już we wrześniu. O dofinansowanie mogą się starać wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie. Wnioski trzeba składać w urzędach marszałkowskich. W niektórych województwach nabór wniosków ruszy dopiero w przyszłym roku. Jest to, jak tłumaczą urzędnicy, związane ze stopniem przygotowania Lokalnych Programów Operacyjnych przez samorządy lokalne.

W niektórych województwach można występować o zwrot nawet do 85% tzw. kosztów kwalifikowanych przedsięwzięcia - tak wynika z informacji przekazanych przez władze wojewódzkie. Pieniądze mogą być wykorzystane na remont dachu, elewacji, wymianę stolarki okiennej i drzwiowej, odnowienie klatek schodowych i korytarzy, wejścia do budynku, windy, instalacji wewnętrznych oraz na zmniejszenie strat energii budynków. Możliwość uzyskania funduszy uzależniona jest od lokalizacji budynku oraz od kryteriów obowiązujących w danym województwie.

Źródło: www.rp.pl, 18.08.08

Tagi: ekonomia, gospodarka, fundusze unijne, urbanistyka, rewitalizacja



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.