2013-02-15 15:05
 Oceń wpis
   

Jest takie powiedzenie o obiecankach cacankach. Ciąg dalszy dopowiedzcie sobie Państwo sami.
Ostatnio ilekroć zapytać rozmaitych kompetentnych i zasiadających w rozmaitych gremiach o planowane zmiany w przepisach prawnych z dziedziny urbanistyki i planowania przestrzennego słyszymy że się dzieje. Przeorganizowano zakresy kompetencji, planując na szczeblu lokalnym podlegamy odmiennemu resortowi niż planując na szczeblu wyższym. Udało się zmiany związane z tym bardzo ważnym kompetencyjnym problem wprowadzić do Ustawy.
Zaś ilekroć w różnych gremiach ktoś zada pytanie co z detalami, z którymi przychodzi nam borykać się na co dzień typu przykładowo definicja działki budowlanej czy przysłowiowy już i obśmiany w  mediach niemal popularnych problem niezgodności instrumentu decyzji o warunkach zabudowy z niczym, tudzież inne kłopoty jak np. ten że wiatraki to urządzenia infrastruktury, więc można je stawiać wszędzie? Otóż nic.
Wszystkie problemy rozstrzygnie nowy Kodeks. Dla opracowania którego w sposób należyty potrzebny jest czas.
W tzw. międzyczasie będą nowe wybory, nowe władze, nowi eksperci, którzy będą musieli rozpocząć prace od początku. No bo jak inaczej. Przecież żeby coś zrobić dobrze trzeba się zapoznać, przeczytać, pomyśleć, przedyskutować.
Tymczasem lata praktycznego stosowania obecnej Ustawy o p.i z.p. pozwoliły gronu fachowców próbujących korzystać z niej w praktyce określić precyzyjnie co w niej nie działa. Oraz jakie doraźne korekty pozwoliłyby uniknąć kłopotów z orzecznictwem (proszę porównać stanowisko IU w tej sprawie). Kłopotów które są przyczyną wniosków inwestorów o roszczenia, oczywiście dochodzone od gmin. Czyli z naszych wspólnych podatków. Oraz kłopotów, które w dużej mierze są przyczyną braku możliwości racjonalnego planowania w ogóle oraz wydłużają czas oczekiwania na dokumenty niezbędne dla realizacji inwestycji w nieskończoność. No i co.. No i nic.
Opracowany przez SARP, TUP, Izbę Architektów RP oraz Polską Radę Architektury dokument Polskiej Polityki Architektonicznej również leży i się kurzy. Dokument doczekał się w roku 2011 drugiej już edycji. I co, i nic.

Tagi: urbanistyka


2011-12-09 05:26
 Oceń wpis
   

Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią "zarządzania przestrzenią" przy pomocy instrumentu decyzji o warunkach zabudowy. Zgodnie z zapisami ustawy do wydawania decyzji stosowany jest algorytm który uzależnia nowe zagospodarowanie od bezpośredniego otoczenia planowanej inwestycji. W praktyce polskiej jest on nagminnie naduzywany co prowadzi do możliwości lokalizowania wszystkiego wszędzie chyba ze inne, istotne przepisy prawne tego zabraniają. Protest może równiez niekiedy (choć jest to mocno utrudnione - bo stosowanie tego instrumentu wyklucza partycypację społeczną, nawet na poziomie informowania) wnieść jakaś wystarczająco skuteczna grupa osób. Lecz wtedy nie jest to działanie w ramach prawa ale raczej o charakterze politycznym , najczęściej z wykorzystaniem mediów.

Wspomniany algorytm wydawania decyzji o warunkach zabudowy bardzo trafnie swego czasu narysował Michał Beim w referacie podczas konferencji Real Corp - polecam.

Decyzje o warunkach zabudowy bywają niekiedy przez architektów kojarzone z popularnym ciastkiem nazywanym na cześć trasy wz - wuzetką. Mnie się to ciastko wydaje dość zdradliwe, pozbawione sensu i niebezpieczne. Decyzje mieszczą się w obszarze tzw. permissive planning - zdefiniowanego przez Melvina M. Webera w artykule z 1974 roku jako sposob myślenia o kształtowaniu przestrzeni poprzez pozwalanie na inwestycje podejmowane przez publiczność, z wykorzystaniem w tym celu wiedzy inżynierskiej (nota bene sam autor po latach sam przyznał irracjonalność tego myślenia).  Jednym z najpopularniejszych objawów przestrzennych powyzszego sposobu planowania są urban strips - amerykańska nazwa ukuta przez Venturiego dla określenia bałaganu przestrzennego towarzyszącego drogom w rejonie między innymi Las Vegas - obrazek jak poniżej. W naszym wydaniu efekty można nazwać dość efektywnie terminem "raszynizm" od wjazdu do stolicy od strony Raszyna. Polscy geografowie nazywają ten bałagan mianem "continuum miejsko-wiejskiego".

Powyzsza ilustracja była juz przeze mnie tu cytowana, za A. Böhmem : "Wnętrze" w kompozycji krajobrazu : wybrane elementy genezy analizy porównawczej i zastosowań pojęcia Kraków 2004 (pojęcie zostało zaczerpnięte z innej książki - S.Chermayeff, Ch. Alexander Community and Privacy New York 1963) 

Decyzje doczekały się w polskim piśmiennictwie przebogatej krytyki. W zasadzie kazda szanująca się konferencja z dziedziny planowania przestrzennego, ale w tej chwili juz takze geografii miast element takiej krytyki zawiera. Wszyscy zgodnym chórem przyznają ze zarządzanie przy pomocy decyzji jest bardzo złe. Złe równiez dla inwestorów bo uniemozliwia inwestowanie zgodnie z racjonalnością i z ich potrzebami - przypomnijmy dla wydania decyzji stosuje się algorytm, który uzyty zgodnie z literą prawa narzuca kontynuację sąsiedztwa. Czyli nie da się zaplanować niczego co byłoby od niego odmienne. 

Decyzje są dodatkowo niebezpieczne, a to z racji częstego nadużywania szatkowania oddziaływania na środowisko na części. Ustawa prawo ochrony środowiska narzuca co prawda na osobę sporządzającą stosowny raport wymóg przebadania oddziaływań, które się na siebie nakładają, ale.. Szczególnie w przypadku dróg, a więc decyzji trochę innego rodzaju, ale podejmowanych poza procedurą planu miejscowego (patrz post poniżej) praktyka jest dokładnie odwrotna. Niebezpieczne mogą być takze w przypadku oddziaływań na środowisko (a więc zgodnie z ustawą - warunki życia ludzi) dwóch lub więcej inwestycji wyraźnie szkodliwych.

Decyzje winny być ewidencjonowane (zgodnie z Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) oraz wkrótce winny stać się częścią informacji podawanej publicznie (zgodnie z Dyrektywą INSPIRE). To zagadnienie pozostaje tematem zasługującym na wpis odrębny. Tak swoją drogą pisanie o bałaganie ma już nawet w moim wydaniu długą historię.

 

Tagi: ekologia, czas, urbanistyka


2011-10-15 22:08
 Oceń wpis
   

Czytałam ostatnio esej autorstwa Rem'a Koolhaas'a na temat rozwoju przestrzennego Atlanty. Na obecny kształt tego miasta, poza typowymi dla większości miast amerykańskich założeniami transportowymi o znacznej skali, wpłynęła - co dość charakterystyczne - metoda przekształceń stosowana w śródmieściu. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy większość miast amerykańskich przeżywała okres gwałtownych kłopotów związanych z depopulacją śródmieść i ich postępującą degradacją, w Atlancie za sprawą Johna Portmana - architekta i inwestora w jednej osobie - realizowane były kolejne przedsięwzięcia w obszarze śródmieścia. Opowieść którą przytaczam pełna jest ironii (jeśli nawet nie szyderstwa) Koolhaas pisze o kolejnych blokach zabudowy charakteryzujących się ujednoliconym wyglądem, a niejednokrotnie również połączonych ze sobą. Wynalazkiem Portmana, wielkiego 'budowniczego' Atlanty było atrium - traktowane jako centrum obiektu komercyjnego. To z kolei pozwoliło na odwrócenie budynku do wewnątrz oraz na jego izolację od otoczenia. Tak spreparowane obiekty nie potrzebowały już dłużej centrum z jego śródmiejskimi przestrzeniami i mogły powstawać wszędzie. I powstawały, oraz nadal powstają - nie tylko w Atlancie i nie tylko w Ameryce. Można powiedzieć że John Portman jest jednym z twórców współczesnego braku urbanistyki, rozumianej jako zinstytucjonalizowane tworzenie przestrzeni miejskiej zaspokajającej potrzeby mieszkańców. 


Źródło ilustracji: http://www.georgiaencyclopedia.org/

W dalszym etapie rozwoju miasta rzeczywiście nastąpiły wymienione powyżej procesy - śródmieście przestało stanowić miejsce koncentracji, a 'centra' znajdowały lokalizację wszędzie. Jak pisze Koolhaas - niekiedy wystarczającym przyczynkiem dla lokalizacji 'centrum' mogła stać się obecność 'niczego', a atutem również brak powiązania z dotychczasowym śródmieściem - z jego potencjalnie niebezpiecznymi dla zamożnej klasy średniej mieszkańcami. Idea powyższa zyskała znaczną popularność, nie musimy szukać daleko aby odnaleźć kontynuatorów tego myślenia.

Trudno ukryć że jest to jedna z wielu przyczyn dla których bez umiejętnej polityki władz bardzo łatwo o finansowy krach miasta, o innych skutkach dla jakości miejskiej przestrzeni nie wspominając - nie stanowi ona w tym podejściu w ogóle przedmiotu rozważań. Takie planowanie bez planowania, podążanie za życzeniami inwestorów, dowolność i brak kształtowania przestrzeni napotyka już obecnie na istotną krytykę, również ze strony obywateli. Wydaje się że podążanie za uwarunkowaniami ekonomicznymi i to wyłącznie w interesie jednej grupy leży u podstaw Ruchu Oburzonych. Brak zaś planowania - obserwowany przecież powszechnie również w naszym kraju - jest przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki ze strony środowiska fachowego urbanistów: proszę spojrzeć na przesłanie przyszłorocznego Kongresu Urbanistyki Polskiej.

Chciałoby się napisać epitafium dla atrium Portmana - ale chyba jeszcze nam się to w tym momencie nie uda. Wydaje się że zagadnienia światopoglądowe nie pozwolą parlamentarzystom jeszcze przez dłuższy czas podjąć skomplikowanej problematyki prawa niezbędnego dla porządkowania polskiej przestrzeni.

Tagi: społeczeństwo, urbanistyka


2011-10-08 17:54
 Oceń wpis
   
Porównywałam ostatnio daty powstania rozmaitych 'obowiązujących' wciąż w praktyce urbanistycznej rozwiązań. I tak na współczesną praktykę (rozumiem przez to również zbiór przepisów, szczególnie tych dotyczących kształtowania ruchu kołowego w obrębie miast) wpływ miały następujące poglądy:
- wizja miasta liniowego  - Arturo Soria y Mata (1882),
- wizja miasta przemysłowego - Tony Garnier  La cité industrielle (1918) - ta koncepcja legła u podstaw współczesnego strefowania funkcji,
- pomysły dotyczące kształtowania transportu miejskiego Eugène Hénard'a postulujące tworzenie miejskich obwodnic oraz dróg przelotowych, a także budowę wielopoziomowych skrzyżowań w oparciu o pomiary strumienia ruchu.
Wspomniany twórca jest również autorem pomysłu realizacji skrzyżowań w postaci rond, a także bardzo postępowych również obecnie idei takich jak te dotyczące potrzeby zakładania w miastach parków oraz traktowania otoczenia zabytków jako niezbędnego dla prawidłowego oglądu monumentów środowiska. Projekty przekształceń układu transportowego Paryża w myśl tych idei pochodziły z początków XX wieku i wynikały ze wzmożonego ruchu kołowego - co wtedy było zjawiskiem absolutnie nowym, wcześniej niespotykanym.
 
Idee zawarte w Karcie Ateńskiej pochodzą z roku 1933 i wielokrotnie im juz po tej dacie zaprzeczono. Poprzedzały je teorie głoszone przez czołowego teoretyka CIAM Le Corbusiera - tego samego, który wzywał aby zabić 'ulicę korytarz' ( 1925 - Plan voisin, 1935 - La Ville Radieuse).
 
Idea hierarchiczności układu transportowego również nie jest nowa, pierwsza realizacja wymieniana w literaturze pochodzi z 1929 (Radburn). Układ superstruktury ulic wyższego rzędu obsługującej duże terytoria znalazł swoją najpełniejszą realizację chyba w Milton Keynes (z 1967), wzorowanym na Los Angeles mieście w pobliżu Londynu - gdzie u podstaw założenia legło całkowite podporządkowanie projektu ruchowi kołowemu (z segregacją innych rodzajów ruchu - z czego nie są zadowoleni ich użytkownicy, patrz badania dotyczące wypadków rowerowych) i celowe nie wyodrębnianie wyraźnego centrum. To ostatnie miało wynikać z rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej - i w związku z tym z braku takowej potrzeby.
 
Miasto prezentowane w okresie powstawania jako nowoczesne okazało się być jednym z ostatnich utworów myśli urbanistycznej okresu modernizmu, który jednocześnie wykazał jak bardzo jest ona nieudolna. Od tego czasu następuje jej coraz szybszy upadek. Pozwólmy modernistycznej urbanistyce spokojnie przejść do historii, nie próbując na siłę stawać się jej epigonami - ona już od dawna nie wyraza ducha epoki, stanowiąc między innymi odpowiedź na wyzwania ery gwałtownej industrializacji, która juz dawno minęła.
 

 

Tagi: urbanistyka, modernizm


2011-09-09 09:37
 Oceń wpis
   

Kampania wyborcza w pełni. Władze dowolnego szczebla dwoją się i troją aby pokazać jak to należycie wypełniają swoje obowiązki. Sięgając do naszego podwórka: będziemy mieli w Łodzi w najbliższym czasie 'zrewitalizowany' kwartał - co prawda nie wiadomo jak, nie całkiem wiadomo co, oraz nie do końca jasnym jest po co należy odbudowywać oficyny, ani też nie wiadomo dlaczego nie prowadzi się żadnych konsultacji społecznych na ten temat. Choć wszyscy zgodnym chórem powtarzają - bez zrozumienia - że rewitalizacja to zagadnienie społeczne. Ale co tam.. będzie!
(Dla przypomnienia - przed poprzednimi wyborami była mowa o programie 100 kamienic dla Łodzi, pomysł rewitalizacji kwartału jest lepszy, poza tym w informacji prasowej jest wzmianka o rewitalizacji społecznej, więc można mówić o postępie. Przynajmniej w sferze deklaratywnej).

Zarząd Dróg i Transportu należycie wypełnia swoje zadania: aby żaden grosz się nie zmarnował Rada Miasta w trybie pilnym przesuwa środki z remontów niemożliwych do realizacji w tym roku na remont innych dróg. O bardzo kosztownych (już dla obecnego budżetu) planach  prowadzenia nowych dróg przez centrum miasta ani mru, mru..

Już nawet Miejska Pracownia Urbanistyczna w Łodzi pokazuje że też coś robi: zostały opracowane projekty uchwał miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego dla terenów położonych w południowej części miasta. Jak chwalą się lokalne władze "Dzięki temu zyskamy nowe tereny inwestycyjne o powierzchni ok. 300 ha w rejonie ulic: Rzgowskiej, Tomaszowskiej, Kolumny do torów kolejowych". I tu się na chwilę zatrzymam: po co? Mamy przecież do zaoferowania wciąż całą masę terenów już zurbanizowanych, które stoją puste. Chociażby w rejonie tzw. Nowego Centrum Łodzi. (No tak, tam nie ma planu..)

Kontynuujemy (jednak trudno mi się z tym utożsamiać więc to raczej oni kontynuują, tym razem skutecznie) budowę tworu, który w literaturze przedmiotu nosi nazwę 'edge city'. Miasto na krawędzi, obwarzanek z dziurką w środku. Wciąż chcą przyciągać nowych inwestorów z zewnątrz pozostawiając środek pusty. Nowych inwestorów dla których - jak przecież wszyscy wiemy - liczy się tania siła robocza. Wciąż nie zajmują się działaniami mającymi na celu poprawę jakości życia w mieście, które już jest. Wciąż nie nie wykazują zainteresowania podjęciem dyskusji o tym, że należy ułatwić działalność gospodarczą ludziom którzy juz są (i za chwilkę będą głosować). Wciąż niewiele ich interesują wyborcy, którym dla zapewnienia środków na nowe, wspaniałe przedsięwzięcia itd. władze miasta ostatnio dosłownie zgasiły światło - podejmując decyzje o zapalaniu latarń ulicznych nie bezpośrednio po zapadnięciu zmierzchu lecz później. Z czego się następnie w trybie wyborczym po licznych protestach wycofały.
Tak swoją drogą - jak szybko to wszystko się odbywa: jeszcze w ubiegłym roku kiedy wołaliśmy, że tak właśnie będzie przy okazji przyjmowania nowego dokumentu studium nikt nie chciał tego słuchać. Tymczasem ciągły ubytek mieszkańców którymi mało kto się przejmuje przy jednoczesnym wzroście miasta (czy też strefy zurbanizowanej ) na zewnątrz i już w tej chwili zaczyna brakować pieniędzy na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb.

Tagi: polityka, Łódź, urbanistyka


2011-05-24 21:41
 Oceń wpis
   

Byłam dzisiaj uczestnikiem bardzo ciekawego wydarzenia, a mianowicie dyskusji środowiskowej na temat rozwiązań transportu w Łodzi. Dyskusję zorganizował łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich - i rzeczywiście dziękuję za ten pomysł i za to spotkanie. Temat nie został wyczerpany, tak naprawdę został jedynie dotknięty. Nie rozmawialiśmy zgodnie z tytułem spotkania o wizji rozwoju przestrzennego Łodzi w świetle rozwiązań komunikacyjnych, a jedynie o rozwiązaniach komunikacyjnych sensu stricto - w tym w odniesieniu do śródmieścia Łodzi -  jedynie o sposobie prowadzenia linii średnicowej i linii mającej obsłużyć kolej aglomeracyjną.

Nie jestem specjalistą od projektowania kolei. Nie znam terminologii używanej w tego rodzaju dyskusjach branżowych. Stąd być może łatwiej było mi zaobserwować to co od dość dawna leży w obszarze moich zainteresowań, a mianowicie zagadnienie języka komunikacji. Znajduję bezpośrednie przełożenie pomiędzy językiem używanym przez konkretne osoby, a ich chęcią współpracy z innymi i dążenia do uzyskania wspólnej platformy porozumienia. Obserwując język wypowiedzi niezwykle łatwo jest zorientować się w intencjach mówiącego. Nadmierna technicyzacja wypowiedzi w ramach dyskusji bezpośredniej jest dla mnie przesłanką chęci schowania intencji mówcy. Od adwersarza, odbiorcy wymagany jest niezwykle wysoki poziom koncentracji dla zrozumienia istoty przesłania. To z kolei w żaden sposób nie służy porozumieniu.

Wśród zebranych gości obecne były dwie grupy zawodowe: urbaniści i architekci oraz specjaliści od transportu. Dyskutowane rozwiązanie było ewidentnym wyrazem przewagi jednej tylko grupy zawodowej - a mianowicie specjalistów transportu.  Wysoce wyspecjalizowany język wypowiedzi, w tym w części powiązany z brakiem odniesienia do ilustracji, służył temu aby przekaz nie zawsze pozostawał oczywisty, oraz jednocześnie temu aby odbiorcy poczuli się zmęczeni i zrezygnowali ze śledzenia wypowiedzi. Co najgorsze - dało się to również zaobserwować u niektórych nie-specjalistów transportu, którzy powinni reprezentować interesy nas mieszkańców.  Prof. Judith E. Innes określiła taki model planowania jako techniczny, stwierdzając jednocześnie, iż bardzo często nadmierna technicyzacja języka planowania służy ukryciu rzeczywistych decyzji podejmowanych z pewnych przesłanek za kulisami. Inne określenie tego modelu to teoria elit powiązana z zastosowaniem modelu techniczno-biurokratycznego.

Dzisiejsze spotkanie dowiodło jeszcze jednej rzeczy - a mianowicie braku urbanistyki w Łodzi. Urbanistyki rozumianej jako grupa osób reprezentujących ten zawód i pracujących dla miasta. Wsród reprezentantów łódzkiej administracji samorządowej nie ma osób, które byłyby w stanie w sposób zdecydowany bronić interesu miasta z pełnym zrozumieniem procesów, które w mieście zachodzą. Które byłyby w stanie skutecznie - dzięki posiadaniu niezbędnej wiedzy fachowej oraz zdecydowania i stanowczości niezbędnych dla skutecznego reprezentowania mieszkańców miasta - wejść w interakcję z przedstawicielami kolei, fachowcami swojej branży, od których nikt przecież nie wymaga rozumienia zasad projektowania urbanistycznego. Po to aby w rezultacie doprowadzić w ramach negocjacji do osiągnięcia porozumienia z korzyścią dla mieszkańców miasta. Brak takiej silnej grupy zawodowej w strukturach administracyjnych miasta stanowi istotny kontrast jeśli porównywać z miastami innymi. W referacie traktującym między innymi o przebudowie węzła kolejowego w Wiedniu, który miałam okazję usłyszeć podczas niedawnej konferencji uderzyło mnie podkreślenie wagi negocjacji pomiędzy przedstawicielami kolei i miasta. W tej drugiej grupie - liczącej tam blisko 30 osób, zorganizowanych w ramach dwóch jednostek koordynujących - przeważali urbaniści i architekci. Ale nie tylko, byli tam też inżynierowie eksploatacji kolei, specjaliści od infrastruktury rozmaitego rodzaju - po to między innymi - aby zapewniona była odpowiednia pozycja miasta w negocjacjach. Oraz dla opracowania rozwiązań o merytorycznie wysokiej jakości. Zresztą kiedy sama prezentowałam swój referat w ramach rzeczonej konferencji pierwsze postawione mi w dyskusji pytanie dotyczyło tego kto to wszystko zrobi. Kto w ramach miasta zrealizuje te arcytrudne zadania? (nota bene - jeśli jest taka potrzeba Austriacy zadeklarowali pełną pomoc i wsparcie techniczne, zapewne nie całkiem za darmo - doświadczenia w tym zakresie mają niebagatelne).

Podstawowy zarzut jaki postawiony został w ramach dzisiejszej dyskusji wobec proponowanych rozwiązań transportowych w zakresie kolei aglomeracyjnej to brak jej integracji z miastem. Zwróćcie uwagę, że mieszkańcy miasta to jednocześnie użytkownicy kolei i ułatwienie im dostępności do dworca/ stacji /przystanku leży we wspólnym interesie zarówno miasta jak i zarządców kolei. Wszyscy na tym zarobią. Miasto dzięki temu, że integracja rozwiązań transportowych służy ograniczaniu rozwijania transportu indywidualnego. Wszak jeśli nie ma czym dojechać (zwłaszcza z walizkami) niezbędny będzie własny samochód. I w konsekwencji potrzeba budowy kosztownych w utrzymaniu i zapewnieniu bezpieczeństwa parkingów wielopoziomowych lub/oraz dewastacji struktury przestrzennej przez lokalizację dojazdów i parkingów naziemnych. Kolej zarobi dzięki temu że lepsza jej integracja z innymi środkami transportu to jednocześnie większa ilość podróżnych. (Bo jeśli już np. wsiedliśmy do auta żeby dojechać na dworzec to jaki jest sens szukać parkingu żeby dojechać gdzieś w skali województwa, a często i dalej). Ja - mieszkaniec - zarobię gdyż zaoszczędzę cenny czas i nerwy nie siedząc za kółkiem - tylko przeznaczając podróż na pracę lub lekturę.

Jest jeszcze jedna rzecz związana z ekonomią - i o tym przypomniał mi swoim komentarzem czytelnik 'Uważam Rze' (z komentarzem w pełni muszę się niestety zgodzić, a z racji wagi rzeczy odpowiadam tutaj). Pan Profesor Jacek Wesołowski pokazał nam we wczorajszej wypowiedzi jedną ważną rzecz - ów dyskutowany brak powiązania z koleją aglomeracyjną w prezentowanych projektach generuje również koszty budowy - z racji tego że jest dłuższy. Stąd też - niezależnie od samych rzeczywiście istotnych korzyści dla miasta - apeluję o podjęcie dyskusji we właściwych mądrych gremiach aby ostateczne rozwiązania spełniały potrzeby w każdym możliwym zakresie. Jeszcze dopowiadam że podlegający dyskusji 'brak powiązania z koleją aglomeracyjną' w ramach projektowanego układu, chowający się w dywagacjach za rzeczą najważniejszą i z którą nikt nie próbuje dyskutować - a mianowicie budową samej średnicy KDP, ów 'brak powiązania' nazywany pieszczotliwie w dyskusji esikiem floresikiem - w opinii zebranych osób przyniesie straty miastu, a zyski - jak to ładnie ujął Prof. Wesołowski - interesariuszowi, którego można określić mianem 'definitely in my backyard' . Bo połączenia kolejowe i obecność stacji - jakby ktoś nie wiedział - generuje zyski - stąd ta postawa. I jak to bardzo trafnie ujął wczoraj w dyskusji Pan Dyrektor Raczyński - kolej jest tańsza niż drogi i utrzymanie systemu parkingów.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, kolej, transport


2011-05-12 20:32
 Oceń wpis
   

Zawarte w tytule stwierdzenie (rzecz dotyczy oczywiście kierowców) jest cytatem z artykułu w Dzienniku Łódzkim, w którym mowa o kolejnej starszej osobie, która zginęła potrącona przez samochód. W tym samym wypadku poważne obrażenia odniósł również rowerzysta, potrącony w wyniku nieskutecznej próby manewru ominięcia pieszej. Starsza, 75-letnia Pani przechodziła na pasach.

Polska przoduje w statystyce potrąceń osób pieszych w Unii Europejskiej. Jesteśmy pierwsi jeśli chodzi o liczbę wypadków śmiertelnych. Przed Rumunią. Nawet przed Grecją. Nie wiem czy próbowaliście kiedyś prowadzić auto w Grecji czy w Turcji - w tych krajach możliwość zmiany pasa czy skrętu trzeba odczytać w oparciu o intencje innego kierowcy, pierwszeństwo podlega negocjacji. Tamtejsi kierowcy permanentnie nie używają kierunkowskazów.

Ilekroć przechodzę, odprowadzając córkę do przedszkola, przez skrzyżowanie przy dość ruchliwej ulicy, tylekroć drżę z obawy o nasze życie i zdrowie. W mojej ocenie istotną część winy za tak znaczące wyniki w tej statystyce ponoszą projektanci dróg. Którym przez myśl nawet nie przyjdzie, że projektowanie ulic w obszarach zabudowanych to coś więcej niz zapewnienie płynności. Samo ustawienie znaku ograniczającego prędkość nie zmieni zachowania żadnego kierowcy, w tym w szczególności przyzwyczajonego do lekcewazenia przepisów, jeśli te nie są egzekwowane w trybie natychmiastowym (w tym przypadku radarem).

Z wykładów o transporcie, których kiedyś miałam okazji wysłuchać, zapadła mi w pamięć jedna maksyma - aby forma drogi była zgodna z treścią, którą ma do przekazania. Kierowca z samego ukształtowania ulicy winien móc wnioskować co mu tam wolno, a czego nie. Jeśli mamy ulicę długą i prostą o czterech lub sześciu pasach ruchu próba egzekwowania od kogokolwiek ograniczenia prędkości do 50 km/h bez ustawienia radaru (lub ciągłych kontroli, o których lokalizacji wszyscy wiedzą) jest fikcją. W takich miejscach niezbędna staje się sygnalizacja świetlna. Inaczej nie unikniemy wypadków. Zasad prowadzenia dróg wynikających bezpośrednio z powyższej zasady jest znacznie więcej. Pewnie wrócę do tego tematu przy innej, mniej smutnej okazji - dziś jedynie proszę szanownych odpowiedzialnych za projektowanie sprawnych przepływów ruchu kołowego o niezapominanie o tym, że są jeszcze inni ludzie, poza tymi zmotoryzowanymi. I w mieście, dla zachowania wymaganej przepisami prędkości przydatna bywa sygnalizacja świetlna , lub ..skrzyżowania bez ustalenia pierwszeństwa przejazdu, wąskie pasy ruchu, wysokie krawężniki, etc. - jednak te pozostałe rozwiązania nie znajdą zastosowania w przypadku ulic wielopasmowych.

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-05-09 21:51
 Oceń wpis
   

Co rządzi wyborem miejsca zamieszkania, w szczególności jeśli mówimy o wyborze domu na przedmieściu lub poza miastem? Wygoda, świeże powietrze, dostęp do zieleni. Dostępność cenowa. Kiedy już mieszkamy istotny staje się dostęp do infrastruktury, zwłaszcza oświatowej i zwłaszcza w przypadku rodzin z małymi dziećmi. Z reguły poszukując atutów wymienionych na wstępie zapominamy że będzie trzeba do naszego miejsca zamieszkania dojechać, zapominamy również że brak sąsiadów w sytuacji wyjazdu może być niebezpieczny. Jednak na ogół do szukania azylu na wsi (lub pod miastem) skłania rodaków poszukiwanie świeżego powietrza i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Taki zresztą był pierwotny zamysł modernistów, którzy w całym swoim idealiźmie poszukiwali lokalizacji wolnostojących budyków w zieleni.

Tyle wybory świadome, które umiemy nazwać i które w pewien sposób utrwalone są w Polsce kulturowo (dworek polski) lub poprzez liczne kontakty Polaków z rodzinami które wyemigrowały do USA (dom na przedmieściu). Podświadomie natomiast poszukujemy schronienia, bezpiecznej, zdefiniowanej przestrzeni o różnej skali. To jest wpisane w ludzką naturę. Podobnie jak to że ludzie są stworzeniami chodzącymi. Potrzebujemy codziennej dawki ruchu, inaczej nasz organizm źle działa, zapadamy na liczne choroby, o których mówi się że są cywilizacyjne.

Już wiemy że nie da się projektować domow w zieleni bez precyzyjnego określenia kto za który fragment zieleni odpowiada (bo zieleń bywa wtedy niezadbana). Wiemy też że uwolniony parter nie działa bo w cieniu trawa nie chce (nieprawdopodobne) rosnąć, oraz że bywa w takich miejscach niebezpiecznie. Dowiedzieliśmy się również że pewne formy zabudowy sprzyjają przeciągom. A inne mniej.

Okazało się że powrót do tradycyjnie rozumianej ulicy jest ważny. Jednak ta ostatnia wiedza dociera jakby z pewnymi oporami. Wciąż jeszcze to "zabijanie ulicy" zapowiedziane przez Le Corbusiera w świadomości niektórych funkcjonuje. Nawet jeśli już powoli uczymy się rysować wzdłuż zabudowę obrzeżną. To wciąż jeszcze brakuje kontaktu z rzeczywistością przy próbie wyobrażenia, kto miałby chcieć mieszkać przy drodze szybkiego ruchu. Podstawowa różnica pomiędzy drogą i ulicą (i tak to jest definiowane w przepisach o ruchu drogowym) jest taka, że ta pierwsza jest poza miastem, a ta druga w mieście. Ulica miejska poza programem transportowym winna nieść jeszcze program społeczny. A co najmniej zieleń przyuliczną dla zmniejszenia uciążliwości. I tak są projektowane ulice, które pomimo znacznej szerokości (i znacznych "potoków ruchu") nie są uciążliwe dla swoich mieszkańców. Chciałabym mieszkać przy Polach Elizejskich w Paryżu, albo przy Ringu w Wiedniu, a Wy nie?

No dobrze a teraz zejdzmy na ziemię. Otóż (a to ci dopiero!) to wszystko kosztuje. Z tego względu miasta które nie tylko planują ale również realizują swoje plany myślą racjonalnie - i nie planują w kategoriach megalomanii. Ograniczone środki na inwestycje miejskie należy bowiem dzielić na realizację infrastruktury nowej, pozwalającej obsłużyć nowe lub dotychczas niedoinwestowane tereny. Oraz na utrzymanie infrastruktury dotychczasowej. W moim rodzinnym mieście Łodzi bez wykonywania odkrywek można z łatwością sprawdzić rodzaj podłoża pod asfaltem we wszystkich niemal istniejących ulicach. Ze względu nie na dziury ale na kratery które są tam obecne. Wolałabym aby przed kolejnymi wyborami do samorządu nasze władze przecięły wstęgę do miasta, w tym w szczególności do śródmieścia z wyremontowanymi istniejącymi ulicami niż otworzyły nową czteropasmową ulicę Wólczańską, Bednarska czy jakąś inną. Podejrzewam że ten mój pogląd podzielają również inni mieszkańcy naszego miasta, z kierowcami włącznie. To tyle tytułem reminiscencji po dzisiejszym spotkaniu w sprawie planu miejscowego dla rejonu Placu Niepodległości w Łodzi.

PS. Przy niektórych ulicach warto byłoby dosadzić trochę zieleni aby zmniejszyć uciążliwość ruchu i zachęcić mieszkańców do mieszkania przy nich, np. przy ul. Rewolucji 1905 r. Miast natomiast budować ścieżki dla rowerów wystarczy malować pasy na jezdni, tak jak np. w bogatszym od Łodzi Miami. Warto by też było przemyśleć organizację ruchu - bo system ulic jednokierunkowych, często bez możliwości skrętu, sam w sobie generuje dodatkowy ruch.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, transport


2011-05-08 21:25
 Oceń wpis
   

Kolejny świetny tekst Michała Beima, tym razem w Plus Minus Rzeczypospolitej: Raport z zakorkowanego miasta. W papierowym wydaniu dziennika oznaczony jest logo Kongresu Polska - Wielki Projekt. Ta inicjatywa wzbudziła we mnie pozytywne nadzieje na zmiany. Choć już jakiś czas temu stawialiśmy na profesjonalizm, wystarczy przypomnieć poprzednią kampanię wyborczą do Sejmu i Senatu. Oby tym razem. Mam też nie ukrywam nadzieję na zwiększoną aktywność Zielonych 2004, przecież w Niemczech Zieloni odnieśli niedawno sukces wyborczy.

Co mnie cieszy to coraz bardziej widoczne zabieganie polityków o względy osób aktywnie działających w ramach obecnych w niemal wszystkich miastach ruchów miejskich. Widoczne jest to na szczeblu lokalnym, jeśli nawet nie w konkretnych działaniach to chociaż w obszarze deklaracji. Hasła głoszone przez aktywistów miejskich stają się obecne w powszechnym obiegu. Z różnych stron i to budzi nadzieję że coś rzeczywiście ulegnie racjonalizacji w obszarze prawa. W tym prawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Wracając do miejskich korków i kwestii zrównoważonego rozwoju - oczywistym dla czytelników tego bloga, że im mniejszy obszar miasta, większe wymieszanie funkcji to znaczy mniejsze odległości i mniej potrzeby transportu i zużycia energii. Która nie będzie taniała, niezależnie od źródła. Równie oczywistym, że im bardziej będziemy poruszali się zbiorowo tym mniej energii wydatkujemy na przemieszczenia. Argumentem strony przeciwnej - czyli zwolenników transportu indywidualnego - jest, że póki co nasycenie drogami w porównaniu do Europy zachodniej jest minimalne. Może będę kontrowersyjna ale mnie to nie martwi. I czym prędzej zamiast popełniać błędy związane z rozwijaniem ponad miarę sieci dróg (nie mam tu na myśli oczywiście od dawna zaplanowanych kilku autostrad, ktore mam nadzieję w końcu powstaną, jak ta na odcinku A2 czy A1) rozwijać inne formy transportu, w tym przede wszystkim szynowego, w różnej skali.

Drugim tematem jest zmiana sposobu myślenia o przestrzennej dystrybucji inwestycji. Planowanie tychże jest obowiązkiem władz samorządowych. I to nie planowanie na zasadzie - tu jest wolny tani grunt to zlokalizujemy inwestycję. Ale planowanie, które między innymi służy minimalizacji kosztów związanych z późniejszą eksploatacją. 

W tym wszystkim podmiotem winni być mieszkańcy i myślenie o ich potrzebach. Miasta które są dobrze zaplanowane, które dobrze działają przyciągają nowych mieszkańców i nowe inwestycje. Rozwój przestrzennej segregacji funkcji wywodzi się z idei miasta przemysłowego Tony Garnier'a, z czasów kiedy przemysł był uciążliwy dla mieszkańców. Ten sposób myślenia o rozwoju miast rozwijany przez modernistów odchodzi już w zapomnienie. Już dawno odeszliśmy od takich priorytetów - współcześnie mówi się o planowaniu przyjaznym dla mieszkańców, o planowaniu które jest odporne na zmiany klimatu, o planowaniu nawiązującym do wielowiekowej tradycji danego miejsca poprzez kontynuację dotychczasowych cech morfologicznych struktury. Ciekawą acz krótką charakterystykę współczesnych trendów w urbanistyce znalazłam w artykule Joan Busquets mówiącym o współczesnych przemianach w Barcelonie w cytowanej już tu książce (str. 14-20) .

Nie istnieje najmniejsza potrzeba abyśmy gonili państwa bardziej rozwinięte popełniając po drodze wszystkie popełnione tam błędy. Wydaje mi się że mamy szansę tego uniknąć właśnie dzięki miejskim aktywistom, których w Polsce cała masa. Wiele młodych osób pisze, wiele publikuje, coraz liczniejsze stają się dyskusje na takie właśnie tematy. Coraz więcej w sieci stron, tworzonych przez ruchy miejskie, patrz: Stowarzyszenie My.Poznaniacy, Forum Rozwoju Warszawy, Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia, łódzka Fundacja Fenomen i Grupa Pewnych Osób, długo by wymieniać. Funkcjonują też ogólnopolskie sieci wzajemnej wymiany pomysłów i doświadczeń. Bo to mieszkańcy są przecież gwarantem właściwego funkcjonowania miasta. Oby te nadchodzące wybory przy okazji formułowania postulatów i programów stały się okazją do dyskusji również na takie tematy.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, transport


2011-04-18 12:15
 Oceń wpis
   

Wpadł mi ostatnio w ręce numer tygodnika "Uważam rze" - ten o rocznicy wydarzeń w Smoleńsku. Spróbuję ograniczyć komentarz do bardzo enigmatycznego, jako że mam w sobie zdecydowanie więcej myślenia w kategoriach pozytywizmu niż romantycznych rozważań o walce narodowo-wyzwoleńczej. Pozostając w poczuciu szacunku dla tej ostatniej - ale nie czyniąc z niej przedmiotu wyłącznej uwagi. W tymże numerze moją uwagę przykuł artykuł Igora Janke "Państwa nie ma Państwo nie działa". Stawiam identyczną jak autor diagnożę. Jednak wnioski, które wysnuwam z tego myślenia są skrajnie odmienne. Otóż skoro jak autor słusznie stwierdza przez 20 lat nie dopracowaliśmy się skutecznie działającego Państwa - to może miast zajmować się wszystkim innym należałoby dla odmiany troszkę popracować nad tym właśnie zagadnieniem - przed wyborami, aby zostać wybranym w wyborach kolejnych. Autor konstatuje między innymi, że brakuje w naszym kraju planowania oraz skutecznych rozwiązań z zakresu urbanistyki. Ta diagnoza nie jest nowa, została sformułowana już wielokrotnie, w tym również przez bardzo poważne i kompetentne gremia. I wciąż nic z tego nie wynika. Prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wciąż zakłada funkcjonowanie instrumentu decyzji o warunkach zabudowy, które nie ma nic z planowaniem wspólnego. Zjawiska atmosferyczne związane z ocieplaniem klimatu wymuszają zmiany wprowadzane w drodze specustaw oraz takie, które zmierzają do umożliwienia krótkofalowego reagowania na bieżące problemy - i nic ponad to. Dyskusja publiczna koncentruje się wokół rzeczy innych, czy ważniejszych? Polacy, w tym szczególnie młodzi i wykształceni masowo emigrują do krajów, gdzie parafrazując Igora Janke "Państwo działa".

"Jakoś to będzie"...

 

Tak się składa, że w dniu jutrzejszym odbędzie się w Trybunale Konstytucyjnym rozprawa w sprawie "palikotowej" nowelizacji prawa budowlanego, wobec której protestowaliśmy w 2009 roku jako organizacje pozarządowe. Będzie to kluczowe rozstrzygnięcie dla przyszłości polskiej przestrzeni i odpowiedzialności struktur administracji publicznej za kulturę krajobrazu. 

Sygnatura: Kp 7/09
Termin: 20 kwietnia 2011 roku, godz. 9:30
Miejsce: sala rozpraw Trybunału Konstytucyjnego,
Wnioskodawca: Prezydent RP
http://www.trybunal.gov.pl/index2.htm

"...rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym są jawne i otwarte dla publiczności, za wyjątkiem przypadków zastrzeżenia jawności przez Przewodniczącego składu orzekającego..."

Zapraszamy dziennikarzy do udziału i relacjonowania tego niecodziennego wydarzenia.

Tagi: prawo, społeczeństwo, urbanistyka


2011-04-09 13:39
 Oceń wpis
   

Króciutki film jako że jak powszechnie wiadomo obraz wart jest tysiąca słów. Z komentarzem jak w tytule: asfalt w nadmiarze oraz przerost budowli inżynierskich służących celom transportu nie niesie za sobą niczego dobrego. Nie pozwala nawet na upłynnienie ruchu w mieście - choć w teorii takie są założenia rozbudowy tego rodzaju infrastruktury. Zresztą popatrzcie na film - w mojej ocenie doskonały.

Moving Beyond the Automobile: Highway Removal from Streetfilms on Vimeo.

Tagi: ludzie, miasto, urbanistyka, przestrzeń, transport


2011-04-08 12:42
 Oceń wpis
   

Polskie przepisy prawne nie pozwalają gminom na planowanie przestrzenne poprzez nadmierne preferowanie interesu prywatnych właścicieli nieruchomości nad interesem publicznym, tudzież poprzez brak instrumentów pozwalających na realizację działań w interesie ogółu (co jest przecież celem planowania przestrzennego w rozumieniu europejskim), jeśli tylko w najmniejszym nawet stopniu godzą one w interes prywatnych właścicieli. Jako że sytuacja godzenia w interes prywatnych właścicieli oraz ograniczanie prywatnego prawa do robienia z własną posesją tego co się właścicielowi żywnie podoba, pozostaje istotą planowania przestrzennego - to jest ono czymś co w Polsce nie istnieje.

Rozważmy rzecz na przykładzie. Ostatnio nagminnym, a mianowicie świeżo opracowanych obszarów zalewowych rzek. Widziałam wczoraj taki oto wniosek ludności (pewnej Pani, ale to nie istotne) do studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego pewnej gminy: "Uprzejmie proszę o zmniejszenie obszaru zalewowego rzeki (… - tu trzy kropki bo to nie ma znaczenia) tak aby omijał moją działkę." Jak się Państwu podoba? Nie będę tu udowadniać jedynie przytoczę za naukowcami publikującymi w Nature, że rzeczone obszary zalewowe ulegają ostatnio istotnemu powiększeniu. Bo to nawet nie o to chodzi. Rzecz jest w tym, kto zapłaci odszkodowanie, jeśli wyłączymy teren z  możliwości zabudowy w studium ponieważ znajduje się on na terenach zalewowych. Nowo wyznaczonych - wcześniejszych opracowań albo nie było wcale, albo też na ogół wskazywały większe obszary. W tym przypadku interes nadrzędny wydaje się z pozoru oczywisty, jednak nadal niekoniecznie w rozumieniu właścicieli nieruchomości - patrz powyższy wniosek. Nota bene dla osuwisk również już takie wnioski widziałam. (Towarzyszyło im zapewne myślenie - jak to, mój teren i nie mogę tam postawić domu!). Interesująca jest dla mnie również dość z pozoru oczywista kwestia, kto będzie odpowiedzialny jeśli taki dom wzniesiony w nieodpowiednim miejscu ulegnie na skutek działania sił przyrody zniszczeniu... 

Rozważmy jeszcze inny przypadek. A mianowicie sytuację zaistnienia ujemnego przyrostu liczby ludności na skutek migracji zewnętrznych lub też starzenia się społeczności. Wtedy jesteśmy skazani na chaos związany z rozproszeniem zabudowy na dużym obszarze. Jako że nie ma prawnej możliwości zmniejszenia obszaru miasta przewidzianego pod urbanizację bez konieczności poniesienia przez gminę odszkodowań na rzecz ludności. Fakty mogą wskazywać na taką konieczność ale praktycznie jest to niemożliwe.

Jednocześnie uwarunkowanie prawne wskazujące na fakt, iż studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego nie będąc dokumentem prawa miejscowego nie rodzi bezpośrednich konsekwencji, nie ma tak naprawdę wpływu na istotę przedstawionego tu rozumowania, bo jeśli nie opracowuje się na jego podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego to wtedy możliwości ingerencji w zagospodarowanie nie ma tym bardziej.

Tagi: prawo, urbanistyka, powódź


2011-04-04 01:17
 Oceń wpis
   

Po tym co się wydarzyło w Japonii, kiedy siły przyrody w fundamentalny sposób, dosłownie i w przenośni, po raz kolejny zatrzęsły dokonaniami ludzkości nic już nie będzie takie jak wcześniej. Nagle po raz kolejny okazało się, że nie jesteśmy wszechmocni, że nawet najsprawniejsza technologia i najlepsza organizacja nic nam nie pomoże wobec potęgi przyrody. Oraz że pomimo, że jest nas tak wielu/tak wiele - nic to nie da bo wszystko może się nagle zakończyć. I że największe zagrożenie nie wynika z samej przyrody jako takiej, ale z tego co jest wynikiem działalności ludzkiej. Troszkę jakby lekcja ochrony przyrody w pigułce. Bardzo drastyczna lekcja i oby jak najszybciej udało się zażegnać dalszemu rozwojowi zagrożenia oraz zapobiec skutkom katastrofy. Wobec takich kataklizmów trudno czasem opanować tego rodzaju myślenie.


Źródło: http://funny.funnyoldplanet.com/strange/the-chernobyl-story-told-in-pictures/ 

Bezpośrednio po katastrofie zewsząd trafialiśmy na zdjęcia pokazujące Czernobyl ileś lat po. Tudzież na obrazy pokazujące zasięg faktycznego zagrożenia, poniżej:


[Exclusion Zones around Fukushima No.1 Nuclear Power Plant - a future "dead" zone?
This tends to imply that the No.2 Nuclear Power Plant may have to be abandoned, and possibly the Hirono Power Plant (map and description after Peter Robinson) ]

Trudno się w takich momentach oprzeć myśleniu na temat racjonalności wydatkowanej energii. I rozwoju pewnych charakterystycznych dla współczesności zjawisk. Przykładowo codzienna mobilność mieszkańców miast w dużej mierze wzięła się z dystrybucji rozmaitych instytucji w mieście i jest mocno powiązana ze strefowaniem funkcji. A to z kolei wynika z istotnych ileś lat wstecz zagrożeń środowiskowych związanych z działaniem przemysłu. Powyższe założenia legły u podstaw filozofii modernizmu (przypominam Tony Garnier i jego idea miasta przemysłowego, a poźniej słynna Karta Ateńska - z najważniejszych). Zagrożenia już dawno wyeliminowaliśmy, przemysł niejednokrotnie upadł (oczywiście upraszczam tutaj i pewne zagrożenia wciąż istnieją, ale nie są to znowu nazbyt częste przypadki). Ale strefowanie funkcjonalne pozostało. Wciąż w strukturze miast mamy osiedla sypialnie, dzielnice przemysłowe, usługowe, etc. Wciąż określenie funkcji stanowi podstawę planowania. I to mimo że również ileś lat temu (już co najmniej 50, jeśli wymieniać np. Jane Jacobs) stwierdzono że w przypadku zabudowy śródmiejskiej rozdzielenie funkcji usługowej od mieszkalnej to bzdura, która tylko szkodzi. 

Inny taki przykład to ekonomia transportu towarów wożonych żeby "zaoszczędzić" w ramach cyklu produkcji. Bzdurność wożenia rzeczy w tą i z powrotem wydaje się w tym przypadku oczywista, to widać, przytoczę raz jeszcze raz już tu cytowany film.

Jeśliby rozważać rzecz dalej to zapewne takich przykładów marnotrawstwa energii znalazłoby się co niemiara. Rozległość obszarów zurbanizowanych również do nich należy.

Wydaje się jakby te tragiczne wydarzenia wyzwoliły refleksję i co za tym idzie dyskusje na tematy związane ze środowiskiem. I to nie tylko w obszarze dotykającym bezpośrednio energetyki jądrowej ale szerzej. Nagle Gazeta Wyborcza publikuje dwa artykuły dotyczące zagadnień związanych z globalnym ociepleniem (1), (2). Coraz więcej jest informacji o planach przebudowy systemu transportu w Europie zachodniej. Coraz szerzej mówi się o ograniczaniu transportu indywidualnego na rzecz zbiorowego. Ciekawe kiedy dojdziemy do tego, żeby w ogóle pomyśleć o redukowaniu potrzeby jeżdżenia poprzez zagęszczenie zabudowy, zbliżenie miejsc pracy do miejsc zamieszkania, redukcję dojazdów do szkół i przedszkoli (czyli innymi słowy - zapewnienie ich w pobliżu miejsca zamieszkania), itd.  I transport to tylko jeden z obszarów możliwego oszczędzania energii i redukcji wytwarzania dwutlenku węgla.

Tagi: energia, urbanistyka, transport


2011-03-04 10:22
 Oceń wpis
   

O symulowaniu procesu partycypacji oraz o moich ostatnich fascynacjach możecie Państwo poczytać tutaj. Tym razem w roli głównej jajko - jako reprezentacja projektu (urbanistycznego).


Oraz słomki, papier (w ograniczonej ilości) i taśma klejąca jako narzędzia mające służyć modelowaniu procesu - powiedzmy że metody udanej partycypacji.

Rezultaty przebiegu procesu:

  

Oraz przygotowania :-)

PS. Powyższe obrazki oraz filmy, do których prowadzą linki zostały wykonane podczas zajęć na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, specjalizacja Architecture for Society of Knowledge, przedmiot Information Processes in Urban Planning.

To nie pierwszy raz kiedy robimy takie ćwiczenia, wcześniej w Uniwersytecie Łódzkim, na Wydziale Nauk Geograficznych, międzywydziałowy kierunek Gospodarka Przestrzenna (realizowany wspólnie z Wydziałem Zarządzania) : http://pspp.blox.pl/2008/10/Fotorelacja-z-planowania-procesu-I.html

Zdjęcia i blog wykładowy opracowywali wtedy studenci GP :-)


Tagi: społeczeństwo, socjologia, partycypacja, urbanistyka


2011-02-17 11:09
 Oceń wpis
   

Konsultacje społeczne Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju potrwają do 2 marca 2011. Nie czytałam jeszcze dokumentu w tej wersji, składałam natomiast uwagi do wersji poprzedniej, a konkretnie do Prognozy oceny oddziaływania na środowisko. Wśród najistotniejszych znalazły się wtedy te odnoszące się do braku uwzględnienia w koncepcji wpływu zmian klimatu na planowanie zagospodarowania przestrzeni (a przecież autorzy Koncepcji mają wiedzę na ten temat o czym świadczy choćby niniejsza publikacja). Nie znalazłam tam wtedy np. odniesienia do możliwych skutków podniesienia się poziomu wód morskich, jak na mapie poniżej. 


źródło: http://flood.firetree.net/?ll=48.3416,14.6777&z=13&m=7

Ani też adekwatnego do zagrożeń i współczesnego myślenia hydrograficznego planowania renaturyzacji rzek i cieków oraz innych systemów retencji wód powierzchniowych tak aby ograniczyć skutki możliwych powodzi. 

Znaczna intensyfikacja transportu jest potrzebna (bo mamy z tym problem co oczywiste). Jednak proporcje rozwoju transportu indywidualnego oraz co gorsza transportu samochodowego towarów w stosunku do rozwoju transportu kolejowego są niewłaściwe. Powinniśmy odchodzić od transportu indywidualnego a nie go promować bo na tym stracimy. Polityka unijna za niedługo będzie zmierzać do ograniczania tego rodzaju transportu i to jednoznacznie wynika z opracowań eksperckich wykorzystywanych przy tworzeniu przepisów prawnych. Powinniśmy myśleć bardziej do przodu, nie ścigać kraje Europy zachodniej ale proponować nasze własne rozwiązania.

Najgorsza jednak w wersji dokumentu, którą przeglądałam wtedy była życzeniowość. Optymistyczna wizja zakreślona w koncepcji nijak się ma do obowiązujących regulacji prawnych. Bo kształtowanie ładu przestrzennego (czegokolwiek byśmy pod tym pojęciem nie rozumieli) z wykorzystaniem decyzji o warunkach zabudowy ani innych indywidualnie wydawanych decyzji administracyjnych, jest niemożliwe. A plany powiększania parków narodowych, biorąc pod uwagę że projekt zmian Ustawy o ochronie przyrody, który na takie powiększanie pozwoli jest projektem społecznym - pozostawię bez komentarza. Bardzo w tej wizji brakuje myslenia strategicznego, to nie jest tylko moje zdanie, czytałam również komentarze innych urbanistów, które wskazywały na ten sam problem.

Mam nadzieję że uda mi się przeczytać nieco wnikliwiej i ten (zmieniony jak wynika z witryny Ministerstwa) dokument. O czym nie omieszkam poinformować. Zapraszam do lektury.

Tagi: planowanie, urbanistyka


2011-01-21 22:55
 Oceń wpis
   

Trochę z obowiązku, bo gazety o tym nie mówią. Trochę z przekonania - bo jestem pewna, że tak jest. Króciutka notatka i odwołanie do artykułu zamieszczonego w dniu wczorajszym w polskiej (co moze ułatwi weryfikację poglądów) edycji witryny Europejskiej Agencji Środowiskowej EEA na temat zachodzących zmian środowiska w którym żyjemy. Tak, o zmianach klimatu również jest tam mowa. Mnie osobiście najbardziej zafrapował fragment, dotyczący zmian klimatu, który pozwolę sobie tu zadedykować wielbicielom motoryzacji: "W latach 1990–2008 emisje w UE-27 pochodzące z sektora transportu wzrosły o 24%.". Oraz informacja o roli jaką EU przypisuje planowaniu przestrzennemu jako narzędziu ograniczenia emisji. Powiem tak: pozwólcie planować..

Poniżej zaś wykres pokazujący zachodzące przemiany. Zaczerpnęłam go z witryny INSPIRE, z prezentacji dr Max'a Craglia z JRC EU.


Ilustracja nosi tytuł "Impact of human activity" i została zaczerpnięta z materiałów IPPC

I jeszcze dla chcących uświadomić sobie skalę oddziaływania różnych podejmowanych przez nas działań, zabawa na ten temat autorstwa cytowanego tu już Davida McCandless'a, oczywiście z witryny informationisbeautiful.net 

Tagi: urbanistyka, klimat


2011-01-09 13:02
 Oceń wpis
   

W programie wyborczym osób, na które głosowałam w niedawnych wyborach samorządowych nie było słowa o potrzebie budowy w Łodzi kolejnych wiaduktów. Gdyby takie stwierdzenia tam były z całą pewnością bym na nich nie głosowała. Przerost infrastruktury transportowej, szczególnie służącej transportowi indywidualnemu jest tym co miasta niszczy, wpływa na wzrost emisji CO2, nie ma nic wspólnego z ekologią, jest brzydki, powoduje że miasto zamienia się w hektary parkingów, emisja spalin powoduje, że dzieci (w tym moje własne) chorują na skutek zanieczyszczenia powietrza. Jestem zdecydowanym wrogiem rozwoju transportu indywidualnego w miastach i zdecydowanie protestuję przeciwko przeznaczaniu na ten cel środków publicznych w budżecie Łodzi. Szczególnie w nadmiarze i na wiadukty. Infrastruktura transportowa funkcjonująca na zasadzie rozdzielania ruchu pieszego i kołowego jest przeżytkiem. Takich rozwiązań się obecnie unika. To co wdrożono x lat wstecz w Radburn, myśl rozwinęli moderniści ale modernizm się już skończył. Współcześnie projektuje się tak aby integrować różne podejścia do rozwoju miasta. Ważna jest percepcja i samopoczucie użytkowników nie promień skrętu samochodu. A nie da się dobrze czuć w mieście rozjeżdżonym przez auta. No bo się nie da. Klasa kreatywna, o której mówi się że stanowi podstawę rozwoju społeczeństwa informacyjnego nie jest zainteresowana życiem w miastach typy Houston. Chce mieszkać w Kopenhadze, Amsterdamie i w innych, gdzie można chodzić na piechotę/ jeździć rowerem i swobodnie oddychać czystym powietrzem. Wiem bo należę do klasy kreatywnej i mam takich znajomych.

Nie rozumiem o co chodzi, kiedy słyszę że w budżecie mojego miasta są środki na wiadukty, a nie ma na remont kamienic w centrum - szumnie zaanonsowany w programie wyborczym program 100 kamienic dla Łodzi. Tak jakbyśmy się cofnęli x lat do tyłu, kiedy też były pieniądze na wyjęte z kontekstu fragmenty układu transportowego (których w Łodzi co niemiara) a nie było na utrzymanie substancji mieszkaniowej w śródmieściu. Wtedy było to powodowane względami ideologicznymi. A teraz? Nie wiem, którzy radni obiecywali swoim wyborcom budowę wiaduktów. Politycy na których głosowałam mnie tego nie obiecywali.

Bardzo się cieszę z przyjęcia przez Łódź Karty brukselskiej, choć nie rozumiem dlaczego po moim mieście da się bezpiecznie poruszać rowerem dopiero za kilka lat. Przecież abym mogła swobodnie jeździć z córką na bagażniku (w tej chwili się tego boję i chyba trudno się dziwić) wystarczy ileś puszek farby i zmiana organizacji ruchu. Tak jak to zrobiono np. w bogatszym Miami.


Zdjęcie Mike Lydon, przedstawia najnowszą infrastrukturę rowerową w Miami

 

Tagi: polityka, motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi


2011-01-05 22:54
 Oceń wpis
   

Reakcja Kolegów z TUP na artykuł, który komentowałam ostatnio spotkała się ze zrozumieniem autora Pana Redaktora Marka Wielgo. Wszystkich nas boli brak mieszkań. Szczególnie w dużych aglomeracjach, w tym zwłaszcza w Warszawie i okolicach ten problem jest istotny. Zajmując się tym od lat i jednocześnie od podszewki poznawszy stanowisko samorządów w tej sprawie zdecydowanie będę tu bronić ich interesów. Jak pokazuje przykład niektórych gmin podwarszawskich te z nich, które w zbyt dużym stopniu, również przy pomocy planów miejscowych, przeznaczyły olbrzymie tereny pod budownictwo mieszkaniowe w tej chwili mają problemy z pokryciem kosztów niezbędnej infrastruktury. Instrumenty służące egzekwowaniu należności przez osoby prywatne okazują się skuteczne, w przeciwieństwie do instrumentów służących ściąganiu należności przez gminy.

Zdecydowanie jednocześnie zgadzam się z poglądem wyartykułowanym w komentarzu do naszego listu przez Pana Redaktora Wielgo - pomocny w wywołaniu ruchu na rynku nieruchomości może okazać się jedynie podatek katastralny. Oczywiście w powiązaniu z przeznaczeniem terenów w planach miejscowych. Których póki co w większości gmin nie ma. Moim zdaniem (i nie tylko moim) jest to jedyna możliwość racjonalnego rozwiązania problemu. Wprowadzeniu tegoż podatku powinna towarzyszyć istotna zmiana przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w tym likwidacja całkowicie niewydolnego instrumentu, jakim są decyzje o warunkach zabudowy. 

Komentarze na temat katastru w Polsce (bo czytam je od wielu lat) na ogół wskazują na nierealność wprowadzenia takich przepisów ze względu na silne lobby, które się takim ruchom sprzeciwia. Jak wobec tego stworzyć lobby przeciwne? Ponoć civic society to społeczeństwo, które jest w stanie dać odpór działaniom władzy która mogłaby mu przynieść szkodę (za Buchowski 2005).

Pisząc nie tak dawno artykuł do Przeglądu Urbanistycznego o partycypacji we Francji analizowałam rozwój i przemiany przepisów w tym zakresie. Czy wiecie dlaczego one zostały zmienione? (niedawno bo w 2000 roku). Ponieważ miały miejsce protesty społeczne żądające m.in. zwiększenia udziału społeczeństwa w działaniach planistycznych. Iskrą były plany budowy TGV na południu kraju. Jako studentka i wielokrotny uczestnik obozów wakacyjnych organizowanych tamże, miałam okazję być naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. Te zagadnienia były tematem rozmów w rodzinie, tematem z pierwszych stron gazet, tematem o którym się dyskutowało u przysłowiowej cioci na imieninach. U nas reforma wadliwego systemu planowania nie zaistnieje dopóki nie będzie się o nim mówiło równie dużo. Czego sobie i Państwu życzę - jeśli chcecie aby zamiast spekulować na rynku nieruchomości deweloperzy zajęli się budową mieszkań.

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2011-01-03 22:46
 Oceń wpis
   

Budowa domów nie wymaga jedynie gruntu zlokalizowanego w granicach administracyjnych gmin miejskich jak próbuje nas przekonać autor tegoż artykułu w mojej ulubionej gazecie. Lokalizacja terenów inwestycyjnych powinna być wybierana starannie. Jedynym czynnikiem wpływającym na decyzje w tym zakresie nie może być argument własności, w tym własności Agencji Nieruchomości Rolnych. Lokalizacja nowych mieszkań, w tym mieszkań komunalnych to nie jest działanie mechaniczne typu wypiek bułek czy produkcja kiełbasy, które w zasadzie powinny być takie same niezależnie od okoliczności. Tego rodzaju decyzje mają istotne znaczenie dla kosztów późniejszego funkcjonowania gminy/miasta. Nie tylko dlatego, że dom to jest rzecz która z definicji przynależy do kategorii nieruchomości, a więc nie można jej (za bardzo) przestawić. Ale również dlatego, że w tym domu ktoś ma zamieszkać, a więc będzie potrzebował infrastruktury (dróg, sieci uzbrojenia podziemnego, szkół, przedszkoli, etc). Wybór lokalizacji mieszkań ma znaczenie dla późniejszych zachowań przestrzennych ich mieszkańców. Dla tego czy będą stali w korkach, gdzie będą robili codzienne zakupy, ile czasu dziennie będą spędzali aby jeździć do pracy/ zawożąc dzieci do szkoły/ przedszkola. Czy będą w tym celu używać samochodu, czy też transportu miejskiego. Lokalizacja zabudowy mieszkaniowej na gruntach należących wcześniej do ANR to najczęściej przekształcenie terenów zagospodarowanych dotychczas rolniczo na tereny mieszkaniowe. W większości polskich miast jest to całkowicie chybiony pomysł. Wiążący się ze znacznymi kosztami dla środowiska, naruszający istniejące ekosystemy. Ile jest miejscowości w Polsce, które rosną? Naprawdę niewiele i rzecz dotyczy wyłącznie tych zlokalizowanych blisko wielkich metropolii, w tym tak naprawdę stołecznej. Ale nawet tam (w miejscowościach podwarszawskich) powinno się jednak bardziej myśleć o dogęszczaniu istniejących struktur i ich rewitalizacji. Niż o otwieraniu nowych terenów dla zabudowy kosztem środowiska. A co dopiero gdzie indziej. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które nie ma pieniędzy na nową infrastrukturę. A te które mamy powinny być wydawane racjonalnie. Tak wiele centrów istniejacych miast i miasteczek czeka na rewitalizację. Tam są grunty które nie wymagają budowy uzbrojenia ani nowych dojazdów. Które nie będą wymagać gigantycznych nakładów na utrzymanie dróg kołowych - bo mozna dojść na piechotę. Gdzie już są szkoły, przedszkola, itd. Przecież nie jesteśmy ludem koczującym... Zadziwia jak to możliwe aby w tej sytuacji nie wiedzieć o istnieniu takiej dziedziny wiedzy/nauki (kiedyś sztuki nawet) jaką jest urbanistyka.

Tagi: ekonomia, przyroda, przestrzenne, urbanistyka, zagospodarowanie


2011-01-02 16:59
 Oceń wpis
   

Podczas kiedy nasze rodzime gazety udowadniają nam zawzięcie, że nic się nie dzieje i wszystko już w kwestiach klimatu było, inne gazety, wydawane gdzie indziej piszą coś zdecydowanie odmiennego. Ekstremalne zdarzenia pogodowe powtarzają się ostatnio niezwykle często na całym świecie i chyba nie należy tego bagatelizować.


Australia: kolor niebieski - powodzie w 2009 (obecnie mamy do czynienia z kolejną falą powodzi w tym rejonie), kolor czerwony - ogniska samoistnych pozarów w 2009 r., źródło: http://www.ayton.id.au/wp02/?p=863 za NASA
 

Podobnego zdania są fachowcy, a piszę te słowa po lekturze referatu (autorstwa Jean'a Pascala van Ypersele, eksperta IPCC) w przeglądzie (Nr 6) wydawanym rokrocznie przez ISOCARP - organizację skupiającą urbanistów o zasięgu ogólno- światowym. I nie chodzi tu bynajmniej o straszenie czy wizje apokaliptyczne ale o przyznanie, że działania człowieka mają istotny wpływ na zmiany klimatu. Miasta, sposób funkcjonowania ludzi: w tym korzystanie lub nie z transportu indywidualnego i sposób wytwarzania energii, mają w tym swój niebagatelny udział. Oraz sposób budowy miast/osiedli ludzkich może nas w istotny sposób ochronić, zminimalizować skutki zmian.

Powodzie będą nam towarzyszyć coraz bardziej i głupotą jest odbudowywanie domów na terenach zalewowych. Potężne koszty będą miały do poniesienia te miasta, które znajdują się nisko jako że na skutek topnienia lodowców znacznie podniesie się poziom wód w wielkich akwenach. Jednocześnie podniesienie temperatury w krajach południa spowoduje tam coraz większe problemy z dostępnością wody, a co za tym idzie susze, a takze stanie się źródłem okresowych pożarów. To wszystko nie nastąpi natychmiast, horyzont czasowy zmian to 40-70 lat. Ale czy to wiele? Tym bardziej, że całkiem wyraźne symptomy zmian klimatu widać już teraz i może należałoby przestać udawać, że ich nie ma. Nie bez kozery w państwach Europy zachodniej likwiduje się obwałowania rzek na rzecz ich deregulacji. Wiadomo, że jest to kosztowne - ale coroczne odszkodowania są droższe. Nie bez powodu rząd Wielkiej Brytanii dofinansowuje zakup proekologicznych aut w wysokości 1/4 ich ceny. Nie bez powodu bogate i świetnie prosperujące miasta starają się wprowadzać i promować transport rowerowy i zbiorowy.


"A tymczasem w Amsterdamie.." zdjęcie: Michał Gruda, łódzkie Topografie

Najprostszych metod jak budować w warunkach lokalnego klimatu dostarczają studia rozwiązań stosowanych lokalnie wcześniej, zanim uwierzyliśmy, że człowiek jest wszechmocny i z naturą wygra. Np. po co usuwać śnieg z dachu skoro można zbudować dach spadzisty? Po co odprowadzać wodę z działek kosztowną siecią kanalizacji deszczowej skoro można zapewnić odpowiednio dużo terenu zapewniającego wsiąkanie wody do gruntu? Po co budować rozległe miasta i jeździć po nich autami skoro można budować miasta zwarte i chodzić na piechotę/jeździć rowerem? (Nawet Chiny podjęły starania aby nadmiernemu rozwojowi transportu indywidualnego przeciwdziałać). Po co budować supermarkety na obrzeżach skoro można je lokalizować na pustych działkach w centrum? Można tak mnożyć.. Dość stwierdzić że projekty startujące w konkursach o dofinansowanie z środków KE muszą być w coraz większym stopniu "climat resilient". (Moze ten ostatni argument okaze się bardziej przekonujący...)

Tagi: urbanistyka, klimat


2010-12-29 13:06
 Oceń wpis
   

Winą za brak mieszkań obarczyć należy wadliwy system prawny. W tym to, że można trzymać dobrze uzbrojony grunt w centrum miasta latami licząc na zyski kiedyś (zły sposób naliczania podatku od nieruchomości). Co prowadzi do kosztów jakie muszą ponieść samorządy żeby uzbrajać nowe tereny i budować nowe drogi. Przy okazji też do dewastacji krajobrazu ale o tym przy innej okazji. 

Kolejna przyczyna to brak możliwości skutecznego egzekwowania dochodów z planowania przez gminy - co w efekcie prowadzi do braku planów (tak to nie tylko zła wola i lenistwo samorządów, bardzo często jest to racjonalność, pisałam tu kiedyś o gorącym kartoflu którym się wszyscy przerzucają). I potem trzeba dla wybudowania czegokolwiek miesiącami (jeśli nie latami) czekać na decyzję o warunkach zabudowy.

Kolejny powód to brak przepisów o rewitalizacji analogicznych do np. belgijskich z rejonu Brukseli. Które to przepisy między innymi definiowałyby zasady partnerstwa publiczno-prywatnego, które jak wiadomo bez zasad służą wyciąganiu kasy z publicznego portfela. A tam (gdzie indziej) gdzie są zasady - jest tak jak być powinno.. Czyli np. deweloperzy budują mieszkania w tym również na użytek komunalny. I są w tym zakresie tak czy inaczej wspierani przez samorządy (pisałam o tym kiedyś). Gdyby istniały zasady na jakich partnerzy prywatni w tym mieszkańcy mogą uczestniczyć w remontach (i co z tego mają) zapewne rewitalizacja miałaby szanse wyglądać nieco inaczej. Jeśliby jednocześnie za trzymanie pustych działek w centrum płaciłoby się tyle co za 4 piętrową kamienicę to właściciele byliby zainteresowani dochodem z tej kamienicy (w tym jej remontem czy wybudowaniem). A w tej chwili są zainteresowani jej wyburzeniem. 

Czyli można stwierdzić, że społeczeństwo ma rację adresując pretensje. Wszak inicjatywa ustawodawcza leży po stronie ..no właśnie, kto powinien te wszystkie przepisy opracować?

Wszystkich sympatyków tego bloga oraz osoby zainteresowane tematem zapraszam do dołączenia do nowo utowrzonej grupy w serwisie społecznościowym FaceBook - MojeMiasto.org.pl

Tagi: prawo, nieruchomości, legislacja, miasto, planowanie, urbanistyka, bubel


2010-12-16 06:23
 Oceń wpis
   

My tu gadu gadu, a czas ucieka. Tyle pracy zostało włożonej w dyskutowanie kolejnych propozycji zmian ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ..i nic z tego nie wyniknęło. Tymczasem zmiany dzieją się w trybie poprawek rozmaitych specustaw. Opracowane i przyjęte dawno juz przeciez bo w 2008 roku dokumenty, takie jak np. Polska polityka architektoniczna pozostają bez echa. A to przeciez wyraz opinii środowiska fachowców, którzy apelują o to ze dłużej się już w taki sposób, bez planowania, funkcjonować nie da. Planowania opartego o racjonalne myślenie finansowe. Tak aby całość kosztów planowania nie spoczywała na gminach.

Tyle się mówiło w Łodzi o remontach w śródmieściu, a tymczasem na kolejnych obiektach z listy "100 kamienic" wieszane są tabliczki "Do rozbiórki". Czyżby znów trzeba było szykować łańcuchy i transparenty? Niczym Janes Jacobs przed laty?

Okazuje się że czas ma w planowaniu znaczenie najważniejsze. W planowaniu, w rozumieniu czym jest zrównoważony rozwój, w czymś co lubię nazywać partycypacją społeczną w planowaniu. Horyzont czasowy planów, monitoring realizacji ustaleń, w ogóle podjęcie działań związanych z wykonaniem tego co zaplanowano. Czas jest miarą. No właśnie czego, jak Wam się wydaje?

Im dłużej zastanawiam się która z dwóch wiodących wypowiedzi podczas konferencji o ekologii w urbanistyce, która odbyła się w ubiegłym roku na Uniwersytecie Harwarda, przemawia do mnie bardziej dochodzę do wniosku, ze jest to wypowiedź Homi'ego Bhabha'y. Pomimo że pozbawiona ilustracji i przekazana wyłącznie słowem. Posłuchajcie zresztą sami.

Tagi: ekologia, czas, urbanistyka


2010-11-26 21:33
 Oceń wpis
   

Byłam wczoraj ze studentami na budowie Stadionu Narodowego w Warszawie. Trudno ukryć, że zrobiło to na mnie wrażenie.


Nasza grupa z przesympatycznym Przewodnikiem - byliśmy oprowadzani przez pierwszego budowniczego stadionu Pana Dyrektora Janusza Kubickiego - absolwenta naszej uczelni - po stronie lewej na tym obrazku wykonanym przez Jerzego Kośnika /ZPAF/

Samo skomplikowanie programu funkcjonalnego, klarowność rozwiązania, zastosowane rozwiązania konstrukcyjne, organizacja budowy, przyjęte założenia dotyczące przyszłego funkcjonowania obiektu. Niesamowite to było. Jednocześnie skala obiektu, szczególnie teraz kiedy to wszystko jeszcze takie surowe i w trakcie - bardzo przemawia. I to niezależnie od tego że nie pracuję przecież na co dzień jako architekt. Świetna sprawa. Na uwagę zasługuje też sposób potraktowania dawnego głównego wejścia na dotychczasowy Stadion, pieczołowitość jego zachowania. Sam pomysł aby je utrzymać w roli wejścia dla Vip-ów i osób niepełnosprawnych. Jak usłyszałam od studentów - współczesne Koloseum. Coś w tym jest. Świetnie - i to mi się również bardzo podoba - że stadion zlokalizowany został w miejscu poprzedniego. Dzięki temu jest doskonale skomunikowany. I unika się iluś niepotrzebnych problemów.

Sporo się teraz na te tematy pisze. Dzisiejsza Wyborcza prezentuje doskonałe cyfrowo przetworzone zdjęcia obiektu. Stadiony jak grzyby po deszczu wyrastają też w innych miastach. W większości tych obiektów wykonawstwo realizują nasze rodzime przedsiębiorstwa, albo nasi rodzimi specjaliści zatrudnieni przez firmy obce. Czyli możemy i potrafimy planować na tę skalę. Nie jesteśmy inni, gorsi. Już dogoniliśmy.
Co zresztą wynika np. z tego tu artykułu. To dlaczego wciąż nie umiemy/ nie chcemy planować miast?

Nie wiem czy dzisiaj wybierając specjalizację nadal zdecydowałabym się na bycie urbanistą. Jakieś mnie ostatnio ogarnia poczucie niedosytu. Już nawet po raz kolejny z rzędu powtarzając, z jakim potencjałem mamy w centrum Łodzi do czynienia nie umiem się powstrzymać od kąśliwych uwag, że już by ktoś w końcu mógł zacząć ten potencjał konsumować. W takim Berlinie im poszło zdecydowanie szybciej.

Tagi: miasto, budowa, urbanistyka, stadion, narodowy


2010-11-18 10:01
 Oceń wpis
   

Oglądam ostatnio w wolnych chwilach wykłady z konferencji, która miała miejsce w Uniwersytecie Harwarda na temat Ecological Urbanism, w ubiegłym roku. Gorąco wszystkim polecam - doskonałe źródło materiałów do przemyśleń.

Szczególnie inspirujące dla mnie samej były opowieści Rema Koolhaas'a dotyczące sposobu w jaki dochodził do obecnego warsztatu projektowego oraz obecnych postaw reprezentowanych w projektowaniu. W tym kontekście wypowiedź jego adwersarza nabiera szczególnego znaczenia - zobaczcie zresztą sami: http://ecologicalurbanism.gsd.harvard.edu/conference.php

Tym zaś spośród Państwa którzy nie wiedzą kim jest Rem Koolhaas polecam gorąco witrynę prowadzonego przez tego architekta biura projektowego OMA: http://www.oma.nl/

Tagi: ekologia, urbanistyka


2010-11-15 00:12
 Oceń wpis
   

No i się udało. 240 000 podpisów pod obywatelską inicjatywą zmiany ustawy o ochronie przyrody zebrane. Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję. (Może by się teraz zabrać za ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, tak zaraz po wyborach? ).


Zdjęcie pochodzi z serwisu FB, z profilu A. Wajraka i dokumentuje moment tuż przed zaniesieniem pudeł z podpisami do gmachu Sejmu.

Cieszę się również z podpisu Pana Marszałka Schetyny i gratuluję.Jakoś się ostatnio wszyscy w szacownym towarzystwie fotografują.Szukałam ostatnio przepisów prawnych dotyczących działalności Lasów Państwowych i zabłądziłam na stronę jak w tytule. No więc leśnicy też tak robią. Ciekawi dlaczego. Nie wnikam za bardzo bo znów wywołam jakąś burzę w szklance wody. Wiadomo po której jestem stronie (tej właściwej oczywiście), a przeciwko mądrze prowadzonej gospodarce leśnej też nic nie mam. Doskonale byłoby gdyby była prowadzona w bezpośrednim sąsiedztwie wielkich miast. Tak żeby zapewnić ich mieszkańców dostawy świeżego powietrza do oddychania. To zapewne znów wymagałoby zmiany przepisów, tak aby właściciele gruntów rolnych w granicach "miast" mogli otrzymywać dopłaty na zalesianie - podobnie jak rolnicy mieszkający "na wsi" (tu terminy miasto i wieś użyte zostały w znaczeniu administracynym - stąd cudzysłów).

Czytam bardzo ciekawą książkę o zrównoważonym rozwoju, zawierającą badania prowadzone w Wielkiej Brytanii, a dotyczące rozmaitych jego aspektów - między innymi relacji pomiędzy tym co materialne, czyli formą miasta - a tym co niematerialne. Bardzo to ciekawe - bo autorzy nie boją się kwestionować wszystkiego i zaprzeczać rozmaitym dogmatom.


Książka, którą mam na myśli jest druga od góry na tej tu stercie ostatnich nabytków :).
Nosi tytuł: Dimensions of Sustainable City i jest zbiorem esejów pod redakcją Mike'a Jenksa i Colina Jonesa, rok wydania 2010.

Przykładowo - nie wystarczy forma aby uzyskać zrównoważoną strukturę miejską. Co doskonale widać np. obserwując jak działają niektóre sztandarowe realizacje Nowych Urbanistów. Np. takie Poundbury Village - na filmie poniżej.

Jakoś tak pusto na ulicach, nieprawdaż. Autorzy wspomnianej książki wiążą wybór miejsca zamieszkania ze stylem życia. Sporo jest w tym prawdy. Ja sama szukałabym innych wniosków - trzeba sprzedawać produkt w pakiecie, razem z promocją stylu życia. Ale może się mylę. W każdym razie lektura bardzo ciekawa - po skończeniu pewnie będzie sporo rozmaitych wniosków.
Kiedy się te obserwacje zestawi z tym o czym pisze Hall w Ukrytym wymiarze, o tym jak bardzo różne grupy ludzi inaczej widzą miejsce, kształt przestrzeni - wnioski, które się nasuwają są szalenie ciekawe. Spróbujcie przesiąść się z auta na rower - to może zrozumiecie co mam na myśli ;)

Bardzo ciekawe rzeczy rozgrywają się teraz wokół nas. Recenzowałam ostatnio artykuł dla Planning Practise and Research. Artykuł był autorstwa szwedzkich naukowców i dotyczył aktualności podejścia reprezentowanego przez Susan Arnstein odnoszącego się do partycypacji społecznej w planowaniu (a konkretniej aktualności słynnego schematu drabiny partycypacji społecznej sformułowanego przez tę Panią). Inaczej rzecz wyjaśniając - teza postawiona w tym artykule dotyczyła aktualności opozycji społeczeństwo - władza. Ja się prywatnie z tą tezą nie zgadzam. Podobnie jak Prof. Henry Sanoff uważam, że we współczesnych czasach, również ze względu na rozwój technologii sieciowych, partycypacja polega na pracy w grupach nad konkretnymi zadaniami. Ale nawet przyjmując logikę autorów. Jedna ważna rzecz w wymienionym powyżej zestawieniu jest z gruntu nieprawdziwa - a mianowicie społeczeństwo niekiedy staje się władzą. I to są te ciekawe rzeczy, które teraz obserwujemy. Dla mnie niesamowitym jest jak wiele z zaprzyjaźnionych osób, do tej pory działających społecznie teraz chce startować w wyborach samorządowych. Ile komitetów obywatelskich zostało zawiązanych. W jednym nawet (muszę się pochwalić a co) jestem w gronie honorowych patronów - mam na myśli Nas Poznaniaków. A tam gdzie tego nie ma cała masa aktywnych osób chce działać - najczęściej w ramach istniejących struktur, np. znana mi doskonale i parę razy tu wspominana współautorka programu 100 kamienic dla Łodzi.
Może się ten
stygmat królików zaczyna jednak odwracać. I postawiona w recenzowanym artykule teza na naszym rodzimym podwórku nie będzie już prawdziwa.
Z wyborami wiąże się też koniunktura na uchwalanie planów. I stąd przepraszam szanownych czytelników za ograniczoną liczbę wpisów ostatnio, ale to taki właśnie gorący przedwyborczy okres. I bywa że jestem "zakopana po uszy" w dokumentacji planów.

Tagi: ludzie, miasto, partycypacja, urbanistyka, przestrzeń


2010-11-11 00:09
 Oceń wpis
   

Zastanawiam się ostatnio intensywnie nad definicją słowa zrównoważony. Stosowanego powszechnie, jeśli nie nadużywanego w zestawieniu ze słowem rozwój. Większość definicji zrównoważonego rozwoju wskazuje na obecność cech takich jak: odpowiednia, dość wysoka intensywność zabudowy (w oczywisty sposób powiązana z lokalizacją danego miejsca w mieście), różnorodność funkcji, obecność intensywnego ruchu pieszego - wszystkie te przymiotniki odnoszą się do terminu zwarte miasto.

Tak sobie myślę, że odkąd wymyślono (oraz przemysłowo produkuje się ) auta, przestaliśmy odczuwać potrzebę takiego miasta. Bo mamy schronienie w postaci blaszanej puszki. I zdefiniowana, zamknięta przestrzeń o znacznej intensywności nie jest tak ważna jak wcześniej. Porównywałam ostatnio wożenie domku ze sobą do bycia ślimakiem. Mam wrażenie że nie tylko ja mam zbliżone skojarzenia - jak widać na filmie autorstwa Remi'ego Gaillarda.

Jeśli jednak wziąć pod uwagę ileś czynników, o których tu już było - chyba jednak należałoby się z koncepcji bazujących na transporcie indywidualnym wycofać i wrócić do ruchu pieszego, rowerowego, albo wymyślić coś jeszcze nowszego, innego niż wymieniony. Kiedy tak czytam o pomysłach na ulepszenie transportu w Warszawie, zawartych w programach wyborczych kandydatów na Prezydenta stolicy - to z nielicznymi wyjątkami pusty śmiech mnie ogarnia. Choć nawet rozważając wyjątki - takie jak propozycja budowy ścieżek rowerowych wzdłuż dróg i ulic - nie umiem zrozumieć dlaczego nie wziąć farby i nie namalować pasów na jezdni, zawężając istniejące ciągi komunikacyjne. Taniej i szybciej.

Jeszcze wracając do wymienionych czynników. Ja jednak wierzę w globalne ocieplenie, na które nasza aktywność ma wpływ. Jestem w większości jak tego dowodzi poniższy obrazek, tyle że nie na rodzimym podwórku. Wierzę w badania naukowe na ten temat, a sporo o tym czytam, np. tutaj.


Źródło, jak podano powyżej: http://www.informationisbeautiful.net/2009/climate-change-a-consensus-among-scientists/ , inna ilustracja na ten sam temat: http://www.informationisbeautiful.net/visualizations/climate-change-deniers-vs-the-consensus/

Podobnie trochę jak z transportem rowerowym - tylko u nas jest on tak mało popularny, gdzie indziej jest inaczej. Co ciekawe - nawet już wymyślono zimowe opony na rowery :)  
Czas zrezygnować z blaszanych puszek i trochę poprawić kondycję. Ponoć działa to pozytywnie we wszystkich obszarach aktywności. Jeszcze jedna taka niewielka uwaga - wewnątrz auta oddychamy tym samym zanieczyszczonym powietrzem co na zewnątrz, innymi słowy - stojąc w korku trujemy się sami. Co zapewne mozna byłoby rozwiązać woząc butle z tlenem (i pewnie taka usługa niedługo się pojawi). Zauwazcie jedynie jak bardzo jest to absurdalne. Skądinąd jest w tym pewna prawidłowość - w Miami (gdzie rowniez niedawno pojawiły się ślimaki - jak na obrazku ponizej) bezdomni mieszkają tam gdzie powietrze jest najbardziej zanieczyszczone, czyli wzdłuz autostrad i dróg szybkiego ruchu. U nas bezdomni mieszkają w centrach miast.


Źródło ilustracji: http://inhabitat.com/2010/11/06/giant-pink-recycled-plastic-snails-invade-miami/

 

Tagi: motoryzacja, miasto, urbanistyka, transport, piesi, cykliści


2010-10-30 13:35
 Oceń wpis
   

Czuję wściekłość. Ona narasta. Czuję jak się przelewa przeze mnie nasilając się w swoim natrętnym pulsowaniu. Nie chce jej uśmierzyć wysiłek fizyczny, ani sen też nie pomaga. Niech to będzie wściekłość twórcza. Spróbuję tak ją przekształcić. To już mój własny problem, jak sobie z tym poradzę.

Moja wściekłość ma kilka przyczyn. Wynika z obserwacji świata i z mojej osobistej pojedynczej niemocy. Pojedyńczej bezradności wobec ogromu bzdur, które mnie zewsząd dotykają. Sama nie wiem, czy u podstaw większości z nich leży głupota, brak edukacji, czy też zła wola lub zwykły egoizm. A może niekiedy zawiść, zazdrość i inne tego rodzaju stany mocno zakorzenione w ludzkiej naturze. Będę się starać panować nad moim myśleniem aby im nie ulegać, a wściekłość spróbuję skierować na ścieżki twórcze (choć nie wiem na ile wytrwam w tym postanowieniu).

Popatrzcie na te zdjęcia: pierwsze to Puszcza Augustowska jakiś czas temu, drugie teraz. Zobaczcie jak ludzka chciwość i głupota zniszczyły coś co powinno być chronione. I co należy/należało do nas wszystkich.


Stan sprzed kilku lat, jak pisze Adam Wajrak - "był symbolem walki o Rospudę"


Stan obecny za zumi.pl, cytat za Adam Wajrak. Takich miejsc, gdzie króluje głupota zwana eufemistycznie "gospodarką leśną" jest całą masa. Puszcza wygląda jak szwajcarski ser.

Z innej bajki: zastanówcie się ile razy próbując coś z pozoru oczywistego zrobić napotykaliście na niemoc i przysłowiowe "nie da się" - np. aby w waszym mieście wytyczono ścieżki rowerowe (żeby nikt Was nie rozjechał, nie trąbił i nie przeklinał), aby najzwyczajniej na świecie ktoś pilnował porządku, itd, itd. O stosowaniu w praktyce urbanistyki nie wspominam. Bo ile można walić grochem o ścianę. Tak przy okazji - taki dzisiaj napotkałam rysunek, sympatyczny nieprawdaż:


Obrazek pochodzi z http://rysunki.bardzofajny.net/ , cytat za Michałem Grudą
 
Z ciut innej beczki: Mieszkając w mieście zastanówcie się, dlaczego Wasze dzieci są tak często chore i na ile jest to związane z tym, że wszyscy produkują spaliny. Znam to z autopsji - moje dzieci chorują. Po wakacjach w czystym miejscu chorować przestają. Czasem nawet wywiezione podczas choroby potrafią powrócić do formy, nawet bez antybiotyku.

Jeszcze z innej bajki, o tym pisałam ostatnio tutaj: Powiedzcie jak mamy dogonić resztę świata nie zmieniając opisanych tu uwarunkowań.

Mogłabym kontynuować cytując z różnych obszarów głupoty, nie mam siły. Wymienionych bzdur jest taka ilość, że przytłaczają. Dlaczego my na to wszystko pozwalamy?

Tagi: samorząd, prawo, Ochrona, środowisko, urbanistyka


2010-10-22 09:56
 Oceń wpis
   

Poniższy list wysłałam mniej więcej dwa tygodnie temu do łódzkich codzienników. Lecz są ważniejsze sprawy niż rozwój Łodzi. To nie jest temat, który zasługuje na wzmiankę. Opublikuję więc ten list tutaj - jako list otwarty.

 

dr inż. arch. Małgorzata Hanzl
Pytanie o rozwój Łodzi
 
Do sformułowania poniższego listu skłoniły mnie prowadzone obecnie w Radzie Miejskiej prace dotyczące projektu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi, definiującego politykę przestrzenną miasta, a dotyczące w istotnej części określenia obszaru rozwoju Łodzi. Pisząc poniższe moim celem było unaocznienie możliwych skutków powiększenia w tymże dokumencie obszaru strefy przeznaczonej dla rozwoju urbanizacji.
 
 
Źródłem rozwoju cywilizacji jest koncentracja ludzi oraz środków. To z pozoru banalne twierdzenie ma swoje rozliczne uwarunkowania i jest nierozerwalnie związane z położeniem w przestrzeni. Zawsze, poczynając od zarania dziejów , miejscem gdzie realizował się rozwój cywilizacji były miasta. Wynika to niejako z definicji – choć nie na definicje chciałabym w tym tekście zwrócić uwagę. Dla potwierdzenia powyższej tezy warto zwrócić uwagę na konieczność bliskości. I przypomnieć choćby sposób, w jaki budowane są trwałe relacje w biznesie – dla ich kształtowania niezbędny jest kontakt osobisty. Tego nie da się osiągnąć korzystając nawet z najbardziej wyrafinowanych technologii telekomunikacyjnych – one mogą stanowić jedynie uzupełnienie relacji. Jak to tymczasem realizować, kiedy wszyscy są tak daleko? Ważny jest również element przypadku, zaskoczenia, obecny jedynie w sytuacji występowania znacznych grup osób i zdarzeń, co niezwykle trafnie oddaje poniższy opis autorstwa Iannisa Xenakisa:  „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych, lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” .
 
Aby rozwój miał szansę stać się rzeczywistością poprzedzony musi być zaistnieniem koncentracji. Dopiero po tym etapie może mieć miejsce ekspansja terytorialna jako następstwo obecności wcześniejszych bodźców rozwojowych. Jeśli oczywiście przyjąć myślenie o Łodzi jako potencjalnej potędze gospodarczej – na co aktualna demografia, a mianowicie dość istotny spadek liczby ludności, w żaden sposób nie wskazuje. Myślenie w innych kategoriach nie ma szans realizacji. W tym nie jest możliwe, aby miał miejsce rozwój jeśli zaproponujemy dla jego pomieszczenia znaczny obszar. W takim przypadku jedynym możliwym skutkiem będzie decentralizacja już skoncentrowanych elementów (przedsiębiorstw, kapitału) czego niepożądanym, ubocznym skutkiem w sposób oczywisty staje się zazwyczaj bałagan przestrzenny.
 
Obecna degradacja dotychczasowych struktur miejskich i poszukiwanie innych lokalizacji dla życia i pracy jest wynikiem destrukcji dotychczasowego krajobrazu oraz kosztów jakie należy ponieść, aby doprowadzić do jego przekształcenia do postaci używalnej. W tym momencie nie sposób nie zwrócić uwagi na instrumenty finansowe, którymi dysponują samorządy (a jeśli nie dysponują – to dysponować powinny, bo tego rodzaju rozwiązania stosowane są w praktyce innych krajów), a które mogłyby się przyczynić do zmiany dotychczasowych niekorzystnych trendów inwestycyjnych. Wyjaśniając rzecz w sposób możliwie prosty – pusta działka w centrum miasta kosztuje płatnika podatku od nieruchomości mniej niż działka zainwestowana, na której znajduje się budynek. Jeśli dodatkowo jest to budynek zabytkowy i w złym stanie technicznym to koszty związane z jego utrzymaniem powodują, że właściciele nie są zainteresowani kontynuowaniem tego stanu rzeczy. I robią wszystko aby się tychże naniesień pozbyć. Niezależnie od ich potencjalnej urody, czy wartości kulturowej. Rozpoczynając rozważania od stwierdzenia stanu aktualnego można zastanowić się nad poszukiwaniem innych rozwiązań i takich instrumentów ekonomicznych, które przyczyniłyby się do odwrócenia aktualnych trendów. Tak aby w efekcie doprowadzić do sytuacji, w której utrzymywanie pustej działki w centrum miasta, gdzie obecne jest pełne uzbrojenie, dobra dostępność komunikacyjna oraz liczni potencjalni klienci, stało się mniej opłacalne niż utrzymywanie działki z budynkiem, najlepiej - działającym. Rozwiązań, które mogłyby do tego doprowadzić jest wiele – i powinny zostać zastosowane w całym obszarze centralnym Łodzi. Wszelkie inne sposoby nazywane szumnie pozyskiwaniem inwestorów nie zastąpią prostego rachunku ekonomicznego i nic dla rewitalizacji centrum nie pomogą.
Jednocześnie – co istotne – z całą pewnością nie przyczyni się do rozwoju miasta otwieranie nowych terenów na zewnątrz. Skutkiem takiej polityki będzie bowiem istotne obciążenie budżetu związane z wydatkami na rozbudowę oraz utrzymanie potrzebnej dla obsłużenia tychże terenów  infrastruktury – zarówno infrastruktury komunikacyjnej, w postaci kolejnych niezbędnych ulic, jak i infrastruktury technicznej,  czyli niezbędnych sieci: wodociągowej, kanalizacyjnej, etc.
 
Efekty powiększania terenów możliwych do zainwestowania oraz braku polityki fiskalnej odniesionej do opłat od nieruchomości są bardzo łatwe do przewidzenia. W centrum miasta znajdować się będą gigantyczne tereny zajmowane przez hektary parkingów, z nielicznymi funkcjonującymi obiektami o dowiedzionej wartości zabytkowej koncentrujące się wokół kilku zespołów handlu i usług, dworców i być może zrewitalizowanej ulicy Piotrkowskiej. Obszar dotychczasowego centrum zostanie w znacznym stopniu nasycony infrastrukturą komunikacyjną w postaci kilkupasmowych ulic, dla realizacji których zburzone zostaną kolejne, jeszcze zachowane – lecz wciąż niszczejące, a więc o coraz gorszym stanie technicznym, pierzeje ulic. (Wystarczy spojrzeć na zdjęcia lotnicze centrów niektórych amerykańskich miast, przykładowo Houston, aby sobie tę sytuację wyobrazić.)
 
Obrzeża zaś miasta, aż po same jego administracyjne granice, zajęte będą przez wymieszane ze sobą, pozostawione bez ładu i składu tudzież cienia myślenia o porządku, rozległe obszary zabudowy jednorodzinnej, wielorodzinnej, składów, parkingów, obiektów handlowych, etc.  Z racji braku koncentracji - w postaci zrewitalizowanego centrum, a więc z racji braku motoru napędzającego rozwój – całość tej struktury będzie zapewne dość rozrzedzona poprzez obecność łąk, pól – a tak naprawdę nieużytków.  
 
 

 

Tagi: społeczeństwo, miasto, partycypacja, urbanistyka, mieszkańcy, Lodz


2010-10-08 09:34
 Oceń wpis
   

Rzecz będzie o pieniądzach. Otóż dostrzegam wewnętrzną sprzeczność w stwierdzeniu, że jakoby "zielona polityka jest droga"
I zastrzegam od razu, że poniższe rozważania nie będą zbiorem tez naukowych podpartych dowodami, a bardziej czymś na kształt publicystycznego eseju (bo to jest blog, a nie rozprawa naukowa).

Mam wrażenie że powtarzanie powyżej przytoczonego sloganu ma w sobie coś z powtarzania stereotypu bez chwili namysłu. Wyjasniam dlaczego: Otóż w rozwiniętych gospodarkach Europy zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które posiadają rozbudowaną infrastrukturę transportową, oraz które produkują żywność na skalę przemysłową, próby wprowadzenia tzw. "zielonej polityki" muszą być związane z gigantycznymi kosztami. Koszty restrukturyzacji tych wszystkich inwestycji i przekształceń, tak aby zredukować mobilność (stanowiącą podstawę gospodarki), zmniejszyć skalę uprzemysłowienia rolnictwa oraz np. renaturyzować rzeki - muszą być gigantyczne. I dlatego tam rzeczywiście "zielona polityka kosztuje".
A u nas? Dróg specjalnie nie mamy. Rolnictwo jest rozdrobnione, bo się nie dało wprowadzić metod przemysłowych. Rzek nie udało się póki co nadmiernie uregulować. W takiej sytuacji koszty wprowadzenia "zielonej polityki" wcale nie wydają się tak duże. Pod jednym wszelako warunkiem - zamiast powtarzać ścieżkę, którą podążał Zachód od razu zaczniemy inwestować inaczej, np. stawiając na transport kolejowy zamiast koniecznie rozbudowując ponad miarę sieć drogową. Np. stawiając na rozwój "ekologicznego" rolnictwa, zamiast na siłę wdrażać metody przemysłowe - co stoi na przeszkodzie żebyśmy mieli takie produkty eksportować? Popyt przecież zdaje się jest?
Podobnie z zagadnieniami melioracji - o tym już było dużo mówione - zamiast regulować rzeki trzeba je renaturyzować. W Polsce większości rzek jeszcze się nie udało uregulować - więc znów problem jakby nie wiąże się z nadmiernymi kosztami. Za to koszty do poniesienia od razu to są odszkodowania dla osób poszkodowanych na skutek powodzi.

Kolejne takie zagadnienie to temat "rozłażenia się miast" (celowo tak mówię zamiast używać angielskiego terminu urban sprawl, pojęcie wydaje mi się bardziej dosadne, obrazowe a co za tym idzie - przemawiające do wyobraźni i łatwiejsze). O katastrze już pisałam, nie będę się powtarzać ale to nie wszystko przecież. Ekonomiści do znudzenia powtarzają słowo klaster jako źródło rozwoju współczesnych gospodarek opartych na wiedzy. No i co? I nic, wciąż nie znajduje to przełożenia na inwestycje. Wciąż inwestujemy w drogi - żeby się dało dalej "rozpełzać", a nie inwestujemy w zieleń miejską po to aby dało się w miastach żyć i uzyskać ową koncentrację. Która - jak to wszystkie tęgie glowy naokoło powtarzają - jest podstawą rozwoju cywilizacji. Taki cytacik na koniec, bardzo mi się spodobał: „(…) jeśli rzecz rozważać z perspektywy społeczno-kulturowej, jak również z technicznej i ekonomicznej, wielkie centra sprzyjają rozwojowi i  <postępowi> każdego rodzaju. To konstatacja historyczna, stwierdzona od zawsze jednak wciąż zapominana, dla której można odnaleźć ekwiwalent w innych obszarach nauki, np. w opisie złożonych struktur biologicznych,  lub po prostu w tych zjawiskach masowych, które w zgodności z prawem wielkich liczb, umożliwiają wystąpienie wyjątkowych wydarzeń, o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa (= niemożliwych) w mniejszych populacjach.” za XENAKIS Iannis : La Ville Cosmique [w] CHOAY Françoise (red.) L’urbanisme, utopies et réalités Une anthologie, Éditions du Seuil, Paris 1965

Tagi: ekonomia, finanse, budżet, miasto, zarządzanie, urbanistyka


2010-10-05 21:32
 Oceń wpis
   

Dzisiaj po raz pierwszy prowadziłam ćwiczenia oraz wykład o Geographic Information Systems na nowym kierunku studiów magisterskich - Architecture for Society of Knowledge, który własnie ruszył na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej i ...bardzo się cieszę , że mogę w tym uczestniczyć. Świetni młodzi ludzie, doskonale przygotowani i mądrzy. Wydaje mi się że może z tego być coś bardzo fajnego.
Jednocześnie dla mnie samej jest to mobilizacja i doskonała okazja dla odświeżenia zebranej wiedzy o najnowszych narzędziach służących modelowaniu miasta.

Wcześniej przez równo 10 lat uczyłam Rysunku Planistycznego z wykorzystaniem GIS na Gospodarce Przestrzennej (na Wydziale Ekonomiczno- Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego) i też to bardzo miło wspominam, a jednocześnie teraz jest to coś zupełnie innego. Dla studentów GP były to jedyne zajęcia rysunkowe z komputerem, tu jest to po prostu kolejne z wielu już znanych narzędzi. Tym trudniej z jednej strony i tym łatwiej - bo sporo spraw jest (lub wydaje mi się że powinno być) oczywistych.

Gromadzenie wiedzy o mieście oraz możliwość korzystania z technologii, jakie narzędzie oferuje w zakresie analiz oraz prezentacji danych/ przetwarzania ich do postaci czytelnej informacji,  do tej pory nie znajdowało specjalnego uznania wśród architektów oraz urbanistów. Tymczasem jest to istotne wyzwanie dla współczesnej urbanistyki, cieszę że nareszcie zaczyna powolutku funkcjonować. Może z czasem znajdzie więcej zrozumienia, zostanie nieco bardziej docenione oraz powszechne. A co za tym idzie - Polska przestanie być pustą plamą (o dużych rozmiarach) np. na mapie krajów biorących udział w projekcie Plan4All w Europie. I w końcu zrozumiemy na czym polega ważność wdrażania INSPIRE - dla nas czyli urbanistów, oraz dla pozostałych uczestników procesu planowania.

Dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć już teraz, polecam świetny film, zatytułowany Geospatial Revolution Project (znamienne jest to że powstał w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie podstawowe dane geograficzne są darmowe):

 Źródło: http://geospatialrevolution.psu.edu/

Tagi: prawo, it, planowanie, przestrzenne, urbanistyka, MojeMiasto, gis



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.