2011-10-15 22:08
 Oceń wpis
   

Czytałam ostatnio esej autorstwa Rem'a Koolhaas'a na temat rozwoju przestrzennego Atlanty. Na obecny kształt tego miasta, poza typowymi dla większości miast amerykańskich założeniami transportowymi o znacznej skali, wpłynęła - co dość charakterystyczne - metoda przekształceń stosowana w śródmieściu. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy większość miast amerykańskich przeżywała okres gwałtownych kłopotów związanych z depopulacją śródmieść i ich postępującą degradacją, w Atlancie za sprawą Johna Portmana - architekta i inwestora w jednej osobie - realizowane były kolejne przedsięwzięcia w obszarze śródmieścia. Opowieść którą przytaczam pełna jest ironii (jeśli nawet nie szyderstwa) Koolhaas pisze o kolejnych blokach zabudowy charakteryzujących się ujednoliconym wyglądem, a niejednokrotnie również połączonych ze sobą. Wynalazkiem Portmana, wielkiego 'budowniczego' Atlanty było atrium - traktowane jako centrum obiektu komercyjnego. To z kolei pozwoliło na odwrócenie budynku do wewnątrz oraz na jego izolację od otoczenia. Tak spreparowane obiekty nie potrzebowały już dłużej centrum z jego śródmiejskimi przestrzeniami i mogły powstawać wszędzie. I powstawały, oraz nadal powstają - nie tylko w Atlancie i nie tylko w Ameryce. Można powiedzieć że John Portman jest jednym z twórców współczesnego braku urbanistyki, rozumianej jako zinstytucjonalizowane tworzenie przestrzeni miejskiej zaspokajającej potrzeby mieszkańców. 


Źródło ilustracji: http://www.georgiaencyclopedia.org/

W dalszym etapie rozwoju miasta rzeczywiście nastąpiły wymienione powyżej procesy - śródmieście przestało stanowić miejsce koncentracji, a 'centra' znajdowały lokalizację wszędzie. Jak pisze Koolhaas - niekiedy wystarczającym przyczynkiem dla lokalizacji 'centrum' mogła stać się obecność 'niczego', a atutem również brak powiązania z dotychczasowym śródmieściem - z jego potencjalnie niebezpiecznymi dla zamożnej klasy średniej mieszkańcami. Idea powyższa zyskała znaczną popularność, nie musimy szukać daleko aby odnaleźć kontynuatorów tego myślenia.

Trudno ukryć że jest to jedna z wielu przyczyn dla których bez umiejętnej polityki władz bardzo łatwo o finansowy krach miasta, o innych skutkach dla jakości miejskiej przestrzeni nie wspominając - nie stanowi ona w tym podejściu w ogóle przedmiotu rozważań. Takie planowanie bez planowania, podążanie za życzeniami inwestorów, dowolność i brak kształtowania przestrzeni napotyka już obecnie na istotną krytykę, również ze strony obywateli. Wydaje się że podążanie za uwarunkowaniami ekonomicznymi i to wyłącznie w interesie jednej grupy leży u podstaw Ruchu Oburzonych. Brak zaś planowania - obserwowany przecież powszechnie również w naszym kraju - jest przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki ze strony środowiska fachowego urbanistów: proszę spojrzeć na przesłanie przyszłorocznego Kongresu Urbanistyki Polskiej.

Chciałoby się napisać epitafium dla atrium Portmana - ale chyba jeszcze nam się to w tym momencie nie uda. Wydaje się że zagadnienia światopoglądowe nie pozwolą parlamentarzystom jeszcze przez dłuższy czas podjąć skomplikowanej problematyki prawa niezbędnego dla porządkowania polskiej przestrzeni.

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka


2011-06-25 14:44
 Oceń wpis
   

Wróciłam przedwczoraj z Konferencji International Conference on Computational Science and It Aplications (ICCSA 2011) w hiszpańskim Santander. Sama konferencja była w mojej ocenie doskonała - można się było dowiedzieć dokąd zmierzają współczesne badania stosujące narzędzia analiz komputerowych. Ja oraz kilku studentów warszawskiego ASK (Architecture for Society of Knowledge - angielskojęzyczna specjalizacja w ramach studiów magisterskich na kierunku Architektura i Urbanistyka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej) prezentowaliśmy wstępne wyniki badań realizowanych w ramach zajęć ubiegłego semestru kursu GIS - parametric description of urban space. Referat nazywał się Mapping Invisibles - Acquiring GIS for Urban Planning Workshop i był częścią warszatu Cities Technologies and Planning 2011. Oprócz tego przewodniczyłam sesji o 'crowd-sourcing' czyli o zastosowaniach volunteer GIS - tyle działań oficjalnych. Poza tym sporo się dowiedziałam, w tym również w temacie partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym - na ten temat było tam rzeczywiście dużo. I dobrze się bawiłam - świetni ludzie :-).

Zastanawia mnie fenomen hiszpańskich ruchów masowych, których byłam świadkiem. Kiedy dotarłam do Bilbao, po tym jak wysiadłam z autobusu jadącego z lotniska w drodze na dworzec - chcąc nie chcąc - przyłączyłam się do pochodu maszerującego główną ulicą. Czułam się przy tym troszkę niczym bohater filmu Jak rozpętałem drugą wojnę światową. Wciągnęło mnie to na tyle że nie byłam w stanie oprzeć się robieniu zdjęć manifestujących (poniżej), w rezultacie spóźniłam się na ostatni pociąg do Santander - niewiele ich tam jeździ - i musiałam szukać dworca autobusowego. Przekrój społeczny był olbrzymi: hasła pracy dla wszystkich nieśli młodzi i starzy, były też całe rodziny z dzieciakami w wózkach.


Bilbao, 19.06.2011


Bilbao 19.06.2011


Bilbao 19.06.2011


Bilbao, 19.06.2011


Bilbao, 19.06.2011

Po dotarciu do Santander byłam świadkiem wiecu pod tamtejszym ratuszem. Po początkowych przemówieniach wcześniejsze zebranie zamieniło się w całonocny koncert i stało się okazją do dobrej zabawy. Było trochę policji ale naprawdę niewiele i nie dawało się wyczuwać szczególnego napięcia.


Wiec w Santander 19.06.2011

Przy okazji powrotu, znów przez Bilbao, widziałam namioty rozbite na jednym z głównych placów blisko nabrzeża. Młodzi ludzie którzy w nich spędzali czas umilali sobie pobyt grając w piłkę.  


Miasteczko namiotów następnego dnia rano: 23.06.2011, Bilbao

Kolejnego dnia przejazd przez miasto zablokowała znów demonstracja - o tyle tylko ją odczułam że zmieniono trasę autobusu jadącego na lotnisko. 
Sporo osób nie bardzo zwraca uwagę na to co się dzieje - to wydało mi się dziwne. Sporo jest też osób zaangażowanych. Ale jakieś to wszystko normalne i codzienne. Może tak właśnie być powinno? A może moja percepcja jest mylna, popatrzcie: http://youtu.be/b5_fzfptMpU

Tagi: informacja, społeczeństwo


2011-04-18 12:15
 Oceń wpis
   

Wpadł mi ostatnio w ręce numer tygodnika "Uważam rze" - ten o rocznicy wydarzeń w Smoleńsku. Spróbuję ograniczyć komentarz do bardzo enigmatycznego, jako że mam w sobie zdecydowanie więcej myślenia w kategoriach pozytywizmu niż romantycznych rozważań o walce narodowo-wyzwoleńczej. Pozostając w poczuciu szacunku dla tej ostatniej - ale nie czyniąc z niej przedmiotu wyłącznej uwagi. W tymże numerze moją uwagę przykuł artykuł Igora Janke "Państwa nie ma Państwo nie działa". Stawiam identyczną jak autor diagnożę. Jednak wnioski, które wysnuwam z tego myślenia są skrajnie odmienne. Otóż skoro jak autor słusznie stwierdza przez 20 lat nie dopracowaliśmy się skutecznie działającego Państwa - to może miast zajmować się wszystkim innym należałoby dla odmiany troszkę popracować nad tym właśnie zagadnieniem - przed wyborami, aby zostać wybranym w wyborach kolejnych. Autor konstatuje między innymi, że brakuje w naszym kraju planowania oraz skutecznych rozwiązań z zakresu urbanistyki. Ta diagnoza nie jest nowa, została sformułowana już wielokrotnie, w tym również przez bardzo poważne i kompetentne gremia. I wciąż nic z tego nie wynika. Prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wciąż zakłada funkcjonowanie instrumentu decyzji o warunkach zabudowy, które nie ma nic z planowaniem wspólnego. Zjawiska atmosferyczne związane z ocieplaniem klimatu wymuszają zmiany wprowadzane w drodze specustaw oraz takie, które zmierzają do umożliwienia krótkofalowego reagowania na bieżące problemy - i nic ponad to. Dyskusja publiczna koncentruje się wokół rzeczy innych, czy ważniejszych? Polacy, w tym szczególnie młodzi i wykształceni masowo emigrują do krajów, gdzie parafrazując Igora Janke "Państwo działa".

"Jakoś to będzie"...

 

Tak się składa, że w dniu jutrzejszym odbędzie się w Trybunale Konstytucyjnym rozprawa w sprawie "palikotowej" nowelizacji prawa budowlanego, wobec której protestowaliśmy w 2009 roku jako organizacje pozarządowe. Będzie to kluczowe rozstrzygnięcie dla przyszłości polskiej przestrzeni i odpowiedzialności struktur administracji publicznej za kulturę krajobrazu. 

Sygnatura: Kp 7/09
Termin: 20 kwietnia 2011 roku, godz. 9:30
Miejsce: sala rozpraw Trybunału Konstytucyjnego,
Wnioskodawca: Prezydent RP
http://www.trybunal.gov.pl/index2.htm

"...rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym są jawne i otwarte dla publiczności, za wyjątkiem przypadków zastrzeżenia jawności przez Przewodniczącego składu orzekającego..."

Zapraszamy dziennikarzy do udziału i relacjonowania tego niecodziennego wydarzenia.

Tagi: prawo, społeczeństwo, urbanistyka


2011-04-10 22:10
 Oceń wpis
   

Obejrzałam dziś Salę Samobójców. Kultowy film nastolatków. Ten film jest dokładnie o problemie, który poruszałam tu wcześniej … i za którego definicję całkiem poważnie mi się swego czasu oberwało od jednego z dyskutantów. 

Młodzież skazana na samotność, żyjąca w oderwaniu od rzeczywistości, poza miastem na ogół, we własnym domu. Dowożona wszędzie autem (tu z prywatnym, wynajmowanym kierowcą) - żeby zaoszczędzić czas, czas rodziców. Jedyne kontakty z rówieśnikami możliwe są w szkole albo za pośrednictwem sieci. Całkowite oderwanie od rzeczywistości i brak świadomości realnych zagrożeń i wyzwań. Z drugiej strony bardzo zapracowani rodzice, nie mający czasu dla dziecka, dla siebie nawzajem, nie zawsze wracający na noc do domu. I nie zauważający się nawzajem w jego wielkiej kubaturze. Niejednokrotnie szukający ciepła i relacji na zewnątrz - bo to przecież oczywista ludzka potrzeba.

Ja twierdzę (czego zresztą sama nie wymyśliłam, bo to cytat za źródłami amerykańskimi), że jednym ze źródeł tych patologii jest trudność kontaktów rzeczywistych z rówieśnikami tudzież brak czasu, w tym czasu rodziców, wywołany również przez dojazdy. Oraz że jest to poniekąd pochodna współczesnego wyznacznika standardu, jakim stał się ideał domu z ogródkiem dla każdej bogatszej rodziny. Jakże to jest odmienne od warunków w jakich wychowywało się moje pokolenie (kiedy to też rodzice nie mieli dla nas czasu i kiedy - pamiętam - biegałam po osiedlu z grupą rówieśników i z kluczem na szyi). Powiedziałabym że dzięki trudnościom jakie przyszło nam wtedy przeżywać jesteśmy zahartowani. Znacznie bardziej osadzeni w realiach. Przykro o tym mówić - ale nie chcę moim dzieciom i sobie samej fundować domku z ogródkiem na przedmieściach oraz godzinnych dojazdów gdziekolwiek. Bo po co?

Tagi: społeczeństwo, sprawl


2011-04-01 21:33
 Oceń wpis
   

Ciekawe, czy ktoś się kiedyś zastanawiał nad zagadnieniami czasu w działaniu biurokracji. Albo w polityce miejskiej, szczególnie tej dotyczącej planowania przestrzeni. I nie mam tu na myśli samego planowania - bo w tej materii planowanie strategii jest dla mnie działaniem oczywistym i potrzebnym - choć nie zawsze ta potrzeba jest uświadamiana. Ale zagadnienia czasu w podejmowaniu decyzji. I potem w ich wdrażaniu w życie. Sama niejednokroć tego doświadczam, że Uchwała Rady Miasta lub Gminy o przystąpieniu do opracowania planu czeka długo na organizację przetargu. Za to czas na sporządzenie samego dokumentu bywa mocno wyśrubowany. Podobnie dzieje się z innymi rzeczami, tu przytoczyć należy słynne w naszych uwarunkowaniach oczekiwanie na mapy.., które w Łodzi dotknęło było swego czasu nawet Roba Kriera (do tej pory mam przed oczami tytuł z którejś łódzkiej GW o tym wielkim twórcy "czekającym na mapy").

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera słowo "harmonogram", które w naszych lokalnych (łódzkich) uwarunkowaniach powtarzane bywa niczym mantra przy każdej okazji, która dotyczy sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. I to odkąd sięgam zawodową pamięcią. W innych miastach nie sporządza się harmonogramów tylko plany. A w naszym wciąż rozmawiamy o ..harmonogramie. Ostatnio też to słowo dostrzegłam. Mam nadzieję, że może tym razem to kwestia przeoczenia, pewnego nawyku - a nie świadomej decyzji.

Trochę tak jak z tym społeczeństwem, które musi się nauczyć, uzyskać odpowiednią świadomość aby być w stanie partycypować w tworzeniu tychże dokumentów. Które to stwierdzenie również bywa powtarzane od lat 15 i każdorazowo potrzebny okres jest równie długi.

Tagi: polityka, samorząd, społeczeństwo, czas


2011-03-14 00:20
 Oceń wpis
   
Po raz kolejny czytam ostatnio książkę Collaborative Planning - Shaping Places in the Fragmented Societies autorstwa profesor Patsy Healey i po raz kolejny zadziwia mnie trafność zawartych tamże spostrzeżeń. W dużej mierze zaczerpniętych i bazujących na filozofii Jürgena Habermas'a.
Przykładowo relacja struktur regulujących nasze funkcjonowanie: przepisów prawnych, regulacji, sposobów formułowania dokumentów, zapisów prawnych, a niekiedy również przyjętych zwyczajowo - do tego co te "struktury" za sobą niosą i czemu mają służyć. Z jednej strony są one przecież wytworem społecznym. Z drugiej poprzez swoje zakorzenienie w praktyce funkcjonowania danej społeczności oraz często legitymizm narzucają niekiedy rozwiązania które nie pozwalają na ich zmianę. Te rozwiązania nie muszą być wcale słuszne ani racjonalne.
Prosty przykład: mówi się ostatnio w Łodzi że nie ma pieniędzy na sprzątanie. Nie ma bo skonczyły się środki rozpisane na ten cel w budżecie miasta. Jednocześnie w grupie środków na utrzymanie miasta również nie ma rezerw. I zasady (! - to jest własnie to o czym tu mowa) konstruwania dokumentu jakim jest budżet nie pozwalają na przesunięcie środków z innej grupy, np. z inwestycji. Niby wszystko w tym rozumowaniu pozostaje w porządku. Takie grupowanie zaszeregowań ma zapewne na celu zapobieżenie roztrwanianiu środków. Tak aby inwestycje mogły ostatecznie zostać zrealizowane. Jednak kiedy do tego podejść z punktu widzenia "zdrowego rozsądku" albo po prostu się nad tym chwilę zastanowić , analogicznie do rozważań nad np. konstruowaniem budżetu domowego - to wszystko traci sens. Bo w przypadku miasta takiego jak Łódź inwestycja w czystość jest jedną z podstawowych. Rada Miasta niedawno przyjęła uchwałę o strategii promocji miasta. W której to uchwale stwierdza że Łódź ma być miastem przemysłów kreatywnych. I czy wobec wydatków na promocję miasto ma prawo pozostać brudne? Bez sensu, nieprawdaż? Tymczasem niektore inwestycje, o których myslę dotyczą planów budowy dróg na przedmieściach. I tu znów pytanie : który rodzaj inwestowania jest dla miasta ważniejszy - czy ten w czystość czy ten w drogi na przedmieściach? Ja sama nie mam wątpliwości, ale jak to przełożyć na język konstruowania budżetu, nie wiem.
 
Tak trochę przez przekorę, a trochę dla dowiedzenia że nie jestem osamotniona w moich obserwacjach przytoczę obrazek/ mural namalowany przez grafika Gregora Gonsiora aka Bombalino na ścianie kamienicy przy ul. Jaracza w Łodzi, uderzyła mnie ostatnio trafność obserwacji tudzież jej zgodność z moimi własnymi.
 

 

Tagi: społeczeństwo


2011-03-04 10:22
 Oceń wpis
   

O symulowaniu procesu partycypacji oraz o moich ostatnich fascynacjach możecie Państwo poczytać tutaj. Tym razem w roli głównej jajko - jako reprezentacja projektu (urbanistycznego).


Oraz słomki, papier (w ograniczonej ilości) i taśma klejąca jako narzędzia mające służyć modelowaniu procesu - powiedzmy że metody udanej partycypacji.

Rezultaty przebiegu procesu:

  

Oraz przygotowania :-)

PS. Powyższe obrazki oraz filmy, do których prowadzą linki zostały wykonane podczas zajęć na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, specjalizacja Architecture for Society of Knowledge, przedmiot Information Processes in Urban Planning.

To nie pierwszy raz kiedy robimy takie ćwiczenia, wcześniej w Uniwersytecie Łódzkim, na Wydziale Nauk Geograficznych, międzywydziałowy kierunek Gospodarka Przestrzenna (realizowany wspólnie z Wydziałem Zarządzania) : http://pspp.blox.pl/2008/10/Fotorelacja-z-planowania-procesu-I.html

Zdjęcia i blog wykładowy opracowywali wtedy studenci GP :-)


Tagi: społeczeństwo, socjologia, partycypacja, urbanistyka


2011-02-01 20:31
 Oceń wpis
   

Przedsiębiorczego Pana, który mnie dzisiaj przy kasie na dworcu Łódź Fabryczna poprosił o pieniążki "na bułkę" spotkałam niedługo potem w wagonie pociągu zmierzającego do stacji Warszawa Centralna. Pan był dziarski, nawet domyty i niestary. Jechał z ciut bardziej zarośniętym kolegą na spotkanie wielkiej …przygody w Stolicy! Tak można było wnioskować z ich rozmowy. Pomimo pozornego tupetu obaj Panowie pozostawali nieśmiali. Z racji dość intensywnego zapachu (którego byli źródłem niestety) bali się przysiąść do już zajętych przedziałów. A może po prostu bali się konduktora. Wyglądało to tak jakby podróż do Warszawy ich mocno ekscytowała. Być może jechali tam pierwszy raz w życiu i planowali zostać na stałe… 

Ciekawe ile takich osób podejmie podobny wysiłek. Ciekawe czy to się skończy podobnie jak brak dbałości o getta na przedmieściach dla paryżan… A może po prostu zamknie się kolej i otworzy autostradę. Albo zwiększy kontrolę biletów.. Biletów do lepszego świata (przepraszam za gorzkie może słowa ale dokładnie takie miałam skojarzenia obserwując opisanych tu jegomościów).

O tym jak wiele osób wraca jedynie raz w tygodniu przekonuję się ilekroć zdarza mi się wyjazd w piątek. Wtedy nawet w pierwszej klasie na ogół nie ma gdzie usiąść. Wiele osób kupuje mieszkania pod Warszawą żeby tylko być bliżej. Mity o przyszłej dostępności komunikacyjnej Łodzi chyba można jednak między bajki włożyć. Niekoniecznie dlatego że nie będzie kolei. Raczej dlatego że Łódź przestanie istnieć w takim kształcie jak teraz. Miasto ubożeje i wyludnia się w tak zastraszającym tempie, i nikt nic nie robi żeby podnieść jego atrakcyjność. Gdyby nie wyższe uczelnie które jako jedyne wciąż podtrzymują sens istnienia tego organizmu generując napływ młodych, zdolnych z podłódzkich miejscowości, nic już by się tu nie działo. Ale oni zaraz po studiach wyjeżdżają.

Powroty do Łodzi stają się coraz mniej przyjemne. I to nie tylko powroty z Warszawy. Ale te z Sieradza, Częstochowy, Gostynina, Płocka, Sanoka, Rzeszowa, Bydgoszczy.. także. O powrotach z Wrocławia, Poznania czy Krakowa nie wspomnę.

Tagi: społeczeństwo


2011-01-16 23:49
 Oceń wpis
   

Okazuje się że pisanie rzeczy oczywistych i następnie ich sprzedaż za duże pieniądze bywa ryzykowne. O czym zapewne przekonują się właśnie autorzy prezentowanej niedawno strategii marki dla Łodzi. Strategii, która proponuje oparcie dalszego rozwoju tego miasta o "przemysły kreatywne". Idea ta ze wszech miar słuszna nie wydaje się jednakże nazbyt odkrywcza. Większość współczesnych miast, szczególnie poprzemysłowych, stara się stawiać na rozwój "przemysłów kreatywnych", jako na motor rozwoju. Od czasu książek Landry'ego i Floridy stało się to wręcz obowiązującym trendem. Jednocześnie nie będąc specjalistą od wizerunku wydaje mi się że zakres marki nalezałoby w tym konkretnym przypadku zawęzić, np. do miana miasta kultury alternatywnej co zresztą równiez wyłania się z przeprowadzonej analizy SWOT. I o czym rowniez wielokrotnie tu się mówiło. Sam fakt promowania Łodzi jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jak również faktycznie podejmowane w tym celu działania wskazywał na rodzaj ruchów jakie należy przedsięwziąć aby przekształcić niegdysiejszy ośrodek przemysłu odzieżowego w miasto kultury. Zbliżony obraz miasta kultury alternatywnej (cokolwiek by pod tym mianem nie rozumieć) wyłaniał się z rozstrzygnięć społecznego plebiscytu Punkt dla Łodzi, w którego jury miałam przyjemność już dwukrotnie zasiadać. Na to wskazywał np. wyróżniony Punktem dla Łodzi Przewodnik Fu:turystyczny autorstwa Marty Skłodowskiej.

Tak swoją drogą ten niezwykle frapujący dokument zaskakuje (i to nie tylko polszczyzną). Już w części wstępnej znalazłam taką oto definicję jednego z podstawowych celów strategii, odnoszących się do tego co z mojego punktu widzenia ważne, a mianowicie jakości życia mieszkańców. I tak cytując: "Jak osiągnąć percepcję, że w Łodzi następuje wzrost jakości życia mieszkańców? Odbiorcy marki Łódź będą mieli percepcję wzrostu jakości życia w mieście, jeśli pośrednio zbudujemy wizerunek miasta atrakcyjnego pod względem kulturalnym, gospodarczym, turystycznym i edukacyjnym, gdyż te subprodukty (o tym dlaczego te subprodukty w dalszej części dokumentu „Analiza SWOT”) miejskie w najwyższym stopniu pozwolą osiągnąć pożądaną percepcję jakości życia i zbudować mocną, unikalną markę." Można by wnioskować, że aby poprawić percepcję jakości życia nie ma absolutnie potrzeby poprawy jakości życia. Wystarczy jedynie wpłynąć na percepcję tejże jakości. W dalszej części dokumentu autorzy również odnoszą się wyłącznie do wizerunku - stąd pewien niedosyt.

Oczywiście nie śmiem tu nikogo przekonywać jakoby zmiana wizerunku  była czymś negatywnym - bo nie jest i jest potrzebna. Niemniej jednak w odniesieniu do miasta takiego jak Łódź nasuwa się, mnie przynajmniej, co najmniej pytanie następujące:  Czy w centrum przemysłów kreatywnych na ulicy spotyka się kreatora, pijaka czy może nie spotyka się nikogo jedynie samochód? Czy powinno nas ucieszyć jeśli szukając inspiracji i przechadzając się w tym celu po ulicy spadnie nam tuż przed nosem na chodnik kawałek gzymsu z nieremontowanej od lat kamienicy. Jak to się wszystko ma do ciemnych po zmierzchu okien czynszówek w śródmieściu? Co jeśli zaczepi nas żebrzący jegomość albo potkniemy się o nieprzytomnego, pijanego staruszka. Albo trafimy na taką jak tu (kiedyś opisywałam) scenkę - których w Łodzi dostatek?

Lektura Charlesa Landry, którego już tu zresztą kilka razy cytowałam wskazuje na rolę urody miast dla rozwoju przemysłów kreatywnych. Nie da się poprawić urody przeznaczając środki finansowe na budowę kolejnych tras komunikacyjnych - zamiast na rewitalizację. Nie poprawiając dostępności centrum transportem zbiorowym. Nie realizując programu rewitalizacji społecznej. Nie poprawiając bezpieczeństwa. Nie zmieniając faktycznej jakości życia mieszkańców. Żaden z wymienionych w strategii przedstawicieli grup docelowych kreowanej marki nie zechce zamieszkać w mieście tak jak Łódź zanieczyszczonym spalinami. Z taką jak obecnie jakością asfaltu na ulicach. I tak brudnym.

W tym konkretnym przypadku - sama marka nie pomoże dla zbudowania przewagi konkurencyjnej. Potrzebna jest zmiana rzeczywistości. Miasto to jednak coś więcej niż tylko znak towarowy, jak sugerowała pesymistycznie Françoise Choay. Szczególnie jeśli sie traktuje mieszkańców poważnie. I chce się nie tylko zwabić - ale również zatrzymać.

Z drugiej strony - nie chcąc poprzestawać wyłącznie na krytyce - bo nie taka jest moja tu intencja - można rzeczywiście pójść tym tropem. Bo jest on bardzo mocno osadzony w realiach. Trzeba w tym celu podporządkować strategii marki inne obszary działań w mieście. Nie ograniczając się do zmiany wizerunku - ale rzeczywiście podejmując wyzwanie zmiany rzeczywistości.

Tagi: komunikacja, kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, transport


2011-01-13 10:24
 Oceń wpis
   

Lektura najnowszych doniesień prasowych nasuwa mi takie oto pytanie: dokąd prowadzi wyuczony konformizm w zawodzie urbanisty? Oraz tytułem komentarza również refleksję na temat tego, ze jest to pytanie dotyczące wszystkich zawodów. Nie tylko tego jednego szczególnego.

Pozostanę przy tym krótkim pytaniu - moze wywoła refleksję, a moze nawet dyskusję. Niekiedy aby być wiarygodnym trzeba troszkę popracować - i mnie właśnie ten etap dotknął, stąd tak tych tekstów ostatnio niewiele.

 

Tagi: społeczeństwo


2010-12-25 06:34
 Oceń wpis
   

Wiele kontrowersji wywołał artykuł w ostatnim DF GW o Niewolnikach Krainy Szczęśliwości. Bo dotyka problemu. I to pomimo, że absolutnie i całkowicie utożsamiam się z potrzebą Świąt, potrzebą bycia razem czy rodzinnych spotkań. Potrzebą kultywowania tradycji oraz wspólnego świętowania Bożego Narodzenia. Ale przecież co oczywiste - w każdej rodzinie (jak i w każdej grupie ludzi) są konflikty i spotkanie uświadamia ich obecność. Jest w tym artykule pewien błąd logiczny, brak dotarcia do istoty sprawy - przy jednoczesnej trafności wielu obserwacji - i to chyba jest przyczyną skrajnie odmiennych komentarzy ze strony osób pochodzących z różnych pokoleń. To co się zmieniło w obyczajowości w ostatnich latach związane jest z przyzwyczajeniem do wygody i prowizją dóbr. Szczególnie jeśli mowa o czasie wolnym. O ile w miejscu pracy nie mamy problemu aby przywdziać uniform, nałożyć maskę i wpasować się w pewne schematy (i w życiu nie przyszłoby nam do głowy na to narzekać), o tyle w gronie rodzinnym  taka postawa staje się problematyczna. Wydaje nam się - jak to mamy wolne, odpoczywamy - a tu znów trzeba się gimnastykować? Tymczasem przecież każda grupa ludzi (szczególnie większa) to zbiór indywidualnych życzeń, potrzeb, nadziei, oczekiwań, marzeń, planów. I one z założenia nie mogą być takie same. Stąd oczywiście jeśli nie zależy nam na kultywowaniu tej tradycji - to nie trzeba się wysilać. Natomiast jeśli owszem - to po prostu trzeba mieć tę oczywistość na uwadze.

Zmiana w obyczajowości związana z pośpiechem, nadmiarem wszystkiego, łatwością dotarcia do dóbr - również tych egzotycznych i wcześniej nie znanych - to chyba jednak nic dobrego. I już nawet nie mówię tutaj o ogłupiającej niekiedy roli w tym wszystkim supermarketów (gdzie można czasem jako piosenki "świątecznej", wyzwalającej chęć zakupów, posłuchać dramatycznego utworu Johna Lennona o tragediach dzieci - tylko dlatego że ma Christmas w tytule). Z nostalgią spoglądam na czasy, kiedy trzeba było się gimnastykować (całkowicie dosłownie) żeby przygotować wszystkie wigilijne specjały. Było ich mniej i przez to były bardziej cenne. I nikt się tak nie spieszył. Nie mam bynajmniej na myśli wspomnień z wigilijnej kolejki po karpia, choć one też pomagają nadać temu wszystkiemu właściwą perspektywę. Teraz jest nam łatwiej i pewnie dlatego trudniej. Trudniej docenić. Powielam tu schematy myślenia proponowane przez wyznawców ruchu Slow movement - bo coś w tym jest. Choć u nas to zachłyśnięcie się dobrobytem ma jeszcze inny wymiar - przyszło z zewnątrz. Ciekawe po co kultywujemy cudze tradycje sprzed iluś lat. Pewnie się ktoś zapyta po co o tym piszę. Ano dlatego że to wszystko - nasze zachowania - jest bardzo ważne dla budowy miast. One są takie jak my sami. Inne nie będą (chyba że zażyczymy sobie scenografię niczym w niektórych osiedlach Nowego Urbanizmu, o czym tu kiedyś było).

Jedna rzecz mnie w tym wszystkim pocieszyła - to też z lektury ulubionego codziennika - a mianowicie kolejki w Empikach - bo to pozwala mieć nadzieję. Sama mam naszykowanych kilka książek na Święta i na tuż po Świętach. I cieszę się na samą myśl.

Korzystając z okazji życzę Wszystkim czytelnikom Radosnych, Zdrowych Świąt. Troszkę odpoczynku i czasu dla siebie i dla bliskich. Bardzo dziękuję za wszystkie Świąteczne Życzenia i podziękowania - to dodaje skrzydeł !

 

Tagi: społeczeństwo, relaks


2010-12-20 19:39
 Oceń wpis
   

Szanowni łodzianie,

Tuż przed Świętami zalecamy obowiązkową lekturę. Otóż po raz pierwszy w historii zapewne Polski, a kto wie czy nie szerszej części świata mamy jedyną (i nie wiadomo czy powtarzalną) okazję konsultować budżet naszego miasta. I to nie tylko jak to bywa w instrumencie zwanym budżet partycypacyjny ( o którym tu była mowa), gdzie mieszkańcy współdecydują o kształcie części (na ogół do 20-30% środków) ale całość pieniędzy jaka ma zostać w kolejnym roku przeznaczona na różne cele. Bardzo to interesujące, szczególnie że uwagi można zgłaszać mailowo, bez wychodzenia z domu. Można również dyskutować na forum. Ciekawa jestem co z tego wyniknie. No i nie ukrywam że troszkę mnie zaskakuje aż taka otwartość bo nie wiem czy to nie niechcący i nie przez przypadek.

Jest o czym dyskutować i trzeba się spieszyć bo termin krótki, upływa 23 XII tego roku. Wśród szczególnie interesujących pozycji są propozycje transportowe ZDiT w tym między innymi co dla mnie jest bardzo ciekawe - pomysł poprowadzenia ulicy łączącej Wojska Polskiego i Kilińskiego (str.313 dokumentu, pozycja "Budowa ul. Targowej na odc. od ul. Wojska Polskiego do włączenia w ul.Kilińskiego", z niebagatelną kwotą 3mln PLN na ten cel przeznaczoną. Jak można się domyślać z wcześniejszych pomysłów zapisanych w dokumentach planistycznych rzeczona ulica będzie przebiegać przez niedawno wyremontowane budynki AHE, przez działkę przedszkola przy Jaracza, oraz (chyba się nie mylę) przez teren gdzie wydano decyzję co najmniej o warunkach zabudowy (jeśli nie o pozwoleniu na budowę - sądząć ze stanu inwestycji) na zabudowę mieszkaniową przy Rewolucji oraz przez Park Helenów. Pomyłka? W budżecie? (A może się mylę? - tak dość przeciez enigmatycznie jest to zapisane.) Są też inne pomysły inwestycji drogowych, tudzież w ogóle inne pomysły. Ważne i ciekawe...

Tagi: społeczeństwo, nieruchomości, miasto, partycypacja, społeczna, mieszkańcy


2010-12-04 13:21
 Oceń wpis
   

Znów nie mam czasu bo przerabiam od początku wykłady o partycypacji społecznej w planowaniu. Dotychczasowe, z których notatki studenci robili sobie tu (i których już w tym miejscu nie prowadzę) są za długie. Poza tym tyle wątków przynosi  życie, tyle się dzieje - wszystko płynie.

Drugim powodem braku czasu w moim przypadku jest fakt odkrycia chodzenia. Wielki mi Kolumbus ktoś by powiedział ale dla mnie to jest odkrycie. Nie chcąc, wręcz panicznie broniąc się przed tym, żeby z powrotem wrócić do siedzącego trybu życia za kółkiem, a jednocześnie nieszczególnie będąc przekonana do akrobatyki i ekwilibrystyki w postaci prób utrzymania równowagi w śnieżnej brei na rowerze. Przez ileś lat opanowałam trudną sztukę wyjezdzania z zaspy, ale nigdy nie sprawiało mi to zbytniej frajdy. Natomiast autentyczną frajdę sprawia mi chodzenie po mieście, dawno tego nie robiłam, chyba od czasów studiów...  

Az się prosi w tym miejscu o zdjęcie, i pewnie się jakieś tu pojawi :)

Wracając do partycypacji społecznej - polecam gorąco wszystkim zainteresowanym szczegółową analizę scenariuszy prowadzenia procesu rewitalizacji z udziałem społecznym zaproponowanych w witrynie communityplanning.net Troszkę to jest idealistyczne i na pewno wymaga dopasowania do naszej rodzimej rzeczywistości - jako że podstawą dla ich stworzenia, obok doświadczeń autorów z pracy w ONZ, były przede wszystkim przykłady brytyjskie. Ale uderza jedna wspólna cecha: opieranie tegoż procesu na obecnych już mieszkańcach danego obszaru. Budowanie kapitału społecznego. (skądinąd fascynujące jak bardzo zima zbliża ludzi ;) ). Mieszkaniec wartością jest i basta - parafrazując Krzysztofa Herbsta z Wykładów w Stoczni jakiś czas temu.


Przy okazji znalazłam zdjęcie z prowadzonego wtedy warsztatu o uwarunkowaniach prawnych uczestnictwa społecznego, źródło: http://partycypacjaobywatelska.pl/wiadomosci/7-wydarzenia/43-partycypacja-w-przestrzeni-seminarium

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, śnieg, partycypacja


2010-10-22 09:56
 Oceń wpis
   

Poniższy list wysłałam mniej więcej dwa tygodnie temu do łódzkich codzienników. Lecz są ważniejsze sprawy niż rozwój Łodzi. To nie jest temat, który zasługuje na wzmiankę. Opublikuję więc ten list tutaj - jako list otwarty.

 

dr inż. arch. Małgorzata Hanzl
Pytanie o rozwój Łodzi
 
Do sformułowania poniższego listu skłoniły mnie prowadzone obecnie w Radzie Miejskiej prace dotyczące projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, definiującego politykę przestrzenną miasta, a dotyczące w istotnej części określenia obszaru rozwoju Łodzi. Pisząc poniższe moim celem było unaocznienie możliwych skutków powiększenia w tymże dokumencie obszaru strefy przeznaczonej dla rozwoju urbanizacji.
 
 
Źródłem rozwoju cywilizacji jest koncentracja ludzi oraz środków. To z pozoru banalne twierdzenie ma swoje rozliczne uwarunkowania i jest nierozerwalnie związane z położeniem w przestrzeni. Zawsze, poczynając od zarania dziejów , miejscem gdzie realizował się rozwój cywilizacji były miasta. Wynika to niejako z definicji – choć nie na definicje chciałabym w tym tekście zwrócić uwagę. Dla potwierdzenia powyższej tezy warto zwrócić uwagę na konieczność bliskości. I przypomnieć choćby sposób, w jaki budowane są trwałe relacje w biznesie – dla ich kształtowania niezbędny jest kontakt osobisty. Tego nie da się osiągnąć korzystając nawet z najbardziej wyrafinowanych technologii telekomunikacyjnych – one mogą stanowić jedynie uzupełnienie relacji. Jak to tymczasem realizować, kiedy wszyscy są tak daleko? Ważny jest również element przypadku, zaskoczenia, obecny jedynie w sytuacji występowania znacznych grup osób i zdarzeń, co niezwykle trafnie oddaje poniższy opis autorstwa Iannisa Xenakisa:  „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych, lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” .
 
Aby rozwój miał szansę stać się rzeczywistością poprzedzony musi być zaistnieniem koncentracji. Dopiero po tym etapie może mieć miejsce ekspansja terytorialna jako następstwo obecności wcześniejszych bodźców rozwojowych. Jeśli oczywiście przyjąć myślenie o Łodzi jako potencjalnej potędze gospodarczej – na co aktualna demografia, a mianowicie dość istotny spadek liczby ludności, w żaden sposób nie wskazuje. Myślenie w innych kategoriach nie ma szans realizacji. W tym nie jest możliwe, aby miał miejsce rozwój jeśli zaproponujemy dla jego pomieszczenia znaczny obszar. W takim przypadku jedynym możliwym skutkiem będzie decentralizacja już skoncentrowanych elementów (przedsiębiorstw, kapitału) czego niepożądanym, ubocznym skutkiem w sposób oczywisty staje się zazwyczaj bałagan przestrzenny.
 
Obecna degradacja dotychczasowych struktur miejskich i poszukiwanie innych lokalizacji dla życia i pracy jest wynikiem destrukcji dotychczasowego krajobrazu oraz kosztów jakie należy ponieść, aby doprowadzić do jego przekształcenia do postaci używalnej. W tym momencie nie sposób nie zwrócić uwagi na instrumenty finansowe, którymi dysponują samorządy (a jeśli nie dysponują – to dysponować powinny, bo tego rodzaju rozwiązania stosowane są w praktyce innych krajów), a które mogłyby się przyczynić do zmiany dotychczasowych niekorzystnych trendów inwestycyjnych. Wyjaśniając rzecz w sposób możliwie prosty – pusta działka w centrum miasta kosztuje płatnika podatku od nieruchomości mniej niż działka zainwestowana, na której znajduje się budynek. Jeśli dodatkowo jest to budynek zabytkowy i w złym stanie technicznym to koszty związane z jego utrzymaniem powodują, że właściciele nie są zainteresowani kontynuowaniem tego stanu rzeczy. I robią wszystko aby się tychże naniesień pozbyć. Niezależnie od ich potencjalnej urody, czy wartości kulturowej. Rozpoczynając rozważania od stwierdzenia stanu aktualnego można zastanowić się nad poszukiwaniem innych rozwiązań i takich instrumentów ekonomicznych, które przyczyniłyby się do odwrócenia aktualnych trendów. Tak aby w efekcie doprowadzić do sytuacji, w której utrzymywanie pustej działki w centrum miasta, gdzie obecne jest pełne uzbrojenie, dobra dostępność komunikacyjna oraz liczni potencjalni klienci, stało się mniej opłacalne niż utrzymywanie działki z budynkiem, najlepiej - działającym. Rozwiązań, które mogłyby do tego doprowadzić jest wiele – i powinny zostać zastosowane w całym obszarze centralnym Łodzi. Wszelkie inne sposoby nazywane szumnie pozyskiwaniem inwestorów nie zastąpią prostego rachunku ekonomicznego i nic dla rewitalizacji centrum nie pomogą.
Jednocześnie – co istotne – z całą pewnością nie przyczyni się do rozwoju miasta otwieranie nowych terenów na zewnątrz. Skutkiem takiej polityki będzie bowiem istotne obciążenie budżetu związane z wydatkami na rozbudowę oraz utrzymanie potrzebnej dla obsłużenia tychże terenów  infrastruktury – zarówno infrastruktury komunikacyjnej, w postaci kolejnych niezbędnych ulic, jak i infrastruktury technicznej,  czyli niezbędnych sieci: wodociągowej, kanalizacyjnej, etc.
 
Efekty powiększania terenów możliwych do zainwestowania oraz braku polityki fiskalnej odniesionej do opłat od nieruchomości są bardzo łatwe do przewidzenia. W centrum miasta znajdować się będą gigantyczne tereny zajmowane przez hektary parkingów, z nielicznymi funkcjonującymi obiektami o dowiedzionej wartości zabytkowej koncentrujące się wokół kilku zespołów handlu i usług, dworców i być może zrewitalizowanej ulicy Piotrkowskiej. Obszar dotychczasowego centrum zostanie w znacznym stopniu nasycony infrastrukturą komunikacyjną w postaci kilkupasmowych ulic, dla realizacji których zburzone zostaną kolejne, jeszcze zachowane – lecz wciąż niszczejące, a więc o coraz gorszym stanie technicznym, pierzeje ulic. (Wystarczy spojrzeć na zdjęcia lotnicze centrów niektórych amerykańskich miast, przykładowo Houston, aby sobie tę sytuację wyobrazić.)
 
Obrzeża zaś miasta, aż po same jego administracyjne granice, zajęte będą przez wymieszane ze sobą, pozostawione bez ładu i składu tudzież cienia myślenia o porządku, rozległe obszary zabudowy jednorodzinnej, wielorodzinnej, składów, parkingów, obiektów handlowych, etc.  Z racji braku koncentracji - w postaci zrewitalizowanego centrum, a więc z racji braku motoru napędzającego rozwój – całość tej struktury będzie zapewne dość rozrzedzona poprzez obecność łąk, pól – a tak naprawdę nieużytków.  
 
 

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, urbanistyka, mieszkańcy, Lodz


2010-10-08 19:18
 Oceń wpis
   
Jak pisze Florida wybór miejsca zamieszkania jest podstawowym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać. Bowiem odpowiedź na to pytanie warunkuje to kim jesteśmy. Nie ma w tym stwierdzeniu krzty przesady. I bardzo prosto to udowodnić. Nasze codzienne zachowania są bezpośrednio związane z tym, gdzie zdecydowaliśmy się mieszkać i żyć. Wpływa to na długości dojazdów, wybór sposobu transportu, na to ile czasu spędzamy z rodziną, czy się wciąż spieszymy czy nie. W efekcie stajemy się jacyś.

Wybór miejsca zamieszkania (i pracy) to również możliwość stykania się z różnymi osobami. Albo będą to ludzie reprezentujący sobą pewien potencjał albo też nie. Albo będziemy się pod ich wpływem rozwijać albo też staniemy w miejscu lub zaczniemy się cofać. Nawet w sytuacjach zawodowych internet nie wystarcza, pewien zasób pomysłów i przemyśleń jest wynikiem przypadkowych spotkań, rozmów, dyskusji. Oraz - jak mi bardzo celnie przypomniał jeden z czytelników w komentarzu - w biznesie coraz większego znaczenia nabiera kształtowanie trwałych relacji, co wymaga relacji bezpośredniej. A jak to realizować, jeśli fizyczna odległość staje się przeszkodą? Poza tym: jak powszechnie wiadomo - ponoć "kto z kim przestaje, takim się staje". Stąd odpowiedź na nieskomplikowane z pozoru pytanie Kim jest Twoje miasto? ma istotne znaczenie.

Pisząc powyższe mam na myśli nie tylko i wyłącznie wybór miasta czy miejscowości ale także wybór konkretnej lokalizacji w ramach tegoż terenu. A może nawet przede wszystkim. Luksusem we współczesnym świecie jest czas. Mieć czas i móc nim swobodnie dysponować to obecnie najbardziej chyba cenny towar. Nie chcę tu przytaczać truizmów i po raz kolejny narzekać że brakuje usług publicznych, przedszkól, szkół, żłobków. Ale czy wiecie, jaka to przyjemność iść rano z dzieckiem do przedszkola na piechotę, przy okazji wyprowadzając psa na spacer i obserwując co w trawie piszczy? Czy zdajecie sobie sprawę ile czasu zaoszczędza się nie wożąc starszego dziecka codziennie do szkoły - bo szkoła jest na tyle blisko że ono sobie do niej chodzi na piechotę. Jak świetnie jest nieoczekiwanie wybrać się na basen albo do figloraju, nie spędzając przy okazji iluś godzin w korku. A kiedy się zapomni kupić masła czy cukru - zawsze jest sklep na rogu.

Można by tak wymieniać w nieskończoność.. Bardzo miło jest w niedzielne popołudnie iść do kawiarni a potem powoli wracać gawędząc z rodziną i spotykając po drodze zaprzyjaźnionych sąsiadów. Fajnie czasem gdzieś sobie po prostu pójść do kina.

Lubicie się spieszyć? Ja wprost nie cierpię. I dlatego nigdy w życiu nie zamieszkam na przedmieściu.
 
Tagi: inwestycje, społeczeństwo, transport


2010-09-28 03:44
 Oceń wpis
   

Bardzo lubię Profesora Felipe Fernández-Armesto. Z dwóch powodów - pierwszym jest wykład wysłuchany w iTunes dotyczący rozwoju kultury światowej. Świetny - polecam wszystkim zainteresowanym (Why cultures change by Professor Felipe Fernandez-Armesto) i pełen humoru. Jeden z wątków dotyczy przemian świadomości zbiorowej i sposobu traktowania niektórych dotąd nieobecnych zagadnień - przykład poniżej ;)


Źródło - wykład wymieniony powyżej.

Drugi z powodów jest bardziej prozaiczny i jednocześnie zabawny. Kiedy szukałam informacji na temat osoby wykładowcy trafiłam na doniesienie o popełnionym wykroczeniu (!). Otóż Profesor jest namiętnym i niepoprawnym zwolennikiem chodzenia po ulicy bez poświęcania nadmiernej uwagi temu co robią samochody.. Taki rodzaj aktywności pieszej, której Whilliam Whyte poświęca cały rozdział w swojej książce o miastach, a polegający na chodzeniu po ulicach wśród stojących w korku ze wszystkimi dobrodziejstwami tej sytuacji aut, tak żeby było wygodnie (to się nawet nazywa - jaywalking, kolejny obcy termin na określenie obcych zwyczajów). Rodzaj sportu graniczący z szaleństwem, jednocześnie jednak odzwierciedlający hierarchię wartości i stopień zaangażowania w podejmowaną aktywność umysłową. Wyobraźcie sobie zagłębionego w rozważaniach o świadomości zbiorowej Profesora lawirującego pomiędzy trąbiącymi autami, wśród rozpasanych, gwałtownie i nerwowo ruszających i równie szybko hamujących kierowców.

Tak się czasem zastanawiam dla kogo są miasta. Nieżyciowe zakazy na ogół bywają łamane, a ludzka aktywność znajduje swoją realizację niezależnie od najwyższych nawet ogrodzeń. Przykład zaczerpnięty z materiałów grupy (jak zazwyczaj w ulubionym serwisie) pod wdzięczną nazwą Nielegalna dziura w siatce która chciałaby być zebrą.


Tytuł obrazka - w niedzielę po Kościele.

Dla poprawności - nie twierdzę bynajmniej. że należy łamać przepisy , jedynie należy je wymyślać w taki sposób, żeby nikt ich nie musiał łamać. Tytułem dokumentacji, powtarzam się. Oraz nie jestem osamotniona w takim myśleniu.

Tagi: kultura, społeczeństwo, miasto, Świadomość, transport, jaywalking


2010-09-21 11:11
 Oceń wpis
   

To będzie kilka myśli nieuczesanych na temat przeczytanego dzisiaj w Krytyce Politycznej felietonu (nie mam siły ani ochoty dyskutować z większością tego tekstu ani poświęcać mu zbyt wiele uwagi):

Autor dzisiaj lewą nogą z łóżka wstał. I odebrał telefon (maila, sms-a - nie wnikam) - na jutro ma być coś napisane. Co by tu napisać... Postanowił napisać o Łodzi. I tak się wyprowadzam to sobie uleję goryczy. A co mi tam. Wierszówka wpadnie.

A że jeszcze był zaspany to oczu szeroko nie otworzył i iluś rzeczy nie dojrzał. Nie zauważył że ostatnio jakby coś się zmieniło. Łódź (później niż należało ale) sięgnęła po środki z programu Jessica. Organizowane są konsultacje społeczne w sprawie budżetu - a jak powszechnie wiadomo rozmowy o tym jak wydać nieduże pieniądze są najskuteczniejszym sposobem aktywizacji mieszkańców, budowania zaufania społecznego oraz skutecznego wydawania niedużych pieniędzy (czego dowiódł przykład Porto Allegre, licznych miast brytyjskich, francuskich, a ostatnio również polskich).
Wieloletnie zaniedbania trudno usunąć w kilka miesięcy ale trzeba nie chcieć patrzeć żeby nie dostrzec starań. Łódź staje się silna dzięki działaniom oddolnym, dzięki mieszkającym tu młodym ludziom. Czytam o ich działaniach w prasie, widzę je na co dzień. Łódzkie (ludzkie) myślenie widać z różnych perspektyw.

Liczne problemy Łodzi wymagają działania. Temu trudno zaprzeczyć. Tyle razy już o tym pisano i mówiono. Ale jednocześnie - Łódź jest miastem. O wyraźnie miejskiej strukturze centrum. O wyraźnie zdefiniowanych ulicach, które mogą stać się doskonałym miejscem do życia i mieszkania jeśli tylko nad tym popracować.
Nie wiem, którzy łódzcy urbaniści twierdzą że łódzkie środmieście należy wyburzyć. Zapewne ci sami, którzy podpowiadają że większość łódzkiej zabudowy jest secesyjna.

Łódź ma świetny las, największy spośród lasów miejskich w Europie. Łódź wciąż jeszcze posiada pierścień terenów otwartych zapewniający właściwe warunki przyrodnicze. Łódź jest zasobna w liczne puste tereny wewnątrz, które po uporządkowaniu stanu własności mogą stać się miejscem nowych inwestycji. Łódź jest miastem kilku wyższych uczelni o wysokim poziomie nauczania.

Jednocześnie też - kiedy się czyta o problemach społecznych jakie były obecne w śródmieściu Brukseli, Barcelony, Glasgow i wielu innych miast - przed podjęciem działań rewitalizacyjnych, problemy śródmieścia Łodzi przestają być tak wyjątkowe.

Lubiłam czytać Krytykę Polityczną - i tak żenującego poziomu jaki prezentuje ten artykuł dotychczas nie napotkałam. Nie wiem czemu autorowi nie podoba się pomysł przebudowy rejonu dworca. Czyżby podzielał poglądy rosyjskich carów którzy nie życzyli sobie tędy połączenia kolejowego Rosji z resztą świata? Mieszkam w śródmieściu, codziennie spotykam ludzi biednych, o których można mówić jako o wykluczonych - ale oni nie są agresywni. W Łodzi nie jest niebezpiecznie. Po prostu mieszkają tu tak samo jak ja. Moje dzieci i dzieci znajomych bezpiecznie chodzą ulicami, jeżdżą tramwajem czy rowerem. I nic się z nimi nie dzieje.

Jedynym sensownym pomysłem i propozycją, która pada w cytowanym artykule jest ta dotycząca otwarcia Łodzi dla squatów - co wcale nie musi oznaczać nielegalnego zamieszkiwania pustostanów. Raczej mam tu na myśli ludzi tworzących niezależną kulturę. To już w Łodzi było - ze świetnym efektem, mam tu na myśli działalność grupy Prokadencja i Forum Fabricum na Kopernika. I to się wciąż dzieje, w różnym wymiarze. Ta idea bardzo mi się podoba.

Dorzuciłabym do tego jeszcze redukcję ruchu samochodowego w całym obszarze centralnym, tak żeby można było bezpiecznie poruszać się po ulicach i się na nich spotykać. Tak żeby Łódź mogła stać się miastem dla ludzi - nie dla samochodów. To wszystko wymaga tylko i jedynie a może aż - zmiany myślenia.

I nie wiem po co Krytyka Polityczna w tej zmianie nie pomaga. 

Tagi: ekonomia, kultura, społeczeństwo, miasto, rewitalizacja, łódz


2010-09-16 08:43
 Oceń wpis
   

Czytanie o łódzkich perypetiach ze studium jest dla mnie źródłem nieustającej rozrywki. Jedynie od czasu do czasu nieco mnie to irytuje.

Dwie sprawy, które pojawiły się w dniu wczorajszym, kiedy to radni rozpoczęli rozpatrywanie 600 nieuwzględnionych uwag do studium.
Pierwsza dotyczy zapisu studium "nakazującego zalesienia". Domyślam się, że redaktor tekstu mylnie zinterpretował zapis. Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu (dla sprecyzowania - studium określa kierunki zmian, a plan ustala je w sposób szczegółowy i ostatecznie wiązący). Nie można nikomu nakazać sadzenia drzew. Zapis o tym, że jakiś teren ma być w przyszłości lasem oznacza tylko i jedynie albo aż że może tam być to co jest obecnie (chyba że dokument stanowiłby inaczej - tzn. ustalałby inne tymczasowe zagospodarowanie) albo las. Na ogół zapisy o przeznaczeniu na las dotyczą dotychczasowych terenów rolnych - które mogą w związku z tym być rolą lub lasem.

Druga historia (bo trudno to inaczej nazwać) to żądania mieszkańców rejonu ulicy Okólnej. Jest to typowy rozogniony i wieloletni konflikt wymagający podjęcia niezależnego od reszty zagadnień dialogu, w ramach którego bardzo pomocne byłyby symulacje wpływu żądanej przez tamtejszych właścicieli nieruchomości urbanizacji na środowisko, w tym przede wszystkim na Las Łagiewnicki. Las, który nie jest własnością mieszkańców rejonu Okólnej ale dobrem z którego korzystają wszyscy łodzianie. Przede wszystkim dostarczając zasobów tlenu. Ale również możliwości rekreacji. Strategia dla Łodzi swego czasu wskazywała Las Łagiewnicki jako jedną z bardzo mocnych stron miasta. Taka dyskusja powinna zgromadzić obie strony, które w oparciu o rzetelne informacje miałyby szanse wspólnie uzyskac jakieś rozwiązanie. Na pewno niezbędny to będzie mediator z odpowiednimi kwalifikacjami - to się w Polsce już dzieje, np. mediatora zatrudnia gdańskie Biuro Planowania. Bardzo ważne dla opinii publicznej jest rzetelne przeanalizowanie oddziaływania środowiskowego. Wymyślono w tym celu specjalne programy , np. CommunityViz - przykład takiej symulacji poniżej.


Dla obejrzenia prezentacji należy kliknąć na obrazek powyżej. Źródło:
http://placeways.com/communityviz/

Tylko proszę nie wypisywać, że twierdzę, ze program komputerowy coś rozwiąze - samo się nie rozwiąze nic. Tu jest potrzebnych kilka elementów, tak ad hoc: 1. wola dialogu, 2. edukacja i zaangażowanie łodzian, 3. wola zorganizowania mediacji i jej zorganizowanie. Symulacje i fajerwerki są rzeczą towarzyszącą, równie dobra jest uczciwa opinia przyrodnika (która nota bene powinna być zawarta w prognozie oddziaływania na środowisko - podejmując decyzje nalezałoby do niej zajrzeć). Obrazki mają jedynie tę przewagę, ze przez swoją spektakularność ułatwiają przekonanie publiczności. Polecam w tej materii szanownym czytelnikom doskonałą wypowiedź Davida McCandless'a na temat piękna wizualizacji.

Podejrzewam że ciąg dalszy nastąpi...

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium


2010-09-04 23:28
 Oceń wpis
   

 Pozytywna reklama na dobranoc i na dzień dobry.

Tagi: kultura, prawo, społeczeństwo, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, krajobraz


2010-08-31 21:06
 Oceń wpis
   

"W latach 60. Jacek Kuroń stał się znany jako współautor – wraz z Karolem Modzelewskim – „Listu otwartego”, który był marksistowską analizą systemu „realnego socjalizmu”. Jak pisali, jest to ustrój, w którym wszelką władzę i kontrolę nad obywatelami sprawuje partyjna biurokracja. Po przeciwnej stronie znajduje się wyzyskiwana klasa robotnicza i inne warstwy społeczne. Ten obiektywny konflikt musi doprowadzić do tego, że robotnicy obalą rządy biurokracji i stworzą nowy system – wielopartyjnej, samorządowej demokracji robotniczej. Były to konstrukcje teoretyczne zakorzenione w marksizmie, ale praktyczny opis istniejącego w systemie komunistycznym konfliktu okazał się prawidłowy."

"Trzeba się porozumiewać i wysuwać żądania, ale ważniejsza od żądań jest solidarność – pisał Jacek Kuroń w 1976 r. "

Dwa cytaty z artykułu Andrzeja Friszke Gwiezdny czas z 24.08.2010. Obecny bałagan wskazuje, że ówczesne hasła niewiele straciły na aktualności. Nadal mamy biurokrację - tyle tylko że nie partyjną (?...). Nadal z budów wynosi się po fajrancie co cenniejsze i co się da wynieść - tylko że teraz to się wydarza bardziej spektakularnie.

Kwitnie prywata - całkowicie samorządna. Taka nad którą nikt nie panuje i mało kto ją ogarnia.  Powyzszy cytat to oczywiście skrót myślowy. Ale nie przypadkiem w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. organizacje zajmujące się wspieraniem inicjatyw lokalnych finansowane są z funduszy federalnych nie lokalnych - dokładnie z tego samego powodu. Bo żeby wymienianą w cytowanym stanowisku zgodę uzyskać trzeba nad tym popracować - samo się nie zrobi. 

Pamiętam opis z artykułu Profesor Krystyny Pawłowskiej, który cytowałam w mojej pracy doktorskiej dotyczący sposobu tworzenia stref chronionego krajobrazu we Francji (jest to tam regulowane przepisami prawa). Otóż najpierw aby taki obszar utworzyć przez pewien okres czasu gromadzi się wiedzę o miejscu. Robić to należy wspólnie, angażując w to lokalną społeczność (młodzież szkolną, istniejące organizacje społeczne, etc). W efekcie powstaje księga wiedzy o miejscu, która zawiera zbiór materiałów na jego temat. Równolegle organizowane są rozmaitego kalibru imprezy (festyny, pogadanki, wystawy), których celem jest propagowanie wartości miejsca. A także szkolenia pokazujące miejscowej ludności jak jego walory mogą stać się towarem, który można sprzedać. To są działania o charakterze partycypacyjnym - pod warunkiem że partycypację społeczną rozumiemy jako zbiór metod służących zapobieganiu konfliktom.

Gdzie w tym wszystkim tkwi błąd, co jest inne, nie takie samo? Bo kiedy się temu przyglądać to u nas działania "partycypacyjne" na szeroką skalę inicjują pojedyńczy obywatele - nie samorządy ani organy władzy różnego szczebla. Inaczej niż wszędzie indziej. W innym rozumieniu słowa "partycypacyjne" - obywatele po prostu chcą uczestniczyć w zyciu publicznym, nie chcą być pomijani, interesuje ich to co wspólne. Coraz jest więcej takich działań, z aktualnych:
W sprawie zmiany prawa dla umożliwienia ochrony Puszczy Białowieskiej należy podpisać się tu.
Aby chronić Park na Powiślu przed zabudową - przyłączyć się należy tu.
Mogę tak wymieniać w nieskończoność. O czymś to świadczy nieprawdaż. Tylko ja właśnie nie wiem, na ile to coś jest optymistyczne, a na ile niekoniecznie. Ciągle mi się gdzieś w głowie kołacze wyświechtane powiedzenie, które wielokrotnie słyszałam jako argument przeciwko partycypacji społecznej, a mianowicie "społeczeństwo musi dojrzeć". Jak tak na to spojrzeć to ten moment już chyba nastąpił. Pytanie kto jeszcze musi teraz dojrzeć.

Tagi: demokracja, społeczeństwo, działania, partycypacja, społeczna, oddolne, mieszkańcy


2010-08-17 09:32
 Oceń wpis
   

Demokracja zaczyna się od wolności słowa (trochę oczywistości, o których jakoś tak niektórzy zapomnieli a inni przypominają). Wolności, która ma prawo realizować się tam, gdzie jest najskuteczniejsza. Demokracja pośrednia jest obecnością dyskusji w parlamencie, radach gmin i w innych miejscach, gdzie rozmawiają reprezentanci. Ale również - dla możliwości wyboru kolejnych polityków, którzy będą najlepiej reprezentować nasze interesy - obecnością dyskusji w życiu publicznym.

Skoro mówimy o demokracji to nie wolno i nie ma potrzeby zabierać prawa wolności wypowiedzi żadnej z grup. Bo społeczeństwo to nie grupa reprezentująca młodych i sprawnych oraz aktywnych w internecie, ale również wszyscy inni, w tym: rodzice, dziadkowie, dzieci, kobiety, osoby wyznania mojżeszowego, afroamerykanie, cykliści, katolicy, do wyboru i koloru (jak powiedziała jedna ze znajomych w ulubionym serwisie - to się nazywa w US "social equity").

Czegoś (wobec powyższego) w tej obecnej dyskusji o Krzyżu, który stał się symbolem nie rozumiem. Przykładowo nie rozumiem dlaczego miasto, miejska przestrzeń publiczna nie miałaby być miejscem dyskusji. Co jest przecież kwestionowane. Pomimo że nawet jak się okazuje przynosi dochody! Tymczasem przestrzeń fizyczna jest i staje się miejscem dyskusji w coraz większym stopniu. I bardzo mi się to podoba bo w tym rzecz!

Gadanie w sieci nie jest wystarczająco spektakularne aby przyciągnąć uwagę i zdobyć właściwą dla rozpropagowania głoszonych poglądów rzeszę zwolenników. Chyba wszyscy już to rozumieją, niezależnie od głoszonych poglądów. Poczynając od pielęgniarek, górników i innych grup zawodowych, po ekologów i cyklistów, aż po "obrońców Krzyża" - jakąkolwiek grupę miałoby to ostatnie określenie oznaczać.

I to dobrze. Bo to podnosi rangę przestrzeni publicznych. Dialog wraca do miasta (liczę na dialog i tolerancję, choć trudno ukryć, że skrajności i fanatyzmy potrafią przerazić). Jak na greckiej agorze (wiem, że tam tylko wybrani mieli prawo głosu..). Jak to swego czasu napisał Jose Ortega y Gasset: (…) prawdę mówiąc, najlepsza definicja miasta, polis, jest bardzo podobna do żartobliwej definicji armaty: należy wziąć dziurę, owinąć ją szczelnie drutem i już mamy armatę. Na tej samej zasadzie miasto czy polis zaczyna się od dziury: forum czy agory; a cała reszta jest jedynie sposobem zabezpieczenia tej dziury i zakreślenia jej konturów. Pierwotnie polis nie oznaczała zespołu domów mieszkalnych, lecz miejsce obywatelskich zgromadzeń, przestrzeń przeznaczoną do spełniania funkcji publicznych. Miasto nie zostało stworzone tak jak chata czy domus po to, by udzielać schronienia przed żywiołami i umożliwić prokreację - są to potrzeby codzienne i prywatne - lecz po to, by dyskutować nad sprawami publicznymi. Proszę zauważyć, że oznaczało to ni mniej ni więcej, tylko wynalezienie nowego typu przestrzeni, znacznie bardziej nowego niż przestrzeń Einsteina. (...) To bardzo łatwe: trzeba po prostu wyznaczyć kawałek ziemi, otoczyć go murami i w ten sposób z całości nieskończonej i amorficznej przestrzeni wydzielić część zamkniętą i skończoną. Oto i plac. Nie jest zamkniętym od góry "wnętrzem" jak dom czy istniejące w przyrodzie jaskinie, jest po prostu czystym zaprzeczeniem przyrody. Plac dzięki otaczającym go murom jest kawałkiem ziemi, który odwrócił się plecami od całej reszty, obywając się bez niej i przeciwstawiając się jej. Ten mały i zbuntowany kawałek ziemi, który oderwał się od nieskończonej przyrody i od niej się uniezależnił, jest zupełnie nowym typem przestrzeni sui generis, w której człowiek zrywa więzy łączące go z roślinami i zwierzętami tworząc odrębny, czysto ludzki świat. Jest to przestrzeń miejska. (...)

I jak we współczesnych poglądach na miasto jako miejsce generowania kreatywności. Aby kreatywność zaistniała konieczna jest bliskość rozmaitości. Rozmaitości osób, poglądów, przekonań, wyznań. Różnorodności ludzi. Ta bliskość dokonuje się ostatnio w sieci ale również w fizyczności miasta. Takie miasta są nie tylko kreatywne ale też ...romantyczne. I unikalne. Jedyne w swoim rodzaju. Mają swój klimat, swoje światło ( o czym dużo w jednej z moich ulubionych książek), swoje tworzywo, które można tak a nie inaczej dotknąć i namacać (jak u Rasmussena), swoje miejsca które znaczą (jak u Schultza) .

Innymi słowy i z innej trochę beczki - każdy człowiek to podmiot rewitalizacji (bo na ogół już teraz mówiąc o mieście w Europie mówimy o rewitalizacji). Każda jednostka jest ważna i coś sobą wnosi albo wnieść gotowa. Jednocześnie fizyczna obecność staje się na powrót ważna. I to jest to co mi się podoba.

Podobnie jak podoba mi się, że już nikt nie boi się mówić otwarcie co myśli. Nawet (używając kolokwializmu i rzecz upraszczając do granic możliwości) Starsze Panie spod Krzyża. Żebyśmy jeszcze tylko chcieli przy tym wszystkim nie zapominać, że "kultura rodzi się w procesie komunikacji.."

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-15 00:05
 Oceń wpis
   

Zastanawiające, czy ktokolwiek jeszcze wierzy w funkcjonowanie instytucji, które same z siebie zadbają o potrzeby ogółu, czy też o potrzeby grup lub jednostek. (Oczywiście jak zazwyczaj myśląc o wspólnym dobru mam na myśli porządek w przestrzeni, zadbane i przyjazne miasta, etc, etc. I celowo nie używam tu sformułowania "ład przestrzenny" - bo to typowo polskie określenie wydaje mi się cokolwiek wyświechtane i pozbawione znaczenia. Koniec dygresji.) Skoro awantura pod Pałacem Prezydenckim była w stanie poruszyć nieobecne dotąd w życiu publicznym grupy osób. Skoro po to aby bronić najstarszego zachowanego lasu w Europie trzeba wspinać się po piorunochronie. Skoro tereny zalewowe przestały być atrakcyjnym miejscem zamieszkania (o dziwo i na całe szczęście!) bo w odszkodowania nikt "rozsądny" już przecież nie wierzy (inne argumenty nie chciały trafić..). I skoro z Berlina do Warszawy wciąż jeździ się przez Głowno i Sochaczew.. Co ciekawe niemal każda lektura wiadomości dostarcza kolejnych argumentów..

Skąd wobec tego bierze się naiwna wiara, że o sprawne funkcjonowanie osiedli ludzkich zadba ktoś inny niż my sami. Oczywiście teoretycznie można "wziąć sprawę w swoje ręce" i się z osiedla wynieść. Ale to jest tylko połowiczne rozwiązanie problemu bo zawsze będzie to jakieś osiedle. Przestrzeń jest ograniczona, a ludzi wielu.
Ten problem nie jest typowo polski. Lefebvre (1970) przykładowo podaje jako przyczynę "technicyzację" projektowania przestrzeni oraz przesadne rozdrobnienie profesji, które się miastem zajmują. Oraz dominację jednych dziedzin (na ogół tych łatwiejszych do zdefiniowania i narysowania na planie) nad innymi. Coś w tym jest. Jako rozwiązanie podaje potrzebę dyskursu publicznego na tematy urbanistyczne. Inicjowanego przez światłych fachowców... Ostatnio stało się to dzięki obecności internetowej platformy znacznie łatwiejsze. I wbrew obawom niektórych miasto zaczyna na powrót przejmować rolę miejsca spotkań. Czy ktoś w to jeszcze wątpi?

W sumie cieszę się z tej całej awantury. Bo pokazała że już nie ma w nas najmniejszych nawet śladów"pokolenia królików".


Zdjęcie z katowickiego wydania GW

A że przy okazji objawił się typowo polski i wybitnie unikalny sposób bronienia swoich racji , a mianowicie wznoszenie krzyży? (Objawił się o dziwo również w sporze o przestrzeń i to nie pierwszy raz...) No to co, wszak Polacy tak już mają że w sytuacji ostatecznej zwracają się o pomoc ostateczną. Zgodnie z rodzimym porzekadłem "jak trwoga to do Boga". Tak całkiem na marginesie urzekł mnie jeden z komentarzy pod cytatem z powyższego artykułu, który zamieściłam w moim ulubionym serwisie. A mianowicie aby postawić "krzyż przed właściwym ministerstwem odpowiedzialnym za planowanie przestrzenne, a właściwie całą drogę krzyżową.Dla urzędników."..

Ciekawi też, kiedy nareszcie zaczniemy rozmawiać o poszczególnych problemach, których niemało przecież się namnożyło do rozwiązania. Zamiast tkwić z uporem maniaka w coraz lepiej umocnionych okopach. Niczym w okopach Świętej Trójcy. Ponoć partycypacja społeczna to "metoda zapobiegania konfliktom"..

Tagi: demokracja, społeczeństwo, miasto, urbanistyka, przestrzeń


2010-08-03 09:37
 Oceń wpis
   

Krajobraz sportu. W tej dziedzinie niewiele się zmienia - igrzyska były, są i będą igrzyskami. Zachwyca zmiana technologii. Dla zbudowania całości infrastruktury wystarczy kilka dni. Troszkę odstręcza natężenie komercji i hałaśliwa muzyka ale w ogólnym bilansie zawodów sportowych przestaje się liczyć. Napięcie, wielonarodowy tłum młodych ludzi i wielkie pieniądze w tle. To można dostrzec nawet obserwując rzecz z zewnątrz.
Właśnie mam okazję uczestniczyć jako obserwator w wielkim sportowym wydarzeniu. Specjalnie dla Was bawiłam się w paparazziego i obserwowałam przygotowania do Mistrzostw świata w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach. Skądinąd doskonała organizacja, tymczasowość zagospodarowania i powrót do pierwotnego  charakteru po imprezie. Jednocześnie skala imprezy oraz długotrwałe efekty dla tego miejsca.


Stadion gdzie będą rozgrywane  mecze mistrzostw


Konstrukcja trybun


Trybuny z bliska


Przy brzegu zmaterializowała się wielka puszka piwa Żywiec


Na mazurskiej plaży wyrosły nagle palmy


Tak teraz wygląda kąpielisko. Wszechobecne reklamy i głośna, rytmiczna muzyka która niesie się het po krańce jeziora Szeląg Mały


Niezliczone budki i punkty gastronomiczne


To samo w innym ujęciu


A także "Red Bull doda Ci skrzydeł!"


Restauracja Mistrzów - organizuje też wieczory kuchni różnych narodów, tu pewnie będziemy świętować zwycięstwo!

Oraz istota sprawy:

 
Jedna z reprezentacji


Trenujcie, trzymamy kciuki.

Co bardzo mi się podoba: okoliczne dzieciaki też grają w siatkówkę!

Więcej informacji o jeszcze nie mistrzostwach świata (za co też trzymam kciuki, bo to naprawdę świetna impreza) w olsztyńskiej Gazecie Wyborczej.

 

 

Tagi: społeczeństwo, sport, krajobraz


2010-07-28 06:55
 Oceń wpis
   

Zakres przyczyn, dla których wyjeżdżamy na wakacje jest równie szeroki jak to, jak bardzo się od siebie nawzajem różnimy. Niektórzy wyjeżdżają z ciekawości, po to aby poznać nowe miejsca i dlatego aby moć zobaczyć coś co piękne. Dla innych wyjazdy to okazja, żeby odpocząć od nadmiaru bodzców, zaszyć się gdzieś i wreszcie wyspać czy poczytać albo w spokoju pobyć z rodziną. Jeszcze inni wyjeżdżają, żeby pooddychać świeżym powietrzem, żeby dzieci mniej chorowały, żeby miały się z kim bawić w bezpiecznym miejscu, czy żeby poprzyglądać się z bliska jak wygląda przyroda. Niektórzy chcą mieć okazję do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego albo do przeżycia przygody życia. Są też tacy, dla których powodem wyjazdów jest chęć poznania nowych ludzi, wycieczki kulinarne albo nie kulinarne, wreszcie chęć pobycia ze znajomymi, nie sposób wyczerpać katalogu przypadków i powodów, dla których chce się nam pakować i ruszać gdzieś, gdzie z założenia będzie fajniej i milej.
Kiedy się tak przyglądać tym przyczynom część z nich wskazuje wprost czego nam brakuje w codziennej egzystencji i czego szukamy aby poprawić warunki życia, w których przyszło nam na co dzień funkcjonować.

Z niektórych można wnioskować, jakich zmian należałoby szukać w miejskim środowisku życia dla podniesienia jego jakości. Niektórzy z nas, zakosztowawszy wakacyjnego trybu życia próbują tak funkcjonować na stałe - jeśli tylko środki finansowe pozwalają. Narażając się tym samym na problemy z dojazdami, a miasta na niepotrzebny rozrost z którym same przecież problemy. Inni szukają własnej letniej siedziby - nie tylko w Rosji letnie domy to dość popularne zjawisko.

Spróbujmy wymienić, najlepiej od razu z remedium na poprawę, choć może wymyślanie remediów pozostawię Wam szanowni czytelnicy - podam tylko przykładowe rozwiązania (wszak to blog o partycypacji społecznej w planowaniu):
- zanieczyszczone powietrze - np. zwiększenie ilości zieleni w mieście, redukcja transportu indywidualnego,

- brak możliwości ruchu, miejsca do uprawiania sportu - ścieżki rowerowe, boiska, tereny zieleni i rekreacji,

- brak kontaktu z przyrodą - tereny zieleni: skwery, parki i zieleńce oraz zieleń przyuliczna, własne "uprawy" różnej skali i maści od wspólnie sadzonych kwiatów poczynając,

- brak kontaktów społecznych - zmiana sposobu funkcjonowania miejskich przestrzeni, zmniejszenie intensywności ruchu kołowego (i parkowania) na rzecz podkreślania społecznej fukcji ulic i placów (co można osiągnąć przez ich urządzenie),

- zaspokojenie potrzeby wyjazdów w poszukiwaniu pieknych miejsc - sami sobie dopowiedzcie, wiem że tej potrzeby nie da się zaspokoić albo można ale tylko w ograniczonym zakresie, tak aby chciało się wracać.

Można by tak sobie wymieniać w nieskończoność. Niby wiemy, takie to wszystko oczywiste. Tyle że już nie ma normatywów które za nas wymuszą zaspokojenie tych wszystkich potrzeb. Zresztą w czasach normatywów też potrzeby bywały zaspokajane wyłącznie na papierze. A tymczasem: pozdrowienia z wakacji w lesie nad jeziorem.

Tagi: kultura, społeczeństwo, nieruchomości, miasto


2010-07-26 23:07
 Oceń wpis
   

Przestrzeń komunikacji (albo jeśli chcieć być precyzyjnym - transportu). Źródło frustracji i powód zaniku kontaktów międzyludzkich. Jak to kiedyś trafnie powiedział Henry Lefebvre:  ‎"Automobile c’est une instrument de deculturation." Skąd on to wtedy już wiedział?


Obrazek szalenie nie optymistyczny, szczególnie że cokolwiek mało mobilny..

Żebyż tak zaistniała alternatywa. Dbałość o koleje i transport zbiorowy powinna być naczelnym celem dla włodarzy rodzimej przestrzeni. No i co? Ano nic. Popatrzmy sobie jakie głupoty robimy i dokąd to prowadzi:

Odsłona I (wypatrzone przez Hubara):

Odsłona II (cytat za Adamem Wajrakiem):

Wracając do tytułowej mobilności - poniższą książkę już polecałam - Jacek Wesołowski: Miasto w ruchu. Polecam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział.

Tagi: polityka, finanse, rozwój, społeczeństwo, miasto, zarządzanie, transport


2010-07-20 09:56
 Oceń wpis
   

Z przyjemnością informuję, że w najnowszym numerze Kwartalnika Społeczno-Politycznego Obywatel NR 3/2010 (50) obok wielu ciekawych artykułów i wywiadów można również przeczytać mój tekst na temat: Przestrzeń w rękach obywateli.

Z notatki redakcji na temat tego artykułu: "Udane inicjatywy mogą stać się szkołą demokracji, skłaniając obywateli do aktywnego udziału w życiu lokalnej społeczności. Podstawowym celem partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym, obok utożsamiania się ludzi z projektem oraz polepszenia jego jakości, jest budowanie więzi międzyludzkich i kształtowanie społeczeństwa miejskiego – civitas.".

Zapraszam serdecznie do lektury.

Tagi: społeczeństwo, partycypacja, MojeMiasto


2010-07-18 12:58
 Oceń wpis
   

Scenka rodzajowa na ulicy: Pijana w sztok młoda kobieta, właściwie dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Młoda, jeszcze z gumką z froty na włosach. Towarzyszący jej najwidoczniej rodzice też pijani, chyba bardziej. Malujące się na twarzach zacięcie. Mężczyzna - przyszły dziadek zapewne - do partnerki (żony?): Słuchaj chyba Ci przyp...
Scenka miała miejsce pod sklepem Żabka. Ciekawa jestem czy sprzedawczyni sprzedała im alkohol. Bałam się zareagować - wszak to moi zapewne sąsiedzi. Co można i należy robić w sytuacji tego rodzaju patologii?

Tytułem uzupełnienia - rysunek zawarty w materiałach planistycznych obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi (główny projektant studium - dr Mirosław Wiśniewski), przygotowany, (o ile pamiętam datę) w roku 1998, w pracowni Gorgul Wiśniewski Urbanistyka Architektura Sp. z o.o. w oparciu o opracowanie opisujące problem ludności biednej w mieście (Warzywoda-Kruszyńska Wielisława, Grotowska-Leder Jolanta Fenomen łódzkiej biedy - bieda skoncentrowana tom II, s.57-92).

Innymi słowy - diagnoza problemu znana jest od dawna. Sam problem od dawna pozostaje nierozwiązany. Więcej - staje się coraz bardziej drastyczny.

Tagi: ludzie, społeczeństwo, patologia


2010-07-13 10:53
 Oceń wpis
   

Można chyba śmiało postawić tezę, że jeśli jakiś wynalazek szczególnie przyczynia się do renesansu miast to jest to cyfrowy aparat fotograficzny oraz telefon (z cyfrowym aparatem fotograficznym). Dzięki pasji fotografowania związanej z powszechną dostępnością tej przyjemności bez myślenia o kosztach i trudzie wywoływania filmów zaczęliśmy zwracać uwagę na to co dookoła (o samym wychodzeniu z domu nie wspominając).
To jest szalenie fajne obserwować jak zdjęcie zmienia świat. Fragment świata w pewnym momencie staje się czyjś i takim już pozostaje. Bardzo to pięknie pokazał Ka Fai Choi (tu strona artysty). Skądinąd technika tej prezentacji jest szalenie ciekawa - nałożenie obrazu na rzeczywistość dzięki technice Augmented Reality.

CROSSING BORDERS from KA5@RCA on Vimeo.

Zdjęcia.. Z przyjemnością obserwuję rozwój tego wynalazku i jego konsekwencje. W tym rozwój jako metody, sposobu działania.

Pozostaje tylko przekazać zaproszenia:
1. Miejsca Poboczne: http://www.mpoboczne.blogspot.com/
2. LOMO - zdjęcia: http://www.lomo.art.pl/
3. Budujemy portret Łodzi z prywatnych zdjęć jej mieszkańców - inicjatywa GW Łódź: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8129885,Budujemy_portret_Lodzi_z_prywatnych_zdjec_lodzian.html
...

Tagi: kultura, społeczeństwo, design, miasto, ulica, krajobraz


2010-07-10 12:14
 Oceń wpis
   

Nie tak dawno prowadziłam taką oto rozmowę w moim ulubionym (i nie tylko moim ulubionym) serwisie. Rzecz dotyczyła zagadnienia baraków i wyprowadzania do nich osób niepłacących za czynsz, a mieszkających w starych kamienicach w śródmieściu (w tym wypadku Łodzi, gdzie jak wiemy mieszkań komunalnych w starych kamienicach w śródmieściu jest szczególnie wiele). Zainspirował nas taki oto artykuł, dotyczący Poznania i tamtejszej polityki mieszkaniowej dotyczącej najuboższych. Drugą inspiracją była głośna sprawa rodziny, która nie dawała się eksmitować do tego stopnia, że dopiero interwencja służb antyterorystycznych pozwoliła na wyprowadzenie długoletnich dłużników z zajmowanego przez nich lokalu. Film na ten temat w Ekspresie Ilustrowanym dostarcza poglądu na temat sprawy. Choć jednocześnie inne informacje zdają się ten pogląd cokolwiek weryfikować.

Wracając do rozmowy - chciałam zacytować obszerne fragmenty bo wydaje mi się że doszliśmy (doszłyśmy, wspólnie z cytowaną już tutaj Ulą Niziołek Janiak - wielbicielką i obrończynią łódzkich zabytków) do ciekawych rozwiązań.

Prezydent chce wychowywać społeczny margines (poznan.gazeta.pl): Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić 'najtrudniejszych' lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka.

Urszula Niziołek-Janiak: A ja uważam, że w przypadku alkoholików przesiedlenie wiążące się z wyrwaniem z dotychczasowego środowiska może pomóc (zaznajomieni kumple i meta daleko).
Natomiast bardzo ważne jest, by przesiedlenie dawało szanse na nowe życie np. poprzez aktywizację zawodową np. wcześniejsze przeszkolenie tych ludzi w zawodach budowlanych i postawienie sobie przez nich własnymi siłami mieszkań lub szkolenia z zakresu pielęgnacji zieleni, brukarstwa i umożliwienie im zagospodarowania terenu takiego osiedla co związałoby ich z nowym miejscem.

Małgorzata Hanzl: (...) cały czas nasuwa mi się pytanie - co z dziećmi. Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami? Bo to powinien być priorytet. I niewielkie koszty. Już nastolatki są nie do zmiany, dorośli też są trudno reformowalni. Ale dzieci jeszcze tak. Tylko że one sobie same nie pomogą. Córka chodziła kiedyś do sióstr Urszulanek przy Obywatelskiej - które prowadzą obok przedszkola świetlicę dla dzieci z biednych rodzin, obserwuję też działanie Oratorium Jana Bosko przy Kościele Św. Teresy. Te miejsca bardzo istotnie zmieniają dzieciaki i młodzież która tam uczęszcza. Dają im punkt odniesienia - uczciwy punkt odniesienia. Dzieciaki z takich rodzin są bardzo często odrzucane przez grupę bo są nauczone żerowania na innych - od najmłodszych lat. (...) Nie są nauczone podstawowych zasad higieny. Potrafią być agresywne. Działanie takich miejsc jest nie do przecenienia. (...) Ale jest ich tak mało, a co jakiś czas pojawia się informacja, że coraz mniej. Bo nie ma na to pieniędzy. Jakiś czas temu np. zlikwidowano świetlicę przy Placu Barlickiego.

Rewitalizacja polega wszak na tym że się z przechodnia czyni podmiot nie przedmiot działania (cytuję Krzysztofa Herbsta z ostatniego szkolenia w Fundacji Stocznia). Łódź jest, może być silna mieszkańcami - więc trzeba nad tym pomyśleć. I zwłaszcza nie traktować wszystkich tą samą miarą.

Urszula Niziołek-Janiak: Myślę, że takie kontenery to nie jest rozwiązanie dla rodzin z dziećmi, bo dlaczego karać dzieci za błędy rodziców?
W przypadku rodzin stawiałabym na pierwsze rozwiązanie - praca ze wszystkimi i stawianie przez rodziców mieszkań dla swojej rodziny, bo wiązałoby się to z poprawą statusu społecznego. Wielkie pole do popisu dla ngo... z tymi rodzinami pracować trzebaby również po przeniesieniu, by nie stworzyć gett.

Małgorzata Hanzl: W Poznaniu rodzin z dziećmi nie planują przenosić. Mam nadzieję że skoro się powołujemy na Poznań to w Łodzi też. Zastanawiam się tylko czy nie należy przenosić wyłącznie dorosłych z problemem alkoholowym, nie nazwać tego ośrodkiem odwykowym i nie traktować tak jak to traktuje się ośrodki odwykowe. Pytanie o świadczenia dla dzieci to jest pytanie o to czy miasto chce jedynie relokować problemy czy też może w końcu zacząć je rozwiązywać.
Jakoś tak afera przy Więckowskiego dziwnie zbiegła się w czasie z tymi dywagacjami. A ludzie których rzecz dotyczyła wcale nie wyglądali na biednych.

Urszula Niziołek-Janiak: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8109015,Pomysl_na_dluznikow___baraki__Wcale_nie_takie_straszne.html

Małgorzata Hanzl: Ula - ale to jest małe miasto. Małe miasta - to jest inna skala, praca bezpośrednia z ludźmi, łatwość ogarnięcia problemów. Ja to znam z perspektywy opracowań planistycznych. W małych miastach wszyscy wszystkich znają - to jest coś innego. Również architektura tych obiektów jest inna. I jej wpływ na mieszkańców też. To nie są baraki. Tylko pojedyncze budynki socjalne wśród innych domów.

Urszula Niziołek-Janiak: Podałam ten link jako przykład lokalizacji dla własnoręcznie zbudowanych mieszkań dla rodzin z dziećmi :)

Małgorzata Hanzl: Co masz na myśli mówiąc własnoręcznie zbudowanych?

Urszula Niziołek-Janiak: Niedawno czytałam, że w jednym z miasteczek przeszkolono długotrwale bezrobotnych w zawodach okołobudowlanych i budowlanych i w ramach szkolenia zbudowali oni dla swoich rodzin blok na miejskim gruncie - 900 zł/m2 powierzchni! W GB od dawna z powodzeniem działają takie programy aktywizacji,. czemu nie w Łodzi?

Małgorzata Hanzl: I to jest świetny pomysł. Tylko byleby to był blok wśród innych, zamieszkiwanych przez nie długotrwale bezrobotnych.
A nie baraki o skali osiedla na Janowie.

Urszula Niziołek-Janiak: Niewielkie osiedla kontenerów powinny być natomiast dla uzależnionych samotnych i traktowane jako swoisty ośrodek odwykowo-aktywizacyjny.

Małgorzata Hanzl: Jeszcze jedno - w komentarzach do artykułu o kontenerach pojawił się głos o dwóch drogach: amerykańskiej - zdegradowane społecznie śródmieścia i europejskiej - zdegradowane społecznie obrzeża. Obie metody są złe. I o tym świadczą obecne starania władz lokalnych. Między innymi partycypacja społeczna rozumiana jako aktywizacja mieszkańców pojawiła się dla radzenia sobie z rozruchami (krwawymi też) jakie miały miejsce w americańskich downtown. I dlatego zaczęto takie programy finansować - bo ludność tam zamieszkująca była agresywna. Podobnie rewitalizuje się kosztem olbrzymich środków i z marnymi rezultatami obrzeża wielkich miast europejskich. Sama byłam świadkiem jak to wygląda w Lyonie oraz jak trudno te patologie potem wykorzenić. Mnie się bardzo podoba to co zrobiono w Bilbao, zresztą jest cała masa materiałów na temat prowadzenia rewitalizacji społecznej, np. w serwisie urbact.eu
Ula - miałabyś coś naprzeciw gdybym tę rozmowę prawie żywcem skopiowała na bloga? Bo mi się podoba i jest ciekawa.

Urszula Niziołek-Janiak: Oczywiście, nie ma problemu. Co do obrzeży miast - własnie dlatego z przesiedleńcami trzeba pracować i przed i w trakcie i po - by dać im szanse w nowym miejscu i nie przesuwać problemu z dala od Centrum, tylko zapobiec jego powtórce.

I tu włączył się do naszego dialogu Pan vice-Prezydent Łodzi Marcin Bugajski (ach te techniki wirtualnej komunikacji !)
Marcin Bugajski:
Pani Małgorzato, kontenery nie są panaceum na wszystkie problemy z osobami, które nie płaczą czynszów w tak dużym mieście jak Łódź. Ponadto stanowią one rozwiązanie dotyczące pewnych grup takich mieszkańców i na pewno nie powinno się przenosić do nich rodzin z dziećmi. A jeśli idzie o negatywy takiego pomysłu to odniosłem się do nich w komentarzach na swoim profilu.

Małgorzata Hanzl: Dziękuję Panu za odpowiedź. Cieszy mnie takie postawienie sprawy. Boję się zbyt dużej skali takich rozwiązań - bo to może stać się dodatkowym źródłem patologii. Podobnie jak stosowanie w tym przypadku zasady egalitaryzmu.

(Pojawiły się też inne głosy)
Łódzkie Centrum Społeczne:
Kolejne getto biedy w Łodzi to potęgowanie problemów społecznych, a nie ich rozwiązywanie.
Nigdy więcej segregacji!

Łódzkie Centrum Społeczne: http://www.centrumspoleczne.pl/oswiadczenie-kontenery.pdf

Jakub Polewski: Wiecie, z drugiej strony zauważcie, że jedną z form SKUTECZNEJ psychoterapii jest odrzucenie, jak w przypadku niereformowalnych alkoholików. Nie da się nikogo wyleczyć z pewnych problemów "na siłę". Ludzie muszą mieć poczucie, że odpowiadają za siebie i ponoszą tego skutku. Inaczej przyzwyczajają się do nic nie robienie i czekania, aż wszyscy będą wyrozumiale dawać więcej i więcej na cudzy koszt. Jakby tak każdy uznał, że chce brać na cudzy koszt i przestał cokolwiek ze sobą robić no to sorry...

Jakub Polewski: Pani Małgorzato: "Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami?"

Właśnie próbuję z jednym stowarzyszeniem przykościelnym, którego celem jest wsparcie społeczne dla dzieci i młodzieży utworzyć pierwszy taki duży hostel w jednej z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Ma on być na terenie programu Prorevita. Wiceprezydent M. Bugajski deklaruje cały czas pomoc i poparcie, więc jeżeli to wypadli, to będzie w Łodzi precedens i być może więcej kamienic popadających w ruinę znajdzie tego typu zastosowanie. W tym przypadku budynek będzie modernizowany ze względu na zły stan techniczny. Wartości kulturowe zostaną zachowane w zakresie: elewacja frontowa, prześwit bramowy, klatki schodowe i niska oficyna.

Małgorzata Hanzl: Gratuluję pomysłu - oby się udało! Trzymam kciuki.

(dalsza część rozmowy dotyczyła już innych tematów).

Tak sobie myślę, że wszyscy mamy trochę racji. Gdyby jeszcze teraz udało się te różne mysli nieuczesane przekształcić w rzeczywistość.

PS. Tak swoją drogą to już kiedyś o tym pisałam. Nie raz.

Tagi: społeczeństwo, miasto, socjologia, ubóstwo, bieda, rewitalizacja, czynsz


2010-07-09 14:29
 Oceń wpis
   

Łódzka Rada Miejska przyjęła regulamin w sprawie konsultacji społecznych. W związku z powyższym Wydziały urzędu oraz inne jednostki administracji lokalnej organizują konsultacje społeczne w różnych sprawach. Przykładowo w dniu dzisiejszym mają odbyć się konsultacje społeczne w sprawie transportu (szeroko rozumianego) w Łodzi. Wybrałabym się na rzeczone konsultacje, nawet tak dla rozrywki. Jest gdzie zaparkować rower pod Urzędem Miasta. (Bo dzięki pomocy sympatycznego serwisu i sklepu Łódź Cycle Chic mam znów sprawny rower - po dłuższej przerwie).

Ale - trapią mnie następujące wątpliwości. Tak się zastanawiam, czy w ogóle jest sens ruszać się z domu bo mam masę pracy, w kwestiach transportu się nie specjalizuję, nie rzucam w tej materii przykładami z rękawa ani nie umiem głośno krzyczeć ani przepychać się pięściami. I nie wyglądam jak starszy Pan, któremu z założenia przypisuje się autorytet.

Zastanawia mnie forma tych konsultacji bo o ile pamiętam to w łódzkim regulaminie konsultacji społecznych jest punkt o tym, że ma zaistnieć rezultat. Jeślibym tam miała pójść to głównie po to, aby zadać na początku pytanie na temat formuły organizacji konsultacji (tylko kto mi pozwoli zadać to pytanie). Tzn. innymi słowy: o co organizatorom chodzi. Czy o odbębnienie formalnego obowiązku, żeby się nazywało że są konsultacje. Czy o wspólne zastanowienie się nad najlepszym sposobem działania. Bo w tym drugim wariancie najlepsza byłaby forma warsztatowa, a nie tylko i wyłącznie dyskusja ogólna. A jeśli już dyskuja plenarna (bez wcześniejszej części warsztatowej w podgrupach, tak aby każdy zajął się tym na czym się zna najbardziej i aby potem wymienic poglądy, kiedy już wszyscy będą rozgrzani myśleniem) - to gdyby tak ta dyskusja przypominała chociaż dyskusje Rady Miasta, czy sejmowe - gdzie wszyscy mogą się na równych prawach wypowiedzieć, a na koniec dochodzi się do rezultatów. Bo na tym polega uczciwa partycypacja społeczna, a nie jej pseudo-namiastki.

No i jeszcze pozostaje kwestia przekąsek. Albo co najmniej czegoś do picia. (Bo powinny być - konsultant o "suchym pysku" robi się negatywnie nastawiony do konsultacji). We wszystkich podręcznikach konsultacji jest co najmniej o napojach (zwłaszcza w taki upał). ;) To z pozoru jedynie jest nieistotne - ale świadczy o sposobie podejścia organizatorów do samej idei konsultacji oraz do osób, które w konsultacjach miałyby chcieć wziąć udział.

Tagi: społeczeństwo, działania, partycypacja, społeczna, oddolne, mieszkańcy



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.