2010-09-17 23:29
 Oceń wpis
   

Nie będę sięgac do słownika ani do definicji pojęcia "zrównoważony", których można znaleźć setki jeśli nie więcej. Jako zodiakalna Waga tudziez urbanista i zwolennik teorii planowania komunikacyjnego (o czym dalej) mam na ten temat swoją prywatną opinię i czuję się w obowiązku ją wyłożyć. Otóż: zrównoważony - czyli pozostający w równowadze. Czyli taki, w ramach którego zaspokojone są potrzeby wszystkich potencjalnie zainteresowanych bez jednoczesnego przechylania szali na niczyją stronę. Wszystkich czyli kogo właściwie? Otóż po kolei: nas, czyli ludzi - korzystających obecnie ze środowiska (no bo oczywiście tłumaczę pojęcie nadużywane a mianowicie mówię o zrównoważonym rozwoju). I już tu pojawia się problem - bo jest nas (jest takie słowo "interesariuszy") kilka grup: jedni to właściciele nieruchomości, którzy chcą odnieść korzyść a co najmniej nie stracić, drudzy to mieszkańcy - czyli użytkownicy środowiska. Jeśli pierwsi są jednocześnie drugimi to rzecz jest łatwa - są w stanie zrozumieć w czym rzecz i się dogadać. Trudniej kiedy jest inaczej.

No dobrze - kto jeszcze, kogo jeszcze nie wymieniłam. Nie wymieniłam tych, którzy będą z danego miejsca korzystać w przyszłości, naszych sukcesorów - inaczej mówiąc dzieci. Nie wymieniłam zwierząt (one też coś czują i choć nie jestem przyrodnikiem nie sposób o "mniejszych braciach" zapomnieć. ).
Sprawa się komplikuje, kiedy mamy do czynienia z obszarem cennym przyrodniczo i w swojej cenności wyjątkowym. Wtedy jest on z racji na swoje walory wykorzystywany przez większą grupę niż tylko bezpośredni sąsiedzi. Istnienie i dobry stan takiego obszaru leży w interesie znacznie większej grupy osób. Pół biedy, jeśli takie miejsce ma swoich wielbicieli, na ogół tak jest i owi miłośnicy upominają się o przetrwanie pięknego zakątka. Upominają się w zależności od sił i możliwości, a i odzew jest wprost proporcjonalny do cenności obszaru oraz do zaangażowania zwolenników.

Powiedzmy, że to jest taka komunikacyjna wersja definicji zrównoważonego rozwoju. Ponieważ zwierzaki i przyszłe pokolenia głosu jak wiemy nie mają (do Świąt Bożego Narodzenia jeszcze czasu trochę zostało, zresztą kto by ich tam w nocy słuchał) w ich imieniu wypowiadają się badacze, naukowcy potrafiący wróżyć z fusów lub inaczej przepowiadać przyszłość budując scenariusze zdarzeń, które mogą wystąpić jeśli zajdzie dany zestaw okoliczności. Są też badacze umiejący przewidzieć wpływ zmian środowiska na ludzi - ich głos też ma tu znaczenie, dla mnie jako dla urbanisty - kluczowe.
Powiedzmy, że równowaga jest tutaj tożsama z konsensusem (nie mylić z kompromisem) czyli z sytuacją odnalezienia sensownego rozwiązania.

Ekosystem (jak wiadomo z lekcji biologii w szkole podstawowej) ma tę właściwość, że wszystkie jego elementy są ze sobą wzajemnie powiązane. Wśród wymienionych tu już truizmów największym chyba będzie stwierdzenie, że mieszkanie na przedmieściach w rejonach cennych przyrodniczo generuje ruch automobilowy. Wybitnie niezrównoważony na dodatek. Ktoś wątpi? Nie sądzę. Właśnie dlatego wszystkich miłośników zrównoważonego transportu w Łodzi (swoją drogą wybitnie specyficzne to określenie jeśli się nad tym głębiej zastanowić) gorąco namawiam do wybrania się na wycieczkę w miejsca cenne przyrodniczo. Po to aby je docenić, zachwycić się, oraz swój zachwyt upublicznić. Bo te miejsca, którymi się nikt nie zachwyca na ogół szybko znikają, są przekształcane - bo najwidoczniej nie były wcale tak ważne i potrzebne jak się nam pierwotnie wydawało. Adwokatów przyszłych pokoleń (i zwierząt, które jak wiadomo mówić nie umieją) zachęcam zaś równie gorąco do pełnienia swojej powinności i głośnego mówienia o zagrożeniach związanych z brakiem zrównoważonego rozwoju, postępującą urbanizacją, jak tam kto woli...

Po drodze wpadnijcie zaś na ul. Sienkiewicza, gdzie obok siedziby GW będą w niedzielę zbierane podpisy pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie parków narodowych. Bo najstarszy las w tej części Europy ma się coraz gorzej. Podobnie jak nasz własny miejski Las Łagiewnicki. Jeśli jesteście z innego miasta - też wpadnijcie podpisać - mozecie to zrobić u siebie. Gorąco zachęcam bo to ważne.

A poza tym - czy wiecie jak przyroda potrafi być piękna?

Cytuję tu znakomite zdjęcie z serwisu digart.pl autorstwa użytkownika navajo.

Jeszcze jedna uwaga na zakończenie - pogląd prezentowany powyżej nie jest całkowicie moim własnym konceptem - jest to z pewnymi uproszczeniami, które zastosowałam dla klarowności wywodu, prezentacja jednej z idei teorii planowania komunikacyjnego opisanej między innymi przez Prof. Patsy Healey. Samo zaś myślenie o konsensusie jako podstawie decydowania wzięło się od Habermas'a, którego myśl filozoficzna lezy u podstaw wielu działań podejmowanych przez KE. W tym samym duchu skonstruowana jest ustawa o o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Innymi słowami - twórcy prawa zakładają, ze sami się upomnimy o to aby się nam lepiej zyło. A co najmniej nie gorzej.

Tagi: rozwój, ekologia, rowery, zrównoważony


2010-07-26 23:07
 Oceń wpis
   

Przestrzeń komunikacji (albo jeśli chcieć być precyzyjnym - transportu). Źródło frustracji i powód zaniku kontaktów międzyludzkich. Jak to kiedyś trafnie powiedział Henry Lefebvre:  ‎"Automobile c’est une instrument de deculturation." Skąd on to wtedy już wiedział?


Obrazek szalenie nie optymistyczny, szczególnie że cokolwiek mało mobilny..

Żebyż tak zaistniała alternatywa. Dbałość o koleje i transport zbiorowy powinna być naczelnym celem dla włodarzy rodzimej przestrzeni. No i co? Ano nic. Popatrzmy sobie jakie głupoty robimy i dokąd to prowadzi:

Odsłona I (wypatrzone przez Hubara):

Odsłona II (cytat za Adamem Wajrakiem):

Wracając do tytułowej mobilności - poniższą książkę już polecałam - Jacek Wesołowski: Miasto w ruchu. Polecam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2010-04-18 20:04
 Oceń wpis
   

Bardzo ciekawy artykuł (dzięki serwisowi Facebook mam szansę dowiedzieć się co znajomi wygrzebali w czeluści sieci i rzadko zdarza mi się narzekać).
Artykuł autorstwa dr Adama Kowalewskiego, architekta i dr ekonomii, przewodniczącego Głównej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej. Znamienny tytuł: "Polityka miejska - rządy niewidzialnej ręki rynku czy zadanie władz publicznych? ". Artykuł publikowany w Rzeczpospolitej można znaleźc w witrynie krakowskiego Instytutu Rozwoju Miast.

Pytanie postawione w tytule z pozoru jest retoryczne. Bo jak to? Polityka miejska miałaby się obyć bez polityki, a więc bez zarządzania, bez planowania? Jak to - ktoś o tym nie pomyśli, wszystko ma się realizować samo (tzn siłami rynku?), nie potrzeba nam nikogo, kto by tym zarządzał? Nieprawdopodobne, więcej niemożliwe. Jesteśmy, ja w każdym razie na pewno, tak przyzwyczajeni, że za realizację cełów publicznych odpowiada władza, że traktujemy takie myślenie jak oczywiste. Tymczasem wcale oczywiste nie jest. Bo: "Stan legislacji i systematyczne osłabianie kontroli urbanistycznej wskazują, że kolejne ekipy rządzące Polską w pełni respektują jedynie tę drugą odpowiedź."  Drugą czyli: "(...) tylko niewidzialna ręka rynku gwarantuje racjonalny rozwój miasta, efektywny gospodarczo i przyjazny dla inwestorów, tym samym zapewnia rozkwit państwa i dobrobyt społeczny."

Tymczasem moim skomnym zdaniem jest inaczej niż w tym artykule. W mojej ocenie odpowiedź na z pozoru retoryczne pytanie postawione w tytule znajduje się w tym zdaniu : "Jeśli bowiem treść polityki miejskiej należy niewątpliwie do uprawnień rządzących, którzy uzyskali mandat od wyborców (...)" Otóż od kogo, zdaniem wybranych polityków, uzyskali mandat. Bo na ogół , przynajmniej w ich własnej opinii są komuś za mandat wdzięczni, lub - co częstsze - liczą na pomoc w uzyskaniu kolejnego mandatu.

Wydaje mi się, że tezy zawarte w tym artykule nie wyczerpują tematu. Nawet go nie dotykają.

Takie rozważania cały czas sprowadzają się do koncertu życzeń. Chcielibyśmy aby była polityka - w tym wypadku rozumiana jako celowe myślenie, aby nie było bałaganu, zachwycamy się, że w cywilizowanych krajach to tak, a u nas inaczej, etc. A tymczasem decyzje podejmują konkretni ludzie, w konkretnych sytuacjach, które dość łatwo można przyporządkować do konkretnych schematów. I to od aktorów przestrzeni zależy, jak wygląda zarządzanie miastem.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2010-02-08 22:16
 Oceń wpis
   

Coraz więcej przedsiębiorstw, klientów i szkół współcześnie "Stawia na Zielonych". Przyjmijmy że jest to najlepsze tłumaczenie zwrotu "Going Green", który stał się ostatnimi czasy szalenie popularny w USA. Na czym owa "zieloność" ma polegać? Ano na wykorzystywaniu w praktyce odnawialnych źródeł energii, ograniczeniu zużycia paliwa, budowaniu i funkcjonowaniu w energooszczędny sposób.
I tu dochodzimy do meritum. Otóż, np. do propagowania ruchu "Going Green" przyznają się panowie Robert Plarr i Michael Fulton, założyciele tzw. Angel's Nest - czyli Anielskiego Gniazda - jednostki badawczej w Nowym Meksyku. Jej celem jest sprawdzanie i popularyzacja najnowszych osiągnięć "zrównoważonego życia". Panowie są również współautorami książki "The secret of Sustainability".


Michael Fulton i jego Angels' Nest , źródło: http://www.angels-nest.org/

I co? Oglądając zdjęcia Anielskiego Gniazda mam pewien problem ze zrozumieniem na czym może polegać oszczędność energii jeśli przyjmiemy życie i funkcjonowanie na środku bezludzia. Gdzie sama lokalizacja zmusza nas do korzystania z samochodu jako z podstawowego środka transportu. Gdzie jesteśmy zmuszeni użytkować maksimum energii na ogrzanie budynku (nawet bardzo energooszczędnego). Ratuje nas chyba jedynie możliwość wykorzystania siły wiatru, który na takich pustkowiach dmie ze wzmożoną prędkością. O czym mieliśmy okazję się przekonać - szczególnie w Polsce centralnej - ubiegłego lata.

Mam wrażenie że coś tu jednak jest nie do końca tak jak być powinno. A szanowni Panowie Ekolodzy, z całym szacunkiem dla trendu "Going Green" powinni zdawać sobie sprawę że lokalizacja zabudowy ma kluczowe znaczenie dla oszczędności energii i ochrony środowiska. Więcej - jestem przekonana że ten moment nastąpi i nurty ekologiczne uznają potrzebę planowania urbanistycznego jako jedną z podstawowych metod działania. Bo Going Green rozumiane jako ochrona środowiska i zrównoważony rozwój - wcale nie oznacza życia na wsi rozumianej jako odległe, budowane bez ładu i składu przedmieścia. Ani też życia na bezludziu.

Obszerny wywiad z twórcami Anielskiego Gniazda w programie The Gregory Mantell Show - Going Green

Tagi: rozwój, ekologia, zieloni, urbanistyka, zrównoważony


2009-10-31 22:32
 Oceń wpis
   

Kilka dni temu pisałam o pomyśle władz Łodzi na zaproszenie do naszego miasta Jaime'go Lernera - wieloletniego burmistrza Kurytyby i świetnego architekta, planisty który wprowadził w swoim mieście zasady zrównoważonego rozwoju. Znalazłam dzisiaj w portalu TED świetne przemówienia Jaime'go Lernera, zakończone piosenką na temat zrównoważonego rozwoju. Wspaniały człowiek, pełen ciepła i humoru. Nie sposób się z nim nie zgodzić :) . Jednocześnie bardzo przekonuje mnie sposób w jaki tłumaczy skomplikowane idee - całkowicie prosto, bez fałszywego nadęcia i niepotrzebnej komplikacji. To jest dokładnie to o czym jestem głęboko przekonana. Urbanistyka, myślenie o mieście wcale nie musi być abstrakcją. Wręcz przeciwnie powinna być prosta aby trafić do mieszkańców, uczynić ich współodpowiedzialnymi za przestrzeń, za miasto.

Podoba mi się (i sama też na to wpadłam - nie tylko ja zresztą) uczenie poprzez nauczanie dzieci i młodzieży. Przemawianie językiem rysunków, do pewnego stopnia komiksu. Ktoś mi kiedyś powiedział że jeśli będę preferować mówienie prosto mogę zostać posądzona o prostactwo. Po wysłuchaniu tej wypowiedzi mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć: Mam to w nosie! :)

Spodobało mi się też stwierdzenie że innowacyjność zaczyna się w momencie, kiedy skreślamy jedno zero z sumy budżetu. A staje się rzeczywista, kiedy skreślamy dwa zera...

Nie wspominając oczywiście o porównaniu samochodu do teściowej, a relacji z tym niewątpliwie potrzebnym środkiem lokomocji do zła koniecznego. Oraz - jeszcze raz to  powtórzę - o tym jak ważne jest pytanie o zdanie mieszkańców! Choćby dla uzyskania kreatywnej odpowiedzi na rzeczywiste potrzeby danego miasta.

Zachęcam gorąco do obejrzenia :)

źródło: TED.com

Tagi: finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, parki, transport



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.