2011-03-04 10:22
 Oceń wpis
   

O symulowaniu procesu partycypacji oraz o moich ostatnich fascynacjach możecie Państwo poczytać tutaj. Tym razem w roli głównej jajko - jako reprezentacja projektu (urbanistycznego).


Oraz słomki, papier (w ograniczonej ilości) i taśma klejąca jako narzędzia mające służyć modelowaniu procesu - powiedzmy że metody udanej partycypacji.

Rezultaty przebiegu procesu:

  

Oraz przygotowania :-)

PS. Powyższe obrazki oraz filmy, do których prowadzą linki zostały wykonane podczas zajęć na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, specjalizacja Architecture for Society of Knowledge, przedmiot Information Processes in Urban Planning.

To nie pierwszy raz kiedy robimy takie ćwiczenia, wcześniej w Uniwersytecie Łódzkim, na Wydziale Nauk Geograficznych, międzywydziałowy kierunek Gospodarka Przestrzenna (realizowany wspólnie z Wydziałem Zarządzania) : http://pspp.blox.pl/2008/10/Fotorelacja-z-planowania-procesu-I.html

Zdjęcia i blog wykładowy opracowywali wtedy studenci GP :-)


Tagi: społeczeństwo, socjologia, partycypacja, urbanistyka


2010-07-10 12:14
 Oceń wpis
   

Nie tak dawno prowadziłam taką oto rozmowę w moim ulubionym (i nie tylko moim ulubionym) serwisie. Rzecz dotyczyła zagadnienia baraków i wyprowadzania do nich osób niepłacących za czynsz, a mieszkających w starych kamienicach w śródmieściu (w tym wypadku Łodzi, gdzie jak wiemy mieszkań komunalnych w starych kamienicach w śródmieściu jest szczególnie wiele). Zainspirował nas taki oto artykuł, dotyczący Poznania i tamtejszej polityki mieszkaniowej dotyczącej najuboższych. Drugą inspiracją była głośna sprawa rodziny, która nie dawała się eksmitować do tego stopnia, że dopiero interwencja służb antyterorystycznych pozwoliła na wyprowadzenie długoletnich dłużników z zajmowanego przez nich lokalu. Film na ten temat w Ekspresie Ilustrowanym dostarcza poglądu na temat sprawy. Choć jednocześnie inne informacje zdają się ten pogląd cokolwiek weryfikować.

Wracając do rozmowy - chciałam zacytować obszerne fragmenty bo wydaje mi się że doszliśmy (doszłyśmy, wspólnie z cytowaną już tutaj Ulą Niziołek Janiak - wielbicielką i obrończynią łódzkich zabytków) do ciekawych rozwiązań.

Prezydent chce wychowywać społeczny margines (poznan.gazeta.pl): Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić 'najtrudniejszych' lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka.

Urszula Niziołek-Janiak: A ja uważam, że w przypadku alkoholików przesiedlenie wiążące się z wyrwaniem z dotychczasowego środowiska może pomóc (zaznajomieni kumple i meta daleko).
Natomiast bardzo ważne jest, by przesiedlenie dawało szanse na nowe życie np. poprzez aktywizację zawodową np. wcześniejsze przeszkolenie tych ludzi w zawodach budowlanych i postawienie sobie przez nich własnymi siłami mieszkań lub szkolenia z zakresu pielęgnacji zieleni, brukarstwa i umożliwienie im zagospodarowania terenu takiego osiedla co związałoby ich z nowym miejscem.

Małgorzata Hanzl: (...) cały czas nasuwa mi się pytanie - co z dziećmi. Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami? Bo to powinien być priorytet. I niewielkie koszty. Już nastolatki są nie do zmiany, dorośli też są trudno reformowalni. Ale dzieci jeszcze tak. Tylko że one sobie same nie pomogą. Córka chodziła kiedyś do sióstr Urszulanek przy Obywatelskiej - które prowadzą obok przedszkola świetlicę dla dzieci z biednych rodzin, obserwuję też działanie Oratorium Jana Bosko przy Kościele Św. Teresy. Te miejsca bardzo istotnie zmieniają dzieciaki i młodzież która tam uczęszcza. Dają im punkt odniesienia - uczciwy punkt odniesienia. Dzieciaki z takich rodzin są bardzo często odrzucane przez grupę bo są nauczone żerowania na innych - od najmłodszych lat. (...) Nie są nauczone podstawowych zasad higieny. Potrafią być agresywne. Działanie takich miejsc jest nie do przecenienia. (...) Ale jest ich tak mało, a co jakiś czas pojawia się informacja, że coraz mniej. Bo nie ma na to pieniędzy. Jakiś czas temu np. zlikwidowano świetlicę przy Placu Barlickiego.

Rewitalizacja polega wszak na tym że się z przechodnia czyni podmiot nie przedmiot działania (cytuję Krzysztofa Herbsta z ostatniego szkolenia w Fundacji Stocznia). Łódź jest, może być silna mieszkańcami - więc trzeba nad tym pomyśleć. I zwłaszcza nie traktować wszystkich tą samą miarą.

Urszula Niziołek-Janiak: Myślę, że takie kontenery to nie jest rozwiązanie dla rodzin z dziećmi, bo dlaczego karać dzieci za błędy rodziców?
W przypadku rodzin stawiałabym na pierwsze rozwiązanie - praca ze wszystkimi i stawianie przez rodziców mieszkań dla swojej rodziny, bo wiązałoby się to z poprawą statusu społecznego. Wielkie pole do popisu dla ngo... z tymi rodzinami pracować trzebaby również po przeniesieniu, by nie stworzyć gett.

Małgorzata Hanzl: W Poznaniu rodzin z dziećmi nie planują przenosić. Mam nadzieję że skoro się powołujemy na Poznań to w Łodzi też. Zastanawiam się tylko czy nie należy przenosić wyłącznie dorosłych z problemem alkoholowym, nie nazwać tego ośrodkiem odwykowym i nie traktować tak jak to traktuje się ośrodki odwykowe. Pytanie o świadczenia dla dzieci to jest pytanie o to czy miasto chce jedynie relokować problemy czy też może w końcu zacząć je rozwiązywać.
Jakoś tak afera przy Więckowskiego dziwnie zbiegła się w czasie z tymi dywagacjami. A ludzie których rzecz dotyczyła wcale nie wyglądali na biednych.

Urszula Niziołek-Janiak: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8109015,Pomysl_na_dluznikow___baraki__Wcale_nie_takie_straszne.html

Małgorzata Hanzl: Ula - ale to jest małe miasto. Małe miasta - to jest inna skala, praca bezpośrednia z ludźmi, łatwość ogarnięcia problemów. Ja to znam z perspektywy opracowań planistycznych. W małych miastach wszyscy wszystkich znają - to jest coś innego. Również architektura tych obiektów jest inna. I jej wpływ na mieszkańców też. To nie są baraki. Tylko pojedyncze budynki socjalne wśród innych domów.

Urszula Niziołek-Janiak: Podałam ten link jako przykład lokalizacji dla własnoręcznie zbudowanych mieszkań dla rodzin z dziećmi :)

Małgorzata Hanzl: Co masz na myśli mówiąc własnoręcznie zbudowanych?

Urszula Niziołek-Janiak: Niedawno czytałam, że w jednym z miasteczek przeszkolono długotrwale bezrobotnych w zawodach okołobudowlanych i budowlanych i w ramach szkolenia zbudowali oni dla swoich rodzin blok na miejskim gruncie - 900 zł/m2 powierzchni! W GB od dawna z powodzeniem działają takie programy aktywizacji,. czemu nie w Łodzi?

Małgorzata Hanzl: I to jest świetny pomysł. Tylko byleby to był blok wśród innych, zamieszkiwanych przez nie długotrwale bezrobotnych.
A nie baraki o skali osiedla na Janowie.

Urszula Niziołek-Janiak: Niewielkie osiedla kontenerów powinny być natomiast dla uzależnionych samotnych i traktowane jako swoisty ośrodek odwykowo-aktywizacyjny.

Małgorzata Hanzl: Jeszcze jedno - w komentarzach do artykułu o kontenerach pojawił się głos o dwóch drogach: amerykańskiej - zdegradowane społecznie śródmieścia i europejskiej - zdegradowane społecznie obrzeża. Obie metody są złe. I o tym świadczą obecne starania władz lokalnych. Między innymi partycypacja społeczna rozumiana jako aktywizacja mieszkańców pojawiła się dla radzenia sobie z rozruchami (krwawymi też) jakie miały miejsce w americańskich downtown. I dlatego zaczęto takie programy finansować - bo ludność tam zamieszkująca była agresywna. Podobnie rewitalizuje się kosztem olbrzymich środków i z marnymi rezultatami obrzeża wielkich miast europejskich. Sama byłam świadkiem jak to wygląda w Lyonie oraz jak trudno te patologie potem wykorzenić. Mnie się bardzo podoba to co zrobiono w Bilbao, zresztą jest cała masa materiałów na temat prowadzenia rewitalizacji społecznej, np. w serwisie urbact.eu
Ula - miałabyś coś naprzeciw gdybym tę rozmowę prawie żywcem skopiowała na bloga? Bo mi się podoba i jest ciekawa.

Urszula Niziołek-Janiak: Oczywiście, nie ma problemu. Co do obrzeży miast - własnie dlatego z przesiedleńcami trzeba pracować i przed i w trakcie i po - by dać im szanse w nowym miejscu i nie przesuwać problemu z dala od Centrum, tylko zapobiec jego powtórce.

I tu włączył się do naszego dialogu Pan vice-Prezydent Łodzi Marcin Bugajski (ach te techniki wirtualnej komunikacji !)
Marcin Bugajski:
Pani Małgorzato, kontenery nie są panaceum na wszystkie problemy z osobami, które nie płaczą czynszów w tak dużym mieście jak Łódź. Ponadto stanowią one rozwiązanie dotyczące pewnych grup takich mieszkańców i na pewno nie powinno się przenosić do nich rodzin z dziećmi. A jeśli idzie o negatywy takiego pomysłu to odniosłem się do nich w komentarzach na swoim profilu.

Małgorzata Hanzl: Dziękuję Panu za odpowiedź. Cieszy mnie takie postawienie sprawy. Boję się zbyt dużej skali takich rozwiązań - bo to może stać się dodatkowym źródłem patologii. Podobnie jak stosowanie w tym przypadku zasady egalitaryzmu.

(Pojawiły się też inne głosy)
Łódzkie Centrum Społeczne:
Kolejne getto biedy w Łodzi to potęgowanie problemów społecznych, a nie ich rozwiązywanie.
Nigdy więcej segregacji!

Łódzkie Centrum Społeczne: http://www.centrumspoleczne.pl/oswiadczenie-kontenery.pdf

Jakub Polewski: Wiecie, z drugiej strony zauważcie, że jedną z form SKUTECZNEJ psychoterapii jest odrzucenie, jak w przypadku niereformowalnych alkoholików. Nie da się nikogo wyleczyć z pewnych problemów "na siłę". Ludzie muszą mieć poczucie, że odpowiadają za siebie i ponoszą tego skutku. Inaczej przyzwyczajają się do nic nie robienie i czekania, aż wszyscy będą wyrozumiale dawać więcej i więcej na cudzy koszt. Jakby tak każdy uznał, że chce brać na cudzy koszt i przestał cokolwiek ze sobą robić no to sorry...

Jakub Polewski: Pani Małgorzato: "Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami?"

Właśnie próbuję z jednym stowarzyszeniem przykościelnym, którego celem jest wsparcie społeczne dla dzieci i młodzieży utworzyć pierwszy taki duży hostel w jednej z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Ma on być na terenie programu Prorevita. Wiceprezydent M. Bugajski deklaruje cały czas pomoc i poparcie, więc jeżeli to wypadli, to będzie w Łodzi precedens i być może więcej kamienic popadających w ruinę znajdzie tego typu zastosowanie. W tym przypadku budynek będzie modernizowany ze względu na zły stan techniczny. Wartości kulturowe zostaną zachowane w zakresie: elewacja frontowa, prześwit bramowy, klatki schodowe i niska oficyna.

Małgorzata Hanzl: Gratuluję pomysłu - oby się udało! Trzymam kciuki.

(dalsza część rozmowy dotyczyła już innych tematów).

Tak sobie myślę, że wszyscy mamy trochę racji. Gdyby jeszcze teraz udało się te różne mysli nieuczesane przekształcić w rzeczywistość.

PS. Tak swoją drogą to już kiedyś o tym pisałam. Nie raz.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz


2009-11-02 23:47
 Oceń wpis
   

Dzisiaj garść cytatów. Z prasy, naszej rodzimej. Mówią same za siebie.

Z artykułu o pomyśle budowy faweli na obrzeżach Szczecina:
"(...) Radny z Bielska-Białej tłumaczył: "Już wiemy, że budowanie enklaw jest złe. Zło lgnie do zła. Jak w matematyce - sumuje się, nawarstwia. A reszta wieczorem nie wychodzi z domu". Dr Joanna Staręga-Piasek, szefowa Instytutu Służb Społecznych, przestrzegała: "Skupienie trudnych rodzin na peryferiach miasta nie rozwiązuje problemu. Przerzuca go tylko do innej dzielnicy (...)".

Z wywiadu z dr Jerzym Bielcem - ekonomistą i socjologiem ze Szczecina: "Co dalej z wysiedlonymi?Unijne dyrektywy zalecają wręcz integrację społeczną, co ma zapobiegać rozwarstwianiu społeczeństwa i tworzeniu enklaw kumulacji patologii społecznych. Na obecnym etapie nie widać, aby MOPR miał na celu reintegrację tych osób. Rodzi się wręcz pytanie - co dalej z osobami wysiedlonymi do baraków? Bowiem bez przedstawienia realnej ścieżki powrotu "z zesłania" ("za karę", czy też z przyczyn losowych) baraki te staną się jedynie przechowalnią dla ludzi."

Z artykułu o pomyśle budowania kontenerów dla osób przez wiele lat zalegających z czynszem w Poznaniu: "(...) Miasto nie ukrywa, że w ten sposób ostatecznie chce rozwiązać problem niewygodnych lokatorów. - Jesteśmy zdeterminowani, to prawda, ale mówimy tak: to od ciebie najemco zależy, czy trafisz do kontenera, czy nie - tłumaczy Pucek.
Z takim myśleniem nie zgadza się Tomasz Sadowski. - W ten sposób skazujemy tych ludzi na wegetację - podkreśla, szef Barki. Nie do końca, przekonują urzędnicy, bo każdy, to zamieszka w blaszanych kontenerach, jeśli tylko zobowiąże się do spłaty długu i zmiany stylu życia, będzie mógł wrócić do tradycyjnego mieszkania. Pomóc w tym mają organizacje społeczne.(...) "


25 takich kontenerów stanie w poznańskich Krzesinach.

Pisałam już na ten temat kilkakrotnie. Np. tutaj odnosząc się do poglądów Sachsa oraz epiki Rejmonta. Albo o konsekwencjach budowy dzielnic dla ubogich we Francji. Czy o potrzebie rewitalizacji społecznej. Był też kiedyś dobry bo dowcipny choć może nieco jednostronny artykuł traktujący o gentryfikacji w Dużym formacie GW.

I co? I niewiele.. Nadal przekonanie o potrzebie przenoszenia osób biednych gdzie indziej pokutuje... jako najlepsza metoda pozbycia się kłopotu. Problem polega na tym że problem wróci - na własnych nogach (tak jak wrócił kilka lat wstecz w Paryżu, Lyonie i większych miastach Francji). I będzie straszniej.. szczególnie wobec braku środków na policję np. w Łodzi.

Celowo piszę w ten sposób - nie próbując nikogo przekonywać do empatii czy próby rozumienia potrzeb osób wykluczonych. Czy zdajecie sobie sprawę gdzie tkwi rodowód metod partycypacyjnych w planowaniu? Otóż nie wzięły się one z altruizmu i dobrej woli deweloperów czy władz lokalnych. Nic z tych rzeczy. Zaczęto takie próby podejmować między innymi na skutek zamieszek wywoływanych przez ludność czarną zamieszkującą śródmiejskie dzielnice miast amerykańskich. To była konieczność - zamieszki wiązały się z rozlewem krwi. Po obu stronach. Jeśli ktoś nie wierzy - zachęcam do lektury książki A. Wallisa Miasta Ameryki.

Acha - pomysł na wpis zapożyczyłam od brita, za co dziękuję.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz


2009-01-21 05:17
 Oceń wpis
   

Uderzyła mnie ostatnio myśl jak bardzo poglądy Profesora Jeffrey'a Sachs'a znajdują odniesienie do problemów społecznych centralnej części Łodzi. Zastąpienie polityki liberalizmu gospodarczego niekoniecznie bardzo kosztochłonnymi działaniami mającymi na celu niesienie pomocy najuboższym. Dla zapobiegania konfliktom i eskalacji problemów. 

Jednocześnie, jak bardzo niestety wciąż aktualne są sugestywne wizje życia w niektórych rejonach Łodzi z Ziemi Obiecanej Reymonta. Sytuacja, wciąż i po wielokroć opisywana i badana.

"(...) Jaskólscy mieszkali daleko, za starym kościołem, w jakiejś uliczce bez nazwy, która tyłami dotykała tej słynnej miejscowej rzeczki, służącej za rynsztok, odprowadzający wszelkie odpływy fabryk.
Uliczka podobna była do śmietnika, pełnego odpadków wielkiego miasta.
Józio przesunął się spiesznie i wszedł do nie tynkowanego domu, który świecił wszystkimi oknami od suteryn aż po strychy niby latarnia i wrzał cały ludzkim rojem, jaki się w nim gnieździł.
W ciemnej sieni, przepełnionej strasznymi zapachami i zaniesionej błotem, namacał brudne aż do lepkości poręcze i zbiegł szybko do suteryn; długi korytarz bez podłogi, zarzucony śmieciami i sprzętami gospodarskimi, pełen również błota i wrzawy ludzkiej, i smrodów, oświetlał mały kaganek kopcący się pod sufitem.
Przedarł się przez porozstawiane na drodze zawady i dotarł do końca korytarza.
Buchnęło na niego gorące, piwniczne powietrze przesycone zgnilizną i wilgocią, ściekającą rudymi pasami po wybielonych ścianach.
Gromada dzieci rzuciła się na jego przywitanie.
- Myślałam, że dzisiaj już nie przyjdziesz - szepnęła wysoka, chuda, przygarbiona kobieta, o zielonkowatej zapadłej twarzy i wielkich czarnych oczach.
- Spóźniłem się, mamusiu, bo był u nas pan Borowiecki, dyrektor od Bucholca, i przez to nie śmiałem wyjść prędzej. Ojciec nie był jeszcze?
- Nie - odpowiedziała głucho i poszła nalewać herbatę do kominka, odgrodzonego od izby kawałem materiału zawieszonego na drutach.
Józio poszedł za nią za zasłonę i położył przyniesione ze sobą prowianty.
- Wziąłem dzisiaj od starego pieniądze za tydzień, może mama schowa.
Położył cztery ruble z kopiejkami; brał pięć tygodniowo.
- Nic sobie nie zostawiasz?
- Mamusiu, mnie nie potrzeba na nic. Żal mi tylko, że nie mogę jeszcze zarobić tyle, ile mamie potrzeba - mówił z prostotą; jego nieśmiałość gdzieś zniknęła zupełnie.
Pokrajał chleb na kawałki i chciał wrócić do izby
- Józiu, mój synu drogi, moje dziecko kochane -szepnęła matka łzawym głosem i łzy jak groch posypały się po jej wynędzniałych policzkach i spadao0;y
na głowę syna, którą przyciskała do piersi.
Chłopak ucałował jej ręce i z rozweseloną twarzą powrócił do reszty rodzeństwa, które siedziało na ziemi, pod małym okratowanym okienkiem, wychodzącym na trotuar; było tego czworo, w wieku od lat dwóch do dziesięciu, bawiły się bardzo cicho, bo starszy od nich trzynastoletni chłopiec leżał na łóżku:
chory na suchoty; łóżko było nieco odsunięte od ściany z powodu wilgoci, jaka się zsączała na pościel.
- Antoś? - pochylił się nad poduszką ku bladej, zielonawej twarzy, która z głębi kolorowej pościeli patrzyła szklistymi nieruchomymi oczami z jakimś tragicznym spokojem zamierania.
Chory nie odezwał się, poruszał tylko ustami i utkwił w nim szare, błyszczące oczy, a potem dotknął się wychudłymi palcami jego twarzy z pieszczotliwością dziecinną i uśmiech blady, podobny do uśmiechu kwiatów więdnących, prześlizgnął mu się po sinawych ustach i ożywił martwe spojrzenia.
Józio usiadł przy nim, popoprawiał mu poduszki, uczesał swoim grzebykiem rozrzucone, pozlepiane i miękkie jak jedwab jasne włosy i znowu zapytał:
- Antoś, dobrze ci dzisiaj?
- Dobrze - wyszeptał cicho i zaczął mrużyć oczy potakująco i uśmiechać się.
- Niedługo wyzdrowiejesz!
Trzasnął z zadowoleniem w palce. On swoim zdrowym, silnym organizmem nie odczuwał zupełnie grozy tej choroby brata.
Antoś bowiem umierał powoli na suchoty, jakie się wywiązały z silnej influenzy, a chorobie dopomagała nędza, jaka żarła całą rodzinę od lat dwóch, to jest od czasu sprowadzenia się na bruk łódzki ze wsi; dobijała go twarz matki, która codziennie była smutniejsza, dobijało go młodsze rodzeństwo, które było coraz cichsze, i te wieczne klekotania warsztatów, co prawie bez ustanku, dzień i noc, wstrząsały nad jego głowami sufitem, ta wilgoć, jaka ściekała po ścianach, te wrzaski sąsiadów i bijatyki, jakie się często zrywały w sąsiednich suterynach i na górze; a najwięcej ta świadomość, powiększająca się z dniem każdym, nędzy ich wszystkich.(...)"

Cytat pochodzi z: Władysław Reymont, Ziemia Obiecana Tom I Rozdział X, pl.wikisource.org

Tagi: ekonomia, miasto, socjologia, Łódź, Lodz


2008-10-21 15:49
 Oceń wpis
   

W tą niedzielę miałam przyjemność uczestniczyć w arcyciekawym wydarzeniu. Grono zapaleńców znane ogółowi jako łódzka Grupa Pewnych Osób zorganizowało piknik przy ulicy Lipowej w Łodzi. Celem Pikniku była - szumnie nazywa się to w ten sposób - aktywizacja mieszkańców tego zapomnianego przez Boga i ludzi zakątka świata. Ulica Lipowa - znajdująca się w centralnej części niegdysiejszej dzielnicy Wiązowej - to jedna z tych ulic łódzkiego Polesia gdzie czas zatrzymał się dosyć dawno i nic nie wskazuje na to aby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Owszem zdarzają się remonty elewacji niektórych kamienic, niektóre budynki zyskują nową kolorystykę lecz proces ten przebiega bardzo powoli. I na ogół (lub zawsze) ogranicza się do remontów elewacji.

W opracowaniach dotyczących enklaw biedy łódzkiej przygotowywanych przez zespół pod kierunkiem profesor Wielisławy Warzywody Kruszyńskiej z Uniwersytetu Łódzkiego jest to miejsce koncentracji wieloletniej i dziedziczonej z pokolenia na pokolenia biedy. Przyczyniła się do tego długoletnia polityka lokalizowania w tych rejonach miasta mieszkań socjalnych, w budynkach które nie remontowane od czasów II wojny światowej (albo nawet nigdy nie remontowane) dawno już zapomniały czasy świetności czy nawet przyzwoitego stanu.

Wydarzenie było szalenie ciekawe, liczne atrakcje przyciągnęły gapiów, którzy wkrótce stali się ich aktywnymi uczestnikami. Teatr Chorea, ekipa Rugby Budowlani, turniej gry w boule, ciasta domowej roboty, występy break dance, joga śmiechu - czego tam nie było.. :)

Mnie przypadła w udziale próba zmierzenia się z projektem placu zabaw. Chciałam aby mieszkańcy sami określili swoje potrzeby - stąd bardzo prosta i zrozumiała chyba dla wszyskich próba wyznaczenia miejsc dla różnych placo-zabawowych urządzeń. Oczywistym że nie są to wszystkie możliwe warianty i urządzenia oraz że projektowanie na tym etapie nie może się zakończyć. Pewnym lękiem napawało mnie i nadal napawa czy uda się w ten sposób rozbudzone apetyty zaspokoić. Póki co padło kilka deklaracji pomocy. Teraz jak mi się wydaje idea musi porządnie zakiełkować i zyskać sojuszników. To że miejsce lokalnej rekreacji by się w tej okolicy przydało wydaje się chyba wszystkim oczywiste.

Dla mnie tym bardziej, że po analizie starych map (szczególnie mapy z lat 1894-96) dostępnych w witrynie www.mapa.lodz.pl odkryłam że (chyba) w tym właśnie miejscu na granicy posesji Lipowa 40 i 42 mieści się kanał rzeczki Karolewki. Jej obszar źródłowy pierwotnie lokalizowany był w kwartale ulic Kościuszki, Piotrkowska, 6 Sierpnia i Zielona. Obecnie zaś zaczyna się przelewem burzowym w okolicy Dworca Łódź Kaliska.

Dolinka rzeczki to nie lada gratka dla miłośników skwerków stąd bardzo mnie ten pomysł urzekł. Trzymając kciuki za jego realizację zapraszam do obejrzenia relacji z imprezy tudzież lektury lokalnej prasy dotyczącej tego wydarzenia. Więcej informacji w witrynie www.gpo.blox.pl

 
Film autorstwa Brite'a - źródło www.gpo.blox.pl

 

Tagi: społeczeństwo, socjologia, partycypacja, urbanistyka, społeczna, MojeMiasto


2008-09-03 22:15
 Oceń wpis
   

Wzrastająca liczba jednoosobowych gospodarstw domowych może skutecznie doprowadzić do katastrofy środowiskowej. Wynika to ze zwiększonej konsumpcji i produkcji większej ilości odpadów. "Single" powinni być zachęcani do większej dbałości o kwestie ochrony środowiska lub nawet do zamieszkania w grupie.

Panie w wieku trzydziestu kilka lat, żyjące na własną rękę i według własnych upodobań mogą nareszcie przestać się przejmować: nie one są w tej grupie "najcięższym przypadkiem". Nawet jeśli nie spędzają każdej wolnej chwili szukając kandydata na męża - jak to sugerowała Helen Fielding - autorka bestseleru o przygodach Bridget Jones. Najwięcej "pojedyńczych" gospodarstw domowych prowadzą Panowie w wieku 35-45 lat - tak sprawy mają się w Wielkiej Brytanii.

Pojedyńcze gospodarstwa domowe stanowią zagrożenie dla środowiska i są antyekologiczne - jednoznacznie wynika to z badań prowadzonych przez dr Joanne Williams (opublikowanych w Journal of Urban Design, Vol. 10. No. 2, 195–227, June 2005)

Wzrastająca liczba osób żyjących w pojedynkę jest (niestety) doskonałą receptą na katastrofę środowiskową. Problem tkwi w tym iż funkcjonując w jednoosobowym gospodarstwie domowym konsumujemy więcej i produkujemy więcej odpadów niż osoby mieszkające w grupie.

Jak sobie z tym problemem radzić? Dr Williams twierdzi że osoby mieszkające samotnie powinny być zachęcane do większej troski o ekologię. Jednak czy oprócz alternatywnych źródeł energii znajdą się inne rozwiązania problemów środowiska? W Skandynawii i w Stanach Zjednoczonych Ameryki popularność zdobywają tzw. cohousing communities - czyli niewielkie osiedla złożone z kilku, kilkunastu rodzin współdzielące wspólne pomieszczenia (głównie przeznaczone dla spędzania wolnego czasu). Zwiększenie intensywności zabudowy i jej zwartość wynikające ze zmniejszenia powierzchi pojedyńczych domów wiążą się w takich wspólnotach ze wspólnym podejmowaniem decyzji związanych z bieżącymi sprawami osiedla. Moim zdaniem idea wydaje się być utopijna w naszym kraju - choć pojawiają się pierwsze przykłady - czyżby nowa moda?.

Cóż więc nam pozostaje? Nie wiem ...ale chyba tylko tak jak w tytule :)))  (Można też oczywiście do późnej starości mieszkać wspólnie z Rodzicami...)
 

Tagi: społeczeństwo, mieszkanie, socjologia, urbanistyka, cohousing



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.