2008-03-19 01:10
 Oceń wpis
   
Metalowe, drewniane, kamienne – nad polskimi jeziorami i rzekami wyrasta coraz więcej ogrodzeń, które blokują przejście nad brzegiem. Takie działania często naruszają prawo do powszechnego korzystania z wód publicznych i są karalne. Grzywny sięgają 5 tysięcy złotych.

Działka czy domek nad wodą to marzenie niejednego Polaka. Wielu z nas jest posiadaczami takich nieruchomości. Ale polskie przepisy gwarantują każdemu prawo do korzystania z wód publicznych, których właścicielem jest Skarb Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego. Każdy, kto ma na to ochotę, może się w nich wykąpać, napoić zwierzęta, pospacerować nad brzegiem, wędkować czy uprawiać sporty wodne. Aby to było możliwe, każdy powinien mieć dostęp do wody np. od strony drogi.

Konflikt interesów

Nad niektórymi rzekami i jeziorami domy stoją tak ciasno, że powszechny dostęp do wody staje się fikcją. Z jednej strony właściciele nieruchomości przylegających do wód i ich prawo, choćby do prywatności, z drugiej przybysze, którzy pragną korzystać z dobrodziejstw natury. Problem narasta wiosną i latem, zwłaszcza w regionach atrakcyjnych pod względem turystycznym. Potęgują go ogrodzenia blokujące przejście nad brzegiem. Bywa, że płoty wręcz stoją w wodzie. – Dostajemy sporo skarg od turystów i żeglarzy, że brzegiem jezior nie da się przejść. Przypadki łamania zakazu grodzenia wykrywamy również sami podczas kontroli w terenie – przyznaje Jerzy Bujno, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska, Gospodarki Wodnej i Rolnictwa w Starostwie Powiatowym w Giżycku.

Najwięcej pretensji mają wędkarze. – Walczymy z tym zjawiskiem od lat, lecz jest to syzyfowa praca. Gdy uda się zlikwidować jedno, niedaleko wyrasta nowe ogrodzenie. Dotarcie do niektórych łowisk jest niemożliwe – twierdzą zrzeszeni w Polskim Związku Wędkarzy. Na dowód przedstawiają zdjęcia ogrodzonych brzegów.

Sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna, jak się wydaje, a rozpoznanie, czy doszło do złamania prawa, utrudniają skomplikowane przepisy. – Nie wszystkie zbiorniki wodne są objęte zakazem grodzenia. Osobie nieznającej miejscowej mapy hydrograficznej trudno stwierdzić, czy ogrodzenie ma prawo stać, czy nie – mówi Iwona Koza, zastępca prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. – Jeśli zaś chodzi o dostęp do wód publicznych, to przyczyn problemów upatruję w zaniechaniach lokalnych samorządów.

Korzystaj tylko z wody publicznej

Ustawa z 18 lipca 2001 r. – Prawo wodne (DzU z 2005 r. nr 239, poz. 2019 ze zm.) zapewnia każdemu prawo do korzystania z wód publicznych – do zaspokajania potrzeb osobistych, gospodarstwa domowego lub rolnego, lecz bez stosowania specjalnych urządzeń technicznych, takich jak np. pompy – a także do wypoczynku, uprawiania turystyki, sportów wodnych oraz, na zasadach określonych w odrębnych przepisach, amatorskiego połowu ryb.

Ale nie wszystkie wody w Polsce są wodami publicznymi. Do Skarbu Państwa należy morze oraz śródlądowe wody powierzchniowe płynące, czyli wszystkie rzeki, potoki, strumienie, wody w kanałach, większość jezior, niektóre sztuczne jeziora oraz wody podziemne. Powszechnym korzystaniem nie są jednak objęte wody podziemne oraz wody prywatne, do których mogą należeć wyłącznie naturalne lub sztuczne wody stojące, czyli niezwiązane bezpośrednio z żadnym ciekiem naturalnym.

– Wbrew powszechnemu mniemaniu w Polsce mamy naturalne jeziora będące własnością osób prywatnych i przedsiębiorstw – mówi Iwona Koza, wiceprezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. – Ich właściciele mogą udostępnić te wody innym na wyznaczonych przez siebie zasadach.

Z powszechnego korzystania są również wyłączone części wód publicznych objęte decyzją o utworzeniu obrębu hodowlanego ryb lub strefy ochronnej dla ujęć wody. O ich istnieniu powinny jednak informować tablice na lądzie i na wodzie.

Dojście za odszkodowaniem

Wyobraźmy sobie jezioro, nad którym pobudowali się letnicy. Działka przy działce. Żeby dojść do plaży, trzeba nadłożyć spory kawałek drogi, bo żaden z właścicieli nie zechce przepuszczać intruzów przez swoją działkę. Czy mają do tego prawo?

– Zakaz grodzenia brzegów rzek i jezior nie może być utożsamiany z obowiązkiem zapewnienia dostępu do wody – mówi Iwona Koza. – Wprawdzie oba obciążają właściciela nieruchomości, ale wynikają z różnych przesłanek i są osobno uregulowane w prawie wodnym.

Właściciel nieruchomości ma obowiązek udostępnić ją na potrzeby robót związanych z utrzymaniem wód oraz ustawieniem znaków żeglugowych lub hydrologiczno-meteorologicznych urządzeń pomiarowych. Należy mu się za to odszkodowanie od właściciela wody albo tych urządzeń.

Nieco inaczej jest z zapewnieniem dostępu do wody w ramach powszechnego korzystania z wód publicznych. Do jego urzeczywistnienia potrzebna jest decyzja wójta, burmistrza lub prezydenta (art. 28 prawa wodnego). Dopiero gdy urząd wyznaczy części nieruchomości umożliwiające dostęp do wody, właściciel zobowiązany jest je udostępnić np. turystom. Niezadowolony właściciel nie może zaskarżyć decyzji, ale ma prawo kwestionować wysokość odszkodowania, które w takim przypadku przysługuje mu z budżetu gminy.

– Samorządy, którym zależy na turystach i dobrym wizerunku, powinny wyznaczać nieruchomości zapewniające powszechny dostęp do wód. To leży w interesie samych właścicieli nieruchomości – uważa Iwona Koza.

Zabronione płot i tabliczka

Trudno sobie wyobrazić, by osoby korzystające z wód publicznych zostały pozbawione prawa wydostania się na brzeg. – To również kwestia bezpieczeństwa tych osób – przekonuje Iwona Koza. – Kajakarz może stwierdzić, że nie uda mu się przepłynąć odcinka rzeki, więc przepisy muszą mu zagwarantować dostęp do brzegu i przejście do innego miejsca, drogi, przystani. Stąd wziął się zakaz grodzenia brzegów.

Artykuł 27 prawa wodnego zabrania grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Oznacza to, że nie tylko samo ogrodzenie jest niezgodne z prawem, ale również postawienie tabliczki z napisem „Wstęp wzbroniony”.

Oczywiście zakaz grodzenia nie oznacza, że właściciel posesji musi się godzić na coś więcej niż tylko przejście przez jego posesję. Pas gruntu nadal jest jego własnością. Może zatem zabraniać biwakowania, wędkowania, jeżdżenia rowerem itp. Czy może pobierać myto za przejście? Artykuł 140 kodeksu cywilnego przewiduje, że ma prawo pobierać pożytki i inne dochody z nieruchomości, ale w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego. Prawo wodne nic nie mówi o pobieraniu opłat, sądy zaś mogłyby je uznać za sprzeczne z zasadami społecznego współżycia.

Zakaz grodzenia ma swoje niuanse i nie dla wszystkich jasne są zasady jego obowiązywania. Przepis art. 27 prawa wodnego mówi o obowiązku pozostawienia wolnego przejścia o szerokości 1,5 m od linii brzegu. A zatem zakaz ma zastosowanie tam, gdzie jest linia brzegu.

– Pojęcie to dotyczy tylko naturalnych wód płynących, czyli rzek, strug, strumieni, potoków i jezior, ale w przypadku tych ostatnich tylko wtedy, gdy są to jeziora przepływowe i nie zostały sztucznie podpiętrzone – mówi Iwona Koza. – Zakaz grodzenia nie obejmuje zatem kanałów, rowów oraz jezior, w których naturalna linia brzegu została przykryta zwierciadłem podpiętrzonej wody.

Niektóre rzeki czy jeziora mają zmienną linię brzegu, zależnie od pory roku, ilości opadów. Brzegiem innych jest skarpa. To utrudnia określenie, gdzie może stać ogrodzenie. W takich przypadkach linię brzegu określa się jako krawędź skarpy lub linię stałego porostu traw. W razie wątpliwości linia brzegu może być wyznaczona w urzędowej decyzji według średniego stanu wody z co najmniej ostatnich dziesięciu lat.

Właściciele nadwodnych działek mają wątpliwości, czy muszą utrzymywać pas wolnego przejścia w stanie umożliwiającym to przejście. Na przykład usunąć pień zwalonego drzewa, wycinać krzewy. Przepisy na ten temat milczą, więc należy domniemywać, że nie mają takiego obowiązku. Nie powinni tam jednak sadzić roślin utrudniających przejście, choćby krzewów róż.

Prawo swobodnego przejścia nie obejmuje pomostów i przystani. Można z nich korzystać wyłącznie po uzyskaniu zgody właściciela. – Warto wspomnieć, że na budowę nawet najmniejszego pomostu wymagane jest pozwolenie wodnoprawne, o czym właściciele nieruchomości i wędkarze często zapominają – podkreśla Iwona Koza.

Dlaczego bojkotują?

Właściciele nadwodnych posesji czasami nie zdają sobie sprawy z zakazu stawiania ogrodzeń. W razie wątpliwości, czy nad danym zbiornikiem wodnym taki zakaz obowiązuje, można zadzwonić do jednego z regionalnych zarządów gospodarki wodnej. Wkrótce mapy hydrograficzne Polski mają być dostępne w Internecie i będzie można samodzielnie wyczytać z nich informację o statusie wód.

Ale w większości przypadków ludzie grodzą brzegi zupełnie świadomie. Nie odstraszają ich nawet wysokie grzywny, do 5 tys. zł.

– Każdy złamany zakaz zgłaszamy policji, to ona decyduje, czy skierować sprawę do sądu – mówi Jerzy Bujno ze Starostwa Powiatowego w Giżycku. – My nie mamy uprawnień do karania.

Niestety, wiele takich spraw jest umarzanych ze względu na znikomą szkodliwość społeczną.

Źródło : Rzeczpospolita/Dorota Gajos
Tagi: prawo

Komentarze

2011-11-15 10:40:29 | 91.201.123.* | daro12
Re: Dostęp do wód publicznych [0]
znikoma szkodliwość społeczna?!!! bez jaj bo jeśli prawo to jest łamane przez 99% osób mających dostęp do rzek czy jezior TO NIE
JEST JUŻ ZNIKOMA SZKODLIWOŚĆ TYLKO PATOLOGIA Z KTÓRĄ NALEŻY WALCZYĆ skomentuj
2009-07-19 11:20:05 | 79.186.172.* | maniek-pc
Re: Dostęp do wód publicznych [1]
to może zlikwidujmy prawo ? po co nam takie przepisy?za zabicie teściowej w kodeksie jest do dożywocia ,, dla nie jednego Polaka
to niska szkodliwość społeczna .... skomentuj
2009-07-19 20:32:48 | 62.141.194.* | zbiwo13
Są lepsi i gorsi.Dla tych co szanują innych nie potrzeba praw zakazu i nakazu. Dla tych najbogatszych i najlepszych synów
narodu, żadne prawo nie jest w stanie przemówić do oczywistych norm współżycia międzyludzkiego. skomentuj
2009-01-16 09:27:38 | *.*.*.* | na dowód
Re: Dostęp do wód publicznych [0]
No niestety ta znikoma szkodliwość społeczna to jak "grosz do grosza"... skomentuj



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.