2010-09-16 08:43
 Oceń wpis
   

Czytanie o łódzkich perypetiach ze studium jest dla mnie źródłem nieustającej rozrywki. Jedynie od czasu do czasu nieco mnie to irytuje.

Dwie sprawy, które pojawiły się w dniu wczorajszym, kiedy to radni rozpoczęli rozpatrywanie 600 nieuwzględnionych uwag do studium.
Pierwsza dotyczy zapisu studium "nakazującego zalesienia". Domyślam się, że redaktor tekstu mylnie zinterpretował zapis. Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu (dla sprecyzowania - studium określa kierunki zmian, a plan ustala je w sposób szczegółowy i ostatecznie wiązący). Nie można nikomu nakazać sadzenia drzew. Zapis o tym, że jakiś teren ma być w przyszłości lasem oznacza tylko i jedynie albo aż że może tam być to co jest obecnie (chyba że dokument stanowiłby inaczej - tzn. ustalałby inne tymczasowe zagospodarowanie) albo las. Na ogół zapisy o przeznaczeniu na las dotyczą dotychczasowych terenów rolnych - które mogą w związku z tym być rolą lub lasem.

Druga historia (bo trudno to inaczej nazwać) to żądania mieszkańców rejonu ulicy Okólnej. Jest to typowy rozogniony i wieloletni konflikt wymagający podjęcia niezależnego od reszty zagadnień dialogu, w ramach którego bardzo pomocne byłyby symulacje wpływu żądanej przez tamtejszych właścicieli nieruchomości urbanizacji na środowisko, w tym przede wszystkim na Las Łagiewnicki. Las, który nie jest własnością mieszkańców rejonu Okólnej ale dobrem z którego korzystają wszyscy łodzianie. Przede wszystkim dostarczając zasobów tlenu. Ale również możliwości rekreacji. Strategia dla Łodzi swego czasu wskazywała Las Łagiewnicki jako jedną z bardzo mocnych stron miasta. Taka dyskusja powinna zgromadzić obie strony, które w oparciu o rzetelne informacje miałyby szanse wspólnie uzyskac jakieś rozwiązanie. Na pewno niezbędny to będzie mediator z odpowiednimi kwalifikacjami - to się w Polsce już dzieje, np. mediatora zatrudnia gdańskie Biuro Planowania. Bardzo ważne dla opinii publicznej jest rzetelne przeanalizowanie oddziaływania środowiskowego. Wymyślono w tym celu specjalne programy , np. CommunityViz - przykład takiej symulacji poniżej.


Dla obejrzenia prezentacji należy kliknąć na obrazek powyżej. Źródło:
http://placeways.com/communityviz/

Tylko proszę nie wypisywać, że twierdzę, ze program komputerowy coś rozwiąze - samo się nie rozwiąze nic. Tu jest potrzebnych kilka elementów, tak ad hoc: 1. wola dialogu, 2. edukacja i zaangażowanie łodzian, 3. wola zorganizowania mediacji i jej zorganizowanie. Symulacje i fajerwerki są rzeczą towarzyszącą, równie dobra jest uczciwa opinia przyrodnika (która nota bene powinna być zawarta w prognozie oddziaływania na środowisko - podejmując decyzje nalezałoby do niej zajrzeć). Obrazki mają jedynie tę przewagę, ze przez swoją spektakularność ułatwiają przekonanie publiczności. Polecam w tej materii szanownym czytelnikom doskonałą wypowiedź Davida McCandless'a na temat piękna wizualizacji.

Podejrzewam że ciąg dalszy nastąpi...

Tagi: prawo, społeczeństwo, nieruchomości, miasto, Łódź, urbanistyka, studium

Komentarze

2010-09-25 16:34:50 | 178.36.144.* | planista_amator
Re: O perypetiach ze studium mojego miasta uwag dwie [1]
Przyglądając się perypetiom związanym ze sporządzanym studium, dyskusjom, które temu towarzyszą, treści niniejszego artykułu oraz
dyskusji, którą wywołał, postanowiłem się wypowiedzieć.
Otóż, zastanawia mnie, dlaczego w uwagach, wnioskach do studium tak mało jest tych ze strony naukowców zajmujących się tą tematyką
w mieście. Sześćset uwag to w większości roszczenia prywatnych właścicieli ziemskich, a czemu nie wypowiedzieli się w odpowiedniej
ofensywie naukowcy? Uwag z ich strony znalazłem raptem kilka. A w końcu w Łodzi mamy: Instytut Architektury i Urbanistyki
Politechniki (przy którym powołano ostatnio też Kolegium Gospodarki Przestrzennej), mamy Instytut Gospodarki Przestrzennej przy
Wydziale Ekonomiczno - Socjologicznym Uniwersytetu, kolejno przy Wydziale Nauk Geograficznych mamy: Instytut Geografii Miast i
Turyzmu i Instytut Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Organizacji Przestrzeni (w ramach którego działają katedry: Gospodarki
Przestrzennej i Planowania Przestrzennego oraz Zagospodarowania Środowiska i Polityki Przestrzennej) a także jest Katedra
Zarządzania Miastem i Regionem przy Wydziale Zarządzania UŁ z prof. Markowskim na czele, aczkolwiek tę bym troszkę usprawiedliwił,
bo zrzeszony przy tej jednostce lokalny oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich kilka swoich uwag napisał...
Ale we wszystkich wspomnianych miejscach pracuje mnóstwo ludzi, nie ukrywajmy, mniejszych lub większych, ale jednak fachowców!
Studium ma w sobie tyle niedoróbek, że przynajmniej po jednej merytorycznej uwadze każda z osób zrzeszonych w ww. instytucjach
naukowych powinna dostrzec... Tymczasem jakoś brakło takowych...
Może za jakąś przyczynę podamy burzliwy okres sesji, w którym akurat trzeba było te uwagi przesyłać. Druga przyczyna to też fakt,
że to studium w sieci podano nam w tak niekomfortowy sposób, że można się załamać. Lepiej mogli nerwów człowiekowi nie psuć tym
"ustrojstwem".
Nikt nie pomyślał o tym, żeby wszystkie plansze zarejestrować, by można było wykonywać pomiary powierzchni i odległości (co tak
bardzo przydałoby się autorowi poprzedniego studium, bo tyle pomiarów chciałby wykonać) oraz dalej: plansze ustawić tak, by można
było je na siebie nakładać, aby każdy mógł sobie porównywać poszczególne rzeczy. Nikt nie rozważył też o tym, żeby zrobić prostą
platformę do tworzenia uwag - gdzie każdy z pozycji przeglądarki mógłby na mapie w prosty sposób obrysować miejsce, o które mu
chodzi i dodać do niego stosowną notkę z uwagą (a nawet zaopatrzyć ją zdjęciem, czy linkiem), a potem taki plik zapisać na swoim
kompie i przesłać jako załącznik w mailu z uwagą. Nikt nie powie mi, że to drogie, bo takie narzędzia na świecie coraz śmielej
tworzy się w oparciu o bezpłatne oprogramowanie... W tej samej technologii możnaby podpiąć się pod wektorowe warstwy z serwera WMS
Geoportalu albo MODGiKu, żeby każdy miał dostęp do warstw katastralnych. Można było jednocześnie podpiąć także ortofotomapy, by
ludzie mogli zobaczyć, jak naprawdę teren wygląda z lotu ptaka...
Sądzę, że gdyby w taki sposób zabrać się za to studium, to efekt mógłby być zupełnie inny niż mamy. Na budowę opisanych przeze
mnie platform kontaktu z mieszkańcami zapewne można było pobrać jakieś unijne fundusze. Choć powiem tyle, że to nie są jakieś
ogromne koszty. Są w tym kraju zdolni geoinformatycy, którzy taką platformę danych zbudowaliby raptem za kilkanaście tysięcy
złotych (czyli nawet bez konieczności wszczynania przetargu), a przypominam, że firma dokańczająca studium dostała za tę swoją
robotę tysięcy sześćset! Ja, gdybym rządził tym miastem, określiłbym w ramach przetargu zbudowanie kompleksowego, uniwersalnego
systemu informacji przestrzennej specjalnie dla projektu studium, bo to dokument strategiczny, tak ważny na lata.
W takim układzie jak to wszystko się ułożyło to w mojej opinii najlepiej z tym studium dać sobie spokój, a przystąpić do
sporządzenia zmiany tamtego studium i ewentualnie wprowadzić pojedyncze w nim korekty. Bo naprawdę tamto studium nie jest złe, a
zrobione o wiele "fachowiej" od obecnie rozpatrywanego projektu. skomentuj
2010-09-25 17:01:19 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Mogłabym się podpisać pod Pana uwagami. Są absolutnie słuszne we wszystkich punktach, które Pan wymienił. Problem z
geoinformatyką w MPU - ja to tak postrzegam - jest problemem kompetencji - dalej proszę sobie dopowiedzieć.
Zaś kwestie tzw. "środowiska"... No właśnie - dlaczego tak mało otwartej krytyki? Bo trochę krytyki jednak było. Na tyle dużo
że przedostała się do tzw. "opinii publicznej". skomentuj
2010-09-16 10:29:54 | *.*.*.* | kontrurbanista
Re: O perypetiach ze studium mojego miasta uwag dwie [7]
„Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu.”
Niestety, pogląd ten nie znajduje odzwierciedlenia w aktualnym stanie prawnym – studium gminy nie może zawierać zapisów
dotyczących przeznaczenia terenu. Być może z tego (niestety często spotykanego) pojęciowego nieporozumienia wzięło się 600 (!)
uwag.
Co do funkcji mediatora – to klasyczne mnożenie bytów. Mediatorem powinien być wyłącznie urbanista, który jest autorem
opracowania (studium, planu). skomentuj
2010-09-16 11:09:13 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
"Art. 10 u.o p.i z.p.:
ust. 2. W studium określa się w szczególności:
1) kierunki zmian w strukturze przestrzennej gminy oraz w przeznaczeniu terenów;"
Użyłam sformułowania planowane przeznaczenie terenów - mając na myśli dokładnie to co zapisane jest w ustawie."
A o co Panu chodziło? Bo proszę wybaczyć nie bardzo rozumiem. Bo to że przeznaczenie terenów określa plan miejscowy i dopiero
plan miejscowy jako dokument stanowiący prawo lokalne jest wiążący to oczywiste. I tego czytelnikom tego bloga nie muszę już
jak sądzę tłumaczyć..

Co do mediacji - planista nie powinien być mediatorem. To jest zasób wiedzy której nie nabywamy na uczelni ani nigdzie
indziej. Poza tym jak słusznie zauważył @marek jesteśmy stroną. I z definicji nie powinniśmy zajmować się mediacją. skomentuj
2010-09-16 11:12:23 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Wcale nie uważam że fakt że przeznaczenia terenów nie określa się szczegółowo i ostatecznie w studium jest czymś
niewłaściwym. Tego nie da się sprecyzować w skali miasta czy gminy. I całe szczęście że można to doprecyzowywać w planach
zachowując przy tym kierunek zmian wyznaczony w studium. skomentuj
2010-09-16 12:01:10 | *.*.*.* | kontrurbanista
„Otóż studium i plany miejscowe mogą jedynie zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu.”
Niestety, w cytowanym zdaniu widzę umieszczenie studium gminy i planu miejscowego "na jednym poziomie" - oba
opracowania mogą zawierać zapis dotyczący planowanego przeznaczenia terenu. I tylko do tego nieuprawnionego
"zrównania" studium z planem miejscowym się odniosłem.
Co do mediacji – urbanista, który staje się „stroną” przestaje być urbanistą. Niestety.
Może dlatego tak mało w Polsce urbanistów… skomentuj
2010-09-16 12:07:56 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Ależ urbanista jest stroną z racji samego wykonania koncepcji - w którą przecież zainwestował ileś czasu i wysiłku,
oraz pieniędzy. Nie zawsze się robi warianty. A zawsze mamy jakąś opinię na temat naszych koncepcji - nie da się
być bezstronnym. Są różne rozwiązania tego samego zadania i jedne są naszym zdaniem lepsze inne gorsze. Poza tym -
niech Pan nie mówi że nie chce Pan aby plany były uchwalana szybko. Ja nie ukrywam - wolę.
Nie chce mi się nanosić iluś poprawek jeśli mogę ich nie nanosić. Cena pozostaje ta sama. Ja tu nie mówię o
korupcji - bo tak zrozumiałam Pana wypowiedź. Ale o normalnym procesie tworzenia opracowania planistycznego.
Urbanistów w Polsce jest niewielu bo nie ma co robić. Kształci się masę osób w tym zawodzie i oni nie mają gdzie
zdobywać praktyki.
A za uwagę dziękuję - może i ma Pan rację że to był zbyt duży przeskok myślowy. A muszę się liczyć z tym że ktoś tę
wypowiedź może potraktować niemal jako opinię prawną. skomentuj
2010-09-16 13:36:10 | *.*.*.* | kontrurbanista
Pisząc o stawaniu się urbanisty „stroną” miałem na myśli raczej rezygnację z neutralności w
ewentualnym sporze: strona gminna – strona społeczna.
Najczęściej ta rezygnacja, co poniekąd zrozumiałe, jest „wykonywana” na rzecz płacącego czyli
gminy – nie musi to jednak mieć znamion korupcji.
Jak sama Pani powiedziała: „Są różne rozwiązania tego samego zadania i jedne są naszym zdaniem lepsze
inne gorsze.”
Pytanie tylko: dla kogo lepsze, dla kogo gorsze? I które rozwiązanie jako urbaniści
„rekomendujemy”?
W procesie rezygnacji urbanisty z bycia „stroną” chodzi raczej o odwagę bycia bezstronnym.
A jeśli już stronniczym to raczej na rzecz strony społecznej, z definicji słabszej strony sporu (niestety, nie
płacącej).

„(...) A zawsze mamy jakąś opinię na temat naszych koncepcji - nie da się być bezstronnym.”
A propos wykonywania koncepcji – myślę, że jeśli do jej (ich) tworzenia, a nawet wcześniej, dopuszczamy
stronę społeczną to po pierwsze: koncepcje nie są już wyłącznie nasze tj. urbanistów; po drugie: mamy olbrzymią
szansę na uniknięcie późniejszych „mediacji” i innych równie karkołomnych prób „gaszenia
pożaru”.

„Poza tym - niech Pan nie mówi że nie chce Pan aby plany były uchwalane szybko. Ja nie ukrywam - wolę.
Nie chce mi się nanosić iluś poprawek jeśli mogę ich nie nanosić. Cena pozostaje ta sama.”

Trochę to nie koresponduje z tytułem Pani blogu. skomentuj
2010-09-16 14:52:07 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Generalnie się zgadzam. Jedynie co do trzeciego stwierdzenia mam odmienny pogląd i na przykładzie łódzkiego
studium można to wdzięcznie wykazać. Bez partycypacji społecznej opracowania wykonuje się znacznie wolniej,
trzeba je poprawiać w nieskończoność a wersja finalna długo nie staje się ostateczną. Zresztą sam Pan to
powiedział zdanie wyżej.

W państwie gdzie szanuje się własność prywatną i respektuje prawa obywateli nie da się robić planów bez
nich. Po prostu. Mitem jest stwierdzenie że partycypacja wydłuża procedurę. skomentuj
2010-09-16 10:52:44 | *.*.*.* | marekwojciechowski
Przepraszam a jakie pojęcie o mediacji ma, przy całym szacunku - urbanista?
Poza tym jest stroną 'sporu" więc nie może być mediatorem z istoty tej funkcji. skomentuj



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.