|
2010-08-31 21:06
"W latach 60. Jacek Kuroń stał się znany jako współautor – wraz z Karolem Modzelewskim – „Listu otwartego”, który był marksistowską analizą systemu „realnego socjalizmu”. Jak pisali, jest to ustrój, w którym wszelką władzę i kontrolę nad obywatelami sprawuje partyjna biurokracja. Po przeciwnej stronie znajduje się wyzyskiwana klasa robotnicza i inne warstwy społeczne. Ten obiektywny konflikt musi doprowadzić do tego, że robotnicy obalą rządy biurokracji i stworzą nowy system – wielopartyjnej, samorządowej demokracji robotniczej. Były to konstrukcje teoretyczne zakorzenione w marksizmie, ale praktyczny opis istniejącego w systemie komunistycznym konfliktu okazał się prawidłowy." "Trzeba się porozumiewać i wysuwać żądania, ale ważniejsza od żądań jest solidarność – pisał Jacek Kuroń w 1976 r. " Dwa cytaty z artykułu Andrzeja Friszke Gwiezdny czas z 24.08.2010. Obecny bałagan wskazuje, że ówczesne hasła niewiele straciły na aktualności. Nadal mamy biurokrację - tyle tylko że nie partyjną (?...). Nadal z budów wynosi się po fajrancie co cenniejsze i co się da wynieść - tylko że teraz to się wydarza bardziej spektakularnie. Kwitnie prywata - całkowicie samorządna. Taka nad którą nikt nie panuje i mało kto ją ogarnia. Powyzszy cytat to oczywiście skrót myślowy. Ale nie przypadkiem w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. organizacje zajmujące się wspieraniem inicjatyw lokalnych finansowane są z funduszy federalnych nie lokalnych - dokładnie z tego samego powodu. Bo żeby wymienianą w cytowanym stanowisku zgodę uzyskać trzeba nad tym popracować - samo się nie zrobi. Pamiętam opis z artykułu Profesor Krystyny Pawłowskiej, który cytowałam w mojej pracy doktorskiej dotyczący sposobu tworzenia stref chronionego krajobrazu we Francji (jest to tam regulowane przepisami prawa). Otóż najpierw aby taki obszar utworzyć przez pewien okres czasu gromadzi się wiedzę o miejscu. Robić to należy wspólnie, angażując w to lokalną społeczność (młodzież szkolną, istniejące organizacje społeczne, etc). W efekcie powstaje księga wiedzy o miejscu, która zawiera zbiór materiałów na jego temat. Równolegle organizowane są rozmaitego kalibru imprezy (festyny, pogadanki, wystawy), których celem jest propagowanie wartości miejsca. A także szkolenia pokazujące miejscowej ludności jak jego walory mogą stać się towarem, który można sprzedać. To są działania o charakterze partycypacyjnym - pod warunkiem że partycypację społeczną rozumiemy jako zbiór metod służących zapobieganiu konfliktom. Gdzie w tym wszystkim tkwi błąd, co jest inne, nie takie samo? Bo kiedy się temu przyglądać to u nas działania "partycypacyjne" na szeroką skalę inicjują pojedyńczy obywatele - nie samorządy ani organy władzy różnego szczebla. Inaczej niż wszędzie indziej. W innym rozumieniu słowa "partycypacyjne" - obywatele po prostu chcą uczestniczyć w zyciu publicznym, nie chcą być pomijani, interesuje ich to co wspólne. Coraz jest więcej takich działań, z aktualnych:
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-08-23 21:56
Ciekawa jestem Państwa opinii na temat rozwiązania skrzyżowania na Oxford Circus w Londynie. Skrzyżowanie w kształcie litery x pozwalające na ruch pieszy po przekątnej ma swój pierwowzór w Tokio. Zasada działania daje się zdefiniować w ten sposób, że wszystkie samochody mają równocześnie czerwone światło, a piesi mogą wtedy przechodzić przez jezdnię, przede wszystkim na ukos - bo to tam najważniejszy kierunek ruchu. Potem już światła działają tak jak zwykle to bywa, przepuszczając auta na zmianę. Piesi są najważniejsi na tym skrzyżowaniu. To nie jest jedyne takie rozwiązanie, ma ono swoją historię o czym już tu kiedyś było. Opinie Londyńczyków można poznać tutaj (są entuzjastyczne): A ja jestem ciekawa opinii innych - potencjalnych i rzeczywistych - użytkowników tego miejsca. Jak to rozwiązanie oceniacie: jako komplikację czy ułatwienie?
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2010-08-21 14:37
... albo o tym jaki inżynier transportu być powinien.
"Austriacki inżynier budownictwa Hermann Knoflacher wymyślił w 1975 r. Gehzeug lub innymi słowy samochód do chodzenia - po to aby umożliwić przechodniom wizualne przybliżenie miejsca zajmowanego przez kierowców (innymi słowy aby zrównać uprawnienia pieszych i kierowców pod względem zajmowanej przestrzeni - wtrącenie tłumaczki). Jest to idealne urządzenie dla realizacji protestów przeciwko prymatowi samochodów w mieście albo po prostu dla spacerowania pośród samochodów. Eksperyment Knoflacher'a został powtórzony w miastach od Austrii po Tajlandię wskazując na przestrzenne możliwości rozwoju miast bez samochodów. Całość tekstu i ilustacja powyżej pochodzi z witryny: http://cca-actions.org/actions/wood-makes-people-big-cars, tłumaczenie moje własne, podobnie jak komentarz na wstępie. Jeszcze jeden obrazek:
Wracając do tematu - to kto i w jaki sposób podejmuje decyzje ma znaczenie lub też innymi słowy czyni różnicę. Umiejętność efektownego oraz efektywnego przekonywania jest w zawodach związanych z projektowaniem miasta niezwykle istotna. Przyglądając się powyższym zdjęciom chyba się ze mną zgodzicie? A co do chodzika to czy czegoś Wam nie przypomina ;)? I czy aby nie macie wrażenia że twórcy poniższej kreskówki żarty sobie stroili z co poniektórych zachowań "konsumenckich"? (Ja mam, nieodparte).
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2010-08-17 09:32
Demokracja zaczyna się od wolności słowa (trochę oczywistości, o których jakoś tak niektórzy zapomnieli a inni przypominają). Wolności, która ma prawo realizować się tam, gdzie jest najskuteczniejsza. Demokracja pośrednia jest obecnością dyskusji w parlamencie, radach gmin i w innych miejscach, gdzie rozmawiają reprezentanci. Ale również - dla możliwości wyboru kolejnych polityków, którzy będą najlepiej reprezentować nasze interesy - obecnością dyskusji w życiu publicznym. Skoro mówimy o demokracji to nie wolno i nie ma potrzeby zabierać prawa wolności wypowiedzi żadnej z grup. Bo społeczeństwo to nie grupa reprezentująca młodych i sprawnych oraz aktywnych w internecie, ale również wszyscy inni, w tym: rodzice, dziadkowie, dzieci, kobiety, osoby wyznania mojżeszowego, afroamerykanie, cykliści, katolicy, do wyboru i koloru (jak powiedziała jedna ze znajomych w ulubionym serwisie - to się nazywa w US "social equity"). Czegoś (wobec powyższego) w tej obecnej dyskusji o Krzyżu, który stał się symbolem nie rozumiem. Przykładowo nie rozumiem dlaczego miasto, miejska przestrzeń publiczna nie miałaby być miejscem dyskusji. Co jest przecież kwestionowane. Pomimo że nawet jak się okazuje przynosi dochody! Tymczasem przestrzeń fizyczna jest i staje się miejscem dyskusji w coraz większym stopniu. I bardzo mi się to podoba bo w tym rzecz! Gadanie w sieci nie jest wystarczająco spektakularne aby przyciągnąć uwagę i zdobyć właściwą dla rozpropagowania głoszonych poglądów rzeszę zwolenników. Chyba wszyscy już to rozumieją, niezależnie od głoszonych poglądów. Poczynając od pielęgniarek, górników i innych grup zawodowych, po ekologów i cyklistów, aż po "obrońców Krzyża" - jakąkolwiek grupę miałoby to ostatnie określenie oznaczać. I to dobrze. Bo to podnosi rangę przestrzeni publicznych. Dialog wraca do miasta (liczę na dialog i tolerancję, choć trudno ukryć, że skrajności i fanatyzmy potrafią przerazić). Jak na greckiej agorze (wiem, że tam tylko wybrani mieli prawo głosu..). Jak to swego czasu napisał Jose Ortega y Gasset: (…) prawdę mówiąc, najlepsza definicja miasta, polis, jest bardzo podobna do żartobliwej definicji armaty: należy wziąć dziurę, owinąć ją szczelnie drutem i już mamy armatę. Na tej samej zasadzie miasto czy polis zaczyna się od dziury: forum czy agory; a cała reszta jest jedynie sposobem zabezpieczenia tej dziury i zakreślenia jej konturów. Pierwotnie polis nie oznaczała zespołu domów mieszkalnych, lecz miejsce obywatelskich zgromadzeń, przestrzeń przeznaczoną do spełniania funkcji publicznych. Miasto nie zostało stworzone tak jak chata czy domus po to, by udzielać schronienia przed żywiołami i umożliwić prokreację - są to potrzeby codzienne i prywatne - lecz po to, by dyskutować nad sprawami publicznymi. Proszę zauważyć, że oznaczało to ni mniej ni więcej, tylko wynalezienie nowego typu przestrzeni, znacznie bardziej nowego niż przestrzeń Einsteina. (...) To bardzo łatwe: trzeba po prostu wyznaczyć kawałek ziemi, otoczyć go murami i w ten sposób z całości nieskończonej i amorficznej przestrzeni wydzielić część zamkniętą i skończoną. Oto i plac. Nie jest zamkniętym od góry "wnętrzem" jak dom czy istniejące w przyrodzie jaskinie, jest po prostu czystym zaprzeczeniem przyrody. Plac dzięki otaczającym go murom jest kawałkiem ziemi, który odwrócił się plecami od całej reszty, obywając się bez niej i przeciwstawiając się jej. Ten mały i zbuntowany kawałek ziemi, który oderwał się od nieskończonej przyrody i od niej się uniezależnił, jest zupełnie nowym typem przestrzeni sui generis, w której człowiek zrywa więzy łączące go z roślinami i zwierzętami tworząc odrębny, czysto ludzki świat. Jest to przestrzeń miejska. (...) I jak we współczesnych poglądach na miasto jako miejsce generowania kreatywności. Aby kreatywność zaistniała konieczna jest bliskość rozmaitości. Rozmaitości osób, poglądów, przekonań, wyznań. Różnorodności ludzi. Ta bliskość dokonuje się ostatnio w sieci ale również w fizyczności miasta. Takie miasta są nie tylko kreatywne ale też ...romantyczne. I unikalne. Jedyne w swoim rodzaju. Mają swój klimat, swoje światło ( o czym dużo w jednej z moich ulubionych książek), swoje tworzywo, które można tak a nie inaczej dotknąć i namacać (jak u Rasmussena), swoje miejsca które znaczą (jak u Schultza) . Innymi słowy i z innej trochę beczki - każdy człowiek to podmiot rewitalizacji (bo na ogół już teraz mówiąc o mieście w Europie mówimy o rewitalizacji). Każda jednostka jest ważna i coś sobą wnosi albo wnieść gotowa. Jednocześnie fizyczna obecność staje się na powrót ważna. I to jest to co mi się podoba. Podobnie jak podoba mi się, że już nikt nie boi się mówić otwarcie co myśli. Nawet (używając kolokwializmu i rzecz upraszczając do granic możliwości) Starsze Panie spod Krzyża. Żebyśmy jeszcze tylko chcieli przy tym wszystkim nie zapominać, że "kultura rodzi się w procesie komunikacji.."
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (9)
2010-08-15 00:05
Zastanawiające, czy ktokolwiek jeszcze wierzy w funkcjonowanie instytucji, które same z siebie zadbają o potrzeby ogółu, czy też o potrzeby grup lub jednostek. (Oczywiście jak zazwyczaj myśląc o wspólnym dobru mam na myśli porządek w przestrzeni, zadbane i przyjazne miasta, etc, etc. I celowo nie używam tu sformułowania "ład przestrzenny" - bo to typowo polskie określenie wydaje mi się cokolwiek wyświechtane i pozbawione znaczenia. Koniec dygresji.) Skoro awantura pod Pałacem Prezydenckim była w stanie poruszyć nieobecne dotąd w życiu publicznym grupy osób. Skoro po to aby bronić najstarszego zachowanego lasu w Europie trzeba wspinać się po piorunochronie. Skoro tereny zalewowe przestały być atrakcyjnym miejscem zamieszkania (o dziwo i na całe szczęście!) bo w odszkodowania nikt "rozsądny" już przecież nie wierzy (inne argumenty nie chciały trafić..). I skoro z Berlina do Warszawy wciąż jeździ się przez Głowno i Sochaczew.. Co ciekawe niemal każda lektura wiadomości dostarcza kolejnych argumentów.. Skąd wobec tego bierze się naiwna wiara, że o sprawne funkcjonowanie osiedli ludzkich zadba ktoś inny niż my sami. Oczywiście teoretycznie można "wziąć sprawę w swoje ręce" i się z osiedla wynieść. Ale to jest tylko połowiczne rozwiązanie problemu bo zawsze będzie to jakieś osiedle. Przestrzeń jest ograniczona, a ludzi wielu. W sumie cieszę się z tej całej awantury. Bo pokazała że już nie ma w nas najmniejszych nawet śladów"pokolenia królików".
A że przy okazji objawił się typowo polski i wybitnie unikalny sposób bronienia swoich racji , a mianowicie wznoszenie krzyży? (Objawił się o dziwo również w sporze o przestrzeń i to nie pierwszy raz...) No to co, wszak Polacy tak już mają że w sytuacji ostatecznej zwracają się o pomoc ostateczną. Zgodnie z rodzimym porzekadłem "jak trwoga to do Boga". Tak całkiem na marginesie urzekł mnie jeden z komentarzy pod cytatem z powyższego artykułu, który zamieściłam w moim ulubionym serwisie. A mianowicie aby postawić "krzyż przed właściwym ministerstwem odpowiedzialnym za planowanie przestrzenne, a właściwie całą drogę krzyżową.Dla urzędników.".. Ciekawi też, kiedy nareszcie zaczniemy rozmawiać o poszczególnych problemach, których niemało przecież się namnożyło do rozwiązania. Zamiast tkwić z uporem maniaka w coraz lepiej umocnionych okopach. Niczym w okopach Świętej Trójcy. Ponoć partycypacja społeczna to "metoda zapobiegania konfliktom"..
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (2)
2010-08-03 23:23
Odkryłam ostatnio serwis itunes. I to wcale nie pod kątem muzyki (choć nie narzekam) ale pod kątem ciekawych wykładów. Jest ich tam cała masa, ileś zagranicznych uczelni ma ambicje aby w tym serwisie publikować swoje treści. Wczoraj wieczorem do późnej nocy oglądałam wystąpienie barona Roberta Maya o wpływie globalnego ocieplenia na nasze zdrowie publikowane przez UCL w Londynie. Trudno powątpiewać.. Ale nie o tym chciałam tu powiedzieć. Miało być o lasach. Porusza zachowanie rosyjskich władz wobec protestujących pod Moskwą w Chimkach ekologów. Protestują przeciw wyrębowi dębowych, cennych lasów. Wyrębowi, który ma służyć budowie autostrady. Choć nie jest to jedyny wariant przebiegu tej drogi. Skandal. Cenne lasy. Oczywiście nie wszystkie lasy są cenne. Kiedy się nad tym zastanawiam pojawia się uczucie zgrozy, które zawsze odczuwam, kiedy widzę bezmyślne zagospodarowywanie kolejnych naturalnych (lub rolniczych terenów). Cały czas nie dociera do nas, że żyjemy w ograniczonej przestrzeni.. Drugie odczucie to alergia na nasze rodzime absurdy prawne. Kiedy się czyta (i analizuje) co to jest las w ustawie o lasach. Kiedy się sprawdza aktualność i zgodność mapy użytków z rzeczywistością i widać jak wiele nowych zalesień pojawiło się w międzyczasie (a ile zniknęło). Kiedy to porównać z terenami wyznaczanymi w jakże hojny sposób w dawnych nieszczególnie dokładnych planach ogólnych (z których teraz nie sposób się gminom wycofać). To skóra cierpnie i włosy dęba stają na głowie. To nawet nie jest niczyja wina. W każdym razie nie wprost. Ministerstwo na ogół nie wydaje zgód na odlesienia. Jeżeli to brak wdrożenia ustawy o INSPIRE w Polsce, brak wykorzystywania zobrazowań lotniczych i satelitarnych do aktualizacji map użytków (lub brak tej aktualizacji). Lub nasza rodzima przedsiębiorczość. Wszak sprytny inwestor na ogół zadba, aby jego teren przestał być formalnie lasem przed przystąpieniem do planu miejscowego. A jeśli jest to dajmy na to park krajobrazowy, którego przepisy ograniczają możliwość wydzielania nowych działek budowlanych podając ich maksymalną wielkość (ale nie dotyczą działek już istniejących, a tak jest na ogół) - to i grunt wcześniej rozparceluje. Jest w tym masa wyzwań dla naszych rodzimych ekologów. Bo ustawa o długiej nazwie dała im całą masę uprawnień. Z których nikt nie korzysta. Tu pytanie do kolegów urbanistów: z iloma organizacjami środowskowymi mieliście jak dotąd do czynienia?) Bo ja z jedną. I było to stowarzyszenie protestujące przeciwko pozwoleniu na lokalizację masztów telefonii komórkowych na ich terenie (organizacja środowiskowa?). O czym my w ogóle rozmawiamy skoro w Polsce wycina się (nie wiedzieć po co i na co, ponoć gospodarczo i w trosce o zachowanie drzewostanu??? ) Puszczę Białowieską. Najstarszy pierwotny las Europy.
Dlaczego lasy i globalne ocieplenie? Oraz wypowiedź Maya? Bo troska o przyrodę, której wyrazem jest również racjonalne gospodarowanie przestrzenią (w tym ochrona lasów) może nam uratować zdrowie. Nie wierzycie to posłuchajcie. Szczególnie ciekawy jest wątek o biednych i bogatych.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-08-03 09:37
Krajobraz sportu. W tej dziedzinie niewiele się zmienia - igrzyska były, są i będą igrzyskami. Zachwyca zmiana technologii. Dla zbudowania całości infrastruktury wystarczy kilka dni. Troszkę odstręcza natężenie komercji i hałaśliwa muzyka ale w ogólnym bilansie zawodów sportowych przestaje się liczyć. Napięcie, wielonarodowy tłum młodych ludzi i wielkie pieniądze w tle. To można dostrzec nawet obserwując rzecz z zewnątrz.
Oraz istota sprawy:
Co bardzo mi się podoba: okoliczne dzieciaki też grają w siatkówkę! Więcej informacji o jeszcze nie mistrzostwach świata (za co też trzymam kciuki, bo to naprawdę świetna impreza) w olsztyńskiej Gazecie Wyborczej.
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2010-07-29 22:11
Jakiś czas temu pisałam o zaporze Trzech Przełomów na rzece Jangcy w Chinach. Czytam ostatnio, że obfite opady spowodowały podniesienie się poziomu wody w towarzyszącym jej zbiorniku do poziomu zbliżonego do maksymalnej wytrzymałości konstrukcji. Chińscy oficjele bronią kontrowersyjnej zapory, mówiąc że będzie w stanie wytrzymać powódź, która zdarza się raz na 10 000 lat. Jednak letnie deszcze są najobfitsze od 10 lat. Towarzyszą im rozległe zalania i podtopienia, które spowodowały jak dotychczas śmierć 823 ludzi (źródło informacji oraz obrazka poniżej i aktualność danych - Inhabitat, artykuł z 28 lipca br.).
Według danych państwowej agencji informacyjnej zapora osiągnęła 90% wytrzymałości. Władze stają w obronie inwestycji - największego na świecie projektu hydroelektrycznego, którego konstrukcja spowodowała przeprowadzki miliona osób - mówiąc że pozwoli na kontrolę zjawiska powodzi wzdłuż rzeki Jangcy. To jeden z przyczynków do myślenia... Drugi: "29.07 |Czasem widać niewiele, a czasem właściwie nic nie widać. Tak od kilku dni jest w Moskwie. Miasto pokrył gęsty smog, bo z powodu upałów i suszy palą się położone niedaleko torfowiska. Dziś w Moskwie padł rekord 37,7 stopni Celsjusza - to najbardziej gorący dzień w historii badań meteorologicznych w Rosji (Fakty TVN)." Ale zjawisko globalnego ocieplenia nie istnieje.. przecież to wymysł ekologów (dobrze opłacanych). Tak przynajmniej można wnioskować z lektury komentarzy towarzyszących bardzo ciekawemu ( i równie przerażającemu) artykułowi w Gazecie Wyborczej. Można się z niego dowiedzieć, że plankton w oceanach niedługo przestanie istnieć.. Z innych "bajek" - bardzo realne wyniki badań przeprowadzonych przez polskich naukowców na temat wpływu globalnego ocieplenia na poziom wód przybrzeżnych Bałtyku (z 2002 roku). Do poczytania. I może się zacznijmy przejmować (jednak).
kategoria:
Wizje
Komentarze (0)
2010-07-28 22:56
Chongqing - największa gmina miejska świata jest w trakcie bardzo intensywnej urbanizacji. 50 mln m2 powierzchni użytkowej i 500 km dróg szybkiego ruchu to tylko niektóre cyfry opisujące skalę rozwoju. Co roku do miasta migruje 1 200 000 osób.
Magiczne Góry to chińsko duński projekt, prezentowany na Biennale w 2006 roku, który zakłada stworzenie nowej "Zielonej" dzielnicy biznesu ("Green" Central Business District w skrócie GCBD). Sylweta dzielnicy przypomina naturalne kształty Chongqing ale na kształt ten składają się "zamieszkane góry". Szczyty wzniesień pokrywają się z centrami o wysokiej intensywności, obniżenia to miejsca gdzie krajobraz przypomina tradycyjne chińską zabudowę. Doliny to otwarte zielone przestrzenie stanowiące miejsce dla "maszyny życia" - systemu oczyszczania ścieków i generowania odnawialnej energii.
Mieszkalne góry będą wykorzystywały systemy redukowania zużycia energii poprzez zastosowanie biernego chłodzenia w lecie i biernego ogrzewania w zimie. Są połączone między sobą systemem ścieżek rowerowych i pieszych i przy pomocy efektywnego trasportu publicznego tak aby zredukować potrzebę korzystania z transportu indywidualnego. Szacunki zakładają zmniejszenie całkowitego zapotrzebowania na środki i energię o 22% i zastąpienie 11% konwencjonalnej energii tą pochodzącą ze źródeł odnawialnych. Powyższe informacje oraz ilustracje zaczerpnięte z: http://roomatthetop.wordpress.com/ . Tamże więcej ilustracji. Podoba się? Szalone trochę nieprawdaż? Ale jeśli porównać z aktualnymi standardami obowiązującymi w tamtejszej tworzącej się miejskiej rzeczywistości:
Albo z osiedlem które już nie istnieje, ze względu na panoszącą się tam przestępczość:
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-07-28 06:55
Zakres przyczyn, dla których wyjeżdżamy na wakacje jest równie szeroki jak to, jak bardzo się od siebie nawzajem różnimy. Niektórzy wyjeżdżają z ciekawości, po to aby poznać nowe miejsca i dlatego aby moć zobaczyć coś co piękne. Dla innych wyjazdy to okazja, żeby odpocząć od nadmiaru bodzców, zaszyć się gdzieś i wreszcie wyspać czy poczytać albo w spokoju pobyć z rodziną. Jeszcze inni wyjeżdżają, żeby pooddychać świeżym powietrzem, żeby dzieci mniej chorowały, żeby miały się z kim bawić w bezpiecznym miejscu, czy żeby poprzyglądać się z bliska jak wygląda przyroda. Niektórzy chcą mieć okazję do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego albo do przeżycia przygody życia. Są też tacy, dla których powodem wyjazdów jest chęć poznania nowych ludzi, wycieczki kulinarne albo nie kulinarne, wreszcie chęć pobycia ze znajomymi, nie sposób wyczerpać katalogu przypadków i powodów, dla których chce się nam pakować i ruszać gdzieś, gdzie z założenia będzie fajniej i milej. Z niektórych można wnioskować, jakich zmian należałoby szukać w miejskim środowisku życia dla podniesienia jego jakości. Niektórzy z nas, zakosztowawszy wakacyjnego trybu życia próbują tak funkcjonować na stałe - jeśli tylko środki finansowe pozwalają. Narażając się tym samym na problemy z dojazdami, a miasta na niepotrzebny rozrost z którym same przecież problemy. Inni szukają własnej letniej siedziby - nie tylko w Rosji letnie domy to dość popularne zjawisko. Spróbujmy wymienić, najlepiej od razu z remedium na poprawę, choć może wymyślanie remediów pozostawię Wam szanowni czytelnicy - podam tylko przykładowe rozwiązania (wszak to blog o partycypacji społecznej w planowaniu): - brak możliwości ruchu, miejsca do uprawiania sportu - ścieżki rowerowe, boiska, tereny zieleni i rekreacji, - brak kontaktu z przyrodą - tereny zieleni: skwery, parki i zieleńce oraz zieleń przyuliczna, własne "uprawy" różnej skali i maści od wspólnie sadzonych kwiatów poczynając, - brak kontaktów społecznych - zmiana sposobu funkcjonowania miejskich przestrzeni, zmniejszenie intensywności ruchu kołowego (i parkowania) na rzecz podkreślania społecznej fukcji ulic i placów (co można osiągnąć przez ich urządzenie), - zaspokojenie potrzeby wyjazdów w poszukiwaniu pieknych miejsc - sami sobie dopowiedzcie, wiem że tej potrzeby nie da się zaspokoić albo można ale tylko w ograniczonym zakresie, tak aby chciało się wracać. Można by tak sobie wymieniać w nieskończoność. Niby wiemy, takie to wszystko oczywiste. Tyle że już nie ma normatywów które za nas wymuszą zaspokojenie tych wszystkich potrzeb. Zresztą w czasach normatywów też potrzeby bywały zaspokajane wyłącznie na papierze. A tymczasem: pozdrowienia z wakacji w lesie nad jeziorem.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2010-07-26 23:07
Przestrzeń komunikacji (albo jeśli chcieć być precyzyjnym - transportu). Źródło frustracji i powód zaniku kontaktów międzyludzkich. Jak to kiedyś trafnie powiedział Henry Lefebvre: "Automobile c’est une instrument de deculturation." Skąd on to wtedy już wiedział?
Żebyż tak zaistniała alternatywa. Dbałość o koleje i transport zbiorowy powinna być naczelnym celem dla włodarzy rodzimej przestrzeni. No i co? Ano nic. Popatrzmy sobie jakie głupoty robimy i dokąd to prowadzi: Odsłona I (wypatrzone przez Hubara): Odsłona II (cytat za Adamem Wajrakiem): Wracając do tytułowej mobilności - poniższą książkę już polecałam - Jacek Wesołowski: Miasto w ruchu. Polecam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-07-20 09:56
Z przyjemnością informuję, że w najnowszym numerze Kwartalnika Społeczno-Politycznego Obywatel NR 3/2010 (50) obok wielu ciekawych artykułów i wywiadów można również przeczytać mój tekst na temat: Przestrzeń w rękach obywateli. Z notatki redakcji na temat tego artykułu: "Udane inicjatywy mogą stać się szkołą demokracji, skłaniając obywateli do aktywnego udziału w życiu lokalnej społeczności. Podstawowym celem partycypacji społecznej w planowaniu przestrzennym, obok utożsamiania się ludzi z projektem oraz polepszenia jego jakości, jest budowanie więzi międzyludzkich i kształtowanie społeczeństwa miejskiego – civitas.". Zapraszam serdecznie do lektury.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (6)
2010-07-18 12:58
Scenka rodzajowa na ulicy: Pijana w sztok młoda kobieta, właściwie dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Młoda, jeszcze z gumką z froty na włosach. Towarzyszący jej najwidoczniej rodzice też pijani, chyba bardziej. Malujące się na twarzach zacięcie. Mężczyzna - przyszły dziadek zapewne - do partnerki (żony?): Słuchaj chyba Ci przyp... Tytułem uzupełnienia - rysunek zawarty w materiałach planistycznych obowiązującego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Łodzi (główny projektant studium - dr Mirosław Wiśniewski), przygotowany, (o ile pamiętam datę) w roku 1998, w pracowni Gorgul Wiśniewski Urbanistyka Architektura Sp. z o.o. w oparciu o opracowanie opisujące problem ludności biednej w mieście (Warzywoda-Kruszyńska Wielisława, Grotowska-Leder Jolanta Fenomen łódzkiej biedy - bieda skoncentrowana tom II, s.57-92). Innymi słowy - diagnoza problemu znana jest od dawna. Sam problem od dawna pozostaje nierozwiązany. Więcej - staje się coraz bardziej drastyczny.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (4)
2010-07-13 10:53
Można chyba śmiało postawić tezę, że jeśli jakiś wynalazek szczególnie przyczynia się do renesansu miast to jest to cyfrowy aparat fotograficzny oraz telefon (z cyfrowym aparatem fotograficznym). Dzięki pasji fotografowania związanej z powszechną dostępnością tej przyjemności bez myślenia o kosztach i trudzie wywoływania filmów zaczęliśmy zwracać uwagę na to co dookoła (o samym wychodzeniu z domu nie wspominając). CROSSING BORDERS from KA5@RCA on Vimeo. Zdjęcia.. Z przyjemnością obserwuję rozwój tego wynalazku i jego konsekwencje. W tym rozwój jako metody, sposobu działania. Pozostaje tylko przekazać zaproszenia:
kategoria:
Architektura
Komentarze (3)
2010-07-10 12:14
Nie tak dawno prowadziłam taką oto rozmowę w moim ulubionym (i nie tylko moim ulubionym) serwisie. Rzecz dotyczyła zagadnienia baraków i wyprowadzania do nich osób niepłacących za czynsz, a mieszkających w starych kamienicach w śródmieściu (w tym wypadku Łodzi, gdzie jak wiemy mieszkań komunalnych w starych kamienicach w śródmieściu jest szczególnie wiele). Zainspirował nas taki oto artykuł, dotyczący Poznania i tamtejszej polityki mieszkaniowej dotyczącej najuboższych. Drugą inspiracją była głośna sprawa rodziny, która nie dawała się eksmitować do tego stopnia, że dopiero interwencja służb antyterorystycznych pozwoliła na wyprowadzenie długoletnich dłużników z zajmowanego przez nich lokalu. Film na ten temat w Ekspresie Ilustrowanym dostarcza poglądu na temat sprawy. Choć jednocześnie inne informacje zdają się ten pogląd cokolwiek weryfikować. Wracając do rozmowy - chciałam zacytować obszerne fragmenty bo wydaje mi się że doszliśmy (doszłyśmy, wspólnie z cytowaną już tutaj Ulą Niziołek Janiak - wielbicielką i obrończynią łódzkich zabytków) do ciekawych rozwiązań. Prezydent chce wychowywać społeczny margines (poznan.gazeta.pl): Kontenery, do których władze miasta chcą przeprowadzić 'najtrudniejszych' lokatorów, to przyznanie się do porażki i wstyd dla całego Poznania - mówi Tomasz Sadowski, psycholog, szef Fundacji Barka. Urszula Niziołek-Janiak: A ja uważam, że w przypadku alkoholików przesiedlenie wiążące się z wyrwaniem z dotychczasowego środowiska może pomóc (zaznajomieni kumple i me Małgorzata Hanzl: (...) cały czas nasuwa mi się pytanie - co z dziećmi. Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami? Bo to powinien być priorytet. I niewielkie koszty. Już nastolatki są nie do zmiany, dorośli też są trudno reformowalni. Ale dzieci jeszcze tak. Tylko że one sobie same nie pomogą. Córka chodziła kiedyś do sióstr Urszulanek przy Obywatelskiej - które prowadzą obok przedszkola świetlicę dla dzieci z biednych rodzin, obserwuję też działanie Oratorium Jana Bosko przy Kościele Św. Teresy. Te miejsca bardzo istotnie zmieniają dzieciaki i młodzież która tam uczęszcza. Dają im punkt odniesienia - uczciwy punkt odniesienia. Dzieciaki z takich rodzin są bardzo często odrzucane przez grupę bo są nauczone żerowania na innych - od najmłodszych lat. (...) Nie są nauczone podstawowych zasad higieny. Potrafią być agresywne. Działanie takich miejsc jest nie do przecenienia. (...) Ale jest ich tak mało, a co jakiś czas pojawia się informacja, że coraz mniej. Bo nie ma na to pieniędzy. Jakiś czas temu np. zlikwidowano świetlicę przy Placu Barlickiego. Rewitalizacja polega wszak na tym że się z przechodnia czyni podmiot nie przedmiot działania (cytuję Krzysztofa Herbsta z ostatniego szkolenia w Fundacji Stocznia). Łódź jest, może być silna mieszkańcami - więc trzeba nad tym pomyśleć. I zwłaszcza nie traktować wszystkich tą samą miarą. Urszula Niziołek-Janiak: Myślę, że takie kontenery to nie jest rozwiązanie dla rodzin z dziećmi, bo dlaczego karać dzieci za błędy rodziców? Małgorzata Hanzl: W Poznaniu rodzin z dziećmi nie planują przenosić. Mam nadzieję że skoro się powołujemy na Poznań to w Łodzi też. Zastanawiam się tylko czy nie należy przenosić wyłącznie dorosłych z problemem alkoholowym, nie nazwać tego ośrodkiem odwykowym i nie traktować tak jak to traktuje się ośrodki odwykowe. Pytanie o świadczenia dla dzieci to jest pytanie o to czy miasto chce jedynie relokować problemy czy też może w końcu zacząć je rozwiązywać. Urszula Niziołek-Janiak: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8109015,Pomysl_na_dluznikow___baraki__Wcale_nie_takie_straszne.html Małgorzata Hanzl: Ula - ale to jest małe miasto. Małe miasta - to jest inna skala, praca bezpośrednia z ludźmi, łatwość ogarnięcia problemów. Ja to znam z perspektywy opracowań planistycznych. W małych miastach wszyscy wszystkich znają - to jest coś innego. Również architektura tych obiektów jest inna. I jej wpływ na mieszkańców też. To nie są baraki. Tylko pojedyncze budynki socjalne wśród innych domów. Urszula Niziołek-Janiak: Podałam ten li Małgorzata Hanzl: Co masz na myśli mówiąc własnoręcznie zbudowanych? Urszula Niziołek-Janiak: Niedawno czytałam, że w jednym z miasteczek przeszkolono długotrwale bezrobotnych w zawodach okołobudowlanych i budowlanych i w ramach szkolenia zbudowali oni dla swoich rodzin blok na miejskim gruncie - 900 zł/m2 powierzchni! W GB od dawna z powodzeniem działają takie programy aktywizacji,. czemu nie w Łodzi? Małgorzata Hanzl: I to jest świetny pomysł. Tylko byleby to był blok wśród innych, zamieszkiwanych przez nie długotrwale bezrobotnych. Urszula Niziołek-Janiak: Niewielkie osiedla kontenerów powinny być natomiast dla uzależnionych samotnych i traktowane jako swoisty ośrodek odwykowo-aktywizacyjny. Małgorzata Hanzl: Jeszcze jedno - w komentarzach do artykułu o kontenerach pojawił się głos o dwóch drogach: amerykańskiej - zdegradowane społecznie śródmieścia i europejskiej - zdegradowane społecznie obrzeża. Obie metody są złe. I o tym świadczą obecne starania władz lokalnych. Między innymi partycypacja społeczna rozumiana jako aktywizacja mieszkańców pojawiła się dla radzenia sobie z rozruchami (krwawymi też) jakie miały miejsce w americańskich downtown. I dlatego zaczęto takie programy finansować - bo ludność tam zamieszkująca była agresywna. Podobnie rewitalizuje się kosztem olbrzymich środków i z marnymi rezultatami obrzeża wielkich miast europejskich. Sama byłam świadkiem jak to wygląda w Lyonie oraz jak trudno te patologie potem wykorzenić. Mnie się bardzo podoba to co zrobiono w Bilbao, zresztą jest cała masa materiałów na temat prowadzenia rewitalizacji społecznej, np. w serwisie urbact.eu Urszula Niziołek-Janiak: Oczywiście, nie ma problemu. Co do obrzeży miast - własnie dlatego z przesiedleńcami trzeba pracować i przed i w trakcie i po - by dać im szanse w nowym miejscu i nie przesuwać problemu z dala od Centrum, tylko zapobiec jego powtórce. I tu włączył się do naszego dialogu Pan vice-Prezydent Łodzi Marcin Bugajski (ach te techniki wirtualnej komunikacji !) Małgorzata Hanzl: Dziękuję Panu za odpowiedź. Cieszy mnie takie postawienie sprawy. Boję się zbyt dużej skali takich rozwiązań - bo to może stać się dodatkowym źródłem patologii. Podobnie jak stosowanie w tym przypadku zasady egalitaryzmu. (Pojawiły się też inne głosy) Łódzkie Centrum Społeczne: http://www.centrumspoleczne.pl/oswiadczenie-kontenery.pdf Jakub Polewski: Wiecie, z drugiej strony zauważcie, że jedną z form SKUTECZNEJ psychoterapii jest odrzucenie, jak w przypadku niereformowalnych alkoholików. Nie da się nikogo wyleczyć z pewnych problemów "na siłę". Ludzie muszą mieć poczucie, że odpowiadają za siebie i ponoszą tego skutku. Inaczej przyzwyczajają się do nic nie robienie i czekania, aż wszyscy będą wyrozumiale dawać więcej i więcej na cudzy koszt. Jakby tak każdy uznał, że chce brać na cudzy koszt i przestał cokolwiek ze sobą robić no to sorry... Jakub Polewski: Pani Małgorzato: "Czy są pieniądze na świetlice środowiskowe, dla fundacji zajmujących się dzieciakami?" Właśnie próbuję z jednym stowarzyszeniem przykościelnym, którego celem jest wsparcie społeczne dla dzieci i młodzieży utworzyć pierwszy taki duży hostel w jednej z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Ma on być na terenie programu Prorevita. Wiceprezydent M. Bugajski deklaruje cały czas pomoc i poparcie, więc jeżeli to wypadli, to będzie w Łodzi precedens i być może więcej kamienic popadających w ruinę znajdzie tego typu zastosowanie. W tym przypadku budynek będzie modernizowany ze względu na zły stan techniczny. Wartości kulturowe zostaną zachowane w zakresie: elewacja frontowa, prześwit bramowy, klatki schodowe i niska oficyna. Małgorzata Hanzl: Gratuluję pomysłu - oby się udało! Trzymam kciuki. (dalsza część rozmowy dotyczyła już innych tematów). Tak sobie myślę, że wszyscy mamy trochę racji. Gdyby jeszcze teraz udało się te różne mysli nieuczesane przekształcić w rzeczywistość. PS. Tak swoją drogą to już kiedyś o tym pisałam. Nie raz.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2010-07-09 14:29
Łódzka Rada Miejska przyjęła regulamin w sprawie konsultacji społecznych. W związku z powyższym Wydziały urzędu oraz inne jednostki administracji lokalnej organizują konsultacje społeczne w różnych sprawach. Przykładowo w dniu dzisiejszym mają odbyć się konsultacje społeczne w sprawie transportu (szeroko rozumianego) w Łodzi. Wybrałabym się na rzeczone konsultacje, nawet tak dla rozrywki. Jest gdzie zaparkować rower pod Urzędem Miasta. (Bo dzięki pomocy sympatycznego serwisu i sklepu Łódź Cycle Chic mam znów sprawny rower - po dłuższej przerwie). Ale - trapią mnie następujące wątpliwości. Tak się zastanawiam, czy w ogóle jest sens ruszać się z domu bo mam masę pracy, w kwestiach transportu się nie specjalizuję, nie rzucam w tej materii przykładami z rękawa ani nie umiem głośno krzyczeć ani przepychać się pięściami. I nie wyglądam jak starszy Pan, któremu z założenia przypisuje się autorytet. Zastanawia mnie forma tych konsultacji bo o ile pamiętam to w łódzkim regulaminie konsultacji społecznych jest punkt o tym, że ma zaistnieć rezultat. Jeślibym tam miała pójść to głównie po to, aby zadać na początku pytanie na temat formuły organizacji konsultacji (tylko kto mi pozwoli zadać to pytanie). Tzn. innymi słowy: o co organizatorom chodzi. Czy o odbębnienie formalnego obowiązku, żeby się nazywało że są konsultacje. Czy o wspólne zastanowienie się nad najlepszym sposobem działania. Bo w tym drugim wariancie najlepsza byłaby forma warsztatowa, a nie tylko i wyłącznie dyskusja ogólna. A jeśli już dyskuja plenarna (bez wcześniejszej części warsztatowej w podgrupach, tak aby każdy zajął się tym na czym się zna najbardziej i aby potem wymienic poglądy, kiedy już wszyscy będą rozgrzani myśleniem) - to gdyby tak ta dyskusja przypominała chociaż dyskusje Rady Miasta, czy sejmowe - gdzie wszyscy mogą się na równych prawach wypowiedzieć, a na koniec dochodzi się do rezultatów. Bo na tym polega uczciwa partycypacja społeczna, a nie jej pseudo-namiastki. No i jeszcze pozostaje kwestia przekąsek. Albo co najmniej czegoś do picia. (Bo powinny być - konsultant o "suchym pysku" robi się negatywnie nastawiony do konsultacji). We wszystkich podręcznikach konsultacji jest co najmniej o napojach (zwłaszcza w taki upał). ;) To z pozoru jedynie jest nieistotne - ale świadczy o sposobie podejścia organizatorów do samej idei konsultacji oraz do osób, które w konsultacjach miałyby chcieć wziąć udział.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
2010-07-06 21:10
Padło tu niedawno pytanie o to co to takiego miasto. Moim skromnym zdaniem to jest klucz do rozwiązania zagadki. Zagadki dotyczącej stosowalności urbanistyki w naszym kraju (zresztą nie tylko, choć nasze rodzime uwarunkowania językowe są tutaj specyficzne). To właśnie pytanie. Otóż czy mieszka w mieście osoba, która tak naprawdę mieszka w lesie albo pod lasem ale adres to nadal Łódź.. Czy mieszka w mieście ktoś kto nie ma kanalizacji, dojeżdża do domu drogą gruntową tudzież hoduje na podwórku kury i prosiaka (a jeśli nie on sam to robi to sąsiad)? Jak dla mnie trudno tu mówić o mieszkaniu w mieście. Taki ktoś mieszka na wsi. I teraz pytanie - czy ktoś, kto mieszka w mieście to mieszczanin? Inaczej mówiąc mieszczuch? Pojmowany jako jednak osoba godna szacunku, no bo przynależna do civitas - społeczności miejskiej. I jak wobec tego traktować tych, którzy nie mieszkają w mieście ale prowadzą miejski styl życia (przynajmniej tak im się wydaje choć to prawie niemożliwe) ? O przypadkach płatników KRUS z adresem przy Marszałkowskiej nawet nie próbuję tu wspominać.
Zastanawiam się, gdzie jest granica pomiędzy miastem a wsią. No bo przecież nie tam, gdzie znajduje się znak drogowy obszar zabudowany tudzież koniec obszaru zabudowanego. Na ile związana jest z kulturowym statusem ludzi zamieszkujących różne miejsca. Definicja w Słowniku języka polskiego wskazuje na specyficzną kulturę miejską. Definicja w wikipedii mówi o intensywności zabudowy jako wyróżniku miejskości. Czyli jednak pole czy las w granicach administracyjnych miast to nie miasto - tylko rezerwa pod jego przyszły rozwój. A przenosząc się w takie miejsca traci się status mieszczanina lub współcześniej mieszczucha. Tylko kim się wtedy staje? Jak dla mnie mieszkańcem i niewolnikiem samochodu. I nie odczuwam obowiązku pozostawania obiektywną w tej materii. Na koniec powiem tyle, że dobrze się dzieje, że nie wolno w planach miejscowych mieszać skrajnie odmiennych przeznaczeń jak: zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna i zabudowa zagrodowa. Bo to naprawdę skrajnie odmienne pojęcia. To pierwsze przynależy do miasta. A to drugie jest właściwe dla wsi.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-06-28 09:25
Polecam Szanownym Czytelnikom swój tekst w Kulturze Enter: http://kulturaenter.pl/miejskosc-vs-budowle-kultury/2010/06/ Ilustracje stały się ciut nieaktualne w międzyczasie ale na tym zgodnie ze słowami Charles'a Landry'ego polega kreatywność - a mianowicie na zderzeniu marzeń z rzeczywistością. I umiejętności pokonywania kolejnych barier w wytrwałym dążeniu do przyjętego celu. Tu tego zabrakło - mnie szkoda. Tekst za to pozostał aktualny i będzie rozwijany.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (2)
2010-06-25 19:34
Ostatnio wszyscy wokół "ćwierkają" (od ang. twitter - Twitter). Na ogół takie krótkie formy wydają mi się niewystarczające ale dzisiaj wyjątkowo też postanowiłam powiedzieć to co chcę króciutko. Przyszła mi do głowy definicja Urbanistyki. Nie wiem czy ktoś już to tak powiedział czy nie. Sprawdzę zapewne potem. Dla mnie URBANISTYKA to jest: SZTUKA lub NAUKA O KREOWANIU LUDZKIEGO ŚRODOWISKA ŻYCIA. Teraz zaś na inny temat. Za to równie krótko. Z poniższym obrazkiem kojarzą mi się następujące SŁOWA: znak szczególny (za K. Wejchertem albo landmark jeśli cytować K. Lyncha), sylweta, semiologia, sentyment, symbol. Wcale nie jest powiedziane że to wszystko musi pozostać niezmienione w wyniku przekształceń tego miejsca, które nas czekają. Bo łódzki dworzec ma stać się stacją podziemną, a miejsce dawnego ma zająć całkiem nowy obiekt, inny, większy, bardziej nowoczesny. Ale powyższe Słowa definiują argumenty (ważne dla łodzian), które są istotne dla myślenia o decyzjach, które mają być podjęte. Argumenty, które należałoby położyć na szali z tym co ma być nowe i zważyć. Bo nowe na ogół równa się nieznane i budzi podświadomy lęk. Jeśli się nowe oswoi może być lepsze. Ale trzeba oswoić i pozwolić zaakceptować.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2010-06-20 23:39
Ciekawa jestem jakie jest zdanie naszych Kandydatów do Urzędu Prezydenckiego w kwestiach poruszanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę w drugiej części jego przemówienia z dnia 15 czerwca b.r. Konsekwencją katastrofy jest tam oparcie się o poważne badania naukowe, które m.in. nakazują zaprzestać opierania gospodarki na wyczerpujących się zasobach ropy naftowej i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii. Skądinąd nie rozumiem dlaczego tak istotne stwierdzenia przeszły w naszej rodzimej prasie całkowicie bez echa. Można by tutaj analogie - lub raczej ich brak - mnożyć w nieskończoność. Ja bym się jednak chciała dowiedzieć dlaczego nasi Kandydaci nie mają programu wyborczego w kwestiach, które dla Prezydenta Stanów Zjednoczonych są najistotniejsze. Dlaczego tamtejsi doradcy sugerują aby opierać się w podejmowanych działaniach na wynikach badań naukowych - a u nas te ostatnie, tudzież doświadczenia innych krajów się ignoruje. Dlaczego Prezydent USA mówi o zmianach klimatycznych i potrzebie zmiany polityki energetycznej a nasi Kandydaci ten temat pomijają. W ogóle nie istnieje w toczącej się dyskusji przedwyborczej. Ciekawa jestem też Waszej opinii na temat filmu, który ostatnio zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - li Age of Stupid: Trailers: Original Theatrical Trailer from Age of Stupid on Vimeo.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2010-06-18 11:18
Jednym z najczęstszych tematów rozmów ze studentami jest zagadnienie definiowania przestrzeni. Pojawia się ono wciąż, niemal na okrągło tłumaczę, że plac nie jest wzorem na powierzchni ziemi ale zdefiniowaną bryłą powietrza o określonym, świadomie wykreowanym kształcie. Kreacja tegoż kształtu może być dokonana w oparciu o rysowanie płaskie - i tak się to od czasów renesansu - kiedy zaczęto rozwijać narzędzia miernicze, a na szerszą skalę - od czasów Oświecenia - realizuje. Może też być dokonywana - co Camillo Sitte sławił jako idealne - w oparciu o analizowanie przestrzeni trójwymiarowej. Tak jak w średniowieczu, kiedy rzuty placów niekoniecznie były idealnie prostokreślne, ale za to niosły piękno bo - kreowane były in situ - tak aby kryterium piękna uwzględnić. Ostatnio dostępne są narzędzia, które pozwalają nam w analogiczny sposób myśleć o przestrzeni - jedynie należałoby zacząć z nich w ten sposób korzystać projektując w trzecim wymiarze i z uwzględnieniem kontekstu. A to wciąż wymaga zmiany sposobu myślenia. Często w takich dyskusjach powraca kwestia ronda. Jako rozwiązania centralnego "placu". W tym myśleniu są co najmniej dwa błędy. Pierwszy polega na myleniu funkcji komunikacyjnej i społecznej - one powinny się łączyć, wcale nie trzeba ich rozdzielać ale.. jeśli chcemy uzyskać przewagę funkcji społecznej, a na placu miejskim chcemy, to nie wolno projektować tak aby funkcja komunikacyjna dominowała.
Druga istotna niedoskonałość takiego myślenia to znów powrót do początku - a mianowicie do definicji wnętrza miejskiego. Z wnętrzem mamy do czynienia, jeśli obecne są elementy ograniczające przestrzeń. Wybitnie komunikacyjne rondo nie ma cech, które skłaniałyby aby je obudowywać budynkami. Kto chciałby mieszkać, pracować przy rondzie? Próbując podsumowywać te swoje przemyślenia - rozmawiając ze studentami mam do czynienia z opiniami osób, które dopiero zaczynają edukację. Ja im dopiero pewne rzeczy uświadamiam. Mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że większość obserwatorów "codziennego krajobrazu" (cytat z książki prof. W. Wiśniewskiej ( Weronika Wiśniewska: Krajobrazy codzienne; Politechnika Łódzka, Zeszyty Naukowe (Nr 903), Rozprawy naukowe, Z. 308, Łódź 2002) nie uświadamia sobie, że potrzebne jest im wnętrze, zamknięcie przestrzeni. Po to aby czuli się bezpiecznie, aby mieli szanse poczuć się pewniej i aby czuć, że są w miejscu uporządkowanym. Ograniczenie przestrzeni, jej zdefiniowanie jest nam potrzebne dla zachowania równowagi psychicznej. To jest potrzeba pierwotna, od zawsze ludzie szukali schronienia. Nie mam tu na myśli zamknięcia czyli ograniczenia gabarytów miejsca do małej - czytaj nieznośnej skali. Wnętrza miejskie lub naturalne bywają bardzo rozległe. Wydłużone aż po horyzont perspektywy baroku dostarczają tu znakomitych przykładów. Jednocześnie potrzeba zamknięcia, wydzielenia nie zaprzecza wcale potrzebie przestrzeni otwartej. Doskonale zdefiniował to Yi Fu Tuan. Potrzebujemy różnorodności. Jednak wydaje się że w tej chwili równowaga przechyliła się w kierunku chaosu. Entropia układu stale rośnie. Do tego stopnia że przestaliśmy rozumieć co to znaczy porządek, co to znaczy zwarty krajobraz miejski, a nawet co to znaczy miasto.
kategoria:
Wizje
Komentarze (7)
2010-06-11 04:00
Czy zastanawiamy się nad znaczeniem, symboliką krajobrazu miejskiego? Czytam sporo różnych opracowań socjologicznych oraz urbanistycznych i od pewnego czasu zastanawia mnie kontrast treści w tychże opracowaniach zawartych. Z jednej strony socjolodzy opisują wrażenia, uczucia, cytują zawarte w literaturze opisy różnych miast i miejsc. Z drugiej zaś w opisach inżynierskich o symbolice, znaczeniu nie ma prawie nic. W polskich opracowaniach pojawia się ład przestrzenny ale na ogół rozumiany jako porządek - czyli równe ustawienie, ujednolicenie zabudowy, a już niekoniecznie nadanie znaczeń. Sprawdzając stan badań na ten temat natknęłam się na niemało opracowań tego tematu dotyczących, między innymi doktorat Katarzyny Rutkowskiej z Politechniki Gdańskiej o semiologii urbanistyki, pracę Jacka Krenza Architektura Znaczeń, książkę Umberto Eco Symbolika Życia Codziennego, twórczość Christiana Norberga-Schulza, książki Leona Kriera.. (z opracowań dostępnych w języku polskim), sporo jest też na ten temat opracowań obcojęzycznych, ostatnio zresztą coraz więcej. Ale to opisane zjawisko ma niewiele wspólnego z praktyką projektową. Przykładowo - i tak staram się to tłumaczyć studentom - w jaki sposób można poprzez odpowiednie zaprojektowanie ulicy osiągnąć oczywistość kierunku, w którym ta ulica prowadzi? Tak żeby ulica "mówiła" jaka jest oraz czemu służy. Bardzo łatwo odnaleźć odpowiedź na to pytanie rozważając jak kształtowano kiedyś aleje wjazdowe do posiadłości szlacheckich. Drogowskazy i reklamy nie były potrzebne - nieprawdaż? Żeby myśleć w takich kategoriach trzeba najpierw zaakceptować fakt, że ulica ma prawo być inna niż przewidziana przepisami jej minimalna szerokość (dla drogi dojazdowej 10m, w tym 6 m jezdni oraz po dwa metry pobocza). Ze jedynym celem ulicy nie jest tylko i wyłącznie funkcja komunikacyjna (zresztą funkcja komunikacyjna też potrzebuje znaczeniowości ulicy dopasowanej do tejże funkcji, jeśli ta relacja jest zaburzona skutkuje to wypadkami). Że program użytkowy ulicy może być wzbogacony o drzewa, ścieżkę rowerową, szeroki chodnik. Że niektóre ulice mogą być węższe (choć wtedy formalnie nie można ich nazywać ulicami) oraz że ich krawędzie nie muszą być równoległe. Można też w niektórych specjalnych okolicznościach przewidywać w ramach ulic kanały z wodą, wzorem ulic Amsterdamu ( w przypadku miast szczególnie narażonych na zalewanie - jak np. Głowno). Potrzebna jest świadomość rangi ulicy - korytarza, którą Le Corbusier ochrzcił mianem zbrodni. Tymczasem ulica wraz ze zlokalizowanymi wzdłuż niej budynkami, które ją zamykają - sprawiając że przestrzeń staje się określona, zdefiniowana - a więc dająca poczucie bezpieczeństwa - jest doskonałym teatrem dla społecznej aktywności jednostek. Pod oczywistym warunkiem że nie jest to ciąg tranzytowy, przenoszący bardzo intensywny ruch kołowy. W takich sytuacjach społeczny aspekt ulicy na ogół sprowadza się do możliwości potrąbienia sobie na innych, stania w korku tudzież zaliczenia ostrej sprzeczki z innym kierowcą, który akurat chce skręcać w prawo, a my tę możliwość chwilowo zabieramy. "Automobile c’est une instrument de deculturation" powiedział Henry Lefebvre i trudno odmówić mu racji, nie tylko w użytym tu znaczeniu. W określonej przestrzeni ulicy zaspokojona zostaje nasza potrzeba identyfikacji, łatwo nam się zorientować i jesteśmy w stanie skoncentrować się na ciekawszych zajęciach - jak obserwacja innych. Jak słusznie zaobserwował Jan Gehl - obserwowanie innych jest dla użytkowników ulicy aktywnością szalenie atrakcyjną. Niniejszy zachwyt nad tradycyjnym ulicznym wnętrzem miejskim pragnę zakończyć zaproszeniem na Święto ulicy. Jedno z wielu takich świąt, które w najbliższy weekend w Łodzi będą mieć miejsce. Święto ulicy organizowane w ramach Dnia Sąsiada to świetna okazja do tego aby się do sąsiadów uśmiechnąć. Można też pobawić się w ogrodnika, porysować kredą na chodniku. Ostatnio odkryłam tę przyjemność. Niesamowite są reakcje przechodniów na taką nieoczekiwaną aktywność.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (1)
2010-06-07 14:36
Parafrazując słowa Posła Janusza Palikota z jego bloga (o której to wypowiedzi informowała dzisiaj GW, na stronie głównej serwisu): "Jest znacznie bardziej niebezpieczny niż najwyższa fala powodziowa. Bo ona mija, a [..tu aż się prosi o wstawienie nazwiska autora tego zdania] codziennie zaraża. I zagraża." I nawet nie w psuciu dotychczasowych - niedoskonałych przecież - przepisów rzecz. Ale w nadziejach jakie pokładaliśmy myśląc o proponowanym uproszczeniu procedur i sytuacji prawnej. Przecież trudno mówić o systemie planowania przestrzeni, jeżeli nie można z góry przewidzieć co powstanie w bezpośrednim otoczeniu działki, którą chcielibyśmy nabyć. Brakuje planów, a nic się nie robi aby powstały - wciąż dopuszczając coraz większą dowolność decydowania w drodze indywidualnych decyzji administracyjnych. Bez ładu i składu. Pozwalając na zabudowę na coraz większych obszarach - tak jakby świadomość kosztów, które będzie trzeba ponieść (z puli finansów publicznych, a czasem - jak w przypadku powodzi - również indywidualnych) nie była oczywista. Przecież nawet nie do końca wiadomo co to takiego działka budowlana! O braku definicji tzw. "działki sąsiedniej" i konsekwencjach tegoż niedopowiedzenia nie wspominając. A wracając do samej wypowiedzi Posła Palikota - jednak krytyka, również polityczna bywała bardziej zabawna.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-06-05 13:09
Z partycypacją mieszkańców w planowaniu (również przestrzennym) jest troszkę tak jak z powodzią. Nie da się jej zapobiec - trzeba ją więc polubić. To ostatnie stwierdzenie dotyczące powodzi jest cytatem z bardzo ciekawego wystąpienia wygłoszonego w ramach Konferencji na temat Ekologicznej Urbanistyki, która odbyła się w Uniwersytecie Harwarda w roku ubiegłym. Materiały tej konferencji są dostępne w sieci w formie tzw. "podcastów", każdy z nas może więc się z nimi zapoznać i wyrobić sobie własne zdanie o najnowszych trendach współczesnej myśli urbanistycznej. Bo co do autorytetu wspomnianej Uczelni chyba nie trzeba nic udawadniać. Takie właśnie stwierdzenie na temat powodzi, jak to które znalazło się w pierwszym zdaniu tej wypowiedzi wygłosił podczas podsumowującej sesji profesor Kongjian Yu, reprezentujący Turenscape and Peking University. Powiedział mianowicie: "Make friends with floods". Dokładnie w taki sposób jak robi się to od wielu lat na zachodzie Europy, tak też przekonują liczne podręczniki oraz specjaliści w tej branży - hydrolodzy oraz EKOLODZY (ostatnio jak wiemy - wszystkiemu winni. Bobry się nie odzywają - zaszyły się żeby ich nie powystrzelać. Oczywiście żartuję tutaj - a wymieniony List otwarty Ekologów celowo popularyzuję i polecam łaskawej uwadze. Oraz w pełni popieram.). Czemu twierdzę, że z partycypacją społeczną w planowaniu (również przestrzennym) jest identycznie? Też trzeba ją polubić bo pominąć się nie da. Ano zobaczcie Państwo jak to się odbywa , o czym przekonują się stopniowo Szanowni Urzędnicy łódzkiego magistratu: "Kiedy drogi powstaną? Na to pytanie dzisiaj nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Wiadomo jednak, że w przypadku trasy Górnej wystarczyło posłuchać racji mieszkańców, których wariant został ostatecznie zaakceptowany. Trasa Śląska z pewnością kiedyś zostanie dokończona. Gdyby jednak wcześniej dogadano się z mieszkańcami, już dawno w Łodzi byłoby mniej korków." cytat z GW dodatek łódzki Z partycypacją jest dokładnie tak jak z zapobieganiem chorób - wychodzi łatwiej i taniej niż leczenie - czyli w tym przypadku rozwiązywanie konfliktów. Inna kwestia, że z każdym z tych przypadków nikt nie chce słuchać pouczeń i - jak niektórzy twierdzą - "naukowych mądrości" przed. Dopiero jak się Jaś już sparzy, wyda masę pieniędzy (publicznych), to na własnych błędach być może się w końcu nauczy.. Tak swoją drogą powiązanie tych dwóch tematów - partycypacji i powodzi nie jest przypadkowe. Umiejętność podejmowania niepopularnych z pozoru decyzji związanych z racjonalizacją wykorzystania terenów już zainwestowanych w bezpośrednim sąsiedztwie rzek wymaga współudziału mieszkańców. Bez tego elementu takie działanie nie ma szans. Czego dowodzi wspomniany już tu powyżej przykład renaturyzacji doliny Renu.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-06-01 14:10
Innymi słowy my tu sobie fajnie pogwarzymy bo jest/ była/ będzie powódź (niepotrzebne skreślić) - więc temat chwytliwy. A oni sobie po cichu coraz bardziej przenoszą ciężar decydowania o przestrzeni metodą malutkich kroczków z miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego na decyzje administracyjne (proszę nie mieć do mnie tu i teraz pretensji za opozycję my - oni, odnoszę wrażenie że jest więcej niż uzasadniona, proszę też wybaczyć irytację). Przeczytajcie Moi Drodzy jeszcze raz proszę ostatnie zmiany.. mojej ulubionej Ustawy. Zwracam uwagę na to co się teraz opiniuje a co się uzgadniać będzie, z kim i dlaczego tak, a nie inaczej. Dla wyjaśnienia - z opinią projektant planu (czytaj gmina) ma prawo się nie zgodzić. Z uzgodnieniem musi się zgodzić bo inaczej nie można planu procedować dalej. Zastanawia np. ograniczenie uprawnień wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej w procedurze mpzp. Czyli jeśli PIS nie pozwoli budować bez kanalizacji to teraz ten brak zgody przestaje być wiążący. Czyli jesli konserwator zabytków nie pozwoli nie objąć ochroną - to teraz mozna to zignorować. Do tej pory art. 20 Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami brzmiał, i brzmi nadal - bo to jest nowelizacja jeszcze nie przyjęta przez Senat - Art. 20. Projekty i zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa oraz miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego podlegają uzgodnieniu z wojewódzkim konserwatorem zabytków. Podobnie Państwowa Inspekcja Sanitarna dotychczas uzgadniała projekty planów miejscowych, wielokrotnie nie dopuszczając do budowy bez kanalizacji np. na terenach o wysokim poziomie wód gruntowych, zagrożonych zanieczyszczeniem wód podziemnych, etc. To był istotny argument, a teraz co? Planista w roli Rejtana w obronie wartości, bez jakiejkolwiek broni? Co chwila ostatnio czytamy o tym że gdzieś "zalało szambo i szambo wybiło" Teraz będziemy takie newsy czytać częściej.. Skoro już nawet Państwowa Inspekcja Sanitarna ma mieć w tej (jednak istotnej z punktu widzenia zagrożenia życia i zdrowia) sprawie jedynie prawo wyrazić opinię. Dlaczego tak ma się zadziać? Czy były jakiekolwiek konsultacje społeczne tej najnowszej nowelizacji? Bo nie wiem czemu, ale te zmiany wydają mi się bardzo istotne.. A konsultacje społeczne dotyczyły czegoś całkiem innego.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (7)
2010-05-30 18:03
Kolejne leniwe niedzielne popołudnie z deszczem za oknem. Zastanawiałam się czy nie wybrać z dzieciakami na świetną wydawało się z zapowiedzi imprezę: http://www.pantuniestal.com/2010/05/24/czy-moge-pozyczyc-szklanke-cukru/
Ale spadł deszcz.. Postanowiłam wobec tego rozpatrzeć uwagi do jednego z opracowywanych planów. Jak zwykle z tyłu głowy kołacze mi się myśl o tym na ile mądrzej byłoby zainteresowanym to co mam do powiedzenia wytłumaczyć, zamiast - jak to się niekiedy robi przy takich okazjach - odwracać kota ogonem, żeby pozbyć się problemu. Nawet nie wspominam o konfrontacji sprzecznych stanowisk, etc. (pomarzyć jak wiadomo zawsze sobie można). Uwarunkowań prawnych nie zmienię, jest jak jest. Fakt że uwagi są sprzeczne a ja znam przepisy lepiej oraz za tym co wymyślę stoi autorytet lokalnej władzy tudzież poparcie pewnej grupy, która stoi za proponowanymi rozwiązaniami. Być może to wszystko razem spowoduje że jakoś się rzecz do szczęśliwego końca uda doprowadzić. To czy ktoś to będzie potem zaskarżał.. No cóż, ma prawo i może z niego skorzystać. Być może uda się również doprowadzić do pomyślnego finału postulat, który zapobiegnie wprowadzeniu kolejnego prawnego bubla, o czym więcej tutaj: http://www.urbanistyka.info/content/nasz-głos-w-sprawie-zmian-w-ustawie-o-planowaniu-i-zagospodarowaniu-przestrzennym . Pewnie jest Państwu obca wiedza o tym, że całkiem ostatnio Sejm przyjął kolejną nowelizację m.in. Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Między innymi dość skutecznie blokując opracowywanie planów, a mianowicie poprzez propozycję skrócenia terminu zawieszenia decyzji w sytuacji przystąpienia do opracowywania mpzp. W proponowanym terminie z całą pewnością nie uda się zmieścić. W związku z tym uzgodnione projekty planów przed wyłożeniem będzie można wyrzucić do kosza lub zaczynać całą zabawę (procedurę) od początku. Podpisuję się pod apelem zgłoszonym przez zespół urbanistów związanych z portalem Urbanistyka.info . Jeśliby tylko udało się ten apel przeforsować... Gdyby jeszcze - tu znów cytuję inny postulat (autorstwa M. Korneckiego z Krakowa) - artykuł 61 Ustawy wyglądał jak następuje: "Art. 61. 1. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków: Wtedy rzeczywiście powoływanie się na przepisy niemieckie przy okazji uzasadniania instytucji decyzji o warukach zabudowy być może zyskałoby pewien sens. O mobilizowaniu gmin do planowania nie wspominając. Jak to z reguły bywa - diabeł tkwi w szczegółach. To niewiele - ale być może takie działanie w dłuższej perspektywie pozwoliłoby metodą małych kroków uporządkować zagadnienia prawne związane z planowaniem. Tymczasem - Szanowni Państwo, posłuchajmy sobie lepiej muzyki:
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (0)
2010-05-25 10:17
Jak w tytule - zaimponował mi artykuł Dwa Żywioły Jacka Żakowskiego we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Zacytuję obszerny fragment: "Fałszywa filozofia przyzwalająca na budowanie wszystkiego, gdzie popadnie, została teraz brutalnie obnażona. Inne jej skutki mogą jednak być nieporównanie groźniejsze, choć tak spektakularne nie są. Duszenie, odwodnianie, szpecenie, nadmierne koncentrowanie lub rozpraszanie miast i aglomeracji codziennie powoduje nieobliczalne szkody. Nie raz na kilkanaście lat, ale każdego dnia niszczy środowisko, zdrowie mieszkańców, zwartość społecznej tkanki. Polska jest jednym z niewielu cywilizowanych krajów, gdzie władza się tym kompletnie nie przejmuje. A my płacimy, tracąc godziny w korkach, cierpiąc na alergie, astmy i nerwice, patrząc na inwazję niefunkcjonalnego szkaradztwa. Jest na to prosty sposób. Nazywa się plan zagospodarowania przestrzennego. Plany miały być już dawno, ale samorządy je powszechnie olały, a Sejm skapitulował i pozwolił na budowanie bez planów. Przez to w całej Polsce bezpowrotnie niszczone są racjonalne założenia urbanistyczne. Miasta duszą się nie tylko społecznie i komunikacyjnie, ale też dosłownie. My płacimy za to naszym czasem, zdrowiem i pieniędzmi. Państwo to lekceważy, tak jak lekceważyło zabudowywanie polderów. Jeśli teraz pozwolimy politykom zamydlić nam oczy prawem odnoszącym się tylko do powodzi, będziemy płacili coraz więcej. Wiem, że to bolesne, ale jedynym sensownym wnioskiem wydaje mi się powrót do zakazu wydawania jakichkolwiek pozwoleń budowlanych wobec terenów nieobjętych ważnymi planami od roku, powiedzmy, 2012. Samorządy miały wiele lat, by opracować te plany. Jeśli je zlekceważyły - muszą wreszcie ponieść konsekwencje. Choćby w formie wstrzymania ruchu budowlanego. Na dłuższą metę i tak będzie to dużo mniej bolesne i kosztowne, niż tolerowanie obecnej anarchii." Straciłam już wiarę że taki moment kiedykolwiek nastąpi, że taka dyskusja się zacznie. Obyśmy w końcu przestali w bezsensowny sposób marnotrawić to co mamy. Nie muszę chyba dodawać, że całkowicie odpowiada mi pomysł Pana Redaktora Żakowskiego. Tak być powinno i jest to głos rozsądku. I proszę nie truć że nie ma kadr, itd. Kadry są, kształcimy je od lat. To że mało który architekt chce kontynuować pracę jako urbanista - widząc bezsens przepisów. Trudno się dziwić. To że w tej chwili w Izbie zarejestrowana jest ograniczona liczba osób - to wcale nie znaczy że nie ma kadr. Są tylko nie ma co w tym fachu robić, bo w Polsce się nie planuje. To popyt ponoć kształtuje podaz - a nie odwrotnie.
kategoria:
Urbanistyka
Komentarze (9)
2010-05-24 22:02
21 stycznia b.r. rozstrzygnięto zamknięty konkurs na zagospodarowanie Placu Republiki w Paryżu. W konkursie brało udział pięć zespołów wybranych spośród 72, które zgłosiły swoje kandydatury. Projektanci zwycięskiej pracy zespół Trevelo & Viger-Kohler (TVK) planują nasadzenie 30% nowych drzew różnych gatunków. Projekt przewiduje znaczne ograniczenie ruchu samochodowego na rzecz pieszego. Planowane jest poszerzenie chodników okalających plac z dotychczasowych 8m do 15, budowę ścieżek rowerowych oraz wydzielonych pasów ruchu dla komunikacji autobusowej.
Centralna część placu, wokół pomnika pozostanie odsłonięta. Zlokalizowane zostaną tam przystanki komunikacji autobusowej. Pod drzewami które mają zacieniać części boczne znajdą się kioski, mała gastronomia oraz miejsca odpoczynku i rekreacji. Całość placu ma zostać zrealizowana w tym samym poziomie tworząc jedno spójne, współczesne wnętrze miejskie. Inny projekt przebudowy Placu Republiki zaproponowany przez Josepa Lluís Mateo również przewidywał znaczne poszerzenie przestrzeni dla pieszych kosztem kilku pasów ruchu, dosadzenia drzew, szczególnie w strefie obrzeżnej placu oraz wprowadzenie licznych kiosków i obiektów gastronomii. Według założeń projektanta plac miał stać się salonem miejskim, zapewniającym "jedność i różnorodność" jednocześnie - różne przestrzenie o różnorodnym charakterze wydzielone w przestrzeni placu ale połączone wspólnym designem i wspólną ideą. Place de la République. Restricted Competition from Josep Lluis Mateo on Vimeo.
kategoria:
Architektura
Komentarze (0)
2010-05-22 19:34
Moc słów i rozsądnych opinii przechodzi moje najśmielsze oczekiwania: Mówmy głośniej o tym co się nam nie podoba. To działa! W dziedzinie planowania przestrzennego jest jeszcze tak wiele do uporządkowania. Pierwszy z brzegu "kwiatek" mamy tutaj. Wraz z apelem o pomoc adresowanym do - opinii publicznej: "W myśl przepisów zieleń parkowa nie jest inwestycją celu publicznego, nie można zatem odkupić parku od spadkobierców, jeżeli oni się na to nie zgodzą - tłumaczyła Jolanta Latała z biura architektury. - Mamy obietnicę Ministerstwa Infrastruktury, że zostanie wprowadzona poprawka uznająca parki za cel publiczny. Apelujemy do warszawiaków i organizacji ekologicznych, by naciskały na resort w tej sprawie." - z artykułu traktującego o planach rozwoju stolicy w GW. W podobny sposób, choć co oczywiste w znaczniej dłuższej perspektywie czasowej oddziaływują manifestacje obecności rowerzystów we wszystkich większych miastach - tzw. Masy Krytyczne. Obserwuję to z bliska na przykładzie Masy Łódzkiej organizowanej przez Fundację Normalne Miasto Fenomen. Wpływ na powszechną opinię - a więc w dalszej perspektywie na rzeczywistość mają również plebiscyty doceniające wysiłki tych, którzy starają się realizować to czym się zajmują z należną starannością. Takie jak ten organizowany już po raz drugi w Łodzi przez Grupę Pewnych Osób. Plebiscyt, którego pomysłodawcą jest Marcin pseudonim Stefano Makaroni, służy nagradzaniu ciekawych inicjatyw służących Miastu, jego Mieszkańcom i jego przestrzeni. O tym że jest to świetny przykład partycypacji społecznej, poprzez promowanie pozytywnych postaw i wzorów, niech świadczy uznanie dla tej inicjatywy poprzez objęcie jej patronatem przez sieć wymiany dobrych praktyk w zakresie partycypacji społecznej w planowaniu CommunityPlanning.net Lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach. Lista nominacji. Jako że mam zaszczyt być jurorem w tym konkursie mogę próbować podsumowywać. Bardzo mnie cieszy i jednocześnie zastanawia przesunięcie, jakie nastąpiło wśród zgłaszanych kandydatur. W roku ubiegłym większość zgłoszeń dotyczyła fizycznych aspektów miasta - budynków, podwórek, rewitalizacji, fasad. W tym roku też takie zgłoszenia się pojawiły - w ogóle liczba zgłoszeń dzięki wzrastającej popularności znacznie się powiększyła. Ale jednocześnie znacznie więcej było zgłoszeń dotyczących działalności społecznej, aktywności, słowem - jednostkowych inicjatyw.
Z tych zgłoszeń - a może trochę za sprawą "Przewodnika Fu-turystycznego" autorstwa Marty Skłodowskiej (również nagrodzonej Punktem) - wyłania się obraz Łodzi jako miasta kultury alternatywnej. Miasta, w którym mieszkają niezwykle kreatywni ludzie. Ciekawe z czego się to bierze - może lokalne przeciwności tak nas hartują ;). A może tradycyjnie przypisywana Łodzi wielokulurowość.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (2)
2010-05-20 11:20
Moja książka jest do nabycia w księgarni Regioportal.pl Poprzedzona jest przedmową autorstwa Promotora pracy - Pana Profesora Stefana Wrony. Poniżej kilka wyjątków z tego - co by tu nie mówić - bardzo dla mnie pochlebnego tekstu. "Internet, media cyfrowe stają się obecnie coraz powszechniejszym kanałem komunikacji. Z tego względu rozprawa dotycząca możliwości wykorzystania nowego medium dla potrzeb angażowania mieszkańców w proces partycypacji społecznej w planowaniu nabiera coraz większego znaczenia (....) (....) Zidentyfikowano trzy najistotniejsze obszary zastosowania nowych mediów w procesie partycypacji. Wśród nich: dostarczenie platformy komunikacji niwelującej barierę nieprofesjonalizmu, a więc pozwalającej na swobodną dyskusję na tematy zazwyczaj uznawane za hermetyczne dzięki cyfrowym prezentacjom, wizualizacjom, animacjom, tudzież możliwościom dyskusji w wirtualnej wizji projektowanej rzeczywistości wydaje się bardzo ważne (....) (....)Autorka zdaje sobie również sprawę z ograniczeń nowych technologii, wielokrotnie powtarza się zdanie o tym, że kontakt wirtualny nie zastąpi rzeczywistego, może go jedynie w doskonały sposób uzupełnić, stając się kolejnym, a niekiedy najważniejszym kanałem komunikacji. Co bardzo ważne – komunikacji realizowanej w obie strony, z pełnym wykorzystaniem możliwości interakcji oferowanych przez nowe media. Z przyjemnością i całym przekonaniem polecam tę pozycję jako podręcznik zarówno dla urbanistów zainteresowanych nowymi mediami jak i dla osób zainteresowanych jakością przestrzeni i aktywnie działających (również z wykorzystaniem sieci Internet ) dla poprawy jej jakości." Zapraszam do lektury.
kategoria:
MojeMiasto
Komentarze (0)
O mnie
Dr inż arch. Małgorzata HANZL
adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego
Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej
Archiwum Bloga
Ulubione blogi
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2010-08-24 12:52
pk5 do wpisu:
Japońskie skrzyżowanie w Londynie
wypowiem się jako uzytkownik.
Przejsćie "na ukos" jest o niebo [protsze i wygodne. a swiatła[...]
2010-08-20 00:22
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Pochwała Babć spod Krzyża albo o definicji armaty
W mieście Łodzi postrzegałabym tak śródmiejskie ulice, których ortogonalna siatka odpowiada za[...]
2010-08-19 23:20
pacyfik do wpisu:
Pochwała Babć spod Krzyża albo o definicji armaty
Wpis piękny,mądry i może trochę idealistyczny(zbyt-ale to nie szkodzi;ma nawet swój[...]
2010-08-19 08:18
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Polski sposób na partycypację
A wot i ciekawostka ;)
[...]
2010-08-17 23:20
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Pochwała Babć spod Krzyża albo o definicji armaty
Teraz to już całkiem namieszałam. Ale trudno się mówi.
Tak swoją drogą to Rzeczypospolita[...]
|