2011-05-24 21:41
 Oceń wpis
   

Byłam dzisiaj uczestnikiem bardzo ciekawego wydarzenia, a mianowicie dyskusji środowiskowej na temat rozwiązań transportu w Łodzi. Dyskusję zorganizował łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich - i rzeczywiście dziękuję za ten pomysł i za to spotkanie. Temat nie został wyczerpany, tak naprawdę został jedynie dotknięty. Nie rozmawialiśmy zgodnie z tytułem spotkania o wizji rozwoju przestrzennego Łodzi w świetle rozwiązań komunikacyjnych, a jedynie o rozwiązaniach komunikacyjnych sensu stricto - w tym w odniesieniu do śródmieścia Łodzi -  jedynie o sposobie prowadzenia linii średnicowej i linii mającej obsłużyć kolej aglomeracyjną.

Nie jestem specjalistą od projektowania kolei. Nie znam terminologii używanej w tego rodzaju dyskusjach branżowych. Stąd być może łatwiej było mi zaobserwować to co od dość dawna leży w obszarze moich zainteresowań, a mianowicie zagadnienie języka komunikacji. Znajduję bezpośrednie przełożenie pomiędzy językiem używanym przez konkretne osoby, a ich chęcią współpracy z innymi i dążenia do uzyskania wspólnej platformy porozumienia. Obserwując język wypowiedzi niezwykle łatwo jest zorientować się w intencjach mówiącego. Nadmierna technicyzacja wypowiedzi w ramach dyskusji bezpośredniej jest dla mnie przesłanką chęci schowania intencji mówcy. Od adwersarza, odbiorcy wymagany jest niezwykle wysoki poziom koncentracji dla zrozumienia istoty przesłania. To z kolei w żaden sposób nie służy porozumieniu.

Wśród zebranych gości obecne były dwie grupy zawodowe: urbaniści i architekci oraz specjaliści od transportu. Dyskutowane rozwiązanie było ewidentnym wyrazem przewagi jednej tylko grupy zawodowej - a mianowicie specjalistów transportu.  Wysoce wyspecjalizowany język wypowiedzi, w tym w części powiązany z brakiem odniesienia do ilustracji, służył temu aby przekaz nie zawsze pozostawał oczywisty, oraz jednocześnie temu aby odbiorcy poczuli się zmęczeni i zrezygnowali ze śledzenia wypowiedzi. Co najgorsze - dało się to również zaobserwować u niektórych nie-specjalistów transportu, którzy powinni reprezentować interesy nas mieszkańców.  Prof. Judith E. Innes określiła taki model planowania jako techniczny, stwierdzając jednocześnie, iż bardzo często nadmierna technicyzacja języka planowania służy ukryciu rzeczywistych decyzji podejmowanych z pewnych przesłanek za kulisami. Inne określenie tego modelu to teoria elit powiązana z zastosowaniem modelu techniczno-biurokratycznego.

Dzisiejsze spotkanie dowiodło jeszcze jednej rzeczy - a mianowicie braku urbanistyki w Łodzi. Urbanistyki rozumianej jako grupa osób reprezentujących ten zawód i pracujących dla miasta. Wsród reprezentantów łódzkiej administracji samorządowej nie ma osób, które byłyby w stanie w sposób zdecydowany bronić interesu miasta z pełnym zrozumieniem procesów, które w mieście zachodzą. Które byłyby w stanie skutecznie - dzięki posiadaniu niezbędnej wiedzy fachowej oraz zdecydowania i stanowczości niezbędnych dla skutecznego reprezentowania mieszkańców miasta - wejść w interakcję z przedstawicielami kolei, fachowcami swojej branży, od których nikt przecież nie wymaga rozumienia zasad projektowania urbanistycznego. Po to aby w rezultacie doprowadzić w ramach negocjacji do osiągnięcia porozumienia z korzyścią dla mieszkańców miasta. Brak takiej silnej grupy zawodowej w strukturach administracyjnych miasta stanowi istotny kontrast jeśli porównywać z miastami innymi. W referacie traktującym między innymi o przebudowie węzła kolejowego w Wiedniu, który miałam okazję usłyszeć podczas niedawnej konferencji uderzyło mnie podkreślenie wagi negocjacji pomiędzy przedstawicielami kolei i miasta. W tej drugiej grupie - liczącej tam blisko 30 osób, zorganizowanych w ramach dwóch jednostek koordynujących - przeważali urbaniści i architekci. Ale nie tylko, byli tam też inżynierowie eksploatacji kolei, specjaliści od infrastruktury rozmaitego rodzaju - po to między innymi - aby zapewniona była odpowiednia pozycja miasta w negocjacjach. Oraz dla opracowania rozwiązań o merytorycznie wysokiej jakości. Zresztą kiedy sama prezentowałam swój referat w ramach rzeczonej konferencji pierwsze postawione mi w dyskusji pytanie dotyczyło tego kto to wszystko zrobi. Kto w ramach miasta zrealizuje te arcytrudne zadania? (nota bene - jeśli jest taka potrzeba Austriacy zadeklarowali pełną pomoc i wsparcie techniczne, zapewne nie całkiem za darmo - doświadczenia w tym zakresie mają niebagatelne).

Podstawowy zarzut jaki postawiony został w ramach dzisiejszej dyskusji wobec proponowanych rozwiązań transportowych w zakresie kolei aglomeracyjnej to brak jej integracji z miastem. Zwróćcie uwagę, że mieszkańcy miasta to jednocześnie użytkownicy kolei i ułatwienie im dostępności do dworca/ stacji /przystanku leży we wspólnym interesie zarówno miasta jak i zarządców kolei. Wszyscy na tym zarobią. Miasto dzięki temu, że integracja rozwiązań transportowych służy ograniczaniu rozwijania transportu indywidualnego. Wszak jeśli nie ma czym dojechać (zwłaszcza z walizkami) niezbędny będzie własny samochód. I w konsekwencji potrzeba budowy kosztownych w utrzymaniu i zapewnieniu bezpieczeństwa parkingów wielopoziomowych lub/oraz dewastacji struktury przestrzennej przez lokalizację dojazdów i parkingów naziemnych. Kolej zarobi dzięki temu że lepsza jej integracja z innymi środkami transportu to jednocześnie większa ilość podróżnych. (Bo jeśli już np. wsiedliśmy do auta żeby dojechać na dworzec to jaki jest sens szukać parkingu żeby dojechać gdzieś w skali województwa, a często i dalej). Ja - mieszkaniec - zarobię gdyż zaoszczędzę cenny czas i nerwy nie siedząc za kółkiem - tylko przeznaczając podróż na pracę lub lekturę.

Jest jeszcze jedna rzecz związana z ekonomią - i o tym przypomniał mi swoim komentarzem czytelnik 'Uważam Rze' (z komentarzem w pełni muszę się niestety zgodzić, a z racji wagi rzeczy odpowiadam tutaj). Pan Profesor Jacek Wesołowski pokazał nam we wczorajszej wypowiedzi jedną ważną rzecz - ów dyskutowany brak powiązania z koleją aglomeracyjną w prezentowanych projektach generuje również koszty budowy - z racji tego że jest dłuższy. Stąd też - niezależnie od samych rzeczywiście istotnych korzyści dla miasta - apeluję o podjęcie dyskusji we właściwych mądrych gremiach aby ostateczne rozwiązania spełniały potrzeby w każdym możliwym zakresie. Jeszcze dopowiadam że podlegający dyskusji 'brak powiązania z koleją aglomeracyjną' w ramach projektowanego układu, chowający się w dywagacjach za rzeczą najważniejszą i z którą nikt nie próbuje dyskutować - a mianowicie budową samej średnicy KDP, ów 'brak powiązania' nazywany pieszczotliwie w dyskusji esikiem floresikiem - w opinii zebranych osób przyniesie straty miastu, a zyski - jak to ładnie ujął Prof. Wesołowski - interesariuszowi, którego można określić mianem 'definitely in my backyard' . Bo połączenia kolejowe i obecność stacji - jakby ktoś nie wiedział - generuje zyski - stąd ta postawa. I jak to bardzo trafnie ujął wczoraj w dyskusji Pan Dyrektor Raczyński - kolej jest tańsza niż drogi i utrzymanie systemu parkingów.

Tagi: partycypacja, urbanistyka, kolej, transport

Komentarze

2011-06-04 17:11:26 | *.*.*.* | marekwojciechowski
Re: Dyskusja o rozwiązaniach transportowych [0]
Polecam lekturę raportu firmy consultingowej Deloitte | Korki w 7 największych miastach Polski >>
http://www.deloitte.com/view/pl_PL/pl/branze/eu/ppp/bea1e4b925f7d210VgnVCM1000001a56f00aRCRD.htm skomentuj
2011-05-24 21:49:46 | *.*.*.* | ubezpieczenia komunikacyjne
Re: Dyskusja o rozwiązaniach transportowych [8]
Moim zdaniem trudno skalkulować, czy i na ile opłaci się to według Pani rozumowania. Nie przeczę, że logicznego ale trudno ocenić
ile osób myśli podobnie jak Pani, ma takie że tak powiem preferencje w tym zakresie. skomentuj
2011-05-24 21:54:45 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Być może - jednak dla obrony przedstawionej argumentacji mogę stwierdzić iż sporo podróżuję koleją. Dojeżdżam w ten sposób raz
w tygodniu na wykłady z Łodzi do Warszawy. I obserwując zachowania i profil podróżnych, a także rozmawiając - dość często -
mam na ten temat jak mi się wydaje dość spory bagaż przemyśleń. skomentuj
2011-05-25 01:14:42 | 178.36.35.* | Uważam Rze
Normalną rzeczą jest, że jeśli koleją byłoby szybciej i taniej, to mnóstwo ludzi zrezygnowałoby z indywidualnych środków
transportu.
Tymczasem, rzeczywistość jaka jest, każdy widzi...
Wystarczy troszkę pokalkulować. W końcu, statystyki nie kłamią. Kłamcy też liczą :)
Oto mój przykład:

Pragnąć dojechać gdzieś w regionie, np. do Babci na imieniny, która mieszka na wsi, przy granicy z woj. wielkopolskim, mam
następujące alternatywy:
1) jadę ekonomicznym samochodem, co zajmuje mi do 90 minut i kosztuje mnie odpowiednio: 30 zł (przy autku na gaz) i 50 zł
(w samochodzie na benzynę). Jeśli zabieram ze sobą 3 osoby z rodziny, wychodzi "na głowę": 7,5 (LPG) i 12,5 zł (U-95).
2) jazda pociągiem - gdzie prawie 90 minut, z "zawrotną" średnią prędkością, ledwo przekraczającą 50 km/h, to 'pajezdka'
jedzie z dworca Kaliskiego do stacji docelowej, a trzeba jeszcze doliczyć, że na dojazd miejską komunikacją w obrębie
Łodzi stracę 40 minut, a od stacji tam mam jeszcze 5 km - godzina drogi na pieszo, 7 minut - jak któryś z wujków uprzejmie
po mnie podjedzie...
Cena za bilet normalny w jedną tylko stronę za ten pociąg (spółki "Przewozy Regionalne") to niespełna 15 zł. Do tego 3,6
zł za bilet na tramwaj, jeśli nie posiadam migawki.

Wychodzi mi na to, że jadąc samemu autem na gaz i tak wychodzi mi taniej! Na benzynę trochę drożej, ale wyjeżdżając spod
domu, dojeżdżając 15 metrów od babcinej chałupiny, i tak zdecyduję się na ten wariant. Bo zanim dotrę z pociągu, już zdążę
zjeść porządny obiad, a nawet Babci "słodyczną" specjalność - piernik :)

Co ciekawe, kiedy nawet wybiorę, niestandardowy i trochę niebezpieczny, sposób transportu, który od jakiegoś czasu, z
wielką frajdą testuję (rower ze wspomagającym napęd silniczkiem spalinowym), będę u Babci szybciej niż pociągiem i mniej
za to zapłacę (jeśliby przestać pedałować, to wehikuł ten na trasie utrzyma średnią prędkość 50 km/h, a korki przecież dla
niego nie istnieją i do granic miasta śmignę w 20 minut). No i zużyję mniej energii niż samochód, więc mniej zaszkodzę
środowisku... Lepsze to niż skuter, bo jak mi silnik padnie, pozostanie mi siła własnych mięśni :)

Powyższą analizę pozostawiam bez żadnego komentarza odnośnie wad (i ewentualnych zalet, o ile w ogóle da się takie
dostrzec) naszego kolejnictwa (stosowną minidiagnozę przyczynowo - skutkową poczyniłem już przy okazji poprzedniego wpisu
na tymże blogu).

Co tu dużo dywagować. Pasażerski system transportowy naszego kraju nie ma nic wspólnego z zasadami ekonomii i wolnego
rynku. Nie można więc wychodzić z założenia, że mądry transport się nie opłaci, bo teraz ludzie nie jeżdżą. Jeśli zrobimy
go dobrze, a nawet dostatecznie (bo chyba wiele gorzej niż jest, być nie może), ludzie przekonają się do kolei w taki
sposób, jak setki Łodzian przekonało "super szybkie" (pisane w cudzysłowie, bo jak tu można zachwalać się osiągnięciami,
które były normalnością w II RP) połączenie z Warszawą. skomentuj
2011-05-25 07:48:31 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Bardzo dziękuję ze ten komentarz. Odpowiedziałam w tekście
głównym po części. skomentuj
2011-05-26 12:36:21 | 178.36.154.* | Uważam Rze
Odchodząc nieco od kwestii pociągów, pozostając jednak w temacie transportu aglomeracyjnego, proszę sobie
wyobrazić, że nasze szanowne miasto ma zamiar rozwalić spółkę "Międzygminna Komunikacja Tramwajowa", która świadczy
usługi przewozowe pomiędzy krańcówką przy Ikei a Ozorkowem. Oni mają bardzo ciekawą strategię: kupują przechodzone
tramwaje, trochę je remontują i śmigają w trasę. Ostatnio, w tym roku ściągnęli z Bochum kilka bardzo uroczych
wagonów typu Düwag M6S (http://www.phototrans.eu/14,61280,0,Duewag_M6S_325.html).

Można odnieść wrażenie, że obie podmiejskie spółki tramwajowe (zarówno MKT, jak i Tramwaje Podmiejskie - linia 43
do Lutomierska) mocno kompromitują MPK, które wyciąga od miasta rocznie 300 mln zł, za co świadczy usługę, której
ocenę jakości, gdyby określać to w skali czystośći wód, trzebaby nazwać jako pozaklasowa.

Gdy dojdzie do monopolu, Łodzianie nie będą już widzieć niczego innego, poza usługą lokalnego przewoźnika. Ale, czy
dzięki temu będą mniej psioczyć?

...

Chyba najlepiej byłoby tu ściągnąć Jaime Lernera i zapłacić mu 1 mln euro roczie, aby ściągnął tutaj wzorowy model
transportowy, który stworzył w brazylijskiej Kurytybie (zresztą na blogu tym, był swego czasu poczyniony i o tym
stosowny wpis). Taki pomysł miał odwołany w zeszłorocznym referendum prezydent. Może sam pomysł, nie byl taki zły. skomentuj
2011-05-26 19:54:31 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Z całym szacunkiem dla wszystkich wymienionych: Polacy nie gęsi i swój język mają. Po co mamy kogokolwiek
ściągać po to żeby zrobić coś co jest oczywiste? Ja rozumiem rodzimą mentalność, ale... skomentuj
2011-05-26 23:16:54 | 178.36.45.* | Uważam Rze
Ale z tym jest trochę tak, jak z tworzeniem strategii rozwoju. Z jednej strony nalepiej to zrobić siłami
miejscowych głów. Z drugiej jednak, ktoś z zewnątrz będzie w stanie więcej "zobaczyć", bo nie jest uwikłany
w lokalne układy.

Faktem jednak jest, że nie potrzeba wielkiej filozofii, aby uzmysłowić sobie, że rozsądniej to przystanki
dostosować do wysokich autobusów (które nie dość, że są o wiele tańsze od niskopodłogowców, to jeszcze
mniej się niszczą na nierółnych drogach) niż kupować nowiuśkie sprzęty za milion zł jeden, by za kilka lat
były zrujnowane.
W praktyce i tak na wielu przystankach, starsi, mają wielki problem z wejściem do nowoczesnego autobusu.
Takie rozwiązanie przecież możnaby zrobić też w tramwajch. Wystarczyłoby wyżej zrobić drzwi i postawić
odpowiedni przystanek, na który nie mógłby wejść żaden gapowicz.

NIe trzeba też być Einsteinem, by zrozumieć, że próba stworzenia bulwaru z najbardziej uniwersyteckiej
ulicy miasta - Narutowicza, skończyła się negatywnym skutkiem ubocznym - wydłużeniem czasu jazdy miejskiej
komunikacji na odcinku Pl. Dąbrowskiego - Tramwajowa. Gdyby nie te kilka bezsensowynch sygnalizacji (bo,
choćby nawet nikt by w ul. Uniwersytecką nie skręcał i tak jest czerwone), to byłoby o niebo lepiej. A
gdyby jeszcze tak nieco wcześniej zrobić dwa pasy dla samochodów. pomiędzy Wierzbową a Kopcińskiego (albo
tańszym sposobem zrobić jeden pas, i zakazać wjeżdżania na tory), by auta skręcające z Narutowicza w lewo
nie blokowały tramwajów, to już byłoby nieziemsko.

Możnaby tak sobie wymieniać całą listę takich prostych, ale jakże potrzebnych usprawnień. Oczywiście, do
takich trudnych decyzji trzeba mieć odwagę i świadomość narażenia się pewnym grupom interesów. Ale można
być takim wyłącznie wtedy, kiedy naprawdę pojmie się, że tylko dobrze zorganizowana komunikacja zbiorowa
może odkorkować miasta, skomentuj
2011-09-08 18:23:05 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Dokładnie tak. Tymczasem my dywagujemy (czy też raczej oni dywagują) jak sprawnie dojechać z Kalonki dużym
autkiem z napędem na 4 kółka. I gdzie je zaparkować. skomentuj



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.