2011-05-22 18:25
 Oceń wpis
   

Temat dzisiejszego wpisu miał być odmienny. I wrócę do tego wcześniejszego z pewnością. Jednak powrót z konferencji RealCORP 2011 w Essen był dla mnie na tyle zaskakujący poprzez mnogość kontrastów związanych z jakością transportu kolejowego, że przesłonił wcześniejsze doświadczenia.


Pociąg nr 1 - Essen - Berlin

Z Essen do Berlina jechałam zatłoczonym pociągiem ICE. Zatłoczonym ze względu na rozgrywki piłkarskie w Berlinie (musiałam czekać 2 godziny aby dostać rezerwację na miejsce siedzące, a i tak sporo osób podróżowało stojąc na korytarzu). Niemniej jednak jeździ się tam nadzwyczaj wygodnie, bardzo szybko, wagony są klimatyzowane i wyprawa nie jest żródłem zmęczenia.


Pociąg nr 2 Berlin - Warszawa

Mianem komfortowego mogę też określić przejazd pociągiem EC (ICC) z Berlina do Warszawy - klimatyzowany wagon, czyściutko, trudno na cokolwiek narzekać.
Stąd zapewne tak bardzo uderzył mnie kontrast z tym co spotkało mnie w ramach tej podróży później. Nie wybierałam w sposób nazbyt świadomy kolejnego pociągu. Początkowo, pomimo wykupionego dużo wcześniej biletu do Warszawy (cena biletu w promocji pozostaje ta sama czy wysiadamy wcześniej czy też dojeżdżamy do stacji końcowej) moją intencją było wysiąść w Kutnie - tak aby dotrzeć jak najszybciej do Łodzi, do celu. Niestety pojęcie korelacji rozkładów jazdy pociągów na tych dwóch trasach nie istnieje, a perspektywa oczekiwania prawie dwóch godzin w słońcu na odkrytych peronach stacji w Kutnie (własnie remontowanej - tymczasowy budynek stacji znajduje się po drugiej stronie ulicy, z walizką to nic przyjemnego wędrować po tamtejszych wertepach) nie należała do najmilszych. Jakość pociągów, które pieszczotliwie określam mianem "klekotek" (znane są też inne popularne określenia), a które tam jeżdżą odkąd sięgam pamięcią (te same, nie takie same - dostrzegacie różnicę) też nie napawała optymizmem. Skądinąd - tamtędy sporo obcokrajowców dociera do Łodzi. Doskonała wizytówka miasta, było nie było wojewódzkiego.


Pociąg nr 3 -zatłoczony i duszno, siedzenie na pierwszym planie tylko dlatego wolne że mogłoby się urwać!

Niestety dotarcie do Łodzi koleją z drugiej strony, a mianowicie od strony stolicy, okazało się gorsze. Nie ze względu na punktualność - pociąg dojechał zgodnie z rozkładem jazdy - ale ze względu na zatłoczenie i jakość taboru. Cały pociąg składał się z czterech lub pięciu wagonów. Wszystkie miejsca były zajęte, część osób stała. Duszno wewnątrz było niemiłosiernie. Tylko niektóre okna można było otworzyć, ze względu na przerdzewiałe uchwyty. Te zaś, które się otwierać dały dzięki mechanizmowi samozamykającemu zamykały się z powrotem.


W głównej roli - butelka po Coli na drugim planie.

Zaobserwowałam ciekawe rozwiązanie blokowania okna w pociągu - jesteśmy kreatywni w przypadku potrzeby. Na stacji przed Koluszkami do pociągu podjechała karetka pogotowia, celem zabrania podróżnej, ponoć młodej dziewczyny, która zasłabła. Wcale mnie to nie zdziwiło bo do zaduchu wywołanego upałem i brakiem możliwości przewietrzenia dochodziły jeszcze wyziewy z wc. Szcześliwie więcej wypadków nie miało miejsca. Nie urwało się szczęśliwie żadne z siedzeń, choć stan niektórych wskazywałby na konieczność naprawy, a najlepiej wymiany tego "taboru". Nie umiem też zrozumieć dlaczego skoro pociąg jest obciążony w nadmiarze nie jest możliwym dodanie dodatkowych wagonów. Jednocześnie rozumiem zagadnienia ceny i jej przełożenia na jakość ale te najtańsze pociągi też nie są tak tanie aby uzasadniało to ich stan - prawie zagrażający zdrowiu pasażerów.

Ponoć staramy się o przesunięcie części środków unijnych przeznaczonych na modernizację transportu szynowego na budowę dróg. Zupełnie nie rozumiem dlaczego - przecież jak dowodzi obciążenie składów chcemy jeździć pociągami. Tym bardziej że dróg też nie ma i w najbliższym czasie nie będzie. Dlaczego nasi kibice nie mogą na Euro 2012 dojechać pociągiem (Niemcy mogą - pomimo niewątpliwej ekscytacji niczego nie demolowali, widziałam nawet wielbicieli dwóch przeciwnych drużyn tłoczących się jedni obok drugich na jednym peronie na przemian wznoszących okrzyki na cześć swoich ulubieńców). W Warszawie nie trzeba byłoby rozwiązywać problemu z parkowaniem, itd, itd.
O emisji CO2, o zanieczyszczeniu powietrza i pogarszaniu jakości środowiska życia ludzi i o zgodności podejmowanych inicjatyw z polityką UE (która za inwestycje w infrastrukturę płaci) nie wspominam.

PS. Tak swoją drogą skoro GW godzinne spóźnienie pociągu EC na trasie Berlin -Warszawa określa mianem skandalu:  http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9645094,Ekspres_spoznil_sie_godzine__czekal_na_delegacje.html - to ja doprawdy nie wiem jakimi słowami nazywać to co się dzieje na trasie Berlin - Łódź, a nawet tylko Warszawa - Łódź.

Tagi: transport

Komentarze

2011-05-22 21:38:09 | 178.36.49.* | Uważam Rze...
Re: Pociągiem do Łodzi [1]
W naszym kraju jest wiele takich właściwości, których zrozumienie jest niemożliwe nawet najwybitniejszym filozofom...
Z 5 złotych, które ludzie płacą za litr paliwa, 3 to podatek + akcyza. Mimo tego, jeśliby pojechać nawet w 3 osoby samochodem na
gaz (który jest obecnie ok. dwukrotnie tańszy od benzyny) na odcinku Kutno - Łódź, będzie: szybciej, taniej i wygodniej niż
zaprezentowanym we wpisie pociągiem nr 3 (nie mówiąc już o tym, ze linia z Kutna do dworca Kaliskiego jest zdewastowana, a ta z
Fabrycznego do stolicy już trochę jednak wyremontowana).
Pytanie, dlaczego jest tak, że niemal wszystko jest źle?
Bo za kilometr przejazdu nieważne jakim pociągiem po polskich liniach kolejowych, przewoźnik musi wnieść władającej trakcją spółce
ponad 20 zł opłaty (to bodaj drugi wynik w Unii po Słowacji). Spółka PLK posiada większościowy udział państwa. Koleje są też
głównie pod władaniem albo państwa (Intercity) albo samorządów (Przewozy Regionalne). Rozliczenia są takie, że każdy ma zarobić
najwięcej. Nie działa tu jednak w pełni wolny rynek, bo strategiczne decyzje mają swe polityczne "uzasadnienia".
W konsekwencji tirom nie opłaca się poruszać po torach i dewastują drogi, płacąc za to w takim samym stopniu, jak samochody
osobowe (a nawet mniej, bo przecież zbierając fakturki odzyskują potem podatek). Tymczasem przejazd jednego, nawet
nieprzeładowanego tira, nie jest dla drogi gorszy proporcjonalnie o tyle, o ile więcej tir spala paliwa od osobówki (bo tir pali
tylko kilka razy więcej, a niekiedy niszczy drogę bardziej niż jednokrotny przejazd tysiąca aut).

Mamy więc często bardzo niebezpieczne, zapchane i rozwalone drogi, na których remonty idzie kasa z benzyny oraz zdewastowane i
przez lata nieremontowane linie kolejowe, na naprawy których kasy już brakuje.
Sprawa jakości stanu pociągów to już inna rzecz. Skoro głównym celem spółek-przewoźników, gdy tylko powstały, była maksymalizacja
zysków i możliwe najszybsze pozbycie się gigantycznych długów, zdecydowano się posprzedawać na złom tyle składów, ile tylko się
dało, a ludzi stłoczyć jakby to przewożono zwierzaki (co ciekawe, gdyby transportować w taki sposób zwierzęta, szybko towarzystwo
opieki nad nimi skutecznie wymogłoby stosowne kary...).
Mamy więc w tym kraju silne lobby drogowe (w którym często przesadzone koszty budowy dróg to już inna bajka) i nieracjonalną
politykę kolejową (co przekonuje znaczną część społeczeństwa do kolejnych inwestycji w drogi). Nie dość, że stan torów i składów
jest fatalny, to jeszcze oferta połączeń bardzo niewygodna. Teraz nie tylko należy patrzeć, który pociąg będzie dogodny, ale też
na spółkę, jaką mamy pojechać. Nie warto więc w ślepo kupować biletu w dwie strony, bo potem coś wypadnie i trzeba będzie płacić
dodatkowo za bilet spółki konkurencyjnej.

Co do ewentualnej poprawy istniejącego stanu dzięki obecności w UE. Skoro w tym pięknym kraju tak się powiększa biurokrację (do
czego sama unia tylko trochę się przyczynia), że przebudowa linii kolejowej Poznań - Berlin (a jest to odcinek nizinny, o
przyjaznej dla pociągów rzeźbie) ma trwać 6 lat. to nasza cywilizacja chyba zaczyna się uwsteczniać, bo 3 razy szybciej trwało
ZBUDOWANIE (w poprzednim przypadku jest mowa tylko o przebudowie) linii kolejowej na strasznie urozmaiconym odcinku Wiedeń -
Konstantynopol. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z ówczesnych budowniczych - analfabetów przypłaciło tę "przygodę" śmiercią.
Ale niebotyczna różnica w poziomie mechanizacji i wiedzy technicznej pomiędzy 1870 a współczesnością tak bardzo unaocznia, jak
nasza obecna cywilizacja "schodzi na psy". skomentuj
2011-05-22 21:53:09 | *.*.*.* | mojemiasto.org.pl
Pozostaje "partycypacja społeczna"... Model hiszpański? (oby nie egipski). Były też swego czasu dobre wzorce polskie. Troszkę
przesadzam ale moim zdaniem brakuje kontroli społecznej tego bałaganu. I jednak niezależnych mediów. Nie zaangażowanych w
politykę. skomentuj



O mnie
 
Dr inż arch. Małgorzata HANZL adiunkt w Zakładzie Projektowania Urbanistycznego Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej


Ankieta
 
Czy uważasz że ograniczanie indywidualnych gustów inwestorów w imię zachowania ładu przestrzennego jest potrzebne?
Tak i temu służy planowanie miejscowe
Nie, za to odpowiadają architekci. Oni to robią najlepiej i nie potrzebują dodatkowych przepisów regulujących ich twórczość
Uważam że oryginalność jest nadrzędną wartością nad zachowaniem ogólnego ładu
Nie wiem o czym mowa
 


Kategorie Bloga






Najnowsze komentarze
 
2016-06-03 10:46
Szara Ala do wpisu:
Legalizacja samowoli budowlanych w orzeczeniu TK
ten wyrok uratował nam życie ;) niestety w naszej gminie nie znali takich "nowych praw" ( ;))[...]
 
2016-03-04 10:44
walery do wpisu:
Wielkomiejski snob podmiejski
Gośka, skad tyle jadu i sarkazmu w tym tekście ? Zgadzam się , ze MPZP powinny szczegółowo[...]
 
2015-09-02 08:41
mojemiasto.org.pl do wpisu:
Niedorzeczność
Ja sama zrezygnowałam z auta na rzecz roweru kilka lat wstecz. Łódź nie jest najgorszym[...]
 
2015-09-02 01:21
E. do wpisu:
Niedorzeczność
Właśnie wróciliśmy z Trójmiasta... gdzie wybraliśmy się pociągiem z rowerami. Nieporównywalnie![...]
 
2015-05-29 15:58
majka.skowron do wpisu:
O katastrofie - sagi odcinek pierwszy
Zgadzam się 98% tego wpisu. 2% to przestarzały tabor autobusowy, którego w Łodzi nie mamy.